Ekspert „Strategy and Future” mówi o próbach zmontowania przez USA antychińskiego sojuszu, wpływach chińskich komunistów na Huawei i epidemii koronawirusa w USA.
Albert Świdziński komentuje apel doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta USA Donalda Trumpa Roberta O’Briena, który wezwał Tajwan do zwiększenia wydatków na obronność:
O’Brien stwierdził, że 1,2% PKB Tajwanu to zbyt mało, by skutecznie odstraszyć Chiny.
Doradca wskazał, że Niemcy przed wybuchem I wojny światowej rozbudowywały marynarkę wojenną, a Państwo Środka robi dziś to samo.
Chiny są w trakcie największej rozbudowy militarnej od 1945 r.
Gość „Kuriera w samo południe” relacjonuje, że 7 z 8 członków Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA znalazło się na kwarantannie po wykryciu u jednego z nich zakażenia koronawirusem. Albert Świdziński omawia również spotkanie przedstawicieli USA, Japonii, Indii i Australii. Mike Pompeo zasygnalizował. że Stany Zjednoczone będą dążyć do sformalizowania tego sojuszu:
Komentatorzy nazywają to próbą stworzenia azjatyckiego NATO.
Jak mówi Albert Świdziński, przywódcy Japonii, Indii i Australii próbują nie okazywać, że w nowym formacie chodzi o zwalczanie Chin. Na co innego wskazywało zachowanie Mike’a Pompeo:
Retoryka antychińska USA się nie zmienia, a nawet się zaostrza.
Nie słabnie zainteresowanie mediów technologią 5G. W zeszłym tygodniu komisja obrony brytyjskiego parlamentu opublikowała raport o związkach firmy Huawei i Komunistycznej Partii Chin:
Ujawniono, że do zerwania współpracy z Chińczykami doszło pod wpływem silnych nacisków amerykańskich.
Albert Świdziński ocenia, że polskie władze już zdecydowały, że wdrażając 5G w naszym kraju pójdą za zaleceniami USA. Ekspert pozytywnie ocenia reakcję Donalda Trumpa na zakażenie koronawirusem:
Podjął ryzyko, i zdawał sobie z tego sprawę. Być może pewne ryzyka trzeba po prostu podejmować.
Rozmówca Jaśminy Nowak wyraża przypuszczenie, że Chiny manipulują danymi na temat epidemii w kraju, a rzeczywista liczba zachorowań jest dwa większa od oficjalnej. Wskazywałoby to na i tak mniejszą skalę epidemii niż np. w USA. Zdaniem Alberta Świdzińskiego wynika to z faktu, że Azja jest generalnie lepiej przygotowana na epidemię, a społeczeństwa szybko podporządkowują się wszystkim decyzjom władz.
Piotr Witt o zamykaniu wielkich fabryk opon we Francji, tym jak pracodawcy korzystają z epidemii by zwalniać pracowników i o problemach francuskiej branży metalurgicznej.
Piotr Witt zwraca uwagę na trwające trzeci tydzień protesty przeciwko zamknięciu fabryki Bigdestone w Béthune. Afera nabrzmiewała, jak mówi, od wielu miesięcy. Firma należy do Japończyków. Trzy dni po Bridgestone na zawieszenie produkcji w Unii Europejskiej zdecydował się Michelin. Według koncernów powodem likwidacji zakładów pracy jest troska o zdrowie pracowników w związku z pandemią koronawirusa.
Zanim przyszedł z Chin koronawirus na rynek europejski przyszły opony chińskie, tańsze o połowę od europejskich.
Nasz korespondent zaznacza, że jest to nieprawda. Prawdziwym powodem jest napływ konkurencyjnych chińskich opon do Francji. Zwolnienia zaczęły się jeszcze przed koronawirusem. Decyzję właściciele firm podjęli już dwa lata temu. Tymczasem swoje zakłady zamknął gigant metalurgiczny ArcelorMittal. Przyczyn kryzysu metalurgii nad Sekwaną widzi się w tym, że
Bank Goldman Sachs ignorując realia przemysłu i specyfikę metalurgii podtrzymywał spekulację finansową przemysłem ciężkim, co doprowadziło do krachu.
Pandemia, jak mówi Witt, daje nowe narzędzia w ręce koncernów. Dzięki niej przedsiębiorcy mogą zwalniać pracowników, zamykać fabryki i działać w taki sposób, w jaki nie mogliby w czasach przedcovidowych.
Pandemia jest tak pożyteczna, że jak jej by nie było, to trzeba byłoby sobie ją wymyśleć! […] Jeśli potrwa dostatecznie dług […] to będziemy z łezką w oku spoglądać na czasy przedcovidowe, kiedy wzrastało rekordowe bezrobocie i powiększały się nierówności społeczne.
Airbus zwalnia trzecią część swych pracowników. Michelin mógł zamknąć z tytułu pandemii 14 swych zakładów.
Dr Mariusz Marszewski o sytuacji w Kirgistanie, gdzie odbywają się protesty związane z wyborami parlamentarnymi, kulturze politycznej tego kraju, jego podziałach wewnętrznych i polityce zagranicznej.
Dr Mariusz Marszewski wyjaśnia, że Kirgistan to niewielki, górzysty kraj zamieszkany przez kilka milionów turkojęzycznych muzułmanów i mniejszości rosyjskie i polskie.
Był nazywany wyspą demokracji. Teraz nazywany jest wyspą pluralizmu politycznego.
W kraju tym rządzi już piąty prezydent, co wyróżnia go na tle innych państw regionu. [W Kazachstanie, Tadżykistanie, Turkmenistanie i Uzbekistanie urzędujący prezydenci są drudzy z kolei- przyp. red.] Przeciwko kirgiskim prezydentom wybuchały dwie rewolucje. [Przeciwko pierwszemu, Askarowi Akajewowi w 2005 r. i jego następcy Kurmanbekowi Bakijewowi w 2010 r.- przyp. red.] Wśród kirgiskich głów państwa była także kobieta, Roza Otunbajewa, co stanowi, jak mówi nasz gość, potwierdzenie wysokiej pozycji kobiet w kirgiskim społeczeństwie.
Obecnie trwają w Kirgistanie demonstracje, w których protestujący nie zgadzają się z ogłoszonymi wynikami wyborów parlamentarnych. Oskarżają władze o fałszerstwo.
Prezydent Sooronbaj Dżeenbekow także próbuje budować system autorytarny.
Ekspert z OSW wyjaśnia, że Kirgistan dzieli się na rosyjskojęzyczną, bardziej słowiańską Północ oraz na uzbeckie kulturowo i chińskie gospodarczo Południe. Regiony te oddzielone są wysokimi górami i rywalizują od czasów ZSRR. Grupy południowe nastawione są bardziej na Chiny, zaś klany północne na Rosję.
Przedstawiciele Północy w porozumieniu z częścią klanów południowych […] zbuntowali się i w bardzo krótkim czasie zajęli budynki rządowe.
W kraju trwa kryzys związany z koronawirusem. Wielu młodych Kirgizów pracuje bowiem w Rosji i innych europejskich krajach. Teraz zaś możliwość pracy za granicą jest utrudniona wobec epidemii. Sytuacja ta ułatwia wyprowadzenie sfrustrowanych ludzi na ulice. Na stronę protestujących przechodziła część przedstawicieli władzy.
Został wypuszczony cały szereg wpływowych polityków, głównie z Północy, którzy odsiadywali głównie wyroki za korupcję.
Protestujący uwolnili z aresztu byłego prezydenta Ałmazbeka Atambajewa, a także byłego premiera Sapara Isakowa.
Artur Soboń o transformacji energetycznej Polski, porozumieniach z górnikami, imporcie energii i nowoczesnych technologiach węglowych.
Regulacje unijne sprawiają, że produkcja oparta na węglu staje się coraz mniej opłacalna.
Artur Soboń wyjaśnia, czemu konieczne jest przeprowadzenie transformacji energetycznej w naszym kraju. Po Nowego Zielonego Ładu węgiel przestanie być konkurencyjny na rynku paliw. Wiceminister inwestycji i rozwoju wskazuje na plan Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. który zakłada odchodzenie od węgla na rzecz OZE (morskie farmy wiatrowe) i energii atomowej. Stwierdza, że
Udział węgla będzie się zmniejszać w miksie energetycznym, a zwiększać się udział odnawialnych źródeł energii i energetyki jądrowej […]. Ta perspektywa jest odległa, ale realna.
Artur Soboń zaznacza, że o odejściu od węgla decyduje także geologia, gdyż nowe jego złoża są trudniej dostępne. Wskazuje, że obecnie zwiększa się w Polsce udział energii z zagranicy (głównie z Niemiec), który wynosi już 9 procent, co stanowi, jak wskazuje, zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa.
Polska specyfika jest taka, że ten węgiel w Polsce jest. […] Szukamy rozwiązań, które sprawią, że ten węgiel […] będzie paliwem nisko- albo zeroemisyjnym.
Nasz gość wskazuje, że przy porozumieniu między rządem a górnikami strona rządowa zadeklarowała wsparcie dla prac nad nowoczesnymi technologiami uzyskiwania energii z węgla. Są one stosowane w krajach takich jak Stany Zjednoczone, Japonia, czy Chiny. W Europie żadne państwo nie ma takich zasobów węgla jak nasz kraj. Władza zamierza dać górnikom wsparcie do 2049 r., kiedy ma zostać zamknięta ostatnia kopalnia. Na tę pomoc musi zgodzić się UE.
Europejski model rozwoju jest przestarzały i zagraża Europie pod względem bezpieczeństwa. Nie istnieje na świecie coś takiego jak dobrobyt gospodarczy i społeczny bez bezpieczeństwa wojskowego.
Mirosław Matyja
NATO jest gwarantem bezpieczeństwa dla wszystkich państw europejskich, które nie znajdują się w rosyjskiej strefie wpływów. Planowane wycofanie wojsk amerykańskich z Niemiec to sygnał alarmowy dla wszystkich, nie tylko dla Niemiec. Nawet jeśli część tych wojsk pozostanie w państwach wschodnioeuropejskich, w tym w Polsce. Niepodważalnym faktem jest, że Stany Zjednoczone odwracają się od Europy.
Krytyka europejska jest odruchowo wymierzona w republikańskiego Trumpa, podczas gdy demokrata Biden, po jego ewentualnym wyborze na stanowisko prezydenta USA, może zmieni retorykę, ale nie zmieni faktów. Po siedmiu dekadach skupienia się na współpracy atlantyckiej, Ameryka zwróciła się w kierunku Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego.
W tej całej sytuacji nie byłoby tragedii, gdyby Europejczycy chcieli i byli w stanie zlikwidować wynikającą z tego lukę w ramach polityki bezpieczeństwa na Starym Kontynencie. Wiemy przecież, że Europa Zachodnia rozkwitła gospodarczo po II wojnie światowej dzięki przekazaniu swojego bezpieczeństwa militarnego Stanom Zjednoczonym i skupieniu się na rozwoju ekonomicznym i społecznym. Ten europejski model rozwoju jest jednak przestarzały i zagraża Europie pod względem bezpieczeństwa. Nie istnieje na świecie coś takiego jak dobrobyt gospodarczy i społeczny bez bezpieczeństwa wojskowego, nawet jeśli wydaje się to mało realne w czasach pokoju. (…)
NATO zostało założone zgodnie ze starzejącą się doktryną, mającą chronić Europę przed Rosjanami. Ta organizacja traci strategicznie na wartości z dnia na dzień i Europa niewiele może zrobić, aby temu przeciwdziałać. (…) Jak dotąd, to Ameryka zapewniała Europie równowagę nuklearną. Na Starym Kontynencie nie ma natomiast amerykańskiego odpowiednika, jeśli chodzi o potencjał nuklearny. Francja i Wielka Brytania posiadają broń nuklearną, ale jest ona przeznaczona tylko do obrony własnego kraju.
Natomiast samozwańcze „pokojowe mocarstwo Niemiec” unika wszelkich problemów związanych z bronią jądrową. Oczywiście wynika to z fatalnych skutków II wojny światowej. Berlin uważa, że postępuje moralnie, unikając odpowiedzialności wojskowej w Europie.
Jeśli USA nie zrezygnują z polityki wycofywania się z Europy, Unia Europejska będzie miała wielki problem.
Cały artykuł Mirosława Matyi pt. „Polityka bezpieczeństwa w Europie” znajduje się na s. 4 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 75/2020.
Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Niektórzy obserwatorzy Chin utrzymują, że gdyby Moskwa bezzasadnie wzięła tak wielu zachodnich zakładników, media głównego nurtu i politycy dostaliby szału. Co sprawia, że Pekin jest tak wyjątkowy?
Peter Zhang
Dyplomacja brania zakładników nie jest nową sztuczką Komunistycznej Partii Chin. W ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci była ona kartą przetargową Pekinu w poszukiwaniu politycznych i ekonomicznych korzyści w krajach zachodnich.
KPCh wypuściła ważnych dysydentów: Wang Dana w 1997 roku i Wei Jingshenga w 1998 roku, rzekomo z powodów medycznych, podczas gdy w rzeczywistości te ruchy były negocjowane za zamkniętymi drzwiami, aby Ameryka wycofała swoje poparcie w Komisji Praw Człowieka ONZ dla rezolucji potępiającej Chiny. Zarówno Wang, jak i Wei byli obywatelami Chin odsiadującymi długie kary więzienia za działania prodemokratyczne. Było to w czasie, gdy zachodni przywódcy aktywnie realizowali tzw. politykę konstruktywnego zaangażowania z Pekinem, mając nadzieję na stopniowe przekształcenie państwa komunistycznego w społeczeństwo obywatelskie podlegające rządom prawa.
W miarę jak gospodarka i wojsko Pekinu rosły w siłę, Chiny zaczęły więzić naturalizowanych obywateli USA urodzonych w Chinach.
W 2003 roku w artykule Walka żony o męża uwięzionego w Chinach, opublikowanym w „The New York Times”, opisano przypadek dra Charlesa Lee, naturalizowanego obywatela USA, który został uwięziony za próbę podnoszenia świadomości społecznej na temat prześladowań przez KPCh duchowego ruchu Falun Gong. Lee dorastał w Chinach, gdzie zdobył wykształcenie medyczne. W 1994 r. uzyskał tytuł magistra neurologii na Uniwersytecie Illinois-Urbana-Champaign. W 1995 r. prowadził badania w Harvard Medical School i zdał egzaminy amerykańskiej komisji lekarskiej. (…)
25 listopada 2018 roku na łamach „The New York Times” doniesiono, że aby zatrzymać Liu Changminga, zbiegłego urzędnika bankowego, Pekin uniemożliwiał dwójce jego dzieci – Victorowi i Cynthii Liu, którzy są obywatelami USA – opuszczenie Chin. (…)
Pomimo poważnych obaw i protestów ze strony Kanady, Stanów Zjednoczonych i społeczności międzynarodowej, Pekin nie ustępuje. Podobno zarówno Stany Zjednoczone, jak i Kanada rozważają możliwość wydania ostrzeżenia o podróży dla osób rozważających wizytę w Chinach. Niektórzy wieloletni obserwatorzy Chin utrzymują, że gdyby Moskwa bezzasadnie wzięła tak wielu zachodnich zakładników, media głównego nurtu i politycy dostaliby szału. Można się zastanawiać, co sprawia, że Pekin jest tak wyjątkowy?
Jeśli kraje zachodnie po cichu dogadują się z Pekinem, aby uwolnić swoich obywateli –w tym przypadku zakładników – to czy negocjują, z prawnego punktu widzenia, z organizacją terrorystyczną?
Wydaje się, że takie wysiłki niewiele różnią się od negocjacji z terrorystami w sprawie porwań na Bliskim Wschodzie. W końcu świat zachodni słynie z wieloletniej strategii nienegocjowania z terrorystami w sprawie zakładników. (…)
Pozostaje decydujące pytanie: Czy społeczności międzynarodowe powinny postrzegać wzięcie zakładników przez Pekin jako akt państwa terrorystycznego? Przez ostatnie lata ogólnoświatowe zaniepokojenie złym traktowaniem przez komunistyczne Chiny ich własnych obywateli może wynikać z jurysdykcji uniwersalnej dotyczącej praw człowieka, a także z międzynarodowych traktatów, których Chiny są stroną. Pekin nie zadowala się już wykorzystywaniem swoich własnych dysydentów do dyplomacji brania zakładników, dlatego zachodnie demokracje zaczynają się martwić, że ich obywatele zostaną wzięci jako zakładnicy przez to partyjne państwo. Inne narody powinny nazywać dyplomację brania zakładników tym, czym ona jest, i należy poważnie podchodzić do aktów państwowego terroryzmu Pekinu. Społeczność międzynarodowa powinna w sposób jednoznaczny wspólnie potępić takie bezprawne zachowanie i nie pozwolić, aby finansowany przez państwo terroryzm stał się czymś normalnym i rządził naszym życiem.
Peter Zhang zajmuje się ekonomią polityczną Chin i Azji Wschodniej. Ukończył Pekiński Uniwersytet Studiów Międzynarodowych, Fletcher School of Law and Diplomacy i Harvard Kennedy School. Oryginalna, angielska wersja tekstu została opublikowana w „The Epoch Times” 28.12.2018 r. Tłum.: polska redakcja „The Epoch Times”.
Cały artykuł Petera Zhanga pt. „Nowy rodzaj pekińskiej »dyplomacji« brania zakładników” znajduje się na s. 9 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 75/2020.
Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Radosław Pyffel mówi o sukcesie polskiego komisarza Wojciechowskiego na szczycie UE-Chiny, wzajemnej rejestracji unijnych i chińskich znaków towarowych oraz polityce Chin wobec Bliskiego Wschodu.
Wykładowca oraz kierownik studiów „Biznes chiński” w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, Radosław Pyffel uważa, że szczyt UE-Chiny, który odbył się w formie video konferencji przebiegł w dobrej atmosferze. W agencie spotkania pojawiła się kwestia dostępu do chińskiego rynku, która jest rzeczą pożądaną dla wielkich firm zachodnich, a także kwestie polityki klimatycznej i multilateralizmu. Zaakcentowano również sprawy związane z mniejszością ujgurską i Hong Kongiem.
Wszystko odbywa się wedle formuły, że tam gdzie możemy współpracujemy, tam gdzie możemy to konkurujemy, a tam gdzie musimy to krytykujemy.
Dodaje, że był też akcent polski, jakim był „sukces” polskiego komisarza ds. rolnictwa Janusza Wojciechowskiego w sprawie rejestracji znaków towarowych.
Uzyskano rejestracje stu znaków towarowych. To są znaki pochodzenia produktu. Chińczycy cenią bardzo produkty europejskie, zwłaszcza są tutaj produkty spożywcze […] Te znaki towarowe zostały zarejestrowane. Z resztą chińskie w Europie także. Minister ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski cieszył się z tego i poczytywał to jaki duży sukces Europy. Mogę to zakończyć anegdotką, że znak polskiej wódki też będzie zarejestrowany w Chinach, jako produkt europejski.
Odnosząc się do kwestii normalizacji stosunków pomiędzy Izraelem a Bahrajnem i ZEA „pod patronatem USA”, Radosław Pyffel podkreśla, że Chiny są początkującym aktorem na Bliskim Wschodzie i nie zamierzają trwale angażować się w tym zdestabilizowanym regionie.
Chiny są początkującym aktorem na Bliskim Wschodzie i są tam dopiero od 10 lat. Dało się to zauważyć w 2011 roku, gdy ewakuowali 40 tys. swoich ludzi z Libii. Powstał potem taki film o wilczych wojownikach, czyli chińskich siłach specjalnych, a inspiracją było właśnie ich działanie, kiedy wydobywali i ratowali chińskich obywateli z różnych części świata […] Rozmawiając z przedstawicielami chińskiego świata finansów to jest duży sceptycyzm, co do Bliskiego Wschodu, także w kontekście projektu Nowego Jedwabnego Szlaku […] Raczej tego regionu nie bierze się pod uwagę uważając, że jest to region zdestabilizowany, który przez kilkadziesiąt lat będzie jeszcze walczył.
Sekretarz Stanu USA Mike Pompeo wezwał demokratyczne kraje do wspólnej obrony przed ekspansywnymi zagrożeniami ze strony Komunistycznej Partii Chin, nazywając to wyborem pomiędzy wolnością a tyranią.
Cathy He
„My, wolne narody świata, musimy wywołać zmianę w zachowaniu KPCh w bardziej kreatywny i asertywny sposób, ponieważ działania Pekinu zagrażają naszym obywatelom i naszemu dobrobytowi” – powiedział Pompeo podczas przemówienia w Bibliotece Prezydenckiej i Muzeum Richarda Nixona w Kalifornii 23 lipca. Wezwał Amerykanów i kraje partnerskie do uznania, że KPCh jest fundamentalnie reżimem marksistowsko-leninowskim, mówiąc, że „ideologia kształtuje to trwające od dziesięcioleci pragnienie globalnej hegemonii chińskiego komunizmu”. Na tej podstawie Stany Zjednoczone powinny podchodzić do reżimu z pozycji „nie ufaj i sprawdzaj” – powiedział, parafrazując słynne powiedzenie Ronalda Reagana dotyczące negocjacji ze Związkiem Radzieckim: „ufaj, ale sprawdzaj”.
„Jedynym sposobem, aby naprawdę zmienić komunistyczne Chiny, jest działanie nie na podstawie tego, co mówią chińscy przywódcy, ale na podstawie tego, jak się zachowują”.
W ten sposób wystąpienie Pompeo zakończyło serię przemówień wygłoszonych w ostatnich tygodniach przez najwyższych urzędników administracji, próbujących zwrócić uwagę na wrogie działania KPCh w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie. Nastąpiło to, gdy Waszyngton sprzeciwił się kradzieży technologii, łamaniu praw człowieka i agresji militarnej prowadzonej przez chiński reżim. (…)
Pompeo powiedział, że przez ponad cztery dekady, odkąd Stany Zjednoczone znormalizowały stosunki z KPCh, Chiny nie doszły do takiego poziomu wolności, na jaki wielu miało nadzieję. „Prawda jest taka, że nasza polityka i polityka innych wolnych narodów wskrzesiły upadającą gospodarkę Chin tylko po to, by zobaczyć, jak Pekin kąsa międzynarodowe dłonie, które go karmiły” – oświadczył.
„Prezydent Nixon powiedział kiedyś, że obawia się, iż stworzył Frankensteina, otwierając świat dla KPCh. I oto jesteśmy w takim momencie”.
(…) W tym samym duchu Pompeo stwierdził, że wielu chińskich studentów i pracowników „przybywa tutaj, aby wykraść naszą własność intelektualną i zabrać do swojego kraju”. W maju Trump zabronił wjazdu chińskim absolwentom i studentom powiązanym z chińskimi instytucjami wojskowymi. Zakaz ma na celu przeciwdziałanie kradzieży amerykańskiej własności intelektualnej. (…)
Oryginalna, angielska wersja tekstu została opublikowana w „The Epoch Times” 23.07 br. Tłum.: polska redakcja „The Epoch Times”.
Cały artykuł Cathy He pt. „Stany Zjednoczone przeciw tyranii KPCh” znajduje się na s. 9 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 75/2020.
Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Australijska Policja Federalna (AFP) bada, czy doradca parlamentarzysty z Nowej Południowej Walii John Zhang nie brał udziału w spisku mającym na celu zinfiltrowanie ALP i wpłynięcie na wyborców.
26 czerwca australijskie służby przeprowadziły nalot na biura polityka ze stanu Nowa Południowa Walia i jego pracowników, wśród których był John (Zhisen) Zhang. Nakazy obejmowały także konsula chińskiego w Sydney Sun Yantao, odpowiedzialnego za utrzymywanie dobrych relacji między Pekinem a Canberrą oraz za opiekę nad chińską diasporą. W dokumencie złożonym 1 września w Sądzie Najwyższym Australii oficjalnie przyznano, że Chiny są podejrzane o wywieranie nacisku na Shaoquetta Moselmane’a. Od oskarżeń odciął się chiński konsulat:
Chiński Konsulat Generalny w Sydney jest zaangażowany w promowanie przyjacielskiej wymiany i pragmatycznej kooperacji na rozmaitych polach między stroną chińską a Nową Południową Walią.
John Zhang zwrócił się do Sądu Najwyższego z wnioskiem o unieważnienie wydanego nakazu przeszukania jego mieszkania. Oskarżył australijskie władze o naruszenie państwowego i międzynarodowego prawa przez AFP i straż graniczną, które przechwyciły wiadomości jakie wymieniał z chińskimi dyplomatami i pracownikami konsulatu. Stanowi to zdaniem Zhanga naruszenie konwencji wiedeńskiej gwarantującej ochronę komunikacji dyplomatycznej. Biznesmenowi i działaczowi diaspory chińskiej w Australii grozi do 15 lat więzienia, jeśli zarzuty pod jego adresem się potwierdzą.
Sprawa ta nie poprawi stosunków Australii ze swoim największym partnerem handlowym.
Indonezja reaguje, po tym, jak okręt chińskiej straży przybrzeżnej został zauważony na jej terytorium. Pekin rości sobie historyczne prawa do 90 proc. obszaru Morza Południowochińskiego.
W sobotę rano okręt chińskiej straży przybrzeżnej został wykryty na północ od należących do Indonezji wysp Natuna. Załoga okrętu twierdziła, że ma prawo do kontroli rejonie tzw. Linii Dziewięciu Kresek, która stanowi granicę morskich pretensji terytorialnych rządu w Pekinie. Okręt pozostał w wyłącznej strefie ekonomicznej Indonezji do poniedziałku. Cytowany przez Reuters indonezyjski urzędnik opisał incydent, mówiąc, że
Ponieważ ten [okręt] dryfował, później zaczął robić kółka, zaczęliśmy być podejrzliwi. […] dowiedzieliśmy się, że to okręt chińskiej straży przybrzeżnej.
Stwierdził, że w związku z incydentem jego kraj zwiększy obecność wojskową w otoczeniu tych wysp. MSZ Indonezji zwróciło się do ambasady chińskiej z prośbą o wyjaśnienie, podkreślając, że indonezyjska wyłączna strefa ekonomiczna nie nachodzi na wody należące do Chin. Cytowany przez Polskie Radio 24 rzecznik chińskiego MSZ Wang Wenbin powiedział na wtorkowym biefingu:
Prawa i interesy Chin na tym akwenie są jasne.
Chińskie roszczenia na Morzu Południowochińskim/ Foto. Goran tek-en/CC BY-SA 4.0
Podkreślił, że chiński okręt wykonywał regularny patrol na wodach pozostających pod jurysdykcją Chin. Pekin miał się kontaktować z Dżakartą w tej sprawie. Obawy tej ostatniej podsyca świadomość podobnych incydentów na wyłącznych strefach ekonomicznych Filipin, Malezji i Wietnamu.
Jak wskazuje Polskie Radio 24, Pekin rości sobie prawa do 90 proc. obszaru Morza Południowochińskiego, powołując się na tradycję połowów chińskich rybaków. Kwestię tą zbadał na wniosek Filipin Stały Trybunał Arbitrażowy w Hadze orzekając w 2016 r., że roszczenia ChRL nie mają podstaw prawnych w świetle Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza (UNCLOS).