Świadectwo białoruskiej dziennikarki aresztowanej przez milicję / Kaciaryna Andrejewa, „Kurier WNET” 78/2020–79/2021

Czy płakałam choć raz? Nie, ani razu przez cały pobyt w areszcie. Nie chciałam im pokazać, że dałam się złamać. Fizyczny ból też był – od spania na żelaznych pryczach zostały mi siniaki na pośladkach.

Kaciaryna Andrejewa

Jeśli zdechniesz, zrobisz mi przysługę

Okładka książki (w formie e-booka) z relacjami dziennikarzy białoruskich, wydanej przez SDP | Fot. sdp.pl

Jauhienija Douhaja ma 28 lat i współpracuje z różnymi mediami, także zagranicznymi. Prowadzi własny kanał na Telegramie, gdzie pisze o ekologii, feminizmie i kwestiach związanych z płcią. Na początku sierpnia przeprowadziła dla japońskiej telewizji wywiad z kandydatką na prezydenta, Swiatłaną Cichanouską. Po wyborach kraj ogarnęła fala przemocy, ludzie z aresztu śledczego przy ulicy Akreścina w Mińsku wychodzili cali posiniaczeni od bicia. Przez cały ten czas Żenia zbierała informacje o torturach i prześladowaniach dysydentów na Białorusi. Opublikowała na swoim kanale kilka historii ofiar brutalności funkcjonariuszy organów ścigania.

W sierpniu było bardzo nerwowo. Kilka dni po wyborach kobiety ubrane na biało wyszły na ulice, narodził się ruch protestu kobiet. Potem zaczęły wychodzić w każdą sobotę, chciałam relacjonować te marsze, to było dla mnie bardzo ciekawe. Wydaje mi się, że katalizatorem dla brutalnych działań milicji były wpisy na Telegramie, a szczególnie deanonimizacja – ujawnianie danych osób zaangażowanych w represje.

Za chwilę Żenia zostanie dwukrotnie oskarżona o „udział w nielegalnym zgromadzeniu”, za marsz z dnia 29 sierpnia i za to, że wyszła na protest w kostiumie pandy. W tym czasie uwaga władz skupiła się na firmie informatycznej Panda.doc. Jej właściciel, Mikita Mikado, zaoferował pomoc funkcjonariuszom organów ścigania, którzy zrezygnowali ze służby. Część kierownictwa firmy przez sfabrykowane sprawy karne trafiła za kratki, pozostali opuścili kraj.

Jesteś tym, czym jest twój sprzeciw

9 października około godziny 17 Jauhienija wracała ze sklepu do domu: następnego dnia miało się odbyć przyjęcie urodzinowe jej chrześnicy, której w prezencie kupiła dziecięcą porcelanową zastawę oraz wózek dla lalek. Jeszcze na przystanku autobusowym zauważyła dwóch mężczyzn w cywilnych ubraniach, którzy wyraźnie ją obserwowali.

W piątek odwołano zajęcia muzyczne jej 9-letniej córki Saszy. Ojciec dziewczynki miał ją odebrać wcześniej ze szkoły i zabrać do domu. Wraz z córką szli w stronę Żeni, kiedy nagle do dziennikarki podeszło dwóch mężczyzn:

– Proszę z nami.

Byli to oficerowie HUBAZiK-u (Główny Wydział ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją MSW. Dziś jeden z głównych organów prześladowań politycznych na Białorusi, zajmuje się m.in. represjonowaniem dziennikarzy i działaczy opozycyjnych – przyp. red.).

Widziałam, że Sasza się boi, zaczyna płakać, drżeć:

– Mamo, kto to jest?!

– Sasza, nie martw się.

Odwróciłam się do oficerów, mówiąc, że straszą mi dziecko. A oni do mnie:

– Możemy przestraszyć jeszcze bardziej. Proszę podziękować, że tak delikatnie z panią postępujemy. Jedziemy na komisariat!

Poprosiłam o pozwolenie na wejście do mieszkania i zabranie ciepłych rzeczy, bo miałam na sobie tylko cienką bluzę, ale nie pozwolili mi tego zrobić.

– Posiedzi pani pół godziny na posterunku i tyle.

Pocałowałam Saszę, powiedziałam, że jest silna i wszystko będzie dobrze.

Na komisariacie milicji dzielnicy Partyzancki Rajon funkcjonariusze HUBAZiK-u zniknęli, ich miejsce zajęli milicjanci. Ich sposób postępowania z Żenią nie przypominał rutynowego przesłuchania, mundurowi byli bardzo nadgorliwi. Natychmiast zabrano jej kolczyki, a z butów wyciągnięto sznurówki.

Na początku przyczepili się do zdjęcia na Instagramie, na którym stałam, trzymając plakat z cytatem z piosenki zespołu Krovostok:

Bądź zła, kochanie, sprzeciwiaj się systemowi,

sprzeciwiaj się bez względu na wszystko.

Jesteś tym, czym jest twój sprzeciw,

i prawie niczym więcej.

– Przyznaj się. To ty koordynowałaś kolumnę protestujących, to ty ich prowadziłaś?!

– Nie, to nieprawda!

– Wszystko jest nagrane na kamery. Lepiej od razu się przyznaj.

Potem zaczęli krzyczeć i szantażować mnie, że przeszukają mój dom na oczach Saszy, że mnie w coś wrobią i zabiorą mi dziecko. Zadzwonili do kogoś:

– Dowiedz się, kto z sierocińca może pojechać po dziewczynkę.

Na komisariat dzwonili moi przyjaciele, pytali, czy jest tam Jauhienija Douhaja.

A gliniarz ostentacyjnie patrzył mi w oczy i odpowiadał, że nikogo takiego u nich nie ma.

Zdejmij majtki i kucnij

Przy ulicy Akreścina w Mińsku znajduje się cały kompleks więzienny. Nowy budynek stoi obok starego korpusu aresztu tymczasowego. Do nowego z reguły trafiają osoby aresztowane z powodu wykroczeń, stary jest przeznaczony dla osób, które sądzone są za przestępstwa. Jednak podczas tak masowych represji, jakie mają miejsce teraz, w obydwu częściach znajdują się więźniowie „polityczni”. Nawet jeśli ktoś dostał wyrok tylko kilku dni, może wkrótce stać się oskarżonym w sprawie karnej.

Każdy, kto kiedykolwiek był areszcie przy ul. Akreścina, wie, że warunki w nowym budynku są trochę lepsze – niedawno był tam niewielki remont, ubikacje nie śmierdzą tak mocno. O starym budynku mówi się, że to piekło. To właśnie tam trafiła Jauhienija Douhaja.

Kiedy mnie przywieziono, przyszła strażniczka i po rewizji osobistej powiedziała:

– Zdejmij majtki i kucnij!

Potem zabrała mnie na pół godziny do „szklanki” – małej kabiny, w której miałam czekać na przydział celi – wspomina dziennikarka.

W celi było bardzo zimno. Wcześniej kazali mi zdjąć sportową koszulkę, bo „mogłabym się na niej powiesić” i zostałam w cienkiej bluzie założonej na nagie ciało. Po chwili zaczęłam krwawić z nosa z powodu spadku ciśnienia.

Pani doktor – chuda, młoda kobieta z szarymi lokami, stwierdziła, że ciśnienie krwi Żeni jest bardzo niskie, ale kiedy ta poprosiła o koc, lekarka wykrzyknęła:

– Nie wolno ci!

Dziennikarka nie dostała niczego, mimo że sąsiednia cela, w której dziewczynie mierzono ciśnienie, była zawalona kocami i materacami. Musiała zadowolić się pustą żelazną pryczą. Lekarka dodała na pożegnanie:

– Cóż mogę powiedzieć, nie trafiłaś do sanatorium… Tutaj zdarza się, że kobiety wcześniej dostają miesiączki. Nijak nie mogę pomóc…

Strażnik, który zabrał mnie z powrotem do mojej celi, szepnął:

– Nawet o tym nie myśl, to nie zadziała, nie wezwę tu karetki.

Wtedy zatrzymałam się, spojrzałam mu w oczy i powiedziałam bardzo głośno:

– Ogłaszam strajk głodowy!

– Proszę bardzo. Jeśli zdechniesz, zrobisz mi przysługę – odpowiedział.

Pierwsza noc w areszcie wydawała się ciągnąć w nieskończoność. Koleżanka z celi – dziewczyna, która ukradła ze sklepu butelkę wódki – poradziła Żeni owinąć nogi w gazety, żeby tak nie marzły. Temperatura w celi nie przekraczała 13 stopni. Strażnik co godzinę stukał w stalowe drzwi pałką:

– Wstać!

Starając się utrzymać ciepło, Żenia przykucnęła, próbowała też robić pompki. Rano znów dostała krwotoku z nosa.

W sobotę rano do jej celi trafiła doktor filozofii Wolha Szparaha, która została zatrzymana w czasie akcji protestacyjnej. Kobieta dostała poszewkę, potem rzucono jej jeszcze koc. Teraz mogły razem spać pod kocem, przytulając się do siebie na usłanej gazetami pryczy.

W celi bardzo śmierdziało, warunki były fatalne. Przynieśli nam brudną szmatę i kazali umyć podłogę. Prosiłam o wezwanie lekarza, ale lekarka przyszła dopiero wieczorem. Dała nam dwie tabletki waleriany, a potem wyprowadzono nas z celi i odbyłyśmy bardzo dziwną rozmowę.

Komitet ds. Bezpieczeństwa Informacji

Mężczyzna o zupełnie przeciętnej, niczym niewyróżniającej się twarzy przedstawił się jako „członek Komitetu ds. Bezpieczeństwa Informacji”. Taki komitet nie istnieje na Białorusi. Prawdopodobnie był po prostu śledczym. Chociaż rozmowa odbywała się w zwykłym biurze, zamknął Żenię jak w klatce, przekręcił zamek trzykrotnie, następnie zaproponował „przyjacielską pogawędkę”.

– Których z dziennikarzy zna pani osobiście?

– Wielu…

– Dlaczego pracuje pani dla Biełsatu?

– Ale ja nie pracuję dla Biełsatu!

– Prowadziła pani tam relacje na żywo.

– To nieprawda!

– Czy wie pani, że pani przyjaciele próbują destabilizować sytuację?

– …

– Wie pani, że organizowała pani kobiece marsze?

– Niech pan da spokój!

– Publikuje pani wezwania do protestów.

– Jakie wezwania?

– Udostępnia pani linki do relacji Biełsatu, Radia Swaboda. Można to nazwać wezwaniem.

– Nie, to tylko wiadomości.

– Dlaczego nie publikuje pani normalnych wiadomości?

– Myślę, że to normalne wiadomości.

– A tak na marginesie, co pisała pani ostatnio na temat ekologii?

– Że z powodu promieniowania wielu ludzi zaczyna mieć problemy z tarczycą.

Mężczyzna zapisuje w notatniku: problemy z tarczycą.

Przywołując dialog ze śledczym, Żenia się śmieje, ale wtedy wcale nie było jej do śmiechu. Milicjanci grozili jej karą więzienia, przekonywali, że wszyscy przyjaciele zeznawali przeciwko niej, radzili „pomyśleć o przyszłości córki”. Ogólnie rzecz biorąc, były to metody podobne do tych, które służby stosowały za czasów Stalina: demotywacja, szantaż, groźby. Człowiek po czymś takim załamuje się i zgadza się na wszystko. Jednak w przypadku Żeni było inaczej. Dziennikarka powołała się na art. 27 Konstytucji Białorusi, który zezwala na odmowę składania zeznań. Śledczy zostali z niczym.

Rozpoczął się trzeci dzień głodówki. Podczas śniadania strażnik więzienny w cywilnym ubraniu podszedł do okienka w drzwiach. Namawiał mnie do jedzenia.

– Zjedz trochę zupy, proszę! Albo masz, trzymaj mój telefon, zadzwoń do rodziny i poproś o przyniesienie tabletek, przekażemy ci je! O co się martwisz?

Zmierzyli mi poziom cukru we krwi – spadł do dwóch, czyli był bardzo niski. Lekarka zażądała od kierownictwa, żeby dali mi koc. Naczelnik zapytał:

– No, czego jeszcze chcesz?

Powiedziałam, że chcę czystą poduszkę, bez wszy. I dla mojej koleżanki z celi też. I że chcę wyjść na spacer.

Przynieśli czystą pościel.

– Zjesz teraz trochę zupy?

Ale ja byłam uparta, oświadczyłam, że głodówka będzie trwać, dopóki mnie nie wypuszczą. Wkrótce wszyscy więźniowie wyszli na spacer.

Oprócz głodu Żenia była też odwodniona – w ciągu dnia przyjmowała tylko dwie szklanki płynu. Strażnik od czasu do czasu opierał się o okienko:

– Piękna, chodź tu, czego chcesz? Zrobię ci bardzo dobrą kawę, moją własną. Ale za to masz zjeść państwową kiełbasę.

– Sam sobie zjedz państwową kiełbasę!

– Jaka niepokorna!

W nocy z niedzieli na poniedziałek nikt nie stukał pałką w drzwi. Wcześnie rano, kilka godzin przed procesem, przyniesiono materace.

Nieudany weekend

Jak mówi Żenia, pracownicy aresztu stale się z jej powodu kłócili: nie chcieli, żeby na ich zmianie doszło do jakiegoś „incydentu”.

Przyszli po mnie około dwunastej, a proces odbył się dopiero przed osiemnastą. Najwyraźniej nie chcieli, żebym siedziała w celi. Bardzo źle się czułam, obraz rozmywał mi się przed oczami. Słyszałam, jak szeptali:

– Jeszcze głodnej brakowało… A co, jeśli nam tu zejdzie?!

Gdy czekałam na swoją kolej, widziałam pobitych ludzi wychodzących z sali sądowej z dumnymi twarzami. Dostając wyroki do odsiedzenia, śmiali się gliniarzom w twarz.

Żenia została uznana za winną i ukarana grzywną w wysokości 810 rubli białoruskich (około 1200 złotych – przyp. red.).

Kiedy wróciłam do domu, moja córka wracała z dziadkiem ze szkoły. Zobaczyła mnie i podbiegła się przytulić. Zbliżał się Dzień Matki (na Białorusi Dzień Matki obchodzony jest 14 października – przyp. red.), robili w szkole laurki. Sasza dała mi wycięte z papieru serce. Narysowała na nim czarny drut, a obok bestię i podpisała: OMON. Wewnątrz widniały daty mojego zatrzymania i wyjścia na wolność.

Czy płakałam choć raz? Nie, ani razu przez cały pobyt w areszcie. Nie chciałam im pokazać, że dałam się złamać. Fizyczny ból też był – od spania na żelaznych pryczach zostały mi siniaki na pośladkach. Płakałam już na wolności, gdy dowiedziałam się, że moi rodzice nie przyszli na komisariat w dniu zatrzymania i nie szturmowali aresztu, chcąc przekazać mi paczkę. Poszli na przyjęcie urodzinowe chrześnicy, jakby nic się nie stało. Powiedzieli, że przecież nie mogli nie pójść, jedzenie by się zmarnowało!

– Mogłabyś okazać trochę współczucia, przez ciebie mieliśmy nieudany weekend – powiedzieli.

Książkę (e-book) z relacjami dziennikarzy białoruskich, pt. „Jestem dziennikarzem. Dlaczego mnie bijecie?” można bezpłatnie pobrać na stronie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich sdp.pl.

Artykuł Kaciaryny Andrejewej pt. „Jeśli zdechniesz, zrobisz mi przysługę” znajduje się na s. 10 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 78/2020–79/2021.

 


  • Świąteczny, grudniowo-styczniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Kaciaryny Andrejewej pt. „Jeśli zdechniesz, zrobisz mi przysługę” na s. 10 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 78/2020–79/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Stop Fake Polska. Przykłady i skutki fake newsów. Nie tylko my jesteśmy poddawani presji info- i dezinformacyjnej

Zakaz seksu, cudowne lekarstwa i Afryka jako poligon doświadczalny dla koncernów farmaceutycznych. To tylko niektóre z dezinformacji dotyczących pandemii koronawirusa, krążących po Czarnym Lądzie.

Wojciech Mucha

W Afryce popularnym „fejkiem” jest taki: pandemia koronawirusa to celowy zabieg, który ma na celu wymazanie populacji tego kontynentu po nieudanych próbach, jakie miały miejsce w przypadku wirusa Ebola. Podobną sensację wzbudza plotka, jakoby Czarny Ląd miałby być ze względu na swoje zaludnienie i ubóstwo poligonem doświadczalnym dla koncernów farmaceutycznych, które testują tam lekarstwa na SARS-COV-2 przed dopuszczeniem ich do użytku w świecie zachodnim. I tak w RPA pojawiła się teoria spiskowa, według której prezydent tego kraju pozostaje w związku konspiracyjnym z Billem Gatesem i planuje wprowadzenie w Afryce programu pilotażowych szczepionek przeciwko SARS-COV-2. Czy podobnych, zmodyfikowanych na „krajowy rynek” teorii nie słychać także w Polsce?

Ale to także pozornie zabawne sprawy, jak ta z Kenii, gdzie gubernator Nairobi Mike Sonko włączył do paczek z żywnością dla biednych butelki z koniakiem. Twierdził (jak i niektórzy z naszych rodaków na początku epidemii), że alkohol skutecznie zwalcza COVID-19.

Ileż to i my nasłuchaliśmy się „dobrych rad”, by profilaktycznie „szczepić” się a to wódką z pieprzem, a to wysokoprocentowym bimbrem. Cóż, w Polsce nie rozpowszechniali tego wysocy urzędnicy państwowi. Co nas jeszcze różni, to m.in. to, że w Polsce nie słyszeliśmy takich plotek jak w Ugandzie, gdzie spekulowano, iż w celu zapobiegania rozprzestrzenianiu się wirusa władze zakazują seksu.

Jednak najciekawszą i cóż – egzotyczną – narracją była ta krążąca po Sudanie Południowym. W tym kraju dość popularne było używanie „kart do usuwania wirusów”.

Te przypominające identyfikator etykiety zapina się na piersi, a zawarte w nich środki dezynfekujące (o potencjalnie niebezpiecznym dla układu oddechowego składzie) mają rzekomo wytwarzać wokół użytkownika specyficzną „bezpieczną strefę” rzekomo zapobiegającą zakażeniu.

Rzecz brzmi niepoważnie, jednak – jak się okazuje – nie zabrakło wysokich rangą polityków Sudanu, którzy eksponowali karty podczas oficjalnych spotkań. Z tym „antycovid ID” widziana była np. minister obrony Angelina Teny czy wiceprezydent Riek Machar, który założył ją nawet na spotkanie z ambasadorem USA.

Ciekawostką jest także „rosyjski ślad” w narracjach z Afryki. Na Madagaskarze wybuchła sensacja związana z napojem Covid-Organics, który miałby rzekomo leczyć z koronawirusa. Rzecz stała się głośna, ponieważ prezydent tego kraju, Andry Rajoelina, sam zaapelował o stosowanie tego specyfiku, twierdząc, że istnieją potwierdzone przypadki uzdrowień. Przywódca propagował napój na konferencjach prasowych i podczas oficjalnych wydarzeń. I choć istotnie prowadzone są badania nad tym, czy ekstrakt z piołunu może pomóc w leczeniu ciężkich przypadków COVID-19, a Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zatwierdziła protokół dotyczący testowania afrykańskich leków ziołowych jako potencjalnie skutecznych w zakażeniu koronawirusem, nie ma na to dostatecznych dowodów. Tak jak brak potwierdzenia fantastycznych teorii, jakoby prezydent Rosji Władimir Putin osobiście zamówił miliony butelek Covid-Organics dla obywateli Federacji Rosyjskiej.

Więcej podobnych informacji znajdą Państwo na stronie stopfake.org/pl.

Cały artykuł Wojciecha Muchy pt. „Gdzieś już to słyszałem” znajduje się na s. 17 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 78/2020–79/2021.

 


 

  • Świąteczny, grudniowo-styczniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Wojciecha Muchy pt. „Gdzieś już to słyszałem” na s. 17 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 78/2020–79/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Antoni Macierewicz: z punktu widzenia geopolitycznego dokonania Donalda Trumpa są niesłychanie istotne

Antoni Macierewicz mówił w popołudniowej audycji „Radia WNET” o znaczeniu prezydentury Donalda Trumpa oraz sytuacji w Stanach Zjednoczonych.


Antoni Macierewicz mówi, że Polska jest zainteresowana współpracą ze Stanami Zjednoczonymi. niezależnie od tego, kto w USA rządzi. Jak ocenia polityk, okres prezydentury Donalda Trumpa przyniósł wzmocnienie bezpieczeństwa Polski.

Donald Trump był prezydentem, którego dokonania z punktu widzenia geopolitycznego (…) są niesłychanie istotne i zawsze będziemy o nich pamiętali.

Gość „Popołudnia WNET” wyraża nadzieję, że w Stanach Zjednoczonych nie dojdzie do radykalnie lewicowego zwrotu, którego pod rządami Joe Bidena obawiają się konserwatyści. Wskazuje, że byłby on sprzeczny z naturą amerykańskiego społeczeństwa.

Dzisiaj mówienie o tym, jaka będzie ta prezydentura jest zbyt wczesne. To będzie zależało, jaki będzie układ sił w USA. Nie doceniamy czynnika wolnościowego w społeczeństwie amerykańskim.

Wskazuje, że „jednym z najważniejszych problemów, jaki stoi przed USA, to problem konstytucji i wolności słowa.”

Polityk ocenia, że odejście Donalda Trumpa z Białego Domu nie jest jednak jego ostatnim słowem w polityce. Polityk nadal ma silne poparcie.

Wszyscy w USA zdają sobie sprawę, jak duże znaczenie ma te 75 milionów ludzi, głosujących na Trumpa.

Według Macierewicza kadencja Trumpa ukazała mechanizmy rządzące polityką.

Donald Trump obnażył (…) ewolucję, jaka się dokonała w ostatnich latach i rzeczywistą strukturę władzy,którą przypisują sobie ludzie decydujący o światowych mediach.

Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.N.

Zandberg: Rząd nie może działać na zasadzie „jakoś to będzie”. Jak się zamyka branże, to trzeba przygotować pomoc

Adrian Zandberg o brakach polskiej akcji szczepień, braku pomocy dla przedsiębiorców, ograniczeniu wolności słowa przez Big Tech i wyzwoleniu Warszawy w 1945 r.


Adrian Zandberg wskazuje, że rząd nie wykorzystuje wszystkich narzędzi, jakimi dysponuje, do programu szczepień. Wskazuje na przykład Izraela, gdzie punkty szczepień są w szkołach, na parkingach itd.

Jeden z liderów Partia Razem wskazuje, że mamy do czynienia z porzuceniem ambicji państwa, które zgadza się, aby coś się działo poza nim. Dodaje, że nie sprawdzono ile mamy w Polsce przypadków brytyjskiej odmiany koronawirusa. Poruszamy się na ślepo.

Myślę po prostu, że moglibyśmy to zrobić lepiej.

Zanberg krytykuje odsetek testowania w Polsce, który jest, jak podkreśla, jeden z najniższych w Unii Europejskiej. Gorzej od nas wypada Bułgaria. Rozmówca Łukasza Jankowskiego podkreśla, że restauratorzy nie otrzymali realnej, a niektórzy nawet jakiejkolwiek, pomocy od państwa.

Polityk odnosi się do kwestii ograniczania wolności słowa przez Big Tech.  Stwierdza, że nasz kraj powinien współpracować w ramach Unii Europejskiej w sprawie ochrony wolności słowa w Internecie. Zaplanowany przez polski projekt organ jest z jednej strony narażony na oskarżenia o upolitycznienie, a z drugiej może być nieprzepustny.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego odpowiada na pytanie o stosunek do zablokowania Donalda Trumpa w mediach społecznościowych. Ocenia, że wypowiedzi amerykańskiego prezydenta podburzały do zamach stanu. Dodaje przy tym, że

Podkreśla, że blisko jest mu w tej sprawie do stanowiska Angeli Merkel. Adrian Zandberg  odnosi się także do tweeta polityka Wiosny Macieja Gduli.

Nasz gość nie napisałby, iż 17 stycznia Armia Czerwona wyzwoliła Warszawę, tylko, że wkroczyła do jej ruin. Trudno bowiem nazywać to co zostało wówczas ze stolicy Polski miastem.

Szukając pozytywnego wydarzenia po 1945 r. napisałby o odbudowie stolicy będącej, jak mówi, oddolnym dziełem Polaków, którzy dokonali cudów podnosząc miasto zniszczone przez nazistowskich Niemców.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Infodemia, klikofilia, portaloza. Czy jesteśmy w stanie wygrać globalną walkę z wirusowymi wiadomościami?

Takie są realia. Dzisiejsze „wiadomości” mają niską jakość, często wręcz nie mają sensu, a ich jedynym celem jest wzbudzenie emocji, kradzież czasu i zmuszenie użytkownika do „kliknięcia” w tytuł.

Wojciech Mucha

Ta nienośna biegunka pseudoinformacyjna sprowadza się choćby do tego, że w chwili, gdy piszę ten tekst, na jednym z największych polskich portali informacyjnych „główne wiadomości” to w zestaw zagadkowych tytułów w typie: „Łzy trenera polskich skoczków. – Muszę to przyznać” (O co chodzi? Kliknij! – przyp. W.M.) i przerażających doniesień: „Robimy mało testów, ale nie tu jest problem. Prof. Gut ostrzega rząd” (Straszne! Kliknij! – przyp. WM) czy „Będziemy ofiarami. Słowa prof. De Barbaro niepokoją” (Sprawdź, kliknij! – przyp. WM). I tak każdego dnia.

Można spytać: kto uznaje, że są to treści tak ważne, że trzeba je zaserwować milionom Polaków? Co takiego dzieje się w redakcjach, które przyjmują taki model komunikacji? Wreszcie – dlaczego robi się z nas idiotów, karmiąc nas tymi clickbaitami – bezsensownymi wiadomościami o chwytliwych tytułach, które mają sprawić, że nabijemy temu czy innemu serwisowi oglądalność?

Odpowiedz jest prosta – robi się to dla pieniędzy. Dla statystyk, które potem pokazuje się reklamodawcom, wreszcie, w szerszym planie, dla przyzwyczajania czytelnika tych śmieciowych informacji do dalszej konsumpcji podobnych treści. Ogłupia się nas, po prostu. Że robią to durnie? Cóż, świadczy to tylko o nas…

Oczywiście może pomyślą Państwo, że przecież wszyscy o tym wiemy, że nikt się na to nie nabiera. Cóż, gdyby tak było, żaden macher od mediów nie wymyślałby kłamliwych, szokujących, wyolbrzymiających tytułów. Nikt nie traciłby czasu na kompilowanie „newsów”, w których jedyną treścią jest kretyński komentarza polityka, który ten wcześniej zamieścił w serwisie społecznościowym lub relacja z programu publicystycznego, gdzie w zależności od linii programowej portalu ten czy ów został „zmasakrowany” lub „zaorał” przeciwnika. Gdyby to „nie żarło”, nikt by tego nie robił. Tymczasem i wśród moich znajomych mam ludzi, którzy nie ustają w konsumpcji i przekazywaniu dalej podobnych treści. Czyli działa.

Co to ma jednak wspólnego z dezinformacją? Wbrew pozorom – wiele. Oprócz tego, że samo w sobie jest zaśmiecaniem mózgu, to zalew treści niskiej jakości jest doskonałym nośnikiem dla fake newsów. Przyzwyczajenie umysłu do bzdurnych lub sensacyjnych newsów o tym, że „jedna baba drugiej babie”, stępienie wrażliwości i koncentracji powoduje, że kolporterzy dezinformacji mają zadanie proste jak nigdy – nie muszą się wysilać.

Jeśli nasz umysł nie tylko przyzwyczaja się do niewymagających przekazów, swoistego darmowego medialnego fast foodu, to tym łatwiej jest wcisnąć nam przekaz, w który jeszcze nie tak dawno z pewnością byśmy nie uwierzyli. Coś jak wirus, który przenosi się na wiele metrów w chmurze kaszlu.

Czy jest z tego wyjście? Cóż, naukowcy go szukają. Jak czytamy w „Scientific American” –najstarszym amerykańskim miesięczniku popularnonaukowym (wydawanym od 1845 roku) – im prędzej odejdziemy od tworzenia i udostepnienia materiałów niskiej jakości, tym szybciej pozbawimy twórców dezinformacji nośników dla tejże. Amerykanie piszą wprost: Może najwyższa pora zacząć zmuszać ludzi do płacenia za udostępnianie lub otrzymywanie informacji? I nie chodzi koniecznie o pieniądze: „Płatność może mieć formę poświęcenia czasu, pracy umysłowej, takiej jak układanie puzzli lub mikroskopijnych opłat za subskrypcje lub użytkowanie”. Wszystko dlatego, że jak zauważają badacze: „Bezpłatna komunikacja nie jest bezpłatna. Obniżając koszt informacji, zmniejszyliśmy jej wartość i zachęciliśmy do jej fałszowania”.

Czytelnicy „Kuriera WNET” zapewne mają tego świadomość. Wszak to bodaj ostatnia gazeta w Polsce ukazująca się w formacie broadsheet, który już poprzez swoją formę zmusza Odbiorcę do pewnego fizycznego wysiłku i intelektualnego skupienia. Tu nie ma „kliknij i zapomnij”, nie ma też śmieciowych treści, bo nikt ich nie chce.

Czy jednak jesteśmy w stanie wygrać globalną walkę z wirusowymi wiadomościami, infodemią, klikofilią czy portalozą? Czy zmusimy wydawców serwisów internetowych, by zrezygnowali z zysku i publikowali „ambitne treści” w stonowany sposób, i to jeszcze obarczając dostęp do nich rygorem intelektualnego wysiłku lub mikropłatności? No nie, to na pewno się nie uda. A siewcy fake newsów wiedzą o tym doskonale.

Artykuł Wojciecha Muchy pt. „Biegunka pseudoinformacyjna” znajduje się na s. 7 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 78/2020–79/2021.

 


  • Świąteczny, grudniowo-styczniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Wojciecha Muchy pt. „Biegunka pseudoinformacyjna” na s. 7 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 78/2020–79/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Cenzura w sieci! Wybranowski: Brytyjski publicysta punktuje podwójne standardy lewicowych mediów

Tomasz Wybranowski o artykule brytyjskiego dziennikarza nt. niebezpiecznych praktyk platform społecznościowych oraz o sytuacji w Irlandii w obliczu brexitu i koronawirusa.

Prowadzący Studia Dublin zapowiada, że po wynikającej z przyczyn technicznych przerwie w nadawaniu jego audycja wróci w przyszłym tygodniu. Przybliża artykuł Daily Express poświęcony mediom społecznościowym. Dziennikarz Leo McKinstry zauważa w nim, że social media stają się niebezpieczne same dla siebie, gdy wyznaczają sobie prawa.

Media społecznościowe stają się źródłem niezgody zagrażając naszej wolności, prawom obywatelskimi i demokracji.

Autor artykułu dodaje, że bogacące się dzięki swym monopolistycznym praktykom Twitter i Facebook stanowią w swej najgorszej formie „toksyczne bagno ekstremizmu, nadużyć i nietolerancji”. Te ostatnie jest daje im tylko pretekst do dalszego zwiększania swej kontroli.

Henryk, książe Sussexu wycofał się razem ze swą żoną z mediów społecznościowych narzekając na „bezlitosne trollowanie”. McKinstry zauważa, że para książęca trąbiła o swej prywatności, używając przy tym platform społecznościowych jako środka reklamy. Ocenia, że

To właśnie ten podwójny standard wyrządził im tak wiele szkód.

Leo McKinstry odnosi się także do zablokowania amerykańskiego prezydenta. Dla Donalda Trumpa media społecznościowe były jednym z ważnych atutów.

Żyjemy w niebezpiecznych czasach, a media społecznościowe pomogły podsycić to niebezpieczeństwo. W razie potrzeby należy ograniczyć ich uprawnienia w drodze skutecznych regulacji i demokratycznego nadzoru.

Tomasz Wybranowski mówi także o sytuacji na Szmaragdowej Wyspie. Irlandzkie Stowarzyszenie Transportu wystosowało ostrzeżenie do premiera Irlandii, że wskutek Brexitu grozi załamanie łańcuchów dostaw. Irlandczycy mogą doświadczyć pustych pułek.

Zaczyna powoli brakować lekarstw, sprzętu AGD.

Tymczasem irlandzkie linie lotnicze nie wpuszcza na swój pokład pasażerów bez aktualnego testu na obecność SARS-CoV-2. Dotąd test PCR obowiązywały jedynie pasażerów ze Zjednoczonego Królestwa i Republiki Południowej Afryki. Obecnie dotyczą wszystkich krajów obsługiwanych przez Ryanair i Aer Lingus.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Tymoteusz Zych: usunięcie konta Donalda Trumpa to jeden z tysięcy przypadków cenzury w sieci

Goścem red. Magdaleny Uchaniuk był dr Tymoteusz Zych, ekspert Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. Mówił m.in. o cenzurze w przestrzeni internetowej.

Jak podkreśla dr Tymoteusz Zych, w Polsce potrzebne są zmiany prawne, które przyczynią się do lepszej ochrony wolności słowa w Internecie. Obecnie cenzura jest, jak wskazuje, dużo trudniej uchwytna. Oznacza czasem ograniczanie dostępu do treści, bez ich usuwania.

Polskie prawo wymaga koniecznych zmian. Problemy zaczęły się w zeszłym tygodniu – doskonale wiemy, że usunięcie konta Donalda Trumpa to jeden z tysięcy przypadków cenzurowania treści (…) ze względu na poglądy polityczne ich autorów – zaznaczył.

Wiceprezes zarządu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris wyjaśnia na czym polegają rządowe propozycje ws. mediów społecznościowych. W tych ostatnich dozwolone miałoby być to wszystko, czego nie zabrania polskie prawo. Kolejną rzeczą jest występowanie polskich obywatelami przeciw firmom przed sądami swojego państwa. Dr Zych zachęca do podpisania petycji na rzecz wolności słowa w Internecie, dostępnej na stronie stopcenzurzewinternecie.pl.

Wiemy, że Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało już konkretny projekt, który został w ostatnich dniach poparty przez premiera Morawieckiego. Taki projekt miałby się odbyć na bardzo prostej zasadzie: co nie jest zabronione, jest dozwolone – wskazuje ekspert.

Zachęcamy do wysłuchania całej audycji już teraz!

A.N./A.P.

Kryzys kolebki demokracji i powstanie socialmediokracji

Niekontrolowany, przypominający rewoltę szturm na Kapitol przypieczętował niechwalebne harakiri dla trumpizmu oraz republikanizmu, a samego Trumpa skazując na polityczną banicję.

Ameryka od dłuższego czasu jest polem bitwy między dwoma coraz bardziej wrogimi sobie obozami. Dlatego możemy przypuszczać, iż bez względu na to, kto wygrałby wybory w USA, nie zapobiegłoby to wywołaniu zamieszek w kraju. Wówczas zmieniłaby się tylko retoryka mediów głównego nurtu, gdyby demonstracja została wszczęta tym razem przez zwolenników demokratów i opisywana byłaby – jako demonstracja uzasadnionego gniewu obywateli.

Przypomnę tylko, że wspierane przez demokratów protesty, które przerodziły się w brutalne zamieszki, połączone z plądrowaniem sklepów związane z ruchem Black Lives Matter, wybuchły w 140 amerykańskich miastach. Efektem tego są wypłacone odszkodowania, z tytułu ubezpieczeń, na kwotę od 1 do 2 mld dolarów, co kosztowało branżę ubezpieczeniową więcej niż jakiekolwiek inne demonstracje w historii.

Ostatnie wydarzenia spowodowały na pewno kryzys wizerunkowy USA. Kraj uważany za nową ,,ziemię obiecaną” dla ludzi szukających bezpieczeństwa i wolności, niebezpieczne pogrąża się w chaosie przypominającym symptomy wojny domowej. Opanowanie protestów w miastach to jedna rzecz, ale niewystarczające zabezpieczenie drugiego, jak nie najważniejszego budynku Ameryki – symbolu jej potęgi, jest oznaką słabości i utraty autorytetu. Wskutek powyższych wydarzeń prezydent USA został wykluczony z debaty publicznej poprzez działania podjęte przez dwa największe amerykańskie portale społecznościowe – Twitter oraz Facebook. Oficjalnym powodem jest nawoływanie przez niego do agresji i aktów przemocy.

Warto wspomnieć, że kiedy Donald Trump blokował użytkowników tych portali na swojej stronie, skierowano przeciwko niemu oraz sekretarzowi prasowemu pozew za złamanie wolności słowa, którą gwarantuje pierwsza poprawka do Konstytucji USA. Zatem w rzeczywistości motywy postępowania rzeczonych podmiotów jawią się jako antypatia personalna, na co wskazywać może chociażby fakt, że po zaognieniu sytuacji Donald Trump nawoływał do zachowania spokoju i rozejścia się protestujących.

Wydarzenie to wprowadza nas w rozdział w historii rozumiany jako nowy wspaniały świat, w którym zapoczątkowano dyktat wielkich koncernów i korporacji. Obecnie są one niemalże monopolistami w obszarze social media, który wraz z rozwojem technologii wyparł klasyczne media i stał się niejako istotnym miejscem głoszenia poglądów, niemalże jak starożytne Forum Romanum. Od tej chwili to wielki kapitał będzie decydował kto ma, a kto nie ma prawa do wolności słowa przy wciąż nieklarownych procedurach.

W tym miejscu należy postawić pytanie, czy media społecznościowe zmierzały do zaplanowanej inżynierii myślowej w stosunku do społeczeństwa? Czy władza algorytmów podkopuje idee wolności jednostki?

Współczesny izraelski historyk Yuval Noah Harari uważa, iż dla tych handlarzy naszej uwagi nie jesteśmy klientami tylko produktami, tyle że – dodam od siebie – certyfikowanymi według ich własnych standardów poprawności politycznej. Cenzura ze strony mediów społecznościowych może przynieść jednak odwrotne skutki od tych zamierzonych. Część reklamodawców, których fundusze stanowią gros zarobków mediów społecznościowych, już wycofuje się ze współpracy z nimi, odcinając się jednocześnie od działań portali, które ich zdaniem wykorzystują swoją dominującą pozycję w sieciach społecznościowych w celu zduszenia konkurencji. Miało to miejsce w przypadku sprawy usunięcia serwisu Parler m.in. z AppStore i Google oraz serwera Amazon co per se stanowi praktyki monopolistyczne.

Być może obecne wydarzenia dadzą bodziec do powstania nowych konkurencyjnych przedsiębiorstw informatycznych mogących rozbić obecnych monopol ewentualnie spowodują też rozpoczęcie prac nad wprowadzeniem uregulowań prawnych dla platform społecznościowych, które coraz większym zakresie organizują nasze życie.

Koniec zażegnania konfliktu w USA na pewno nie jest bliski. Radykalizm działań zawsze wzmacnia też radykalizm po drugiej stronie, a postępowanie wielkich korporacji oraz wszczęcie procedury impeachmentu wobec ustępującego prezydenta tylko niepotrzebnie go zaognią. Co, wbrew deklarowanym wartościom, będzie pewnie na rękę mediom społecznościowym, które prowadzą do tworzenia światopoglądowych „baniek”. Na tę chwilę możemy stwierdzić, że Donald Trump wchodził do polityki jako outsider i tak samo z niej odchodzi, jednak mając wciąż za sobą potężną siłę społeczną i kapitał, co może być zapowiedzią budowania nowego dziedzictwa-mitu dla konserwatywnej części społeczeństwa USA.

Paulina Czarnowska

Michał Karnowski: Sytuacja w USA pokazuje, że demokracja liberalna wchodzi w fazę coraz większego zamordyzmu

Publicysta tygodnika „Sieci” mówi o histerii rozpętanej przeciwko Donaldowi Trumpowi oraz współczesnym zagrożeniom dla wolności słowa.


Michał Karnowski komentuje wszczęcie procedury impeachmentu przeciwko Donaldowi Trumpowi. Prezydent USA jest oskarżany o podżeganie do rozruchów pod Kapitolem.

Rozpętując nagonkę przeciwko prezydentowi media amerykańskie złamały wszelkie reguły – ocenia publicysta. […] Demokracja liberalna wchodzi w fazę coraz większego zamordyzmu.

W opinii gościa „Poranka WNET” obwinianie Trumpa za ostatnie zamieszki jest „histerią”. Jak zauważa, dużą część odpowiedzialności za zaistniałą sytuację ponosi ochrona Kongresu, słabo obstawiając protesty z 6 stycznia.  Michał Karnowski dostrzega analogię między sytuacją w USA, a wydarzeniami w Polsce, gdzie opozycja chciała na przełomie 2016 i 2017 roku dokonać puczu.

Donald Trump uzyskał głosy ponad 70 milionów Amerykanów, a tamtejszy establishment traktuje go jak śmiecia.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego wskazuje, że konserwatyści nie mogą polegać jedynie na mediach społecznościowym, muszą budować własne, silne media tradycyjne.

Tak jak w PRL-u musimy wykuwać własne nisze wolności, musimy ich bronić. (…) Sfery wolności będą trwały tak długo, jak długo trwają rządy Zjednoczonej Prawicy.

Michał Karnowski wskazuje na paradoks, że media społecznościowe, które długo wydawały się oazą wolności, są w istocie narzędziem zniewolenia.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T. / A.W.K.

Zagórski: Przepisy dotyczące funkcjonowania w mediach społecznościowych powinny wzmacniać uprawnienia użytkownika

Gościem red. Łukasza Jankowskiego był minister cyfryzacji, sekretarz stanu w KPRM Marek Zagórski, który mówił o konieczności regulacji przepisów, dotyczących platform cyfrowych.

Marek Zagórski mówił o systemie zapisów na szczepienia przeciw SARS-Cov-2.

W Internecie będzie można się teraz zapisać poprzez wejście na gov.pl lub pacjent.gov.pl – na obu tych stronach będzie baner umożliwiający zapispwwanie.

Możliwość zapisu na szczepienie daje także internetowe konto pacjenta, poprzez które będzie ta funkcja będzie aktywna już w nocy z czwartku na piątek. Uruchomiona zostanie także specjalna infolinia, dostępna pod numerem 989. Każdy zainteresowany może zgłosić sie także bezpośrednio  do o jednego z 6 tys. punktów szczepień w całej Polsce.

Były minister cyfryzacji zapowiada, że tempo szczepień w Polsce będzie coraz większe. Jak mówi: W II kwartale będziemy szczepić 3 mln osób miesięcznie

Harmonogram jest uzależniony od harmonogramu dostaw szczepionek – podkreślił.

Gość „Popołudnia WNET” mówił również o propozycji wprowadzenia ogólnoeuropejskich przepisów regulujących zasady funkcjonowania portali społecznościowych w stronę znaczącego umocnienia pozycji użytkownika.

KE przedstawiła w grudniu  propozycje aktów regulujących sferę cyfrową, czyli (…)  kodeks usług cyfrowych i kodeks rynkowy, dotyczący usług cyfrowych. Zawarte są tam m.in. przepisy, dotyczące platform cyfrowych w tym mediów społecznościowych. W tym procesie już uczestniczymy– zaznaczył.

Przypominał, że polski rząd niejednokrotnie apelował o wdrożenie działań zapobiegającym nadużyciom wielkich korporacji cyfrowych.  Jest to niezbędne dla zapewnienia swobodnego przepływu danych wewnątrz UE.

Mamy do czynienia z sytuacją, w której jest świadczona usługa i nie ma znaczenia czy jest odpłatna czy nie i uczestnik portalu społecznościowego powinien być chroniony tak, jak konsument. W związku z tym powinnyśmy się skoncentrować się na uprawnieniach użytkownika. (…) Media społecznościowe nie służą tylko do wypowiadania naszych opinii ale dla małych i średnich przedsiębiorców są kanałem komunikacji z klientami – mówił.

Bardzo ważne są przejrzyste zasady funkcjonowania platform cyfrowych.

Chcemy,  żeby decyzje, które podejmują portale co do treści były transparentne i by była możliwość odwołania się od tych decyzji i (…) by było jasne, że właścicielem danych na jego profilu był użytkownik – wskazywał.

Kolejne nasze propozycje, które będziemy uszczegóławiać dotyczą regulaminów tak, żeby uwzględniały kontekst kulturowy danego państwa – dodał.

Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.N.