Obecnie Organizacja Narodów Zjednoczonych jest wydającym straszne pieniądze zbiorowiskiem różnych niepotrzebnych ludzi

Cały absurd Rady Bezpieczeństwa ONZ widać na przykładzie Anschlussu Krymu, kiedy to nie mogła ona nałożyć na Rosję sankcji i zrobiono to za pośrednictwem Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

[related id=38734]W tym tygodniu odbędzie się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ, w którym Polska zadebiutuje jako jej niestały członek (czasowy, nieposiadający prawa weta). Większość spraw, które mogłyby być przez RB zrobione, jest przez kogoś wetowana, gdyż Rosja i Chiny wetują rezolucje przygotowywane przez „cywilizowany Zachód”. Kiedyś RB miała trochę większe znaczenie. Obecnie cała ONZ jest zbiorowiskiem różnych niepotrzebnych ludzi, którzy tam pracują, wydającym straszne pieniądze na różne grupy, podgrupy itp.

Charakterystyczne jest to, co się stało w ONZ po aneksji (Anschluss) Krymu przez Rosję. Rosja jest jedynym europejskim krajem, który w ciągu ostatnich 20-30 lat naruszył granice innego kraju – najpierw w Gruzji, potem na Ukrainie.

Sankcje w stosunku do Rosji nie mogły być przyjęte przez Radę Bezpieczeństwa, więc większością głosów zostały uchwalone przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Oczywiście według Rosji było to bezprawne, gdyż jej zdaniem takie rezolucje może przyjmować jedynie RB. „Widzimy tu cały absurd”.

[related id=38740]Pewne części ONZ dawno „przeszły w ręce” Rosjan. Głównie dlatego, że Zachodowi coraz mniej zależy na ONZ. Na przykład Komisja Praw Człowieka kiedyś składała się z delegatów państw, które przestrzegały praw człowieka. Od paru lat zasiadają w niej przedstawiciele krajów rządzonych przez dyktatorów królestw arabskich itp. Wczoraj wypłynęła sprawa związana z działalnością właśnie tej komisji. Powołała ona specjalnego wysłannika, który miał zbadać, jak sankcje za Anschluss Krymu podziałały na Rosję. Stworzył on raport, opisujący, jak to Rosjanie cierpią z powodu tych sankcji. Rosja od razu się na niego powołała.

Okazało się jednak, że autor tego raportu, były ambasador Algierii przy ONZ, dostał od Rosjan 50 tysięcy dolarów za napisanie tego raportu. Jest to zdarzenie bardzo charakterystyczne dla całego ONZ.

[related id=38671]

Wszyscy czekają na wystąpienie w ONZ Donalda Trumpa. W kampanii wyborczej mówił o ONZ, że jest to banda darmozjadów. Prawdopodobnie wypowie się na temat Korei Północnej, a także zapowie ograniczenie wydatków USA na działanie ONZ, gdyż jest to organizacja „zupełnie nieumiejąca niczego zrobić”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy z Ireną Lasotą w pierwszej części Poranka WNET; w rozmowie także o referendach niepodległościowych w Kurdystanie i w Katalonii.

JS

Czy kwestia ukraińska będzie ceną rozwiązania konfliktu z Koreą Północną?

Władimir Putin i dyplomacja rosyjska próbują ugrać coś na kryzysie wokół Korei Północnej i wykorzystać to w konflikcie z Ukrainą o Donbas.

14 września rozpoczynają się w Rosji i na Białorusi ćwiczenia wojskowe Zapad 2017. Na Ukrainie od 7 do 23 września też trwają ćwiczenia – Rapid Trident. Biorą w nich udział także żołnierze NATO. Duże dyskusje wywołała obecność na manewrach 57 wojskowych z Mołdawii, gdyż prorosyjski prezydent tego kraju nie zgodził się na ich wysłanie na Ukrainę. Pomimo to rząd mołdawski żołnierzy wysłał. W tym czasie mołdawski prezydent odbywa wiele spotkań z rosyjskimi delegacjami, co relacjonuje na swoim profilu na Facebooku. Z kolei w Gruzji mają miejsce manewry Agile Spirit, podczas których komandosi z NATO oraz z Gruzji i Ukrainy ćwiczą w górach możliwości desantowe.

Być może w innych okolicznościach nie zwracalibyśmy uwagi na takie nagromadzenie wojskowych ćwiczeń. Trudno jednak nie patrzeć na nie w kontekście sytuacji wokół Korei Północnej, która w pełni pokazuje swoje możliwości bojowe. Widać już, kto może, przynajmniej politycznie, skorzystać na konflikcie na Półwyspie Koreańskim. Szczególnie aktywna stała się Rosja.

Władimir Putin stwierdził ostatnio, że Korea Północna ma nie tylko rakiety średniego zasięgu, ale też dalekosiężną artylerię i systemy zaporowego ognia, wobec których nie można zastosować systemów przeciwrakietowych. Tym samym prezydent Rosji podważył politykę Donada Trumpa i próbował pokazać, że świat ma ograniczone możliwości militarnego osłabienia Korei i obrony przed jej atakiem. Powiedział też, że w Korei będą jeść trawę, ale nie zrezygnują z programu atomowego. Wymusza to, jego zdaniem, prowadzenie z Koreą dialogu i podważa sensowność nakładania na nią kolejnych sankcji.

Pojawia się tutaj wątek ukraiński. Putin twierdzi bowiem, że oczekiwanie wprowadzenia sankcji na Koreę jest śmieszne. Wcześniej Stany Zjednoczone zastosowały sankcje w stosunku do Rosji i Chin. Sankcje przeciwko Rosji USA wprowadziły z powodu jej postępowania wobec Ukrainy, przede wszystkim aneksji Krymu. [related id=37343]

W tym samym czasie na forum ONZ Rosja zgłosiła pomysł wprowadzenia do Donbasu sił pokojowych. Jeszcze kilka dni temu jednoznacznie opowiadała się przeciwko takiemu rozwiązaniu. Jego inicjatorem była strona ukraińska już w 2015 roku. Potem do tego wielokrotnie powracała, co Rosja jednak bojkotowała.

Według ukraińskich ekspertów w rosyjskiej propozycji nie chodzi o rozwiązanie konfliktu na Ukrainie, ale o umocnienie w nim pozycji Rosji. Ta po pierwsze stawia się w pozycji kraju niebiorącego udziału w konflikcie na Ukrainie. Może więc chcieć, żeby jej żołnierze uczestniczyli w zapowiadanej misji pokojowej. Ukryty, ale faktyczny agresor stałby się wtedy rozjemcą. Po drugie misja miałaby być zlokalizowana nie na terenie całego Donbasu, a na linii frontu. Utrwalałoby to istnienie tzw. republik ludowych, ich związki z Rosją i na lata blokowałoby możliwość odzyskania ich terenów przez Ukrainę.

Jeszcze 2 września Rosja na misje pokojową w Donbasie nie chciała się zgodzić. Trudno więc nie łączyć zaostrzania się konfliktu koreańskiego ze wzmożeniem aktywności dyplomacji rosyjskiej. Putin może przy tej okazji załatwiać swoje interesy w innych częściach świata. Udało mu się to już raz w Syrii. Zaangażowanie Rosji w walkę przeciwko Państwu Islamskiemu, po krótkim okresie izolacji na forum międzynarodowym, wprowadziło ją w grono światowych liderów decydujących o bezpieczeństwie całego świata.

Co ciekawe, do dzisiaj nie rozstrzygnięto kwestii, kto stoi za finansowaniem Państwa Islamskiego i stworzeniem światowej sieci terroryzmu. Trudno nie zauważyć, że aktywność islamskich terrorystów ostatecznie okazała się dla Rosji politycznie bardzo korzystna. Podobnie – fala imigrantów szturmujących Europę.

Dziś niechętnie przypomina się, że głównym partnerem ekonomicznym i politycznym Korei Północnej przez lata były Rosja i Chiny. Teraz starają się wykazać, że to one mogą doprowadzić do pokoju. Pytanie, za jaką cenę i czy tą ceną nie będzie kwestia ukraińska – a tak to właśnie jest postrzegane na Ukrainie.

Felietonu Pawła Bobołowicza można wysłuchać w części drugiej Poranka WNET z Puław.

JS

Ambasador USA przy RB ONZ: Iran nie przestrzega postanowień umowy nuklearnej

Iran nie przestrzega postanowień porozumienia nuklearnego – oznajmiła ambasador USA przy ONZ Nikki Haley. Jej zdaniem umowa jest tak skonstruowana, że wycofanie się z niej jest „mało atrakcyjne”.

W wypowiedzi dla think tanku American Enterprise Institute amerykańska ambasador Nikki Haley stwierdziła również, że umowa nuklearna została „zaprojektowana jako zbyt wielka, by upaść”, a irańscy przywódcy „biorą świat jako zakładników swojego złego zachowania”. Haley dodała, że porozumienie jest „bardzo wadliwe i ograniczone”, a Iran wielokrotnie je naruszał.

Jak jednak zaznaczyła, jeżeli prezydent USA Donald Trump powie w październiku Kongresowi, że Iran nie przestrzega postanowień porozumienia nuklearnego, nie będzie to oznaczać, że Waszyngton zamierza wycofać się z umowy.

Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) opublikowała w czwartek raport kwartalny, w którym oceniła, że Iran stosuje się do warunków zawartych w umowie nuklearnej. W październiku Trump wystąpi przed Kongresem, by ogłosić, czy Iran respektuje warunki porozumienia; Haley powiedziała we wtorek, że nie wie, jaką decyzję podejmie prezydent USA.

W odpowiedzi na wystrzelenie przez Teheran rakiety zdolnej do przenoszenia satelitów Waszyngton nałożył 28 lipca sankcje finansowe na sześć irańskich przedsiębiorstw uczestniczących w irańskim programie rakiet balistycznych. Próbę rakietową, którą Iran opisał jako sukces, ale amerykańska stacja Fox News, powołując się na źródła wywiadowcze, określiła jako fiasko, USA uznały za naruszenie postawień rezolucji ONZ oraz pogwałcenie porozumienia atomowego.

Na początku sierpnia prezydent USA Donald Trump podpisał ustawę wprowadzającą nowe sankcje wobec Iranu, Rosji i Korei Północnej, którą wcześniej przyjął Kongres USA.

Prezydent Iranu Hasan Rowhani zagroził 15 sierpnia, że jeśli Stany Zjednoczone nałożą kolejne sankcje na jego kraj, to „nawet w ciągu kilku godzin” będzie on mógł zerwać umowę nuklearną.

Zawarte w 2015 roku międzynarodowe porozumienie nuklearne ma na celu ograniczenie programu nuklearnego Teheranu i przewiduje, że zrezygnuje on z dążenia do uzyskania broni atomowej w zamian za stopniowe znoszenie nałożonych na niego sankcji międzynarodowych. W ramach paktu zawartego z mocarstwami program jądrowy Iranu został poddany ścisłej kontroli MAEA.

PAP/MoRo

Jerzy Targalski: W sprawie konfliktu ws. Kataru i kryzysu w Zatoce Perskiej spodziewam się z dużej chmury małego deszczu

Rozwój konfliktu w Zatoce Perskiej groziłby nieprzewidywalnymi konsekwencjami. Z tego powodu państwa, które są w to wmieszane (oprócz Rosji oczywiście), nie będą eskalowały napięcia ponad miarę.

Jerzy Targalski

(…) Zarówno Iran, niejako naturalny przywódca szyitów, jak i Arabia Saudyjska, będąca jednym z państw pretendujących do kierowania sunnitami, rywalizują z sobą o przywództwo w świecie islamu. Najważniejszym obszarem rywalizacji jest oczywiście Zatoka Perska, gdzie władze sprawują dynastie związane z Arabią Saudyjską – oprócz Kataru – oraz Jemen, na terenie którego Iran i Arabia Saudyjska toczą wojny per procura, czyli w zastępstwie. Po prostu zamiast walczyć w Zatoce Perskiej bezpośrednio, szyici i sunnici w imieniu Iranu i Arabii Saudyjskiej mordują się w Jemenie.

Jeżeli chodzi o Katar – wprawdzie rządzi w nim dynastia sunnicka, a mniejszość szyicka jest bardzo mała, jednak Katar uniezależnił się już swego czasu od Arabii Saudyjskiej, zbudował ogromną flotę gazowców i sprzedaje gaz skroplony LNG, nie korzystając z sieci gazociągów Arabii Saudyjskiej. Katar, mimo że sunnicki, ze względu na interesy zbliżył się politycznie do Iranu jako przeciwwagi Arabii Saudyjskiej. (…)

Mamy tutaj sojusz wynikający z interesów: Arabia Saudyjska, Egipt, Izrael. Każdy z innych powodów. Egipt nie chce Bractwa Muzułmańskiego, Arabia Saudyjska chce wahabitów, a nie Bractwa Muzułmańskiego, Izrael zaś – wiadomo – najchętniej pozbyłby się zagrożenia muzułmańskiego. Więc sojusz wynika z interesów. To tylko w Polsce, Polacy uważają, że sojusze mają wynikać z przyjaźni. (…)

Jeżeli chodzi o sprawy polityczne, głównym terenem konfliktu jest Zatoka Perska między Iranem i Arabią Saudyjską. Chodzi oczywiście o gaz i ropę.

I teraz polityka amerykańska. Za Obamy Amerykanie postanowili znormalizować stosunki z Iranem. Dlaczego? Nie z miłości oczywiście, bo to interesy rządzą, tylko dlatego, że Iran jest sojusznikiem Chin. Chodziło o znormalizowanie stosunków z Iranem, żeby mieć dostęp przez Iran do Azji Środkowej i w ten sposób okrążyć Chiny. Iran z kolei jest sojusznikiem Rosji, a w tej chwili – to jest znów taka szorstka przyjaźń – sojusznikiem Turcji. (…)

Co do popierania ruchów fundamentalistycznych i terroryzmu, to między Arabią Saudyjską a Katarem nie ma żadnej różnicy. Arabia Saudyjska popiera fundamentalistów islamskich od 40 lat, wszędzie, gdzie tylko może. Rodziny feudałów Arabii Saudyjskiej finansują terroryzm. Tak samo zresztą jak Emiraty Arabskie czy Katar. To jest bzdura, że rzecz idzie o zmniejszenie finansowania działalności terrorystycznej. Chodzi po prostu o politykę, jak zwykle. (…)

Pojawia się jeszcze kolejny czynnik – Rosja. Rosja stara się wywołać, jak zawsze, konflikt, chaos i napięcie, zwłaszcza w Zatoce Perskiej. Dlaczego? Przyczyna jest bardzo prosta. Z punktu widzenia Rosji, im wyższa cena baryłki ropy i gazu, tym dla niej lepiej. Czyli każdy konflikt na tym terenie jest w interesie rosyjskim, ponieważ wtedy wpływy do budżetu rosyjskiego rosną. Dlatego starają się, tak jak zawsze, siać niezgodę, chaos i zaostrzać konflikty. (…)

Gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli, LNG nie musimy sprowadzać z Kataru. Ostatnio gazowiec przypłynął ze Stanów Zjednoczonych.

Cały artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Konflikt wokół Kataru i kryzys w Zatoce Perskiej” znajduje się na s. 5 sierpniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Konflikt wokół Kataru i kryzys w Zatoce Perskiej” na s. 5 „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

„Śląski Kurier Wnet” 38/2017, Paweł Czyż/ Czy islamska krucjata to rewanż na Francji i Niemczech za okupację kolonialną?

„Rewanż”. Tak można określić obecny najazd na Europę imigrantów z krajów islamskich. Czasem ktoś może uznać to za „dogrywkę” – jeśli się weźmie pod uwagę upadek Konstantynopola w roku 1453.

Paweł Czyż

Rewanż

Właściwie to upadek Imperium Osmańskiego na początku XX wieku stał się zarzewiem zmian, których skutki widzimy obecnie. Osmanowie dla przykładu tolerowali grecką arystokrację – prawosławnych chrześcijan, tzw. fanariotów, którzy sprawowali wiele znaczących urzędów w państwie tureckim, między innymi wykorzystywano ich jako tłumaczy. Wielu wysokich urzędników wywodziło się ponadto spośród Albańczyków. Generalnie kultura imperium była militarystyczna, biurokratyczna (regulowano np. kolor ubrań i butów noszonych przez wyznawców poszczególnych religii) i teokratyczna, ale nie nacjonalistyczna, a Turcy jako narodowość nie byli faworyzowani.

Wbrew panującym często stereotypowym opiniom, należy zwrócić uwagę na względną tolerancję religijną panującą w imperium. Prześladowania ze względów religijnych nie były częste i zwykle stanowiły wyraz zemsty za bunty czy niepowodzenia wojenne w walkach z chrześcijanami, niekiedy także stanowiły efekt fanatyzmu poszczególnych namiestników. Tolerancja wobec Żydów stała się przyczyną migracji znacznej części Żydów sefardyjskich (wygnanych w 1492 roku z Hiszpanii) na tereny Imperium, głównie do Salonik. Z drugiej strony niemuzułmanie byli poddani instytucjonalnej dyskryminacji – musieli płacić władzom dodatkowe podatki i obowiązywały ich różne ograniczenia prawne.

Imperium tureckie to nie tylko Wiedeń 1683

Do osobistości, które rozumiały wagę Imperium Osmańskiego dla utrzymania pokoju na Bliskim Wschodzie, należy m.in. gen. Józef Bem. Wraz z generałami węgierskimi Jerzym Kmetym i Miksą Steinem Bem dokonał formalnej konwersji na islam, by móc wstąpić do armii sułtana. Wraz z przyjęciem tej religii zmienił imię na Murat Pasza (Murad Pasa, Yusuf Paşa). Opracował plany reorganizacji armii tureckiej, budowy twierdz pogranicznych, rozbudowy otaczających Turcję umocnień, a także projekty uregulowania przepływających przez ten kraj rzek Tygrysu i Eufratu.

W 1850 roku, badając grunt, na którym zbudowane było Aleppo, stwierdził, że leży ono na bogatych złożach saletry, siarki i żelaza. Wykorzystując tę wiedzę, uruchomił sfinansowaną z własnych środków małą manufakturę saletry i prochu. Końcowy produkt o cenie niższej o 20% od rynkowej zaproponował tureckiemu rządowi, prosząc o pozwolenie na budowę fabryki. Jesienią 1850 roku Turcja zezwoliła mu na zbudowanie w mieście rafinerii saletry i przeznaczyła na ten cel 50 tysięcy piastrów z państwowej kasy. Bem mógł rozpocząć dzięki temu produkcję na skalę przemysłową. Do pracy w powstającej fabryce ściągnął kilkudziesięciu innych internowanych polskich oficerów, weteranów powstania węgierskiego. Planował utworzyć w Aleppo na tej bazie nowoczesną szkołę artylerii.

W uznaniu zasług mianowano go generałem tureckiej armii. W październiku 1850 roku w Aleppo wybuchły krwawe zamieszki zainicjowane przez Beduinów z powodu nieumiejętnej polityki miejscowego tureckiego gubernatora. Wymierzone one były zarówno w turecką władzę na tym terenie, jak i w syryjskich chrześcijan. Miasto zostało otoczone przez 30-tysięczne wojska powstańcze, a nomadzi domagali się okupu, grożąc w razie odmowy spaleniem Aleppo i wymordowaniem jego mieszkańców.

Ostatnią bitwą, jaką stoczył Józef Bem, była uwieńczona sukcesem obrona Aleppo. W czasie obrony miasta, w którym broniło się 1200 żołnierzy, generał dowodził artylerią wyposażoną w 16 armat.

W listopadzie 1850 Bem zachorował na malarię azjatycką. Zmarł w nocy 10 grudnia. Pochowany został w Turcji na starym cmentarzu wojskowym położonym na skalistej górze Dżebel el Isam (tur. Góra Wielkich Ludzi). Postulaty przeniesienia prochów generała do Polski podnoszone były jeszcze w XIX wieku, jednak ich realizacja nastąpiła dopiero w 1929 roku, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. W tym celu do Turcji udała się specjalna delegacja, która przeprowadziła ekshumację oraz transport do kraju. Na trasie podróży pociągu odbyły się uroczystości składania hołdu bohaterowi. Obchody miały charakter międzypaństwowy i zaangażowały się w nie rządy Turcji, Węgier i Polski. W Budapeszcie manifestacja na cześć generała zgromadziła kilkaset tysięcy osób. Prochy Józefa Bema sprowadzono 30 czerwca 1929 roku do rodzinnego Tarnowa, gdzie zostały umieszczone w mauzoleum na wyspie w Parku Strzeleckim, a na grobie umieszczono napisy w językach polskim, węgierskim i arabskim. Zgodnie z muzułmańską tradycją ciało ułożono głową w stronę Mekki.

W jakiś sposób w krajach arabskich pamięta się również o polskiej tolerancji religijnej, np. w stosunku do Tatarów w czasach I RP (nazywano ich „Lipkami” lub „Muślimami”). Czy może zatem dziwić to, że w naszym kraju dotychczas nie było żadnych zamachów ISIS czy innych nacjonalistów arabskich?

Wbrew pozorom stan kultury i nauki w krajach islamskich stoi na bardzo wysokim poziomie – co przekłada się na stan wiedzy historycznej. Tradycja naukowego zaangażowania, samodoskonalenia w licznych krajach islamskich sięga nawet czasów arabskiego panowania na terenie Półwyspu Iberyjskiego (711–1492). „Al-Andalus” (arabska nazwa Półwyspu Iberyjskiego, nadana przez jego muzułmańskich zdobywców) przestała istnieć jako byt polityczny, przetrwała jednakże w literaturze arabskiej, zaś jej legenda trwa do dnia dzisiejszego w kulturze arabsko-muzułmańskiej. Przedstawiciele świata arabskiego doskonale poruszają się w meandrach historii Europy i poszczególnych krajów oraz narodów europejskich, i to powinno zostać w końcu przyjęte do naszej świadomości!

Syryjski problem i przyczyna

W 1517 Syrię przyłączono do tureckiego Imperium Osmańskiego. W 1831 zajęły ją wojska paszy Egiptu Muhammada Alego, jednak na skutek nacisków europejskich mocarstw i buntu miejscowej ludności wojska musiały się stamtąd wycofać na rzecz Turcji w roku 1840. Pod koniec XIX wieku wzrosła świadomość narodowa, co spowodował kontakt z kulturą Zachodu; Syria stała się odrodzona politycznie i gospodarczo (przyczyniła się do tego m.in. budowa Kanału Sueskiego).

Zatem w 1916 roku wybuchła tzw. Al-Thawra al-`Arabiyya. Było to powstanie wywołane przez Husseina bin Alego w celu uniezależnienia się od Imperium Osmańskiego i utworzenia jednolitego państwa arabskiego od Aleppo w Syrii po Aden w Jemenie. Rewolta zakończyła się, gdy 1 października 1918 roku armia arabska wraz z brytyjskim Camel Corps zajęła Damaszek – co zakończyło kampanię bliskowschodnią I wojny światowej.

Najbardziej rozpoznawalną postacią tej kampanii jest brytyjski żołnierz i pisarz Thomas Edward Lawrence (1888–1935), znany jako Lawrence z Arabii, który był gorącym zwolennikiem powstania samodzielnego państwa arabskiego, a także współorganizatorem haszymidzkiego oporu. Po wojnie istniała pilna potrzeba uregulowania stref wpływów i granic państwowych na całym Bliskim Wschodzie.

Podczas spotkania alianckiej Rady Czterech w 1919 roku brytyjski premier David Lloyd George oświadczył, że podstawą porozumienia musi być umowa Fajsal – Weizmann zawarta pomiędzy przywódcą ruchu syjonistycznego Chaimem Weizmannem i syryjskim emirem Fajsalem I. Dla społeczności żydowskiej na Bliskim Wschodzie niezwykle ważne były brytyjskie obietnice utworzenia w Palestynie „żydowskiej siedziby narodowej” zawarte w deklaracji Balfoura z 1917.

Natomiast społeczność arabska wielką wagę przykładała do korespondencji prowadzonej podczas I wojny światowej między brytyjskim Wysokim Komisarzem Egiptu sir Henry McMahonem a Szarifem Mekki Husajnem. Korona brytyjska zgodziła się wówczas „poprzeć arabskie dążenia niepodległościowe” w Imperium Osmańskim. W zamian Arabowie przyłączyli się do wojny przeciwko Turkom.

Na podstawie tych dwóch częściowo sprzecznych obietnic zarówno Żydzi, jak i Arabowie byli przekonani, że Wielka Brytania obiecała im utworzenie niepodległego państwa w Palestynie. Mocarstwa zachodnie były jednak związane odrębną umową Sykes – Picot, zawartą w 1916 roku między Wielką Brytanią a Francją. Dzieliła ona Bliski Wschód na pięć stref wpływów należących do Brytyjczyków i Francuzów, przy czym zakładano utworzenie obszaru, na którym miało powstać niezależne państwo arabskie.

Postępując w zgodzie z tym porozumieniem, wojska brytyjskie nie zajęły syryjskich miast: Damaszku, Hims, Hama i Aleppo. Otworzyło to drogę do wzrostu nastrojów panarabskich, nacjonalistycznych i aspiracji utworzenia niepodległego państwa arabskiego. W lipcu 1919 roku Syryjski Kongres Narodowy (forma parlamentu) odmówił uznania jakiegokolwiek prawa francuskiego rządu nad którąkolwiek częścią terytorium Syrii. Wezwał Francję do uznania niepodległości Syrii, gdyby zaś mocarstwa uznały, że konieczne jest powierzenie jednemu z aliantów mandatu nad tym terytorium, prosił, by były to Stany Zjednoczone lub Wielka Brytania. Francja i Wielka Brytania były jednak zdecydowane podzielić strefy wpływów na Bliskim Wschodzie zgodnie z wyżej wymienioną umową Sykes – Picot z 1916 roku. Układ w swoich założeniach dzieli Bliski Wschód na pięć stref:

  • strefę administrowaną bezpośrednio przez Francję, utworzoną przez Liban, rejon Adany (Cylicję) i wybrzeże syryjsko-libańskie;
  • strefę zależną bezpośrednio od Wielkiej Brytanii, utworzoną przez Dolną Mezopotamię;
  • strefę A, złożoną z dzisiejszej Syrii i rejonu Mosulu, w której uznaje się suwerenność arabską, ale która znajdowałaby się pod protekcją Francji;
  • strefę B, rozciągającą się od granicy z Egiptem aż po Irak, również obiecaną niezależnemu państwu arabskiemu lub konfederacji państw arabskich, ale będącą pod protekcją Wielkiej Brytanii;
  • strefę złożoną z terytorium palestyńskiego od Morza Śródziemnego aż po Jordanię, która znajdowałaby się pod kontrolą międzynarodową, z wyjątkiem portów w Hajfie i Akce, przeznaczonych dla Wielkiej Brytanii.

Granice Bliskiego Wschodu, zarysowane w taki sposób przez Brytyjczyków i Francuzów, nie tylko zredukowały obietnice złożone szarifowi Mekki Husajnowi, ale również wyłączyły Palestynę spod jakiejkolwiek kontroli arabskiej.

Syryjski emir Fajsal starał się prowadzić umiejętną i wyważoną politykę zagraniczną, dlatego 6 stycznia 1920 roku parafował umowę z francuskim premierem Georgesem Clemenceau, który uznał „prawo Syryjczyków do zjednoczenia się, aby rządzić swoim niepodległym państwem”. Kongres ogłosił 8 marca 1920 roku w Damaszku powstanie niepodległego Królestwa Wielkiej Syrii. Królem wielkiej Syrii ogłoszono emira Fajsala, który przybrał imię Fajsala I. Na konferencji w San Remo w 1920 roku – opartej na ustaleniach umowy Sykes – Picot z 1916 roku – postanowiono ustanowić na terenie Królestwa Wielkiej Syrii terytorium mandatowe francuskie oraz brytyjskie. Administratorem Syrii i Libanu z ramienia Francji został gen. Henri Gouraud. 14 lipca 1920 roku generał wystosował do króla Fajsala I ultimatum, w którym żądał zgody na utworzenie w Syrii swojego terytorium mandatowego, zredukowania armii syryjskiej i przekazania Francuzom kontroli nad główną linią kolejową.

Sam król był skłonny zaakceptować takie rozwiązanie, które w jego ocenie było jedyną szansą na zachowanie jakiejkolwiek formy arabskich rządów w Syrii. Syryjski Kongres Narodowy chciał jednak zbrojnie walczyć o niepodległość. Fajsal uważał wszelki opór za beznadziejny i rozwiązał Kongres (parlament). Wydał rozkazy, by wojsko syryjskie nie broniło się. Jego poleceń nie posłuchał minister wojny Jusuf al-Azma, który na czele około pięciu tysięcy źle uzbrojonych żołnierzy i ochotników stoczył z armią francuską bitwę pod Majsalun w okolicach Damaszku. Zakończyła się ona klęską Syryjczyków.

Fajsal bezskutecznie ubiegał się o zachowanie chociaż części utworzonej przez siebie administracji arabskiej. Gdy Francuzi odmówili jakichkolwiek rozmów z królem, ten 2 sierpnia 1920 roku wyjechał do Palestyny. W sierpniu 1920 Francuzi dokonali podziału Wielkiej Syrii. Wydzielono Wielki Liban. Pozostałą część Syrii podzielono wedle kryteriów religijnych na cztery państewka: Damaszek, Aleppo, Latakię i Dżabal ad-Duruz.

Upadek państwa nie oznaczał stłumienia aspiracji elit syryjskich do niepodległości. Już w 1921 roku doszło do pierwszych antyfrancuskich protestów oraz do wybuchu powstania Ibrahima Hananu, które zostało stłumione przez wojsko francuskie. W 1925 roku Damaszek i Aleppo połączono w Państwo Syrii. W 1936 podpisano traktat, który zobowiązywał Francję do przyznania Syrii pełnej niepodległości (nie został on przez Francję ratyfikowany). W 1940 roku Syria znalazła się pod władzą rządu Vichy. Po wyzwoleniu w 1941 roku Komitet Wolnej Francji ogłosił niepodległość Syrii, która została oficjalnie ogłoszona przez Syrię w roku 1943. W 1944 do państwa syryjskiego przyłączone zostały Latakia i Dżabal ad-Duruz.

Zatem na sytuację w Syrii i terenach zajmowanych przez ISIS trzeba spojrzeć znacznie szerzej. W jakimś sensie nacjonalistyczny odłam islamu czerpie paliwo z historii. Gdy Polacy przez 123 lata walczyli o wyzwolenie spod władzy państw zaborczych, to czerpanie z tradycji, pozycji I RP i oparcia w Kościele katolickim było ważnym elementem zachowania tożsamości narodowej.

Francja i Wielka Brytania jawią się dla nacjonalistów arabskich takim samym okupantem, jakim kiedyś dla Polaków państwa zaborcze. Zamachy przeprowadzone przez ISiS w Europie koncentrują się głównie właśnie na Francji i Wielkiej Brytanii. Ma to uzasadnienie historyczne.

W całkowicie bezrefleksyjny sposób te państwa doprowadziły do rozbicia Imperium Osmańskiego, uwalniając zręby nacjonalizmu islamskiego spod państwowej kontroli. Przez dekady Francja i Anglia zwalczały potem niepodległościowe dążenia narodów arabskich. Niegdyś w imię Kościoła katolickiego, również pod auspicjami Francji i Anglii, prowadzono walkę z islamem poprzez krucjaty na terenach arabskich. Czemu zatem miałoby dziś dziwić, że nacjonaliści islamscy przenoszą konflikt na terytorium Europy, a raczej państw europejskich, w stosunku do których mają wciąż żywe pretensje za zwalczanie ich aspiracji i religii?

Dlaczego nacjonaliści arabscy mają „sentyment” do Niemiec?

Napisać, że Adolf Hitler cieszył się w świecie islamskim dużym poważaniem, to mało. Arabowie otaczali go niemal kultem. Niemcy doskonale orientowali się w nastrojach arabskiego świata. Mieli również świadomość, że wielu Arabów oddaje Hitlerowi niemal religijną cześć. Wyrazy tego podziwu przybierały czasem humorystyczną postać. W każdej chwili – pisał jeden z palestyńskich szejków do Führera – gotów jestem służyć pańskiemu rządowi, wystawiając do dyspozycji stu jeźdźców. Czekam tylko na skinienie Waszej Wysokości. […] Oby pan na zawsze pozostał moim władcą.

Słowa uznania zaczęły płynąć również od bardziej prominentnych władców. W 1941 roku egipski król Faruk posłał Niemcom pozdrowienie: Przepełniony podziwem i szacunkiem dla Führera i narodu niemieckiego, życzę mu najgoręcej zwycięstwa nad Anglią. Moim życzeniem i wolą mojego narodu jest, by oddziały niemieckie jak najszybciej wyzwolił Egipt spod dokuczliwego i brutalnego jarzma Anglików.

Entuzjazm dla Niemiec i Hitlera w świecie arabskim nie był tylko związany z nienawiścią do Żydów. Arabowie w zwycięstwie III Rzeszy widzieli nadzieję na wyzwolenie spod kolonialnego ucisku. Pragnienie wolności było tym żarliwsze i głośniej wyrażane, im bardziej linia frontu zbliżała się do Bliskiego Wschodu, a pod niemieckim naporem padały kolejne kolonialne potęgi. Gdy w 1940 roku ugięła się Francja, na ulicach syryjskich miast tłumy śpiewały zjadliwą piosenkę: „Nigdy więcej monsieurów, nigdy więcej misterów, niech będzie Allah w niebie, A na ziemi Hitler”.

Intrygujące, że w proniemieckich peanach szybko zaczęły pojawiać się motywy religijne, sugerujące, że Adolf Hitler jest kimś więcej aniżeli tylko zwykłym człowiekiem. Erwin Ettl, niemiecki ambasador w Iraku, pisał w notatce z początku 1941 roku, że duchowni w całym kraju wskazują swoim wiernym stare, tajemne wróżby i przepowiednie, z których wynika, iż pod postacią Adolfa Hitlera Allah zesłał na ziemię dwunastego imama. W ten sposób […] szerzy się propagandę, która w Hitlerze i Niemczech upatruje lekarstwa na całe zło.

Jeden z niemieckich dyplomatów odnotował w swoim dzienniku 29 sierpnia 1938 roku nowe wytyczne z Berlina: „Trzeba aktywować ruch arabski”. W tym samym roku III Rzesza zaczęła dostarczać broń do Libanu. Stamtąd – zwykłymi rybackimi łodziami – potajemnie szmuglowano ją do Palestyny, by dozbrajać antybrytyjskich buntowników.

Wiatr historii w końcu zawiał Arabom w plecy. Niecałe dwa lata po wybuchu wojny, nocą z 1 na 2 kwietnia 1941 roku, w Iraku doszło do antybrytyjskiego przewrotu. Władzę przejęli proniemieccy politycy. Powstańców wsparło małą jednostką Luftwaffe, które przypuściło ataki na pozycje brytyjskie. Okazały się one jednak bezskuteczne, gdyż niemieckie maszyny były nieprzystosowane do mezopotamskich warunków klimatycznych. Pod koniec maja powstanie upadło, a jego przywódcy zbiegli z kraju. Jednym z uciekinierów był Al-Hadżdż Muhammad Amin al-Husajni, wielki mufti Jerozolimy.

W listopadzie 1941 roku udało mu się spotkać z Hitlerem. Podczas tego spotkania al-Husajni przyjął zapewnienie co do jednej sprawy – gdy tylko Niemcy wbiją swoją flagę w arabską ziemię, to nigdy już nie będzie tam miejsca dla Żydów. Oczywiście oczekiwania arabskiego polityka były większe – chciał uzyskać pewność, że dzięki niemieckiemu zwycięstwu będzie możliwa odbudowa niezależnej arabskiej państwowości na Bliskim Wschodzie. Ale tej Führer mu nie dał i dać nie mógł. Bliski Wschód jeszcze znajdował się poza zasięgiem jego armii, a ponadto nie chciał drażnić sojuszniczych Włochów, którzy względem tego obszaru mieli własne ambicje kolonialne.

Al-Husajni uzyskał od Hitlera zapewnienie w tej sprawie dopiero trzy lata później, w listopadzie 1944 roku. Rząd III Rzeszy w oficjalnym dokumencie uznał „prawa państw arabskich do samostanowienia, jedności i niepodległości”. Mufti został w Berlinie, a władze niemieckie do końca wojny finansowały jego biuro i liczne podróże polityczne. Gdy mufti prowadził pierwsze rozmowy z nazistami, niemieckie wojenne sukcesy – szczególnie te odnoszone przez Afrika Korps – wywoływały euforię Arabów. W Palestynie nasiliły się antybrytyjskie akty sabotażu i brutalne ataki na społeczność żydowską.

„Przyjazna atmosfera wobec Niemców – donosił niemiecki agent 'Antonius’ – utrzymuje się nadal. Wszyscy wyrażają życzenie, by wkroczyli wreszcie Niemcy i wyzwolili kraj spod okupantów. Gdy Arabowie publicznie mówią o Hitlerze, posługują się najczęściej pseudonimami: najnowszy z nich to 'Haddsch Numur’ – 'Tygrys’. Życzenia zwycięstwa Hitlerowi zastępują częstokroć formułę powitalną”. Autor innego raportu pisał, że po zapadnięciu zmroku wszyscy Żydzi znikają z miejsc publicznych oraz ulic i z ciemności wynurza się obraz czysto arabskiej Palestyny.

Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę z optymistycznych nastrojów Arabów. W strukturach Wehrmachtu sformowano jednostkę Sonderstab F, której podstawowym zadaniem było sianie triumfalistycznej propagandy wśród Arabów, zachęcanie do kolaboracji i do akcji sabotażowych.

Minęło 70 lat i okazuje się, że imigranci z Syrii i innych państw islamskich przybywający do Niemiec mają historycznie wpojone zaangażowanie Niemiec po stronie arabskiej. Zatem skala ataków ISIS w Niemczech jest o wiele mniejsza niż we Francji czy Anglii. Samo zaproszenie skierowane do Syryjczyków ze strony kanclerz Angeli Merkel obudziło w krajach islamskich pewne sentymenty.

Czas zatem zrozumieć, że konflikt w Syrii, sytuacja na Bliskim Wschodzie, powstanie ISIS ma korzenie dużo głębsze niż się nam wydaje. Nie każdy wyznawca islamu przybywający do Europy ma twarz faktycznie zmęczoną ucieczką przed wojną i nikły zasób wiedzy o kulturze i historii poszczególnych państw Europy. O faktycznej motywacji jego przyjazdu nie wspominając…

Cały artykuł Pawła Czyża pt. „Rewanż” znajduje się na s. 4 sierpniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Pawła Czyża pt. „Rewanż” na s. 4 „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Czy islamska krucjata i ISIS są historycznie skierowane przeciwko Anglii i Francji jako rewanż za okupację kolonialną?

Na sytuację w Syrii i terenach zajmowanych przez ISIS trzeba spojrzeć historycznie. Francja i Wielka Brytania to dla nacjonalistów arabskich taki sam okupant, jak kiedyś dla Polaków państwa zaborcze.

Paweł Czyż

Upadek Imperium Osmańskiego na początku XX wieku stał się zarzewiem zmian, których skutki widzimy obecnie. (…)

Wbrew panującym często stereotypowym opiniom, należy zwrócić uwagę na względną tolerancję religijną panującą w imperium. Prześladowania ze względów religijnych nie były częste i zwykle stanowiły wyraz zemsty za bunty czy niepowodzenia wojenne w walkach z chrześcijanami, niekiedy także stanowiły efekt fanatyzmu poszczególnych namiestników.

Tolerancja wobec Żydów stała się przyczyną migracji znacznej części Żydów sefardyjskich (wygnanych w 1492 roku z Hiszpanii) na tereny Imperium, głównie do Salonik. Z drugiej strony niemuzułmanie byli poddani instytucjonalnej dyskryminacji – musieli płacić władzom dodatkowe podatki i obowiązywały ich różne ograniczenia prawne. (…)

W jakiś sposób w krajach arabskich pamięta się również o polskiej tolerancji religijnej, np. w stosunku do Tatarów w czasach I RP (nazywano ich „Lipkami” lub „Muślimami”). Czy może zatem dziwić, że w naszym kraju dotychczas nie było żadnych zamachów ISIS czy innych nacjonalistów arabskich? (…)

Dla społeczności żydowskiej na Bliskim Wschodzie niezwykle ważne były brytyjskie obietnice utworzenia w Palestynie „żydowskiej siedziby narodowej” zawarte w deklaracji Balfoura z 1917. Natomiast społeczność arabska wielką wagę przykładała do korespondencji prowadzonej podczas I wojny światowej między brytyjskim Wysokim Komisarzem Egiptu sir Henry McMahonem a Szarifem Mekki Husajnem. Korona brytyjska zgodziła się wówczas „poprzeć arabskie dążenia niepodległościowe” w Imperium Osmańskim. W zamian Arabowie przyłączyli się do wojny przeciwko Turkom. (…)

Na sytuację w Syrii i terenach zajmowanych przez ISIS trzeba spojrzeć znacznie szerzej. W jakimś sensie nacjonalistyczny odłam islamu czerpie paliwo z historii. Gdy Polacy przez 123 lata walczyli o wyzwolenie spod władzy państw zaborczych, to czerpanie z tradycji, pozycji I RP oraz oparcia w Kościele katolickim było ważnym elementem zachowania tożsamości narodowej.

Francja i Wielka Brytania jawią się dla nacjonalistów arabskich takim samym okupantem, jak kiedyś dla Polaków państwa zaborcze. Zamachy przeprowadzone przez ISiS w Europie koncentrują się głównie właśnie na Francji i Wielkiej Brytanii. Ma to uzasadnienie historyczne.

W całkowicie bezrefleksyjny sposób te państwa doprowadziły do rozbicia Imperium Osmańskiego, uwalniając zręby nacjonalizmu islamskiego spod państwowej kontroli. Przez dekady Francja i Anglia zwalczały potem niepodległościowe dążenia narodów arabskich. Niegdyś w imię Kościoła katolickiego, również pod auspicjami Francji i Anglii, prowadzono walkę z islamem poprzez krucjaty na terenach arabskich. Czemu zatem miałoby dziś dziwić, że nacjonaliści islamscy przenoszą konflikt na terytorium Europy, a raczej państw europejskich, w stosunku do których mają wciąż żywe pretensje za zwalczanie ich aspiracji i religii? (…)

Napisać, że Adolf Hitler cieszył się w świecie islamskim dużym poważaniem, to mało. Arabowie otaczali go niemal kultem. (…) Entuzjazm dla Niemiec i Hitlera w świecie arabskim nie był tylko związany z nienawiścią do Żydów. Arabowie w zwycięstwie III Rzeszy widzieli nadzieję na wyzwolenie spod kolonialnego ucisku.

Minęło 70 lat i okazuje się, że imigranci z Syrii i innych państw islamskich przybywający do Niemiec mają historycznie wpojone zaangażowanie Niemiec po stronie arabskiej. Zatem skala ataków ISIS w Niemczech jest o wiele mniejsza niż we Francji czy Anglii. Samo zaproszenie skierowane do Syryjczyków ze strony kanclerz Angeli Merkel obudziło w krajach islamskich pewne sentymenty. (…)

Cały tekst artykułu ukaże się na wnet.fm w niedzielę 27 sierpnia.

Cały artykuł Pawła Czyża pt. „Rewanż” znajduje się na s. 4 sierpniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Pawła Czyża pt. „Rewanż” na s. 4 „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Wspomnienia podróżnika. Turcja po Palestynie, a przed Rzymem, ma najwięcej pamiątek z początków chrześcijaństwa.

Bywały wieczory, kiedy camping się wyludniał, bo… wszyscy byli goszczeni przez właścicieli sklepów z dywanami, restauracji czy lokali rozrywkowych. Takiej gościnności nie spotkałem nigdzie na świecie!

Władysław Grodecki

Przez wieki bramę do Orientu dla mieszkańca dawnej Rzeczypospolitej i Europejczyka stanowiła Turcja, a szczególnie Konstantynopol (dziś Istambuł) i Trapezunt. Dziś chyba jest podobnie. Dla mnie spotkanie z Turcją zawsze było wielką przygodą. To chyba najciekawszy po Indiach kraj świata.

Przez Turcję biegły szlaki handlowe i cywilizacyjne od czasów najdawniejszych do współczesności. W Azji Mniejszej znajduje się najstarsze znane miasto świata: Catal Huyuk sprzed ok. 9 000 lat, z domami, do których wchodziło się od góry po drabinie. Po wspaniałej kulturze hetyckiej współczesnej Asyrii pozostały okazałe ruiny Hattusas.

Kolejne państwa Azji Mniejszej to Frygia, Lidia, Karia, Pergamon i greckie kolonie nad Morzem Egejskim. Byli tu Persowie, Aleksander Wielki, Rzymianie, chrześcijanie, Bizancjum, Turcy Seldżuccy i Osmanie. To tylko niektórzy dzierżawcy Azji Mniejszej. Pozostawili po sobie ruiny świątyń, zamków, akweduktów, teatrów, stadionów, bibliotek, bram itp. Wrogowie, „ząb czasu” i trzęsienia ziemi nie zdołały jednak zniszczyć wspaniałych muzułmańskich meczetów, łaźni i karawanserajów.

Turcja obok Italii i Indii jest chyba najbogatszym i najciekawszym „muzeum” na świecie. Dla nas, Polaków, katolików chyba najbardziej interesujące jest dziedzictwo kultury greckiej, rzymskiej, chrześcijańskiej, islamskiej i polskiej… (…)

Na przełomie XX/XXI w zorganizowałem co najmniej 15 wypraw „nad Bosfor”, głównie trampingowych dla dzieci i młodzieży. (…) W mojej pamięci zachowały się kilkumiesięczne przygotowania, namawianie przyjaciół, znajomych, koleżanek i kolegów na wyjazd, załatwianie paszportów, dewiz, sprzętu turystycznego, prowiantu, autobusu, zebrania organizacyjne, pakowanie bagażu i ten długo oczekiwany wyjazd. A później przyjazd na przejście graniczne w Hyżnem – „tylko” godzina postoju (na innych było dłużej), sprawdzanie paszportów. Podobnie było w Šahy na granicy z Węgrami, mniej sympatycznie na granicy węgiersko-rumuńskiej, ale gdzieś w środku Węgier lub przy granicy rumuńskiej był krótki, miły nocleg.

Prawdziwy koszmar stanowił natomiast przejazd przez Rumunię i „forsowanie” przejścia granicznego z Bułgarią. By je przekroczyć, trzeba było zaopatrzyć się w transporter alkoholu i koniecznie kilka opakowań Marlboro dla celników. Szalenie męczący był też przejazd po wąskich i zniszczonych drogach Bułgarii oraz kilkugodzinne formalności (rzadziej kontrole bagażu) na granicy tureckiej. Dziś trudno uwierzyć, że można było być tak spragnionym przeżycia wielkiej przygody, żeby pokonać te wszystkie przeszkody i dotrzeć w końcu do Turcji. (…)

Homer, wojna trojańska, piękna Helena, Henryk Schliemann – wszystko to działa na wyobraźnię w szczególny sposób. Gorzej jest z ruinami. Choć każdego roku przybywa ciekawych odkryć, Troja rozczarowuje! W pamięci pozostaje właściwie tylko współczesna wersja konia trojańskiego.

Znacznie ciekawszy jest Pergamon, ale największe wrażenie robi Efez. Po Pompejach tu są najbardziej okazałe ruiny z czasów rzymskich: ogromny teatr, biblioteka Celsusa, odeon, aleja marmurowa, ruiny Artemizjonu, bazyliki św. Jana Ewangelisty i odległe o ok. 8 km. Maryenmane, gdzie spędziła ostatnie lata swego życia Najświętsza Maria Panna.

Jest tu wiele innych miejsc, które ciągle można odkrywać! W Efezie w trakcie pierwszego pobytu nie trafiliśmy do ruin Artemizjonu ani mauzoleum św. Łukasza. Oba obiekty były kilkanaście lat temu mało reklamowane i praktycznie niedostępne dla turystów. Odnalazłem je rok później, wędrując po Efezie z młodzieżą z krakowskiego MPK.

Ok. 7 km od Efezu nad Morzem Egejskim w gaju eukaliptusowym znajduje się świetny camping. Nie przypominam sobie równie rozległej i pustej plaży jak ta w Pamucak. Zdarzało się, że byliśmy tam jedyną zorganizowaną grupą. Co roku przyjmowano nas herbatą jabłkową, organizowano wykład z pokazem dywanów i kobierców orientalnych oraz zapraszano na pokazy tańców brzucha. Pamucak był bazą, skąd udawaliśmy się do Prieny, Didymy, Miletu, Kusadasi i Selcuku. (…)

W Kapadocji spędziliśmy dość dużo czasu, a jednak zmierzając w kierunku Ankary i Istambułu, zatrzymaliśmy się w Yozgat. Tu zrobiliśmy zakupy, trochę odpoczęli i skierowali w wąską, krętą, wyboistą drogę. Gdzieś po godzinie jazdy na środku jezdni napotkaliśmy krzątających się kilku mężczyzn. Jeden z nich – niski, szczupły, śniady Attyla (jak legendarny wódz barbarzyńców) wsiadł do naszego autobusu, przyjechał z nami do hetyckiego sanktuarium Yazilicaya, gratis oprowadził po świątyni, po pobliskich ruinach twierdzy Hattusas – stolicy potężnego imperium, potem wskazał miejsce do rozbicia namiotów i hotel, gdzie była kolacja i tańce.

Od tej pory każdego roku odwiedzaliśmy Hattussas i pobliską współczesną wioskę Bogazkale. Zawsze ktoś nas oprowadzał, obdarowywał pamiątkami i zapraszał do hotelu, gdzie wieczorem odwiedzał nas burmistrz, najważniejsi dostojnicy i niemal wszyscy miejscowi mężczyźni, którzy przybyli tu, by zabawiać i częstować nasze dziewczyny. Nasz przyjazd do Bogazkale był zawsze wielkim wydarzeniem. (…)

Cały artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Turcja. Wspomnienia podróżnika” znajduje się na s. 11 sierpniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Turcja. Wspomnienia podróżnika” na s. 11 „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Sławomir Ozdyk: Nie ma zamachów wówczas, gdy terroryści nie mogą wtopić się w swoje środowisko i gdy nie mają zaplecza

Dzień 52. z 80 / Malbork / Poranek WNET – Jaki był schemat zamachu w Barcelonie oraz czy można coś zrobić, aby takich zamachów w przyszłości nie było w Polsce – w rozmowie w Radiu WNET.

W zamachu w Barcelonie 13 osób zginęło, 50 jest rannych. Reakcje w Europie są już przewidywalne. W dzisiejszym Poranku WNET sprawę skomentował często goszczący w Radiu WNET ekspert ds. bezpieczeństwa Sławomir Ozdyk.

To, co wydarzyło się w Barcelonie, jest zamachem „klasycznym”, jak to określił gość Poranka. Zamach w Barcelonie przebiegał bowiem według „modelu” opisywanego w mediach islamistycznych należących do ISIS czy do Al-Kaidy. Nie odbiegał on od zamachów w Nicei, w Berlinie, w Londynie. Celem jest zawsze zabicie jak największej liczby niewiernych. Najpierw należy wjechać w tłum, potem wysadzić się „pasem szahida” lub zacząć strzelać z broni palnej, a w razie jej braku atakować ludzi za pomocą młotków, siekier, kluczy francuskich lub noży.[related id=34952]

Zamachy w Hiszpanii są prawdopodobnie pokłosiem polityki prowadzonej przez rząd hiszpański, który jest bardzo proimigracyjny, a największe skupienie imigrantów jest właśnie w Katalonii, gdzie imigranci mają bardzo dobre warunki życia.

Po wczorajszym zamachu powtórzył się schemat działania, który miał miejsce po zamachach wcześniejszych. Burmistrz miasta wyszła na ulice, spotkała się z mieszkańcami i z turystami, mówiła, że trzeba być „silnym, zwartym i gotowym”, że nie wolno dać się zaskoczyć, zastraszyć. To samo robią i mówią przedstawiciele władzy centralnej. Teraz będą jakieś manifestacje, palenie świeczek, malowanie kredkami po asfalcie. A za parę dni zapomnimy o zamachu w Barcelonie, jak nie pamiętamy już o dawniejszych zamachach.[related id=34994]

Będziemy też słyszeć, że nic nie da się z tym zrobić. Faktycznie, w krajach Europy Zachodniej pewnie już się nic zrobić nie da. W Polsce i w krajach Europy Środkowej i Wschodniej można jednak jeszcze uczynić wiele. Jedno jest pewne – nie ma zamachów wówczas, gdy zradykalizowani muzułmanie nie mogą wtopić się w swoje własne środowisko i gdy nie mają zaplecza logistycznego.

Czy można zapobiec zamachom? Sławomir Ozdyk odpowiada, że tak. Trzeba być bardziej radykalnym, skończyć z poprawnością polityczną, zmieniać prawo, jak zrobiła to Szwajcaria, Słowacja czy Australia. Trzeba przeciwstawiać się radykalnym imamom, zamykać radykalne meczety, nie pozwalać na finansowanie ośrodków muzułmańskich ze środków pochodzenia zagranicznego. Prostym środkiem, mogącym znacząco utrudnić wykonanie zamachów przy użyciu samochodów (jak w Barcelonie czy w Nicei), jest stawianie w popularnych wśród turystów miejscach obiektów małej architektury (np. betonowych donic na kwiaty czy drzewa), uniemożliwiających wjazd na chodniki czy deptaki. Tak już postępują na przykład władze Berlina.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy ze Sławomirem Ozdykiem w pierwszej części Poranka WNET oraz relacji naocznego świadka senatora Stanisława Koguta.

JS

Atak Państwa Islamskiego. W trzynaście lat po zamachu w Madrycie terroryzm znów uderza w Hiszpanię

13 lat po zamachu w Madrycie, który spowodował około 200 ofiar śmiertelnych, Hiszpania znów w żałobie. Terrorysta IS za kierownicą furgonetki wjechał w tłum na reprezentacyjnym deptaku Barcelony.

Było około godziny 17. Młody mężczyzna w białej koszuli za kierownicą furgonetki wjechał na środkowy chodnik bulwaru od strony placu Katalońskiego, rozjeżdżając wszystkich pieszych na swej drodze – powiedział reporterowi hiszpańskiej telewizji TV3 naoczny świadek wydarzeń, taksówkarz Oscar Cano.

Według jego relacji zamachowiec przejechał 300-350 metrów chodnikiem, pozostawiając za sobą na całej trasie przejazdu rannych lub zabitych.

Narzędziem zbrodni był biały dostawczy fiat. Według policji terrorysta przejechał nim bulwarem La Rambla od placu Katalońskiego w centrum Barcelony dwukrotnie dłuższą trasę: 600 metrów.

Jak zwykle w pełni sezonu turystycznego bulwar był zatłoczony. Rocznie odwiedza ten „salon Barcelony” około stu milionów osób.

Straż miejska i katalońska policja pojawiły się na miejscu ataku w ciągu kilku minut – odnotował w internetowym wydaniu największy hiszpański dziennik „El Pais”.

Panika w ciągu niewielu minut ogarnęła całe centrum stolicy Katalonii, przechodnie kryli się w sklepach i restauracjach. W niektórych lokalach zabarykadowano drzwi, w związku z czym pojawiły się zdementowane później informacje o tym, że napastnik zabarykadował się w restauracji, biorąc zakładników.

Pierwsze depesze prasowe donosiły o jednym zabitym i 32 rannych. Co do ich liczby przez wiele godzin pojawiały się sprzeczne informacje. Wieczorem policja podała, że zginęło 13 osób, a 80 jest rannych.

Rząd ogłosił dla całego kraju alarm czwartego stopnia (najwyższy jest piąty). Premier Mariano Rajoy udał się do Barcelony.

PAP/MoRo

Atak Państwa Islamskiego w Hiszpanii: 13 ofiar śmiertelnych, ponad 100 rannych w zamachu w Barcelonie

Co najmniej 13 osób zginęło, a ponad 100 zostało rannych w zamachu z użyciem furgonetki na ulicy La Rambla w Barcelonie – podały katalońskie władze. Do przeprowadzenia ataku przyznało się IS.

[related id=34952]

Na konferencji prasowej Joquin Forn z ministerstwa spraw wewnętrznych regionalnego rządu Katalonii, poinformował o stratach w ludziach i zastrzegł, że bilans ofiar może wzrosnąć.

Związana z Państwem Islamskim (IS) agencja informacyjna Amaq zamieściła oświadczenie tej organizacji, w którym przyznaje się ona do zorganizowania zamachu. „Sprawcy ataku w Barcelonie byli żołnierzami IS” – głosi komunikat.

„Operacja została przeprowadzona w odpowiedzi na wezwania, by za cel obierać państwa koalicji” – podaje Amaq; chodzi o kraje wchodzące w skład koalicji walczącej w Iraku i Syrii z Państwem Islamskim pod egidą Stanów Zjednoczonych. Nadal nie wiadomo, ilu zamachowców wzięło udział w ataku.

Wcześniej dziennik „El Pais” informował o 10, a radio Cadena Ser o 13 ofiarach śmiertelnych. Świadkowie zdarzenia mówią o dziesiątkach poszkodowanych.

[related id=34961]Hiszpańska policja potwierdziła, że w Barcelonie doszło do ataku terrorystycznego. Biała furgonetka wjechała na chodnik popularnej wśród turystów ulicy La Rambla w centrum miasta, potrącając kilkadziesiąt osób. Kierowca uciekł z miejsca wypadku.

Służby bezpieczeństwa poinformowały o zatrzymaniu dwóch osób podejrzanych o udział w zamachu. Nie wiadomo, ilu zamachowców wzięło udział w ataku. Z kolei agencja Reutera podała, że jedna osoba podejrzana o udział w zamachu zginęła w wymianie ognia z policjantami. Jak informuje lokalna gazeta „La Vanguardia”, do strzelaniny doszło w leżącym pod Barceloną mieście Sant Just Desvern.

Katalońska policja zdementowała wcześniejsze medialne doniesienia o tym, że dwóch zamachowców zabarykadowało się w tureckiej restauracji i wzięło zakładników.

„Nie ma nikogo w żadnej restauracji w Barcelonie. Aresztowaliśmy jedną osobę, którą uznajemy za terrorystę” – podała policja na Twitterze. Wieczorem władze poinformowały o zatrzymaniu drugiej osoby powiązanej z atakiem. Nie wiadomo, czy wśród aresztowanych jest Driss Oukabir, którego policja podejrzewa o wypożyczenie furgonetki użytej w ataku terrorystycznym. Jego zdjęcie zostało upublicznione przez hiszpańskie służby.

Wieczorem hiszpańska policja znalazła w mieście Vic, 70 km od stolicy Katalonii, drugą furgonetkę powiązaną z zamachem.

fot. PAP/EPA Maghrebi Driss Oukabir, osoba, która wynajęła samochód, którym dokonano zamachu terrorystycznego w Barcelonie

Po ataku w centrum Barcelony służby bezpieczeństwa wezwały do opuszczenia miejsca zamachu i zaapelowały o nieużywanie telefonów komórkowych. Zamknięto pobliskie stacje metra oraz sklepy.

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy udał się na miejsce tragedii. Rajoy poinformował, że zajmie się w Barcelonie koordynacją akcji mających na celu zapewnienie maksimum bezpieczeństwa i pomoc dla osób poszkodowanych w zamachu, a także ujęcie sprawców.

Burmistrz Barcelony Ada Colau powiedziała, że miasto uczci w piątek w południe ofiary zamachu minutą ciszy.

Głosy potępienia zamachu w Barcelonie napływają z całego świata. „Znów niewinni ludzie zabici i ranni w zamachu. Żal i współczucie dla Poszkodowanych i ich Bliskich” – napisał w czwartek wieczorem na Twitterze prezydent Andrzej Duda.Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, szef Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani i przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker potępili sprawców tego ataku i przekazali wyrazy współczucia ofiarom zamachu i ich rodzinom. Prezydent Francji Emmanuel Macron oznajmił, że Francja solidaryzuje się z Hiszpanią po zamachu w Barcelonie. „Straszliwy atak” potępiła też kanclerz Niemiec Angela Merkel. Putin również potępił zamach i podkreślił konieczność walki z terroryzmem. Premier Theresa May powiedziała, że W. Brytania łączy się z Hiszpanią w walce z terroryzmem. Z kolei prezydent Donald Trump napisał na Twitterze, że potępia zamach w Barcelonie, i zapewnił, że USA uczynią wszystko, by pomóc Hiszpanii. Bliskość z narodem hiszpańskim wyraził też papież Franciszek.

PAP/MoRo