Shen: Trump wniósł do polityki USA ducha przebudzenia na zagrożenie ze strony Chin

Hanna Shen opowiadała o stosunkach na linii USA-Chiny oraz o wyborze Xi Jinpinga na prezydenta ChRL. Wyboru dokonał lojalny wobec Komunistycznej Partii Chin krajowy parlament.

W mediach chińskich wybory w Rosji nie były głównym tematem, ponieważ Chińczycy zajmowali się własnymi wyborami. Ponownie przewodniczącym komunistycznych Chin został Xi Jin Ping, co nie było żadną niespodzianką.

W Chinach przeprowadzono zmianę konstytucji, która zniosła kadencyjności sprawowania funkcji prezydenta i pozwala Xi Jin Pingowi rządzić praktycznie dożywotnio. Media zastanawiają się, kto zostanie wiceprezydentem, ostatecznie nominacje otrzymał Wang Qishan. Jak podkreślają komentatorzy, jego zadaniem będzie naprawa relacji z USA.

Zdaniem Hanny Shen, w tej chwili USA podejmują kroki, które drażnią Pekin. Takim przykładem jest chociażby ustawa umożliwiająca spotkanie najwyższych urzędników Tajwanu z przedstawicielami administracji Donalda Trumpa. Ponad to ustawa uderzającą w działalności Instytutów Konfucjusza. Ten chiński instytut działa inaczej niż podobne placówki zachodnich państw, bo wchodzą bezpośrednio na uniwersytety, prowadząc katedry, w ten sposób mogą wprowadzać prywatę dotyczącą Chin i nie poruszać takich tematów, jak prześladowania Chinach itd.  Pracownicy zatrudnieni w Instytucie Konfucjusza, byli również oskarżani o działalność wywiadowczą.

„Donald Trump wniósł do polityki ducha przebudzenia, jakie zagrożenie stanowią Chiny. To jest bardzo dobrze odbierane przez Tajwańczyków”.

Działania dyplomatyczne Tajwanu bardzo się nasiliły i widać, że to jest to lobby Tajwańczyków, mieszkających w USA oraz władz wyspy – podkreśliła Hanna Shen.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

 

 

Mao 2.0 czy nowe cesarstwo? Korespondencja Hanny Shen

Hanna Shen mówiła o niedzielnej oficjalnej propozycji Komunistycznej Partii Chin. Zakłada ona zniesienie obowiązującego dotychczas limitu dwóch prezydenckich kadencji.

Dzięki takiemu zabiegowi prezydent Xi Jinping będzie mógł rządzić Chinami dożywotnio. Aby zapis wszedł w życie, w przyszłym miesiącu będzie musiał przegłosować go Narodowy Kongres Ludowy.

Oprócz tego do konstytucji ma zostać wpisana tzw. myśl Xi Jinpinga. Została ona już wprowadzona do statutu partii i będzie wykładana w szkołach.

Zdaniem Hanny Shen, to wszystko pokazuje, że Chiny komunistyczne wracają do okresu z początków swojego istnienia, czyli okresu rządów Mao Zedonga. Te działania świadczą również o tym, że Xi Jinping nie staje się reformatorem, jak miano nadzieję po wygranych przez niego wyborach prezydenckich, ale wręcz od tego reformatorskiego ruchu odchodzi:

„Mamy powrót do okresu rządów Mao Zedonga. Niszczone są świątynie i kościoły. (…) Padają teraz takie same sformułowania jak za czasów przywódcy komunistycznego z poprzedniego wieku”.

Zapraszamy do wysłuchania całej korespondencji.

jn

„Było nas trzech, w każdym z nas inna krew”, czyli piąty przegląd prasy z Dalekiego Wschodu

Ale jeden przyświeca im cel, a jest nim zażegnanie kryzysu koreańskiego. Co do metod jego osiągnięcia Chiny, Japonia i Stany Zjednoczone pozostają wyjątkowo zgodne.

O japońskich zabiegach w tym kierunku pisze japońskie The Asahi Shimbun opisując spotkanie premiera Japonii Shinzo Abe z prezydentem Korei Południowej Moon Jae-inem mającym miejsce w piątek chwilę przed ceremonią otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu. Szef rządu Kraju Wschodzącego Słońca przestrzegł go, by ten nie dał się nabrać na przyjacielskie gesty
północnego sąsiada i by wspierał Japonię i Stany Zjednoczone w utrzymywaniu na niego presji. Państwa te wyrażają zaniepokojenie rosnącą tolerancją Korei Południowej dla programu nuklearnego Pjongjangu związaną z rozpoczętym przez obydwa państwa koreańskie dialogiem, który doprowadził do uczestnictwa Korei Północnej w Igrzyskach w Pjongczangu.

O chińskich staraniach informuje z kolei indonezyjskie Jakarta Globe. W swoim artykule przytacza słowa chińskiego ministra spraw zagranicznych, który powiedział w sobotę, że jego kraj ma nadzieję na zwiększoną koordynację działań ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie Korei Północnej. Pekin stwierdził, że w pełni popiera wprowadzanie sankcji przez ONZ wobec Pjongjangu, lecz zaznaczył, że wszystkie strony muszą poczynić wysiłki by zredukować napięcia i rozpocząć na nowo negocjacje. Wyraził również nadzieję, że odwilż w relacjach pomiędzy obydwoma państwami koreańskimi związana z Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi w Pjongczangu może przełożyć się na późniejsze regularne rozmowy pomiędzy nimi, a nawet pozytywnie wpłynąć na stosunki amerykańsko-północnokoreańskie.

Przy sprawach zjednoczeniowych pozostaje również filipińskie Manila Bulletin pisząc o przekazanej przez południowokoreańskich urzędników w sobotę wiadomości o zaproszeniu przez Kim Dzong Una prezydenta Korei Południowej Moon Jae-ina na negocjacje w Pjongjangu, będące pierwszym od ponad 10 lat spotkaniem liderów obydwu państw półwyspu. Każde spotkanie tego rodzaju stanowić będzie dyplomatyczny sukces Moona, który doszedł do władzy poprzez swoje obietnice większego zaangażowania w rozwiązanie kryzysu koreańskiego. Osobiste zaproszenie od Kima zostało przekazane słownie przez jego młodszą siostrę Kim Yo Jong podczas rozmów i posiłku, które miały miejsce w prezydenckim Błękitnym Domu w Seulu.

Mniej optymistyczny temat porusza nepalskie The Himalayan Times. W piątek prezydent Filipin Rodrigo Duterte stwierdził, że Międzynarodowy Trybunał Karny może przeprowadzić dochodzenie w sprawie zbrodni przeciwko ludzkości i że wolałby stanąć przed plutonem egzekucyjnym niż być uwięzionym. Zaprzeczył jednak, by kiedykolwiek wydał policji rozkaz zabijania podejrzanych o handel narkotykami. Prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego Fatou Bensouda poinformowała, że w czwartek rozpoczęto wstępne badanie mające na celu ustalenie, czy Trybunał posiada jurysdykcję do zbadania tej sprawy i czy zarzucane prezydentowi zbrodnie rzeczywiście zostały popełnione.

Do spraw Państwa Środka powraca chińskie China Daily informując o słowach chińskiego ambasadora w Syrii Qi Qianjina. W niedzielę powiedział on, że Chiny będą
odgrywać większą rolę w procesie rekonstrukcji i rozwoju w wyniszczonej wojną Syrii zwiększając
swoją pomoc. Chiny udzieliły już kilkakrotnie dotacji na rzecz wsparcia sektora zdrowotnego, a w
styczniu zeszłego roku rząd Państwa Środka przekazał milion dolarów amerykańskich na rzecz
programu Światowej Organizacji Zdrowia dotyczącego problemów zdrowotnych Syryjczyków.

Chiny: Ponad stu chrześcijan zostało aresztowanych i skierowanych do zamkniętych „obozów reedukacyjnych”

Do zatrzymania doszło w prowincji Xinjiang (Sinciang) w północno zachodnich Chinach. Zamknięci w tzw. „obozach reedukacyjnych” mają na nowo nauczyć się lojalności wobec komunistycznej ideologii.

Rodziny aresztowanych wyrażają swoje obawy, ponieważ z zamkniętymi w tajemniczych obozach nie ma żadnego kontaktu. Nie wiadomo też dokładnie, gdzie znajdują się miejsca ich przetrzymywania.

Region Xinjiang boryka się także z narastającym pogwałcaniem wolności słowa, szykanowaniem dziennikarzy, zarówno miejscowych jak i zagranicznych. Policja z łapanki kontroluje obywateli, sprawdzając także telefony komórkowe. W Kościołach uznanych przez rząd należy zeskanować dowód osobisty przed wejściem na Mszę. System automatycznie uruchamia alarm, jeżeli ktoś jest pracownikiem instytucji publicznej lub rządowej. Wielu wiernych spotyka się w małych grupach. Kościół katakumbowy jest jednak traktowany przez władze jako organizacja terrorystyczna.

KAI/WJB

W Chinach sklonowano dwie małpki. Kard. Sgreccia: To może być wstęp lub ukrycie próby sklonowania człowieka

W rozmowie z włoskim dziennikiem „Corriere della Sera” skomentował, emerytowany przewodniczący Papieskiej Akademii Życia, wyraził zaniepokojenie i sprzeciw wobec dalszych prób klonowania zwierząt.

 

Kard. Elio Sgreccia skomentował niedawną wiadomość, że uczonym chińskim udało się sklonować dwie małpki, co – jego zdaniem – może być wstępem lub ukryciem próby przeprowadzenia podobnego doświadczenia z ludźmi.

Purpurat oświadczył, że w tego rodzaju badaniach najbardziej niepokoi go to, co się za nimi kryje, dodając, że widzi w tym zagrożenie dla ludzkości. „Najpierw była owca [Dolly, urodzona w wyniku sklonowania w 1996, uśmiercona w 2003 – KAI], teraz małpa. Dostrzegam w tym przedostatni krok w próbie zbliżania się do człowieka” – powiedział kardynał. Przypomniał, że „Kościół nigdy nie będzie mógł się na to zgodzić”. Po co ta chęć klonowania małpy? Jaki jest cel tego? Czy chcą odtworzyć ciało i stworzyć sztucznych ludzi? – zadał kilka retorycznych pytań rozmówca włoskiego dziennika, dodając, że cała ta sprawa budzi jego podejrzenia.

Według purpurata próba igrania z dziełem stworzenia łączy się z groźbą zniszczenia „szczebli metafizycznych”, to znaczy z próbą usunięcia ontologicznego zróżnicowania między człowiekiem a zwierzęciem. Za chęcią sklonowania małpy może się ukrywać tendencja, która pojawiła się już w niektórych działach nauki – sprowadzenia człowieka do małpy i małpy do człowieka, a w końcu do uważania małpy za równą człowiekowi.

Były przewodniczący Papieskiej Akademii Życia odrzucił również uwagę, jakoby tego rodzaju doświadczenia oznaczały „niezwykły krok naprzód z lekarskiego punktu widzenia”. Jego zdaniem do prowadzenia badań biologicznych czy medycznych nie trzeba naruszać porządku naturalnego. Przypomniał w związku z tym instrukcję Kongregacji Nauki Wiary „Dignitas personae” z 2008, której był współautorem, stwierdzającą, iż rozróżnienie między klonowaniem reprodukcyjnym a terapeutycznym jest nie do przyjęcia.

Włoski kardynał kurialny zwrócił przy tym uwagę, że o ile Kościół jednoznacznie, całkowicie i z całą mocą potępia klonowanie ludzi, to na temat klonowania zwierząt nie zajął dotychczas wyraźnego i oficjalnego stanowiska. Pozostawiono to zagadnienie samym naukowcom. „Mimo wszystko nie powinno to być sprawą jedynie Kościoła” – podkreślił kard. Sgreccia. Wyjaśnił, że dla osoby wierzącej sama myśl o klonowaniu człowieka jest nie do przyjęcia, ale „wszyscy powinni uważać tego rodzaju głębokie manipulacje za zagrożenie dla osoby ludzkiej i próbę pomniejszenia jej godności”.

Kard. Elio Sgreccia, który 6 czerwca br. skończy 90 lat, jest jednym z najwybitniejszych katolickich znawców bioetyki. Jest autorem m.in. katolickiego „Podręcznika bioetyki”, który stał się klasycznym dziełem z tego zakresu w Kościele. Był też jednym z głównych twórców instrukcji „Dignitas personae” z 8 września 2008, podkreślającej m.in. nienaruszalną godność osoby ludzkiej. Kapłanem jest od 1952, biskupem od 1992 (sakry udzielił mu osobiście 6 stycznia 1993 Jan Paweł II, a do Kolegium Kardynalskiego włączył go 20 listopada 2010 Benedykt XVI. W latach 1996-2008 stał na czele Papieskiej Akademii Życia.

Źródło: Katolicka Agencja Informacyjna

„Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno!?”, czyli pierwszy przegląd prasy z Dalekiego Wschodu

Dzisiaj, ponad wiek po powstaniu opus magnum Stanisława Wyspiańskiego – dramatu Wesele – na drugą część pytania większość odpowiedziałoby twierdząco bez zająknięcia.

Coraz mocniej trzyma się również cały region Dalekiego Wschodu, więc i Radio Wnet, wzorem Czepca z dzieła krakowskiego twórcy, czyta gazety i wiele się dowiaduje.

I tak, sięgając do indyjskiego Mint przeczytać można o pierwszej tegorocznej wiadomości Donalda Trumpa na Tweeterze, w której napisał, że Stany Zjednoczone nierozważnie ofiarowały Pakistanowi 33 miliardy dolarów przez 15 lat w ramach pomocy, a ten odwdzięczył się oszustwami i podstępami, uważając amerykańskich przywódcach za głupców. Dodał również, że kraj ofiarowuje bezpieczną przystań terrorystom ściganym w Afganistanie. Pakistański minister spraw zagranicznych Khawaja Muhammad Asif powiedział, że szybko odniesie się do wiadomości i Pakistan pozwoli światu na poznanie prawdy i różnicy pomiędzy faktami i fikcją.

Singapurski Today natomiast informuje o noworocznym przemówieniu Kim Dzong Una, podczas którego naciskał, by Korea Północna produkowała na masową skalę głowice i pociski nuklearne. Powiedział, że całe Stany Zjednoczone znajdują się w zasięgu jej broni jądrowej, a czerwony przycisk znajduje się zawsze na jego biurku.

Temat wystąpienia lidera Korei Północnej podejmuje również południowokoreański The Korean Herald, pisząc o sugestii Kima dotyczącej wzięcia udziału kraju w odbywających się w przyszłym miesiącu Zimowych Igrzyskach Olimpijskich u południowego sąsiada. Lee Hee-beom będący głową Pjongczańskiego Komitetu Olimpijskiego przyjął sugestię Kima z entuzjazmem. Przywódca KRLD zaznaczył jednak, że dopóki niestabilna sytuacja pomiędzy oboma państwami nie zostanie zażegnana, Północ i Południe nie mogą zagwarantować, że wspólne wydarzenia będą miały miejsce, nalegając przy tym na podjęcie rozmów lub działań mających na celu unifikację państw koreańskich.

Indonezyjskie The Jakarta Post kontynuuje ten wątek opisując południowokoreańską propozycję rozmów na wysokim szczeblu ze swoim północnym sąsiadem, wysuniętą w reakcji na jego przemówienie. Miałyby one odbyć się 9 stycznia w Domu Pokoju w Panmundżomie, miejscowości
zlokalizowanej w Koreańskiej Strefie Zdemilitaryzowanej. Ostatnie rozmowy miały miejsce w 2015 r. i
miały na celu minimalizację napięć na granicy obydwu państw koreańskich.

Od wydarzeń noworocznych odchodzi natomiast japońskie Asahi Shimbun, informujące o czwartkowych słowach rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej, która oświadczyła, że japońska decyzja o rozmieszczeniu amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej będzie stanowić rysę na relacjach Moskwa-Tokio i jest kolejnym wyłomem w postanowieniach układu o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu. Poinformowała, że tego rodzaju działania pozostają w sprzeczności z budowaniem militarnego i politycznego zaufania między Rosją a Japonią oraz w sposób negatywny wpływają na całość relacji dwustronnych, w tym na negocjacje dotyczące traktatu pokojowego.
Chodzi tu o traktat pokojowy dotyczący Wysp Kurylskich, które zostały zaanektowane przez ZSRR trzy
dni po podpisaniu przez Japonię aktu bezwarunkowej kapitulacji kończącego II wojnę światową.
Zajęcie tego terytorium było częścią postanowień konferencji jałtańskiej i miało na celu udzielenie
pomocy Amerykanom w wojnie na Pacyfiku.

 

Kolejna międzykontynentalna próba rakietowa. Korea Płn. dołączyła do grona mocarstw jądrowych i może uderzyć w cele USA

Irena Lasota skomentowała w Poranku WNET kolejną próbę testu rakiety balistycznej przeprowadzoną dziś przez Koreę Północną oraz wymieniła skutki, jakie jej zdaniem wywoła to na arenie międzynarodowej.

Pjongjang poinformował, że Korea Północna dołączyła do grona mocarstw jądrowych, uznała, że program budowy strategicznych sił jądrowych został zrealizowany, a jej rakiety mogą dosięgnąć terytorium Stanów Zjednoczonych.

Zdaniem Ireny Lasoty niektórzy  komentatorzy przewidywali, że po wizycie Donalda Trumpa w Korei Północnej, ta podejmie kolejne kroki,  ale prezydent Donald Trump upierał się, że po jego wizycie, podczas której potępił działania Korei Północnej, oraz po dyskusjach z Rosjanami i Chińczykami całe niebezpieczeństwo ze strony Kim Dzong Una przeminęło. Zdaniem dziennikarki takie zabiegi w polityce w stosunku do Korei Północnej trwają już od kilku lat zarówno w ONZ, jak i innych komisjach:

„Potępia się północnokoreański rozwój broni, ale z drugiej strony Korea cały czas realizuje swój projekt. Nie mogłaby tego robić, gdyby została odcięta od świata. Korea Północna cały czas ma dostęp do nowych technologii, ale również do pierwiastków potrzebnych do skonstruowania rakiety: plutonu oraz uranu.

Jak podkreśla dziennikarka – właściwie nie wiadomo, do kogo należą wszystkie kopalnie uranu. W czasie prezydentury Baracka Obamy 2 % jednej z kopalń uranu sprzedano Rosji, w Kirgistanie powstało teraz 20 nowych miejsc, należących do koncernów kontrolowanych przez nieznane podmioty. Pakistański ojciec bomby atomowej Abdul Qadeer Khan zajmował się nauczaniem konstrukcji bomby atomowej m.in naukowców z Korei Północnej.

Początki tej praktyki sięgają Związku Radzieckiego – pierwsi naukowcy od badań nad bombą atomową przebywali w Związku Radzieckim już od lat sześćdziesiątych. Zdaniem Ireny Lasoty warto przyjrzeć się temu, czy mieli oni kontakty z polskimi naukowcami.

Na obecną chwilę przewiduje się, że Korea Północna dysponuje od 15 do 30 rakietami nuklearnymi, a do roku 2020 ma ich mieć około 50. Zdaniem komentatorki dzisiejsza próba rakietowa to pokaz, że międzykontynentalne wyrzutnie są w stanie dosięgnąć każdego terytorium, jednak i wybór kierunku nie był przypadkowy.

„Chociaż Korea mogłaby wysłać swoją rakietę w dowolnym kierunku, zdecydowała się wyrzucić ją nad terytorium Japonii – wylądowała ona w części morza należącego do Japonii – była to prowokacja i bardzo ciekawe, jakie będą jej następstwa”.

Prezydent Donald Trump powiedział, że USA „poradzi sobie” z działaniami Korei,  Chiny i Japonia są zaniepokojone, a Korea Południowa próbuje stworzyć międzynarodowe komisje, składające się z przedstawicieli Rosji i Chin, i proponuje prowadzenie dialogu.

Pomysłem Rosji jest to, że należy zaprzestać współpracy militarnej między USA a Koreą Południową oraz że Waszyngton powinien zacząć bezpośrednio rozmowy z Pjongjangiem, czyli stolicą Korei Północnej. Jest to typowa strategia Rosji, która służy do przedłużania konfliktów. Mogliśmy to obserwować już od roku ’93, np. w  konflikcie w Górskim Karabachu, sprawie porozumienia w Mińsku czy wojnie na granicy z Ukrainą.

Podobna sytuacja ma miejsce  w Syrii, gdzie również  Rosjanie są głównymi aktorami proponującymi układy. USA nie jest w stanie w tej chwili odebrać Rosji pierwszeństwa w byciu tym „pokojowym partnerem”, który stara się rozwiązać różne konflikty.

Irena Lasota opowiedziała również o obecnym trendzie nagłaśniania przez media afer związanych z molestowaniem seksualnymi.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

JN

 

 

Indie to słoń, który pragnie latać, ale który też uczy się latać i może się wznieść / Sebastian Domżalski w Radiu WNET

Indie są sąsiadem Chin i rywalizują z nimi, aczkolwiek na razie jest to rywalizacja ekonomiczna. Niedługo będą miały populację większą od Chin, ale gospodarczo nie będą w stanie im na razie zagrozić.

W Poranku WNET u Krzysztofa Skowrońskiego gościł Sebastian Domżalski, autor książki „Indie w gospodarce światowej. Słoń, który pragnął latać”. Jak można przeczytać na stronie wydawnictwa, „Autor na 400 stronach przedstawia kompleksową analizę indyjskiej gospodarki w kontekście społecznym i międzynarodowym, opartą na długoletnim doświadczeniu nabytym w czasie pracy w ambasadzie RP w New Delhi. To doskonała pozycja dla wszystkich osób, które chcą poznać specyfikę ekonomiczną tego kraju i które są zainteresowane robieniem z nim biznesu”.

– W Indiach spędziłem pięć lat. Mam do nich ambiwalentny stosunek, ale chciałbym do Indii wrócić. To jest kraj fascynujący, kraj frapujący, niezwykły i niesamowity. Dlatego, że jest tak odmienny od Polski. Żyje w nim 17% populacji świata. Według wielu ekonomistów Indie to będzie przyszłość gospodarki światowej – powiedział Sebastian Domżalski. Uważa, że partia rządząca Indiami stara się reformować kraj, wprowadzać go na ścieżkę rozwoju gospodarczego. Porównać ją można, jeśli chodzi o program, do PiS.

Indie są zróżnicowane i różnorodne. Prawdopodobnie mieszka w nich najuboższy i najbogatszy człowiek na świecie. Jest tam 300 mln ludzi żyjących poniżej progu ubóstwa, więcej niż w całej Afryce Subsaharyjskiej. Gdyby rozwiązać problem ubóstwa w Indiach, zniknęłaby jedna trzecia ubóstwa na świecie. Jest tam też bardzo duża liczba miliarderów – najwięcej po USA, Chinach i Niemczech. Ich bogactwo powstało w ciągu ostatnich 25 lat, kiedy Indie weszły na ścieżkę reform.

Tym, co utrudnia wprowadzanie reform, jest – jak wskazuje gość Poranka – to, że Indie są krajem federalnym. Reformy trzeba wprowadzać nie tylko na poziomie centralnym, ale też stanowym. Poza tym w Indiach żyje 1,3 miliarda ludzi. Co roku rodzi się 30 milionów dzieci. Populacja rocznie zwiększa się o około 20 milionów. W dwa lata w Indiach przybywa populacja Polski. Tym wszystkim ludziom trzeba będzie zapewnić miejsca pracy.

Czy Indie mogą stanowić konkurencję dla Chin? – Kilka lat temu, po sukcesie Chin, uważało się, że Indie będą kolejnym krajem, który może zadziwić świat. Tak jest, ale to potrwa – odpowiedział Sebastian Domżalski.

Indie są sąsiadem Chin i rywalizują z nimi, aczkolwiek na razie jest to rywalizacja ekonomiczna. Niedługo będą miały populację większą od Chin, ale gospodarczo nie będą w stanie im na razie zagrozić. Dużym problemem Indii jest deficyt w handlu z Chinami – importują ogromne ilości, a niewiele sprzedają. Większość towarów z Chin dociera do Indii droga morską i zalewa rynek indyjski.

Indie to nie tylko słoń, który pragnie latać, ale który uczy się latać, ma potencjał, żeby się wznieść i żeby stać się groźny, bo jak słoń się rozpędzi, to niewiele jest go w stanie zatrzymać – tak Sebastian Domżalski podsumowuje perspektywę, przed jaką stoją Indie.

JS

Cała rozmowa dostępna jest części drugiej Poranka WNET.

 

USA stawiają na program współpracy gospodarczej i politycznej w regionie Indo-Pacyfiku / Hanna Shen z Tajwanu

Najważniejszym momentem podróży Donalda Trumpa po Azji była wizyta na szczycie APEC i przemówienie, które tam wygłosił. Skrytykował w nim Chiny i promowaną przez nie wersję globalizmu.

Szczyt APEC (Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku) się zakończył. Obecnie Donald Trump przebywa na Filipinach, gdzie odbywa się spotkanie państw ASEAN (Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej). Podróż prezydenta USA została przedłużona o jeden dzień, między innymi po to, by mógł spotkać się z prezydentem Filipin Rodrigo Duterte.

Stosunku USA z Filipinami nieco się popsuły w ostatnich latach. Celem rozmów Donalda Trumpa z Rodrigo Duterte jest ich poprawienie. Prezydent Filipin na briefingu prasowym powiedział: „Jesteśmy waszym sojusznikiem, jesteśmy waszym ważnym sojusznikiem”. To jest oświadczenie, na które Trump czekał po dość oziębłych relacjach w czasach Obamy, kiedy Filipiny położyły większy nacisk na stosunki z Chinami i z Rosją. Za taki stan rzeczy odpowiadał zarówno Barack Obama, jak i Rodrigo Duterte. Poprzedni prezydent USA skrytykował walkę, którą prezydent Filipin prowadzi z handlem narkotykami, która to walka jest bardzo brutalna (zginęło od 3 do 9 tysięcy osób). Rodrigo Duterte jest bardzo emocjonalny i w reakcji na to zaczął rozmawiać z Chinami, z którymi Filipiny nie miały wcześniej dobrych relacji, są bowiem z nimi w sporze o terytoria na Morzu Południowochińskim.[related id=44407]

Wcześniej, już w Wietnamie, Trump zasygnalizował, że może być mediatorem w tym sporze między Filipinami a Chinami. Jego uczestnikiem jest także Wietnam. Dzisiaj Filipiny odpowiedziały, że to jest dobra oferta. Są więc oznaki, że relacje filipińsko-amerykańskie mogą wrócić do normy.

Najważniejszym momentem była wizyta Donalda Trumpa na szczycie APEC i przemowa, którą tam wygłosił. Przedstawił w niej program współpracy gospodarczej i politycznej, jaki USA oferują regionowi Indo-Pacyfiku. Określenie, które często padało, to właśnie współpraca w ramach Indo-Pacyfiku, a nie – jak mówiła poprzednia administracja prezydencka – Azji i Pacyfiku. Centrum współpracy w tym regionie stają się więc Indie.

Jak ta współpraca miałaby wyglądać, Donald Trump powiedział właśnie we wspomnianym przemówieniu. Koniec ma być z takimi praktykami, jak niesprawiedliwy handel, kradzież własności prywatnej, zmuszanie zagranicznych firm do oddawania technologii państwu, jak przymus tworzenia joint-ventures w zamian za dostęp do rynku. To było skierowane do Chińczyków, chociaż nie zostało to wprost powiedziane.

Antychińskich elementów przemówienie prezydenta USA miało jeszcze kilka. Donald Trump powiedział, że do współpracy zaprasza każdy kraj, który przestrzega trzech zasad: rządów prawa, praw jednostki oraz wolności przelotów i żeglugi. Są to elementy dość obce polityce Pekinu.[related id=44771 side = left]

Donald Trump stawia przy tym na umowy dwustronne, a nie na wielostronne pakty. Przeciwstawić temu można to, co na szczycie APEC powiedział prezydent chiński Xi Jingping. Jego przemówienie to była pochwała globalizmu, który nazwał nieodwracalnym trendem historycznym. Bronił wielostronnych stosunków handlowych i nowych sił napędowych, w postaci np. Nowego Jedwabnego Szlaku, dla wspólnego rozwoju.

Chinom naprzeciw wyszedł Władimir Putin, który poparł zgłoszony przez nie postulat utworzenia strefy wolnego handlu w regionie Azji-Pacyfiku. Rosyjski prezydent powiedział, że jest za powiązaniem jego kraju z tym regionem za pomocą Nowego Jedwabnego Szlaku, wraz rosyjską inicjatywą – Euroazjatycką Unią Gospodarczą. Mają one stworzyć wielkie euroazjatyckie partnerstwo.

Tajwan stawia na współpracę w rejonie Indii i Pacyfiku, a nie na Jedwabny Szlak. Wielu tajwańskich biznesmenów poniosło straty na tzw. wymuszonych joint-ventures, a nawet wylądowało w więzieniu w ramach kampanii walki z korupcją. Ci, którzy prowadzą realne interesy z Chińczykami, wiedzą, że Nowy Jedwabny Szlak nie jest oparty na polityce, której przyświecają takiej zasady jak wolność czy otwartość. Tajwańczycy mają więc do tego zupełnie inne podejście niż elity polskie.

Hanna Shen z Tajwanu