Zapraszamy do odsłuchania poprzednich audycji muzycznych Romana Zawadzkiego, które znajdują się tutaj.
Więcej publikacji autora, w tym niektóre książki znajdziesz na romanzawadzki.pl
Zapraszamy do wysłuchania osiemdziesiątego ósmego odcinka Muzycznych Konfrontacji dostępnego na platformie mixcloud:
Zapraszamy do odsłuchania poprzednich audycji muzycznych Romana Zawadzkiego, które znajdują się tutaj.
Więcej publikacji autora, w tym niektóre książki znajdziesz na romanzawadzki.pl
Powstaje długo oczekiwany nowy album formacji Agressiva 69. To pierwszy w historii polskiej muzyki zespół, który grał (i wciąż to robi) rocka industrialnego.

Tomasz Grochola, wokalista i założyciel grupy, często gości na antenie Radia WNET. Jak mawia, nade wszystko kocha wolność twórczą:
– Cieszę się, że udało nam się zachować artystyczną niezależność. Muszę też przyznać, że pomimo upływu lat nadal czujemy się buntownikami i mam nadzieję, że będzie to słychać naszej nowej płycie – powiedział w grudniu w Radiu WNET.
Pierwszy album „Deus Ex Machina” został wydany w 1992 roku i był to bardzo ożywczy powiem nowych brzmień na skostniałym wtedy polskim rynku muzycznym. Od tamtej pory Agressiva 69, z Tomaszem Grocholą i Jackiem Tokarczykiem (gitarzysta i współzałożyciel grupy) rozpoczęła koncertowanie na najlepszych polskich i europejskich scenach.
Niemieckie i brytyjskie wytwórnie były zainteresowane wydawaniem ich muzyki. Dlaczego do tego nie doszło? O tym w rozmowie, którą przeprowadziłem wz Tomaszem Grocholą. A po drodze ukazał się w 1997 roku album – ideał „2.47” z legendarnymi nagraniami „Point of View” i „Mrówki” (atakują las)”.

Dość powiedzieć, że Agressiva 69 zaczęła występowała z takimi uznanymi zespołami ze światowej czołówki jak The Prodigy, Paradise Lost, New Model Army, The Mission czy Front 242.
Agressiva, w roku 2006 wydała krążek niezwykły, opatrzony nazwą „In”. Jego niezwykłość polegała na tym, że w sesjach nagraniowych Tomka Grocholę i Agressivę 69 wsparły takie tuzy światowego rocka jak: Martin Atkins – perkusistalegendarnego PIL, Killing Joke, Nine Inch Nails czy występujący w mrocznej legendzie Sisters of Mercy i The Mission – Wayne Hussey.
W listopadzie 2011 roku zespół wydał album „Republika 69” z coverami grupy Republika, zaś w roku 2012 krążek „Ummet”. Teraz czekamy na nowy album. Agressivę 69 tworzą: Tomek Grochola, Jacek Tokarczyk, Robert Tuta i Filip Mozul.
Zapraszam do wysłuchania pierwszej części wywiadu – rzeki z Tomaszem Grocholą.
Tomasz Wybranowski
Powstaje długo oczekiwany nowy album formacji Agressiva 69. To pierwszy w historii polskiej muzyki zespół, który grał (i wciąż to robi) rocka industrialnego. Tomasz Grochola, wokalista i założyciel grupy, często gości na antenie Radia WNET. Jak mawia, nade wszystko kocha wolność twórczą: – Cieszę się, że udało nam się zachować artystyczną niezależność. Muszę też przyznać, że pomimo upływu lat nadal czujemy się buntownikami i mam […]
Powstaje długo oczekiwany nowy album formacji Agressiva 69. To pierwszy w historii polskiej muzyki zespół, który grał (i wciąż to robi) rocka industrialnego.

Tomasz Grochola, wokalista i założyciel grupy, często gości na antenie Radia WNET. Jak mawia, nade wszystko kocha wolność twórczą:
– Cieszę się, że udało nam się zachować artystyczną niezależność. Muszę też przyznać, że pomimo upływu lat nadal czujemy się buntownikami i mam nadzieję, że będzie to słychać naszej nowej płycie – powiedział w grudniu w Radiu WNET.
Pierwszy album „Deus Ex Machina” został wydany w 1992 roku i był to bardzo ożywczy powiem nowych brzmień na skostniałym wtedy polskim rynku muzycznym. Od tamtej pory Agressiva 69, z Tomaszem Grocholą i Jackiem Tokarczykiem (gitarzysta i współzałożyciel grupy) rozpoczęła koncertowanie na najlepszych polskich i europejskich scenach.
Niemieckie i brytyjskie wytwórnie były zainteresowane wydawaniem ich muzyki. Dlaczego do tego nie doszło? O tym w rozmowie, którą przeprowadziłem wz Tomaszem Grocholą. A po drodze ukazał się w 1997 roku album – ideał „2.47” z legendarnymi nagraniami „Point of View” i „Mrówki” (atakują las)”.

Dość powiedzieć, że Agressiva 69 zaczęła występowała z takimi uznanymi zespołami ze światowej czołówki jak The Prodigy, Paradise Lost, New Model Army, The Mission czy Front 242.
Agressiva, w roku 2006 wydała krążek niezwykły, opatrzony nazwą „In”. Jego niezwykłość polegała na tym, że w sesjach nagraniowych Tomka Grocholę i Agressivę 69 wsparły takie tuzy światowego rocka jak: Martin Atkins – perkusistalegendarnego PIL, Killing Joke, Nine Inch Nails czy występujący w mrocznej legendzie Sisters of Mercy i The Mission – Wayne Hussey.
W listopadzie 2011 roku zespół wydał album „Republika 69” z coverami grupy Republika, zaś w roku 2012 krążek „Ummet”. Teraz czekamy na nowy album. Agressivę 69 tworzą: Tomek Grochola, Jacek Tokarczyk, Robert Tuta i Filip Mozul.
Zapraszam do wysłuchania pierwszej części wywiadu – rzeki z Tomaszem Grocholą.
Tomasz Wybranowski
Od wielu lat uważamy, że polska muzyka rockowa pomimo ogromnego bogactwa znakomitych autorów tekstów, wykreowała pięcioro wyjątkowo utalentowanych artystów słowa. Owi wirtuozi metafor nie tylko wielokrotnie potrafili przelewać swoje myśli na papier na wysokim poziomie literackim, ale dodatkowo jeszcze je potem zaśpiewać. Z nich wszystkich tylko z Grzegorzem Ciechowskim nie było mi dane nigdy się spotkać. Z pozostałą czwórką nie tylko miałem okazję porozmawiać, ale ich słowa uwiecznić dla potomnych na łamach Muzycznej […]
Od wielu lat uważamy, że polska muzyka rockowa pomimo ogromnego bogactwa znakomitych autorów tekstów, wykreowała pięcioro wyjątkowo utalentowanych artystów słowa. Owi wirtuozi metafor nie tylko wielokrotnie potrafili przelewać swoje myśli na papier na wysokim poziomie literackim, ale dodatkowo jeszcze je potem zaśpiewać.

Z nich wszystkich tylko z Grzegorzem Ciechowskim nie było mi dane nigdy się spotkać. Z pozostałą czwórką nie tylko miałem okazję porozmawiać, ale ich słowa uwiecznić dla potomnych na łamach Muzycznej Podróży, która w dniu 41 Notowania Listy Przebojów Polisz Czart przeżyła ku mej radości swoje milionowe odwiedziny – donosi Sławomir Orwat.


– Te teksty bez muzyki po prostu nie są pełne. One są sobą tylko wtedy, kiedy są zawarte i opakowane w piosence. Ja nie piszę wierszy, ja pisze piosenki. – powiedział Grabaż, kiedy zadałem mu pytanie, czy czuje się bardziej poetą, czy człowiekiem sceny.
Inny „stały i nierdzewny” Muniek Staszczyk wspomina:
– Zacząłem pisać teksty jeszcze w liceum. Miałem bardzo dobrego polonistę śp. pana Mariana Kucharskiego. Tak zwany Maniek – dosyć srogi facet i mocno – że tak powiem – „trzymał za jaja”. Byłem dosyć niesforny, natomiast z polskiego udało mi się napisać najlepszą maturę w szkole.
W podobnym tonie wypowiada się Kazik Staszewski, lider, tekściarz nieśmiertelego Kultu, na moją wątpliwość, czy artysta nie jest już dziś tak groźny dla rządzących jak kiedyś:
Ja bym nie przeceniał siły sprawczej muzyki. Czasami nawet żartuję sobie, że znam tylko jedną piosenkę, która była siłą sprawczą, żeby zmienić system polityczny. Było to w Portugalii podczas Rewolucji Goździków w 1974 roku, kiedy to sygnał piosenki Zeca Afonso – Grândola, Vila Morena kazał obalić dyktaturę następcy Salazara – Caetano.

– Trudno mi ująć to procentowo. Oba źródła inspiracji w zależności od sytuacji uważam za cenne – odpowiedziała mi natomiast Kasia Nosowska na pytanie, czy w jej tekstach więcej jest własnych przeżyć, czy też bardziej inspirują ją rozmowy z ludźmi.
Po raz pierwszy w historii Polisz Czart pierwsza czwórka to absolutnie najwięksi żyjący poeci rocka, bo przecież gdyby nie przedwczesna śmierć Grzegorza Ciechowskiego, jestem przekonany, że Republika byłaby na czołowych pozycjach tej Listy od pierwszych jej notowań. Jeśli jeszcze dodać do tego panteonu teksty utworów Dezertera, Organka, Sztywnego Pala Azji, Meli Koteluk, Voo Voo, Korteza i Gaby Kulki, otrzymujemy zestaw, który każe mi poczuć dumę, że nasza Lista rzeczywiście skupia w sobie to wszystko, co w polskiej muzyce rockowej jest najbardziej wartościowe i wyrafinowane.
Metafora głośniejsza od krzyku
Marek Andrzejewski i Janusz Radek od wielu tygodni przyzwyczaili nas już do swojej podwójnej obecności w TOP 20, a znakomity poziom tekstów ich songów jak i ich interpretacji sprawia, iż przychodzi mi coraz częściej do głowy szalony pomysł, aby namówić kiedyś czołowe postaci obu tych pozornie odległych od siebie światów – rockowego i poetyckiego do wymienienia się swoimi wybranymi piosenkami.

Po co? Aby zrealizowali od nowa w taki sposób, aby powstały z tego zupełnie nowe dzieła, które z pewnością udowodniłyby, że szczególna wrażliwość ich twórców, jak i wykwintność używanych przez nich metafor niezależnie od stylistycznego rodowodu pozwala im wszystkim na dodarcie do niemal każdego szanującego wysoki poziom artystyczny odbiorcy muzyki, niezależnie od etosu, z którego jego muzyczna edukacja się wywodzi.
Przy okazji potwierdzenia wysokich od tygodni notowań wspomnianych dwóch gigantów Krainy Łagodności, cieszy mnie ogromnie wysoki debiut jednego z największych śpiewających poetów Mirosława Czyżykiewicza, którego obecność w naszym zestawieniu podnosi jego wartość od razu o kilka poziomów w górę.
„Związek to pracochłonne ognisko, zawiłość, w której chce się być blisko, ale miłość choć przepali wszystko, niepielęgnowana zamienia się w popiół” powiada w swojej piosence L.U.C. z towarzyszeniem zaproszonych znakomitości i jako jedyny tym razem przedstawiciel sceny hip-hopowej broni tezy, że piosnki traktujące o związkach uczuciowych stanowią nieodzowną część pogmatwanych ścieżek życia ludzkiego i są dla wielu z nas albo (jakże niestety często) mądrościami po szkodzie, albo też (co brzmi już znacznie lepiej) rodzajem terapii oczyszczającej przed kolejnym uczuciowym podejściem.
Ja i Ty to więcej niż myślisz!
Z przykrością odnotowuję brak na naszej Liście amerykańskiej kapeli braci Kiszka – Greta Van Fleet. Jak widać poziom ich popularności pomimo znakomitego warsztatu instrumentalnego i barwy wokalu do złudzenia przypominającej głos samego Roberta Planta jeszcze nie gwarantuje od lat ustalonej pozycji Scorpionsów, którzy już chyba na dobre zadomowili się w naszej zabawie.

Natomiast stała obecność goszczącego w naszym TOP 20 pARTyzanta oraz świetny debiut szczecińskiej formacji NIKT cieszy mnie ogromnie, bo są to – używając metafory – dwie nasze jaskółki czyniące nadzieję na wiosnę, czyli odwilż w skostniałym pod niewidzialną lodową skorupą bezdusznym świecie polskiego rynku muzycznego. On to, za sprawą przeróżnego typu zasiekami i niewidocznym drutem kolczastym zaciekle niczym cerber broni dostępu do wyższych sfer popularności wykonawcom nie będącym pod łaskawą opieką wielkich wytwórni i wiodących czynników medialnych.
Od lat czekam z utęsknieniem na pokoleniową zmianę myślenia. Czkamy też na oddolne odrodzenie się rockowego świata kapel szkolnych i garażowych, które bez oderwania przez ich zabiegane środowisko choć na chwilę wzroku od „jutubowej”rzeczywistości i wyjścia z domów po to, aby chociaż przez godzinę przeżyć zapomnianą ostatnimi laty i anachroniczną już dla wielu interakcję typu widz – artysta zwaną potocznie koncertem, nie stworzy ani atmosfery, ani tym bardziej niezbędnej dla istnienia takiej sceny subkultury, która być może w końcu choć na chwilę wyłączy te swoje cudowne smartfony i przeniesie spojrzenia na domagające się tego od dawna zastępy młodych artystów.

Wszak Robal z Dezertera na piątym miejscu naszej listy przestrzega:
„Oni nas śledzą, bo się na to zgodziliśmy , podsunęli nam umowy i je podpisaliśmy. Teraz w świetle prawa, z naszym przyzwoleniem, monitorują cały świat czyniąc go więzieniem…”
Sławomir Orwat & Tomasz Wybranowski
A oto pierwsza „50” 41 wydania Listy Polskich Przebojów WNET: Poliszczart. Link do głosowania tutaj: http://wnet.fm/poliszczart-2/
Wyniki 41 Notowania Listy Listy PoliszCzart – 9 lutego 2018
Radio WNET 87.8 FM – godz. 19:30 – 22:00
Prowadzą: Sławomir Orwat i Tomasz Wybranowski
1 6 +5 11 Hey – 2015
2 7 +5 11 Kult – Opowiadam się za miłością
3 10 +7 6 T. Love – Marta Joanna od Aniołów
4 3 -1 7 Strachy Na Lachy – Co się z nami stało
5 24 +19 5 Dezerter – Paradoks
6 1 -5 10 Organek – Mississippi w ogniu
7 2 -5 5 pARTyzant – Kenopsja
8 18 +10 8 Sztywny Pal Azji – Luxtorpeda
9 16 +7 7 Scorpions – Tainted Love
10 5 -5 8 Mela Koteluk – Melodia ulotna
11 20 +9 8 Voo Voo – Słowa pożegnania
12 4 -8 11 Marek Andrzejewski – Kiedykolwiek
13 8 -9 5 Marek Andrzejewski – Ballada o Czarnym Wtorku
14 15 +1 2 Kortez – Pierwsza
15 45 +30 4 L.U.C ft. K. Prońko, K2, Mesajah – W związku z tym
16 – – N Nikt – Przeciwko wszystkim
17 9 -8 12 Janusz Radek – Nie mów, że dotyk
18 – – N Mirek Czyżykiewicz – Wieniczka
19 17 -2 5 Janusz Radek – Manekin start
20 26 +6 3 Gaba Kulka – Niejasności
21 37 +16 6 Riverside – The Depth Of Self Delusion
22 27 +5 4 Mikromusic – Synu
23 14 -9 10 Joa Kołaczkowska & Blues Flowers – Blues o Zenonie L.
24 11 -13 13 Agnieszka Truszczyńska – Niekochanie
25 47 +22 7 Hetman – Czarny chleb i czarna kawa
26 28 +2 5 Gienek Loska Band – Pieśń emigranta
27 39 +12 2 Closterkeller – Kolorowa Magdalena
28 29 +1 8 Kabanos feat. Zacier – Balony
29 12 -17 11 Farben Lehre – Wolność
30 – – N Nika Boon – Moje serce
31 43 +12 7 Piotr Woźniak – Tango Mortale
32 25 -7 5 Piotr Selim – W rytmie bolera
33 22 -11 3 Tabu – Kasia
34 49 +15 2 Ukeje – Stan nieważkości
35 35 – 7 Kasia Moś – Charlene
36 31 -5 4 Lubelska Federacja Bardów – Kowalski, jako taki
37 34 +3 11 Old Breakout – Modlitwa
38 40 +2 4 Eltron John – Since
39 32 -7 3 Jan Kondrak – Miłości mej pierwszej
40 – – N Curcuma – Ziemia niczyja
41 33 -8 5 GrubSon & BRK Gruby Brzuch – Szansa
42 23 -19 2 Maleo Reggae Rockers – Nie Mów Nie
43 21 -22 6 Paweł Domagała – Opowiem Ci o mnie
44 – – N Fallen Outcast – Dont Tell Mama
45 44 -1 13 Piotr Selim – Specjalista od wzruszeń
46 30 -16 7 Paweł Szymański – Mija czas
47 13 -34 3 Klub Zdesperowanych Romantyków – Dopóki serce bije
48 46 -2 4 Remi & Falko – Świąteczna Piosenka
49 41 -8 2 Taraka feat. Bohdan Łazuka – Chłopcy Jaskiniowcy
49 42 -7 5 Agnieszka Truszczyńska – The Morning
50 – – N Teksasy – Tak kręci się świat
50 – – N K.N.O.W – Dark Inside

Gwałtowne zderzenie cywilizacji, nagła zmiana warunków egzystencji, żadnego wyboru. „Na nasze skargi na los Rosjanie odpowiadali: – Pażywiosz, prywykniesz, a nie przywykniesz, padochniesz”.
Tak zatytułowaną książkę – autorstwa Krystyny Sławskiej (Słabówny) – podarował mi kolega, zaznaczając przy tym, że jest bardzo ciekaw mojej opinii po lekturze tejże publikacji. Cóż było robić? Odmówić nie wypadało, a i tytuł dość intrygujący. Chcąc nie chcąc, zamieniłem się w… mola książkowego, wgryzając się stopniowo w smakowity – jak się niebawem okazało – tekst. Pochłonąłem go w jeden dzień i to bynajmniej nie dlatego, że książka jest niezbyt opasła (a wielka szkoda!). Chwilami miałem wrażenie, że czytam jedną z pasjonujących powieści Ferdynanda Ossendowskiego, nie przymierzając (notabene pisarza wyklętego przez długie powojenne lata). Drugie czytanie przebiegało wolniej, aby nic nie uronić z bogactwa zdarzeń, sytuacji, szczegółów… w których już zdążyłem się rozsmakować.

Jest to jedna z wielu książek wspomnieniowych, ale jednak… inna. Autorka opisała swój pięcioletni pobyt na zsyłce w Kazachstanie (w latach: 1940–45). Miała 9 lat, kiedy z mamą i ciocią wyjeżdżały ze Lwowa, aby z wieloma innymi zesłańcami, stłoczonymi w „niepasażerskich” wagonach, tłuc się tygodniami hen! za Ural w dalekie – nieznane. Te 5 tysięcy kilometrów zapamięta na zawsze, jak wiele innych nieprzewidzianych historii i przygód, które ją spotkały.
„Jest rzeczą udowodnioną naukowo – pisze we Wstępie – że w chwilach największej tragedii pojawia się element swoistej radości, co oczywiście nie oznacza lekceważenia nieszczęścia. Śmiech jest ratunkiem dla znękanej tragedią psychiki człowieka. Jest samoobroną organizmu przed jego unicestwieniem (…) I właśnie to drugie, to optymistyczne oblicze życia na zesłaniu chciałam ukazać moim Czytelnikom (…)
Istotnym dla mnie, przy pisaniu wspomnień, był fakt życzliwego dla Polaków stosunku miejscowej ludności, która często okazywała się być również zesłańcami z samej Rosji. Byli to potomkowie Rosjan zesłanych na Sybir za czasów carskich. Dla autochtonów – Kazachów stanowiliśmy grupę ludzi, z którymi trzeba żyć, handlować i pomagać sobie nawzajem”.
Autorka pozostała wierna swojej „pogodnej koncepcji” wspomnień, ale warto przytoczyć jeszcze jedno ważne zdanie ze Wstępu: „Zostałam odarta z dziecięcych marzeń (…) Stałam się przedwcześnie dojrzałym człowiekiem”.
Grupa wygnańców trafiła do kazachskiej osady Boryso-Romanowki, położonej nad Tobołem (dopływ Irtysza) w obwodzie kustanajskim. Ich miejscem pracy miał być kołchoz, ale nie tylko. Byli dokwaterowani do miejscowych Rosjan, bytujących w skromnych, wręcz nędznych warunkach. W jednej z kolejnych kwater – lepianek, gdzie zamieszkała Krysia (wraz z mamą i ciocią), sień przypominała miniarkę Noego; z krową, owcami, kurami. Aby przejść dalej „trzeba było albo zatkać nos, albo nie oddychać”.
Gwałtowne zderzenie cywilizacji, nagła zmiana warunków egzystencji, żadnego wyboru. „Na nasze skargi na los – pisze Autorka – Rosjanie odpowiadali: Pażywiosz, prywykniesz, a nie przywykniesz, padochniesz; inaczej mówiąc: nie przyzwyczaisz się to… zdechniesz. Krótko i dosadnie.

Sowiecki walec, który przewalił się po naszych Kresach, wypędził wielu rodaków na nieprzewidzianą, nieplanowaną „przygodę” ich życia – sybirski survival. Zaczęło się, przykładowo, od nieznanych dotąd temperatur: +40° latem, -45° zimą (trwała 9 miesięcy!); przymieranie głodem (permanentny „przednówek”); brak niemal wszystkiego, co potrzebne do zwykłego, normalnego życia… Prawdziwa szkoła przetrwania, z mglistą nadzieją na jej ukończenie… kiedykolwiek. A jednak nie tracili ducha; zresztą alternatywy nie było.
Przenieśmy się w tamte lata nad syberyjską rzekę. Z barwnego kalejdoskopu dość odległych zdarzeń, niespodzianek, przygód, obserwacji, utrapień etc. będę wybierał na chybił trafił, przykładowo: nocowanie pod gołym niebem, na przyzbie, do pierwszych przymrozków – z powodu rozplenionego robactwa w chałupie, wśród którego prym wiodły wiecznie nienasycone pluskwy.
Gotowanie cieniutkich zupek w… nocniku (innych garnków do miejscowego sklepiku nie dowieźli).
A „katok”? Cóż to takiego? Oto wyjaśnienie: krowim łajnem (było go pod dostatkiem w sieniach lepianek) wymieszanym ze słomą oblepiało się obróconą do góry dnem miednicę. Po wyschnięciu odrywało się „to” od formy i po oblaniu wodą wyrzucało na mróz. Powstawał znakomity… ślizgacz do zjeżdżania z górki. „Siedziało się wprawdzie na g….e, ale zamrożonym i bardzo śliskim”. Ów przemyślnie wykonany snowboard dematerializował się z nadejściem wiosny.
A teraz… „wiuga” (a właściwie – wiuuuugaaaa!) – zadymka śnieżna. Kiedy rozpoczynała swoje harce, lepiej było na Boży świat nie wyglądać. Gęsty śnieg błyskawicznie zalepiał oczy, powodując całkowitą dezorientację w terenie. W taką właśnie porę zamarzła Polka. Wyszła do sąsiadki po mleko dla dziecka. Znaleziono ja po trzech dniach, kilka kilometrów za wsią, zamienioną w… słup lodu. Syberyjski mróz – to podstępny towarzysz niedoświadczonych przybyszów. Pozbawiał nieszczęśników uszu, nosów, palców, dziurawił policzki…

Ale i upał dawał się we znaki. Szukano ochłody, gdzie się dało. Autorka wspomina zbieranie w głębokim stepie tzw. katiaszy (krowich placków na opał). Wtedy to natrafiła na idealnie okrągłe leje wypełnione wodą. W trakcie kąpieli skóra pokrywała się… lśniącym złotem (?) Złudzenie było całkowite. Po wyjściu z wody czar pryskał, złocista powłoka znikała jak sen. Chodziły słuchy, że owe leje to pamiątki po odpryskach/odłamkach słynnego meteorytu tunguskiego (z 1908 r.).
Jednak głównym kąpieliskiem był oczywiście Toboł i związane z tą rzeką niezwykle traumatyczne (dla Autorki) wspomnienie: na jej oczach topiły się mama i ciocia. Na ratunek pośpieszył wioskowy woziwoda Kola, którego główne zajęcia (w powszechnej opinii) polegały na zbijaniu bąków i grze na bałałajce. W brawurowej akcji uratował obie panie. Nieprzytomną mamę wydobył z samego dna rzeki. Dzielny chłopak do końca trzymał fason (nie przyjął złotego zegarka w podzięce za swój wyczyn), a jego akcje u miejscowych dziewcząt z nagła poszybowały w górę.
Osobnym rozdziałem były kontakty z Kazachami. Ich auł znajdował się za rzeką. Zaglądali do wsi w celach nie tylko handlowych, częściej, żeby pogadać. Autorka z prawdziwą sympatią wspomina niejakiego Dosana. „Był bezpośredni, szczery, kulturalny i z poczuciem humoru”. Swego ulubionego powiedzonka: „Cztob was moli sjeli” (żeby was mole zjadły) z niewielkimi modyfikacjami używał najczęściej – w sytuacjach emocjonalnie nieobojętnych.
Była taka chwila, że po swoim: – Niech to wszystko mole zjedzą! zakomunikował: – Przychodzę zaprosić was na swój ślub. Opowiedział o tym, jak narzeczoną porwał z domu rodziców (zwyczaj uświęcony tradycją!). Kosztowała go… wielbłąda i parę koni. Weselisko w jurcie Dosana musiało być dużą atrakcją. Goście siedzieli w dwudziestoosobowym kręgu, na wielbłądzich skórach, a w centrum stała micha z baraniną i pomniejsze naczynia z placuszkami i smakowitym sosem (Wyobrażam sobie, że Autorka wreszcie pojadła do syta). Kobiety piły kumys, panowie coś mocniejszego. Panna młoda obsługiwała samowar, milcząc, bez cienia uśmiechu na nieodgadnionej twarzy.
Minęło trochę czasu… aż tu znowu pojawił się Dosan z taka oto nowiną: – Żona uciekła ode mnie. To nic, ale ukradła dwa konie! Niech to mole zjedzą! Koni żal. Dodał jeszcze, że nie potrzebuje żony-złodziejki.

Działy się tam również rzeczy „o których się filozofom nie śniło”. Przykład? Wyprawili się Polacy gromadą po chrust do pobliskiego lasu. „Coś” ich stamtąd wypłoszyło, a konkretnie – upiorny śmiech kobiecy, gdzieś z głębi lasu, spotęgowany echem. Przeraźliwe cha! cha! cha! cha!… jeżyło włosy na głowie. Słyszeli to wszyscy. Po powrocie okazało się, że miejscowi od dawna wiedzieli, że tam… straszy.
Wieś Boryso-Romanowka (!) należała do dalszej rodziny ostatniego cara Wszechrusi – Mikołaja II. Krwawy terror rewolucji nie oszczędził Romanowych, nawet i takich z dziesiątej wody po kisielu. Wioska nad Tobołem poszła z dymem, a jej mieszkańców wymordowano. Jak wieść niesie – ocalała jedynie 10-letnia dziewczynka, uciekając do pobliskiego lasu. Słuch po niej zaginął. Mieszkańcy są pewni, że upiorny chichot to głos tej nieszczęśnicy. Las omijają z daleka. To nie jest jedyna niesamowita historia z tamtego czasu, ale nie będziemy streszczać całej książki.
W 1942 r. Krysia wraz z mamą i ciocią po wielu staraniach przeniosły się do Kustanaju. Wprawdzie zagubionej w stepie kazachskiej wioseczki od stolicy obwodu – pod względem cywilizacyjnego rozwoju – nie dzieliły „lata świetlne” (w odniesieniu do dzisiejszej kosmicznej Astany takie porównanie było by uprawnione), ale zawsze był to jakiś awans społeczny. Prawdą jest, że dalej klepały biedę (miesięczna pensja starczała na wiadro kartofli), mimo to żyło się odtąd w mniej uciążliwych warunkach. Przechadzające się ulicami majestatyczne wielbłądy stanowiły o pewnej egzotyce miasta, a jednocześnie uświadamiały zesłańcom, że Polska została za górami, za lasami… bardzo, bardzo daleko.
Dojrzewała potrzeba przynajmniej jakiejś namiastki wydarzeń o charakterze, nazwijmy to: kulturalno-rozrywkowym, co zaowocowało powstaniem chóru – na początek. Organizatorką i dyrygentką w jednej osobie była mama Krysi (z profesji nauczycielka). Trzon repertuaru stanowiły pieśni patriotyczne. Próby chóru ściągały pod okna ich mieszkania nie tylko sąsiadów. Widzów przybywało; sugerowali nawet, że chętnie popatrzą na jakieś polskie tańce. Sprawa zaczęła się rozkręcać, nabierać tempa. Znalazła się sala w remizie oraz instrumentaliści (spośród strażaków); nie mówiąc już o oficjalnej zgodzie NKWD i władz lokalnych. Naprędce wykombinowano stroje do „poloneza”, „kujawiaka”, „krakowiaka”… (bardzo pomocni okazywali się Rosjanie). Koncert (połączony z recytacjami) odbył się w listopadzie (1943) – w rocznicę… Święta Niepodległości (!). Przyszły tłumy (wielu Rosjan); stali nawet na zewnątrz, pod oknami, mimo siarczystego mrozu. Żar przedstawienia (przy otwartych na oścież drzwiach) wystarczająco ogrzewał słuchaczy. „Czerwony pas”, „Ułani, ułani”, „Pierwsza Brygada”… pieśni harcerskie, recytacje, a potem „mazur” „krakowiak” (w którym Krysia trzaskała podkówkami o deski prowizorycznej sceny). Bisom nie było końca, łzom wzruszenia również.
Wieść o tym wydarzeniu dotarła do władz miasta, które niedługo potem oddały do dyspozycji zespołu… teatr, orkiestrę, a nawet rozgłośnię radiową. Powtórzono występ, tym razem w okazałej scenerii, przy ogromnym aplauzie… Rosjan.
Po tych sukcesach „zapominaliśmy na chwilę o głodzie, który na całe lata stał się naszym udziałem” – wspomina chórzystka i tancerka w jednej osobie.
W związku z wyżej opisaną narodową manifestacją, Autorka pokusiła się o taką oto refleksję: „Rosjanie cenią patriotyzm bez względu na to, kto jest tym patriotą: czy Rosjanin, czy – w danym momencie – wróg”. Można by rzec: kolejny przyczynek do rozważań nad tzw. „zagadką rosyjskiej duszy”, ale to osobny temat.
To był taki wybór obrazków z życia kazachskich zesłańców. Jeśli Czytelnik na pełny tekst tych wspomnień jak dotąd się nie skusił, to trudno – jego strata.

Dodajmy jeszcze, że po przeprowadzce do Kustanaju dotarła do pań niezwykle radosna wieść: tata i mąż, z którym straciły kontakt tuż przed wywózką – żyje! (Wilhelm Słaby vel Sławski był wybitnym działaczem polskiego skautingu; pełnił funkcję Komendanta Obszaru Wschodniego Szarych Szeregów). Nie na darmo polecały go Bogu w codziennych modlitwach. Okazało się, że kiedy one walczyły o przetrwanie w kazachskim stepie, on harował w łagrach m.in. pod Władywostokiem (przy budowie Nachodki). Szczęśliwie zdołał wyrwać się z sowieckiego raju – z Armią Andersa. Wielu nie doczekało takiej okazji.
Oto losy jednej z kresowych polskich rodzin, tułających się po świecie w tamtych trudnych latach. Ich heroiczne zmagania z twardą, często okrutną rzeczywistością, ich hart ducha i nieustępliwość w walce o przetrwanie, pielęgnowanie ojczystych tradycji i uczuć narodowych, są dzisiaj dla nas prawdziwą szkołą patriotyzmu i przykładem godnego życia, mimo nikłej – tak po ludzku rzecz biorąc – nadziei na lepsze jutro. Jesteśmy ich dłużnikami.
I jeszcze wiele mówiący fragment wiersza – z listu napisanego w wiosce nad Tobołem:
Wy tam nie wiecie, że nie tylko chleba,
Ale i śmiechu, by wytrwać, potrzeba…
Patrzę na fotografię z okładki. Przedstawia dziewczynę w stroju krakowskim, w postawie zadzierżystej, o śmiejących się, bystrych oczach… za chwilę ruszy w tany. To Krysia.
Nie było okazji, by Ją poznać (niestety nie doczekała pierwszego wydania swoich wspomnień). Miałbym ochotę powiedzieć Jej teraz, że jest to jedna z tych książek, które zostały napisane – ku pokrzepieniu naszych serc.
Wszystkie zdjęcia pochodzą z wystawy pt. „Myśmy do stepów unieśli Ojczyznę” Niny Rupety i Piotra Hlebowicza; zostały wykorzystane za zgodą P. Hlebowicza.
Artykuł Jerzego Stanisława Grzegorczyka pt. „A niech to wszystko mole zjedzą” znajduje się na s. 18 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Bronisław Wildstein: „Wyrażam ogromną wdzięczność Kapitule, klubom AKO za to niezwykłe docenienie mnie, może przecenienie, ale w każdym razie uznanie dla tego, co robiłem. Jestem szczerze wzruszony”.
„Pisarz wobec kłamstwa i nicości” – to tytuł konferencji naukowej poświęconej dorobkowi twórczemu Bronisława Wildsteina, a odbyła się ona 20 styczna 2018 roku w Bibliotece Raczyńskich.
Po konferencji jej uczestnicy przenieśli się do Zamku Kórnickiego, gdzie nastąpiła uroczystość wręczenia Bronisławowi Wildsteinowi statuetki Pan Cogito, ufundowanej przez wszystkie kluby AKO za działalność w sferze kultury.
Na uroczystości była obecna wiceminister Wanda Zwinogrodzka, która odczytała list od wicepremiera prof. Piotra Glińskiego, a także parlamentarzyści, ambasador RP w Niemczech Andrzej Przyłębski i prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, prezes PKGP Maria Zawadzka oraz przedstawiciele Akademickich Klubów Obywatelskich im Lecha Kaczyńskiego z Poznania, Warszawy, Krakowa, Łodzi, Katowic, Gdańska, i Lublina. Wydarzenie zostało uświetnione występem prof. Jacka Kowalskiego z zespołem.
„Przede wszystkim muszę wyrazić swoją ogromną wdzięczność Kapitule, klubom AKO za to niezwykłe docenienie mnie, może przecenienie, ale w każdym razie uznanie dla tego, co robiłem. Jestem szczerze wzruszony z tego powodu i jest to dla mnie bardzo ważny moment” – powiedział laureat, przyjmując statuetkę.
Informacja Andrzeja Karczmarczyka pt. „Statuetka Pana Cogito dla Bronisława Wildsteina” znajduje się na s. 8 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Zapraszamy do odsłuchania audycji prowadzonej przez Grzegorza Wacława „Dzikiego”:
Na audycję zapraszamy w każdą środę o godzinie 19.
Poprzednich audycji można słuchać tutaj
Zapłatą za grzech jest śmierć, tak mówi Biblia. Ale zapłata spoczywa w rękach Boga. Tymczasem podpisani pod listem autorzy postanowili sami wymierzyć karę i skazać człowieka na śmierć publiczną.
Wczoraj, 6 lutego, pojawił się na portalu wPolityce list otwarty, podpisany przez poważne autorytety naukowe i publicystyczne – prof. Sławomira Cenckiewicza, dra Witolda Bagieńskiego, Piotra Woyciechowskiego, Piotra Nisztora, Wojciecha Dudzińskiego, Macieja Marosza i Cezarego Gmyza – zarzucający Piotrowi Jeglińskiemu, jednemu z pierwszych w Polsce działaczy opozycyjnych, współpracę biznesową w latach dziewięćdziesiątych z tajnymi współpracownikami SB oraz niezapłacenie honorariów autorskich podpisanym pod listem osobom.
To, co zostało nazwane współpracą biznesową (wprawdzie nie wprost, ale jako wyraz zatroskania, zaniepokojenia; broń Boże nie stwierdzenia faktu), jest, moim zdaniem, rzuceniem podejrzenia w celu zniszczenia dobrego imienia człowieka za to, że nie prześwietlił na tyle swojego partnera biznesowego, żeby stwierdzić, że jest on pracownikiem służb.
Z tego zarzutu pan Jegliński będzie bronił się sam, ja nie mam wiedzy na ten temat. Uważam tylko, że w otoczeniu pana Jeglińskiego wielu było ludzi tego rodzaju przez wiele lat, i gdyby wszystkich miał podejrzewać, zwłaszcza gdy pojawiali się u niego w Paryżu z wiarygodnymi listami polecającymi, nie byłby w stanie zrobić czegokolwiek.
Jednak prawdziwą przyczyną postawienia zarzutu o współpracę biznesową z pracownikiem służb jest niewypłacenie honorariów. Wygląda na to, że spotkało się kilku autorów, którzy wydali książki w wydawnictwie Editions Spotkania, nie dostali za nie pieniędzy i postanowili się zemścić, a jako osoby powszechnie znane i mające praktycznie nieograniczone możliwości wyniesienia kogoś na szczyty albo wdeptania w ziemię – postanowili te możliwości wykorzystać.
Nie bronię tego, że pan Jegliński nie zapłacił należnych pieniędzy. Powinien to zrobić. Jednak sprawy honorariów można załatwić prosto. Istnieją rozmowy, istnieje wezwanie do zapłaty, ścieżka sądowa.
„Wart jest robotnik swojej zapłaty”. Niepłacenie pracownikowi jest przez Kościół klasyfikowane jako grzech wołający o pomstę do nieba. To są sprawy sumienia, bardzo poważne zwłaszcza w sytuacji, gdy nieotrzymanie zapłaty zagraża bytowi pracownika.
Jakiej wielkości sumy jest winien autorom pan Jegliński, nie wiem. Ale żadne pieniądze, tym bardziej honorarium za jedną książkę – nawet bestseller, a nie były nimi książki autorów listu, którzy zresztą przecież mają inne źródła utrzymania – nie jest usprawiedliwieniem do zadawania takich ciosów.
Zapłatą za grzech jest śmierć, tak mówi Biblia. Ale taka zapłata spoczywa w rękach Boga, nie człowieka. Tymczasem podpisani pod listem autorzy postanowili sami wymierzyć karę i skazać człowieka na śmierć publiczną. Jest to ich ewidentna zemsta z powodu pieniędzy. Przyznają się nieopatrznie do tego w tym samym liście, wiążąc sprawę współpracy biznesowej ze sprawą niewypłacenia honorariów.
Wszystkie osoby zainteresowane pochodzą z kręgu szeroko pojętej prawicy. Chyba nie pomylę się twierdząc, że przyznają się do wartości chrześcijańskich. W Piśmie św. jest powiedziane, że jeśli twój brat zgrzeszy przeciwko tobie, rozmawiaj z nim. Jeśli cię nie posłucha, weź dwóch świadków i próbuj dalej. Jeśli nadal się nie uda – szukaj pomocy w Kościele. A jeśli i to nie pomoże – dopiero wtedy niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik. Ale i poganina i celnika można próbować nawracać, można też mu, jak każdemu, przebaczyć. Chrześcijaństwo nigdy nie zachęca do niszczenia człowieka, nawet wroga.
To jest uderzenie niegodne, nieetyczne, niechrześcijańskie. To nie jest poszukiwanie prawdy, tylko zemsty. Jaki cios jest najbardziej bolesny dla opozycjonisty, który z narażeniem życia działał na rzecz wolności słowa i niezawisłości Polski? Zarzucić mu współpracę z tymi, przeciwko którym walczył.
Czy autorzy, którzy nie otrzymali swojej zapłaty, wykorzystali wszystkie możliwości domagania się jej? Czy list otwarty, jaki ogłosili, jest równorzędną odpłatą, nawet według starotestamentowego „oko za oko”, które w gruncie rzeczy jest wezwaniem do tego, żeby nie mścić się ponad miarę doznanej krzywdy?
Jak to napisał w liście do Galatów św. Paweł: „Jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli”.
W dzisiejszej audycji muzyka grecka, arabska i żydowska. Nie zabraknie również muzyki Milo Kurtisa.
Audycji Milo Kurtisa można słuchać w każdy wtorek od godziny 10, a jej retransmisji od godziny 20.
Poprzednich audycji Milo Kurtisa można słuchać tutaj
Niektórzy członkowie „grupy trzymającej władzę” pojawiają się stale na rozmaitych antenach TVP, Polskiego Radia, portalach internetowych i w gazetach, jakby moralnie zostali rozgrzeszeni za PRL.
Od miesięcy niektóre media „prawicowe” odnajdują na swoich łamach miejsce dla takich osób, jak Kazimierz Kik, Leszek Miller, Włodzimierz Czarzasty czy Aleksandra Jakubowska.
Z tą byłą poseł SLD wywiad przeprowadziła 11 grudnia telewizja wPolsce.pl. Redaktor naczelna wPolsce.pl Agata Rowińska tak zachwala swoją telewizję: Teraz telewizja wPolsce.pl dołączyła do mediów, które pilnują Polski. Ludzie tworzący dziś wPolsce.pl wyrastali właśnie z tej wolnościowej idei, przestrzeni niezależnej myśli i bezkompromisowej odwagi w głoszeniu prawdy. Tylko niezależne media są w stanie tworzyć rzeczywistość, a nie jedynie ją komentować. Chcemy być też odpowiedzią na propagandę i informacyjną papkę. (…)
Kazimierz Kik – tytułowany „profesorem” po Akademii Nauk Społecznych przy PZPR, Leszek Miller – „magister” Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, Włodzimierz Czarzasty – szef SLD (nowej „poczwarki” PZPR), czy właśnie Aleksandra Jakubowska… stali się dla niektórych tzw. prawicowych mediów najwidoczniej poważnymi komentatorami rzeczywistości politycznej AD 2017.
Wielu oburza kara finansowa dla TVN-u, ale już nie – jawne promowanie postkomunistów, czasem też w „nowej” telewizji publicznej, utrzymywanej częściowo również z pieniędzy podatników pokrzywdzonych bezpośrednio oraz pośrednio działalnością PPR/PZPR/SdRP/SLD.
Kończy taki „magister” Leszek Miller czy Włodzimierz Czarzasty swoje „bajki” w tzw. prawicowych mediach i idzie pod Sejm RP protestować z byłymi SB-kami przeciwko obniżeniu im świadczeń. Zatem gdzie sens promowania postkomunistów? Efekty tej niefrasobliwości niektórych mediów widać już w sondażach, bo SLD regularnie uzyskuje obecnie 5% poparcia. Czasem nawet 8%…
Zatem warto zaapelować do tzw. prawicowych mediów. Dajcie ostatecznie domknąć się trumnie komunizmu! Nie warto promować postkomunistów, aby nimi okładać tzw. totalną opozycję.
Lepiej miłośników PRL z SLD mieć pod gmachem Sejmu RP niż ponownie w ławach poselskich.
Po co dobrej zmianie nowy sejmowy front sporu, „nowe” ugrupowanie totalsów? Ponadto – tak jak nie było „dobrych nazistów”, tak i nie ma „dobrych komunistów”. To chyba powinno być oczywiste…
Cały artykuł Pawła Czyża pt. „Dajmy się domknąć trumnie komunizmu!” znajduje się na s. 1 i 2 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
