Dlaczego czekolada w Baracoa smakuje inaczej niż w Warszawie? Co prowadzi imigrantów do artystycznej egzystencji w ponurych barach i luksusowych restauracjach nocnej Warszawy?
18 października w studio Wolnej Anteny wnet.fm rozbrzmiewała muzyka na żywo i barwne opowieści Eugeniusza Tiemnikowa z Ukrainy, Yoilana Pereza Hariettego z Kuby i słynnej ormiańskiej kapeli hardrockowej 36,6 czyli Artura Gyurjana i Armena Grigoryana.
Goście audycji „Swój czy obcy” zdradzili słuchaczom, co ich przywiodło na Trakt Królewski i czy zawsze marzyli, żeby muzykować w Warszawie. Wspominali swoje dzieciństwo i muzyczne początki. Yoilan Perez Hariette opowiadał o kubańskiej czekoladzie produkowanej w Baracoa w fabryce, którą w 1963 roku założył Che Guevara; Artur Gyurjan i Armen Grigoryan wspominali koncert zespołu Breakout i Czesława Niemena w Armenii, a Żenia Tiemnikow, śpiewający senior, który rozpoczął wokalną karierę po siedemdziesiątce, zapraszał na swój koncert romansów rosyjskich.
W to środowe popołudnie z piątego piętra budynku PAST-y popłynęła w świat muzyka na żywo. I dowiedzieliśmy się też, dlaczego Ormianie nie latają w kosmos i jak wygląda nocne życie artysty-imigranta w Warszawie.
Zawsze po piątkowym Poranku WNET Tomasz Wybranowski zaprasza do „Studia Dublin”. Program jest kontynuacją „Irlandzkiej Tygodniówki WNET”, która gości na antenie od października 2011 roku.
Gośćmi piątkowego bloku, spod nieba Irlandii, będą:
Piotr Słotwiński – dziennikarz, Gloger i kronikarz irlandzkiej Polonii,
Gregor Dżemowicz – organizator wydarzeń muzycznych w Irlandii
Tomasz Wróbel – organizator wyspiarskiej pożegnalnej trasy grupy HEY
W pierwszej części powrócimy do wypadków związanych z przejściem Ofelii nad Irlandią, najsilniejszego huraganu od 51 lat, jaki nawiedził i spustoszył Wyspę. W programie także słów kilka o problemach zarządu lotniczego przewoźnika Ryanair i konflikcie z pilotami, który przybiera na sile.
Piotr Słotwiński. Foto httpwww.piotrslotwinski.com
Piotr Słotwiński opowie o swoich przygodach z huraganem Ofelia. Będzie mówił także o tym, jak Polacy mieszkający w Cork, drugim największym mieście Irlandii, oceniają zmiany w Polsce.
Tomasz Wróbel (w środku) z grupą Hey. fot. arch. Tomasza Wróbla.
Gregor Dżemowicz zaprosi na koncert Sebastiana Riedla i grupy Cree, zaś Tomasz Wróbel opowie o trasie „Fayrant Tour”, którą (na razie) żegna się z publicznością zespół HEY.
Podsumowując wizytę minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej w Irlandii, związanej z V rocznicą działań Polskiej Macierzy Szkolnej, wyemitujemy reportaż Roberta Kawki „Język swój kochać trzeba i szanować. Rzecz o edukacji polskich dzieci w Irlandii”.
W finale programu prezentacje kilku nowych, interesujących zespołów z Wyspy (m.in. grupa Tanjier).
Stało się! Radio WNET w eterze. Na fali 87.8 FM nadajemy do 14 listopada. Potem oczekiwanie na konkurs KRRiTV i, z Bożą pomocą, mamy nadzieję na otrzymanie koncesji na lat dziesięć. Gdy mowa o nadawanej muzyce, to od ośmiu lat Radio WNET jest jednym z niewielu miejsc w sieci (a teraz w eterze), gdzie Słuchacze mogą posłuchać muzyki „innej od innej”. Co to znaczy? W skrócie: takiej, której nie można posłuchać w innych radiach. I tych państwowych, i tych komercyjnych. […]
Stało się! Radio WNET w eterze. Na fali 87.8 FM nadajemy do 14 listopada. Potem oczekiwanie na konkurs KRRiTV i, z Bożą pomocą, mamy nadzieję na otrzymanie koncesji na lat dziesięć. Gdy mowa o nadawanej muzyce, to od ośmiu lat Radio WNET jest jednym z niewielu miejsc w sieci (a teraz w eterze), gdzie Słuchacze mogą posłuchać muzyki „innej od innej”. Co to znaczy? W skrócie: takiej, której nie można posłuchać w innych radiach. I tych państwowych, i tych komercyjnych.
Śledzącemu internetowe fora wniosek nasuwa się jeden: polscy słuchacze czekają na jakościowe zmiany w redakcjach muzycznych i sposobie podejścia do samej muzyki i ich twórców. Napiszę nieskromnie, że Radio WNET chce być rozgłośnią, która będzie wyznaczała trendy we współczesnej polskiej i światowej muzyce rozrywkowej.
Jako Radio WNET pokazujemy, że polska muzyka jest ważnym czynnikiem kulturotwórczym. Ale z niezrozumiałych dla mnie przyczyn od ponad 25 lat w polskich rozgłośniach polska muzyka jest traktowana po macoszemu. Stwierdzenie „cudze chwalicie, swego nie znacie” jest w tym przypadku jak najbardziej na miejscu. Smutno robi się na sercu, kiedy wiele polskich zespołów jest bardziej znanych w Europie i na świecie niż z anten Polskiego Radia czy stacji komercyjnych.
Gabinet Looster – nasza muzyczna chluba z Londynu – foto Monika S. Jakubowska
Przykładem niech będą kariery grup polskich Londyńczyków z grupy Gabinet Looster, klasycznej metalowej formacji Scream Maker, czy genialnego zespołu Pustki, które wreszcie przebijają się do świadomych siebie i poszukujących wartościowych dźwięków pasjonatów.
Grać miło, łatwo i … tak samo (?)
Największym kuriozum polskiej przestrzeni muzycznej jest fakt, że lansowane przez większość wiodących stacji radiowych w naszym kraju zespoły nie odnotowały jak dotychczas żadnego spektakularnego sukcesu poza granicami ojczyzny, natomiast jakże często grupy znane jedynie w bardzo wąskich kręgach odbiorców zostały zauważone w takich krajach jak Stany Zjednoczone, Kanada czy Wielka Brytania.
Grupa Pustki, objawienie muzyczne w Kanadzie i USA, podczas gdy w naszych mediach…
Przypomnijmy sobie chociażby przypadek wspomnianej już warszawskiej grupy Pustki, która w roku 2011 zagrała kilka entuzjastycznie odebranych przez publiczność koncertów podczas festiwalu Canadian Music Fest w Toronto oraz South by Southwest w amerykańskim Austin. Występy te wzbudziły wówczas także ogromne zainteresowanie tamtejszych dziennikarzy. Niezwykle poczytny dziennik The Austin Chronicle określił nawet ich piosenkę „Lugola” mianem arcydzieła. Natomiast Toronto Star wybierając jedynie kilka koncertów z całego festiwalowego dorobku, zaproponował swoim czytelnikom właśnie nasze Pustki.
Pieniądz ponad duszę
Dlaczego tak jest? Powodów takiego stanu należy szukać po pierwsze w słabej polityce promocyjnej, ale przede wszystkim w coraz słabszej jakościowo muzyce dopuszczanej do emisji przez największe polskie media, gdzie już od dawna nie gra się tego, co w muzyce jest najbardziej wartościowe, a zamiast tego sprzedaje się cenny czas antenowy niczym bazarową „pietruszkę” lub inny nie mający nic wspólnego z kulturotwórczą misją mediów towar, przez co najlepsza polska muzyka dzięki bezmyślnej i nastawionej jedynie na finansowy zysk polityce największych stacji radiowych, trafia głównie do niezależnych programów internetowych, a także do działającego od dziś w eterze Radia WNET.
Za punkt honoru, jako Radio WNET stawiamy sobie doprowadzenie do takiego stanu, że nasza antena od razu będzie rozpoznawalna po jej zawartości muzycznej. Obecnie, w zbyt wielu audycjach muzycznych na radiowej skali polskiego eteru trudno usłyszeć dźwięki inne niż te skorelowane z promocyjnym pakietem fonograficznym majorsów. Mało tego, znakomita większość polskich rozgłośni, tych małych, i tych dużych gra… niemal to samo. W Radiu WNET jest inaczej. I zawsze tak będzie.
Na fali WNET po polsku
Radio WNET to przede wszystkim miejsce dla polskiej muzyki. Na fali 87.8 FM promujemy nowych, często nietradycyjnych twórców i wykonawców, bez względu na styl i muzyczną estetykę. Play – lista Radia WNET, której możecie słuchać na fali 87.8 FM, zawiera ponad 50% polskiej muzyki.
Julia Nykiś, młoda twarz polskiej piosenki.
Obok klasyków jak Budka Suflera, SBB, Czesław Niemen, Marek Grechuta & Anawa, a także Dezerter, Kult, Maanam, TSA, Turbo, goszczą debiutanci, którzy dźwiękami i metaforami mają dla słuchaczy ważne przesłanie dla świata. Wymienię tylko Julię Nykiś, Olę Idkowską (nasze utalentowane nastolatki), Caroline Baran – solo i jako Kaeyra, którą (za sprawa Listy PoliszCzart) odkryliśmy w Chicago, dublińską formację Distinct Orbit Karola Kościa (nasz przyszłotygodniowy CzęstoGraj Radia WNET), folkowa SuperTonic Orchestra Przemysława Łozowskiego, The Cox, Mike Chwedziak i WeathesouL (nasza londyńska chluba), czy Metasoma.
Karolina Baran, przyszłość światowej piosenki, która debiutowała na antenie PoliszCzart, Radia WNET i irlandzkiego radia NEAR FM.
My nie przekreślamy zespołów i twórców tylko dlatego, że nie stoją za nimi duże muzyczne korporacje czy wielcy sponsorzy. Na play – liście usłyszycie dla przykładu krakowską grupę DUCH, śląski Litemotiv, radomskie Lustro, toruńskie Half Light (m.in. krążki „Black Velvet Dress” i „Półmrok”) i Eklektik Jerzego Czarnieckiego, klasycznych metalowców ze Scream Maker i , londyńczykami z Gabinetu Looster, czy Space Sugar. Pamiętam dreszcz emocji, kiedy zagrałem po raz pierwszy Caroline Baran z Chicago i niezwykłą Octavię Kawęcką z jej singlowym „A kiedy powiem” i zmierzchowym „On The Way”. Radio WNET dostrzega także polskich muzyków i tekściarzy, którzy tworzą na emigracji.
Józef Skrzek, legendarni i wciąż twórczy współzałożyciel grupy SBB.
Jest w muzycznej „jeździe obowiązkowej” Radia WNET (87.8 FM) i klasyka. Czesław Niemen i Józef Skrzek z SBB, Tadeusz Nalepa i Osjan, Morawski Waglewski Nowicki Hołdys i klasyczny Dżem, Republika i Kombi Sławomira Łosowskiego, Włodek Pawlik jazzowo i Krzysztof Komeda…
Wielki Czesław Niemen.
Jako twórcy i prowadzący Listę PoliszCzart (koprodukcja irlandzkiego Radia NEAR FM, Radia WNET i w przyszłości rozgłośni RPL FM) otrzymujemy miesięcznie setki nagrań, z prośbą o recenzję, podpowiedzi czy pomoc w promocji. Wiele z nich trafia na naszą antenę. Tak dzieje się chociażby ze środowiskiem nowego hip hopu, także tego z Londynu. Na Wyspach, a w szczególności w Londynie działa bowiem ogromna ilość zespołów polskich bądź grup brytyjskich, w których grają polscy muzycy. Istnieje kilka kapel, o których śmiało można powiedzieć, że już wyszły poza ramy polskich środowisk.
Antena WNET dla debiutantów
Nasza misyjna niemal postawa wynika ze smutnej konstatacji, że właściwie nie ma platformy dla rodzimych debiutów muzycznych i szeroko rozumianej promocji kultury polskiej muzycznej. Kiedyś była Rozgłośnia Harcerska, Radio Bis… Były… I w tym momencie należy się na moment zatrzymać i odbyć sentymentalną podróż w głęboką przeszłość. Aby bowiem dobrze zrozumieć kulturową ciągłość oraz muzyczne związki przyczynowo skutkowe wyznaczające naszą kulturową tożsamość, należy cofnąć się w czasie o ponad 40 lat. W latach 70-tych – jak doskonale pamiętamy – powstało najwięcej znaczących dzieł w dziedzinie progresji i hard rocka.
Ozzy Osbourne podpisuje dla Nas swoją autobiografię. Obok Ozzy’ego Katarzyna Sudak, producentka Muzycznej Polskiej Tygodniówki WNET.
Światową karierę rozpoczynał wtedy Bob Marley zaszczepiając rytm reggae w Europie. Wówczas też pojawił się punk rock. To wszystko krok po kroku niczym ziarno zaczęło trafiać na naszą polską glebę i z niesamowitą siłą wybuchło w latach 80-tych, które w największym stopniu przyczyniły się do ukształtowania muzycznej świadomości całego ówczesnego pokolenia. To wtedy pojawiły się jarocińskie festiwale i powstało niepowtarzalne zjawisko, jakim na owe czasy była radiowa Lista Przebojów Rozgłośni Harcerskiej.
Rozmowa z muzykami z grupy Marillion. Foto Tomasz Szustek
Zostaliśmy zanurzeni w oceanie gatunków i stylistyk począwszy od muzyki elektronicznej, poprzez rock aż po heavy metal – TSA. Pojawiło się wtedy także niepowtarzalne, oparte w dużym stopniu na nowojorskiej nowej fali zjawisko artystyczne pod nazwą Republika. Rodziło się polskie reggae i polski punk. Okazało się, że gdy tylko pojawiły się festiwale w Jarocinie, wszyscy niezależnie od tego, jaki nurt muzyki reprezentowali, potrafili też merytorycznie wymieniać się pomiędzy sobą spostrzeżeniami i opiniami, a te wszystkie awangardowe i wyznaczające wiodące kierunki młode kapele nie spadły wtedy z księżyca. Grając dotychczas głównie w garażach i lokalnych domach kultury, nagle poczuły swój czas i bez kompleksów wyruszyły na podbój Świata. Mimo żelaznej kurtyny, z Zachodu przeniknęła do nas rockandrollowa epidemia, a niektórym z nas udawało się nawet przywozić legendarne już dziś albumy, kupowane a połowę ówczesnego miesięcznego wynagrodzenia! Tak było z pierwszymi albumami Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu, czy twórcami muzyki progresywnej jak chociażby Marillion (na zdjęciu).
By szanować Słuchaczy…
To nieprawda, że dziś młodzi słuchacze nie chcą słuchać radia. Padają hasła, że przecież „maja Internet”, że „sami są w stanie zorganizować sobie medialną przestrzeń”. Czyżby? Młodzi słuchacze, a także twórcy poniżej trzydziestego piątego roku życia, twierdzą, że media publiczne i wielkie prywatne korporacje radiowe omijają szerokim łukiem, bo jak twierdzą: „dla nich nie istniejemy, i jako twórcy, i jako słuchacze”.
Śledząc radiowe play-listy, i rozgłośni publicznych i komercyjnych, z przykrością zauważam, że znakomita większość autorskich bloków muzycznych wielu redaktorów charakteryzuje się „wyjątkową słabością” do utworów z albumów, które są sygnowane przez loga i nazwy wielkich zachodnich koncernów. A my uważamy, że w Polsce powinno się grać przede wszystkim po polsku, tak jak we Francji, czy w Czechach, że o Włoszech i Grecji nie wspomnę.
Do prezentacji muzyki na naszej antenie podchodzimy z pewną misją: zapewnić słuchaczom dostęp do wszystkiego, co wartościowe w polskiej muzyce. Oczywiście połowa nagrań to produkcje obce, ale te z duszą, przesłaniem i sznytem prawdziwej muzycznej sztuki.
Obok Becka gości klasyczny Judas Priest, Lou Reed i Velveci, ale i Patricia Kaas, Peter Gabriel i Kanadyjczycy z Arcade Fire, Imelda May a obok Rufus Wainwright, Tame Impala i irlandzka Bohinta, czy Frank Sinatra, którego poprzedza Robert Plant z czasów „Picture At Eleven”. Nie zapominamy o muzyce niezależnej, wytwórniach z Islandii, Wielkiej Brytanii, Kanady, czy zachodniego wybrzeża USA, gdzie teraz tyle dzieję się w muzyce.
Dystansujemy się radykalnie od tych, którzy „wiedzą najlepiej, jak tworzy się radio i układa muzykę”, w oparciu o badania. Kiedyś zadałem jednej z takich osób pytanie, skąd Słuchacze maja wiedzieć, że istnieje taka czy inna grupa, która w badaniach nie istnieje. Padła odpowiedź: „My im podpowiadamy”. Koniec, kropka.
A my, kierując się zasadą Paula Ardena i trawestując tytuł jednego z jego bestsellerów działamy wedle zasady:
„cokolwiek robimy – robimy odwrotnie”.
Podobne spojrzenie głosimy także na temat prezentacji tak zwanej muzyki popularnej. Muzyka pop całkowicie straciła w naszej opinii polot i klasę w momencie, kiedy zaczęła być konfekcyjną produkcją sztucznie powołanych do tego celu zakładów pracy, gdzie w określonych godzinach po podpisaniu listy obecności odpowiedzialni za napisanie piosenek pracownicy, mają w ramach jednej dniówki zrobić ich dla przykładu sześć, po czym jakaś tam „kontrola jakości” wybiera z całego tygodnia te trzy, które „wydział propagandy” za pomocą funduszy właściciela tej kuriozalnej „fabryki przebojów” tak długo i namolnie emituje je w największych stacjach radiowych, aż w końcu masy zaczną to niczym gumę do żucia lub papier toaletowy kupować.
Johnny Greenwood, gitarzysta Radiohead podczas koncertu w Londynie. Foto Tomasz Wybranowski.
W tym samym czasie ambitniejsza i posiadająca feeling odmiana muzyki popularnej w mediach wiodących nie występuje, gdyż ośmiela się nie podzielać entuzjazmu panów z grubymi portfelami i z rozmysłem nie idzie w stronę byle jakich melodii z tekstami o niczym, których jedynym atutem mogłaby być jedynie prezentacja w teledyskach zgrabnych nóg i rozwianych za pomocą wentylatora włosów specjalnie wyselekcjonowanych tancerek i wokalistek. Radio WNET właśnie te mechanizmy w muzyce środka dostrzega i wyciągając z tej sytuacji właściwe wnioski zamierza powyższe spostrzeżenia wykorzystać w kulturotwórczo-edukacyjnej misji radia
Grupa Hey na scenie. Foto Tomasz Szustek
Muzyka w radiu nie musi być taka sama wszędzie. U nas jest inaczej. I wreszcie, w słowniku ekipy Radia WNET nie istnieje słowo „power – play”, tylko „CzęstoGraj” bawiąc się w Leśmianowskie neologizmy.
Radio WNET na nowej, bo eterowej drodze życia, wraca do korzeni, do tworzenia rozgłośni misyjnej, autorskiej, która poszerza horyzonty i traktuje Słuchacza z szacunkiem, estymą przenosząc go w radiowy teatr marzeń i wyobraźni, bo przecież serwowane przez nas nagrania i piosenki (a nie kwałki!) są najlepszą drogą ku
Radość z powodu układania utworów do play-listy Radia WNET wynika przede wszystkim z faktu, że możemy prezentować, jako ekipa WNET to, co w naszej subiektywnej opinii jest najwartościowsze w polskim rocku, muzyce pop, hip hopie, piosence, metalu i pochodnych, oraz zimnej fali. A muzyka folkowa (Orkiestra Św. Mikołaja), a muzyka tradycyjna (Adam Strug i cudne „Adieu”), a bardowie (Krzysztof Myszkowski, Marek Andrzejewski, Piotr Selin czy Jan Kondrak). A… I tak mógłbym wymieniać, ale … Po co? Skoro możecie tego posłuchać w naszych programach, na fali 87.8 FM.
Programy autorskie – siłą WNET
W gronie ludzi z pasją i muzyczną duszą, którzy tworzą Radio WNET jest legendarny Milo Kurtis i jego program „Na początku był chaos”, oraz Zbigniew Jędrzejczyk, twórca bluesowej audycji „Crossroads”. Jedną z muzycznych programowych pereł Radia WNET jest audycja dra Romana Zawadzkiego „Muzyczne Konfrontacje”, podczas której z eteru płyną klasyczne fortepianowe utwory w niezwykłych, nieznanych i zaskakujących interpretacjach.
Nie brakuje muzyki elektronicznej za sprawą Olgierda Zbychowskiego („Sofa Surfing”). A nikt tak wspaniale nie opowiada o Beatlesach jak Anna Frawley, aktorka i pozytywna Beatlemaniaczka (piątkowy blok „Beatlemania”). W programie „Acroasis” Mieczysław Eligiusz Litwiński prezentuje muzykę klasyczną przez pryzmat nieznanych faktów o twórcach i dziełach. Prowadzący audycję „Los Kowalski” przeniosą Słuchaczy w świat rytmów latynoamerykańskich.
W niedzielne południe zaprasza Mariusz Bartosik do muzycznej audycji z kluczem „Muzyczny Świat bez względu na wiek”. Świetną muzykę w środowe przedpołudnie prezentują także autorzy programu „RadioAktywni”.
Na liście autorskich programów muzycznych także poniedziałkowy blok „CzęstoGraj Radia WNET”, z zapowiedziami i podsumowanie najczęściej granych nowych nagrań ze skarbnicy polskiej muzyki, środowa „Osiedlowa Płytoteka”, oraz piątkowa „Lista PoliszCzart”, która rozpoczyna się o godzinie 19:30.
Dla mrocznych i niezależnych, rozkochanych w muzyce zimnej fali i dźwiękach zbliżonych do starej, dobrej 4AD przeznaczona jest audycja „Cienie w Jaskini” (noc z soboty na niedzielę).
Nasze credo!
Co jest dla nas najważniejsze? Chcemy przede wszystkim przywrócenia wartości muzyce i kulturze muzycznej. Polska, podobnie jak cały świat została zalana najniższych lotów tandetą. Muzyczny chłam został dziś wpuszczony na salony, czyli do największych stacji radiowych, a zjawisko obciachu kompletnie przestało obowiązywać i dlatego właśnie chcemy, aby nastąpił jak najszybszy powrót wartościowej muzyki do mediów masowych.
AbraDab i Gutek podczas koncertu. Foto Tomasz Szustek
Radio WNET w odróżnieniu od innych stacji masowych nie zamierza powielać chorych play list składających się z jednych i tych samych kilkunastu piosenek na dobę, które nie dość, że w przytłaczającej większości są nudne i kompozycyjnie słabe, to na dodatek często posiadają teksty o niczym. Aby polskiej muzyce przywrócić należny jej szacunek musi nastąpić zmiana myślenia całego środowiska medialno-artystycznego, które wspólnie i ponad podziałami powinno stanąć w obronie narodowej kultury przed zalewem pseudoartystycznej (nie!)perfumerni.
Radio WNET zamierza w tej misji pełnić rolę świadomego lidera i wraz z innymi trzeźwo myślącymi mediami w Polsce zmieniać z roku na rok, oparte na finansowym zysku traktowanie dobra ponadmaterialnego, jakim jest kultura polska.
200. rocznica śmierci Tadeusza Kościuszki – wielkiego patrioty, generała, przywódcy Insurekcji i bohatera walk o wolność USA – to okazja do przypomnienia jego sylwetki na falach i stronie WNET.FM .
Wiele mówi się o zasługach politycznych oraz wojskowych Tadeusza Kościuszki, dlatego Piotr Witt podczas swojego odczytu w Paryżu postanowił skupić się na innym wymiarze tej postaci i przywołać znane wszystkim portrety Kościuszki.
– Wszyscy znamy portrety Kościuszki, jest ich tysiące. To, co je wyróżnia, to fakt, że żaden z nich nie był rysowany z natury, bo nasz bohater narodowy był dżumą dla malarzy i rysowników.
Po przegranej bitwie pod Maciejowicami przywódca Insurekcji kościuszkowskiej został zamknięty w twierdzy Piotra i Pawła w Petersburgu – nie było to więzienie NKWD ani Łubianka, tylko przyzwoity carski areszt. Po śmierci Katarzyny Wielkiej Tadeusz Kościuszko został zwolniony. Wrócił do Anglii i już w Sztokholmie czekali na niego rysownicy.
– Do jego apartamentu przychodzi szambelan królewski, aby prosić go w imieniu Juliana Bredy o pozowanie. Tadeusz Kościuszko odmawia. Leżał wtedy w swoim apartamencie, w półmroku, był cierpiący i miał obandażowaną brodę. Tadeusz Kościuszko wyjeżdża do Londynu, ale jego portret powstaje mimo wszystko. Podobno Julian Breda zaglądał do pokoju Kościuszki przez dziurkę od klucza i w ten sposób utrwalił sobie jego rysy twarzy. Do Londynu, gdzie przebywa Kościuszko, wysyłają za nim najbardziej znanego portrecistę – Richarda Coswaya. Tadeusz Kościuszko po raz kolejny odmawia. Następnie udaje się do Ameryki, ale portret i tak powstaje.
Cosway był malarzem dużo większego talentu niż początkujący Breda w Sztokholmie, jego portret jest dużo piękniejszy i bardziej przekonujący. Był on wielokrotnie powielany przez innych artystów.
Najbardziej powszechny wizerunek Tadeusza Kościuszki został stworzony przez Antoniego Leszczyńskiego w Paryżu – był on rytowany na stali, co pozwalało na zrobienie bardzo dużej ilości odbitek. Ten grawerowany wizerunek na stali rozszedł się w ogromnej liczbie egzemplarzy.
Piotr Witt odkrył autentyczny, wiernie robiony z natury wizerunek Tadeusza Kościuszki. Znajduje się on w Muzeum Czartoryskich w Krakowie.
– W 1793 r. Kościuszko znajdował się w Paryżu i był już tam sławny. Rok wcześniej konwent nadal mu honorowe obywatelstwo francuskie. Wtedy to w Paryżu ogromną modą cieszyło się urządzenie do mechanicznego wykonywania portretów.
Edme Quenedey był właścicielem jednego z nich i właśnie do niego udał się Tadeusz Kościuszko, by wykonał jego portret. Efekt zyskał aprobatę Kościuszki ze względu na wierność i prawdę, jaką utrwalała rycina. Stała się ona jego ulubionym wizerunkiem, szeroko rozpowszechnianym, a też wzorem dla wielu malarzy, miniaturzystów i rysowników.
Pomysły zaprezentowane przez ministerstwo na konferencji rektorów nie będą skuteczne, jeśli nie zmieni się system finansowania szkół wyższych i badań naukowych w zakresie nauk stosowanych.
Mariusz Patey
Wzrost konkurencji, uruchomienie lepszych mechanizmów doboru kadr naukowo-dydaktycznych niewątpliwie przyczyni się do podniesienia poziomu nauczania akademickiego i badań naukowych. Czy jednak w polskich warunkach możemy powtórzyć sukces Doliny Krzemowej? Doprowadzić nie tylko do wzrostu liczby patentów, ale i podnieść ich jakość? Czy potrafimy odnieść sukces na rynku innowacyjnych produktów? (…)
Zrozumienie, że edukacja jest usługą i podlega prawom rynku, trudno dociera do świadomości decydentów. Rolą polityków jest taka organizacja tego rynku, jego finansowania, żeby wyzwolić energię, innowacyjność, otwartość na zmiany środowiska akademickiego, w dużej części przyzwyczajonego do etatyzmu i braku konkurencji. Pozytywnych zmian w nauczaniu, dostosowywaniu programów, metod nauczania do wymogów rynku możemy oczekiwać tylko w przypadku szerokiego otworzenia rynku usług edukacyjnych.
Należy wziąć pod uwagę trudne położenie finansowe wielu polskich rodzin, jak i to, że wykształcenie warunkuje rozwój kultury państwa, szczególnie dziś, w warunkach otwarcia na Europę i świat. Edukację należałoby pojmować w kategoriach ważnej inwestycji zarówno społecznej, jak gospodarczej i politycznej. (…)
Jednym z ważniejszych komponentów po stronie przychodowej każdej uczelni są wpływy za kształcenie. Podczas analizy roli państwa w systemie finansowania szkolnictwa wyższego nasuwają się pytania będące zaczynem do ważnej dyskusji: czy system, w którym pieniądze trafiałyby do uczelni za studentem, jest w polskim modelu prawnym możliwy?
Uczelnie same określające czesne wynikające z kosztów kształcenia w danej placówce, jak i poziomu cen utrzymujących się na rynku usług edukacyjnych, to standard w świecie anglosaskim, jednak w Polsce mało popularny ze względu na obawy o ograniczenie dostępności kształcenia dla osób z uboższych rodzin. Ma to wyraz w polskiej Konstytucji… Państwo może jednak, promując rozwój rynku edukacji, uruchamiać różne narzędzia pomocowe, na przykład powołać instytucję opłacającą studia osobom do tego uprawnionym, funkcjonującą w formie funduszu pożyczkowego.
Instytucja taka finansowałby naukę poprzez udzielanie studentom nisko oprocentowanych pożyczek na kształcenie, a jednocześnie negocjowałaby wysokość czesnego z uczelniami chcącymi uczestniczyć w takim systemie finansowania. Wysokość pożyczki uzależniona byłaby od predyspozycji i stopnia przygotowania kandydata.
Gdy kandydat zakwalifikuje się na wybraną przez niego uczelnię i podejmie naukę, instytucja finansująca będzie przekazywać pieniądze na konto uczelni za każdy miesiąc studiów (lub w formie przelewów semestralnych). Student mógłby także dostać pożyczkę na utrzymanie się podczas studiów.
Aby umożliwić dostęp do nauki możliwie największej liczbie osób, można by posłużyć się systemem oceny egzaminów maturalnych; pomoc finansowa zależałaby od wysokości ocen. Można oczywiście zastosować inne kryteria. Górny limit pożyczki mógłby być warunkowany wynikami egzaminów i innymi mierzalnymi osiągnięciami kandydata.
Lista uczelni, których studenci byliby beneficjantami systemu, byłaby przygotowywana przez MNiSW wyłącznie na podstawie jasno określonych kryteriów merytorycznych. Na takiej liście powinny znaleźć się wszystkie szkoły mające uprawnienia uczelni wyższych w Polsce, a chcące uczestniczyć w takim systemie. Wraz ze zwiększającym się budżetem funduszu dostępność do środków by rosła.
Studenci korzystający z tego systemu podpisywaliby umowy cywilnoprawne, których celem byłoby skuteczne ściąganie zobowiązań. (…)
Ministerialni urzędnicy są przygotowani do wyliczania kosztów kształcenia na określonym kierunku studiów, mogliby więc szacować kwoty refundacji. Dotychczasowy system dotacji opiera się na szacowaniu kosztów na określonych kierunkach uczelni państwowych. Uczelnie decydujące się na wyższe czesne musiałyby pozostawać poza systemem.
Jeśli chodzi o osoby bezrobotne czy unikające płacenia podatków i spłacania zobowiązań, rozwiązań można poszukać, analizując podobne systemy działające w innych krajach, np. w Norwegii…
Cały artykuł Mariusza Pateya pt. „Edukacja jest usługą” znajduje się na s. 8 październikowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl.
„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Mariusza Pateya pt. „Edukacja jest usługą” na s. 8 październikowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl
W dzisiejszej audycji zaprosimy na koncert charytatywny #FuerzaMéxico na rzecz ofiar trzęsienia ziemi z września 2017, które spowodowało śmierć prawie 500 osób i olbrzymie straty materialne.
Meksyk to kraj, który leży na styku trzech płyt tektonicznych: Północnoatlantyckiej, Kokosowej i Pacyficznej. Niemal cały kraj narażony jest na trzęsienia ziemi. Stanami szczególnie narażonymi są: Chiapas, Guerrero, Oaxaca, Michoacán, Colima i Jalisco położone na wybrzeżu Pacyfiku. Jak podaje Meksykański Serwis Geologiczny (SGM) wstrząsy o sile ≤4,5 M występują ponad 100 razy w ciągu roku. Wstrząsy o sile ≥6,5 M około pięciu razy w ciągu czterech lat, zaś najsilniejsze z nich o sile ≥7,5 M raz na dziesięć lat.
Można by powiedzieć, że Meksykanie przyzwyczajeni są do życia w takich warunkach i coraz lepiej przygotowani są do najsilniejszych wstrząsów, czego najlepszym przykładem są szkolenia organizowane przez liczne organizacje, a także nowoczesne budowle wznoszone na specjalnych dźwigarach amortyzujących wstrząsy. Pierwszym takim budynkiem była oddana w 1956 r. Wieża Latynoamerykańska.
A jednak co kilka lat pojawiają się doniesienia z tego kraju mówiące o silnych wstrząsach, pochłaniających liczne istnienia ludzkie. Najbardziej tragiczne z nich miało miejsce 19 września 1985 roku: według oficjalnych danych zginęło wówczas około 10 000 osób. Nieoficjalne dane, uwzględniające także liczbę osób zaginionych i nigdy nieodnalezionych, podają rząd wielkości nawet cztery razy wyższy.
Niestety i wrzesień bieżącego roku okazał się tragiczny dla Meksykanów: w dwóch trzęsieniach ziemi z 7 i 19 września zginęło prawie 500 osób, a tysiące straciły dorobek swego życia. Jak to się stało, że obydwa trzęsienia ziemi przyniosły tyle ofiar i tyle strat? Czy można było ich uniknąć? Jak wyglądało przygotowanie Meksyku na to nieszczęście? Co jeszcze powinno zostać zrobione, a czego należałoby uniknąć lub wręcz bezwzględnie zakazać? Jak wygląda pomoc ofiarom?
Pytań związanych z wrześniową tragedią jest bardzo wiele. Na wszystkie te pytania postarają się odpowiedzieć nasi goście: Irwin Salazar – attaché ds. kultury Ambasady Meksyku, oraz Isabel Balderas i Cinthia Aparicio, reprezentujące grupę Przyjaciół Meksyku w Polsce.
W rozmowie z prowadzącym audycję Zbyszkiem Dąbrowskim nasi goście zaproszą także wszystkich słuchaczy na Koncert charytatywny na rzecz ofiar trzęsienia ziemi w Meksyku #FuerzaMéxico. Koncert ten, w wykonaniu polskich i meksykańskich muzyków, będzie świetną okazją dla naszych słuchaczy do tego, aby samodzielnie pomóc osobom poszkodowanym we wrześniowych trzęsieniach ziemi. Cały dochód z tego koncertu (tzn. z wejściówek oraz z przychodów z licytacji) zostanie bowiem przekazany osobom potrzebującym, które podczas trzęsienia ziemi straciły swój majątek.
Koncert odbędzie się w poniedziałek 23 października o godz. 19.00 w Nowym Świecie Muzyki (Nowy Świat 63), zaś więcej szczegółów na jego temat znaleźć można pod tym linkiem.
Serdecznie zapraszamy i na koncert #FuerzaMéxico i na naszą audycję, która odbędzie się w najbliższy poniedziałek, 16 października, jak zwykle o 21.00! Będziemy rozmawiać po polsku i po hiszpańsku!
¡Républica Latina – uświadamiamy i pomagamy!
Resumen en castellano:
La República Mexicana está situada en una de las regiones sísmicamente más activas del mundo, donde se concentra la mayor actividad sísmica del planeta. Los terremotos y temblores aparecen muchas veces al cado año, pero la mayoría de ellos es bastante débil para no causar ningún daño. Sin embargo hay que mencionar también de los terremotos fuertes y peligrosos que causaron muchas víctimas. E.g. el terremoto más trágico en sus consecuencias y víctimas de 19 de septembre 1985.
También el septiembre 2017 trajo dos terremotos fuertes, que causaron varías víctimas y muchas pérdidas. En los terremotos del 7 y 19 de septiembre murieron casi 500 personas y miles de otra gente perdieron todas las pertenencias de sus vidas. Porqué hay tantas víctimas si dentro de las últimas decads se había hecho mucho para minimalizar las perdidas? Cómo se ve el proceso de ayuda a las víctimas? Qué fue hecho y qué todavía hay quegacer para evitar las víctimas y las perdidas materiales en el futuro? El tema es muy amplio y junto con nuestros invitados: Irwin Salazar – el Agregado Cultural de la Embajada de México, Isabel Balderas y Cinthia Aparicio del Grupo de Amigos de México en Polonia vamos a probar buscar las respuestas a todas las preguntas.
En la conversación con Zbyszek Dąbrowski de República Latina, nuestros invitados van también a invitar a todos nuestros oyentes para el Concierto Caritativo Mexicano #FuerzaMéxico en beneficio de las víctimas del terremoto en México.
El concierto tendrá lugar el lunes 23 de octubre, a las 19H00 en Nowy Świat Muzyki (Nowy Świat 63). La entera recaudación del evento (las entradas e ingresos de la subasta) se donará a las vícitmas de ambos terremotos de Septiembre 2017. Más detalles pueden encontrar bajo del enlace.
Les invitamos para participar en el concierto #FuerzaMéxico y para nuestra emisión del lunes 16 de octubre, a las 21H00! Vamos a hablar polaco y castellano!
W dzisiejszej audycji rozmawiać będziemy o dwóch największych pasjach Argentyńczyków: tangu i piłce nożnej, a także zaprosimy słuchaczy na dwa ciekawe festiwale związane z kulturą latynoską i tangiem.
Czy dwie na pozór odległe od siebie dziedziny, jak muzyka i piłka nożna, mogą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego? Przykład Argentyny pokazuje, że jak najbardziej. Ojczyzna jednego z najbardziej namiętnych i zmysłowych tańców i muzyki rozgrzewającej krew jest zarazem znana i ze świetnych piłkarzy, występujących w najlepszych klubach świata, i z fanatycznych kibiców, którzy ze swoimi „Albicelestes” są na dobre i na złe.
Obydwie te pasje, czyli tango i piłka nożna, na pozór są trudne do pogodzenia. Bo choć jedno i drugie wymaga odpowiedniej koordynacji ruchów, a kibicowanie i śpiew – mocnego gardła, to jednak na wszystko może nie wystarczyć czasu i energii. Tymczasem dla Argentyńczyka z krwi i kości nie powinno to stanowić poważnego problemu. Taką osobą jest nasz dzisiejszy gość Cristián Rubin, osoba, która łączy w sobie wszystkie argentyńskie pasje, a więc zarówno tango, jak i futbol, a na deser – parrilladę. Nasz gość umiejętnie dzieli swój czas na opowiadanie o tangu i uczenie tego tańca zarówno młodych, jak i starych, osoby w pełni sił i osoby niepełnosprawne, a także na kibicowanie swojej ukochanej drużynie oraz grę w piłkę nożną.
Prowadzący dzisiejszą audycję Zbyszek Dąbrowski zaprosi także naszych słuchaczy na dwa ważne wydarzenia, których współtwórcą jest nasz gość. Pierwszym z nich jest Festiwal Latino Warszawa, który odbędzie się w weekend 21-22 października. Drugim z nich zaś jest Festiwal Polskie Tango, który będzie miał miejsce w dniach 24-27 października. Więcej szczegółów na temat obydwu wydarzeń poznamy podczas audycji. A ponieważ cały świat żyje finiszem eliminacji do piłkarskich mistrzostw świata, naszego gościa zapytamy o jego wrażenia i ocenę tychże eliminacji wśród drużyn pochodzących z Ameryki Łacińskiej.
Na rozmowę o tangu, futbolu i festiwalach zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 16 października, jak zwykle o 22:00! Będziemy rozmawiać po polsku i hiszpańsku!
¡República Latina – z pasją i zaangażowaniem!
Resumen en castellano:Hoy en República Latina vamos a hablar de dos grandes pasiones de los Argentinos: el tango y el fútbol. ¿Cómo uno puede juntarlas ambas sin tener que perder una por otra? Junto con nuestro invitado – Cristián Rubin vamos a hablar sobre el tango – no sólo como el estilo de baile o la música, sino también un modo de enseñarles a los Polacos la cultura argentina. Y como todo el mundo vive con el final de las eliminatorias al mundial 2018 en Rusia, le vamos a preguntar a nuestro invitado sobre su opinión de los equipos sudamericanos y sus chances en el futuro. Les queremos también invitar para participar en dos eventos organizados por nuestro invitado: el Festiwal Latino Warszawa y el Festiwal Polskie tango, que tendrán el lugar en unos días.
¡Les invitamos para escucharnos el lunes, 9 de octubre, como siempre a las 21H00 UTC +2! Vamos a hablar polaco y castellano!
Wyjeżdżając pierwszy raz do nieznanego mi jeszcze kraju, jakim był Iran, postanowiłem robić małe zapiski oraz robić zdjęcia na bieżąco, aby napisać kiedyś pamiętnik dla moich synów Sławka i Szymona.
Aleksandra Tabaczyńska
Publikacja powstała w oparciu o pamiętnik z 1983 roku, kiedy to autor książki – Adam Frąckowiak – ruszył w swoją pierwszą drogę z Polski do Iranu. Prowadził ciężarówkę należącą do śremskiego oddziału firmy PKS Warszawa – 330-konnego Fiata 190 NC z przyczepą. Przejazd z Polski do Teheranu i z powrotem zajął 45 dni, a licznik wskazał odległość 10 310 kilometrów. (…)
Nie da się porównać ówczesnych warunków pracy zawodowych kierowców do dzisiejszych realiów. Różnią się nie tylko samochody, ale wyposażenie, możliwości bezgotówkowych transakcji, łatwy sposób komunikowania się, dostęp do informacji itp. W latach osiemdziesiątych nie było telefonów komórkowych, przewodników turystycznych po tamtym rejonie, czy chociażby tzw. rozmówek. O internecie i aktualnych możliwościach dostępu do wszelkiej wiedzy nikt nawet nie marzył.
Zawodowy kierowca pod względem finansowym, żywnościowym był zdany wyłącznie na siebie i co najwyżej mógł liczyć na kolegów-rodaków, będących również w trasie. Tirem do Iranu to nie tylko piękna karta historii polskiego transportu, ale opowieść o trudach, tęsknocie, zaradności oraz odpowiedzialności za siebie i kolegów. (…)
Fotografie ilustrujące publikację Adam Frąckowiak był często zmuszony robić, równocześnie prowadząc ciężarówkę. Duże znaczenie miała pogoda bowiem w temperaturze -40⁰C lub + 70⁰C trudno było oczekiwać, że aparat zadziała bez zarzutu. Jednak wiele zdjęć jest udanych i można je podziwiać w książce. Tirem do Iranu to prawdziwa gratka nie tylko dla miłośników transportu ciężkiego. Książka jest pionierska w swoim gatunku, a świadczy o tym jej duży sukces wydawniczy. (…)
Adam Frąckowiak jest nowotomyślaninem, cenionym społecznikiem i radnym miejskim. Lokalnemu środowisku znany był do tej pory ze swej nieugiętej postawy wobec planów władz poprzedniej kadencji sprzedaży Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Nowym Tomyślu. W latach, gdy masowo wyprzedawano polskie zakłady i przedsiębiorstwa, zasłynął dzielną i po części samotną, ale przede wszystkim zwycięską walką o zatrzymanie w majątku miasta strategicznego przedsiębiorstwa.
Przez całe swoje dotychczasowe życie przejechał ponad trzy miliony kilometrów – bez wypadku. Jest też naszym czytelnikiem.
„Jeszcze jako młody chłopak marzyłem, aby zostać kierowcą. Teraz tak myślę, że chyba miałem ten bakcyl w sobie. Zaraz po wojnie, w latach 50. jako dziecko poznawałem, kto jakim samochodem jedzie. (…) Nie patrząc przez okno, poznawałem po mruczeniu silnika i wiedziałem, co to za samochód oraz kto nim jedzie – moja mama wielokrotnie to później wspominała”.
Cały artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Tirem do Iranu” znajduje się na s. 2 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl.
„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Tirem do Iranu” na s. 2 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl
Gwałty, porwania, pranie mózgu, brutalne morderstwa ku przestrodze dla innych, ale także wiara w Josepha Kony’ego były nieodłącznym elementem działań Lord’s Resistance Army w Ugandzie.
– Te obrazy wciąż mam w pamięci. Ośmiu nauczycieli ugotowali żywcem, a ludziom z wioski kazali zjeść ciała. Wiesz, ci rebelianci to byli młodzi chłopcy – te słowa Brendy Aligi, ocalonej z masakry w Ugandzie, mogą służyć za wstęp do dramatycznej historii, która działa się jeszcze w 2007 roku, a w części regionu trwa nadal. Jednak najgorsze jest spustoszenie w umysłach i sercach tego narodu.
O tej tragedii, jej historii oraz politycznym zabarwieniu opowiadał w naszym studiu ks. David Okullu, proboszcz parafii w Pabo, gdzie w czasie rebelii w Ugandzie mieścił się największy obóz przesiedleńczy stworzony przez rząd dla Aczoli.
Jak mówi ksiądz, przed wojną ludzie ufali sobie nawzajem i byli ze sobą solidarni. Ich kręgosłup moralny został złamany przez działania rebeliantów oraz rządu Ugandy – szerzy się prostytucja, kradzieże, jest bardzo dużo samobójstw.
Ten dramat miał swój początek w 1986 roku, gdy władze przejął Yoweri Koguta Museveni, obalając pochodzącego z ludu Aczoli generała Tito Okello. Wśród 26 rebelii najtragiczniejsze były trzy: Holy Spirit Movement pod przywództwem Severino Lukoya, który sam siebie nazywa bogiem ojcem, Holy Spirit Forces, prowadzony przez Alice Lakwenę – córkę Severino Lukoya, nazywaną duchem świętym, oraz Lord’s Resistance Army, utworzonego przez Josepha Kony’ego, siostrzeńca Lakweny. Przez osoby w nich wierzące potrafili być nazywani trójcą świętą.
Historia ta ma również pozytywnych bohaterów. Jednym z nich jest arcybiskup John Baptist Odama, który wywierał nacisk na rebeliantów oraz siły rządowe w celu zawarcia pokoju. Przez swoje działania nie cieszył się sympatią żadnej ze stron konfliktu. Zyskał ją jednak wśród ludzi dotkniętych tą tragedią. Został pierwszym afrykańskim laureatem nagrody Budowniczego Pokoju.
Warto zaznaczyć ogrom miłosierdzia, jaki jest w tych ludziach. Członków LRA, czyli dawnych oprawców, zachęcają, aby wrócili do domu, a po tradycyjnych rytuałach starają się ich odciąć od tragicznej przeszłości. W wywiadzie z księdzem Davidem chyba najbardziej zaskoczyło mnie to, że ludzie nie oczekują osądzenia nawet głównych przywódców rebelii.
Plan przewidzianych spotkań z księdzem Davidem znajduje się tutaj
Zapomniałbym. Polecam również książkę, której nie czyta się dla przyjemności, lecz aby lepiej zrozumieć, co się wtedy wydarzyło w Ugandzie. „Krew Aczoli – dziesięć lat po zapomnianej wojnie na północy Ugandy” to zbiór wywiadów przeprowadzonych przez Krzysztofa Błażycę.