Nadchodzi totalitaryzm! Sondaże są jego narzędziem. Pora ratować demokrację / Ryszard Okoń, „Kurier WNET” 42/2017

Już w starożytności Platon zaobserwował istotną cechę ochlokracji: opinia mas NIE reprezentuje interesu wspólnoty, więc natrętne odwoływanie się do wyników sondaży może być niezgodne z jej interesem.

Nadchodzi totalitaryzm! Pora ratować demokrację

Część I. Sondaże

Dyskusje o roli IV władzy czy opisy roli mediów mają długą tradycję. Inne (nie mniej ważne) odziaływanie na sferę publiczną w masowym wymiarze nie zajmuje jeszcze należnej uwagi.

Zauważmy, że sondaże to jeden z czynników niestabilności politycznej świata napędzanej postępem teleinformatycznym. Aby uzasadnić konieczność regulacji działań ankieterów, przypomnijmy zapominane cechy masy ludzkiej determinujące wartość poznawczą sondaży.

Wypracowywanie długofalowej zbiorowej refleksji dziś nie ma miejsca, jak to było w czasach mnicha Alkuina (730–804). Opinia sondażowa to inny efekt podobnego procesu społecznego, ale dzisiejsze „Vox populi”, nie jest tym samym „vox dei”. Dawniej proces reakcji zbiorowej budował się w osobistych kontaktach osób, miał wielu moderatorów, pośredników, co skutkowało znacznie wolniejszą, kumulującą się reakcją. Dziś w praktyce utrzymywania relacji przez całą dobę (wszystkich z wszystkimi) opinia mas powstaje niemal natychmiast, wymuszona wykonywanym sondażem.

Już w starożytności Platon zaobserwował istotną cechę ochlokracji: opinia mas NIE reprezentuje interesu wspólnoty, więc natrętne odwoływanie się do wyników sondaży może być niezgodne z jej interesem. Współczesny myśliciel Ortega Gasset rozwinął tę opinię: żądania mas nie odnoszą się do żadnego systemu wartości, a ich roszczenia zawsze są nieograniczone.

Inny kłopot w demokracji wiąże się z „założycielskim mitem” sondażowym, paradoksem niepodważalności wyników badania masowej opinii, gdyż nie ma możliwości podważenia słuszności tego, co w danej chwili „sądzą” masy. Twierdzenie, że opinia mas jest niepodważalna, to tautologia, zdanie zawsze prawdziwe, ponieważ dla oceny wartości opinii wyrażonej przez wynik sondażu nie ma znaczenia, czy i pod jakim względem jest ona zbieżna z obiektywnym obrazem rzeczywistości.

Paradoks niepodważalności wyniku sondażu polega też na tym, że w każdej innej chwili masy mogą wyrazić następną, równoprawną opinię, która… uwaga! będzie kompletnie przeciwstawna tej wyrażonej poprzednio. Dla nobilitacji opinii masowej wystarcza jedynie to, że istnieje. Nie musi posiadać żadnego rozumowego uzasadnienia, co właśnie zauważył Ortega Gasset.

Ta kluczowa właściwość – niepodważalność wyniku sondaży – jest powszechnie ignorowana. Co gorsza, dominuje mylący pogląd, że rzetelny sondaż wiarygodnie określa to, co jest „jedynie słuszne”. Tymczasem doskonałość warsztatowa badania w żadnym stopniu nie przybliża wyniku sondażu do rozumnego, obiektywnego osądu rzeczywistości. Przeciwnie, skutki większego profesjonalizmu sondażowni mogą powiększyć problem. Perfekcyjny i nienadzorowany aparat sondażowy doprowadzi do jeszcze większych szkód z powodu bardziej precyzyjnej oceny skutków manipulowania opinią publiczną z pomocą mediów. Pora więc poważnie potraktować słowa Platona.

Obserwowanie wyników ankiet nieustannie potwierdza wniosek, że o masowej opinii poddanej działaniu mediów najczęściej decydują czynniki antyintelektualne – zachowania atawistyczne, odruchowe, emocjonalne reakcje jednostek, prezentowane jako statystyczna, wypadkowa reakcji tłumu, w której pierwiastek rozumowego postrzegania nie występuje. To właśnie dzięki współczesnym środkom komunikacji elektronicznej zwiększa się ilość generowanych sondaży i rośnie ich obecność w przestrzeni publicznej.

Antyintelektualizm tłumu i nadmiar używania sondaży powoduje kolejny problem: deprecjonowanie, wypieranie z przestrzeni publicznej opinii autorytetu. Powstaje pustka nierealizowanej potrzeby społecznej, więc miejsce osoby rozumnej zajmuje celebryta. Mediom wystarcza popularność przekazu i celebryta ma dla nich jeszcze tę dodatkową „zaletę”, że jest łatwy do wykorzystywania do innych celów.

Z powodu braku pierwiastka intelektualnego w reakcji mas, zamiana autorytetu na niby-autorytet nie zostaje odnotowana publicznie. Także powszechną tabloizację mediów należy zaliczyć do strat w pluralizmie, w bogactwie dyskursu, a więc jej nadmiar traktować jako jeden z objawów rozkładu demokracji.

Uporczywe eliminowanie pierwiastka rozumowego z dyskursu publicznego niesie fatalne skutki, gdyż wtedy identyfikacja przeszkód, neutralizowanie zagrożeń leży poza możliwościami władzy determinowanej wyłącznie możliwościami zbiorowej wyobraźni. Zarządzana tym sposobem wspólnota niczym Titanic roztrzaska się o niezidentyfikowaną przeszkodę lub dotrze donikąd, bo władza ciągle steruje z wiatrem,w mało przewidywalnym kierunku. Dla niej znaczenie ma pozostawanie u steru. Niespełnianie obietnic wyborczych ma podobne źródła, kiedy to powstają możliwości konformistycznego ustawiania polityki pod odpowiedni PR wylansowany w mediach, gdy wynikami sondażowymi legitymizuje się kolejne postępki, byle doczłapać w pobliże urny wyborczej.

W interesie wspólnoty jest, aby jej potrzeby były formułowane i realizowane z wykorzystaniem intelektu, poprzez umiejętność gromadzenia i kojarzenia faktów oraz przy zdolności wyciągania logicznych wniosków. Opinia zbiorowa w żaden sposób nie jest w stanie sprostać takiemu wyzwaniu. Masy ludzkie samoistnie nie upomną się o jakikolwiek interes wspólnoty ani o pluralizm w przekazach medialnych, bo masy nie odnoszą się ani nie bronią żadnych systemów wartości. Co najwyżej potrafią artykułować żądania „chleba i igrzysk”.

Jakie jeszcze nieoczywiste dla wszystkich właściwości mają sondaże?

Syndrom sondażowej „stop-klatki”, to jest objaw przekłamywania obrazu w relacji rzeczywistego przebiegu zdarzeń. Wyjaśnijmy to przez analogię do relacji z meczu piłki nożnej: czy zdjęcie fotograficzne, czy stop-klatka z filmu, statyczny obraz zawodnika w akcji odwzorowuje przebieg 90-minutowej rywalizacji drużyn na boisku? Podobnie sondaż jako fotografia nastrojów nie odzwierciedla przebiegu rzeczywistych zdarzeń społecznych, politycznych. Oglądanie fotek z meczu to ułomna relacja z jego przebiegu, wie to każdy kibic piłkarski. Czemu ten sam sposób relacjonowania nie irytuje kibiców, komentatorów meczów politycznych?

Jeśli w domenie publicznej istnieje zezwolenie na nadużywanie sondaży do celów politycznych, to nie ma szans na zajmowanie publiczności rzeczywistym przebiegiem czasem – bywa – nudnego „meczu w grze interesów”. Wtedy czas publiczności wykorzystywać można na komentowanie pojedynczych „fotek”. Wtedy też nie będą zauważalne faule oraz naruszanie przepisów określających zasady meczu. Spod kontroli głównego arbitra, suwerena usuwa się rzeczywisty przebieg politycznej rozgrywki, co zakłóca działanie demokracji.

Działalność ankietyzacyjna jak i rozpowszechnianie programów telewizyjnych to działalność biznesowa istniejąca dzięki eksploatacji tych samych zasobów. Podstawowym zasobem produkcyjnym tych aktywności jest audytorium – zbiorowość, wspólnota. Przedsiębiorcy wykonujący tego rodzaju działalność nie są ani wytwórcami, ani właścicielami tego zasobu, który służy im do czerpania partykularnych korzyści.

Broadcast – jako przekaz telewizyjny i broadsource – jako działalność ankietyzacyjna mają zasięg powszechny, tj. są w stanie powodować o podobnej skali, wielkie skutki społeczne, polityczne i gospodarcze. Działania o tak dużym wpływie na społeczeństwo nie mogą zależeć wyłącznie od widzimisię prywatnego przedsiębiorcy. O ile działalność nadawców rozpowszechniających przekazy telewizyjne jakoś jest regulowana i nadzorowana, to wykonywanie ankiet i gromadzenie danych dla formułowania opinii w masowej skali działa nietransparentnie, poza jakiekolwiek publiczną kontrolą. Biznes ankieterski jak najszybciej należy odpowiednio regulować, zanim polityczne działania public relations całkowicie wrosną w instytucje państwa za pomocą pieniędzy publicznych.

Podsumowując: nadmierne odwoływanie się do opinii mas, rzekoma nieomylność ich osądów eliminuje pluralizm, niweluje rolę autorytetów, sprzyja tabloizacji życia publicznego, prowadzi do zniekształcania obrazu procesów politycznych, wpływa źle na kulturę dyskursu, obniża znaczenie intelektu, czyli deprecjonuje sztandarową chlubę homo sapiens.

Tym sposobem awangarda cywilizacyjna jako znak prawdy czasu na sztandarach zamiast cyrkla i węgielnicy – nosi sondaże. Koronnym, pragmatycznym argumentem za regulacją działalności ankieterskiej jest to, że ankietowa pomyłka i manipulacja są to syjamskie siostry ze wspólnym układem pokarmowym. W celu, chirurgicznego rozdzielania tych bliźniąt, czyli zamierzonych zaniechań, przekłamań ankiet od przypadkowych błędów czy niedokładności oraz z powodu ww. szkód w działaniu demokracji, badania opinii powinny być nadzorowane w jawnej procedurze określone przepisami ustawy.

W działaniach sondażowych o znaczeniu politycznym, o wydźwięku społecznym:

•      badania opinii podlegają wcześniejszej rejestracji i notyfikowaniu metody w uprawnionej do tego publicznej instytucji regulacyjno-kontrolnej,
•      kompletne założenia badawcze, warunki, w jakich ma powstawać dana opinia sondażowa, jej cele powinny być publicznie jawne przed wykonaniem takiego badania,
•      wyniki badań, jak i podstawowe interpretacje wyników powinny być zawsze publikowane ze skrótem dokumentacji badania, włącznie z rozliczeniem finansowym,
•      częstość publikowania badań ankietyzacyjnych w celach politycznych powinna zostać ograniczona i powinna być racjonowana zgodnie z ustalonym rocznym kalendarium,
•      odstępstwa od zasad ustawy powinny nakładać sankcje na wytwarzających, jak i publikujących wyniki sondaży o znaczeniu politycznym niezgodnie z przepisami.

Miejmy świadomość, że istnieje antagonistyczna, równoprawna perspektywa widzenia świata, która ma jednak zbyt długo, bo trwający od 1989 roku priorytet. Jest to koncept organizowania wspólnoty w oparciu o nadrzędność interesów indywidualnych, prywatnych. Ten właśnie ideologiczny pomysł zaprowadził nas w zaułek polityki uzasadniającej odstępowanie od funkcji kontrolnych Państwa zapewniających transparentność działań, wydatkowania środków publicznych, podejmowania prób odejścia od publicznego finansowania działalności partii politycznych, do przypadków paraliżu kontroli sądowniczej nad działaniami elit zasiedlających instytucje władzy.

Nadużywanie w przestrzeni publicznej ankiet do celów politycznych, społecznych działa jak katalizator przemian rujnujących system demokracji i zaufanie do niej, o czym przedstawię parę słów więcej, jeśli będzie możliwość, w kolejnym numerze „Kuriera WNET”, tym razem o toksycznej synergii, o efektach współdziałania ludzi mediów, agencji PR i ośrodków badania opinii publicznej.

Opracował Ryszard Okoń

Artykuł Ryszarda Okonia pt. „Nadchodzi totalitaryzm! Pora ratować demokrację” znajduje się na s. 4 i 5 grudniowego „Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Okonia pt. „Nadchodzi totalitaryzm! Pora ratować demokrację” na s. 4 grudniowego „Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Tygodniowy Kalejdoskop Kulturalny na koniec roku poleca: Wesele Figara w Łazienkach Królewskich i karnawałowy szał w MN!

Muzyka, której warto posłuchać; wystawy, które warto obejrzeć, filmy, które warto zobaczyć i inne wydarzenia. Cotygodniowe rekomendacje kulturalne Konrada Mędrzeckiego. Sobota g. 12:00 w Radiu WNET.

Sobota, 30 grudnia

„Karnawałowy szał” w Muzeum Narodowym. Specjalne oprowadzanie dla młodzieży i dorosłych ze szczególnym uwzględnieniem strojów! Obowiązują bilety do muzeum i nic ponadto!
https://www.mnw.art.pl/edukacja/

„Młodość” Paolo Sorrentino – współczesny Fellini w najwyższej formie. Kino Kępa. W Promie na Brukselskiej. Bilety 12 zł. Godz. 19.00
https://www.facebook.com/events/309288609557366/

Niedziela, 31 grudnia

Nocny wesoły spacer po Łazienkach Królewskich z iluminacjami! Zbiórka pod pomnikiem marszałka Piłsudskiego przy Belwederze (ul. Belwederska 54/56). Godz.17.00. Płatne co łaska po zakończeniu spaceru!
https://www.facebook.com/events/168797817186178/

Poniedziałek, 1 stycznia

Oprowadzanie noworoczne po aktualnych wystawach w Zachęcie,  min. Anto i Sarkis! Godz. 17.00. Zachęta. Plac Małachowskiego. Wstęp w cenie biletu.
https://www.facebook.com/events/1548354721925179/

Wtorek, 2 stycznia

Druga premiera „Wesela Figara” Mozarta w Teatrze Stanisławowskim w Królewskich Łazienkach!!! Godz.19.00.     https://www.facebook.com/events/381269702295393/

Środa, 3 stycznia

Simfonia Varsovia – kameralnie, m.in. Penderecki, Stokłosa, Kwieciński! Symfonia Varsovia, Grochowska 272; godz. 19.00 Wstęp wolny!
https://www.facebook.com/events/519581198407405/?event_time_id=519581205074071

Czwartek, 4 stycznia

Pokaz filmów towarzyszących wystawie „Utrata równowagi” w Centrum Sztuki Współczesnej. Zamek Ujazdowski;  Jazdów 1. Godz. 20.00. Wstęp wolny!
https://www.facebook.com/events/2045768088895063/

Piątek, 5 stycznia

Koncert Noworoczny  – zagrają wszystkie sekcje instrumentalne Muzycznej Szkoły PRELUDIUM,  Modlińska 105, Jabłonna. Godz. 17.30. Wstęp wolny.
https://www.facebook.com/events/162929021128758/

„Syberia. Bajkał. Kolej Transsyberyjska”.  Prelekcja z pokazem zdjęć z  podróży najsłynniejszą i najdłuższą koleją na świecie. Prowadzi podróżnik – Tomasz Tułak. Klubokawiarnia Tam i z Powrotem. Ulica Odyńca 71. Godz. 19.00. Wstęp wolny.
https://www.facebook.com/events/802002046669067/

Konrad Mędrzecki

 

 

 

 

 

 

 

Jeżeli ktoś chce być politykiem niech będzie politykiem, a nie dziennikarzem / Witold Kołodziejski w Radiu WNET

O sytuacji na rynku medialnym i o perspektywie jego dekoncentracji mówił przewodniczący KRRiT. Zagraża pluralizmowi – gdy władza chce mieć wpływ na media i gdy media chcą mieć wpływ na władzę.

 

25 lat kończy KRRiT. W związku z tym Krzysztof Skowroński rozmawiał z jej obecnym przewodniczącym – Witoldem Kołodziejskim. W mediach ten czas to kilka epok – zauważył gość. Ustawa medialna została uchwalona 29 grudnia 1992 roku. Po czasach PRL od nowa budowała ład medialny. Wtedy właśnie powstała KRRiT. Powstały też spółki mediów publicznych oraz koncesjonowane media komercyjne. Od tamtego czasu nastąpiły ogromne zmiany technologiczne. Obecnie rynek medialny prężnie się rozwija, jest bardzo bogaty, ale z pierwotnej koncepcji tego, jak ma wyglądać, niewiele zostało. Np. nie ma silnych mediów lokalnych.

KRRiT nie ma kompetencji wpływać na procesy kapitałowe na rynku medialnym, np. nie może blokować transakcji, w wyniku których podmioty na tym rynku są przejmowane. W Europie regulatorzy tacy jak KRRiT mają tego rodzaju uprawnienia.

W Polsce jak na razie była jedna próba uregulowania kwestii dekoncentracji mediów – przypomniał Witold Kołodziejski. Skończyła się aferą Rywina, a projekt ustawy cały poszedł do kosza. Nikt potem tego tematu nie podjął. Obecnie w Ministerstwie Kultury trwają prace nad ustawą o dekoncentracji mediów. KRRiT w nich uczestniczy. To są kwestie niesłychanie trudne i wrażliwe medialnie i politycznie. „Samo podjęcie tego tematu to nakręcenie zegara w bombie. Już słyszymy jak tyka. Ja uważam, że to jest konieczne, żeby taką ustawę stworzyć”.

Przewodniczący KRRiT uchylił się od oceny tego jak obecnie działają media publiczne. Zwrócił jednak uwagę na polaryzację na medialnym, jeśli chodzi o kwestie polityczne – z jednej strony są media prywatne bezpośrednio wspierające opozycję parlamentarną, z drugiej strony media publiczne zaangażowane w obronę koalicji rządowej. Gość przytoczył też wypowiedź prezesa telewizji Jacka Kurskiego, który stwierdził, że silny przechył polityczny w jedną stronę telewizji prywatnych, usprawiedliwia aktualny styl narracji w mediach publicznych.

Krzysztof Skowroński spytał o to, czy został spełniony postulat, aby media publiczne były niezależne od polityki. Na to Witold Kołodziejski odpowiedział pytaniem, dlaczego pyta tylko o media polityczne, czy nie widzi uzależnienia od polityki również mediów prywatnych.

Są jego zdaniem dwa rodzaje zagrożeń dla pluralizmu – gdy władza chce mieć wpływ na media i gdy media chcą mieć wpływ na władzę. – Jeżeli ktoś chce być politykiem niech będzie politykiem, jeśli chce być dziennikarzem niech będzie dziennikarzem – powiedział. Uważa też, że, że najwyższy czas przyjąć rozwiązania przekonujące media publiczne i prywatne do zakopania topora wojennego.

JS

Cała rozmowa w części czwartej Poranka WNET w czwartek 28 grudnia 2017 roku.

Najbardziej znana kolęda i wizerunek najważniejszych narodzin świata/ Barbara M. Czernecka, „Śląski Kurier WNET” 42/2017

Karmienie piersią w języku niemieckim brzmi „stillen”, a po polsku oznacza właśnie ciszę. Czy jest coś w życiu i sztuce wznioślejszego niż macierzyństwo? Zwłaszcza, kiedy dotyczy Matki Syna Bożego.

Barbara Maria Czernecka

„CICHA NOC”

Tak brzmią początkowe i zarazem tytułowe słowa najbardziej znanej na świecie kolędy. Powstała ona w 1816 roku w nietypowych okolicznościach, acz bardzo adekwatnych do przesłania, które głosi. Ułożył ją austriacki ksiądz Joseph Mohr, będący wtedy wikarym kościoła w Mariapfarr (region Langau koło Salzburga). Inspiracją dla niego była scena, którą zobaczył podczas pełnienia kapłańskiej posługi. Pewnego zimowego dnia został bowiem wezwany do kobiety w połogu. Nawiedzona rodzina żyła bardzo skromnie i wzbudziła w księdzu skojarzenia z ubóstwem Świętej Rodziny w szopie betlejemskiej. Wikary, wiedziony natchnieniem, napisał o tym sześciozwrotkowy wiersz.

Muzykę zaś do jego dzieła, dwa lata później, skomponował miejscowy organista Franz Xaver Gruber. Powodem tego stały się popsute organy w sam dzień Wigilii Świąt Bożego Narodzenia. Niemożność zagrania podczas Pasterki na kościelnym instrumencie skłoniła wikarego i organistę do odtworzenia prostej kompozycji na gitarze. I tak oto powstała nowa kolęda.

Jej skromna premiera odbyła się dokładnie 24 grudnia 1818 roku w kościele pod wezwaniem Świętego Mikołaja w Oberndorfie koło Salzburga.

Carlo Maratta, Narodziny. Reprodukcja ze zbiorów autorki

Melodia była wolnym walcem, napisanym na dwa głosy solowe, chór i gitarę w tonacji D-dur oraz metrum 6/8. Kolęda wkrótce miała już siedem zwrotek. Bardzo spodobała się miejscowym i była przez nich często śpiewana. Kilka dni później, kiedy do tejże parafii przyjechał organomistrz, aby naprawić zepsute organy, usłyszał pieśń. Zachwycony pięknem i prostotą tego dzieła rozpowszechniał melodię oraz słowa w okolicy.

Wiadomo, że już po czterech latach czyniono odpisy tego utworu w Salzburgu. W 1834 roku kolęda została zapisana w lipskim śpiewniku jako „prawdziwa pieśń tyrolska”. W połowie XIX wieku znana była już w całej Austrii. W 1854 roku zainteresowała się nią berlińska kapela królewska. Wtedy też, 30 grudnia, nikomu nieznany jej twórca opisał okoliczności powstania tego utworu. Sam Franz Xaver Gruber zmarł w 1863 roku, kiedy sława jego dzieła przekraczała granice kolejnych krajów.

Kolęda „Cicha noc” w okolicach Salzburga została oficjalnie zaliczana do pieśni kościelnych dopiero od roku 1866. Obecnie brzmi w kilkuset tłumaczeniach na różne języki i dialekty i jest najczęściej wykonywana podczas koncertów, jasełek czy świątecznych spotkań.

Słowa polskiej wersji zostały ułożone przez Piotra Maszyńskiego w 1930 roku. Siedem lat później w Oberndorfie poświęcono specjalną kaplicę upamiętniającą jej powstanie oraz twórców. Współcześnie śpiewane są najczęściej tylko jej zwrotki: 1, 2 i 6 z pierwotnej wersji. I tak, jak ważne dla świata stało się Boże Narodzenie, podobnie owa „Cicha noc” cieszy się powszechną sławą.

Tyle w tym artykule informacji o popularnej kolędzie, bowiem właściwym przedmiotem niniejszej refleksji jest heliochromolitografia na podstawie obrazu o jakże wdzięcznym tytule: „Święta noc”. Wydaje się on być zwykłym przedstawieniem treści religijnej. Został umieszczony za szybą, w ozdobnej ramie o wielkości 54/67 cm. Autorem pierwowzoru jest włoski malarz z XVII wieku, Carlo Maratta, przedstawiciel rzymskiej szkoły malarskiej. Jest to więc dzieło barokowe. Oryginał przechowywany jest w Drezdeńskiej Galerii Malarstwa wraz z innymi wybitnymi eksponatami.

Niesamowicie pięknie i ujmująco zostało tu przedstawione macierzyństwo Najświętszej Maryi Panny, która wręcz nim jaśnieje. Nachyla się nad swoją umiłowaną Dzieciną w naturalnym geście przygotowującym Je do karmienia. Piersi Jej wyraźnie są obrzmiałe najlepszym z pokarmów dla oseska. Błękitny maforion Madonny symbolizuje niebo wiecznej szczęśliwości, skąd pojawiła się owa radość dla całego świata. Różowawa sukienka zaś subtelnie przypomina barwę ofiarnej miłości. Dzieciątko Jezus promienieje jasnością, ufnie patrząc wprost w twarz swojej Rodzicielki. Czuje się bezpiecznie w Jej czułych ramionach.

Pod pieleszami widoczna jest garstka siana z betlejemskiego żłóbka. Jest to też jedyny element przypominający ziemskie ubóstwo Bożego Narodzenia. To zaś skutecznie przyćmiewają jasne główki i skrzydełka trzech aniołków wyłaniających się z ciemności nocy. Po za tymi elementami nie można dopatrzeć się niczego więcej na przedstawianym obrazie. Pomimo tego jest on jednak wymowniejszy i bogatszy w treści aniżeli wiele innych dzieł. Zachwyca swoją prostotą i pięknem.

Dodajmy jeszcze, że karmienie piersią, które w języku niemieckim brzmi „stillen”, po polsku oznacza właśnie ciszę. A czyż jest coś bardziej w życiu i sztuce wznioślejszego aniżeli temat macierzyństwa? Staje się tym bardziej wart uwagi, kiedy dotyczy Matki Syna Bożego.

Zaiste, tytuł godny jest owego przedstawienia. Prawdziwie jest tu pokazana „Święta Noc”.

Artykuł Barbary Marii Czerneckiej pt. „Cicha noc” znajduje się na s. 12 grudniowego „Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Barbary Marii Czerneckiej pt. „Cicha noc” na s. 12 grudniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Człowieka trzeba traktować według jego największej miary: co zrobił dla siebie i innych i jakie wartości wyznawał?

Nie spotkałem nikogo, kto znając prof. Annę Pawełczyńską, wyrażałby się o niej źle – a nie należała ona ani do osób łagodnych, ani spolegliwych. Wszyscy podkreślali, że była człowiekiem wyjątkowym.

Ryszard Surmacz

Wyjątkowość postaci prof. Pawełczyńskiej widać na przykładzie poniższego cytatu z jej książki „Wartości a przemoc”. Zarys socjologicznej problematyki Oświęcimia, Lublin 2004, Wyd. Test). Autorka pisze: Zdecydowana większość polskiego społeczeństwa w okresie 1939–1945 została wychowana w tradycjach patriotycznych i chrześcijańskich. […] System tych wartości umożliwił fizyczne przetrwanie wielu więźniom i zachowanie postawy sprzeciwu wobec gwałtu i przemocy. […] Więzień, który nie dokonał żadnej rewizji w hierarchii norm poprzednio uznawanych […] musiał zginąć, jeśli stosował się do nich w sposób bezwzględny. Dziewiętnastowieczne hasło „najwięcej szczęścia dla największej liczby ludzi” [musiał zminimalizować] do „najmniej cierpienia”. […] Z hasła rewolucji francuskiej „wolność, równość, braterstwo” musiał pozostawić tylko „braterstwo”. […] Najpiękniejsze hasło Dekalogu „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” w praktyce wymagałoby postawy męczennika z epoki wczesnego chrześcijaństwa. W języku człowieka walczącego o wartości brzmiało ono: „Nie krzywdź bliźniego swego i ratuj go, jeśli tylko możesz”. Człowiek, który przeżył Oświęcim, stosując się tylko do tej jednej zasady, ocalił najwyższe wartości. […] „Nie zabijaj” odnosiło się tylko do tych, którzy byli zabijani […] „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu” ograniczało zasadniczo konieczność solidarnej obrony. […] Nie pożądaj żony bliźniego twego ani żadnej rzeczy, która jest jego” była całkowicie sprzeczna z układem warunków obozowych. […] „Nie kradnij”. W zależności od tego, co było przedmiotem kradzieży i gdzie tę kradzież popełniono, uznawano ją za wykroczenie lub za czyn wartościowany moralnie bardzo wysoko. […] Kradzieże dokonywane bezinteresownie, dla dobra innych więźniów, stanowiły realizację najwyższych wartości. […] Dlatego też wszelkie oceny moralności więźniów są uzasadnione tylko wtedy, gdy odnosimy je do takich norm, które mogły funkcjonować w obozowych warunkach i były w tych warunkach najważniejsze.

Eksperyment oświęcimski to próba poprawiania samego Boga i zdobycia przewagi nad Nim przez człowieka. Metodą prowadzącą do celu okazała się zbrodnia. W opisie Pawełczyńskiej nie ma bojaźni czy kalkulacji kupieckiej, jest natomiast pouczający realizm.

Doświadczenia z II wojny nie zostały otorbione, one żyją na wolności i nadal są groźne i wykorzystywane w warunkach pokojowych, oczywiście w łagodnej formie. Ludzkie słabości wykorzystywane są w przemyśle reklamy, w polityce, programach manipulacji człowiekiem i w dużym biznesie. Świat sam się nie brutalizuje, świat jest brutalizowany przez człowieka – na wszystkie sposoby: za pomocą filmu (coraz bardziej brutalnego), internetu (biznes porno, pedofilia itd.), języka, który jest nafaszerowany gangsterskimi lub knajackimi terminami, sztuki, która zamiast zachwycać, szokuje. To wszystko buduje czas apokalipsy, zapowiadający wyjątkowy wybuch morderczego szału, w którym człowiek pada ofiarą własnych zaniedbań.

I nie ma się co oszukiwać, takie rozumowanie to nie efekt spiskowej teorii dziejów, lecz przedłużenie logiki oświęcimskiej. Postać Josefa Mengelego pozostawiła wciąż nierozwiązywalny dylemat: czy zdobytą przez niego wiedzę medyczną odrzucić jako niemoralną, czy przyjąć – jako pomocną w dzisiejszym leczeniu? Niedomknięcie tej furtki uchyla kolejne i w końcu dochodzimy do przekonania, że zło wciska się w dobro z taką siłą, iż staje się niemożliwe do wyeliminowania. Pawełczyńska pisze: W świecie zbrodni rósł świat solidarności, umacniały się postawy niepokornych, zdolnych do walki w najcięższych warunkach (tamże). Tylko człowiek jest więc zdolny do walki ze złem.

„Wartości a przemoc” i „Głowy hydry” to tylko pozornie dwie odmienne książki, faktycznie – logiczna ciągłość i obraz rozwoju zbrodniczej machiny. Jeżeli człowiek inteligentny, a dodatkowo – tak bystry obserwator z tytułem profesora, jakim była Pawełczyńska, przeszedł przez taki „uniwersytet”, to mimo woli predysponowany jest do szczególnych zadań. Ma prawo indywidualnie odnosić się do każdego systemu wartości, bo doświadczenia obozowe dały jej wystarczająco mocną ku temu legitymację. Człowiek bowiem tylko w warunkach pokojowych decyduje o sobie, w czasie wojny staje się ofiarą. (…)

Wśród naukowców można usłyszeć głosy, że Pawełczyńska „odeszła od nauki” i skierowała się w stronę ludu. Ale czy socjolog, zwłaszcza kultury, kierując się w „stronę ludu” musi odchodzić od nauki? Analizy Pawełczyńskiej wskazują na wysoki poziom realizmu, wrażliwości, poczucia odpowiedzialności za człowieka, narodową kulturę i państwo polskie. To wszystko jest żywe i aż kipi socjologią.

Powszechny szacunek musiał też zasadzać się na jakichś fundamentach. Jego źródła dziś trudne są do identyfikacji, ale znakomicie mieszczą się w pojęciu „czasu człowieka”, o którym tak wiele pisze Pawełczyńska. Rozpisując go na czynniki, musimy zauważyć, że czas rządów w PRL nie zakodował tego, co zakodował czas polskiego społeczeństwa. To dwa różne światy. I ten drugi uczynił Pawełczyńską zauważalną.

Obiektywizm wymaga przyjęcia kryterium większej perspektywy czasowej. Oznacza to, że czas człowieka jest ważniejszy od czasu władzy. I teraz pytanie: na czym polegała wyjątkowość Pani Profesor? Krótko mówiąc, na właściwej proporcji pomiędzy doświadczeniem życiowym i postawą niezłomności woli oraz ciągłej gotowości w dążeniu do odkrywania prawdy.

Warto też zapytać, skąd te cechy się wzięły? Wzięły się z racjonalnego patriotyzmu – a więc z etosu inteligenckiego Drugiej Rzeczypospolitej, który wychował jej pokolenie i który do końca swoich dni reprezentowała. Pawełczyńska należała do najwybitniejszych jego przedstawicieli. (…)

Z jej książek wypływa jedno rzucające się w oczy przesłanie: że człowieka trzeba traktować według jego największej miary: co wniósł dla siebie i zrobił dla innych oraz dla jakich wartości żył? Pawełczyńska w swoich analizach stosuje kryterium przydatności, tak rozpowszechnione wśród etosu tradycyjnej polskiej inteligencji.

Co to znaczy? Jeżeli pierwsze spojrzenie skierujemy na małą miarę, to w człowieku odnajdziemy wyłącznie małość, a nasza ocena ograniczy się do sensacji, złośliwości, walki klasowej lub wręcz bolszewizmu. Zamiast wielkości w człowieku, będziemy szukać w nim patologii. I to są niestety cechy czasu obecnego. „Moralizatorstwo” Pawełczyńskiej jest elementem przekazu, bez którego niemożliwe jest zachowanie ciągłości myśli, idei i logiki. Książki Pawełczyńskiej są elementem konstrukcyjnym polskiej kultury i polskiej odporności na zło. (…)

Prof. Anna Pawełczyńska, pisząc swoje książki, oprócz doświadczenia wojennego i obozowego korzystała z kindersztuby domowej i twórczego czasu odrodzonego państwa polskiego. Żyła w czterech różnych czasach: II RP, II wojny, PRL i tzw. III RP. Po zakończeniu wojny wróciła do domu i przywiozła ze sobą koszmary wojny. Długo ją męczyły. Nie załamała się, nie zdegenerowała. Chciała pomagać ludziom, bo poznała wartość życia i śmierci, chodziła po samym dnie ludzkiej egzystencji i oglądała nagą istotę przemocy.

W jej pamięci nie było miejsca na efekty specjalne, na wirtualne kolory, na naiwność i chęć szybkiego zysku… Te słowa tylko pozornie wydają się beletrystyczne, jej postrzeganie świata było do bólu realistyczne. Podjęła studia – właśnie socjologiczne, które pozwoliły jej zracjonalizować to, co przeżyła. Jej książki świadczą o tym, że podjęła drogę naukowca niezłomnego.

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Anna Pawełczyńska – naukowiec niezłomny” znajduje się na s. 12 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

 

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Anna Pawełczyńska – naukowiec niezłomny” na s. 12 grudniowego „Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Na początku był chaos – audycja Milo Kurtisa z 19 grudnia 2017 roku o festiwalach etnicznych i działaniach NCK

Tym razem gościem audycji był prof. dr hab Rafał Wiśniewski – dyrektor Narodowego Centrum Kultury. Opowiedział o kilku festiwalach etnicznych zorganizowanych w tym roku przez Narodowe Centrum Kultury.

 

 

Audycji Milo Kurtisa można słuchać w każdy wtorek od godziny 10, a jej retransmisji o godzinie 20.

Posłuchaj również innych audycji znanego multiinstrumentalisty (tutaj)

Kolumbijskie Święta Bożego Narodzenia / Navidad en Colombia

W dzisiejszej audycji porozmawiamy sobie o zwyczajach Bożonarodzeniowych i Noworocznych w Kolumbii. Jak bardzo się różnią one w stosunku do polskich i co przydałoby się w nich zmienić.

Święta Bożego Narodzenia to czas, z którym chyba każdy ma jakieś miłe wspomnienia. Stoły uginające się od jadła, spotkania z rodziną bliższą i dalszą no i oczywiście prezenty, na które jako dzieci czekaliśmy cały wieczór. To dni przepełnione są prawdziwą magią smaków, zapachów i uczuć. Osoby religijne w tym czasie obchodzą jedno z najważniejszych wydarzeń kalendarza chrześcijańskiego. Wielu miało okazję poznać i ten bardziej „gorzki” smak Świąt, związany z chaosem przygotowań, czy przykrymi niespodziankami w rodzaju nietrafionego prezentu czy rodzinnej awantury przy stole.  A jednak Święta Bożego Narodzenia to czas, gdy jego atmosfera rozjaśnia te krótkie, zimne i szare dni końca roku.

Tymczasem istnieją takie miejsca na świecie, gdzie Święta Bożego Narodzenia to pełnia lata i początek wakacji. Do tych miejsc z pewnością zalicza się spora część Ameryki Łacińskiej. W naszych bożonarodzeniowych podróżach przez Argentynę, Brazylię, czy Perú  mieliśmy okazję zobaczyć, jak bardzo Święta Bożego Narodzenia obchodzone w tamtych krajach różnią się od tego, co znamy z naszych nadwiślańskich tradycji.

A jak to wygląda w Kolumbii? Czy Święta Bożego Narodzenia to okres magiczny dla mieszkańców tego kraju, czy też, czy jest to jeden z upalnych letnich dni? Jak wyglądają przygotowania do Świąt? Czy czuć z jednej strony nerwową, a z drugiej coraz bardziej podniosłą atmosferę? CZy dzieci pomagają rodzicom i dziadkom w przygotowaniach? Jak wyglądają obchody? Czy są bardziej świeckie, czy religijne? Czy Kolumbijczycy śpiewają kolędy? Kto siada przy wigilijnym stole? Jakie potrawy na nim figurują? Czy wzorem innych Latynosów Kolumbijczycy świętują do białego rana? Czy ich dzieci dostają prezenty? Co pod choinkę przyniesie grzecznym dzieciom Święty Mikołaj, a na co mogą liczyć te, co coś przeskrobią w życiu? I wreszcie, jak wyglądają obchody Sylwestra i Nowego Roku na kolumbijskiej ziemi? Czego życzą sobie Kolumbijczycy na Nowy Rok?

Pytań dotyczących obchodów Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku w Kolumbii jest wiele. Na część z nich spróbuje odpowiedzieć nasz gość: pochodzący z karaibskiej części tego pięknego kraju – Hermes Llain Jiménez. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasz gość spróbuje również odpowiedzieć, czy synkretyczne czyli polsko – kolumbijskie Święta Bożego Narodzenia są wykonalne.

Jednocześnie w imieniu Stowarzyszenia Puente oraz República Latina i naszych wszystkich Gości życzymy Wam, aby te Święta były czasem odpoczynku, zrozumienia i radości!!! Zaś wejście w Nowy, 2018 Rok by było jak najhuczniejsze i nie skończyło się na ostrym dyżurze!!!

Na świąteczno – noworoczno  – kolumbijski wywiad zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 18-go grudnia, jak zwykle o 21H00! (CET/UTC+1)

¡República Latina – Feliz Navidad y Año Nuevo!

Resumen en castellano:

Navidad es esta temporada del año, cuando todo el mundo se encuentra, come mucho, toma mucho, canta, habla con los miembros de la familia no vistos desde mucho tiempo y está esperando los regalos. Los más religiosos se van para la iglesia, los poco – tienen unos días libres.

En Polonia el fin de año son unos días grices, nublados, fríos, a veces iluminados con la luz de las decoraciones navideñas. En la mayoría de los países latinoamericanos es la temporada, cuando el verano y las vacaciones se comienzan. Y ¿cómo se ve la situación en Colombia en comparación con otros países latinosamericanos? Cómo los Colombianos están festejando Navidad, cómo están preparándose y la fiesta, qué comen entonces, si cantan villancicos, que reciben los niños del Papá Noel? Y ¿cómo se está celebrando el Año Nuevo en Colombia?

La mayoría de los costumbres colombianos va a probar explicarnos nuestro invitado – Hermes Llain Jiménez – un Colombiano de la Costa Caribeña del país. Con nuestro invitado vamos también a pensar que costumbres navideños vale la pena importar de Colombia para Polonia y cuaes exportar de acá para allá!

En nombre de Asociación Puente, República Latina y todos nuestros Invitados les queremos desear Feliz Navidad, llena de paz, alegría y comprensión!!! Y que el Año Nuevo 2018 sea feliz, que comienza con mucha diversión y que no se acabe en emergencia!!!

Más detalles navideño – colombianos pueden escuchar en nuestra emisión. Les invitamos para escucharnos el lunes 18 de diciembre, a las 21H00 CET/ UTC+1! (o sea a las 15H00 UTC-5)!

Droższy od najdroższego obrazu świata, czyli Leonardo i my. Minister Gliński chyba jednak nie przepłacił

Jeżeli „Salvator Mundi”, obraz wątpliwego autorstwa i przemalowany, osiągnął cenę 450 mln euro, to ilu turystów może przyciągnąć do Krakowa i do Polski, ile dochodu przynieść „Dama z łasiczką”?

Piotr Witt

Pamiętają Państwo zapewne falę oburzenia, jaką wywołał zakup przez państwo polskie Muzeum Czartoryskich razem z jego zbiorami.

Minister kultury Gliński naraził się na bezpardonowe krytyki, wystawiając na rzecz księcia Czartoryskiego czek na zawrotną sumę 100 milionów euro. Wówczas trudno było mówić o wartości Damy z łasiczką z powodu braku układu odniesienia.

Żaden obraz Leonarda da Vinci nie pojawił się na rynku sztuki od początku lat sześćdziesiątych. Aukcja w centrum Rockefellera obudziła dziesiątki domysłów odnośnie do osoby nabywcy. Prawda sprowadza się do zimnej kalkulacji kupieckiej. Nabywca obrazu – dwa amerykańskie fundusze inwestycyjne na spółkę z kilkoma muzeami – zapłaciły 450 milionów dolarów w celach spekulacyjnych. Mają nadzieję zarobić 18% rocznie na wystawianiu Salvatora.

Skomplikowany montaż finansowy, a następnie scenariusz licytacji opracował utalentowany historyk sztuki i finansista Loïc Gouzer. Salvator Mundi sprzedany był na licytacji sztuki nowoczesnej, wśród dzieł, gdzie nie liczą się ani umiejętności, ani talent, ani wykonanie, ale jedynie renoma stworzona przez reklamę.

Interes ma związek ze zmianami trybu życia współczesnych społeczeństw. Więcej czasu wolnego, masowa turystyka i w efekcie burzliwy rozwój muzealnictwa. Co roku na świecie powstaje 700 nowych muzeów. Legiony turystów oglądają w nich w pierwszym rzędzie to co jest najcenniejsze i cieszy się największym rozgłosem, co przekłada się bezpośrednio na wpływy do kasy muzeum.

Jeżeli obraz wątpliwy i przemalowany osiągnął taką cenę, to jaką wartość może przedstawiać arcydzieło? Ilu turystów może przyciągnąć do Krakowa i do Polski, ile dochodu przynieść Dama z łasiczką? A zresztą może się mylę, gdyż państwo polskie jako największą atrakcję turystyczną Krakowa reklamuje jego położenie w pobliżu Auschwitz.

Przed dwoma laty paryski gabinet ekspertyz Expertissimo określił przypuszczalną wartość Giocondy na dwa miliardy euro. Po sprzedaży „Salvatora Mundi” ewaluacja Giocondy znacznie wzrosła, „Damy z łasiczką” także. Dwa miliardy? Kto wie? Pewnie więcej. A reszta zbiorów, a Rembrandt? A 85 tysięcy pozostałych cennych obiektów, które raz na zawsze przeszły drogą legalną na własność państwa i narodu polskiego?

Po sprzedaży Salvatora Mundi była pani Minister Kultury powinna zjeść własny kapelusz razem z kwiatkami, które go zdobią. Tyle, że pani Omilanowska, krytykując kosztowny zakup, nie kwestionowała ceny, która, jak wyjaśnił trybunał w Wersalu, jest umowna, ale samą decyzję obecnego rządu, jej zdaniem szkodliwą. – Po co było płacić – mówiła – skoro prywatnemu właścicielowi można nie oddać?

Nie zwrócić, zatrzymać, no ukraść, mówiąc po prostu. Kolekcja Czartoryskich, tak czy inaczej, musiała pozostać w Polsce. Namawianie do kradzieży obudziło zapewne sympatię zrozumienia po obu stronach barykady politycznej. Zwłaszcza pan minister Jaki chętnie by przyklasnął. Wprawdzie obiektem przemyśleń Jakiego są kamienice w Warszawie, nie dzieła sztuki w Krakowie, ale i w jednym, i drugim przypadku chodzi o własność, którą można właścicielowi odebrać, wykorzystując pozycję siły. Widocznie z PO, której był działaczem w poprzednim wcieleniu, wyniósł nie tylko doświadczenie, ale i poglądy.

Pan minister Jaki, obdarzony większą i bardziej twórczą inwencją prawniczą, poszedł w rozumowaniu nawet dalej od pani Omilanowskiej i decyzję o słusznej kradzieży uzasadnił teoretycznie: na wojnie każdy coś stracił. Aby sprawiedliwości stało się zadość, należy tym, co nie stracili – mówi – odebrać to, co uratowali.

Minister Jaki nie prowadzi do końca swego rozumowania i nie twierdzi, że tym, co wyszli cało z wojny, należałoby poobrywać ręce albo nogi, bo innym też oberwał je granat, więc jest niesprawiedliwie, żeby jednemu oberwało, a drugiemu nie.

Wywód ministra Jakiego jest tak sugestywny, że chętnie go powtarzają jego współpracownicy, wyrośli widocznie w tej samej szkole myśli prawnej co on. Przy najbliższej reformie rządu oni z pewnością pozostaną.

„Droższy od najdroższego obrazu świata, czyli Leonardo i my”, artykuł Piotra Witta, stałego felietonisty „Kuriera Wnet”, obserwującego i komentującego bieżące wydarzenia z Paryża, można przeczytać w całości w grudniowym „Kurierze Wnet” nr 42/2017, s. 3 – „Wolna Europa”, wnet.webbook.pl.

Piotr Witt komentuje rzeczywistość w każdą środę w Poranku WNET na falach na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Piotra Witta pt. „Droższy od najdroższego obrazu świata, czyli Leonardo i my” na s. 3 grudniowego „Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego