Jak poinformował w niedzielę portal Meduza, były szef szpitala w Omsku zaginął bez wieści. W uprzednio kierowanej przez niego placówce leczony był m.in. Aleksiej Nawalny.
Po prawie trzech dniach poszukiwań odnalazł się Minister zdrowia obwodu omskiego, Aleksandr Murachowski. Lekarz został znaleziony żywy.
Według medialnych doniesień sam przyszedł do ludzi w rejonie wsi Basły. Informację o odnalezieniu mężczyzny potwierdza komunikat służb prasowych władz lokalnych.
Poszukiwany od kilku dni mężczyzna jest w dobrym stanie. Władze obwodu Omskiego podały, że były szef szpitala został już zbadany w placówce w rejonie bolszeukowskim.
Informację o zaginięciu lekarza podał 9 maja portal Meduza. Wiadomo, że w omskiej placówce, którą dawniej kierował Aleksandr Murachowski leczony był m.in. Aleksiej Nawalny.
Jak informowały w niedzielę i poniedziałek rosyjskie media regionalne – były szef szpitala w Omsku, gdzie w sierpniu 2020 r. trafił opozycjonista Aleksiej Nawalny, zaginął bez wieści podczas polowania.
Wiadomość o zaginięciu Aleksandra Murachowskiego ogłosił m.in. niezależny portal Meduza, powołując się na regionalne redakcje.
Według nich, 7 maja po południu Murachowski opuścił bazę myśliwską i udał się do lasu na quadzie. W poszukiwania lekarza zaangażowali się jego znajomi, którzy poszukiwali go w lesie przez dobę, a 8 maja zgłosili jego zaginięcie lokalnej policji.
Uczennica katolickiego liceum Białymstoku została skreślona z listy uczniów liceum. Czy powodem był jej udział w Strajku Kobiet? Sprawę tłumaczy dyrekcja placówki.
Uczennica drugiej klasy niepublicznego Liceum Ogólnokształcącego Zespołu Szkół Katolickich im. Matki Bożej Miłosierdzia w Białymstoku została usunięta z listy uczniów swojego liceum. Powodem wyrzucenia 17-letniej Julity miała być jej partycypacja w protestach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet (OSK). Jak podkreśla w rozmowie z onet.pl prawniczka dziewczyny:
Będziemy się domagać publicznych przeprosin. Myślę, że przynajmniej tyle należy się mojej klientce – mówi Anna Jaczun, pełnomocniczką i adwokatka Julity.
Według narracji pełnomocniczki dziewczyny, nie są znane dokładne powody relegacji nastolatki ze szkoły. Jak jednak wskazuje Anna Jaczun – wszystko wskazuje, że powodem decyzji był udział dziewczyny w marcowych manifestacjach OSK:
My do tej pory nie wiemy, jaka jest faktyczna podstawa relegowania Julity ze szkoły. Nieoficjalnie dyrekcja szkoły dała do zrozumienia, że tak owszem, chodzi o angażowanie się w protesty – komentuje prawniczka.
Jak zaznacza Jaczun, w przypadku jeśli powodem wyrzucenia 17-latki ze szkoły był jej udział w strajku, decyzja szkoły może być nielegalna:
Chciałabym jednak podkreślić, że ani statut szkoły, ani regulamin, ani żaden akt prawa wewnętrznego nie może uczniom regulować, co mają robić w swoim wolnym czasie i nie może też ograniczać prawa do manifestowania i wyrażania poglądów.
Sprawę skomentowała dla portalu TVP Info dyrektor wspomnianej placówki, Honorata Kozłowska. Jak mówi, rodzice zapisując dziecko do prywatnej szkoły katolickiej powinni liczyć się z określonym profilem szkoły:
Pragnąc tego, żeby dziecko do tej szkoły uczęszczało, składają stosowne dokumenty i odbywają rozmowę kwalifikacyjną. Podczas tej rozmowy informujemy o tym, jaki jest profil szkoły: szkoła katolicka – zaznacza Honorata Kozłowska.
Jak podkreśla dyrektor placówki – podpisanie przez rodziców umowy ze szkołą jest równoznaczne z akceptacją w całości realizowanego przez szkołę programu nauczania, wychowania, statut i regulaminy:
W paragrafie 2 umowy jest wyraźnie zapisane, że wyrażają zgodę na katolicki charakter wychowania. To wszystko wybrzmiewa w umowie, szkoła katolicka nie może być szkołą niekatolicką – zaznacza Honorata Kozłowska.
Według dyrektorki skreślenie Julity z listy uczniów było to wypowiedzenie umowy, którą rodzice dobrowolnie podpisali. Jak podsumowuje szefowa katolickkiej placówki:
Nierespektowanie umowy może skutkować jej wypowiedzeniem; to również przewidują zapisy umowy. (…) Rozumiem, że rodzice podpisując umowę, utożsamiają się z katolickim charakterem szkoły. Jeśli rodzice zmienili poglądy, należało jasno o tym powiedzieć i zrezygnować z kształcenia i wychowania w naszej placówce.
Jak dodaje Honorata Kozłowska:
Uczniowie szkoły katolickiej nie powinni np. uczestniczyć w demonstracjach aborcyjnych czy promować numerów telefonów do placówek aborcyjnych.
Jak Polska pomogła Indiom? Jakie indyjskie firmy inwestują nad Wisłą? Prezes Indyjsko-Polskiej Izby Gospodarczej o relacjach handlowych między oboma krajami.
Dzisiejsze informacje: ponad 400 tysięcy nowych zachorowań, 4 tysiące zgonów.
Jawahar Jyoti Singh zauważa, że sytuacja epidemiczna w jego ojczyźnie jest nieciekawa. Polska wysłała do Indii pomoc.
Polska zrobiła bardzo dobry gest przyjacielski wysłałając urządzenia do Indii plus inne medyczne rzeczy- taki znak przyjaźni między Indiami i Polską.
[related id=”15613″]Relacje handlowe między oboma krajami są dobre, także teraz, mimo lockdownów. Te ostatnie zdaniem prezesa Indyjsko-Polskiej Izby Gospodarczej działają, gdyż spada dzięki nim liczba zachorowań. Wskazuje przy tym, że firmy potrzebują pomocy od rządu, aby przetrwać ten trudny moment. Przedstawia wymianę handlową między oboma krajami. Zauważa, że
Przewaga jest po stronie Indusów, którzy inwestują sporo w Polsce. To jest ponad 3 mld dolarów inwestycji.
Nad Wisłą działa kilkanaście indyjskich firm z branży IT, handlu, czy produkcji. Ponad 350 mln dolarów wynoszą polskie inwestycje w Indiach. Kraj ten jest największym na świecie producentem szczepionek. Współpraca na polu technologii informatycznych nie jest, jak zauważa Singh, jednostronna:
To nie jest tak, tylko że firmy indyjski są technologicznie inwestują w Polsce, ale polskie firmy w tym momencie otwierają swoje centra albo biura, gdzie oni obsługują firmy zagraniczne mając indyjską osobę do pracy.
Rozwija się współpraca polsko-indyjska na rynku rolnym.
W ostatnich dniach na Śląsku w licznych domach wielorodzinnych, familokach i blokach są rozrzucane egzemplarze specjalnego, „spisowego” numeru „miesięcznika górnośląskich regionalistów.
Podczas spisu powszechnego w 2011 r. – w naiwności swej – oprócz narodowości polskiej w pierwszym wyborze, w drugim zadeklarowałem, że czuję się Ślązakiem.
Ślązakiem spod Strzelec Opolskich był mój starzik/dziadek, mój ojciec – z Hajduk, dziś Chorzowa-Batorego. Od dziecka na podwórku/placu się godało/mówiło z innymi/inkszymi chłopakami/bajtlami. Do dziś, jeśli jestem z kimś zaprzyjaźniony, zaczynom godać. Tak mi jest łatwiej. Dlatego swoją drugą deklarację potraktowałem spontanicznie. Po czasie musiałem przyznać – bezrefleksyjnie.
Bo oto po zakończeniu spisu dowiedziałem się, że nie jestem Polakiem, tylko jednym z 847 tys. tzw. Ślązaków. Nikogo nie obchodziło, że w pierwszej kolejności, tak jak 411 tys. innych Ślązaków – zadeklarowałem, że jestem Polakiem.
Że 431 tys. Ślązaków zadeklarowało śląskość wspólnie z polskością. W manipulacjach pospisowych, wykorzystywanych przez środowiska tzw. autonomistów niejakiego Gorzelika, ślązakerów czy wręcz oberszlyjzerów, byłem wrzucany do jednego worka pod tytułem: grupa narodowa/etniczna – liczba deklaracji ogółem…
Długo nie mogłem się z tym pogodzić. Przecież mój starzik walczył u Hallera na północnym froncie Bitwy Warszawskiej 1920 r., na jego rozkaz – wrócił na Śląsk głosować za Polską w plebiscycie, a gdy się okazało, że jego wyniki zostały zafałszowane decyzją mocarstw, które zamiast liczyć głosy – jak było wcześniej ustalone – poszczególnymi gminami, przyjęły ogólne wyniki na obszarze plebiscytowym i ogłosiły zwycięstwo Niemców, poszedł do III powstania śląskiego.
Od tego momentu, od uświadomienia sobie, że biurokratycznymi matactwami ówczesnego, platformerskiego rządu i Głównego Urzędu Statystycznego wtłoczono mnie w obłęd tworzenia jakiegoś nowego „narodu”, aby mnie przeciwstawić Polsce i Polakom – zdecydowałem, że już nigdy nie poddam się takiej manipulacji.
Nie dam się sprowokować przeciw naszej wspólnej: Górali, Małopolan, Mazurów, Podlasian, Pomorzan, Ślązaków, Wielkopolan – Ojczyźnie. Nie przyłożę palca do sterowanej przez eurokratów koncepcji regionalizacji państw narodowych, co w praktyce oznaczałoby kolejne rozbicie dzielnicowe Polski.
Dopiero niedawno na fb trafiłem na komentarz pod jednym z wpisów na temat obecnego spisu powszechnego, który mi wyjaśnił, jak to się mogło stać, że mnie wówczas tak wrednie zmanipulowano. Marek Skawiński – w kontekście grupy etnicznej „górali” – napisał: „pytanie padło (…) odnośnie do deklaracji góralskiej. Abstrahując nawet od (narzucającego się) skojarzenia krzeptowsko-kożdoniowego, podaję odpowiedź, której udzieliłem tam, a jasne się stanie, dlaczego (jeżeli nie odwodzimy, to choć nie nakłaniajmy):
„W 2011 r. góralską identyfikację narodowo-etniczną jako jedyną podało 96 osób; 0 osób podało ją na 1. miejscu w połączeniu z inną; 2824 na 2. miejscu z polską na 1. miejscu i 15 osób na 2. miejscu z niepolską na 1. miejscu. Podaję liczby, pomijam fakt pomieszania identyfikacji narodowo-etnicznej z etnograficzną – prawo pytanych nie odróżniać jednego od drugiego. Wynik, co do intencji znakomitej większości pytanych, jasny.
A jednak odradzałbym na przyszłość tym 2839 osobom (i ich naśladowcom) tego rodzaju korzystanie z możliwości podwójnej deklaracji. Dlaczego? Otóż identyfikacja na 1. miejscu stanowiła odpowiedź na pytanie »Jaka jest Pana(i) narodowość?«, identyfikacja na 2. miejscu była natomiast odpowiedzią na pytanie »Czy odczuwa Pan(i) przynależność także do innego narodu lub wspólnoty etnicznej?«.
Tak sformułowane pytania jasno określały hierarchię tych identyfikacji, stąd pytani o to w dniach 1 IV–30 VI 2011 zapewne nie byli świadomi tego, że 16 IX 2010 r. w Lublinie Komisja Wspólna Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych ustaliła, że »w przypadku zadeklarowania przynależności do narodowości polskiej i równocześnie przynależności do mniejszości narodowej lub etnicznej, przy ustalaniu liczby osób należących do mniejszości narodowych i etnicznych powinna być wzięta pod uwagę deklaracja przynależności do mniejszości.
W przypadku zadeklarowania przynależności do dwóch różnych mniejszości narodowych lub etnicznych powinna zostać wzięta pod uwagę odpowiedź na pierwsze z pytań«, oraz że stanowisko to zostanie 23 II 2012 r. przyjęte przez GUS. Pisząc krócej, niezależnie od woli pytanego odnośnie do hierarchii deklarowanej tożsamości, w wypadku deklaracji podwójnej – polskiej i niepolskiej, nadrzędna jest deklaracja niepolska nad polską.
Oczywiście rzecz odnosiła się wówczas jedynie do podmiotów określonych ustawą o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym, więc nie wprost do deklaracji góralskich na 2. miejscu, ale ponieważ niewiele jest mnie w stanie zaskoczyć, więc i nie to, że podejście »pytanie to jedno – osobliwa interpretacja odpowiedzi na nie to drugie« znajdzie zastosowanie w ogóle, tj. nie tylko w odniesieniu do 101,5 tys. osób, którym ta interpretacja odwróciła hierarchię udzielonych odpowiedzi, ale i do pozostałych osób, które zadeklarowały narodowość polską jako podstawową, a inną jako tożsamość dodatkową (w 2011 r. kolejnych 686,7 tys.). Dlatego lepiej ostrożnie z 2. deklaracją”.
Zastanawiam się, czy to możliwe, że po sześciu latach rządów Zjednoczonej Prawicy taka forma interpretacji przyszłych wyników plebiscytu jest nadal możliwa, a jeśli tak – jak rząd Zjednoczonej Prawicy mógł tego nie dopatrzyć i pozostawić antypolskim manipulantom pole ponownego wykorzystania spisu powszechnego przeciw państwu polskiemu?
Piszę o tym, bo w ostatnich dniach na Śląsku w licznych domach wielorodzinnych, familokach i blokach są rozrzucane egzemplarze specjalnego, „spisowego” numeru „miesięcznika górnośląskich regionalistów – Jaskółka Śląska/Ślōnskŏ Szwalbka” z graficzną instrukcją obsługi, jak w kwestionariuszu osobowym spisu powszechnego zadeklarować w pytaniu 9 – nieistniejącą zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z 2013 r. – „narodowość” śląską, przynależność etniczną do narodu „śląskiego” lub „śląskiej” wspólnoty etnicznej oraz jak wybrać język „kontaktów domowych” – tzw. „śląski”.
Dlatego warto przypomnieć, że zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z 5 grudnia 2013 r. (w sprawie III SK 10/13), narodowość śląska nie istnieje. W komunikacie prasowym po jego ogłoszeniu podkreślono: „Szanując przekonanie części Ślązaków o ich pewnej odrębności, wynikającej z kultury i regionalnej gwary, nie można jednak zaakceptować sugestii, iż tworzy się naród śląski bądź już istnieje – w liczbie kilkuset tysięcy osób, które zadeklarowały taką przynależność w spisie powszechnym.
Dążenie do uzyskania autonomii i poczucia pełnego władztwa osób »narodowości śląskiej« na terenie Śląska należy ocenić jako dążenie do osłabienia jedności oraz integralności państwa polskiego, co jest sprzeczne z zasadą wynikającą z art. 3 Konstytucji RP”.
Obecnie na fali antypisowskiego nastawienia części wyborców – wśród części neoliberalnego elektoratu Koalicji Obywatelskiej i tzw. neo-lewicy – manipulatorsko podgrzewa się nastroje antypolskie i wzywa, na przekór obecnej większości parlamentarno-rządowej, do sprzecznego z polską racją stanu deklarowania rzekomej śląskości w kontrze do polskości utożsamianej z PiS i Zjednoczoną Prawicą. Jak podkreślono w komunikacie SN w sprawie narodowości śląskiej – jest to „dążenie do osłabienia jedności oraz integralności państwa polskiego, co jest sprzeczne z zasadą wynikającą z art. 3 Konstytucji RP”. Dla partyjniackich przepychanek trwa próba wykorzystania deklaracji narodowościowej do destabilizacji Państwa. Trzeba się temu przeciwstawić – pro publico bono!
Bestusz polske Ślonzoki – dejcie pozōr! Jak wos pytajom o narodowość, godejcie: jestem Ślązakiem/Ślązaczką, deklaruję narodowość polską! W kwestionariuszu spisowym – piszcie narodowość polską. I żodnyj drugij, bo wos statystycznie zrobiom w konia abo w to, czego niy ma!
Artykuł Hanysa Stanika pt. „Jestem Ślązakiem/Ślązaczką – deklaruję narodowość polską!” znajduje się na s. 1 i 2 majowego „Kuriera WNET” nr 83/2021.
Majowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
W najnowszym „Programie Wschodnim” ukraiński dziennikarz, Jurij Butusow, przybliża słuchaczom kwestie związane z niedawną wizytą sekretarza stanu USA na Ukrainie.
Prowadzący: Paweł Bobołowicz
Realizacja: Miłosz Duda, Wiktor Timochin
Goście:
Karolina Jermak – współpracowniczka redakcji WNET, działaczka polonijna w Kijowie
Jurij Butusow – redaktor naczelny portalu censor.net
Nikołaj Połozow – rosyjski adwokat, obrońca Praw Człowieka
Dziennikarz Jurij Butusow przybliża słuchaczom Radia WNET m.in. kwestie związane z niedawną wizytą sekretarza stanu USA, Anthonego Blinkena, na Ukrainie:
W ramach relacji Stanów Zjednoczonych z Ukrainą zawsze były prowadzone dwie linie. Jedna ze społeczeństwem obywatelskim, a druga z władzami. (…) O ile się orientuję, Anthony Blinken nie poruszał tematu relacji pomiędzy służbami specjalnymi Ukrainy i USA, choć jest to jeden z aspektów na którym opiera się współpraca tych dwóch państw.
Butusow opisuje także jak jego zdaniem wygląda stosunek polityków państw zachodnich do kwestii Ukrainy. Gość Pawła Bobołowicza podkreśla, że jego państwo napotyka liczne problemy we współpracy ze swoimi sojusznikami:
Myślę, że ze strony polityków Zachodu nie ma obecnie wspólnego stanowiska wobec ukraińskich władz i ukraińskiego społeczeństwa. (…) Jako Ukraina, mamy wiele problemów z naszymi sojusznikami – zaznacza dziennikarz.
Rozmówca Pawła Bobołowicza opisuje również problemy, które utrudniają współpracę Ukrainy i państw Unii Europejskiej:
Problem w relacjach Ukrainy z Zachodem polega na tym, że ukraińskie państwo nie funkcjonuje jako system instytucji zdolny do współdziałania z zachodnim światem. Przez to napotykamy problemy z realizacją strategicznych reform.
Nikołaj Połozow, dotyka natomiast m.in. tematu trudnej sytuacji społeczności Tatarów krymskich:
Przez ostatnie siedem lat od rozpoczęcia okupacji na Krymie widzimy, że są stosowane systemowe represje wobec wszystkich, którzy nie zgadzają się z oficjalną rosyjską narracją. Tatarzy krymscy są najliczniejszą grupą, która jawnie sprzeciwia się rosyjskiej okupacji – dlatego wobec nich stosuje się największy przymus.
Nikołaj Połozow tłumaczy także bieżące działania Rosji na Krymie. Jak wspomina rozmówca Pawła Bobołowicza skupiają się one na dwóch głównych obszarach:
Rosyjskie władze prowadzą konsekwentną politykę kolonizacji Krymu, jednocześnie tworząc tam naprawdę silną bazę wojskową – relacjonuje Nikołaj Połozow.
Karolina Jermak, opowiada m.in. o zorganizowanym przez Polaków na Ukrainie rajdocrossie samochodowym. Wydarzenie miało upamiętniać 230. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja:
Rajdocross samochodowy to już trzecia taka akcja organizowana przez kijowską polonię. My, jako Polacy z Kijowa zebraliśmy się by wspólnie uczcić majowe święta, które są dla nas szczególnie ważne – komentuje przedstawicielka ukraińskiej Polonii.
Karolina Jermak relacjonuje jak wyglądał tegoroczny, trzeci kijowski rajdocross połączony z patriotycznym spacerem po Kijowie.
Dzięki EFO Unia uniezależnia się od państw członkowskich, domykając bliską skrajnej lewicy wizję superpaństwa – ocenia posłanka PiS.
Anna Maria Siarkowska mówi o swojej przyszłości w klubie parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości po tym, jak wspólnie z 20 innymi posłami PiS zagłosowała przeciwko ratyfikacji Europejskiego Funduszu Odbudowy. Podkreśla, że nie zgadza się na wprowadzanie przez Unię Europejską podatków wspólnych dla każdego państwa członkowskiego.
Do tej pory, budżet UE był zasilany ze składek poszczególnych państw. […] Teraz UE się od nich uniezależnia i domyka koncepcję superpaństwa, bliską skrajnej lewicy. Mówił o tym z trybuny sejmowej Adrian Zandberg.
Jak mówi, jest to całkowicie sprzeczne z ideą „Europy ojczyzn”, za którą opowiada się prawica. Zdaniem rozmówczyni Łukasza Jankowskiego, minister Konrad Szymański zaprzeczając, że ratyfikacja EFO skutkuje przekazaniem Brukseli nowych kompetencji, mija się z prawdą.
Wtorkowe głosowanie było najważniejszym w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Mam wrażenie, że nie wszyscy posłowie zdają sobie z tego sprawę.
Posłanka Siarkowska wyraża nadzieję, że nie zostanie wykluczona z klubu parlamentarnego PiS. Zapewnia, że w swojej działalności jest wierna programowi tej partii. Wskazuje, że dla obecnych rządów Zjednoczonej Prawicy nie ma sensownej alternatywy:
Na przejęcie władzy czekają hordy Hunów, które chcą zniszczyć podstawy cywilizacyjne, na których zbudowana jest Polska.
W najnowszym „Kurierze w Samo Południe” historyk, dr Krzysztof Jabłonka, mówił m.in. o 227. rocznicy ogłoszenia uniwersału połanieckiego i Konstytucji 3 maja.
W najnowszym „Kurierze w Samo Południe” dr Krzysztof Jabłonka mówi o 227. rocznicy ogłoszenia uniwersału połanieckiego:
7 maja 1794 roku ogłoszono uniwersał połaniecki. Wielu historyków opisuje go jako dopełnienie Konstytucji 3 maja, ze względu zachęcenie szlachty – bo ta miała pieniądze i wpływ – do udziału w krajowych reformach – komentuje ekspert.
Historyk i współzałożyciel Radia WNET skupia się na dwóch najważniejszych efektach uniwersału połanieckiego. Jak zaznacza dr Krzysztof Jabłonka były nimi całkowite i częściowe zniesienie pańszczyzny:
Uniwersał połaniecki dokonał dwóch istotnych rzeczy, po pierwsze – zniósł pańszczyznę od razu o połowę dla wszystkich chłopów. Po drugie, zniósł pańszczyznę całkowicie dla tych, którzy poszli do powstania – podkreśla na antenie Radia WNET historyk.
Ekspert przybliża słuchaczom społeczny odbiór uniwersału, który dla części Polaków oznaczał wielką nadzieję oraz idącą z nią w parze międzywyznaniową solidarność:
Z uniwersałem wiązała się wówczas wielka nadzieja. Miał on być odczytywany z wszystkich ambon, ze wszystkich kościołów, zborów i synagog – wspomina dr Krzysztof Jabłonka.
Ponadto, historyk rozwija także temat Konstytucji 3 maja i jej wkładu w dziedzictwo naszego kontynentu i kręgu kulturowego:
Konstytucja 3 maja była początkiem, nie końcem. To, że nam ją odebrano to już zasługa zaborców i ich wkład w dziedzictwo europejskie, czyli zniszczenie pierwszej w Europie konstytucji – mówi dr Krzysztof Jabłonka.
Ekspert dokonuje także porównania pomiędzy opozycją z okresu uchwalenia Konstytucji trzeciomajowej, a dzisiejszą opozycją. Jak sugeruje dr Krzysztof Jabłonka – można znaleźć wspólne cechy:
Zwolennicy Targowicy zachowywali się wówczas tak jak dzisiejsza opozycja, czyli „im gorzej tym lepiej”. Żeby nie zrażać do reform wahającej się części szlachty w uniwersale nie rozwinięto problemu chłopskiego i ewentualnej wizji poprawy ich losu.
Jakub Wiech o przebiegającej bez opóźnień budowie Baltic Pipe i wstrzymanej Nord Stream II.
Jakub Wiech komentuje pracę nad gazociągiem Baltic Pipe, która ma zostać według planu ukończony na jesieni przyszłego roku. Przypomina, że wraz z końcem 2022 r. wygasa kontrakt z Gazpromem na dostawy gazu do Polski. Na miejsce gazu z Rosji ma wejść ten z Norwegii, płynący przez Baltic Pipe. Na razie, jak twierdzi minister Piotr Naimski, nie ma żadnych opóźnień.
Wstrzymana zaś została budowa infrastruktury Nord Strem II w Meklemburgii. Organizacja ekologiczna NABU złożyła wniosek do niemieckiego sądu administracyjnego o wstrzymanie prac.
W okolicy budowy tego połączenia przy niemieckich wybrzeżach przy wybrzeżu Meklemburgii pomocy Pomorza Przedniego obserwowano ptaki, które wymagały ochrony akurat w tym sezonie mniej więcej od początku maja.
Pierwotnie prowadzenie prac w tym okresie było z tego powodu zakazane. Jednak, gdy Nord Stream II „znalazł się na musiku” niemiecka agencja zmieniła swą decyzję. Pokazuje to poparcie państwa niemieckiego dla gazociągu.
Dr Jacek Bartosiak o przyszłości polityki międzynarodowej oraz potrzebie sprowadzenia Polaków do kraju.
Trzeba znaleźć nowe paliwo rozwojowe dla kraju.
Dr Jacek Bartosiak relacjonuje to, co na temat przyszłości naszego kraju i regionu mówił George Friedman. Zauważył on, że potrzeba „nowej pieśni”- strategii na najbliższe 30 lat. Nadchodzą trudniejsze czasy.
Rywalizacja amerykańska będzie łamała kontakt społeczny Zachodu.
Zagrożona jest pozycja klasy średniej w przypadku, gdybyśmy odpuścili Chińczykom. Państw dobrobytu zostało zbudowane na tym, że to Zachód decydował co gdzie będzie budowane. Dr Bartosiak dodaje, że potrzeba reformy naszych zdolności obronnych.
Na wschodzie liczą się bagnety i siła. […] Chodzi o Armię Nowego Wzoru.
Ekspert ds. geopolityki uważa, że jednym z najważniejszych celów jest zachęcenie Polaków mieszkających za granicą do powrotu do macierzy.
Mamy 21 milionów Polaków rozsianych po świecie. Nic tylko ich sprowadzić do kraju.
W „Poranku WNET” przegląd prasy europejskiej dziennikarza tygodnika „Do Rzeczy”, Oliviera Bault. Dziennikarz zwraca uwagę m.in. na reakcję Brukseli w związku z działaniami polskiej i włoskiej KRS.
W piątkowym „Poranku WNET” Olivier Bault dokonuje przeglądu prasy europejskiej. Redaktor wskazuje, że polskie głosowanie nad Europejskim Funduszem Odbudowy obeszło się na zachodzie bez większego echa:
Poza krótkimi artykułami opublikowanymi przez agencje prasowe – niczego nie widziałem – komentuje dziennikarz tygodnika „Do Rzeczy”.
Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego przybliża m.in. popularne tematy poruszane ostatnio w prasie włoskiej. Jak wskazuje dziennikarz takim tematem są m.in. afery związane z włoskim odpowiednikiem polskiego KRS:
Prasa włoska od tygodnia interesuje się skandalem związanym z włoską Naczelną Radą Sądownictwa. (…) Organ ten już od roku jest źródłem wielu skandali – relacjonuje Olivier Bault.
Olivier Bault dokonuje porównania reakcji Brukseli na to, co dzieje się we włoskim i polskim sądownictwie:
W czwartek rzecznik Trybunału Sprawiedliwości UE opublikował na temat skargi Komisji przeciwko istnieniu izby dyscyplinarnej polskiego Sądu Najwyższego – w takiej formie w jakiej istnieje obecnie. I tu widzimy jak Bruksela interesuje się polską reformą, która miała stanowić pewien nadzór nad sędziami.
Gość „Poranka WNET” wnioskuje, że mimo podobieństwa skali Bruksela dużo ostrzej odnosi się do sytuacji związanej z polską KRS:
Rzecznik TSUE uważa, że izba polska, ponieważ została mianowana przez KRS, w którym 15 sędziów zostało wybranych przez Sejm, jest niezależna. (…) Co ciekawe, Bruksela w ogóle nie interesuje się tym, co się dzieje z włoskim odpowiednikiem KRS, a w polskim przypadku sytuacja jest zupełnie odwrotna.