Ks. Kazimierz Kurek: W ramach reformy edukacyjnej trzeba nauczyć młodych ludzi mieszkających na wsi podstaw rolnictwa

Salezjanin w Poranku Wnet przedstawił problemy, z którymi boryka się polska wieś. Jednym z nich jest brak możliwości nauczenia się podstawowych umiejętności rolniczych przez wiejską młodzież.

Obecnie stoi przez nami zadanie: Jak dodać różne formy nauczania w ramach dzisiejszej reformy szkolnictwa, żeby młody człowiek mieszkający na wsi nauczył się tego, co jest niezbędne do pracy na wsi? […] W każdej wiejskiej szkole powinno być organizowane np. kółko pszczelarstwa ekologicznego. To najszybsza droga do budowania świadomości miłości do ziemi – powiedział ks. Kazimierz Kurek.

Duchowny podał przykład ośrodka NZOZ „Promień” w Mariówce, gdzie młodzi ludzie mają możliwość uczestniczenia w warsztatach sadowniczych. Tam Siostry Służki nauczają m.in. przycinania i szczepienia drzewek.

Ponadto duchowny stwierdził, iż polskie rolnictwo cierpi „na brak sformalizowanych przepisów dotyczących sprzedawania wytworzonych produktów”: – Wieś została przez władzę pozostawiona sama sobie. […] W mojej rodzinnej miejscowości znajomi rolnicy mówią: „Nie chcemy wyjeżdżać z Polski. Nie chcemy mieć bezsensownych blokad na sprzedaż przetworzonych produktów. To, że nie możemy sprzedawać, chociażby wosku ze sznurkiem (świeca wytworzona z dwóch osobnych produktów), jest kompromitacją dla władzy”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

K.T.

 

Obejrzyj wywiad z ks. Kazimierzem Kurkiem na YouTube Radia Wnet!

Dziś Światowy Dzień Książki. Według Biblioteki Narodowej, najwięcej czytają młodzi, najmniej – ludzie w wieku 50-70 lat

Okazuje się, że odsetek czytelnictwa jest większy u młodych niż u osób wychowanych przed erą internetową (po 50), czyli tych, które teoretycznie powinny zwyczaje czytelnicze wynieść z domu.

Według dyrektora Biblioteki Narodowej Tomasza Makowskiego, warto zwrócić uwagę na sformułowania, jakich używamy, informując o czytelnictwie. Mówienie o „kryzysie czytelnictwa” sugeruje, że kiedyś z czytaniem było dobrze, teraz się pogorszyło, a faktycznie nigdy dobrze nie było.

– To były krótkie okresy, jak początek lat 90., kiedy rzeczywiście czytano dużo, ale nie jest tak, że w XIX wieku, w latach dwudziestych, trzydziestych XX wieku intensywnie czytano. Nie jest też tak, że powszechnie czytano w okresie PRL-u. Czytano więcej, dlatego, że jedynym miejscem informacji była książka, a nie Internet. Ale ta grupa, która czytała dla przyjemności, która sięgała po lektury, nigdy duża nie była, dlatego warto zmienić język, ponieważ automatycznie obarczamy rynek komercyjny, Internet winą za spadek czytelnictwa. A ten spadek nie był faktycznym spadkiem – ten procent (czytających) nigdy nie był wysoki – powiedział Makowski.

[related id=”8445″]

– Najmniej czytają ci, którzy mają 50, 60 czy 70 lat, czyli ci, którzy byli wychowani przed erą internetową, przed rynkiem komercyjnym, którzy teoretycznie zwyczaje czytelnicze powinni wynieść ze szkoły czy z domu. Najwięcej czytają młodzi.

[related id=”11176″]

Dyrektor BN stwierdził także: – Czytają ci, których rówieśnicy, otoczenie lub rodzina czytają. Jeżeli dla nas oczywiste jest, że książka jest w domu, stoi na półce i osoba dorosła po nią sięga, to my również po nią sięgniemy. Jeżeli w naszym otoczeniu nie ma książek, nie ma osób dorosłych, które czytają, po zakończeniu szkoły odrzucimy ten zwyczaj. (…) W innych krajach też nie ma wzrostu czytania, lekkie spadki są właściwie wszędzie, ale z dużo wyższego poziomu.

Z badania Biblioteki Narodowej „Stan czytelnictwa w Polsce w 2016 roku” wynika, że 37 proc. Polaków w ciągu ostatniego roku przeczytało choć jedną książkę. BN prowadzi badania czytelnictwa w Polsce od początku lat 90. Długo prowadzono je w trybie dwuletnim, a od 2014 r. – co roku.

Wynika z niego, że coraz więcej osób nie kupuje książek, stąd też i więcej jest takich gospodarstw domowych, w których nie ma ani jednej książki – 22 proc. Większość domowych bibliotek składa się z mniej niż 50 tomów – to 64 proc. gospodarstw. Takie, w których książek jest co najmniej 500, stanowi około 2 proc. ogółu gospodarstw domowych.

PAP/JN

Zmarł aktor Witold Pyrkosz, aktor popularny wśród kilku pokoleń widzów, nazywany „królem polskich seriali”. Miał 90 lat

Odszedł cudowny Człowiek, nasz wspaniały Mistrz i wielki Przyjaciel. A wraz z nim odeszła cząstka każdego z nas… – czytamy na oficjalnym fanpage-u serialu „M jak miłość”.

Witold Pyrkosz był absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Aktorskiej w Krakowie. Zadebiutował w 1955 roku w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, w sztuce Włodzimierza Perzyńskiego „Lekkomyślna siostra” w reż. Tadeusza Kubalskiego. Wcielił się wówczas w postać Janka Topolskiego. Jego debiut ekranowy nastąpił rok później w filmie Jerzego Kawalerowicza „Cień”. Aktor był również współtwórcą i reżyserem kabaretu „Dreptak”.

„Odszedł cudowny Człowiek, nasz wspaniały Mistrz i wielki Przyjaciel. A wraz z nim odeszła cząstka każdego z nas… Pozostaje ogromna pustka, nieopisany smutek i żal. Dziękujemy Ci Witku za każdą piękną chwilę. Będziemy bardzo tęsknić i nigdy nie zapomnimy” – czytamy na na oficjalnym fanpage-u serialu „M jak miłość”.

Witold Pyrkosz, nazywany „królem polskich seriali”, to pamiętny Pyzdra z „Janosika”, Wichura z „Czterech pancernych i psa”, Balcerek z „Alternatywy 4”, senior rodu Mostowiaków w „M jak miłość” i Duńczyk z filmów „Vabank” i „Vabank 2”. Występował na scenach wielu teatrów.

WJB/PAP/Wikipedia

Nie żyje Stefan Sutkowski, założyciel i wieloletni dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej. Zmarł w wieku 85 lat

Stefan Sutkowski był również pomysłodawcą i redaktorem cyklu wydawniczego „Historia Muzyki Polskiej”. W 2001 roku został odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Stefan Sutkowski zmarł nad ranem 22 kwietnia.

W 1991 roku, w ramach Warszawskiej Opery Kameralnej Stefan Sutkowski zorganizował Festiwal Mozartowski poświęcony twórczości Wolfganga Amadeusa Mozarta, który od tego czasu stał się imprezą coroczną. Dwa lata później zainicjował Festiwal Oper Barokowych. Na scenie Warszawskiej Opery Kameralnej zapoczątkowano również kolejne festiwale: Gioacchina Rossiniego, oper staropolskich, Georga Friedricha Händla.

Jako kierownik muzyczny od początku lat 60. brał udział w tworzeniu opracowań muzycznych dla teatrów dramatycznych i lalkowych. Współpracował m.in. z Kazimierzem Dejmkiem w Teatrze Narodowym. W latach 1971–1981 był wiceprezesem i następnie prezesem Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzyków (SPAM). Przyczynił się także do powstania Fundacji Pro Musica Camerata, zajmującej się działalnością wydawniczą w zakresie nut oraz płyt kompaktowych z muzyką polską.

Za swoją działalność uhonorowany został najwyższymi polskimi orderami państwowymi, w tym w roku 2001 Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, a także zagranicznymi: Krzyżem Honorowym I Klasy w dziedzinie Nauki i Sztuki Prezydenta Republiki Austrii (1991), Komandorią Orderu Zasługi Republiki Włoskiej (1999), Krzyżem Oficerskim Zakonu Kawalerów Maltańskich.

W roku 2007 otrzymał Złoty Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis, a w 2002 roku przyznano mu doktorat honoris causa Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie – jego macierzystej uczelni.

[related id=”14499″]Obecnie pracownicy Warszawskiej Opery Kameralnej zmagają się z grupowymi zwolnieniami — pracę straci 149 osób, w tym 133 artystów, wśród nich osoby z ponad 30-letnim stażem.

Już w 2012 roku odbywała się pierwsza próba likwidacji Warszawskiej Opery Kameralnej. Wczoraj to wydarzenie wspominała na antenie naszego radia skrzypaczka i śpiewaczka Justyna Reczeniedi: – Wtedy to wielki autorytet opery, Stefan Sutkowski, zaprotestował przeciwko zwolnieniom grupowym. To on poprosił ministra o wsparcie. Marszałek odstąpił od tej decyzji, ale, jak widać, nie zapomniał o niej i teraz sytuacja sprzed 5 lat powraca do nas. Proces zwolnień już się rozpoczął.

Sztuka wysoka tonie, Warszawska Opera Kameralna zmierza ku samozagładzie. Zwolnionych z pracy ma zostać 149 osób

Rozpoczęły się grupowe zwolnienia w Warszawskiej Operze Kameralnej, mimo że minister kultury zaoferował pomoc finansową. O sytuacji pracowników opowiada śpiewaczka Justyna Reczeniedi.

 

Justyna Reczeniedi powiedziała, że w Warszawskiej Operze Kameralnej sytuacja jest dramatyczna:

Rozpoczęły się zwolnienia grupowe – pracę straci 149 osób, w tym 133 artystów. Są wśród nas osoby z ponad 30-letnim stażem. 

Justyna Reczeniedi powiedziała również, że związki zawodowe nie doszły do porozumienia z dyrekcją, mimo to proces zwolnień grupowych został rozpoczęty. Podkreśliła, że minister Gliński zaapelował do dyrekcji o powstrzymanie zwolnień oraz zadeklarował pomoc finansową w wysokości 4,5 miliona złotych rocznie. Propozycja ta nie została przyjęta, bo „dyrekcja uważała, że jest to tylko hipotetyczna pomoc”:

– Decyzje o zwolnieniach zapadły zaraz po świętach, wbrew apelowi ministra kultury, premiera Glińskiego. Jest to karygodne. Dowiedzieliśmy się o nich przez Internet. 

[related id=”4676″]

Śpiewaczka przypomniała protesty z 2012 roku, kiedy odbywała się  pierwszą próbą likwidacji Warszawskiej Opery Kameralnej:

Wtedy to wielki autorytet opery,  Stefan Sutkowski zaprotestował przeciwko zwolnieniom grupowym. To on poprosił ministra o wsparcie. Marszałek  odstąpił od tej decyzji, ale, jak widać, nie zapomniał o niej i teraz sytuacja sprzed 5 lat powraca do nas. Proces zwolnień już się rozpoczął. 

Justyna Reczeniedi powiedziała o rzekomych przyczynach grupowych zwolnień:

Pierwsze tłumaczenie jest takie, że generujemy 90% kosztów i brakuje nam płynności finansowej. Jest to nieprawdą, generujemy 32 % budżetu – soliści zarabiają  po 30 latach 2000 złotych na rękę, a pracownicy z mniejszym stażem nawet mniej. 

Zaznaczyła, że ekipie nigdy nie zależało na podwyżkach oraz że w przeciwieństwie do dyrekcji, kochają operę:

Większość zespołu traktuje operę jak swój drugi dom – spędziła tam bardzo dużo czasu, latami szlifując swój talent, aby dojść do obecnego poziomu.

[related id=”14607″]

Osobą pełniącą obowiązki dyrektora w Warszawskiej Operze Kameralnej jest Alicja Węgorzewska.

– Pokładaliśmy duże nadzieje w Alicji Węgorzewskiej, ponieważ obiecywała nam, że zorganizuje pieniądze. Pod koniec grudnia zostały wypłacone nam honoraria i nagle 14 lutego dostaliśmy informację, że decyzja o zwolnieniach już zapadła, a my możemy tylko negocjować.

Justyna Reczeniedi odniosła się do zarzutu, jakoby dziś opera nie mogła sprzedać biletu dla 150-osobowej grupy:

To godzi w naszych artystów o międzynarodowej sławie. Nasza Opera Kameralna wielokrotnie grała  koncerty na całym świecie, m.in. pięciokrotnie byliśmy w Japonii, grając  dla cztero tys. publiczności. Promowaliśmy polską kulturę. Nie można tłumaczyć kryzysem gospodarczym tych zwolnień. Powinniśmy dbać o dobro narodowe; od tego są środki publiczne.

Na zakończenie rozmowy Justyna Reczeniedi  jeszcze raz podkreśliła, jak wiele osób jest poszkodowanych decyzją dyrekcji oraz powiedziała o planach Opery Kameralnej:

– Póki co, jest koncepcja, aby był to teatr impresaryjny, z małą orkiestrą, która nie generowałaby takich kosztów.  Cokolwiek postanowią władze opery co do przyszłości, powinny pamiętać, że dzieje się to kosztem muzyków – ludzi, którzy spędzili tam większość swojego życia, a te zwolnienia mogą oznaczać dla nich nie tylko problemy materialne, ale przede wszystkim dramat psychiczny. 

JN

 

 

 

Jerzy Grunwald: zapraszanie muzułmańskich imigrantów do Europy to celowa robota, której intencja to wywołanie konfliktu

Ludzie oficjalnie negujący istnienie problemu imigrantów, w efekcie końcowym myślą tak samo, jak ja i inni Szwedzi – że polityka migracyjna Angeli Merkel poniosła fiasko – mówił gość Poranka Wnet.

Witold Gadowski rozmawiał ze znanym muzykiem Jerzym Grunwaldem, mieszkającym obecnie w Szwecji. Artysta opowiadał, jak w tej chwili wygląda życie w tym skandynawskim kraju, który dla imigrantów z Bliskiego Wschodu szeroko otworzył ramiona.[related id=”12002″]

– Polska dla mnie jest dzisiaj jedynym krajem, w którym możemy problemy społeczne nazywać po imieniu. Temat imigrantów jest tematem tabu w całej Europie Zachodniej, gdzie terror poprawności politycznej w postrzeganiu i wyrażaniu problemu migracyjnego stał się faktem.

Dzisiaj widzę, z perspektywy człowieka, który również był imigrantem, który integrował się, nauczył języka, pracował i płacił podatki, że teraz uchodźcy i imigranci, którym Szwecja otworzyła ramiona, mają zupełnie inny cel. Oni nie chcą się integrować, nie chcą zaakceptować naszej kultury. Chcą żyć z dnia na dzień i narzucać jedną z najbardziej morderczych ideologii na świecie, jaką jest islam.

Przy okazji ci ludzie korzystają ze swobód demokratycznych, poprzez otrzymywanie zasiłków czy poprzez bardzo aroganckie wyrażanie  swoich zamiarów, jakie mają w stosunku do Szwecji, Europy i do całego świata. Wyrażę się dosyć nieciekawie – są po prostu bardzo bezczelni, co widać na ulicy, w urzędach; daje im się prawa, a oni w myśl tego prawa, tej zachodniej demokracji, narzucają po cichu swój porządek.

Są dzielnice i miejsca, które są enklawami, gettami, gdzie policja już nie wjeżdża, a ludzie się boją. Tam muzułmanie rządzą się swoim prawem. (…) Mamy do czynienia z typowym najazdem na Europę – stwierdził Jerzy Grunwald.

Jerzy Grunwald zapowiada, że wraca z czterdziestoletniej emigracji w Szwecji. Powodem tego, jak twierdzi muzyk, jest islamizacja tego państwa, terror poprawności politycznej i niemożność przeciwstawienia się decyzjom władzy.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

lk

„Nieśmiertelni” – cegiełka dla chrześcijan prześladowanych w Aleppo. Śpiewają m.in. Darek Malejonek i bracia Golec

„Nieśmiertelni” to płyta opowiadająca historie współczesnych męczenników: – Oni nigdy nie umarli, nie pozwolili zabić swojej tożsamości, nie poddali się – powiedział ks. Adam Parszywka w Poranku Wnet.

Jesteśmy świadkami prześladowań chrześcijan na całym świecie – brutalnych mordów, burzenia domów, palenia kościołów. Ludzie są wyrzucani na margines życia społecznego, zabijani z powodu wiary w Jezusa Chrystusa. Dlatego Salezjański Wolontariat Misyjny „Młodzi Światu” i Darek Malejonek stworzyli płytę Nieśmiertelni. Oprócz dobrej muzyki i nagłośnienia problemu prześladowania chrześcijan płyta jest cegiełką wspierającą ofiary wojny w Aleppo.

[related id=”12446″]Na okładce płyty Nieśmiertelni znajduje się reprodukcja ikony, stworzonej specjalnie z myślą o tej płycie. Umieszczony w jej centrum krzyż, symbol zwycięstwa, otaczają zastępy świętych męczenników wielbiących Boga. Ci, którzy oddają swoje życie za wiarę w Jezusa, to właśnie tytułowi Nieśmiertelni. Krzyż dodany do opakowania każdej płyty jest częścią przetopionego fragmentu bomby z Aleppo. Jak mówi ks. Adam Parszywka, można go nosić jako wyraz solidarności z ofiarami tej wojny.

Na płycie śpiewają: Muniek Staszczyk, Arkadio, Natalia Niemen, Bracia Golec, Maleo Reggae Rockers, Magda Frączek, Dorota Frontczak, Kinga Berkowicz, Kinga Kielich, Sebastian Karpiel-Bułecka, Lidia Pospieszalska, Beata Mencel, Ola Maciejewska i zespół niemaGotu.

Utwory z płyty będą zaprezentowane podczas koncertu, który odbędzie się dziś, 12 kwietnia, w Muzeum Powstania Warszawskiego. Wszystkie bilety na ten koncert zostały sprzedane.  Jego retransmisję będzie można obejrzeć w Niedzielę Wielkanocną o godzinie 17:30 w TVP 1.

WJB

Film „Dywizjon 303” przedstawi bohaterów z krwi i kości, nie pomniki ze spiżu. Dawny dowódca Dywizjonu współtworzy film

W Anglii podobał się stosunek polskich lotników do kobiet; byli szarmanccy, dobrze wychowani, potrafili się bawić. Jednak przede wszystkim byli to ludzie honoru – tamtejszym kobietom się to podobało.

 

Gośćmi Popołudnia Radia WNET byli: producent filmu „Dywizjon 303” Jacek Samojłowicz i aktor Aleksander Wróbel, który wcielił się w postać jednego z pilotów Dywizjonu 303, Jana Kazimierza Daszewskiego.

Jacek Samojłowicz opowiadał o tym, jak powstaje film oraz o tym, jak odbywa się samo jego powstawanie. Scenariusz jest zgodny z prawdą historyczną, jednak wciąż jakby się tworzy poprzez wprowadzanie szczegółowych poprawek. Jest nowy dystrybutor, Dystrybucja Mówi Serwis Sp. z o.o., i zainteresowanie dużych wytwórni, jak Miramax.

– Jednym z opiekunów filmu, a zarazem konsultantem, jest jeszcze żyjący, były dowódca Dywizjonu 303, który mieszka w Seattle. Ma już ponad 90 lat i pamięta rzeczy, które nie są wiadome nawet historykom, a o których może powiedzieć on jako jeden z dwóch ostatnich żyjących dowódców dywizjonu. W ten sposób współuczestniczy w tworzeniu i poprawianiu scenariusza.

[related id=”6372″ side=”left”]

– W Seattle jest też Messerschmitt 109, czyli jeden z tych samolotów, które walczyły z naszymi Hurricane’ami. Chcemy nakręcić ten samolot, więc organizujemy tam plan filmowy.

Aleksander Wróbel, pracując nad rolą, przeczytał dużo literatury zarówno na temat swojego bohatera, jak i Bitwy o Anglię. Co więcej, w ostatnim czasie wraz z producentem aktor odwiedził rodzinę Daszewskich w Wielkiej Brytanii, która przyjęła gości serdecznie, nie kryjąc wzruszenia.

Dla aktora jest to debiut fabularny. – Jest to dla mnie duże wyzwanie i chętnie je przyjmę. Staram się zdobywać jak najwięcej informacji o mojej postaci, aby odegrać tę rolę najlepiej, jak potrafię.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.