Rozpoczęły się wojskowe manewry Rosji i Chin na Bałtyku. Media: chińskie okręty wzmagają napięcie

Rozpoczęte wspólne ćwiczenia okrętów wojennych Rosji i Chin wzmagają napięcie – oceniają fińskie media. Również dziś na Bałtyk wpłynęła największa na świecie atomowa łódź podwodna Dymitr Doński.

Media w Helsinkach z uwagą śledzą wspólne ćwiczenia wojskowe Rosji i Chin na Bałtyku („Morska Współpraca – 2017″) ze względu na manewry przewidziane w Zatoce Fińskiej, nad którą położona jest stolica Finlandii. Z zaskoczeniem przyjmują decyzję Pekinu o wysłaniu po raz pierwszy okrętów wojennych na ćwiczenia na Bałtyku. Podkreślają jednocześnie, że w regionie w tym roku zaplanowana została rekordowa liczba różnego rodzaju manewrów wojskowych i panuje silne napięcie między Rosją a Zachodem.

[related id=”31586”]

Ekspertka Fińskiego Instytutu Spraw Zagranicznych Elina Sinkkonen przypomniała, że Pekin podał jako główny powód udziału w ćwiczeniach zapewnienie bezpieczeństwa floty handlowej. „Chiny mają projekt Nowego Jedwabnego Szlaku i zgodnie z tą strategią chcą inwestować również w Europie, w tym np. w portach na Litwie” – powiedziała w piątek Sinkkonen w telewizji Yle.

Według niej współpraca Pekinu z Moskwą na Bałtyku wynika z zasady wzajemności, kilka lat temu podczas politycznego napięcia w regionach morskich w pobliżu Chin również zorganizowano wspólne manewry. „Teraz Chiny mogą dać wsparcie Rosji w sytuacji, gdy stosunki Rosji z Zachodem są nieco trudne” – podkreśliła ekspert.

Dziennik „Helsingin Sanomat” przypomniał z kolei, że we wrześniu w regionie Morza Bałtyckiego odbywać się będą wspólne ćwiczenia Rosji i Białorusi „Zapad 2017″, w których udział ma wziąć nawet 100 tys. żołnierzy. Oprócz tego od początku roku w rejonie Bałtyku organizowane są również inne mniejsze manewry jednostek NATO i Rosji.[related id=”31581”]

Według Marisa Andzansa z Litewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych manewry są szczególnie ważne dla polityki Rosji, która chce pokazać, że nie jest izolowana na arenie międzynarodowej. Ekspert zaznaczył, że manewry wojskowe na Morzu Bałtyckim mogą zaszkodzić reputacji Pekinu, który tradycyjnie prezentował swoje pokojowe nastawienie, a swą polityczną siłę wzmacniał przez stosunki gospodarcze.

Chińskie i rosyjskie okręty, które mają wziąć udział w ćwiczeniach, pojawiły się na Morzu Bałtyckim w piątek. Chińskie jednostki wypłynęły w czerwcu z Morza Wschodniego. Właściwe manewry zaplanowane zostały na przyszły tydzień.

Wspólne rosyjsko-chińskie ćwiczenia morskie odbywają się od 2012 roku, jednak na Morzu Bałtyckim zorganizowane zostały po raz pierwszy. Na wrzesień zaplanowane zostały kolejne – na Dalekim Wschodzie, na Morzu Ochockim i Japońskim.

PAP/MoRo

MSZ Rosji: zarzuty w sprawie manewrów na Białorusi to bufonada. Estończycy: rosyjskie jednostki mają bilet w jedną stonę

Zarzuty USA, że Rosja mogłaby pozostawić sprzęt wojskowy na Białorusi po przeprowadzeniu tam we wrześniu br. manewrów wojskowych „Zapad”, „to bufonada” – oświadczył Grigorij Karasin, wiceszef MSZ.

Zarzuty USA, że Rosja mogłaby pozostawić sprzęt wojskowy na Białorusi po przeprowadzeniu tam we wrześniu br. zakrojonych na szeroką skalę manewrów wojskowych, „to bufonada” – oświadczył w piątek wiceszef MSZ Rosji Grigorij Karasin, cytowany przez agencję Interfax.[related id=”31585″]

„Sztuczna bufonada wokół zaplanowanych ćwiczeń Zapad-2017 ma na celu usprawiedliwienie ostrych działań NATO wzdłuż rosyjskiego terytorium” – oznajmił Karasin w rozmowie z agencją Interfax.

Skomentował w ten sposób wypowiedź naczelnego dowódcy sił lądowych USA w Europie gen. Bena Hodgesa o tym, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy w Europie Wschodniej, a także Ukraina są zaniepokojone, iż manewry te mogą być „koniem trojańskim”, polegającym na pozostawieniu przez Rosję uzbrojenia na Białorusi.

Generał Hodges powiedział w wywiadzie udzielonym agencji Reutera, że sojusznicy będą bacznie się przyglądać, czy sprzęt wojskowy przywieziony na ćwiczenia „Zapad 2017” zostanie później wywieziony do Rosji.

Przypomnijmy, że już w kwietniu br. estoński wywiad donosił, że w zaplanowanych na jesień wielkie ćwiczenia rosyjskich i białoruskich wojsk „Zapad 2017” ma wziąć udział ponad 100 tys. żołnierzy. Będą to największe tego typu manewry od 2013 roku.

– Rosyjskie jednostki, które jadą na Białoruś, mają bilet w jedną stronę – powiedział agencji Reutera Margus Tsahkna, minister obrony Estonii. Jego zdaniem w ramach ćwiczeń Rosja planuje wysłanie na Białoruś 4 tys. wagonów żołnierzy i sprzętu. Z kolei estoński wywiad uważa, że po zakończeniu manewrów rosyjscy żołnierze pozostaną na Białorusi.

Rosyjskie ministerstwo obrony początkowo nie zareagowało na prośbę agencji o ustosunkowanie się do tej sprawy. Później Moskwa zaprzeczyła, jakoby zamierzała zagrozić stabilności w Europie.

W związku z planowanymi ćwiczeniami rosyjskie ministerstwo obrony planuje przerzucić na Białoruś nawet 80 razy więcej żołnierzy i sprzętu niż w ubiegłych latach. Wielkość manewrów została oszacowana na podstawie oficjalnych dokumentów dotyczących m.in. przetargu na usługi międzynarodowego militarnego transportu kolejowego.

W 2015 roku rosyjski MON zamawiał 125 wagonów na Białoruś, w 2016 – 50 wagonów, zaś w tym roku, według przetargu, 4126 wagonów kolejowych.

Rosyjski MON uspokaja, że są to rutynowe przygotowania przed cyklicznymi ćwiczeniami „Zapad”, których kolejna edycja odbędzie się w przyszłym roku na Białorusi. Przerzucone wojska będą liczyć maksymalnie kilka dywizji.

Białoruska opozycja doszukuje się w działaniach Rosji przygotowań do przejęcia militarnej kontroli nad ich krajem lub inwazji na terytorium Ukrainy, krajów bałtyckich czy Polski.

Miesiąc temu prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka oświadczył, że NATO będzie mogło obserwować białorusko-rosyjskie manewry „Zapad 2017”.  Powiedział, że jego kraj nie zamierza ograniczać współpracy wojskowej z Rosją.

– Żądam od was wszystkich, by te manewry na terytorium naszego kraju były przejrzyste i dostępne nie tylko dla naszych przyjaciół z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej, Wspólnoty Niepodległych Państw, ale także dla przedstawicieli NATO. Niczego nie ukrywamy i nie powinniśmy ukrywać. Jeśli przedstawiciele NATO chcą być obecni na naszych manewrach, to zapraszamy – mówił Łukaszenka. Deklaracja ta nie została przychylnie przyjęta przez Kreml.

PAP, Reuters, Kresy.pl/MoRo

Nie milkną komentarze po śmierci dysydenta Liu Xiaobo. Represje rosną i coraz więcej ludzi w Chinach trafia do więzienia

Ludzie, którzy zostali ujęci w akcji na placu Tian’anmen, nadal siedzą w więzieniach. Za rządów Xi Jingpinga więźniów przybywa. W 2015 r. aresztowano 300 prawników zajmujących się prawami człowieka.

– Jest to wiadomość, która wstrząsnęła nie tylko światem chińskim, dysydentami chińskimi w Chinach i na całym świecie – powiedziała Hanna Shen. Śmierć Liu Xiaobo jest komentowana na całym świecie nie tylko przez Chińczyków, bowiem był to najbardziej znany chiński dysydent i to nie tylko z powodu otrzymania Pokojowej Nagrody Nobla, ale również dlatego, że był to człowiek, który brał udział we wszystkich najważniejszych wydarzeniach politycznych.  [related id=”29028″]

– W 1989 roku, kiedy wybuchły protesty na palcu Tian’anmen, Liu Xiaobo był za granicą na stypendium. Kiedy dowiedział się o protestach, natychmiast wrócił do kraju, aby być ze studentami, w tym studentami, których był nauczycielem – powiedziała Hanna Shen. Przypomniała, że za przyłączenie się do protestów został wówczas skazany na dwa lata więzienia i banicję. Nie mógł publikować w Chinach, a jego oficjalna kariera naukowa właściwie się skończyła. Drugim ważnym momentem w jego życiu, ale również w historii Chin, była publikacja Karty 08.

Manifest został podpisany przez 350 chińskich intelektualistów i działaczy praw człowieka w celu promocji reform i demokratyzacji Chin. Został opublikowany 10 grudnia 2008 roku, w 60. rocznicę podpisania Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Karta 08 wzoruje swój tytuł i styl na Karcie 77, antysowieckim manifeście czechosłowackich dysydentów z 1977 roku.

Mord polityczny na Liu Xiaobo

Liu Xiaobo, który włączył się w redagowanie Karty 08, rok później został za to skazany na 11 lat więzienia, jak się okazało – dożywotniego. W trakcie odsiadywania kary Liu Xiaobo, w 2010 roku, otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.

– Oczywiście nie odebrał jej. Nie został wypuszczony z więzienia, a także nie pozwolono wyjechać z Chin na tę uroczystość jego żonie, która od tego momentu do dziś przebywa w areszcie domowym – powiedziała Shen.

Pod koniec życia Liu Xiaobo wielu polityków na całym świecie, wielu chińskich dysydentów i rodzina, wzywali chińskie władze, aby pozwoliły mu wyjechać na leczenie. Stany Zjednoczone, Niemcy, Tajwan deklarowały chęć przyjęcia dysydenta.

– Władze chińskie odmówiły, więc nic dziwnego, że wielu chińskich dysydentów, w tym Wang Dan, przywódca protestu z Tian’anmen, nazwał to „mordem politycznym” – powiedziała Shen.

Chińscy opozycjoniści nawet w innym kraju nie mogą czuć się bezpiecznie

W Hongkongu późno wieczorem, po 21.00, kiedy Chińczycy dowiedzieli się o śmierci Xiaobo, odbyła się modlitwa  i uczczono pamięć zmarłego – powiedziała nasza korespondentka. Na Tajwanie pamięta się oczywiście o Liu Xiaobo, prezydent Tajwanu poświęciła mu wpis.

Chiński pastor Bob Fu wezwał na swoim Facebooku, aby pamiętać nie tylko o Liu Xiaobo, ale również o innych ludziach więzionych teraz w Chinach, jak dr Wang Bing Zhangdan, który jest w więzieniu od 2002 roku. Budował on chińską opozycję w Stanach Zjednoczonych i kiedy w 2002 roku udał się do Wietnamu, został porwany i uwięziony.

Jak powiedziała Hanna Shen, teraz na Tajwanie żywa jest sprawa Wang Dana, tajwańskiego działacza na rzecz swobód obywatelskich, który niecałe cztery miesiące temu został zatrzymany w Chinach. Nie wiadomo, co się z nim dzieje i w jakim jest stanie, podobnie jak z wieloma innymi opozycjonistami, którzy znajdują się w Chinach, a wśród których nierzadkie są przypadki śmierci.

Korespondentka przypomniała, że dwa lata temu zmarł w chińskim więzieniu 94-letni biskup katolicki Cosmas Shi Enxiang, który spędził większość swego życia w chińskim obozie pracy. Z informacji przekazanych przez rodzinę wynika, że przez ostatnie miesiące przeżywał tortury; zagłodzono go na śmierć.

Coraz więcej ludzi trafia do więzienia za obronę praw człowieka [related id=29013]

– Śmierć Xiaobo to kolejny mord dokonany na działaczu chińskiej opozycji i tak to trzeba odbierać. Myślę, że w najbliższych dniach będziemy mieli wiele wypowiedzi ludzi zajmujących się Chinami, a także polityków, którzy będą nawoływać chiński rząd do wypuszczenia z aresztu wdowy po Liu Xiaobo i innych opozycjonistów z więzień – sądzi Shen. Nawet nie wiadomo, ilu jest więźniów politycznych w Chinach.

Ludzie, którzy brali udział w masakrze na placu Tian’anmen, nadal siedzą w więzieniach, a w ostatnich latach za rządów Xi Jingpinga ich przybywa. W 2015 roku aresztowano 300 prawników zajmujących się prawami człowieka w Chinach, pomagających chrześcijanom.

Mimo że władze chińskie utrzymują, że obozy pracy w Chinach są likwidowane, liczbę ich szacuje się na ponad tysiąc. Część z nich jest przedstawiana przez władze chińskie  jako zakłady pracy. Hanna Shen zwróciła uwagę, że chińskie zabawki często są robione w takich obozach pracy.

Wielkie korporacje, decydując się na umiejscowienie swoich fabryk w Chinach, często doskonale zdają sobie sprawę z tego, że warunki pracy wyglądają tam podobnie jak w obozach pracy i że „będą mogli zrobić wszystko”, np. zmuszać ludzi do pracy ponad siły przez 15-16 godzin dziennie, bez zapewnienia podstawowych warunków bezpieczeństwa.

MoRo

Audycji można wysłuchać w pierwszej części Poranka WNET z Bogatyni; kliknij tutaj

Przedwczesna śmierć laureata Pokojowej Nagrody Nobla Liu Xiaobo. Chińskie władze udaremniły leczenie za granicą

 Laureat Pokojowej Nagrody Nobla Liu Xiaobo nie żyje – poinformowały władze Shenyang na płn.- wsch. Chin. Liu, obrońca praw człowieka i dysydent skazany na 11 lat więzienia, chorował na raka wątroby.

Bezpośrednią przyczyną śmierci Liu była niewydolność wielonarządowa; wysiłki podejmowane w celu utrzymania pacjenta przy życiu nie powiodły się – poinformowano.

61-letni noblista był leczony w szpitalu w Shenyang w związku ze stwierdzoną u niego w maju chorobą nowotworową w terminalnym stadium. Do szpitala został przewieziony w czerwcu z więzienia, gdzie od 2009 roku odbywał karę pozbawienia wolności.

Według lekarzy stan Liu znacząco pogorszył się w ostatnim tygodniu i od poniedziałku pacjent walczył o życie. W środę informowano, że ma problemy z oddychaniem, a wątroba i inne narządy tracą wydolność. Liu przebywał już wówczas na oddziale intensywnej terapii, gdzie był leczony po wstrząsie septycznym i poddawany dializie.

Odkąd w maju świat obiegła wiadomość o chorobie noblisty, zachodnie rządy i światowe organizacje praw człowieka apelowały do chińskich władz, by pozwoliły Liu wyjechać wraz z żoną za granicę na leczenie; domagał się tego sam dysydent i jego bliscy.

Jednak mimo międzynarodowej presji rząd w Pekinie nie zgodził się na wyjazd, twierdząc, że Liu jest pod opieką najlepszych specjalistów. Bliscy noblisty powątpiewali w prawdziwość szpitalnych komunikatów o pogarszającym się stanie zdrowia noblisty. Sugerowali, że władze nie zgadzają się na wyjazd Liu z obawy, że za granicą mógłby krytykować komunistyczne władze Chin.

Liu Xiaobo był jednym z najważniejszych niezależnych intelektualistów w ChRL i głośnym krytykiem Komunistycznej Partii Chin, który za swoje działania na rzecz praw człowieka i demokracji w tym kraju był wielokrotnie zatrzymywany i więziony – przypomina agencja Kyodo. Ten obrońca praw obywatelskich i literat był także jednym z dawnych przywódców prodemokratycznych protestów na placu Tiananmen w Pekinie w 1989 roku. „Działalnością wywrotową”, za którą został skazany w 2009 roku, władze w Pekinie nazywają przygotowanie przez niego petycji „Karta 08”, wzywającej do zniesienia w Chinach jednopartyjnego systemu politycznego.

W 2010 roku Liu otrzymał pokojowego nobla „za długą walkę bez przemocy na rzecz podstawowych praw w Chinach”. Wyróżnienie zostało wręczone przy pustym krześle, ponieważ władze nie zezwoliły mu na wyjazd z kraju i przybycie na ceremonię. Krótko po ogłoszeniu decyzji o przyznaniu mu tego wyróżnienia jego żona, poetka Liu Xia, została bez procesu skazana na areszt domowy.

Chiński rząd nazywał Liu „przestępcą”, a wyróżnienie go Nagrodą Nobla uznał za ingerencję w sprawy wewnętrzne Chin.

PAP/MoRo

Chiny/ Lawina błota i kamieni zniszczyła wieś w Syczuanie; ponad 100 zabitych, wiele osób wciąż poszukiwanych

Lawina, jaka zeszła na wieś Xinmo w prefekturze Ngawa w środkowo-zachodniej części Chin, spowodowała zniszczenie 46 domostw i śmierć ponad 100 mieszkańców, głównie przedstawicieli mniejszości Qiang.

Do osunięcia się ziemi we wsi zamieszkanej głównie przez mniejszość Qiang doszło ok. godz. 6 rano w sobotę (po północy w Polsce) w związku z podmyciem podstawy góry przez wody wezbranej rzeki. Zniszczonych zostało co najmniej 46 domów.

Trwa akcja ratunkowa, którą komplikują silne opady deszczu. Lokalne władze poinformowały, że odnaleziono kilka żywych osób. Do szpitala trafiło m.in. małżeństwo i miesięczne niemowlę. Państwowa telewizja CCTV na żywo transmituje akcję ratunkową. Na zdjęciach widać usuwających gruz ratowników i cywilów ubranych w kurtki przeciwdeszczowe lub z parasolami w rękach oraz stojących na tle ogromnych szarych skał i kilku koparek.[related id=”1599″]

Według agencji Xinhua na miejscu jest ponad 300 policjantów, żołnierzy i strażaków. Do Xinmo próbuje dotrzeć kolejnych 500 strażaków z kilkunastoma psami ratowniczymi i lekarzami.

Oprócz pogody akcję ratunkową utrudnia też fakt, że gruz zablokował prawie dwukilometrowy odcinek jednej z dróg prowadzących do trudno dostępnej wsi.

Prezydent Xi Jinping zaapelował o podjęcie wszelkich wysiłków, by zmniejszyć liczbę rannych i zabitych.

Przedstawiciel ratowników Wang Yongbo powiedział w państwowej telewizji, że było to największe osunięcie się ziemi od trzęsienia ziemi w pobliskim okręgu Wenchuan w prowincji Syczuan sprzed dziewięciu lat.

W 2008 roku w trzęsieniu ziemi w tym okręgu zginęło 87 tys. ludzi. – Po tym trzęsieniu masyw był osłabiony. W takich warunkach nawet niewielkie opady mogą spowodować katastrofę geologiczną na wielką skalę – powiedział szef lokalnego biura meteorologicznego Tao Jian.

Xinmo zamieszkują przedstawiciele mniejszości Qiang należącej do grupy tybeto-birmańskiej. Jest ona jedną z 55 oficjalnie uznawanych mniejszości w ChRL. Media twierdzą, że to właśnie przedstawiciele tej mniejszości stanowią najliczniejszą grupę poszkodowanych w lawinie.

PAP/JN

Chiny/ „Jeden kraj, dwa systemy”. Obchody 20. rocznicy powrotu Hongkongu do Chin z udziałem prezydenta Xi Jinpinga

„Jutro będzie jeszcze lepiej” – to optymistyczne hasło jest oficjalnym i jedynym motywem w rządowej prasie Chin kontynentalnych w związku z 20 rocznicą przekazania Chinom byłej kolonii brytyjskiej.

Przyjazd prezydenta potwierdziły anonimowe źródła dysponujące wiedzą na temat planu wizyty – podał hongkoński dziennik „South China Morning Post”. Według informacji z tych źródeł, ma on odwiedzić jednostkę wojskową i ważny projekt infrastrukturalny, być może most Hongkong-Zhuhai-Makau lub terminal szybkiej kolei. Prezydentowi będzie towarzyszyła pierwsza dama Chin, Peng Liyuan, która ma w piątek odwiedzić w Hongkongu dom opieki nad osobami starszymi.

Hongkoński politolog Joseph Cheng ocenił w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że rocznica ma dla Pekinu duże znaczenie ze względów wizerunkowych. „Chińscy przywódcy są dumni z odzyskania kolonii od Wielkiej Brytanii i chcą zaprezentować społeczności międzynarodowej, że dobrze się ona rozwija pod ich rządami. Są też świadomi, że Hongkong jest pilnie obserwowany w związku z dyskusją na temat reformy politycznej i ruchem Occupy” – wyjaśnił były wykładowca Uniwersytetu Miejskiego w Hongkongu, obecnie na emeryturze.[related id=”23153″]

Podczas obchodów zaprzysiężony zostanie nowy rząd Hongkongu. Carrie Lam, która będzie pierwszą kobietą rządzącą Hongkongiem, została na to stanowisko wybrana w marcu.

Zasady wyboru szefa administracji Hongkongu stały się w 2014 roku przyczyną masowych, trwających prawie trzy miesiące protestów, zwanych ruchem Occupy lub „rewolucją parasolek”, podczas których dziesiątki tysięcy mieszkańców domagały się pełnej demokracji w regionie. Pekin nie ugiął się pod tymi żądaniami i pozostał przy swojej decyzji, że kandydaci na urząd szefa administracji Hongkongu muszą najpierw uzyskać akceptację komitetu elektorów, lojalnego wobec władz centralnych.

Okrągła rocznica jest okazją do podsumowań 20 lat funkcjonowania zasady „jeden kraj, dwa systemy” oraz snucia wizji przyszłości Hongkongu w ścisłej współpracy z Chinami kontynentalnymi. Kontrolowana przez Pekin chińska prasa i część mediów z Hongkongu zachwycają się możliwościami, jakie niesie ze sobą ściślejsza integracja regionu i kontynentu. Tymczasem część komentatorów obawia się stopniowego ograniczenia w Hongkongu wolności wypowiedzi, ingerencji chińskich władz w szkolnictwo i zaniku lokalnej kultury.

– Większość ludzi jest urażona interwencjami Pekinu, większość ludzi jest urażona erozją tradycyjnej kultury – powiedział Cheng. Dodał, że według najnowszych badań 47 procent młodych Hongkończyków chciałaby wyjechać z regionu, co sugeruje, że nie są zadowoleni z perspektyw, jakie im oferuje.

– Chińskie władze mówią teraz ludziom w Hongkongu, że to Pekin ustala granice i zasady modelu „jeden kraj, dwa systemy oraz” że Hongkończycy muszą zaakceptować zasady i granice ustalane przez Pekin – powiedział PAP politolog Joseph Cheng.

Kontrowersje wśród Hongkończyków wzbudza choćby jedna z głównych atrakcji rocznicowych – pokaz sztucznych ogni, podczas którego na niebie nad Victoria Harbour mają się pojawić chińskie znaki w wersji uproszczonej, jakich używa się na kontynencie, a nie tradycyjnej – używanej w Hongkongu. Według komentatorów jest to przykład wypierania hongkońskiej kultury przez kulturę Chin kontynentalnych.[related id=”12533″ side=”left”]

W tym roku lokalne władze nie zgodziły się, by prodemokratyczny marsz organizowany przy okazji rocznicy 1 lipca ruszył z tradycyjnego punktu w Victoria Park, gdzie rozpoczynał się co roku od 13 lat. Miejsce to przyznano sprzyjającej Pekinowi organizacji charytatywnej, która ma urządzić tam rocznicową wystawę innowacji i technologii. Organizatorzy marszu demokratów ocenili to jako próbę uciszenia krytyki w związku z przybyciem do Hongkongu przywódców Komunistycznej Partii Chin (KPCh) i zgłosili władzom trzy inne propozycje miejsc, gdzie manifestacja może się rozpocząć.

Mimo ostrzeżeń, że Pekin nie będzie tolerował żadnych przejawów separatyzmu w regionie, opowiadająca się za niepodległością Hongkońska Partia Narodowa zapowiada na 30 czerwca czuwanie pod wieżą zegarową w Tsim Sha Tsui, podczas którego uczestnicy będą „opłakiwać 20 rocznicę upadku Hongkongu”. Organizatorzy spodziewają się około 300 osób. – Jeśli nie wyjdziemy i nie wyrazimy naszego zdania, cały świat uwierzy, że Hongkończycy akceptują chińską władzę – powiedział hongkońskiej gazecie internetowej „Hong Kong Free Press” organizator czuwania Andy Chan Ho-tien.

Zasadę „jeden kraj, dwa systemy”, która zapewnia Pekinowi zwierzchnictwo nad Hongkongiem, ale gwarantuje regionowi spory zakres autonomii, pozytywnie ocenili ostatnio trzej hongkońscy przywódcy: były szef administracji regionu Tung Chee-hwa, rządzący obecnie Leung Chun-ying oraz jego następczyni Carrie Lam, która obejmie władzę 1 lipca.

– Hongkong ma wszystko do zyskania, jeśli będzie mu się dobrze układało z Chinami, i wszystko do stracenia, jeśli nie będziemy z Chinami współpracować – powiedział Tung, który sprawował władzę w latach 1997-2005. Dodał, że rząd centralny nie chce się angażować w sprawy życia codziennego, a jedynie w te „dotyczące bezpieczeństwa narodowego, suwerenności i o dużym znaczeniu dla kraju”.

– Jeśli szukacie nagłówka dotyczącego przyszłości Hongkongu, mnie podobałby się taki: najlepsze jeszcze przed nami – ocenił z kolei obecnie urzędujący Leung Chun-ying.

Optymizm dotyczący przyszłości Hongkongu, coraz bardziej zintegrowanego z resztą kraju, to także oficjalny ton prasy Chin kontynentalnych, dla której rocznica jest tematem równie gorącym, co politycznie delikatnym. – Temat Hongkongu jest (obecnie) najwrażliwszym tematem dla dziennikarzy z Chin kontynentalnych – powiedział PAP dziennikarz jednego z kantońskich tygodników, dodając, że jego redakcja poleciła mu napisanie reportażu ukazującego „świetlaną przyszłość Hongkongu pod chińskimi rządami”.

– Jedynym motywem jest „jutro będzie jeszcze lepiej” – powiedział.

PAP/JN

Dramat w Chinach; dziesiątki rannych i siedmiu zabitych w wybuchu w przedszkolu. Media informują o wybuchu butli z gazem

Co najmniej siedem osób zginęło, a około 60 zostało rannych w wyniku wybuchu, do którego doszło w czwartek przy wejściu do przedszkola w mieście Fengxian w prowincji Jiangsu na wschodzie Chin.

[related id=”23153″]

Eksplozja miała miejsce około godz. 17 czasu lokalnego (godz. 11 w Polsce). Jest to pora, kiedy rodzice odbierają z placówki swoje dzieci.

Władze miasta Xuzhou poinformowały, że dwie osoby zginęły na miejscu, a pięć zmarło w szpitalu. Według lokalnych władz stan dziewięciu osób jest ciężki.

Na portalach społecznościowych pojawiają się zdjęcia przedstawiające kilkanaście leżących na ziemi zakrwawionych osób, w tym dzieci. Niektórzy wyglądają na nieprzytomnych, mają nadpaloną odzież. Przyczyny wybuchu są badane.

„Około godziny 17 usłyszeliśmy wybuch i pomyśleliśmy, że mogło dojść do eksplozji gazu u pobliskiego sprzedawcy jedzenia” – mówił właściciel okolicznego sklepu cytowany przez internetowy serwis Sohu. Inny świadek twierdził, że mogło zginąć wiele osób.

W wyniku eksplozji brama przy wejściu do przedszkola została poważnie uszkodzona, wokół widać także wiele potłuczonego szkła.

PAP/JN

Osoby zamordowane na placu Tian’anmen nie chciały obalić komunizmu. Walczyły z korupcją

Większość z nich wierzyła, że w ramach istniejącego systemu może nastąpić większa otwartość. Stąd też ich główne hasła dotyczyły walki z korupcją – mówiła Hanna Shen w rozmowie z Antonim Opalińskim.

 

Co roku w rocznicę mordu na chińskim placu Tian’anmen, w Tajwanie odbywają się uroczystości ku czci ofiar tej komunistycznej zbrodni. Podczas nich przemawiają między innymi osoby, które przeżyły tę tragedię. Oprócz tego co roku można się spodziewać jakiegoś działania ze strony tajwańskiego rządu.

– W tym roku było to oświadczenie tajwańskiej prezydent Tsai Ing-wen, która wezwała Pekin, aby ujawnił prawdę o tej masakrze, ponieważ po dwudziestu ośmiu latach w Chinach nadal jest to temat zakazany. Prezydent Tsai Ing-wen apelowała do chińskich władz, aby skorzystały z doświadczeń Tajwanu, który w latach 80. również był dyktaturą – mówiła Hanna Shen.

Osoby, które przeżyły tamten protest, wspominają, że liczyli się z uwięzieniem, ale nikt nie spodziewał się użycia czołgów. Jak mówi publicystka, represje ze strony chińskich władz do dzisiaj dotykają osoby upamiętniające tamte ofiary, a z reguły są to już ludzie starsi.

[related id=23283]- Oni nie domagali się zmiany systemu, nie występowali przeciwko partii komunistycznej. Większość z nich wierzyła, że w ramach tego systemu może nastąpić większa otwartość. Stąd też ich główne hasła dotyczyły walki z korupcją – mówiła korespondentka, stwierdzając, że prześledzenie rodzinnych konotacji chińskich firm czy afery Panama Papers pokazuje, że postulat walki z korupcją był tym, którego najbardziej bały się ówczesne władze.

Hanna Shen opowiedziała również o wizycie szefa Pentagonu w Singapurze, podczas której sekretarz stanu USA zapewnił, że Tajwan może liczyć na dalszą współpracę ze Stanami Zjednoczonymi.

Dziennikarka poruszyła również temat współpracy polskich uczelni z Instytutami Konfucjusza: – Te chińskie uczelnie nie chcą poruszać tematów niepodległości Tajwanu, sytuacji w Tybecie czy ogólnie praw człowieka w Chinach. One często wpływają na uczelnie, które organizują różnego rodzaju imprezy.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

WJB

 

Protesty na placu Tian’anmen w 1989 odbywały się między 15 kwietnia a 4 czerwca. 17 kwietnia 1989 na placu miała miejsce manifestacja studentów ku czci zmarłego dwa dni wcześniej sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin Hu Yaobanga, uważanego za zwolennika reform politycznych w Chinach.

Od tej chwili na placu następowały coraz większe i coraz bardziej radykalne demonstracje. Początkowo doszło do strajku głodowego, który przerodził się w okupację placu. Protestowali studenci, których popierali pekińscy robotnicy.

Na wniosek premiera Li Penga rozwiązanie siłowe poparł faktyczny przywódca ówczesnych Chin, Deng Xiaoping, który 25 maja potępił protesty jako antysocjalistyczne i powołując się na przykład Polski stwierdził, że ustępstwa wiodą do dalszych ustępstw. Mimo to władze chińskie nie były w stanie stłumić protestów, gdyż zbiegły się one w czasie z walką frakcyjną w Komunistycznej Partii Chin, obchodami świąt państwowych oraz wizytą Michaiła Gorbaczowa w Chinach. 19 maja nowy sekretarz generalny Zhao Ziyang spotkał się z protestującymi, którzy nie zgodzili się rozejść do domów.

Przygotowując się do rozprawy z demonstrantami, 20 maja wprowadzono w Pekinie stan wyjątkowy. Pierwsze próby rozpędzenia studentów przy użyciu lokalnych oddziałów wojskowych zakończyły się niepowodzeniem. Dopiero sprowadzona z prowincji 27. Armia na rozkaz władz nocą z 3 na 4 czerwca 1989, przy użyciu czołgów i ognia z broni maszynowej, rozpędziła uczestników protestów. Większość ofiar zginęła podczas walk na przylegającej do placu Tian’anmen alei Chang’an Jie. Po zakończeniu akcji wydano komunikat głoszący, że pokojowo nastawieni żołnierze zostali zaatakowani przez studentów.

Piotr Plebaniak w „Poranku Wnet”: Chiny nie mają problemu Tajwanu i Tybetu. Rozprawiły się z nimi ekonomicznie [VIDEO]

Chiny są krajem autokratycznym, ale nie komunistycznym. Obecna władza składa się z samych kapitalistów, którzy nie mają nic wspólnego z ideologią, jaka panowała w Polsce w latach 60. czy 70.

Piotr Plebaniak, socjolog i autor książki „36 forteli. Chińska sztuka podstępu układania planów i skutecznego działania”, na co dzień mieszkający na Tajwanie, był dziś gościem Radia Wnet.

W rozmowie z nim Witold Gadowski pytał o chińską agenturę, działającą m.in. na Tajwanie.

Zdaniem naszego gościa, chińskich agentów na Tajwanie jest bardzo dużo, ale sprawa tego kraju jest już dawno zakończona. W tej chwili wystarczy presja ekonomiczna, by Tajwan politycznie skapitulował w przestrzeni publicznej.

Autor książki o wschodniej strategii walki stwierdził, że Chiny są krajem autokratycznym, ale nie komunistycznym. Według niego rządzą tam sami kapitaliści, których interesują tylko pieniądze. Takiej komunistycznej ideologii, jaka była w Polsce w latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych, tam dawno już nie ma. Jednocześnie każdy ruch, który wymierzony jest we władzę w Pekinie, zawsze zostanie brutalnie i szybko stłumiony.

Piotr Plebaniak wspomniał także o sytuacji w Tybecie, gdzie, jak się słyszy, dochodzi  do morderstw politycznych. Jako turysta przebywał tam w 2007 roku. Z jego relacji wynika, że w kraju tym ma miejsce szeroko zakrojona akcja akulturacji Tybetańczyków, którzy z pozoru żyją sobie spokojnie, ale są stopniowo spychani na margines. Cała nisza ekonomiczna znajduje się w rękach Chińczyków.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

LK

 

 

Wywiad z Piotrem Plebaniakiem możesz również obejrzeć na YouTube Radia Wnet:

W 28 rocznicę krwawej pacyfikacji na placu Tiananmen protestowano w Hongkongu, a z Tajwanu apelowano o demokratyzację

Kolejna rocznica masakry przyniosła doroczny protest w Hongkongu oraz apel prezydent Tajwanu Caj Ing-wen, która – oferując pomoc – zachęca pekińskie władze do pełnej demokratyzacji.

„Na drodze do demokracji niektórzy pojawiają się pierwsi, podczas gdy inni trochę później, ale wszyscy ostatecznie tam się znajdą” – napisała w niedzielę na swoim profilu na Facebooku prezydent Tajwanu Caj Ing Wen.

„Świat, włączając w to Tajwan, czeka na świt w kontynentalnych Chinach” – dodała, odwołując się do przypadającej 4 czerwca 28. rocznicy krwawego stłumienia studenckich protestów na placu Tiananmen. Prezydent zaapelowała do chińskich władz, by „czwórki i szóstki” nie były już sprawami drażliwymi.  [related id=”21237″]

Z okazji rocznicy wydarzeń z 4 czerwca 1989 r. chińska cenzura nie pozwala na wspominanie rocznicy i usuwa z internetowych serwisów oraz z treści prywatnych rozmów prowadzonych za pośrednictwem chińskich komunikatorów wszelkie wzmianki nawiązujące do liczbowego formatu daty 4 czerwca („czwórka” i „szóstka) 1989 r.

Caj Ing-wen zaproponowała także Pekinowi wspólne działanie, by w Chinach kontynentalnych wprowadzić pełną demokrację. „Jestem przekonana, że dzięki doświadczeniom Tajwanu Chiny kontynentalne mogłyby zmniejszyć trudności związane z demokratycznymi reformami” – napisała na Facebooku.

Prezydent nawiązała także do licznych odwiedzin młodych ludzi z Hongkongu, którzy przyjeżdżając na Tajwan dowiadują się, czym może być demokracja i swobody obywatelskie. Wspomniała o odbywającym się w niedzielę wieczorem w Hongkongu, w parku Victoria, czuwaniu ze świecami, organizowanym co roku dla uczczenia ofiar masakry w Pekinie.

Podczas tegorocznego protestu organizatorzy spodziewali się 150 tys. uczestników. Rozwinięto transparenty z hasłami: „zmienić werdykt z 4 czerwca” i „koniec dyktatorskich rządów”, co miało się odnosić do władz Chin kontynentalnych. Sporządzono także replikę posągu tzw. Bogini Demokracji, upamiętniającą tę, którą pierwotnie z papieru i metalowego rusztowania zbudowali protestujący przed 28 laty studenci na placu Tiananmen.

Podczas dwugodzinnego wiecu w Hongkongu prezentowano na telebimach apele organizacji „Matki Tiananmenu”; organizacja ta walczy o pamięć i zadośćuczynienie dla ofiar masakry. W 2014 r., w 25. rocznicę wydarzeń na Tiananmen, w Hongkongu zebrała się rekordowa liczba uczestników czuwania – 180 tys.