Dr Kurek: Żydzi chcą zrobić z nas oprawców, ponieważ dopóki jesteśmy ofiarami, amerykańska ustawa 447 nam nie grozi

Dr Ewa Kurek komentuje napięcie w relacjach polsko-izraelskich po ostatnich wypowiedziach czołowych żydowskich polityków, którzy przypisywali Polsce m.in. współudział w Holocauście oraz antysemityzm.

Dr Ewa Kurek odnosi się do słów szefa MSZ Israela Katza, który stwierdził, że byli Polacy, którzy kolaborowali z nazistami oraz zacytował on słowa Icchaka Szamira, który miał powiedzieć, że  „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”.

Jak zaznacza historyk, ta wypowiedź nie zaskakuje jej, bowiem jest pewna grupa Żydów, która w ten sposób wypowiada się o Polsce od wielu lat.

– To mnie wcale nie zdziwiło, zaskoczyło mnie natomiast to, że słowa, które przystają niezrównoważonym Żydom wypowiada minister spraw zagranicznych i to jest problem, pomimo że jest to zwykłe, ordynarne kłamstwo i myślę, że Katzowi przyjdzie za to zapłacić – mówi.

Dr Ewa Kurek uważa, że Żydzi „nie mają głowy do polityki”, ponieważ izraelski rząd przez długi czas prowadzi wobec Polski kiepską politykę zagraniczną. Przywołując jeden z artykułów „The Jerusalem Post”, zaznacza, że rząd Benjamina Netanjahu powinien się zastanowić, czy warto prowadzić agresywną dyplomację. Bliskowschodni tytuł bowiem podkreśla, że Polska jest jedynym przyjaznym dla Izraela państwem w Europie. A zatem, jak podkreśla gość Poranka WNET, prowadzenie polityki zagranicznej w stylu Katza jest nonsensowne.

Kurek zauważa również, że Polska powinna przywiązywać większą wagę do polityki historycznej oraz zwracać uwagę na to, jakie narracje polskiej historii, szczególnie z czasów II wojny światowej, przedstawiane są na arenie międzynarodowej.

– Albo zależy nam na tym, aby każdy Żyd wycierał sobie gębę Polską, albo wreszcie weźmiemy się za politykę historyczną i będziemy pokazywać światu, jak to naprawdę wyglądało – deklaruje.

Zdaniem Ewy Kurek, ostatnie działanie Izraela coraz bardziej zmierzają do tego, aby w pewnym momencie postawić Polsce żądania finansowe. W jaki sposób?

– Dopóki jesteśmy ofiarami, ustawa 447 nam nie grozi, jeśli zostaniemy przeniesieni z kategorii ofiar do kategorii sprawców to wtedy naszym dzieciom oraz wnukom, zostaną postawione żądania finansowe – wyjaśnia.

Dr Kurek krytycznie odnosi się do także konferencji w Paryżu (21-22 lutego b.r.) pt. „Nowa Polska Szkoła Historii Zagłady”.  We wprowadzeniu do wydarzenia czytamy: „Piętnaście lat później, kiedy autentycznych świadków już nie ma, a polski rząd prowadzi politykę historyczną, mającą na celu zmniejszenie lub nawet odmowę udziału Polaków w polowaniu i zabijaniu Żydów w Polsce”. Prelegentami w Paryżu będą m.in. Jan Grabowski, Jan Gross, Jacek Leociak, Agnieszka Haska, Barbara Engelking, Anna Bikont , Joanna Tokarska-Bakir, Agnieszka Grudzińska. Jest także Anette Vieviorka, czy Jean Charles Szurek.

Zdaniem dr Ewy Kurek konferencja ta świadczy o zaniedbaniach państwa polskiego w związku z dofinansowaniami pseudo-naukowych badań historycznych oraz naukowców, którzy próbują przypisać Polsce winy za zbrodnie wojenne i publicznie przedstawiają kłamstwa na temat historii polsko- żydowskiej.

Zapraszam do wysłuchania całej rozmowy!

JN

Dr Brzeski: Agent CIA ostrzegał mnie, że Izrael i Niemcy zawarli porozumienie, żeby obwinić Polaków za holocaust

Dr Rafał Brzeski uważa, że słowa izraelskich polityków, które padły w związku z zakończoną w czwartek konferencją bliskowschodnią w Warszawie, są częścią kampanii wymierzonej przeciwko Polsce.

Politolog jest zdania, że jednym z powodów jej wybuchu jest trwająca w Izraelu kampania przedwyborcza. Mówi o porozumieniu, które w latach 90. mieli zawiązać z Żydami Niemcy. Jego celem miało być wpędzanie Polaków w poczucie winy oraz współdzielenie z nimi niewygodnej dla Niemców prawdy historycznej. Gość Poranka podkreśla, że wszczęty konflikt może być na rękę Żydom w USA, którym zależy na uzyskaniu odszkodowań od Polski. Pozytywnie mogą się odnosić do niego także politycy unijni sądzący, że Polską rządzą protofaszyści – osoby, które mają potencjał, by stać się faszystami z prawdziwego zdarzenia.

Rosja zapisuje kolejną kartę w swojej walce z Państwem Islamskim, sprowadzając dzieci dżihadystów na swoje terytorium

W Rosji trwają dyskusje nt. członków rodzin dżihadystów, których wraz z upadkiem ISIS część szefów bezpieczeństwa uważa za potencjalne zagrożenie. W lutym 27 dzieci ewakuowano z Iraku do okolic Moskwy

Po przejściu badań lekarskich dzieci w wieku 4-13 lat oddane zostaną pod opiekę swoich wujków, cioć i dziadków zamieszkujących Kaukaz Północny, w przeważającej mierze muzułmańskie terytorium położone na południu Rosji. W grudniu do domu przewieziono z kolei 30 dzieci.

Centralną rolę w prowadzeniu akcji repatriacyjnej odgrywa czeczeński przywódca Ramzan Kadyrow, który działania na rzecz sprowadzenia dzieci bojowników rozpoczął w 2017 r.

Znacznie większe trudności napotyka powrót do domu żon dżihadystów. Na przeszkodzie stoi brak umowy ekstradycyjnej pomiędzy Irakiem i Rosją oraz niechęć rosyjskich służb bezpieczeństwa do sprowadzania osób dorosłych powiązanych z ISIS. W październiku dyrektor Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandr Bortnikow stwierdził, że wiele kobiet z dziećmi opuszczających strefy konfliktu było zamachowcami-samobójcami lub osobami rekrutującymi.

Jakiekolwiek powiązania z bojownikami tzw. Państwa Islamskiego są w świetle rosyjskiego prawa przestępstwem.

„Wielu osobom obiecano pewną formę amnestii, lecz w rzeczywistości nie została ona udzielona. Ludzie ci są stawiani przed sądem, a przedstawiane im zarzuty są czasem zmyślone, a czasem prawdziwe”. – mówi Cheda Saratowa, doradca Kadyrowa w sprawie repatriacji.

W zeszłym roku dwie kobiety wróciły z Syrii do rodzinnego Dagestanu. Szybko postawiono je w stan oskarżenia i skazano na osiem lat pozbawienia wolności. Ostatecznie sąd odroczył wykonanie wyroku.

Szynkowski vel Sęk: Być może trzeba będzie postawić pytanie o dalszy rozwój relacji dyplomatycznych z Izraelem

Zdaniem wiceministra spraw zagranicznych Polska nie może przejść do porządku dziennego nad antypolskimi wypowiedziami polityków izraelskich, które nie tylko są obraźliwe, ale głęboko kłamliwe.

 

Gościem Popołudnia WNET był wiceminister spraw zagranicznych Szymon Szynkowski vel Sęk. Polityk komentował na antenie Radia Wnet kryzys dyplomatyczny na linii Warszawa-Tel Awiw, który wybuchł po wypowiedziach izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu oraz ministra spraw zagranicznych Israela Katza, którzy przypisywali narodowi Polskiemu współodpowiedzialność za zbrodnie Holokaustu. W wywiadzie dla jednej z izraelskich rozgłośni radiowych minister Katz powiedział, że „Wielu Polaków kolaborowało z nazistami i brało udział w zagładzie Żydów podczas Holokaustu (…) Antysemityzm był wrodzony u Polaków przed Holokaustem, podczas i po nim też”.

Zdaniem wiceministra spraw zagranicznych rządu Rzeczpospolitej, wypowiedzi żydowskich polityków należy uznać za obraźliwe i niezgodne z prawdą historyczną: Relacje polsko-izraelskie to jest rzecz, dla nas bardzo ważna i zależy nam, aby one były dobre, ale dzisiaj ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy można cokolwiek poświęcać w imię dobrych relacji z jakimkolwiek państwem w polityce międzynarodowej. Wczorajsza decyzja premiera Morawieckiego oraz dzisiejsza, że nie weźmiemy udziały w szczycie Grupy Wyszehradzkiej w Izraelu, jest odpowiedzą na to pytanie, i to odpowiedzią dość jednoznaczną. Polska jest zdeterminowana, aby bronić prawdy historycznej i swojego dobrego imienia – podkreślił minister Szynkowski vel Sęk.

Gość Popołudnia Wnet wskazał, że izraelski rząd powinien się jednoznacznie odciąć od wypowiedzi swojego ministra: Jeżeli na tę wypowiedź nie będzie jednoznacznej reakcji, to warto będzie postawić pytanie, czy takie postawcie jak Jan Karski, Henryk Sławik jak Konstanty Rokicki czy Aleksander Ładoś, czyli osoby, które przyczyniły się do uratowania dziesiątek czy setek żydów w tych dramatycznych, zbrodniczych latach II wojny światowej, to czy to są osoby, które wyssały antysemityzm z mlekiem matki. Myślę, że władze izraelskie powinny w sposób jednoznaczny odciąć się od tej wypowiedzi, bo ona jest nie do zaakceptowania.

Zdaniem wiceministra kłamliwe wypowiedzi mogą mieć związek ze zbliżającymi się wyborami w Tel Awiwie: W trakcie kampanii wyborczej w Izraelu, która jest w kulminacji, dzieje się rzecz bardzo niedobra, niektórzy tamtejsi politycy ulegają pokusie położenia dobrych relacji Polsko Izraelskich na ołtarzu własnych korzyści wyborczych. Tak traktuję wypowiedź ministra Katza.

Szymon Szynkowski vel Sęk wskazał, że zdecydowanego i jednoznacznie odcięcia się od kłamliwych wypowiedzi przez izraelskich polityków nie będzie możliwości powrotu do normalnych relacji politycznych: Jeżeli nie będzie reakcji, trzeba będzie sobie postawić bardzo poważne pytanie o dalszy rozwój relacji dyplomatycznych z Izraelem. (…) I dłużej twierdzenie ministra Katza, nie spotka się ze stanowczym dementi ze strony rządu Izraela, tym dłużej będzie.

Nie ma zgody z sekretarzem Pompeo w tym temacie. Tan temat został dawno rozwiązany i władze polskie w sposób jednoznaczny stoją na stanowisku, że ta sprawa jest zamknięta – zaznaczył na koniec rozmowy Szymon Szynkowski vel Sęk, wiceminister spraw zagranicznych.

Wildstein: Nie mamy kryzysu w stosunkach z Izraelem jak rok temu. Polacy są przewrażliwieni

Nie powinniśmy być krajem do bicia, ale też nie powinniśmy być zbytnio przewrażliwieni – tak Bronisław Wildstein komentuje słowa premiera Izraela o Polakach oraz reakcję rządu polskiego na te słowa

Zdaniem publicysty nie powinniśmy mówić obecnie o pogorszeniu się relacji polsko-izraelskich:

Nie mamy kryzysu, jesteśmy troszkę przewrażliwieni w tej kwestii (odpowiedzialności za holocaust – przyp. red.), co jest zrozumiałe, ponieważ istnieje bardzo duża akcja przypisywania Polakom zbrodni niemieckich z czasów II wojny światowej. Niestety w dużej mierze za taką narracją stoją również ośrodki polskie, ponieważ bez nich, nic takiego nie mogłoby zaistnieć.

Zdaniem Bronisława Wildsteina, cała sprawa z obniżeniem rangi wizyty Polski na Szczycie  V4 w Izraelu, wynika z nieporozumienia, a słowa Premiera Netenjahu cytowane przez dziennik Jerusalem Post, jakoby „naród polski współpracował z nazistowskim reżimem w zabijaniu Żydów w ramach Holokaustu”, które  miały paść w kontekście kontrowersyjnej nowelizacji ustawy o IPN”,  nie były niczym złym. Wręcz przeciwnie.

– Jego wypowiedź służyła temu, żeby zmienić te krążące powszechnie opinie przypisujące  ustawie o nowelizacji IPNu chęć zamknięcia ust wszystkim krytykom tego co się działo podczas II wojny światowej, ponieważ stwierdzenie, że nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności przed sądem za to, że mówił o pojedynczych aktach Polaków współpracujących z Niemcami w trakcie Holocaustu świadczy o tym, że Polska nie używa środków prawnych, aby zamykać usta dyskutantom – mówi Wildstein. – Nikt z nas nie powie, że nie było w Polsce osób, które współpracowały z reżimem, chodzi tutaj o skalę i o to kto współpracował,  bowiem było ty zdegenerowane jednostki a nie Państwo Polskie.

Gość Poranka WNET mówi również, że Polacy powinni przebadać swoją historię i przedstawić ją taką, jaka ona jest naprawdę.

– A należy to zrobić, aby wypierać wypowiedzi kłamliwe odnoszące się do współuczestnictwa Polaków w niemieckiej masakrze.

Czy więc decyzja premiera Mateusza Morawieckiego o absencji jego osoby na szczycie Grupy Wyszehradzkiej w Izraelu jest dobra? Zdaniem Wildsteina nie jest. – Nie powinniśmy być krajem do bicia ani nie powinniśmy być zbytnio przewrażliwieni – mówi.

 

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

 

 

 

 

 

Suski: Możemy odwołać swój udział w szczycie Grupy V4. Trudno w niej uczestniczyć, gdy posądza się nas o rzeczy haniebne

Marek Suski mówi, że po artykule w „The Jerusalem Post” Polska rozpatruje odwołanie swojej wizyty w Jerozolimie, gdzie 19 lutego miał się odbyć najbliższy szczyt Grupy Wyszehradzkiej.


Prezydent Andrzej Duda zaproponował na swoim twitterze, że udostępni członkom grupy V4 swoją rezydencje w Wiśle na miejsce konferencji, jeśli zajdzie taka potrzeba. Sprawa nie jest jeszcze przesądzona, jednak Marek Suski nie zdziwiłby się, gdyby Polska odwołała swój udział, „jeśli posądza się nas o rzeczy haniebne i nieprawdziwe”.

Do Kancelarii Premiera trafiło oświadczenie ambasador Izraela Anny Azari, w którym dementuje ona doniesienia, jakoby Benjamin Netanjahu wypowiedział takie słowa na temat Polski. Marek Suski zaznacza w Poranku WNET, że chociaż informacja została zdementowana, to jednak poszła w świat. Zapowiedział, że Polska podejmie adekwatne kroki:

„Sytuacja jest kuriozalna, Polski naród jako jedyny udzieliła tak ogromnego wsparcia podczas II wojny światowej Żydom a dzisiaj oskarża się nas o współudział w tej zbrodni (…) Podejmiemy kroki, aby zareagować na tą sytuację ”

Szef gabinetu politycznego premiera zapowiedział, że PiS przygotuje uchwale w sprawie odpowiedzialności za holokaust, właśnie w związku z niedopuszczalnymi wypowiedziami, które miały miejsce podczas konferencji bliskowschodniej.

Więcej w Poranku WNET

JN/MF

 

 

 

 

Bogatko: Niemcy krytycznie o Konferencji Bliskowschodniej. Ale uważają, że nie wywoła nowego podziału Europy

Niemieckie media zauważają, że Polska nie odstąpiła od umowy atomowej z Iranem, więc nie wyłamała się z europejskiej solidarności – mówi w Poranku WNET nasz niemiecki korespondent Jan Bogatko.

Jan Bogatko o krytycznych głosach niemieckich dziennikarzy dotyczących konferencji bliskowschodniej w Warszawie. Media zza Odry uważają, że spotkanie na szczycie, które odbywa się w środę i czwartek (13-14 lutego) w naszej stolicy jest podporządkowywaniem się Polski Izraelowi i Stanom Zjednoczonym. – Jest to przejawem zazdrości – uważa Bogatko.

– Niemieckie media zauważają, że Polska nie odstąpiła od umowy atomowej z Iranem, więc nie wyłamała się z europejskiej solidarności – mówi Jan Bogatko.

Niemieccy dziennikarze pytają także, czemu Amerykanie nie chcieli, by konferencja miała miejsca np. w Baden-Baden. „Die Welt” uważa, że Polska „gra o Fort Trump”, o stałą bazę amerykańską w Polsce. Jednak, jak uważają media, „nowego podziału Europy raczej nie będzie”. Bogatko uważa reakcje niemieckie na to wydarzenie za dość wstrzemięźliwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jaki jest zwyczajny ton tamtejszych mediów, gdy Polska próbuje prowadzić niezależną od Berlina politykę zagraniczną

Więcej w porannym wydaniu Radia WNET. Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

mf

Dr Targalski: To nie był przypadek, że Pompeo mówił o Blajchamanie. USA testują, co mogą z nami zrobić

Dr Jerzy Targalski o możliwym bilansie polskiej polityki międzynarodowej opartej na współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i organizacji przez Warszawę szczytu bezpieczeństwa bliskowschodniego.

Kazimierz Gajowy: Iran poprzez Hezbollah grozi Polsce: „Sprzymierzeńcy USA umrą albo już nie żyją!”

Kazimierz Gajowy mówił o komentarzach w arabskiej prasie odnoszących się do przyszłej konferencji międzynarodowej w Warszawie o sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Dziennikarze wskazują, że wydarzenie może prowadzić nawet do nowej wojny w ich regionie. Ponadto nasz korespondent stwierdził, że często postrzeganie przez Polaków Iranu jest niedoskonałe.

Prof. Szeremietiew: Pomnik należy się Olszewskiemu. Pamiętam jak Mazowiecki potępił bp Kaczmarka

Były minister obrony narodowej komentował również znaczenie szczytu bliskowschodniego oraz wspomniał rząd śp. Jana Olszewskiego oraz swoje odwołanie z funkcji wiceministra.