Nie żyje Zbigniew Wodecki – jeden z najpopularniejszych polskich piosenkarzy, skrzypek, trębacz i kompozytor

Zbigniew Wodecki miał 67 lat, zmarł w poniedziałek w Warszawie – poinformowano na stronie internetowej artysty. Przygodę z muzyką rozpoczął w wieku pięciu lat i związał z nią całe swoje życie.

Artysta 5 maja przeszedł zabieg wszczepienia bajpasów. Niespodziewanie 8 maja nad ranem doznał rozległego udaru mózgu. „Mimo niezwykłej woli życia i starań lekarzy udar dokonał nieodwracalnych obrażeń. Odszedł od nas w dniu 22 maja w jednym z Warszawskich szpitali. Żona i dzieci byli przy nim. Zostanie pochowany w ukochanym Krakowie” – podano na stronie internetowej artysty.

Wodecki był jedną z najważniejszych postaci polskiego świata muzycznego. Wielu słuchaczy, myśląc o nim, widzi długowłosego wirtuoza, grającego na skrzypcach, słyszy jego melodie i hity takie jak „Opowiadaj mi tak”, „Pszczółka Maja”, „Zacznij od Bacha”, „Izolda” czy „Chałupy”. Był nie tylko wokalistą i instrumentalistą, dał się poznać również jako kompozytor i aranżer. Samego siebie określał mianem „śpiewającego muzyka”.

[related id=”18520″]

Jego umuzykalniona rodzina pochodziła z Łazisk na Śląsku. Ojciec zakładał orkiestrę Polskiego Radia w Katowicach, a potem Symfoniczną Orkiestrę Polskiego Radia w Krakowie, gdzie był pierwszym trębaczem. Mama Wodeckiego była śpiewaczką, jej głos charakteryzowano jako sopran koloraturowy.

Przez całe życie był związany z Krakowem i posądzany o to, że „pomieszkuje w Warszawie”. Chętnie angażował się w akcje społeczne pod Wawelem, m.in. kwestował na cmentarzu Rakowickim na rzecz odnowy zniszczonych grobów, uczestniczył w kampanii antysmogowej, sprzeciwiał się zamknięciu liceum artystycznego.

Jako pięciolatek zaczynał przygodę ze skrzypcami. Uczęszczał do Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia im. W. Żeleńskiego w Krakowie. Uczył się w klasie skrzypiec Juliusza Webera. Pod koniec lat 60. związał się z Piwnicą pod Baranami. Występował też z zespołami Anawa (na skrzypcach), Czarna Perła (na trąbce). Grał m.in. z Ewą Demarczyk, Markiem Grechutą. Był skrzypkiem Orkiestry Symfonicznej PRiTV oraz Krakowskiej Orkiestry Kameralnej pod dyrekcją Kazimierza Korda.

W jednej z rozmów z PAP wspominał, że śpiewać zaczął przez przypadek. Jako wokalista zadebiutował w 1972 r. na X Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu utworem „Tak, to ty”. W tym samym roku zrealizował swój pierwszy recital telewizyjny „Wieczór bez gwiazd”. Wkrótce potem jego kompozycje i piosenki zaczęli doceniać jurorzy festiwali w całej Polsce. Łącznie nagrał siedem albumów (w tym jedną EP-kę), m.in. „Dusze kobiet”, „Obok siebie”, „Platynowa”. Ostatni z nich – „1976: A Space Odyssey” – ukazał się dwa lata temu i zyskał status złotej płyty, dzięki współpracy Wodeckiego z zespołem Mitch and Mitch.

Wodeckiego dobrze kojarzy również młoda widownia – artysta chętnie angażował się w produkcje adresowane do dzieci. To on był odtwórcą piosenki przewodniej polskiej wersji animowanej słynnej wieczorynki „Pszczółka Maja”. „Pszczółka Maja niesie na tych skrzydełkach już tyle lat i chyba już czwarte pokolenie ją zna” – żartował. Wykonywał piosenki m.in. do serialu „Plecak pełny przygód” i do bajki „Rudolf, czerwononosy renifer”. Użyczył głosu do filmu „Disco robaczki”.

[related id=”18539″ side=”left”]

Nie unikał telewizji. Na swoim koncie ma epizodyczne role w takich tytułach, jak m.in. „Jan z drzewa”, „Klan”, „Miodowe lata”, „Świat według Kiepskich”. Zasłynął jako juror popularnego telewizyjnego programu „Taniec z gwiazdami”. Był też gospodarzem telewizyjnych programów muzycznych „Droga do gwiazd”, „Twoja droga do gwiazd”. Jak mówił PAP, mimo że technologia, show-biznes i rozrywka zmieniają się na przestrzeni lat, to „meritum estrady pozostaje jedno i to samo: trzeba coś umieć i ciężko nad sobą pracować”.

„To, że udało mi się przez tyle lat utrzymać na powierzchni mętnej wody naszego show-biznesu, to na pewno pochodna tego, że łaziłem po kuchni, po pokojach, po salach szkolnych i ćwiczyłem gamy, tercje, oktawy, utwory Bacha czy Beethovena. Otarłem się o różne estrady i zespoły. Cały czas przebywałem w środowisku świetnych ludzi, prawdziwych autorytetów. Jak się żyło w takim tyglu, to była większa szansa, że się trafi na swój czas i odpowiedni moment. Dlatego życzę wszystkim młodym, żeby pracowali nad sobą, ćwiczyli i nie załamywali się” – podkreślił Wodecki, który sam marzył, by promować młodych zdolnych i kreować ich na prawdziwe gwiazdy.

Artysta chętnie występował w Polsce i za granicą, jednak nie zawsze czuł się pewnie na scenie, przed kamerami. Wspominał, że dawniej bał się widowni. Po 30 latach pracy artystycznej uświadomił sobie, że już „nie jest Zbysiem, który musi odnieść sukces”. „30 lat na scenie to już jest sukces. Widzę sympatię ludzi – autentyczną i niekłamaną. Ciężko nam się rozstać podczas spotkań z publicznością i to jest coś, o czym marzyłem i co się spełniło” – wyznał. Uważał, że miał w życiu „dużo szczęścia, bo stykał się z prawdziwymi autorytetami”.

[related id=”20136″]

„Zaczynałem wśród muzyków, którzy grali w krakowskiej Operze i Operetce, potem w „Symfonii” Polskiego Radia. Stykałem się ze wspaniałymi ludźmi z tej branży. Grałem pod batutą Stanisława Wisłockiego, Jerzego Maksymiuka czy Kazimierza Korda. Miałem przyjemność zetknąć się w swoim młodym życiu ze środowiskiem studenckim. Pierwszą płytę nagrałem z Markiem Grechutą i zespołem Anawa. Potem była Piwnica pod Baranami, Ewa Demarczyk i Piotr Skrzynecki oraz całe to środowisko. Świetni kompozytorzy: Stanisław Radwan, Zygmunt Konieczny, Andrzej Zarycki” – wspominał w wywiadzie dla PAP.

Jego twórczość została doceniona licznymi nagrodami, m.in. medalem Zasłużony Kulturze „Gloria Artis” i odznaką Honoris Gratia. Był również laureatem Fryderyków.

Nie zdążył wystąpić na koncertach „Mój jubileusz”, które planował jesienią 2017 r. – w ub.r. minęło 40 lat od wydania pierwszego dużego albumu (wcześniej wydał EP) piosenkarza, zatytułowanego „Zbigniew Wodecki”. Koncerty „Mój jubileusz” Wodecki miał dać m.in. w Szczecinie, Gdyni, Łodzi, Wrocławiu, Katowicach. Wśród jego wcześniejszych planów był m.in. występ w Ostródzie podczas II Letniego Spotkania Kabaretowego.

PAP/JN

Wiceminister kultury o sporze wokół festiwalu w Opolu: Polityczne podziały szkodzą polskiej kulturze i polskiej piosence

Jarosław Sellin powiedział podczas Poranka Wnet, że protesty i bunty części środowiska artystycznego są wywołane nie tyle sprzeciwem wobec PiS, co poczuciem utraty pewnego monopolu środowiskowego.

..

Praktycznie od początku swoich rządów Prawo i Sprawiedliwość zmaga się różnymi atakami części środowiska artystycznego. Protesty odbywają się w związku z wyborem Marka Mikosy na nowego dyrektora Teatru Starego w Krakowie, trwa spór prawny o odwołanie dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu. Miał także miejsce – zakończony już –  spór o połączenie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku z Muzeum Westerplatte.

Wiceminister kultury Jarosław Sellin, zapytany, z czego wynika ten bunt, stwierdził: – Nie wiem, czy się buntują przeciwko PiS-owi. Raczej się buntują przeciwko poczuciu utraty pewnego monopolu środowiskowego. W gruncie rzeczy, spór o Teatr Polski we Wrocławiu przybrał nawet znamiona walki o to, żeby była zgoda władzy publicznej na istnienie teatru partyjnego – mówił, wskazując na byłego dyrektora Krzysztofa Mieszkowskiego, posła partii .Nowoczesna.

Odnosząc się do sporu wokół połączenia muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku z Muzeum Westerplatte, poseł przypomniał, że projekt muzeum na Westerplatte powstał za pierwszego rządu PiS, a za rządu PO postanowiono rozpocząć budowę muzeum II wojny światowej w Gdańsku: – Może też i dobrze, bo rzeczywiście w Gdańsku II wojna się zaczęła, ale kompletnie zlekceważono teren Westerplatte. (…) Myślę, że posiadanie filii na Westerplatte jest walorem Muzeum II Wojny Światowej.

[related id=”20070″]

Zapytany o słowa odchodzącego dyrektora Muzeum II Wojny Światowej, jakoby ekspozycja była jego własnością intelektualną i nie pozwala, aby coś w niej zmieniać, odparł, że w ministerstwie trwa analiza dokumentów, które podpisał były dyrektor: – Na zdrowy rozsądek wydaje się, że to jest roszczenie dosyć kuriozalne. Przecież to jest muzeum państwowe, zbudowane za pół miliarda złotych, za pieniądze polskich podatników.

– Byłem w tym muzeum. Tam jest bardzo dużo błędów merytorycznych w podpisach, nie mówiąc już literówkach czy błędach ortograficznych. Jestem ciekaw, czy jak będziemy chcieli zmienić jakiś napis, w którym jest literówka, to czy była dyrekcja muzeum „zrobi Rejtana” i powie, że nie pozwala niczego zmieniać, bo tutaj są prawa autorskie do tego podpisu z błędem – powiedział.

W rozmowie poruszono również temat zbliżającego się festiwalu w Opolu. Organizatorem festiwalu bez zmian pozostaje Telewizja Polska i prezydent Opola. Jarosław Sellin stwierdził, że polityczne i partyjne podziały szkodzą polskiej kulturze i polskiej piosence.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.
WJB

 

Obejrzyj również wywiad z Jarosławem Sellinem na YouTube Radia Wnet:

Jarosław Kaczyński wręczył reżyserowi Antoniemu Krauzemu i grafikowi Andrzejowi Krauzemu nagrodę im. Lecha Kaczyńskiego

Nagroda pierwszy raz została przyznana dwóm osobom: „Dwóm braciom, niezwykłym artystom, działającym w różnych dziedzinach sztuki, ale podobnym w swojej postawie” – powiedział przewodniczący kapituły.

Kongres „Polska Wielki Projekt” przyznaje co roku honorową Nagrodę im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nad wyborem kandydata do Nagrody obraduje kapituła, powołana pod honorowym patronatem śp. Jadwigi Kaczyńskiej w 2010 r. Przewodniczący kapituły, prof. Zdzisław Krasnodębski poinformował, że w tym roku po raz pierwszy w historii postanowiono przyznać nagrodę dwóm osobom. „Dwóm braciom, niezwykłym artystom, działającym w różnych dziedzinach sztuki, ale podobnym w swojej postawie”.

W sobotniej uroczystości wzięli udział m.in. marszałek Sejmu Marek Kuchciński, wicepremier, minister finansów i rozwoju Mateusz Morawiecki, wicepremier, minister kultury Piotr Gliński oraz szef MSWiA, Mariusz Błaszczak.

[related id=”19612″]

Prezes PiS Jarosław Kaczyński, wręczając nagrodę, powiedział, że Andrzej i Antoni Krauze to artyści „wielkiej odwagi, która czemuś służy, to znaczy służy prawdzie (…). Ta odwaga jest skierowana ku prawdzie”.

– Oczywiście nie przyniosłaby ona wiele, gdyby nie towarzyszyłoby temu to wszytko, co nazywamy już nie tylko talentem, ale wielkim talentem, co pozwala przenikliwie widzieć rzeczywistość, widzieć ją w ten sposób, iż niektórzy dopiero po latach potrafią ją tak dostrzec i tak opisać – przyznał Jarosław Kaczyński.

Dodał, że wobec Antoniego Krauzego ma dług „czysto osobisty, taki dług najwyższej wagi”. Tym długiem, jak powiedział, jest wdzięczność  za film „Smoleńsk”, „za przełamanie tego niebywałego oporu, za to, że się zdecydował i pokazał prawdę, pokazał ją znakomicie, syntetycznie. Pokazał ją w ten sposób, że cały ten zamysł zmierzający ku temu, by prawda zniknęła z naszego życia, by zniknęła pamięć, został (…) zniweczony”.

[related id=”18828″ side=”left”]

– Pamięć trwa i trwa m.in. w wielkiej mierze dzięki panu – podkreślił Jarosław Kaczyński.

Laudację na cześć laureatów nagrody im. Lecha Kaczyńskiego napisał europarlamentarzysta PiS Ryszard Legutko, a odczytał ją aktor Lech Łotocki. „Nagrodę imienia Lecha Kaczyńskiego otrzymują dzisiaj dwaj twórcy, których łączy coś więcej niż bliskie pokrewieństwo i wspólnota nazwiska. Ich dzieła uczyniły nasze życie lepszym, w tym sensie, że w świecie zachwianych norm i kryteriów, w świecie wchłaniającym sztukę i artystów na swoje potrzeby, dzieła te przywracały nam wiarę w niezależne od kaprysów epoki normy i kryteria. Tym samy wiarę w sens sztuki i godność artysty”.

„Zawsze byli artyści, którzy tworzyli wybitne dzieła, lecz mimo wszystko poddające się zmieniającym się koniunkturom i wdające się z nimi w niejednoznaczne romanse. Otóż Andrzej Krauze i Antoni Krauze do takiej grupy nie należą. Oni żyli, działali od początku będąc całkowicie i konsekwentnie pozakoniunkturalni; świadomi, że świat współczesny ze swoją przemocą i swoimi pokusami, swoimi mistyfikacjami i powszechnym konformizmem udającym niezależność wymaga ze strony twórców dzielności. Tej dzielności, wiernej towarzyszce ich wspaniałych artystycznych osiągnięć, składamy dzisiejszą nagrodą hołd”.

W poprzednich latach laureatami nagrody im. L. Kaczyńskiego byli m.in. poeta i pisarz Jarosław Marek Rymkiewicz, kompozytorzy Wojciech Kilar i Michał Lorenc, reżyser Lech Majewski i rzeźbiarz i scenograf Jerzy Kalina, a także pisarz Marek Nowakowski.

W skład kapituły wchodzą: Andrzej Gwiazda, Joanna Wnuk-Nazarowa, Zuzanna Kurtyka, Bogusław Nizieński, Jan Olszewski, prof. Zdzisław Krasnodębski oraz laureaci z lat ubiegłych.

PAP/JN

Wszechnica PAU i Muzeum w Gliwicach serdecznie zapraszają na wykład prof. Andrzeja Wróblewskiego z Wydziału Fizyki UW

Wykład zatytułowany „Newton, Maxwell, Einstein, i co dalej?” odbędzie się w Gliwicach w dniu 25 maja (czwartek) o godz. 16.00 w Willi Caro, ul. Dolnych Wałów 8a. Wstęp wolny.

Profesor Andrzej Kajetan Wróblewski jest fizykiem, absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego.

Przez wiele lat jako profesor pracował na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Pełnił funkcję dziekana Wydziału Fizyki UW, rektora UW (1989-1993), był członkiem Komitetu Badań Naukowych, członkiem Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności, w której od 2009 roku pełni funkcję wiceprezesa.  Był członkiem – z wyboru ad personam – Komitetu Polityki Naukowej CERN w Genewie, wykładał jako visiting professor na uniwersytetach w Seattle (USA), Siegen (Niemcy) i w Antwerpii (Belgia).

Główne zainteresowania profesora to fizyka wielkich energii oraz historia fizyki. Jest autorem kilku książek, m.in. : Wstępu do fizyki, Prawdy i mitów w fizyce oraz Historii fizyki.

Profesor Wróblewski był wielokrotnie nagradzany i wyróżniany, posiada pięć doktoratów honorowych, jest odznaczony najwyższymi odznaczeniami państwowymi.

Zapraszamy do uczestnictwa w wykładzie.

 

W sobotę 20 maja „PoliszCzart” w Radiu WNET od godziny 19:00 do 22:00. Muzyka i archiwalne wywiady z Markiem Jackowskim.

Radio WNET, Sławomir Orwat i Tomasz Wybranowski („PoliszCzart”) przygotowali niespodziankę dla fanów Marka Jackowskiego i grupy Maanam. Prócz muzyki nieznane szerzej rozmowy z Markiem Jackowskim.

W sobotni wieczór 20 maja, od godziny 19:00 do 22:00, w programie PoliszCzart dużo muzyki grupy Maanam i nieznane szerzej rozmowy z Markiem Jackowskim. 

Z Markiem Jackowskim przegadaliśmy w latach 2009-2013 wiele, wiele godzin. Większość tych rozmów została zarejestrowana, a część wyemitowana we fragmentach w programach „Polska Tygodniówka” Radia NEAR FM (Irlandia). Co z resztą? Powoli powstaje z tego książka, z wywiadem – rzeką z Markiem Jackowskim. Wszystkie te chwile oddałbym za jedną: by znów zobaczyć Go uśmiechniętego, z gitarą w ręku i na scenie w otoczeniu Kowalewskiego, Markowskiego i Olesińskiego oraz Kory.

Marek Jackowski to legenda polskiego rocka, jedna z najbardziej charyzmatycznych i intrygujących postaci polskiego rocka. Muzyk, kompozytor, twórca muzyki filmowej i eksperymentalnej, ale także dziennikarz i tłumacz, filolog angielski, znawca literatury (Szekspira, Elliota, Joyce’a i Poego).

Marek Jackowski – życie w pięciolinii

Od 1965 roku Marek Jackowski nieustannie zajmował się muzyką. Najpierw podczas studiów w latach 1966 – 1970, grał w łódzkiej grupie Impulsy. Potem wyprowadził się do Krakowa, gdzie nawiązał współpracę z Piwnicą pod Baranami. Na cztery lata zagościł w kultowej Anawie, z którą nagrał płyty: „Marek Grechuta & Anawa” (1970) i „Korowód” (1971). Później grał  z zespołem Osjan (1971-75).

W grudniu 1975 roku w Krakowie wraz z Milo Kurtisem (naszym redakcyjnym kolegą z Radia WNET) założył zespół Maanam, którego został liderem. Po wielu zmianach personalnych skład tej grupy ustalił się w roku 1979, a zespół udanie zadebiutował jako grupa rockowa w Lubaniu Ślaskim. Jackowski stał się głównym kompozytorem grupy Maanam. Dość wymienić takie albumy, jak: „O!”, „Nocny Patrol”, „Sie ściemnia” czy „Róża”.

Maanam jako pierwsza grupa z Polski zapełniał sale koncertowe w Danii, Holandii, Niemczech i Fracji (pamiętny koncert w Olimpii). Marek Jackowski prowadził również autorski projekt „Złotousty i Anioły”, oraz „The Goodboys” z Januszem Yaniną Iwańskim w składzie. Nagrał dwa solowe albumy „No” (1994) oraz „Fale Dunaju” (1995) oraz jedną składankę z serii „Złota Kolekcja Polskiego Radia” (2002).

W 2013 roku, już po Jego śmierci, ukazała się trzecia płyta „Marek Jackowski”, z udziałem m.in. Anny Marii Jopek, Małgorzaty Ostrowskiej, Piotra Cugowskiego i wieloletniego przyjaciela Neila Blacka. 

 

Praca nad ostatnim albumem

 

Ostatni raz mailowałem z Markiem trzy tygodnie przed Jego odejściem. Byliśmy umówieni na kolejne wywiady radiowe, między innymi dla Radia WNET Krzysztofa Skowrońskiego oraz irlandzkiego NEAR FM. Na kilkanaście dni przed śmiercią, w tym samym liście, Marek ujawnił mi kilka szczegółów związanych z nagrywaniem jego najnowszego solowego albumu:

Płyta ukaże się najwcześniej we wrześniu/październiku. W tej chwili pracujemy z Neilem Blackiem nad siódmym utworem. Oczywiście na tym etapie nie ma projektu okładki ani nawet tytułu. Do końca nie wiadomo, czy np. zaśpiewa [Robert] Gawliński, bo nie podoba mu się aranż Neila. W tym miesiącu [kwiecień 2013 – przyp. Tomasz Wybranowski] część Gości będzie nagrywać wokale w Warszawie i dopiero wtedy będziemy pewni, które utwory znajdą się ostatecznie na płycie i kto będzie na pierwszym singlu.

Tak więc pisanie o płycie jest jeszcze o jakieś trzy miesiące zbyt wczesne.
Pozdrawiam Cię serdecznie,
Marek

Do klasyki polskiej muzyki weszła piosenka w jego wykonaniu (z zespołem Maanam) „Oprócz błękitnego nieba” (1979), którą nagrał później, jako cover, zespół Golden Life. 

W Radiu WNET, w sobotę 20 maja 2017 r., w programie „PoliszCzart” (19:00 – 22:00) rozmowy z Markiem Jackowskim z taśm archiwalnych i Jego muzyka. Serdecznie zapraszamy.

Tomasz Wybranowski

Wspomnienia o Marku Jackowskim: Uważam że, gdy Polska i Polacy mają jakiś szczytny cel, to od razu wszystko gra.

Od 1965 roku Marek Jackowski był obecny na muzycznym helikonie. Odszedł na drugą stronę luster cztery lata temu,  18 maja 2013 roku. Do ostatnich chwil pracował nad swoją najnowszą solową płytą…

Marek Jackowski jest legendą polskiego rocka. Na zawsze pozostanie jedną z najbardziej charyzmatycznych i intrygujących postaci polskiej muzyki. Można o Nim mówić jako o muzyku, kompozytorze, twórcy muzyki filmowej i eksperymentalnej, ale także jako o dziennikarzu i tłumaczu, filologu angielskim, wreszcie znawcy literatury.

 

 

 

Całe Jego życie było łowieniem dźwięków. Najpierw podczas studiów w latach 60. grał w łódzkiej grupie Impulsy, która przerodziła się po kilku miesiącach z zespół  Vox Gentis. Potem wyprowadził się do Krakowa, gdzie nawiązał współpracę z Piwnicą pod Baranami. Na cztery lata zagościł w kultowej Anawie, z którą nagrał płyty: „Marek Grechuta & Anawa” (1970) oraz kultowy „Korowód” (1971). Później grał  z zespołem Osjan (1971-75).  W grudniu 1975 roku w Krakowie wraz z Milo Kurtisem założył zespół M–a–M, który wkrótce zmienił nazwę na Maanam, którego został liderem.

Po wielu zmianach personalnych skład tej grupy ustalił się na początku roku 1980, a zespół udanie zadebiutował  jako grupa rockowa. Jackowski stał się głównym kompozytorem materiału płytowego (m.in. albumy „O!”, „Nocny Patrol”, czy „Mental Cut”). Maanam, jako pierwsza grupa z Polski, zapełniał sale koncertowe w Danii, Holandii, Niemczech i Francji.

Marek Jackowski prowadził również autorski projekt „Złotousty i Anioły” z Robertem Gawlińskim w składzie. Nagrał trzy solowe albumy „No 1” (1994) oraz „Fale Dunaju” (1995) i ten pośmiertny, wydany w październiku 2013 roku – „Marek Jackowski”.  Do kanonu polskiej muzyki weszła piosenka w jego wykonaniu (z zespołem Maanam) „Oprócz błękitnego nieba” (1979).

Ostatnie lata inwestował w projekt „The Goodboys” oraz marzenie życia: reaktywację Maanamu ze „złotymi muzykami złotego składu” – jak mawiał – pod nazwą „Złoty Maanam”. W skład zespołu, obok Marka Jackowskiego, weszli Bogdan Kowalewski, Ryszard Olesiński i Paweł Markowski. Do ostatnich dni pracował także nad swoją ostatnią solową płytą.

 

Marek Jackowski na tle drzewa pieprzowego. Zdjęcie zrobione przez Biankę Jackowską, córkę Marka. Z archiwum rodziny Jackowskich.

Quo vadis, polska muzyko i polskie media???

W wielu wywiadach Marek Jackowski zastanawiał się nad kondycją współczesnej muzyki rockowej i mediów. Tak oto odpowiedział na moje pytanie w kwestii mody muzycznej:

 – Unifikacja, bezbarwność, krzykliwość i medialne skandale to sposób na to by „być gwiazdą” dzisiaj? Co o tym sądzisz? Czy muzycy z duszą, przesłaniem i umiejętnościami to już przeszłość?

Jeżeli rządzi tak zwana globalno-wioskowa dyskoteka i „gwiazdy” tabloidu, a społeczeństwo się na to godzi,  to trudno widzieć lepszą przyszłość. Stanisław Lem powiedział krótko i dobitnie: „lepiej już było”. Muzycy z duszą, przesłaniem i umiejętnościami to dzisiaj podziemie muzyczne, typowy „underground”.

– W wielu wywiadach podkreślasz wyższość polskiej sceny muzycznej z lat 80. i 90. nad współczesnym rynkiem. Co w takim razie zmieniło się w duszach twórców? A może do głosu dochodzi pokolenie, które nie pamięta starych czasów, ma inną wrażliwość i całkowicie odmienne cele?

– Nie o to chodzi, by na siłę pamiętać stare czasy. W duszach dzisiejszych twórców gra, brzmi przede wszystkim nuta komercyjna. Młode pokolenie, o które pytasz, burzliwe i ciekawe muzycznie, napotyka na „beton” dużych firm fonograficznych i głuchych, nieczułych decydentów sparaliżowanych strachem przed czymś nowym. Nigdy w historii polskiej muzyki rozrywkowej sytuacja nie była tak beznadziejna jak teraz. Dla młodych, niezależnych twórców jedynym wyjściem jest chyba zaistnienie tylko w internecie. Ale tutaj, w cyberprzestrzeni, przy tak nieprawdopodobnej ilości informacji, nie ma nawet cienia tej siły przebicia, jaka była w latach 80. w radiowej Trójce czy pamiętnych nocnych programach Radia Lublin w Jedynce. Muszą powstawać nowe, niezależne wydawnictwa, by to zmienić.

 

Złoty, klasyczny skład grupy Maanam; od lewej stoją Paweł Markowski, Ryszard Ricardo Olesiński, Marek Jackowski, Bogdan Kowalewski oraz Kora.

– A może to wina mediów? Moje pokolenie urodzone w latach 70. miało Piotra Kaczkowskiego, Wojciecha Manna, Pawła Sito – radiowych nauczycieli muzyki. Moich przyjaciół z Irlandii, którzy często odwiedzają Polskę, dziwi to, że polskie rozgłośnie tak naprawdę niczym nie wyróżniają się w warstwie prezentowanej muzyki od stacji anglosaskich czy amerykańskich.

– Prawdziwe osobowości muzyczne, znakomite przykłady, jakie wymieniłeś, miałyby dzisiaj w radiostacjach komercyjnych tylko problemy. Radiostacje nie zarabiają na muzyce, bo za to muszą płacić. One zarabiają przede wszystkim na reklamach. Reklamy zaś najlepiej się czują w muzycznej papce. Jeśli znasz jakieś dobre radiostacje i ciekawych prezenterów, tak jak dla przykładu w Radio Near FM w Dublinie, daj mi znać, proszę (śmiech). Z drugiej strony niektóre bystrzejsze radia i myślący perspektywicznie ich szefowie przepraszają się ze starymi i dobrymi prezenterami, bo nagle po ich wyrzuceniu słuchalność zaczęła dramatycznie spadać. A to oznacza, że jednak nie jest do końca prawdziwa teza, że „słuchaczom przestało zależeć”.

Marek Jackowski był bardzo rodzinny człowiek, dumny z miłości kochanej kobiety u jego boku.  Często opowiadał mi o życiu we Włoszech i swoich ukochanych córkach, zachwalając ich talenty muzyczne. Ale „bytując na włoskim bucie”, jak często żartobliwie mawiał, nie tracił kontaktu z Polską i bieżącymi wydarzeniami:

– Uważam że, gdy Polska i Polacy mają jakiś szczytny cel, to od razu wszystko gra. Jest ta harmonia.  Kiedy Polak zostaje papieżem, to wtedy wszystko jest na miejscu.  Natomiast w momencie, kiedy zaczynają się rządy tabloidowe, rządy paskudnej prasy, to wszystko zaczyna się rozmydlać. Wydaje mi się, że to, co napędza całą kulturę tabloidową, a jednocześnie rozbija społeczeństwo, to epatowanie konfliktami, kłótniami i tanimi sensacjami, które przesłaniają sprawy istotne. To takie żerowanie na przyziemnych instynktach.

I niestety ludzie dają się w to wpuszczać, w to wymuszone słuchanie muzyki, wymuszone ideologie, wreszcie określone sposoby zachowań. Wymuszone jest to, że na dywaniku czerwonym muszą pojawiać się gwiazdy, które natychmiast trzeba obgadać. A ja rozmawiam z Dublinem i mam przed oczami Stefana Dedalusa, który gdzieś tam chodzi i gdzieś może tam jego duch bazuje. Może po tych irlandzkich pubach. Może ta dusza artystyczna ciągle tam jest, może Irlandczycy to poeci, którzy mówią tylko właściwie poezją.

Album „Nocny patrol” – prawdziwie o stanie wojennym…

Trzeci album zespołu Maanam „Nocny patrol” wydany jesienią 1983 roku to jedna z najważniejszych pozycji w klasyce polskiego rocka. Najwybitniejsze dzieło Kory i Marka Jackowskiego naznaczone jest piętnem stanu wojennego. O nocy wojennej, krokach we mgle i wszech ogarniającym strachu i żądzy słońca i normalności opowiadał Marek Jackowski zawsze z wielkim przejęciem.

 

 

– Lata osiemdziesiąte XX wieku były dla pana i Maanamu „złotym okresem” grupy. Laury Festiwalu Piosenki w Opolu, szczyty list przebojów, zwycięstwa w rankingach popularności magazynu „Non-Stop” i setki koncertów. Debiutancki materiał nagrywaliście w gorącym okresie sierpnia 1980 roku.

– Chwile spędzone w studiu nagraniowym Polskiego Radia Lublin były dla nas wielkim wydarzeniem. Muzycznie spełniały się nasze marzenia. Kora powiedziała nawet po nagraniach, że gdyby teraz miała odejść na drugą stronę, to umierałaby szczęśliwa i spełniona. Ale to był także czas historyczny. Szczególnie zapamiętałem dzień 31 sierpnia 1980 roku, kiedy w Gdańsku podpisywano „Porozumienia sierpniowe”.

Pamiętam jak redaktor Jerzy Janiszewski, legendarna postać polskiego eteru, wbiegał co kilka minut do studia i wykrzykiwał: „Zaraz podpiszą porozumienie, zaraz to się stanie!”. Mija kilka chwil i znowu pojawia się w studiu, mówiąc z ekscytacją: „Już siedzą przy stole! Już podpisują! Wałęsa z wielkim długopisem z fotografią Jana Pawła II!”. Potem wielki szał radości, łzy szczęścia i padanie sobie w ramiona. To był niesamowity czas…

– Była wtedy w nas nadzieja i wiara, że będzie inaczej. Ale zaraz potem, niespełna pół roku później, ogłoszono stan wojenny. To wszystko, co działo się po 13 grudnia, zmieniło ludzi i charaktery…

– Tak jak wszyscy Polacy, wiedzieliśmy, że żyć trzeba dalej. Robić wszystko co się da, by nie zwariować, by się nie poddać. Nie zawsze to było bezpieczne. ZOMO królowało na ulicach i tak naprawdę wszystko mogło się zdarzyć. Stan wojenny obfitował w wiele tragicznych zdarzeń, sytuacji potwornych. Dlatego nasza trzecia płyta „Nocny patrol” przesiąknięta jest atmosferą tamtych czasów. Tamtych tragicznych dni…

– Album nagrywaliście w studiu Teatru STU w Krakowie. Teksty Kory są pełne katastrofizmu, wołania o azyl i przestrzeń bez przemocy. „Krakowski spleen” w moich programach radiowych zapowiadam jako hymn do normalności i chęci zwykłego życia. Przejmujące „Polskie ulice”, „Jestem kobietą”, z zaśpiewem Kory „nie wyobrażam sobie, abyś na wojnę szedł” i tytułowy, otwierający płytę „Nocny patrol”… Do dziś, gdy słucham tej płyty mam ciarki na całym ciele. 

– „Nocny patrol” to jest płyta prawdziwa, bo płyta życia. Jest w niej emocja i anturaż tamtych czasów. Ta płyta jest niezwykła, bo czasy były niezwykłe, choć straszne i dziwne. Sami przeżywaliśmy, to co się działo. W nocy baliśmy się wychodzić, bo godzina policyjna, bo patrole ZOMO, bo zatrzymania… A trzeba było normalnie żyć i funkcjonować. Bardzo często zatrzymywali nas pijani zomowcy.

Pamiętam taką scenę, jak z czarnego snu. Zostajemy zatrzymani. Z samochodu wytacza się kompletnie pijany dowódca i wymachuje bronią przed naszymi twarzami. Młodsi rangą musieli go uspokajać, aby nie doszło do jakiegoś tragicznego zdarzenia. Boże, jak wtedy baliśmy się. Pamiętam pytanie jednego z tych młodszych zomowców: „Skąd idziecie we mgle?”. Nie wiem dlaczego, ale zapamiętałem to pytanie na całe życie…

– „Skąd idziecie we mgle?”… W normalnym życiu i sytuacji potraktowałbym to jak okruch poezji.

– We mgle było słychać tylko kroki nocnego patrolu i nasze. Słyszeliśmy jak zbliżamy się do siebie. Oni słyszeli nasze kroki, my słyszeliśmy ich. Wiedzieliśmy jedno, jeśli zaczniemy uciekać, to oni wszczęliby pościg i użyli broni. O Boże Ty mój! (z ciężkim westchnieniem w głosie). Piosenka Kory „Jestem kobietą” związana jest z tamtym wydarzeniem. Potem powstał tekst „Nocny patrol” i we mnie zakiełkowała melodia do instrumentalnego utworu „Zadymione ulice” (późniejszy tytuł „Polskie ulice”, przypomina autor).

– Zawsze nie mogłem się nadziwić, że cenzura przepuściła do tłoczenia płytę, a potem większość tych protest-songów gościła na antenach radiowych.

– Wspaniałe jest to, że wielka moc i odwaga cechowała ówczesnych ludzi radia. Pamiętam jakim przeżyciem było dla mnie, jak usłyszałem w Trójce radiowej „Polskie ulice”. Radiowcy z krwi i kości, o których myślę, to legendarne postaci: Piotr Kaczkowski, wspominany już Jerzy Janiszewski czy Marek Niedźwiecki. Oni się nie bali i dla wielu dzisiejszych dziennikarzy mogą być wzorem.

– Nie zagraliście w Sali Kongresowej z okazji rewolucji i sojuszu ze Związkiem Radzieckim i dostaliście „szlaban” niemal na wszystko. Mimo, że nie wolno było grać waszych nagrań, to Marek Niedźwiecki się nie bał i grał je w zestawieniach Listy Przebojów Programu 3. W końcu i tam nie można było grać Maanamu. Ale i na to znalazł się sposób. Gdy padała nazwa „Maanam” w kolejnym zestawieniu i tytuł piosenki, to odzywały się werble, wstęp do nagrania „To tylko tango”.

– To było niesamowite. W tych charakterystycznych werblach z „Tanga”, w ich złowróżbnym pogłosie w całej Polsce było wiadomo, że coś się dzieje z Maanamem. Zespół jest, ale skazany został na banicję. Rodziły się pytania: co mogło się stać i dlaczego?  Fani doskonale wiedzieli o tym. Szacunek dla Marka Niedźwieckiego za to, co zrobił wtedy.

– „Nocny patrol” to jednak album z gamą światła na końcu tunelu złych czasów i losu.

– Na początku lat osiemdziesiątych Polacy byli przesiąknięci ideą pierwszej, wielkiej „Solidarności”. Była świadomość, że walczy się o wolną Polskę, że wspiera nas papież Jan Paweł II , który w tym czasie pielgrzymował do Ojczyzny. Mój Ty Boże, te miliony ludzi na Błoniach w Krakowie i we wszystkich innych miejscach, gdzie On się pojawiał i zasiewał w nas spokój, niezłomność i wiarę. A dzisiaj czytamy tabloidy, oglądamy gwiazdy we wszystkich możliwych programach i formatach. Ba, wszyscy są gwiazdami, bo nagle okazuje się, że pani, która reklamuje groszek czy marchewkę jest… gwiazdą. Nagle okazuje się, że w stacjach radiowych nie ma rockowej i ambitnej  muzyki. Na szczęście jest Facebook, gdzie ludzie przekazują sobie piosenki i ważne nagrania. Są polonijne audycje w rozgłośniach zachodnich, które strzegą płomienia żywej i szczerej muzyki. I to cieszy, to jest genialne.

Dwa dni przed śmiercią Marka Jackowskiego rozmawiałem z Nim przez dwie, może trzy minuty. Był pełen życia, pasji i spełnienia. Krótko relacjonował, że płyta powstaje i będzie najpóźniej jesienią. Potwierdził nasze wakacyjne rozmowy dla NEAR FM i WNET. Miałem mu wysłać kilka nowych wierszy i teksty dwóch piosenek.

Nie zdążyłem. Miałem to wielkie szczęście poznać go i obcować z nim dłużej niż fani podczas koncertów. W sobotni wieczór w Radiu WNET (20 maja 2017, od godziny 19:00, w programie „PoliszCzart”) nieznane rozmowy z Markiem Jackowskim.

 

Tomasz Wybranowski
współpraca: Katarzyna Sudak
fot. archiwum Marka Jackowskiego

Wspomnienia o Marku Jackowskim znajdziecie w książce Renaty Bednarz „Marek Jackowski pięciolinia życia”.

Otwarto 8. Warszawskie Targi Książki: niemal 800 wystawców z 32 krajów, ponad 1000 pisarzy, 1500 spotkań z czytelnikami

Warszawskie Targi Książki otwarto w czwartek na Stadionie PGE Narodowy. W piątek honorowymi gośćmi będą prezydent Andrzej Duda wraz z małżonką. Wydarzenie wspierające czytelnictwo potrwa do niedzieli.

Symbolicznego otwarcia WTK dokonała Hanna Krall, tegoroczna laureatka Honorowej Nagrody Warszawskich Targów Książki IKAR. Wiceminister kultury Magdalena Gawin podkreśliła, że Warszawskie Targi Książki są dla czytelników jedną z niewielu okazji, żeby poczuć się we wspólnocie ludzi czytających, którzy – jak pokazują badania czytelnictwa – nie stanowią zbyt licznej grupy. Gowin mówiła, że wspieranie czytelnictwa w Polsce jest postrzegane przez MKiDN jako jedno z najważniejszych wyzwań.

[related id=”17784″]

Gościem honorowym targów będą wydawcy z Niemiec. Ambasador Republiki Federalnej Niemiec Rolf Nikel zapowiedział podczas otwarcia imprezy, że gośćmi piątkowej ceremonii otwarcia niemieckiego stoiska będą prezydent Republiki Federalnej Niemiec Frank-Walter Steinmeier z małżonką oraz prezydent RP Andrzej Duda z małżonką.

Na niemieckim stoisku narodowym 66 wydawców prezentuje swoje książki na powierzchni 220 metrów kwadratowych. Motto programu przygotowanego przez Frankfurckie Targi Książki i Goethe-Institut we współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec brzmi „Worte bewegen. Siła słów”. Na targi przyjechało 11 autorów niemieckich reprezentujących wszystkie gatunki literackie, m.in. beletrystykę, reportaż, książki dla dzieci, w tym noblistka Herta Mueller, a także Charlotte Link, Wolfgang Bauer, Alice Pantermueller i Daniela Kohl.

Warszawskie Targi Książki zgromadziły w tym roku ponad 800 wydawców z 32 krajów – to rekordowa liczba, rok temu na targach prezentowali się wydawcy z 25 krajów. Swoją ofertę prezentują wydawcy z takich krajów jak Argentyna, Australia, Białoruś, Indie, Japonia, Korea, Kostaryka, Peru. Jak mówił Jacek Oryl, dyrektor firmy Murator Expo, organizatora WTK, swój udział w targach potwierdziło około 1000 pisarzy. W najbliższych dniach na Stadionie Narodowym będzie można spotkać m.in. Hannę Krall, Józefa Hena, Karola Modzelewski, Jerzego Bralczyka, Jarosława Mikołajewskiego, Adama Zagajewskiego, Marcina Świetlickiego, Wiolettę Grzegorzewską, Krzysztofa Vargę, Szczepana Twardocha, Filipa Springera, Katarzynę Bondę, Grahama Mastertona.

Program branżowy zaplanowano na cztery targowe dni. – Ważnym elementem na pewno będą rozmowy o rynku książki, a zwłaszcza o ustawie gwarantującej jednolitą cenę książek przez 12 miesięcy po publikacji. W Polsce trwa właśnie dyskusja na temat wprowadzenia takiego rozwiązania, a Niemcy mają już z nim doświadczenia. Będziemy rozmawiać o ustawie o książce w kontekście m.in. ochrony małych księgarń i małych wydawnictw. W Niemczech ustawa o jednolitej cenie książki sprawdziła się, tam doświadczenia są pozytywne. Niemcy zapewniają, że to jest świetne rozwiązanie. Na warszawskich targach obecni będą także wydawcy z Francji, gdzie już od dawna działa tzw. prawo Langa gwarantujące stałą cenę książki przez pewien czas po jej wydaniu. Rozmowy będą prowadzone na trójstronnych panelach – wydawcy niemieccy, francuscy i przedstawicie Polskiej Izby Książki – mówił Jacek Oryl.

[related id=”8445″ side=”left”]

Na Warszawskich Targach Książki nie zabraknie imprez dla dzieci. Organizować je będą m.in. Wszechnica PAN, Muzeum Literatury, Muzeum Romantyzmu w Opinogórze, Muzeum Etnograficzne, Muzeum Niepodległości w Warszawie, Ośrodek KARTA.

8. Warszawskim Targom Książki towarzyszą 11. Targi Książki Akademickiej i Naukowej ACADEMIA. W piątek na targach odbywać się będzie Dzień Książki Akademickiej i Naukowej, zaplanowano m.in. wręczenie nagród Academia w konkursie na najlepszą książkę akademicką i naukową.

Po raz pierwszy uczestnicy i goście targów mogą skorzystać z Katalogu Książek WTK OnLine, który ma ułatwić poruszanie się w przestrzeni targowej i znalezienie poszukiwanej książki w labiryncie stoisk. Katalog to wspólny projekt Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy – Biblioteki Głównej woj.Mazowieckiego i organizatora wykonawczego Warszawskich Targów Książki – firmy Murator EXPO. Katalog stworzono na podstawie bazy Polskiego Rynku Wydawniczego LibriKo. Za jego pomocą będzie można sprawdzić, czy na targach dostępna jest poszukiwana książka i jak dotrzeć do stoiska, gdzie można ją kupić lub spotkać się z jej autorem.

Jak co roku równolegle do czterodniowej imprezy na Stadionie PGE Narodowym Warszawskie Targi Książki odbywają się także w internecie. Pod adresem etargi-ksiazki.waw.pl. wydawnictwa biorące udział w targach będą prezentować swoją ofertę w sieci.

Podczas targów ogłoszone zostaną nominacje do Nagrody Literackiej Gdynia, Nagrody Literackiej Nike i Nagrody Literackiej dla Autorki GRYFIA. Poznamy też tegorocznych laureatów takich wyróżnień, jak: Honorowa Nagroda WTK IKAR, Nagrody Dziennika Gazety Prawnej ECONOMICUS, Nagrody im. Jerzego i Hanny Kuryłowiczów dla tłumacza literatury naukowej, Nagrody Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich „Bibliotekarz Roku”, Nagrody Magellana za najlepszą książkę turystyczną.

PAP/JN

Południowa Audycja Wnet – z Ministerstwa Edukacji Narodowej. Rozmowy z odznaczonymi przez minister Annę Zalewską

Relacja z uroczystości odznaczenia medalami Komisji Edukacji Narodowej uczestników protestu głodowego z 2012 roku przeciw redukcji programu historii w szkołach ponadpodstawowych.

Anna Zalewska – minister edukacji narodowej;

Leszek Jaranowski – inicjator protestu głodowego w 2012 r. działacz opozycji czasów PRL;

Jan Karandziej – hutnik, działacz antykomunistycznej opozycji w okresie PRL;

Jadwiga Chmielowska – redaktor naczelna „Śląskiego Kuriera Wnet”.


Prowadzący: Andrzej Abgarowicz

Realizator: Karol Zieliński


Jadwiga Chmielowska i jej goście o proteście głodowym przeciw ograniczeniu programu historii w polskich szkołach. Nasi rozmówcy mówili też o pożądanym kierunku projektowanej podstawy programowej nauczania czteroklasowym liceum.

Jabłonka o zdobyciu Monte Cassino: Umocnienia niemieckie mógł zdobyć tylko naród, który za nimi miał swoją ojczyznę

W najnowszej audycji „Polskie bitwy i powstania” Krzysztof Jabłonka opowiadał m.in. o zdobyciu przez Polaków Monte Cassino: – Był to moment kulminacyjny w walce o duszę Europy – powiedział historyk.

 

„Czerwone maki na Monte Cassino
Zamiast rosy piły polską krew.
Po tych makach szedł żołnierz i ginął,
Lecz od śmierci silniejszy był gniew.
Przejdą lata i wieki przeminą.
Pozostaną ślady dawnych dni
I wszystkie maki na Monte Cassino
Czerwieńsze będą, bo z polskiej wzrosną krwi”.

Takimi słowami ujął bój polskich żołnierzy pod Monte Cassino Feliks Konarski. 18 maja 1944 r. bowiem oddział II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa zdobył klasztor na tym wzgórzu. Na stromym wzniesieniu, które było bramą do serca faszystowskich Włoch – Rzymu.

Historyk Krzysztof Jabłonka powiedział, jak spogląda na walkę polskich żołnierzy, niezmordowanie tułających się z ZSRR poprzez Bliski Wschód, aż do niemieckich umocnień we Włoszech.

– Monte Cassino było momentem kulminacyjnym w walce o duszę Europy. Teraz mamy podobny moment. Wrogowie, którzy myślą, że zbawiają Europę dla jej dobra, przyczyniają się do zatrucia jej serca. Niemcy przecież też byli przekonani, że bronią Europy.  Ideologii nowego porządku, którą stworzyli. Jednakże Polacy byli panaceum na niemieckie szaleństwo w Europie – powiedział.

Zdaniem Jabłonki „umocnienia niemieckie mógł zdobyć tylko naród, który za nimi miał swoją ojczyznę”. Naród, który „nigdy nie idzie na skróty, tylko zawsze przez drogę krzyżową i pamięć. One bowiem są silniejsze niż śmierć”.

Krzysztof Jabłonka mówił również o znaczeniu powstania kościuszkowskiego dla kształtowania się polskiego ducha patriotycznego.

K.T.