Wielka Gala „Jesteśmy razem”. Koncert pełen emocji i empatii – 16 października 2017 roku w Warszawie na Torwarze

Fundacja Szansa dla Niewidomych organizuje koncert na rzecz niewidomych. Słuchacze Radia WNET są specjalnie zaproszeni, przysługuje im 10 procent rabatu. W Poranku WNET gościł Janusz Mirowski.

Janusz Mirowski z Fundacji Szansa dla Niewidomych w Poranku WNET zaprosił na Galę „Jesteśmy razem” 16 października 2017 roku na Torwarze – koncert pełen emocji i empatii. Ideą koncertu jest to, żeby niewidomi byli razem z widzącymi.

Na koncercie wystąpią: Sorry Boys, Katarzyna Moś, Katarzyna Cerekwicka, Hanna Stach, Marek Piekarczyk, Mate.O Akustyczny DUET i Mietek Szcześniak w koncercie finałowym. Zaproszeni są niewidomi i widzący. Bilety można nabyć tutaj. Słuchaczom Radia WNET przysługuje 10 procent rabatu.

 

Pieniądze uzyskane ze sprzedaży biletów zostaną przekazane Fundacji Szansa dla Niewidomych. Od 25 lat ideą przyświecającą działaniom fundacji jest to, żeby niewidomi czuli się pełnosprawni. Pomaga im, żeby mogli normalnie żyć, pracować. Fundacja prowadzi między innymi tzw. nowoczesną rehabilitacją niewidomych.

JS

 

 

 

Festiwal Filmowy Niepokorni Niezłomni Wyklęci w Gdyni. Pokaz filmu „Inka. Są sprawy ważniejsze niż śmierć”

W swoich ostatnich słowach Danuta Siedzikówna zawarła cały swój kodeks moralny – powiedział Jacek Frankowski, reżyser filmu „Inka. Są sprawy ważniejsze niż śmierć” , który pokazano w ramach festiwalu.

Film opowiada historię sanitariuszki 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej Danuty Siedzikówny. „Inka”, uczestnicząca w akcjach przeciw NKWD i UB, została aresztowana w lipcu 1946 r. i skazana na karę śmierci; wyrok wykonano 28 sierpnia 1946 r.

Po projekcji filmu reżyser wziął udział w spotkaniu z młodzieżą w ramach odbywającego się podczas festiwalu Forum Studenckiego.

Jak powiedział PAP Frankowski, pierwsze informacje o „Ince” dotarły do niego po tym, gdy w 1991 r. sąd uznał wyrok śmierci wydany wobec „Inki” za nieważny i zrehabilitował Siedzikównę. „Na początku pomyślałem, że ta decyzja nie przywróci nikomu życia. Potem jednak doszedłem do wniosku, że oznacza przywracanie godności tym ludziom, którym starano się ją odebrać, nazywając ich zbrodniarzami. I jest to bardzo ważne, bo oni muszą w tej naszej historii zaistnieć jako ci czyści, nieskalani, którzy poświęcili swoje życie dla czegoś ważniejszego” – podkreślił reżyser.

Jak dodał, impulsem do podjęcia pracy nad filmem, było ogłoszenie w 2014 r., że zespół Instytutu Pamięci Narodowej prawdopodobnie odnalazł szczątki „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Z kolei tytuł dokumentu Frankowski zaczerpnął z wypowiedzi jednej z uczennic I LO we Wrocławiu – noszącego imię Siedzikówny – która podkreśliła, że dla sanitariuszki „były sprawy ważniejsze niż jej własne życie”.

Zdaniem Frankowskiego, „Inka” już stała się symbolem ponadczasowych wartości dla wielu współczesnych młodych ludzi. „Młodzież się z nią utożsamia, i te jej ostatnie słowa – +Przekażcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba+ – mają jakiś niezwykły przekaz. Zawiera się w nich zarówno kwestia tradycji rodzinnej, jak i cały kodeks moralny, w który można wpisać najważniejsze zasady” – podkreślił reżyser.

Jak powiedział PAP występujący w filmie Piotr Szubarczyk z gdańskiego oddziału IPN, nie spodziewał się, że sprawa „Inki” zyska tak duży rozgłos. „Kiedy poznałem jej historię, wiedziałem, że będzie znana, ale nie spodziewałem się, że stanie się postacią, która wszystkie te tragedie żołnierzy wyklętych skupi w historii życia swojego i swoich bliskich. I że stanie się dla młodzieży kimś bardzo ważnym” – podkreślił Szubarczyk.

Jego zdaniem przesłanie „Inki” jest uniwersalne i ponadczasowe. „Jestem bardzo szczęśliwy, że teraz zna ją cała Polska, bo był taki czas, że wiedziało o niej kilka osób” – podsumował Szubarczyk.

Przypomniał także sprawę odnalezionej w maju br. na dawnym cmentarzu katolickim w Turcji trumny pradziadka Siedzikówny, ppłk. Karola Rzepeckiego; IPN zapowiedział, że podejmie starania, aby sprowadzić szczątki do kraju. „Z tego, co wiem, trwają rozmowy w sprawie przewiezienia tej trumny do Polski i pochówku, prawdopodobnie w Grajewie. To otwiera też temat polskich oficerów, którzy w XIX w. służyli w armii Imperium Rosyjskiego, austriackiej, pruskiej, potem niemieckiej” – powiedział.

Danuta Siedzikówna urodziła się 3 września 1928 r. Była sanitariuszką 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. W 1943 r. w wieku 15 lat złożyła przysięgę AK i odbyła szkolenie sanitarne. W czerwcu 1945 r. została aresztowana przez NKWD-UB za współpracę z antykomunistycznym podziemiem. Z konwoju uwolnił ją patrol AK Stanisława Wołoncieja „Konusa”, podkomendnego mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. „Inka” znów działała jako sanitariuszka oraz łączniczka, uczestnicząc w akcjach przeciw NKWD i UB.

20 lipca 1946 r. została ponownie aresztowana przez funkcjonariuszy UB i osadzona w więzieniu w Gdańsku. Po ciężkim śledztwie Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał ją na karę śmierci. Wyrok wykonano 28 sierpnia 1946 r.

W 2014 r. zespół IPN pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka podczas prac na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku odnalazł i ekshumował szczątki młodej kobiety z przestrzeloną czaszką, które zidentyfikowano jako szczątki Danuty Siedzikówny. 28 sierpnia 2016 r., w 70. rocznicę jej śmierci, na gdańskim Cmentarzu Garnizonowym odbył się uroczysty państwowy pogrzeb sanitariuszki oraz innego żołnierza 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej – Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”, który został rozstrzelany wraz z „Inką” w gdańskim areszcie.

Postanowieniem z 10 czerwca 1991 Sąd Wojewódzki w Gdańsku, na mocy przepisów ustawy o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, uznał wyrok Wojskowego Sądu Rejonowego skazujący Danutę Siedzikównę za nieważny.

IX Festiwal Filmowy Niepokorni Niezłomni Wyklęci rozpoczął się w środę i potrwa do 30 września.

PAP/MoRo

Instytut Polski w Wilnie: Litwini patrzą na Polskę coraz bardziej pozytywnie, mimo problemów z historią

Wspólna historia polsko-litewska nie zawsze przedstawiana jest w pozytywnym świetle, bowiem jest wiele przekłamań, pominięć wspólnych polsko-litewskich osiągnięć – powiedział Marcin Łapczyński.

[related id=37503]- To zależy, na które dzienniki, tygodniki, miesięczniki spojrzymy – powiedział  Marcin Łapczyński, dyrektor Instytutu Polskiego w Wilnie, gość Krzysztofa Skowrońskiego w Poranku WNET nadawanym ze stolicy Litwy, pytany, co piszą media litewskie o Polsce. Przypomniał, że placówka przez niego prowadzona jest jedną z ponad dwudziestu rozproszonych po świecie, do której zadań statutowych należy dbanie o dobre imię Polski i aktywna współpraca z mediami w kraju urzędowania.

Jego zdaniem, przyglądając się litewskim mediom, możemy zauważyć trzy kategorie doniesień. Pierwsza to aktualne doniesienia dotyczące wewnętrznych spraw Polski i w zależności od tego, czy są to media konserwatywne, chwalą to, co dzieje się w Polsce, lub krytykują – te liberalne.

– Jednorodnej negatywnej opowieści na temat tego, co dzieje się w Polsce, nie ma – ocenił Łapczyński. Pytany o największy litewski dziennik „Lietuvos Rytas“, przyznał, że całościowo prezentują w nim zdecydowanie krytyczny stosunek do Polski, zwłaszcza korespondencje z Warszawy, które są ukierunkowane na sensację i skandale, co niekoniecznie przewija się nawet w polskich mediach.

Media publiczne, jak telewizja, wiadomości o Polsce redagują w sposób wysoce profesjonalny i neutralny.

– Litwini patrzą na Polskę mimo to coraz bardziej pozytywnie i my jako instytut staramy się inspirować różne pozytywne artykuły na temat Polski, jej historii i atrakcji turystycznych – powiedział Łapczyński. Przypomniał, że po wprowadzeniu na Litwie euro nastąpił gwałtowny wzrost cen, sięgający 30 procent, zwłaszcza produktów żywnościowych, dlatego w większości doniesień medialnych głównym tematem jest porównywanie cen na Litwie i w Polsce. Wspomniał również o rozwijającej się turystyce zakupowej do Polski.

– Polska aktualnie jest rajem zakupowym dla Litwinów. Augustów, Suwałki, czy Białystok to miejsca, do których Litwini przyjeżdżają co weekend – powiedział gość Poranka, który wyjaśnił, że zakupy w Polsce robią nie tylko mieszkańcy terenów przygranicznych, ale również ci, którzy mieszkają w Poniewieżu czy na granicy litewsko-łotewskiej. Przy okazji turystyki zakupowej coraz powszechniejszy staje się również  turystycznie kierunek polski.

Łapczyński na Litwie jest od dwóch lat. W tym roku, jako że Sejm uchwalił 2017 rok rokiem marszałka Józefa Piłsudskiego, w ramach Instytutu Polskiego na Litwie podjęto wysiłek zorganizowania kilku wydarzeń związanych tematem rodziny Piłsudskich. Przyznał, ze na Litwie mówienie o marszałku nie jest łatwe, bo można „tu spotkać jeszcze wiele uprzedzeń, nieścisłości historycznych czy przekłamań na temat Józefa Piłsudskiego , ale też pochodzącej ze Żmudzi jego rodziny”. Wspomniał tu o mającym miejsce w ostatnich dniach spotkaniu w Wilnie z redaktorem Piotrem Zychowiczem, który usiłował odpowiedzieć na pytanie, czy Piłsudski był wielkim Polakiem, czy Litwinem.

– 16 listopada otwieramy dużą wystawę na temat Bronisława Piłsudskiego, brata marszałka, który jest praktycznie nieznany na Litwie – powiedział Łapczyński. Przyznał, że wspólna historia polsko-litewska nie zawsze przedstawiana jest w pozytywnym świetle, bowiem jest wiele przekłamań, pominięć wspólnych polsko-litewskich osiągnięć i nie powstał jeszcze wspólny polsko-litewski podręcznik do historii.

[related id=39209]Wspomniał również o książce autorstwa Anny Skowrońskiej „Alfabet Polski”, wydanej nakładem wydawnictwa Muchomor, która została przetłumaczona na litewski i tym sposobem także wśród najmłodszego pokolenia Litwinów upowszechniana jest wiedza o Polsce.

MoRo

Cały Poranek WNET

Wywiad z Marcinem Łapczyńskim dyrektorem Instytutu Polskiego w Wilnie w części trzeciej Poranka WNET.

Ryszard Makowski: Udany festiwal bez recenzji tłem dla „atmosferki” i wyników oglądalności

Hejt, którym został obłożony koncert Jana Pietrzaka, jest bardzo niesprawiedliwy – ocenił satyryk. Zastanawia się, na ile festiwalowi w Opolu zaszkodziła „atmosferka” robiona przez wiadomą gazetę.

Gościem Poranka WNET był satyryk Ryszard Makowski, który wystąpił w ostatnią sobotę na  benefisie Jana Pietrzaka, jaki odbył się pod wiele znaczącym tytułem „Z PRL-u do Polski” podczas Festiwalu Piosenki w Opolu.

– Festiwal był według mnie udany, co prawda był nieudany pogodowo – powiedział. – Podziwiam wszystkie te osoby, które przy tak niesprzyjających meteorologicznie warunkach zdecydowały się jednak zasiąść na widowni.

Zwrócił uwagę, że dookoła tegorocznego Opola narosła tzw. „atmosferka” robiona przez „wiadomą gazetę” i to odbiło się w jakiś sposób na odbiorze festiwalu. Dlatego większość nie zastanawiała się nad poziomem artystycznym imprezy tylko nad sprawami drugorzędnymi – np. czy ławki były zapełnione, czy była oglądalność.

– Przede wszystkim powinna być jakaś ocena artystyczna tego, co się tam działo na scenie, która została zepchnięta na tę przepychankę ideologiczną – ocenił satyryk. Jego zdaniem przesunięcie festiwalu z czerwca na wrzesień sprawiło, że festiwal ucierpiał na tym zwłaszcza z powodu tragicznej pogody, jaka była w ubiegłą sobotę w Opolu.

Występ Jana Pietrzaka na scenie opolskiego festiwalu nazwał „ogromnym wydarzeniem”, a jego koncert –
„historycznym”. Benefis został zepchnięty na dalszy plan przez media, a był to, obok koncertu Maryli Rodowicz, bardzo ważny punkt opolskiego festiwalu. Ubolewał nad tym, że Polskie Radio już nie transmituje opolskich koncertów i z rozrzewnieniem wspominał czasy, gdy jadąc na wakacje z rodzicami, jako dziecko słuchał transmisji na żywo.

– Hejt, którym został obłożony koncert Jana Pietrzaka, jest bardzo niesprawiedliwy – ocenił Makowski. Podkreślił, że było bardzo dużo wykonawców, którzy w ogóle nie są związani z polityką, a zostali zaszufladkowani „jako ci, co przyszli występować z tym 'złym’ Janem Pietrzakiem na PiS-owskim festiwalu, dla tego 'złego’ prezesa Kurskiego”. – Sprowadzenie tego wszystkiego do takiej przepychanki opolskiej jest charakterystyczne dla kultury „niezależnej”.

Jego zdaniem to, co się kryje pod hasłem owej „kultury niezależnej”, to nic innego, jak „złodziejstwo symboli przez pewną grupę mocno wspieraną przez pewną gazetę i telewizję”, a która „powie, co trzeba zrobić, by się do tego nurtu kultury zapisać” – podśmiewał się satyryk.

– Nigdy się nigdzie nie zapisywałem, więc nie jestem pewien, czy jestem niezależny – żartował Makowski. Zwrócił uwagę, że do tego samego nurtu należy Komitet Obrony Demokracji, który powstał w państwie, w którym demokracja ma się najlepiej od lat.

– Koncert Maryli Rodowicz bez wątpienia był wydarzeniem – ocenił gość Poranka. – Artystką na pewno jest wybitną i zawsze potrafiła zrobić coś, co miało spore znaczenie.

[related id=38671] W audycji również o Unii Europejskiej i kompromitujących się co jakiś czas jej komisarzach, zwłaszcza w kontekście ochrony polskiej przyrody (która jest najlepiej zadbana na świecie), a także o tym, dlaczego Unia może robić „tydzień francuski w niemieckim Lidlu”.

Wywiad z satyrykiem Ryszardem Makowskim w części drugiej Poranka WNET

Cały Poranek WNET

MoRo

Ryszard Makowski polski satyryk i muzyk, były członek Kabaretu OT.TO i programu TVP3 Studio YaYo, występował także gościnnie z Kabaretem Pod Egidą.

 Film „Niezwyciężeni”, czyli w 4 minuty o 50 latach polskiej historii

„Niezwyciężeni” to tytuł nowego filmu animowanego, który w cztery minuty opowiada o 50 latach heroicznej walki Polaków o odzyskanie wolności. Film, także w wersji anglojęzycznej z głosem Seana Beana.

Nowy film ma rozpocząć międzynarodową akcję edukacyjną, której celem jest przedstawienie polskiej perspektywy historycznej okresu 1939-1989.

„To głos suwerennego państwa, które wystawiło do II wojny światowej czwartą co do wielkości armię, poniosło w niej największe ofiary i jako jedyne walczyło w tym konflikcie od pierwszego do ostatniego dnia” – ocenił Adam Hlebowicz, zastępca dyrektora Biura Edukacji Narodowej IPN. „Bez polskiej perspektywy nie da się w pełni zrozumieć nie tylko przebiegu, ale również konsekwencji II wojny światowej” – podkreślił Hlebowicz.

„Niezwyciężeni” (ang. „The Unconquered”), który wspólnie przygotowały IPN, studio kreatywne Fish Ladder i firma Juice, to film, który pokazuje heroiczną walkę Polaków o wolność w XX wieku. W atrakcyjnej formie przedstawia kluczowe wydarzenia polskiej historii – od pierwszego dnia II wojny światowej aż do upadku komunizmu w Europie w 1989 roku. Pojawiają się w nim postaci m.in. rtm. Witolda Pileckiego, Ireny Sendler, gen. Stanisława Maczka czy Jana Karskiego.

„Ta wojna była pewna. Nikt nie sądził, że dla Polski potrwa aż pół wieku. Najpierw uderzają Niemcy, później Rosja sowiecka. Zdani sami na siebie nie poddajemy się. Tworzymy państwo podziemne, które ma rząd, armię, szkoły, sądy, walczy z wrogiem” – to pierwsze słowa, które padają w filmie.

„Niezwyciężeni” to malarska i symboliczna animacja, w której twórcy przedstawili m.in. okrucieństwo obu okupacji, zbrodnię katyńską, masowe deportacje na Wschód, wysiłek zbrojny na polskich ziemiach (np. wywiadu Armii Krajowej) i poza jej granicami, m.in. Armię Andersa i bitwę o Monte Cassino, powstanie w getcie warszawskim i los Żydów, ludobójstwo w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, misje Jana Karskiego, Powstanie Warszawskie. Kolejne fragmenty filmu przypominają m.in. o powojennym podziemiu antykomunistycznym, kryzysach w PRL np. z czerwca 1956 r. czy grudnia 1970 r., pielgrzymkę Jana Pawła II z 1979 r.

Film kończą słowa gen. Witolda Urbanowicza, dowódcy słynnego Dywizjonu 303, który walczył z Niemcami w Wielkiej Brytanii: „Bo my nie błagamy o wolność, my o nią walczymy”.

Narratorem polskiej wersji filmu, dostępnego na stronie www.niezwyciezeni-film.pl, jest aktor Mirosław Zbrojewicz, a wersji angielskiej narratorem jest brytyjski aktor Sean Bean. Przygotowywana jest również rosyjska wersja tej produkcji.

Producent filmu Krzysztof Noworyta ze studia Fish Ladder zwraca uwagę, że „Niezwyciężeni” wpisują się we współczesną dyskusję o polityce historycznej. „Liczące się kraje bardzo dbają o to, w jaki sposób prezentowana jest ich historia. Potrafią świetnie pozycjonować swoją narrację w świadomości zbiorowej swojego narodu” – zaznaczył. Dodał, że nowa produkcja to także nowy styl opowiadania o historii Polski.

„Przemawiamy językiem popkultury, bo to współczesna lingua franca, którą mówi cały świat” – podkreślił.

Podczas piątkowego spotkania w IPN producent zwrócił też uwagę, że film „Niezwyciężeni”, przygotowany przez grupę osób o różnych poglądach politycznych, powinien łączyć, a nie dzielić Polaków. „Wydaje mi się, że ten film przez to, że odwołuje się do oporu – polskiego genu, który ma każdy Polak – łączy nas wszystkich” – mówił Noworyta. Dodał też, że film nie jest polską reakcją np. na polityki historyczne innych państw.

„To głos wolnych ludzi, którzy żyją w wolnym państwie, i którzy są utalentowani. Siłą tego filmu jest jego jakość” – dodał.

Premiera filmu, który ma trafić m.in. do kin i szkół, ma związek m.in. ze zbliżającą się 78. rocznicą agresji Związku Sowieckiego na Polskę.

PAP/MoRo

Filharmonia Polskiego Folkloru w Zbąszyniu uczy kolejne pokolenia muzyków gry na instrumentach klasycznych ludowych

Nasi absolwenci kończą, tak jak wszyscy uczniowie szkół muzycznych, klasę skrzypiec czy fortepianu, a dodatkowo uczęszczają na zajęcia gry na instrumentach ludowych oraz gry zespołowej, czyli kapeli.

Aleksandra Tabaczyńska

Prawdziwa muzyka ludowa chyba nigdy nie miała lekko. Nawet wielki miłośnik, badacz i twórca współczesnej etnografii Oskar Kolberg, zanim docenił jej tajemniczy urok, pierwszy swój zbiór melodii ludowych zaopatrzył w fortepianowy akompaniament, dopasowując brzmienie do mieszczańskiego gustu dziewiętnastowiecznego odbiorcy. Z czasem dopiero odkrył, że te melodie ukazane w czystej formie, z odniesieniem do gwary, obyczaju, głębi tradycji i obrzędów, bronią się same. 9…0

We wrześniu 1950 roku w Zbąszyniu powstało Wiejskie Ognisko Muzyczne. Inicjatorem tego dzieła był muzyk Antoni Janiszewski, który po II wojnie światowej zorganizował pierwszy na Ziemi Zbąszyńskiej Dom Kultury. Ognisko rok później zostało upaństwowione, a w 1959 przemianowane na Państwową Szkołę Muzyczną I st. im. Stanisława Moniuszki. Antoni Janiszewski od samego początku działalności Ogniska zorganizował klasę instrumentów ludowych, którą powierzył Tomaszowi Śliwie z Chrośnicy jako najlepszemu, a zarazem autentycznemu koźlarzowi, skrzypkowi i twórcy instrumentów muzycznych regionu lubuskiego. (…)

W 1950 roku w Ognisku uczyło się 35, a rok później już 120 młodych muzyków. W roku szkolnym 1960/61 liczba uczniów wzrosła do 200. (…) W 2008 roku złożono po raz pierwszy wniosek o dofinansowanie budowy nowego obiektu szkoły muzycznej w Zbąszyniu. W lipcu 2012 roku projekt skierowano do realizacji. (…)

Od września 2014 roku PSM I st. w Zbąszyniu działa w nowej siedzibie, nazwanej od projektu Filharmonią Folkloru Polskiego. W jej skład wchodzą trzy obiekty: trzykondygnacyjny budynek dydaktyczny – Szkoła Muzyczna I stopnia, który mieści sale do nauki, sale do rytmiki, świetlicę i bibliotekę. Drugi z budynków to sala koncertowa o wysokości ok. 8,5 m, wyposażona w estradę dla 40–60 osobowego zespołu, zaplecze dla artystów, grup folklorystycznych, szatnię, foyer i widownię na niemal 250 osób.

Trzeci obiekt, będący łącznikiem pomiędzy szkołą muzyczną a salą koncertową, stanowi zespół warsztatów do wyrobu, napraw i konserwacji ludowych instrumentów muzycznych. Jako że warsztaty budowy instrumentów nie wchodzą w zakres programu szkoły muzycznej, zobowiązała się je finansować gmina Zbąszyń. Warsztaty rozpoczną działalność od września 2017 roku, jeśli Gmina zaakceptuje program nauczania i potrzeby związane z jego realizacją.

(…) Naszym podstawowym zadaniem jest realizacja programu szkoły muzycznej w zakresie gry na instrumentach klasycznych. Klasa instrumentów ludowych, tak bardzo ważna w naszej działalności, to dodatkowy bonus, który otrzymują uczniowie zbąszyńskiej szkoły. Nasi absolwenci kończą, tak jak wszyscy uczniowie szkół muzycznych, klasę skrzypiec, fortepianu czy fletu, a dodatkowo uczęszczają na zajęcia gry na instrumentach ludowych oraz gry zespołowej, czyli kapeli.

Instrumenty ludowe, na których uczymy grać dzieci i młodzież, są charakterystyczne dla Regionu Kozła i należą do nich: kozioł biały weselny, kozioł czarny ślubny, sierszenki i mazanki. Od 2010 roku zajęcia te prowadzi Jan Sylwester Prządka. Tradycja ludowa była zawsze na tym terenie bardzo żywa, a szkoła muzyczna od początku swej działalności wiernie jej towarzyszyła. (…)

Odkrywanie lokalnego kolorytu tradycji i muzyki ludowej przez kolejne pokolenia młodzieży jest nie do przecenienia. To dzięki takiemu muzykowaniu powstały i przetrwały nie tylko utwory biesiadne, ale też patriotyczne i religijne – jednym słowem do tańca i do różańca. Z biegiem lat muzyka ta staje się przedmiotem autentycznej pasji dla coraz większego grona odbiorców. Przez żywy kontakt ze starymi mistrzami łatwo odkryć, że improwizowane oberki, mazurki i inne utwory mają te same cechy – wolność, witalność, transowość – które fascynują odbiorców we współczesnej muzyce rozrywkowej.

Cały artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Filharmonia Polskiego Folkloru w Zbąszyniu” znajduje się na s. 6 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Filharmonia Polskiego Folkloru w Zbąszyniu” na s. 6. wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Obraz naszej kultury i historii, ten, który funkcjonuje w świadomości zbiorowej, jest wciąż wypaczony i popsuty

Nasi najeźdźcy ze wschodu i zachodu (…), aby sprowadzić naród do poziomu niewolników i analfabetów razem z ludźmi niszczyli dorobek intelektualny i naukowy.

Obraz naszej kultury i historii, ten, który funkcjonuje w świadomości zbiorowej, jest wciąż wypaczony i popsuty. Czyż celem naszych najeźdźców ze wschodu i zachodu nie była elita narodu intelektualna i patriotyczna: uczeni, lekarze, prawnicy, inżynierowie. Trzeba było życia dwóch pokoleń, aby odbudować jako tako tylko straty biologiczne. Aby sprowadzić naród do poziomu niewolników i analfabetów, razem z ludźmi niszczyli dorobek intelektualny i naukowy zawarty w książkach i dokumentach.

Jedno z pierwszych zarządzeń niemieckich w okupowanej Warszawie dotyczyło wydawnictw. Kiedy władze okupacyjne już uporały się z przejmowaniem banków, zakładów przemysłowych i firm handlowych, nakazały zwieźć na plac Piłsudskiego całą literaturę antyfaszystowską celem jej spalenia. Wystarczyło jedno zdanie nieprzychylne dla Niemiec, aby książka poszła na stos.

Następnie przyszła kolej na książki związane z historią Polski. (…) Jak podkreśla Piotr Witt, zakazano druku nowych pozycji zarówno po polsku, jak i w innych językach, co więcej, zakazano sprzedaży nawet istniejącego zasobu.

Dzieła zniszczenia dziedzictwa narodowego dokończył nowy okupant, który zlikwidował prywatne wypożyczalnie i biblioteki, których przed wojną było ponad osiem tysięcy.(…) Podszedł do tego w sposób radykalny, biblioteki zlikwidowano, a książki poszły na przemiał.

Wycofane zostały z bibliotek wszelkie pozycje antykomunistyczne, antyrosyjskie, liberalne i książki dotyczące „gniazda przesądu”, czyli literatura religijna, wszelka literatura tzw. reakcyjna i dekadencka. Administracja komunistyczna nie oszczędziła nawet książek dla dzieci. Kornel Makuszyński był zakazany jako groźny antysemita, podobnie zresztą jak Adam Nowaczyński i Zygmunt Nowakowski.

Aleksander Kamiński zakazany był jako szkodliwy reakcjonista i prześladowany. Jego epopeja o Armii Krajowej „Kamienie na szaniec” została skazana na zapomnienie. W tym samym czasie wydawano w nakładzie 300 tys. egzemplarzy „Obywateli” Kazimierza Brandysa, podręcznik donosu dla młodzieży gimnazjalnej, i „Między wojnami” – pięć wydań przedstawiających zafałszowany obraz Polski przedwojennej. (…)

Obraz polskiego dorobku intelektualnego uległ radykalnemu zafałszowaniu.

W felietonie Piotra Witta także o bestsellerze światowego formatu, jakim była powieść Zofii Kossak-Szczuckiej o Franciszku z Asyżu „Bez oręża”, oraz o wykreślonych przez komunistów pisarzach emigracyjnych, a także o konieczności zaangażowania się polskiego rządu we wskrzeszenie polskiej kultury.

MoRo

Krzysztof Czabański o reformie sądownictwa, abonamencie i dekoncentracji mediów: „Diabeł tkwi w szczegółach”

Dzień 78. z 80/ Toruń – Widać w telewizji i słychać w radiu wiele amatorszczyzny niestety. Profesjonalizacja mediów publicznych to proces ciągłej pracy  i mam nadzieję, że się będą do tego przykładać.

[related id=38036]- Można się spodziewać bardzo gorącej atmosfery, ponieważ wcześniejsze wydarzenia to już pokazały – przewiduje Krzysztof Czabański, dziennikarz i publicysta, pytany o rozpoczęty właśnie sezon parlamentarny. Jego zdaniem konieczna i wprowadzana właśnie reforma wymiaru sprawiedliwości nadal będzie pretekstem do wystąpień ze strony opozycji totalnej, która ma na celu negowanie wszystkiego, co obóz rządzący zaproponuje.

– Opozycja ta zawsze będzie zainteresowana w maksymalnym podgrzewaniu atmosfery politycznej, nie patrząc na polską rację stanu – ocenił Czabański. Jak uważa, opozycyjni politycy są zainteresowani jedynie „zbijaniem własnego kapitału politycznego”. Przyznał, że wysokie i stabilne sondaże dla PiS to wynik uprawianej przez to ugrupowanie polityki. PiS po wygranych wyborach „nie odłożyło do szuflady swojego programu, ale go konsekwentnie, punkt po punkcie, realizuje”. Cieszy go, że ta „determinacja w przeprowadzaniu reform ma duże poparcie społeczne”.

– Wyniki sondaży to efekt prowadzonej przez PiS polityki  – powiedział Czabański, który przyznał, że reformowanie państwa nie przebiega ani tak sprawnie, ani tak bezbłędnie, jakby tego sobie życzył. Wyraził nadzieję, że pęknięcie w obozie władzy, które unaoczniły weta prezydenta Andrzeja Dudy, mimo wszystko nie pogłębi się i „rany się zabliźnią”. Ale co będzie, „zobaczymy”.

[related id=38123]- Czekamy na projekty pana prezydenta, bo, jak wiadomo, rozpoczął on proces konsultacji ustaw o SN i KRS z klubami parlamentarnymi – powiedział Czabański. Jego zdaniem „diabeł tkwi w szczegółach” i na temat prezydenckich ustaw będzie można cokolwiek powiedzieć dopiero po wpłynięciu ich do Sejmu. Cieszy go deklarowana przez prezydenta chęć gruntownej reformy wymiaru sprawiedliwości.

– Większość spraw w Strasburgu wygrywanych przez obywateli przeciwko państwu polskiemu dotyczy opieszałości sądów – podkreślił Czabański – czyli nikt nie rozpatruje merytorycznie wyroku, czy był on słuszny, czy nie, tylko że był po prostu spóźniony i to nieraz o wiele lat, co w wielu sytuacjach życiowych powoduje niesłychane komplikacje. Konieczność przeprowadzenia reformy jest poza dyskusją.

– Ustawa abonamentowa będzie szybciej niż ta o repolonizacji mediów, a uściślając, o dekoncentracji mediów – powiedział Krzysztof Czabański. Zwrócił uwagę, że nazywanie ustawy „repolonizacyjną” nie jest trafne, ponieważ chodzi o dekoncentrację, co nie oznacza, że na miejsce kapitału obcego napłynie polski. Zaznaczył, że w UE jest swobodny przepływ kapitału i że na miejsce – przykładowo –
kapitału niemieckiego może równie dobrze wejść chociażby francuski.

– Ustawa abonamentowa będzie, jak to zapowiada Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, na PiT-cie dla większości obywateli; jeśli chodzi o rolników – na KRUS-ie, a dla firm na CIT-cie – powiedział przewodniczący Rady Mediów Narodowych. Jego zdaniem taka baza danych potencjalnych płatników abonamentu radiowo-telewizyjnego przyczyni się do upowszechnienia uiszczania tejże opłaty. – Nienormalna jest sytuacja, w której za media publiczne płaci około 10 procent gospodarstw domowych, a media te służą wszystkim obywatelom.

Niższa opłata niż w tej chwili, a także zminimalizowanie opłaty abonamentowej dla emerytów do symbolicznej złotówki, to ważne zmiany forsowane przez posłów PiS.

– Trzeba nagrodzić tych, którzy przez lata uczciwie płacili abonament – powiedział Czabański, który uważa, że mogłoby temu posłużyć rozpisanie loterii abonamentowej z cennymi nagrodami finansowymi i rzeczowymi. Jako trzeci filar zmian mających nastąpić w ustawie abonamentowej wymienił abolicję dla niepłacących do tej pory.

– O daty proszę pytać wicepremiera Glińskiego, którego ministerstwo przygotowuje obydwa projekty – powiedział, pytany o to, kiedy możemy spodziewać się projektów tych dwu ustaw. – Oficjalne zapowiedzi mówią o wrześniu – październiku. Aby ustawa abonamentowa weszła w życie od 1 stycznia 2018 roku, musi zostać uchwalona nie później niż w listopadzie.

Zmiany w mediach publicznych po 2015 roku ocenił jako bardzo korzystne i mające znaczący wpływ na rozwijanie pluralizmu światopoglądowego.

– Wprowadziły one nową narrację w dyskursie publicznym – ocenił przewodniczący Rady Mediów Narodowych. Zwrócił uwagę, że do okresu przemian w mediach publicznych mieliśmy do czynienia w Polsce z szokującą sytuacją. Wszyscy trzej główni nadawcy mówili jednym głosem, wykluczając z dialogu społecznego mniej więcej trzecią część opinii publicznej.  Podkreślił, że pluralizm debaty publicznej przekłada się również na różnorodność informacyjną.

[related id=38076]- W takiej sytuacji bardzo trudno jest ukrywać cokolwiek przed obywatelami i dlatego generalnie jestem bardzo zadowolony z tego, co się dzieje na rynku mediów – stwierdził Krzysztof Czabański – chociaż jeszcze wiele pracy przed ludźmi mediów publicznych, bo „widać w telewizji i słychać w radio wiele amatorszczyzny, niestety. Profesjonalizacja mediów publicznych to proces ciągłej pracy i mam nadzieję, że się będą do tego przykładać”.

MoRo

Krzysztof Czabański (ur. 4 października 1948 w Warszawie) – polski dziennikarz i publicysta, w 1992 prezes Polskiej Agencji Prasowej, w latach 1999–2000 prezes Polskiej Agencji Informacyjnej, w latach 2006–2009 prezes zarządu Polskiego Radia, poseł na Sejm VIII kadencji, w latach 2015–2016 sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, od 2016 przewodniczący Rady Mediów Narodowych.

Tutaj możesz wysłuchać całego Poranka WNET z Torunia 

Wywiad z przedodniczącym Rady Mediów Narodowych Krzysztofem Czabański w części siódmej Poranka WNET