Paweł Kukiz o świętowaniu 11 listopada: Klasa polityczna jest żenująca. Jest mi przykro i wstyd [VIDEO]

To, że nie obchodzimy dnia czekoladowego orła, tylko mówimy o biało-czerwonej i orle w koronie, to w dużej mierze zasługa organizatorów Marszu Niepodległości – twierdzą Paweł Kukiz i Adam Borowski.

Gość Poranka WNET, poseł Paweł Kukiz ubolewał, że nie możemy się zjednoczyć nawet z okazji Święta Niepodległości, a winę za to ponosi polska klasa polityczna, która zachowaniem przypomina „skonfliktowane ze sobą rody Branickich, Potockich”. Dodaje z goryczą, że „gdyby nasza sytuacja geopolityczna była dziś taka jak w XVIII wieku, to moglibyśmy znów utracić niepodległość”.

Według lidera Kukiz’15 nie można odbierać Marszu organizatorom, którzy włożyli w to przez lata wiele ciężkiej, nieodpłatnej pracy: „Nie mamy prawa spychać członków Stowarzyszenia Marsz Niepodległości na margines, to jest ich marsz”. Przypomniał też, że „ze względu na setną rocznicę powinniśmy na ten jeden dzień przybrać formę święta państwowego”. Wezwał również policję, by pacyfikowała ludzi niosących rasistowskie hasła i transparenty. Stwierdził, że prezydent powinien stanąć na czele marszu, ale nie powinien to być marsz partii rządzącej.

Adam Borowski, prezes warszawskich Klubów Gazety Polskiej, powołując się na słowa organizatorów Marszu Niepodległości zwrócił uwagę, że prezydent Duda uratował marsz i udaremnił plan Hanny Gronkiewicz-Waltz, by sprowokować w ten sposób radykalnych narodowców do zamieszek. Wyraził też zadowolenie, że oficjalne obchody są dzisiaj poważniejsze niż czekoladowy orzeł z czasów kampanii „Orzeł Może” prezydenta Komorowskiego.

Paweł Kukiz skrytykował też władze ukraińskie za uchwałę o ustanowieniu roku 2019 „rokiem pamięci Ukraińców deportowanych z Polski do ZSRR przez totalitarne reżimy Polski i ZSRR”. Z rozgoryczeniem wspomina swoje zaangażowanie w Majdan. Miał wówczas nadzieję, że dojdzie do „wspólnej spowiedzi, takiej jak we wspaniałej Modlitwie za Wołyń, która służy wspólnemu pojednaniu polsko-ukraińskiemu”. Potępia ukraińskie władze za ustanawianie kultu Ukraińskiej Powstańczej Armii: „nie zgodzę się nigdy, by gloryfikować bandytów z SS-Galizien, którzy mordowali nie tylko Polaków, ale i swoich, by czcić te diabły, bo to były diabły i bandyci pierwszego sortu. Nawet hitlerowcy nie mieli tak wyrafinowanych metod”. Mimo wszystko wezwał do pojednania między narodami.

MF

Studio Dublin cz. 1 – 9. 11. 2018 – Polski koncert w Royal Albert Hall w Londynie, w Stulecie Odzyskania Niepodległości

Obchody Dnia Niepodległości w Londynie będą huczne za sprawą koncertu , jakiego jeszcze nie było na deskach Royal Albert Hall. W rola głównych polscy wykonawcy, m.in. Anna Maria Jopek i Leszek Możdzer

Londyńskie obchody Stulecia Odzyskania Niepodległości przez Polskę rozpoczną się w sobotę, 10 listopada 2018 roku. O godzinie 15:00 w Katedrze Westminsterskiej, zostanie odprawiona Msza Święta koncelebrowana pod przewodnictwem Prymasa Polski arcybiskupa Wojciecha Polaka, w obecności kardynała Vincenta Nicolasa, Arcybiskupa Westminster.

Prymas Polski, arcybiskup Wojciech Polak.

Mszę poprzedzi referat prof. Wojciecha Roszkowskiego pod tytułem „Odrodzenie Polski w 1918” o godzinie 14:30. Uroczystości religijne zorganizowała Polska Misja Katolicka i mają zgromadzić, wedle zapowiedzi organizatorów, przynajmniej 1 300 osób.

 

Natomiast w niedzielę, 11 listopada 2018 roku o godzinie 18.30, w jednej z najsłynniejszych sal koncertowych świata — Royal Albert Hall, zawdzięczającej swoją nazwę księciu Albertowi, małżonkowi królowej Wiktorii, wielki koncert.

Royal Albert Hall zostanie wypełniona po brzegi przez polonijne środowisko Wielkiej Brytanii, które uczci setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę udziałem w wielkim koncercie opatrzonym wymownym tytułem „100 lat”.

 

W tym pierwszym i największym koncertowym przedsięwzięciu z udziałem polskich artystów w historii, weźmie udział plejada najwspanialszych rodzimych artystów.

W gronie gwiazd m.in. Edyta Górniak, Anna Maria Jopek, Anna Wyszkoni, Aleksandra Kurzak, Ania Jeruc , Stanisław Sojka, Sebastian Karpiel-Bułecka, Kuba Badach, Leszek Możdżer, Grzegorz Stróżniak z grupą Lombard, Tadeusz Woźniak czy Marek Ruszczyński.

 

Stephen Ellery, światowej sławy dyrygent. Foto z oficjalnej strony artysty IART Managment Official Page.

 

Wydarzenie uświetnią także jeden z najsłynniejszych dyrygentów świata Stephen Ellery z The London Gala Orchestra, dyrygent Paweł Betley, Zespół Pieśni i Tańca Mazury, Akademicki Chór Politechniki Śląskiej, Chór Polskich Szkół w Anglii, chór Ave Verum i św. Jana Pawła II z Balham.

Program koncertu niesie w sobie muzyczny przekrój dzieł o szczególnym znaczeniu dla Polaków, uwzględniający mijające stulecie od Odzyskania Niepodległości.

Usłyszymy dzieła Fryderyka Chopina, Ignacego Paderewskiego i Henryka Góreckiego, zmarłego przed ośmiu laty kompozytora, którego najsłynniejsza III Symfonia, arcydzieło światowej sławy, została stworzona na podstawie tekstu zapisanego na ścianie niemiecko – gestapowskiej katowni w Zakopanem.

 

Profesor Norman Davies. Foto: T. Wybranowski.

 

Do programu koncertowego zostanie dołączona dziesięciostronicowa publikacja na temat ostatnich stu lat historii Polski autorstwa profesora Normana Davisa, który również będzie obecny w Royal Albert Hall podczas gali. Koncert „100 LAT” poprowadzą Grażyna Torbicka i Kasia Madera, dziennikarka i prezenterka BBC World.

 

Co istotne, koncert połączy zróżnicowane światopoglądowo środowiska emigracyjne Wielkiej Brytanii. Koncert z okazji Odzyskania Niepodległości przez Polskę wzbudza także wielkie zainteresowanie mediów brytyjskich oraz samych Anglików. Polonijni dziennikarze komentują, że:

 

To wydarzenie przyćmi wszystkie inne, które wydarzą się na całym świecie, co zawstydzić powinno szefów Polskiej Fundacji Narodowej oraz agend prezydenckich i rządowych Rzeczypospolitej Polskiej.

Pomysłodawcą i organizatorem wydarzenia jest prezes organizacji charytatywnej Towarzystwa Pomocy Polakom, Janusz Sikora – Sikorski. W jednym z wywiadów, udzielonych portalowi londynek.net, powiedział znamienne słowa o współczesnej polskiej emigracji:

 

Janusz Sikora-Sikorski, prezes organizacji charytatywnej Towarzystwa Pomocy Polakom.

– Ci nasi rodacy czują się Polakami. To poczucie musimy poruszać, dawać mu bodźce, pielęgnować, inspirować i kształcić. Mam tylko nadzieję, że koncert w stulecie Odzyskania Niepodległości będzie taką inspiracją. Przypomnieniem dla nas wszystkich, że warto się chlubić Polską”.

Co ważne i warte podkreślenia, wszyscy artyści biorący udział w koncercie nie pobierają honorarium, a wpływy finansowe zostaną przekazane na cele charytatywne. Bilety wyprzedano w kilka dni od ogłoszenia.

 

Z Londynu dla Radia WNET – Anna i Tomasz Piątkowscy

Współpraca: Tomasz Wybranowski

Radio WNET

 

Anna i Tomasz Piątkowscy. korespondenci Radia WNET z Londynu

Zapowiedź wydarzeń w Londynie, związanych z setną rocznicą Odzyskania Niepodległości przez Polskę, w rozmowie z Anną i Tomaszem Piątkowskimi:

Pierwszy dzień nadawania Radia WNET na falach w Warszawie i Krakowie coraz bliżej. Zobacz jak będzie wyglądać program

Rok 2018 jest dla nas wyjątkowy nie tylko z powodu setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. 12 listopada rozpoczniemy nadawanie na FM. Taki dzień musi mieć specjalny program.

11 listopada będziemy świętować rocznicę odzyskania niepodległości. Specjalnie dla Państwa poprowadzimy specjalną audycję od godziny 11:11 (więcej).

12 listopada chcemy wykorzystać dzień ustawowo wolny i cieszyć się z rozpoczęcia nadawania na falach w Warszawie (87,8 FM)  i Krakowie (95,2 FM). Oczywiście niezmiennie będziemy mieli zasięg na całym świecie za pomocą internetu.

Tego dnia nie będzie Poranka WNET. Głos Krzysztofa Skowrońskiego usłyszymy w specjalnej audycji punktualnie o godzinie 12:11.

O godzinie 19 mikrofon przejmie Grzegorz Wacław „Dziki” w swoim znanym i lubianym programie Mocne Ramię.

Od godziny 20 rozpoczniemy niezwykły blok audycji z językiem hiszpańskim. Przez pierwsze dwie godziny gospodarzem będzie Zbigniew Dąbrowski z audycją República Latina.

Od 22 zaprasza César Puebla, prowadzący Los Kowalski.

 

 

Agnieszka Grochola – Polska Macierz Szkolna w Irlandii, Anna Skowrońska -Studio Dublin (część 1) – 19 października 2018

Piątkową porą, o godzinie 10:00 w Radiu WNET, najświeższe informacje z Irlandii. Tym razem m.in. o bardzo poważnych obawach Irlandczyków przed Brexitem i wizycie Anny Skowrońskiej w polskich szkołach.

Pierwszym gościem programu, tak jak i przed tygodniem, była pani Agnieszka Grochola, wiceprezes Polskiej Macierzy Szkolnej w Irlandii.

 

Agnieszka Grochola, wiceprezes Polskiej Macierzy Szkolnej w Irlandii.

Agnieszka Grochola podsumowała irlandzką wizytę pani Anny Skowrońskiej, szefowej wydawnictwa Muchomor. W czteterech szkołach polonijnych w Wexford, Kilkenny, Galway i Tuam, które są zrzeszone w zrzeszonych w Polskiej Macierzy Szkolnej w Irlandii.

 

 

Anna Skowrońska w rozmowie z dziećmi z Polskiej Szkoły im. św. Jana Pawła II w Kilkenny. Foto: archiwum szkoły.

Anna Skowrońska  opowiadała o swoich dwóch książkach: „Alfabet Polski” i „Alfabet Niepodległości”. Dzieci z zainteresowanie słuchały o pracy pisarki i wydawcy książek, jej publikacjach i polskiej historii w świetle stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę.

Jak wspomina Agnieszka Grochola, podczas sześciu spotkań pani Anny Skowrońskiej z dziećmi nie zabrakło zabaw w kalambury, wydawanie nowej książki, czy scenek rodzajowych z historii Polski.

 

Anna Skowrońska i prezes Polskiej Macierzy Szkolnej w Irlandii Marta Szutkowska – Kiszkiel. Foto: archiwum Polskiej Szkoły w Kilkenny.

 

Wizyta Anny Skowrońskiej, w zgodnej opinii dyrektorów i pedagogów, była wspaniałą niespodzianką dla uczniów oraz miłym prezentem dla samych nauczycielek i nauczycieli z okazji ich święta.

Anna Skowrońska stwierdziła, że jest pod wielkim wrażeniem irlandzkiej Polonii, ale przede wszystkim zapału do działania polskich nauczycieli i pedagogów, oraz Polskiej Macierzy Szkolnej. Jak powiedziała Radiu WNET „Irlandia jest niezwykła, tak jak niezwykli ludzie tam trafili!”.

 

 

Spotkania Anny Skowrońskiej odbyły się dzięki wsparciu i pomocy Polskiej Macierzy Szkolnej w Irlandii oraz prezes organizacji pani Marty Szutkowskiej – Kiszkiel. 

Studio Dublin – 12. 10. 2018. Goście: Agnieszka Grochola – Polska Macierz Szkolna w Irlandii i Bogdan Feręc – Polska-IE

Piątkową porą, tuż przed południem, najświeższe informacje i relacje z Irlandii. W programie Tomasza Wybranowskiego słów kilka o edukacji, budżecie Republiki Irlandii A.D. 2019 i koncercie Nosowskiej.

W Studiu Dublin recenzja koncertu Katarzyny Nosowskiej, który zgromadził prawie półtysięczną publiczność w dublińskim klubie The Academy.

Nasza czołowa wokalistka zaprezentowała nagrania z najnowszej, siódmej solowej płyty, która nosi tytuł „Basta”. Album ma premierę dzisiaj – 12 października 2018 roku.

 

Agnieszka Grochola, wiceprezes Polskiej Macierzy Szkolnej w Irlandii

Pierwszym gościem programu będzie pani Agnieszka Grochola, wiceprezes Polskiej Macierzy Szkolnej w Irlandii. Agnieszka Grochola opowie o wizycie pani Anny Skowrońskiej, szefowej wydawnictwa Muchomor. W czteterech szkołach polonijnych pani Anna Skowrońska opowie o swojej książce historycznej dotyczącej Polski. Jej tytuł „Alfabet Polski”.

W drugiej części rozmowy słów kilka o wprowadzeniu do irlandzkich szkół języka polskiego.

Rozmowa z Agnieszką Grocholą do wysłuchania tutaj:

 

Z Bogdanem Feręcem, twórcą i redaktorem naczelnym serwisu Polska-IE, mówić będę o uchwalonym w ostatni wtorek budżecie Republiki Irlandii na rok 2019, w którym zabezpieczono na wydatek ekonomicznych problemów kwotę 8 miliardów euro. Podwyższono także stawke podatku VAT dla dla sektora hotelarskiego, z 9% do 13,5 %.

Bogdan Feręc, szef napoczytniejszego portalu polonijnego w Irlandii – Polska – IE

Podczas rozmowy powrócimy do tematu Brexitu i gorączkowych negocjacji rządu w Dublinie z gabinetem premier Teresy May, via Belfast i Arlene Foster, szefową DUP. W Irlandii Północnej wciąż trwa kryzys rządowy. Od ponad sześciuset dni Irlandia Północna nie ma swojego rządu.

Rozmowa z Bogdanem Feręcem, twórcą i szefem portalu Polska-IE, tutaj:

Muzycznie m.in. powrót na album Pet Shop Boys „Actually”. Zabrzmią także nagrania z krążka „Basta” Nosowskiej. Na irlandzką nutę zagrają Paddy Casey, Enya i Goats Don’t Shave. Zapowiem także niezwykły koncert Robarta Planta i Vana Morrisona (28 października, dublińska 3Arena).

 

Zapraszam w piątek o 10:00 oraz na powtórkę, w sobotę od godziny 7:00 – WNET.fm

Tomasz Wybranowski

współpraca: Katarzyna Sudak

5 sposobów identyfikacji bota. Nie ma lepszych specjalistów od zwalczania fake newsów i dezinformacji niż Amerykanie

Są mądrzy po szkodzie, bo dłuższy czas padali ofiarą ataków rosyjskiej armii trolli, botów i fake newsów, które miały na celu co najmniej zasianie niepokoju i wzbudzanie podziałów społecznych.

Wojciech Mucha

Oto pięć kluczowych sposobów identyfikacji potencjalnie podejrzanych kont:

Nadpobudliwość

Nie da się każdego dnia wysyłać kilkudziesięciu i więcej tweetów (chyba, że się nie ma nic innego do roboty. Więcej niż 50–60 tweetów dziennie może sugerować ewentualną automatyzację.

Podejrzany awatar

Jeśli ktoś chowa się za niewiele mówiącą nazwą użytkownika (niezrozumiałe ciągi cyfr i liter – wskazują na seryjną produkcję userów), a do tego w awatarze ma domyślny obraz z Twittera (popularne „jajo”), powinniśmy się mu bacznie przyglądać. Warto także sprawdzić, czy zdjęcie w awatarze (piesek, kotek, miła pani, przystojny żołnierz) nie zostało skradzione. (…) Wcześniejsze użycie kwestionowanego zdjęcia jest kolejną przesłanką za tym, że podejrzane konto jest automatem.

Skrócenie adresu URL

(…) Podejrzane może być to, gdy ktoś używa „skracarki adresu” bit.ly lub tinyurl.com. (…)

Poligloci czy automaty?

Jeśli Twój followers na przemian mówi po rosyjsku, chińsku, polsku, angielsku i w esperanto – być może zjadł wszelkie rozumy, ale może być też botem.

Niewiarygodna popularność

Użytkownik, o którym nie słyszeliście, nagle ma 1000 i więcej „retweetów” (podań dalej) i tysiące polubień swojej treści. Może to oznaczać, że siatka botów wzajemnie się wspiera i podaje treści, by dotrzeć do większej liczby rzeczywistych użytkowników, a jednocześnie stworzyć wrażenie wiarygodności (bo kto podaje dalej kłamstwa – hehehe… Podają wszyscy).

Tekst powstał w ramach projektu „Zapobieganie wywoływaniu napięć w relacji Polski z sąsiadami – StopFake PL”. Jest to zadanie publiczne, współfinansowane przez MSZ RP w ramach konkursu „Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2018”.

Cały artykuł Wojciecha Muchy pt. „Sposób identyfikacji bota” znajduje się na s. 6 październikowego „Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Wojciecha Muchy pt. „Sposób identyfikacji bota” na stronie 6 październikowego „Kuriera WNET”, nr 52/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Elokwencja i triki oratorskie od niepamiętnych czasów należały do sprawdzonych sposobów sterowania odbiorcami

Grą głosem oraz odpowiednim doborem słów i sformułowań można pobudzić emocjonalnie słuchaczy i spowodować, aby w odpowiednim momencie zachowali się wbrew swej woli i głoszonym zwykle przekonaniom.

Rafał Brzeski

Warunkiem powodzenia manipulacji słowem jest jej wewnętrzny porządek, konsekwencja i brak pośpiechu. Angielski polityk i pisarz sir George Cornewall Lewis już w 1832 roku zauważył, że „ludzie są często zadowoleni z doktryn, które narzucono im tak powoli, iż już zdążyli o tym zapomnieć. Wierzą więc w konkluzje, a nie pamiętają o faktach, które doprowadziły do tych konkluzji”. (…)

Istotnym elementem manipulacji słowem jest przyciąganie odbiorców do własnych koncepcji, gra na emocjach i odczuciach w celu skłonienia ich do utożsamienia się z narracją nadawcy. Najwulgarniejsze przykłady tej metody to używanie w wystąpieniach publicznych słowa „my” zamiast „ja” lub powtarzanie po przekazaniu każdej myśli słowa „tak”, wymuszającego zgodę słuchacza.

(…) Wielopiętrowe konstrukcje słowne obliczone na rozbudzenie emocji są jednocześnie świetnym kamuflażem braku logicznej argumentacji. Szukając ziarna prawdy, odbiorca musi się zastanowić, a czas poświęcony na refleksję sprawia, że gubi wątek nadawcy. Z drugiej strony, chcąc nadążyć za nadawcą, nie jest w stanie analizować jego argumentów ukrytych w gęstwie słów. (…)

Retoryczne triki obliczone na sterowanie emocjami oraz kreowanie odczuć i wrażeń odbiorców są bardzo skutecznym narzędziem w manipulacji politycznej, chociaż skuteczność ta jest zazwyczaj krótkotrwała. Stosowane są więc przede wszystkim do działań doraźnych, takich jak debata parlamentarna, dyskusja przed kamerami lub spotkanie z sympatykami w trakcie kampanii przedwyborczej. Manipulacje takie można łatwo zdemaskować w druku.

Manipulowanie słowem, zwłaszcza stosowane przez dłuższy czas, może doprowadzić do manipulacji językiem, co jest najbardziej szkodliwe dla komunikacji społecznej. Język nie jest bowiem odporny na czynniki zewnętrzne. Jest narzędziem i tak jak narzędzie może zostać uformowany dla bardziej precyzyjnego komunikowania się lub zdeformowany dla utrudnienia komunikacji, zwłaszcza w sferze przekazywania odczuć i opinii.

Deformacja języka wymaga czasu, ale też jest niezmiernie trudno wyplenić z języka deformacje, które raz zostały wprowadzone i zakorzenione.

(…) Niesłychanie niebezpieczną społecznie metodą manipulacji jest świadoma wulgaryzacja języka i jego zubażanie, czyli ograniczanie zasobu używanych potocznie słów i pojęć. Zamiast kilku albo nawet kilkunastu określeń oddających różne odcienie, tworzy się i wprowadza do języka jedno lub kilka łatwych i prostych słów lub haseł, które po poddaniu odbiorców odpowiedniej tresurze mają wywoływać u nich określone skojarzenia i reakcje. Przykładowo: słowo „wspaniale” ma wedle słowników około pół setki synonimów oddających różne stopnie tej wspaniałości, ale w życiu codziennym jest niemal powszechnie zastępowane słowem „super” albo „zaje…ście”. (…)

Czas jest decydującym czynnikiem w manipulacji językiem. Wprowadzenie trwałych zmian wymaga lat, a nawet pokoleń. Można więc przyjąć, że język stosunkowo opornie poddaje się zabiegom manipulacyjnym. Z drugiej strony jednak, raz zdegenerowanemu i zniekształconemu językowi równie trudno jest przywrócić dawny kształt i piękno. Słowo na „k”, promowane nachalnie przez media i celebrytów na początku III RP, używane już było jako swoisty znak przestankowy i dopiero pokolenie później powoli zaczyna wracać na swoje miejsce w grupie wyrażeń niecenzuralnych, których używanie jest symbolem chamstwa i prostactwa.

Analiza różnych form manipulacji słowem skłania do wniosku, że z etycznego punktu widzenia sterowanie takie jest niebezpieczne i szkodliwe. Ogranicza bowiem świadome działanie ludzi, a w sensie kulturowym i cywilizacyjnym prowadzi do umysłowego wyjałowienia całych społeczności.

Cały artykuł Rafała Brzeskiego pt. „Manipulacja polityczna – słowo i język” znajduje się na s. 6 październikowego „Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Rafała Brzeskiego pt. „Manipulacja polityczna – słowo i język” na stronie 6 październikowego „Kuriera WNET”, nr 52/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Czy wolność w internecie jest zagrożona? Debata w CMWP SDP i wypowiedź Michała Karnowskiego nt. nowej dyrektywy PE

Panowie mówią o pieniądzach, my o wolności. Internet dał nam przestrzeń wolności, o której nawet nie śniliśmy. Jeżeli będą próby blokowania tej wolności, to ci, którzy tworzą technologie, coś wymyślą.

Czy wolność w internecie jest zagrożona?

Debata w CMWP SDP

Czy dyrektywa dotycząca praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym zagraża wolności słowa w sieci? Czy tylko pomoże wydawcom i dziennikarzom walczyć z dużymi koncernami internetowymi, które zarabiają na cudzych treściach, a zyskami nie dzielą się z ich twórcami? Na te pytania starali się odpowiedzieć uczestnicy debaty „Wolność w internecie” zorganizowanej przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

Projekt budzącej wiele emocji dyrektywy Parlament Europejski przyjął 12 września. Za nowymi przepisami opowiada się część wydawców, dają one bowiem wydawcom i dziennikarzom tzw. prawa pokrewne. Dzięki temu duże koncerny internetowe będą musiały płacić twórcom za wykorzystywane materiały. Przeciwnicy dyrektywy widzą w niej ograniczenie wolności słowa w internecie, a proponowane przepisy nazywają „podatkiem od linków” lub ACTA 2.

W dyskusji w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie wzięli udział: Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, Michał Karnowski, członek zarządu spółki Fratria – wydawcy m.in. portalu wPolityce.pl i tygodnika „Sieci”, Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, Krzysztof Skowroński, prezes SDP, Marek Frąckowiak, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy oraz prawnicy związani z Izbą Wydawców Prasy: Jacek Wojtaś i Marek Staszewski.

– Problem kradzieży praw autorskich jest stary jak świat. Nie rozwiąże się go, ograniczając ruch w internecie – rozpoczął dyskusję Tomasz Sakiewicz.

– Nie może być tak, że ktoś cytuje fragment tekstu i za to pobiera się opłatę. Prawo do cytowania jest jednym z podstawowych praw debaty i nie można tego ograniczać – dodał.

Zdaniem Michała Karnowskiego dyrektywa jest korzystna tylko dla dwóch grup interesów. Jedną z nich są wydawcy specjalistyczni, którym treści podkradają np. firmy tworzące komercyjne serwisy prasowe. – To jest rzeczywiście złodziejstwo i należałoby coś z tym zrobić, ale pojawia się pytanie: czy w związku z tym trzeba orać całe pole? – zauważył. Drugą grupą są wielkie koncerny, głównie niemieckie. – One nie muszą nikogo cytować, są tak duże, że tworzą świat dla siebie. Wszyscy inni na tym stracą – stwierdził Michał Karnowski. Jego zdaniem najbardziej niepokojące jest to, że pojawi się reglamentowanie treści w internecie. – Filtry, niemożność powielenia linku z jakimkolwiek opisem, niemożność odwołania się. To wszystko zostanie ograniczone– wyliczał. – Może niektórym dziennikarzom będzie lepiej, ale na drugiej szali leży ogromne dobro wolnego obrotu informacji.

Obawy przeciwników dyrektywy próbowali rozwiać przedstawiciele Izby Wydawców Prasy, która walczy o przyjęcie nowego prawa.

– Wszystkie te slogany o ACTA 2, czy „podatku od linków” są nieprawdziwe. Projekt w niczym nie dotyka przeciętnego użytkownika internetu. Chroni tylko interes wydawców i dziennikarzy, żeby oni też zarabiali na treściach, które tworzą, a nie tylko koncerny internetowe – tłumaczył Marek Frąckowiak.

Mecenas Jacek Wojtaś wyjaśnił, że Parlament Europejski dodał do pierwotnego projektu dyrektywy kilka ważnych zmian. – W art. 11, tym, który wprowadza prawo pokrewne dla prasy, pojawił się ustęp mówiący, że prawa te nie uniemożliwiają prywatnego, czyli niekomercyjnego korzystania z publikacji prasowych przez użytkowników indywidualnych. Tak więc prawo cytatu będzie mogło być stosowane. Prawa pokrewne nie obejmują też hiperłącza, którym towarzyszą pojedyncze słowa, a więc linków – zauważył Jacek Wojtaś. Dodał, że w dyrektywie pojawił się zapis, aby państwa członkowskie dopilnowały, by zyskami z tytułu praw pokrewnych wydawcy dzielili się z dziennikarzami. – W Polsce jest deklaracja Izby Wydawców Prasy, że będzie to pół na pół – dodał.

Mecenas Marek Staszewski podkreślił, że nowe przepisy mają nie obowiązywać mikro- i małych platform internetowych. Jacek Wojtaś dodał, że są to przedsiębiorstwa, które zatrudniają do 50 osób i mają obroty do 10 mln euro.

Krzysztof Skowroński zauważył jednak, że dyrektywa rodzi szereg pytań. – Trzeba będzie zastosować jakieś mechanizmy, które będą musiały kontrolować internet. Czy to nie doprowadzi nas do cenzury? Trzeba też będzie zbudować skomplikowaną strukturę, która sprawdzi, kto co komu jest winien. Kto ma się tym zajmować? Kto i kiedy na tym skorzysta? – pytał prezes SDP.

Jacek Wojtaś przyznał, że nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie będą wyglądały nowe przepisy. – Dyrektywa to jest tylko wskazówka dla państw członkowskich do zaimplementowania pewnych rozwiązań – zauważył.

– Bawimy się w zmianę prawa, która na końcu nie wiadomo przez kogo i jak będzie interpretowana. Miesza się prawa pokrewne z prawami autorskimi. Prawa autorskie wszyscy mają. Chodzi o to, że na świat związany z publicystyką, kontrolą władzy, polemiką, wymianą informacji próbuje się nałożyć prawa pokrewne, które do tej pory były typowe dla rozrywki, przyjemności – polemizował Michał Karnowski.

Marek Frąckowiak próbował przekonywać, że w dyrektywie chodzi tylko o to, aby twórca otrzymał zapłatę za swoją pracę.

– Nie rozumiem, dlaczego kradzież telewizora czy książki jest złodziejstwem, a kradzież tego, co w nich jest, ma być wolnością w internecie. Zawsze mnie uczono, że jeżeli ktoś zarabia na kradzionym, to jest to paserstwo i z tym chcemy walczyć – tłumaczył.

Przyznał, że co prawda nie znamy ostatecznego kształtu prawa, ale wszystkie dotychczasowe zmiany idą w kierunku wyjątków od zaostrzeń i ochrony zwykłego użytkownika internetu.

Zdaniem Michała Karnowskiego dziennikarstwo obecnie dobrze się rozwija i poradzi sobie bez nowych przepisów, a dyrektywę popierają głównie firmy, które nie mogą się odnaleźć na rynku coraz bardziej zdominowanym przez nowe technologie. – I mówią do wszystkich: zawracamy! A ja nie chcę zawracać – stwierdził.

– Nie jest prawdą, że występujemy tylko w imieniu wydawców gazet drukowanych. Chodzi o tych, którzy ponoszą nakłady na tworzenie treści. Tu chodzi o pieniądze dla dziennikarzy i wydawców, bez względu na to, o czym piszą, chodzi o to, żeby ich nikt nie okradał – podkreślał Marek Frąckowiak.

– Problem polega na tym, że panowie mówią o pieniądzach, a my o wolności i może dlatego nie możemy się dogadać. Internet dał nam przestrzeń wolności, o której nawet nie śniliśmy. Jeżeli rzeczywiście będą próby blokowania tej wolności, to ci, którzy tworzą technologie, wymyślą coś nowego – zauważyła dziennikarka Ewa Urbańska podczas kończącej debatę dyskusji z udziałem zgromadzonej publiczności.

Marek Frąckowiak zapewnił, że dyrektywa nie niesie żadnego zagrożenia dla wolności.

Michał Karnowski

„Nie” dla ACTA 2

To będzie potężna zmiana, której skali zwykli użytkownicy internetu nawet nie przeczuwają, a która sprawi, że internet, jaki znamy, wolny, rozdyskutowany, bezkompromisowy, właśnie przechodzi do historii.

To nie jest walka o prawa autorskie, które dziś w pełni obowiązują, to jest walka o prawa pokrewne. A to zasadnicza różnica. Dziś prawa pokrewne mają do swoich dzieł artyści, teraz mają je dostać wytwórcy wszystkich innych treści, w tym koncerny medialne. Oznacza to objęcie restrykcyjnymi ograniczeniami wszelkie odwołania, cytaty, nawiązania, przeróbki, także do artykułów, nagrań, programów, audycji. A więc i komentarze na Facebooku i Twitterze, memy, utwory yotubowe, treści w wyszukiwarkach.

I ludzie Platformy Obywatelskiej doskonale to rozumieją, przecież w lipcu sami wołali: „nie” dla ACTA 2! Ale widać niemieckie potęgi medialne i europejski establishment, zainteresowane cofnięciem czasu, powrotem kontroli nad tym, co ludzie czytają i myślą, wyprostowały ich myślenie. Przycisnęli więc guziki, pocieszając swoich oszukanych wyborców, jak to zrobił pan Michał Boni, że jak komuś coś zablokują wskutek tego prawa, to będzie się mógł odwołać. Nie sądzę, by sam w skuteczność takiego pocieszenia wierzył.

Wniosek z tego smutny: jak Niemiec każe, to niektórzy ludzie z Platformy zdradzą każdego. Teraz sprzedali wolny internet.

OTO SKRÓT KONSEKWENCJI PRZYJĘCIA DYREKTYWY:

— Linkowanie faktycznie nie będzie zabronione, ale istotnie się zmieni. Linki już nie będą zawierać tzw. snippetów, czyli nagłówka z tytułem linkowanego tekstu, czasem jednym/dwoma zdaniami leadu lub zdjęciem; będą tylko zbiorem bezsensownych znaków. Ponieważ czytelnicy muszą wiedzieć, do czego prowadzi link przed kliknięciem, witryny prawie zawsze zawierają fragment linków do stron w ramach linku. Wszelkie ograniczenia dotyczące fragmentów są zatem ograniczeniem linkowania.

— Nowe prawo wpłynie na wolność słowa i dostęp do informacji. Platformy internetowe będą zmuszone do zawarcia umowy z wydawcami i uzyskania licencji na linkowanie do ich publikacji. Konieczność płacenia za linki doprowadzi do tego, że części stron nie będzie stać na płacenie za dostęp do wiadomości – szczególnie małe i innowacyjne witryny mogą po prostu przestać działać lub będą linkować tylko do treści niechronionych.

— Zostanie youtuberem nie będzie już proste. Jeśli będziesz chciał zostać youtuberem, to będziesz musiał wykupić licencję umożliwiającą tworzenie materiałów do sieci i licencję umożliwiającą linkowanie.

— Będziesz mógł się podzielić linkiem tylko ze swoimi znajomymi. Nastąpi ograniczenie udostępniania materiałów (będzie można wysłać linka tylko prywatnie do swoich znajomych, w ramach tzw. dozwolonego użytku), ale już nie publicznie. Ograniczy to możliwość wzrostu niezależnych kanałów informacyjnych, blogów, platform. Dużo trudniejszy będzie wzrost popularności kanałów na youtubie.

— Nigdy nie będziesz miał pewności, czy nie naruszasz prawa. Niejasność pojęć i objęcie ochroną tzw. prostych komunikatów prasowych doprowadzi do tego, że zakazane będzie publikowanie informacji, np. „Jutro w Warszawie będzie +30 stopni” czy „Legia przegrała 0:2”, bo już przecież kiedyś ktoś o tym napisał i gdzieś taki news się pojawił.

— Koniec z filmami z wakacji czy recenzjami online. Nadmierna ochrona praw autorskich może doprowadzić do tego, że nasze filmiki z wakacji zostaną zablokowane, bo w tle słychać chronioną prawnie muzykę lub widać jakiś prawnie chroniony obraz. 90% youtuberów będzie musiało przestać nagrywać – testerzy gier komputerowych, blogerzy prezentujący i oceniający produkty (np. smartfony) etc., z uwagi na brak praw autorskich.

— Wszystko, co publikujesz, będzie skanowane. Każdy serwis pozwalający swoim użytkownikom na publikację treści będzie zmuszony do stworzenia narzędzi filtrujących. Za każdym razem, gdy będziesz chciał coś opublikować w internecie, ta treść będzie musiała zostać zeskanowana pod kątem potencjalnego naruszenia. Czy w świecie realnym zgodziliśmy się na to, abyśmy, zanim cokolwiek powiemy czy napiszemy, musieli uzyskać zgodę jakiegoś zautomatyzowanego filtru? Dotyczy to blogów (np. wordpress), ale też zwykłych, krótkich komentarzy pod artykułami.

— Serwisy nie będą mogły wyświetlić listy rekomendowanych treści (np. lista proponowanych na Youtube lub wyróżnione najlepsze komentarze na Twitterze).

W praktyce każde indeksowanie tych treści, czy chociażby wyświetlenie jej innym użytkownikom jako „polecane odnośniki” będzie powodowało, że dostawcy usług internetowych staną się odpowiedzialni za treści swoich konsumentów. Obowiązek taki nie obejmie tylko serwisów takich jak np. megaupload.

— Koszty! Którego właściciela portalu stać na instalację oraz utrzymanie tak potężnego narzędzia jakim jest filtr? Który właściciel zgodzi się na wzięcie odpowiedzialności za publikowane przez użytkowników na jego stronach treści? W internecie zostaną tylko duże serwisy, które stać na takie urządzenia.

— Wyłączenie komentarzy w internecie. Jeśli właściciela nie będzie stać na filtr, to najbardziej oczywistą konsekwencją będzie zabronienie możliwości komentowania pod artykułami w sieci oraz zamknięcie popularnych forów.

— O możliwości publikowania treści na platformach będzie decydować nie system prawa (np. sądy), lecz systemy technologiczne. Nie ma mowy choćby o przejrzystości algorytmów filtrujących treści. Zaproponowany mechanizm odwołań, który rzekomo będzie nas chronił, skonstruowany jest tak, by zablokowanie treści (przez algorytm lub poprzez zgłoszenie naruszenia) było proste – a odwołanie się i dochodzenie swoich praw już niekoniecznie. Nie wiemy w tym momencie, jak będą wyglądać mechanizmy odwoływania się i czy będą skutecznie chronić prawa użytkowników. Teraz wiemy jedynie, że skuteczne mają z zasady być filtry treści.

— Filtry nie są skuteczne. Mimo najnowocześniejszych technologii, nawet najlepsze urządzenia zawodzą. Magazyn Wired ma „analizę”, pokazującą jakie problemy stworzą filtry treści i dlaczego będą nieskuteczne.

— Ograniczenie memów! Tylko część państw w UE pozwala na ograniczenie prawa autorskiego na potrzeby parodii. Filtry treści, jeśli zostaną wprowadzone, będą więc musiały rozstrzygać, czy dane użycie jest parodią i podlega pod wyjątek od prawa autorskiego, czy nie. Jest duża szansa, że nie poradzą sobie z tym zadaniem, i memy, publikowane jako zgodne z prawem, będą filtrowane jako naruszające prawa autorskie.

Michał Karnowski jest publicystą tygodnika „Sieci” i portalu wpolityce.pl. Tekst został opublikowany na portalu wpolityce.pl.

Relacja z debaty w CMWP SDP pt. „Czy wolność w internecie jest zagrożona?” znajduje się na s. 4 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Relacja z debaty w CMWP SDP pt. „Czy wolność w internecie jest zagrożona?” na s. 4 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nowa ustawa o nauce i szkolnictwie wyższym to katastrofa! Część środowiska akademickiego podnosi alarm

Od lat wiadomo, że kto spoczął w PAN-ie (ale także na uczelni) z tytułem profesora, nawet jak nic nie robił (bo spoczywał), nawet jak szkodził innym, wynagradzany był znacznie lepiej od aktywnych.

Józef Wieczorek

Szkoda, że przez ponad dwa lata, kiedy ta ustawa była in statu nascendi, opozycyjne wobec tych „korzyści” środowisko akademickie jakoś nie było aktywne. Ministerstwo zachęcało do dyskusji, ale wybierało sobie wygodnych dyskutantów, nie reagując na merytoryczną krytykę nielicznych. Czyli standard. (…)

Świat akademicki od lat widzi głównie jedną patologię – niedostatek pieniędzy i jedno remedium na poprawę systemu: dajcie nam więcej pieniędzy – wyniki/Noble same przyjdą! Czy słyszał ktoś o żądaniach piłkarzy dostających tęgie lanie od drużyn najlepszych: płaćcie nam – wszystkim, rzecz jasna – tak jak się płaci Ronaldo czy Lewandowskiemu, to będziemy grać jak Ronaldo i Lewandowski? Inaczej dobrej gry nie można od nas wymagać!

A tak argumentują słabi intelektualnie i moralnie beneficjenci długotrwałej negatywnej selekcji kadr akademickich, funkcjonującej w systemie zamkniętym, w warunkach chowu wsobnego, ustawianych konkursów, niemobilności, wieloetatowości, intensywnego rozwoju turystyki habilitacyjnej, nepotyzmu, mobbingu, nierespektowania własności intelektualnej itd. Te patologie były podnoszone przeze mnie (w przestrzeni publicznej od początku wieku) i Niezależne Forum Akademickie, funkcjonujące od 2004 r., ale pomijane (z małymi wyjątkami) przez „reformatorów” i walczące o zachowanie status quo środowisko akademickie. Dla sprawdzenia można na wyszukiwarce Google wpisać – 'patologie akademickie’, 'patologie na uczelniach’, aby się zorientować, kto i jak zajmuje się przyczynami degradacji nauki w Polsce.

Tym zasadniczym dla funkcjonowania czynnikom nie poświęcono żadnej z 10 konferencji ministerialnych przed uchwaleniem ustawy! Ale po uchwaleniu ustawy młodzi naukowcy (Akademia Młodych Uczonych PAN) sporo patologii dla nich niekorzystnych zauważyli i m.in. rekomendują: Ocena pracowników naukowych powinna być dokonywana według zrozumiałych, precyzyjnie określonych i publicznie ogłoszonych kryteriów, promujących doskonałość naukową. Rekomendujemy znaczne zwiększenie zróżnicowania całkowitego wynagrodzenia w zależności od osiąganych wyników, wprowadzenie jawnego systemu premiowania jakości pracy oraz wyciągania konsekwencji za jej systematyczny brak, niezależnie od stanowiska. Corocznie aktualizowana zbiorcza lista publikacji oraz najważniejszych osiągnięć naukowych wszystkich pracowników naukowych powinna być łatwo dostępna z głównej strony internetowej każdego instytutu. (…)

Rekomendujemy wprowadzenie otwartych, rzetelnych i pisanych możliwie szeroko oraz ogłaszanych na forum międzynarodowym konkursów na wszystkie stanowiska naukowe, stanowiska kierowników zakładów i grup badawczych oraz stanowiska dyrektorów w jednostkach PAN. (…) Protokoły z przeprowadzonych konkursów wraz z informacjami o ocenach poszczególnych kandydatów powinny być jawne w zakresie dopuszczonym przez Ustawę o ochronie danych osobowych. W kwestii konkursów na dyrektorów jednostek PAN dodatkowo rekomendujemy ogłaszanie ich z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem na forum krajowym i międzynarodowym (ogłoszenie również w języku angielskim) oraz włączanie w komisje konkursowe członków zagranicznych PAN. Uważamy, że wybrany na dyrektora instytutu kandydat powinien być zobowiązany do publicznego udostępnienia koncepcji funkcjonowania instytutu, którą przedstawił w konkursie. (…)

Rys. Józef Wieczorek

Od lat funkcjonował bowiem model – od studenta do rektora na tej samej uczelni, z całym związanym tym dobrodziejstwem („pajęczyna akademicka”). Czy nowy model poprawi funkcjonowanie uczelni, czy doprowadzi do jeszcze większej zapaści? Niepokój jest uzasadniony.

Odnosi się wrażenie, że mało kogo niepokoi to, że poza granicami kraju znajduje się około 1/3 potencjału akademickiego, z którego niemal nie korzystano przy pracach nad ustawą i ustawa bynajmniej nie gwarantuje, że zostanie zahamowany odpływ młodych naukowców, ani, tym bardziej, nie zostanie spowodowany powrót tych, którzy wcześniej Polskę opuścili.

Niestety do tej pory nie ma nawet rzetelnej bazy danych polskich naukowców pracujących w ośrodkach zagranicznych. Przez lata tworzono bariery, także prawne, nie skłaniające Polskich naukowców do powrotów, a krajowy świat akademicki jakoś nie jest skłonny, aby z tymi barierami walczyć – wręcz przeciwnie. (…)

Trzeba też pamiętać o tym, że obecna ustawa to decyzja polityczna i że najwięksi krytycy reformy głosowali za jej przyjęciem!

Cały artykuł Józefa Wieczorka pt. „Świat akademicki budzi się po »reformie Gowina«”, znajduje się na s. 7 październikowego „Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Józefa Wieczorka pt. „Świat akademicki budzi się po »reformie Gowina«” na stronie 7 październikowego „Kuriera WNET”, nr 52/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Mamy koncesję! Radio WNET stanęło przed największym wyzwaniem!/ Krzysztof Skowroński, „Kurier WNET” nr 52/2018

Z 113 minut dziennie – 1440. 24 godziny przez 365 dni w roku, które mają dawać satysfakcję, wiedzę i radość słuchania. Damy radę, bo Radio WNET skupia wspaniałych ludzi i takimi jest otoczone.

Krzysztof Skowroński

Był wtorek 25 września, godzina 13.16. Kiedy razem z Milo Kurtisem siedziałem w restauracji „Piętro niżej” w budynku PAST-y, przybiegł do mnie SMS, po którym wydobyłem z siebie dziki okrzyk radości o sile tak wielkiej, że kelnerka była przekonana, że albo wybuchł pożar, albo że toczymy z Milo bój na śmierć i życie. Ale Milo od razu się zorientował. To była informacja, na którą czekaliśmy od miesięcy albo i lat.

Mamy koncesję! Radio WNET będzie słuchane na falach UKF w Warszawie 87,8 FM i Krakowie 95,2 FM.

Wielka radość, ale i świadomość, że Radio WNET stanęło przed największym wyzwaniem. Z 113 minut dziennie – 1440. 24 godziny przez 365 dni w roku, które mają dawać satysfakcję, wiedzę i radość słuchania. Oczywiście jestem pewny, że potrafimy to zrobić. I nie dlatego, że jesteśmy genialni, ale dlatego, że Radio WNET skupia wspaniałych ludzi i takimi jest otoczone. Czujemy sympatię i realne wsparcie, i wiemy, jakie są oczekiwania.

Wierzę, że uda nam się wystartować 16 października, w 40 rocznicę wyboru kardynała Karola Wojtyły na stolicę Piotrową. To był ten dzień, od którego wszystko się zaczęło. I tego stwierdzenia nie trzeba tłumaczyć.

Mam nadzieję, że w ten pierwszy dzień radia pierwsze „dzień dobry” uda się powiedzieć z ulicy Kanoniczej. I tak, przy opiece Świętego Patrona, otworzymy nowy rozdział w historii Mediów WNET. Ale nawet jeśli – jak mówi Lech Rustecki (i chwała mu za to, że potrafi stąpać po ziemi) – z powodów formalnych nie będziemy mogli jeszcze nadawać na UKF, to i tak 16 października będziemy w Krakowie, bo radio ma swoją ciągłość.

Pierwsza korespondencja radiowa (a właściwie telewizyjna) dotyczyła pierwszej pielgrzymki ojca świętego do Polski. To był 25 maja. My znajdowaliśmy się na tarasie Hotelu Europejskiego, a na placu Piłsudskiego powstał krzyż upamiętniający wizytę (którego postawienie zawdzięczamy determinacji p. Ewy Bednarkiewicz). Oczywiście zacytowaliśmy wtedy najważniejsze słowa z warszawskiej mszy: „Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi – tej ziemi”.

Ta prośba św. Jana Pawła II jest zawsze aktualna. Może szczególnie teraz, kiedy z tej samej mszy świętej, z tego samego zasłuchania rozeszli się wierni, by stworzyć dwa obozy polityczne, w których często nienawiść, a nie miłość jest kierownikiem. Tego kierownika nie możemy dopuścić do głosu.

Gdy moje dziecko po powrocie ze szkoły, pełne emocji opowiedziało mi sytuację, jakiej było świadkiem, jak pewien pan zaatakował wulgarnym słowami panią tylko dlatego, że siedziała w samochodzie z napisem TVN, to pomyślałem, że trzeba zrobić wszystko, by nie dopuścić do takich sytuacji i nie dać się opętać złemu, bo przecież naszą intencją i naszym programem jest budowanie cywilizacji miłości.

Temu celowi Radio WNET będzie służyło. Do zobaczenia na Jarmarku WNET 20 października! Ulica Emilii Plater 29/31.

Będziemy świętować! Mamy Radioooo!

Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego, Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET”, znajduje się na s. 1 październikowego „Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET” Krzysztofa Skowrońskiego na s. 1 październikowego „Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego