Smaki i niesmaki – 10 kwietnia 2017

W tym wydaniu „Smaków i niesmaków” Wojciech Piotr Kwiatek powrócił do tematyki pasyjnej, zainicjowanej przed tygodniem.

Przedstawił kilka następnych fragmentów swego tekstu „Via dolorosa” oraz kilka stosownych wierszy największych polskich poetów: Juliusza Słowackiego, Cypriana Norwida, Leopolda Staffa, Zbigniewa Herberta.

W warstwie muzycznej współczesne pieśni wielkopostne.

Profesor Piotr Witakowski w siódmą rocznicę tragedii podsumowuje dotychczasowy przebieg badań nad katastrofą

Bez przeprowadzenia badań wraku i terenu niemożliwe jest ustalenie wielu ważnych faktów, a tym samym niedopuszczalne byłoby zamknięcie śledztwa – pisze Piotr Witakowski, goszczący na naszym portalu.

Przedstawiamy artykuł profesora Piotra Witakowskiego, współorganizatora Konferencji Smoleńskich, podsumowujący dotychczasowe badania nad przyczynami i przebiegiem katastrofy smoleńskiej. Publikacja za zgodą autora.

W 7. ROCZNICĘ TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ

Zwycięstwo Federacji Rosyjskiej

Zbliża się 7. rocznica katastrofy smoleńskiej. Największej narodowej tragedii, jaka wydarzyła się w Polsce po II wojnie światowej. Wywołuje to zrozumiały wzrost zainteresowania wszystkimi jej okolicznościami. Ponownie pojawią się w przestrzeni publicznej ostre spory dotyczące przyczyn tej tragedii. Spory te, tak jak w ubiegłych latach, będą miały przyczyny polityczne. Nie ma w tym nic dziwnego, bo katastrofa smoleńska zmieniła sytuację polityczną zarówno w Polsce, jak też w Europie.

Nie chodzi tylko o to, że miejsce prezydenta Lecha Kaczyńskiego zajął jego polityczny przeciwnik Bronisław Komorowski. I nie tylko o to, że w Smoleńsku zginęło całe dowództwo sił zbrojnych Rzeczypospolitej, a posiadane przez polskich generałów kody i tajne informacje NATO wpadły w ręce rosyjskie. Chodzi o to, że na scenie europejskiej i światowej zabrakło polityka, który mógłby zmobilizować opór demokratycznego świata przeciwko aneksji Krymu i Donbasu, tak jak to miało miejsce podczas ataku na Gruzję w roku 2008.

Następnego dnia po 10 kwietnia 2010 r. obudziliśmy się w innym, podzielonym politycznie świecie. Powszechna żałoba Polaków zderzyła się z radością niektórych środowisk, że znikła przeszkoda przed przemodelowaniem sceny politycznej i otworzyły się możliwości skierowania Polski na całkiem nowe tory. Formalnie Polska pozostawała nadal członkiem NATO, ale jej polityka zagraniczna zmieniła się tak, jakby odwróciły się jej sojusze.

Oficjalnie mówiło się o resecie w stosunkach z Federacją Rosyjską. Na czym ten reset polegał, najlepiej wskazuje umowa o współpracy między polską Służbą Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) i rosyjską Federacyjną Służbą Bezpieczeństwa (FSB), zawarta bezpośrednio po katastrofie smoleńskiej w kwietniu 2010 r. Rosjanie nie tylko przejęli środki łączności i zasoby informatyczne, jakimi dysponowali polscy generałowie, którzy zginęli w Smoleńsku, ale w wyniku tego przejęcia uzyskali możliwość penetracji tajemnic militarnych Polski i NATO.

Federacja Rosyjska stała się wielkim beneficjentem. Katastrofa smoleńska zapewniła Federacji Rosyjskiej usunięcie najgroźniejszego z jej punktu widzenia polityka w Polsce, dowódców wszystkich rodzajów sił zbrojnych i wymianę na tych wszystkich stanowiskach na osoby z przychylnego Rosji nadania politycznego. Nigdy w historii żaden kraj nie odniósł tak spektakularnych korzyści nawet w wyniku wygranej kampanii wojennej. A wszystkie te korzyści Rosja uzyskała bez strat własnych. Nie jest też dziwne, że stara się te korzyści utrzymać i nie jest dziwne, że przychylne jej w Polsce siły usilnie w tym pomagają.

Warunkiem utrzymania tych korzyści politycznych jest wpojenie wszystkim zainteresowanym przekonania, że strona rosyjska nie ponosi żadnej winy za śmierć polskiej elity politycznej i wojskowej. To wielkie wyzwanie dla aparatu rosyjskiej propagandy w Polsce i na całym świecie. W Polsce propaganda ta uzyskała możnych sojuszników.

Wykorzystanie inżynierii społecznej

Śmierć głowy państwa w katastrofie lotniczej miała już kilkakrotnie miejsce w przeszłości. Zawsze taka katastrofa okazywała się wynikiem zamachu [1]. Zdrowy rozsądek podpowiada, że śmierć głowy państwa stanowi tak niezwykłe wydarzenie, iż nie może być dziełem przypadku czy też zbiegu okoliczności, lecz wynikiem zamierzonego działania. Nie jest to oczywiście żaden dowód celowego doprowadzenia do katastrofy w Smoleńsku, ale odrzucenie takiej możliwości bez dowodu jest pogwałceniem zdrowego rozsądku.

Fakt, że w tym zakresie udało się pozbawić zdrowego rozsądku znaczną grupę Polaków, jest zdumiewający jedynie dla osób nie znających współczesnych technik manipulacji świadomością społeczną – tzw. inżynierii społecznej. W wydanej w 2003 r. w Moskwie książce politologa Siergieja Kara-Murzy „Manipulowanie świadomością” [2] można zapoznać się z podstawowymi metodami opanowywania ludzkiej świadomości za pomocą mediów. Sens manipulowania świadomością polega nie na przymusie, lecz na przeniknięciu do podświadomości i sprawieniu, by manipulowany chciał tego, czego chce manipulator. Manipulowanie świadomością pozbawia więc jednostkę wolności skuteczniej niż przymus bezpośredni i to bezboleśnie.

Warunkiem skutecznej manipulacji jest takie działanie, by manipulowany nie dostrzegał manipulacji. Osiąga się to przez określone techniki informacyjne – dezinformację. Normalnie wydarzenie tworzy informację, natomiast z dezinformacją mamy do czynienia wtedy, gdy zależność jest odwrotna – informacja tworzy wydarzenie w świadomości manipulowanego. Każdy człowiek stara się postępować rozsądnie, tj. zgodnie z posiadanymi informacjami. Wystarczy więc przekazywać mu dobrane specjalnie i niekoniecznie prawdziwe informacje, by zaczął się zachowywać w sposób pożądany przez informatora.

Nazywam to syndromem Otella – jeśli przekazywać człowiekowi określone informacje, to można go doprowadzić do takiego stanu, że nawet najbardziej ukochaną osobę gotów jest zamordować własnymi rękami. Tym tłumaczy się fakt, że wielu ludzi z gruntu uczciwych z pełną wiarą broni wersji wydarzeń podawanych przez dominujące media. Listę środków zastosowanych przez przychylne Rosji media w odniesieniu do katastrofy smoleńskiej ukazała Maria Szonert-Binienda w swoim referacie „Socjotechnika zastosowana do Tragedii Smoleńskiej”, jaki został wygłoszony podczas III Konferencji Smoleńskiej w roku 2014 [3].

Studnia świadomości

Najważniejszą sprawą w narzuceniu określonej wizji wydarzenia jest natychmiastowe jego wyjaśnienie w sposób, który nie może być skonfrontowany z innymi odmiennymi wyjaśnieniami. Posiadana przewaga medialna pozwala w tym przypadku przerodzić się w monopol medialny.

Pierwszy powszechny przekaz co do przebiegu i przyczyn danego wydarzenia w sytuacji monopolu medialnego powoduje wprowadzenie świadomości społecznej w swoistą „studnię świadomości”. Wydobycie się z tej studni nie jest już możliwe przez podanie kontrprzekazu. Jeśli ludzie uwierzą w początkowy przekaz, będą bronić swego przekonania, gdyż stanowi on już fragment ich dorobku intelektualnego.

Wyjście ze studni świadomości wymaga znacznie większego wysiłku, niż wpadnięcie do niej. Zmiana przekonania musi przecież wymagać przyznania, że poprzednio się myliłem, a więc nie byłem dostatecznie rozsądny. Ale, jak mówi Kartezjusz, rozsądek jest rzeczą najsprawiedliwiej rozdzieloną między ludźmi, gdyż nawet ci, którzy go mają niewiele, uważają, że mają go dostatecznie dużo. To dlatego ludzie pozbawieni rzeczywistej  wiedzy o przebiegu katastrofy smoleńskiej, jeśli raz uwierzyli w winę pilotów, będą uparcie bronić tego przekonania i odrzucać wszelkie dowody swego błędu. Hipotezę MAK/Millera, czyli podaną w raportach MAK i komisji Millera, nie traktują jak hipotezę, lecz jak zasadę wiary.

Nie wszyscy ulegają działaniu inżynierii społecznej. A i ci, którzy jej ulegli, w miarę napływania nowych informacji znajdują dowody, że hipoteza MAK/Millera nie jest zgodna z prawdą. Obserwujemy wśród nich tzw. dysonans poznawczy – sprzeczność między wcześniejszym przekonaniem, a nowymi informacjami. Sprzeczność tę próbują wyjaśnić w dostępny sobie sposób, co jest źródłem pojawiania się nowych hipotez.

Zjawisko to jest całkiem naturalne i uwzględniane przez manipulatorów w sposób mający zdyskredytować inne wersje wydarzeń, niż przez nich forsowana. Sprowadza się to do celowego generowania i przedstawiania opinii publicznej hipotez absurdalnych. Na ich tle oficjalna hipoteza wydaje się jedyną racjonalną. W przypadku katastrofy smoleńskiej to aparat propagandy podrzuca hipotezy o rozpyleniu helu, zderzeniu z innym samolotem, zestrzeleniu rakietą itp. Te absurdalne hipotezy służą do kompromitowania wszystkich, którzy nie zgadzają się z hipotezą MAK/Millera, bo w porównaniu z nimi hipoteza ta wydaje się najbardziej racjonalna.

Hipoteza MAK/Millera

Według oficjalnej wersji przebiegu katastrofy smoleńskiej podanej przez Międzypaństwowy Komitet Lotnictwa – MAK [4] i powtórzonej w raporcie Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (tzw. Komisji Millera) [5], przebieg wydarzeń był następujący:

„Samolot w gęstej mgle zszedł poniżej dopuszczalnej wysokości 100 m i mimo prób odejścia (na drugi krąg), zniżał się nadal na skutek błędu pilota, który próbował wykonać niemożliwy technicznie manewr odejścia 'w automacie’. Po utracie cennego czasu pilot wykonał ten manewr ręcznie, lecz nim samolot zaczął się wznosić, znalazł się już tylko kilka metrów ponad terenem. Uderzył lewym skrzydłem w rosnącą na linii lotu brzozę, skutkiem czego odcięta została końcówka skrzydła o długości około 6 m, a sama brzoza została złamana. Spowodowało to asymetrię sił aerodynamicznych działających na samolot, w wyniku czego obrócił się on wokół swej osi podłużnej o około 180 stopni (wykonał tzw. półbeczkę), a następnie skierował się ku ziemi, w którą uderzył górną częścią kadłuba. Ponieważ górna część kadłuba ma znacznie słabszą konstrukcję niż dolna, uderzenie w ziemię spowodowało rozbicie całej konstrukcji na wiele fragmentów o różnej wielkości i rozsypanie ich na dużej przestrzeni”.

Jest tu zarówno opis przebiegu katastrofy smoleńskiej, jak też ukazanie jej przyczyn – błąd pilota. Wspomniany raport stanowi oficjalny dokument sporządzony przez Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego i podany do wiadomości publicznej w dniu 29 lipca 2011 r. Jest to jednak drugi oficjalny dokument sporządzony przez tę komisję.

Zgodnie z uprawnieniem wynikającym z Załącznika 13 do Konwencji ICAO, ta sama komisja w dniu 19 grudnia 2010 r. złożyła do projektu raportu MAK swoje Uwagi [6], w których na 148 stronach wylicza błędy i uchybienia strony rosyjskiej w czasie badania i kończy się zdaniem (podkreślenia w oryginale):  „W związku z powyższym strona polska wnosi o ponowne sformułowanie przyczyn i okoliczności wypadku samolotu Tu-154 oraz zaleceń profilaktycznych, po uwzględnieniu wszystkich czynników mających wpływ  na zaistnienie wypadku, w tym opisanych w niniejszym dokumencie”.  Z tekstu tego jasno wynika, że autorzy dokumentu odrzucają w całości przedłożony projekt raportu MAK i  domagają się „ponownego sformułowania przyczyn i okoliczności wypadku”.

Rodzi się zrozumiałe pytanie, co się stało między 19.12.2010 a 29.07.2011, że ta sama komisja wytworzyła dokument zaprzeczający swojemu wcześniejszemu stanowisku. Na pewno jednak przyczyny zmiany tego stanowiska nie wynikały z badań wraku, terenu katastrofy i ciał ofiar. Jest bowiem swoistym kuriozum, że komisja Millera wydała swój raport bez badania wraku, bez badania terenu katastrofy i bez badania ciał ofiar.

Jest to jedyny taki przypadek w historii lotnictwa światowego. Podstawę do sporządzenia raportu komisji Millera stawiły wyłącznie informacje i materiały
przekazane Komisji przez stronę rosyjską. Nie ma też żadnego śladu analizy wiarygodności materiałów
przekazanych Komisji przez Rosjan. Komisja przyjęła je bezkrytycznie.

Konferencje Smoleńskie

W kategoriach mechaniki na hipotezę podaną przez MAK i Komisję Millera składa się 5 wydarzeń – etapów, z których każdy może być badany odrębnie i zweryfikowany metodami naukowymi:

  1. lot samolotu według podanej trajektorii przed uderzeniem w brzozę na działce Bodina,
  2. uderzenie w brzozę,
  3.  lot samolotu między brzozą a uderzeniem w ziemię,
  4. uderzenie samolotu w ziemię i jego dezintegracja,
  5. lot poszczególnych fragmentów samolotu do miejsca ich końcowego położenia.

Badania i naukowe analizy wykonane przez niezależnych badaczy wykazały, że każdy z etapów hipotezy MAK/Millera jest sprzeczny z prawami fizyki i ogólnie dostępnymi dowodami. Wyniki tych badań zostały przedstawione w trakcie czterech Konferencji Smoleńskich, jakie odbyły się w Warszawie w latach 2012-2015 [7]. Ich podsumowaniem jest opracowanie zatytułowane „Co wiemy o przebiegu Katastrofy Smoleńskiej” [8], w którym przedstawiono zasadniczy przebieg katastrofy smoleńskiej.

Dalsze badania są oczywiście konieczne, w szczególności dla ustalenia przyczyn, ale nie zmienią już one wiedzy o przebiegu katastrofy. Przebieg ten został bowiem odtworzony na podstawie tysięcy zdjęć i filmów ukazujących deformację i dyslokację szczątków samolotu i jest on całkowicie sprzeczny z hipotezą MAK/Millera.

Ponieważ każdy uważny obserwator dojdzie do tego samego wniosku, informacje o położeniu szczątków na wrakowisku w Smoleńsku są skrzętnie ukrywane. Wśród wielu dowodów wskazujących na rzeczywisty przebieg katastrofy smoleńskiej są takie, które mają charakter dowodów rozstrzygających. Z praw mechaniki wynika bowiem, że znane z licznych zdjęć podłużne rozerwanie kadłuba mogło nastąpić wyłącznie na skutek wewnętrznej eksplozji. Innym takim dowodem jest położenie szczątków z wnętrza kadłuba wcześniejsze niż ślad pierwszego jego uderzenia w ziemię. Dowodzi to, że rozerwanie kadłuba nastąpiło w powietrzu, jeszcze zanim dotknął on ziemi.

Wnioski płynące z przedstawionych na Konferencjach Smoleńskich badań z różnych dziedzin nauki są zgodne i potwierdzają się wzajemnie. Badania geodezyjne i geotechniczne, archeologiczne i medyczne, fizyczne i chemiczne, mechaniczne i aerodynamiczne, elektrotechniczne i akustyczne – wszystkie przedstawione na konferencjach referaty układają się w spójny obraz i pozwalają na sformułowanie następujących wniosków.

  1. Katastrofa smoleńska stanowiła to, co w literaturze światowej określa się jako controlled demolition
    (kontrolowana rozbiórka) i została zrealizowana przez serię eksplozji materiałów wybuchowych, jakie miały
    miejsce w zamkniętych profilach samolotu, a tym samym były niedostępne dla inspekcji pirotechnicznych.
  2. Rosyjska ekipa kontrolująca miejsce katastrofy dołożyła starań, aby uwiarygodnić hipotezę MAK/Millera.
    Temu celowi służyło przenoszenie szczątków w wyznaczone miejsca oraz zatajanie i niszczenie dowodów
    przeczących hipotezie.

Podkomisja Smoleńska

W dniu 4 lutego 2016 r minister obrony narodowej Antoni Macierewicz w porozumieniu z ministrem spraw wewnętrznych i administracji podpisał „Rozporządzenie w sprawie organizacji oraz działania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego” powołujące do życia Podkomisję ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego pod Smoleńskiem, zwaną Podkomisją Smoleńską. Podkomisja Smoleńska została utworzona w ramach Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP) jako autonomiczny organ z zadaniem wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. W istocie ma ona taki sam cel i obowiązki, jak wcześniejsza Komisja Millera. Tak jak każda komisja badania wypadków lotniczych ma ona trzy zasadnicze zadania:

  1. przebadać wrak samolotu,
  2. przebadać teren katastrofy,
  3.  przebadać ciała ofiar.

Podkomisja Smoleńska jest w specyficznej sytuacji – nie ma dostępu ani do wraku, ani do terenu katastrofy, a autopsja ciał ofiar po kilku latach od katastrofy nie jest możliwa bez ekshumacji, do której uprawniona jest jedynie prokuratura. Ta ostatnia rozpoczęła ekshumacje i badanie ciał ofiar. Podkomisja może więc spodziewać się, że wyniki autopsji będą dla niej dostępne. Inaczej jest z dwoma pierwszymi zadaniami. Dostęp do wraku i terenu katastrofy uzależniony jest od zgody władz Federacji Rosyjskiej, a uzyskanie tej zgody nie jest zadaniem Podkomisji, lecz dyplomacji Rzeczypospolitej. Badanie terenu katastrofy smoleńskiej jest niezbędne dla dokończenia prac archeologicznych rozpoczętych w październiku 2010 roku.

W sytuacji braku dostępu do zasadniczych dowodów Podkomisja zmuszona jest do ograniczenia swych prac do:

  1. badania dokumentów i dowodów rzeczowych dostępnych na terenie kraju,
  2. symulacji komputerowych,
  3. badań doświadczalnych.

Ogromną pomocą w tych pracach jest istnienie bliźniaczego samolotu Tu-154 stojącego na lotnisku w Mińsku Mazowieckim. Niestety, samolot ten nie może być uruchomiony i wzbić się w powietrze celem badań. Przeprowadzenie skanowania samolotu umożliwiło jednak stworzenie jego modelu wirtualnego (w pamięci komputera) z dokładnością lepszą niż 1 mm. Model ten jest wykorzystywany do komputerowej symulacji zachowania samolotu w powietrzu w różnych konfiguracjach, a w szczególności do badania jego zachowania po utracie różnej długości fragmentu skrzydła. Analogiczne badania wykonywane są doświadczalnie.

Ten sam model pozwala na wykonanie techniką druku 3D modeli fizycznych samolotu, które następnie badane są w tunelu aerodynamicznym. Wszystkie badania wykonywane są co najmniej w dwóch niezależnych instytucjach badawczych. Zgodnie ze standardami naukowymi traktuje się jako poprawne, tylko w przypadku zgodności wyników uzyskanych w różnych ośrodkach, jak też zgodności badań symulacyjnych i doświadczalnych. Tak prowadzone badania są żmudne i czasochłonne, ale zapewniają stopniowo coraz lepszą wiedzę o właściwościach aerodynamicznych samolotu w stanie nieuszkodzonym, jak i uszkodzonym bez dostępu do oryginału samolotu.

W szczególności ustalono, że utrata końcówki skrzydła o długości ok. 6 m mogła być zrównoważona przez pilota ruchem lotki na drugim skrzydle i nie doprowadziłaby samolotu do obrotu wokół osi. Potwierdza to wyniki analiz przedstawiane na konferencjach smoleńskich. Odrębną sprawą są badania pirotechniczne, których wyniki będą przedstawione przez Podkomisję.

Chociaż ogólny przebieg katastrofy smoleńskiej jest znany i można go było ustalić na podstawie nielicznych stosunkowo dowodów, to jest oczywiste, że śledztwo dotyczące przyczyn katastrofy wymaga przeprowadzenia badania terenu katastrofy i szczątków wraku samolotu. Bez przeprowadzenia tych badań niemożliwe jest ustalenie wielu ważnych faktów, a tym samym niedopuszczalne byłoby zamknięcie śledztwa.

Zbadaniem miejsca katastrofy  musi się zająć zespół złożony z archeologów, geodetów i specjalistów od dochodzeń kryminalnych. Cel – przebadanie archeologiczne terenu do tej pory nie zbadanego.

Zbadaniem szczątków samolotu musi się zająć zespół złożony ze specjalistów od mechaniki, konstrukcji lotniczych, chemii, pirotechniki i innych. Cel – rekonstrukcja Tu-154 ze szczątków. Podobnie jak w Lockerbie i przy MH17 zestrzelonego nad Ukrainą. Szczególnie ważne jest ustalenie:

  1. jakich szczątków brakuje,
  2. jak pasują do siebie szczątki pozostałe,
  3. jak wyglądają krawędzie szczątków celem ustalenia przyczyny rozdzielającej.

Niezbędny jest szereg innych badań – chemicznych, pirotechnicznych, analiza poszczególnych instalacji – elektrycznych, klimatyzacyjnych, odlodzeniowych i analiza szczątków włącznie z kompleksowymi badaniami obecności materiałów wybuchowych. Jeśli wrak samolotu nie zostanie zwrócony Polsce, to dla wykonania tych badań niezbędne będzie stworzenie w Smoleńsku kompleksowego laboratorium polowego.

Piotr Witakowski

[1] Maria Szonert Binienda „Badania istotnych katastrof lotniczych. Polityczno-prawne studium porównawcze”, Materiały Konferencyjne. II Konferencja Smoleńska 21-22.10.2013, Warszawa 2014;
http://konferencjasmolenska.pl/materialy2/37.pdf
[2] http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/dezinformacja-czyli-manipulowanie-swiadomoscia/26zqd
[3] Maria Szonert Binienda „Socjotechnika zastosowana do Tragedii Smoleńskiej”. Materiały Konferencyjne. III Konferencja Smoleńska 20.10.2014, Warszawa 2015; http://konferencjasmolenska.pl/materialy3/16szonert.pdf
[4] http://www.mak.ru/russian/investigations/2010/tu-154m_101/finalreport_eng.pdf
[5] „RAPORT KOŃCOWY z badania zdarzenia lotniczego nr 192/2010/11 samolotu Tu-154M nr 101 zaistniałego dnia 10 kwietnia 2010 r. w rejonie lotniska SMOLEŃSK PÓŁNOCNY”; http://dlapilota.pl/files/upld/RaportKoncowyTu-154M.pdf
[6] „Uwagi Rzeczypospolitej Polskiej jako: państwa rejestracji i państwa operatora do projektu Raportu końcowego z badania wypadku samolotu Tu-154M nr boczny 101, który wydarzył się w dniu 10 kwietnia 2010 r., opracowanego przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy MAK” http://www.faktysmolensk.gov.pl/przebiegbadania
[7] http://konferencjasmolenska.pl/
[8] „Co wiemy o przebiegu Katastrofy Smoleńskiej. Wstępne podsumowanie Konferencji Smoleńskich”, Komitet Organizacyjny Konferencji Smoleńskiej. Warszawa marzec 2016; http://konferencjasmolenska.pl/podsumowanie/zal2.pd

Maria Dłużewska i Tomasz Sakiewicz komentowali przebieg „śledztwa smoleńskiego” i mówili o produkcji filmu „Mgła”

Żadne kino nie chciało wyświetlać filmu. Proces jego rozpowszechniania przypominał atmosferę podziemia, co okazało się najlepszą jego promocją. W ciągu roku „Mgłę” obejrzało 5 milionów widzów.

W siódmą rocznicę katastrofy smoleńskiej w Poranku Wnet gościli autorzy filmu „Mgła”, który przełamał zmowę milczenia wokół katastrofy smoleńskiej – autorka scenariusza filmu (wspólnie z Joanną Lichocką) Maria Dłużewska i jego producent, dziennikarz Tomasz Sakiewicz. Dokument przedstawia relacje ludzi, którzy byli świadkami tego wydarzenia. Odpowiada na trudne pytania i szuka prawdy.

T.S. – Pamiętam moment, gdy Asia Lichocka przyszła do mnie z Majką w sprawie filmu i zaczęły mnie nakłaniać, aby zacząć nad nim pracę. 

M.D – Był to akt szaleństwa ze strony „Gazety Polskiej” i Tomasza Sakiewicza – dziennikarza, który przecież nie miał wiedzy eksperckiej w reżyserowaniu filmu, jednak doskonale sobie poradził z tym trudnym zadaniem.

[related id=”12010″]

Tomasz Sakiewicz opowiedział też o trudnościach przy promocji filmu. Podkreślił przy tym, że działała wtedy bardzo silna propaganda, aby nie zajmować się tą katastrofą, aby nie szukać odpowiedzi:

T.S. – Żadne kina nie chciały wyświetlać tego filmu. Jeżeli już ktoś się decydował na jego rozpowszechnianie, to mógł liczyć się z bardzo nieprzyjemnymi konsekwencjami. Pragnę powiedzieć, że pomimo tych trudności  film obejrzało w pierwszym roku 5 milionów ludzi. Nie zwalczaliśmy pirackich działań, ponieważ chcieliśmy, aby film dotarł do jak największego grona osób. Generalnie proces promocji filmu przypominał atmosferę podziemia, co okazało się najlepszą jego promocją. Stworzyliśmy coś, co zostało nazwane drugim obiegiem – wykorzystaliśmy część klubów Gazety Polskiej do tego, aby ten film promowali. Zrobiliśmy prosty zabieg: damy Wam film, a wy dacie nam patronat. 

Co przekonało Tomasza Sakiewicza, że trzeba zabrać się do wyjaśniania przyczyn tej katastrofy?

T.S. – Ja miałem złe przeczucia jeszcze przed wylotem naszych władz. Rozmawiałem ze śp. Januszem Kurtyką. Powiedziałem mu, że mam obawy co do tego, że tyle ważnych dla Państwa osób leci jednym samolotem. On odpowiedział pół żartem: „Najwyżej będę miał kompanię honorową na pogrzebie”. W piątek wieczorem poprzedzającym tę katastrofę ktoś zdjął z anteny mój program. Było to bardzo zaskakujące. Miałem wiele takich przeczuć i sygnałów, że coś jest nie tak. Wysłaliśmy ekipę do Rosji, która badała teren po katastrofie. Zebraliśmy niektóre elementy samolotu. Część z nich przekazaliśmy do badania Amerykanom, a część przekazaliśmy prokuraturze polskiej. Ja mam na swoim biurku w redakcji urządzenie do badania podwozia (bardzo ważny element w kontekście śledztwa), którego prokuratura nigdy nie miała u siebie, a mimo to kłamała w żywe oczy, że przebadała już wszystkie części.

M.D. – Gdybym nie umiała robić filmów, to pewnie w inny sposób chciałabym przekazać prawdę.  

T.S. – Życia nie przywrócimy, ale obowiązkiem każdego dziennikarza jest szukanie prawdy. Jeżeli tego nie robimy, to zatracamy największe wartości. Śledztwo było bardzo utrudnione, zarówno przez polskie, jak i rosyjskie służby. To był jeden z największych mechanizmów socjotechnicznych, z jakimi mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie. Chodzi o tzw. działania równoległe. Pasażerowie Tupolewa wsiedli do niego, myśląc, ze jadą na misję pokojową – nie spodziewali si, że w XXI wieku można działać w taki sposób.

M.D. – Poziom infiltracji jest adekwatny do rozmiarów tej zbrodni.

Na zakończenie rozmowy Tomasz Sakiewicz powiedział, że jest jeszcze wiele elementów, które trzeba wyjaśnić w katastrofie smoleńskiej, a Maria Dłużewska dodała, że te sześć lat, kiedy mówienie o Smoleńsku było tak mocno piętnowane i kiedy nie można było otwarcie szukać odpowiedzi, wyrządziło ludziom bardzo dużą krzywdę.

M.D. – Mam poczucie ogromnej przegranej. Przez te sześć lat, kiedy nas z tymi filmami spychano, w czasie kiedy one faktycznie mogły oddziaływać . Teraz ludzie chcą zapomnieć, ludzie się przyzwyczajają – dodała.

JN

 

Premiera „Pasji” Teatru Polskiego w Limerick

Limerick to trzecie, co do wielkości, skupisko Polaków w Irlandii. To ważny punkt na kulturalnej mapie Wyspy.   W Limerick działa od 2012 r. Teatr Polski, który powstał z inicjatywy aktora i reżysera Andrzeja Dudka. Najpierw zespół prezentował spektakle dla polskich dzieci na Wyspie. Teraz nadszedł czas na wielkie widowisko, którego premierę zaplanowano na 8 kwietnia, w anturażu niezwykłej światyni – St. Mary’s Cathedral.   Przed tegorocznym Triduum Paschalnym, Polski Teatr przygotował spektakl, […]

'Passion In Limerick” poleca Związek Pisarzy Katolickich.

Zaproszenie na premierę spektaklu Teatru Polskiego z Limerick, na spektakl „Passion In Limerick”.
Program spektaklu.
Andrzej Dudek, reżyser i autor scenariusza „Passion In Limerick”.

Limerick to trzecie, co do wielkości, skupisko Polaków w Irlandii. To ważny punkt na kulturalnej mapie Wyspy.

 

W Limerick działa od 2012 r. Teatr Polski, który powstał z inicjatywy aktora i reżysera Andrzeja Dudka. Najpierw zespół prezentował spektakle dla polskich dzieci na Wyspie. Teraz nadszedł czas na wielkie widowisko, którego premierę zaplanowano na 8 kwietnia, w anturażu niezwykłej światyni – St. Mary’s Cathedral.

 

Przed tegorocznym Triduum Paschalnym, Polski Teatr przygotował spektakl, który odwołuje się do średniowiecznych przedstawień Męki i Zmartwychwstania Chrystusa. Zamysł reżysera jest skromny w formie, ale głębszy w treści i bardziej nasycony grą i osobowością aktorów:

– To coś na kształt teatru ubogiego, prostego w formie i surowego w przekazie, granego na bliskim kontakcie z widzem – kameralne, intymne przedstawienie, w którym aktorzy otoczeni byliby widownią na niewielkiej przestrzeni. – mówi Andrzej Dudek.

 

The Passion In Limerick

 

Przy użyciu prostych scenicznych znaków i gestów psychologicznych, wykonawcy zbudują klimat, który oddziaływać będzie na emocje widza, w taki sposób by wiele rzeczy mógł sam odnieść do siebie. Misterium Męki Pańskiej, w ujęciu scenicznym Polskiego Teatru z Limerick, to opowieść o człowieku, o jego kondycji we współczesnym świecie, opowiedziana przez określonych ludzi w konkretnym miejscu i czasie, czyli mieście Limerick w Irlandii.

 

Cantate Deo

 

Ważną zbiorową postacią spektaklu jest Chór Cantate Deo. Nazwa „Cantate Deo”, oznacza z łaciny „śpiewajcie Bogu”. Chór składa sie z głosów męskich i damskich. Prawie trzydziestoosobowym zespołem śpiewaków i muzyków opiekuje się dyrygentka Anna Banko Szumacher. Cantate Deo wykonuje pieśni nie tylko w języku polskim, ale także po angielsku, łacinie i irlandzkim.

Więcej o spektaklu, w najnowszym wydaniu miesięcznika „Kurier WNET“.

Zapraszam do wysłuchania rozmowy z Andrzejem Dudkiem, reżyserem i autorem scenariusza spektaklu „Passion In Limerick“. Spektakl poleca Związek Pisarzy Katolickich.

Tomasz Wybranowski

 

W spektaklu udział biorą:
Polski Teatr w Limerick:
– Aleksandra Styka
– Katarzyna Parchyta
– Patrycja Kowalczyk
– Paulina Kara
– Monika Habrych
– Monika Marendowska
– Bożena Kutko – Kipka
– Teresa Wernik – Skalska
– Adrian Szejka
– Oskar Dolata
– Sylwester Dyndał.

Chór Cantate Deo:
– Ewa Żak-Dyndał
– Ewa Wolińska
– Aleksandra Budzyńska
– Alicja Rogal
– Aleksandra Mirek- Rogowska
– Barbara Borowska
– Monika Barabasz – Życinska
– Sylwia Janke – Krygier
– Elżbieta Panfil
– Anna Szczęsna
– Marta Slavik
– Dorota Kumik
– Bartek Hałabuza
– Krystian Życiński
– Андрiй Лецин
– Daniel Lasota
– Dawid Rogowski

Goście specjalni:
– Femke van der Kooij
– Rosemary Heredos
– Justin Osih
– Evgeny Pichugin
– Michelle L. O’Connor
– Meaghan Haughian
– Donal Mac Concatha

Kierownictwo muzyczne:
Anna Bańko – Szumacher
Ruch sceniczny:
Marta Komarnicka – Dudek

Scenografia i kostiumy:
Polski Teatr w Limerick

Kierownictwo techniczne:
Waldemar Szumacher.

Produkcja:
Anna Bańko – Szumacher
Lidia Żeglińska
Monika Habrych
Monika Janke – Mydlekova
Sylwia Janke – Krygier

Scenariusz i reżyseria:
Andrzej Dudek.

Powraca głośna sztuka – dramat Ernesta Brylla, napisany jako sprzeciw środowiska aktorskiego wobec komunistycznych władz

Parafia pw. Najczystszego Serca Maryi na placu Szembeka w Warszawie zaprasza na „Sceny z Wieczernika”, dramat napisany w stanie wojennym, a wystawiony po raz pierwszy w Wielki Czwartek 1985 roku.

Spektakl, który swoją premierę miał w Kościele Miłosierdzia Bożego przy ulicy Żytniej w Warszawie, przenosi nas do Wieczernika, gdzie zebrani apostołowie i Maria Magdalena – tuż po śmierci Mistrza, w paraliżującym strachu przed prześladowaniami – nasłuchują echa pogoni za drzwiami, w poczuciu klęski. Rozmawiają o tym, czego byli świadkami.

Istotę „Wieczernika”, a zarazem to, co czyni dramat aktualnym niezależnie od miejsca i czasu wystawiania, stanowi analiza sytuacji po klęsce. Już nie bezpośrednio po śmierci Mistrza, już nie społecznej, politycznej, jak w latach 80. ubiegłego wieku. Trwamy w nowej rzeczywistości, wchodzimy do nowego Wieczernika, pełnego znaczeń nowych, ale i tych trwałych, niezmiennych. Nadal rozgrywa się tu dramat sumień – zwątpienie, lęk, kryzys wiary. Nadzieję przynosi pojawiający się zmartwychwstały Chrystus, który wyciąga do nas ręce i mówi „Pokój wam!”.

Premiera wznowionego spektaklu w reżyserii Krzysztofa Tchórzewskiego – w Niedzielę Palmową 9 kwietnia 2017 roku, o godz. 15. 30, w kościele pw. Najczystszego Serca Maryi, na warszawskim Grochowie.

Na scenie zobaczymy: Ewę Dałkowską wcielającą się w Marię Magdalenę, Radosława Pazurę jako Tomasza, Antoniego Barłowskiego w roli Jana i Marcina Kwaśnego grającego Piotra.

Radio Wnet objęło wydarzenie patronatem medialnym.

Wydarzenie można znaleźć również na Facebooku

 

WJB

 

 

Joanna Lichocka: Poprzednim rządom zależało, aby media ustawiać w roli narzędzia władzy. Tę rolę pełniły w komunizmie

– Wreszcie w TVP pracują dziennikarze o bardzo różnych poglądach. W czasach rządów PO i PSL nie mogliśmy pracować w mediach publicznych – stwierdziła Joanna Lichocka podczas Poranka Radia Wnet.

Na wstępie rozmowy o zmianie prawa dotyczącego mediów Joanna Lichocka zaznaczyła, że nie można mówić o repolonizacji mediów, a jedynie o ich dekoncentracji, podobnie jak we Francji czy Niemczech: – Ze względu na narodowość nie można uniemożliwiać prowadzenia działalności biznesowej jakiemukolwiek podmiotowi. Zapisy te będą dotyczyły zachodnich wydawnictw, ale też polskich. Nie będzie oligarchów medialnych i to może sprzyjać rozwojowi polskiej debaty i po prostu wolności słowa.

Posłanka PiS zwróciła uwagę, że prawo prasowe obowiązuje od stanu wojennego: – Wszystkie kolejne ekipy były zainteresowane tym, żeby media ustawiać w takiej roli, jaką pełniły w komunizmie, czyli w roli narzędzia sprawowania władzy, a nie jako kontroli władzy, IV władzy.

Zapytana o misję TVP i formaty w stylu „Pierwsza randka”, odparła, że m.in. powrócił wysokiej klasy Teatr Telewizji: – Oczywiście im więcej tych programów, tym będziemy bardziej szczęśliwi, ale Telewizja Publiczna musi także dawać Polakom rozrywkę. Dobrze by było, żeby była ona na wysokim poziomie, żeby też kształtowała gusty, żeby podnosiła poziom kulturalny, ale wydaje mi się, że te programy rozrywkowe nie są takie straszne.

Dlaczego rząd nie może w prosty sposób zmienić przepisów dotyczących abonamentu? Co o obecnej sytuacji w mediach myśli Stanisław Michalkiewicz?

Zapraszamy do wysłuchania Poranka Wnet.

WJB

Wojciech Smarzowski został ponownie nagrodzony za film „Wołyń”. Otrzymał nagrodę imienia Krzysztofa Krauzego

Gildia Reżyserów Polskich doceniła twórcę za film „Wołyń”, który zdaniem kapituły „jest przykładem dzieła godzącego bardzo osobistą artystyczną, filmową wizję ze zdyscyplinowanym filmowym rzemiosłem”.

Kapituła obradowała w składzie: Anna Kazejak, Bartosz Konopka, Joanna Kos-Krauze, Łukasz Ronduda oraz Iwona Siekierzyńska. Laureata nagrody im. Krzysztofa Krauzego ogłoszono w niedzielę w Warszawie, w rocznicę urodzin jej patrona.

Reżyserowi udało się połączyć w „Wołyniu” wielki, historyczny, epicki fresk z indywidualnymi losami bohaterów. Film ten oferuje nową formułę kina historycznego, dostosowaną do wrażliwości widza wychowanego w wizualnej kulturze wieku XXI. Historia pokazana jest tu „od dołu”, z punktu widzenia zwykłych ludzi, tych którzy najbardziej cierpią w wyniku wielkich historycznych zmian – napisano w laudacji.

Historia jest w „Wołyniu” przepuszczona przez ekstremalne emocje postaci i widzów. A przy tym, przy całej swojej emocjonalności, obecne w „Wołyniu” obrazy są w stanie unieść niełatwą dyskusję o polskiej (i nie tylko polskiej) historii najnowszej, co w „Wołyniu” pozwala dostrzec spadkobiercę najlepszych tradycji Szkoły Polskiej – dodano.

„Od początku do końca Wojciechowi Smarzowskiemu udaje się wyzwalać bardzo różne emocje w widzu. Od liryzmu i nostalgii w bukolicznym pierwszym akcie, przedstawiającym Wołyń w przededniu drugiej wojny światowej; poprzez narastające poczucie zagrożenia przychodzące wraz z kolejnymi okupacjami, aż po makabrę i horror rzezi wołyńskiej”.

Kapituła zwróciła także uwagę na to, że reżyserowi udało się uniknąć pułapki, którą miałoby być przedstawienie tamtego obrazu świata, „w którym zawieszone zostają wszelkie reguły, gdzie sąsiedzi niegdyś pozdrawiający się na ulicy stają się dla siebie śmiertelnym zagrożeniem, gdzie codziennością jest makabryczne okrucieństwo”, jako „krwawego kiczu”. W opinii członków kapituły w filmie „udało się także pokazać grozę masakry bez popadania w banał ani pornografię okrucieństwa, co w dobie kultury przesyconej takimi obrazami nie było łatwym wyzwaniem”.

Laureat otrzymał obraz Kasinatha Chauhana, prymitywisty z Indii, nazywanego „hinduskim Nikiforem”. Rysunki Chauhana – niepiśmiennego pucybuta pracującego pod sklepem obuwniczym Bata – dostrzegli ponad dekadę temu podczas festiwalu filmowego w Pune Joanna Kos-Krauze i Krzysztof Krauze. Obraz pochodził z prywatnej kolekcji artystów.

„Wołyń” był nagradzany również wcześniej. Łącznie za ten film zostało przyznane 9 „Orłów” (w tym najlepsza reżyseria, dla Wojciecha Smarzowskiego), 5 „Złotych Lwów” i 2 nagrody na Festiwalu Aktorstwa Filmowego im. Tadeusza Szymkowa.

Do Nagrody im. Krzysztofa Krauzego w tym roku byli nominowani także: Ryszard Bugajski za film „Zaćma”, Kuba Czekaj za „Królewicza Olch”, Piotr Dumała za „Ederly”, Bartosz Kowalski za „Plac zabaw” oraz Paweł Łoziński za „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham”.

Na wyróżnienie szansę mieli także: Michał Marczak za „Wszystkie nieprzespane noce”, Anka i Wilhelm Sasnalowie za „Słońce, to słońce mnie oślepiło”, Piotr Stasik za „21 x Nowy Jork”, Anna Zamecka za „Komunię” oraz Grzegorz Zariczny za film „Fale”.

Nagroda im. Krzysztofa Krauzego przyznawana jest co roku jednemu reżyserowi za m.in. – jak czytamy w preambule – nonkonformizm, „wewnętrzną wolność, niezależność, odwagę cywilną”, „umiejętność płynięcia pod prąd” oraz „chęć bronienia słabszych wobec silniejszych, mniejszości wobec większości”. W poprzednim roku wyróżnienie otrzymał Grzegorz Królikiewicz, autor filmu „Sąsiady”.

(PAP)