„Solidarność” WOK: Dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej prowadzi z nami rozmowy, przystawiając nam pistolet do skroni

– Pani dyrektor proponuje zwolnienie 104 z 250 osób. Uważamy, że prowadzi to do cichej likwidacji, bo nie odbuduje się potencjału ludzkiego, zwalniając wszystkich solistów – mówił Edward Jemiołkowski.

Pani dyrektor twierdzi, że to jest restrukturyzacja mająca na celu podniesienie poziomu. Wydaje mi się, że ten poziom, który reprezentujemy, jest najwyższej światowej jakości, a sale w wielu krajach są pełne widzów – mówił Hubert Zadrożny, pełniący funkcję przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” WOK.

To, co proponuje pani dyrektor, to zwolnienie 104 z 250 osób. Mamy nadzieję, że pani dyrektor wycofa się z tej decyzji. Naszym zdaniem prowadzi to do takiej cichej likwidacji, dlatego że nie odbuduje się potencjału ludzkiego, zwalniając wszystkich solistów – podkreślił przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Warszawskiej Opery Kameralnej. [related id=”4314″]

Oprócz tego mają zostać zwolnieni dyrygenci oraz połowa orkiestry Warszawskiej Opery Kameralnej, co – zdaniem rozmówcy Aleksandra Wierzejskiego – uniemożliwi wykonanie niektórych dzieł Mozarta. Co więcej, wśród zwolnionych mają być małżeństwa.

W dodatku, jak mówi Hubert Zadrożny, związkowcy nie otrzymali szansy na rozmowy merytoryczne: – Przedstawiliśmy pismo, w którym prosimy o przedstawienie sytuacji finansowej, tak żeby mieć do dyspozycji fakty, na podstawie których jest zawiadomienie o planowanym zamiarze zwolnień grupowych. Nie przedstawiono nam takiego dokumentu.

 

 

WJB

Ewa Stankiewicz skomentowała skandaliczny spektakl w Teatrze Powszechnym: Twórcy „Klątwy” to forpoczta totalitaryzmu

– Każdy totalitaryzm szybko zaprzęgał kulturę. […] To są działania totalitarne – wyszydzanie i wykpiwanie z ludzi oraz nawoływanie do mordu – powiedziała w Poranku Wnet reżyser Ewa Stankiewicz.

Reżyser Ewa Stankiewicz w porannej audycji Radia Wnet skomentowała przedstawienie „Klątwa” w reżyserii Olivera Frljicia. Spektakl, wystawiony na deskach warszawskiego Teatru Powszechnego, prezentuje obrazoburcze sceny, w tym m.in. wieszanie papieża Jana Pawła II i zbiórkę pieniędzy na zabójstwo Jarosława Kaczyńskiego.

[related id=”3769″]

Stankiewicz stwierdziła, że osoby biorące udział w „Klątwie” „mają charakter forpoczty totalitaryzmu”. Porównała bowiem spektakl chorwackiego reżysera do przedstawień w Niemczech w latach 30., w których piętnowano Żydów: – Trzeba odróżnić sztukę od najemników totalitaryzmu. […] Każdy totalitaryzm szybko zaprzęgał kulturę do swoich działań, bo to są właśnie działania totalitarnewyszydzanie i wykpiwanie z ludzi oraz nawoływanie do mordu – powiedziała.

Uważa, że reżyser oraz aktorzy występujący w przedstawieniu powinni być podciągnięci do odpowiedzialności karnej. Argumentowała to łamaniem wartości oraz przekonań religijnych, które są chronione przez konstytucje.

Stankiewicz uznała również, że nie można bronić tego spektaklu prawem do wolności słowa:

Mówię to jako artystka, która całe życie walczyła o wolność słowa, i wydaje mi się, że sporo poświęciłam tej sprawie. […] Nie można żądać wolności dla siebie kosztem naruszenia cudzej wolności; kosztem krzywdy czy też przemocy wyrządzonej drugiemu człowiekowi.

 

K.T.

Nagroda dla filmu „Moonlight” była dużym zaskoczeniem i całkowicie zmieniła wydźwięk tegorocznej gali rozdania Oskarów.

89 Gala wręczenia Oscarów – nagród amerykańskiej Akademii Filmowej – odbyła się w nocy z niedzieli na poniedziałek w Los Angeles. Nagrodę dla najlepszego filmu otrzymał „Moonlight” Barry’ego Jenkinsa.

 

Tegoroczna gala wręczenia nagród amerykańskiej Akademii Filmowej odbyła się w nocy z niedzieli na poniedziałek w Los Angeles. Oscara dla najlepszego filmu otrzymał „Moonlight” w reżyserii Barry’ego Jenkinsa.

Nagroda za najlepszą reżyserię powędrowała do twórców filmu „La La Land”, tym samym Daniel Chazelle został najmłodszym reżyserem docenionym  pozłacaną 24-karatowym złotem statuetką.  Najlepszą aktorką została Emma Stone („La La Land”), najlepszym aktorem Casey Affleck („Manchester by the Sea”), a za najlepsze role drugoplanowe nagrody otrzymali Viola Davis („Fences”) oraz Mahershala Ali („Moonlight”).

Najlepszym filmem nieanglojęzycznym został irański „Klient” Asghara Farhadiego. Jego konkurentką była m.in. niemiecka komedia „Toni Erdmann”, jednak można przypuszczać, że w związku z politycznym kontekstem wokół filmu oraz zakazem wjazdu dla obywateli siedmiu muzułmańskich krajów do USA, wydanym przez prezydenta Donalda Trumpa, członkowie AMPAS przyznali nagrody filmowi Farhadiego.

Za najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny podczas wczorajszej gali w Dolby Theatre w Hollywood uznano „O.J.: Made in America” w reżyserii Ezry Edelmana i Caroline Waterlow. Kolejnym zaskoczeniem wieczoru był Oscar dla Colleen Atwood – autorki kostiumów do filmu „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”.

Za najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny  Oskara zdobyły „Białe hełmy” Joanny Natasegary i Orlanda von Einsiedela. Nagrodę za najlepsze efekty specjalne zdobyli: Robert Legato, Adam Valdez, Andrew R. Jones i Dan Lemmon za film „Księga dżungli”.

Podczas wręczania statuetki doszło do zamieszania; wręczający ją, Warren Beatty mylnie odczytał tytuł zwycięskiego filmu, jako laureata podając „La La Land” Damiena Chazelle’a.

– Ostatnia scena z zamianą Oscarów jest jednak symboliczna ; pokazuje, że eskapistyczna, radosna ucieczka w białą bajkę o Hollywoodzie i Ameryce, co wydawało się już przypieczętowane, ostatecznie ustępuje jednak miejsca bardzo surowej, introwertycznej opowieści o czarnej Ameryce, która w żadnym momencie nie jest bajką, która jest właściwie anty-bajką – powiedział krytyk filmowy i publicysta Tomasz Raczek, odnosząc się do tegorocznych Oscarów.

Przypomniał, że „Moonlight” to opowieść  o tym, że nic dobrze się w tym życiu nie kończy ; scena z zamianą nagród, która wynikła prawdopodobnie z przypadku, zostanie zapamiętana w historii jako symboliczna. To symbol czegoś zaskakującego i czegoś, co stoi w sprzeczności z koncepcją nowej władzy amerykańskiej, która dąży do powrotu do dawnych, silnych i białych Stanów Zjednoczonych. Ta nagroda całkowicie zmieniła wymowę tegorocznych Oscarów – podkreślił.

Tomasz Raczek zauważył również, że mimo napiętej sytuacji politycznej w USA po niedawnych wyborach prezydenckich polityka nie zdominowała tegorocznej ceremonii rozdania nagród.  –Polityki było mniej niż wszyscy się spodziewali (…) – stwierdził.

Jego zdaniem wśród podziękowań i przemówień zabrakło w tym roku wybitnego wystąpienia. Były emocjonalne przemówienia, ale nie charakteryzowały się one jakąś odwagą polityczną – powiedział.

Jedyną sytuacją noszącą znamiona demonstracji politycznej, było odczytanie listu od Asghara Farhadiego, irańskiego reżysera uhonorowanego Oscarem za film „Klient” w kategorii  „najlepszy film nieanglojęzyczny”, który był rodzajem protestu przeciw nowemu prawu, zakazującemu wjazdu do Stanów Zjednoczonych obywatelom sześciu krajów, wytypowanych jako kraje wrogie i zagrażające USA. – Ten protest wydawał się okazją, by publiczność – choćby poprzez powstanie z miejscwyraziła solidarność ze sprawą i laureatem. Tak się jednak nie stało. Odpowiedź z sali była, ale słabsza, niż należało się spodziewać – ocenił Raczek.

Oczekiwanie na ogłoszenie kolejnych  werdyktów głosowania producenci starali się urozmaicić różnymi atrakcjami. W zeszłych latach była to pizza i ciastka, w tym roku z sufitu trzykrotnie na widownię spadły słodycze. Tym słodkim przerywnikom towarzyszyły piękne scenki rodzajowe.

 

 

PAP/JN

 

 

Zakopane: Prezydent z małżonką uczestniczył w Dudaskim Tłustym Czwartku – koncercie muzyków ludowych grających na dudach

– Najbardziej się cieszę, kiedy widzę muzykującą młodzież, dzieci i tych, którzy ich uczą. Ta tradycja jest skrzętnie, z niezwykłą pieczołowitością przenoszona tu, na Podhalu, z ojca na syna.

Prezydent Andrzej Duda z małżonką Agatą Kornhauser-Dudą uczestniczył w czwartek w Zakopanem w koncercie muzyków ludowych grających na dudach. Górale zaprosili prezydenta na „Dudaski Tłusty Czwartek” już po raz drugi.

Prezydent w swoim wystąpieniu podkreślił, że bardzo lubi folklor, zwłaszcza góralski.

Folklor, który cechuje góralszczyznę, przenika i buduje także polską tradycję i z tak wielką siłą, nie tylko pod Tatrami, ale i za oceanem, gdzie polskie rodziny wyjechały, jest kontynuowany. U was, na Podhalu, ta tradycja i ten krzyż na Giewoncie są tak głęboko wpisane właśnie w góralską duszę, w was, i proszę, żebyście się nie zmieniali nigdy – apelował prezydent.

Dudaski Tłusty Czwartek to impreza cykliczna, odbywająca się co roku w Zakopanem. To spotkanie muzyków grających na różnych odmianach dud z Polski i z zagranicy. Każdego roku spotkanie jest poświęcone innemu historycznemu dudziarzowi z Podhala. W tym roku wspominano zmarłego pięć lat temu Władysława Trebunię-Tutkę, który znany był głównie jako artysta malarz i muzyk, ale również dudziarz – kontynuator wielopokoleniowej rodzinnej tradycji muzykowania na dudach.

Prezydenta przywitali najmłodsi dudziarze zakopiańscy uczący się tej sztuki w Tatrzańskim Centrum Kultury „Jutrzenka”. Para prezydencka podziwiała również grę na dudach z wielkopolskiej Biskupizny – mikroregionu, w którym wytworzyły się odrębne tradycje muzyczne, gwara i stroje ludowe. Tradycje biskupiańskie zostały wpisane w ubiegłym roku na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kultury.

Do Zakopanego przyjechali także grający na okazałych kozłach białych muzycy ze Zbąszynia. Gościem specjalnym wydarzenia był Tom Osentowski, którego rodzina od kilku pokoleń żyje w Stanach Zjednoczonych. Tom Osentowski, mimo że nie mówi w ojczystym języku, pielęgnuje polskie tradycje, zgromadził pokaźną kolekcję dud polskich i prezentuje ją w różnych miejscach na świecie.

Przed publicznością zaprezentowali się także dudziarze z Beskidu Śląskiego i Żywiecczyzny.

Prowadzący wydarzenie dudziarz i budowniczy instrumentów Szymon Bafia powiedział, że jeszcze w XVIII wieku na dudach grano niemal w całej Polsce.

– Instrument był niegdyś bardzo rozpowszechniony w całym kraju. Grała na nim także szlachta, a od dudziarzy pobierano nawet podatki. Zachowało się wiele nazw geograficznych związanych z dudami oraz popularne nazwisko Duda, które oznaczało właśnie muzykującego na dudach – zaznaczył.

Dudy podhalańskie w okresie międzywojennym były nawet wprowadzone do reprezentacyjnej orkiestry wojskowej pułku Strzelców Podhalańskich.

Niemal każdy europejski kraj posiada swoje odmiany dud – są różnie zbudowane i strojone w różnych tonacjach. Wszystkie mają wspólne cechy: zbiornik powietrza najczęściej wykonany z koziej skóry, piszczałkę melodyczną, na której wygrywa się melodie, jedną lub kilka piszczałek basowych. Najbardziej znane na świecie są dudy szkockie, które są nieodłącznym symbolem Szkocji.

W Polsce występuje siedem odmian tego instrumentu, nazywanego też w zależności od regionu gajdami lub kozą. Na południu Polski gra się na dudach podhalańskich, żywieckich i gajdach śląskich. W Wielkopolsce i ziemi lubuskiej na koźle białym i czarnym oraz na dudach rawicko-gostyńskich i bukowsko-kościańskich.

Dudy, nazywane na Podhalu kozą, zostały błędnie nazwane kobzą. Ten błąd jako pierwszy najprawdopodobniej popełnił etnograf Oskar Kolberg, a później był wielokrotnie powtarzany, m.in. przez Jana Kasprowicza w poemacie zatytułowanym Kobziarz Mróz.

Umiejętność wytwarzania dud podhalańskich i praktyka gry na tym instrumencie zostały w 2015 roku wpisane na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kultury jako pierwszy instrument muzyczny na tej liście.

Dudy podhalańskie ze wszystkich innych dud polskich mają najbogatsze brzmienie, gdyż posiadają cztery głosy (stroiki). Pozostałe dudy są dwugłosowe. Dudy podhalańskie były do połowy XIX w. wiodącym instrumentem w kapeli góralskiej, później zastąpiono je skrzypcami. To instrument silnie związany z kulturą pasterską. Dudy podhalańskie mają podobną budowę do innych dud z kręgu kultury karpackiej i bałkańskiej.

Dudziarzy na tatrzańskich halach opisywali już pierwsi badacze Tatr, m.in. Wincenty Pol i Seweryn Goszczyński, a także twórca stylu zakopiańskiego, Stanisław Witkiewicz.

Badający góralską kulturę muzyczną Adolf Chybiński twierdził, że „każda prawdopodobnie wieś większa na Podhalu i w okolicach tej ziemi posiadała swego grajka na dudach, uważającego grę na tym instrumencie za swój główny zawód”.

Dudziarze, kapele dudziarskie dołączały także do wędrownych żniwiarzy, którzy najmowali się do pracy u majętnych rolników również w Królestwie Węgierskim. Według przekazów i ikonografii dudziarze przygrywali także bandom zbójnickim.

Na przełomie XIX i XX w. dudy zaczęły znikać z muzycznego pejzażu podhalańskich wsi. Ostatnim bacą, który faktycznie grał na tatrzańskich halach przy wypasie owiec, był Józef Galica z Olczy. Jego następcą był Tomasz Skupień z zakopiańskich Kuźnic, nauczyciel współczesnego pokolenia podhalańskich dudziarzy.

Od ośmiu lat w Tatrzańskim Centrum Kultury „Jutrzenka” w Zakopanem działa szkółka dudziarska, która podtrzymuje najstarsze tradycje muzyczne w Tatrach.

PAP/lk

Dziś w Rosji zaczęła się Maslenica- prawosławna tradycja przygotowująca wiernych do Wielkiego Postu

Siedem dni wspólnej zabawy, jedzenia tradycyjnych potraw oraz świętowania- tak w Rosji obchodzony jest okres poprzedzający Wielki Post i Wielkanoc.

-Wiele osób mówi, że Maslenica to święto pogańskie. Rzeczywiście, istniało ono na przedchrześcijańskiej Rusi. Naukowcy są zdania, że w tamtych czasach to święto było związane z wiosennym zrównaniem dnia z nocą, które u wielu narodów oznaczało początek nowego roku, a także było ściśle związane z żegnaniem zimy i witaniem wiosny. Prawosławni kapłani twierdzą jednak, że już sama jego nazwa nosi chrześcijański charakter i wiąże się z cerkiewną tradycją- Powiedział proboszcz Cerkwi św. Aleksandra Newskiego protojerej Igor Fomin.

Rosjanie słyną z zamiłowania do tłustych oraz ciężkostrawnych dań. Tegoroczne obchody wyróżnia duża zmiana w sposobie żywienia podczas festiwalu. Rosjanie starają się łączyć tradycję oraz zdrowie.

-Odprowadzamy zimę, witamy wiosnę, wraz z pysznymi blinami i konfiturą– Skanduje chór przedstawiający ostatkowe obrzędy nieopodal Kremla.
Słynne bliny to rosyjskie naleśniki, kształtem symbolizujące słońce to potrawa, którą w tradycji ludowej spożywało się przez cały rok.

Przy bulwarze Twerskim odbywają się warsztaty kulinarne. Prowadzi je Alona Kogotkowa- popularna autorka bloga kulinarnego na temat zdrowego żywienia. Na żywo przyrządza wartościowe posiłki. Opowiada jak zastąpić mąkę pszenną innymi rodzajami mąki, mówi jak dobrymi substytutami dla miodu i cukru mogą być owoce oraz jak wybrać zdrowszy olej do smażenia.

-Pokazaliśmy, jak Maslenicę obchodzić nie tylko smacznie, ale i z korzyścią dla zdrowia. Rozwialiśmy mit, że naleśniki są szkodliwe, kaloryczne i tłuste i powodują nadwagę. Pokazaliśmy, jak przygotowywać naleśniki dobre dla zdrowia, z mąki pełnoziarnistej, bez użycia cukru – opowiada Agencji Prasowej Alona o swoich warsztatach. I podkreśla, że -zdrowy sposób życia to smaczny sposób życia-

Alona mogłaby również powołać się na tradycję. –Tradycyjne rosyjskie bliny nie były przyrządzane z mąki pszennej, ale z gryczanej, razowej i owsianej – przypomniał niedawno na łamach gazety „Moskowskij Komsomolec” historyk kuchni rosyjskiej Maksim Syrnikow.

Rosjan czeka jeszcze kilka dni Maslenicy, która jest czasem odwiedzin rodzinnych i wyjazdów turystycznych. Cerkiew prawosławna, przypomina o pierwotnym przeznaczeniu tego święta. Zaleca wiernym refleksję, pokutę i wzajemne wybaczanie sobie win. W Moskwie ostatki zakończą się próbą pobicia rekordu Guinnessa w częstowaniu naleśnikami: w weekend w jednym ze stołecznych parków usmażonych ma być w tym celu 10 tysięcy naleśników.

(PAP)

„Wesele” Stanisława Wyspiańskiego lekturą na Narodowe Czytanie 2017

Ten dramat to „Polaków portret własny” – Polaków przełomu XIX i XX w. Polaków właściwie w przededniu odzyskania niepodległości, pięknie rysujący obraz przekroju społeczeństwa tamtego okresu.

„Wesele” Stanisława Wyspiańskiego zostało lekturą na Narodowe Czytanie 2017 – ogłosił we wtorek prezydent Andrzej Duda podczas uroczystości z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego. Naprawdę warto po raz kolejny przeczytać tę piękną pozycję naszej literatury – przekonywał.

– Myślę, że tegoroczne Narodowe Czytanie będzie niezwykle ciekawe – ocenił prezydent podczas uroczystości z udziałem pierwszej damy Agaty Kornhauser-Dudy. W uroczystości wzięła udział także minister edukacji narodowej Anna Zalewska.

– Naprawdę warto – po raz kolejny mam nadzieję, bo jestem przekonany, że każdy już czytał w swoim życiu „Wesele” – tę piękną pozycję naszej literatury przeczytać, przeczytać ją razem. Przypomnieć sobie te niezwykle ważne dla naszej historii, dla naszej kultury, dla właśnie fundamentów tego, co nazywamy polskością, te niezwykle ciekawe strofy tego dramatu, arcydramatu – powiedział prezydent Duda.

Jak mówił, Narodowe Czytanie „Wesela” odbędzie się w roku poprzedzającym 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Zaznaczył, że dramat ten to „Polaków portret własny” – Polaków przełomu XIX i XX w. Polaków właściwie w przededniu odzyskania niepodległości, pięknie rysujący obraz przekroju społeczeństwa tamtego okresu w Galicji, w Krakowie i w podkrakowskiej wsi Bronowice – mówił prezydent.

Oficjalna inauguracja tegorocznego Narodowego Czytania odbędzie się 2 września.

Pierwsza dama przypomniała, że w tym roku na lekturę Narodowego Czytania można było głosować od 23 stycznia do 15 lutego. Można było wybierać spośród czterech utworów: „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego, „Pamiątki Soplicy” Henryka Rzewuskiego, „Beniowski” Juliusza Słowackiego i „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego.

Jak mówiła Agata Kornhauser-Duda, oddano łącznie blisko 37 tys. głosów, a „Wesele” uzyskało prawie 18 tys. – Można z czystym sumieniem powiedzieć, że nie było przegranej lektury w tym głosowaniu, ponieważ każda z zaproponowanych przez nas pozycji uzyskała naprawdę imponującą liczbę głosów – dodała. Według niej świadczy to o tym, że Polacy znają te książki, znają kanon polskiej literatury.

Podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim Wojciech Wencel, poeta, felietonista i krytyk literacki otrzymał z rąk Andrzeja Dudy Nagrodę Prezydenta RP „Zasłużony dla Polszczyzny”. Nagroda przyznawana jest od 2012 roku za szczególne zasługi w podnoszeniu świadomości językowej Polaków oraz w krzewieniu kultury języka polskiego.

– Rzadko się zdarza, by poezja czy wiersze dzisiaj wywoływały dyskusje, a ta wywołuje. I dlatego właśnie pan Wojciech Wencel, jego poezja, jego twórczość jest tak niezwykle interesująca, i tak niezwykle ważna dla polszczyzny, a także bardzo często do wychowania młodego pokolenia – podkreślił prezydent.

Piękna polszczyzna, bogata polszczyzna, ciekawa polszczyzna, zachowująca wszystkie wartości języka, które są na niezwykle potrzebne dla budowy fundamentu kulturalnego każdego człowieka, każdego młodego Polaka – mówił prezydent o języku używanym przez laureata. Jak zaznaczył, pisze on o treściach ważnych – Można się z nimi zgadzać, można się z nimi nie zgadzać, ale na pewno są to treści ważne, warte przedyskutowania i warte przemyślenia – dodał prezydent.

Odbierając nagrodę Wencel zauważył, że język potoczny łatwo ulega obcym wpływom, ale „poezja, w której są zapisane doświadczenia wielu pokoleń pozostaje depozytem polskości” – Niestety choć skończył się w Polsce komunizm, to w wielu wymiarach kultury wciąż pospolitość skrzeczy, jakby nadal obowiązywała zasada sformułowana przez Czesława Miłosza: „wolno nam było odzywać się skrzekiem karłów i demonów, ale czystej i dostojne słowa były zakazane”. Najwyższy czas to zmienić – mówił laureat.

Podczas ubiegłorocznego Narodowego Czytania prezydent Duda zaproponował, aby o wyborze kolejnej wspólnej lektury ponownie zdecydowali Polacy. Do 15 lutego 2017 r. każdy mógł zagłosować na ulubioną lekturę poprzez ankiety zamieszczone na stronie www.prezydent.pl oraz na kontach Kancelarii Prezydenta w serwisach społecznościach: na Facebooku i na Twitterze.

Narodowe Czytanie po raz pierwszy odbyło się w 2012 r. Czytano wówczas „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza, a w następnych latach dzieła Aleksandra Fredry (2013 r.), Trylogię Henryka Sienkiewicza (2014 r.) i „Lalkę” Bolesława Prusa (2015 r.).

W 2016 r. lekturą Narodowego Czytania było „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza. Wspólną lekturę także wybrano w głosowaniu. Wybierać można było spośród pozycji: „Chłopi” Władysława Reymonta, „Noce i dnie” Marii Dąbrowskiej, „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego, „Popioły” Stefana Żeromskiego i „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza, które zwyciężyło w ubiegłorocznym głosowaniu.

PAP/lk

„Smaki i niesmaki” 20 lutego 2017

W kolejnej edycji „Smaków i niesmaków” Wojciech Piotr Kwiatek wspominał dawne programy telewizyjne oraz „złote czasy” dla Polskiego Radia.

Redaktor programu kulturalnego Radia Wnet opowiadał również o polskich kabaretach z lat PRL.
Posłuchaj programu na platformie mixcloud:

W aranżacji muzycznej m.in.: Piotr Fronczewski, grupa „Pod Budą” oraz „Zespół Adwokacki dyskrecja”.

„Maria Skłodowska-Curie” – film o kobiecie prawdziwej w kinach od 3 marca

Największym odkryciem było dla mnie to, jak wewnętrznie wolną osobą była Maria Skłodowska-Curie – powiedziała na Karolina Gruszka, odtwórczyni tytułowej roli w filmie

Największym odkryciem było dla mnie to, jak wewnętrznie wolną osobą była Maria Skłodowska-Curie – powiedziała na poniedziałkowej konferencji prasowej Karolina Gruszka, odtwórczyni tytułowej roli w filmie, który wejdzie na ekrany kin 3 marca.

„Maria Skłodowska-Curie” to opowieść o odkrywczyni dwóch pierwiastków. Polka, zamieszkała we Francji, była pierwszą kobietą wyróżnioną Noblem, wciąż pozostaje jedyną kobietą uhonorowaną dwukrotnie tą nagrodą oraz jedyną osobą nagrodzoną w 2 różnych dziedzinach naukowych.

Jako pierwsza w Europie uzyskała tytuł doktora, a po przyznaniu profesury, objęła własną katedrę na paryskiej Sorbonie, co – jak podkreślają twórcy filmu – „we Francji było wydarzeniem bez precedensu”.

W filmie przedstawiono życie noblistki od chwili przyznania pierwszej nagrody, przez tragiczną śmierć Piotra Curie – jej męża i współpracownika; próby zdobywania stanowisk na zdominowanych przez mężczyzn Sorbonie i Francuskiej Akademii Nauk; romans z Paulem Langevine i przyznanie drugiej nagrody.

Skłodowską – czasem niepewną, często czułą i zawsze zdeterminowaną – widzimy na ekranie nie tylko jako uczoną, ale także kobietę zaangażowaną w aktualne sprawy – np. sytuację w Polsce. Filmowa postać to przede wszystkim żona – potem kochanka – oraz matka i siostra.

Zdaniem Marie Noelle, współautorki scenariusza i reżyserki filmu, Skłodowska-Curie jest postacią bardzo aktualną i współczesną. „Nie należy tylko do ścisłego świata naukowego, jest osobą pełnokrwistą i wielką wizjonerką, dzięki czemu może stanowić inspirację zarówno dla mężczyzn jak i kobiet oraz młodszych i starszych” – mówiła na poniedziałkowej konferencji prasowej.

– Pierwszy raz zetknęłam się z jej postacią w wieku dwunastu lat. Wówczas wcale nie myślałam o tym, że będę opowiadać. Wydawało mi się, że to postać, o której lepiej nakręcić film dokumentalny – albo najlepiej 10 takich filmów, każdy na inny temat. Chęć zgłębienia jej życia pojawiła się u mnie po przeczytaniu artykułu prasowego na temat jej związku z Paulem Langeninem. Była to dla mnie zupełnie nowa wiadomość, o tym fakcie zupełnie nie mówiono. To był ogromny skandal, który zagroził drugiej Nagrodzie Nobla – wyjaśniła reżyserka.

Noelle dodała, że zastanowiło ją przede wszystkim to, jak wdowa z dwójką małych dzieci, która przede wszystkim zajmuje się nauką, przeżyła takie plotki – Nie rozumiałam, jak można stawiać ją w tak złym świetle. Prasa przedstawiała Paula jako ofiarę, to Skłodowska była tą złą. Była dręczona przez fotografów, którzy robili zdjęcia również pod jej domem. Postanowiłam spojrzeć na nią z tej strony, m.in. to stało się częścią mojego filmu – dodała – Zależało mi jednak na tym, aby nie pokazać kobiety z brązu, kobiety statuy. Lubię postać Skłodowskiej, dlatego chciałam ją pokazać ze swojej kobiecej, naturalnej strony – podkreśliła.

Film pokazuje sytuację kobiet w nauce na początku XX wieku. „Wtedy sądzono, że kobieta w świecie fizyki to rzecz niemożliwa. Zresztą przyznanie Marii pierwszej Nagrody było możliwe tylko dzięki temu, że do prac włączył się jej mąż. Gdyby ona firmowała to tylko swoim nazwiskiem, to pewnie nie zostałaby wyróżniona” – mówiła Noelle. „Wydawało mi się z kolei niepotrzebne pokazywać, jakim była geniuszem. Zależało mi jednak by pokazać, jaką miała osobowość i jak bardzo była samodzielna w swojej pracy, swoim sposobie myślenia” – dodała.

Odtwórczyni głównej roli pytana, w jaki sposób przygotowywała się do roli, powiedziała, że przede wszystkim przeczytała wszystko, co udało jej się znaleźć – w tym całą obszerną korespondencję, która się zachowała i dziennik intymny, który Skłodowska-Curie pisała po śmierci swojego męża – Chyba ten dziennik był największą, bardzo otwierającą inspiracją. Przez to, że był tak szczery, otwarty i napisany z głębi, pozwolił mi dotknąć jej wrażliwości jako kobiety. Największym odkryciem było dla mnie to, jak wewnętrznie wolną była osobą i to tak naprawdę w każdej sferze – podkreśliła Karolina Gruszka.

– Skłodowska-Curie potrafiła odciąć się od tego, czego się od niej oczekuje i jakie są obowiązujące konwenanse. Miała bardzo głębokie przekonanie, co jest ważne i – co by się nie działo – szła za tym nieuznając kompromisów, ale w bardzo mądry sposób – dodała aktorka.

Premierze filmu towarzyszy akcja #PoczujChemięDoSkłodowskiej. Zamierzeniem jej inicjatorów jest przypomnienie Polakom, że w tym roku obchodzimy 150. rocznicę urodzin genialnej Polki, która wyprzedzała swoją epokę. Pomysłodawcy przedsięwzięcia zachęcają do własnych poszukiwań tego, co w jej biografii jest najbardziej niezwykłe i inspirujące. Przypominają przy tym, że Skłodowska – 2 lata temu okrzyknięta przez Szkotów najbardziej wpływową kobietą ostatniego 200-lecia – była m.in. przyjaciółką Alberta Einsteina, w podróż poślubną udała się na rowerach, uwielbiała pływać kraulem, w swoim ogrodzie hodowała róże oraz jako jedna z pierwszych kobiet uzyskała prawo jazdy – w tym także na samochody ciężarowe

Obraz powstał w koprodukcji Polski, Niemiec, Francji i Belgii. Zdjęcia realizowano w Łodzi, Krakowie, Łebie oraz Paryżu, Brukseli i Monachium,

Na ekranie zobaczymy także: Izę Kunę jako Bronisławę Skłodowską – siostrę noblistki, Piotra Głowackiego jako Alberta Einsteina, Jana Frycza jako Ernesta Solvaya – założyciela Międzynarodowego Instytutu Fizyki oraz Daniela Olbrychskiego jako Emila Amagat – zagorzałego przeciwnika Marii. Autorem zdjęć jest Michał Englert, a muzyki Bruno Coulais.

Film wyróżniony Bavarian Film Awards za najlepszą reżyserię i najlepszą scenografię trafi na ekrany polskich kin 3 marca.

PAP/lk

Seria artykułów i wywiadów w czeskich mediach – Instytut Polski w Pradze uczci 75. rocznicę powstania AK

Czesi są na razie odporni na przeinaczenia takie, jak „polskie obozy”, jednak skala oporu i ofiary poniesionej przez społeczeństwo polskie są bardzo słabo znane – twierdzi dyrektor IP Maciej Ruczaj.

Serię artykułów i wywiadów publikowanych w czeskich mediach oraz cykl materiałów edukacyjnych dla uczniów i nauczycieli – przygotował z okazji 75. rocznicy powstania Armii Krajowej Instytut Polski w Pradze. Akcja ma przypominać Czechom o fenomenie Polskiego Państwa Podziemnego.

Chcieliśmy, aby w okresie między 14 lutego – kiedy obchodzimy rocznicę powstania AK – a 1 marca – Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych – niemal każdy Czech miał okazję zapoznać się z opowieścią o polskim oporze i walce o wolność – mówił, cytowany w przesłanym PAP komunikacie, dyrektor Instytutu Polskiego Maciej Ruczaj – Czesi co prawda są na razie odporni na przeinaczenia takie, jak „polskie obozy”, jednak skala oporu i ofiary poniesionej przez społeczeństwo polskie są bardzo słabo znane – dodał.

Z tej okazji na zlecenie Instytutu w niemal wszystkich znaczących czeskich mediach pojawiły się lub w najbliższych dniach pojawią się artykuły i wywiady na temat AK; tekstów w sumie ma być 9. Ich autorami są zarówno polscy historycy, jak i czescy dziennikarze.

Jest wśród nich m.in. artykuł przygotowany przez publicystę Piotra Semkę dla tygodnika „Echo” poświęcony roli pamięci o AK w Polsce po 1945 roku; autor podkreśla w nim kluczowe znaczenie generacji AK oraz pamięci o niej dla pokolenia KOR i Solidarności. „Maciej Korkuć z krakowskiego IPN opisał – w dodatku weekendowym +Orientace+ dziennika +Lidove nowiny+ – opowieść +zdradzonej armii+ z perspektywy gry między mocarstwami sojuszniczymi. Czytelnicy mogą przeczytać o +największej organizacji konspiracyjnej w okupowanej Europie+ oraz jej bohaterach takich, jak Witold Pilecki” – czytamy.

Z okazji rocznicy powstał także obszerny cykl materiałów edukacyjnych dla uczniów i nauczycieli szkół średnich, który jest wynikiem współpracy Instytutu Polskiego z czeskimi redakcjami i historykami, a także portalem edukacyjnym www.moderni-dejiny.cz

Według Macieja Ruczaja świadomość dotycząca skali strat, jakie poniosła Polska podczas walki z dwoma totalitaryzmami równocześnie, jest wciąż niewielka. „Taka niewiedza wpływa negatywnie także na współczesne postrzeganie naszego kraju. Warto próbować to zmienić” – podsumował Ruczaj.

Instytut Polski w Pradze kontynuuje tradycje ataszatu kulturalnego Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej z lat 20. ubiegłego wieku, który po II wojnie światowej przekształcony został w Polski Ośrodek Kultury. Zadaniem instytutu jest upowszechnianie polskiej kultury, nauki i sztuki, wiedzy o historii Polski oraz propagowanie polskiego dziedzictwa narodowego na terenie Czech. Od 1994 roku funkcjonuje on jako Instytut Polski w Pradze i jest jedną z najstarszych tego typu polskich placówek w Europie.

PAP/lk

Gliński o Szaflarskiej: była perłą polskiej kinematografii i teatru, autorytetem dla wielu pokoleń aktorów i reżyserów

Danuta Szaflarska była jedną z pierwszych powojennych gwiazd filmowych. Sławę zyskała m.in. dzięki filmom „Zakazane piosenki”, „Skarb”, „Pora umierać”, biograficznego „Inny świat”.

Szaflarska, nazywana pierwszą amantką powojennej kinematografii, zmarła w niedzielę.

– Danuta Szaflarska była perłą polskiej kinematografii i teatru. Uczestniczka powstania warszawskiego, wielki autorytet dla wielu pokoleń aktorów i reżyserów. Emanowała spokojem, mądrością i wewnętrzną pogodą, która udzielała się nam, widzom. Będzie jej bardzo brakowało na polskiej scenie – napisał w przesłanym PAP komunikacie Gliński.

Kariera Szaflarskiej trwała prawie 80 lat. Miała na koncie ok. 100 ról teatralnych. 6 lutego 2017 r. skończyła 102 lata.

Urodziła się 6 lutego 1915 roku (choć w jej dokumentach jako oficjalna podawana jest data 20 lutego 1915 r.) we wsi Kosarzyska koło Piwnicznej. „Każda jej rola błyszczy jak kryształ. Praca z nią należy do największych przyjemności” – mówił o Szaflarskiej reżyser Erwin Axer.

Podczas powstania warszawskiego była łączniczką. Po wojnie, przez rok, występowała w Starym Teatrze w Krakowie (1945-1946), a następnie w Łodzi – w Teatrze Kameralnym. W 1949 r., po likwidacji Kameralnego, przeniosła się do Warszawy. Do 1957 r. występowała w Teatrze Współczesnym, potem w Narodowym (1954-1966). Od 1966 r. do przejścia na emeryturę w roku 1985 pracowała w Teatrze Dramatycznym. Potem gościnnie występowała na scenach niemal wszystkich warszawskich teatrów.

Tuż po wojnie Szaflarska zdobyła w Polsce wielką popularność jako aktorka filmowa – za sprawą ról w „Zakazanych piosenkach” (1946) i „Skarbie” (1948) Leonarda Buczkowskiego. W obu filmach towarzyszył jej przystojny Jerzy Duszyński.

Kolejne role zagrała m.in. w „Ludziach z pociągu” (1961) Kazimierza Kutza, w serialu „Lalka” (1977) Ryszarda Bera, „Dolinie Issy” (1982) Tadeusza Konwickiego, „Korczaku” (1990) Andrzeja Wajdy, „Diabłach, diabłach” (1991) Doroty Kędzierzawskiej i „Pożegnaniu z Marią” (1993) Filipa Zylbera.

W 2007 r. wielkie uznanie widzów i krytyki przyniosła jej główna rola w filmie Doroty Kędzierzawskiej „Pora umierać”, za którą otrzymała nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu w Gdyni oraz Polską Nagrodę Filmową – Orła.

Rok później aktorka zagrała w komedii Juliusza Machulskiego „Ile waży koń trojański?” i w filmie „Jeszcze nie wieczór” (2008) Jacka Bławuta. Rok później można było oglądać ją w „Janosiku. Prawdziwej historii” (2009) Agnieszki Holland i Katarzyny Adamik. Zagrała także m.in. w „Pokłosiu” (2012) w reż. Władysława Pasikowskiego.

Od maja 2010 r. Szaflarska należała do zespołu TR Warszawa. Wystąpiła tam w wystawionej przez reżysera Grzegorza Jarzynę sztuce Doroty Masłowskiej „Między nami dobrze jest” (2009) w roli Osowiałej Staruszki Na Wózku Inwalidzkim, za którą otrzymała m.in. ufundowaną przez ZASP Nagrodę im. Jacka Woszczerowicza. Jarzyna podjął się też przeniesienia sztuki Masłowskiej na ekran; film „Między nami dobrze jest” powstał w 2014 r.

Szaflarska, która w jednej z rozmów podkreśliła, że teatr jest dla niej chorobą nieuleczalną – „jest jak narkotyk” – oficjalnie zakończyła swoją karierę w listopadzie 2016 r. w związku z pogarszającym się stanem zdrowia.

PAP/lk