Biblioteka inna niż wszystkie. Do czego potrzebne są w bibliotece interaktywne roboty Photon i drukarka 3D?

O tym, jak zagórowska biblioteka przyciąga czytelników, mówią: kierowniczka biblioteki Katarzyna Nowicka oraz Katarzyna Połom – bibliotekarka, redaktor portalu „Zagórów. Miejsce z historią”.

Jaśmina Nowak

Czym jest drukarka 3D i w jaki sposób znalazła się w zagórowskiej bibliotece?

Drukarka 3D jest owocem projektu, który udało nam się zrealizować w ostatnim czasie. Idąc za głosem pasji Kasi, napisałyśmy wniosek na konkurs „Fajne Granty”, (…) udało się uzyskać pieniądze i zbudowaliśmy tę drukarkę u nas od podstaw. To nasza ulubiona „zabawka” w bibliotece, oprócz fantastycznych robotów, o których zaraz powiem więcej. Drukarka służy wszystkim chętnym, staramy się przybliżać technologie druku 3D. Szczególnie zależy nam na tym, by zaproponować coś ciekawego naszym najmłodszym użytkownikom. (…)

Dużą atrakcją jest to, że dzieciaki mogą przyjść i stworzyć własny projekt. Bardzo szybko się tego uczą. Ostatnio przed komuniami drukowanie takich drobiazgów cieszyło się ogromnym powodzeniem. Dzieciaki przychodziły do nas, by stworzyć pomysłowe, nietypowe prezenty komunijne. (…)

Fot. Jaśmina Nowak

Kolejna nowinka technologiczna w bibliotece w Zagórowie to są trzy urocze, białe Photony, czyli interaktywne roboty edukacyjne, które pozwalają dzieciom uczyć się programowania. Do Photonów dołączone są iPody z wgraną aplikacją mobilną, dzięki której dzieci mogą bawić się i eksperymentować z nowymi technologiami. W jaki sposób Photony znalazły się u Pań w bibliotece?

Photony również zostały pozyskane przy pomocy środków zewnętrznych. Biblioteka zakwalifikowała się do programu „Kodowanie w bibliotece” Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego w Polsce. Zamysłem całego przedsięwzięcia był walor edukacyjny oraz promocja biblioteki.

Z robotów przede wszystkim korzysta Lokalny Klub Kodowania. Jednym z elementów dołączonych do zestawu Photonów jest mapa edukacyjna. Jeżeli chcemy wprowadzić dziecko w świat programowania, to możemy ułożyć sobie taką mapę na kartce lub na iPodzie, następnie przy pomocy urządzenia sterujemy naszym robotem, tak aby mógł przemierzyć zaprojektowaną przez nas trasę.  Dzieci w Zagórowie uwielbiają do nas przychodzić i rozwijać swoje umiejętności. Do tego Photon działa w sposób interaktywny, reaguje na zachowanie człowieka. Jeżeli np. się go pogłaska, to zmienia kolor lub wydaje jakiś dźwięk.

Cały wywiad Jaśminy Nowak z pracownicami biblioteki w Zagórowie Katarzyną Nowicką i Katarzyną Połom, pt. „Biblioteka inna niż wszystkie”, znajduje się na s. 16 i 17 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Jaśminy Nowak z pracownicami biblioteki w Zagórowie Katarzyną Nowicką i Katarzyną Połom, pt. „Biblioteka inna niż wszystkie”, na stronie 16 i 17 wrześniowego „Kuriera WNET”, nr 51/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Trebunie-Tutki: Łączymy gatunki muzyczne na zasadzie dialogu i duchowości. Jakkolwiek patetycznie to brzmi

Muzyka góralska, ale też tradycyjna polska muzyka, w ślad za „koniem trojańskim” reggae wdarła się na światowe sceny. Mamy satysfakcję, że byliśmy pierwsi z polską „Muzyką Świata” w świecie.

Milo Kurtis
Anita Trebunia-Tutka
Krzysztof Trebunia-Tutka

Zespół Trebunie-Tutki powstał w dziewięćdziesiątym czwartym roku. Trochę lat już gramy, ale czujemy się coraz młodziej. Muzyka daje to nowe otwarcie i tak jest we wspólnym graniu z Gruzinami. Duch Gór to zupełnie nowa droga Trebuniów, nowa fuzja, nowy dialog międzykulturowy, no a nasi przyjaciele z Tbilisi, kwintet Urmuli, to rzeczywiście artyści wyjątkowi, wspaniali śpiewacy, muzycy, instrumentaliści i tancerze. (…)

Trebunie Tutki uważani są za ekspertów i specjalistów w łączeniu. Nie łączymy gatunków muzycznych i kultur tylko po to, żeby powstało coś egzotycznego i spektakularnego w znaczeniu komercyjnym. Zawsze jest w tym bardzo mocny przekaz łączenia kultur na zasadzie dialogu i połączenia duchowego. Jakkolwiek to patetycznie zabrzmi. Najważniejsza jest ta idea, że wszyscy jesteśmy ludźmi.

Niezależnie od szerokości geograficznej tak samo czujemy, tak samo kochamy, i o tym śpiewamy i gramy. Ale, jak mówił Jan Paweł II, każdy jest sobą. Możemy prowadzić dialog, ale nikt nie odgrywa kogoś, kim nie jest. I dzięki temu chyba te muzyczne projekty się tak udają, że dopełniają się, a nie konkurują i niczego nie fałszują. (…)

Przed laty Włodzimierz Kleszcz, dziennikarz polskiego radia, przyjechał do Białego Dunajca i przywiózł ze sobą prawdziwych Jamajczyków, czyli The Twinkle Brothers Normana Granta. Od dwudziestu siedmiu już lat grywamy razem. Ostatnią płytę nagraliśmy razem w dwa tysiące ósmym roku i ciągle gramy na wspólnych koncertach te utwory. Siódmego lipca będziemy na Ostróda Reggae Festiwal wspólnie świętować jubileusz dwudziestu pięciu lat od wydania pierwszy raz tej wspólnej muzyki w Polsce: Higher Heights, czyli jakby „nadwysokości”. Trebunie-Tutki i Twinkle Brothers. (…)

My śpiewamy po polsku, gwarą górali podhalańskich, natomiast Jamajczycy śpiewają po swojemu, w Patois English, czyli swoim angielskim, wtedy czują się sobą. Śpiewają o tym, co dla nich najważniejsze, przeważnie to jest: everything I do, I do it for Jah; i o swoich symbolach. Takim symbolem dla nich jest King Lion – Król Lew. Dla nas ważnym symbolem jest Giewont, na którym górale sto lat temu postawili krzyż – śpiący rycerz, gdzie śpi zaśpione wojsko króla Bolesława Śmiałego, no i ceko, as ich obudzom. I o tym właśnie śpiewamy.

(…) Muzyka góralska, ale też tradycyjna polska muzyka, w ślad za „koniem trojańskim” reggae wdarła się na światowe sceny. Mamy satysfakcję, że byliśmy pierwsi z polską „Muzyką Świata” w świecie. (…) Dzięki fuzji z Twinkle Brothers po raz pierwszy polska muzyka została na tej liście zauważona. A w ślad za tym nasze kolejne nagrania.

Między innymi „Duch gór” z gruzińskim kwintetem Urmuli został bardzo doceniony, w pierwszej dwudziestce na pięć tysięcy czterysta płyt.

Przez to możemy z naszą muzyką wyjść dalej, bo koncertujemy w całej Europie, byliśmy też w Indiach, w Chinach, w Japonii, w Stanach, w Kanadzie… I w Emiratach Arabskich, gdzie furorę zrobiły instrumenty pasterskie.

Cały wywiad Milo Kurtisa z Anitą i Krzysztofem Trebuniami-Tutkami, pt. „»Muzyka Świata« i kontakt ze światem”, znajduje się na s. 17 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Milo Kurtisa z Anitą i Krzysztofem Trebuniami-Tutkami, pt. „»Muzyka Świata« i kontakt ze światem” na stronie 17 wrześniowego „Kuriera WNET”, nr 51/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Anna Pawełczyńska – ostatnie ogniwo, poprzez ciągłość idei łączące wczorajszą wielką Polskę z dzisiejszą małą Polską

Kto nie zna historii, nie rozumie, że to, co było, może wrócić, a zbrodnia siedzi w człowieku jak kołek, bez względu na rasę i wykształcenie. Jej skala rośnie proporcjonalnie do postępu technicznego.

Ryszard Surmacz

Prawdy życia nie zrozumiemy poprzez kryterium blichtru, sensacji, fikcji literackiej czy ekranowej. W jej życiu ból bolał, śmierć żyła – jednym zabierała ciało, innym nadzieję; głód wskrzeszał każdy instynkt, a gówno śmierdziało. Było zło, które człowiek człowiekowi zgotował, i było dobro, które rozproszone w ludziach, czekało na ludzką solidarność. Kto nie zna historii, nie zdaje sobie sprawy, że to, co było, może wrócić i że zbrodnia siedzi w człowieku jak kołek, bez względu na rasę i wykształcenie. Jej skala rośnie proporcjonalnie do postępu technicznego. A teraz, Drogi Czytelniku, jeżeli naprawdę chcesz zrozumieć, co tak doświadczona osoba do Ciebie mówi, musisz porzucić świat wirtualnej rzeczywistości, który Cię wychował i wejść w świat prawdy, który przekazuje Ci Pawełczyńska. (…)

Pawełczyńska poruszała się w czterech obszarach: tradycji polskiej, patriotyzmu, wartości i… oczekiwania. Jak interpretuje tradycję?

Z tradycji szlacheckiej i chłopskiej wywodzi się przywiązanie do ziemi, z rzemieślniczej rzetelność pracy, ambicje jej najlepszego wykonania; z robotniczej – idea międzyludzkiej solidarności i sprawiedliwości; z inteligenckich – zrozumienie wartości kulturowych i poczucie odpowiedzialności; z tradycji szlacheckich – umiłowanie wolności, wzory patriotyzmu, bezwzględna uczciwość oraz odpowiedzialność za słowo; z mieszczańskich – gospodarność i oszczędność (Ścieżkami nadziei, s. 49).

Jak interpretuje patriotyzm?

1. Kryterium motywacji patriotycznych jest potrzebne do interpretacji ostatnich 200 lat polskiej historii, a przede wszystkim czasów współczesnych. Pozwala na rozumienie długiego okresu naszych dziejów. Pozwala też na to, by rozważać łącznie całe cykle zdarzeń, ich konteksty, uwarunkowania i skutki. Jest też przydatne do sformułowania hipotez na temat współczesnych i przyszłych zagrożeń Polski oraz do wskazania na grupy interesów zaangażowane w kształtowanie przyszłości Polski i wpływanie na jej miejsce w Europie. Oparcie definicji na kryterium patriotyzmu chroni przed uproszczeniami, do których prowadzi koncentracja na zdarzeniach współczesnych, pomijająca głębię tkwiących w przeszłości uwarunkowań. Pozwala na dynamiczną analizę procesów historyczno-kulturowych i rozumienie motywacji i postaw, które społeczny dynamizm pobudzały (O istocie narodowej tożsamości, s. 113).

2. Równocześnie w ogromnym stopniu zaczęła procentować działalność z okresu międzywojennego, w czasie której pogłębiało i poszerzało się poczucie wspólnoty Polaków zarówno tej rodzinnej, sąsiedzkiej, światopoglądowej, jak i kulturowej. Dzięki temu okres okupacji zaprocentował […] stworzeniem Polskiego Podziemnego Państwa, poczuciem solidarności ludzi sobie obcych, którym świadczono pomoc. Można więc powiedzieć, że nastąpiło upowszechnienie patriotyzmu i kultury współżycia, a normy moralne i obyczajowe działające w okresie międzywojennym dały ogromny efekt dla przetrwania czasów wyjątkowo ciężkich i trudnych (Przyszłość dla przyszłości. Rozmowy o Polsce z prof. Anną Pawełczyńską, (s. 40).

Jak interpretuje wartości?

1. Uznanie nadrzędności wartości materialnych może zniszczyć związek człowieka z tym, co robi (Ścieżkami nadziei, s. 55). Wprawdzie nie jest możliwe, aby ideologia bezinteresownej twórczości upowszechniła się w konsumpcyjnym społeczeństwie. Jest jednak możliwe, aby myślenie jednostek lub grup społecznych ukształtowało w sobie postawę twórczą wzbogacającą ludzkie życie. Cel działania przeniósłby się z potrzeby dominacji na potrzebę poznania i rozumienia (s. 57). Ponadto poczucie uczestnictwa w historii ludzkości poszerza biologiczne trwanie jednostki o trwanie kulturowe (s. 58). (…)

Przyszła Profesor została wychowana na wielowiekowych i tradycyjnych polskich wartościach. Jeżeli pisze o totalitaryzmach, to jednocześnie o dwóch: hitlerowskim i komunistycznym. Hitlerowski został opisany, natomiast totalitaryzm komunistyczny, jak pisze, przeniknął do Polski w sposób podstępny i niejawny. Z jego skutków do dziś nie zdajemy sobie sprawy.

Co więc Pawełczyńska radzi? Wymienia trzy filary, bez których nie może nastąpić ani rekonwalescencja kulturowa, ani powrót do prawdy:

1. Wiedza. Wiedza specjalistyczna jest potrzebna w sprawach zawodowych, ale wiedza ogólna jest niezbędna dla naszego człowieczeństwa i rzetelnych stosunków z innymi ludźmi. Wiedzę obronną daje znajomość własnej kultury i historii. Brak tej wiedzy czyni człowieka dziecinnie bezbronnym (Ścieżkami nadziei, s. 41). A więc na drodze do wolności Pawełczyńska na pierwszym miejscu stawia wiedzę.

2. Rozumienie. Służy ono kształtowaniu właściwej osobowości oraz stosunku do ludzi i świata. Nie zdolność do gromadzenia informacji, lecz zdolność do trafniejszej, intuicyjnej, bardzo szybkiej ich selekcji pozwala nam poznać zjawisko jako określony kształt rzeczywistości (s. 42). Zrozumienie więc drugiego człowieka jest nawiązaniem solidarności we wspólnej walce ze złem.

3. Tolerancja. Jest ona rezultatem wysiłków całego życia i starań o rozumienie ludzi i ich dążeń. Dopiero wygaszanie emocji pozwala powrócić na płaszczyznę dialogu (s. 50–51). Tolerancja jednak nie może przekraczać norm kulturowych i cywilizacyjnych.

(…) Patriotyzm, poczucie odpowiedzialności oraz wiedza są znakami jakości człowieka. Profesor podkreślała, że nie tytuły, lecz zasługi wyznaczają hierarchię ważności. Gdy człowiek odchodzi, staje najpierw przed sądem Bożym, ale niech nikomu się nie wydaje, że uniknie sądu ludzkiego. Gdy umiera, zostaje jego dzieło.

Z prądem czy pod prąd. Anna Pawełczyńska, myśliciel społeczny. Materiały pokonferencyjne. Fundacja Inicjatyw Społecznych „Barwy Ziemi”, ul. Tęczowa 169, 20-517 Lublin, tel. 781-324-245, e-mail: barwyziemi@interia.eu

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Anna Pawełczyńska. Zamiast Księgi Pamiątkowej” znajduje się na s. 8 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Anna Pawełczyńska. Zamiast Księgi Pamiątkowej” na s. 8 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

Elizabeth von Küster, mimo znanych win Niemców wobec nas, mieszka w odnowionym majątku w Polsce i czerpie z niego zysk

A co uczynili z ocalałym majątkiem polski hrabia Karol i polska hrabina Karolina? Przekazali nam, którzy wolność obecną, jak i dumę z przeszłości zawdzięczamy właśnie ich wspaniałym czynom i postawom.

Bożena Ratter

Łomnica – miejscowość od wieków rozwija się w dolinie rzeki, której nazwa nie powinna budzić zaskoczenia – Łomnicy. Zachowana słowiańska nazwa (do roku 1945 Lomnitz) świadczy o starym

rodowodzie wsi, jeszcze sprzed XIII wieku. Pierwotne osiedle istniało przy ujściu tej rzeki do Bobru (dziś znajduje się tam hotel Pałac Łomnica) – opis z przewodnika Sudeckiej Drogi św. Jakuba.

Pałac w Łomnicy | Fot. B. Ratter

Pałac w Łomnicy jest obecnie w posiadaniu przedwojennych właścicieli, niemieckiego małżeństwa von Küsterów, i jako taki uznany został za „Pomnik Historii Prezydenta RP pod nazwą Pałace i parki krajobrazowe Kotliny Jeleniogórskiej”.

W „Rzeczpospolitej” w artykule Filipa Frydrykiewicza Pani z pałacu Łomnica możemy przeczytać: „Ulrich jest wiceprezesem Sądu Rejonowego w Görlitz. Zabiera ze sobą troje starszych dzieci, które chodzą do szkoły w tym mieście. Von Küsterowie mają tu też dom. Tymczasem jego żona Elisabeth zarządza rodzinnym majątkiem w Łomnicy pod Jelenią Górą. Stara się odtworzyć przedwojenne dominium ze wszystkimi jego funkcjami i atmosferą. Ona ze starej baronowskiej rodziny von Eschenbach, on z von Küsterów, mniejszej rangi szlachty o XVII-wiecznym rodowodzie. (…)

Czym różni się prawo do rodzinnego dominium pani z pałacu w Łomnicy od prawa pani z pałacu w Rozdole? W wyniku rasistowskiego, grabieżczego, zbrodniczego układu Niemiec i sowietów wspieranych przez aliantów, hr. Karolina Lanckorońska nigdy już nie mogła nawet odwiedzić swojego rodzinnego majątku w odebranym Polsce ukochanym Rozdole, Komarnie czy Lwowie, a co dopiero mówić o „zarządzaniu rodzinnym majątkiem”. (…) Żaden potomek Lanckorońskich nie może odtworzyć przedwojennego dominium ze wszystkimi jego funkcjami i atmosferą. Usuwane są wszelkie oznaki przynależności tego obiektu do Polski, tak jak z Opery Lwowskiej czy pałacu w Wiśniowcu. Niestety nie ma też na nim napisu Centrum Kultury ani propolskiego Stowarzyszenia Sztuki i Kultury Polskiej na Kresach Wschodnich I i II RP. (…)

Fasada kościoła w Komarnie | Fot. B. Ratter

Elizabeth von Küster, mimo iż pochodzi z narodu, który napadł na Polskę, zniszczył i zagrabił nasz wspólny, narodowy, polski majątek, którego nigdy Polsce nie zwrócił, mieszka w odnowionym majątku w Polsce i czerpie z niego zysk jako z obiektu hotelowego i handlowego. Małe piwo w przypałacowym ogródku kosztuje 8 zł, doba hotelowa 237 zł. A co uczynili z ocalałym majątkiem polski hrabia Karol i polska hrabina Karolina? Przekazali nam, którzy wolność obecną, jak i dumę z przeszłości zawdzięczamy właśnie ich wspaniałym czynom i postawom.

Oprócz wspaniałych kolekcji dzieł sztuki, które dzisiaj znajdują się na Zamku Królewskim na Wawelu w Krakowie, na Zamku w Pieskowej Skale, w Galerii Lanckorońskich Zamku Królewskiego w Warszawie, oraz miniatur podarowanych Ossolineum, eksponowanych obecnie w Muzeum Pana Tadeusza przy Rynku we Wrocławiu, kolekcji odlewów gipsowych najsłynniejszych dzieł rzeźby antycznej i renesansowej, ufundowanej przez Karola Lanckorońskiego i stanowiącej własność Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego, znaczna część spuścizny po Lanckorońskich jest dzisiaj także pod opieką Polskiej Akademii Umiejętności (PAU). Nazwisko Lanckorońskich było związane z Akademią Umiejętności od 1873 roku, początku jej działalności. Karol Lanckoroński był darczyńcą Akademii, a od 1891 roku również członkiem korespondentem. W 1929 r. ofiarował Stacji Rzymskiej PAU swój zbiór ok. 60 000 fotografii naukowych, tzw. Fototekę Lanckorońskich. (…)

TVP Historia prezentuje serial „Historia w postaciach zapisana”. Jest Cezar, cesarz Wilhelm. Dlaczego nie pokazujemy historii w postaci Karoliny Lanckorońskiej, Karola Lanckorońskiego czy innych zasłużonych Polaków z rodu Zamojskich, Potockich, Lubomirskich, Sieniawskich, Ossolińskich…?

Cały artykuł Bożeny Ratter pt. „Panie w pałacach” znajduje się na s. 16 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Bożeny Ratter pt. „Panie w pałacach” na stronie 16 wrześniowego „Kuriera WNET”, nr 51/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Fake newsy przyswajamy od dzieciństwa. Ponad 60% ludzi uważa, że nie potrafi odróżnić fałszywych wiadomości od faktów

Nie jest dobrze. Amerykańscy naukowcy dowodzą, że za bezrefleksyjne przyswajanie fake newsów odpowiedzialne są m.in. potrzebne każdemu do rozwoju mechanizmy wypracowane jeszcze w dzieciństwie.

Wojciech Mucha

Nasz mózg ma wykształcony mechanizm akceptacji, odrzucania, wypierania z pamięci, niezapamiętywania lub zniekształcania informacji w oparciu o to, czy są one przez niego postrzegane jako potwierdzenie, czy zaprzeczenie istniejących przekonań – dowodzą badacze.

(…) Tego typu skłonność do stronniczości powstaje we wczesnym dzieciństwie. Wówczas dziecko uczy się rozróżniać fantazję i rzeczywistość. Także wtedy – dowodzi naukowiec – dzieci zdobywają wiedzę o otaczającym je świecie m.in. na podstawie gier lub baśni. Tym samym wykształca się u nich pewien rodzaj akceptacji fantazji i kłamstwa, który zostaje utrwalony. (…)

Ludzie rozwijają w sobie zdolność do szukania potwierdzenia swoich przekonań. Takie potwierdzenie to zarazem nagroda i lek uspokajający. Szukamy potwierdzenia i gdy je znajdziemy, przestajemy zajmować się sprawą. „OK, masz rację, możesz to zostawić” – zdaje się mówić nasz mózg. I to jest właśnie pole do popisu dla wszelakich siewców fake newsów i propagandy.

Jednym ze sposobów na zmniejszenie atrakcyjności fałszywych wiadomości jest zdobycie się na odwagę poszukiwania alternatywnych informacji, które nie są koniecznie tożsame z naszym punktem widzenia. Jeśli uda się nam oswoić niewygodny dla nas pogląd, wówczas, zamiast na siłę starać się go wyprzeć, można z nim polemizować, a nawet (oby po sprawdzeniu) zaakceptować. Przykładem na takie „oswojenie” mogą być żarty ze śmierci.

Cały artykuł Wojciecha Muchy pt. „Fake newsy? Od dziecka uczysz się je przyswajać!”, znajduje się na s. 9 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Wojciecha Muchy pt. „Fake newsy? Od dziecka uczysz się je przyswajać!” na stronie 9 wrześniowego „Kuriera WNET”, nr 51/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Prof. Małgorzata Korwin: Reforma Gowina w szkolnictwie wyższym to pomyłka. Mamy nadzieję, że to tylko niedopatrzenie

Profesor Pieniążek wypracował metodę, dzięki której jesteśmy liderem na rynku światowym w produkcji jabłek. Dziś minister Jarosław Gowin, likwidując naukę o ogrodnictwie, chce to zniszczyć.

 

W wyniku prac nad zmianami klasyfikacji dziedzin i dyscyplin naukowych ma zniknąć kilka dyscyplin, w tym ogrodnictwo. W projekcie rozporządzenia ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina z 31 lipca 2016 roku w dziedzinie nauk rolniczych są tylko cztery dyscypliny. Ministerstwo argumentuje to nadmierną ilością dyscyplin, a co za tym idzie, potrzebą dostosowania się do OECD (Międzynarodowej Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Twierdzi też, że likwidowane dyscypliny mają niszowe znaczenie.

Gość naszej porankowej audycji ze Zwierzyńca, profesor Małgorzata Korwin, dyrektor Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach wykazuje, że argumentacja ta jest niezasadna.

Przede wszystkim w OECD są zupełnie inne dyscypliny rolnicze, więc o żadnym upodabnianiu się nie może być mowy. Według zaproponowanych zmian zgadza się zaledwie jeden punkt. Poza tym w systemie OECD funkcjonuje piąta dyscyplina przeznaczona na „inne” nauki rolnicze, które mają wspomagać najsilniejszą gałąź gospodarczą. Tymczasem polskie ogrodnictwo na 4 procentach powierzchni daje produkcję towarową o wartości 40 procent, jeśli chodzi o produkcję rolną. To chyba mówimy o gigancie.

Profesor przypomniała, że w okresie międzywojennym i powojennym produkowaliśmy 100 tysięcy ton jabłek. Obecnie produkujemy 4 miliony, może więcej. Prof. Szczepan Pieniążek przeniósł pewne dobre wzory z krajów zachodnich, a potem przez współpracę powstałego Instytutu Ogrodnictwa z rodzimymi praktykami, sadownikami i warzywnikami spowodowała, że jesteśmy teraz realnym liderem na rynkach światowych w produkcji jabłek – pierwsze miejsce w Europie, a trzecie na świecie, zaraz  po Stanach Zjednoczonych i Chinach. Na rynku owocowo- warzywnym jest ogromna konkurencja i żadne doradztwo czy nauka z innego państwa nie będą wspierać konkurencji, jaką jesteśmy my. Dlatego tak ważna jest dla nas nasza polska nauka.

Nasza rozmówczyni zwróciła uwagę na zapowiedzi premiera Morawieckiego o ścisłej współpracy nauki z branżą, gdyż jest to ważne narzędzie wzrostu gospodarczego. Reforma w szkolnictwie wyższym jakoby nie idzie z tym w parze.

 

Polityka kulturalna w Poznaniu. Większość szefów instytucji kultury wywodzi się ze środowiska związanego z PO

Wygląda na to, że artystą może być każdy, może robić wszystko, byleby to nazwać sztuką. Anda Rottenberg swego czasu powiedziała, że jeśli się zrobi dziurę w galerii, to ta dziura też jest sztuką.

Krystyna Różańska-Gorgolewska
Tomasz Wybranowski

O specyfice kultury, pseudosztuce w galeriach i promocji poprawności politycznej w Poznaniu z Krystyną Różańską-Gorgolewską, dziennikarką Radia Poznań, rozmawia Tomasz Wybranowski.

Co mówią poznaniacy w stulecie niepodległości i powstania wielkopolskiego? Jadąc do Poznania, kolebki polskiej państwowości, myślałem o powstaniu wielkopolskim jako jednym z najważniejszych, zwycięskim zrywie niepodległościowym, a w Poznaniu w ogóle tego nie widać.

Nie widać, dlatego że charakter naszemu miastu nadają włodarze, a włodarze są średnio zainteresowani uczuciami patriotycznymi i historią, raczej chcieliby tę historię tworzyć na nowo.

A patrząc na to, w jakim kierunku idzie kultura, chyba zamierzają nam w Poznaniu zaprowadzić nowy porządek i ład świata. Marksizm króluje. Na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym – same trendy marksistowskie.

W sztukach wizualnych zdecydowane nawiązanie do wszystkich rewolucji kontrkulturowych, sześćdziesiątego ósmego roku; mocny nacisk na wszystkie rewolucje seksualne – to wciąż w Poznaniu wybrzmiewa. Mamy Pride Week, kiedy ulicami Poznania chodzą kolorowo ubrani, różnych płci przedstawiciele mocno wojującego nurtu, który stara się wartości konserwatywne, czy po prostu, powiedziałabym, normalne, zepchnąć do podziemia.

Myślę, że większość poznaniaków nie do końca się potrafi w tym wszystkim odnaleźć. Wiadomo, że tłum, masa robi swoje. Także nacisk i retoryka posługująca się pewnym szantażem – że to jest właśnie nowoczesność, europejskość – zawsze na niektórych działa.

Ale poznaniacy zawsze zachowywali zdrowy rozsądek. Przywołał Pan powstanie wielkopolskie. To powstanie mogło się udać dlatego, że poznaniacy przez wiele, wiele lat prowadzili pracę organiczną. Oczywiście – zryw serca, wielki patriotyzm, ale też budowanie podstaw, struktur, niepoddawanie się emocjom, tylko konkretna praca.

Ale jednak jest również ten Poznań wynarodowiony. Bo coraz mniej podczas nauczania historii czy języka polskiego mówi się o rugach pruskich, mało kto z młodzieży kojarzy Wrześnię nie tylko z wierszem Marii Konopnickiej, ale również z pewnym konceptem historycznym, że już nie wspomnę o powieści, gdzie w roli głównej występuje niejaki Ślimak – jej już chyba nie ma w kanonie lektur szkolnych. I rodzi się pytanie, dokąd zmierzamy? Czy w kierunku totalnego samounicestwienia, podcinając własne korzenie? Czy chcemy poddać się temu wszystkiemu, co płynie z głównym nurtem?

Jak bardzo wyabstrahowany jest Poznań pod względem kultury, która ma mówić o zjawiskach i jakby wyprzedzać diagnozy pewnych prądów, i jak bardzo jest nastawiony na schlebianie europejskim gustom i libertyńskim, liberalnym wartościom, było widać na przykład podczas ostatniego Festiwalu Malta.

Zorganizowano go pod hasłem „Wiara” i miał mówić między innymi o mniejszościach lokalnych. Zadałam pytanie dyrektorowi Merczyńskiemu, czy chodzi mu o mniejszość ukraińską, bo ten język często słyszymy na ulicach w Poznaniu. Usłyszałam w odpowiedzi: nie, chodzi o dwóch Jemeńczyków, którzy przyjechali trzy lata temu do Poznania, mieszkają tutaj i świetnie się mają.

Następna rzecz. Podrążę ten Festiwal Malta; nadal idiom „Wiara”: opresyjny system, rodzący się terroryzm, skutkujący śmiercią na ulicach. Znowu pytam, czy chodzi o islam? Nie, chodzi o katolicyzm.

Taki mamy trend w Poznaniu: wszystkie instytucje miejskie, wszystkie imprezy kulturalne miasta są temu właściwie podporządkowane, takiej klasycznej już, chyba można tak powiedzieć, bo trwa od lat – poprawności politycznej i zgodnemu z nią widzeniu świata. (…)

Co się stało z Arsenałem? Przecież to była taka perełka. Tyle wspaniałych inicjatyw, wydarzeń. Galeria tętniła życiem i emanowała na miasto.

W Poznaniu właściwie wszystkie instytucje kultury są obsadzone przez ludzi związanych z „Czasem Kultury”. „Czas Kultury” to jest czasopismo, które zostało założone przez Rafała Grupińskiego z PO jeszcze w podziemiu, w latach osiemdziesiątych, i jakoś tak się składa, że większość szefów instytucji kultury właśnie z tego środowiska się wywodzi.

Z Arsenałem było tak: Piotrowi Bernatowiczowi kończyła się kadencja, zresztą bardzo udana. Prezydent Jacek Jaśkowiak stwierdził, że zamierza rozpisać konkurs. Niespodziewanie dla pana prezydenta dyrektor Bernatowicz ten konkurs wygrał. Dodatkowo jeszcze komisja go rekomendowała na to stanowisko, chociaż nie musiała. I mimo tego, łamiąc wszelkie standardy demokracji, nasz prezydent, który jest pierwszy od krzyczenia i wychodzenia na ulice w obronie tejże demokracji – niby łamanej w Polsce – po prostu powołał na to stanowisko swojego człowieka, Marka Wasilewskiego, którego najsłynniejszą pracą, zresztą zaskarżoną do prokuratury, było to, że nakręcił wideo z nagim mężczyzną wchodzącym do kościoła.

Marek Wasilewski od tego czasu rządzi i realizuje swój plan. Niewiele później zorganizował wystawę pani Izabeli Kowalczyk, która jest dziekanem Wydziału Edukacji Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu i też na swoim wydziale taki sam plan realizuje. Na tej wystawie, zatytułowanej Polki, patriotki, rebeliantki, był na przykład stolik z materiałami proaborcyjnymi i reklamującymi instytucje, organizacje, fundacje, które organizują turystykę aborcyjną.

To był pierwszy znak, że coś się będzie działo. No i po jakimś czasie mieliśmy warsztaty z aborcji.  Do Poznania został zaproszony przez zastępczynię dyrektora na warsztaty towarzyszące właśnie warsztatom z aborcji zespół Gyne Punk, który działa w głębokim podziemiu w Hiszpanii. Oni promują taką ginekologię „do it yourself”, promują konstruowanie różnych przyrządów do wykonywania „samodzielnych” aborcji. Są wykolczykowani i na szczęście nie wzbudzają zaufania na tyle, żeby ktoś w jakichś obskurnych kazamatach miał ochotę samemu coś według ich instrukcji wykonywać.

Z kolei parę dni później odbyło się spotkanie z grupą, która promuje turystykę aborcyjną, a jej aktywistką jest właśnie wspomniana zastępczyni dyrektora Wasilewskiego. To już jest niemal zakładanie biznesu, który miałby działać pod dachem galerii. Tak to wygląda.

Cały wywiad Tomasza Wybranowskiego z Krystyną Różańską-Gorgolewską, pt. „Poznań i teorie spiskowe” znajduje się na s. 4 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Tomasza Wybranowskiego z Krystyną Różańską-Gorgolewską, pt. „Poznań i teorie spiskowe” na s. 4 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Festiwal literacki Adres: Ulica Poetycka. Audycja Tomasza Wybranowskiego prosto Zamościa!

Zapraszamy wszystkich mieszkańców Zamościa do księgarni im Bolesława Leśmiana, gdzie właśnie trwa audycja poświęcona literaturze i poezji!

Zapraszamy do pozostawienia własnego śladu na festiwalu literackim „Adres: Ulica poetycka”. Właśnie odbywa się nagranie na żywo w księgarni im. Bolesława Leśmiana audycji literackiej dla Radia Wnet. Zapraszamy wszystkich chętnych do przeczytania na antenie własnego lub ulubionego tekstu innego autora.

Poeci występujący w audycji: 

Alina Gierun, Karolina Suchodolska, Karol Olszewski, Maria Zaremba, Danuta Kurczewicz, Mieczysława Adamczuk.

Wiersze Barbary Borzymowskiej czytała Anna Taigner.

 

Prowadzący: Tomasz Wybranowski

Realizacja: Karol Smyk

Wydawca: Jaśmina Nowak


Część pierwsza:

Część druga:

 

Jacek Karnowski: Rynek medialny maskuje drastyczny spadek oglądalności telewizji [VIDEO]

Jacek Karnowski opowiedział o odbywającym się obecnie XXVIII Forum Ekonomicznym w Krynicy, oraz o coraz mniejszej liczbie telewidzów w Polsce.


Jacek Karnowski opowiadał o sposobach badania sektora medialnego w Polsce. Dziennikarz przybliżył wczorajszy panel Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na Forum Gospodarczy w Krynicy, na którym przedstawiono projekt „Telemetria Polska”. Chodzi w nim o sposób nowego pomiaru tele i audiometrycznego rynku mediów. Zdaniem dziennikarza to bardzo ciekawa idea, która ma szansę na realizację w niedalekiej przyszłości.

– Rynek medialny jest wart miliardy. Trzeba go uporządkować. My często słyszymy, że oglądalność spada, wczoraj czytałem informacje, że udział faktów TVN spadł o 23%. Jak widać, nawet te stacje, które mają poczucie relatywnego panowania na rynku, również bardzo dużo tracą. Gdyby stacje telewizyjne liczyły swoje statystyki tak jak prasa, czyli podawały: mamy tyle i tyle widzów, to te spadki wyglądałyby dramatycznie. Telewizja stosuje pewne sztuczki: podają swój procent udziału w rynku, który maleje w mniejszym stopniu, niż liczba widzów, co nieco maskuje ten obraz – podkreśla dziennikarz.

Jacek Karnowski skomentował również popularność prezydenta Słupska Roberta Biedronia, który jego zdaniem skupia się w dużej mierze na „efekciarskich” ruchach politycznych, zapomina przy tym o prawdziwych wyzwaniach i problemach stojących przed Słupskiem. Takie działanie doprowadza miasto do ruiny gospodarczej.

Zapraszam do wysłuchania całej rozmowy.

 

JN

Marek Karewicz (1938–2018) – Wielki Człowiek ze złotym obiektywem – symbol epoki w historii polskiej muzyki rozrywkowej

Pan Bóg daje światło, cień, obiekt, sprzęt, a fotografowi dał intelekt, by niezastąpione boskie dary zamienić w ludzkie dzieło w postaci przepięknej fotografii. Tak właśnie czynił Marek Karewicz.

Antoni Malewski

Moja prawdziwa przygoda z Markiem Karewiczem zaczęła się w tomaszowskiej Galerii Arkady. 4 grudnia 2009 roku pojawiłem się na autorskim spotkaniu z mistrzem fotografii. (…) Przypomnę, że państwo Karewiczowie spędzili w Tomaszowie Mazowieckim jedenaście lat. Marek przeżył tutaj swoje dzieciństwo i czas szkolnej młodości. Aby nie zaprzepaścić tej przyjaźni i niejako przy okazji zachować dziedzictwo Marka Karewicza dla potomnych, postanowiłem organizować, nie tylko w Tomaszowie Mazowieckim, spotkania z Nim. I tak też się stało. Pierwsze spotkanie po tomaszowskiej „inicjacji” odbyło się w listopadzie 2010 roku, w sopockim „Złotym Ulu” przy ul. Bohaterów Monte Cassino. Przyczynkiem do spotkania było ogłoszenie wyników w konkursie „Wspomnienia miłośników rock’n’rolla”. Finał wieczoru miał miejsce w Krzywym Domku, legendarnym budynku przy tej samej ulicy, z widokiem na Bałtyk, podczas jubileuszowego koncertu Czerwonych Gitar. Grupa świętowała swoje czterdziestopięciolecie. (…)

Otwarcie wystawy fotogramów M. Karewicza w Stowarzyszeniu Chrześcijańskim w Tomaszowie Mazowieckim | Fot. archiwum prywatne A. Malewskiego

W Tomaszowie zorganizowałem dla pana Karewicza kilka oficjalnych i nieoficjalnych, by nie powiedzieć prywatnych spotkań. Każde z nich było były wielkim wydarzeniem nie tylko dla mieszkańców miasta, ale także dla samego mistrza Marka Karewicza, o czym po każdym spotkaniu zaświadczał. Przy każdym pożegnaniu, ściskając z łezką w oku moją dłoń, wypowiadał cudowne dla mnie słowa:

– Antoni, dziękuję bardzo za każde zaproszenie do mojego ukochanego miasta. Miasta dzieciństwa, dojrzewania, któremu zawdzięczam to, co w życiu osiągnąłem: miłość do fotografii. To wszystko zaczęło się w atelier pana Tadeusza Ulikowskiego. To w Tomaszowie wykonałem trzy pierwsze fotografie na światłoczułym papierze, będąc jeszcze uczniem, bez użycia aparatu fotograficznego.

Trzy wystawy Jego fotografii upiększały poczekalnie kina „Włókniarz” oraz wnętrza kultowej kawiarni „Literacka”. Dwa razy dzieła Marka Karewicza gościły na wystawach w holu głównym starostwa powiatowego i w pomieszczeniach byłego kina „Mazowsze”, obecnie Społeczności Chrześcijańskiej TO MY. Dla mnie jako organizatora były to cudowne chwile, za które jestem wdzięczny do dzisiaj. Ale najbardziej sobie cenię organizację czterech spotkań w ukochanym przez mistrza fotografii pobliskim Zakościelu nad Pilicą (okolice Spały i Puszczy Spalskiej). Marek Karewicz miał szczególny sentyment do tego miejsca. Jako chłopiec bywał z ojcem Julianem w słynnej Modrzewiowej Willi. To tutaj na letniska przyjeżdżał z nieodległej Łodzi Julian Tuwim.

Okładka płyty autorstwa Marka Karewicza

Gospodynie tego domku, dobre znajome pana Juliana Karewicza, zapraszały małego Marka do Zakościela, kiedy bawił w nim autor Kwiatów polskich. W ten oto sposób ośmioletni Marek miał okazję poznać Juliana Tuwima, o czym na każdym spotkaniu, szczególnie w ośrodku Stowarzyszenia Chrześcijańskiego „PROEM” wspominał. Bardzo sobie chwaliłem te spotkania, bo właśnie w tym miejscu Marek błyszczał świetną pamięcią, sypał jak z rękawa anegdotami. Był zajmującym i dowcipnym gawędziarzem. (…)

Pogrzeb miał charakter państwowy, z asystą Wojska Polskiego. (…) W trakcie nabożeństwa żałobnego piękną homilię o Zmarłym wygłosił pastor, który nazwał zawód Marka darem Boga:

– Pan Bóg daje światło, cień, obiekt, sprzęt, a fotografowi, jako „Ecce Homo”, dał intelekt, by niezastąpione boskie dary zamienić w ludzkie dzieło w postaci przepięknej fotografii. Tak właśnie czynił Marek Karewicz.

Po homilii chóru rozległy się cudowne dźwięki saksofonu. To przyjaciel Marka, światowej sławy jazzowy muzyk Zbigniew Namysłowski wykonał cudowną balladę (…).

Potem, już na cmentarzu ewangelicko-augsburskim uformował się kondukt „nowoorleański” i przy dźwiękach bandu The Warsaw Dixielanders nastąpiło odprowadzenie do grobu. (…) Muzycy jazzowi żegnali Marka Karewicza, grając When the Saints Go Marching In – Gdy wszyscy Święci idą do nieba.

Cały artykuł Antoniego Malewskiego pt. „Epitafium dla Marka Karewicza” znajduje się na s. 17 sierpniowego „Kuriera WNET” nr 50/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Antoniego Malewskiego pt. „Epitafium dla Marka Karewicza” na stronie 17 sierpniowego „Kuriera WNET”, nr 50/2018, wnet.webbook.pl