Amerykańscy śledczy uważają, że to rosyjscy hakerzy opublikowali szereg fałszywych komentarzy emira Kataru na temat Iranu, Izraela oraz innych państw regionu – informuje w środę CNN na swoim portalu.
Amerykańska telewizja podkreśla, że w ostatnim czasie FBI wysłało do Kataru grupę śledczych, których zadaniem była pomoc tamtejszym władzom w celu wyjaśnienia ataku hakerskiego. Materiały zebrane przez grupę operacyjną wskazują, że za włamaniem do systemu katarskiej agencji prasowej stoją rosyjscy hakerzy – poinformowali CNN przedstawiciele amerykańskich władz.
Według tych źródeł Rosja chce w ten sposób wywołać podziały wśród państw na Bliskim Wschodzie, szczególnie wśród sojuszników USA. CIA i FBI odmówiły komentarza w tej sprawie. Tymczasem rzeczniczka ambasady Kataru w Waszyngtonie powiedziała, że śledztwo w sprawie ataku cybernetycznego cały czas trwa, a jego wyniki zostaną wkrótce przedstawione.
W poniedziałek Arabia Saudyjska zerwała stosunki dyplomatyczne i konsularne z Katarem w związku ze wspieraniem przez to państwo terroryzmu. W ślad za Rijadem stosunki z Katarem zerwały Zjednoczone Emiraty Arabskie, Egipt i Bahrajn, również oskarżając to państwo o wspieranie terroryzmu, w tym Al-Kaidy i Bractwa Muzułmańskiego. Później na taki krok zdecydowały się Jemen, Libia i Malediwy.
Rosjanie są oskarżani o szereg ataków hakerskich w różnych państwach, mieli między innymi ingerować w przebieg wyborów prezydenckich w USA i Francji. Stawia się im też zarzut włamania do systemu komputerowego niemieckiego parlamentu i próby sparaliżowania ukraińskiej energetyki.
Zerwanie stosunków między Katarem a Arabią Saudyjską i Emiratami wygląda skomplikowanie, a to logiczna konsekwencja działań Kataru i wynik zmiany w Waszyngtonie – powiedział gość „Poranka Wnet”.
– W Iraku toczy się wojna, przy czym toczy się tylko na części terytorium, bo większa jego część jest już oczyszczona z bojowników Państwa Islamskiego – powiedział Witold Repetowicz, gość „Poranka Wnet”, który właśnie powrócił z Iraku, w rozmowie z Witoldem Gadowskim.
– Natomiast w kilku miejscach toczą się walki sił rządowych z IS, które jest cały czas w defensywie i do końca roku Irak zostanie oczyszczony – prognozował korespondent wojenny, który uważa że do końca czerwca dojdzie do całkowitego wyparcia sił ISIS z Mosulu, bowiem walki toczą się już jedynie w części Starego Miasta. Podkreślił, że jest to teren trudny dla wojska ze względu na gęstą zabudowę i liczną ludność zamieszkującą ten obszar. Powiedział, że podczas działań mających na celu ewakuację ludności cywilnej często dochodziło do sytuacji, w której oddziały Państwa Islamskiego strzelały uciekinierom w plecy.
– W przypadku bombardowań koalicyjnych trudno jest uniknąć cywilnych ofiar i jest to wykorzystywane przez Państwo Islamskie propagandowo – powiedział ekspert. Przypomniał, że w sobotę mija trzecia rocznica zajęcia Mosulu przez Państwo Islamskie.
– Ludzie powoli wracają do swoich miast – powiedział ekspert Defence24, pytany o Karakosz, miasto chrześcijańskie niedawno odbite z rąk ISIS, które było zajęte w 2014 roku. Zaznaczył przy tym, że jest to proces dość powolny, chociaż w przypadku omawianego miasta mamy do czynienia ze szczególną sytuacją, bowiem było ono wyzwolone przez siły rządowe i tam następuje to trochę szybciej.
– Jest kilka przeszkód, aby chrześcijanie powrócili do swoich domów, do jednej z najważniejszych należy niepewność co do statusu równiny Niniwy, która częściowo zajęta jest przez Kurdów, a częściowo przez oddziały rządowe – powiedział Repetowicz. Jego zdaniem niepewność polityczna ma tutaj kluczowe znaczenie, chociaż często są również fizyczne przeszkody, jak chociażby niedostateczne oczyszczenie terenu z bomb śmieciowych. Jako przykład podał chrześcijańskie miasteczko Telescow, do którego wróciła część mieszkańców, ale niewielki procent.
– Kluczową sprawą dziś dla Iraku jest spór o Kirkuk, bowiem zamieszkują go, mówiąc w dużym uproszczeniu, Kurdowie, Arabowie i Turkmeni – powiedział Repetowicz. Duży udział ludności turkmeńskiej „generuje zaangażowanie Turcji” w spór o to miasto. Ekspert zauważył, że Turcja z wielką niechęcią odniosła się do wywieszenia przez gubernatora Kirkuku flagi kurdyjskiej. Zwrócił uwagę na to, że do tej pory rozważa się w Iraku, czy kwestie związane z tym miastem należy rozwiązywać w referendum niepodległościowym kurdyjskim , czy też za pomocą referendum konstytucyjnego.
– Dodatkowo sytuację komplikuje fakt, że Kirkuk to nie tylko miasto, ale cała prowincja, której dystrykt Hawidża jest na terenach Państwa Islamskiego – powiedział Repetowicz. Jego zdaniem Kirkuk też nie powinien zapominać o wciąż istniejącym zagrożeniu od strony ISIS, którego siły zostaną wyparte z Hawidży na samym końcu.
– Referendum niepodległościowe i kwestie niepodległości Kurdystanu Irackiego jest to sprawa decyzji Kurdów – powiedział gość „Poranka Wnet”. Zauważył przy tym, że aby dyskutować o kwestiach poparcia czy uznania państwa Kurdów, sami zainteresowani powinni zorganizować referendum i jasno się określić, działając w porozumieniu z Irakiem, bowiem ani Irakowi, ani Kurdom nie jest potrzebna nowa wojna.
– Zerwanie stosunków między Katarem a Arabią Saudyjską i Emiratami wygląda skomplikowanie, a to logiczna konsekwencja działań Kataru, ale też wynik zmiany w Waszyngtonie – powiedział gość „Poranka Wnet”. Jego zdaniem, administracja Donalda Trumpa udzieliła pełnego poparcia dla działań Arabii Saudyjskiej i jej sojuszników. Podkreślił, że dogadywanie się Kataru z Iranem za plecami Saudów doprowadziło do wściekłości Rijad.
Witold Gadowski rozmawiał z Witoldem Repetowiczem także o walkach z oddziałami Daesh i „Gniewie Eufratu”, o miliardowym okupie, jaki zapłaciła dynastia z Kataru Iranowi i organizacjom przez niego wskazanym. Zapraszamy do wysłuchania audycji.
Witold Repetowicz, niezależny dziennikarz, ekspert ds. międzynarodowych portalu Defence24.pl, prawnik. Autor licznych reportaży z podróży na Bliski Wschód i do Afryki. Szczególnie zainteresowany problemami wojen i konfliktów etnicznych oraz religijnych, a także terroryzmu. Od czasu wybuchu „Arabskiej Wiosny” wielokrotnie przebywał w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, w tym w Iraku i Syrii. Autor książki „Nazywam się Kurdystan”.
Projekt integracji w ramach społeczeństwa wielokulturowego nie wychodzi. Część elit europejskich próbuje tego nie dostrzegać – powiedział sekretarz stanu w MSZ w programie Krzysztofa Skowrońskiego.
Wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański był gościem Krzysztofa Skowrońskiego w programie „24 minuty”. Rozmowa dotyczyła polityki europejskiej i imigracyjnej – także w związku z ostatnimi tragicznymi wydarzeniami w Wielkiej Brytanii.
Nie wolno czynić zbyt łatwo znaku równości między kryzysem humanitarnym na Bliskim Wschodzie i polityką uchodźczą a zamachami terrorystycznymi – ale prawdą jest, że polityka „otwartych drzwi” i próba ponadnarodowego zarządzania polityką uchodźczą stwarzają podwyższone ryzyko, że nie będziemy dokładnie wiedzieć, kto przyjeżdża do Europy. To jest jeden z powodów, dla których polski rząd zachowuje się w tej sprawie bardzo ostrożnie. Dzisiaj widzimy, jak bardzo błędna była bezrefleksyjna polityka migracyjna w wielu państwach zachodnich.
Trzeba powiedzieć, że pokojowa koegzystencja w ramach wielkiego projektu społeczeństwa wielokulturowego nie wychodzi. To oczywiście nie oznacza możliwości postawienia zarzutu każdemu wyznawcy islamu, to dotyczy tylko części tej społeczności. Ale jest prawdą, że ta społeczność jest wyjątkowo podatna na nauczanie zwykłej nienawiści. Londyn jest tego bardzo dobrym przykładem. Cześć elit europejskich usiłuje tego – być może z dobrych intencji – nie dostrzegać.
Polityk podkreślił też, że Polska może brać udział we wspólnej ochronie granic i angażować się w działanie humanitarne w regionie. Natomiast decyzja polskiego rządu o przyjęciu uchodźców to był duży błąd. Warto zauważyć, że nie tylko Polska ma kłopoty z wypełnieniem planu relokacji.
Konrad Szymański komentował również plany dalszej integracji strefy euro. Podkreślił, że w obecnych warunkach realizacja takich zamierzeń nie wydaje się możliwa zarówno z ekonomicznego, jak i politycznego punktu widzenia. Optymizm elit europejskich po wyborach prezydenckich we Francji jest oparty na bardzo słabych przesłankach. W wielu krajach panują bardzo negatywne nastroje wobec integracji europejskiej, sięgające powyżej 30% społeczeństwa.
O europejskiej federacji dziś niewiele osób myśli i mówi serio. Unia potrzebuje reformy, aby przetrwała. Myślenie w kategoriach wielkiego integracyjnego skoku byłoby dzisiaj dowodem braku realizmu.
Polityk mówił też o relacjach UE ze Stanami Zjednoczonymi i z Rosją. W odniesieniu do tej ostatniej minister zauważył, że wśród polityków europejskich, zwłaszcza niemieckich, jest mocne zrozumienie dla utrzymania „reżimu sankcyjnego”.
W rozmowie nawiązano też do oskarżeń naszego kraju o tzw. dumping socjalny. Tego typu oskarżenia świadczą o odejściu od zasad konkurencji i wolnego rynku. Dlatego premier Beata Szydło rozmawia z politykami krajów zainteresowanych utrzymaniem tych mechanizmów, jak Holandia czy kraje bałtyckie.
Program 24 Minuty z Krzysztofem Skowrońskim w TVP Info – w każdy poniedziałek o godzinie 18.30.
Były dowódca GROM-u podkreślał, że NATO powinno aktywnie włączyć się w zwalczanie terrorystów. Szczególnie w państwach członkowskich w Europie, gdzie do tej pory nie prowadzono skutecznych działań.
– Mamy w Europie wielu ekstremistów islamskich, to jest orientalny islam, który nawet nie ma zamiaru przyjmować kultury europejskiej czy asymilować się. Czasami musi być gorzej, aby było lepiej. [related id=22817]Stanowcze przeciwstawienie się temu, co się dzieje w Europie, i próba oczyszczenia z ekstremistów Wielkiej Brytanii powoduje, że ilość zamachów wzrosła – podkreślił generał Roman Polko, odnosząc się do ostatniej serii zamachów terrorystycznych na Wyspach Brytyjskich. W sobotę doszło do kolejnych ataków terrorystycznych na moście London Bridge i targu Borough Market. W ich wyniku zginęło siedem osób.
Zdaniem gościa „Popołudnia Wnet” Sojusz Północnoatlantycki nie dość skutecznie zwalcza islamski terroryzm.
– Ostatni szczyt NATO trochę zawiódł. Mamy bardzo wiele nowych zagrożeń, od tych płynących z cyberprzestrzeni przez zagrożenia hybrydowe po terroryzm. NATO nie może powiedzieć, że przystępujemy do koalicji, ale działań nie będziemy prowadzić. To powoduje, że NATO staje się papierowym tygrysem. Poszczególne państwa walczą z Państwem Islamskim, Sojusz jako taki – nie. To jest decyzja niezrozumiała – podkreślił generał.
Zdaniem Romana Polko, czas na radykalną rozprawę z islamistami, tak aby tereny państw NATO przestały być wylęgarnią zamachowców.
– Trzeba przestać chować głowę w piasek i po prostu oczyścić teren, który w ramach NATO powinien być chroniony. Czyli tereny państw sojuszu, który powinien być oczyszczony ze wszelkich przejawów terrorystów. Trzeba oczyścić całe dzielnice, które są siedzibą islamistów.
Zdaniem byłego dowódcy GROM nie ma możliwości, aby w obecnej sytuacji skutecznie zweryfikować osoby przybywające do Unii. – Teraz zastanawiamy się, czy granice Unii są chronione, skoro może przyjeżdżać w zasadzie kto chce. Podawać dowolne, wymyślone dane. Przekazywać dowody tożsamości następnym imigrantom. W rzeczywistości nie kontrolujemy tego, kto wjeżdża do Europy – zaznaczył Roman Polko.
Z gościem „Popołudnia Wnet” rozmawialiśmy również o możliwości reformy polskiej armii oraz o Koncepcji Obronnej RP, przedstawionej pod koniec maja przez Ministerstwo Obrony Narodowej.
NATO powinno wypowiedzieć wojną terroryzmowi, pod tym względem ostatni szczyt zawiódł. Musimy oczyszczać z radykałów islamskich dzielnicę po dzielnicy – powiedział w Popołudniu Wnet gen Roman Polko.
gen. Roman Polko – były dowódca GROM;
Tomasz Rzymkowski – poseł Kukiz’15, członek sejmowej komisji śledczej do spraw wyjaśnienia afery Amber Gold;
Teresa Wójcik – dziennikarka zajmująca się rynkiem energii, BiznesAlert.
Prowadzący: Łukasz Jankowski Realizator: Andrzej Gumbrycht Wydawca techniczny: Jaśmina Nowak
Część pierwsza:
Generał Roman Polko o potrzebie wielkiej operacji antyterrorystycznej NATO w Europie oraz nowej Koncepcji Obronnej ogłoszonej przez ministra Antoniego Macierewicza.
Część druga:
Teresa Wójcik o konsekwencjach dla gospodarki Stanów Zjednoczonych i globalnego paktu klimatycznego decyzji Donalda Trumpa o wyjściu USA z porozumień paryskich.
Część trzecia:
Tomasz Rzymkowski o rządowym projekcie reformy wymiaru sprawiedliwości, wątpliwościach co do jego konstytucyjności oraz o odpowiedzialności politycznej polityków Platformy za błędy przy pochówkach ofiar katastrofy smoleńskiej.
Szef działu zagranicznego dziennika „Rzeczpospolita” komentował w Radiu Wnet zerwanie przez Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Egipt i Bahrajn kontaktów dyplomatycznych z Katarem.
Arabia Saudyjska ogłosiła w poniedziałek, że jednostki katarskie zostaną wykluczone z koalicji walczącej z ekstremistami w Jemenie. W poniedziałek Rijad zerwał stosunki dyplomatyczne i konsularne z Katarem w związku ze wspieraniem przez to państwo terroryzmu. [related id=22963]W ślad za Arabią Saudyjską stosunki dyplomatyczne z Katarem zerwały też Zjednoczone Emiraty Arabskie, Egipt i Bahrajn.
Decyzję tych krajów komentował Jerzy Haszczyński. – Oficjalny zarzut wobec Kataru dotyczy wspierania terroryzmu islamskiego, szczególnie tego, który dotyka krajów Bliskiego Wschodu. Jak się bliżej przyjrzeć, to zarzut dotyczy przede wszystkim Bractwa Muzułmańskiego, co do którego nie wszyscy mają pewność, czy jest organizacją terrorystyczną.
Cały konflikt odbywa się w cieniu wizyty Donalda Trumpa na Bliskim Wschodzie, gdzie zostało zawarte przymierze między Arabia Saudyjską a USA, w którym wskazano na Iran jako na głównego wroga – znaczył dziennikarz.
Jerzy Haszczyński wymienił możliwe polityczne powody decyzji państw islamskich o zerwaniu kontaktów z Katarem – Gdzieś w tle jest konflikt między głównymi sunnickimi graczami, z Arabią Saudyjską na czele, a szyickim regionalnym mocarstwem, jakim jest Iran. Katar jest oskarżany przez Arabię o wspieranie Teheranu, mimo że sam jest krajem sunnickim.
Zdaniem szefa działu zagranicznego sytuacja dyplomatyczna nie przełoży się na stabilność dostaw katarskiego gazu do Polski. – To nie jest wojna o surowce, co nie znaczy, że nie będzie wpływała na rynek naftowy i gazowy. Nie wiemy, czy ten konflikt będzie trwał na tyle długo, żeby to miało wpływ na sytuację energetyczną w Polsce.
– Nie wiemy, jak się zachowają Stany Zjednoczone, które mają duże siły wojskowe w Katarze. Jeszcze za czasów Baracka Obamy Katar wykonywał poważne gesty w stosunku do Ameryki, ale zmieniły się władze w Białym Domu, więc może i nastawienie Kataru się zmieniło – powiedział dla Radia Wnet Jerzy Haszczyński.
Jak informują państwowe media syryjskie, po wielu tygodniach ciężkich walk wojskom rządowym udało się odebrać miejscowość Maskana z rąk dżihadystów. Operację Syryjczyków wspierali Rosjanie.
Zajęcie Maskany położonej po zachodniej stronie jeziora (zbiornika retencyjnego) Al-Asad wpisuje się w zakrojoną na szeroką skalę operację militarną, którą syryjskie siły rządowe rozpoczęły w połowie stycznia z pomocą Rosjan w celu pokonania IS w prowincji Aleppo. [related id=”22695″]
„Siły rządowe i sprzymierzeni bojownicy posuwają się naprzód w prowincji Aleppo i tropią grupy organizacji terrorystycznej Daesz (Daesh – arabski akronim Państwa Islamskiego)” – powiedziało źródło wojskowe cytowane przez syryjskie media. „Przywracają bezpieczeństwo i stabilność w strategicznej miejscowości Maskana i wielu innych ważnych miejscach” – dodało to źródło.
Maskana jest oddalona o 15 km od granicy administracyjnej z prowincją Ar-Rakka, gdzie wspierany przez USA sojusz milicji pod nazwą Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) przygotowuje się do operacji przejęcia kontroli nad miastem o tej samej nazwie – bastionem IS w Syrii. Nie przewiduje się udziału armii syryjskiej w tej operacji.
Według źródła, na które powołuje się agencja AFP, „Maskana jest ostatnim ważnym miejscem w prowincji Aleppo przed Rakką, a ci, co kontrolują Maskanę, kontrolują też oś Aleppo-Rakka”. Rozmówca AFP twierdzi, że obecność IS w prowincji Aleppo nie potrwa już długo.
Obecnie IS kontroluje jedynie niewiele wiosek rozsianych na wschodzie i na południowym wschodzie prowincji Aleppo – twierdzi szef Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, Rami Abdel Rahman.
Państwo Islamskie wciąż dokonuje w Syrii zbrojnych wypadów na wioski w pobliżu stref znajdujących się pod jego kontrolą, ale jest spychane w kierunku swych mateczników – położonych nad Eufratem miast Rakka i Dajr az-Zaur.
Kolejna runda negocjacji w sprawie uregulowania konfliktu syryjskiego odbędzie się w stolicy Kazachstanu Astanie w dniach 12-13 czerwca – powiedział w sobotę syryjski ambasador w Moskwie Riad Haddad.
Ostatnią rundę negocjacji w Astanie opuścili w proteście przeciwko udziałowi Iranu przedstawiciele zbrojnej opozycji syryjskiej. Moskwa i Teheran wspierają w konflikcie syryjskim prezydenta Baszara el-Asada.[related id=”16680″]
Na razie nie poinformowano, czy opozycja weźmie udział w nowej rundzie rozmów.
W ogarniętej wojną od 2011 r. Syrii obowiązuje obecnie porozumienie o strefach bezpieczeństwa, podpisane przez gwarantów planu pokojowego: Rosję, Iran i Turcję. Konflikt kosztował już życie ponad 320 tys. ludzi.
Kontrola Amerykańskiego Departamentu Obrony i raport Amnestii International podaje, że sprzęt do walki z ISIS wart ponad 1,5 mld dolarów trafił do Państwa Islamskiego i innych grup paramilitarnych.
W cotygodniowej rozmowie Maria Giedz kontynuowała również temat referendum niepodległościowego Kurdów na terenach Kurdystanu irackiego. Zgłębiła przyczyny próby przeprowadzenia tego referendum właśnie teraz, a także możliwym rozwoju wypadku już po nim.
Zwróciła uwagę, że Kurdowie mogą zabiegać o protekcję Rosji zamiast USA. Może to wynikać z wycofania się amerykańskich firm z zakupu kurdyjskiej ropy, przy zainteresowaniu tym surowcem ze strony rosyjskiej. Co więcej, kontrola Amerykańskiego Departamentu Obrony wykazała, że w 2015 roku, a więc kiedy już toczyły się walki o wyrzucenie dżihadystów, po ludobójstwie jazydów, po zabijaniu chrześcijan, po całych seriach ataków terrorystycznych, amerykański Kongres przekazał do rządu irackiego wyposażenie wojskowe do walki z tzw. Państwem Islamskim. Sprzęt miał trafić do wojsk armii irackiej, ale również do kurdyjskich peszmergów.
Tak się jednak nie stało: – Kontrola Amerykańskiego Departamentu Obrony i raport Amnesty International podaje, że cały sprzęt za 1,5 mld dolarów trafił do Państwa Islamskiego i innych grup paramilitarnych. Brawo. Okazuje się, że w ten sposób dofinansowujemy terrorystów – skomentowała dr Maria Giedz.
Wcześniej rzecznik irackiej armii poinformował, że obecność dużej liczby cywilów w dzielnicach Mosulu, gdzie ścierają się siły irackie z dżihadystami z IS, spowalnia ofensywę sił prorządowych.
Do ostrzału doszło w Mosulu na północy Iraku – poinformowała iracka policja. Ataku dokonano, gdy mieszkańcy próbowali uciekać z oblężonej przez wojowników dżihadu dzielnicy miasta.
Siedem miesięcy po rozpoczęciu zakrojonej na szeroką skalę operacji w Mosulu, opanowanym przez IS w 2014 roku, irackie siły przejęły właściwie całe miasto, poza jego najstarszą częścią.
Strefy będące jeszcze wciąż pod kontrolą Państwa Islamskiego, są gęsto zaludnione. Według ONZ znajduje się tam jeszcze 200 tysięcy ludzi.