W kręgu niby-profesorów i kapusiów. Czy młodzież kształtowana w takim środowisku może szanować naukową drogę kariery?

Bywa, że członkowie społeczności uczonych, ukrywając niechlubne fragmenty swoich życiorysów, bezczelnie wyznaczają standardy tego, co społecznie określa się jako stosowne lub niestosowne.

Herbert Kopiec

Jeśli grupa specjalistów zachowuje się jak motłoch, wyrzekając się swych normalnych wartości, nauka jest już nie do uratowania. (T.S. Kuhn)

W czasach słusznie minionych nieboszczka PZPR, która rządziła Polską, potrzebowała elit, ale takich, które będą ją uwiarygadniać w oczach społeczeństwa. Do tego celu tworzono grupę protegowanych przez system, w skład której wchodzili m.in. naukowcy, a więc reprezentanci tych środowisk, które faktycznie powinny być elitą narodu. Z grubsza biorąc, taki jest rodowód (tytułowych dla dzisiejszego felietonu) niby-profesorów i akademickich kapusiów.

Jedni zapewne zdawali sobie sprawę, komu służą, i cynicznie wykorzystywali wysoką pozycję dla własnych korzyści, inni czuli zażenowanie, jeszcze inni dali się podejść jak dzieci, choć infantylizm nie powinien być usprawiedliwieniem. Niemożliwe przecież, żeby prawdziwe elity nie dostrzegały całej nędzy intelektualno-moralnej komunistycznej/zbrodniczej ideologii, na gruncie której władza ludowa zapewniała, że wie, jak zbudować raj na ziemi. (…)

Każdej zdrowej wspólnocie potrzebne są autentyczne elity, które wyróżnia umiłowanie prawdy, dobra wspólnego, patriotyzm, połączone z najwyższymi standardami etycznymi. Potrzebni są uczeni o niekwestionowanym autorytecie intelektualnym i moralnym. W cywilizacji łacińskiej głównym miejscem kreowania wartości opartych na prawie naturalnym i antropologii chrześcijańskiej jest uniwersytet. Czy we współczesnym uniwersytecie, lewicowo, liberalnie i postmodernistycznie zorientowanym, jeszcze coś z tych wartości zostało? (…)

Wedle słownika Bobrowskiego (Wilno 1844) słowo ‘profesor’ pochodzi od czasownika profiteor, professus sum profiteri, który oznacza tyle, co ‘jawnie wyznawać, otwarcie twierdzić, publicznie zeznać’. Właśnie z tego powodu znaczenia nabiera dokładne i wszechstronne badanie przeszłości, drogi życiowej konkretnego profesora, zwanego czasem edukatorem, czyli śledzenie tego, co profesor jawnie wyznaje, otwarcie twierdzi i publicznie zeznaje. Zauważmy zatem, że profesor musi być człowiekiem niezależnym intelektualnie oraz materialnie. Taki status profesora został wypracowany przez wieki. Wszak społeczeństwo musi mieć dostęp do prawdy, głoszonej niezależnie od rządzących partii i związanych z tym racji politycznych. W 1946 r. profesor Stanisław Pigoń (UJ) odważnie i ostro zauważył, że nie ma wolności nauki bez wolności uczonego, a wolność uczonego polega również na wolności od szczucia. Tymczasem pracownicy nauki i instytucje naukowe bywają dziś przedmiotem szczucia różnych nieodpowiedzialnych czynników. (…)

Jedną z ulubionych i powszechnie stosowanych metod Stasi była metoda oficjalnie nazwana systematyczną organizacją niepowodzenia zawodowego („Fronda” nr 52/2009). Jeśli jakiś pracownik naukowy w swojej aktywności zawodowej nie spodobał się władzy (był nieposłuszny w myśleniu, nazbyt samodzielny i nieskory do skundlenia, lizusostwa, napisał tekst, wygłosił wykład, itp., używając współczesnej terminologii, politycznie niepoprawny) następował zmasowany zorganizowany atak. Na wrogiej sile w ramach przygotowanej nagonki nie pozostawiano suchej nitki. Jej celem było przekonać otoczenie, że taka osoba kieruje się w życiu niskimi pobudkami, a więc przyzwoity człowiek nie powinien mieć z nią nic wspólnego. Chodziło o zdyskredytowanie i wyizolowanie upatrzonej ofiary w jej środowisku. Z moich osobistych doświadczeń wynika, że metoda systematycznej organizacji niepowodzenia zawodowego znana była również w Polsce. (…)

Wśród liderów akcji antylustracyjnej w 2007 r. byli dawni tajni współpracownicy służb PRL, by ich własna przeszłość nie została odkryta. Publikacje na temat powiązań wyższych uczelni ze służbą bezpieczeństwa, które ukazały się swego czasu w Niemczech, dowodzą, że nie można pisać ani historii poszczególnych placówek edukacyjnych, ani biografii uczonych, nie sięgając do akt bezpieki (E. Matkowska, System. Obywatel NRD pod nadzorem tajnych służb, „Gazeta Polska” 2004).

Bywa więc, że członkowie społeczności uczonych, ukrywając niechlubne fragmenty swoich życiorysów, bezczelnie wyznaczają standardy tego, co społecznie określa się jako stosowne lub niestosowne. W efekcie mamy do czynienia z sytuacjami, jakie miały miejsce w niektórych uczelniach. Gdy na Uniwersytecie Toruńskim zostali ujawnieni kolejni współpracownicy SB wśród profesorów astronomii, doktoranci i studenci wystosowali w ich obronie pismo, które i logicznie, i rzeczowo było absurdalne. Bronili swoich profesorów i otwarcie oznajmili, że ich współpraca z SB nie ma dla nich najmniejszego znaczenia (Odwrót moralności, „Gazeta Polska” 2009). Kto wychował tych ludzi? Kto ukształtował ich stosunek do lustracji i standardy myślenia? Ano ci, którzy przez niemal 20 lat nie mieli odwagi powiedzieć prawdy o sobie. (…)

Warto wiedzieć, że współpraca ze służbami specjalnymi nie była bezinteresowna, lecz w sposób merytorycznie nieuzasadniony dawała przewagę agentowi w określeniu jego pozycji zawodowej, a równocześnie otwierała pole do szkodzenia innym, co koniec końców generowało różne rodzaje patologii. W odbiorze społecznym rachunek za tego typu zachowania wystawiany jest całemu środowisku akademickiemu. Także nie tylko zdolnym, utalentowanym i pracowitym, ale przede wszystkim dzielnym i uczciwym.

Najgorsze, gdy agent-profesor uwierzył, że pozycja zawodowa jest efektem jego geniuszu, a nie tajnego układu, który pomógł mu zostać członkiem ważnego gremium naukowego, komisji naukowej lub rządowej. Bywa, a wskazują na to obserwacje, że osoby zdekonspirowane liczą na solidarność podobnych im agentów, którzy w odpowiednich jednostkach administracyjnych mogą mieć głos decydujący.

Słowem: im większe będą luki w naszej wiedzy o przeszłości, tym bardziej niepewna będzie podstawa naszych decyzji. Bez znajomości historii młodzież nie będzie miała pojęcia, czym były totalitaryzmy, co robiły z ludźmi i jak przebiegała deprecjacja stopni i tytułów naukowych. Ofiarą zarysowanych tendencji jest przede wszystkim młodzież, która tracąc szacunek do kadry profesorskiej, przestanie poważnie traktować naukę jako drogę rozwoju osobowego.

Cały artykuł Herberta Kopca pt. „W kręgu niby-profesorów i prawdziwych kapusiów” znajduje się na s. 5 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Herberta Kopca pt. „W kręgu niby-profesorów i prawdziwych kapusiów” na s. 5 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Mimo medialnego obalenia komunizmu zniesławiający wolnych Polaków system tkwi przede wszystkim w mentalności i w prawie

Niepełnoletnia jeszcze, wiejska dziewczyna Danuta Siedzikówna „Inka” – dziś kultowa postać podziemia niepodległościowego – lepiej rozumiała, w jakiej Polsce przyjdzie nam żyć, niż wielu akademików.

Józef Wieczorek

W Krakowie 11 sierpnia 1947 r. rozpoczął się proces działaczy organizacji Wolność i Niezawisłość (WiN) i mikołajczykowskiego PSL. Oskarżycielem był zastępca Naczelnego Prokuratora Wojskowego ppłk Stanisław Zarakowski. Grzmiał on pod adresem zgromadzonych na ławie oskarżonych pracowników nauki – wśród których byli m.in. znany biolog Eugeniusz Ralski, a także historycy Karol Buczek i Henryk Münch: dziś, gdy państwo chce ratować naukę polską i uniwersytety, nie będzie tolerować zdrajców, tych, którym daje chleb! Dla tych ludzi, którzy przedkładają szpiegostwo nad pracę […], nie ma miejsca w społeczeństwie (Przeciw czerwonej dyktaturze – red. Filip Musiał, Jarosław Szarek; Ośrodek Myśli Politycznej, Instytut Pamięci Narodowej, Kraków 2007).

Rektorzy krakowskich uczelni, zamiast bronić swoich młodszych akademickich kolegów – solidarnie ich potępiali [!], tak że prokurator miał mocne argumenty do ich skazywania! Powoływał się na haniebną rezolucję rektorów!

Podpisali ją m.in. F. Walter – rektor UJ, Stanisław Skowron – dziekan Wydziału Lekarskiego UJ, Walery Goetel – rektor Akademii Górniczej, Adam Krzyżanowski – rektor Wyższej Szkoły Nauk Społecznych. Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego potępił walkę zbrojną o przywrócenie niepodległości (posiedzenie senatu 6 II 1947 r. – zapis odezwy do młodzieży akademickiej zachowany w protokołach dostępnych w archiwum UJ, podpisany przez profesorów – dziekanów, prodziekanów, delegatów wydziałów – i rektora F. Waltera). Odezwy Senatu nie podpisał jedynie dziekan prof. Stefan Schmidt, trzy lata później pozbawiony katedry i usunięty z UJ! (R. Terlecki, „Zeszyty Historyczne WiN-u” 18/2002). (…)

Sądzeni i skazani w procesie krakowskim naukowcy to Eugeniusz Ralski, Henryk Munch, Karol Buczek, Karol Starmach, których nazwiska widnieją na tablicy poświęconej pamięci tego procesu na budynku dawnego Sądu Rejonowego przy ul. Senackiej 3.

Eugeniusz Ralski – od 1934 doktor nauk rolniczych, podczas wojny był współorganizatorem tajnego nauczania na Wydziale Rolniczym UJ w Krakowie. W 1944 r. został aresztowany i uwięziony w obozie koncentracyjnym w Krakowie-Płaszowie. Po wojnie współtworzył sieci wywiadowczo-propagandowe na terenie tzw. Obszaru Południowego w ramach organizacji NIE i WiN. (…) W procesie krakowskim został skazany na karę śmierci, którą Bolesław Bierut zmienił w drodze łaski na dożywotnie więzienie. (…) Na wolność wyszedł w 1956 r. Pozostałą część kary zawieszono mu początkowo na dwa lata, a następnie anulowano. Po 1956 r. pracował naukowo i został profesorem zwyczajnym na WSR.

Henryk Münch studiował od 1924 r. historię i geografię na UJ, uzyskując doktorat w 1932 r. Brał udział w kampanii wrześniowej. W czasie okupacji chronił zbiory archiwalne przed zniszczeniem lub wywiezieniem do III Rzeszy. Od 1941 r. działał w ZWZ-AK pod pseudonimem „Mnich”, a po wojnie związał się z WiN. (…)  Został skazany na 15 lat więzienia. Zwolniony w 1956 r., pracował w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa jako kustosz i kierownik działu naukowego. Był członkiem Komisji Urbanistyki i Architektury Oddziału PAN w Krakowie. Prowadził zajęcia z urbanistyki na archeologii w UJ.

Karol Buczek był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej. Studiował na UJ geografię i historię, doktorat uzyskał w roku 1928, habilitował się w 1936. Już w okresie międzywojennym był związany z ruchem ludowym. (…) Prokurator domagał się dla niego wyroku śmierci, sąd zasądził go na 15 lat więzienia. Zwolniono go w 1954 roku ze względu na gruźlicę. (…) Jego nominację na profesora „belwederskiego” w 1962 zablokował I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka. Profesorem zwyczajnym został dopiero w 1972. Zrehabilitowany wyrokiem Sądu Najwyższego z 30 sierpnia 1989 r.

Karol Starmach brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Obronił doktorat, pracował naukowo jako botanik. Podczas okupacji niemieckiej aresztowany, był więziony w KL Sachsenhausen i Dachau. Po zwolnieniu organizował w Krakowie tajne nauczanie. Po wojnie pracował jako docent na UJ, był czynny w PSL, współpracował z E. Ralskim. W 1946 uwięziony i sądzony w procesie krakowskim, został skazany na 5 lat. Na wolność wyszedł w 1950 r. Od 1956 r. był profesorem UJ w Krakowie, a od 1969 – członkiem PAN.

Jednym z morderców sądowych lat stalinowskich był Julian Haraschin, zwany krwawym Julkiem, który jako prokurator wojskowy wydał ok. 60 wyroków śmierci na niezłomnie walczących o niepodległość. Ilu z nich mogłoby tworzyć elity Wolnej Polski? Niestety elity PRL-u w niemałym stopniu tworzyli mordercy sądowi.

Julian Haraschin po skończeniu kariery prokuratorskiej zaczął robić karierę akademicką na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, i to przy pomocy wybitnych naukowców. Nie tylko zdobywał tytuły naukowe, ale stworzył innowacyjne metody kończenia studiów i uzyskiwania dyplomów bez potrzeby trudzenia się studiowaniem. Gdyby nie wpadka na tle obyczajowym, może by został profesorem, a może i rektorem. Był mordercą sądowym, jednak środowisko akademickie bynajmniej go nie usunęło ze swoich szeregów.

Jak to było możliwe, że wojskowy prokurator reżimu komunistycznego, który posyłał na śmierć polskich patriotów, robił następnie karierę „naukową” na prestiżowym polskim uniwersytecie i do tej pory ten uniwersytet nie chce się z tej hańby rozliczyć?

Cały artykuł Józefa Wieczorka pt. „Niezłomni – wyklęci przez rektorów” znajduje się na s. 18 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Józefa Wieczorka pt. „Niezłomni – wyklęci przez rektorów” na s. 18 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Śpiewacy poznańscy w „Śpiewakach norymberskich” Richarda Wagnera. Karkołomne zadanie dla współczesnych realizatorów

Po trzech godzinach spektaklu, z perspektywą jeszcze ponad dwóch godzin, moja cierpliwość została wyczerpana i po prostu wyszłam z teatru. Nie byłam przy tym jedyna w tym akcie „głosowania nogami”.

Celina Martini

Miałam już okazję na łamach „Kuriera WNET” wyrazić swoją opinię na temat niestosownej zbieżności terminu wystawienia tej nacjonalistycznej niemieckiej opery ze stuleciem odzyskania niepodległości Polski i takąż rocznicą zwycięskiego powstania wielkopolskiego. Jakimś usprawiedliwieniem dla takiego wyboru repertuarowego mogło być jedynie, gdyby okazało się, że otrzymaliśmy zjawiskowe dzieło, fajerwerk artystyczny dający niezapomniane wrażenia i każący wybaczyć historyczne faux pas. (…)

Wystawianie Wagnera dzisiaj jest zadaniem mocno karkołomnym. Jak skrócić dzieło, by zachować jego charakter i sens muzyczny? Jak podać treść i filozoficzne przesłanie, by były interesujące dla współczesnych? Jak uniknąć asocjacji z „późnym wnukiem” – Hitlerem, który upodobał sobie niektóre wagnerowskie idee? Z tego ostatniego powodu w Polsce przez kilkadziesiąt lat po wojnie nie wystawiano oper Wagnera.

Współcześni reżyserzy, zgodnie z zasadami dekonstrukcji, destrukcji i dekompozycji, mają swoje sposoby na „odświeżenie” sztuk. W tym celu zazwyczaj wprowadzają na scenę trochę nagości, akcenty antyklerykalne i elementy zupełnie obce idei autora, a dające efekt zaskoczenia. Niestety sposoby te są już tak oklepane i zużyte, że zamiast zainteresowania budzą znudzenie i irytację. Reżyser poznańskiej inscenizacji Śpiewaków norymberskich poszedł tą właśnie drogą.

W pierwszym akcie nie wiadomo dlaczego ubrał Magdalenę – przyjaciółkę głównej bohaterki – w habit mniszki dzierżącej modlitewnik. Wprowadził też na scenę – zwłaszcza w akcie drugim – całą masę postaci alegorycznych mniej (raczej) lub więcej związanych z treścią sztuki. Zastawił w ten sposób chytrą pułapkę na widza, któremu zawsze może zarzucić niedostatek inteligencji w rozszyfrowaniu swoich artystycznych zamierzeń. Jednocześnie ten natłok wrażeń odwraca uwagę od sedna spektaklu, którym jest muzyka. (…)

Nie chciałabym jednak odmawiać poznańskiej realizacji należnych jej zalet. Sam fakt opanowania tak ogromnej i skomplikowanej formy sztuki jest sam w sobie godzien podziwu. Bogactwo inscenizacji świadczyło o możliwościach teatru. Strona muzyczna, jak zawsze, trzymała przyzwoity europejski standard, choć z pewnością takie kolosalne przedsiewzięcie artystyczne wymaga kilkakrotnej prezentacji przed publicznością, aby wykonawcy nabrali większej naturalności i śmiałości. Dlatego niezrozumiała jest dla mnie polityka repertuarowa dyrekcji Teatru, która daje na afisz jedynie po 3–4 kolejne przedstawienia danej opery, by porzucić je w momencie, kiedy artyści zaczynają się w niej pewniej czuć.

Z zadowoleniem przyjęłam informację, że reżyser złagodził nacjonalistyczny wydźwięk zakończenia opery, każąc głównemu protagoniście, zamiast stanąć z niemiecką sztuką na czele niemieckiego ludu (jak napisał Wagner), uciekać w przerażeniu ze sceny.

Tak więc, nie odmawiając poznaniakom prawa do poznawania największych arcydzieł światowej sztuki operowej, ponownie wyrażam żal, że nie skorzystano z ważnych rocznic, aby zaprezentować którąś z wybitnych polskich oper. Cudze chwalicie, swego nie znacie…

Cały artykuł Celiny Martini pt. „Wagner i śpiewacy poznańscy” znajduje się na s. 3 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Komentarz Celiny Martini pt. „Wagner i śpiewacy poznańscy” na s. 3 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Ingolf Wunder gwiazdą Praskich Koncertów – 8 kwietnia klasycznie w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie

Wiosna na Pradze – Północ złoci się najlepszymi dźwiękami. Oto rozpoczyna się mini – cykl „Praskich Koncertów Klasycznie i Jazzowo”.

W bieżącym roku cykl gościć będzie w życzliwych i pięknych mury Auli Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie, przy ulicy Kawęczyńskiej 36.

Przesłaniem muzycznego święta jest cykliczna prezentacja na warszawskiej Pradze-Północ najlepszych z najlepszych artystów muzyki klasycznej i jazzu.

 

Sobotnio i jazzowo

 

W sobotni wieczór, 7 kwietnia usłyszymy Julię Sawicką z Zespołem. Wielu krytyków muzycznych, w tym gronie Sylwester Podgórski, zapewniają, że

Julia Sawicka jest bardziej jazzowa od Norah Jones, bardziej optymistycznia od Cassandry Wilson.

Oprócz Julii Sawickiej, zaprezentuje się także Trio Marcina Wasilewskiego. Obok natchnionego „łowcy fortepianowych jazzujących fraz”, jak mawiam o liderze Marcinie Wasilewskim, pojawią się także jego muzyczni towarzysze: basista Sławomir Kurkiewicz i perkusista Michał Miśkiewicz.

Oceny, że to „jeden z najlepszych zespołów jazzowych na świecie”, nie są przesadzone. Trio współpracowało z wirtuozem trąbki Tomaszem Stańko i francuskim perkusistą Manu Katché, słynnym z powodu współpracy z Peterem Gabrielem czy Stingiem.

Mimo regresu na rynku muzycznym dwa albumu Trio, „Faithful” (2008) i „Spark of Life” (2011; nagrana z Joakimem Milderem), osiągnęły status złotych płyt.

 

Ingolf Wunder w Warszawie?! Tak!!!

 

Natomiast 8 kwietnia zapraszamy na recital fortepianowy austriackiego pianisty Ingolfa Wundera – laureata II nagrody na Konkursie Chopinowskim w 2010 roku i wyłącznego artysty renomowanej wytwórni „Deutsche Grammophon”. Jak na Austriaka przystało, pianista zaprezentuje swój najnowszy projekt muzyczny ”Mozart +” obejmujący utwory Wolfganga Amadeusa Mozarta oraz dzieła innych kompozytorów zainspirowanych dorobkiem tego największego klasyka wiedeńskiego.

Ingolf Wunder

 

Ingolf Wunder, oprócz startów w Konkursach Chopinowskich, wielokrotnie koncertował w naszym kraju.

Z jego wielu recitali, finezyjni polscy słuchacze wspominają w szczególności jeden, jesienny, niezwykły, z 20 listopada 2011 roku. Tego dnia bowiem, Ingolf Wunder zaczarował słuchaczy zebranych w Sali Filharmonii Poznańskiej.

 

Ingolf Wunder, z towarzyszeniem  Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia „Amadeus”, wykonał „Koncert Fortepianowy e-moll op. 11” Fryderyka Chopina.

Tak, tak! To ten sam utwór, który zaprezentował w pamiętnym finale Konkursu Chopinowskiego z 2010 roku. To wykonanie, zdaniem rzeszy fachowców, krytyków muzycznych i samych melomanów, powinno dać Wunderowi pierwszą nagrodę w konkursie. Wiemy, że tak się nie stało, ale dla wielu osób, to właśnie on może czuć się zwycięzcą.

Oto, co napisał, o jesiennym poznańskim koncercie artysty sprzed prawie siedmiu lat, najlepszy polski bloger piszący o muzyce klasycznej Classic – On – Sunday – Morning:

/…/ „Pięknie. Dynamiczne allegro, bajecznie wyciszone i romantyczne Larghetto i porywające Allegro Vivace, które zakończyło się burzą oklasków na stojąco zgromadzonej publiczności (mimo całorocznego obcowania z Chopinem wyraźnie spragnionej dobrej muzyki, bo … Filharmonia pękała w szwach, zajęte były nawet miejsca “stojące” J ). Potem … cztery bisy! A każdy następny lepszy od poprzedniego. Taki bezpośredni, trafiający do słuchacza. Nastrojowy, a z drugiej strony wręcz piorunujący fortepianowymi pasażami. I brawa, okrzyki, owacje na stojąco … jednym zdaniem – mówiło się o Wunderze, że to estradowy wyjadacz i … faktycznie, tak zagrał dla nas ten koncert, że publiczność wychodziła z Auli z wypiekami na twarzy. I o to przecież chodzi, prawda?” /…/

 

Jaki z tego wniosek? Po prostu trzeba pojawić się w czarownej Auli Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie, przy ulicy Kawęczyńskiej 36, i w niedzielny wieczór dać ponieść się fortepianowym porywom Ingolfa Wundera.

Wojciech Zabłocki, Burmistrz Dzielnicy Praga – Północ

– Mam nadzieję, że każdy z Państwa znajdzie coś dla siebie szczególnego w tym krótkim cyklu, który mamy zamiar rozszerzać w przyszłych latach. Życząc Państwu niezapomnianych wrażeń i wzruszeń podczas tych muzycznych spotkań – zachęca i zaprasza Wojciech Zabłocki, Burmistrz Dzielnicy Praga – Północ.

Wstęp wolny! Co dziwi mnie i zastanawia, bo na jego koncerty nielekko się dostać. I chwała za to burmistrzowi Pragi – Północ, który wie, że człowiek nie tylko chlebem.

Tomasz Wybranowski

Co z dekomunizacją uczelni? Konstytucja dla Nauki przewiduje tylko częściowe rozliczenie środowiska akademickiego z PRL

Nie są znane straty „wojenne” Solidarności akademickiej, nie są znani imiennie członkowie komisji politycznych weryfikujących kadry akademickie. Na ogół nie są znane struktury partyjne uczelni.

Józef Wieczorek

Poprawiona po dyskusjach społecznych Konstytucja dla nauki zawiera projekt dezubekizacji uczelni – częściowe rozliczenie środowiska akademickiego z uwikłania komunistycznego w PRL. I to jest jej plus.

W przypadku jej przyjęcia osoby, które pracowały w organach bezpieczeństwa PRL lub z nimi współpracowały, nie będą mogły być profesorami, rektorami, dziekanami czy kierownikami katedr na uczelniach, nie będą pełnić funkcji w ważnej dla systemu akademickiego Radzie Doskonałości Naukowej ani funkcji kierowniczych czy eksperckich w Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

To krok w dobrą stronę, choć spóźniony o ponad ćwierć wieku i zbyt krótki, bo dezubekizacja nie wyklucza całkiem pracowników i współpracowników SB z systemu akademickiego, ale tylko z funkcji kierowniczych i eksperckich. (…) Projekt ustawy niestety nie obejmuje dekomunizacji przestrzeni akademickiej, także personalnej – i to jest jego wada. (…)

Wiadomo przecież, że głową tamtego systemu była partia komunistyczna (PZPR wspierana przez partie/stronnictwa sprzymierzone) i to ona decydowała również o organach bezpieczeństwa. To PZPR była przewodnią siłą narodu, także w sektorze akademickim, a na uczelniach przede wszystkim. (…)

Ilustrację tego, co się działo wówczas na uczelniach, mogą stanowić zapiski Karola Estreichera, w których wybitny historyk opisał m.in. poczynania rektora Mieczysława Karasia, który pragnął dokonać zamiany „Uniwersytetu Jagiellońskiego ze szkoły w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów”, co w niemałym stopniu mu się udało:

Karaś… już w trakcie studiów zapisał się do Partii, a w 1957 roku, popierany przez Taszyckiego, zaczął karierę jako sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej.

Nigdy żaden hrabia Potocki, żaden dęty szlachetka nie traktował tak służby, jak Karaś swych kolegów czy podwładnych. Jest władczy, opryskliwy, niecierpliwy. Beszta, wyrzuca z pokoju, mówi rzeczy przykre, nie tając, kto doniósł mu to czy owo, grozi, żąda i nie dotrzymuje.

Mianowanie rektorem przez ministra Kaliskiego (takiego samego wojskowego autokratę) przewróciło Karasiowi w głowie. Wszedł także do KC Partii, wprawdzie na drugorzędne stanowisko, ale i to przewróciło mu w głowie. Do reszty w głowie przewróciła mu posiadana władza.

A nie jest ona wcale taka mała. To władza nad około dwudziestoma tysiącami osób — profesorów, urzędników i studentów. Ogromne fundusze, majątki, zakłady, rozbieżne sprawy. Władza rektora jest nieograniczona. On mianuje, on decyduje; jemu narazić się oznacza znaleźć się natychmiast w sytuacji bez wyjścia. Rektor posługuje się sforą urzędników — niewychowanych, prymitywnych, niewykształconych, których osadził na Uniwersytecie. Dyrektor administracyjny Sporek, jego zastępcy, kwestor Bunsch, dyrektor personalny Błachut i kierowniczka Wydziału Personalnego Irena Kozioł —wszyscy wysoko partyjni, aroganccy, nieuprzejmie rzeczowi. Cała ta, jak powiadam, sfora nieciekawych osobistości stoi gotowa, korna i posłuszna do spuszczania ze smyczy, by działać na rozkaz Magnificencji. (…)

Dotkliwe dla kadr akademickich były ich polityczne weryfikacje, prowadzone w dwóch falach – po wprowadzeniu stanu wojennego (1982 r.) i tuż przed transformacją ustrojową (1986/87). Eliminowano wówczas przede wszystkim młodych naukowców, nonkonformistów, negatywnie nastawionych do systemu komunistycznego, co spowodowało, że na początku III RP utworzyła się luka pokoleniowa. Mamy do dziś konformistyczne kadry akademickie, które się ostały na uczelniach i formowały sobie podobnych, w ramach ustawianych konkursów, „chowu wsobnego”, awansowania „samych swoich” – bez czynnika zewnętrznego/kontrolnego. (…_

Nawet w opracowaniach wydawanych przez IPN można przeczytać o tym, ilu na uczelniach było tajnych współpracowników SB, ale nie ma wykazów kadr partyjnych ani strat osobowych uczelni w latach 80., mimo politycznych weryfikacji kadr.

Zatem na podstawie tych prac można by sądzić, że tajni współpracownicy znakomicie ochronili powierzone im obiekty uczelniane, a „przewodnia siła narodu” wspaniale przewodziła kadrom akademickim, tak że nie było potrzeby jej zastępować ani podczas transformacji, ani później. Odnosi się wrażenie, że etatowi historycy nie chcą nawet poznać tego, co badają!

Cały artykuł Józefa Wieczorka pt. „Dezubekizacja uczelni? A co z dekomunizacją?” znajduje się na s. 9 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Józefa Wieczorka pt. „Dezubekizacja uczelni? A co z dekomunizacją?” na s. 9 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Lista Przebojów WNET PoliszCzart nr 45 za nami. Bohaterowie zmęczeni. Hey „2015” na „1” a Dezerter i „Paradoks” na „3”

Marek Andrzejewski ukrył tym razem swoje solowe piosenki pod numerami 2 i 4, co jest wynikiem, który nie tylko potwierdza jego znakomite PoliszCzartowe status quo, ale ponadto jest także znakomitą pozycją startową przed kolejnym notowaniem. Niemniej jednak, nieoczekiwany spadek „Autorskiego wieczoru” lubelskich mistrzów metafor z pozycji 1 na 11 może wzbudzać niemałe zaniepokojenie, to z drugiej strony w historii naszej Listy Polskich Przebojów WNET podobnych, a nawet o wiele poważniejszych […]

Marek Andrzejewski ukrył tym razem swoje solowe piosenki pod numerami 2 i 4, co jest wynikiem, który nie tylko potwierdza jego znakomite PoliszCzartowe status quo, ale ponadto jest także znakomitą pozycją startową przed kolejnym notowaniem.

Niemniej jednak, nieoczekiwany spadek „Autorskiego wieczoru” lubelskich mistrzów metafor z pozycji 1 na 11 może wzbudzać niemałe zaniepokojenie, to z drugiej strony w historii naszej Listy Polskich Przebojów WNET podobnych, a nawet o wiele poważniejszych spadków z wysokiego konia nigdy nie brakowało.

Dodamy tylko, że na antenie Radia WNET i zaprzyjaźnionej irlandzkiej rozgłośni NEAR FM promujemy najnowszy, długo oczekiwany krążek Marka Andrzejewskiego „Hasztagi”. Obszerne fragmenty albumu „Hasztagi” w świątecznych programach Tomasza Wybranowskiego. 

Mówiąc o zmęczeniu bohaterów, tym razem nie chodzi mi jednakże tylko o czołowe lokaty, ale przede wszystkim o ilościowy bilans wszystkich piosenek literackich w TOP20. Ilościowy spadek z dziewięciu utworów przed tygodniem na zaledwie 4 w najnowszym zestawieniu coś bowiem pokazuje i powinien dać ich twórcom do myślenia.

Przyczyn tej sytuacji należy moim zdaniem dopatrywać się albo w zmęczeniu sympatyków Krainy Łagodności regularnym, cotygodniowym zaznaczaniem 15 formularzowych kwadracików, albo tym razem fani piosenki literackiej najzwyczajniej w świecie skupili się bardziej na łapaniu wielkanocnego zajączka i sianiu rzeżuchy, co po mistrzowsku wykorzystali punkowcy wprowadzając do naszego TOP30 rekordową (jak na ten nurt) ilość aż 4 kawałków, w tym pierwsze medalowe – trzecie miejsce Dezertera!

W tym momencie nie wolno mi pominąć milczeniem, że o ile wspomniany Dezerter jak i legendarni podwójni zwycięzcy Jarocina ukrywający się dziś pod szyldem Ga-Ga Zielone Żabki czy też zasłużona płocka załoga Farben Lehre wielokrotnie już w przeszłości zdążyły nas przyzwyczaić do swoich pobytów w TOP20, o tyle najwięcej nieskrywanej radości dostarczyła mi wczoraj inna płocka formacja punkowa – Reszta Pokolenia z jednym z najstarszych stażem i najbardziej zasłużonym dla Listy Polisz Czart słuchaczem Sławkiem Kurkiem, z którym miałem okazję przed kilku laty spotkać się twarzą w twarz na jednym z koncertów i którego serdecznie przy okazji pisania niniejszego komentarza pozdrawiam.

 

Stuk, puk, pukam do twego wnętrza…

 

Cieszy znakomita 4 pozycja najlepszego moim zdaniem utworu z albumu „Szara” legendarnej formacji Sztywny Pal Azji – „Iluminacje”, o której dwa tygodnie temu napisałem, że nikt tak pięknie dotychczas nie bał się wyznać Miłości.

Jarku kłaniam Ci się dziś publicznie do stóp za ten prosty, a zarazem w swej odwadze jakże głęboki tekst, który jest niczym najlepsze lekarstwo na wszelkie dolegliwości – te fizyczne i te duchowe. Słuchając Mirosława Baki dochodzę wręcz do przekonania, że ten przepiękny wyciskacz wzruszeń powinni regularnie wykorzystywać podczas swoich terapii najprzeróżniejszej maści uzdrawiacze popękanych dusz stawiający sobie za cel jak najszybsze przywrócenie społeczeństwu schowanych za wysokim murem nieufności właścicieli straconych złudzeń i zawiedzionych serc.

Skoro już jednak ośmieliłem się dokonać przed chwilą parafrazy jednego z najpiękniejszych tekstów Grabaża, to nie odmówię sobie także mało odkrywczego stwierdzenia, że Grabaż nie tylko wielkim poetą zawsze był, ale mimo dość długiej przerwy w pisaniu. Oddech i kropka.

Krzysztof „Grabaż” Grabowski, metafory i głos grupy Strachy Na Lachy. Fot. Marek Jamroz.

I… To wciąż, nieustannie potrafi wywoływać (zapewne nie tylko) u obu prowadzących Listę Przebojów Polisz Czart hipnotyczne uzależnienie, trudne do zdefiniowania.

To i dreszcze na plecach, i fluidy, którymi można by podobnie jak przesłaniem SzPal-owych „Iluminacji” uleczyć całe zastępy przygniecionych brzemieniem życia, a jako dowód niezwykłego podobieństwa przesłania obu wymienionych utworów przytaczam specjalnie przeze mnie stworzoną tekstową zbitkę autorstwa obu wspomnianych poetów rocka: Krzysztofa Grabowskiego i Jarosława Kisińskiego:

 

„Plum, plum, oto mej pamięci łezka, stoisz tutaj znów, a ja przed tobą klękam, odpowiedź łatwa do odgadnięcia… i chcę ci powiedzieć chłopca w sobie karcąc, że zawsze będę przy tobie i kocham cię, kocham cię bardzo…”

 

Gdzie jesteśmy, kim jesteśmy, czego ciągle chcemy…

 

…rozpaczliwie woła niedościgniony Mariusz Duda z Riverside w przepięknej kompozycji „The Depth Of Self-Delusion” traktującej o sile iluzji i zatracenia się w niej dotkniętego nią współczesnego człowieka.

Mariusz Duda (Riverside) a obok, z prawej Sławomir Orwat (WNET, Poliszczart). Fot. Zuzanna Potocka.

W tekstach Mariusza bardzo często odnajdujemy dwa ściśle powiązane ze sobą wątki: zagubienie człowieka w labiryntach otaczającej go rzeczywistości, oraz wynikającą z tego zagubienia jego samotność.

Czyż wszystko to nie nawiązuje do „leczniczego” przekazu, o którym pisałem przed chwilą i czyż nie łączy się to również z poruszającym tekstem Kasi Nosowskiej z naszego aktualnego i w pełni zasłużenie trzykrotnego numeru 1 grupy Hey – „2015”?

 

 

Nasi Słuchacze chyba jednak lubią tekstowe wędrówki po najskrytszych zakątkach ludzkiej duszy, a kto wie ilu z nich wsłuchuje się w nie w celu odnalezienia swojego osobistego wyjścia z ciemności zagubienia..

 

To pierwszy taki rok, gdy samotność znużyła mnie,

Pierwszy taki rok, gdy przez fosę rzuciłam most,

To pierwszy taki rok, gdy do normy wrócił mi puls…

Awangarda i polska alternatywa dotrzymuje kroku!

45 Notowanie przyniosło nam jak zwykle wiele znakomitych utworów z tak zwanego mainstreamu. Voo Voo, Kortez, Mela Koteluk, Scorpions, Organek, Kult, T. Love, Nocny Kochanek i Strachy Na Lachy aż dwukrotnie!

Robert „Robal” Matera, czyli 1/3 Dezertera w akcji „na żywo”. Fot. Artur Grzanka.

Zestaw ten w połączeniu z wymienionymi już Heyem, Sztywnym Palem Azji i Riverside pokazuje jak na dłoni jaka przepaść popularności dzieli dziś wielkie firmy rocka od całej reszty rozproszonego i fatalnie promowanego od lat w dużych mediach undergroundu.

Dlatego tym bardziej obecność Dezertera, Farben Lehre, Ga-Ga Zielone Żabki i Reszty Pokolenia ogromnie cieszy.

Smuci natomiast spadek notowań piosenki literackiej, a obecność Marka Andrzejewskiego, Janusza Radka i Lubelskiej Federacji Bardów w TOP20 niechaj nie będzie uspokojeniem! Dlaczego?

Ponieważ siła tego szczególnego świata wrażliwości leży przede wszystkim w… empatii i dlaczego w obliczu Świąt, których istotą jest Odrodzenie Człowieka.

 

 

I tego specyficznego „Odrodzenia” właśnie Kochani Artyści życzę Wam, podobnie jak Wybran, najbardziej załączając parafrazę zupełnie innej piosenki trzykrotnej zdobywczyni numeru 1 Kasi Nosowskiej:

Czasem coś.. tyci czort w zdaniach szyk przestawi mi, ale… kochajcie mnie mimo wszystko…

 

Wyniki 45 wydania Listy Polskich Przebojów WNET – Poliszczart

 

1          3          +2       15       Hey – 2015

2          2          –          15       Marek Andrzejewski – Kiedykolwiek

3          12       +9       9          Dezerter – Paradoks

4          11       +7       3          Sztywny Pal Azji – Iluminacje

5          4          -1        9         Marek Andrzejewski – Ballada o Czarnym Wtorku

6          14       +8      10       T. Love – Marta Joanna od Aniołów

7          –          –          N         Strachy Na Lachy – Obłąkany obłok

8          9          +1       11       Strachy Na Lachy – Co się z nami stało

9          5          -4        15       Kult – Opowiadam się za miłością

10       6          -4        15       Organek – Mississippi w ogniu

11       1          -10      3          Lubelska Federacja Bardów – Autorski wieczór

12       7          -5        15       Janusz Radek – Nie mów, że dotyk

13       20       +7       4          Nocny Kochanek – Dziewczyna z kebabem

14       32       +18     15       Farben Lehre – Wolność

15       29       +14     2          Ga-Ga Zielone Żabki – Jak wygląda prawdziwe życie

16       28       +12     11       Scorpions – Tainted Love

17       17       –           12       Mela Koteluk – Melodia ulotna

18       22       +4       6          Kortez – Pierwsza

19       26       +7       10       Riverside – The Depth Of Self  Delusion

20       33       +13     11       Voo Voo – Słowa pożegnania

 

 

21       10       -11      3          Lao Che – Nie raj

22       34       +12     14       Joa Kołaczkowska & Blues Flowers – Blues o

23       30       +7       12       Sztywny Pal Azji – Luxtorpeda

24       23       -1        9          Janusz Radek – Manekin start

25       24       -1        12       Kabanos feat. Zacier – Balony

26       –           –           N         Reszta Pokolenia – Gdzie będziesz

27       21       -6        8          Mikromusic – Synu

28       25       -3        17       Agnieszka Truszczyńska – Niekochanie

29       27       -2        4          Waglewski Fisz Emade – Ojciec

30       50       +20     6          Closterkeller – Kolorowa Magdalena

31       8          -23      17       Piotr Selim – Specjalista od wzruszeń

 

 

32       –           –           N         Lombard – Szara ulica

32       –           –           N         Ereles – W tę noc

33       42       +9       2          Happy Prince – Don’t let go

34       18       -16      5          Mirek Czyżykiewicz – Wieniczka

35       16       -19      7          Jan Kondrak – Miłości mej pierwszej

36       40       +4       4          Zdrowa Woda – Ciechociński blues

37       13       -24      9          pARTyzant  – Kenopsja  III Największy Spadek

38       49       -11      11       Hetman – Czarny chleb i czarna kawa

39       31       -8        9          Gienek Loska Band – Pieśń emigranta

40       –           –           N         YANISH   Wiosenna Alergia

 

41       48       +7       2          Hungarica & G Kupczyk – Przybądź wolności

42       38       -4        6          Maleo Reggae Rockers – Nie Mów Nie

43       35       -8        9          Agnieszka Truszczyńska – The Morning

44       44       –           10       Paweł Domagała – Opowiem Ci o mnie

45       –           –           N         Remi & Falko – Te łzy trzeba wypłakać

46       41       -5        7          Gaba Kulka – Niejasności

47       19       -28      11       Piotr Woźniak – Tango Mortale II Najw. Spadek

48       15       -33      9          Piotr Selim – W rytmie bolera I Najwiekszy  Spadek

49       –           –           N         Greta Van Fleet – Highway Tune

49       –           –           N         Open Blues – Musisz pamiętać

50       43       -7        15       Old Breakout – Modlitwa

 

Listę Poliszczart prowadzą: Sławomir Orwat i Tomasz Wybranowski

Więcej informacji o Liście Poliszczart i polskiej muzyce na blogu Sławomira Orwata „Muzyczna Podróż”. Tutaj znajdziecie link: http://slawek-orwat.blogspot.ie

Twórca Listy PoliszCzart, WNETowy człowiek w Londynie – Sławomir Orwat i Tomasz Wybranowski.

Muzyczna Polska Tygodniówka. 17. Aukcja Sztuki Młodej – 27 marca 2018 r. Gość: Mikołaj Konopacki

Zapraszamy do zapoznania się z katalogiem 17. Aukcji Sztuki Młodej, która odbędzie się w warszawskiej Pragalerii (przy ul. Stalowa 3), 27 marca, o godz. 19.30. Wystawa przedaukcyjna już trwa.

Mirella Stern Jak kochać – to na zabój, dyptyk.

W Muzycznej Polskiej Tygodniówce WNET, gościł Mikołaj Konopacki, dyrektor warszawskiej Pragalerii, gdzie we wtorek odbędzie się już 17. Aukcja Sztuki Młodej. Organizatorzy aukcji zapraszają także na showroom kolekcjonerski, w trakcie którego omówić można z ekspertami nie tylko ofertę katalogową, ale także porozmawiać o sztuce, inwestowaniu lub strategii budowania kolekcji.

 

Ewelina Kołakowska
161817145, 2018 olej, płótno, 130 x 100 cm, sygn. na odwrocie.

Showroom kolekcjonerski dbędzie się w najbliższą sobotę i niedzielę, czyli 24 i 25 marca 2018 roku. W tych dniach galeria będzie czynna w godzinach od 12.00 do 18.00.

– Zachęcamy do zapoznania się z ofertą aukcyjną i uczestniczenia w licytacji. Ci z Państwa, którzy nie będą mogli z nami być osobiście, mogą składać zlecenia telefoniczne lub limity licytacyjne. Służą do tego specjalne przyciski przy wszystkich pozycjach w katalogu aukcyjnym. Rekomendujemy także możliwość licytacji on-line w czasie rzeczywistym na platformie internetowej onebid.pl – powiedział Radiu WNET Mikołaj Konopacki.

Ekscytujący jest  WIRTUALNY SPACER po wystawie przedaukcyjnej. Czytelnicy i Słuchacze Radia WNET znajdą go tutaj: http://wnetrza3d.pl/realizacje/pragaleria/17-aukcja-sztuki-mlodej/

Jak podkreśla Mikołaj Konopacki, wirtualne zwiedzanie daje możliwość zobaczenia prac w przestrzeni galeryjnej, bez konieczności oglądania wystawy na żywo:

-Świetnie też służy przypomnieniu ekspozycji i prac artystów, tym z Państwa, którzy wcześniej odwiedzili nas osobiście. Do zobaczenia!

Licytacje rozpoczynają się od kwoty 500 zł. W gronie artystów, których prace będzie można nabyć, m.in. Ewelina Kołakowska, Mirella Stern, Mariusz Robert Drabarek czy Piotr Bubak.

Oto zapis całej rozmowy z Mikołajem Konopackim:

Premiera „Śpiewaków norymberskich” w poznańskiej operze w stulecie niepodległości Polski i powstania wielkopolskiego

Nasycone niemieckim nacjonalizmem dzieło znakomicie nadaje się na rocznicę państwową dla polskich Untermenschów, którzy nie wytworzyli własnej istotnej kultury i powinni czcić świętą niemiecką sztukę.

Celina Martini

W Teatrze Wielkim w Poznaniu 4 marca ma się odbyć w premiera „Śpiewaków norymberskich” Wagnera, nacjonalistycznej, niemieckiej opery. Tymczasem na afiszu nie ma żadnej opery polskiej. Jak na miasto znane z „najdłuższej wojny nowoczesnej Europy”, to bardzo specyficzny prezent na 100-lecie Niepodległości Polski.

Poznań. Dawna kolebka piastowska. Miejsce walk o niepodległość Polski i godność Polaków. Dziś z dumą nawiązuje do swej królewsko-cesarskiej, czyli pruskiej, przeszłości. Stulecie niepodległości i wybuchu powstania wielkopolskiego Poznań uczci po swojemu. Wystawieniem opery „Śpiewacy norymberscy” Ryszarda Wagnera, znakomitego niemieckiego kompozytora, inspiratora nazizmu, wielbionego przez Hitlera. Przepiękna, tryumfalna muzyka tej opery towarzyszyła słynnemu filmowi Leni Riefenstahl (także ulubienicy führera) „Triumf des Willens” – „Tryumf woli”. Był to rodzaj reportażu z odbywającego się w 1935 roku, w Norymberdze właśnie, parteitagu – zjazdu niemieckiej partii nazistowskiej. Niemieckie kierownictwo muzyczne i niemiecka reżyseria spektaklu gwarantują autentyzm wykonania w języku oryginału.

Opera jest komedią. Opisuje perypetie zakochanych, którzy walczą w konkursie śpiewaczym o serce swej wybranki. Nad całością intrygi czuwa szewc Sachs. Przedstawienie jest długie.

Po kilku godzinach śpiewów i gęstych partii orkiestrowych niewinna historyjka nabiera rumieńców. Jowialny szewc staje się przywódcą ludu, który pozdrawia go okrzykiem „Heil!” To „Heil!”, wielokrotnie powtarzane, szczególnie miło zabrzmi w polskich uszach. Jako przywódca napomina swój lud: „ehrt eure deutschen Meister!” (czcijcie swoich niemieckich mistrzów), bo najważniejsze jest zachować „heilige deutsche Kunst” (świętą niemiecką sztukę).

W tym momencie Sachs przekształca się w proroka przebudzenia narodu do nowego życia za pośrednictwem nowej sztuki i przywódcę wielbiącej go wspólnoty. Staje się równocześnie prorokiem polityki przyszłości, opartej na manipulowaniu masami i popychaniu ich w dowolnym kierunku. Geniusz Wagnera oddał hołd duchom totalitarnej przyszłości.

Okres tworzenia i wystawienia „Śpiewaków norymberskich” (1861–1868) to okres intensywnych wysiłków Bismarcka zmierzających do przywrócenia Rzeszy Niemieckiej. Nasycone niemieckim nacjonalizmem dzieło znakomicie nadaje się na rocznicę państwową dla polskich Untermenschów, którzy nie wytworzyli własnej istotnej kultury i powinni czcić niemieckich mistrzów i świętą niemiecką sztukę. (…)

Mam propozycję dla Poznania, poznaniaków i dyrekcji Opery Poznańskiej: bierzcie przykład z Niemców. Czcijcie świętą polską sztukę.

Artykuł Celiny Martini pt. „W poszukiwaniu polskiej sztuki” znajduje się na s. 1 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Celiny Martini pt. „W poszukiwaniu polskiej sztuki” na s.1 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Wybrano laureatów Głównej Nagrody SDP są nimi Michał Król i Ks Roman Sikoń

Michał Król i Ks. Roman Sikoń – laureaci Głównej Nagrody Wolności Słowa SDP o swoich filmach w Poranku WNET.

 

Główną Nagrodę Wolności Słowa za publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujące nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich, praw człowieka otrzymali: Michał Król i Maciej Grabysa za reportaż ”Prześladowani zapomniani – Uwolnić Asię Bibi” oraz ks. Roman Sikoń i Michał Król za film ”Modlitwa o pokój”.Przesłaniem obu filmów jest prośba o modlitwę zarówno o Asię Bibi jak i o pokój w Syrii.

Michał Król o swoim filmie „Prześladowani zapomniani – Uwolnić Asię Bibi”, za który został laureatem Głównej Nagrody Wolności Słowa SDP. Film jest o Asii Bibi, która w 2009 roku została oskarżona o bluźnierstwo przeciw Mahometowi przez muzułmanki. Półtora roku później zapadł wyrok na karę śmierci przez powieszenie. Asia Bibi oczekuje w celi na egzekucję osiem lat. Film ma  pomóc w tym aby mówić na nowo o sprawie prawa do bluźnierstwa.

Warte przypomnienia jest to, że w sprawie Asii Bibi zginęło dwóch polityków. Minister do spraw mniejszości Shahbaz Bhatti i polityk Salmaan Taseer który wstawił się za Asią Bibi. Obydwaj zginęli z rąk fanatyków religijnych. Prawo jest nadużywane w stosunku do chrześcijan i innych mniejszości  a także w stosunku do samych muzułmanów. Dlatego reforma prawa o bluźnierstwie jest niezbędna.

Ks. Roman Sikoń o swoim filmie „Modlitwa o pokój” stworzonym wraz z Michałem Królem, za który został laureatem Głównej Nagrody Wolności Słowa SDP. Film przedstawia sytuację w Syrii, która jest pogrążona w wojnie. Młodzież salezjańska prosiła o modlitwę, stąd ten tytuł. Młodzi ludzie zapytani o pomoc dla Syrii jednogłośnie twierdzą, że potrzebna jest modlitwa o Syrię.”To właśnie młodzieży chcemy dedykować nagrodę”- mówił Ks. Roman Sikoń. „ Miesiąc po powrocie z Syrii ekipy filmowej walki w Aleppo ustały. Jednak nadal potrzeba jest modlitwa o Syrię.”- podkreślał Ks. Roman Sikoń.

GS

 

Rysunek jest jak elektrokardiogram, zostawia ślad i jest niepowtarzalny, w przeciwieństwie do grafiki komputerowej

Powoli wracamy do rzeczy podstawowych, bo rodzi się swego rodzaju pustka. Te czasem gigantyczne rzeczy są bez ducha. I dlatego surrealizm jest sztuką, która nasyca widza czymś, co jest ponadczasowe.

Antoni Opaliński
Wojtek Siudmak

Jak Pan został artystą?

To proste pytanie, ale odpowiedź jest skomplikowana. To nie był żaden wybór, stałem się artystą, bo taki się urodziłem. Rysowałem wszystko, jak każde dziecko. Pamiętam moment, kiedy się zorientowałem, że inne dzieci bardzo się cieszą, jak coś narysuję. Stało się ze mną coś przedziwnego, pamiętam, że rysowałem łyżwiarkę na jednej nodze i nie mogłem narysować, więc zacząłem płakać. Pamiętam, że mama pogłaskała mnie po głowie, żebym się nie martwił, że to jest piękne… A ja odpychałem jej rękę, mówiąc, że to jest niedobre, i płakałem cały czas. Właśnie ten fakt, że takie małe dziecko wie, co jest niedobre, świadczył o pragnieniu doskonałości, większej zręczności… (…)

Złoty jeździec. Fot. z archiwum autora

Czy we współczesnej sztuce jest miejsce na metafizykę, na Boga?

Jest. Staram się znaleźć to miejsce. Być może my teraz możemy ująć to w sposób dużo bardziej filozoficzny niż kiedyś. Staram się zrealizować coś, co było wizją metafizyczną. Nie możemy wyobrazić sobie Boga, więc staram się wyobrazić Go na swój sposób, ale wychodząc ze standardowych barier. To nie jest proste, ale uważam, że należy zmierzyć się z tym tematem. Zrobiłem kilka obrazów. Nie jestem z nich zadowolony, chociaż jeden objechał w internecie cały świat i jest reprodukowany na prawo i lewo. To jest Bóg, który reprezentuje kosmos. Jest niewidomy, ponieważ jego oczy są również kosmosem. To skomplikowane, ale myślę, że jest w tym wiele prawdy. (…)

Były epoki, kiedy artyści – jak w średniowieczu – pozostawali anonimowi; były takie, kiedy wynoszono ich na piedestał, i takie, kiedy musieli zabiegać o łaskę tronu. A jaka jest dziś kondycja artysty w świecie zachodnim?

Myślę, że powoli wracamy do rzeczy podstawowych, bo rodzi się swego rodzaju pustka. Te wielkie, czasem gigantyczne rzeczy są bez ducha. I dlatego surrealizm jest tą sztuką, która nasyca widza czymś, co jest ponadczasowe, bogactwem intelektualnym i artystycznym. A mnie nade wszystko interesują dwie rzeczy: zawartość intelektualna, ale również to, co mamy tak bardzo unikalnego – gest artystyczny, ślad. Interesuje mnie w rysunku to, że jest trochę nieudolny, że jest inny od tego, co proponuje technika komputerowa, gdzie wszystko jest wyczyszczone i gdzie nie ma tego śladu. Rysunek jest troszeczkę jak elektrokardiogram, który bezpośrednio zostawia ślad na papierze i to jest niepowtarzalne. Rysunek staje się coraz bardziej interesujący dla kolekcjonera, ponieważ to jest rzecz unikalna. Natomiast próby, takie nieco brutalne, rysowania przy pomocy technik komputerowych – jest dużo wariacji na ten temat – jak się dobrze przypatrzymy, to one są puste. Są jakieś wariacje na temat koloru, na temat form, jest dużo pokrzykiwania, ale jakie jest przesłanie, ślad artysty? Słabością tego wszystkiego jest powierzchowność. (…)

Wieczna Miłość. Fot. z archiwum autora

Jak wygląda Pana pracownia?

Całkowicie banalnie. Jest wielki stół, na którym rysuję, jest kilka sztalug, na których maluję. Są ołówki i farby – i koniec. Czasem, jak mogę, słucham Chopina, czasem rock’n’rolla, żeby się obudzić. Ale nie ma żadnego wspomagania komputerem, ja tego nie chcę. A dlaczego nie chcę? Jak komputery zaczęły wchodzić w życie w latach 70., w Paryżu w Palais de Tokyo była pierwsza taka gigantyczna maszyna. Konstruktorzy – chyba IBM – zapraszali artystów, żeby zaczęli na tym pracować. Zobaczyłem, co to nam daje… że ta maszyna zżera naszą osobowość. Możemy rysować na jakiejś płytce, potem możemy to odbić… No dobrze, ale to nie jest to. Sztuka jest właśnie takim niezdarnym śladem, który właśnie dlatego jest taki cenny. Jak zostanie przetrawiony przez technologię, to zatracamy to. Poza tym jest nietrwały, trzeba go dopiero wydrukować. Francuski etnolog Claude Levi-Strauss, który zresztą pisał bardzo piękne analizy na temat sztuki, zwracał uwagę swoim studentom, żeby każde znalezisko było rysowane. Zastanawiałem się, dlaczego on nie mówi im, żeby fotografowali ze wszystkich stron. Chodziło o to, że rysując, poznajemy strukturę przedmiotu, wyobrażamy go sobie i notujemy w pamięci. Nowoczesne techniki niestety nie pozwalają nam zanotować w mózgu tego wszystkiego. Poznanie staje się bardzo powierzchowne.

Myślę, że trzeba zwrócić na to uwagę teraz, kiedy dzieci siedzą ciągle przy telefonach, przy komputerach i cały czas poświęcają na stukanie jednym palcem, ale nikt nie rysuje i nic się nie utrwala. Rysunek i pisanie są tymi gestami, które pozwalają nam utrwalić obserwację. Dziś przede wszystkim nie obserwuje się. (…)

W Polsce jest Pan znany także z inicjatyw związanych z upamiętnieniem wojennej tragedii Wielunia, Pana rodzinnego miasta. Z tym łączy się idea Nagrody Pokoju „Wieczna Miłość”.

Nagroda Pokoju jest częścią Światowego Projektu Pokoju. Dlaczego ją stworzyłem? Przez całe życie mojego brata patrzyłem na jego cierpienie. Niemcy zrzucali w Wieluniu również bomby chemiczne – przez długi czas nie wiedzieliśmy o tym. Te bomby wyrządziły duże szkody w systemach nerwowych dzieci, także wśród moich braci. Przez wiele lat patrzyłem na powolne umieranie mojego brata. Jeszcze kiedy byłem dzieckiem, obiecałem sobie, że nie zapomnę o tym, że coś zrobię. W latach osiemdziesiątych powstał obraz „Wieczna Miłość”. Później dążyłem do tego, aby na tej bazie zrobić rzeźbę, która nazywa się tak samo. Ona ma przypominać, że zabito w nas piękno, harmonię i dzieciństwo.

Cały wywiad Antoniego Opalińskiego z Wojtkiem Siudmakiem pt. „Kiedy przestaniemy rysować i pisać, staniemy się robotami” znajduje się na s. 10–11 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Antoniego Opalińskiego z Wojtkiem Siudmakiem pt. „Kiedy przestaniemy rysować i pisać, staniemy się robotami” na s. 10–11 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl