Poznać i zrozumieć Amerykę Łacińską – Studia Latynoamerykańskie w Polsce i na świecie

Ameryka Łacińska może zafascynować każdego. Ale żeby lepiej ją doświadczyć, trzeba się w nią zagłębić i próbować ją poznać i zrozumieć. O tym w dzisiejszej audycji.

Ameryka Łacińska to fascynująca część świata. Wie o tym każdy, kto choć raz odwiedził tamte rejony. Obszar, w którym oficjalnie używa się jedynie dwóch języków urzędowych to zarazem olbrzymia mieszanka: etniczna, rasowa, kulturowa, kulinarna, przyrodnicza etc. Większość osób traktuje Amerykę Łacińską jako ciekawą egzotykę. Są jednak i tacy, dla których cały ten region to teren badań naukowych. Studia Latynoamerykańskie to świetna okazja dla tych, którzy chcą „wgryźć się” w tematykę latynoamerykańską.

Można zapytać po co Studia Latynoamerykańskie w ogóle powstały, skoro Ameryka Łacińska dla wielu osób pozostaje w sferze egzotyki? Mimo sporej odległości wpływ Ameryki Łacińskiej na inne części świata może być znacznie silniejszy, niż pozornie by to mogło wyglądać. Globalizacja ekonomii powoduje, że echa kryzysu w Argentynie zostawiają ślad nawet w polskiej gospodarce. Liczni emigranci z Ameryki Łacińskiej przenoszą się w nowe części świata, zabierając ze sobą liczne zwyczaje, m.in. kulinarne. Sportowcy z krajów Ameryki Łacińskiej grają w europejskich klubach. Muzyka latynoska rozgrzewa tancerzy na całym świecie. Studia latynoamerykańskie to studia interdyscyplinarne, a to dlatego, że zajmują się niemal każdym aspektem związanym z Ameryką Łacińską. Polityka, społeczeństwo, prawo, kultura, kuchnia, ochrona przyrody, archeologia, historia, geografia… Z pewnością każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Kto jednak zapoczątkował Studia Latynoamerykańskie? Czy za pierwszych badaczy można uznać pierwszych kronikarzy, którzy wraz z konkwistadorami podbijającymi ziemie Nowego Świata opisywali mieszkańców zamieszkujących te ziemie? A może Studia latynoamerykańskie należy zacząć datować dopiero od momentu wyzwolenia się Ameryki Łacińskiej spod panowania hiszpańskiego i portugalskiego?

O tym, skąd się wzięły Studia Latynoamerykańskie w Polsce i na świecie i jakie były ich losy, oraz co zawdzięczamy tym studiom opowie nasz dzisiejszy gość  dr hab. Katarzyna Dembicz, której niemal całe życie związane jest z tą dyscypliną naukową. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasz gość przedstawi również najważniejsze ośrodki zajmujące się tematyką Studiów Latynoamerykańskich w Polsce, Europie i na świecie. Porozmawiamy także o tym, dlaczego Studia Latynoamerykańskie warte są rozważenia a wszystkich chętnych do prowadzenia biznesu z Ameryką Łacińską zaprosimy na wyjątkowe studia podyplomowe.

Na rozważania o Studiach Latynoamerykańskich zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 18-go czerwca, jak zwykle o 21H00!

¡República Latina – doświadczamy Amerykę Łacińską!

Nasza Pani Najświętszego Serca Jezusowego – mało znany obraz związany z kultem Najświętszego Serca Jezusa

Odarty z ram, wygnieciony i potargany, w końcu stał się przedmiotem internetowej aukcji. Jego wcześniejsze losy nie są znane. Odnowienie przywróciło mu piękno, którym zachwyca nawet znawców sztuki.

Barbara Maria Czernecka

Wizerunek Matki Bożej i Jej Syna w takiej postaci stał się najbardziej popularny w miejscowości Issoudun w departamencie Indre, położonym na terenie środkowej Francji. Tam właśnie około 1854 roku powstała Kongregacja Misjonarzy od Najświętszego Serca. Błogosławiony Papież Pius IX oficjalnie zatwierdził owo modlitewne stowarzyszenie, a wkrótce także sam zarejestrował się jako członek tego bractwa. 8 września 1869 roku czczony tam wizerunek Matki Bożej Najświętszego Serca został uroczyście ukoronowany. (…)

Pierwowzór tego wizerunku przedstawia Najświętszą Maryję Pannę na lewej ręce trzymającą Jezusa, a na prawej dłoni – Jego Najświętsze Serce. Szaty obu postaci mają kolory klasyczne. Suknia Madonny jest barwy purpurowej na znak matczynej miłości. Jej płaszcz – błękitny ze złotawym podszyciem, co oznacza świętość Boga – symbolicznie ukazuje niebo. Otacza cały ludzki rodzaj. Zielony kolor podszewki zapewne nawiązuje do Raju. Dzieciątko na sobie ma tradycyjnie białą, acz misternie przyozdobioną szatkę.

Fot. archiwum prywatne rodziny Czerneckich

Matka Boża nogą odzianą w bucik przydeptuje węża oplatającego kulę ziemską. Ten w paszczy trzyma zerwaną gałązkę z jabłkiem, będącym znakiem owocu z drzewa zakazanego w starotestamentalnym Edenie. Także i tu została więc Niepokalana Maryja przedstawiona jako Nowa Ewa, ostatecznie miażdżąca głowę biblijnego kusiciela.

Najświętsze Serce Syna, gorejące miłością dla nas, acz zranione cierniami naszych grzechów, Bogarodzica trzyma w swojej prawej dłoni. Jest to centralny, bo najważniejszy element całego obrazu.

Wymowne jest także przedstawienie dziecięcej postaci Jezusa. Jedną rączkę położył na piersi, a drugą wskazuje na oblicze Rodzicielki. Jednocześnie dyskretnie, paluszkami, wyjawia tajemnicę własnej boskiej i ludzkiej natury, a także jedności Trójcy Przenajświętszej. Nawet Jego małe stópki obute w sandałki są oznaką panowania i wolności. Dotknął nimi ziemi i zna naszą ciężką dolę. W ziemskim żywocie przecież nie ominęły Go trudy, prześladowania, cierpienia, a nawet męczeńska śmierć, uwieńczona zwycięskim Zmartwychwstaniem.

Postaci na obrazie są opromienione Bożą chwałą. U dołu płótna, nieco zachmurzona, widnieje krzywizna globu. Wyraźnie ponad ziemskim światem jest Królowa – Matka, jako regentka opiekująca się jeszcze małoletnim Królem – Synem. Ona jedna może i umie polecić Jemu wszystkie nasze sprawy. Przytula do Niego głowę, aby jak najuważniej wysłuchać i Jego mądrych słów. Gest ten pięknie wyraża ewangeliczną wartość służby poprzez naturalny, macierzyński instynkt. Zachowany jest w tym tradycyjny porządek, będący podstawą stałości i bezpieczeństwa.

Matka i Syn mają na głowach królewskie korony, zdobne w drogocenne klejnoty. Nie bez znaczenia jest ich kształt. Korona Niewiasty jest otwarta, typowo kobieca, wzorowana na używanych w zamierzchłych czasach przez królowe. Monarszy zaś wieniec Chrystusa jest zamknięty przecinającymi się pałąkami, z krzyżykiem na szczycie, ponad kulką wyobrażającą ziemię. Jest to jeden z elementów regaliów oznaczających suwerennego władcę. (…)

Prezentowany przy tekście obraz na płótnie w oryginale ma pokaźne rozmiary: metr szerokości i dwa metry wysokości. Musiał niegdyś stanowić ważną część niewątpliwie wspaniałego ołtarza katolickiej świątyni. Skrzętnie ukrywa tajemnicę, kto go ufundował, gdzie był czczony, jak długo skupiał na sobie wzrok wiernych i dlaczego został stamtąd zdjęty. Odarty z ram, wygnieciony i potargany kupieckim traktowaniem, w końcu stał się przedmiotem internetowej aukcji. Po dosyć zawiłej podróży po Polsce z ziemi lubelskiej zawrócił na Śląsk, gdzie ponoć pierwotnie został zlokalizowany. Jego wcześniejsze losy nie są znane. Po gruntownej renowacji, przeprowadzonej przez fachowego konserwatora, odzyskał swój wspaniały blask.

Cały artykuł Barbary Marii Czerneckiej pt. „Nasza Pani Najświętszego Serca Jezusowego” znajduje się na s. 8 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Barbary Marii Czerneckiej pt. „Nasza Pani Najświętszego Serca Jezusowego” na s. 8 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl

Paczka musi być opisana w sposób zapewniający zadowolenie już po otrzeźwieniu, że dzieło nie niesie w sobie nic

Tarturyzm jest rozpowszechniony w kierunkach sztuki współczesnej o charakterze postmodernistycznym. Wiąże się z łatwością wytworzenia przedmiotów dziełopodobnych. Nazwa celowo ma związek z torturami.

Marcin Niewalda

Tarturyzm (wł. tarha – potrącenie) to ogólne pojęcie odnoszące się do kierunków w sztuce, dla których całą lub przewodnią zawartością dzieła są elementy nośne (opakowanie – ‘tara’). Zawartość takiego dzieła nie zawiera treści, jest dowolna, mizerna, oczywista lub w żaden sposób nieodkrywcza. Tarturyzm jest rozpowszechniony w kierunkach sztuki współczesnej o charakterze postmodernistycznym. Wiąże się z łatwością wytworzenia przedmiotów dzieło-podobnych. Nazwa celowo ma związek z torturami ducha.

Podświadomie czujemy, że tandeta jest obecna w kulturze. Łatwość jej wytworzenia i możliwość zyskownej sprzedaży powodują, że staje się ona niezwykle atrakcyjnym biznesem. Zauważyło to wielu ludzi, lecz ich głos ginie, a pozycja artystyczna ulega załamaniu w chwili, gdy próbują to wyrazić.

W 1964 r. znany dziennikarz wystawił dzieła odkrytego przez siebie artysty Pierre’a Brassau. Krytycy zachwycali się, pisząc o „zdecydowanych liniach i determinacji”. „Pociągnięcia pędzla wykręcały się z wściekłością”, a Pierre był „artystą, który kreuje sztukę z delikatnością baletnicy”. Jeden z obrazów zostały kupiony za równowartość obecnego tysiąca dolarów. Pierre Brassau okazał się małpą, która większość farb zjadła.

Wówczas był to szok. Dzisiaj jednak coraz częściej mówi się o naturalności obrazów malowanych przez zwierzęta, a niektórzy ekolodzy lewicowi wręcz przyznają tej kreacji miejsce nadrzędne nad ludzkimi „ograniczeniami kulturowymi”. Brak treści staje się zaletą. (…)

Każde dzieło, tak jak każdy produkt, musi składać się z dwóch podstawowych elementów – treści i nośnika. Dawniej na lokalnym targu kupowało się produkty, oceniając ich jakość, rzetelność wykonania. W latach 60. XX w. Philip Kotler ustalił jedną z podstawowych zasad marketingu (tzw. marketing-mix i reguła 4P), według których cena to suma, którą klient chce zapłacić. Oprócz samego produktu pojawia się więc promocja. Im lepsza promocja, tym wyższą cenę można osiągnąć. Im gorszy produkt, tym bardziej trzeba go opakować w atrakcyjny sposób. Sztuka sprzedaży zaczęła więc polegać na sztuce opisania. (…)

Jaki jest więc przepis na sztukę współczesną? Według tradycyjnej reguły, przede wszystkim musi istnieć treść i unikalna forma, pogłębiona bogactwem wnętrza, przeżyć, wiedzy i emocji. Całość jest zawarta w nośniku (płótnie, kolorze, glinie, dźwiękach itp.). Mamy „paczkę”, w której jest treść opakowana w nośnik. We współczesnej sztuce opakowanie (tara) musi być maksymalnie atrakcyjne – wtedy treść (netto) może być nijaka. Paczka musi być opisana w sposób zapewniający zadowolenie już po otrzeźwieniu, że dzieło nie niesie w sobie nic. Niezależnie, czy jest to sztuka popularna – jak np. piosenki, czy wysoka – jak np. symfonia, reguła jest taka sama. Różne są tylko techniki prezentacji opakowania i wmawiania zadowolenia. (…)

Na pograniczu tarturyzmu stoją dzieła, które zawierają wprawdzie treść, lecz są to przekazy bardzo prymitywne, dyletanckie, banalne, popularne. Typowym przykładem są bajki na powszechnie oglądanych kanałach telewizyjnych dla dzieci czy popularne programy przyrodnicze. Zazwyczaj mocno akcentowany jest przekaz ekologiczny bądź wychowawczy. Jednak przekaz ten jest banalny. Rodzic ma wrażenie, że dziecko odbiera wartościowy program. W rzeczywistości treść ma tylko sugerować istnienie zawartości i dawać poczucie sytości, a atrakcyjne opakowanie powoduje, że pomimo braku treści jesteśmy zadowoleni z obejrzenia „tak ładnego programu”.

Cały artykuł Marcina Niewaldy pt. „»Sztuka« współczesna, czyli tarturyzm” znajduje się na s. 20 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Marcina Niewaldy pt. „»Sztuka« współczesna, czyli tarturyzm” na s. 20 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl

Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego – co robić, aby skutecznie zbudować pozytywny wizerunek Polski na świecie?

W toczącej się wojnie informacyjnej nie możemy być bezbronni. Świadomość elit i społeczeństwa rośnie, ale wciąż mamy ogrom prac do wykonania. Czas wizerunkowej ignorancji dawno powinien dobiec końca.

Zbigniew Berent

MaBeNa to Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego przypomniana przez prof. Andrzeja Zybertowicza. Mają ją Amerykanie, Izraelczycy, Rosjanie, Chińczycy oraz inne roztropne narody. Doradca prezydenta Andrzeja Dudy zaproponował stworzenie Maszyny Bezpieczeństwa Narracyjnego Rzeczpospolitej Polskiej, czyli całościową synchronizację „zasobów, którymi dysponuje państwo i społeczeństwo”, stworzenie sprawnego systemu komunikacji Polski z społecznością międzynarodową oraz PiS z Polakami.

Własne maszyny bezpieczeństwa narracyjnego mają państwa silne i pewne swego. Nasza MaBeNa powinna być sprawną maszyną do budowania polskiej suwerennej NARRACJI dla wewnętrznego i międzynarodowego odbiorcy informacji.

MaBeNa powinna prezentować światu polską racje stanu poprzez:

  • Ukazywanie prawdziwej historii naszego narodu i państwa w nowoczesny, atrakcyjny sposób, nie tylko poprzez historię oręża. „Trylogia” została pieknie opowiedziana przez Jerzego Hoffmana. W kolejce czeka cały wiek XV i XVI, gdy byliśmy nie tylko mocarstwem militarnym, ale intelektualnie potrafiliśmy wygrać z Krzyżakami na Soborze w Konstancji, sformułowaliśmy o 100 lat wcześniej od myśli zachodnioeuropejskiej nowoczesną doktrynę prawa narodów, z prawem do samostanowienia, o 250 lat wcześniej od Anglików uchwalono polski Habeas Corpus Act, itd.
  • Przekonywanie do wyznawanych wartości narodowych i cywilizacyjnych. Ileż to razy stawaliśmy w obronie łacińskiej cywilizacji przeciw cywilizacji turańskiej (rosyjskiej), islamskiej, bizantyjsko-łacińskiej (czytaj: niemieckiej); nie tylko zbrojnie, ale w obszarze kultury i tradycji.
  • Promowanie polskich osiągnieć naukowych, technologicznych i wynalazczych od Kopernika, Włodkowica, Kochanowskiego, Konarskiego, Staszica, Łukasiewicza, Domejki, Malinowskiego, do Marii Skłodowskiej, wynalazców Enigmy, osiągnięć polskich informatyków z Doliny Krzemowej, perowskitów, itd.
  • Popularyzowanie naszego dziedzictwa kulturowego.

MaBeNa powinna rezonować na cały świat, prezentując stanowisko Polski wobec aktualnych problemów i jego uzasadnienie. Każde normalnie funkcjonujące państwo dysponuje narzędziami budowy i ochrony wizerunku, i korzysta z nich. Należą do nich: komunikacja strategiczna, dyplomacja, organizowane konferencje, seminaria, wystawy, targi itd. (…)

Jak się okazuje, jakaś forma maszyny narracyjnej już funkcjonuje. Jest nią Departament Analiz Strategicznych przy Radzie Ministrów. Ponad połowa jego zadań pokrywa się z celami Maszyny Narracyjnej. Ma on opracowywać dokumenty i stanowiska narracyjne na potrzeby odbiorcy krajowego i zagranicznego. Jednak Zybertowiczowi chodzi o coś większego, o stworzenie czegoś na wzór Kwatery Głównej do skutecznej realizacji jednolitej kulturalno-historycznej wizji narracyjnej. Do prac MaBeNy należałoby zaangażować struktury państwowe, naukowe, wynalazcze, biznesowe, instytuty i instytuty naukowo-badawcze (Narodowy Instytut Kultury, Instytut Adama Mickiewicza, Polski Instytut Sztuki Filmowej, IPN, Instytut Badań nad Totalitaryzmami itd.), fundacje (Polska Fundacja Narodowa), agencje (Polska Agencja Prasowa, Agencja Rozwoju Przemysłu, Modernizacji Rolnictwa, itd.). (…)

Po 1989 roku nasi ludzie „u steru”, członkowie kolejnych ekip rządowych, tzw. parlamentarzyści – wyjeżdżali nad wyraz często po nauki, wymianę doświadczeń do najróżniejszych krajów. Czemu służyły te wyjazdy, skoro nie przekuto ich na rozwiązania służące polskiej racji stanu?

Czyżby zagraniczni koledzy ukrywali przez ponad 20 lat podstawowe zasady funkcjonowania skutecznych rozwiązań prawno-organizacyjnych? Dlaczego dopiero po 29 latach od 1989 roku pojawia się w publicznej przestrzeni temat konieczności kreowania własnej narracji? Jarosław Kaczyński podkreśla, że „Prawda nie obroni się sama”. Piotr Gociek na łamach tygodnika „Do Rzeczy” również stawia pytanie: Jednak dlaczego dopiero teraz? I jak bardzo jesteśmy „w trakcie tworzenia (machiny, która będzie broniła tej prawdy)”? (…)

To, że MaBeNa nie powstała w minionych 29 latach, dowodzi dwóch prawd. Pierwsza jest taka, że rządzili nami od 1989 roku zdrajcy. Nie jest wszak możliwe, aby tak wysoki poziom dyletanctwa trwał aż tyle lat. Aby przez tyle lat nie dochodziły do służb dyplomatycznych, Rady Ministrów, Sejmu, Senatu, Ministerstwa Obrony Narodowej, ABW, służb wywiadu i kontrwywiadu informacje na temat zasad prowadzenia skutecznej polityki wizerunkowej w interesie polskiej racji stanu.

Druga prawda nie jest niestety korzystna dla obozu Dobrej Zmiany:

Nawet dziecko zna zasadę: akcja-reakcja. Opcja Dobrej Zmiany przygotowywała się od co najmniej 2007 roku do pełnienia władzy. Tymczasem nie przewidziała, że jej działania (akcja) spowodują niespotykaną dotąd kontrreakcję beneficjentów dotychczasowych reguł i układów. Zachowanie totalnej opozycji zaskoczyło Dobrą Zmianę. Jakkolwiek wewnątrz kraju organa porządkowe, radio i telewizja stanęły na wysokości zadania, to na arenie międzynarodowej ponieśliśmy sporo dotkliwych porażek.

Od początku marca 2018r. trwa akcja #RespectUs – sprzeciw wobec zakłamywania historii Polski.

Akcja ta to oddolna inicjatywa młodych Polaków, której celem jest wyrażenie sprzeciwu wobec zakłamywania historii oraz ukazywania Polski jako kata w czasie II wojny światowej. Jest odpowiedzią na kampanię przypisywania Polakom współodpowiedzialności za Holokaust. Akcja została zorganizowana dzięki zaangażowaniu Fundacji Wsparcia Rolnika Polska Ziemia.

W Internecie rekordy popularności zdobywał klip filmowy, który zapoczątkował akcję #RespectUs. Bohaterem spotu jest ociekający krwią młody Polak, który przeprasza wszystkie narody za rzekome winy Polaków dokonane m.in. podczas II wojny światowej. Przytoczone w nim słowa są tekstem piosenki zespołu Lumpex’75:

Wstydu rumieniec zalewa mi twarz, łza polska powiekę mi zrasza, przepraszam was bardzo o wszystkie narody, serdecznie was tutaj przepraszam. Przepraszam was, Niemcy, przezacni Germanie, za Grunwald, Drzymałę i Wrześnię. Przepraszam gorąco, postawię wam chlanie, za wuja Adolfa i resztę. Ciebie, szlachetny narodzie radziecki, za Sybir, wywózki, Stalina. Prastitie, przepraszam was słowem serdecznym…

Cały artykuł Zbigniewa Berenta pt. „Jak pokonać areopagi nienawiści? Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego MaBeNa” znajduje się na s. 7 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Berenta pt. „Jak pokonać areopagi nienawiści? Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego MaBeNa” na s. 7 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl

„Biografia a sztuka. Wokół symbolizmu Jacka Malczewskiego”. Wykład z cyklu spotkań wiosennych w Muzeum Tarnogórskim

Malczewski już jako dziecko miał bardzo silne poczucie własnej, niepowtarzalnej indywidualności, by nie rzec wyjątkowości i obawiał się, że Matejko kształci go na kontynuatora własnego malarstwa.

Maria Wandzik

Muzeum Tarnogórskie tegoroczne spotkania wiosenne poświęciło tak zacnemu artyście, jakim jest Jacek Malczewski. Tajniki jego życia i twórczości przybliżała kierująca Działem Sztuki Muzeum Górnośląskiego prof. Agnieszka Bartków.

Malczewski to malarz i rysownik, czołowy reprezentant Młodej Polski, zwany ojcem symbolizmu w polskim malarstwie na przełomie XIX i XX wieku. Urodzony w Radomiu w 1854 r., zmarł w 1929 r. w Krakowie. (…)

Malczewski, który pisał, że już jako dziecko miał bardzo silne poczucie własnej, niepowtarzalnej indywidualności, by nie rzec wyjątkowości, obawiał się, że zapatrzony w swą wizję Matejko kształci go na kontynuatora własnego malarstwa. (…)

Malarstwo Matejki odcisnęło piętno na wyobraźni Malczewskiego i wraz z poezją wielkich romantyków oddziałało formotwórczo na patriotyczno-historyczny nurt jego twórczości. Jednakże w listach do ojca pisał: „Chcę inaczej malować jak Matejko, jak wszyscy mistrze świata, chcę malować świat żyjący, rzeczywistość, prawdę”. (…)

Przełom symbolistyczny w sztuce Malczewskiego zbiegł się w czasie z okresem najbardziej dynamicznych przemian w sztuce polskiej. Malczewski odnalazł własny styl i stopniowo realizował koncepcję sztuki, która miałaby wyrazić „duszę świata całego i całej ludzkości” oraz „uczucia własne” artysty. Wszystkie, dotąd rozproszone tematy i wątki sztuki integrował w całość: zarówno motywy folklorystyczne, antyczne, tematy biblijne, patriotyczno-narodowe, autoportrety, portrety oraz pejzaże.

Romantyczny mesjanizm na stałe zagościł w obrazach artysty. Najbardziej bezpośredni i najgłębszy wyraz znalazł w Melancholii (1890-1894); impulsem była twórczość Słowackiego. Melancholia to obraz w całości fantastyczny i wizjonerski, a przecież konkretny w szczegółach i pełen powagi. Znaczący w podziale obszarów kolorystycznych, ekspresyjny w perspektywicznych ujęciach. Przedmiotem syntezy Malczewskiego stał się w stulecie upadku Polski cały wiek niewoli. Czas ponawianych przez kilka pokoleń, daremnych walk o wolność został ujęty w parabolę życia ludzkiego od dzieciństwa przez dojrzałość ku śmierci. Tłumna akcja przedstawionego dramatu rozwija się od strony lewej, z obrazu ustawionego na sztaludze w głębi atelier, zawęźla w centrum, wycisza po prawej, pod uchylonym oknem pracowni artysty. Na prawym skraju widnieje postać kobieca w czarnych szatach. Stoi i progu świetlistego ogrodu, symbolu upragnionej wolności, w stronę której niesiony jest tłum wypływający z rozpoczętego obrazu, przed którym siedzi pogrążony w marzeniu artysta. Postać kobiety ma dwoistą naturę zarówno Melancholii, jak i Śmierci. (…)

Ojczyzna była dla Malczewskiego dobrem najważniejszym; tak powtarzał swoim studentom w Akademii. Mówił: „Gdybym nie był Polakiem, nie byłbym artystą”. Wartości patriotyczne i religijne zaszczepiła w nim rodzina, szczególnie umiłowany ojciec Julian.

Cały artykuł Marii Wandzik pt. „Biografia a sztuka. Wokół symbolizmu Jacka Malczewskiego” znajduje się na s. 12 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Marii Wandzik pt. „Biografia a sztuka. Wokół symbolizmu Jacka Malczewskiego” na s. 12 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl

Milo Kurtis: Stoję na początku drogi. Mam sześćdziesiąt siedem lat i dopiero zaczynam. Jakie to piękne uczucie…

Polacy ani nie są ksenofobami, ani rasistami… oczywiście są takie grupki; a antysemityzm w Grecji jest znacznie większy niż w Polsce, ale Polacy są jedynym narodem, który lubi nadawać sam na siebie.

Krzysztof Skowroński
Milo Kurtis

Z Milo Kurtisem, Polakiem narodowości greckiej, współzałożycielem zespołów Osjan i Maanam, prowadzącym na Wolnej Antenie Radia WNET cotygodniową audycję muzyczną pt. „Na początku był Chasos”, rozmawia Krzysztof Skowroński.

Kogo zapraszasz do swoich audycji?

Przeważnie muzyków, krytyków muzycznych. Kiedy jeszcze byliśmy w Europejskim, zapraszałem też polityków, postanowiłem jednak wycofać się z publicznych rozmów o polityce, bo nikomu nie odpowiada moja doktryna polityczna, która zawiera się tylko w dwóch słowach: zapiekłość szkodzi.

Powiedziałeś tak kiedyś w czasie wywiadu telewizyjnego.

I to był mój ostatni wywiad w tej telewizji. Nie podam nazwiska rozmówcy, bo jest zbyt znany… Powiedział do mnie: „Widzę, że jest pan symetrystą”. Ja na to: „Bardzo dziękuję za komplement, choć wiem, że w ustach zwolenników Platformy to jest obelga. Ale ja chodziłem do dwóch szkół podstawowych, polskiej i greckiej. I w siódmej klasie podstawówki greckiej mieliśmy filozofię i logikę. I do tej pory podążam drogą pierwszego symetrysty w filozofii, który żył w piątym wieku przed naszą erą, i który jak dostawał monetę, to oglądał ją zawsze z dwóch stron. Nazywał się Sokrates”. Wtedy mój rozmówca zbladł trochę i sytuację musiał ratować prowadzący. (…)

Gdzie była grecka szkoła?

Na Mokotowskiej, na Ogrodowej… Przenosiła się. Co roku ktoś inny nam wynajmował sale. W każdym razie uczyliśmy się greckiego, historii, patriotyzmu. Bo w greckim języku ‘patriotyzm’ to jedno z najpiękniejszych słów i bardzo się dziwię…

Będę robił dygresje, bo jestem Grekiem. I dziwię się, że w Polsce słowo ‘patriotyzm’ straciło znaczenie. Bo ja jestem patriotą greckim i polskim, nie wstydzę się tego, jestem z tego dumny. Nie jestem dumny z tego, że jestem Grekiem, bo to nie moja zasługa. Mogę być dumny z czegoś, co sam osiągnąłem. A do patriotyzmu doszedłem sam, swoim umysłem i sercem.

(…) Masz dzieci i wnuki.

Siedmioro wnucząt; pierwszego maja urodziło mi się siódme wnuczątko, dziewczynka Beatrix. Mam czterech wnuków i trzy wnuczki. Mam też syna i córkę, wszyscy mieszkają w Anglii, niestety. Żona wywiozła ich do Anglii w osiemdziesiątym roku.

A Ty pojechałeś do Grecji, potem do Nowego Jorku.

Jeździłem już od 1975 roku, z Osjanem. Graliśmy muzykę instrumentalną, w związku z czym mogliśmy łatwo wyjeżdżać za granicę, cenzura nas nie dotyczyła. I my, zespół jazzowy z Polski, jako jedni z pierwszych na świecie nagraliśmy „Muzykę świata”. Dopiero po nas powstał słynny Oregon, ale my pierwsi to robiliśmy i mieliśmy szanse na karierę.

I nadal jest szansa na karierę.

Ja już nie dbam o takie przyziemne rzeczy. Jakieś pół roku temu zdałem sobie sprawę, że jestem szczęśliwy, że wreszcie stanąłem na początku drogi. Mam sześćdziesiąt siedem lat i dopiero zaczynam. Wiesz, jakie to jest piękne uczucie? Jaką daje energię? Od roku robię jedenaście kilometrów dziennie szybkiego chodu, uprawiam ćwiczenia fizyczne. I muzyka… Otworzyłem się naprawdę. Alkohol i marihuana zatykały moje uszy, a bardziej mózg. Zacząłem tworzyć – nowe utwory, nowy zespół, wszystko nowe.

Zacząłem grać i okazuje się, że publiczność przyjmuje genialnie. Jestem na tyle bezczelny, że z muzykami, z którymi grałem, zrobiłem dwie próby, zagrałem koncert na Saskiej Kępie w lutym, nagrałem go i w tym tygodniu wychodzi płyta.

Zespół jest międzynarodowy? Multikulti?

Milo Ensemble. I to multikulti wydaje instytucja bardzo narodowa, jak to teraz mówią – ksenofobiczna, antysemicka i tak dalej: Narodowe Centrum Kultury.

Śmieszy Cię sytuacja polityczna w Polsce?

Śmieszy mnie, bo Polacy ani nie są ksenofobami, ani nie są rasistami… oczywiście są takie grupki, tak samo jak we Francji; a antysemityzm w Grecji jest znacznie większy niż w Polsce, ale Polacy są jedynym narodem, który lubi nadawać sam na siebie, a wiesz, że mieszkałem w wielu krajach.

Narodowe Centrum Kultury wydało płytę, w której grają muzycy z Gambii, Syrii, Jemenu, Grecji i Polski.

I za chwilę będą koncerty. A my rozmawiamy, bo Radio WNET ma dziewięć lat!

To było piękne, jak 9 lat temu wychodziliśmy z ZAIKS-u i Ty do mnie mówisz: „Milo, zakładam radio internetowe, może byś się przyłączył”. Ja na to: „Krzysiu, ale przecież wiesz, że jestem anarchistą”. Miałeś jednak ostatnie słowo, bo mi odpowiedziałeś: „Milo, ale ja też jestem wolnościowcem”. No i tu mnie kupiłeś, nie było wyjścia. Nie miałem żadnego argumentu, żeby Ci odmówić. (…)

A teraz czekamy na koncesję, żeby dalej cieszyć się wolnością.

Do moich audycji, jak mówiłem, zapraszam różnych ludzi, muzyków i naukowców też. I na przykład Adam Strug mi mówi: „W żadnym innym radiu w Polsce nie mam szansy zaprezentować tej muzyki, co w Radiu WNET, ani powiedzieć tego, co tutaj”.

To samo mi powiedział Franciszek Bocheński, kiedy rozmawialiśmy przez dwie godziny o islamie. Udawało mi się przerwać mu tylko, żeby puścić jakąś muzykę. Ułożyłem ją odpowiednio do polityki. Najpierw został zaatakowany Afganistan, później Irak, później zaczęła się Arabska Wiosna od Tunezji i tak dalej. Mieliśmy to samo zdanie, wiedzieliśmy, kto to wszystko wywołał – żaden Facebook, żadne bzdury, w które wierzą neoliberałowie. On opowiadał, aż w końcu zaczął mi śpiewać Koran po arabsku! Ale dziewczyny w drugim pokoju powiedziały mi: „Milo, my bardzo lubimy twoje audycje, ale to była najnudniejsza, jaką słyszałyśmy”.

Był też zaangażowany bardzo politycznie Wojtek Konikiewicz, dzięki któremu powstał Związek Zawodowy Muzyków. Ostatnio grałem z Trebunią-Tutką. Ja grałem na klarnecie po grecku, a on śpiewał po góralsku. Był Irek Dobrowolski, reżyser filmu Sierpniowe niebo. Sześćdziesiąt trzy dni chwały, o powstaniu warszawskim. W jednej gazecie musiano napisać o tym filmie tylko dlatego – ale napisano – że tam podają pierwszą dziesiątkę najczęściej oglądanych filmów, a on miał najwięcej sprzedanych biletów. I jakoś niezauważony przeszedł. Bardzo żałuję, bo ja tam zrobiłem muzykę i zespół rapowy Hemp Gru. Jego lider się nazywa Bilon. W każdym razie wejść na Sześćdziesiąt trzy dni chwały w Internecie jest miliony – ale nikt o nim nie pisał. Dziwne.

Kto jeszcze mnie odwiedzał? Kapela ze wsi Warszawa z liderem. Najpierw zagrałem z liderem Trebuniów-Tutków, a w następnej godzinie z liderem Kapeli ze wsi Warszawa.

Filozofowie mają problem ze zdefiniowaniem słowa wolność. Masz taki problem?

‘Eleftheria’ to jest popularne imię greckie. Kiedy ci wariaci wychodzą i krzyczą, że chcą wolności, to ja im mówię: ja za komuny byłem wolny, w policyjnej Ameryce byłem wolny, w więzieniu się czułem też wolny, dlatego że wolność to dla mnie jest stan umysłu, a nie otoczenie. To jest prawdziwa wolność i ja się czuję wolny bez względu na to, gdzie jestem… (…)

Milo, stawiamy tu trzy kropki.

Czyli kontynuujemy. Zapraszam w czerwcu, mam nadzieję, że to będzie po udanym festiwalu, który honorowym patronatem objął pan minister kultury, bo to ksenofobiczne Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego organizuje festiwal Muzyka Mniejszości Narodowych i Etnicznych Rzeczpospolitej. Będzie – i miałem dzisiaj w audycji – muzyka Tatarów, Greków, Łemków, Ormian, Kaszubów, Mazowszan… Nie wymienię wszystkich, ale trzynaście mniejszości i robimy to z Narodowym Centrum Kultury. Ministerstwo Kultury daje na te mniejszości pieniądze.

Ja też jestem mniejszością i potomkiem uchodźców, w związku z czym na politykę polską patrzę z zupełnie innej perspektywy niż ci, którzy się tak strasznie nami przejmują. Nie przejmujcie się. Najpierw popracujcie nad sobą, a później zacznijcie naprawiać świat.

A do kogo ten apel?

Do wszystkich.

Cały wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z Milo Kurtisem pt. „Na początku był Chaos” znajduje się na s. 2 i 4 rocznicowego dodatku do czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z Milo Kurtisem pt. „Na początku był Chaos” na s. 2 rocznicowego dodatku do czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl

 

Radio WNET: 9 lat pod znakiem wolności, republikanizmu, patriotyzmu i chrześcijaństwa / Dodatek do„Kuriera WNET” 48/2018

Od kilku miesięcy stoimy w blokach startowych, oczekując na ogłoszenie przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o możliwości uzyskania koncesji. Stworzymy radio, którego nie można przestać słuchać.

Radio! Robimy radio! Radio WNET!

Radio WNET narodziło się 25 maja 2009 roku. Tego dnia zaczął działać Rycerski Portal. Pomarańczowa elipsa miała symbolizować Okrągły Stół. Wokół niego byli zgromadzeni założyciele, których reprezentowały ich zdjęcia. Idea była prosta. Każdy z Rycerzy buduje swoją republikę i razem z republikanami-giermkami „opanowuje” jakąś część przestrzeni informacyjnej. Republiki się powiększają. Giermkowie stają się Rycerzami i budują własne republiki informacyjne.

Pierwsze dwa tygodnie Radia WNET okazały się telewizją. Taras Hotelu Europejskiego, pięć kamer i regularny program telewizyjny.

Dosyć szybko skonfrontowani z rzeczywistością ekonomiczną, zamieniliśmy wielkoformatową telewizję na coś, co nazywaliśmy „reportażem WNET”. Był to prostu niemontowany reportaż. Jedną z jego kategorii estetycznych była nuda, ale za każdym razem udawało się ją przełamać. Pierwszy portal Radia WNET był w sposób doskonały nieprzejrzysty. Tylko wyjątki (włącznie z nami) potrafiły się zorientować, o co chodzi. Ale idea WNET stawała się coraz popularniejsza i mieliśmy coraz więcej zwolenników i publiczności. Dumnie posługiwaliśmy się hasłem „Media Prawdziwie Publiczne”. I takie te media są do tej pory.

Idea Republiki WNET powstała razem z Radiem WNET. Republikę WNET tworzą dziennikarze obywatelscy. Wolność publikowania, przy jednoczesnej współpracy z Redakcją, miała stanowić o sile portalu Radia WNET. Po części to się udało. Gdyby Państwo zajrzeli do starego portalu, odnaleźliby tam bogactwo różnorodnych treści.

Ewolucja radia, skoncentrowanie się na porannej audycji uniemożliwiło nam odpowiednią dbałość o rozwój Republiki. Nie udało nam się upilnować internetowych botów, które założyły tysiące kont, udaremniając spontaniczny dostęp do publikacji republikańskich. Oczywiście Radio WNET planuje udostępnić możliwość samodzielnych publikacji również w nowym serwisie pod adresem www.wnet.fm.

Poranek WNET

Radio WNET zaczęło nadawać całodobowy program w styczniu 2010 roku. Naszą sztandarową audycją jest Poranek WNET, słuchany od lat zarówno na falach UKF (na początku na antenach Radia Warszawa i Radia Nadzieja, potem na częstotliwości 87,8 MHz w Warszawie, udostępnionej w ramach zgody na okazjonalny przekaz informacji, a już wkrótce, mamy nadzieję, w ramach własnej koncesji), jak i w Internecie na WNET.fm.

Poranek WNET szybko zyskał rangę audycji opiniotwórczej. Tylko w styczniu 2018 roku nagrania wideo wywiadów z audycji na naszym kanale w serwisie YouTube zostały wyświetlone ponad 1,3 mln razy. Od początku istnienia Poranek WNET dawał możliwość prezentacji poglądów i pomysłów licznym środowiskom, opiniom niezależnym wobec mediów i przekazów formowanych wyłącznie w tzw. głównym nurcie mediów.

Program Poranków WNET wypełniają głównie wywiady i rozmowy z zaproszonymi gośćmi. Przez osiem lat w ponad 2000 porannych audycji prowadzący program zadali pytania ponad dziesięciu tysiącom gości.

Radio w drodze

Znakiem firmowym Poranków WNET są audycje wyjazdowe „radia w drodze”. W swojej historii Radio WNET przejechało dziesiątki tysięcy kilometrów, nadając setki godzin audycji z kilkuset miejsc w Polsce i w Europie. Na żywo nadawaliśmy dla słuchaczy „Poranki WNET” z placu Świętego Piotra, z ulic Rzymu, z placu św. Łucji w Wenecji, z Sarajewa, Budapesztu, z dachu Pałaców Biskupów w Pradze, z Berlina, Kijowa, Wilna, Lwowa, Stanisławowa, Krzemieńca, Bukaresztu, Bratysławy, Zagrzebia. Oczywiście wielokrotnie przemierzyliśmy Polskę wzdłuż i wszerz.

Poranek WNET z Sianowa, 7 lipca 2016 (w trakcie radiowej pielgrzymki z Jastarni na Jasną Górę). Kazimierz Leśniewski mówi o projektowanych i budowanych przez siebie nietypowych rowerach. Konstruktor przedstawia model przeznaczony dla 11 osób o wadze ponad 300 kg | Fot. L. Rustecki

W roku 2016 Krzysztof Skowroński i Lech Rustecki przeszli pieszo trasę z Jastarni na Jasną Górę, codziennie nadając 113-minutową audycję. Niekiedy postój i miejsce poprowadzenia audycji wypadały w zagubionych w puszczy wsiach. Podczas jednego z takich postojów dotarła do nas informacja o zamachu terrorystycznym w Nicei. Dzięki sieci korespondentów i przyjaciół naszego radia udowodniliśmy sobie, że niezależnie od tego, gdzie znajduje się redakcja, jesteśmy w stanie zrobić program informacyjny, którego jakość nie zależy od miejsca nadawania.

Do prowadzących Poranki należeli: Katarzyna Adamiak-Sroczyńska, Grzegorz i Monika Wasowscy, Jerzy Jachowicz, Dariusz Rosiak, Krzysztof Feussette, Piotr Gociek, Łukasz Warzecha, Wojciech Jankowski i Piotr Dmitrowicz.

Poranki WNET prowadzą obecnie Krzysztof Skowroński, Antoni Opaliński, Aleksander Wierzejski, Łukasz Jankowski, Tomasz Wybranowski i Witold Gadowski. Ten ostatni zadebiutował w tej roli 4 kwietnia 2017 roku, przejmując w tymczasowe posiadanie wtorek, którego gospodynią przed urlopem macierzyńskim była Magdalena Uchaniuk.

Radio WNET jest dumne ze swoich korespondentów: Jana Bogatki (Niemcy), Piotra Witta (Francja), Ireny Lasoty (USA) – wszyscy troje byli dziennikarzami Radia Wolna Europa, Paweł Bobołowicz (Ukraina), Hanna Shen (Tajwan).

Również w 2010 roku na falach Radia WNET i Radia Warszawa ruszył Program Wschodni (w każdą sobotę o godzinie 10.07), prowadzony przez Wojciecha Jankowskiego – obecnie bardzo ważnego współpracownika „Kuriera Galicyjskiego”. Programu Wschodniego teraz można o tej samej porze słuchać w Radiu WNET i oglądać w Telewizji Republika.

Wolna Antena

Radio WNET to radio autorskie, w którym ważna jest osobowość twórcy. Wokół nas jest wielu potencjalnych radiowców, którzy nie planują wiązać swojego życia zawodowego z radiem, ale mają do przekazania ciekawe treści i przemyślenia. To z myślą o nich oraz młodych, wchodzących w życie zawodowe dziennikarzach została stworzona Wolna Antena Radia WNET. Tutaj wolontariusze, osoby zakochane w radiu, amatorzy i profesjonaliści prowadzą swoje autorskie audycje.

Do grona najważniejszych muzycznych programów „Wolnej Anteny Radia WNET” należy zaliczyć „Muzyczne Konfrontacje” Romana Zawadzkiego, „Na początku był Chaos”, którego autorem jest legenda polskiej muzyki Milo Kurtis (współzałożyciel grupy Osjan i Maanam), przybliżający słuchaczom muzykę ze wszystkich zakątków świata, i oczywiście „Crossroads” Zbyszka Jędrzejczyka. Nie zapominamy również o „PoliszCzart” – muzycznej liście prowadzonej przez Sławomira Orwata i Tomasza Wybranowskiego, którzy prezentują utwory znane, ale również szukają nieznanych zespołów. Na liście „PoliszCzart” zadebiutowało już ponad trzystu wykonawców z Polski i Polonii. W Radiu WNET panuje różnorodność gatunków muzycznych.

Wolna Antena może się również pochwalić czymś, czego prawdopodobnie nie ma żadna inna rozgłośnia, czyli audycjami międzynarodowymi. „Los Kowalski” i „República Latina”, prowadzone w języku hiszpańskim z tłumaczeniem na polski, są naszym oknem na kulturę i politykę krajów Ameryki Łacińskiej. Natomiast Anna Frawley i jej „Beatlemania” w każdy piątek zabiera nas w świat muzyki legendarnego zespołu The Beatles.

Sztandarem działu kulturalnego stały się „Smaki i niesmaki” Wojciecha Piotra Kwiatka oraz „Z miłości do kina” Angeliki Cudnej.

Dawkę polityki i spraw społecznych, poza Porankiem WNET zapewniają słuchaczom Radia WNET takie audycje jak „Radio Solidarność” (stworzona przez autorów nielegalnej rozgłośni z czasów stanu wojennego), „Stefan Truszczyński i jego drużyna” i „Studio Dublin” Tomasza Wybranowskiego, które jest kontynuacją „Irlandzkiej Tygodniówki WNET” i od sześciu lat opowiada o najważniejszych wydarzeniach dla Polonii z Irlandii i Wielkiej Brytanii. Natomiast audycja „Koloseum”, tworzona we współpracy ze Stowarzyszeniem Papieskim Pomoc Kościołowi w Potrzebie, a prowadzona przez Ewę Tylus, co tydzień opowiada o prześladowaniach chrześcijan na całym świecie, a także o możliwościach pomocy humanitarnej.

Cotygodniowej lekcji historii udziela odbiorcom „Gawęda historyczna” Krzysztofa Jabłonki. Mamy też wyjątkową audycję, prowadzoną przez osoby niepełnosprawne intelektualnie. „Wolna Antena Radia WNET” to 30 unikatowych audycji, których nie wystarczy opisać, trzeba ich posłuchać.

W maju 2018 roku w ramówce Radia WNET znajdują się 34 programy autorskie, tak muzyczne, jak publicystyczne i popularno-naukowe. Ten niezwykły format spowodował, że marka Radia WNET jest rozpoznawalna w Polsce, ale ma także tysiące wiernych słuchaczy na całym świecie.

Muzyka

W Radiu WNET przeciętnie połowę prezentowanych nagrań stanowi muzyka polska i rodzime produkcje instrumentalne. W naszych programach debiutują nowi wykonawcy, przykładem niech będą tu rockowy Gabinet Looster (Londyn), heavy-metalowy Scream Maker (Warszawa), folkowy SuperTonic Orchestra (Dublin) czy piosenkarki młodego pokolenia Caroline Baran (Chicago) i Alex Gala (Londyn), którzy odnieśli już sukces, a dzięki Radiu WNET zostali dostrzeżeni przez inne media w kraju. W godzinach wieczornych w Wolnej Antenie (bloki autorskie) stawiamy na audycje kulturalno-literackie i muzyczne, prowadzone przez uznane osobowości. Radio WNET stawia także na promowanie nowych twórców i wykonawców. Nasze radio stało się platformą dla rodzimych debiutów muzycznych i szeroko rozumianej promocji kultury polskiej. Przykładem jest „PoliszCzart”, tworzona przez dziennikarzy muzycznych z Wysp Brytyjskich, którzy od ponad dziesięciu lat promują polskich wykonawców na Zachodzie, polskich zaś wykonawców, tworzących poza granicami Polski, przybliża słuchaczom w kraju. W „PoliszCzart”, prezentowanej w radiu WNET w soboty, zadebiutowało już ponad trzystu wykonawców.

Twórcy Radia WNET widzą wielką potrzebę promowania polskiej muzyki, która pomijana jest na innych antenach w kraju (tak publicznych, jak i komercyjnych). Są to: rock chrześcijański (Tymoteusz 2,3 , Armia, Budzy i Trupia Czaszka, Darek Malejonek), rock patriotyczny (Horytnica, Basti, Forteca, Dempsey czy Gun) czy hip-hop, który w wielu przypadkach jest dla młodego pokolenia Polaków nośnikiem wiedzy historycznej i uczy patriotyzmu – m.in. Tadek Solo Firma (syn poety Jana Polkowskiego), Hemp Gru, czy Bisz.

Czas przełomu

Tak jak dla całej historii III Rzeczpospolitej, i dla Radia WNET datą najważniejszą był 10 kwietnia 2010 roku. Krakowskie Przedmieście, Pałac Prezydencki i wszystkie zdarzenia widzieliśmy przez okno naszego studia, które znajdowało się w Hotelu Europejskim.

W marcu 2011 roku ruszyła trzecia odsłona portalu Radia WNET.

Od początku istnienia Radio WNET tworzyło wspólnotę. Dzięki Porankowi WNET ta wspólnota się powiększała. Stąd pojawił się pomysł na powołanie Spółdzielczych Mediów WNET, które funkcjonują od października 2011 roku, zapewniając dalszy rozwój Radia WNET w oparciu o idee wolności i odpowiedzialności, zakorzenione w republikańskich i chrześcijańskich tradycjach Rzeczypospolitej oraz ruchu społecznym skupionym w latach 80. XX w. wokół „Solidarności”. Obecnie „Spółdzielcze Media WNET” skupiają ponad 600 udziałowców, których przedstawiciele raz do roku spotykają się na statutowych zebraniach.

Jarmark WNET

Po wakacjach 22 września 2012 r. odbył się pierwszy Jarmark WNET. Jego genezą były wyniki szeregu dziennikarskich śledztw, które wykazały trudności, z jakim mierzą się producenci krajowej żywności. Do czego potrzebni są pośrednicy pomiędzy producentem i klientem? Z takim pytaniem rozpoczęliśmy i po czasie narodziła się idea Jarmarku WNET – niech producenci sami sprzedają swoje produkty! Naszymi wymaganiami wobec wystawców jest to, żeby towar był naturalny, świeży, krajowy i wprost od producenta. Pierwotnie handel odbywał się w ramach akcji „Uratuj Rolnika – uratuj, samego siebie”, prowadzonej przez Spółdzielcze Media WNET.

Słuchacze naszego Radia mogli robić zakupy z tratwy, która przypłynęła z Ponidzia Wisłą do Warszawy, a po pewnym czasie organizowaliśmy stałe zamówienia online. Jednak szukaliśmy swojego miejsca. Taką idealną lokalizacją dla naszego konceptu okazała się hala w dawnej rozlewni wódek Koneser na warszawskiej Pradze. W tych iście historycznych i bardzo gościnnych murach udało nam się osiągnąć realizację naszego pomysłu – cotygodniowego jarmarku, płaszczyzny wymiany myśli, poglądów, spotkań międzyludzkich w pobliżu pieczywa, warzyw, owoców i ich przetworów, nabiału, wędlin, ręcznych robótek czy klasyki światowej literatury oraz krajowej publicystyki. Nasze jarmarki w Koneserze były świadkiem licznych koncertów, debat politycznych, spotkań autorskich, audycji radiowych, premier książkowych, a także specjalnych kiermaszy z okazji świąt, rocznic historycznych, premier numerów „Kuriera WNET” czy urodzin Radia WNET.

Od grudnia 2015 roku zagościliśmy w murach dawnej szkoły podstawowej im. Wojska Polskiego na tyłach hotelu Marriott przy ulicy Emilii Plater 31. Zorganizowaliśmy w szkolnych korytarzach dwa jarmarki bożonarodzeniowe, które wypadły tak korzystnie, że zdecydowaliśmy się tam zostać.

Od lat specjalnością naszego jarmarku są wyroby mięsne z własnych wędzarni, warzywa z gospodarstwa z Ponidzia, jabłka z Grójca, pierogi i ciasta znad Narwi, sery kozie, miody z Kazimierza, ekologiczne kosmetyki, medycyna naturalna czy garmażerka przyrządzana wedle historycznych przepisów. Na naszym jarmarku można także znaleźć ludowe rękodzieła artystyczne i codziennego użytku, kącik antykwaryczny, a także stoisko Kiosku WNET, gdzie można kupić „Kurier WNET” i przystąpić do Kręgu Przyjaciół Radia WNET. Na każdym jarmarku towarzyszy nam akordeonista, który przygrywa melodie rodem z warszawskiej, lwowskiej czy paryskiej ulicy.

Akademia WNET

6 października 2012 r. to dzień, w którym powstała Akademia WNET. Działa dzięki słuchaczom, którzy uczestniczą w sobotnich spotkaniach odbywających się 1–2 razy w miesiącu. W ciągu dotychczasowych 12 semestrów przewinęło się około 150 słuchaczy. Niektórzy zawitali na 1-2 semestry, inni towarzyszą Akademii od początku.

Program Akademii jest dziełem zespołu, którego filarami są główni wykładowcy Akademii: Lech Jęczmyk – tłumacz („Paragrafu 22” i książek Kurta Vonneguta), eseista i myśliciel, oraz dr Roman Zawadzki – psycholog, inżynier i miłośnik muzyki. Obaj panowie towarzyszą Akademii od początku, wygłaszając znakomite wykłady o sprawach zasadniczych i zagrożeniach aksjologicznych, poruszając tematy bezradności człowieka wobec inżynierii społecznej, nauki w służbie zła – to dr Roman Zawadzki, czy o religiach, antykatolickiej propagandzie, a nawet śmierci – Lech Jęczmyk. Słuchacze i wykładowcy wpływają na kształt programu, proponując wykładowców i tematy.

Kurier WNET

W czerwcu 2013 roku wyszedł numer zerowy „Kuriera WNET Gazety Niecodziennej”. Redaktorem naczelnym pierwszych dwóch numerów była Katarzyna Adamiak-Sroczyńska. Obecnie tę rolę pełni Krzysztof Skowroński. Współwydawcą czasopisma „Kurier WNET”, które posiada dwa niezależne dodatki regionalne – śląski (Jadwiga Chmielowska – red. nacz.) i wielkopolski (Jolanta Hajdasz – red. nacz.), są Spółdzielcze Media WNET. Charakterystyczny dla „Kuriera WNET” jest jego „staroświecki” wielki format, a także czarno-biała szata graficzna o niezaprzeczalnym walorze artystycznym.

W trzeciej siedzibie

W październiku 2014 roku Radio WNET wprowadziło się do Budynku PAST-y, który jest zarządzany przez Fundację Polskiego Państwa Podziemnego i Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej.

W kwietniu 2017 ruszył nowy, czwarty portal Radia WNET, a pierwszy pod nowym adresem wnet.fm.

Od końca września 2017 roku Radio WNET nie nadaje już Poranków WNET na antenie Radia Warszawa i Radia Nadzieja, ponieważ władze tych rozgłośni wypowiedziały umowy o współpracy. Radio WNET niezwłocznie złożyło wniosek o dobór częstotliwości radiowych w paśmie UKF/FM do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Od 16 października można było ponownie słuchać Radia WNET w eterze. Nadawało z Pałacu Kultury i Nauki na częstotliwości 87,8 MHz z mocą 150W ERP. Po raz pierwszy na UKF przez 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu. Było to możliwe dzięki zgodzie, którą otrzymało na miesięczne nadawanie z okazji 100. rocznicy objawień fatimskich oraz 200. rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki. Później nadawało z okazji 150. rocznicy urodzin Józefa Piłsudskiego, która przypadała 5 grudnia 2017 roku, oraz w związku z 36. rocznicą ogłoszenia stanu wojennego. Zgoda Prezesa UKE obejmowała czasowe używanie urządzenia radiowego „w służbie radiodyfuzyjnej, w celu zapewnienia okazjonalnego przekazu informacji na częstotliwości 87,8 MHz z lokalizacji Warszawa PKiN”. Nadawanie ze względu na 36. rocznicę rozpoczęcia stanu wojennego zakończyło się 13 stycznia 2018 roku i od tego czasu Radia WNET można słuchać tylko przez urządzenia podłączone do Internetu.

Od momentu wypowiedzenia współpracy przez Radio Warszawa i Radio Nadzieja Radio WNET ubiega się o koncesję na nadawanie programu na UKF. Jest gotowe i od kilku miesięcy stoi w blokach startowych w oczekiwaniu na ogłoszenie przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o możliwości uzyskania koncesji. Chce stworzyć radio, którego nie można przestać słuchać. Nie tylko Poranki WNET, ale i południa, wieczory i noce.

Radio WNET otrzymuje znaczące wsparcie od swoich słuchaczy i członków Kręgu Przyjaciół Radia WNET, zainicjowanego przez słuchacza, Andrzeja Sława. Koordynacją Kręgu Przyjaciół zajmuje się inny słuchacz, Marek Bryła.

W czerwcu 2018 roku Radio WNET po raz siódmy rusza w wielotygodniową trasę po Polsce – „Wracamy do źródeł”. Jej pierwszy etap rozpocznie się w Bełchatowie.

Na podstawie materiałów Spółdzielczej Agencji Informacyjnej opracował Lech Rustecki.

Artykuł redakcyjny prezentujący dziewięcioletnią historię Mediów WNET, pt. „Radio! Robimy radio! Radio WNET!” znajduje się na s. 1 i 4 rocznicowego dodatku do czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł redakcyjny prezentujący dziewięcioletnią historię Mediów WNET, pt. „Radio! Robimy radio! Radio WNET!” na s. 1 rocznicowego dodatku do czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl

Starodawna ikona i zapiski na marginesach XVIII-wiecznego ewangeliarza z Lwowskiego Muzeum Akademii Teologicznej

Jako świadectwo dawnych czasów ostały się zapiski na marginesach ewangeliarza. Odkryte w 2013 roku przez jednego z autorów niniejszego artykułu, prapra…wnuka księdza Jerzego, ujrzały światło dzienne.

Martyna Jarosińska
Marcin Niewalda

Lwowskie Muzeum Akademii Teologicznej w 1939 roku nie wiedziało, że w swoich zbiorach ma prawdziwy skarb. Ukryta w skrzyni między innymi zabytkami ikona figurowała jako dzieło z XVIII wieku.  Niewiele brakowało, aby na tym skończyła się jej historia, bowiem odłamek niemieckiej bomby trafił Matkę Bożą „Hodegetrię” w oko tak samo, jak trafiły odłamki zabijając tysiące osób w czasie wojny. Na napisanej na niezwykłym zielonym tle ikonie została jednak tylko szrama, a reszta przetrwała.

Zapiski na marginesie XVIII-wiecznego ewangeliarza | Fot. Genealogia Polaków

Zdziwiłby się niepomiernie paroch isajski Jerzy Topolnicki lub jego teść Bazyli Jaworski w XVIII w., gdyby usłyszeli, że to już wówczas stareńkie przedstawienie Najświętszej Panienki zostało namalowane w ich czasach. Zdziwiliby się zresztą jeszcze bardziej, czytając powielane na setkach stron internetowych fantastyczne opowieści o ich wiosce, która rzekomo miała 7 kościołów na 7 przysiółkach rozłożonych na górach niczym Rzym, a w każdym z nich inny paroch. Możliwe, że ksiądz Jerzy przeczuwał, co się święci, być może znał skłonność parafian do konfabulacji, a może w końcu polityka cesarskiej niechęci wobec unitów zmotywowała go to tego, aby na marginesach ewangeliarza, na przeszło 150 stronach przepisać stare akty wydawane przez królów polskich jeszcze w XVI wieku. Jak zbawienny był ten pomysł, miało się okazać dopiero 230 lat później. (…)

Przyjazne, lecz wolne i uparte plemię Wołochów przybyło tu bowiem już w XV wieku. Isaje lokowano w 1444 roku, a dalej kolejne wsie wołoskiego okręgu. Dobrze im było w Rzeczypospolitej. Od razu wznoszono cerkwie – ośrodki spoiwa duchowego – oraz karczmy – miejsca, gdzie kniaziowie mogli słuchać ludzi i ogłaszać, niczym w małym ratuszu, swoje prawa. Wtedy to właśnie nieznany, zapewne wędrowny artysta, a może kaznodzieja, jeżdżąc po wioskach, proponował pisanie ikon.

Dopiero ponad pół tysiąca lat później, gdy dzieło jego dostało się w ręce naukowców z Muzeum Narodowego im. Szeptyckiego we Lwowie, zaczęto odkrywać jego niezwykłość artystyczną i unikalność.

Cały artykuł Martyny Jarosińskiej i Marcina Niewaldy pt. „Tajemniczy autor bojkowskich ikon” znajduje się na s. 8 majowego „Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Martyny Jarosińskiej i Marcina Niewaldy pt. „Tajemniczy autor bojkowskich ikon” na s. 8 majowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl

Muzyczne burritos część III – Miami

Miami to nie tylko miasto kojarzące się z turystyką i luksusowym życiem. To także brama do Ameryki Łacińskiej, w tym jej muzycznej części, o której opowiemy w najbliższej audycji.

Położone na słonecznej Florydzie Miami to jeden z głównych celów turystycznych nie tylko mieszkańców Stanów Zjednoczonych Ameryki. Samo miasto stało się jednak także celem wielu muzyków pochodzenia latynoskiego, przez co zyskało miano jednej z głównych stolic muzyki latynoskiej USA.

Skąd jednak wzięło się tylu artystów latynoskich, którzy przewinęli się przez Miami? Żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie, należy zajrzeć do geografii historii obejmującej wydarzenia, jakie miały miejsce w tej części świata w II połowie XX wieku. Stan Floryda, którego Miami jest najważniejszym miastem leży w odległości nieco ponad 300 kilometrów od Kuby. Na tę stosunkowo niewielką odległość należy nałożyć Rewolucję Kubańską, która rozpoczęła się w 1959 roku i zdaniem kubańskiego rządu trwa po dzień dzisiejszy. Rewolucję, w wyniku której wiele osób, nie mogąc się pogodzić z reżimem rządów Fidela Castro, po prostu opuściło wyspę. Część z nich zrobiła to dobrowolnie, część pod przymusem, zaś wielu z nich po prostu nie pozwolono powrócić na wyspę. Wśród muzyków latynoskich pochodzenia kubańskiego prym z pewnością wiedzie Gloria Estefan, której zespół Miami Sound Machine największe triumfy święcił w latach 80-tych ubiegłego stulecia.

Muzycznego fenomenu gwiazd muzyki latynoskiej w Miami z pewnością nie można wytłumaczyć jedynie historią i geografią. Wiele z nich, jak np. Pitbull, urodziło się już w tym mieście. Jeszcze inni, pochodzący z innych krajów Ameryki Łacińskiej w Miami i okolicach uwiło sobie nowe „gniazdka”. Leżąca w pobliżu miasta wyspa Star Island, pełna jest luksusowych rezydencji gwiazd kultury latynoamerykańskiej.

Co zatem przyciąga do Miami? Skąd w tym mieście wzięło się tylu muzyków latynoskich? Wreszcie jaką muzykę grają? Odpowiedzi na te pytania spróbuje odnaleźć nasz dzisiejszy gość – Marek Świrkowicz. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nie tylko przedstawimy gwiazdy najjaśniej świecące pod gorącym słońcem Florydy, ale również i muzyków, którzy być może nie są aż tak popularni, ale którzy z pewnością zapisali się wielkimi literami w historii muzyki latynoamerykańskiej.

Na muzyczne doznania rodem ze słonecznego Miami zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 28-go maja, jak zwykle o 21H00!

¡República Latina – żaden zakątek nie jest nam obcy!

Monika Banasiak, ex-żona „Słowika”: Kobiety w więzieniach potrafią być bardziej okrutne i perfidne niż mężczyźni [VIDEO]

Monika Banasiak opowiedziała o książce pt. „Słowikowa o więzieniach dla kobiet”, której współautorem jest Artur Górski.

Opis ze strony wydawnictwa Proszczyński i S-ka: „Samobójstwa, samookaleczenia, kobiecy seks i piekło, które kobietom gotują kobiety. Więzienia dla mężczyzn to temat dobrze znany. Ale zakłady karne dla kobiet to temat tabu. Tymczasem ten świat kieruje się zupełnie innymi zasadami niż świat męskich więzień. Ten świat doskonale poznała „Słowikowa”, czyli Monika Banasiak. Spędziła w nim ponad dwa lata jako podejrzana o kierowanie grupą przestępczą. Do aresztu śledczego „wjechała” na legendzie żony słynnego pruszkowskiego bossa, a to wcale nie ułatwiało jej życia. Trudno powiedzieć, czy bardziej ją szanowano czy prowokowano; jak sama wspomina: dojechanie Słowikowej to było coś! W pewnym momencie otarła się nawet o śmierć z ręki współosadzonej. Dopiero teraz zdecydowała się na szczerą opowieść o miejscu, które nazywane jest najniższym kręgiem piekła”.

Podtytuł tej książki brzmiałby „Słowikowa w miejscu, gdzie człowiek musi stanąć przed wyborem siebie, w miejscu, które łamie ludzi”.

Zdaniem naszego gościa, należy bardzo mocno zastanowić się, jakie sankcję karne stosować dla kobiet.

„W damskich więzieniach znajdują się różne kobiety. Część z nich zasłużyła sobie na swój los, a część nie. Kobiety na ogół nie są stworzone do tego, aby zamykać je w więzieniach. Z drugiej strony kobiety potrafią być bardziej okrutne i perfidne od mężczyzn”.

Przemoc i agresja w zakładach zamkniętych są na porządku dziennym. Nieumiejętnością opanowania negatywnych emocji, doprowadza często do ogromnych konfliktów. Kobiety używają przemocy fizycznej, psychicznej.

Na koniec rozmowy Monika Banasiak zachęciła do zakupu swojej książki, w której jak podkreśla, pisze, o tym, jak dawała sobie radę, w skrajnie trudnym środowisku, jakim jest więzienie:

„To książka o tym, jak ocaliłam siebie i jak znalazłam swoją wewnętrzną wolność”.

JN