Minister Jarosław Sellin: Mamy gotowe kilka wariantów ustawy o dekoncentracji mediów. Czekamy na decyzję polityczną

Wiceminister kultury w rozmowie w Poranku WNET o aktualnej sytuacji w sporze lub różnicy zdań pomiędzy prezydentem a rządem oraz o zaawansowaniu prac nad ustawą o dekoncentracji mediów.

W tygodniku „Do Rzeczy” ukazał się wywiad z prezydentem Andrzejem Dudą, a w tygodniu „wSieci” – z ministrem Antonim Macierewiczem. Tematyka w nich poruszana zapoczątkowała rozmowę Krzysztofa Skowrońskiego w Poranku WNET z wiceministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego Jarosławem Sellinem.

Czy czas konfliktu, który dotyczy reformy wymiaru sprawiedliwości, mamy już za sobą? Minister twierdzi, że jeszcze nie, aczkolwiek nie nazwa tego konfliktem, a raczej różnicą zdań. Projekty prezydenckie, jak uważa, są dobrym punktem wyjścia do szukania kompromisu. Reforma wymiaru sprawiedliwości powinna być dokończona jesienią. Rozpoczęta została w lipcu zeszłego roku podpisem prezydenta pod ustawą zmieniającą prawo o ustroju sądów powszechnych, czyli tych, z którymi przeciętny obywatel ma najwięcej do czynienia. Z rozmów między prezydentem a Jarosławem Kaczyńskim i z komunikatów obu stron wynika, że w sprawie ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa jesteśmy na dobrej drodze do kompromisu.

Czy do tego nie jest potrzebne przekonanie ministra sprawiedliwości, że to, co przygotował prezydent, jest korzystne dla wymiaru sprawiedliwości? Projekty przygotowane wcześniej w ministerstwie nie podobały się prezydentowi. Jarosław Sellin odpowiedział, że są teraz na stole projekty prezydenckie, a według zapowiedzi klub parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości ma przygotować do nich pisemne uwagi. Być może będzie też potrzebna opinia ze strony rządu. Takowa przygotowana byłaby właśnie w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jak się pojawią te opinie, dojdzie do kolejnych rozmów. „Im więcej tych rozmów między prezydentem a liderem partii rządzącej, tym lepiej”, by na końcu powstał „projekt akceptowany przez wszystkich”.

Drugi ważny spór, to spór prezydenta z Antonim Macierewiczem o to, kto i jakie ma mieć kompetencje i odpowiedzialność za to, co się dzieje w polskich siłach zbrojnych. Według ministra to, że do takich sporów dochodzi, jest winą konstytucji, która mówi „dosyć nieprecyzyjnie”, że zwierzchnikiem sił zbrojnych jest prezydent i wykonuje swoje kompetencje za pośrednictwem ministra obrony narodowej, działającego w innej zupełnie instytucji politycznej, jaką jest rząd. Przy tak rozpisanych rolach mogą pojawić się różnice w koncepcjach reformowania sił zbrojnych. One się rzeczywiście pojawiły, zwłaszcza jeśli chodzi o usytuowanie czołowych postaci kierujących armią, zarówno w czasie wojny, jak i pokoju. Zdaniem ministra dialog w tej sprawie jest.

Czasem wchodzi w grę czarny PR, strony sprzeczają się publicznie, pokazując różne dokumenty. Jarosław Sellin uważa, że zmiany, które są projektowane w rządzie i akceptowane przez prezydenta, zmierzają w dobrym kierunku – zwiększenie środków, które idą na armię, zwiększenie jej liczebności, powołanie wojsk obrony terytorialnej, modernizacja sprzętu wojskowego i pomimo wsparcia sojuszników dążenie do tego, żeby Polska miała możliwość samodzielnego obronienia się. [related id=41336]

Ustawa o dekoncentracji mediów jest gotowa czy też nie? Jest gotowa w tym sensie, że jest gotowych kilka wariantów do zaproponowania. Minister oświadczył, że obecnie czekamy na decyzję polityczną, którą wybrać. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest przygotowane, żeby w każdej chwili położyć na stole gotowy projekt ustawy. Problem w mediach jest poważny. W żadnym poważnym kraju Unii Europejskiej – uważa Jarosław Sellin – nikt nie dopuścił, żeby media były w rękach kapitału zagranicznego i żeby były tak zmonopolizowane, zwłaszcza na rynku prasy, przede wszystkim regionalnej i lokalnej. Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Hiszpania nie pozwalają na to, żeby kapitał zagraniczny był tak obecny w ich mediach. Takie działania są dozwolone w Unii Europejskiej. Unia Europejska i Rada Europy wydają nawet specjalne dokumenty zachęcające do walki z monopolami w mediach. Polska ma więc podstawy prawne do takich działań. To, co będzie proponować, nie będzie odbiegało od tego, co obowiązuje w innych krajach. Jeżeli ktoś będzie się chciał do Polski przeczepić, to Polska będzie mogła odpowiedzieć, pytając, dlaczego nie czepiają się Niemiec czy Francji.

Jarosław Sellin odmówił wypowiedzi na temat szykowanych wariantów ustawy o dekoncentracji mediów: – Nie mogę powiedzieć, na czym te warianty polegają. Wzorujemy się na rozwiązaniach francuskich i niemieckich, które różnią się, ale jedne i drugie są skuteczne. Czy dotyczą one tylko prasy, czy też mediów elektronicznych? Warianty są różne, ale problem mamy przede wszystkim w prasie. Jednak rozwiązania niemieckie i francuskie przewidują rozwiązania crossowe, obowiązujące wszystkie rynki medialne.

Krzysztof Czabański udzielił wywiadu tygodnikowi „Do Rzeczy”. Zapytany o ocenę tego, co się dzieje w telewizji publicznej, powiedział, że w wielu kwestiach różni się z jej prezesem Jackiem Kurskim. Jak minister Sellin ocenia obecne funkcjonowanie telewizji publicznej? – Od tego jest Rada Mediów Narodowych. Natomiast politykowi czynnemu nie wypada oceniać konkretnych mediów. Z perspektywy wiceministra KiDN mogę powiedzieć, że im więcej kultury wysokiej, tym lepiej. (…) Zgadzam się, że mamy nierozwiązany problem finansowania mediów publicznych.

Co ministerstwo proponuje, aby poprawić finansowanie mediów publicznych? – Myślimy o tym, żeby zrekompensować z budżetu państwa mediom publicznym zwolnienia socjalne w opłatach abonamentowych, które miały miejsce w ostatnich latach. Decyzja w tej sprawie będzie szybko – mówi wiceminister.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w części czwartej dzisiejszego Poranka WNET, a w niej także o otwarciu muzeum Witolda Gombrowicza w Vence, we Francji, ostatnim miejscu zamieszkania pisarza, i o zwycięstwie piłkarskiej reprezentacji Polski z Czarnogórą w eliminacjach do mistrzostw świata w Rosji, a także o tym, kiedy PiS wybierze kandydatów na prezydentów największych miast.

JS

Resortowe togi – zdarły maskę z wizerunku establishmentu prawniczego. Książka, którą trzeba polecić zwłaszcza prawnikom

Skandaliczna, sensacyjna, rozliczeniowa literatura faktu – słownik prawników w Polsce, którzy mając żenujące życiorysy, stali się utrwalaczami ładu tworzonego po Okrągłym Stole, zwanego III RP.

„Resortowe togi” Macieja Marosza to kolejna pozycja, która wpisuje się w cykl współtworzony przez autora wraz z Dorotą Kanią i Jerzym Targalskim pod znamiennym tytułem „Resortowe dzieci”. To literatura faktu, rozliczeniowa w pełnym tego słowa znaczeniu, która przyczynia się do wyjaśnienia źródeł realiów, z jakimi mamy do czynienia dzisiaj, w tym przypadku w wymiarze sprawiedliwości.

Oddajmy głos samemu autorowi, który w licznych wywiadach podkreślał: „Książka miała za zadanie ukazać prawdziwe korzenie elit prawniczych, które dziś pouczają, czym jest praworządność w demokratycznym państwie prawa. Mówiąc jeszcze bardziej ogólnie, „Resortowe togi” miały zedrzeć maskę z wizerunku establishmentu prawniczego, który odegrał najważniejszą rolę w utrzymaniu tzw. kompromisu okrągłostołowego. To prawnicy okazali się najistotniejszym gwarantem wpływów przeniesionych z komunistycznego państwa. Dziś, zamiast zajmować uprzywilejowaną pozycję, powinni odpowiadać za uniemożliwienie przecięcia więzów z PRL-em. Konkretne osoby tworzyły system prawny III RP i strzegły, by nie został naruszony. Stąd w książce roi się od nazwisk i błyskotliwych karier sędziów Sądu Najwyższego i innych sądów, Trybunału Konstytucyjnego, i ministrów. Kulisami niektórych sędziowskich karier czytelnicy będą mocno zaskoczeni”.

Czy znajdują się w niej treści skandaliczne? Tak, ale nie ze względu na to, że się ukazały, ale dlatego, że bardzo wysokie funkcje zajmują dziś osoby, jak chociażby I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf, które nie mogą wykazać się nieposzlakowaną opinią, konieczną do piastowania takich funkcji.

Jak wynika z ustaleń Marosza, w PRL-u Małgorzata Gersdorf robiła karierę między innymi dzięki matce, zasłużonej PRL-owskiej sędzi, która w czasie stanu wojennego dołączyła do grona sędziów PRL-owskiego SN.  Dlatego nie dziwi zaangażowanie młodej Małgorzaty Gersdorf w budowanie świata zgodnie i we współpracy z PZPR, czy we współpracy z SB? Nie wiadomo, bo nawet jeśli miała kontakty z funkcjonariuszami SB, to będąc aktywnym działaczem młodzieżówki PZPR, tajnym współpracownikiem SB być nie musiała (dlatego może przeszła lustrację). Często takie osoby były oznaczane przez SB jako „kontakt operacyjny” i mimo że donosiły na swoich kolegów, w dziale tajnych współpracowników ich nie znajdziemy.

Wśród wielu nazwisk znajdziemy również byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego sędziego Andrzeja Rzeplińskiego, a także Adama Bodnara, aktualnego Rzecznika Praw Obywatelskich, który ostatnio wsławił się tym, że ujął się za „czyścicielami” kamienic.

Czy w „Resortowych togach” są informacje sensacyjne? Również i na to pytanie trzeba odpowiedzieć twierdząco. Jak dotąd, szczegóły biografii osobistości ze środowiska prawniczego w Polsce opinii publicznej nie były znane, chociaż niejeden historyk dziejów najnowszych, czy nawet wnikliwy obserwator, wiele miałby na ten temat do powiedzenia.

Książka nie jest opracowaniem historycznym pod żadnym względem, mimo że jest opatrzona wieloma przypisami i indeksem nazwisk. Być może opracowanie w tonacji publicystycznej nadaje tej książce lekkości i sprawia, że można ją czytać zarówno wyrywkowo, niczym słownik co bardziej żenujących życiorysów prawniczych w Polsce, jak i cięgiem, od deski do deski.

Zapewne dla wielu, którzy nie interesowali się historią elit tworzących III RP, tak jak chciały tego osoby strojące się w piórka autorytetów prawnych, a przede wszystkim moralnych, książka ta będzie szokiem. Ignoranci ci po lekturze „Resortowych tog” mogą doznać swego rodzaju wstrząsu, bo pławiąc się w tym towarzystwie, mogą nagle dojść do jakże przykrej konstatacji, że pławią się w szambie.

Książka warta jest przeczytania i tak jak „Resortowe dzieci”, „Resortowi politycy” czy „Resortowe media” powinna stać na półce każdego dziennikarza jako swego rodzaju kompendium wiedzy na temat elit tworzących III RP. Osobiście szczególnie ją polecam  wszystkim prawnikom.

Monika Rotulska

 

„Dywizjon 303” – zakończyły się zdjęcia do długo oczekiwanego filmu. Byliśmy na planie i rozmawialiśmy z twórcami

Premiera filmu o legendarnym dywizjonie zbiegnie się ostatecznie ze stuleciem odzyskania przez Polskę niepodległości, stuleciem polskiego lotnictwa i stuleciem RAF-u. Czy to przypadek?

Premiera filmu „Dywizjon 303”, opowieści o polskich lotnikach biorących udział w Bitwie o Anglię, światło dzienne ujrzy po przeszło 70 latach od tych wydarzeń. Polscy piloci w wygranej walce w przestworzach mieli niewątpliwie wielki udział. Zdobyli uznanie zarówno angielskich kolegów po fachu, jak i angielskich dam. W owym czasie stali się wręcz pupilami Wielkiej Brytanii. Jednak po zakończeniu II wojny światowej, kiedy Polska dostała się pod sowiecką okupację, a żołnierze polskiej armii nie zostali zaproszeni do udziału w zwycięskiej defiladzie w Londynie, lotnicy polskich sił powietrznych odmówili udziału w pochodzie.

Maciej Cymorek. Pochodzi z Zaolzia, w filmie „Dywizjon 303” wciela się w rolę czeskiego pilota Josefa Františka

Szybko o nich zapomniano. Rozproszyli się po świecie, imając się przeróżnych zajęć. Nawet do tej pory nie wiemy o nich zbyt wiele, zwłaszcza jakie były ich dalsze losy. O tych żyjących dowiadujemy się przy okazji, np. plebiscytu na twarz wystawy o RAF, która odbędzie się z okazji jej stulecia.

W Polsce, która wolnością cieszy się podobno od ponad dwudziestu kilku lat, nie udało się przenieść legendy dzielnego dywizjonu i jego pilotów na wielki ekran. Czesi, choć ich udział w Bitwie o Anglię był znacznie mniejszy, już w 2001 roku wyprodukowali pełnometrażowy film o czeskich lotnikach („Ciemnoniebieski świat” w reżyserii Jan Svěráka).

Wreszcie powstał scenariusz do polskiej, chociaż właściwie już międzynarodowej produkcji filmowej o słynnym dywizjonie. Punktem wyjścia była powieść Arkadego Fiedlera. Jednak wraz z rozwojem scenariusza jego drogi rozeszły się z książką znaną starszym pokoleniom ze szkoły podstawowej (od jakiegoś czasu „Dywizjon 303” Arkadego Fiedlera nie widnieje w spisie lektur). Droga do realizacji filmu nie była łatwa. W trakcie pracy zmieniała się też obsada reżyserska.  Twórcy borykali się z zarzutami rozmaitych specjalistów o niewierność historii. W trakcie prac nad produkcją zmienił się dystrybutor, a także reżyser, którym ostatecznie został Denis Delić.

W Pubie Orchard Inn…

W przedostatni dzień zdjęciowy odwiedziliśmy Pub Orchard Inn na przedmieściach Londynu. Niedawno zmarły Alex Herbst żartował, że była to druga siedziba polskich lotników. Tam opijali swoje sukcesy, flirtowali z dziewczynami i przeżywali tragiczne chwile po śmierci kolegów. To tak naprawdę warszawski Tarchomin, ale do historycznego pubu mogliśmy przenieść się dzięki scenografii, skrupulatnie przygotowywanej już od ponad roku. Ten historyczny pub nadal stoi na przedmieściach Londynu, w mieście Ruislip. W międzyczasie oczywiście przebudowywany i remontowany, zmienił swoją nazwę na „The Orchard”.

– W filmie co jakiś czas powracamy do tego miejsca, to istotne miejsce dla szkieletu dramaturgicznego opowieści – powiedział nam Sławomir Ciok, drugi reżyser. – Dziś był już przedostatni dzień zdjęciowy, zostaje postprodukcja, ewentualnie małe poprawki.

Izabela Jarosińska w roli pielęgniarki „podrywanej przez polskich pilotów”.

– A kobiety w filmach kostiumowych fotografują się pięknie. Po prostu wyglądają bardzo kobieco. Widać, że nie jest to jakiś unisex – stwierdził operator Waldemar Szmidt. To oczywiście spostrzeżenie czynione przy okazji. Praca dla operatora przy tej produkcji ze względu na swoją specyfikę stanowi duże wyzwanie. – Nie jest to komedia romantyczna, a pewien epos filmowy, który należy dobrze sfotografować, żeby dobrze odtworzyć atmosferę tamtych lat. Będąc na planie filmowym, rzeczywiście można przenieść się do Londynu lat 40. ubiegłego wieku.

Waldemar Szmidt, operator. Pracował m.in. przy opartym na książce Bogusława Wołoszańskiego słynnym serialu „Tajemnica twierdzy szyfrów” (reż. Adek Drabiński)

Przy barze siedzą żołnierze, piloci w mundurach z tamtych czasów, panie w stylowych sukienkach, z upiętymi włosami. Tylko że twarze jakby dobrze znane z telewizji ostatnich lat. Tu i ówdzie można zobaczyć Piotra Adamczyka (odtwórca roli Witolda Urbanowicza), przechadzającego się w oczekiwaniu na swoją scenę, czy Antoniego Królikowskiego (w filmie występującego jako Witold „Tolo” Łokuciewski), odpoczywającego na angielskiej kanapie.

Prace nad wystrojem i rekwizytami trwały od roku. Scenografowie i architekci przeszukiwali archiwa, docierali też do zdjęć z prywatnych zasobów. Maria Golasowska dziękowała m.in. Instytutowi Sikorskiego w Londynie za pomoc przy odtwarzaniu materialnej rzeczywistości lat 40. w Londynie.

 

Premiera filmowego obrazu o Dywizjonie 303 przypadnie w roku stulecia niepodległości. Niezależnie od wagi historycznych rocznic, sam temat filmu stawia jego twórców wobec ogromnych oczekiwań. Historię o polskich lotnikach w Wielkiej Brytanii, jedną z najważniejszych opowieści XX-wiecznej historii Polski, trzeba przedstawić w języku nowoczesnego filmu. Czy film spełni te nadzieje? Przekonamy się o tym już na wiosnę przyszłego roku.


Zdjęcia: Luiza Komorowska

 

Wielcy Pedagodzy, ich promotorzy są jak pieluchy. Powinni być zmieniani często i z tego samego powodu. (Mark Twain)

Warto rozpocząć od nagłaśniania intuicji Zbigniewa Herberta, który zauważył: „Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą”.

Herbert Kopiec

„Wielki”. Takim to pompatycznym tytułem wielokrotnie obecny w moich felietonach „olbrzym” polskiej pedagogiki prof. Zbigniew Kwieciński (wielkie nazwisko – do niedawna m.in. przewodniczący Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego) opatrzył pomieszczoną w swojej książce opinię o Wielkim Pedagogu (Cztery i pół, Wrocław 2011 r., s. 501–504).

Wincenty Okoń (1914 –2011) – bo o tego pedagoga tu chodzi – dokonał wszystkiego, co może osiągnąć uczony wielkiej rangi – napisał Z. Kwieciński w recenzji osiągnięć W. Okonia w postępowaniu dotyczącym nadania mu tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego. Uroczystość wręczenia dyplomu odbyła się (w grudniu 2006) w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie. Wynoszono pod niebiosa autora powszechnie w Polsce i wielu krajach znanych i stosowanych podręczników dydaktyki ogólnej, które z wydania na wydanie stawały się coraz bardziej nowoczesne i kompletne. (…)

Trudno mieć pretensje do prof. Okonia, że mimo intensywnych podróży zagranicznych nie wszędzie jednak postawił stopę. Chyba nie było profesora na Kubie – państwa należącego, jak Polska, do bliskiego jego sercu obozu socjalistycznego. I co w tej sytuacji robi nasz późniejszy doktor honorowy? Ani mu w głowie dać za wygraną! Pozbawić znajomości polskich pedagogów „postępowych” osiągnięć kubańskiej myśli pedagogicznej? (…)

Skoro nie można ofiarować młodzieży perspektyw osobistego powodzenia materialnego, działajmy metodą przekształcania słabości w siłę. Od wielu miesięcy ulubionym tematem niemal wszystkich przemówień Fidela Castro są założenia nowej kubańskiej pedagogiki rewolucyjnej. Sens tej pedagogiki (…) sprowadza się do próby wychowania w ciągu jednego pokolenia nowego typu obywatela, który nie reagowałby zupełnie na słowo ‘pieniądz’ i kierował się w życiu wyłącznie motywacjami moralnymi typu ‘dobro ogółu’ bądź patriotycznymi.

Nie mam zamiaru udawać, że zdając się wyłącznie na własne siły, postanowiłem zafundować Państwu pomoc w zrozumieniu Wielkiego Pedagoga. Aż takim mądralą to ja nie jestem. Będę się więc posiłkował obszerną laudacją pt. Życie i twórczość naukowa profesora Wincentego Okonia. IUBILAEI CAUSA LAUDATIO (S. Juszczyk z UŚ w Katowicach, A. Surdyk z Uniwersytetu w Poznaniu). Opublikowało ją czasopismo „Homo Ludens” 1/2009. Sporo tu uwag o rozlicznych przymiotach tego Wyjątkowego Człowieka. Oto laudatorzy zauważyli, iż Okoń nie skupiał się na krytyce tego, co mu przeszkadza. Niestety, nie wskazali równocześnie, co prof. Okoniowi przeszkadza. A przecież – jak piszą – jednak przeszkadza. Stąd trzeba nam się pogodzić, iż od laudatorów nie dowiemy się tego, co nas najbardziej interesuje: czyli: czy w ogóle i na ile prof. Okoniowi na drodze do umiłowanego postępu pedagogicznego przeszkadzała zwykła ludzka głupota…

Cały artykuł Herberta Kopca pt. „Wszystkie chwyty dozwolone” znajduje się na s. 5 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Herberta Kopca pt. „Wszystkie chwyty dozwolone” na s. 5 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Violeta Parra: jej twórczość i dziedzictwo / Violeta Parra: sus obras y su herencia

Violeta Parra chilijska pieśniarka

Bohaterką dzisiejszej audycji będzie Violetta Parra: wybitna chilijska artystka, śpiewaczka, poetka, dzięki której tradycyjna muzyka Chile została udokumentowana i zapisana.

Muzyka chilijska poza krajem swojego pochodzenia, czy nawet poza całą Ameryką Łacińską jest raczej mało popularna. Znana jest ona głównie osobom, które pasjonują się tym krajem. Tymczasem tradycyjna muzyka Chile to ogromne bogactwo dźwięków i stylów muzycznych: zarówno pochodzenia indiańskiego: kultur Indian Mapuche i Aymara, jak i elementów przywiezionych przez przybyszów zarówno z Półwyspu Iberyjskiego, jak i innych części Europy. Wszystkie te style muzyczne przetrwały na chilijskiej prowincji, czekając na odkrycie przez szerszą publiczność.

Osobą, która tego dokonała, była bohaterka naszej dzisiejszej audycji, Violeta Parra, wybitna chilijska artystka, śpiewaczka, poetka, ale i malarka, rzeźbiarka, a przede wszystkim etnolog-amator. Osoba, która Chile przemierzyła z północy na południe, rejestrując na taśmie i zapisując utwory muzyczne znane niewielu osobom. Czyniła ona wszystko, aby uchronić te utwory od zapomnienia. Działalność Violety Parry spotkała się z uznaniem wielu chilijskich instytucji i została wielokrotnie nagrodzona. Swoją działalność artystyczną pieśniarka prowadziła również poza granicami Chile, m.in. w Argentynie, Francji, Szwajcarii, ale i m.in. odwiedzając Polskę podczas Festiwalu Młodzieży w 1955 r. Choć w życiu prywatnym przeżyła bardzo wiele zawodów i upokorzeń, to jednak jej twórczość była inspiracją dla wielu artystów nie tylko pochodzenia latynoskiego.

W dzisiejszej audycji nasi goście: Jego Ekscelencja Ambasador Republiki Chile – Pan Julio Bravo, Sekretarz Ambasady Chile – Javier Foxón oraz pochodząca z Wenezueli przyjaciółka República Latina – Beatriz Blanco przybliżą nam sylwetkę i twórczość Violety Parry w przededniu setnej rocznicy urodzin tej wybitnej artystki. W rozmowie z prowadzącym audycję Zbyszkiem Dąbrowskim nasi goście spróbują również przybliżyć wpływ twórczości artystki na kulturę latynoamerykańską oraz zastanowić się, jakie ślady działalności artystyczno-etnograficznej pieśniarki (Centrum Kultury Folklorystycznej) widoczne są do dziś w Chile.

Na audycję zapraszamy w poniedziałek 2 października, jak zwykle o godz. 21:00!

República Latina – dbamy o dziedzictwo!

Resumen en castellano:

Hoy en República Latina vamos a hablar sobre una de las mejores artistas de la cultura chilena – Violeta Parra. Junto con los invitados: Su Excelencia, Embajador de Chile – Don Julio Bravo, Secretario de la Embajada – Javier Foxón y nuestra amiga venezolana – Beatriz Blanco, vamos a hablar sobre las canciones de Violeta Parra, su vida, su actividad artística y etnográfica. Vamos a mencionar también a contestar a las preguntas: ¿qué tipo de cosas de la cultura chilena mantiene la sociedad de este país? ¿Qué tipo de ayuda pueden obtener los artistas chilenos de su gobierno? Y¿ si el día del centenario de la gran artista todavía se puede ver su herencia en la contemporánea cultura chilena?

¡Les invitamos, para escucharnos este lunes, 2 de octubre, a las 21:00! 

Krystyna Pawłowicz: Dzień rozpoczynałam od słuchania Radia WNET na falach Radia Warszawa [VIDEO]

Mam nadzieję, że KRRiT wreszcie zrobi coś dobrego dla polskiego nadawcy – powiedziała prof. Pawłowicz. W rozmowie także o „wielkim znaku zapytania”, jakim jest polityka prezydenta po wetach.

– Dzień rozpoczynałam od słuchania Radia WNET i jestem po prostu zdumiona. Mamy przecież naszą Krajowa Radę Radiofonii i Telewizji, która miała doprowadzić do pluralizacji rynku medialnego, a w zasadzie konserwuje, betonuje dotychczasowy układ, w którym są stacje podejrzewane o nadawanie za ruskie czy niemieckie pieniądze  – powiedziała prof. Krystyna Pawłowicz, poseł PiS, członek Krajowej Rady Sądownictwa. Nie może zrozumieć, dlaczego do tej pory wnet.fm, radio, które swoją rzetelnością, a także pozytywnym podejściem spełnia potrzeby polskich słuchaczy, nie ma swojej częstotliwości. Letnie audycje nadawane z Polski, które „nie epatowały agresją i były na poziomie”, szczególnie były dla niej ważne. Zdaniem profesor korespondenci Radia WNET z całego świata przekazywali wiele ciekawych informacji, których nigdzie indziej nie można było znaleźć.

– Dziwię się, że posłowie nie ruszyli się w tej sprawie. Mam nadzieję, że ci, którzy tu przychodzili i się lansowali, pomogą – powiedziała poseł Pawłowicz, której zdaniem kooperacja Radia WNET z Radiem Warszawa pozytywnie wpływała na to drugie i bardzo je ubogacała. Zwróciła uwagę, że aktualnie w tej stacji nadawany jest program „zbliżony nawet w tytule”. – Jeśli jest coś dobrego, to nie powinno się tego niszczyć. Mam nadzieję, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wreszcie będzie mogła zrobić coś dobrego dla polskiego nadawcy.

– Po wetach prezydenta otworzył się pewien nowy rozdział, który można nazwać jednym wielkim znakiem zapytania – oceniła prof. Pawłowicz. – Pan prezydent z tego, co widzę, bardziej utożsamia się z opozycją, bo realizuje propozycje panów Kukiza i Rzymkowskiego, członka Krajowej Rady Sądownictwa, i im daje pierwszeństwo.

Jej zdaniem propozycje prezydenckie okraszone są kilkoma paciorkami obliczonymi na „zadowolenie” Kukiz’15. Natomiast propozycje włączenia czynnika społecznego do izby dyscyplinarnej sędziów oceniła jako „raczej bezsensowne”, bowiem w postępowaniach dyscyplinarnych sędziów najczęściej chodzi o bardzo subtelne naruszenia prawa i „aby je wyłapać, naprawdę dobrze trzeba to prawo znać”. Uważa, że jeśli nie mieliby tego robić inni sędziowie, to koniecznością jest wprowadzenie ławników, którzy również byliby prawnikami.

– Zgoda 3/5 posłów na wybór członka KRS jest nierealna do uzyskania – podkreśliła Krystyna Pawłowicz. – Jeśli to ma być ponadpartyjny wybór, to jest to antydemokratyczne, bo przecież ponadpartyjnie to możemy się umawiać na etapie tworzenia koalicji.(…) To jest umniejszanie znaczenia partii, która zdobyła przewagę w wyborach.

– Dlaczego członków Trybunału Konstytucyjnego wybieramy zwykłą większością głosów, a członków KRS, którzy tylko typują kandydatów, mamy wybierać większością 3/5 głosów? – pyta się prof. Pawłowicz. – W dodatku jeśli nie doszłoby do konsensusu, to prezydent sam miałby dokonać wyboru. Przecież to jest sprzeczne z konstytucją.

– Prezydent daje takie przeszkody proceduralne, abyśmy nie mogli dokonać tej reformy – oceniła rozmówczyni Poranka. Zwróciła uwagę, że prezydent popierał projekt głębokiej reformy wymiaru sprawiedliwości. – Wielokrotnie sam podczas swoich wystąpień wyborczych mówił przecież, że „musimy tego dokonać, bo inaczej państwo nie będzie mogło funkcjonować i reformy żadnej nie przeprowadzimy”.

– Prezydent przejmując drobne kompetencje, tworzy de facto system prezydencki – powiedziała poseł. – Prezydent nie jest rządem i póki co mamy konstytucyjny system gabinetowo-prezydencki mieszany. (…) Prezydent przejmuje więcej kompetencji niż na to pozwala konstytucja, a w sprawach wymiaru sprawiedliwości po prostu pozakonstytucyjnie przejął kompetencje – bo tworzy koncepcje i zastrzega dla siebie uprawnienia personalne.

[related id=40202]Jej zdaniem „prędzej czy później reforma wymiaru sprawiedliwości będzie dokończona w Polsce”, mimo że „pan prezydent chyba już przestał nas lubić”.

Przypomniała, że głównym zadaniem KRS jest dbanie o przestrzeganie niezawisłości sędziowskiej; złożony jest z 25 osób, w tym 15 sędziów wyłanianych przez środowiska sędziowskie i 10 osób, wśród których jest pierwszy prezes SN, NSA, minister sprawiedliwości, czterech posłów i dwóch senatorów.

– Pan Budka, ten, który mówił, że w przeszłości bronili nas ci z SB, prawie w ogóle nie pojawia się na zebraniach KRS – podkreśliła Krystyna Pawłowicz.

MoRo


Obejrzyj ten wywiad również na YouTube!

Rozpoczął się Festiwal Niepokorni Niezłomni Wyklęci w Gdyni. Przyznano nagrody bohaterom i świadkom historii

Podczas gali rozpoczynającej Festiwal Filmowy NNW w Gdyni przyznano nagrody świadkom historii oraz osobom, które wspierały działaczy podziemia niepodległościowego i solidarnościowego.

[related id=40032]W czwartek w gdyńskim Teatrze Muzycznym odbyła się gala otwarcia IX Festiwalu Filmowego Niepokorni Niezłomni Wyklęci, podczas której uhonorowano świadków historii oraz osoby, które aktywnie wspierały działaczy podziemia w czasie okupacji.

Nagrodę Sygnet Niepodległości, czyli wyróżnienie przyznawane „świadkom historii bohatersko walczącym o wolność oraz niepodległość kraju”, przyznano kpt. Marianowi Ceregrze, żołnierzowi Armii Krajowej. Nagrodę w jego imieniu odebrała prezes Stowarzyszenia Odra – Niemen Ilona Gosiewska.

Takie samo wyróżnienie przyznano mjr. Stanisławowi Ruskowi, ps. Tęcza – oficerowi Wojska Polskiego, jednemu z ostatnich żyjących żołnierzy Zgrupowania Partyzanckiego mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, żołnierzowi AK i WiN, uczestnikowi wielu akcji zbrojnych Polskiego Podziemia Niepodległościowego. Rusek do 1960 r. ukrywał się przed władzami komunistycznymi w zbudowanym przez siebie bunkrze. „Serce moje odmłodziło się teraz o 70 lat” – powiedział, odbierając nagrodę. „Nie liczyłem, że na tej sali spotkam tak dużo Polaków, którzy wytrzymali tę niewolę, jedną i drugą” – podkreślił i dodał, że „Polską opiekuje się cały naród, nie rząd czy prezydent”.

„Sygnetem Niepodległości” wyróżniono także kapitana Władysława Dobrowolskiego, żołnierza Związku Armii Zbrojnej i AK, działacza „Solidarności” i organizacji kombatanckich. „Wszystko, co robiłem (jako żołnierz), mam w sercu. Chciałbym, żeby młodzi ludzie mieli przyszłość taką, jaką myśmy przeżywali, ale nie tak tragiczną” – powiedział. Zwrócił się też bezpośrednio do młodzieży: „Życzę wam, abyście swą działalność prowadzili w sposób taki, żeby mieć później w życiu przekonanie, iż wykonaliście swoje obowiązki obywatelskie, polskie” – powiedział.

[related id=40029]„Sygnet Niepodległości” odebrał także Jerzy Widejko – najmłodszy żołnierz AK, którego przyjęto do formacji w wieku 11 lat.

Wyróżnienie to przyznano także Kazimierzowi Piechowskiemu – organizatorowi i uczestnikowi jednej z najbardziej brawurowych i spektakularnych ucieczek z KL Auschwitz, żołnierzowi AK, prześladowanemu i torturowanemu przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego oraz sąd stalinowski. Obecny stan zdrowia nie pozwolił mu na pojawienie się na gali, ale statuetkę dostarczono mu wcześniej.

Następnie przyznano wyróżnienia Drzwi do Wolności – nagrody przyznawanej „za odwagę oraz poświęcenie bohaterom drugiego planu, wspierających działaczy podziemia niepodległościowego oraz solidarnościowego”.

Z rąk wiceministra spraw zagranicznych Jana Dziedziczaka odebrało je małżeństwo Halina i Zdzisław Lepionkowie, którzy jako dzieci trafili do obozu na Syberii, a następnie, wraz z armią gen. Władysława Andersa, do Iranu, by ostatecznie osiąść w Nowej Zelandii, gdzie mieszkają do dziś. Tam też aktywnie działali na rzecz rodaków. „Nasze serca są blisko Polski. Ta nagroda nie jest dla mnie i mojej żony, tylko dla całej Polonii nowozelandzkiej” – zapewnił Zdzisław Lepionka.

Fot. PAP/Adam Warżawa Gdynia, 28.09.2017. cenarzysta i reżyser filmowy Paweł Woldan z nagrodą Platynowy Opornik.

Następnie nagrodzono Zdzisława Bradela – współtwórcę środowiska lubelskich „Spotkań” oraz współredaktora niezależnego Biuletynu Informacyjnego NSZZ „Solidarność”, internowanego w stanie wojennym. „Miałem dużo szczęścia do kontaktów z nauczycielami – swojej formacji duchowej zawdzięczam miłość do Polski i poczucie, co jest przyzwoite, a co haniebne, co jest prawdziwe, a co fałszywe; w ten sposób im publicznie dziękuję” – podkreślił.

Kolejnym nagrodzonym Drzwiami do Wolności został dominikanin o. Ludwik Wiśniewski, który wspierał robotników Czerwca 1976 r., a wśród jego lubelskich wychowanków był Janusz Krupski. Jak podkreślił duchowny, w swojej działalności skupił się na walce z systemem komunistycznym. „Zrozumiałem, że on jest niereformowalny i że trzeba przystąpić do kruszenia go. Ale jak? To pytanie stało przede mną. Jak mówił Sołżenicyn, ten system jest oparty na fałszu. I wystarczy żyć w prawdzie, mówić prawdę, nie zgadzać się na fałsz. Do dzisiaj jestem przekonany, że przyczyniło się to do obalenia tego systemu” – podkreślił.

Nagrodzeni zostali także Jolanta i Krzysztof Jedlińscy – terapeuci, którzy w czasie stanu wojennego przez kilka miesięcy ukrywali Krupskiego. „Nie mieliśmy poczucia, że zrobiliśmy coś niezwykłego. Po prostu taka była potrzeba, my mieliśmy takie możliwości i to było czymś naturalnym. Natomiast jest duży sens, żeby pamiętać o tym, iż oprócz bohaterów pierwszoplanowych, tych, którzy najbardziej ryzykowali i byli najbardziej zdeterminowani, wskazywali kierunek, jest jeszcze zwykle druga linia, ci, którzy wspierają, pomagają, ukrywają czy robią wiele innych rzeczy; to jest ruch na skalę masową. Być może to jest nasz najcenniejszy zasób odnawialny” – powiedziała Jolanta Jedlińska. Jak dodała, „ci z pierwszej linii otwierają drzwi do wolności, ale to ci z drugiej nie pozwalają ich zamknąć”.

W imieniu zmarłego w tym roku Eugeniusza Szyfnera, odznaczonego tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, uhonorowanego Drzwiami do Wolności za ukrywanie Żydów, odebrała córka, Renata Szyfner. „Mój tato był człowiekiem bardzo skromnym. Zawsze powtarzał nam: ja nic wielkiego nie zrobiłem. I jestem pewna, że dziś powiedziałby to samo” – podkreśliła.

Platynowy opornik, czyli nagrodę specjalną za całokształt twórczości, „za niezłomność w podejmowaniu trudnych tematów, bezkompromisowość i niezależność w pracy twórczej” z rąk prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka odebrał reżyser i scenarzysta Paweł Woldan, autor kilkudziesięciu filmów dokumentalnych.

[related id=37766]Na koniec dyrektor festiwalu Arkadiusz Gołębiewski odebrał honorowe odznaczenie Bene Merito, przyznawane przez ministra spraw zagranicznych za uznanie zasług na rzecz działalności wzmacniające pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Wręczył je wiceszef resortu Jan Dziedziczak. Po rozdaniu nagród odbył się spektakl w wykonaniu laureatów konkursu Teatr Młodych „Spotkania” w reż. Piotra Ozygały oraz recital Łukasza Juszkiewicza. Galę poprowadzili Anna Popek i Jacek Rozenek.

Festiwal Filmowy NNW, odbywający się pod honorowym patronatem prezydenta RP Andrzeja Dudy, rozpoczął się 27 września i potrwa do soboty.\

PAP/MoRo

Na Festiwalu Filmowym NNW odbyło się spotkanie z weteranką Marią Mirecką-Loryś

Wiedziałam, że Polska zwycięży, a ja wrócę do kraju – powiedziała na spotkaniu w ramach Festiwalu NNW 101-letnia działaczka niepodległościowa i weteranka Maria Mirecka-Loryś.

Maria Mirecka-Loryś urodziła się 7 lutego 1916 roku. Studiowała na uniwersytecie we Lwowie, gdzie wstąpiła do Związku Akademickiego Młodzież Wszechpolska. Po wybuchu wojny zaangażowała się w działalność konspiracyjną.

Wiosną 1940 r. została komendantką Narodowej Organizacji Wojskowej Kobiet w powiecie niżańskim, później całego NOWK Okręgu Rzeszowskiego. Równolegle była kierownikiem sekcji kobiecej w Zarządzie Okręgu Rzeszowskiego Stronnictwa Narodowego i kurierką Komendy Głównej NOW.

Po scaleniu NOW z AK awansowana została na stopień kapitana, kierowała Wojskową Służbą Kobiet w rzeszowskim Podokręgu Armii Krajowej. Wiosną 1945 r. została Komendantką Główną Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Kobiet. Po zakończeniu wojny Mirecka wznowiła studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. 1 sierpnia 1945 r. została aresztowana przez władze komunistyczne w Nisku.

Podczas czwartkowego spotkania Mirecka-Loryś przybliżyła jego uczestnikom okoliczności swojego zatrzymania, które miało miejsce podczas powrotu w rodzinne strony z Krakowa, gdzie studiowała. Powodem było podejrzenie, że kobieta jest zamieszana w napad na bank; działaczce przekazano wówczas pieniądze na odbudowę jednej ze zniszczonych przez Niemców wsi za Sanem.

„Pytano mnie na przesłuchaniu, czy mam coś wspólnego z tym napadem, ale odpowiadałam, że kobiety nie zajmowały się takimi sprawami, a co najwyżej opieką nad chorymi. A ja trzymałam te pieniądze pod łóżkiem w swoim pokoju, w Krakowie, uporządkowane” – wspominała działaczka.

Podczas zatrzymania Mirecka-Loryś miała przy sobie torbę z materiałami związanymi z działalnością konspiracyjną. „Kiedy po przesłuchaniach przeniesiono mnie do jakiejś sali, podszedł do mnie jakiś młody człowiek z UB, przyniósł mi moje rzeczy i powiedział: 'Ja wszystko zniszczyłem. Nic pani nie ma, żadnych materiałów’” – opowiadała weteranka. Okazało się, że mężczyzna pochodził z sąsiedniej wsi i chciał odwdzięczyć się za pomoc, której udzielili mu w latach szkolnych dwaj bracia działaczki – Adam i Kazimierz.

Na wolność wyszła 1 września 1945 r., na mocy amnestii. Zagrożona ponownym aresztowaniem, w grudniu 1945 roku opuściła Polskę i z grupą kilkunastu działaczy narodowych dotarła do obozu 2 Korpusu gen. W. Andersa pod Ankoną. Tam poznała swego męża, oficera rezerwy Henryka Lorysia, z którym w październiku 1946 r. wyemigrowała do Anglii.

W styczniu 1952 r. z rodziną wyjechała do USA, najpierw do Toledo w stanie Ohio, a w 1954 r. do Chicago. Tam zaangażowała się w pracę w organizacjach polonijnych. Działała m.in. w Stronnictwie Narodowym, była członkiem Zarządu Głównego Związku Polek w Ameryce oraz Krajowego Zarządu Kongresu Polonii Amerykańskiej. Przez 32 lata była redaktorem „Głosu Polek”, organu Związku Polek w Ameryce. Od lat 70. XX w. zaangażowana jest w pomoc dla Polaków na dawnych Kresach. W grudniu 1999 r. została wiceprzewodniczącą Rady Naczelnej Stronnictwa Narodowego.

Pytana o to, czy chciała wrócić do kraju, odpowiedziała: „Myślałam: 'Jak to, Polska nie zwycięży?’ Wiedziałam, że wrócimy”; udało się to po blisko 30 latach spędzonych na emigracji”.

W 2016 r. Sejm przyjął przez aklamację uchwałę w sprawie uczczenia działałności Mireckiej-Loryś. „W 100. rocznicę jej urodzin Sejm Rzeczypospolitej Polskiej pragnie wyrazić uznanie dla niezwykłej patriotki pani Marii Mireckiej-Loryś i podziękować jej za ogromny wkład w walkę o niepodległość Ojczyzny i nieustanną troskę o Polaków na całym świecie” – napisano w uchwale.

Tego samego roku prezydent Andrzej Duda wręczył jej Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, nadany za wybitne zasługi w działalności polonijnej, społecznej i charytatywnej w Polsce i Stanach Zjednoczonych Ameryki, w szczególności na rzecz polskiej mniejszości na Ukrainie.

PAP/MoRo