Te wydarzenia mamy wciąż w pamięci – przemiany ustrojowe, podczas których zostaliśmy „ograni” nie tylko przez wszystkich, po których należało się tego spodziewać, ale i przez tych, którym zaufaliśmy.
Magdalena Słoniowska
Kanwą utworu stała się historia sprzedaży Polakom przez koncern Fiat licencji na cinquecento, a następnie zakupienia przez Włochów Fabryki Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej. Historię rokowań, ich szczegółowy przebieg czyta się jak kryminał. Śledzimy przebieg rozmów, zachowanie postaci reprezentujących obie strony rozmów, niekompetencję, beztroskę, cynizm i brak kultury przedstawicieli strony polskiej, przebiegłość Włochów, górujących wiedzą i doświadczeniem nad polskimi aparatczykami partyjnymi występującymi w nieswojej roli specjalistów od negocjacji biznesowych.
Krok po kroku odbywa się przejmowanie fabryki przez włoską firmę, czemu nie można przyglądać się bez emocji. Nie tylko dlatego, że zostało to zajmująco przedstawione, ale przede wszystkim z tego powodu, że są to wydarzenia widziane oczami ich rzeczywistych uczestników, ukrytych pod postaciami bohaterów powieści. Nazwiska niektórych z nich łatwo rozszyfrować.
Na przykładzie sprzedaży Fabryki Aut obserwujemy wkraczanie do Polski kapitalizmu, tak wytęsknionego i wyidealizowanego przez nasze społeczeństwo, a który okazał się tak daleki od wyobrażeń, jakie mieli na jego temat Polacy, oddzieleni żelazną kurtyną od zachodniego świata.
Następuje zderzenie marzeń z rzeczywistością. Powieść pokazuje, do jakiego stopnia oczekiwania milionów członków Solidarności okazały się naiwnością, a przez lata komunizmu karmiliśmy się złudzeniami. Okazuje się, że nowi, europejscy właściciele polskiego zakładu chcą tylko i wyłącznie zarabiać na nas pieniądze. Organizacja pracy może się i poprawia, ale pracownicy są traktowani przedmiotowo w większym jeszcze stopniu niż za komuny, nagradzane jest donosicielstwo, Solidarność – konsekwentnie marginalizowana. Nawet francuskie związki zawodowe, do których zwracają się przedstawiciele zakładowej Solidarności, tak skutecznie walczące o swoich pracowników, odsyłają Polaków z kwitkiem. (…)
Nastroje w powieści zmieniają się jak w kalejdoskopie, podobnie jak zwroty akcji. Nocne czuwanie w kolejce po pralkę, obiad we włoskiej stołówce pracowniczej, omawianie przez towarzyszy z najściślejszej góry PZPR odnowy swojego wizerunku czy proces doboru współpracowników-donosicieli przez włoskich właścicieli fabryki i wiele innych epizodów jest przedstawionych z często finezyjnym humorem. Humor przewija się zresztą przez całą powieść, jest obecny nawet w opisach dramatycznych wydarzeń, choćby takich jak strajk w Tychach.
Poczucie humoru zawsze pomagało Polakom przetrwać, spojrzeć z dystansem na siebie i własną historię. Jeszcze większość z nas ma tę historię w pamięci – zarówno okres socjalistycznej niedoli i niedostatku, jak i przemiany ustrojowe, podczas których społeczeństwo zostało „ograne” nie tylko przez wszystkich, po których należało się tego spodziewać, ale i przez tych, którym niemal bezgranicznie zaufało. Tak też zostało to przedstawione przez Rajmunda Pollaka.
Znajdujemy powagę i patos w sytuacjach, które tego wymagają, jednak nad wszystkim góruje poczucie humoru, które nie przeszkadza trzeźwemu spojrzeniu na rzeczywistość, a wręcz jest jego świadectwem. (…)
Powieść jest reprezentatywna dla pokolenia, które zakosztowało życia w komunie, należało do Solidarności i stworzyło etos – i wierzyło w niego – w którym było miejsce na prawdę, wolność, solidarność, sprawiedliwość i poczucie bezpieczeństwa. W pewien sposób jest głosem dzieci i wnuków tych, o których pisał Piotr Semka w My, reakcja – i którzy nadal są „reakcją”, i znowu nie mają swojego miejsca, są spychani na margines jako ci, których poglądy łatwo określić jako nieracjonalne, idealistyczne, czasem śmieszne.
Wiele osób znajdzie w książce Rajmunda Pollaka swoje wspomnienia, emocje i postawy. Innym pomoże zrozumieć sposób myślenia pokolenia Solidarności. A na pewno nikt nie będzie się nudził podczas lektury.
Rajmund Pollak, Capo z licencją. Cena odwagi cywilnej, Editions Spotkania, Warszawa 2018
Cały artykuł Magdaleny Słoniowskiej pt. „Capo z licencją. Powieść o najnowszej historii Polski” znajduje się na s. 16 grudniowego „Kuriera WNET” nr 54/2018.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.
Artykuł Magdaleny Słoniowskiej pt. „Capo z licencją. Powieść o najnowszej historii Polski” na s. 16 grudniowego „Kuriera WNET”, nr 54/2018
Gościem Poranka WNET jest Witold Gadowski. Dziennikarz śledczy opowiada o swoim procesie z Ringier Axel Springer Polska, który został odroczony na ostatnim posiedzeniu sądu.
Nasz gość opowiada o swojej walce z koncernem medialnym Ringier Axel Springer. Niemiecka firma wytoczyła proces redaktorowi, gdyż powiedział on, iż w RAS niegdyś pracowali byli esesmani, którzy tworzyli z Żydów mydło w obozach koncentracyjnych.
Niemiecki koncern pragnie, aby Gadowski wpłacił mu 50 tysięcy złotych w ramach rekompensaty oraz przeprosił ich, za to, że powiedział on, że w Ringier Axel Springer pracowali byli esesmani, „którzy tworzyli z Żydów mydło w obozach koncentracyjnych”. Przeprosiny, jak mówi gość Poranka WNET , byłyby dla niego upokarzające, tym bardziej, że w RAS rzeczywiście byli esesmani pracowali.
Sąd postanowił, że Witold Gadowski i RASP będą mediować w tej sprawie.
– Te mediacje potraktuje jako wykłady z historii. Naliczyłem co najmniej trzech byłych esesmanów, którzy po drugiej wojnie światowej pracowali dla Ringier Axel Springer – mówi Gadowski.
Dziennikarz dodaje też, że drugą żoną Axela Springera była córka jednego z wysoko postawionych nazistów. Druga, gdyż pierwsza, z którą rozwiódł się w 1938 miała żydowskie korzenie.
Gadowski opowiada również o swojej najnowszej książce „Szlag trafił”, która porusza tematu katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem.
Niczego nie róbmy, by nie dawać pretekstu Putinowi do kłamstw i manipulacji. Na tej zasadzie pewnie poddały się wojska ukraińskie na Krymie – nie przeciwstawiać się, bo to będzie uznane za prowokację.
Jadwiga Chmielowska
Kornel Morawiecki przesadził i skompromitował się twierdząc, że Putin jest demokratą itp. Autor próbuje to odkręcić, tytułując swój tekst „Kornel nie jest putinofilem”. Usiłuje twierdzić, że za 15 lat Rosja będzie normalnym, demokratycznym krajem. Co ciekawe, w plejadzie nazwisk wymienianych przez niego demokratów znalazł się siedzący w więzieniu Nawalny, który nawet za kratami ucieszył się, że „Krym jest nasz”.
Śmiem twierdzić, że demokratyzacja Rosji nie nastąpi nawet za 150 lat. Jedynie czynniki zewnętrzne i twarde stanowisko międzynarodowe mogą zmusić Rosję do zmiany postępowania.
Tak, jak to było z pierestrojką Gorbaczowa, która wymknęła się spod kontroli. Czas demokraty Jelcyna traktowany jest jako okres „smuty”. Niemcow i Nowodworska, ostatni rosyjscy demokraci, już nie żyją, a Bukowski jest chory i stary.
Prawdą jest natomiast to, że sprawa Kornela Morawieckiego wykorzystywana jest przez Kreml do destabilizacji rządu jego syna Mateusza Morawieckiego. Pisałam o tym zagrożeniu kilka miesięcy temu. Mateusz Morawiecki publicznie odciął się od poglądów ojca. Od razu Kornel Morawiecki zniknął z mediów, w tym rosyjskich. Oręż został wytrącony. Ale nikt nie kompromitował Kornela Morawieckiego Robił to sam, na własne życzenie.
Cel napisania artykułu wyjaśnia ostatni akapit: „Uważamy (Kornel Morawiecki i Mikołaj Iwanow – przyp. red.) jednak, że złagodzenie rosyjskich imperialnych tendencji leży w granicach naszych możliwości. Jak widać, nowe sankcje jedynie wzmacniają Putina, jednoczą naród wokół niego i jego reżimu. Czy zatem tędy droga?”.
Czyli cokolwiek Putin zrobi, należy go dalej wspierać, dawać pieniądze i nie reagować. Kornel Morawiecki wręcz twierdził, że Krym się Rosji należy. Tymczasem przeważająca większość Rosjan popiera Putina, bo odpowiada im Rosja mocarstwowa, imperialna.
Wyrażanie ubolewań i cyrk urządzony przez Francję i Niemcy w Mińsku do niczego nie prowadzą. Rosja ustępuje tylko przed siłą i stanowczością.
Nord Stream jest najlepszym dowodem, do czego dążą Niemcy. Armia europejska i osłabienie NATO, promowane przez Niemcy i Francję, są w interesie Rosji. Mikołaj Iwanow chwali współpracę niemiecko-francuską.
Wielu niedouczonych polskich patriotów może się niestety nabrać na głupie, prymitywne rosyjskie hasła.
Jak wygląda rosyjska polityka pokojowa, widać teraz w ataku na okręty ukraińskie na Morzu Azowskim. Moskwa chce z tego akwenu zrobić wewnętrzne jezioro. Blokuje w ten sposób ukraiński port w Mariupolu. Most przez Cieśninę Kerczeńską zbudowano przy pomocy zachodnioeuropejskich firm. Pieniądze nie śmierdzą. A „gawnojedów” i pożytecznych idiotów zawsze dostatek!
Cały artykuł Jadwigi Chmielowskiej pt. „Na służbie Moskali. Naiwność czy premedytacja?” znajduje się na s. 2 grudniowego „Kuriera WNET” nr 54/2018.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.
Artykuł Jadwigi Chmielowskiej pt. „Na służbie Moskali. Naiwność czy premedytacja?” na s. 2 grudniowego „Kuriera WNET”, nr 54/2018
Podczas gdy Polacy dają się uwieść przedświątecznemu szaleństwu zakupowemu, Wenezuelczycy zastanawiają się, czy w tym roku w Boże Narodzenie będzie co włożyć do garnka. Nie zawsze jednak tak było…
Boże Narodzenie jest szczególnym świętem obchodzonym przez chrześcijan różnych obrządków pod każdą szerokością geograficzną. Zarówno w skutej już mrozem i śniegiem północnej Skandynawii, jak i w gorących okołorównikowych klimatach Amazonii. Komercyjny wymiar Bożego Narodzenia sprawił, że stało się ono „modne” w krajach, niekoniecznie chrześcijańskich np. Chinach, czy Emiratach.
Jest jednak kraj, którego mieszkańcy raczej nie będą świętować tak, jak by chcieli. Targający Wenezuelą od kilku lat kryzys powoduje, że sami Wenezuelczycy mogą szykować się na być może najgorsze Boże Narodzenie w swojej historii. Sięgająca 4.500.000% inflacja, braki podstawowych produktów i leków, szalejąca przemoc, czy też brak najbliższych, którzy w pogoni za lepszym, czy po prostu normalnym życiem opuścili kraj, to być może jedyne „prezenty”, na jakie większość Wenezuelczyków może liczyć. W przeciwieństwie do nich wyjątkiem jest tutaj grupa trzymająca władzę nad krajem.
Jeszcze niedawno było jednak tak, że i Wenezuelczycy cieszyli się z nadchodzącego Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Na stół wjeżdżały takie potrawy jak hallacas, pan de jamón, perníl, ensalada de gallina, a także torta de negra. My cofniemy się do tych czasów i opowiemy, jak wyglądało Boże Narodzenie, kiedy Wenezuela byłą w miarę „normalnym” krajem. Opowiemy o tym, jak Wenezuelczycy przygotowywali się na Boże Narodzenie, a także jak je świętowali. Co robili w Wigilię, a co w pozostałe dni. Co jedli i pili i jak się bawili. Nie zabraknie też i wspomnień o prezentach! Opowiemy również jak wyglądały obchody Sylwestra i Nowego Roku i dlaczego Wenezuelczycy świętują tę datę nosząc żółtą bieliznę.
Naszymi przewodnikami po świątecznej Wenezueli będą Beatriz Blanco oraz Alejandro Zakhour. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasi goście opowiedzą, czym różnią się obchody Bożego Narodzenia w Wenezueli i w Polsce. Czego z wenezuelskich obchodów brakuje im w Polsce, a co z polskich Świąt podarowali by swoim wenezuelskim rodakom. Nie zabraknie również i pięknej świątecznej muzyki.
Na świąteczno – noworoczną audycję o Wenezueli zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 17-go grudnia, jak zwykle o 20H00!
Jednocześnie w imieniu República Latina, Stowarzyszenia Puente i wszystkich naszych gości wszystkim naszym słuchaczom życzymy spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz wszelakiej pomyślności w Nowym 2019 Roku!!!
¡República Latina – Feliz Navidad y Prospero Año Nuevo!
Resumen en castellano:
Navidad es una de las fiestas celebradas en casi todo el mundo. Sin embargo hay gente, que no va a celebrar estos días así, como le gustaría. Hay pocos “regalos” a que pueden contar los Venezolanos. Los únicos son: la inflación de 4.500.000%, falta de comida y medicamentos, gran violencia. Hay que mencionar también la falta de los familiares que se decidieron a emigrar en busca de una vida mejor.
Sin embargo unos años atrás los Venezolanos estaban celebrando la Navidad y el Año Nuevo en modo diferente. En paz, harmonía y mucha alegría. Comiendo los platos típicos para la Navidad venezolana: hallacas, pan de jamón, perníl, ensalada de gallina o torta negra. En esta esmisión vamos a volver a los tiempos, cuando los Venezolanos podían celebrar la Navidad al modo humano. Vamos hablar de las preparaciones, de los platos, las comidas, las fiestas, la música etc. No olvidamos de los niños y de los regalos. Y por supuesto vamos a hablar sobre la Nochevieja y las celebraciones del Año Nuevo.
Junto con nuestros invitados: Beatriz Blanco y Alejandro Zakhour vamos a hablar de las diferencias entre la Navidad en Venezuela y en Polonia. A nuestros invitados les vamos también preguntar cuales de los costumbres navideños y los de año nuevo les falta en Polonia y cuales de los polacos “transplantarían” a Venezuela.
Les invitamos para escucharnos el lunes 17 de diciembre, a las 20H00!
Ya que es la última emisión antes de Navidad y el Año Nuevo, en nombre de República Latina, Asociación Puente y todos nuestros invitados les deseamos Feliz Navidad y Prospero Año Nuevo 2019!
Mówi się o europejskiej twierdzy a to jako o niedostępnej dla uchodźców fortecy, a to o oblężonym zamku, którego trzeba bronić, a to jako o zasobnym raju oddzielonym od świata potężnymi murami.
Monika Gabriela Bartoszewicz
Festung Europa
W maju 2014 r. w wyniku wyborów do Parlamentu Europejskiego weszło stu zatwardziałych nacjonalistów i kolejna setka posłów subtelnie eurosceptycznych. Kryzys Eurozony oraz ogromne ludzkie tsunami, które zalało kontynent, pogłębiły przekonanie, że Unia Europejska nie potrafi zaproponować żadnej spójnej i długofalowej odpowiedzi na piętrzące się wyzwania, a raczej że strategie polityczne proponowane przez rządzące elity są odrzucane przez państwa członkowskie wspólnoty – bądź w ramach bezpośredniej kontestacji, jak w przypadku państw Grupy Wyszehradzkiej, bądź też metodą biernego oporu, jak to robią kraje zachodnie –strategie ekonomiczno-społeczne zaś wzbudzają coraz częstszy sprzeciw społeczeństw.
Społeczeństwa te nie są już usatysfakcjonowane sposobem reprezentowania ich interesów. Co więcej, coraz częściej uważają, że nie są one reprezentowane w najmniejszym stopniu, a rozdźwięk między polityczną elitą kontynentu i zwyczajnymi Europejczykami jest tak duży, że demokracja polegająca na stawianiu co kilka lat krzyżyka na karcie wyborczej przestaje się sprawdzać. Jeżeli nasi reprezentanci już nas nie reprezentują albo podejmują decyzje, kierując się niezrozumiałymi imponderabiliami, których nie jest w stanie wyjaśnić najozdobniejsza nawet retoryka, jeżeli nie słuchają, co mamy do powiedzenia, nie obchodzą ich nasze lęki ani potrzeby – to trzeba poszukać sobie innych reprezentantów. Nie należy się zatem dziwić, że w ostatniej batalii prezydenckiej w Austrii to właśnie Norbert Hofer był czarnym koniem, który nieomal wywrócił do góry nogami nieco ustawiony, a na pewno przewidywalny wyścig po władzę, w jaki zmieniły się wybory w każdej szanującej się, okrzepłej demokracji. Można się jednak zastanowić, dlaczego głównym przeciwnikiem Hofera był wcale nie przedstawiciel formacji będącej u władzy i reprezentującej bezpieczne centrum, ale jego absolutne polityczne przeciwieństwo, czyli przedstawiciel Zielonych.
Jean Monnet powiedział kiedyś, że Europa będzie wykuwana w kryzysach i będzie stanowić sumę rozwiązań przyjętych w ich trakcie. Obecnych kryzysów w Europie jest tyle, że samo to słowo przestało robić wrażenie. O Europie w kontekście targających nią kryzysów pisze się dużo, jednak w większości publikowanych analiz nie znajdziemy odpowiedzi na pytania o przyczyny ani – co ważniejsze – objaśnień, jak poszczególne elementy tego wielowątkowego kryzysu europejskiego mają się do siebie czy na siebie wzajemnie wpływają.
Żeby dotrzeć do korzenia wszelkich problemów Europy, należy zapoznać się ze zjawiskiem, które Barry Buzan i Ole Wæver opisali pod nazwą societal security. Jego osią jest Europejskie społeczeństwo. Podstawowym argumentem tej teorii jest konstatacja, że chociaż wszyscy ludzie mają wielowarstwową tożsamość, przez większość czasu nie rządzi nimi żadna jasna czy stała hierarchia. Tylko wtedy, gdy dochodzi do sytuacji konfliktowej, pojawia się pewna tożsamościowa struktura wraz z odpowiadającą jej gradacją ważności.
W takim przypadku tożsamość narodowa ma tendencję do organizowania innych tożsamości wokół siebie jako najważniejszej formy identyfikacji społecznej i politycznej, jedyną zaś rywalką dla nacjonalizmu jest religia, nie tylko jako równie wszechstronna i solidna forma tożsamości, ale także zdolna do odtworzenia pewnego „my” na przestrzeni czasu – w różnych pokoleniach.
Paul Roe wyjaśnia, że społeczeństwa mogą doświadczyć procesów, w których percepcja „innego” zmienia się we wzajemnie wzmacniający się obraz wroga. W jaki sposób kultura ma się bronić? Kiedy tożsamość jest zagrożona, należy wzmocnić jej ekspresję. Właśnie ten proces możemy obecnie obserwować w całej Europie, i to nie tylko w kategoriach narodowych, ale także religijnych czy ogólnokulturowych. Tożsamości mogą się wzajemnie wykluczać, może też dojść do sytuacji, w której jakaś wpływowa tożsamość zakłóca reprodukcję innej, co wyzwala mechanizm obronny przed importem kulturowej obcości. Tym samym kultura staje się polityką bezpieczeństwa, aż czasem symboliczne i fizyczne granice dzielące społeczności zostają przywrócone lub umocnione na tyle, by mogły się czuć bezpiecznie. Te umocnienia to właśnie mury powstającej twierdzy – Festung Europa.
Luigi Barzini, wielki patriota „jednej Europy”, pisał w prologu do Europejczyków: „Naszą wspólną ojczyznę rozpoznajemy wszędzie – na gwarnych uliczkach miasteczek, w uśmiechniętych twarzach dzieci i starców, schludnych mieszczańskich domach z wyfroterowanymi podłogami i błyszczącymi szybami, tanecznym kroku dziewcząt, majestatycznym nurcie wielkich rzek toczących swe wody mimo porośniętych lasem brzegów. Europa to półcień i pełgające płomyki świec w małych kościółkach, biało-złote sale operowe wszystkich naszych miast, (…) to małe zajazdy i knajpki”. A przecież coraz częściej nie rozpoznajemy Europy wcale. Całe dzielnice naszych miast rozbrzmiewają obcymi językami, a bicie kościelnych dzwonów zastąpiło wezwanie muezina. Jak pisze Giulio Meotti, w samej tylko holenderskiej Fryzji 250 z istniejących 720 kościołów zostało przeobrażonych w coś innego lub zamkniętych.
Według badań zleconych przez Uniwersytet w Münsterze niemal połowa Niemców czuje się obco w swoim własnym kraju. Druga połowa, mówią złośliwi, to Turcy.
Z tychże Turków ogromna większość (90%) twierdzi, że w Niemczech im dobrze, ale ponad połowa uważa, że jedyna prawdziwa religia to ich własna, a co trzeci chciałby powrotu do życia w społeczeństwie czasów Mahometa. Mówi się, że młodzi muzułmanie wychowani lub urodzeni w Europie często przeżywają swoją religijność inaczej niż ich rodzice. Dla nich indywidualny wybór i świadome przekonanie stały się najważniejsze. To przejście z poziomu „oczywistego” na „świadomy” pomogło islamowi w Europie stać się czymś więcej niż punktem etnicznego odniesienia. Z drugiej strony coraz więcej rdzennych Europejczyków to albo identytaryści, albo powracający do kultur narodowych nacjonaliści. A przecież na ten obraz nakłada się jeszcze problem masowych migracji, które coraz częściej nazywa się kolonizacją à rebours. Patrząc na te zjawiska przez soczewki teorii bezpieczeństwa społecznego, zobaczymy, że silny napływ obcej kultury zagraża społeczeństwu europejskiemu osłabieniem wartości, języka, stylu życia i zaburzeniem zdolności reprodukcyjnych tożsamości europejskich.
Ponieważ większość analiz skupia się raczej na objawach niż na przyczynach braku bezpieczeństwa społecznego, dla większości Europejczyków diagnoza współczesnej Europy sprowadza się do stwierdzenia, że rezultatem kryzysu migracyjnego jest zwiększone zagrożenie terrorystyczne. Zgodnie z tą logiką terroryzm stał się głównym symbolem obecnego kryzysu Europy. To dlatego ludzie się boją. Pod wpływem strachu powracają do mentalności plemiennej, do ksenofobii, nacjonalizmu i innych „politycznych egoizmów”. To dlatego, mówiąc krótko, głosują na Marine Le Pen. Przemiany kulturowe wynikające z dogmatów założycielskich Unii Europejskiej, w połączeniu z ogromnymi pływami migracyjnymi, ideologią multikulturalizmu oraz sekularyzacją prowadzą do sekurytyzacji własnej tożsamości zazwyczaj względem konkurencyjnej grupy, która z kolei nas postrzega jako zagrożenie dla siebie. Ta dynamika prowadzi do narastającej wrogości pomiędzy obiema grupami oraz do eskalacji przemocy, której terroryzm nie jest ani najbardziej typowym, ani najczęstszym, a jedynie najbardziej wyrazistym przejawem. Przemoc drobna, codzienna, ukrywana jest w niepozornych statystykach drobnej przestępczości.
Osamotnienie społeczeństw europejskich i ich brak poczucia bezpieczeństwa były katalizatorami procesów zakorzenionych w poszerzającej się przepaści między społeczeństwami a elitami politycznymi oraz wywołujących bądź przyspieszających zmiany polityczne i społeczne.
Coraz więcej ludzi uważa, że kraj niechętny stawianiu potrzeb i interesów swoich społeczeństw na pierwszym miejscu nie jest ich krajem, a politycy nie chcący bronić swoich wyborców, systemu społecznego, prawa, kultury i granic nie są ich politykami.
Społeczeństwa Europy stały się zakładnikami populistycznego dyskursu i ofiarami politycznej poprawności, która nie pozwala o migracji otwarcie dyskutować. Zakaz wypowiedzi stawiających politykę migracyjną władz pod znakiem zapytania bądź też oceniających ją negatywnie nie sprawia, że sceptycyzm i niechęć społeczna zanikają. Wprost przeciwnie, niczym w zakorkowanej butelce napięcie społeczne wzrasta.
W Wielkiej Brytanii wszyscy główni gracze polityczni zjednoczyli siły, by zmarginalizować Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa oraz Nigela Farage’a, który ostrzega Brytyjczyków przed „piątą kolumną” islamu. Takie sojusze można zaobserwować także w innych krajach, na przykład w Szwecji, gdzie układ broniący emigracji zawiązał się zaraz po wyborach i skutecznie wyizolował Szwedzkich Demokratów, partię antyimigrancką, pomimo jej zwycięstwa. We Francji, wśród nawoływań o jedność, odmówiono Frontowi Narodowemu prawa udziału w marszu jedności, do którego zaproszono wszystkie inne partie. A jednak to wszelkie ugrupowania antyestablishmentowe zyskują w Europie na popularności.
Pod względem politycznym procesy zakorzenione w braku bezpieczeństwa społecznego przebiegały od upolitycznienia problemu migracji, któremu można zaradzić w ramach standardowych ustawień politycznych, do sekurytyzacji, czyniącej z migracji zagrożenie wymagające nadzwyczajnych środków. Z drugiej strony, jeśli chodzi o społeczne skutki tych procesów, polaryzacja, czyli pionowy podział na margines i mainstream, dała przestrzeń dla radykalizacji (horyzontalne podziały pomiędzy politycznym establishmentem a społeczeństwem). Oba zjawiska manifestują się, przyjmując formę inicjatyw antysystemowych – radykalnych partii, ruchów społecznych i grup obywatelskich, i nawoływaniami do demokracji bezpośredniej – referendów, manifestacji czy demonstracji.
Aby Europa była bezpieczna, należy przekształcić ją w twierdzę. Zgodnie z tą logiką kontynent jest oblegany przez migrantów z zewnątrz, ale jest również zagrożony przez własną klasę rządzącą od środka.
Sekurytyzacja umożliwia i nadaje radykalnej polityce ramy umożliwiające zaradzenie tej sytuacji. Brak reprezentacji demokratycznej przestał być wyłącznie kwestią polityki i stał się kwestią bezpieczeństwa. Obserwujemy oddolną sekurytyzację, w wyniku której społeczeństwo popycha polityków do nadzwyczajnych działań w celu zapewnienia mu ochrony.
Zgodnie z teorią bezpieczeństwa społecznego, referenda, ruchy społeczne, grupy obywatelskie i wzmożona demokracja uliczna są sposobami komunikacji politycznej, próbą przekazania wiadomości, że nawet jeśli w wyniku zachodzących w Europie zmian państwo nie postrzega swojej suwerenności jako zagrożonej, społeczeństwa mają silne poczucie niepewności. Kiedy ludziom nie podobają się biurokratycznie pomysły forsowane za ich plecami, szukają metod potwierdzających, że politycy nie są jedynymi, którzy mogą wpływać na przyszłość Europy i że społeczeństwa mają sposoby, aby zatrzymać procesy, które postrzegają jako zagrożenie. Rosnący poziom niepewności społecznej w warunkach de-demokratyzacji polityki wymuszanej przez elity polityczne na zwykłych ludziach, którym nie pozwala się na zabranie głosu albo głosuje się daną kwestię tyle razy, aż wynik będzie pasować do założeń liderów, rodzi procesy o daleko idących konsekwencjach. A zatem to kulturowa sekurytyzacja umożliwia i prowadzi procesy radykalizacji w polityce.
Radykalizacja polityki europejskiej nie powinna dziwić szczególnie w sytuacji, kiedy elity dezawuują obawy społeczne jako rasistowskie czy ksenofobiczne. W nielicznych przypadkach negatywne reakcje społeczne wobec muzułmańskiej obecności w Europie przekładają się na kurs polityczny obierany przez władze (np. zdecydowany sprzeciw wobec przyjmowaniu uchodźców ze strony państw Grupy Wyszehradzkiej) oraz uchwalane prawo. „Delegalizacja islamizacji” na Węgrzech czy w Bułgarii jest przykładem sekurytyzacji kultury i działań politycznych w odpowiedzi na zagrożenie bezpieczeństwa nie państwa, ale społeczeństwa zamieszkującego dany kraj.
Radykalizacja polityki nie byłaby sama w sobie taka groźna, gdyby nie towarzyszący jej kryzys demokracji reprezentatywnej. W istocie oba zjawiska często są przedstawiane jako odrębne problemy, podczas gdy są ze sobą powiązane jako próby załagodzenia kryzysu bezpieczeństwa społecznego i powinny być analizowane jako środki przedsięwzięte ku jego zaradzeniu. Zazwyczaj jednak przyjmowane są jak jeźdźcy apokalipsy zwiastujący koniec świata, a na pewno koniec pewnej jego politycznej wizji. Stoją bowiem w całkowitej sprzeczności z postępującym w sercu Europy największym projektem budowania państwa i narodu: wysiłkami zmierzającymi do przekształcenia Unii Europejskiej w państwo federalne. Totalność tej wizji wykracza jednak poza wymiar gospodarczy i polityczny; dotyka kultury i tożsamości. Czy możliwa jest realizacja takiego projektu bez udziału ludzi? A raczej ponad ich głowami i nie do końca z ich przyzwoleniem?
Społeczeństwa konstatują, że unijni urzędnicy przy współpracy polityków krajowych wprowadzają potencjalnie nieodwracalne zmiany społeczne, głosząc przy tym, że są one nieuniknione i że ludzie nie mają innego wyjścia, jak tylko się do nich przystosować.
Ale podczas gdy komisarze i wysocy przedstawiciele nie są wybierani i nie odpowiadają bezpośrednio przed obywatelami, politycy krajowi są jeszcze poddani procedurom demokratycznym. W zasadzie procedury demokratyczne mają na celu łagodzenie wewnętrznych konfliktów danej wspólnoty, dzięki czemu politykę można rozumieć jako zestaw działań mających na celu rozwiązywanie problemów społecznych. Niemniej jednak procedury, przepisy i regulacje same w sobie nie są w stanie przekształcić kolektywu w prawdziwą, choć wyobrażoną wspólnotę (naród, społeczeństwo obywatelskie etc.). Wspólnota taka musi być dodatkowo zdefiniowana jako grupa ludzi gotowych do podejmowania razem wyzwań, współpracujących dla ogólnego dobra i wspólnie podejmujących decyzje w ramach istniejących procedur. Zanim taka decyzja zostanie podjęta, potrzebna jest debata nad wyborem optymalnego rozwiązania. I tu pojawia się problem, ponieważ staje się jasne, że porządek polityczny regulujący to, co wspólnotowe, jest przeniknięty rzeczami, które ze swej istoty są apolityczne lub, według Charlesa Taylora, należą do tego, co prepolityczne. Można w tym miejscu odwołać się do terminologii Samuela Huntingtona, który jako pierwszy przepowiedział, że żelazna kurtyna ideologii zostanie zastąpiona przez aksamitną kurtynę cywilizacji. Te aksamitne mury porządku politycznego, tak samowystarczalnego w swojej totalności przekonań, to także przejaw Fortecy Europa.
Jeżeli establishment nadal będzie ignorował upolitycznienie kultury oraz sekurytyzację kwestii migracyjnych, odmawiając prawa do integralności terytorialnej oraz kwestionując prawo kontroli zarówno własnych granic, jak i przyszłego kształtu własnej kultury i społeczeństwa, można się spodziewać, że wynikająca z kryzysu bezpieczeństwa społecznego radykalizacja polityczna i społeczna w Festung Europa będzie się tylko pogłębiać. Zarzuty, że dążenie do utrzymania rodzimego charakteru swojej społeczności i kultury jest przejawem rasizmu, nie zaś istotnym elementem samostanowienia, nie zatrzymają procesów rządzących dynamiką bezpieczeństwa społecznego. Będą jedynie dalej nadwyrężać reprezentacyjność elit względem społeczeństwa, które w coraz większym stopniu będzie się zwracać ku partiom radykalnym, postrzeganym jako prawdziwy głos zwyczajnych Europejczyków.
Dyskredytowanie tych reakcji jako taniego populizmu nie zbliża nas do zrozumienia, co kryje się za pewnymi obserwowalnymi postawami czy działaniami społecznymi en masse lub jakie są główne przyczyny odwrotu od postrzegania Unii Europejskiej jako przyjaznego organizmu gwarantującego pokój, wolność i dobrobyt, w kierunku rosnącego zagrożenia.
Percepcja Unii Europejskiej jako tworu podobnego w swoim totalizmie do Związku Radzieckiego nie wzięła się znikąd, a rosnący eurosceptycyzm potwierdza, że nie jest ona zjawiskiem, które można zbyć wzruszeniem ramion.
Festung Europa – Twierdza Europa – to określenie ambiwalentne. W czasie II wojny światowej był to wojskowy termin propagandowy używany przez obie strony konfliktu. Odnosił się on do obszarów Europy kontynentalnej zajmowanych przez nazistowskie Niemcy. Dla Brytyjczyków ‘Fortress Europe’ to wyróżnienie przyznawane Royal Air Force za operacje dokonywane przeciwko celom w Niemczech, Włoszech i innych częściach Europy okupowanej przez hitlerowców w okresie od upadku Francji do inwazji w Normandii. Jednocześnie termin ‘Festung Europa’, stosowany przez propagandę nazistowską, odnosił się do planów Hitlera mających na celu umocnienie całej okupowanej Europy, aby zapobiec inwazji z Wysp Brytyjskich. To użycie pojęcia ‘Twierdza Europa’ zostało następnie przyjęte przez korespondentów i historyków w języku angielskim w celu opisania wysiłków militarnych państw Osi w obronie kontynentu przed aliantami. Dzisiaj także mówi się o europejskiej twierdzy w rozmaitych kontekstach – a to jako o niedostępnej dla uchodźców fortecy, a to o oblężonym zamku, którego trzeba bronić przed napaścią, a to jako o zasobnym raju oddzielonym od świata potężnymi murami.
Jednak by w pełni zrozumieć złożoność rzeczywistości Festung Europa, nie należy charakteryzować jej poprzez pojedyncze zjawiska, takie jak kryzys ekonomiczny czy ksenofobia. Zjawiska te należy uznać za pośrednie, wynikające ze strachu o zagrożoną tożsamość społeczeństw europejskich. Większość uczestników debaty na temat kryzysów targających Europą myli przyczyny ze skutkami. Innymi słowy, wiele z często wymienianych powodów jest jedynie objawami societal insecurity pogłębianego masową migracją i lękami towarzyszącymi zagrożeniu terrorystycznemu, z których radykalizacja polityczna i połączony z nią kryzys demokracji jest ostatnią, ale nie najmniej istotną emanacją. Ignorując tę prawidłowość, można w pośpiechu przypisać polityczne reakcje społeczeństw pojedynczym zjawiskom (populizm, ksenofobia, „konserwatywny zwrot” etc.), które nie są w stanie zadowalająco wyjaśnić, co zachodzi w skomplikowanym organizmie społeczeństw europejskich – także w Polsce.
Monika Gabriela Bartoszewicz obroniła na University of St Andrews (Szkocja) doktorat w zakresie przeciwdziałania radykalizacji i działalności terrorystycznej konwertytów na islam. Wykładała na uczelniach w Wielkiej Brytanii, Włoszech i Polsce. Obecnie pracuje na Uniwersytecie Masaryka w Brnie (Czechy). O problemach poruszanych w artykule traktuje jej nowa książka pt. Festung Europa, która ukaże się nakładem Ośrodka Myśli Politycznej w grudniu 2018 r. Więcej na www.bartoszewicz.mg.
Od Redakcji: W wersji drukowanej „Kuriera WNET” zabrakło nazwiska Autorki artykułu. Serdecznie przepraszamy za ten błąd.
Artykuł Moniki G. Bartoszewicz pt. „Festung Europa” znajduje się na s. 6 grudniowego „Kuriera WNET” nr 54/2018.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.
Artykuł Moniki G. Bartoszewicz pt. „Festung Europa” na s. 6 grudniowego „Kuriera WNET”, nr 54/2018
W piątkowym „Studiu Dublin” przypominam postać jednego z najwybitniejszych polskich muzyków rockowych, Marka Jackowskiego, w rocznicę jego urodzin. Robert Kawka opowie o swoich irlandzkich spotkaniach
Wiosną 2017 roku, Robert Kawka realizował materiały do swoich reportaży o polskich rodzinach, które znalazły swoje miejsce na Ziemi pod irlandzkim niebem. Najpierw nasz gość odwiedzin dziesięć polskich rodzin, których los rzucił na Szmaragdową Wyspę.
Robert Kawka, autor reportażu „”Szkoły Polonijne w Irlandii”. Foto z archiwum rodzinnego Roberta Kawki.
Dziesięć niezwykłych spotkań i rozmów zarejestrowanych w różnych irlandzkich miejscowościach, złozyły się na reportaż „Jamajka Europy”, który miał swoja premierę na antenie Radia WNET.
Roberta Kawkę zaciekawiła idea polskich szkół w Irlandii i pasja krzewienia języka polskiego w umysłach małych Polaków na Wyspie, ich założycieli, edukacyjnych siłaczy i siłaczki z polskim paszportem.
Robert Kawka gościł na zaproszenie Polskiej Szkoły w Galway, im. Wisławy Szymborskiej. Z dużym zainteresowaniem przyglądał się organizacji placówki, pracy dzieci i nauczycieli. Owocem tego reportaż prezentowany na antenie Radia WNET.
Gdyby żył, 11 grudnia obchodziłby 72. rocznicę swoich narodzin – Marek Jackowski, legenda polskiego rocka, założyciel Maanamu.
Marek Jackowski. Z archiwum rodziny Jackowskich.
Dwa dni przed śmiercią (18 maja 2018) jeszcze z nim rozmawiałem. Był pełen życia, pasji i spełnienia. Krótko relacjonował, że płyta powstaje i będzie najpóźniej jesienią. Potwierdził nasze wakacyjne rozmowy dla NEAR FM i Radia WNET.
Miałem mu wysłać kilka nowych wierszy i teksty dwóch piosenek. Nie zdążyłem. Miałem jednak to wielkie wielkie szczęście poznać go i obcować z nim dłużej niż fani podczas koncertów.
W programie wspomnienie Jego muzyki i rozmów dla naszego radia:
Bogdan Feręc, szef portalu Polska – IE, i jego cotygodniowe komentarze, nie tylko polityczne. Foto: arch. Bogdana Feręca.
W „Studiu Dublin” nie może zabraknąć rozmowy z Bogdanem Feręcem, redaktorem naczelnym i właścicielem portalu Polska – IE, partnera medialnego Radia WNET.
Tym razem zaczęliśmy od omówienia „paktu o nieagresji” pomiędzy rządzącą w Republice Irlandii partią Fine Gail a opozycyjną Fianna Fail.
Teresa May była w politycznych opałach, co u progu Brexitu mogło zwiastować nie tylko polityczną katastrofę Zjednoczonego Królestwa.
Oto czterdziestu ośmiu (48) polityków, z jej macierzystego ugrupowania Partii Konserwatywnej, zgłosiło wniosek w sprawie wotum nieufności dla szefowej ugrupowania.
Premier May wygrała głosowanie i pozostaje na stanowisku.
Teresę May wsparło dwustu (200) z trzystu siedemnastu (317) posłów Partii Konserwatywnej, zaś przeciwko było stu siedemnastu (117). Przed głosowaniem Theresa May wygłosiła niezwykłe przemówienie:
Alex Sławiński z ambasadorem Arkadym Rzegockim i jego małżonką.
Nasz londyński korespondent, Alex Sławiński, nie ukrywał, że środowe głosowanie może być misterną grą pozorów, aby wzmocnić pozycję premier Teresy May przed finałem Brexitowej rozgrywki.
Partnerem medialnym Radia WNET i programu „Studio Dublin” jest portal Polska – IE
Ludzie chcą konkretów, a tych wielkopolscy samorządowcy nie zapewnili. Przed wyborami nie pojawiły się nowe miejsca pracy w Leszczach, domy w Kole i Turku nie będą też ogrzewane energią geotermalną.
Danuta Franczak
Minister Środowiska odwołał kuriozalną decyzję wstrzymującą inwestycję wydaną 2 lata temu przez Głównego Geologa Kraju Mariusza Jędryska. Zmiany następują jak w kalejdoskopie, więc zobaczymy, jaki będzie finał tej dziwnej historii
Na razie, przy okazji tych kompromitujących wydarzeń, można przeprowadzić szerszą analizę porażki wyborczej PiS w samorządach Wielkopolski. Już wiemy, że wyborcy nie będą głosowali na obietnice, potrzebują konkretów, ale nie lubią też, jak ktoś ich oszukuje i manipuluje. (…)
Streszczając w jednym zdaniu szczegółowo opisaną w majowym „Kurierze” historię, można powiedzieć, że poseł z Wrocławia Mariusz Jędrysek bez uzasadnienia wstrzymał w 2016 r. przygotowaną i właśnie rozpoczynającą się w Leszczach inwestycję PIG. Jak się dowiadujemy z odpowiedzi na interpelację sejmową, jego zdaniem działka była krzywa.
Minister Środowiska po zapoznaniu się ze sprawą zmienił decyzję GGK i – co ogłosili posłowie i dyrektor PIG-PIB – inwestycja będzie kontynuowana. Poseł Leszek Galemba stwierdził, że powstaną nowe miejsca pracy, a budżet samorządu gminy Kłodawa powiększy się, bo będą spływać podatki. Decyzją Ministra Środowiska PIG-PIB wybuduje w Leszczach największy w Polsce, nowoczesny magazyn próbek geologicznych, zgodnie ze światowymi standardami.
Dlaczego w ogóle piszę o tej sprawie? Oczywiście ma ona znaczenie dla lokalnej społeczności (nowe miejsca pracy), dla PIG (racjonalne wydanie zainwestowanego już wcześniej ponad 1 mln zł oraz nowoczesny magazyn badawczo-laboratoryjny dla naukowców). (…) W 2016 r. wszystko było gotowe i wydawało się, że zgodnie z planem inwestycja będzie ukończona w 2018 r. Można powiedzieć, że wszystko temu sprzyjało, nawet kalendarz wyborczy, gdyż politycy mogliby tuż przed wyborami samorządowymi pochwalić się sukcesem. (…)
Ta dopięta na ostatni guzik inwestycja została zahamowana w ostatniej chwili przez Głównego Geologa Kraju Mariusza Jędryska. Decyzja o tyle dziwna, gdyż otwarcie takiej inwestycji tuż przed Świętem 100-lecia Niepodległości byłoby dla niego wymarzonym punktem w karierze politycznej. Niestety, jak widać, minister Jędrysek miał inne plany i podobno chciał przenieść inwestycję w inne miejsce. Gdzie? Tego przez dwa lata nie udało mu się nigdy sprecyzować. Osoby dobrze poinformowane twierdzą, że celem był Wrocław, który miał się w planach Pana Jędryska stać centrum polskiej geologii. Takie zamierzenia mogłyby wyjaśniać niechęć GGK do inwestycji w Leszczach.
Jak widać, tuż przed wyborami lokalnym samorządowcom oraz dyrekcji PIG udało się odwrócić tę ze wszech miar złą decyzję. Bardzo dobrze, że magazyn będzie budowany zgodnie z pierwotnymi planami.
Kandydatka na burmistrza miasta i gminy Kłodawa pani Aneta Niestrawska powiedziała podczas uroczystości, że jest to ogromny sukces gminy Kłodawa. Podjęte działania wpisywały się w program wyborczy pani Niestrawskiej w zakresie działań związanych ze zrównoważonym rozwojem i otwarciem gminy na świat.
Niestety politycznie trudno mówić tu o sukcesie, gdyż ludzie nie wierzą już w obiecanki, chcą konkretów, a tych wielkopolscy samorządowcy nie byli w stanie zapewnić. Przed wyborami nie pojawiły się nowe miejsca pracy w Leszczach, domy w Kole i Turku nie będą też ogrzewane energią geotermalną. Oczywiście opisane tu przykłady na pewno nie są jedynym powodem słabych wyników PiS w wielkopolskich miastach. (…)
Na przykładzie Leszcz widać jak w krzywym zwierciadle, że politycy ze szczebla centralnego próbują mieszać się w lokalną politykę. Niestety wszyscy na tym tracą.
Cały artykuł Danuty Franczak pt. „Cóż tam, panie, w polityce? Geolodzy trzymają się mocno” znajduje się na s. 3 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 54/2018.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.
Cały artykuł Danuty Franczak pt. „Cóż tam, panie, w polityce? Geolodzy trzymają się mocno” na s. 3 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 54/2018
Marek Jackowski był legendą polskiego rocka, kompozytorem, twórcą muzyki filmowej i eksperymentalnej, ale także dziennikarzem i tłumaczem, znawcą literatury angielskiej i irlandzkiej. Gdyby był pośród nas, 11 grudnia obchodziłby 72. rocznicę urodzin. W Radiu WNET pamiętamy o Nim, i Jego twórczości. Dość powiedzieć. że wraz z naszym redakcyjnym kolegą Milo Kurtisem, w grudniu 1975 r. założył zespół Maanam, którego został liderem. Od 1965 r. intensywnie, do swojej śmierci w 2013 roku, działał […]
Marek Jackowski był legendą polskiego rocka, kompozytorem, twórcą muzyki filmowej i eksperymentalnej, ale także dziennikarzem i tłumaczem, znawcą literatury angielskiej i irlandzkiej.
Gdyby był pośród nas, 11 grudnia obchodziłby 72. rocznicę urodzin. W Radiu WNET pamiętamy o Nim, i Jego twórczości. Dość powiedzieć. że wraz z naszym redakcyjnym kolegą Milo Kurtisem, w grudniu 1975 r. założył zespół Maanam, którego został liderem.
Od 1965 r. intensywnie, do swojej śmierci w 2013 roku, działał na rynku muzycznym – najpierw w łódzkiej grupie Impulsy, potem w Piwnicy pod Baranami. Na cztery lata zagościł w kultowej Anawie, z którą nagrał płyty: „Marek Grechuta & Anawa” oraz „Korowód”. Później grał z zespołem Osjan. A nadszedł czas platynowego Maanamu.
W rocznicę stanu wojennego przypominam jedną z wielu rozmów, które przeprowadzałem z Nim. Rzecz o kulisach nagrań podczas sesji „Nocny Patrol” i nocy stanu wojenngo.
Marek Jackowski, na tle ulubionego drzewa pieprzowego. Foto archiwum rodziny Jackowskich.
TOMASZ WYBRANOWSKI: Lata osiemdziesiąte XX wieku były dla pana i Maanamu „złotym okresem” grupy. Laury Festiwalu Piosenki w Opolu, szczyty list przebojów, zwycięstwa w rankingach popularności magazynu „Non – Stop” i setki koncertów. Debiutancki materiał nagrywaliście w gorącym okresie sierpnia 1980 roku.
MAREK JACKOWSKI: Chwile spędzone w studiu nagraniowym Polskiego Radia Lublin były dla nas wielkim wydarzeniem. Muzycznie spełniały się nasze marzenia. Kora powiedziała nawet po nagraniach, że gdyby teraz miała odejść na drugą stronę, to umierałaby szczęśliwa i spełniona. Ale to był także czas historyczny. Szczególnie zapamiętałem dzień 31 sierpnia 1980 roku, kiedy w Gdańsku podpisywano „Porozumienia sierpniowe”. Pamiętam jak redaktor Jerzy Janiszewski, legendarna postać polskiego eteru, wbiegał co kilka minut do studia i wykrzykiwał: „Zaraz podpiszą porozumienie, zaraz to się stanie!”. Mija kilka chwil i znowu pojawia sie w studiu mówiąc z ekscytacją: „Już siedzą przy stole! Już podpisują! Wałęsa z wielkim długopisem z fotografią Jana Pawła II!”. Potem wielki szał radości, łzy szczęścia i padanie sobie w ramiona. To był niesamowity czas…
– Była wtedy w nas nadzieja i wiara, że będzie inaczej. Ale zaraz potem, niespełna pół roku później, ogłoszono stan wojenny. To wszystko, co działo się po 13 grudnia zmieniło ludzi i charaktery…
– Tak jak wszyscy Polacy wiedzieliśmy, że żyć trzeba dalej. Robić wszystko co się da by nie zwariować, by się nie poddać. Nie zawsze to było bezpieczne. ZOMO królowało na ulicach i tak naprawdę wszystko mogło się zdarzyć. Stan wojenny obfitował w wiele tragicznych zdarzeń, sytuacji potwornych. Dlatego nasza trzecia płyta „Nocny patrol” przesiąknięta jest atmosferą tamtych czasów. Tamtych tragicznych dni…
– Album nagrywaliście w studiu Teatru STU w Krakowie. Teksty Kory są pełne katastrofizmu, wołania o azyl i przestrzeń bez przemocy. „Krakowski spleen” w moich programach radiowych zapowiadam jako hymn do normalności i chęci zwykłego życia. Przejmujące „Polskie ulice”, „Jestem kobietą”, z zaśpiewem Kory „nie wyobrażam sobie, abyś na wojnę szedł” i tytułowy, otwierający płytę „Nocny patrol”… Do dziś, gdy słucham tej płyty mam ciarki na całym ciele.
– „Nocny patrol” to jest płyta prawdziwa, bo płyta życia. Jest w niej emocja i anturaż tamtych czasów. Ta płyta jest niezwykła, bo czasy były niezwykłe, choć straszne i dziwne. Sami przeżywaliśmy, to co sią działo. W nocy baliśmy się wychodzić, bo godzina policyjna, bo patrole ZOMO, bo zatrzymania… A trzeba było normalnie życ i funkcjonować. Bardzo często zatrzymywali nas pijani zomowcy. Pamiętam taką scenę, jak z czarnego snu. Zostajemy zatrzymani. Z samochodu wytacza sie kompletnie pijany dowódca i wymachuje bronia przed naszymi twarzami. Młodsi rangą musieli go uspokajać, aby nie doszło do jakiegoś tragicznego zdarzenia. Boże, jak wtedy baliśmy się. Pamiętam pytanie jednego z tych młodszych zomowców: „Skąd idziecie we mgle?”. Nie wiem dlaczego, ale zapamiętałem to pytanie na całe życie…
– „Skąd idziecie we mgle?”… W normalnym życiu i sytuacji potraktowałbym to jak okruch poezji.
– We mgle było słychać tylko kroki nocnego patrolu i nasze. Słyszeliśmy jak zbliżamy się do siebie. Oni słyszeli nasze kroki, my słyszeliśmy ich. Wiedzieliśmy jedno, jeśli zaczniemy uciekać, to oni wszczęliby pościg i użyli broni. O Boże Ty mój (z ciężkim westchnieniem w głosie). Piosenka Kory „Jestem Kobietą” związana jest z tamtym wydarzeniem. Potem powstał tekst „Nocny patrol” i we mnie zakiełkowała melodia do instrumentalnego utworu „Zadymione ulice” (późniejszy tytuł „Polskie ulice”, przypomina autor).
– Zawsze nie mogłem sie nadziwić, że cenzura przepuściła do tłoczenia płytę, a potem większość tych protest-songów zagościła na antenach radiowych.
Wspaniałe jest to, że wielka moc i odwaga cechowała ówczesnych ludzi radia. Pamiętam jakim przeżyciem było dla mnie jak usłyszałem w Trójce radiowej „Polskie ulice”. Radiowcy, z krwi i kości o których myślę, to legendarne postaci: Piotr Kaczkowski, wspominany już Jerzy Janiszewski, czy Marek Niedźwiecki. Oni się nie bali i dla wielu dzisiejszych dziennikarzy mogą być wzorem.
– Nie zagraliście w Sali Kongresowej z okazji rewolucji i sojuszu ze Związkiem Radzieckim i dostaliście szlaban niemal na wszystko. Mimo, że nie wolno było grać waszych nagrań, to Marek Niedźwiecki się nie bał i grał je w zestawieniach Listy Przebojów Programu 3. W końcu i tam nie można było grać Maanamu. Ale i na to znalazł się sposób. Gdy padała nazwa Maanam w kolejnym zestawieniu i tytuł piosenki, to odzywały się werble, wstęp do nagrania „To tylko tango”.
– To było niesamowite. W tych charakterystycznych werblach z „Tanga”, w ich złowróżbnym pogłosie w całej Polsce było wiadomo, że coś się dzieje z Maanamem. Zespół jest, ale skazany został na banicję. Rodziły sie pytania: co mogło się stać i dlaczego? Fani doskonale wiedzieli o tym. Szacunek dla Marka Niedźwieckiego za to co zrobił wtedy.
– „Nocny patrol” to jednak album z gamą światła na końcu tunelu złych czasów i losu.
– Na początku lat osiemdziesiątych Polacy byli przesiąknięci ideą pierwszej, wielkiej „Solidarności”. Była świadomość, że walczy się o wolną Polskę, że wspiera nas papież Jan Paweł II. , który w tym czasie pielgrzymował do Ojczyzny. Mój Ty Boże, te miliony ludzi na Błoniach w Krakowie i we wszystkich innych miejscach, gdzie On się pojawiał i zasiewał w nas spokój, niezłomność i wiarę. A dzisiaj czytamy tabloidy, oglądamy gwiazdy we wszystkich możliwych programach i formatach. Ba, wszyscy są gwiazdami, bo nagle okazuje się, że pani która reklamuje groszek, czy marchewkę jest … gwiazdą. Nagle okazuje się, że w stacjach radiowych nie ma rockowej i ambitnej muzyki. Na szczęście jest Facebook, gdzie ludzie przekazują sobie piosenki i ważne nagrania. Są polonijne audycje w rozgłośniach zachodnich, które strzegą płomienia żywej i szczerej muzyki. I to cieszy, to jest genialne.
– Wciąż w nas nadzieja, że jeszcze będzie przepięknie. Dziękuję za rozmowę.
Trzeci album zespołu Maanam „Nocny patrol” wydany jesienią 1983 roku, to jedna z najważniejszych pozycji w klasyce polskiego rocka. Najwybitniejsze dzieło Maanamu naznaczone piętnem stanu wojennego .
O nocy wojennej, piętnie 13 grudnia 1981 roku, krokach we mgle i wszechogarniającym strachu i żądzy słońca i normalności opowiada w wywiadzie – rzece Tomaszowi Wybranowskiemu, Marek Jackowski, współzałożyciel i lider grupy Maanam.
Marek Jackowski. Foto z archiwum Marka Jackowskiego, przekazane do użytku Tomaszowi Wybranowskiemu.
Tegoroczną zbiórkę funduszy pragniemy przekazać na budowę hospicjum na Litwie: zrzutka.pl/wnetpomaga
Co więcej, czytamy w tym dziele: „Przełom październikowy w 1956 r. otworzył nowy rozdział w dziejach uczelni, trwający do r. 1989. Można go nazwać okresem stopniowej liberalizacji” [sic!].
Józef Wieczorek
Stan wojenny został wprowadzony na terytorium całego kraju, ale w historii najstarszej polskiej uczelni – Krzysztof Stopka, Andrzej Kazimierz Banach, Julian Dybiec, „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego”, Kraków 2000 – wydanej na 600-lecie odnowienia uniwersytetu w jubileuszowym roku 2000, takiego stanu historycy nie „rozpoznali” [?], czyli – jak można sądzić – albo stan ten nie został na terytorium UJ wprowadzony, albo było to tak nieistotne wydarzenie, że nie było potrzeby o nim wspominać.
W „Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego” nie ma na ten temat ani jednego zdania! Co więcej, czytamy w tym dziele: „Przełom październikowy w 1956 r. otworzył nowy rozdział w dziejach uczelni, trwający do r. 1989. Można go nazwać okresem stopniowej liberalizacji” [sic!].
Czyli co? Stan wojenny został wprowadzony w Polsce w ramach stopniowej liberalizacji systemu? Niestety skutki tej „liberalizacji” trwają do dziś i widać to także, a nawet bardziej, w sektorze akademickim, a na Uniwersytecie Jagiellońskim – wzorcowym dla innych uczelni – w szczególności.
Ta historia UJ stanowi do dziś lekturę obowiązkową w konkursie wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim! Jak czytamy w informacjach o już XXIII edycji tego konkursu (serwis UJ):
„Biorący udział w Konkursie uczestnicy walczą o możliwość studiowania na wybranych przez siebie kierunkach studiów”. I dalej: „Konkurs Wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim jest jedyną tego rodzaju inicjatywą propagującą nie tylko wiedzę o Wszechnicy Krakowskiej i ofercie edukacyjnej UJ, ale również wiedzę o historii edukacji polskiej i europejskiej (…) Wychowuje dużą grupę młodzieży znającej, dzięki starannie dobranej lekturze konkursowej, znaczenie i siłę polskiej kultury i nauki. Finaliści Konkursu są dobrymi studentami, znającymi historię swojej uczelni, a poprzez to historię swojego kraju”.
A w zarysie historii UJ objaśniającym XXIII edycję konkursu Wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim czytamy: „Z początkiem lat 80. nastąpiła częściowa demokratyzacja uczelni, która wzięła czynny udział w opracowaniu ustawy o szkołach wyższych z roku 1981. Pełna demokratyzacja struktur uniwersyteckich nastąpiła po przemianach ustrojowych Polski z początkiem lat dziewięćdziesiątych”.
Widać stan wojenny na UJ (jeśli był wprowadzony?) nie zakłócił tych dążeń do pełnej demokratyzacji uczelni. Ma to swoją wymowę. Kto opanuje taką fałszywą historię UJ, ma uniwersytecki indeks zapewniony, jest dobrym studentem, należycie wychowanym oraz jest uznany za znawcę historii swojej uczelni i swojego kraju.
Ja mam całkiem odmienne zdanie i w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego tego dzieła napisałem wiele listów zarówno do władz UJ, historyków, jak i do Polskiej Akademii Umiejętności (opublikowane na moim Blogu Akademickiego Nonkonformisty), ale bez skutków. Weryfikacji fałszywej historii UJ i zakazu jej rozpowszechniania jak nie było, tak nie ma.
Cały artykuł Józefa Wieczorka pt. „Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny?” znajduje się na s. 8 grudniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 54/2018.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.
Artykuł Józefa Wieczorka pt. „Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny?” na s. 8 grudniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 54/2018