Świat śle słowa potępienia po kolejnej próbie rakietowej Korei Północnej. To poważne zagrożenie pokoju i bezpieczeństwa

Przywódcy państw potępiają nową próbę rakiety balistycznej Korei Północnej. Stoltenberg zażądał „światowej odpowiedzi”. To było „nierozsądnym naruszeniem rezolucji ONZ”.

„Wystrzelenie pocisku balistycznego przez Koreę Północną było nowym nierozsądnym naruszeniem rezolucji ONZ”, które zabraniają Pjongjangowi wszelkich prac nad rakietami balistycznymi i bronią jądrową – napisał Jens Stoltenberg na Twitterze. Dodał, że takie „poważne zagrożenie pokoju i bezpieczeństwa wymaga światowej odpowiedzi”.

 Rex Tillerson: testy rakietowe Korei Północnej zagrażają całemu światu

Sekretarz stanu USA Rex Tillerson oświadczył w piątek, że kontynuowanie testów rakietowych przez Koreę Północną zagraża całemu światu, a Waszyngton ściśle współpracuje z regionalnymi sojusznikami Japonią i Koreą Południową nad uporaniem się z tym problemem.

„W Azji Wschodniej coraz bardziej agresywny i izolowany reżym północnokoreański zagraża demokracjom w Korei Południowej, Japonii i, co więcej, w ostatnim czasie rozszerzył te groźby na Stany Zjednoczone, stwarzając niebezpieczeństwo dla całego świata” – powiedział Tillerson w Waszyngtonie na zgromadzeniu międzyrządowej koalicji państw Wspólnota Demokracji.

„Spoglądamy najpierw na naszych regionalnych sojuszników, Południową Koreę i Japonię. Pracując wraz z nimi oraz innymi demokratycznymi partnerami, kontynuujemy budowanie konsensusu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ dla stworzenia zjednoczonego międzynarodowego frontu, który wzmocni nasze wartości i będzie dążył do uczynienia nas bardziej bezpiecznymi” – dodał sekretarz stanu.

Prezydent Korei Płd.: prowokacje Pjongjangu będą skutkować większą izolacją 
KOR W reakcji na kolejną próbę rakietową Korei Północnej rzecznik prezydenta Korei Południowej Mun Dze Ina oświadczył w piątek, że prowokacje Pjongjangu będą skutkować jeszcze większą dyplomatyczną i ekonomiczną izolacją kraju Kim Dzong Una.

Putin i Macron potępili północnokoreańską próbę rakietową 
RUS Rosja i Francja potępiły najnowszą północnokoreańską próbę rakietową – poinformował Kreml. Prezydent Władimir Putin rozmawiał telefonicznie o sytuacji na Półwyspie Koreańskim z przywódcą Francji Emmanuelem Macronem.

Premier W. Brytanii May „oburzona” północnokoreańską próbą rakietową 
Brytyjska premier Theresa May jest „oburzona” najnowszą północnokoreańską próbą rakietową. Wielka Brytania będzie się nadal domagać od Chin zwiększenia nacisku na Koreę Północną – oświadczył w piątek w Londynie rzecznik szefowej rządu.

 Rząd Niemiec ostro potępia kolejną próbę rakietową Korei Płn. 
Rząd Niemiec potępił w piątek najnowszą próbę rakietową Korei Północnej. Zastępca rzecznika rządu Georg Streiter zaapelował o „szybkie i konsekwentne” wdrożenie zaostrzonych sankcji wobec władz w Pjongjangu, które stanowią zagrożenie dla pokoju.

 Szef MSZ W. Brytania: świat zjednoczony w obliczu próby rakietowej Korei Płn. 
GBR Brytyjski minister spraw zagranicznych Boris Johnson oświadczył w piątek, że świat jest zjednoczony w przeciwstawianiu się Korei Północnej po dokonanej przez nią próbie pocisku balistycznego o znacznym zasięgu.

Chiny potępiają próbę rakietową Pjongjangu, są za pokojowym rozwiązaniem 
CHN MSZ Chin ostro potępiło w piątek najnowszą próbą rakietową Korei Północnej, nazywając ją złamaniem rezolucji RB ONZ. Jednocześnie podkreślono konieczność pokojowej deeskalacji napięć w relacjach z Pjongjangiem i wezwano do „powściągliwości”.

Stoltenberg za „światową odpowiedzią” na północnokoreańską próbę rakietową
BEL Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg zażądał w piątek „światowej odpowiedzi” na przeprowadzoną przez Koreę Północną nową próbę rakiety balistycznej, co było według niego „nierozsądnym naruszeniem rezolucji ONZ”.

Francuski ekspert: Prowokacja Korei Płn. była do przewidzenia 
FRA Zgodnie z przewidywaniami nowe sankcje Rady Bezpieczeństwa ONZ stały się sygnałem do kolejnej prowokacji ze strony Korei Płn. – ocenił w piątek kolejną północnokoreańską próbę rakietową Theo Clement z Instytutu Azji Wschodniej w Lyonie.

Dyplomacja USA i Japonii za presją na Pjongjang w celu denuklearyzacji |
Szefowie dyplomacji USA i Japonii, Rex Tillerson i Taro Kono, omówili w piątek w rozmowie telefonicznej najnowszą próbę rakietową Korei Północnej i uzgodnili, że będą wywierać nacisk na Pjongjang, aż uzyskają jego zgodę na denuklearyzację oraz negocjacje.
PAP/MoRo

Francuzi głosowali na Emmanuela Macrona, a teraz obudzili się z ciężkim bólem głowy, kiedy zrozumieli, kogo wybrali

Francja rozczarowana do lewicy ma poglądy prawicowe. Dowodem tego są statystyki, ogromna popularność polityków prawicowych, a także wielka kariera niewielkiej niegdyś skrajnie prawicowej partii FN.

 W felietonie korespondenta z Francji Piotra Witta o nastrojach we Francji po tym, jak Francuzi zorientowali się, że nie wybrali kandydata prawicowego.

Ciemno i nieprzejrzyście we francuskiej polityce. W ostatnich wyborach Francuzi wybrali prezydenta prawicowego. Tak im się przynajmniej wydawało na podstawie wiedzy dystrybuowanej przez media. Po wielu latach rządów socjalistycznych z epizodami prawicowymi, które już niczego nie mogły we Francji zmienić, panuje ogromne zamieszanie w sferze przede wszystkim idei.

Zdawało się, że partie lewicowe to te, które starają się poprawić dolę ludu, kontrolując dochody warstw najbogatszych. Doświadczenie ostatnich dziesiątków lat we Francji zupełnie odwróciło pojęcia.

François Mitterrand został niegdyś wybrany głosami socjalistów i komunistów pod hasłem: „Dość hegemonii bogactwa, pieniądz korumpuje, pieniądz niszczy, pieniądz zabija”. Pierwszą jego czynnością była nacjonalizacja 32 banków. Było z czego zapłacić bankierom dzięki pełnej kasie państwowej zostawionej mu przez poprzedniego, prawicowego prezydenta Giscarda d’Estaing i jego ministra gospodarki. Następnie François Mitterrand przez 14 lat swoich dwóch kadencji konsekwentnie rujnował Francję w interesie wielkiej finansjery i wielkich grup przemysłowych. Prawicowe rządy Chiraca i Sarkozy’ego nie mogły już niczego zmienić.

Kontynuacją polityki Mitterranda zajął się następny socjalista François Hollande, dobierając sobie ministrów z jego ekipy. Rozczarowany do socjalistów lud francuski wybrał więc teraz Emmanuela Macrona, kandydata prawicowego, skrajnie prawicowego – przynajmniej tak mu się wydawało.

Francja rozczarowana do lewicy ma poglądy prawicowe. Dowodem tego są statystyki, ogromna popularność polityków prawicowych, a także wielka kariera niewielkiej niegdyś skrajnie prawicowej partii Front National. Gdyby nie katastrofalne wystąpienie Marine Le Pen w debacie wyborczej, to ona byłaby prezydentem Francji. Wreszcie o nastrojach politycznych we Francji świadczy wielkie powodzenie prawicowej literatury, która osiąga ponadmilionowe nakłady (np. „Uległość” Michela Houellebecqa). [related id=37045]

Emmanuel Macron był wybrany jako alternatywa dla Marine Le Pen. W momencie głosowania lud wiedział o nim niewiele – tyle tylko, że ma poglądy antysocjalistyczne. Przecież były tego dowody – pokłócił się z prezydentem Hollandem, a na znak protestu podał się do dymisji ze stanowiska ministra gospodarki. Jak takiemu człowiekowi nie ufać! Czyż nie dochodził do władzy pod hasłem moralizacji życia publicznego? Zresztą nikt dokładnie jego poglądów nie znał, prawdopodobnie on sam nie znał ich również. W jednej z dyskusji 11 kandydatów do urzędu prezydenta Macron zgadzał się ze wszystkimi – od skrajnej lewicy do skrajnej prawicy.

Francuzi głosowali na niego i teraz obudzili się z ciężkim bólem głowy, kiedy zrozumieli, kogo wybrali. Z liczącej się prasy ostrzegał przed nim tylko jeden tygodnik, który piętnował kolosalne oszustwo polityczne – Macron według niego miał być Hollandem nr 2. Kto by tam zwracał uwagę na opinię jednego tygodnika i w dodatku katolickiego!

W krótkim czasie po wyborach popularność Macrona zjechała błyskawicznie. Pobił rekord – żaden prezydent Republiki nie stracił tak wiele w tak krótkim czasie. Z 72% zadowolonych zostało dziś mniej niż 30%.

Prezydent, kiedy sondaże poinformowały go o katastrofalnym spadku popularności, zaczął metodami administracyjnymi cenzurować swój wizerunek publiczny. Do publikacji dopuszczane są tylko takie jego zdjęcia, które zyskały aprobatę jego rzeczników medialnych. Naturalnie zrobił sobie tym od razu przeciwników w prasie.

Nawet pracodawcy wysuwają zastrzeżenia. Francuzi już mu nie wierzą, czują się oszukani. Dlatego jeśli prezydent i jego ludzie mówią o polskim rządzie, zarzucając mu skrajnie prawicowe metody rządzenia, to w ludzie francuskim może to tylko budzić podziw dla Polaków pomieszany z zazdrością. – Szkoda, że my takiego rządu nie mamy – mówią.

Felietonu Piotra Witta można posłuchać w części trzeciej Poranka WNET z Tyńca.

Świat potępia Koreę Północną. Seul chce amerykańskiej broni atomowej

Po przeprowadzeniu przez Koreę Płn. próby nuklearnej płyną słowa potępiania ze wszystkich stron świata. Państwa regionu chcą silniejszej presji na komunistyczną Koreę i broni atomowej od USA.

 

 

USA i Japonia chcą wywarcia silniejszej presji na Pjongjang
Prezydent USA Donald Trump i premier Japonii Shinzo Abe, którzy w niedzielę, po teście bomby wodorowej przeprowadzonym przez Pjongjang, rozmawiał dwukrotnie przez telefon, uzgodnili, że na Koreę Płn. należy wywrzeć silniejszą presję niż robiono to do tej pory.

Zdaniem Abe i Trumpa cała wspólnota międzynarodowa musi znacznie ostrzej odpowiedzieć na prowokacje północnokoreańskiego reżimu – podaje Kyodo.

Premier Abe rozmawiał też telefonicznie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem – pisze Reuters.

Szef japońskiej dyplomacji Taro Kono powiedział wcześniej w niedzielę, że kolejna próba atomowa świadczy, iż reżim w Pongjangu nie jest zainteresowany prowadzeniem dialogu z innymi krajami. Dodał, że Tokio prowadzi już konsultacje z Koreą Południową i USA w sprawie zwołania nadzwyczajnego posiedzenia RB ONZ.

Premier Japonii: Północnokoreański program atomowy i balistyczny wynosi na „nowy poziom wielkie i bezpośrednie zagrożenie” dla regionu

Premier Japonii Shinzo Abe potępił w niedzielę próbę atomową, przeprowadzoną wcześniej tego dnia przez reżim Korei Północnej. Północnokoreański program atomowy i balistyczny wynosi na „nowy poziom wielkie i bezpośrednie zagrożenie” dla regionu – zaznaczył.

„Rada Bezpieczeństwa ONZ stanowczo skrytykowała Koreę Północną za kontynuowanie w tym roku prób pocisków balistycznych. My uważamy za całkowicie nie do przyjęcia fakt, iż kraj ten w obecnej sytuacji przeprowadził próbę atomową” – przekazał Abe w oświadczeniu.

 MSZ: Chiny „stanowczo potępiają” najnowszą próbę atomową Pjongjangu

Chiny „stanowczo potępiają” kolejną próbę atomową przeprowadzoną w niedzielę przez Koreę Północną oraz apelują do władz w Pjongjangu o powstrzymanie się od działań, które mogłyby pogorszyć obecną sytuację – ogłosiło chińskie MSZ w wydanym oświadczeniu.

Korea Północna „zignorowała sprzeciw społeczności międzynarodowej i dokonała nowej próby nuklearnej” – głosi ministerialny komunikat, dodając, że „rząd Chin wyraża stanowczy sprzeciw (wobec tego testu) i zdecydowanie go potępia”.

Wzywając Pjongjang do unikania „niewłaściwych” działań, Chiny pragną podkreślić swoje „niewzruszone” zaangażowanie we współpracę ze społecznością międzynarodową w celu zapewnienia pokoju i stabilności na Półwyspie Koreańskim – dodano.

Chiny, które są najważniejszym sojusznikiem Korei Płn. i jej największym partnerem handlowym, wielokrotnie podczas obecnego kryzysu apelowały o spokój. Pekin dawał wyraz swej frustracji wywołanej zarówno licznymi północnokoreańskimi próbami nuklearnymi i testami rakietowymi jak i zachowaniem Korei Płd. i USA, które postrzega jako powód eskalacji napięcia.

Państwo Środka od dawna obawia się, że konflikt na Półwyspie Koreańskim spowodowałby falę uchodźców i zjednoczenie obu Korei pod wodzą proamerykańskich władz w Seulu. Jak przypomina agencja Reutera, Korea Płn. oddziela też Chiny od wojsk USA stacjonujących w Korei Płd. i Japonii.

Korea Płd. żąda „kompletnej izolacji” Pjongjangu  i „najsilniejszych zasobów strategicznych armii amerykańskiej”
W odpowiedzi na szóstą próbę atomową Pjongjangu Korea Południowa wykorzysta wszelkie środki dyplomatyczne, w tym nowe sankcje Rady Bezpieczeństwa ONZ, by pogrążyć Północ w „kompletnej izolacji” – oświadczył w niedzielę doradca prezydenta Czung Uj Jung.

Ponadto władze w Seulu prowadzą rozmowy z USA w sprawie rozmieszczenia na terytorium Korei Południowej „najsilniejszych zasobów strategicznych armii amerykańskiej” – dodał doradca prezydenta Mun Dze Ina ds. polityki zagranicznej. Nie sprecyzował, o jakie zasoby chodzi. Jak zauważa dpa, nie jest jasne, czy pod tym pojęciem kryje się rozmieszczenie w kraju taktycznej broni jądrowej USA.

Premier Theresa May: Korea Płn. zagrożeniem dla wspólnoty międzynarodowej

Premier W. Brytanii Theresa May powiedziała w niedzielę, po próbie atomowej Pjongjangu, że Korea Płn. stała się zagrożeniem dla wspólnoty międzynarodowej, które jest „nie do zaakceptowania”; wezwała też do nałożenia nowych, surowszych sankcji na reżim.

„Te ostatnie posunięcia Korei Północnej stanowią ryzyko dla całej wspólnoty międzynarodowej (…). Omawiałam te zagrożenia z premierem Japonii (Shinzo) Abe i powtarzam nasz wspólny apel o podjęcie bardziej radyklanych działań (przeciw reżimowi), przyśpieszenie implementacji nałożonych już sankcji i pilne poszukiwanie (na forum) RB ONZ nowych środków (nacisku)” – oznajmiła premier.

Merkel i Macron za ostrzejszymi sankcjami wobec Korei Płn.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Emmanuel Macron potępili w niedzielę najpotężniejszą dotąd próbę jądrową Korei Północnej i wezwali UE do wprowadzenia ostrzejszych sankcji wobec władz w Pjongjangu.

„Najnowsza prowokacja przywódcy w Pjongjangu osiągnęła nowy wymiar” – czytamy w komunikacie opublikowanym przez niemiecki rząd.

Podczas rozmowy telefonicznej Merkel i Macron zgodzili się co do tego, że Korea Północna łamie międzynarodowe prawo i uznali, że w związku z tym społeczność międzynarodowa powinna zdecydowanie zareagować na tę eskalację – dodano.

Według Merkel i Macrona po najnowszym teście jądrowym konieczne są działania nie tylko ze strony Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale także Unii Europejskiej. „Kanclerz i prezydent wyrazili poparcie dla zaostrzenia unijnych sankcji wobec Korei Północnej” – czytamy.

PAP/MoRo

 

We Francji wciąż mówi się o Polsce. Nie należy przywiązywać zbyt wielkiej wagi do tych wypowiedzi

Tenor wszystkich wypowiedzi niechętnych Polsce jest taki: my nie mamy wprawdzie pracy, pieniędzy ale mamy demokracje. W Polsce demokracja jest zagrożona.

W dzisiejszym Poranku z Wielunia Antonii Opaliński telefonicznie połączył się z Piotrem Wittem, korespondentem Radia Wnet, który opowiedział o echach polskich spraw we Francji.

We Francji wciąż mówi się o Polsce. Jednak „przeceniamy i wyolbrzymiamy znaczenie tych wypowiedzi”. Gdy francuski prezydent przemawia w Bułgarii, Polsce czy Pekinie, swoją wypowiedź przede wszystkim kieruje do wyborców, Francuzów, i do nich się zwraca.

Powakacyjny powrót do codzienności jest we Francji zawsze bardzo burzliwy, charakteryzuje się strajkami, a według komentatorów w tym roku strajki będą szczególnie nasilone. Francja ma poważne problemy wewnętrzne, na przykład ogromy dług publiczny. Deficyt budżetowy w tym roku wynosi ok. 80-100 miliardów euro.

Innym palącym problemem jest rosnące bezrobocie. Były prezydent François Hollande przed ustąpieniem ze stanowiska stworzył mechanizm fikcyjnego zatrudnienia. Zatrudnił około trzech milionów osób na krótki termin, w „bardzo fantazyjnych”, zupełnie niepotrzebnych zawodach. Teraz to wszystko się skończyło, a te trzy miliony wraca na rynek bezrobotnych.

– Jest problem późnych emerytur, z którymi społeczeństwo bardzo się nie zgadza, jest problem kodeksu pracy, jest problem oświaty. Nie wiem, czy do państwa dotarła ta wiadomość, ale w Polsce poziom oświaty jest całkiem dobry. Świadczą o tym wyniki olimpiad szkolnych, tych licealnych, w których Polska jest liderem światowym  i ma największą liczbę złotych medali.

Kolejnym coraz większym problemem Francji jest niepopularność Emmanuela Macrona, który wygrał wybory w maju, a urząd objął w czerwcu. Po dwóch miesiącach rządów jego poparcie z 72 procent spadło zaledwie do 30 procent zadowolonych z jego rządów.

– Tenor tych wszystkich wypowiedzi, bardzo Polsce niechętnych, jest taki: my nie mamy wprawdzie pracy, nie mamy pieniędzy, ale mamy demokrację. W Polsce demokracja jest zagrożona, ponieważ rząd chce uchwalić ustawę dotyczącą sądownictwa.

Jego zdaniem ustawa w Polsce jest absolutnie konieczna, o czym wiedzą wszyscy Polacy, a wymiar sprawiedliwości trzeba oczyścić, jednak o tym się we Francji nie mówi.

Rząd wybrany we Francji przez bankierów jest lewicowy. Jednak kraj stał się prawicowy, czego dowiodły wybory, w których Marine Le Pen byłaby prezydentem, gdyby nie fatalne wystąpienie w telewizji.

Na koniec Piotr Witt przytoczył komentarz wybitnego francuskiego adwokata o sporze prezydenta Francji z Beatą Szydło: „Nauczycielka niesfornemu i złemu uczniowi dała klapsa”.

Całego Poranka można posłuchać tutaj. Komentarz Piotra Witta w części drugiej.

MW

Szczyt migracyjny UE – Afryka: Prezydent Francji chce rozpoczęcia procedury azylowej do krajów UE już w Afryce

By ograniczyć niekontrolowany napływ migrantów z Afryki do UE, Macron zaproponował podczas szczytu w Paryżu, by już w Afryce rozpoczynać procedurę przyznawania azylu tym, którzy mają do niego prawo.

[related id=35729]W spotkaniu w Pałacu Elizejskim na zaproszenie Macrona wzięli udział szefowie rządów Niemiec, Włoch i Hiszpanii, a także prezydenci Czadu i Nigru, gdzie są setki tysięcy uchodźców z różnych krajów, oraz premier Libii, która jest krajem tranzytowym dla dziesiątek tysięcy migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu udających się do UE.

Macron zapowiedział rozwiązanie, które pozwoli „przyznać azyl, rozpoczynając procedurę już na terytorium afrykańskim”, „w strefach całkowicie bezpiecznych pod nadzorem urzędu wysokiego komisarza ONZ ds. uchodźców (UNHCR)”. To – zdaniem francuskiego prezydenta – „pozwoli szybciej zapewnić uchodźcom bezpieczeństwo”.

Macron mówił, że identyfikacja uchodźców będzie się dokonywać na podstawie list UNHCR. Chodzi o osoby, których tożsamość została już wcześniej ustalona i które w Czadzie i Nigrze przebywają tranzytem. Takie rozwiązanie – przekonywał – pozwoli uniknąć podejmowania przez tych ludzi ryzyka pokonywania stref niebezpiecznych, a potem Morza Śródziemnego. Potem wybranym uchodźcom, po przewiezieniu do Europy, byłby szybko przyznawany azyl we Francji.

[related id=20675]W 2016 roku we Francji złożono 85 tys. wniosków o azyl, z czego władze przyznały go 36 tys. osób.

„Chodzi o delokalizację badania wniosków” – tłumaczą francuskie źródła. AFP pisze, że przez ostatnie dwa lata z podobnego mechanizmu skorzystało ok. 5,5 tys. osób w Libanie, Turcji i Jordanii.

„Będzie także współpraca w zakresie bezpieczeństwa i wymiaru sprawiedliwości”, a czasem „obecność wojskowa na miejscu, by zapobiec wzrostowi napływu migrantów do Libii” – dodał Macron. Wreszcie, opowiedział się za możliwością organizacji powrotu migrantów do ich krajów pochodzenia i współpracą z tymi krajami, by to zapewnić.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel oświadczyła, że spotkanie w Paryżu jest dowodem na „nową jakość” współpracy Europy z krajami Afryki i tworzy fundament dla bardziej skutecznej walki z nielegalną imigracją.

Zapewniła, że Berlin będzie wspierał działania UNHCR w Libii, aby „możliwie jak największej liczbie ludzi, którzy dziś przetrzymywani są przez tamtejsze milicje w warunkach urągających godności ludzkiej, stworzyć humanitarne perspektywy”.Merkel wyraziła gotowość do przesiedlenia uchodźców z Libii do Europy.

[related id=28107]Zastrzegła, że decyzja, którzy z migrantów znajdują się w sytuacji wymagającej ochrony, należy do UNHCR. Warunkiem zgody na ich przyjęcie jest jej zdaniem wyraźne odróżnienie uchodźców od migrantów ekonomicznych oraz zastopowanie migracji nielegalnej. „W przeciwnym razie wysłalibyśmy niewłaściwy sygnał”.

Merkel podkreśliła znaczenie współpracy z krajami tranzytowymi – Nigrem i Czadem oraz krajami afrykańskimi, z których pochodzi większość uchodźców. Konieczne są projekty pomocowe, przede wszystkim tworzenie nowych miejsc pracy w tych krajach – wyjaśniła.

Zgodził się z tym prezydent Czadu Idriss Deby, wskazując, że problem migracji „może być rozwiązany tylko poprzez rozwój”. „Trzeba środków” – zaznaczył na konferencji prasowej kończącej szczyt.

Od czasu zamknięcia drogi do UE przez Turcję, Grecję i tzw. szlak bałkański napływ migrantów do UE odbywa się przez Libię i Morze Śródziemne. Od początku roku blisko 100 tys. osób przybyło z Libii do Włoch.

PAP/MoRo

„Śląski Kurier Wnet” 38/2017, Paweł Czyż/ Czy islamska krucjata to rewanż na Francji i Niemczech za okupację kolonialną?

„Rewanż”. Tak można określić obecny najazd na Europę imigrantów z krajów islamskich. Czasem ktoś może uznać to za „dogrywkę” – jeśli się weźmie pod uwagę upadek Konstantynopola w roku 1453.

Paweł Czyż

Rewanż

Właściwie to upadek Imperium Osmańskiego na początku XX wieku stał się zarzewiem zmian, których skutki widzimy obecnie. Osmanowie dla przykładu tolerowali grecką arystokrację – prawosławnych chrześcijan, tzw. fanariotów, którzy sprawowali wiele znaczących urzędów w państwie tureckim, między innymi wykorzystywano ich jako tłumaczy. Wielu wysokich urzędników wywodziło się ponadto spośród Albańczyków. Generalnie kultura imperium była militarystyczna, biurokratyczna (regulowano np. kolor ubrań i butów noszonych przez wyznawców poszczególnych religii) i teokratyczna, ale nie nacjonalistyczna, a Turcy jako narodowość nie byli faworyzowani.

Wbrew panującym często stereotypowym opiniom, należy zwrócić uwagę na względną tolerancję religijną panującą w imperium. Prześladowania ze względów religijnych nie były częste i zwykle stanowiły wyraz zemsty za bunty czy niepowodzenia wojenne w walkach z chrześcijanami, niekiedy także stanowiły efekt fanatyzmu poszczególnych namiestników. Tolerancja wobec Żydów stała się przyczyną migracji znacznej części Żydów sefardyjskich (wygnanych w 1492 roku z Hiszpanii) na tereny Imperium, głównie do Salonik. Z drugiej strony niemuzułmanie byli poddani instytucjonalnej dyskryminacji – musieli płacić władzom dodatkowe podatki i obowiązywały ich różne ograniczenia prawne.

Imperium tureckie to nie tylko Wiedeń 1683

Do osobistości, które rozumiały wagę Imperium Osmańskiego dla utrzymania pokoju na Bliskim Wschodzie, należy m.in. gen. Józef Bem. Wraz z generałami węgierskimi Jerzym Kmetym i Miksą Steinem Bem dokonał formalnej konwersji na islam, by móc wstąpić do armii sułtana. Wraz z przyjęciem tej religii zmienił imię na Murat Pasza (Murad Pasa, Yusuf Paşa). Opracował plany reorganizacji armii tureckiej, budowy twierdz pogranicznych, rozbudowy otaczających Turcję umocnień, a także projekty uregulowania przepływających przez ten kraj rzek Tygrysu i Eufratu.

W 1850 roku, badając grunt, na którym zbudowane było Aleppo, stwierdził, że leży ono na bogatych złożach saletry, siarki i żelaza. Wykorzystując tę wiedzę, uruchomił sfinansowaną z własnych środków małą manufakturę saletry i prochu. Końcowy produkt o cenie niższej o 20% od rynkowej zaproponował tureckiemu rządowi, prosząc o pozwolenie na budowę fabryki. Jesienią 1850 roku Turcja zezwoliła mu na zbudowanie w mieście rafinerii saletry i przeznaczyła na ten cel 50 tysięcy piastrów z państwowej kasy. Bem mógł rozpocząć dzięki temu produkcję na skalę przemysłową. Do pracy w powstającej fabryce ściągnął kilkudziesięciu innych internowanych polskich oficerów, weteranów powstania węgierskiego. Planował utworzyć w Aleppo na tej bazie nowoczesną szkołę artylerii.

W uznaniu zasług mianowano go generałem tureckiej armii. W październiku 1850 roku w Aleppo wybuchły krwawe zamieszki zainicjowane przez Beduinów z powodu nieumiejętnej polityki miejscowego tureckiego gubernatora. Wymierzone one były zarówno w turecką władzę na tym terenie, jak i w syryjskich chrześcijan. Miasto zostało otoczone przez 30-tysięczne wojska powstańcze, a nomadzi domagali się okupu, grożąc w razie odmowy spaleniem Aleppo i wymordowaniem jego mieszkańców.

Ostatnią bitwą, jaką stoczył Józef Bem, była uwieńczona sukcesem obrona Aleppo. W czasie obrony miasta, w którym broniło się 1200 żołnierzy, generał dowodził artylerią wyposażoną w 16 armat.

W listopadzie 1850 Bem zachorował na malarię azjatycką. Zmarł w nocy 10 grudnia. Pochowany został w Turcji na starym cmentarzu wojskowym położonym na skalistej górze Dżebel el Isam (tur. Góra Wielkich Ludzi). Postulaty przeniesienia prochów generała do Polski podnoszone były jeszcze w XIX wieku, jednak ich realizacja nastąpiła dopiero w 1929 roku, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. W tym celu do Turcji udała się specjalna delegacja, która przeprowadziła ekshumację oraz transport do kraju. Na trasie podróży pociągu odbyły się uroczystości składania hołdu bohaterowi. Obchody miały charakter międzypaństwowy i zaangażowały się w nie rządy Turcji, Węgier i Polski. W Budapeszcie manifestacja na cześć generała zgromadziła kilkaset tysięcy osób. Prochy Józefa Bema sprowadzono 30 czerwca 1929 roku do rodzinnego Tarnowa, gdzie zostały umieszczone w mauzoleum na wyspie w Parku Strzeleckim, a na grobie umieszczono napisy w językach polskim, węgierskim i arabskim. Zgodnie z muzułmańską tradycją ciało ułożono głową w stronę Mekki.

W jakiś sposób w krajach arabskich pamięta się również o polskiej tolerancji religijnej, np. w stosunku do Tatarów w czasach I RP (nazywano ich „Lipkami” lub „Muślimami”). Czy może zatem dziwić to, że w naszym kraju dotychczas nie było żadnych zamachów ISIS czy innych nacjonalistów arabskich?

Wbrew pozorom stan kultury i nauki w krajach islamskich stoi na bardzo wysokim poziomie – co przekłada się na stan wiedzy historycznej. Tradycja naukowego zaangażowania, samodoskonalenia w licznych krajach islamskich sięga nawet czasów arabskiego panowania na terenie Półwyspu Iberyjskiego (711–1492). „Al-Andalus” (arabska nazwa Półwyspu Iberyjskiego, nadana przez jego muzułmańskich zdobywców) przestała istnieć jako byt polityczny, przetrwała jednakże w literaturze arabskiej, zaś jej legenda trwa do dnia dzisiejszego w kulturze arabsko-muzułmańskiej. Przedstawiciele świata arabskiego doskonale poruszają się w meandrach historii Europy i poszczególnych krajów oraz narodów europejskich, i to powinno zostać w końcu przyjęte do naszej świadomości!

Syryjski problem i przyczyna

W 1517 Syrię przyłączono do tureckiego Imperium Osmańskiego. W 1831 zajęły ją wojska paszy Egiptu Muhammada Alego, jednak na skutek nacisków europejskich mocarstw i buntu miejscowej ludności wojska musiały się stamtąd wycofać na rzecz Turcji w roku 1840. Pod koniec XIX wieku wzrosła świadomość narodowa, co spowodował kontakt z kulturą Zachodu; Syria stała się odrodzona politycznie i gospodarczo (przyczyniła się do tego m.in. budowa Kanału Sueskiego).

Zatem w 1916 roku wybuchła tzw. Al-Thawra al-`Arabiyya. Było to powstanie wywołane przez Husseina bin Alego w celu uniezależnienia się od Imperium Osmańskiego i utworzenia jednolitego państwa arabskiego od Aleppo w Syrii po Aden w Jemenie. Rewolta zakończyła się, gdy 1 października 1918 roku armia arabska wraz z brytyjskim Camel Corps zajęła Damaszek – co zakończyło kampanię bliskowschodnią I wojny światowej.

Najbardziej rozpoznawalną postacią tej kampanii jest brytyjski żołnierz i pisarz Thomas Edward Lawrence (1888–1935), znany jako Lawrence z Arabii, który był gorącym zwolennikiem powstania samodzielnego państwa arabskiego, a także współorganizatorem haszymidzkiego oporu. Po wojnie istniała pilna potrzeba uregulowania stref wpływów i granic państwowych na całym Bliskim Wschodzie.

Podczas spotkania alianckiej Rady Czterech w 1919 roku brytyjski premier David Lloyd George oświadczył, że podstawą porozumienia musi być umowa Fajsal – Weizmann zawarta pomiędzy przywódcą ruchu syjonistycznego Chaimem Weizmannem i syryjskim emirem Fajsalem I. Dla społeczności żydowskiej na Bliskim Wschodzie niezwykle ważne były brytyjskie obietnice utworzenia w Palestynie „żydowskiej siedziby narodowej” zawarte w deklaracji Balfoura z 1917.

Natomiast społeczność arabska wielką wagę przykładała do korespondencji prowadzonej podczas I wojny światowej między brytyjskim Wysokim Komisarzem Egiptu sir Henry McMahonem a Szarifem Mekki Husajnem. Korona brytyjska zgodziła się wówczas „poprzeć arabskie dążenia niepodległościowe” w Imperium Osmańskim. W zamian Arabowie przyłączyli się do wojny przeciwko Turkom.

Na podstawie tych dwóch częściowo sprzecznych obietnic zarówno Żydzi, jak i Arabowie byli przekonani, że Wielka Brytania obiecała im utworzenie niepodległego państwa w Palestynie. Mocarstwa zachodnie były jednak związane odrębną umową Sykes – Picot, zawartą w 1916 roku między Wielką Brytanią a Francją. Dzieliła ona Bliski Wschód na pięć stref wpływów należących do Brytyjczyków i Francuzów, przy czym zakładano utworzenie obszaru, na którym miało powstać niezależne państwo arabskie.

Postępując w zgodzie z tym porozumieniem, wojska brytyjskie nie zajęły syryjskich miast: Damaszku, Hims, Hama i Aleppo. Otworzyło to drogę do wzrostu nastrojów panarabskich, nacjonalistycznych i aspiracji utworzenia niepodległego państwa arabskiego. W lipcu 1919 roku Syryjski Kongres Narodowy (forma parlamentu) odmówił uznania jakiegokolwiek prawa francuskiego rządu nad którąkolwiek częścią terytorium Syrii. Wezwał Francję do uznania niepodległości Syrii, gdyby zaś mocarstwa uznały, że konieczne jest powierzenie jednemu z aliantów mandatu nad tym terytorium, prosił, by były to Stany Zjednoczone lub Wielka Brytania. Francja i Wielka Brytania były jednak zdecydowane podzielić strefy wpływów na Bliskim Wschodzie zgodnie z wyżej wymienioną umową Sykes – Picot z 1916 roku. Układ w swoich założeniach dzieli Bliski Wschód na pięć stref:

  • strefę administrowaną bezpośrednio przez Francję, utworzoną przez Liban, rejon Adany (Cylicję) i wybrzeże syryjsko-libańskie;
  • strefę zależną bezpośrednio od Wielkiej Brytanii, utworzoną przez Dolną Mezopotamię;
  • strefę A, złożoną z dzisiejszej Syrii i rejonu Mosulu, w której uznaje się suwerenność arabską, ale która znajdowałaby się pod protekcją Francji;
  • strefę B, rozciągającą się od granicy z Egiptem aż po Irak, również obiecaną niezależnemu państwu arabskiemu lub konfederacji państw arabskich, ale będącą pod protekcją Wielkiej Brytanii;
  • strefę złożoną z terytorium palestyńskiego od Morza Śródziemnego aż po Jordanię, która znajdowałaby się pod kontrolą międzynarodową, z wyjątkiem portów w Hajfie i Akce, przeznaczonych dla Wielkiej Brytanii.

Granice Bliskiego Wschodu, zarysowane w taki sposób przez Brytyjczyków i Francuzów, nie tylko zredukowały obietnice złożone szarifowi Mekki Husajnowi, ale również wyłączyły Palestynę spod jakiejkolwiek kontroli arabskiej.

Syryjski emir Fajsal starał się prowadzić umiejętną i wyważoną politykę zagraniczną, dlatego 6 stycznia 1920 roku parafował umowę z francuskim premierem Georgesem Clemenceau, który uznał „prawo Syryjczyków do zjednoczenia się, aby rządzić swoim niepodległym państwem”. Kongres ogłosił 8 marca 1920 roku w Damaszku powstanie niepodległego Królestwa Wielkiej Syrii. Królem wielkiej Syrii ogłoszono emira Fajsala, który przybrał imię Fajsala I. Na konferencji w San Remo w 1920 roku – opartej na ustaleniach umowy Sykes – Picot z 1916 roku – postanowiono ustanowić na terenie Królestwa Wielkiej Syrii terytorium mandatowe francuskie oraz brytyjskie. Administratorem Syrii i Libanu z ramienia Francji został gen. Henri Gouraud. 14 lipca 1920 roku generał wystosował do króla Fajsala I ultimatum, w którym żądał zgody na utworzenie w Syrii swojego terytorium mandatowego, zredukowania armii syryjskiej i przekazania Francuzom kontroli nad główną linią kolejową.

Sam król był skłonny zaakceptować takie rozwiązanie, które w jego ocenie było jedyną szansą na zachowanie jakiejkolwiek formy arabskich rządów w Syrii. Syryjski Kongres Narodowy chciał jednak zbrojnie walczyć o niepodległość. Fajsal uważał wszelki opór za beznadziejny i rozwiązał Kongres (parlament). Wydał rozkazy, by wojsko syryjskie nie broniło się. Jego poleceń nie posłuchał minister wojny Jusuf al-Azma, który na czele około pięciu tysięcy źle uzbrojonych żołnierzy i ochotników stoczył z armią francuską bitwę pod Majsalun w okolicach Damaszku. Zakończyła się ona klęską Syryjczyków.

Fajsal bezskutecznie ubiegał się o zachowanie chociaż części utworzonej przez siebie administracji arabskiej. Gdy Francuzi odmówili jakichkolwiek rozmów z królem, ten 2 sierpnia 1920 roku wyjechał do Palestyny. W sierpniu 1920 Francuzi dokonali podziału Wielkiej Syrii. Wydzielono Wielki Liban. Pozostałą część Syrii podzielono wedle kryteriów religijnych na cztery państewka: Damaszek, Aleppo, Latakię i Dżabal ad-Duruz.

Upadek państwa nie oznaczał stłumienia aspiracji elit syryjskich do niepodległości. Już w 1921 roku doszło do pierwszych antyfrancuskich protestów oraz do wybuchu powstania Ibrahima Hananu, które zostało stłumione przez wojsko francuskie. W 1925 roku Damaszek i Aleppo połączono w Państwo Syrii. W 1936 podpisano traktat, który zobowiązywał Francję do przyznania Syrii pełnej niepodległości (nie został on przez Francję ratyfikowany). W 1940 roku Syria znalazła się pod władzą rządu Vichy. Po wyzwoleniu w 1941 roku Komitet Wolnej Francji ogłosił niepodległość Syrii, która została oficjalnie ogłoszona przez Syrię w roku 1943. W 1944 do państwa syryjskiego przyłączone zostały Latakia i Dżabal ad-Duruz.

Zatem na sytuację w Syrii i terenach zajmowanych przez ISIS trzeba spojrzeć znacznie szerzej. W jakimś sensie nacjonalistyczny odłam islamu czerpie paliwo z historii. Gdy Polacy przez 123 lata walczyli o wyzwolenie spod władzy państw zaborczych, to czerpanie z tradycji, pozycji I RP i oparcia w Kościele katolickim było ważnym elementem zachowania tożsamości narodowej.

Francja i Wielka Brytania jawią się dla nacjonalistów arabskich takim samym okupantem, jakim kiedyś dla Polaków państwa zaborcze. Zamachy przeprowadzone przez ISiS w Europie koncentrują się głównie właśnie na Francji i Wielkiej Brytanii. Ma to uzasadnienie historyczne.

W całkowicie bezrefleksyjny sposób te państwa doprowadziły do rozbicia Imperium Osmańskiego, uwalniając zręby nacjonalizmu islamskiego spod państwowej kontroli. Przez dekady Francja i Anglia zwalczały potem niepodległościowe dążenia narodów arabskich. Niegdyś w imię Kościoła katolickiego, również pod auspicjami Francji i Anglii, prowadzono walkę z islamem poprzez krucjaty na terenach arabskich. Czemu zatem miałoby dziś dziwić, że nacjonaliści islamscy przenoszą konflikt na terytorium Europy, a raczej państw europejskich, w stosunku do których mają wciąż żywe pretensje za zwalczanie ich aspiracji i religii?

Dlaczego nacjonaliści arabscy mają „sentyment” do Niemiec?

Napisać, że Adolf Hitler cieszył się w świecie islamskim dużym poważaniem, to mało. Arabowie otaczali go niemal kultem. Niemcy doskonale orientowali się w nastrojach arabskiego świata. Mieli również świadomość, że wielu Arabów oddaje Hitlerowi niemal religijną cześć. Wyrazy tego podziwu przybierały czasem humorystyczną postać. W każdej chwili – pisał jeden z palestyńskich szejków do Führera – gotów jestem służyć pańskiemu rządowi, wystawiając do dyspozycji stu jeźdźców. Czekam tylko na skinienie Waszej Wysokości. […] Oby pan na zawsze pozostał moim władcą.

Słowa uznania zaczęły płynąć również od bardziej prominentnych władców. W 1941 roku egipski król Faruk posłał Niemcom pozdrowienie: Przepełniony podziwem i szacunkiem dla Führera i narodu niemieckiego, życzę mu najgoręcej zwycięstwa nad Anglią. Moim życzeniem i wolą mojego narodu jest, by oddziały niemieckie jak najszybciej wyzwolił Egipt spod dokuczliwego i brutalnego jarzma Anglików.

Entuzjazm dla Niemiec i Hitlera w świecie arabskim nie był tylko związany z nienawiścią do Żydów. Arabowie w zwycięstwie III Rzeszy widzieli nadzieję na wyzwolenie spod kolonialnego ucisku. Pragnienie wolności było tym żarliwsze i głośniej wyrażane, im bardziej linia frontu zbliżała się do Bliskiego Wschodu, a pod niemieckim naporem padały kolejne kolonialne potęgi. Gdy w 1940 roku ugięła się Francja, na ulicach syryjskich miast tłumy śpiewały zjadliwą piosenkę: „Nigdy więcej monsieurów, nigdy więcej misterów, niech będzie Allah w niebie, A na ziemi Hitler”.

Intrygujące, że w proniemieckich peanach szybko zaczęły pojawiać się motywy religijne, sugerujące, że Adolf Hitler jest kimś więcej aniżeli tylko zwykłym człowiekiem. Erwin Ettl, niemiecki ambasador w Iraku, pisał w notatce z początku 1941 roku, że duchowni w całym kraju wskazują swoim wiernym stare, tajemne wróżby i przepowiednie, z których wynika, iż pod postacią Adolfa Hitlera Allah zesłał na ziemię dwunastego imama. W ten sposób […] szerzy się propagandę, która w Hitlerze i Niemczech upatruje lekarstwa na całe zło.

Jeden z niemieckich dyplomatów odnotował w swoim dzienniku 29 sierpnia 1938 roku nowe wytyczne z Berlina: „Trzeba aktywować ruch arabski”. W tym samym roku III Rzesza zaczęła dostarczać broń do Libanu. Stamtąd – zwykłymi rybackimi łodziami – potajemnie szmuglowano ją do Palestyny, by dozbrajać antybrytyjskich buntowników.

Wiatr historii w końcu zawiał Arabom w plecy. Niecałe dwa lata po wybuchu wojny, nocą z 1 na 2 kwietnia 1941 roku, w Iraku doszło do antybrytyjskiego przewrotu. Władzę przejęli proniemieccy politycy. Powstańców wsparło małą jednostką Luftwaffe, które przypuściło ataki na pozycje brytyjskie. Okazały się one jednak bezskuteczne, gdyż niemieckie maszyny były nieprzystosowane do mezopotamskich warunków klimatycznych. Pod koniec maja powstanie upadło, a jego przywódcy zbiegli z kraju. Jednym z uciekinierów był Al-Hadżdż Muhammad Amin al-Husajni, wielki mufti Jerozolimy.

W listopadzie 1941 roku udało mu się spotkać z Hitlerem. Podczas tego spotkania al-Husajni przyjął zapewnienie co do jednej sprawy – gdy tylko Niemcy wbiją swoją flagę w arabską ziemię, to nigdy już nie będzie tam miejsca dla Żydów. Oczywiście oczekiwania arabskiego polityka były większe – chciał uzyskać pewność, że dzięki niemieckiemu zwycięstwu będzie możliwa odbudowa niezależnej arabskiej państwowości na Bliskim Wschodzie. Ale tej Führer mu nie dał i dać nie mógł. Bliski Wschód jeszcze znajdował się poza zasięgiem jego armii, a ponadto nie chciał drażnić sojuszniczych Włochów, którzy względem tego obszaru mieli własne ambicje kolonialne.

Al-Husajni uzyskał od Hitlera zapewnienie w tej sprawie dopiero trzy lata później, w listopadzie 1944 roku. Rząd III Rzeszy w oficjalnym dokumencie uznał „prawa państw arabskich do samostanowienia, jedności i niepodległości”. Mufti został w Berlinie, a władze niemieckie do końca wojny finansowały jego biuro i liczne podróże polityczne. Gdy mufti prowadził pierwsze rozmowy z nazistami, niemieckie wojenne sukcesy – szczególnie te odnoszone przez Afrika Korps – wywoływały euforię Arabów. W Palestynie nasiliły się antybrytyjskie akty sabotażu i brutalne ataki na społeczność żydowską.

„Przyjazna atmosfera wobec Niemców – donosił niemiecki agent 'Antonius’ – utrzymuje się nadal. Wszyscy wyrażają życzenie, by wkroczyli wreszcie Niemcy i wyzwolili kraj spod okupantów. Gdy Arabowie publicznie mówią o Hitlerze, posługują się najczęściej pseudonimami: najnowszy z nich to 'Haddsch Numur’ – 'Tygrys’. Życzenia zwycięstwa Hitlerowi zastępują częstokroć formułę powitalną”. Autor innego raportu pisał, że po zapadnięciu zmroku wszyscy Żydzi znikają z miejsc publicznych oraz ulic i z ciemności wynurza się obraz czysto arabskiej Palestyny.

Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę z optymistycznych nastrojów Arabów. W strukturach Wehrmachtu sformowano jednostkę Sonderstab F, której podstawowym zadaniem było sianie triumfalistycznej propagandy wśród Arabów, zachęcanie do kolaboracji i do akcji sabotażowych.

Minęło 70 lat i okazuje się, że imigranci z Syrii i innych państw islamskich przybywający do Niemiec mają historycznie wpojone zaangażowanie Niemiec po stronie arabskiej. Zatem skala ataków ISIS w Niemczech jest o wiele mniejsza niż we Francji czy Anglii. Samo zaproszenie skierowane do Syryjczyków ze strony kanclerz Angeli Merkel obudziło w krajach islamskich pewne sentymenty.

Czas zatem zrozumieć, że konflikt w Syrii, sytuacja na Bliskim Wschodzie, powstanie ISIS ma korzenie dużo głębsze niż się nam wydaje. Nie każdy wyznawca islamu przybywający do Europy ma twarz faktycznie zmęczoną ucieczką przed wojną i nikły zasób wiedzy o kulturze i historii poszczególnych państw Europy. O faktycznej motywacji jego przyjazdu nie wspominając…

Cały artykuł Pawła Czyża pt. „Rewanż” znajduje się na s. 4 sierpniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Pawła Czyża pt. „Rewanż” na s. 4 „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

O rządzie Emmanuela Macrona mówi się, że wynalazł nowy typ Robin Hooda, który odbiera biednym, żeby dawać bogatym

Popularność rządu francuskiego spadła o 10% (Holland w analogicznym okresie był o 2% bardziej popularny). Zanim został definitywnie uformowany, musiało go opuścić 5 ministrów podejrzanych o korupcję.

Piotr Witt

Zgodnie z nową polityką budżetową, emerytom zostanie odebrane nowych kilka procent ich rent tytułem podwyższonej składki socjalnej CSG, studenci stracą mizerne 5 € miesięcznie z dodatku mieszkaniowego, wojsku okroi się część budżetu, który ma być znacznie podwyższony w przyszłym roku.

W co nikt zresztą nie wierzy: CSG było wprowadzone niegdyś na rok, w wysokości 1% dochodów. Dzisiaj wynosi 10% i nikt nie myśli o jego uchyleniu. Ani słowem rząd nie wspomina o miliardowych fortunach drzemiących bezpiecznie na Wyspach Kajmana, Dziewiczych, na kontach szyfrowych w Luksemburgu i w innych rajach podatkowych.

Statystyki i sondaże dają obraz nastrojów: dwa miesiące po wyborach Francuzi zrozumieli swoja pomyłkę. Ale upadek prowincji francuskiej jest wynikiem wieloletniego procesu. (…)

Na podgórzu pirenejskim miasto Pau posiada jedyny w swoim rodzaju taras widokowy. Dwukilometrowa promenada została zawieszona na stoku wzgórza przez inżyniera Eiffela (tego od wieży) i ogrodnika Alphanda wyłącznie w celu podziwiania łańcucha Pirenejów – widoku, który zwłaszcza o zachodzie słońca nie ma sobie równych. Z bliska Pireneje przedstawiają obraz całkiem odmienny.

U nas, w dolinie Vallespire, profuzja natury kontrastuje z marnością dzieła ludzkiego. Setki hektarów lasu śródziemnomorskiego otaczają miejscowość uzdrowiskową, która powoli umiera. Hotel de Paris, zamknięty od czterech lat, czeka na potencjalnego nabywcę. Hotel Martinez (pokoje klimatyzowane) – zamknięty od roku; obok, w wielkiej rezydencji Castellane, kilkadziesiąt pokoi z tarasami od dwóch lat stoi zamknięte przed kuracjuszami. Hotel Jean d’Arc zamknięto kilka lat temu. Agencja Lassale, która kupiła budynek od właścicieli, odsprzedała go Norweżce. Od tego czasu pani Olsen, po przerobieniu budynku na apartamenty, mozolnie usiłuje je sprzedać.

W tym roku zamknięto aptekę przy termach na końcu Grande Rue i drugą, na początku tej ulicy. Informatycy, reperatorzy, cyberbaza, dwa sklepy rybne, salon prasy i gadżetów, szewc – uciekli wszyscy. (…)

Biurokraci zaprojektowali zbudowanie, kosztem funduszów europejskich i lokalnych, ścieżki górskiej zamieszczonej na skale nad strumieniem Mondony, w jarze głębokim na 200 metrów. Przez trzy lata helikoptery krążyły nad głowami mieszkańców, dowożąc na miejsce budowy stalowe elementy konstrukcji. Pewnego dnia wszystko się skończyło. Zginęło dwóch młodych alpinistów zatrudnionych przy karkołomnej budowie, z góry skazanej na niepowodzenie.

Jedna ze stron jaru jest dobrze ustabilizowana: korzenie drzew i krzewów, które ją porastają, utwierdzają skałę lepiej od śrub i siatek. U jej stop biegnie ścieżka urządzona jeszcze przed wojną, zabezpieczona dachem betonowym. Biurokraci zaprojektowali ścieżkę na przeciwległym stoku, nagim jak żarówka, wystawionym na działanie wiatrów i deszczów śródziemnomorskich, z którego stale spadają kamienie. Któregoś dnia kamienie te zabiły młodych alpinistów. Od tego czasu kanion Mondony, największa atrakcja turystyczna miejscowości, stoi zamknięty i czeka na wynik śledztwa. Od trzech lat. Takich kanionów, projektów i biurokratów jest więcej we Francji. Czy nowy rząd zajmie się nimi?

„Robin Hood à rebours”, artykuł Piotra Witta, stałego felietonisty „Kuriera Wnet”, obserwującego i komentującego bieżące wydarzenia z Paryża, można przeczytać w całości w sierpniowym „Kurierze Wnet” nr 38/2017, s. 3 – „Wolna Europa”, wnet.webbook.pl.

Piotr Witt komentuje rzeczywistość w każdą środę w Poranku Radia WNET na falach Radia Warszawa (106,2 FM) i Radia Nadzieja z Łomży (103,6 FM) oraz na www.radiownet.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Piotra Witta pt. „Robin Hood à rebours” na s. 3 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Francja wprowadza nadzwyczajne prerogatywy dla policji i kontrwywiadu wewnętrznego. Protesty lewicy i prawicy

Francuski Senat przyjął projekt prawa, które pozwoli na zapewnienie bezpieczeństwa w obliczu poważnego zagrożenia terrorystycznego. Prawo to wywołało wiele słów krytyki na lewicy i na prawicy.

Stan wyjątkowy został wprowadzony po zamachach w Paryżu w 2015 roku. Potem był kilkakrotnie przedłużany. Nie może jednak trwać w nieskończoność, dlatego Senat przyjął rządowy projekt, na mocy którego do konstytucji na stałe zostają wpisane przepisy zezwalające policji, a przede wszystkim kontrwywiadowi wewnętrznemu, na stosowanie specjalnych środków, mających uniemożliwić prowadzenie działalności terrorystycznej.

Chodzi między innymi o możliwość dokonywania rewizji zarówno w dzień, jak i w nocy, co w normalnych warunkach jest zabronione, a także decydowania o przymusowym areszcie domowym.

Przeciwko ustawie protestuje skrajna lewica komunistyczna i republikańska prawica. Do sprzeciwu dołączyły się też liczne organizacje ochrony praw człowieka, które uważają, że takie prawo może stanowić furtkę do naruszania swobód obywatelskich.

Nowe przepisy miałyby obowiązywać w miejsce stanu wyjątkowego, który zostałby zniesiony 1 listopada. Zgromadzenie Narodowe będzie głosowało nad nową ustawą w październiku.

Polskie Radio/MoRo

Merkel nie ma nic przeciwko unijnemu budżetowi strefy euro i zgadza się rozmawiać o europejskim ministrze finansów

Kanclerz Niemiec powiedziała po wspólnym posiedzeniu w Paryżu rządów Francji i Niemiec, że „nie ma nic przeciwko budżetowi strefy euro” i że „można rozmawiać o europejskim ministrze finansów”.

Oba te pomysły są forsowane przez nowego prezydenta Francji Emmanuela Macrona w ramach jego planów zreformowania i wzmocnienia Unii Europejskiej. Kanclerz podkreśliła, że zgadza się z Macronem, iż strefa euro potrzebuje stabilizacji i trzeba ją rozwijać dalej.

Merkel dodała, że chce tchnąć nowego ducha w stosunki francusko-niemieckie, obiecując bliższą współpracę między dwoma krajami, którą nazywa się czasem francusko-niemieckim motorem UE. Zaznaczyła, że Europa musi w większym stopniu wziąć swój los w swoje ręce.

„Sądzę, że krótko po objęciu tutaj [we Francji] władzy przez nowy rząd, jesteśmy gotowi do nadania nowego wigoru stosunkom francusko-niemieckim” – powiedziała Merkel na wspólnej konferencji prasowej z Macronem.

Podkreśliła też, że, mimo różnic, trzeba rozmawiać z prezydentem USA Donaldem Trumpem, który w czwartek, w ramach wizyty bilateralnej, przybył do Paryża. Wyjaśniła, że na zeszłotygodniowym szczycie G20 w Hamburgu znaleziono podstawy do współpracy w walce z terroryzmem, „ale musimy też wskazać na jasne różnice, na przykład, co jest pożałowania godne, różnice zdań w sprawie tego, czy potrzebujemy paryskiego porozumienia klimatycznego czy też nie”.

„Nie negujemy tych różnic, niemniej kontakt, możliwość rozmowy, są oczywiście ważne” – dodała Merkel.

Także Macron, który zaprosił Trumpa na przypadające w piątek obchody święta narodowego w rocznicę wybuchu rewolucji francuskiej, powiedział, że mimo różnic, Francja i Niemcy zgadzają się co do wagi bliskich więzi ze stroną amerykańską.

Było to już 19. wspólne posiedzenie rządów niemieckiego i francuskiego. Wśród tematów rozmów znalazły się: obronność, edukacja, młodzież, gospodarka i przyszłość UE.

PAP/MoRo

 

Macron: Francja i USA zgadzają się w sprawie „mapy drogowej” dla Syrii, czyli kwestii bezpieczeństwa po skończeniu wojny

Francja i Stany Zjednoczone porozumiały się w sprawie wspólnego opracowania „mapy drogowej”, która określi sytuację w Syrii po zakończeniu wojny – oświadczył prezydent Francji po spotkaniu z Trumpem.

Oba kraje w znacznym stopniu zgadzają się w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa i stabilności na Bliskim Wschodzie – dodał Macron.

Zaznaczył też, że dwugodzinne spotkanie z Trumpem dotyczyło m.in. najskuteczniejszych sposobów zwalczania „światowego zagrożenia ze strony wrogów, którzy próbują nas zdestabilizować”.

Macron przyznał ponadto, że zdecydowanie różni się od Trumpa w poglądach na temat paryskiego porozumienia klimatycznego.

Trump: „zobaczymy, co się stanie” w sprawie porozumienia klimatycznego 
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zasugerował w czwartek w Paryżu po spotkaniu z przywódcą Francji Emmanuelem Macronem, że być może rozważy jeszcze swoją decyzję o wycofaniu USA z paryskiego porozumienia klimatycznego – pisze Associated Press.

„Coś może się wydarzyć w związku z paryskim porozumieniem. Zobaczymy, co się stanie, ale będziemy o tym rozmawiać w najbliższym czasie. Jeśli do tego dojdzie, to świetnie, jeśli nie, to też dobrze” – powiedział Trump na wspólnej konferencji prasowej z francuskim prezydentem.

Trump mówił, że z Macronem rozmawiał też o pogłębionej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa w obliczu zagrożeń ze strony organizacji terrorystycznych i państw takich jak Korea Północna, Iran czy Syria. „Ze wzmożoną determinacją stajemy zjednoczeni wobec tych wrogów ludzkości, by pozbawić ich okupowanych terytoriów, źródeł finansowania, sieci i ideologicznego wsparcia” – podkreślił.

Amerykański przywódca bronił też swojego syna Donalda Trumpa Juniora. Z udostępnionych przez niego maili wynika, że w zeszłym roku przed wyborami prezydenckimi w USA spotkał się on z rosyjską prawniczką powiązaną z Kremlem, która chciała przekazać informacje kompromitujące Hillary Clinton, rywalkę Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w 2016 roku.

Prezydent USA ocenił w czwartek, że „większość ludzi [na miejscu jego syna – PAP] zgodziłaby się na to spotkanie”, i zapewnił, że „do niczego nie doszło”.

PAP/MoRo