Zaczynam współczuć Żydom. Wypuścili w świat demony antysemityzmu/ Jadwiga Chmielowska, dodatek do „Kuriera WNET” 44/2017

Kilka lat temu w Krakowie głośna była sprawa obezwładnienia przez żydowskich ochroniarzy młodzieży izraelskiej polskiego Żyda, kiedy w swoim rodzinnym mieście szedł do synagogi. Rzucono nim o bruk.

Jadwiga Chmielowska

Żydzi – nakręcona spirala

„Pan nie boi się jechać z żoną do Polski?” – pytali młodzi Żydzi starego Żyda z Będzina, który co roku przyjeżdżał z żoną do sanatorium w Ustroniu. Był przerażony nakręcającą się antypolską propagandą. Znał Polaków i dzięki nim uratował się podczas wojny.

Na stałe mieszkał w Izraelu. Poznałam go, kiedy jeszcze pracowałam w TVP Katowice i jeden z programów z cyklu LOSY poświęciłam będzińskim Żydom.

Będzin to było w zasadzie żydowskie miasto. Osiedli tam przed wiekami u stóp zamku z czasów Kazimierza Wielkiego. W powstaniu styczniowym już w pierwszych dniach zebrali 10 tysięcy rubli, za które kupili skóry i zlecili szycie kożuchów dla oddziału powstańców krawcom, których zaangażowali z terenu należącego do Prus, czyli Śląska, głównie z Mysłowic. W tym czasie Zagłębie było w rękach powstańczych.

Wielu Żydów współpracowało z PPS-em, oczywiście z frakcją Józefa Piłsudskiego. I znowu – to w Zagłębiu właśnie największe sukcesy odniosła rewolucja wzniecona w 1905 r. na rozkaz przyszłego marszałka.

Gdy Niemcy w pierwszych dniach września 1939 r. podpalili synagogę mieszczącą się w Będzinie na podzamczu, kilkuset Żydów wydostało się z niej i schroniło w kościele po drugiej stronie ulicy. Proboszcz zamknął kościół, odczekał wiele godzin i przeprowadził uciekinierów przez ogrody i przyzamkowy park poza miasto. Uratował przeszło 300 Żydów. Dziś informuje o tym tablica i pomnik postawiony przez wdzięcznych Żydów z Izraela.

O tym właśnie zdarzeniu zrobiłam program dokumentalny. Byłam zaskoczona, kiedy Żyd z Izraela, który dowiedział się o tym od znajomych z USA, przyjechał, by mi podziękować i prosić katowicką TVP o kopię mojego programu. Przyjeżdżał potem jeszcze kilka razy i to właśnie on ostrzegał przed polityką historyczną Izraela. Dziwił się, że polski rząd nie reaguje, kiedy młodzież żydowska, przyjeżdżająca do Polski zwiedzać obozy zagłady, jest izolowana od Polaków przez żydowskich ochroniarzy, jakby za każdym rogiem czaił się wróg czyhający na ich życie.

Kilka lat temu w Krakowie głośna była sprawa obezwładnienia przez żydowskich ochroniarzy młodzieży izraelskiej polskiego Żyda, kiedy w swoim rodzinnym mieście szedł do synagogi. Rzucono nim o bruk. Nie mógł pogodzić się z tym, że izraelscy Żydzi nie pozwolili mu spokojnie się pomodlić się w synagodze. Nagłośnił cały incydent w prasie. I to również nie dało polskim władzom do myślenia. Wręcz przeciwnie, ograniczano przecież nauczanie historii w polskich szkołach. Czyżby chodziło o to, aby Polacy nie byli dumni z postaw swoich przodków?

W II RP rozwijał się ruch syjonistyczny. Żydzi marzyli o własnym państwie. Polskie wojsko im w tym pomagało. Prowadziło szkolenie Betaru, żydowskiej organizacji paramilitarnej, mającej w przyszłości stworzyć armię dla przyszłego państwa Izrael. To właśnie członkowie Betaru walczyli w powstaniu w warszawskim gettcie.

Członkowie bojówki Betaru w Szydłowcu ok. 1932 r. | Fot. domena publiczna, Wikipedia

Pamiętam opowieści ojca o czasach studenckich w przedwojennej Polsce. Był kadetem w podchorążówce i miał wielu kolegów Żydów. Razem chodzili na imprezy, randki, grali w karty. Gdy wybuchła Wojna Sześciodniowa w 1967 r., ojciec był spokojny – Żydzi mają świetnych dowódców i pogonią Arabów. Wtedy Polacy powszechnie kibicowali Żydom, bo Arabom sprzyjali Sowieci, a Żydzi byli przecież „nasi”. Wielu Polaków miało w Izraelu swoich sąsiadów i znajomych sprzed wojny.

Niestety do II RP dotarły echa zachodniej propagandy antysemickiej. Środowiska endeckie w tym przodowały. W niektórych uczelniach było getto ławkowe, polegające na tym, że Żydzi siedzieli osobno. Ideologowie endeccy podnosili zarzut nadreprezentacji Żydów w niektórych zawodach – medycynie, prawie, handlu. W małych miasteczkach zdarzało się, że rozwydrzona młodzież obcinała żydowskim sąsiadom pejsy i wybiła kilka szyb. Przeważnie kończyło się to laniem w domu.

I jak w czasie wojny z bolszewikami Żydzi wspierali Polaków, tak w okresie międzywojennym zwłaszcza młoda żydowska biedota była podatna na komunistyczne hasła. To też powodowało niechęć Polaków. Oczywiście większość (zwłaszcza bogatych i wykształconych) Żydów nie chciała mieć nic wspólnego z komunizmem.

W 1933 r. Hitler doszedł do władzy. W Europie Zachodniej wielu intelektualistów i polityków podziwiało nową władzę w Berlinie. Jedynie Polacy byli przezorni. W 1934 r. Piłsudski proponował Francji wojnę prewencyjną z III Rzeszą. W ciągu kilku tygodni rozprawiono by się z nazizmem – czyli narodowym socjalizmem – i uratowano miliony istnień ludzkich.

Tymczasem na oczach świata Niemcy zaczęli eksterminację Żydów. Początki były może umiarkowane, ale milczenie opinii publicznej i rządów państw europejskich ich rozzuchwaliło. Od konfiskat majątków przeszli do izolowania w obozach koncentracyjnych. Powstały one na terenie całych Niemiec. Ich budowania Hitler uczył się od Stalina. Pierwsze łagry zbudowano bowiem jeszcze za Lenina.

Żydzi niemieccy w końcu zdali sobie sprawę z tego, że nie są to chwilowe prześladowania, ale eksterminacja narodu. Niemcy sprawdzali pochodzenie do trzeciego pokolenia. Represje dotknęły też oficerów i żołnierzy żydowskiego pochodzenia w Wehrmachcie. Hitler potrzebował pieniędzy na wojnę, więc miały one pochodzić z majątków zrabowanych Żydom. Bogatsi próbowali się wykupić. Ratować życie. Pozwolono im na kupno biletów na statki. Aby dostać się na pokład „St. Louis”, zmierzającego na Kubę, uchodźcy musieli zapłacić 800 marek za bilet w I klasie i 600 marek za II klasę. Do tego dochodziła „opłata dodatkowa” – 230 marek. Dla wielu Żydów, ograbianych od kilku lat przez władze Niemiec, były to ostatnie oszczędności.

Kapitan Schroeder negocjuje z urzędnikami belgijskimi przyjęcie pasażerów St. Louis w Antwerpii | Fot. domena publiczna, Wikipedia

Chcieli ratować życie. W Hawanie mieli czekać na zgodę na wjazd do USA. Wykupili też wizy za 150 $ – był to warunek turystycznego pobytu na Kubie. Niemcy pozwolili Żydom zabrać ze sobą jedynie po 10 marek na osobę, co stanowiło równowartość tylko 4 $. Tymczasem prezydent Kuby zmienił przepisy emigracyjne. Zezwolenia na wjazd turystyczny zostały anulowane. Cudzoziemcy, aby znaleźć się na terytorium Kuby, musieli mieć zgodę rządu i wpłacić po 500 $. Na nic zdały się interwencje prasy i opinii publicznej. Ambasador USA nie naciskał na władze Kuby, aby pomogły uchodźcom. Na ląd zeszło jedynie dwadzieścia kilka osób dzięki pomocy finansowej rodzin i znajomych. Dwie popełniły samobójstwo. Pozostali z 937 pasażerów (7 osób nie było narodowości żydowskiej) pozostało na statku.

Kapitan Gustav Schröder, który nie był zwolennikiem Hitlera, postanowił pomóc swoim pasażerom. Wiedział, że w Niemczech czeka ich śmierć. Podpłynął do wybrzeży Florydy. Statek został zatrzymany przez amerykańską straż graniczną. „Żydowscy historycy – Ted Falcon i David Blatner – napisali, że Amerykanie oddali nawet ostrzegawczą salwę w powietrze. Co ciekawe, Żydzi początkowo przywitali amerykańskie jednostki owacjami. Machali do marynarzy. Uznali bowiem, że przybyli im na pomoc i chcą eskortować niemiecki liniowiec, aby bezpiecznie zawinął do jednego z amerykańskich portów” – podaje w swoim artykule (Stany Zjednoczone nie przyjęły żydowskich uchodźców z III Rzeszy) Piotr Zychowicz na łamach „Historia do Rzeczy”.

Do prezydenta Franklina Delano Roosevelta trafił ze statku telegram: „Bardzo pilne. Zwracamy się ponownie o pomoc dla pasażerów statku St Louis. Panie Prezydencie, proszę pomóc 900 osobom, wśród których ponad 400 to kobiety i dzieci”. Nie było odpowiedzi na ten apel, choć sekretarz stanu – Cordell Hull i sekretarz skarbu Henry Morgenthau – interweniowali. Prezydent Roosevelt pozostał nieugięty.

W Kanadzie grupa duchownych i naukowców próbowała nakłonić premiera do przyjęcia uchodźców. Niestety, William Lyon Mackenzie King wolał posłuchać swoich antysemickich doradców. Kapitan Schröder jako Niemiec wiedział, co czeka jego pasażerów, gdy wrócą do Hamburga. Postanowił zawinąć do Wielkiej Brytanii. Był nawet skłonny rozbić statek, aby zmusić Anglików do przyjęcia rozbitków. Na szczęście udało mu się wynegocjować przyjęcie uchodźców. Statek 17 czerwca zawinął do Antwerpii. Bardzo niechętnie Wielka Brytania przyjęła 288 osób, Holandia 181, Francja 224, Belgia 214. Większość z tych, którzy rok później znaleźli się pod okupacją niemiecką, trafiła do obozów zagłady i do komór gazowych. Z 619 przeżyło jedynie 365 osób.

Amerykańscy Żydzi edukację w sprawach Holokaustu powinni zacząć od własnego społeczeństwa: jak kunktatorstwo ich prezydenta Roosevelta (tłumaczył się kryzysem, bezrobociem i nieznajomością angielskiego i dużą ilością kobiet, starców i dzieci wśród uchodźców) oraz brak należytego nacisku wpływowej diaspory żydowskiej w USA doprowadziły do tragedii. Pomimo że żydowscy uchodźcy napisali do niego wstrząsającą prośbę o łaskę, Franklin Delano Roosevelt uznał ich za „element niepożądany”.

Współpraca Niemiec i ZSRR trwała wiele lat przed wojną. Rosja sowiecka udostępniała poligony armii niemieckiej, gdyż zgodnie z traktatem Niemcy nie mogły nie tylko posiadać niektórych rodzajów broni, ale i prowadzić manewrów. Stalin pomagał Hitlerowi. Pakt Ribbentrop-Mołotow nie był więc przypadkiem. We wrześniu 1939 r. postanowili razem napaść na Polskę. Stalin był ostrożniejszy. Wkroczył dopiero 17 września, gdy miał pewność, że armia francuska pozostanie w okopach i nie przyjdzie Polsce z pomocą.

Kwitła przyjaźń niemiecko-rosyjska. Po moście przez rzekę odgradzającą tereny zajęte przez Niemców i Rosjan można było jakiś czas za zgodą władz okupacyjnych przechodzić z jednej strony na drugą. Nie wolno było rozmawiać, więc mijający się Polacy stukali się po głowach, pokazując na migi, co myślą. Wielu Żydom udało się przejść na stronę sowiecką, by trafić później do łagrów na Syberii. Ci, którzy przeżyli, wyszli z gen. Andersem. Menachem Begin, późniejszy premier Izraela (1977–83), wspomina w swojej książce „Białe noce” nie tylko gehennę rosyjskiej okupacji i sowieckich łagrów, ale i rozmowy z generałem Andersem.

Kiedy kilkuset Żydów postanowiło zdezerterować w Palestynie z polskich szeregów, by stworzyć armię żydowską mającą w przyszłości wywalczyć niepodległość, generał Anders miał odpowiedzieć: „Zgody na dezercję wydać nie mogę, ale nikt was szukał nie będzie”. Oznaczało to w praktyce, że Żydzi nie musieli obawiać się sądu polowego za dezercję. Tak powstały kadry przyszłej izraelskiej armii i wywiadu. Byli obywatele Polski, Żydzi, oficerowie przedwojennej „Dwójki”, tworzyli służby wywiadowcze Izraela – w tym Mossad.

Pod okupacją sowiecką Żydzi zachowywali się różnie. Tak samo zresztą jak Polacy. Trafne jest określenie, że Niemcy mordowali ciało, a Rosjanie ciało i duszę. Byli Polacy, którzy szli na współpracę z NKWD i wydawali znajomych, byli też Żydzi, którzy pomagali instalować się bolszewickiej władzy i robili spisy Polaków do aresztowań i wywózki.

Utkwiło mi w pamięci wspomnienie mojej matki. Opowiadała, że pewien Żyd, aby ją chronić, przepisał przez noc księgi rachunkowe sklepu, aby ukryć zwiększone zakupy na wesele. Szedł w zaparte, że moja mama jest panną, ale drugi Żyd jak najbardziej potwierdzał wesele. Tak samo ksiądz – jeden wydał metrykę panieńską, a drugi miał pretensję, że ma potwierdzić nieprawdę. Nie mieściła mu się w głowie odpowiedź, że dokument potrzebny jest dla ratowania życia, a nie do kolejnego zamążpójścia.

Moja mama w lutym 1939 r. wyszła za mąż za kpt. „Dwójki” Edwarda Szaniawskiego. Został on przez NKWD aresztowany już we wrześniu 1939 r. i osadzony w obozie w Ostaszkowie, gdzie go Sowieci zamordowali w kwietniu 1940 roku. Mama jako jego żona trafiłaby na Syberię. Musiała się najpierw ukrywać, a potem, gdy okazało się, że przyjaźń niemiecko-rosyjska kwitnie na dobre, mogła jako panna niemieckiego pochodzenia czuć się w miarę bezpieczna. Udało się jej nawet wyjść z więzienia NKWD.

Zaraz po wkroczeniu Niemców została znowu aresztowana jako pierwsza w Stanisławowie. I tym razem się jej udało. Nie dość, że opuściła więzienie, to jeszcze dostała skierowanie do Arbeitsamtu (biuro pracy) w Stanisławowie. Natychmiast skontaktowała się z nią AK. Razem z lekarzem odraczali przymusowe roboty Polakom i ratowali Żydów.

Trzeba wiedzieć, że wielu Ukraińców chciało dobrowolnie jechać na roboty do Niemiec. Żydzi dostawali od AK dokumenty ukraińskie i mama wysyłała ich na roboty w głąb Niemiec. Musiała jedynie pilnować, aby znający się Żydzi nie wylądowali w tej samej miejscowości. Wpadka jednego pociągnęłaby kolejnych. Nie wiem, czy ocalali w ten sposób pamiętają, kto ich uratował. Wtedy nazywała się Jadwiga Szaniawska.

Po jakimś czasie Niemcy domagali się formalnego przyjęcia przez mamę volkslisty. AK wydała jej rozkaz, ale mama odmówiła, twierdząc, że woli być rozstrzelana przez nich, niż zamordowana przez własnego ojca, który nie przyjął reichslisty, czyli Niemca czystego pochodzenia. Dziadek miał nałożony przez Niemców areszt domowy w Bohorodczanach. Nie zniósł ciągłych szykan i zmarł nagle w 1943 roku.

Po rezygnacji z pracy w Arbeitsamcie mama została skierowana na pocztę. Tam zajmowała się korespondencją kierowaną do Gestapo. Była zaszokowana ilością donosów. Większość niszczyła. Wszystkie donosy na Żydów były dostarczane do AK. Decyzją Rządu Polskiego w Londynie szmalcownicy, czyli ci, którzy wydawali Żydów, byli przez sąd skazywani na karę śmierci. Te wyroki były zawsze wykonywane. Za wydanie Niemcom przez obywateli polskich na śmierć Polaka, Żyda czy Ukraińca – kara mogła być tylko jedna. Za „zwykłą” współpracę z Niemcami karano ostracyzmem, goleniem głów itp.

Mama do końca życia miała wyrzuty sumienia z powodu spotykanego na ulicy w Stanisławowie Żyda – lekarza. Nosił opaskę, był bardzo podobny do jej męża, więc chciała mu dać dokumenty Edwarda Szaniawskiego. Bała się jednak, czy mu tym nie zaszkodzi, bo na podstawie dokumentów, jakie mieli Niemcy od NKWD, lepiej dla niego było być Żydem niż oficerem „Dwójki”. Potem przestała go widywać. Nie wiedziała, czy trafił do getta, czy uciekł, nie pamiętała nawet, jak się nazywał.

Kolejną opowieść o ukrywaniu Żydów usłyszałam od ciotki. Mieszkała w Świdrze. Miała olbrzymią willę, w której dwie piwnice przeznaczyła dla dwóch dużych rodzin żydowskich. Z polecenia AK organizowała dla Niemców popijawy, gry w karty. Pozwalało jej to usprawiedliwić zwiększone zakupy żywności.

Jedna rodzina zachorowała na tyfus. Ciotka ściągała zaufanych lekarzy, kupowała leki, niestety – większość nie przeżyła. Został tylko syn, wtedy dwudziestoletni chłopak. Całe szczęście, bo po wojnie ta druga rodzina, która przetrwała w całości, oskarżyła ciotkę, że widocznie skończyły się pieniądze i się tamtych pozbyła. Chłopak zaświadczył, że przychodzili lekarze, dostawali leki, że ciotka codziennie gotowała rosoły, jajka i mięso i poniosła olbrzymie koszty, aby ich ratować.

Polskie władze w Londynie przekazywały aliantom dokładne informacje o tym, co dzieje się w obozach koncentracyjnych. Dostarczano szczegółowe plany, rozmieszczenie baraków, komór gazowych, krematoriów. Najdokładniejszy raport opracował rotmistrz Pilecki. Wcześniej alarmowali kolejni kurierzy. Alianci twierdzili, że to „polskie wymysły”, bo niemożliwe, aby naród Goethego był tak bestialski.

Szmul Mordechaj Zygielbojm | Fot. Wikipedia

Szmul Mordechaj Zygielbojm, polityk Bundu, sekretarz generalny Sekcji Żydowskiej Centralnej Komisji Związków Zawodowych, redaktor pisma „Arbeiter Fragen”, radny Warszawy i Łodzi, był od 1942 r. członkiem Rady Narodowej Rzeczpospolitej w Londynie – uznanego w całym świecie odpowiednika parlamentu Polski. W 1940 r. centralna organizacja Bundu wysłała go z okupowanej Polski na Zachód, aby tam przedstawił sytuację Żydów pod okupacją. Został zatrzymany na granicy belgijsko-niemieckiej. Uratował go wtedy Paul Spaak, późniejszy premier Belgii.

W Londynie, w powołanym przez Prezydenta RP substytucie sejmu, zasiadał nie tylko Zygielbojm. Drugim przedstawicielem społeczności żydowskiej był reprezentant syjonistów Ignacy Schwarzbart. Obaj zajmowali się zbieraniem informacji o trwającym na ziemiach polskich pod okupacją niemiecką Holokauście Żydów. Raporty pochodziły nie tylko od polskiego podziemia, ale i organizacji żydowskich: Bundu (jego kierownictwo nazwało się Centralnym Komitetem Ruchu Żydowskich Mas Pracujących) i Żydowskiego Komitetu Narodowego. Przekazywano je następnie do Światowego Kongresu Żydów i Amerykańskiego Kongresu Żydowskiego. Zygielbojm liczył na wykorzystanie wpływów i pieniędzy tych potężnych organizacji. Chodziło o wywieranie nacisku na rządy alianckie w celu pomocy polskim Żydom. Zawsze mógł liczyć na wsparcie Premiera RP Władysława Sikorskiego. Nikogo jednak wśród światowych organizacji żydowskich los Żydów, mordowanych bestialsko przez Niemców, nie obchodził. Efektów starań Zygielbojma nie było.

W 1942 roku, w swojej książce Stop Them Now. German Mass Murder of Jews in Poland, ten przywódca narodu żydowskiego napisał: „W tym miejscu muszę wspomnieć, że ludność polska udziela wszelkiej możliwej pomocy i współczucia dla Żydów. Solidarność polskiej ludności ma dwa aspekty: po pierwsze jest to wspólne cierpienie, a po drugie wspólna walka przeciwko nieludzkiemu okupantowi. Walka z prześladowcami jest ciągła, wytrwała, w konspiracji i toczy się nawet w getcie, w warunkach tak strasznych i nieludzkich, że są one trudne do opisania lub do wyobrażenia. (…) Ludność żydowska i polska pozostaje w stałym kontakcie, wymieniając prasę, informacje i rozkazy. Mury getta nie oddzieliły w rzeczywistości ludności żydowskiej od Polaków. Polskie i żydowskie społeczeństwo wciąż walczy razem o wspólny cel, tak jak walczyło przez wiele lat w przeszłości”.

Przeglądając książkę K. Mórawskiego Kartki z dziejów Żydów warszawskich, można znaleźć notatkę z 20 kwietnia 1943 r. przesłaną z walczącego getta przez Żydowski Komitet Narodowy i Bund do Londynu:

„Ludność Warszawy śledzi walkę z podziwem i wyraźną życzliwością dla walczącego getta. Zażądajcie od Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, by zwiedził również getta i obozy śmierci w Oświęcimiu, Treblince, Bełżcu, Sobiborze i inne obozy koncentracyjne w Polsce”.

28 kwietnia 1943 r. powstańcy z getta wysłali kolejną depeszę: „Natychmiastowej, skutecznej pomocy może teraz udzielić potęga aliantów. Imieniem milionów już pomordowanych Żydów, imieniem obecnie palonych i masakrowanych, imieniem heroicznie walczących i nas wszystkich na śmierć skazanych, wołamy wobec świata: Niech już teraz, a nie w mrokach przyszłości, dokona się potężny odwet aliantów na krwiożerczym wrogu – w sposób powszechnie jako rewanż zrozumiały. Niech najbliżsi nasi sprzymierzeńcy uzmysłowią sobie nareszcie rozmiary odpowiedzialności wobec bezprzykładnej, nad całym narodem popełnionej zbrodni hitlerowskiej, której tragiczny epilog teraz się odbywa. Niech bohaterski, wyjątkowy w dziejach zryw straceńców getta pobudzi wreszcie świat do czynów na miarę wielkości chwili”.

List pożegnalny Szmula Zygielbojma | Fot. domena publiczna, Wikipedia

Świat milczał dalej! Szmul Mordechaj Zygielbojm nie wytrzymał i popełnił 13 maja 1943 r. samobójstwo. W liście pożegnalnym napisał między innymi: „Nie mogę pozostać w spokoju. Nie mogę żyć, gdy resztki narodu żydowskiego w Polsce, którego jestem przedstawicielem, są likwidowane. Moi towarzysze w getcie warszawskim polegli z bronią w ręku w ostatnim bohaterskim boju. Nie było mi sądzonym zginąć tak jak oni, razem z nimi. Ale należę do nich i do ich grobów masowych. Śmiercią swoją pragnę wyrazić najsilniejszy protest przeciw bierności, z którą świat przygląda się i dopuszcza zagłady ludu żydowskiego”.

Teraz dzieci i wnuki winnych obojętności próbują zwalić na Polaków odpowiedzialność za los Żydów w okupowanej Polsce, jedyny naród, który tak masowo ratował Żydów i który nie poszedł z Niemcami na żadną współpracę. Jak napisał dziennikarz „Jerusalem Post” – tylko dwa narody spośród okupowanych w Europie nie stworzyły formacji Waffen SS i ich obywatele nie walczyli w żadnych oddziałach przy boku Niemiec. Są to Polacy i Serbowie.

W latach 90. rozmawiałam z Ireną Lasotą o roku 1968. Zapytałam ją, co jako uczestniczka wydarzeń marcowych sądzi o opinii, którą wyniosłam z domu:

Gomułka skorzystał z nagonki Rosji sowieckiej na Izrael. Po wojnie w 1967 r. z Arabami Sowieci rozpętali nagonkę na syjonistów. Trzeba pamiętać, że w PZPR trwała walka pomiędzy frakcjami. Za nacjonalistyczne odchylenia Gomułka siedział w więzieniu. Teraz mógł za zgodą Moskwy pozbyć się „syjonistów”, czyli różnych Bermanów, komunistów żydowskiego pochodzenia, którzy go do tego więzienia wsadzili. Rej wodził Moczar i Jaruzelski, który robił czystkę w wojsku. To w tym gronie powstało później stowarzyszenie „Grunwald”.

Jak zwykle oberwało się też porządnym ludziom, opozycji antykomunistycznej. Usuwani z uczelni profesorowie zwolnili miejsca tzw. docentom marcowym. To właśnie ci „mierni, ale wierni”, awansowani na docentów i profesorów, odpowiadają za opłakany stan polskiego szkolnictwa wyższego.

Oczywiście wielu Żydów bardzo przeżywało to szaleństwo partyjnych towarzyszy Gomułki. Byli też i tacy, którzy cieszyli się z możliwości wyjazdu. W PRL-u otrzymanie paszportu graniczyło z cudem. Pamiętam, jak Żyd, który naprawiał nam lodówkę i często z ojcem dyskutował, przybiegł z ciekawą propozycją: „Panie Tadeuszu, pomogę panu zostać Żydem. Ja i moi kuzynowie poświadczymy, że jest pan naszym krewnym po matce i dostanie pan paszport. Nikt nie każe panu jechać do Izraela. Wyrwie się pan na wolność!” Ojciec z propozycji nie skorzystał. Odpowiedział, że tu trzeba walczyć o wolną Polskę. Irena Lasota potwierdziła, że moi rodzice dobrze to rozgryźli.

Z przerażeniem odnotowuję antysemickie działania niektórych władz Izraela. Szkodzą własnemu narodowi. Budują antysemityzm. Prof. Dora Kacnelson z Drohobycza zamieszkała na starość w Krakowie. Na którymś spotkaniu z Michnikiem została wyzwana od antysemitek. Nie wytrzymała i odpowiedziała: Co? Ja, Dora Kacnelson – antysemitką? Mój ojciec w Bundzie współpracował z Piłsudskim, a stryj był współtwórcą państwa Izrael i ja mam być antysemitką?! Michnik nie jest chyba Żydem, bo jest na to za głupi! Już wiem, kto i jak tworzy antysemityzm w Polsce!

Pani ambasador Izraela przy pomniku Obrońców Getta Warszawskiego, mówiąc o ludziach pomagającym Żydom, wspomniała Karskiego i Bartoszewskiego. Ciekawe, że zapomniała o rotmistrzu Pileckim i Zofii Kossak-Szczuckiej, najważniejszej postaci Żegoty, która strukturę wymyśliła i była jej główną organizatorką. Bartoszewski jakoś nigdy nie był mi w stanie wytłumaczyć, jak to się stało, że ze względu na stan zdrowia opuścił Auschwitz. Ja słyszałam tylko o takich, którym to się udało, ale przez komin krematorium.

Pani ambasador w wywiadzie stwierdziła, że znowelizowana ustawa o IPN nie jest potrzebna, gdyż w Izraelu wszyscy wiedzą o tym, że obozy nie były polskie. Pani ambasador nie wie, czy kłamie w żywe oczy?

Tymczasem jeden z ważniejszych polityków Izraela, kandydat na premiera – Jair Lapid parę dni temu wyraził swoje zdanie na ten temat: „Całkowicie potępiam nowe polskie prawo, które próbuje zaprzeczyć polskiej odpowiedzialności za Holokaust. Ta zbrodnia została zapoczątkowana w Niemczech, ale setki tysięcy spośród Żydów, którzy zostali zamordowani, nawet nie spotkało niemieckiego żołnierza. Polskie obozy śmierci były i żadne prawo tego nie zmieni”.

Cóż może wiedzieć przeciętny obywatel Izraela, który był na wycieczce w Polsce, gdzie pokazywano mu obozy i przestrzegano przed ponoć niebezpiecznymi kontaktami z tubylcami? Piotr Hlebowicz był świadkiem, jak w Krakowie wykręcono ręce człowiekowi tylko za to, że szedł za grupą młodzieży żydowskiej.

Oby chęć zysku i błyszczące srebrniki nie zmąciły rozumu narodowi wybranemu! Bóg był dla Was łaskawy – po tysiącach lat macie znowu własne państwo. Pomogli wam w tym Polacy i wychowywani w Polsce od setek lat Żydzi, którzy nauczyli się kochać przede wszystkim wolność.

A tak na marginesie, trzeba się przyjrzeć, kiedy ten antypolonizm w środowiskach żydowskich rozkwitł: czy aby nie po wypuszczeniu masowym Żydów ze Związku Sowieckiego w końcówce lat 70. i w latach 80. XX wieku? Ciekawe, czy Żydzi to byli, czy KGB-iści?

Tak czy inaczej, zaczynam współczuć Żydom. Puszka Pandory została otwarta. Wypuścili na świat demony antysemityzmu.

Artykuł Jadwigi Chmielowskiej pt. „Żydzi – nakręcona spirala” znajduje się na s. 1–2 dodatku „Polacy i Żydzi” do lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jadwigi Chmielowskiej pt. „Żydzi – nakręcona spirala” na s. 2 dodatku „Polacy i Żydzi” do lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl

Prof. Jan Żaryn: Nie możemy przegrać batalii o historię z Izraelem, nawet jeśli będzie to bardzo kosztowna walka

Zdaniem gościa Poranka Wnet zapisy nowelizacji ustawy o IPN w zakresie karania za zbrodnie ukraińskie powinna zostać znowelizowana, ponieważ zawiera liczne nieścisłości i błędy.

Zdaniem gościa Poranka Wnet prof. Jana Żaryna, senatora PiS, można było przewidzieć konflikt na linii Warszawa Tel Awiw: Burza, jaką wywołała nowelizacja ustawy o IPN była do przewidzenia. Nie sama nowelizacja jest tutaj najistotniejsza, ale cały segment spraw, które musiały kiedyś zostać poruszone w relacjach polsko-żydowskich. W aspekcie historycznym głównym problemem jest pytanie, czy społeczność żydowska ma prawo do monopolistycznej interpretacji II wojny światowej według narracji Holokaustu, czy też istnieje miejsce na pokazanie także prawdy o cierpieniach Narodu Polskiego.

Batalii o prawdę historyczną z nie możemy przegrać, nawet jeżeli będziemy musieli ją okupić bardzo daleko idącymi ofiarami, w postaci pomówień czy wstawiania nas do „konta”. Skoro już Izrael zdecydował się tak nerwowo zareagować, to musimy kontynuować szerzenie prawdy o II wojnie światowej – podkreślił prof. Jan Żaryn.

Senator Prawa i Sprawiedliwości podkreślił, że od kwestii historycznych, znacznie ważniejszy jest wymiar finansowy spory ze środowiskami żydowskimi: Zbliżamy się do rozwiązania bardzo poważnych zaniedbań w kontaktach polsko-izraelskich, związanych z ustawą reprywatyzacyjną. To jest oczywiście ten moment, który będzie rozstrzygający, jeśli chodzi o, mówiąc kolokwialnie, dogadanie się między Polakami a Żydami.

Jan Żaryn przyznał, że zapisy przygotowane przez klub Kukiz’15 o penalizacji propagowania baderyzmu, dalece odbiegają od zasad poprawnej legislacji: Wiemy po debacie sejmowej, że te zapisy stygmatyzujące narodowościowo Ukraińców, został wprowadzony jako segment zewnętrzny do wcześniej przygotowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości ustawy i niewątpliwie z punktu widzenia językowego ten segment nie pasuje do pozostałych zapisów. (…) Myślę, że to był polityczny kompromis między PiS a Kukiz’15. Chciano, żeby tutaj nastąpił konsensus.

Zapisy dotyczące zbrodni ukraińskich, są słuszna merytorycznie, ale można byłoby je mądrzej zapisać. Pytanie, dlaczego senat tego nie zmienił – podkreślił w Poranku Wnet prof. Jan Żaryn.

Zdaniem gościa Poranka Wnet niezbędna będzie nowelizacja przyjętych zapisów w zakresie zakazu propagowania ideologii ukraińskich nacjonalistów: Dlatego powtarzam, kiedy kwestia nowelizacji zostanie wyciszona w sferze międzynarodowej, związanej z relacjami polsko-żydowski, zapewne trzeba będzie ją [nowelizację do ustawy o IPN] udoskonalać. Myślę, że takim momentem właściwym będzie i tak czekająca nas w parlamencie nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która ureguluje podział kompetencji między IPN a Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

ŁAJ

Repetowicz : Polska nie zamyka się na pomoc i wsparcie dla uchodźców

Witold Repetowicz, dziennikarz i badacz współczesnych konfliktów bliskowschodnich wypowiedział się na temat najnowszych wydarzeń w tym regionie oraz panującej tam sytuacji polityczno-gospodarczej.

Dziennikarz  nawiązał również do stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a krajami azjatyckimi. Stwierdził, iż wizyta premiera Mateusza Morawieckiego miała duże znaczenie ze względu na kontynuację oraz rozszerzenie współpracy gospodarczej na linii Polska-Azja, a także wspomniał o ważnym aspekcie działań humanitarnych, w tym pomocy dla uchodźców.

Ten drugi aspekt jest tym bardziej istotny, biorąc pod uwagę to iż tematyka pomocy dla uchodźców oraz polityki rządu w tej sferze często bywała i bywa celem ataków na rząd Morawieckiego szczególnie przez państwa zachodnie.

Wizyta premiera pokazała, że Polska nie zamyka się na pomoc i wsparcie dla ludzi zbiegłych ze swoich ojczystych krajów z powodów prześladowań wojennych tylko obrała inną strategię. Warto wspomnieć tu o pomocy finansowej, chociażby 10 mln dolarów dla uchodźców z Syrii.

Dziennikarz wspomina o działaniach największej polskiej organizacji humanitarnej, czyli „Polska Humanitarna”, nawiązując do wcześniejszych ich działań także na terenie Polski w tym pomoc dla około 40 tys. Libańczyków. Działania te zostaną znacznie rozszerzone, o czym mówił Morawiecki także w trakcie wizyty w Libanie. Pomoc niesiona w takiej formie jak czyni to wspomniana organizacja, zdaje być skuteczna. Nietrafiona jest zatem krytyka opozycji jakoby była jedynie „efekciarska”, oparta na finansach i relokacji:[related id=”35720″]

” Tym bardziej dziwi to w świetle tego, że rząd Ewy Kopacz obcinał środki na pomoc uchodźcom” – stwierdzi Repetowicz. Warto nadmienić także że te 10 mln dolarów, które są przeznaczone na pomoc, pozwoli zbudować całe osiedle dla Syryjczyków, oraz zapewnić im odpowiednie warunki bytu.

Na sam koniec gość Radia Wnet porównał koszt utrzymania jednego uchodźcy. W Libanie jest on porównywalny z kosztem utrzymania 7-8 uchodźców w Europie, głównie ze względów mieszkaniowych oraz klimatycznych. Zimy w Libanie są bardzo srogie, co skazało wielu ludzi na śmierć poprzez zamarznięcie. Repetowicz obwinia za to także politykę prowadzoną wobec uchodźców przez rządy Ewy Kopacz.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

jn

Koloseum: „Ukrzyżowani” – rekolekcje wielkopostne z ks. Rafałem Cyfką/Zbigniew Stefanik/Ewa Tylus

Rozpoczyna się cykl 10 filmików, w których ks. Rafał Cyfka opowie nam 10 niezwykłych historii o prześladowanych chrześcijanach. Pierwszy klip pojawi się w Środę Popielcową o godzinie 10 w internecie.

Nagrania będą zamieszczane na stronie internetowej: www.wroclaw.gosc.pl i na profilu Facebook Gościa Wrocławskiego.  Warto wziąć udział w tym wydarzeniu i przeżyć z nami niezwykły czas Wielkiego Postu! Z tymi, którzy płacą najwyższą cenę za wyznawanie swojej wiary. Pierwszy klip pojawi się w Środę Popielcową o godzinie 10. Gościem Koloseum był ks. Rafał Cyfka, dyrektor Biura Regionalnego PKWP w Krakowie.

Usłyszymy m.in. historie: 4-letniego Haniego z Aleppo, który w szpitalu szukał Jezusa, 17-letniego Aymana z Egiptu, który nie zaparł się krzyża, będąc jedynym chrześcijańskim uczniem w klasie, piosenkarki Helen Berhani z Erytrei, która spędziła 36 miesięcy w wojskowym więzieniu i nie wyrzekła się wiary. Problem prześladowań naszych braci w wierze jest globalny. Mówimy, że co 5 minut z powodu przynależności do Chrystusa ginie jeden człowiek.

Gościem Koloseum był też Zbigniew Stefanik, który opowiedział o sytuacji wojennej na Bliskim Wschodzie.

Prosimy o modlitwę dla Syryjczyków, którzy przeżywają wojnę, która nie kończy się. W wyniku nalotu w Syrii zginął mały Elias, Syryjczyk, któremu pomagało Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi  w Potrzebie. PKWP cały czas pomaga w miejscu konfliktu. A Syryjczycy przeżywają wciąż Wielki Piątek.

Zapraszamy także do wysłuchania felietonu ks. Andrzeja Pasia z PKWP „Zima na Czarnym Lądzie”. Liczba uchodźców wewnętrznych w Afryce ciągle się zwiększa się, a grupy terrorystów atakują chrześcijan.

 

Audycję prowadziła Ewa Tylus

Cała audycja:

Sąd Najwyższy Pakistanu: Obchody walentynek naruszają konstytucję i ograniczają podstawowe prawa człowieka

Sąd Najwyższy Pakistanu potwierdził zakaz publicznych obchodów walentynek oraz mówienia o nim w mediach – alarmuje Stowarzyszenie Pakistańskich Nauczycieli Mniejszościowych.

Komunikat wydany przez Stowarzyszenie Pakistańskich Nauczycieli Mniejszościowych odnosi się do rozporządzenia wydanego przez organy rządowe, które zobowiązuje media, by nie promowały obchodów święta zakochanych.

Zarządzenie pojawiło się po decyzji Sądu Najwyższego Pakistanu, który potwierdził wydany już w ubiegłym roku zakaz, będący reakcją na skargę wniesioną przez muzułmańskiego obywatela, według którego walentynki są sprzeczne z doktryną islamu.

Stowarzyszenie Pakistańskich Nauczycieli Mniejszościowych zauważa, że przestrzeń społeczna dla pluralizmu, dla mniejszości religijnych jest w tym kraju coraz mniejsza. Rząd powinien zagwarantować równość i chronić ich prawa. Jeśli tak się nie stanie, wyznawcy innych religii, zwłaszcza chrześcijanie i hinduiści będą zmuszeni do emigracji.

KAI/WJB

Prof. Żurawski vel Grajewski: Ustawa o IPN w zakresie karania za banderyzm jest groteskowa i powinna być zmieniona

Zdaniem profesora reakcja Izraela na ustawę o IPN była powiązana z kwestią reprywatyzacji. Ustawa reprywatyzacyjna powinna zostać odłożona, aby nie kumulować konfliktów z partnerami zagranicznymi.

Z profesorem Przemysławem Żurawskim vel Grajewski, politologiem i historykiem wykładowcą Uniwersytetu Łódzkiego, specjalistą od polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa narodowego, rozmawialiśmy o kryzysie dyplomatycznym w relacjach z Izraelem oraz w mniejszym stopniu ze Stanami Zjednoczonymi wokół nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.

Zdaniem prof. Żurawskiego vel Grajewskiego nie można było przewiedzieć skali reakcji Tel Awiwu na nowelizację ustawy o IPN: Nie dało się przewidzieć sytuacji na wewnątrz izraelskiej scenie politycznej, a to tam upatrywałbym przyczyny rozpętania całego konfliktu. Nie dało się przewidzieć, że premier Netanjahu znajdzie się pod trzema oskarżeniami. To znaczy zarzutami natury korupcyjnej wobec samego premiera, afery obyczajowej, w jaką zamieszany jest jego syn, oraz oskarżeniami dotyczącymi żony przemienia, która miała bardzo niestosowanie traktować zatrudnionych w domu szefa rządu pracowników.

Fakt, że ta ustawa była konsultowana z ambasadą izraelską i do czasu uchwalenia nie zgłaszano żadnych drastycznych zastrzeżeń, a te zgłaszane zostały uwzględnione, spowodował przyjęcie założenia, że nowelizacja nie wywoła tak silnej reakcji. (…) Przy niskich notowaniach obozu rządzącego nastąpiła polityczna licytacja, kto jest lepszym obrońcom żydowskiej pamięci o Holokauście – podkreślił profesor odnosząc się do radykalnych wypowiedzi izraelskich polityków, pod adresem nowelizacji oraz postawy Państwa i Narodu Polskiego w czasie II wojny światowej.

Prof. Żurawskiego vel Grajewskiego podkreślił, że po wybuchu kryzysu dyplomatycznego, ustawa trzeba było przyjąć: Przy poważnych błędach zawartych w tej ustawie, w sytuacji nacisku międzynarodowego ustawę trzeba było uchwalić, a prezydent musiał ją podpisać.

Jak wskazał profesor część zapisów ustawy o IPN wymaga nowelizacji: Szczególnie część dotycząca kwestii ukraińskich, gdzie mamy taki groteskowy zapis, który mówi o odpowiedzialności za kolaboracje z III Rzeszą w latach 1925-1950, kiedy to państwa funkcjonowało w latach 1933-45. I można wiele takich uchybień pokazać w tej części nowelizacji o IPN.

Przemysław Żurawski vel Grajewski wskazał, że przepisy zawarte w ustawie o IPN: Podważają porządek prawny II Rzeczpospolitej, zawierając absurdalną konstrukcję o zbrodniach ludobójstwa w latach 1925-39, czyli w okresie istnienia Państwa Polskiego. Nie wiem, czy komukolwiek są znane zbrodnie ludobójstwa dokonane na terytorium Rzeczypospolitej w trakcie jej istnienia. Wtedy przestępstwa popełnienie przez obywateli II Rzeczpospolitej, bez względu na ich narodowość, były ścigane zgodnie z zasadami prawnymi, łącznie z zasadą przedawnienia. Te zapisy z punktu widzenia historii są groteskowe.

Kwestia reparacji nie była bezpośrednim powodem reakcji Izraela na nowelizację ustawy o IPN, ale wpłynęło na jej intensywności. Te dwie sprawy się łączą – zaznaczył prof. Żurawski vel Grajewski.

Profesor zaznaczył, że kwestie reparacji powinno się przełożyć na inny termin: Nie należy toczyć wszystkich bitew jednocześnie. Czym innym jest obrona zasad, a czym innych gra taktyczne w zakresie jej obrony. Popierałbym takie prowadzenie tych spraw, aby nie kumulować wszystkich konfliktów w jednym czasie. (…) Z punktu widzenia potrzeb polityki międzynarodowej gra na czas byłaby dobrym ruchem.

Tematem rozmowy była również kwestia polskiej polityki w regionie Bliskiego Wschodu oraz wzajemnych relacji z Berlinem w kontekście toczącego się procesu reformy Unii Europejskiej.

ŁAJ

Premier Morawiecki dzień 65: Wizyta na Bliskim Wschodzie

Prezes Rady Ministrów udaje się dziś z wizytą do Libanu. Spotka się tam m.in. z prezydentem i premierem tego kraju. Rozmowy mają dotyczyć spraw bieżących, w tym migracji i pomocy dla uchodźców.

 

Premier Mateusz Morawiecki spotkał się w poniedziałek w Bejrucie z premierem Libanu Saadem Haririm. Szef polskiego rządu złożył również wieniec pod pomnikiem byłego premiera tego kraju Rafika Haririego.

Mateusz Morawiecki od poniedziałku przebywa z dwudniową wizytą w Libanie. Po złożeniu wieńca pod pomnikiem byłego premiera Libanu Rafika Haririego szef polskiego rządu wpisał się do księgi pamiątkowej.

Wieczorem premier Morawiecki udał się do Kancelarii Premiera Libanu, gdzie spotkał się z szefem rządu Saadem Haririm oraz także wpisał się do księgi pamiątkowej.

Dziękuję za waszą otwartość i przyjaźń – napisał szef polskiego rządu. Mateusz Morawiecki we wpisie wyraził nadzieję na dobrą przyszłość relacji polsko-libańskich oraz pokój. We wtorek natomiast szef polskiego rządu spotka się w Baabdzie z prezydentem Libanu Michelem Aounem oraz odwiedzi polski cmentarz wojenny.

Premier będzie także rozmawiał z pracownikami Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej z Kubajat, którzy organizują pomoc dla znajdujących się w Libanie uchodźców z Syrii.

Szef KPRM Michał Dworczyk w piątek w TV Trwam wskazał, że podczas wizyty Morawieckiego w Libanie: Będą omówione sprawy związane z jednej strony z tym, co Polska postuluje, czy PiS postuluje od dawna, mianowicie z pomocą uchodźcom tam, gdzie rzeczywiście ta pomoc jest najbardziej potrzebna, czyli w regionie, gdzie są problemy.

Zapowiedział, że Morawiecki ogłosi projekty, które będą realizowane wspólnie z Libanem. Tematem tego wyjazdu będzie również współpraca gospodarcza – mówił Dworczyk.

Liban będzie odbudowywał, będzie restrukturyzował sieć kolejową, partnerzy nasi z Bejrutu sygnalizowali, że są zainteresowani w tym zakresie (…) Na pewno tematy dotyczące całego regionu znajdą się w temacie tych rozmów – poinformował Michał Dworczyk.

 

ŁAJ/PAP

Sprawiedliwi – niesprawiedliwi. Prawda w mozaice relacji polsko-żydowskich / Wiesław Jan Wysocki, „Kurier WNET” 44/2017

Tuż przed wojną Polska zdążyła przygarnąć jeszcze 15 tys. Żydów z III Rzeszy; i to w sytuacji, gdy prasa zachodnia rozpisywała się o antysemityzmie nad Wisłą, a nie na obszarach między Renem a Odrą.

Wiesław Jan Wysocki

Sprawiedliwi – niesprawiedliwi

Historia Żydów polskich jest częścią historii narodu polskiego. Stanowili w niej ważną i twórczą cząstkę krajobrazu naszego życia politycznego, społecznego i kulturalnego, a przede wszystkim ekonomicznego. Pomijanie tych wiekowych relacji byłoby błędem, podobnie jak jednostronne jest widzenie wspólnoty żydowskiej w izolacji od społeczności chrześcijańskiej. Dotyczy to w równym stopniu występującej w historiografii żydowskiej orientacji eksponującej wyłącznie wątek martyrologiczny i apologetyczny oraz uwypuklającej jedynie niesprawiedliwości i zbrodnie popełnione na Żydach.

– Nic, co będzie powiedziane o wyjątkowości związków, które rozwijały się przez setki lat między naszymi dwoma narodami – oświadczył prezydent Izraela Herzog w polskim parlamencie 28 maja 1992 r. – nie będzie przesadą. W tych wzajemnych stosunkach były okresy pogodne i chwalebne. Były też okresy chmurne i tragiczne. Razem tworzyły mozaikę, której skomplikowana struktura odbija się jak w lustrze w waszej i naszej historii.

Pod koniec XIX stulecia, w wyniku przesiedleń Żydów, tzw. Litwaków, z głębi imperium rosyjskiego, zachwiane zostały proporcje między społecznością rodzimą a „rodzimymi cudzoziemcami”, jak niekiedy z estymą nazywano Żydów. Postępująca dominacja tych ostatnich w niektórych dziedzinach życia publicznego wywoływała reakcje o podłożu nacjonalistycznym. Niektóre polskie ugrupowania polityczne wysuwały program ograniczenia aktywności Żydów i popierały tendencje migracyjne, ale nawet najbardziej nacjonalistyczne siły nie miały nic wspólnego z rasistowskim antysemityzmem.

W okresie międzywojennym, do wybuchu II wojny światowej Polska w niczym nie ograniczyła praw mniejszości żydowskiej; nie został wydany ani jeden restrykcyjny akt ustawowy lub administracyjny. Ustawodawstwo nasze zapewniało równość wszystkim – bez wyjątku – obywatelom. Żydzi mieli możność prawnego uregulowania samorządności własnych gmin, rozwinęli szkolnictwo, oświatę i autonomiczną kulturę. Mimo tak korzystnego położenia, część społeczności żydowskiej wysuwała różne pretensje wobec państwa polskiego.

Trzeba pamiętać, że tuż przed wojną Polska zdążyła przygarnąć jeszcze 15 tys. Żydów z III Rzeszy; działo się to w sytuacji, gdy prasa zachodnia rozpisywała się o antysemityzmie nad Wisłą, a nie na obszarach między Renem a Odrą, gdzie ówczesne władze niemieckie inspirowały oraz sankcjonowały prześladowania i pogromy Żydów.

Ziemie Rzeczypospolitej od 1939 r. znalazły się pod dwiema okupacjami – niemiecką i sowiecką. Wiele czynników sprawiło, że o pierwszej wiemy wiele; druga zaś wciąż pozostaje zmistyfikowana i przekłamana, zarówno w znacznej części świadomości społeczeństwa polskiego, jak i opinii międzynarodowej. Okupanci niemieccy i sowieccy zgoła inaczej postrzegali mniejszości narodowe, zwłaszcza Żydów – „byłych” obywateli podbitej Polski. Sowieci w mniejszościach widzieli popleczników (czytaj: inwigilatorów i wykonawców) swoich antypolskich planów.

W przeciwieństwie do sowieckiego sojusznika, Niemcy z kolei nakazali Żydom noszenie Gwiazdy Dawida, konfiskowali ich majątki, dokonywali eksmisji, ograniczyli swobodę poruszania się i przymuszali do pracy na rzecz Rzeszy. W pierwszym okresie okupacji nie było masowych aresztowań Żydów, tortur na gestapo, deportacji do więzień i obozów koncentracyjnych, które to formy eksterminacyjne stały się udziałem elit społeczeństwa polskiego, zwłaszcza inteligencji.

Po zerwaniu paktu Hitlera i Stalina i ataku hitlerowskich Niemiec na stalinowski Związek Sowiecki, w Berlinie 20 stycznia 1942 r. postanowiono ostatecznie rozwiązać kwestię żydowską, jak enigmatycznie określono program eksterminacji europejskich Żydów, a ściśle gigantyczne ludobójstwo z całym zaangażowaniem aparatu niemieckiego. Teoria rasistowska wsparta filozoficznymi i prawnymi atrybutami III Rzeszy przyniosła shoah.

Nie przypadkiem na miejsce ostatecznego rozwiązania wybrano ziemie polskie, gdyż – pomijając inne względy – oba żyjące obok siebie przez stulecia narody jednakowo skazane zostały na unicestwienie; na Żydach (i Romach) hitlerowcy wykonywali wyrok śmierci w sposób masowy, Polacy zaś byli zabijani w tempie spowolnionym, a ich masową eksterminację odłożono na czas „po wojnie”.

Najstraszniejsze w dziejach ludzkości ludobójstwo, masakra kilku milionów Żydów w Polsce, obranej przez Hitlera jako plac straceń; krew i popioły tych ofiar, które wsiąkły w ziemię polską, stanowią istotną więź, która spoiła Polskę z narodem żydowskim i od której uwolnić się nie jest w naszej mocy (Maria Czapska, 1957).

Na tym tle sprawa Jedwabnego nie wydaje się tak oczywista, jak wielu chce ją postrzegać…

Sprawa związana z mordem dokonanym w Jedwabnem jest dziś postrzegana na kilku płaszczyznach, które trudno ze sobą pogodzić ze względu na całkowicie różne cele. Dominująca i najbardziej krzykliwa jest płaszczyzna polityczna. I choć wydaje się, że niektórym osobom szczególnie zależy na nagłośnieniu politycznym, to tu ono jest najmniej ważne. Istotną sferą jest dociekanie prawdy historycznej. Nie jest ono proste, gdy w kwestie faktograficzne bezwzględnie wdzierają się politycy ze swoimi doraźnymi racjami, co często daje w sumie efekt kiepski warsztatowo, z ogranymi efektami, tylko „aktorzy” wydają się nadto wytrawni.

Przez wiele lat powojennych wzruszały i poruszały moralnie szkice Zofii Nałkowskiej „Medaliony”. Nałkowska pracowała w Komisji Badania Zbrodni Niemieckich i zebrany materiał faktograficzny poddała pisarskiej (oszczędnej zresztą) obróbce. Gdyby jednak komuś na podstawie tych szkiców przyszło dokumentować faktory życia w okupowanej Polsce, to bardzo wielu uznałoby tę publikację za jednostronną i tym samym deformującą rzeczywistość. Podobnie rzecz ma się w stosunku do pracy prof. Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”, wobec którego można mieć znacznie większe zarzuty metodologiczne, aż po świadome przekłamania i manipulacje.

O co tu chodzi?

Dziś historyk musi być policjantem, gdyż ma podejmować liczne wątki śledztwa, stawiać i analizować hipotezy; musi być oskarżycielem, by formułować zarzuty; być sędzią, który wyrokuje po rozważeniu wszelkich okoliczności pro i contra; i musi być też obrońcą, który szuka okoliczności i motywów przemawiających na rzecz oskarżonego. Nie wolno mu też zapominać o racjach i szacunku wobec ofiary. Taka konstrukcja procesowa wymaga od historyka obiektywności i umiejętności wieloaspektowego działania. Co więcej, postawienie przez historyka kropki nad przysłowiowym „i” nie kończy sprawy raz na zawsze. Historia jest nauką żywą, a przez to także konfrontacyjną, nowe fakty mogą przekreślić wcześniejsze ustalenia. Trzeba więc pokory badacza wobec badanej materii.

Chyba jednak coraz mniej o historię tu chodzi…

Rabin Michael Schudrich wielce mądrze dostrzega w Jedwabnem szansę pojednania. Prawdziwe pojednanie musi mieć strony i musi być WZAJEMNE, jak to miało miejsce z głośnym: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Idea pojednania spełni się, gdy w Jedwabnem, oprócz macewy upamiętniającej pomordowanych Żydów, stanie pomnik oddający hołd tamtejszym Polakom, wywiezionym w głąb imperium sowieckiego przez NKWD i – jak wiele wskazuje – przez współpracujących z Sowietami tych właśnie Żydów.

Boję się, że tu jest istota prawdy o Jedwabnem i bez obustronnego zrozumienia tego nie będzie ani prawdziwego pojednania, ani też nie będzie pragnienia poznania całej faktografii, a tylko doraźne racje polityczne będą podbijały emocje, resentymenty, stereotypy.

Podobnie ma się sprawa z uznaniem, że odpowiedzialnymi za katowskie dzieło czasu wojny, za kacety, za shoah, za holocaust Żydów, Romów, Polaków… odpowiedzialni są NAZIŚCI, którzy po dziesiątkach lat tej anonimowości już nie są Niemcami i mogą być z powodzeniem utożsamiani z… Polakami. A stąd już tylko krok – coraz częściej czyniony właśnie przez społeczeństwo niemieckie – do mówienia o POLSKICH obozach.

Fakty społeczne

Wciąż pozostaje daleki od jednoznaczności i zakwalifikowania problem kolaboracji i postaw pochodnych – od narodowego zaprzaństwa do zdrady. Kwestia kolaboracji z okupantem niemieckim nie budzi wątpliwości i jest traktowana jednoznacznie, zarówno w przeszłości przez władze Polski Podziemnej, jak i w powojennych ocenach. Inaczej ma się rzecz w przypadku kolaboracji z okupantem sowieckim, kiedy to nastąpiła wyraźna współpraca szeregu osób i całych środowisk z NKWD i innymi instytucjami sowieckimi, bynajmniej nie tylko Żydów, ale ich chyba dotyka w największej skali.

Jest to pochodna sytuacji, jaka nastąpiła w drugiej połowie XIX stulecia, gdy na tereny zamieszkałe przez Polaków i różne mniejszości narodowe (nazywane w przeszłości „rodzimymi cudzoziemcami”, co dotyczyło też „rodzimych” Żydów), pozostające we względnie dobrej koegzystencji, wlała się masa rosyjskich Żydów, tzw. Litwaków, wygnana na zachodnie obrzeża imperium carskiego, a więc na dawne ziemie Rzeczypospolitej. Zachwiali oni nie tylko proporcje ludnościowe, ale byli też elementem obcym cywilizacyjnie, kulturowo, językowo oraz nastawionym prorosyjsko i antypolsko. Dlatego, gdy nadchodzili „swoi” w 1920 i 1939 r., budowali bramy powitalne i włączali się do sił represyjnych.

Bałamutne są tłumaczenia, że była to postawa samoobronna społeczności żydowskiej. Kłam tej tezie zadaje fakt represjonowania polskich Żydów, spolonizowanych i czujących się obywatelami Rzeczypospolitej – a było ich naprawdę dużo – przez sowieckie władze bezpieczeństwa; byli oni traktowani jako Polacy. A jakie trudności mieli ci Żydzi, którzy przyznali się do obywatelstwa polskiego po słynnej „amnestii” sowieckiej w 1941 roku?

Drugą stroną tego był udział Żydów w Komunistycznej Partii Polski, partii nie tylko agenturalnej, ale i programowo dążącej do zniszczenia państwowości polskiej; termin „żydokomuna” nie był propagandowym wymysłem, ale odzwierciedleniem faktów społecznych. Schemat ten powielany był przez późniejsze struktury polityczne, zwłaszcza w okresie powojennego 12-lecia (1944–1956), aż stał się stereotypem.

Jeżeli nie zrozumiemy tych powszechnych urazów polskich wobec społeczności żydowskiej (a w środowiskach lokalnych mogło dochodzić do ich spotęgowania), to znaczy, że nie chcemy znać historii, a tylko uprawiać politykę podżegania. Jeżeli nawet przywołany kontekst nie znajdzie potwierdzenia w Jedwabnem (takiej tezy nie można wykluczyć w postępowaniu badawczym, choć wiele wskazuje na coś wręcz przeciwnego), to nie wolno nikomu obciążać odpowiedzialnością za zbrodnię w Jedwabnem Kościoła w Polsce ani narodu i państwa polskiego.

„Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat” – wyryto na medalu przyznawanym przez Instytut Pamięci Bohaterów i Męczenników Jad Washem; droga na jerozolimskie Wzgórze Pamięci rozpoczyna się w sercu człowieka, w jego szlachetnie miłosiernym pochyleniu się nad drugim cierpiącym człowiekiem. Wielu potrafiło sprostać próbie czasów pogardy. Trzeba przy tym pamiętać, że pomoc Żydom mogła być okupiona życiem własnym i osób najbliższych.

Na zachodzie Europy Niemcy stosowali terror – wyłączając Żydów – wyłącznie wobec aktywnych swych przeciwników, gdy w okupowanej Polsce (oraz w Rosji i Jugosławii) wobec całego społeczeństwa. Podówczas otwarty, publiczny protest przeciwko zbrodniom nazistowskim był niemożliwy, jak świadczy los warszawskiej Rady Adwokackiej, dla protestujących tragiczny i – o ile pominiemy wymiar etyczny – dla prześladowanych jałowy.

Pomoc, by była skuteczna, musiała być w pełni utajniona, wręcz niezauważalna… Żadne okupowane społeczeństwo – poza polskim – nie stworzyło tego rodzaju organizacji międzypartyjnej, o bardzo zróżnicowanym obliczu politycznym, podporządkowanej władzom Państwa Podziemnego i przez nie dotowanej, i tak aktywnej jak Rada Pomocy Żydom „Żegota”. Dziś możemy stwierdzić, że w dzieło ratowania Żydów zaangażowanych było kilkaset tysięcy Polaków. Oczywiście, wszystko to nie było działalnością na miarę potrzeb, a jedynie – możliwości. Polska Podziemna zrobiła jednak wiele, by zbrodnie umniejszyć, a ciemiężonym dopomóc. I zawsze otwarte i bez odpowiedzi pozostanie pytanie, czy zrobiono wszystko?!

To samo pytanie dotyczy wszakże i społeczności żydowskiej…

Wszak polski Żyd mający „aryjskich” krewnych mógł liczyć na ich pomoc, choćby rodzina składała się z samych antysemitów – pisał nie kto inny jak Emanuel Ringelblum. To w katolickim czasopiśmie konspiracyjnym „Prawda” (numer z sierpnia–września 1943 r.) czytamy znamienne słowa: „Żydów musimy ratować, chociaż chwilami odnosi się wrażenie, że mając do wyboru Niemców, którzy ich mordują, lub nas, którzy ich przechowujemy, oni wybraliby Niemców”.

Czyż nie są to zbyt mocne słowa?

Odważę się na tezę dla wielu może kontrowersyjną, że Polacy skłonni byli dostrzegać raczej wspólne z Żydami cierpienie niż wspólną z Niemcami religię chrześcijańską.

Z naszych przewin nikt nas nie uwolni; musimy zdać z nich rachunki – ze stereotypu Żyda-wroga Polski, Żyda-komunisty, Żyda-paskarza i innych podobnych, które zaminowały teren wspólnych doświadczeń egzystencjalnych i po drugiej stronie umacniały stereotyp Polaka-antysemity.

Każdy naród ma swoją ciemną stronę i margines społeczny; Polacy mieli swoich szmalcowników i kolaborantów, Żydzi – Żydowską Służbę Porządkową w gettach, konfidentów i zdrajców. Przypominam to nie dlatego, by judzić, ale by sprawy typowo kryminogenne postrzegać wyłącznie jako marginalia społeczne, typowe dla wszystkich społeczności i wspólnot. Trzeba też pamiętać, że zawsze źródłem ekscesów – jakie sporadycznie miały miejsce – była erozja etosu wywiedzionego z Dekalogu i Ewangelii.

Wspólnota losu

Wspomniałem o konieczności obustronnej dobrej woli przy pojednaniu; nie mogą być podtrzymywane zarzuty wyssane z palca o polskich obozach koncentracyjnych i wrodzonym antysemityzmie Polaków. Ile razy trzeba udowadniać, że na okupowanych ziemiach państwa polskiego miał miejsce holokaust, gdyż w pierwszej fazie chciano „ostatecznie rozwiązać” problem żydowski i cygański, następnie problem polski. Nazistowskie plany ludobójstwa nie są przecież dziś tajemnicą. Ale pomówienia wywołują urazy; w nawiązaniu do nich mówił z wyrzutem sir Horace Rumbold, ambasador wielkiej Brytanii: „Bardzo mało korzyści przynosi Żydom wybieranie jako przedmiotu krytyki i zemsty jednego kraju, w którym zapewne najmniej ucierpieli”.

Wcześniej przy okazji omawiania aspektów religijnego i moralnego stosunku polskich Żydów i polskich katolików w czasie II wojny światowej w okupowanej Polsce pozwoliłem sobie na sformułowanie, iż ci ostatni wspólnie ze społecznością żydowską przeżywali cierpienie pierwszych i było im do nich bliżej niż do poczucia wspólnoty z niemieckimi chrześcijanami. Tezę tę podtrzymuję szczególnie w świetle dzieła „Żegoty” (specjalnej komórki Polskiego Państwa Podziemnego, której zadaniem była pomoc Żydom) i błogosławionej postawy kilkuset tysięcy Polaków, którzy z narażeniem życia swojego i najbliższych ratowali swoich braci Żydów.

Robili to także ci, którzy wcześniej nie zawsze byli życzliwi wpływom, zwłaszcza ekonomicznym, społeczności żydowskiej w państwie polskim i uchodzili za antysemitów. Dlatego ze zdumieniem przyjąłem opór społeczności żydowskiej, by tych szlachetnych „ratujących jedno życie” upamiętnić imiennie na pomniku w Warszawie. Nie było dla tego pomnika miejsca vis á vis pomnika Bohaterów Getta, nie było i gdzie indziej w stolicy… Czy pytanie „dlaczego?” nie będzie w tym miejscu niestosowne?!

Czy poetyckie kłamstwo Miłosza o karuzeli przy murze getta, usprawiedliwione wprawdzie metaforyką wiersza, będzie stemplem dzielącym dwa światy? Czy będzie powielane oskarżenie „fundamentalistów” o „zbrodnię zaboru ducha” wobec 23 żeńskich i 12 męskich zgromadzeń zakonnych, które w prawie 100 domach zakonnych w całym okupowanym kraju ukrywały Żydów? Postrzeganie Kościoła jako prześladowcy – lub byłego prześladowcy – Żydów ma wiele odcieni, od obojętności i bierności po udział w zbrodni, co w odniesieniu do ratowania dzieci żydowskich jest świadomym wyborem nieprawdy.

Historia Żydów polskich jest częścią historii Narodu Polskiego, którego stanowili cząstkę ważną i twórczą w krajobrazie naszego życia politycznego, społecznego, kulturalnego i religijnego, a przede wszystkim ekonomicznego. Pomijanie tych wiekowych przecież relacji byłoby półprawdą, podobnie jak widzenie wspólnoty żydowskiej w izolacji od społeczności chrześcijańskiej. Dotyczy to w równym stopniu orientacji historiografii żydowskiej eksponującej wątek martyrologiczny i apologetyczny, i uwypuklającej niesprawiedliwości i zbrodnie popełnione na Żydach. Czyżby ze swoich dziejów naród żydowski nie wyniósł li tylko instrumentarium tortur, jakim sam był poddany, a dziedzictwem przejętym z Europy nie był ekstrakt Babilonu? Wszak przyszłość nie powinna być projekcją resentymentów Żydów, tych samych, jakie im przypisywano. Wszak – jak twierdzi Alain Besancon – w ostatnich dwu wiekach nie było przedsięwzięcia ludzkiego – dobrego lub złego – w które by naród żydowski nie wniósł swojego wkładu.

Wiesław Jan Wysocki jest prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego w Warszawie i członkiem Komitetu Obrony Dobrego Imienia Polski i Polaków.

Artykuł Wiesława Jana Wysockiego pt. „Po prostu prawda” znajduje się na s. 1 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018 i na s. 1 dodatku do tego numeru „Kuriera WNET” pt. „Polacy i Żydzi”, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Wiesława Jana Wysockiego pt. „Po prostu prawda” na s. 1 dodatku do lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl

Kłamcy dokonują zbrodni na pamięci ofiar i kręcą bicz na siebie / Jadwiga Chmielowska, „Śląski Kurier WNET” 44/2017

Hannah Arendt pisała: „akt oskarżenia [Eichmanna] oparty był na tym, co przecierpieli Żydzi, nie zaś na tym, co popełnił Eichmann”. Czyżby przestrzegała przed instrumentalnym traktowaniem Holokaustu?

Jadwiga Chmielowska

Rodzi się kolejny totalitaryzm. Wykorzystanie haseł poprawności politycznej i zamykanie dyskusji jest kolejną próbą wprowadzenia władzy absolutnej. Świadczy o tym także etykietowanie. Przykleić łatkę i traktować schematycznie. Znamienita filozofka XX w. Hannah Arendt twierdziła, że do totalitaryzmu prowadzi „Przymierze motłochu (wykorzenionych mas) z kapitałem oraz plemiennym nacjonalizmem i rasizmem”. Totalitaryzmy z kolei, próbując narzucić bezwzględne posłuszeństwo, przyczyniały się do złamania podstawowej zasady polityki – rozumnego działania dla dobra wspólnego.

Arendt głosiła, że „nie ma czegoś takiego, jak posłuszeństwo w sprawach moralnych i politycznych”. Twierdziła również, że „z punktu widzenia polityki prawda ma charakter despotyczny. Jest zatem znienawidzona przez despotów, słusznie obawiających się konkurencji ze strony siły przymusu, której nie mogą sobie podporządkować”. Dlatego tak ważna jest wiedza i sprawdzanie informacji.

Każdy człowiek pragnie prawdy i sprawiedliwości. Dla Hanny Arendt prawda, jej poszukiwanie, dochodzenie do niej jest podstawowym prawem człowieka. Pisała nawet, że dążenie do prawdy jest podstawową cechą stanowiącą o człowieczeństwie. Uważała, że „prawda była największym wrogiem totalitaryzmów, a człowiek samodzielnie myślący był największym zagrożeniem”.

Twierdziła, że reżim komunistyczny jest tak samo zbrodniczy jak nazizm, a wraz z totalitaryzmem nastąpiło zerwanie ciągłości tradycji.

Człowiek staje się wyalienowany, znikają więzi rodzinne i przyjacielskie. A zatarcie więzi międzyludzkich powoduje, że ludzie mogą być łatwo manipulowani przez rządzących, a w szczególności media, które są w końcu środkami masowego przekazu. Zdaniem Arendt „manipulacja ta odbywa się na dwa sposoby: pochlebianie i uwodzenie”.

Najłatwiej wprowadzić totalitaryzm w społeczeństwach, w których zanikły wspólne normy zbiorowe. Hannah Arendt twierdzi, że główną cechą „człowieka masowego” jest całkowite, dobrowolne wyalienowanie, które, jej zdaniem, charakteryzuje społeczeństwo nowoczesne.

Hannah Arendt była Niemką żydowskiego pochodzenia. Dla niej rok 1933 (wybór Hitlera), „to nie tylko błąd Niemiec, to samobójstwo Niemiec. Samobójstwo intelektualne i moralne, odpowiedzialne za zbrodnie”. Dlatego nigdy nie chciała wrócić do Niemiec. Twierdziła, że „naród niemiecki skończył się”.

Hannah Arendt była obserwatorką procesu Adolfa Eichmanna. W 1963 r. wydała książkę Eichmann w Jerozolimie. Napisała, że „akt oskarżenia oparty był (…) na tym, co przecierpieli Żydzi, nie zaś na tym, co popełnił Eichmann”. Czyżby przestrzegała przed instrumentalnym traktowaniem Holokaustu? Wspomniała również o roli, jaką w zagładzie Żydów odegrała część elit żydowskich zasiadająca w Judenratach. Do czasu procesu Eichmanna w Izraelu ostrożnie podchodzono do „ocalałych z Holokaustu”. Sprawdzano okoliczności, w jakich przetrwali. Czy to ocalenie nie wiązało się z wydawaniem innych na śmierć…

H. Arendt pisała: „Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej historii”; „O ile jednak członkowie rządów typu quislingowskiego pochodzili zazwyczaj z partii opozycyjnych, członkami rad żydowskich byli z reguły cieszący się uznaniem miejscowi przywódcy żydowscy, którym naziści nadawali ogromną władzę do chwili, gdy ich także deportowano”. Do obozów.

Arendt, podobnie jak John Sack, amerykański Żyd piszący o komunistycznych zbrodniach dokonywanych przez Żydów, była krytykowana przez środowiska żydowskie. Twierdziła zawsze, że „prawdy nie można instrumentalizować i upolityczniać”. Pozostała wierna swoim ideałom.

Wszyscy, którzy kłamią, dokonują zbrodni wobec pamięci milionów ofiar i sami kręcą bicz na siebie.

Artykuł wstępny redaktor naczelnej „Śląskiego Kuriera WNET” Jadwigi Chmielowskiej znajduje się na s. 1 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny redaktor naczelnej „Śląskiego Kuriera WNET” Jadwigi Chmielowskiej na s. 1 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl

Bezwzględni żołnierze ISIS są czyimiś synami, mężami, ojcami. Co sprawiło, że porzucili swoje dotychczasowe życie?

Doświadczenie bezrobocia, biedy, nudy, lekceważenia i braku widoków na poprawę losu popycha wielu młodych w sidła islamskich radykałów obiecujących pełne przygód życie, z jasno wytyczonym celem.

Tomasz Szustek

Oglądając w środkach przekazu zatrważające sceny walk z wojny w Syrii, trzeba mieć świadomość, że oprócz Syryjczyków i Irakijczyków jest w tym piekle na ziemi znaczna liczba dżihadystów z wielu innych krajów świata. Zdesperowani, bezwzględni żołnierze tzw. Państwa Islamskiego (ISIS), są czyimiś synami, mężami, ojcami. Spotykali się ze swoimi rówieśnikami, żartowali, pili kawę w kawiarni. Co sprawiło, że porzucili swoje dotychczasowe życie, a w ich umysły zaczynał sączyć się jad źle pojmowanej „świętej wojny”? Gdzie zaczyna się ten straceńczy pochód po równi pochyłej? Ile życiorysów, tyle historii. To pewne. Inne zjawiska określają radykalizację młodych Arabów w Europie, inne zaś w ich krajach macierzystych. Jednak niektóre schematy powtarzają się zastanawiająco często.

Na początek warto odnotować, że w niespełna 11-milionowej Tunezji zrekrutowano najwięcej spośród państw regionu młodych wojowników, którzy następnie wyjechali do Syrii walczyć z rządowymi wojskami Baszara al-Asada w szeregach różnych islamskich organizacji fundamentalistycznych. Dopływ nowych muzułmańskich radykałów nie ustał, gdy na arenę walk wkroczyło tzw. Państwo Islamskie (ISIS). Statystyki mówią o około 5–10 tysiącach młodych ochotników z Tunezji przeszmuglowanych, głównie przez Libię, na tereny walk w Syrii i Iraku.

Protest bezrobotnych absolwentów w Tunisie

Rekrutacją zajmowali się najpierw radykalni imamowie, którzy po rewolucji Arabskiej Wiosny objawili się w znacznej liczbie w tunezyjskich meczetach, a następnie profesjonalni rekruterzy organizacji islamistycznych. Ale zanim ten proces nastąpił, musiało istnieć zaplecze potencjalnych wojowników i zamachowców-samobójców. W młodym człowieku musiało coś pęknąć, musiało zdarzyć się coś, co popchnęło go w ciemną stronę radykalnego islamu. Takiej wewnętrznej przemiany doświadczyło wielu mężczyzn z proletariackich środowisk z przedmieść miast i zapomnianych prowincjonalnych miasteczek.

Rewolucja 2011 roku, która zakończyła rządy wieloletniego dyktatora Zajn Al-Abidin Ben Alego, wyniosła na piedestał hasła wolności, demokracji i godności (wszechobecne podczas rewolucyjnych dni słowo karama – z arab. ‘godność’). Rozbuchane nadzieje zostały szybko wystudzone przez wydarzenia kolejnych miesięcy, które przyniosły zjawiska i procesy burzące stabilny rozwój kraju, między innymi: wzrost znaczenia fundamentalistycznych ruchów islamistycznych (salafitów) i przejęcie przez ich polityczne skrzydło władzy w wyniku wolnych wyborów, chaos w sąsiedniej Libii, zamknięcie granicy tunezyjsko-libijskiej oraz rosnące wciąż bezrobocie.

Nowa, postrewolucyjna administracja stanęła wobec zadania radykalnego zreformowania gospodarki kraju. Nie było to zadanie łatwe, zważywszy na makroekonomiczne problemy związane z niedawną recesją w Europie, która jest głównym partnerem ekonomicznym Tunezji. Do tego doszedł kryzys w sektorze turystycznym – jednej z głównych gałęzi gospodarki. Odpływ turystów był spowodowany najpierw rewolucyjnym zamieszaniem, a potem obawą przed atakami terrorystycznymi, takimi jak w muzeum Bardo w Tunisie i na plaży w Susie w 2015 roku.

Tarek

Większość aktywności gospodarczej w Tunezji koncentruje się wokół trzech największych miast kraju, położonych na wybrzeżu Morza Śródziemnego: Tunisu, Susy i Sfaxu. Już od czasów starożytności dostęp do morza umożliwiał intensywne kontakty międzyludzkie, wymianę towarów i idei, co przyczyniło się do znacznego rozwoju gospodarki i infrastruktury tych regionów. Skupienie ośrodków rozwoju gospodarczego w regionie przymorskim kontrastowało z zastojem obszarów położonych w głębi kraju. Proces marginalizacji terenów prowincji pogłębił się jeszcze po rewolucji Arabskiej Wiosny na przełomie 2010/2011.

Mieszkańcy terenów środkowej, wschodniej i południowej Tunezji narzekają na dyskryminację z powodu nieproporcjonalnej dystrybucji dóbr narodowych, ograniczonego dostępu do służby zdrowia, edukacji i infrastruktury. Jednak tym, co najbardziej negatywnie wpływa na jakość życia w tych regionach i rozrywa tkankę społeczną, jest strukturalne bezrobocie, szczególnie wśród młodego pokolenia.

Rozczarowanie rewolucją jest powszechne, a tysiące młodych, często dobrze wykształconych ludzi jest pozbawionych jakiejkolwiek pomocy państwa. Po zakończeniu procesu edukacji w większych miastach, większość z tych, którym nie powiodło się w znalezieniu pracy, wraca do rodzinnych domów na prowincję, gdzie przynajmniej mają dach nad głową. Wynajem pokoju w dużych centrach miejskich jest wydatkiem znacznie przekraczającym możliwości wielu rodzin. Powrót do domu rodzinnego bywa dla tych 20-latków rozwiązaniem problemu, jeśli chodzi o zakwaterowanie, ale jest też pułapką, bo znalezienie zatrudnienia w małych miasteczkach i na wsiach okazuje się niemożliwe. Znaczna część obecnego młodego pokolenia zmuszona jest zatem, aby jakoś przeżyć, akceptować wykonywanie prac dorywczych lub wybierać zajęcia znacznie poniżej swoich umiejętności. Marnują się ich zawodowe kompetencje, a oni sami są powoli spychani w rejony społecznego i ekonomicznego wykluczenia.

Kadri

Wśród wielu rozmów przeprowadzonych podczas realizacji fotoreportażu, najbardziej zapadła mi rozmowa z 37-letnim Tarekiem. Ten były nauczyciel matematyki stracił pracę w szkole prawie 10 lat temu. Od tamtego czasu próbuje na wszelkie sposoby utrzymać rodzinę. Postanowił założyć własne gospodarstwo rolnicze, ale po kilku latach interes wciąż przynosił straty i ostatecznie zbankrutował. Potem Tarek pracował już dla innych, przy zbiorze warzyw i owoców, a ostatnio jest sprzedawcą w sklepie z nasionami. Urzeka jego dobra francuszczyzna, doskonałe maniery przy rozmowie, obeznanie w sprawach międzynarodowych i smutek w oczach, kiedy opowiada o sobie jako o przedstawicielu straconego pokolenia:

– Prawie całe moje najlepsze lata poszły na marne, jestem przed czterdziestką i nie mam nic. Cała moja edukacja – wszystko jest teraz nic niewarte, a co gorsza – wykształcenie dawało mi przez długi czas poczucie ułudy, ckliwej nadziei, że jestem coś wart i uda mi się coś w życiu osiągnąć.

Podczas rozmów z innymi Tunezyjczykami, szczególnie w średnim wieku 35–45 lat, powraca jak bumerang kwestia założenia rodziny. W tradycyjnym społeczeństwie muzułmańskim, a takim jest – szczególnie na prowincji – społeczeństwo tunezyjskie, dopiero żonaty mężczyzna zasługuje na szacunek i uznanie. Wydatki, jakie wiążą się z ożenkiem, stanowią nieosiągalną barierę dla wielu młodych mężczyzn, stąd znaczna liczba z nich skazana jest na starokawalerstwo i niski status już nie tylko materialny, ale i społeczny.

Ajmen

Dla młodszych, takich jak 26-latkowie: Kadri, inżynier IT, i Ajmen, dyplomowany chemik, najważniejszym marzeniem jest wyjechać z Tunezji do Europy, gdzie mogliby, w ich mniemaniu, rozwijać się dalej w dziedzinach, które studiowali w swoim kraju. Znalezienie pracy w wyuczonym zawodzie jest niezwykle trudne nawet w dużych miastach, rządzących się często korupcyjnymi prawami – kolejną przeszkodą w normalizacji życia społeczno-ekonomicznego w Tunezji.

– W dużym mieście, gdzie mógłbym znaleźć pracę zgodną z moim wykształceniem, nikt mnie nie zna i nie chce za mnie poręczyć, a to kluczowa sprawa przy rozdziale posad – mówi 35-letni Walid, bezskutecznie poszukujący pracy w zawodzie.

Na prowincji rytm prac sezonowych wybijany jest okresami zbioru poszczególnych płodów rolnych: oliwek, cytrusów, marchwi, pomidorów, zbóż, papryki. Latem prace rolne zamierają z powodu wysokich temperatur. Wiele młodych osób zatrudnia się przy zbiorach, aby w jakikolwiek sposób zarobić choć trochę pieniędzy. Nie jest to jednak rozwiązanie, na którym można oprzeć swoje dalekosiężne plany na przyszłość. Taka sama niestabilność i przypadkowość dotyczy prac w budownictwie, w którym czasowe zatrudnienie znajduje wielu mężczyzn, nawet tych, którzy mają znacznie wyższe kompetencje zawodowe. Kolejna grupa bezrobotnych próbuje jakoś związać koniec z końcem, uprawiając handel uliczny – tak jak Mohamed Bouazizi, tunezyjski bohater narodowy, którego desperacki akt samospalenia był impulsem wciągającym Afrykę Północną i Bliski Wschód w wir rewolucji Arabskiej Wiosny 2011 roku.

Wszystkie badania naukowe i specjalistyczne analizy pokazują, że religijna radykalizacja młodego pokolenia w krajach arabskich jest blisko skorelowana z gospodarczą zapaścią, wysokim bezrobociem i brakiem szans na zaspokojenie aspiracji.

Walid

Dogłębne doświadczenia bezrobocia, biedy, nudy, lekceważenia i braku widoków na poprawę losu popycha wielu młodych w sidła islamskich radykałów obiecujących ekscytujące, pełne przygód życie, z jasno wytyczonym celem.

Rozważając przyczyny popularności ruchów dżihadystycznych wśród młodzieży z krajów arabskich, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że niejedna decyzja o porzuceniu dotychczasowego, napiętnowanego brakiem pracy i niemożnością założenia rodziny życia została podjęta w jednej z niezliczonych kafejek, w których młodzi mężczyźni spędzają całe dnie. Popijając kawę z małych filiżanek ze znajomymi, z którymi przeprowadzili już wszystkie możliwe rozmowy na wszystkie tematy, i wpatrując się w ekrany swoich smartfonów, na których oglądają przebłyski z innego, lepszego świata, dochodzą do wniosku, że nie mają wiele do stracenia, zaciągając się na wojnę nawet w imię obcej im formy islamu.

Sytuacja, w której znalazły się osoby sportretowane w tym reportażu, jest typowa dla dziesiątków tysięcy innych młodych ludzi w Tunezji. Rokrocznie szkoły średnie i wyższe opuszczają kolejne tysiące i u progu dorosłego życia nie widzą dla siebie żadnych możliwości, aby twórczo wykorzystać swój potencjał i ambicje.

Fotoreportaż skupia się bezrobotnych mężczyznach, na których tradycyjnie spoczywa obowiązek dostarczania rodzinie środków do życia, ale problem braku pracy dla dobrze wykształconych młodych osób dotyczy również kobiet. Po skończonych studiach rzadko mogą one podążać życiową ścieżką, którą same wybiorą. Często muszą, tak jak ich rówieśnicy, wracać na prowincję i wieść życie inne niż to, o którym marzyły podczas studiów.

Bezrobotny mężczyzna siedzący samotnie w kawiarni

Ulice większych i mniejszych miast są świadkami częstych marszów protestacyjnych bezrobotnych absolwentów szkół wyższych. Łączą się oni w różne stowarzyszenia, które wspólnie starają się naciskać na władze lokalne i centralne, aby rozbudowały programy ułatwiające start w dorosłe życie dobrze wykształconej młodzieży.

Zdjęcia były robione na przełomie 2016 i 2017 roku w okolicach miejscowości Regueb, w centralnej Tunezji, gdzie stopa bezrobocia waha się wg różnych źródeł od 25 do 40%. Wśród osób młodych te wskaźniki są jeszcze wyższe.

Fotografie: Tomasz Szustek/Uspecto Images

Tomasz Szustek – absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 2003 roku mieszka w Irlandii. Pracował jako dziennikarz i fotograf w tamtejszych mediach polonijnych.

Reportaż Tomasza Szustka pt. „Bezrobocie jako jedna ze przyczyn radykalizacji islamskiej. Kilka refleksji z Tunezji” znajduje się na s. 2 dodatku „Bliski Wschód” do styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Reportaż Tomasza Szustka pt. „Bezrobocie jako jedna ze przyczyn radykalizacji islamskiej. Kilka refleksji z Tunezji” na s. 2 dodatku „Bliski Wschód” do styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl