Xi Jingping umacnia swą władzę. Po zjeździe Komunistycznej Partii Chin

Skupienie całości władzy przez Xi Jinpinga może być dla niego niebezpieczne, bo w razie niepowodzeń to on będzie obarczony odpowiedzialnością. Mao zaatakowany, odpowiedział rewolucją kulturalną.

Uchwała właśnie zakończonego Zjazdu Komunistycznej Partii Chin „Myśl Xi Jinpinga dla nowej ery socjalizmu o chińskiej specyfice” została wpisana w statut partii komunistycznej. Oznacza to, że Xi Jinping w pełni skonsolidował swoją władzę i ma pozycję niemal taką jak Mao Zedong i Deng Xiaoping. Dla członków partii komunistycznej, a zwłaszcza dla jego rywali, jest to jasny sygnał, że jakakolwiek próba kwestionowania jego władzy i polityki będzie uznana za atak na podstawy ideologii partii komunistycznej. Będzie to traktowane jako herezja i bardzo ostro zwalczane.

Jak mocno będzie to zwalczane, mogliśmy dowiedzieliśmy się również w trakcie zjazdu. Wskazane zostały nazwiska sześciu osób, które zajmowały bardzo wysokie stanowiska za rządów Xi Jinpinga, a które miały być sprawcami nieudanego zamachu. Usiłowały bowiem przejąć kontrolę nad państwem, partią i obalić prezydenta. Krótko mówiąc, byli oni, i są, zdrajcami.

Z tych sześciu osób pięć już siedzi w więzieniu skazanych na dożywocie, a szósty prawdopodobnie za chwilę uzyska taki wyrok. Wrócono do tej sprawy po to, aby jasno powiedzieć przeciwnikom Xi Jinpinga, że jakakolwiek próba podważenia jego władzy zostanie rozliczona z całą surowością i nie będą oskarżeni o korupcję, ale zostaną uznani zdrajcami, a za to grozi kara śmierci. Zapowiada to na najbliższe pięć lat ostrą walkę Xi Jinpinga z jego przeciwnikami.

Wybrany został skład siedmiu osób do Komitetu Stałego Biura Politycznego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin. Nie ma pośród nich następcy Xi Jinpinga. Oznacza to przedłużenie jego władzy co najmniej o kolejne pięć lat, a może nawet do jego śmierci. [related id=42549]

W składzie Komitetu Stałego są ludzie lojalni wobec Xi Jinpinga, co również świadczy o sile jego władzy. Jest tam m.in. Li Zhanshu – zwolennik mocnych związków z Rosją, który, jak mówi się, będzie przewodniczącym parlamentu chińskiego. Osobą kontrolującą partię będzie najmłodszy członek tego komitetu, co również jest symptomatyczne, bo oznacza, że będzie on długo piastował tę funkcję i jego polityka będzie długofalowa.

Te dwie nominacje pokazują również filozofię Xi Jinpinga, że partia i państwo to jedno, partia decyduje o wszystkim. Myśl Xi Jinpinga będzie czytana przez członków partii, ale nie tylko, bo już minister edukacji zadekretował odczytywanie jej w szkołach.

Skupienie całości władzy przez Xi Jinpinga może być dla niego bardzo niebezpieczne, bo skutkować będzie również jego odpowiedzialnością w razie niepowodzeń, które jego wrogowie na pewno wykorzystają do ataku na niego. Mieliśmy tego przykłady w przeszłości, jak w przypadku Mao Zedonga, który pod koniec lat 50. ogłosił wielki skok naprzód, co miało wyprowadzić Chiny z zacofanego państwa na potęgę przemysłową, a zakończyło się klęską głodu. Wtedy Mao został zaatakowany przez przeciwników, na co odpowiedział rewolucją kulturalną. W przypadku Xi Jinpinga podobny mechanizm nie jest wykluczony i może w konsekwencji doprowadzić do chaosu w Chinach.

[related id=43196 side=left]Kluczowe decyzje zapadły bez wątpienia już przed zjazdem, a więc sam zjazd był swego rodzaju teatrem. Były jednak sygnały pokazujące, kto m.in. jest niezadowolony z obrotu spraw. Jiang Zemin kilka razy na tym zjeździe w trakcie przemówień Xi Jinpinga ziewał, wskazywał na zegarek, to samo zrobił poprzedni prezydent Hu Jintao, ale gdy przychodziło do klaskania wszyscy równomiernie klaskali.

Najważniejsza aktualnie dla Chin będzie listopadowa wizyta Donalda Trumpa w Pekinie. Zwłaszcza że sygnały z Waszyngtonu świadczą o ostrym stanowisku USA wobec Chin. Rex Tillerson w wypowiedzi dla jednego z think tanków amerykańskich mówił wiele na temat, jego zdaniem, prowokacyjnego działania Chin na Morzu Południowochińskim. Określił też mianem „drapieżnej gospodarki” projekt Jedwabnego Szlaku. Mają one – uważa – wpędzić w spiralę zadłużenia państwa, które wezmą w nim udział.

Hanna Shen z Tajwanu

 

 

Komórka partyjna w każdej firmie, nawet zagranicznej? / Hanna Shen z Tajwanu o zjeździe KPCh

Chiny odrzucają idee Zachodu, w tym demokrację i chrześcijaństwo. Ma nastąpić częściowa nacjonalizacja prywatnych firm. Trwa oczekiwanie, kto zostanie „kolektywnym cesarzem”.

Trwają obrady Komunistycznej Partii Chin, których efekty poznamy w środę, kiedy to zostanie przedstawiony skład nowego Stałego Komitetu Politycznego (organu skupiającego pięć-dziewięć najważniejszych osób w państwie). Wszystko wskazuje na to, że będzie to siedem osób i nazwiska, jakie się pojawią, zobrazują kierunek zmian w Chinach. Na karuzeli nazwisk wciąż pojawiają się te same osoby, o których była mowa już wcześniej. (Zobacz tutaj)

[related id=41621]Do tej pory najważniejszym wydarzeniem zjazdu KPCh było 3,5-godzinne przemówienie przewodniczącego Xi Jinpinga. Miało ono pokazać, że skupił on w swoich rękach pełnię władzy w partii, a partia kontroluje wszystko. Prezydent zapowiedział, że chiński socjalizm wchodzi w nową erę.

Obserwatorzy spodziewają się, że część tez Xi Jinpinga zostanie wpisana w statut Komunistycznej Partii Chin. Będzie to po zjeździe jeden z najważniejszych dokumentów, który będą pilnie studiować wszyscy członkowie partii. Nowa era oznacza, że KPCh będzie stawiać na rozwój gospodarczy, ale przy zachowaniu autorytarnej władzy i odrzuceniu tego, co partia komunistyczna nazywa zachodnimi wartościami, jak demokracja, a również chrześcijaństwo.

[related id=42549 side=left]Po przemówieniu prezydenta agencja informacyjna Xinhua opublikowała komentarz, dowodząc, że kapitalizm traci swój urok, a ruch socjalistyczny, na czele którego stoją Chiny, zyskuje. Dlatego też budowany jest nowy porządek światowy pod egidą Państwa Środka.

Prezydent Xi zapowiedział, że będzie przeciwdziałał wszelkim tendencjom niepodległościowym, co było skierowane zarówno pod adresem Tajwanu, jak i Hong Kongu. Zwraca się uwagę, że używał o wiele bardziej ostrego języka niż jego poprzednik Hu Jintao, który mówił, że „sprzeciwia się idei niepodległego Tajwanu”. Xi Jinping użył m.in. takiego zwrotu jak „zniszczenie” tej idei.

Ciekawostką, która przykuła uwagę obserwatorów, były sprzeczności w wystąpieniu szefa KPCh i jego działaniu. Z jednej strony zapewniał on, że mechanizmy wolnorynkowe będą odgrywać ważną rolę w gospodarce chińskiej, a jednocześnie chiński rząd ogłosił, że chce przejąć udziały i zyskać prawo do działania w największych chińskich firmach, takich jak Alibaba, Weibo czy Tencent (są to giganci na rynku mediów społecznościowych). Firmy te generują ogromne zyski, ale też dzięki wpływowi na nie partia komunistyczna miałaby dostęp do danych użytkowników, a z internetu korzysta w Chinach 700 mln ludzi. [related id=42919]

Podczas konferencji odbywającej się w trakcie zjazdu jeden z polityków partii komunistycznej zapewnił, że zagraniczne firmy w Chinach z uznaniem podchodzą do tworzenia w nich komórek partii komunistycznej. W Chinach od niedawna istnieje prawo, które nakazuje, aby w każdej firmie, niezależnie, państwowej czy prywatnej, chińskiej czy zagranicznej, była komórka partii komunistycznej. Do tej pory w przypadku firm zagranicznych nie było to tak bardzo egzekwowane. W lipcu doszło do spotkania przedstawicieli władz chińskich z firmami europejskimi w tej sprawie. Odbywający się zjazd KPCh potwierdził obawy, że to się zmieni.

Hanna Shen z Tajwanu

Koncentracja władzy w Chinach jest największa od czasów Mao. Czy Xi Jinping odda władzę? / Rozmowa z Pawłem Behrendtem

Ekspert i autor książek o Dalekim Wschodzie opowiedział w Poranku WNET o przebiegu zjazdu Komunistycznej Partii Chin oraz o tym, co z niego może wyniknąć dla Chin i dla polityki światowej.

Odbywa się właśnie 19. kongres Komunistycznej Partii Chin. Jego przebieg potwierdza dotychczas obserwowane trendy. Wystąpił przewodniczący KPCH Xi Jinping, który przemawiał ponad dwie godziny. Było to najdłuższe przemówienie od czasów Mao.

Xi Jinping powiedział jasno, że Chiny są mocarstwem, czują się mocarstwem i będą realizować politykę globalną. Z marksistowskiej dekoracji pozostały czerwone flagi i zapowiedź, że w połowie XXI wieku Chiny staną się przodującym państwem socjalistycznym nowego typu.

W sumie nie nastąpiło nic nowego, ale cały czas trwa oczekiwanie, czy Xi Jinping dalej będzie demontować zastany system polityczny, odchodząc od zasady „kolektywnego cesarza”. Już w tej chwili koncentracja władzy w Chinach jest największa od czasów Mao. Istnieje obawa, że Xi Jinping nie odda władzy po upływie dwóch pięcioletnich kadencji. [related id=42500]

Deng Xiaoping i jego ekipa, demontując system stworzony przez Mao, wprowadzili instytucję „kolektywnego cesarza” – siedmioosobowego stałego komitetu w ramach biura politycznego KC KPCh. Podejmuje on najważniejsze decyzje w państwie. Dzięki temu chciano uniknąć tego, co było za Mao – że jedna osoba decyduje o losie całych Chin.

W przemowie Xi Jinping nie było nic na temat Polski, a fragmenty na temat USA były dość ogólne. Chińscy politycy starają się unikać wypowiedzi zbytnio konfrontacyjnych. Stąd brakowało wyraźnego wskazania, kto jest przeciwnikiem czy rywalem dla Chin.

Co ciekawe, w Chinach ma miejsce bardzo wiele protestów. Odbywają się one regularnie, nawet po kilka dziennie. Dwa lata temu przeprowadzona została reforma sił zbrojnych, z którą wiązała się redukcja etatów. Przeciwko niej protestowali weterani i wojskowi emeryci. Państwo chińskie ma problem z „zaopiekowaniem się” nimi. Służby bezpieczeństwa obawiały się ich demonstrację pacyfikować, gdyż pośród jej uczestników mogli być na przykład byli komandosi. Protest został więc otoczony i zasłonięty policyjnymi autobusami do czasu, aż się zakończył.

JS

Cała rozmowa jest dostępna w drugiej części Poranka WNET.

Rosja, Daleki Wschód i gigantyczna siła inercji – rozmowa o aktualnych problemach wschodniego mocarstwa w Poranku WNET

Dr Szymon Kardaś z Ośrodka Studiów Wschodnich mówi w Radiu WNET o rosyjskim Dalekim Wschodzie, wyzwaniach rosyjskiej energetyki i sytuacji politycznej przed wyborami prezydenckimi w Rosji.

Rozpad Rosji wieszczono wielokrotnie i na razie to się nie sprawdza. Niezależnie od tego, jak wielkie problemy toczą to państwo, Rosja trzyma się gigantyczną siłą inercji.

Dr Szymon Kardaś, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, autor wielu opracowań i raportów dotyczących m.in. rosyjskiej energetyki oraz dalekowschodnich regionów Federacji Rosyjskiej, był gościem dzisiejszego Poranka WNET.

Gość Poranka rozmawiał z Łukaszem Jankowskim m.in. o politycznej sytuacji w Moskwie: – Nie przeceniałbym znaczenia ostatnich protestów w Moskwie. Ich skala jest niewielka w porównaniu z tymi, które były na wiosnę, po opublikowaniu materiałów korupcyjnych przez Aleksieja Nawalnego. Przykład Majdanu wskazuje, że trudno przypuścić, kiedy nastąpi jakaś rewolucja. Jednak wydaje się, że na razie  reżim jest stabilny, mimo pewnych oznak przebudzenia społeczeństwa.

Przewodnim tematem wywiadu były dalekowschodnie regiony Rosji, zwłaszcza ich rola ekonomiczna w kontekście potencjału energetycznego i bliskości rynków azjatyckich.

Pomysł na powrót Rosji na Daleki Wschód polegał z jednej strony na wzmocnieniu relacji z krajami azjatyckimi, z drugiej – na wykorzystaniu potencjału surowcowego do stworzenia potencjału rozwojowego. (…)  W latach 90. Rosjanie obawiali się, że ich dalekowschodnie regiony zostaną skolonizowane przez Chińczyków. To się nie sprawdziło. Daleki Wschód nadal się wyludnia, chociaż udało się powstrzymać najbardziej negatywne trendy. Natomiast kolonizacji chińskiej nie ma. Ten region z perspektywy Chińczyków jest mało atrakcyjny.

Energetyka i transport – w tych obszarach Rosjanie realizują na Dalekim Wschodzie duże projekty infrastrukturalne, które mają służyć eksportowi gazu na rynki azjatyckie, przede wszystkim do Chin.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w części czwartej dzisiejszego Poranka WNET.

ŁAJ

 

Przetasowania we władzach Chin. Papież chce za wszelką cenę porozumienia z reżimem komunistycznym

Kardynał Józef Zen nazwał usunięcie arcybiskupa Hon sygnałem, że papież za wszelką cenę chce zawrzeć umowę z chińskim reżimem i niestety nie słucha głosów temu przeciwnych.

Podczas minionego właśnie święta Republiki Chińskiej na Tajwanie prezydent Tsai Ing-wen zapowiedziała rozbudowę przemysłu obronnego, a także zachęcała rodzimych inwestorów do inwestowania w regionie, to jest na Filipinach czy w Indochinach, ale, co symptomatyczne, w szeregu wymienianych państw nie było Chin kontynentalnych. W dodatku zadeklarowała, że wyspa nie ugnie się pod naciskiem Pekinu.

W trakcie uroczystości powitała obecnego na niej ponad 80-letniego misjonarza, który od 50 lat mieszka na Tajwanie, co należy odczytywać jako swego rodzaju ukłon w stronę Watykanu. Tajwanowi szczególnie zależy na utrzymywaniu z nim dobrych relacji, bo to jedyne państwo w Europie, które uznaje niepodległość Tajwanu i ma oficjalne relacje dyplomatyczne z tym krajem. Zwłaszcza w kontekście ostatnich poczynań Watykanu, który stara się zbliżyć do Pekinu a sytuacja ta nie wygląda ciekawie, bo prawdopodobnie zbliżenie zaowocuje zerwaniem Stolicy Apostolskiej z Tajwanem.

Ostatnio na Tajwanie był w trakcie Światowego Kongresu Apostolstwa Ludzi Morza wysłannik papieża – jeden z kardynałów, za pośrednictwem którego prezydent Tajwanu zaprosiła Franciszka na wyspę. Wydaje się jednak, że szanse na wizytę są niewielkie, bo papieżowi zależy na nawiązaniu dobrych relacji z Pekinem i jest w stanie z tego powodu wiele poświęcić.

Nie tak dawno papież usunął ze stanowiska sekretarza Kongregacji do spraw Ewangelizacji Narodów arcybiskupa Savio Hon Tai Fai, który był najwyżej ustawionym w hierarchii chińskim duchownym. Przypominał on stale, jako osoba znana z antykomunistycznego nastawienia, że Watykan, rozmawiając z chińskimi władzami, powinien upominać się o tych duchownych i wiernych, którzy są nadal prześladowani i więzieni. Dlatego należy spodziewać się, że usunięcie go z tak eksponowanego stanowiska zostało dobrze przyjęte przez Pekin.

Kardynał Józef Zen, emerytowany biskup Hong Kongu, nazwał usunięcie arcybiskupa Hon sygnałem, że papież za wszelką cenę chce zawrzeć umowę z chińskim reżimem i niestety nie słucha głosów temu przeciwnych, a co więcej, usuwa ze swego otoczenia osoby, które mają odmienne zdanie.

18 października będzie mieć miejsce Zjazd Komunistycznej Partii Chin, odbywający się raz na pięć lat, podczas którego zostanie wymieniony prawie cały stały komitet Biura Politycznego KPCh. Jest to najważniejszy organ w państwie chińskim i w tej chwili liczy on 7 osób (może liczyć od 5-9). To są ludzie, którzy podejmują najważniejsze decyzje w państwie, i w tej chwili to gremium prawdopodobnie ze względu na przekroczenie wieku 68 lat opuści 5 osób. Aktualnie trwają prasowe spekulacje, kto ich zastąpi.

Szczególnie ważnym nazwiskiem, które powinno zniknąć z Biura Politycznego, jest Wang Qishan, aktualny sekretarz Centralnej Komisji Dyscypliny Partyjnej, mianowany na to stanowisko przez Xi Jinpiinga, który mu bardzo ufa. Komisja Dyscypliny Partyjnej zajmuje się walką z korupcją w partii, a w przypadku rządów Xi Jinpinga oznacza to usuwanie przeciwników politycznych. Wang Qishan ze względu na wiek powinien odejść, ale wszystko zależy tu od Xi Jinpinga.

Jest jeszcze powód wizerunkowy przemawiający za odejściem Wang Qishan. Wiąże się to z szeregiem informacji wypływających za pośrednictwem mediów w ostatnich tygodniach dzięki chińskiemu miliarderowi Guo Wengui , który stara się o azyl polityczny w Stanach Zjednoczonych. Mówi on jasno, że dorobił się majątku w Chinach, ponieważ korumpował polityków, ma dokumenty, które pokazują, jak bardzo skorumpowany jest aparat władzy chińskiej, i ujawnia je. Pierwsze dokumenty, jakie pokazał, dotyczyły właśnie Wang Qishana i okazało się, że ten polityk, rzekomo walczący z korupcją, sam jest jednym z najbardziej skorumpowanych i zdemoralizowanych polityków, który zgromadził ogromny majątek poza Chinami w USA i Australii. Majątek ten jest poprzepisywany na jego kochanki i dzieci z nieprawego łoża. Informacje te powoli docierają do Chińczyków, mimo że cenzura chińska je blokuje. Dlatego utrzymywanie Wang Qishana jest wizerunkowo złe dla Xi Jinpinga i właśnie z tego powodu przewiduje się, że jednak odejdzie on na emeryturę.

Jednym z polityków,  który przewidywany jest na miejsce Wang Qishana, jest Li Zhanshu, obecnie szef biura generalnego Komitetu Centralnego KPCh – to taka funkcja sekretarza kancelarii prezydenta. Prywatnie jest przyjacielem przewodniczącego ChRL, który zapewne będzie chciał go mieć w nowym Biurze Politycznym, zwłaszcza że jest to zwolennik bardzo bliskich relacji z Rosją i często był specjalnym wysłannikiem Chin na rozmowy z Putinem. Mówi to nam bardzo dużo o tym, jak będą wyglądały nowe chińsko-rosyjskie relacje.

Hanna Shen z Tajwanu

Ostra reakcja Chin na niepodległościowe wypowiedzi premiera Tajwanu. Pekin uważa wyspę za zbuntowaną prowincję

Tajwan jest nieodłączną częścią terytorium Chin; nie jest i nigdy nie stanie się państwem – oznajmił  rzecznik chińskiego biura ds. Tajwanu. To reakcja na słowa premiera Lai nt. niepodległości wyspy.

„Chiny kontynentalne i Tajwan należą do jednych Chin, a ich relacje nie są relacjami międzypaństwowymi” – powiedział Ma Xiaoguang, rzecznik chińskiego biura ds. Tajwanu,
podczas konferencji prasowej. Dodał, że nie istnieją „jedne Chiny i jeden Tajwan”.

Cytowany przez chińskie media rzecznik rządowego biura ostrzegł, że władze w Pekinie kategorycznie sprzeciwiają się promowaniu niepodległości Tajwanu w „słowach i czynach” i „nigdy nie pozwolą, by powtórzyła się historyczna tragedia podziału kraju”.

Premier Tajwanu William Lai odpowiedział w środę, że „z jakiejkolwiek perspektywy” by na to patrzeć, pozostaje „obiektywną prawdą”, iż Tajwan jest niepodległym państwem, gdyż jego mieszkańcy sami wybierają swoje władze. Nagranie jego wypowiedzi opublikował m.in. chiński portal Ifeng.

We wtorek Lai, który sprawuje urząd od niecałego miesiąca, określił siebie w przemówieniu do posłów jako „pracownika politycznego, który opowiada się za niepodległością Tajwanu”, i jednocześnie „pragmatycznego teoretyka niepodległościowego”. Jak zauważa chiński portal Sina, Lai jest pierwszym tajwańskim „szefem rządu” (chińskie media używają tego terminu w cudzysłowie), który otwarcie zadeklarował poparcie dla niepodległości wyspy.

Komentatorzy oceniają, że tak odważny komentarz tajwańskiego premiera jest szczególnie niewygodny dla Pekinu w okresie przygotowań do XIX krajowego zjazdu rządzącej Komunistycznej Partii Chin (KPCh), najważniejszego wydarzenia politycznego Chin od pięciu lat. Na rozpoczynającym się 18 października zjeździe wytyczone zostaną główne kierunki rozwoju ChRL na kolejne lata.

Tajwan dla chińskich władz jest jednym z najwrażliwszych tematów politycznych. Pekin uważa wyspę za zbuntowaną prowincję, która prędzej czy później zostanie całkowicie wchłonięta przez ChRL. Z kolei Tajwan uznaje się za niezależną Republikę Chińską, będącą jedynym prawowitym przedstawicielem Chin na świecie. Relacje na linii Pekin – Tajpej pogorszyły się, gdy urząd prezydenta Tajwanu objęła Caj Ing-wen.

Chiny sądzą, że chce ona niepodległości, ale Caj twierdzi, że pragnie zachować z Pekinem pokojowe stosunki. Od czasu zwycięstwa w wyborach jej partii Pekin wstrzymał regularne kontakty z Tajpej, zapoczątkowane za czasów poprzedniego tajwańskiego rządu, uznawanego za przyjazny wobec ChRL.

W ostatnich miesiącach spadła też znacznie liczba chińskich turystów odwiedzających wyspę – podała agencja Reutera. W niedzielę trzy osoby zostały ranne w wyniku przepychanek pomiędzy aktywistami niepodległościowymi a propekińskimi lojalistami podczas występu uczestników telewizyjnego Talent Show na jednym z uniwersytetów w Tajpej – podała agencja AFP.

PAP/MoRo

Korespondentka Radia WNET, z Tajwanu: Niełatwa współpraca Chin z USA z powodu koreańskiego „rocket man”

Sankcje USA na instytucje i firmy mające powiązania z Koreą Północną to jedno z ważniejszych posunięć kilku ostatnich administracji amerykańskich na rzecz rozwiązania kwestii północnokoreańskiej.

[related id=39810]Wymiana „uprzejmości” między prezydentem Donaldem Trumpem a dyktatorem Korei Północnej Kim Dzong Unem powoduje, że światowa opinia publiczna przyzwyczaiła się do tego i nie zwraca uwagi na ważne kroki, które są aktualnie podejmowane.

Niełatwa współpraca

W dniu wczorajszym Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na osiem północnokoreańskich banków i 26 osób, które pracują dla tych banków w Chinach, Rosji i Emiratach Arabskich. To wynik zarządzenia prezydenta Trumpa z zeszłego tygodnia.

Przeminęło ono bez echa, a wielu komentatorów zwraca uwagę, że to jedno z ważniejszych posunięć kilku ostatnich administracji prezydenckich w USA na rzecz rozwiązania kwestii północnokoreańskiej.

Zarządzenie pozwala na nakładanie sankcji na instytucje i firmy mające powiązania z Koreą Północną. Gdy je Trump ogłaszał, zlecił amerykańskiemu Departamentowi Skarbu, aby sporządził listę firm i instytucji finansowych, które robią interesy z Koreą Północną. Oczywiście czołowe miejsca na tej liście zajęłyby chińskie banki. Aby jednak nie znaleźć się na tej liście, Chiny wcześniej ogłosiły, że już poleciły swoim bankom wstrzymanie usług finansowych dla klientów z Korei Północnej, co zostało bardzo dobrze przyjęte w Białym Domu.

Preludium do wizyty Trumpa w Pekinie

Aktualnie wiele się dzieje na linii Pekin – Waszyngton. W tym tygodniu mają miejsce dwie ważne wizyty. Na początku tygodnia był w Państwie Środka amerykański sekretarz handlu Wilbur Ross. Wizyta dotyczyła przede wszystkim kwestii gospodarczych – Amerykanie chcą, aby Chiny bardziej otworzyły swój rynek na produkty amerykańskie – ale były również poruszane sprawy drażliwe w ostatnich tygodniach wśród Chińczyków, takie jak kwestia kradzieży własności intelektualnej.

Kiedy w sierpniu tego roku Trump ogłosił rozpoczęcie śledztwa w tej sprawie, Chiny nazwały ten krok „nieodpowiedzialnym”. Drugą sprawą, która w ostatnim czasie rozzłościła Chińczyków, była decyzja prezydenta Trumpa o przerwaniu transakcji zakupu przez Chiny firmy Lattice Semiconductor, produkującej układy elektroniczne. Miano jej dokonać za pośrednictwem funduszu Canyon Bridge Capital Partners, którego jednym z głównych udziałowców jest Pekin. Trump uznał, że ta transakcja zagraża bezpieczeństwu narodowemu USA.

Jutro odwiedzi Pekin Rex Tillerson, amerykański sekretarz stanu, który podczas planowanych spotkań będzie podejmować tematy dotyczące w dużym stopniu Korei Północnej. Obie te wizyty to przygotowania do zbliżających się – prawdopodobnie w listopadzie, czyli zaraz po zjeździe Chińskiej Partii Komunistycznej – odwiedzin Donalda Trumpa w Chinach. Zjazd jest szczególnie ważny dla chińskiego przywódcy Xi Jinpinga, natomiast światu pokaże, do jakiego stopnia umocnił się on na swojej pozycji i ile władzy jest w stanie skumulować w swoich rękach.

Chińscy szpiedzy na Tajwanie

[related id=39826]W ciągu ostatnich miesięcy na Tajwanie pojawiło się wiele artykułów na temat chińskiej agentury – pierwsze na początku roku, mniej więcej wtedy, kiedy Tajwan rozpoczął rozmowy z USA w sprawie zakupu uzbrojenia. Wielu ekspertów, ku czemu się przychylam, uważa, że ujawnianie agentury w tej chwili na Tajwanie to jest wynik nacisków amerykańskich. Amerykanie zgodzili się na to, aby uczestniczyć w unowocześnieniu armii, ale nadali jasny sygnał władzom tajwańskim, że muszą coś zrobić z rozrastającą się w ostatnich latach na Tajwanie agenturą chińską.

W miniony poniedziałek wydano wyrok w jednej z takich spraw. W marcu został zatrzymany 29-letni młody człowiek z Chin, który swego czasu studiował na Tajwanie i po jakimś czasie powrócił tu z Chin.

[related id=39751]Próbował on budować agenturę ze swoich byłych kolegów ze studiów, którzy m.in. pracowali w tajwańskim ministerstwie spraw zagranicznych. Była to nieudana próba i został skazany na dwa i pół roku więzienia. Takie właśnie sprawy pokazują Tajwańczykom, jak bardzo są narażeni na akcje szpiegowskie ze strony Pekinu.

Hanna Shen poleca również swój artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Polska” o inwestycjach Chińczyków nad Wisłą, w którym pokazuje brak wyczulenia polskich władz na zagrożenia związane z bezpieczeństwem narodowym.

Hanna Shen z Tajwanu

Oprac. MoRo

 

 

 

 

 

Traktat o zakazie broni jądrowej podpisany przez dziesiątki krajów. Bojkot USA, Wielkiej Brytanii i Francji

Dziesiątki krajów podpisały traktat zakazujący rozprzestrzeniania broni nuklearnej, zbojkotowały to m.in. USA, Wlk. Brytania i Francja. Odbywają się spotkania kuluarowe i negocjacje z Iranem.

[related id=39032]Traktat wejdzie w życie 90 dni po ratyfikowaniu go przez 50 krajów.

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres powiedział, rozpoczynając procedurę podpisywania traktatu, że na świecie jest ok. 15 tys. sztuk broni nuklearnej.

„Nie możemy pozwolić, żeby ta broń zagłady zagrażała naszemu światu i przyszłości naszych dzieci” – podkreślił.

Korea Północna przeprowadziła w tym miesiącu szóstą próbę nuklearną, największą z dotychczasowych. Prezydent USA Donald Trump ostrzegł we wtorek, przemawiając na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ, że Stany Zjednoczone będą zmuszone “całkowicie zniszczyć Koreę Północną” jeśli kraj ten zagrozi im lub ich sojusznikom.

[related id=39366]Traktat o zakazie broni jądrowej został zaaprobowany w lipcu br. przed dwie trzecie spośród 193 państw członkowskich ONZ po miesiącach negocjacji.

Traktatu nie popiera żadne z dziewięciu państw, które posiadają broń jądrową lub co do których uważa się, że ją posiadają; są to: USA, Rosja, Wielka Brytania, Chiny, Francja, Indie, Pakistan, Korea Północna i Izrael.

[related id=39023]USA i inne potęgi jądrowe chcą zamiast tego wzmocnienia i potwierdzenia obowiązującego niemal od pół wieku Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (NPT), uważanego pod tym względem za kamień milowy.

NPT z 1968 roku zakazuje państwom nienuklearnym posiadania tego rodzaju broni, a państwa nuklearne (USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja i Chiny) nie mogą przekazywać komukolwiek bezpośrednio lub pośrednio broni jądrowej lub innych materiałów wybuchowych i muszą kontrolować ten typ broni.

PAP/MoRo

Chiny przeciwne opcjom militarnym wobec Korei Północnej

Działania bądź retoryka sięgające po groźby nie pomogą w rozwiązaniu sytuacji na Półwyspie Koreańskim – oświadczył rzecznik chińskiego MSZ w reakcji na wypowiedzi sugerujące opcje militarne.

Prezentując takie stanowisko na rutynowym briefingu prasowym w Pekinie rzecznik Lu Kang zaznaczył jednocześnie, że Chiny liczą na pełne wprowadzenie w życie odnoszących się do Korei Północnej rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ.

„Patrząc na rozwój sytuacji na Półwyspie Koreańskim aż do dnia dzisiejszego, widać, że zainteresowane strony występowały od czasu od czasu z wzajemnymi groźbami tak w retoryce, jak i swych działaniach, co nie pomagało w uregulowaniu problemu. Wprost przeciwnie, wzmagały one napięcie i w żaden sposób nie przyczyniały się do rozwiązania całej kwestii. Dlatego chciałbym ponownie podkreślić, że mamy nadzieję, iż różne strony mogą w spójny, dokładny, ścisły i skuteczny sposób wprowadzić w życie wszystkie dotyczące Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ” – oświadczył rzecznik.

W trakcie swej poniedziałkowej konferencji prasowej w Waszyngtonie Mattis wypowiedział się na temat kryzysowej sytuacji na Półwyspie Koreańskim po podziemnym zdetonowaniu w Korei Północnej 3 września potężnego ładunku nuklearnego i przeprowadzonej przez to państwo w kilka później kolejnej próbie rakiety balistycznej o znacznym zasięgu.

Zapytany, czy Stany Zjednoczone dysponują wobec Korei Północnej jakimikolwiek opcjami militarnymi, które nie wystawiałaby Korei Południowej na poważne ryzyko, szef Pentagonu odparł: „Tak, mamy je. Ale nie będę wchodził w szczegóły”.

PAP/MoRo

Obecnie Organizacja Narodów Zjednoczonych jest wydającym straszne pieniądze zbiorowiskiem różnych niepotrzebnych ludzi

Cały absurd Rady Bezpieczeństwa ONZ widać na przykładzie Anschlussu Krymu, kiedy to nie mogła ona nałożyć na Rosję sankcji i zrobiono to za pośrednictwem Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

[related id=38734]W tym tygodniu odbędzie się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ, w którym Polska zadebiutuje jako jej niestały członek (czasowy, nieposiadający prawa weta). Większość spraw, które mogłyby być przez RB zrobione, jest przez kogoś wetowana, gdyż Rosja i Chiny wetują rezolucje przygotowywane przez „cywilizowany Zachód”. Kiedyś RB miała trochę większe znaczenie. Obecnie cała ONZ jest zbiorowiskiem różnych niepotrzebnych ludzi, którzy tam pracują, wydającym straszne pieniądze na różne grupy, podgrupy itp.

Charakterystyczne jest to, co się stało w ONZ po aneksji (Anschluss) Krymu przez Rosję. Rosja jest jedynym europejskim krajem, który w ciągu ostatnich 20-30 lat naruszył granice innego kraju – najpierw w Gruzji, potem na Ukrainie.

Sankcje w stosunku do Rosji nie mogły być przyjęte przez Radę Bezpieczeństwa, więc większością głosów zostały uchwalone przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Oczywiście według Rosji było to bezprawne, gdyż jej zdaniem takie rezolucje może przyjmować jedynie RB. „Widzimy tu cały absurd”.

[related id=38740]Pewne części ONZ dawno „przeszły w ręce” Rosjan. Głównie dlatego, że Zachodowi coraz mniej zależy na ONZ. Na przykład Komisja Praw Człowieka kiedyś składała się z delegatów państw, które przestrzegały praw człowieka. Od paru lat zasiadają w niej przedstawiciele krajów rządzonych przez dyktatorów królestw arabskich itp. Wczoraj wypłynęła sprawa związana z działalnością właśnie tej komisji. Powołała ona specjalnego wysłannika, który miał zbadać, jak sankcje za Anschluss Krymu podziałały na Rosję. Stworzył on raport, opisujący, jak to Rosjanie cierpią z powodu tych sankcji. Rosja od razu się na niego powołała.

Okazało się jednak, że autor tego raportu, były ambasador Algierii przy ONZ, dostał od Rosjan 50 tysięcy dolarów za napisanie tego raportu. Jest to zdarzenie bardzo charakterystyczne dla całego ONZ.

[related id=38671]

Wszyscy czekają na wystąpienie w ONZ Donalda Trumpa. W kampanii wyborczej mówił o ONZ, że jest to banda darmozjadów. Prawdopodobnie wypowie się na temat Korei Północnej, a także zapowie ograniczenie wydatków USA na działanie ONZ, gdyż jest to organizacja „zupełnie nieumiejąca niczego zrobić”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy z Ireną Lasotą w pierwszej części Poranka WNET; w rozmowie także o referendach niepodległościowych w Kurdystanie i w Katalonii.

JS