Francja: Po wykryciu wzbudzającego podejrzenia bagażu dokonano ewakuacji wszystkich osób przebywających przed Luwrem

Po sprawdzeniu przez policję stanu bezpieczeństwa sytuacja szybko wróciła do normy. Dla ewakuowanych trzystu akredytowanych dziennikarzy utworzono tymczasowe centrum prasowe w śródmieściu Paryża.

Faworyt wyścigu wyborczego, centrysta Emmanuel Macron ma zamiar świętować ewentualne zwycięstwo właśnie na dziedzińcu Luwru i tam też wygłosi przemówienie po ogłoszeniu wyniku sondaży exit poll.

[related id=”16828″]

Po wykryciu podejrzanej torby 300 dziennikarzy, którzy zatwierdzali swoje akredytacje, zostało poproszonych o opuszczenie tego obszaru ze względów bezpieczeństwa – wyjaśnił przedstawiciel sztabu wyborczego Macrona.

Dla ewakuowanych dziennikarzy zorganizowano zastępcze centrum prasowe – poinformował ruch En Marche!, na czele którego stoi Macron. Nie podano, gdzie ulokowano reporterów, wyjaśniono jedynie, że jest to w centrum Paryża.

Paryska policja wyjaśniła w rozmowie z AFP, że podjęła działania prewencyjne, które umożliwić miały dokładne przeszukanie okolicy i „wyjaśnienie wątpliwości”; wkrótce potem poinformowano, że „sytuacja wróciła do normy”.

Siły bezpieczeństwa wyznaczyły jednak wcześniej i odgrodziły „obszar bezpieczeństwa” przed Luwrem, a na miejscu pojawiła się specjalna ekipa, która sprawdziła teren.

Luwr otoczony jest szczególnie ścisłą ochroną, odkąd w lutym w jego pobliżu uzbrojony w maczetę mężczyzna usiłował wejść do paryskiego muzeum i został postrzelony przez francuskich żołnierzy.

Wybory prezydenckie odbywają się w warunkach stanu wyjątkowego wprowadzonego po krwawych zamachach w Paryżu z listopada 2015 roku, w których zginęło około 140 osób.

Nad bezpieczeństwem Francuzów podczas drugiej tury wyborów prezydenckich czuwa ponad 50 tys. policjantów, żandarmów i żołnierzy. Sam Paryż chroniony jest przez około 12 tys. funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa. 896 paryskich lokali wyborczych pilnują miejscy i prywatni agenci ochrony.

PAP/JN

Francja: W niedzielę II tura wyborów prezydenckich. Według najnowszych sondaży Emmanuel Macron wyprzedza Marine Le Pen

Po raz pierwszy o urząd prezydencki we Francji walczyć będą kandydaci spoza głównego nurtu francuskiej polityki, którzy w I turze wyeliminowali kandydatów mainstreamu – socjalistów i gaullistów.

W drugiej turze wyborów prezydenckich zmierzą się Emmanuel Macron i Marine Le Pen. O wyniku pojedynku może przesądzić frekwencja i mobilizacja przeciwników Marine Le Pen.

Głosowanie rozpocznie się o godzinie 7 i potrwa do godz. 19, choć w dużych miastach lokale wyborcze będą otwarte do godz. 20. Sondaże exit poll zostaną udostępnione natychmiast po zakończeniu głosowania. Wynik wyborów ma zostać podany zaledwie kilka godzin później. Inauguracja urzędowania nowego prezydenta, niezależnie od tego, kto zwycięży, nastąpi w ciągu mniej więcej 10 dni.

Po raz pierwszy w historii V Republiki o najwyższy urząd w państwie walczyć będą kandydaci spoza głównego nurtu francuskiej polityki, którzy w pierwszej turze wyeliminowali przedstawicieli socjalistów i centroprawicowych republikanów.

[related id=”14121″]

Faworytem sondaży – z przewagą rzędu 20 proc. – jest prounijny, 39-letni Macron, zwolennik budowania silnej pozycji Francji w UE oraz umiarkowanych reform, które mają uelastycznić rynek pracy i przywrócić konkurencyjność francuskiej gospodarce. W pierwszej turze Macron, wspierany przez ruch En Marche!, który on sam utworzył zaledwie rok temu, zdobył 24,01 proc. głosów.

W polityce zagranicznej Macron stawia na – jak powiedział w środowej debacie telewizyjnej – zacieśnienie relacji z Berlinem oraz współpracę z USA w takich kwestiach, jak dzielenie się danymi wywiadowczymi, współpraca w ramach ONZ czy zmiany klimatyczne. Jest też przeciwnikiem wycofania sankcji nałożonych na Rosję po aneksji Krymu i podkreśla, że Francja „nie ma takich samych wartości ani priorytetów [jak Rosja]”.

Program Macrona przyciągnął wielu centrystów i socjaldemokratów z prawego skrzydła Partii Socjalistycznej, a po pierwszej turze wyborów do głosowania na niego wezwała większość pierwszoplanowych polityków republikanów oraz kandydat socjalistów Benoit Hamon.

Le Pen, która w pierwszej turze zdobyła 21,30 proc. głosów do niedawna była szefową określanego jako skrajnie prawicowy Frontu Narodowego (FN). Jej partia głosi hasła protekcjonistyczne, anytyunijne i antyimigracyjne. Wysokie notowania Le Pen w sondażach przedwyborczych powodowały zawirowania na giełdach i rynkach walutowych.

W polityce zagranicznej Le Pen za konieczne uważa zachowanie przez Francję „równego dystansu” politycznego zarówno wobec Moskwy, jak i Waszyngtonu. Jest zwolenniczką Europy „od Atlantyku po Ural”, a nie od „Waszyngtonu do Brukseli”. Chce też stworzenia osi Paryż – Berlin – Moskwa, która uwolniłaby Europę od amerykańskiej dominacji – czytamy na stronach wyborczych jej sztabu.

[related id=”15648″ side=”left”]

Mimo komfortowej przewagi w sondażach, Macron nie może być pewien zwycięstwa – pisze amerykański ośrodek Stratfor. Duże znaczenie będzie miała frekwencja. Jeśli zdyscyplinowani wyborcy Le Pen tłumnie zagłosują, a jej przeciwnicy nie pójdą na wybory, to „będzie miała ona większe szanse na wygraną” – twierdzi Stratfor.

Wielu obserwatorów spodziewa się jednak, że w tegorocznych wyborach powtórzy się scenariusz z 2002 roku, kiedy to ojciec Marine, Jean-Marie Le Pen – szef i jeden z założycieli FN – przeszedł do drugiej tury wyborów. Francuzi zmobilizowali się wówczas we „front republikański ” i zagłosowali przeciw Le Penowi, fundując mu – jak napisał „New York Times” – największą porażkę wyborczą w historii V Republiki. Prezydentem został wtedy Jacques Chirac, niecieszący się wcześniej dużym poparciem.

Eksperci są zdania, że w pewnym sensie głosowanie w drugiej turze nie zakończy francuskich wyborów, bowiem pozycja prezydenta i jego zdolność do przeforsowania swojego programu zależeć będzie od wyniku wyborów parlamentarnych, które odbędą się 11 i 18 czerwca.

W systemie politycznym Francji, zwanym semiprezydenckim, posiadanie większości w Zgromadzeniu Narodowym „stanowi klucz do rządzenia Francją” – zauważa Stratfor. Gdyby wybory prezydenckie wygrała Le Pen, która raczej nie uzyska większości w parlamencie, miałaby trudności z przeforsowaniem w Zgromadzeniu Narodowym wielu projektów, a zwłaszcza planu referendum w sprawie wyjścia z unii walutowej czy UE.

Macron chce zreformować Francję, ale zdaniem francuskiego portalu Atlantico, nie mając silnego zaplecza politycznego, En Marche! nie jest nawet formalnie partią polityczną – bez parlamentarnej większości oraz szerokiej legitymacji społecznej nie będzie w stanie efektywnie rządzić.

Po środowej debacie telewizyjnej, według sondażu Instytutu Elabe, 63 proc. widzów uznało, że Macron był bardziej przekonujący niż jego rywalka, a 34 proc. ankietowanych powiedziało, że bardziej przekonująca była Le Pen.

PAP/JN

Szef MSZ: Francja nie potrafi konkurować z coraz silniejszymi gospodarkami, dlatego pojawiają się wobec nas zarzuty

Szef MSZ Witold Waszczykowski skrytykował wypowiedzi kandydata na prezydenta Francji Emmanuela Macrona, dotyczące m.in. łamania przez Polskę zasad Unii Europejskiej oraz problemy z demokracją.

Emmanuel Macron, zwycięzca pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji, przemawiając na niedawnym wiecu w Paryżu, uznał prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego za „przyjaciela i sojusznika” swej rywalki, przywódczyni Frontu Narodowego Marine Le Pen, stawiając go w jednym szeregu z premierem Węgier Viktorem Orbanem i rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem.

Z kolei w opublikowanym w zeszłym tygodniu wywiadzie dla dziennika „Voix du Nord” Macron zapowiedział, że jeśli zostanie prezydentem, opowie się za sankcjami UE wobec Polski, która „narusza zasady Unii”.

[related id=”13919″]

Minister Waszczykowski, odnosząc się w piątek do tych wypowiedzi zaznaczył, że spotkały się one ze stanowczą reakcją zarówno polskich polityków, jak i MSZ. – Była stanowcza reakcja; nie akceptujemy takiej sytuacji, jesteśmy państwami demokratycznymi współpracującymi w ramach Unii i NATO – powiedział szef MSZ w Programie III Polskiego Radia.

Od lat była taka zasada, że w trakcie kampanii wyborczej w państwach demokratycznych inne państwa nie komentowały tej kampanii, ani kraje, w których toczy się kampania, nie używały kwestii zewnętrznych do kampanii wyborczych – dodał.

W ocenie szefa polskiego MSZ powodem stawiania takich zarzutów Polsce przez Macrona jest to, że nasz kraj wygrywa z Francją pod względem konkurencyjności. „Francja nie potrafi od lat konkurować z coraz silniejszymi gospodarkami, takimi jak Polska. My jesteśmy konkurencyjni w wielu kwestiach” – stwierdził i dodał, że tego typu zarzuty są wynikiem nieumiejętności sprostania naszej konkurencji.

Waszczykowski, zapytany, jak wyobraża sobie stosunki polsko-francuskie po wyborach prezydenckich w tym kraju, stwierdził: „o to należy pytać tego polityka francuskiego, który użył takich argumentów przeciwko Polsce; jak on sobie zamierza układać stosunki po takich oskarżeniach”. Dodał, że z zaciekawieniem czeka na to, jak Macron wybrnie z tej sytuacji, jeśli wygra wybory prezydenckie.

Druga tura wyborów prezydenckich we Francji odbędzie się w niedzielę 7 maja.

[related id=”16802″ side=”left”]

Waszczykowski był też pytany o wypowiedź wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, który w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika „Die Zeit”, ocenił, że sytuacja w Polsce stanowi „fundamentalne zagrożenie dla państwa prawa”. Nie wykluczył zastosowania wobec Polski artykułu 7 traktatu unijnego (pozwala on na nałożenie sankcji na kraj naruszający zasady demokracji i rządów prawa).

To jest stała mantra, którą słyszymy już od wielu, wielu miesięcy; życzę szczęścia, powodzenia w działaniach. Nie ma chyba akceptacji dla tego typu działań w Unii Europejskiej. My jesteśmy gotowi, od półtora roku odpowiadamy zarówno Komisji Weneckiej, (jak i) Komisji Europejskiej, które podnoszą od czasu do czasu tego typu zarzuty – że w Polsce nie dzieje się żaden problem, który wymagałby tego typu działań stygmatyzujących nas i karających nas sankcjami – powiedział szef MSZ.

Odpowiedział również na pytanie o jego ocenę kwestii Brexitu: – Wyjście drugiej gospodarki europejskiej z Unii Europejskiej będzie bolało wszystkich, więc nie zastanawiajmy się w tej chwili, kto ucierpi na tym, (bo) wszyscy ucierpią. Ucierpi budżet europejski, ponieważ Wielka Brytania jest płatnikiem netto – trzeba będzie zastanawiać się, co zrobić z budżetem; ucierpią instytucje europejskie, trzeba będzie inaczej poukładać niektóre kwestie – stwierdził.

PAP/JN

 

Następcą de Gaulle’a zostanie męska kobieta lub eteryczny mężczyzna, ale na pewno osoba o mglistym programie politycznym

Perypetie damsko-męskie dwojga kandydatów budzą zainteresowanie wyborców tym żywsze, im bardziej ich programy polityczne są płynne i nieuchwytne – w Poranku Wnet mówił z Paryża Piotr Witt.


– Wyborcy nie wiedzą już dokładnie, czy Marina Le Pen zamierza zerwać z Unią Europejską, porzucić euro i wrócić do franka, czy tylko zreformować Unię, a w reszcie spraw zdać się na wolę obywateli wyrażoną w referendum – mówił Piotr Witt. [related id=”16497″]

Zastanawiał się, czy  Macron ze swej strony zamierza bronić filarów republiki: wolności, równości i braterstwa – jak mówił ongiś, czy też, wzorem swojego prezydenta i mentora Hollande’a, oprzeć utrzymanie państwa na barkach najbiedniejszych i średniaków .

Korespondent Radia Wnet w Paryżu przedstawiał dokonania faworyta niedzielnych wyborów: – W krótkim okresie urzędowania na stanowisku ministra gospodarki, Macron zdążył między innymi sprzedać Amerykanom kwiat przemysłu francuskiego Alstom, produkujący wagony szybkich kolei TGV. Następnie, również Amerykanom, sprzedał Alstom Energy – zakłady produkujące do tych kolei motory elektryczne, z francuską technologią.

Piotr Witt mówił także o faktycznej realizacji jednego z fundamentalnych zadań Unii Europejskiej, jakim jest obrona interesów państw członkowskich przed obcą konkurencją. Przypomniał, że w lipcu zeszłego roku Emanuel Barroso, po zakończeniu kadencji, z dnia na dzień został prezesem sekcji międzynarodowej amerykańskiego banku Goldman Sachs.

Podobnie Jörg Asmussen, były członek rady nadzorczej Europejskiego Banku Centralnego został mianowany dyrektorem w amerykańskim banku Lazard – powiedział Witt, przedstawiając w obrazowy sposób do jakiego stopnia w Unii urzędnicy „pilnują” interesów obywateli państw członkowskich.

W audycji jeszcze między innymi o problemie „stażystów-bezrobotnych” we Francji.

aa

Francja: Ostre starcie kandydatów na prezydenta podczas ostatniej przed niedzielnymi wyborami debaty telewizyjnej

Kandydatka prawicy Marine Le Pen i socjalista Emmanuel Macron starli się w ostrej wymianie zdań. Francuzi, słuchając tego, mogli przede wszystkim się przekonać o braku kompetencji obojga kandydatów.

Duże fragmenty środowej debaty przypominały pyskówkę. Emmanuel Macron powiedział, że Le Pen jest „prawdziwą dziedziczką nie tylko nazwiska, ale i 40 lat skrajnej prawicy”. (To jej ojciec Jean-Marie Le Pen założył Front Narodowy, na którego czele stała do pierwszej tury obecnych wyborów – PAP). Marine Le Pen nie pozostał dłużna i  nazwała swego konkurenta „kandydatem dzikiej globalizacji”, „uberyzacji”, „brutalności społecznej” i „projektu poćwiartowania Francji”. Zwracała się do niego „panie ministrze”, aby przypomnieć, że był w rządzie bardzo niepopularnego obecnego prezydenta François Hollande’a.

Le Pen kilka razy zarzuciła Macronowi kłamstwo i „nienawiść do Francji”, a on odpowiadał, że mówi „głupstwa”, „byle co” lub że „nie wie, o czym mówi”.

W kwestiach ekonomicznych krytykowała „skrajny liberalizm” „reprezentanta międzynarodowej finansjery”, jak wielokrotnie nazywała swego przeciwnika. Le Pen, mówiąc o swoim programie, podnosiła kwestie warstw najuboższych, zapewniając, że zamknięcie granic, „inteligentny protekcjonizm” i pozbycie się imigrantów zapewnią wzrost gospodarczy i likwidację bezrobocia.

Macron odpowiedział, że jej szczodrość kosztować musiałaby setki miliardów, których państwo nie ma.

Mówiąc o odejściu od euro, kandydatka skrajnej prawicy nie potrafiła spójnie wyjaśnić swego projektu, co wykorzystał jej przeciwnik, mówiąc, że doprowadzi to do zubożenia Francuzów poprzez spadek wartości ich oszczędności. Le Pen odpowiedziała, że katastrofę przepowiadano Brytyjczykom po Brexicie, „a ich gospodarka nigdy jeszcze nie była tak kwitnąca”.

„Kandydat postępu”, jak określa się Macrona,  nie potrafił natomiast odpowiedzieć na wyliczane przez Le Pen zagrożenia ze strony radykalizmu islamskiego.

Podczas gdy Marine Le Pen zapowiedziała, że zlikwiduje możliwość zatrudniania pracowników delegowanych, Emmanuel Macron zapewniał, że wprowadzi zmiany do europejskiej dyrektywy, które zrównają ich płace i składki z obowiązującymi w kraju pracy. „Pracownicy delegowani” to obywatele UE zatrudnieni przez firmy zagraniczne, pracujący w innych niż własne krajach. We Francji największą ich grupę stanowią Polacy.

W sprawach polityki zagranicznej zarówno Le Pen, jak i Macron optowali za normalizacją stosunków z Rosją.

W pierwszych komentarzach uznano, że debata nie była na poziomie odpowiednim do wagi najwyższego urzędu w państwie.

Francuscy wyborcy udadzą się w najbliższą niedzielę do urn wyborczych, by w drugiej turze głosowania zdecydować, czy na czele kraju stanie Marine Le Pen, czy Emmanuel Macron. Według sondaży faworytem wyborów jest Macron.

MoRo/PAP

Francja: Zatrzymano pięć osób podczas operacji antyterrorystycznych. Skonfiskowano karabiny maszynowe oraz pistolety

Pięć osób w wieku od 18 do 24 lat zatrzymano w różnych miejscach podczas antyterrorystycznych operacji we Francji przeprowadzonych na pięć dni przed drugą turą wyborów – poinformowała prokuratura.

Do zatrzymań doszło w pobliżu Rouen w Normandii, w Villeneuve d’Ascq koło Lille na północy kraju i w mieście Roanne, ok. 90 km od Lyonu.

[related id=”14365″]

Skonfiskowano dwa pistolety i dwa karabiny maszynowe. Broń ta była prawnie własnością krewnego jednego z podejrzanych. Właściciel broni również trafił do aresztu – podały źródła zbliżone do dochodzenia.

Nie wiadomo, czy aresztowania mają jakikolwiek związek z wyborami prezydenckimi. W niedzielę w drugiej turze zmierzą się: centrysta Emmanuel Macron i przywódczyni skrajnej prawicy, Marine Le Pen.

Dwa tygodnie temu w ataku, do którego przyznało się Państwo Islamskie (IS) w Paryżu, zginął funkcjonariusz policji.

We Francji panuje stan wyjątkowy, wprowadzony po krwawych zamachach w Paryżu z 13 listopada 2015 roku. W zamachach przeprowadzonych przez IS we Francji od 2015 roku zginęło łącznie prawie 240 ludzi.

PAP/JN

Środowa debata telewizyjna między Le Pen i Macronem może zadecydować o wyniku wyborów prezydenckich we Francji

Poparcie dla obojga kandydatów jest wyrównane, z nieznacznym wskazaniem na Macrona. W takich wypadkach debata nieraz rozstrzygała o wyniku wyborów, mówił w Popołudniu Wnet politolog Zbigniew Stefanik.

– Kandydaci mogą zadawać sobie wzajemnie pytania, odpowiadają także na pytania dziennikarzy. Zdarzało się w przeszłości, np. w 1988 roku, że debata przesądzała o rozstrzygnięciu wyborów – o przebiegu i znaczeniu telewizyjnej dyskusji opowiadał mieszkający w Strasburgu rozmówca Radia Wnet. Debata, która odbędzie się w środę wieczorem, będzie jedyną dyskusją na żywo między kandydatami w drugiej turze francuskich wyborów prezydenckich. Transmitować ją będą wszystkie większe media w kraju. Rozmowa potrwa aż cztery godziny. [related id=”15648″]

Ten temat, temat relokacji firm francuskich do Europy Środkowej i Wschodniej, budził duże emocje jeszcze przed pierwszą turą wyborów – powiedział Zbigniew Stefanik. Jest to najważniejsza kwestia poruszana w trakcie zmierzającej ku końcowi kampanii nad Sekwaną. W tym właśnie kontekście we Francji rozpatrywane są wypowiedzi Macrona dotyczące nałożenia unijnych sankcji na Polskę.

– Francuzi mają poczucie, że doświadczają nieuczciwej konkurencji ze strony podmiotów położonych w naszej części kontynentu. Macron musiał się do tej sprawy odnieść, zresztą już jako minister gospodarki wprowadził ustawy utrudniające działalność polskich firm spedycyjnych we Francji – powiedział Stefanik.

Drugą kwestią absorbującą uwagę opinii publicznej we Francji są zamieszki, do jakich dochodzi na ulicach większych miast.

Bojówkarze skrajnej lewicy starli się z policją, sześciu funkcjonariuszy zostało rannych. Te rozruchy były szczególnie gorące, ale zamieszki trwają we Francji już od zeszłej niedzieli – relacjonował Zbigniew Stefanik. Jego zdaniem, w ten sposób działacze lewicowi wyrażają swój sprzeciw wobec programu wyborczego kandydatki Frontu Narodowego. Podkreślił, że szczególnie gorąca atmosfera towarzyszyła obchodom święta 1 maja.

aa

 

Stanisław Michalkiewicz: wypowiedzi Macrona o Polsce wpisują się w dalszy ciąg świętej wojny z demokracją spontaniczną

„Trzeba przywrócić pruską dyscyplinę w reszcie UE, zwłaszcza w bantustanach niższej rangi; przecież Niemcy tyle zainwestowały w budowę w jedności, tzn. w budowę IV Rzeszy metodami pokojowymi”…

Gość Poranka Wnet, Stanisław Michalkiewicz, odniósł się do wypowiedzi Emmanuela Macrona, kandydata na prezydenta Francji, o Polsce i Jarosławie Kaczyńskim.

– Jest to fragment świętej wojny z populizmem – skwitował krótko Stanisław Michalkiewicz. Jego zdaniem „mamy konflikt między demokracją kierowaną a demokracją spontaniczną”. Pierwszą ofiarą tej wojny została Holandia, gdzie  wybory zakończyły się zwycięstwem demokracji kierowanej. Definiując pojęcie demokracji kierowanej, stwierdził, że w takim przypadku „obywatele głosują zgodnie ze wskazaniami pani wychowawczyni”.  

– Natomiast demokracja spontaniczna jest wtedy, kiedy obywatele głosują, jak chcą – powiedział i jako przykład podał Wielką Brytanię, gdzie – według establishmentu – „obywatele nie wiedzą, czego powinni chcieć”.

– Władcy Unii Europejskiej postawili zaporowe warunki Anglikom – 60 mld funtów do zapłaty. Rozumiem, że Niemcy chcą odzyskać swoje reparacje wojenne, ale Wielka Brytania leży na wyspie, ma broń jądrową i specjalne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, więc tak łatwo z nią nie pójdzie – zauważył  Michalkiewicz.

Jego zdaniem dlatego tak intensywne są starania, aby  przywrócić „pruską dyscyplinę”  wśród państw  UE, „zwłaszcza w bantustanach niższej rangi„.

– Niemcy nie po to tyle zainwestowały w budowę jedności europejskiej, tzn. budowę IV Rzeszy metodami pokojowymi, by teraz jakaś Polska czy jakieś Węgry im podskakiwały – powiedział Stanisław Michalkiewicz.

Publicysta twierdzi, że awangarda UE nie może mówić, że wojuje z demokracją spontaniczną, dlatego wymyśliła nowego wroga, czyli populizm.

Stanisław Michalkiewicz opowiadał także o możliwym przewrocie wojskowym w Polsce, który miałby się odbyć pod sztandarem praworządności.

W audycji była także mowa o ostatnich działaniach rządu i szczególnej roli Antoniego Macierewicza.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

lk

Macron bredzi, żeby przypodobać się wpływowej prasie. A porównywanie Kaczyńskiego do Putina to w istocie obrona Putina

W Ameryce demonstrują przeciw Trumpowi, w Anglii z portretami Stalina, a w Indonezji – na serio o prawa pracowników. Irena Lasota w Poranku WNET przygląda się pierwszomajowym demonstracjom na świecie.

W korespondencji z Waszyngtonu Irena Lasota mówiła o 1 maja w światowych mediach oraz skomentowała wypowiedź kandydata na prezydenta Francji, Emanuela Macrona, o Polsce.

W tym roku w USA wzywano do wykorzystania święta 1 maja w różnych miastach do marszów protestacyjnych przeciw polityce Trumpa. Wiele z nich przebiegało pod znakiem obrony imigrantów.

– Obrona nielegalnych imigrantów jako pracowników jest cofnięciem się do zgody na warunki z  XIX wieku – powiedziała redaktor Lasota. Zwróciła uwagę na to, że imigranci często pracują za minimalne stawki po 12 i więcej godzin dziennie, co odbiera miejsca pracy wielu amerykańskim robotnikom. Dlatego uważa, że cała ta akcja należała do „niezbyt udanych”.

Zwróciła uwagę na to, że media „zmieniają nasz obraz świata”. Jej zdaniem rozruchy, jakie miały miejsce we Francji, nie były aż tak znaczące, a środki masowego przekazu zrobiły z nich wydarzenie numer jeden.

– Tymczasem  na Filipinach i w Indonezji były bardzo poważne demonstracje zorganizowane przez związki zawodowe, które szły pod hasłami obrony robotników – powiedziała.

Zwróciła uwagę na fakt, że na demonstracjach Labour Party w Londynie pojawiły się transparenty ze Stalinem i flagi z sierpem i młotem oraz różne hasła popierające Syrię i Asada. W dodatku na manifestacji w Londynie na takim tle wystąpił szef brytyjskiego gabinetu cieni.

– Jest to szokujące – oceniła Irena Lasota, która stwierdziła, że takiego typu manifestacji mogłaby się spodziewać w… Moskwie.

Za to manifestacje starych komunistów w Moskwie nazwała „niemrawymi”.  Jej zdaniem, demonstracje przeciw Putinowi miały wymiar zdecydowanie nacjonalistyczny.

Pytana o osławioną wypowiedź Macrona odnośnie do Polski, stwierdziła, że nie trzeba przywiązywać do niej żadnej wagi.

On nie ma pojęcia o Polsce, lecz stara się przypodobać wpływowym gazetom –  podkreśliła rozmówczyni Aleksandra Wierzejskiego. – Niedobrze, że kandydat na prezydenta bredzi. A stawianie Polski i Kaczyńskiego na tym samym poziomie, co Putina – co chyba jako pierwszy uczynił Michnik –  jest w istocie obroną Putina.

Gdyby Kaczyński był jak Putin, to Adam Michnik byłby tam, gdzie Politkowskaja – spuentowała swoją wypowiedź.

Więcej w korespondencji z Waszyngtonu.

ax/moro

 

 

 

 

 

 

MSZ: Emmanuel Macron, kandydat na prezydenta Francji, używa wprowadzających w błąd porównań i skrótów myślowych

Emmanuel Macron nazwał Jarosława Kaczyńskiego „przyjacielem i sojusznikiem” Marine Le Pen, stawiając go w jednym szeregu z premierem Węgier Viktorem Orbanem i rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem.

Przemawiając w poniedziałek na wiecu w Paryżu, kandydat na prezydenta Francji Emmanuel Macron uznał prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego za „przyjaciela i sojusznika” swej rywalki, przywódczyni Frontu Narodowego Marine Le Pen, stawiając go w jednym szeregu z premierem Węgier Viktorem Orbanem i rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem.

– Znacie przyjaciół i sojuszników pani Le Pen. To reżimy panów Orbana, Kaczyńskiego i Putina. To nie są ustroje otwartej i wolnej demokracji. Codziennie łamane są tam liczne swobody, a wraz z nimi nasze zasady – powiedział Macron.

„Z zainteresowaniem śledzimy kampanię wyborczą we Francji ze względu na znaczenie tego kraju dla przyszłości UE. W tym kontekście z żalem odnotowujemy, że po raz kolejny w czasie kampanii prezydenckiej we Francji, kraju sojuszniczym, należącym tak jak Polska do NATO i Unii Europejskiej, kandydat ubiegający się o najwyższy urząd w państwie używa niedopuszczalnych porównań i skrótów myślowych, które wprowadzają w błąd opinię publiczną” – czytamy we wtorkowym komunikacie resortu spraw zagranicznych.

MSZ podkreśliło, że rząd polski nie jest sojusznikiem Marine Le Pen. „Wskazywanie na rzekomy sojusz między panią Le Pen a prezesem PiS jest manipulacją, a zaliczanie Jarosława Kaczyńskiego do grona łamiących liczne swobody przyjaciół Le Pen – niewłaściwe i wysoce niestosowne” – oświadczyło MSZ.

„Wartości i zasady wolnej demokracji są w Polsce przestrzegane. Do fundamentalnych wartości obecnych w polskiej kulturze i tradycji politycznej od kilkuset lat zaliczamy także szacunek i tolerancję dla tych, którzy mają inne poglądy polityczne lub są innego wyznania. Chcemy ponadto przypomnieć, że ktokolwiek zna historię i wewnętrzną scenę polityczną w Polsce, nie ma prawa oskarżać Polaków o sympatię wobec imperialnej Rosji” – czytamy w komunikacie resortu spraw zagranicznych.

Ministerstwo oczekuje, że „przyszły prezydent Francji – niezależnie od tego, który z kandydatów wygra wybory – przed formułowaniem sądów dotyczących polityki innych państw dokona pogłębionej analizy, a ewentualne wątpliwości wyjaśni w kontaktach dwustronnych”.[related id=”14894″]

Druga tura wyborów prezydenckich we Francji odbędzie się w niedzielę 7 maja. Według poniedziałkowego badania Instytutu OpinionWay na Macrona zagłosowałoby dziś 61 proc., a na Le Pen 39 proc. wyborców. W piątek sondaż tego instytutu dawał Macronowi 59 proc. głosów, a Le Pen 41 proc.

Emmanuel Marcon wypowiedział się na temat Polski także wcześniej, w wywiadzie dla dziennika „Voix du Nord”. Powiedział tam, że jeśli zostanie prezydentem, opowie się za sankcjami UE wobec Polski, która „naruszyła wszystkie zasady Unii”. Polityk udzielił tego wywiadu po spotkaniu w Amiens ze strajkującymi pracownikami zakładów Whirlpool, które zostaną zamknięte ze względu na przeniesienie produkcji do Łodzi.

Źródło: PAP

lk