Premier Iraku zażądał, by w ciągu 72 godzin władze Kurdystanu przekazały kontrolę nad lądowymi i powietrznymi przejściami granicznymi, i zagroził całkowitym wstrzymaniem połączeń lotniczych.
Al-Abadi zażądał przekazania kontroli nad przejściami granicznymi nazajutrz po przeprowadzeniu w Iraku na terytoriach kontrolowanych przez Kurdów referendum niepodległościowego.
Władze centralne Iraku uznają kurdyjskie referendum za niekonstytucyjne i nielegalne. Także Turcja, tak samo jak Iran i Syria, sprzeciwia się niepodległości irackiego Kurdystanu. Władze tych krajów, gdzie mieszka liczna mniejszość kurdyjska, obawiają się nasilenia tendencji separatystycznych.
Premier Iraku poinformował o swej decyzji na konferencji prasowej w Bagdadzie, a także na swoim profilu twitterowym.
Na terenie Regionu Kurdystanu w Iraku znajdują się dwa lotniska międzynarodowe: w Irbilu oraz w Sulejmani. W kompetencji federalnych władz irackich pozostaje jednak kontrola lotów, co oznacza, że Bagdad jest w stanie zamknąć przestrzeń powietrzną nad Kurdystanem. Miało to kilkakrotnie miejsce, w roku 2015 i 2016, w związku z rosyjskim ostrzałem rakietowym terytorium Syrii z wyrzutni znajdujących się w rejonie Morza Kaspijskiego. Wówczas wstrzymanie ruchu lotniczego trwało jednak tylko kilka godzin.
Premier Iraku odrzucił możliwość jakiegokolwiek dialogu w sprawie kurdyjskich aspiracji niepodległościowych. Zażądał też, aby dochody ze sprzedaży ropy w Regionie Kurdystanu przeszły pod kontrolę rządu federalnego Iraku.
Dodał, że nie może być mowy o kompromisie w sprawie irackiej jedności i suwerenności oraz że Irak pozostanie silnym państwem, a ci, którzy chcą go osłabić, przeliczyli się. Podkreślił też, że Irak zamierza chronić prawa wszystkich swoich obywateli, w tym Kurdów, i odrzucił oskarżenia kurdyjskiego premiera Naczirwana Barzaniego, że kroki zapowiedziane przez Bagdad oznaczają „zbiorową karę” dla mieszkańców Regionu Kurdystanu.
-W Iraku nie ma dla nas przyszłości, straciliśmy nadzieję na to, aby Irak był normalnym państwem – powiedział dr Farhang Muhamma z Erbidu w irackiej części Kurdystanu, gdzie odbyło się referendum.
[related id=39747] Wczoraj było nasze święto, cały Kurdystan założył tradycyjne kurdyjskie ubrania i wszędzie fetowano – powiedział Farhang Muhammad. – W tym referendum głosowali nie tylko Kurdowie, ale również Arabowie, Turkmenowie, chrześcijanie i Asyryjczycy. Wszyscy optują za niepodległością Kurdystanu ponieważ nie widzą swojej przyszłości w Iraku, bo stracili nadzieję, aby Irak był normalnym państwem demokratycznym.
Kurdowie mają uzasadnione obawy związane z przynależnością do Iraku.
[related id=39724]Przypomnijmy masowe prześladowania kurdyjskiej ludności rozpoczęły się – na rozkaz Husajna – na przełomie 1986 i 1987 roku. Wojsko i bezpieka niszczyły zbiory i gospodarstwa, zabijały żywy inwentarz, zatruwając jednocześnie zasoby wody pitnej. Równano z ziemią całe wioski, a ich ludność wypędzano.
Na terenach wiejskich objętych operacją Anfal znikło 4 tys. osad, a 90 proc. ich kurdyjskich mieszkańców albo wypędzono, albo zabito. „Sabotażyści”, czyli najczęściej po prostu mężczyźni w wieku 15-70 lat, trafiali do obozów, więzień albo masowych grobów. W sumie życie straciło – według szacunków organizacji obrony praw człowieka – 50-100 tys. cywilów.
-Ostatnio Irak obciął budżet Kurdystanowi i nie dawał broni jednostkom kurdyjskim, które walczyły na przestrzeni tysięcy kilometrów z ISIS – powiedział Farhang Muhammad.- Chcemy być dobrym sąsiadem dla Iraku.
[related id=39684]Odnośnie kwestii spornych to największą z nich wydaje się być obszar roponośny, jakim są okolice Kirkuk.
– Nadal twa na ten temat wielka dyskusja – powiedział Farhang Muhammad. – Z doniesień telewizyjnych wynika, że tam aż 70 procent jest za przynależnością do Kurdystanu.
– Także dzięki kurdyjskim żołnierzom udało się wyrzucić ISIS prawie z całego Kurdystanu, chociaż nie wiadomo co będzie jeszcze z pojedynczymi miasteczkami, które nadal są ISIS – powiedział Muhammad.
[related id=39581] Poinformował, że najczęściej w miejscach dopiero co opróżnionych z ISIS pozostaje na miejscu szyicka policja i tak naprawdę nie wiadomo co będzie, chociaż nie ukrywa, że może się to zakończyć wojną.
-Nie mamy sił na następną wojnę, zresztą Irak też nie ma sił ani ludzi. Wystarczy tej wojny, chcemy żyć spokojnie! – powiedział gość Witolda Gadowskiego.
Turcja zbombardowała pozycje Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) w Iraku . Atak ten nastąpił w dzień po kurdyjskim referendum niepodległościowym w Iraku, które mocno oprotestowała Turcja.
Lotnictwo tureckie zbombardowało okolice Zap i Awasin w północnym Iraku, na terenach administrowanych przez kurdyjski Rząd Regionalny.
Według mediów tureckich celem były składy broni i amunicji PKK. Brak jest informacji na temat ofiar.
Podobny atak tureckiego lotnictwa miał miejsce 11 września. Wtorkowy nalot nastąpił dzień po kurdyjskim referendum niepodległościowym, po którym władze tureckie zagroziły użyciem siły lub blokadą granic z irackim Regionem Kurdystanu w celu niedopuszczenia do niepodległości Kurdystanu.
Również dzisiaj USA wyraziły swoje „głębokie rozczarowane” faktem przeprowadzenia wczorajszego referendum niepodległościowego w irackim Kurdystanie i uważają, że „zwiększy ono niestabilność i problemy” regionu – głosi oświadczenie Departamentu Stanu USA.
Rzeczniczka Departamentu Stanu Heather Nauert podkreśliła, że regionalny rząd Kurdystanu zdecydował się przeprowadzić „jednostronne referendum niepodległościowe także w strefach znajdujących się poza irackim Kurdystanem”.
„Historyczne relacje Stanów Zjednoczonych z narodem regionu irackiego Kurdystanu nie zmienią się…ale uważamy, że ten etap (referendum) zwiększy niestabilność i problemy regionu Kurdystanu i jego mieszkańców” – dodała Nauert. Wyrażono też obawę, że „ugrupowania ekstremistyczne” w regionie mogą wykorzystać tę niestabilność.
Zdaniem Departamentu Stanu referendum „znacznie skomplikuje też stosunki między regionalnym rządem Kurdystanu i rządem Iraku oraz z państwami sąsiednimi”.
Poniedziałkowe referendum zorganizowano w czterech prowincjach, tworzących Region Kurdystanu w Iraku (Irbil, As-Sulajmanijja, Dahuk, Halabdża) oraz w części czterech innych prowincji, tj. w Sindżarze i Równinie Niniwa w prowincji Niniwa, niemal całej prowincji Kirkuk (poza dystryktem Hawidża), dystrykcie Tuz Churmatu w prowincji Salah ad-Din oraz w dystryktach Chanakin i Kifri, a także w mieście Mandali w prowincji Dijala. Głosowanie poza Regionem Kurdystanu wywołuje szczególny sprzeciw władz centralnych w Bagdadzie.
Na kartach do głosowania umieszczone zostało jedno pytanie, napisane w czterech językach używanych na obszarze głosowania: kurdyjskim, arabskim, asyryjskim i turkmeńskim. Brzmi ono: „Czy chcesz by Region Kurdystanu oraz kurdyjskie tereny poza administracją Regionu, stały się niepodległym państwem?”.
Władze centralne Iraku uznają kurdyjskie referendum za niekonstytucyjne i nielegalne. Także Turcja, tak samo jak Iran i Syria, sprzeciwiają się niepodległości irackiego Kurdystanu. Władze tych krajów, gdzie mieszka liczna mniejszość kurdyjska, obawiają się nasilenia tendencji separatystycznych.
Premier Iraku Hajdar al-Abadi wydał rozkaz powrotu armii irackiej na tereny sporne w Iraku – te, które są obecnie pod kontrolą kurdyjskiej Peszmergi, gdzie odbyło się referendum niepodległościowe.
Tereny sporne to przede wszystkim prowincja Kirkuk, Sindżar i Równina Niniwy w prowincji Niniwa, Chanakin w prowincji Dijala oraz Tuz Churmatu w prowincji Salahaddin. Armia rządowa opuściła te tereny, gdy w 2014 roku na Irak napadło Państwo Islamskie (IS).
Premier wydał rozkaz po decyzji parlamentu irackiego w tej sprawie. Ostro skrytykował to gubernator Kirkuku Nedżmetin Karim, który stwierdził, że deputowani, którzy głosowali za tą decyzją, „wysyłają na śmierć czyjeś dzieci, sami siedząc i tworząc wielkie kłamstwa”. W Kirkuku, w którym w kurdyjskim referendum niepodległościowym wzięło udział 78 proc. uprawnionych, zaraz po zakończeniu głosowania wprowadzono stan wyjątkowy.
Rozkaz premiera Iraku poparły szyickie Oddziały Mobilizacji Ludowej (PMF), które zadeklarowały gotowość do walki o Kirkuk. Kurdowie wykluczają natomiast możliwość wycofania się z tej prowincji.
Jeszcze w niedzielę informowano o porozumieniu między armią iracką a Peszmergą w sprawie wspólnych działań przeciwko Państwu Islamskiemu w Hawidży, znajdującej się w zachodniej części prowincji Kirkuk.
Zdaniem niektórych przedstawicieli władz Regionu Kurdystanu realizacja tego rozkazu, podobnie jak wcześniejszych zapowiedzi premiera Iraku dotyczących przejęcia kontroli nad granicami, jest wysoce wątpliwa.
W irackim Kurdystanie zakończyło się referendum w sprawie niepodległości tego regionu. Lokale wyborcze były otwarte dłużej niż przewidywano – do godz. 19.00 czasu lokalnego (20.00 czasu polskiego).
[related id=39584]Nie odnotowano poważnych incydentów, a frekwencja wyniosła 78 proc.
Na godzinę przed zaplanowanym zakończeniem plebiscytu przed wieloma punktami głosowania wciąż stały długie kolejki oczekujących, dlatego też głosowanie przedłużono o godzinę.
Według danych na godzinę 18.00 frekwencja w kurdyjskim referendum niepodległościowym osiągnęła 78 procent. W Irbilu głosowało 86 proc. uprawnionych, w bogatym w ropę i gaz Kirkuku ponad 78 proc., w jazydzkim Sindżarze – 92 proc., na zamieszkanej w dużej mierze przez ludność chrześcijańską Równinie Niniwy – 80 proc., a w będącym częścią irackiej prowincji Dijala i zamieszkanym przez Kurdów–szyitów dystrykcie Chanakin – 96 procent.
Zarówno Równina Niniwy, Sindżar, Chanakin, jak i Kirkuk formalnie nie należą do Regionu Kurdystanu. Są to tzw. tereny sporne, na których zgodnie z iracką konstytucją miało się odbyć referendum o przyłączeniu do Regionu Kurdystanu.
W Chanakin znajduje się również największy w Iraku cmentarz polskich żołnierzy z okresu II wojny światowej. Spoczywa tu ponad 400 Polaków.
Niższą frekwencję odnotowano między innymi w Tuz Churmatu w prowincji Salahadin, gdzie głosowało 67 proc. uprawnionych. Tuz Churmatu również należy do terenów spornych i jest częściowo kontrolowane przez szyickie Oddziały Mobilizacji Ludowej.
Mimo obaw nie odnotowano żadnych poważnych incydentów i prób zakłócenia przebiegu referendum, choć przed niektórymi punktami wyborczymi ustawiły się długie kolejki i wielu wyborców musiało czekać kilka godzin, by oddać głos. Przed niektórymi lokalami wyborczymi gromadzili się również arabscy uchodźcy z terenów nie objętych referendum, chcący mimo to oddać głosy w referendum.
Wyniki referendum spodziewane są w ciągu 24 godzin.
W przemówieniu podczas parady wojskowej w Teheranie irański prezydent Hasan Rowhani powiedział, że „Iran zamierza rozbudować swój arsenał rakietowy” i „nie potrzebuje na to zgody innych państw”.
Chorramszahr to trzeci typ irańskich rakiet balistycznych. Według gen. Amira Aliego Hadżizadeha, jednego z dowódców Gwardii Rewolucyjnej, pocisk „jest mniejszy i bardziej zaawansowany taktycznie i będzie operacyjny w najbliższej przyszłości”.
Jak twierdzą irańscy wojskowi, Chorramszahr ma zasięg dwóch tysięcy kilometrów i jest zdolny do przenoszenia kilku głowic bojowych.
W piątek rakieta balistyczna została pokazana podczas parady wojskowej w Teheranie. W swoim przemówieniu podczas uroczystości irański prezydent Hasan Rowhani zapewnił, że „Iran zamierza rozbudować swój arsenał rakietowy” i „nie potrzebuje na to zgody innych państw”.
W odpowiedzi na wystrzelenie przez Teheran 27 lipca rakiety zdolnej do przenoszenia satelitów Waszyngton nałożył sankcje finansowe na sześć irańskich przedsiębiorstw uczestniczących w irańskim programie rakiet balistycznych. Próbę rakietową, którą Teheran opisał jako sukces, a amerykańska stacja Fox News, powołując się na źródła wywiadowcze, określiła fiaskiem, USA uznały za naruszenie postanowień rezolucji ONZ oraz pogwałcenie porozumienia atomowego.
Zawarte w 2015 roku porozumienie nuklearne między Iranem a sześcioma mocarstwami (Chiny, Francja, Rosja, USA, Wielka Brytania i Niemcy) ma na celu ograniczenie irańskiego programu nuklearnego i przewiduje, że Teheran zrezygnuje z dążenia do uzyskania broni atomowej w zamian za stopniowe znoszenie nałożonych na niego sankcji międzynarodowych.
Polonezkoy z powodu swej urzekającej odrębności, swoistego klimatu oraz serdeczności i gościnności mieszkańców stanowi szczególną atrakcję, a spędzone tam godziny wynagradzają wszystkie trudy podróży.
Władysław Grodecki
(…) Ostatni poseł osmański zawitał nad Wisłę, kiedy oba kraje nie odgrywały już znaczącej roli w Europie. Opuszczając Warszawę, przestrzegał: „Jeśli Polacy pozwolą, by w ich kraju panoszyły się obce wojska, to cały dorobek narodu zostanie zdeptany i zrujnowany, a królestwo będzie stracone.” Niestety były to prorocze słowa. (…)
W ciągu kilku wieków wspólnego sąsiedztwa znacznie więcej łączyło niż dzieliło oba państwa. Według tradycji tylko Turcja nie uznała rozbiorów Polski, a później nad Bosforem schronienie znajdowali powstańcy listopadowi, uczestnicy Wiosny Ludów, powstania węgierskiego, styczniowego itd. Polacy zajmowali w armii tureckiej wysokie stanowiska i reformowali jej przestarzałe struktury.
Warto przypomnieć, że w 1920 r., gdy wojska bolszewickie zbliżały się do Warszawy i nad Polską, ba, nad całą Europą zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo wzniecenia „na ostrzach bagnetów” rewolucji światowej, gdy osamotniona Polska miała spłonąć jak wiązka chrustu, gdy wszyscy dyplomaci obcych państw opuścili Warszawę, w naszej stolicy pozostali jedynie nuncjusz apostolski Achille Ratti (późniejszy papież Pius XI) i przedstawiciel państwa tureckiego.
Dwadzieścia lat później, w czasie II wojny światowej w Ankarze działała nieprzerwanie Ambasada RP, gdzie w kaplicy na niedzielnej mszy św. gromadzili się dyplomaci państw katolickich, a władze tureckie pomagały uchodźcom z Polski. Pomogły też w wywiezieniu rezerw państwowych złota Banku Polskiego. (…)
Zatarg sułtana Mahmuda II z wicekrólem Egiptu i realne zagrożenie Stambułu ze strony wojsk tego kraju spowodowały ożywioną działalność dyplomatów tureckich na Zachodzie i zainteresowanie planami Adama Czartoryskiego przeniesienia nad Bosfor kilkutysięcznej emigracji polskiej z Francji, by tam organizować administrację i armię sułtańską. (…)
Prawo do osiedlania tak precyzował paragraf 14 regulaminu: „Aby zostać przyjętym do osady, trzeba być Polakiem albo przynajmniej Słowianinem-katolikiem”. Przybywający tu otrzymywali po 10 donunów ziemi (ok. 92 a), której nie wolno było sprzedać, a w wypadku małżeństwa z osobą niepolskiego pochodzenia osadnik tracił prawo do ziemi i „dachu nad głową”.
Adampol poprzez gromadzenie pamiątek, książek i dokumentów miał stać się „arką na czas potopu dziejowego”. Szczególną rolę odgrywał cmentarz, gdzie pochowano wiele wybitnych osób: Ludwikę Śniadecką – wielką, niespełnioną miłość Juliusza Słowackiego; A. Wiaruskiego, kpt. Legionu na Węgrzech, instruktora armii tureckiej; Ludwika Biskupskiego – dr. Sorbony, prof. Uniwersytetu w Stambule, czy Zofię Ryży, krzewicielkę polskości. W ich gronie miał spoczywać „król dusz” Adam Mickiewicz, ale ks. Czartoryski zadecydował inaczej. Mickiewiczowi nawet nie udało się odwiedzić Adampola.
Zniewalający urok polskiej osady sprawił, że odwiedzili ją nawet dwaj prezydenci Turcji: Atatürk w 1937 r. i Kenan Evren w 1985 r. Naoczni świadkowie wizyty „Ojca Turków” wspominają, że prezydent bez mrugnięcia okiem przeszedł pod bramą powitalną z jedliny i pozwolił się powitać polskim zwyczajem chlebem i solą. „Chodził od chałupy do chałupy (…) macał, czy płoty silnie stoją, zaglądał do obór i chlewków, liczył, ile śliwek i orzechów może zmieścić się na jednej gałązce. Później był bankiet. Atatürk (…) zajadał, aż mu się uszy trzęsły. Wieprzowina, nie wieprzowina, popijał niezgorzej. Śmiał się i klaskał”. (…)
Dziś w Adampolu mieszka ok. 700 osób, w tym ok. 50 Polaków. Tradycyjnie wójtem wybierany jest tu Polak.
Lesław Ryży, Daniel Ochocki, Antoni Wilkoszewski, Fryderyk Nowicki to kolejni włodarze Adampola. Najdłużej wójtem był ten ostatni. Kilka lat temu „Fredi” kupił 10 ha ziemi w Sucholaskach k/Wydmina na Mazurach. Tu założył gospodarstwo agroturystyczne, został wybrany sołtysem, ale serce zostało nad Bosforem… Gdy ogłoszono kolejne wybory, Fredi wrócił do Adampola i znowu został wybrany wójtem. Ot, niezwykła historia polskiej wioski „Nad Bosforem”.
Cały artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Polska nad Bosforem” znajduje się na s. 11 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.
„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Wywiad Władysława Grodeckiego pt. „Polska nad Bosforem” na s. 11 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl
Dziesiątki krajów podpisały traktat zakazujący rozprzestrzeniania broni nuklearnej, zbojkotowały to m.in. USA, Wlk. Brytania i Francja. Odbywają się spotkania kuluarowe i negocjacje z Iranem.
[related id=39032]Traktat wejdzie w życie 90 dni po ratyfikowaniu go przez 50 krajów.
Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres powiedział, rozpoczynając procedurę podpisywania traktatu, że na świecie jest ok. 15 tys. sztuk broni nuklearnej.
„Nie możemy pozwolić, żeby ta broń zagłady zagrażała naszemu światu i przyszłości naszych dzieci” – podkreślił.
Korea Północna przeprowadziła w tym miesiącu szóstą próbę nuklearną, największą z dotychczasowych. Prezydent USA Donald Trump ostrzegł we wtorek, przemawiając na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ, że Stany Zjednoczone będą zmuszone “całkowicie zniszczyć Koreę Północną” jeśli kraj ten zagrozi im lub ich sojusznikom.
[related id=39366]Traktat o zakazie broni jądrowej został zaaprobowany w lipcu br. przed dwie trzecie spośród 193 państw członkowskich ONZ po miesiącach negocjacji.
Traktatu nie popiera żadne z dziewięciu państw, które posiadają broń jądrową lub co do których uważa się, że ją posiadają; są to: USA, Rosja, Wielka Brytania, Chiny, Francja, Indie, Pakistan, Korea Północna i Izrael.
[related id=39023]USA i inne potęgi jądrowe chcą zamiast tego wzmocnienia i potwierdzenia obowiązującego niemal od pół wieku Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (NPT), uważanego pod tym względem za kamień milowy.
NPT z 1968 roku zakazuje państwom nienuklearnym posiadania tego rodzaju broni, a państwa nuklearne (USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja i Chiny) nie mogą przekazywać komukolwiek bezpośrednio lub pośrednio broni jądrowej lub innych materiałów wybuchowych i muszą kontrolować ten typ broni.
Szefowie dyplomacji USA i Iranu, Rex Tillerson i Mohammad Dżawad Zarif, spotkali się po raz pierwszy w siedzibie ONZ w Nowym Jorku, aby omówić sprawę porozumienia nuklearnego.
We wtorek w wystąpieniu na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ Trump zarzucił Iranowi destabilizujące zachowanie. Władze w Teheranie nazwał morderczym reżimem. Mówił o Iranie jako o wyczerpanym ekonomicznie „łajdackim państwie” (rogue state), którego głównym artykułem eksportowym jest przemoc.
Prezydent oświadczył również, że porozumienie społeczności międzynarodowej z Teheranem w sprawie irańskiego programu nuklearnego było jedną z najgorszych i najbardziej jednostronnych transakcji, do jakich kiedykolwiek przystąpiły Stany Zjednoczone. Uznał to porozumienie za żenujące dla Stanów Zjednoczonych i zapowiedział: „wkrótce o tym usłyszycie”.
Mohammad Dżawad Zarif ostro zareagował we wtorek na wypowiedź Trumpa na temat Iranu, zarzucając prezydentowi USA, że to, co powiedział na forum ONZ, było „podłe i bezsensowne”. Zarif ocenił na Twitterze, że przemówienie Trumpa było „mową nienawiści” i że takie wystąpienia „należą do średniowiecza, a nie do XXI wieku”.
Stany Zjednoczone mają czas do 15 października na stwierdzenie, czy władze w Teheranie spełniają warunki porozumienia nuklearnego.
Zawarte w 2015 roku porozumienie nuklearne między Iranem a tzw. grupą 5+1 (Chiny, Francja, Rosja, USA, Wielka Brytania i Niemcy) ma na celu ograniczenie irańskiego programu nuklearnego i przewiduje, że Teheran zrezygnuje z dążenia do uzyskania broni atomowej w zamian za stopniowe znoszenie nałożonych na niego sankcji międzynarodowych.
Iran nie złamie porozumienia nuklearnego jako pierwsze państwo – oznajmił w ONZ prezydent Iranu Hasan Rowhani, który określił przemówienie prezydenta USA jako „pełne absurdu, ignorancji i nienawiści”
„Oświadczam, że Iran nie złamie porozumienia nuklearnego jako pierwsze państwo” – powiedział Rowhani w przemówieniu na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Prezydent Iranu zaznaczył jednak, że Teheran „odpowie stanowczo na łamanie przez kogokolwiek” tego porozumienia.
„Będzie bardzo szkoda, jeżeli umowa zostanie zniszczona przez nieprzewidywalnych nowicjuszy światowej polityki” – powiedział irański prezydent, podkreślając, że przez „naruszanie międzynarodowych zobowiązań nowa amerykańska administracja niszczy swoją wiarygodność”.
W wystąpieniu podczas 72. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ Rowhani zapewnił również, że „Iran nie próbuje przywrócić swojego dawnego imperium czy narzucić innym swojej religii”. „Podjęliśmy świadomą decyzję o wzmocnieniu naszych relacji z sąsiadami i poprawie współpracy z wszystkimi przyjaznymi państwami” – zaznaczył.
Irański przywódca określił przemówienie Trumpa na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ jako „pełne ignorancji, absurdu oraz nienawiści”. Oświadczył, że Iran „nie toleruje gróźb i zastraszania”.
We wtorek Trump zarzucił Iranowi destabilizujące zachowanie. Władze w Teheranie nazwał morderczym reżimem. Mówił o Iranie jako o wyczerpanym ekonomicznie „łajdackim państwie” (rogue state), którego głównym artykułem eksportowym jest „przemoc, rozlew krwi i chaos”.
W październiku Trump wystąpi w Kongresie, by ogłosić, czy Iran respektuje warunki porozumienia nuklearnego. W środę amerykański prezydent powiedział dziennikarzom, że podjął już decyzję, czy wycofać USA z umowy, nie zdradził jednak, jaka ona jest.
Zawarte w 2015 roku porozumienie nuklearne między Iranem a tzw. grupą 5+1 (Chiny, Francja, Rosja, USA, Wielka Brytania i Niemcy) ma na celu ograniczenie irańskiego programu nuklearnego i przewiduje, że Teheran zrezygnuje z dążenia do uzyskania broni atomowej w zamian za stopniowe znoszenie nałożonych na niego sankcji międzynarodowych.