Brytyjska premier ogłasza nazwiska dwóch wiceministrów ds. Brexitu. Rozmowy w tej sprawie w przyszłym tygodniu

Podczas wizyty we Francji premier May prezydent Macron zoświadczył, że dopóki nie zakończą się negocjacje w sprawie Brexitu, drzwi Unii Europejskiej dla Wielkiej Brytanii nadal pozostają otwarte.

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May przekazała we wtorek w Paryżu, że rozmowy z północnoirlandzką Demokratyczną Partię Unionistyczną (DUP) w sprawie poparcia jej mniejszościowego rządu „były produktywne”. Potwierdziła też, że negocjacje dotyczące brexitu rozpoczną się w przyszłym tygodniu.

Na konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem premier May dodała, że w rozmowach tych chodzi o zapewnienie, że dzięki wsparciu DUP „możliwe jest danie brytyjskiemu rządowi stabilizacji, co jest w obecnym czasie konieczne”.

„Potwierdziłam prezydentowi Macronowi, że harmonogram negocjacji dotyczących brexitu jest realizowany i rozpocznie się w przyszłym tygodniu” – oświadczyła.

Macron powiedział, że chce, aby negocjacje w sprawie brexitu rozpoczęły się jak najszybciej pod przewodnictwem Komisji Europejskiej. Dodał, że drzwi dla Wielkiej Brytanii, aby pozostała w Unii Europejskiej, wciąż pozostają otwarte. Wskazał, że pozostają one otwarte tak długo, dopóki nie zakończą się negocjacje ws. opuszczenia Wspólnoty przez Wielką Brytanię, ale trudno byłoby się cofnąć, gdy negocjacje już zostaną rozpoczęte.

PAP

Ostateczne wyniki pierwszej tury wyborów we Francji: LREM 32%, Republikanie 21%, Front Narodowy 13%, skrajna lewica 13 %

Wybory pierwszej tury wyborów wygrała centrowa partia prezydenta Emmanuela Macrona La République en Marche (LREM) i jej sojusznicy – poinformowało w poniedziałek nad ranem francuskie MSW.

Według opublikowanego komunikatu La République en Marche (LREM) wraz z sojuszniczym ugrupowaniem MoDem zdobyły 32,32 proc. głosów. Ocenia się, że ugrupowania te mogą liczyć na 400 – 445 miejsc w liczącym 577 deputowanych Zgromadzeniu Narodowym.

Prawica, czyli partia Republikanie, uplasowała się na drugim miejscu, zdobywając 21,56 proc. głosów (co może przełożyć się na 70 – 130 miejsc) a Front Narodowy (FN) zajął trzecie miejsce z 13,20 proc. głosów.

Politycy prawicy, którzy na początku kampanii mieli nadzieję na pozbawienie ugrupowania Macrona większości i zmuszenie go do „kohabitacji”, nie kryli uczucia zawodu.

Były przewodniczący Zgromadzenia Narodowego Bernard Accoyer stwierdził, że jest to rezultat „rozczarowujący dla naszej rodziny politycznej”, a inny prawicowy polityk, François Baroin zaapelował do zwolenników o mobilizację przed drugą turą, aby nie dopuścić do „koncentracji władzy w ramach jednej partii”.

Radykalnie lewicowe ugrupowanie Francja Nieujarzmiona (LFI) Jeana-Luc Mélenchona oraz Francuska Partia Komunistyczna (PCF) zdobyły 13,74 proc. głosów.

Komentatorzy zwracają uwagę na słaby wynik Partii Socjalistycznej (PS), która wraz z sojusznikami zdobyła zaledwie 9,51 procent głosów i może liczyć na mniej niż 40 miejsc w Zgromadzeniu. Przywódca socjalistów Jean-Christophe Cambadélis powiedział, że wynik pierwszej tury wyborów parlamentarnych „to bezprecedensowy regres dla francuskiej lewicy i jego ugrupowania”.

Ugrupowania ekologiczne znalazły się na ostatnim miejscu z 4,30 procent poparcia.

Absencja w niedzielnym głosowaniu była rekordowo wysoka i wyniosła, według komunikatu MSW, 51,29 proc.

Druga tura wyborów parlamentarnych odbędzie się we Francji za tydzień.

PAP/LK

Partia Macrona wygrała wybory; uzyskała około 30%, Republikanie 21%, FN 14%, Francja Nieujarzmiona 11%, Socjaliści 10%

Zapowiada się absolutna klęska polityki socjalistów i skrajnej lewicy – w Zgromadzeniu Narodowym będą stanowiły tło. Za porażkę uznała również Marine Le Pen wynik wyborczy Frontu Narodowego.

Z szacunków przeprowadzonych przez France24 wynika, że w wyborach parlamentarnych we Francji zwyciężyła La République en marche! Emmanuela Macrona z poparciem 32,2 procent głosujących. Tuż za nią znalazła się partia Republikanie z poparciem 21,5 procent głosujących. Kolejne głosy rozkładają się następująco: Front Narodowy – 14 procent, Francja Nieujarzmiona – 11 procent, Partia Socjalistyczna – 10,2 procent, Zieloni – 3 procent, Partia Komunistyczna – 3 procent, Powstań Francjo – 1 procent, daleko prawicowe partie – 0,8 procent, inni kandydaci – 3,3 procent.

Z prognoz wynika, że partia Macrona zdobędzie od 400 do 440 miejsc w liczącym 577 posłów Zgromadzeniu Narodowym, niższej izbie francuskiego parlamentu. Wraz z MoDem może mieć miedzy 415 a 445 mandatów.[related id=”24018″]

Powoli spływają pierwsze komentarze przedstawicieli partii politycznych, którzy reagują na prognozy. Bernard Accoyer, członek konserwatywnej Les Républicains, przekazał w rozmowie z mediami, że początkowe prognozy są rozczarowaniem dla jego partii.

Julien Dray przyznał, że Partia Socjalistyczna stoi w obliczu „wielkiego kryzysu politycznego” i apelował o „ponowne przestudiowanie jej tożsamości”.

Jean-Christophe Cambadélis , lider partii socjalistycznej, stwierdził, że szacunkowe wyniki są bezprecedensowym krokiem w tył dla lewicy. Stwierdził, że większość partii Macrona w parlamencie nie jest „ani zdrowa, ani pożądana” i ostrzegł przed „jednomyślnością” parlamentu.

Tymczasem centroprawicowi Republikanie mają szanse stać się najsilniejszą partią opozycyjną; w Zgromadzeniu Narodowym wraz z sojusznikami zdobędą od 80 do 100 miejsc – prognozuje ośrodek sondażowy Elabe. Według prognoz ośrodka Kantar Sofres, centroprawica zdobędzie 95-132 mandatów.

Przywódca Republikanów François Baroin powiedział po I turze wyborów parlamentarnych, że władza we Francji nie może należeć do jednej partii. Wezwał do mobilizacji w II turze wyborów, by stworzyć silną opozycję wobec ugrupowania prezydenta Emmanuela Macrona. Baroin powiedział, że absencja w niedzielnych wyborach, która przekroczyła 50 procent, jest odzwierciedleniem „pękniętego społeczeństwa”.

Natomiast socjaliści ponieśli zdecydowaną porażkę; wraz z sojusznikami mają szansę tylko na 30 do 40 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym – prognozuje ośrodek sondażowy Elabe. Przywódca Partii Socjalistycznej Jean-Christophe Cambadélis powiedział, że wynik pierwszej tury wyborów parlamentarnych „to bezprecedensowy regres dla francuskiej lewicy i jego ugrupowania”. Cambadélis powiedział również, że „nie jest to ani zdrowe, ani pożądane, by prezydent, który (…) wygrał wybory tylko dzięki temu, że odrzucono (w nich) skrajną prawicę, korzystał z monopolu” w Zgromadzeniu Narodowym.

Elabe prognozuje, że skrajna lewica ma szanse na 10 do 20 mandatów. Ten sam ośrodek podaje, że Front Narodowy (FN) zdobędzie tylko od 1 do 4 miejsc w parlamencie.

Druga tura jest przewidziana w następną niedzielę (18 czerwca), ale te wstępne oceny potwierdzają ogólną tendencję, jaką zdefiniowały sondaże przedwyborcze, które dawały zdecydowaną przewagę partii prezydenta Macrona. Wygrana pozwoliłoby mu na swobodę we wprowadzaniu reform w kraju.

Jeśli wstępne wyniki się potwierdzą, to będzie to absolutna klęska polityki socjalistów i skrajnej lewicy, które uzyskały odpowiednio dziesięć i jedenaście procent głosów i będą w Zgromadzeniu Narodowym stanowiły tło.

Konserwatysta François Baroin, który popiera w wyścigu francuską partię Republikanów, wezwał obywateli do głosowania w kolejnej turze wyborów parlamentarnych. Argumentował, że trzeba uniknąć „skoncentrowania mocy w rękach jednej partii”.

Przemawiając w imieniu Frontu Narodowego, Marine Le Pen apelowała do Francuzów, aby głosowali podczas przyszłotygodniowej drugiej tury, zaznaczając, że jej partia może wciąż zdobyć dodatkowe miejsca w parlamencie.

W niedzielnym głosowaniu Francuzi wybierają 577 deputowanych Zgromadzenia Narodowego – izby niższej parlamentu. Druga tura wyborów odbędzie się 18 czerwca. Eksperci wskazują, że specyfika francuskiego systemu wyborczego może dać partii Macrona i jej koalicjantowi samodzielną większość, co z kolei oznaczać będzie pełnię władzy w rękach 39-letniego prezydenta.

Trwa pierwsza tura wyborów parlamentarnych we Francji. Frekwencja niższa niż oczekiwano do 17 głosowało tylko 40 procent

Partia prezydencka stoi przed szansą zdobycia większości, co umożliwiłoby jej samodzielne rządy i realizację reform gospodarczych, które były głównym tematem kampanii w zmaganiach o Pałac Elizejski.

Frekwencja w pierwszej turze wyborów parlamentarnych, które odbywają się w niedzielę we Francji, jest niższa niż podczas głosowania w 2012 roku; o godz. 17 wyniosła 40,75 proc. – podało francuskie ministerstwo spraw wewnętrznych.

Na tym etapie wyborów pięć lat temu zagłosowało już 48,31 proc. Francuzów. Do południa głos oddało tylko 19,24 proc. uprawnionych – to o wiele mniej niż 23 kwietnia, w pierwszej turze wyborów prezydenta. Do południa głosowało wtedy 28,54 proc. wyborców.

[related id=”23900″]We Francji w niedzielę od 8 rano rozpoczęła się pierwsza tura wyborów Parlamentarnych. O 577 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym ubiegać się będzie 6500 kandydatów. Wybory odbędą się w systemie większościowym, w okręgach jednomandatowych. Do zdobycia mandatu potrzeba w pierwszej turze ponad 50% głosów. Jeśli w okręgu nikt nie uzyska takiego wyniku, 18 czerwca odbędzie się tam druga tura wyborów.

Głosowanie rozpoczęło się o godz. 8, a zakończy o godz. 20; w mniejszych miejscowościach możliwe jest zakończenie głosowania już o godz. 18, jeżeli lokalne władze tak zadecydują. Projekcje wyników znane będą po zakończeniu głosowania.

Frekwencja w I turze wyborów parlamentarnych do godz. 12 wyniosła 19,24% uprawnionych do głosowania – poinformowało MSW. W poprzednich wyborach parlamentarnych przed pięcioma laty frekwencja w tym czasie była wyższa – 21,06% uprawnionych do głosowania.


Francuzi bez entuzjazmu głosują w I turze wyborów parlamentarnych. Dziennikarka radia publicznego powiedziała Polskiej Agencji Prasowej, że nie może wybaczyć Jean-Lucowi Melenchonowi rozbicia lewicy.

Dotąd – tłumaczyła – „głosowałam na wspólną listę PC (partia komunistyczna) i Front de Gauche (Front Lewicy). A on wprowadził rozłam. Tak jestem wściekła, że zagłosowałam na Partię Piratów (marginalne stronnictwo występujące pod hasłem „piratować, hakować, dzielić się”). – Tak zrobiłam w I turze, a za tydzień? Nie wiem, ale chyba wrzucę białą kartkę – powiedziała.

Gerard Blanc, działacz związku zawodowego CFTC (Francuska Konfederacja Pracowników Chrześcijańskich) przy SNCF (kolejach państwowych) przyznaje, że w tym roku był „zagubiony, jak nigdy dotąd”. Pierwszym powodem jest „prezentacja kandydatów”, którą otrzymał w pękatej kopercie. Jak mówił, zauważył, że tylko PS, ekolodzy i komuniści występują pod szyldami swych partii. – Czy oni się boją własnych szyldów? – pyta retorycznie Gerard i tłumaczy, że „w wyborach do parlamentu głosuje się przecież przede wszystkim na przedstawicieli ugrupowań, a dopiero potem na nazwiska”.

[related id=”13680″]

– Najpierw zauważyłem, że aż trzech kandydatów przedstawia się jako „większość prezydencka”, wśród nich „stary, socjalistyczny kacyk, niegdyś minister SW, Daniel Vaillant – opowiada związkowiec o swym „przedwyborczym torze przeszkód”.

Ten „straszny bigos” powiększa jeszcze fakt, że choć jest mieszkańcem XIX dzielnicy Paryża, jego rejon wyborczy to głównie dzielnica XVIII „z doklejonym kawałeczkiem dziewiętnastki”. – Geografia elektoralna to też kawał polityki – komentuje związkowiec.

Isabelle Chopin jest właścicielką ekologicznego gospodarstwa w Normandii i działaczką związku rolniczego Confédération Paysanne (Konfederacja Chłopska). Jej mąż Patrick postanowił nie głosować w tych wyborach, a ona wciąż się waha: „- ie ufam Jean-Lucowi Melenchonowi. Choć podobają mi się jego idee i dynamika, uważam, że ma przerost ego. Może zagłosuję na bardziej klasyczną lewicę, choć wciąż nie wiem, czy wybierać mam znaną twarz, czy też stawiać na kogoś nowego.

– Rzeczywistość jest mętna – rozwija swą myśl pani Chopin – system jest zgniły, ale to my daliśmy mu zgnić. Jesteśmy niewinni, ale odpowiedzialni za to – stwierdza i zastanawia się, czy codzienna praca nie jest ważniejsza od głosowania na deputowanych. – W akcji związkowej łatwiej mówić, co się robi i robić, co się mówi – kończy Isabelle Chopin.

Inny dziennikarz – rozmówca PAP nie ma wątpliwości: – Głosowałem na Macrona od I tury wyborów prezydenckich. Żeby być konsekwentnym, dziś oddałem głos na LREM (La Republique en Marche, partia prezydencka). No i przede wszystkim, żeby dać mu możliwość skutecznego sprawowania władzy.

PAP/WJB/JN, MoRo

Zbigniew Stefanik: Ruch Emmanuela Macrona w wyborach parlamentarnych ma wyraźną przewagę nad swoim głównym rywalem

Wkrótce Francuzi pójdą do urn, by wyłonić nową władzę. Już teraz wszystko wskazuje na bezwzględną wygraną Republique en Marche w duecie z MoDem. Główna walka rozegra się dopiero po pierwszej turze.

11 i 18 czerwca 2017 odbędą się wybory parlamentarne we Francji. Wyborcy będą głosować w dwóch turach.

Zbigniew Stefanik, politolog, który obserwuje sceną polityczną we Francji, był gościem popołudniowej audycji Radia Wnet.

Jego zdaniem dopiero po pierwszej turze rozegra się główna i decydująca walka polityczna, ale do tej pory sondaże wskazują na przewagę partii Republique en Marche, założonej przez niedawno wybranego prezydenta Emmanuela Macrona. To jego ruch polityczny wraz z centrową partią MoDem ma szansę na zdobycie w wyborach bezwzględnej większości. Według badań koalicja ta może uzyskać 29 pro. głosów, co przełoży się na około 400 mandatów w Zgromadzeniu Narodowym.

Głównym rywalem dla ruchu Macrona jest prawicowa Partia Republikańską, która z wynikiem 23 proc. głosów mogłaby zdobyć od 110 do 150 mandatów w niższej izbie parlamentu. 

Na podstawie dotychczasowych sondaży przewiduje się raczej niską frekwencję, ale jak twierdzi nasz rozmówca, podobne sondaże w ostatnich wyborach prezydenckich nie pokryły się z rzeczywistością, co daje nadzieję, że stanie się tak również w tych wyborach parlamentarnych.

Najistotniejszymi pytaniami, które stawia sobie gość Popołudnia Wnet, jest to, jak potoczą się losy politycznego systemu francuskiego i czy obóz prezydenta to trwałe czy efemeryczne zjawisko

Stefanik wyjaśnił też słuchaczom, jak to jest z winietkami ekologicznymi, które musi mieć każdy pojazd wjeżdżający do francuskich miast.

LK

Kamaryla bankowa za 13 mln euro osadziła niezidentyfikowany obiekt latający francuskiej polityki w Pałacu Elizejskim

Demokracja jest bezcenna, ale ma swój koszt – mówił w „Poranku Wnet” Piotr Witt, opisując kulisy finansowania kampanii wyborczej prezydenta Francji, którą finansowo wsparł sektor bankowy i korporacje.

Dla sfinansowania swojej kampanii między kwietniem 2016 a kwietniem 2017 Emanuel Macron zgromadził 13 milionów euro. Skąd w rekordowym tempie wziął pieniądze? W poprzednich kronikach wysunąłem przypuszczenie, że to banksterzy zainwestowali w nadziei na przyszłe korzyści. Sztab kandydata z oburzeniem odrzucał podobne insynuacje.

Dzisiaj wiadomo, że podejrzenia były trafne. Dziennikarze dotarli do poufnych dokumentów kampanii. Można podać nazwiska i szczegóły nieprawdopodobnej machinacji finansowej, która wyniosła Macrona, produkt marketingu, na stanowisko prezydenta Republiki. Nie było spontanicznego ruchu ludowego, w rzeczywistości doskonale zorganizowana kamaryla bankowa wzięła sprawę w swoje ręce, dostarczając fundusze zielonemu ludzikowi, którego część ludzi nazywa niezidentyfikowanym obiektem latającym polityki francuskiej. Ta historia więcej mówi o stanie naszej demokracji niż tomy doktoratów na wydziale Sciences Po. Akcją kierował dyrektor naczelny banku PNB Paribas, od kwietnia 2016 – Christian Dargnat.

W ciągu kilkunastu miesięcy zorganizowano szereg kolacji z potencjalnymi donatorami, w których uczestniczył często sam kandydat. W połowie kwietnia 2016 r., jedna tylko kolacja w Londynie w prywatnym apartamencie dyrektor finansowej pozwoliła na zebranie 281 250 euro. Dwa tygodnie później koktajl w Paryżu przyniósł 78 tysięcy euro w ciągu zaledwie 1,5 godziny. Na spotkanie zostało zaproszonych 30 przedstawicieli kadry kierowniczej firmy Kak-Karant.

Bank Rothschilda, gdzie Macron pracował przez cztery lata, dostarczył mu bezwarunkowego poparcia. Dyrektor naczelny zorganizował na Champs Élysées owocne spotkanie potencjalnych donatorów. Pozostałych pięciu stowarzyszonych dyrektorów należało do grupy pierwszych ofiarodawców. W ślad za nimi pospieszyli inni bankierzy, inni przedsiębiorcy i inni inwestorzy budowlani.

Kiedy powiedziałem znajomemu Francuzowi, że to bankierzy sfinansowali kampanię Macrona, to mój rozmówca popatrzył na mnie ze zdumieniem, mówiąc -„a czy pan sądził, że będzie szukał pieniędzy u biedaków?” – i dodał – „zrobi to dopiero jako prezydent poprzez podatki”.

 

ŁAJ

Wojciech Cejrowski o spóźnieniu się Putina na spotkanie z Macronem: To znak, że Europa nie jest suwerenna wobec Rosji

Przywódcy państw europejskich, jak np. Merkel, potrafią złościć się na Trumpa w nieistotnych sprawach, a jednocześnie grzecznie czekać na spóźniającego się Putina – powiedział podróżnik w Radiu Wnet.

Continue reading

USA wycofa się z paryskiego porozumienia ws. klimatu. Donald Trump: Ta decyzja nie będzie miała dużego wpływu na klimat

Donald Trump oznajmił, że USA rozpoczną negocjacje w sprawie porozumienia, którego „warunki będą uczciwe dla USA”, ale zastrzegł, że uzyskanie takiego paktu nie jest priorytetem dla USA.

Prezydent USA Donald Trump ogłosił w czwartek, że USA wycofa się z paryskiego porozumienia klimatycznego z 2015 roku, co jest spełnieniem jego obietnicy, że będzie przedkładał interesy amerykańskich pracowników i konsumentów nad inne. „Poczynając od dzisiaj USA zaprzestaną implementacji porozumień paryskich” – powiedział Trump.

Dodał, że „amerykańscy pracownicy, których kocha (…)” płacą cenę za postanowienia, wynikające z tego traktatu w postaci kosztów, utraty miejsc pracy i ograniczenia produkcji w niektórych sektorach gospodarki. Prezydent uzasadnił swą decyzję tym, że konieczność redukcji emisji gazów cieplarnianych, wynikająca z paryskich ustaleń, byłaby zbyt kosztowna dla USA.

Donald Trump oznajmił też, że USA rozpoczną negocjacje w sprawie porozumienia, którego „warunki będą uczciwe dla USA”. Porozumienie paryskie jest „w najwyższym stopniu niekorzystne dla USA”, działa natomiast na korzyść innych krajów – dodał, zaznaczając, że został wybrany po to, by „reprezentować mieszkańców Pittsburgha, a nie Paryża”. Pittsburgh w stanie Pensylwania jest ośrodkiem przemysłu ciężkiego.

Jak można się było spodziewać, ta decyzja wywołała falę krytycznych komentarzy. Były prezydent Barack Obama napisał w oświadczeniu, że administracja Trumpa „odrzuca przyszłość”. Mer Paryża Anne Hidalgo skomentowała decyzję Trumpa, nazywając ją „pomyłką, która będzie miała dramatyczne konsekwencje”. Przypomniała, że podpisanie tego porozumienia w stolicy Francji w 2015 roku było możliwe dzięki pomocy i zdecydowaniu Stanów Zjednoczonych.

Przyjęte w grudniu 2015 roku na konferencji klimatycznej ONZ w Paryżu porozumienie ratyfikowało dotąd 147 państw, a USA uczyniły to we wrześniu ubiegłego roku. Zobowiązały się w ten sposób do podjęcia działań na rzecz ograniczenia wzrostu średniej temperatury na świecie do wyraźnie mniej niż 2, a jeśli to możliwe do 1,5 stopnia Celsjusza w porównaniu z epoką przedindustrialną. Wymaga to zredukowania globalnej emisji gazów cieplarnianych, w której udział USA wynosi według porozumienia paryskiego 17,89 procent. Wyprzedzają je pod tym względem tylko Chiny z udziałem 20,09 procent.

Porozumienie paryskie ma wejść w życie w 2020 roku na miejsce protokołu z Kioto, uzupełniającego konwencję w sprawie zmian klimatu. Protokół ten obowiązywał w latach 2008-2012, a uzgodnione na konferencji klimatycznej ONZ w stolicy Kataru, Dausze, w 2012 roku przedłużenie jego ważności na następne osiem lat nie nabrało jeszcze mocy prawnej. 36 państw uprzemysłowionych oraz Unia Europejska podpisały także aneks do protokołu, nakładający na nie określone limity emisji gazów cieplarnianych z możliwością handlu niewykorzystanymi nadwyżkami w przydzielonych kwotach.

Stany Zjednoczone podpisały za prezydentury Billa Clintona protokół z Kioto wraz z aneksem, ale Senat odmówił zajęcia się ich ratyfikacją i stan taki trwa do dnia dzisiejszego. Następca Clintona George Bush junior oświadczył zaraz po swym wyborze w 2000 roku, że jest przeciwnikiem protokołu z Kioto, gdyż większość jego sygnatariuszy, w tym wytwarzające znaczne ilości gazów cieplarnianych Chiny i Indie, nie podpisała ograniczającego emisje aneksu, co mogłoby mieć negatywne skutki dla gospodarki USA.

Kanada, która ratyfikowała protokół z Kioto wraz z aneksem, ogłosiła pod koniec 2011 roku wycofanie się z niego, argumentując, że nie może on być skuteczny, skoro nie obejmuje dwóch największych emitentów gazów cieplarnianych – USA i Chin.

W przeciwieństwie do aneksu do protokołu z Kioto porozumienie paryskie nie nakłada na państwa będące jego stronami określonych oraz egzekwowanych prawnie limitów emisji gazów cieplarnianych i jest z tego powodu krytykowane jako potencjalnie nieskuteczne.

WJB/PAP

Danuta Lemoyne: Zaproszenie Władimira Putina do Wersalu było elementem kampanii parlamentarnej Emmanuela Macrona

Gościem Poranka Wnet była Danuta Lemoyne – dyrektor polsko-francuskiej szkoły w Paryżu. Głównym tematem rozmowy były zbliżające się wybory parlamentarne oraz spotkanie Emmanuela Macrona z Putinem.

Rozmówczyni Krzysztofa Skowrońskiego w Poranku Wnet powiedziała, że we Francji nadal panuje duży zamęt, a zbliżające się wybory 11 i 18 czerwca dodatkowo go potęgują:

– Nie wiemy, w jakim kierunku Francja pójdzie – czy prezydent Emmanuel Macron otrzyma większość parlamentarną. We wszystkich sferach panuje we Francji chaos.

Polska w szczególności śledzi relacje francusko-rosyjskie:

– Zaproszenie Władimira Putina do Francji było ogromnym zaskoczeniem. Można podejrzewać, że nowemu prezydentowi może zależeć na osłabieniu NATO, jednak na ten moment są to tylko przypuszczenia.

Na spotkaniu prezydentów Macrona i Putina głównym tematem miały być sprawy związane z LGBT.

– Francuzi podkreślali, że Macron będzie walczył o te kwestie podczas rozmowy z Putinem.

Danuta Lemoyne odniosła się również do innych tematów, które były poruszane podczas spotkania, m.in. sankcji, wymiany gospodarczej i wzajemnych relacji:

– Mówi się, że ta przyjaźń francusko-rosyjska wróci do protokołu dyplomatycznego. Poprawa relacji z Rosją została bardzo ciepło przyjęta przez Francuzów. Moim zdaniem w tych spotkaniach chodzi jednak głównie o to, aby Emmanuel Macron zaistniał jako opozycja do prezydenta François Hollande’a.

Gość Radia Wnet skomentowała również stosunek mediów francuskich do prezydenta Donalda Trumpa:

– Prezydent Ameryki nie cieszy się sympatią we Francji. Francuzi podchodzą do niego sceptycznie, a dla mainstreamu jest on wcieleniem samego zła. Podobnie sceptyczne są tzw. media niezależne, które we Francji zaczynają dopiero się tworzyć.

Danuta Lemoyne powiedziała też, że Macron wykorzystuje klęskę Marine Le Pen:

– Główny cel Macrona to walka o większość parlamentarną i wizyta Władimira Putina ma temu służyć. Wszyscy wiedzą, jakie były sympatie Marine Le Pen względem Rosji – w ten sposób Macron zagrodził drogę sympatykom Frontu Narodowego. Prawica została całkowicie rozbita.

Na zakończenie rozmowy Danuta Lemoyne opowiedziała o prowadzonej przez siebie polskiej szkole we Francji. Placówka sama się finansuje, jest otwarta zarówno dla dzieci i młodzieży, jak i dla dorosłych. Jej celem jest promowanie języka polskiego i polskiej kultury.

– Daliśmy szansę wszystkim zainteresowanym kulturą polską. Mamy przedszkole, szkołę podstawową, a także zajęcia dla dorosłych. To miejsce, które pomaga zrozumieć Francuzom, jacy jesteśmy my, Polacy, bo tej wiedzy brakuje we Francji.

JN

Putina we Francji przyjęto po królewsku. Przebieg jego rozmowy z Macronem pozostał jednak ukryty przed opinią publiczną

Dla Władimira Władimirowicza rozwinięto czerwony dywan do połowy dziedzińca wersalskiego, żeby nie zdzierał butów i nie wykręcał kostek na pałacowych kocich łbach – w „Poranku Wnet” mówił Piotr Witt.

– W najnowszych czasach Wersal bywał rzadko używany. W uroczystych przypadkach prezydenci przyjmowali tutaj wybitne osobistości. Zachowało się wspomnienie o generale de Gaulle’u przyjmującym prezydenta Kennedy’ego. Pamiętając, że prezydent Mitterand kazał wpuścić prezydenta generała Jaruzelskiego tylną bramą i przyjął go na stojąco w korytarzu Pałacu Elizejskiego, możemy ocenić, jak Republika potrafi stopniować swoje względy – mówił korespondent Radia Wnet w Paryżu. [related id=”21776″]

– Na konferencji prasowej po spotkaniu powiedziano, że „zostały poruszone główne problemy światowe”. Informowano też, że będzie się dążyć do zacieśnienia, zbliżenia oraz do szczęścia i pomyślności – relacjonował Piotr Witt.

– Poruszamy się więc wśród tajemnic, po omacku. Możemy się domyślać, że jako ludzie dobrze wychowani, Putin i Macron nie mówili przy stole o pieniądzach. W Wersalu się nie umiera – powiadano za ancien regime’u – i nie mówi się o śmierci – zauważył paryski komentator.

– Nie wspominali zatem między zakąską i deserem o handlu rewolwerami, armatami i czołgami ani żadnym innym przyrządem służącym do zabijania. Słowem nawet nie wspomnieli o kanonierkach za 2 mld dolarów zamówionych przez Putina – powiedział Piotr Witt. Zauważył, że transakcja ta dotyczyła sprzętu, którego zabronił sprzedawać gabinet  Hollande’a .

Zapraszamy do wysłuchania audycji.

AA