Pierwszy spektakl na żywo w Radiu WNET! Już w niedzielę o godzinie 20

Czym jest nasze życie? Dlaczego uciekamy przed sobą… czy uciekniemy przed swoim przeznaczeniem? – „Dawaj, dawaj” to opowieść o wędrówce człowieka ku wolności, o poszukiwaniu swojej tożsamości.

Sztuka Mariusza Bielińskiego „Dawaj, dawaj” w sposób metaforyczny, dość przewrotny i ironiczny, opowiada o życiu, losach dwójki młodych mężczyzn, którzy biegną,… uciekają przez wielki kraj.. Dokąd zmierzają, przed czym chcą się uchronić, co pragną ocalić? Gdzie i w kim leży ocalenie?

Czy jawa jest rzeczywistością?… A może to sen jest realnością?! Co robić, by móc ocalić siebie w rozpędzonym, współczesnym świecie, gnającym na oślep?

Sztuka przenosi nas w nieznane obszary, które zakłócają naszą pewność, co do tego, jak świat wygląda i funkcjonuje; nieustannie podważa rzeczywistość i sposoby jej interpretacji.

Być może, że ta opowieść pomoże nam zrozumieć i odpowiedzieć na te pytania już w najbliższą niedzielę o godzinie 20. Tylko w Radiu WNET.

 

MARIUSZ BIELIŃSKI „DAWAJ, DAWAJ”

Występują: SASZA – Sebastian Domagała

WOWA – Mikołaj Klimek

Reżyseria: Robert Walkowski

opracowanie dźwiękowe i realizacja: Paweł Chodyna

Jubileuszowy Konkurs Poezji Rodzimej w Pilchowicach – w hołdzie księdzu Damrotowi i swojej Małej Ojczyźnie

Pilchowiczanie, zwłaszcza młodzi, garną się do kultury. Świadczy o tym liczba uczestników konkursu, gości specjalnych i młodzieżowych grup artystycznych. Niestraszny im nawet romantyzm ks. Damrota.

Tadeusz Puchałka

Kinga Mandel | Fot. T. Puchałka

[…] Od cudzoziemczej głupoty wzgardzona,/Wzgardę niesłuszną niweczą twe syny,/Kochając i ceniąc nad wasze krainy./Gdzie Odra poważna toczy swe wody/Śród ciemnych lasów i łanów kłosistych;/Gdzie schludne domki, spokojne zagrody/W dolinach i na wybrzeżach spadzistych,/Jak na kobiercu kwiaty rozsypane;/Gdzie się po polach pieśni rozlegają/W drogim po ojcach języku śpiewane;/Gdzie w kniejach dziki i łanie bujają/I gdzie z kominów niebotyczne chmury/Dymu się wiją, płomienie buchają,/A młoty w kruszec jakby taran w mury/Z trzaskiem piorunu stale uderzają;/Gdzie skarby dobywa ukryte w ziemi,/Ludność potulna, z uczciwości znana,/Przebiegłych przybyszów bogacąc niemi:/To moja śląska ojczyzna kochana […]
(ks. Konstanty Damrot)

Nie bez przyczyny ten właśnie fragment wiersza naszego poety widnieje na początku materiału informującego o jubileuszowym konkursie opatrzonym jego imieniem. Treść tej poezji wyraźnie pokazuje, dlaczego z takim namaszczeniem społeczność Pilchowic podchodzi do osoby księdza-poety. (…)

Jeszcze nie ucichły echa dziesiątych urodzin powstania Stowarzyszenia Pilchowiczanie Pilchowiczanom, a już obchodzimy kolejne urodziny pięknej kulturalnej imprezy, która zrodziła się także dziesięć lat temu z inicjatywy zarządu i członków wspomnianego stowarzyszenia. Ziarno, które zasiał ksiądz Damrot nieco ponad 123 lata temu, trafiło na żyzną glebę, a dzięki członkom stowarzyszenia urosło do rangi konkursu poezji, w którym ma prawo zaprezentowania swoich poetyckich pasji każdy z mieszkańców. (…) Poziom konkursu także tym razem był bardzo wysoki, wszak jubileuszowy i poświęcony szczególnej dla Górnego Śląska osobie. (…)

Do tegorocznego konkursu przystąpiło 13 uczniów szkoły podstawowej w Pilchowicach, 10 uczniów gimnazjum oraz 8 osób dorosłych.

Niezwykle mocnym akcentem był występ rodzeństwa Marcela i Kingi Mandelów z Sośnicowic. Oboje są laureatami konkursu „Godomy po naszymu”, który odbył się w Kochcicach. Urocza Kinga opowiadała w gwarze (na wesoło) o swojej pierwszej pońci na Anaberg, zaś Marcel wprowadził nostalgiczny nastrój opowiadaniem o losach swojego praopy (pradziadka); a na koniec w hołdzie dla Niego zagrał piękny utwór na saksofonie. Zespół wokalno-instrumentalny „The Chance” (Simona Pluta, Natalia Menzik, Jagoda Łasut – 8 lat, wiolonczela, Tymoteusz Dylich, Oliwia Szkółka, Julia Kocur) pod kierownictwem Anny Jakiesz-Błasiak przedstawił szereg znanych przebojów polskich, a także wiersze księdza Damrota.

Cały artykuł Tadeusza Puchałki pt. „Konkurs poezji rodzimej” znajduje się na s. 12 grudniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 54/2018.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.

Artykuł Tadeusza Puchałki pt. „Konkurs poezji rodzimej” na s. 12 grudniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 54/2018

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Kłosowski: W Panamie nie widziałem ludzi zerkających na zegarki

Sytuację w Panamie przed Światowymi Dniami Młodzieży w Popołudniu WNET komentuje i relacjonuje prosto znad Kanału Panamskiego korespondent Radia WNET, Michał Kłosowski

Według Michała Kłosowskiego nikt w Panamie nie zwraca uwagi na czas. – Jedyną osobą, która zerkała na zegarek byłem ja – opowiada.

Dziennikarz zauważa też, że ludzie mimo biedy wydają się być zadowoleni z życia, wszyscy się uśmiechają, widać podekscytowanie przed Światowymi Dniami Młodzieży, które mają zacząć się już 22 stycznia, wielu nosi koszulki z wizerunkiem papieża Franciszka i hasłem przewodnim ŚDM.

Kłosowski dodaje, że na wydarzeniu będzie gościć kilka tysięcy Polaków, co oznacza, że nie tylko będziemy mieć tam największą reprezentację z państw europejskich, ale również będziemy największą grupą obcokrajowców spoza Ameryki Łacińskiej. Polacy mogą liczyć na Światowych Dniach Młodzieży na ciepłe przyjęcie, chociażby z powodu pochodzenia obecnego nuncjusza, arcybiskupa Mirosława Adamczyka.

Obecnie śpiewany hymn jest wersją znaną z „Historyi legionów” Chodźki i z „Literatury słowiańskiej” Mickiewicza

Popularność pieśni podczas powstania listopadowego rozpowszechniła się w rozmaitych śpiewnikach, uzupełniana nowymi zwrotkami, których autorów nie znamy. Autorem ich był cały walczący z Rosją naród.

Tadeusz Loster

11 listopada 2018 roku, godzina 12 w południe, rodzinnie śpiewamy hymn polski – Mazurek Dąbrowskiego – dawną pieśń Legionów Polskich. Przede mną wyprężony na baczność śpiewa mój siedmioletni wnuk Staś. Z boku, trochę się wiercąc, śpiewa pięcioletnia wnuczka Madzia. Dzieci znają i śpiewają wszystkie cztery zwrotki hymnu.

Po zakończeniu śpiewu Staś zwraca mi uwagę: – Dziadek, ty nie umiesz śpiewać hymnu! Śpiewa się: „wrócim się przez morze” a nie „rzucim się przez morze”! Zaskoczył mnie, ale chyba ma rację. Sprawdzam w śpiewniku, faktycznie śpiewałem nie te słowa. (…) Sprawdzam tekst hymnu jeszcze w starych śpiewnikach; wszędzie jest „wrócim się przez morze” – nie mam wytłumaczenia pomyłki.

Ilustracja Juliusza Kossaka do „Pieśni Legionów” | Fot. ze zbiorów prywatnych T. Lostera

Ten stary śpiewnik, ozdoba mojej biblioteczki, to oryginalne wydanie z końca XIX wieku książeczki Pieśń Legionów z 7 ilustracyami Juliusza Kossaka i wstępnem słowem Stanisława Schnur-Popławskiego wydanej nakładem Księgarni H. Altenberga we Lwowie. Uwagę moją przykuły rysunki Juliusza Kossaka. Są one ilustracjami do zwrotek Pieśni Legionów opisanymi pełnym lub częściowym ich tekstem. Trzecią zwrotkę umieszczoną w książeczce rozdziela od czwartej wraz z ryciną dawna, nie śpiewana już zwrotka o treści:

Niemiec, Moskal, nie osiędzie,
Gdy jąwszy pałasza,
Hasłem wszystkich wolność będzie
i Ojczyzna nasza.

Zwrotka ta w oryginalnej wersji brzmiała trochę inaczej i moim zdaniem bardziej pasowała do dzisiejszych czasów, przede wszystkim, jeśli chodzi o tę zgodę.

Moskal Polski nie posiędzie,
Dobywszy pałasza,
Hasłem wszystkich zgoda będzie…

Zajrzałem również do posiadanego miniaturowego śpiewnika dla członków „Sokoła”, pod znamiennym tytułem „Jeszcze Polska nie zginęła”, wydanego na początku XX wieku w Krakowie nakładem Karola Jansena. Ten maleńki śpiewniczek o wymiarach 5 na 7,5 cm na 224 stronach posiada 125 pieśni polskich.

Na wstępie jego autor napisał: „Pieśń polska to tęsknota za utraconą wolnością i nadzieją lepszej przyszłości (…) Śpiewajmy!”. Na 61 stronie pod pozycją 36 zostały zapisane słowa pieśni Jeszcze Polska nie zginęła. Oprócz śpiewanych obecnie czterech zwrotek oraz przytoczonej powyżej piątej zapisano dodatkowo cztery zwrotki:

Już to ziomek pilnie słucha,
czy armata ryczy;
Walecznego pełny ducha,
Każdy moment liczy.
Marsz, marsz Dąbrowski
Z ziemi Włoskiej do Polskiej,
Przyłączyć się rada,
Jęcząca gromada.

Czy Polacy, czy Sarmaci,
Będziem imię nosić,
Byle w gronie dawnych braci,
Miłą wolność głosić!
Marsz, marsz Dąbrowski
Z ziemi Włoskiej do Polskiej.
Naród na cię czeka,
Przyjdź z prawem człowieka.

Choć sąsiady nas zniszczyły,
i broń nam zabrały,
Sparty murem piersi były,
I te nam zostały.
Marsz, marsz Dąbrowski
Z ziemi Włoskiej do Polskiej.
Każdy z nas chęć czuje,
Wodza nie brakuje.

Dzielność wolnego oręża,
Starzec opowiada,
Aby szukać tego męża,
Młody na koń siada.
Marsz, marsz Dąbrowski
Z ziemi Włoskiej do Polskiej.
Wolność dawne hasło,
Jeszcze nie zagasło.

Cały artykuł Tadeusza Lostera pt. „Pieśń Legionów” znajduje się na s. 4 grudniowego „Kuriera WNET” nr 54/2018.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.

Artykuł Tadeusza Lostera pt. „Pieśń Legionów” na s. 4 grudniowego „Kuriera WNET”, nr 54/2018

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Tadeusz Wrona: polityk i działacz samorządowy, a także poeta, który opowiada świat barwami, dźwiękami i zapachami

W poezji manifestuje związek ze światem i jego materialną piękną postacią, z docenianiem ulotnej chwili, a także z wiarą, patriotyzmem, z wiernością ludziom i ideałom, z przywiązaniem do tradycji.

Stefania Mąsiorska

Tadeusz Wrona | Fot. archiwum T. Wrony

Tadeusz Wrona jest absolwentem Politechniki Częstochowskiej z tytułem doktora nauk technicznych i jej pracownikiem naukowym. W 1980 roku był jednym z założycieli NSZZ „Solidarność” Politechniki Częstochowskiej i do 1989 roku członkiem jej podziemnych struktur, a w stanie wojennym – internowanym w Wojskowym Obozie Specjalnym w Rawiczu. Był też pierwszym Prezydentem Miasta Częstochowy (1990–1995) wybranym przez samorząd w wolnych wyborach, a w latach 1997–2001 posłem na Sejm RP. W wyborach bezpośrednich (2002–2009) wybrano go ponownie Prezydentem Miasta Częstochowy. Od lutego do kwietnia 2010 był też doradcą Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. Administracji Publicznej, Samorządu Terytorialnego, Rozwoju Lokalnego i Regionalnego. (…)

Tak aktywny w pracy politycznej ku zaskoczeniu wielu okazuje się też interesującym poetą. W tomiku poezji Słowa i definicje widać związki autora z jego działalnością publiczną. Prof. Elżbieta Hurnik – literaturoznawczyni z Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego im. Jana Długosza w Częstochowie w Posłowiu podkreśliła: Mamy tu do czynienia z jednej strony z manifestowanym wyraziście związkiem ze światem i jego materialną piękną postacią, z momentalnością doznań, z docenianiem ulotnej, przemijającej chwili, z drugiej – z wiarą, patriotyzmem, z wiernością ludziom i ideałom, z przywiązaniem do tradycji.

(…) Autor opowiada nam świat barwami, dźwiękami i zapachami. Poznajemy też przestrzeń jego wiary w bardzo osobistych rozważaniach. Tomik, pięknie ilustrowany grafikami Agnieszki Herman, ukazał się w wydawnictwie Nowy Świat.

Kobiety polskie w lwowskiej katedrze
Szlachetne twarze i uważny wzrok
Tam gdzieś głęboko ukryte wspomnienia
Dobrego dzieciństwa w szczęśliwej krainie

Trwają na straży wiary i tradycji
Rycerki Boże
Wbrew światu, historii

Kiedy wygasną ognie ich życia
Kiedy już będą zwolnione ze służby
W świątyni zostaną tylko
Okrągłe oblicza
Rumieńcem oblane
Do czerwoności

Basi Stasiak

Wiatr biało-czerwony
Powiał Krakowskim traktem
Zapalił oczy i skronie pogładził
Dał nam siłę i dodał powagi
Jesteśmy znowu razem, tak mocno, tak mocno
Lecz na dnie duszy nieszczęście zostało
Przykryte strachem przed zwykłą rozpaczą
Bo jak zapomnieć ten żal i te znicze
W pustych pokojach naszej Kancelarii
Ale już wtedy wśród trumien dębowych
Żar rudych włosów
Głosił Zmartwychwstanie

Wróbelek, czy jest patriotą
Gdy skubie piórko opodal na skwerze
Przeskakuje z gałązki na gałąź
Przećwierkuje się z drugim wróbelkiem

A ta złotoniebieska mucha na pobliskiej łące
Co się huśta na trawce wyrośniętej prosto
A ten chrząszcz co przemyka po ścieżce w zarośla
Gdy podwieczerz już cicho podchodzi pod domy

A to niebo nad nami wysokie
To przecież Polska

„Odziedziczyłam ważną cząstkę duszy, która trwa w naszym rodzie”. Rodzinna kapliczka – ponad stuletnie dziedzictwo

Gdy przeglądałam listy, kroniki i zachowane w naszej rodzinie dokumenty, uderzyło mnie podobieństwo w poglądach, wyznawanych wartościach. To nie tylko więzi krwi, to również więzi dusz.

Aleksandra Tabaczyńska

Rodzinna Kapliczka Matki Bożej w Śliwnie 1915

„Perły i Akty Strzeliste naszego krajobrazu” – tak nazywał je prof. Wiktor Zin. Kapliczki przydrożne to nieodłączny element polskiego pejzażu. Towarzyszą nam w wielu miejscach, przypominając dyskretnie o sakralnym wymiarze życia, często kryjąc w swej historii zawiłe dzieje ojczyzny. Wszyscy, którym zdarzyło się zainteresować kapliczkami, zgodnie postrzegają je w nierozłącznym związku z dziejami naszego narodu, losami rodzin i również pejzażem, jako charakterystyczne, cenne i pełne uroku akcenty.

Kapliczki, figury świętych i krzyże zawsze wznoszono w miejscach szczególnych, znamiennych i ważnych. Towarzyszą starym drogom, budowano je u ich rozwidleń i skrzyżowań, a także na krańcach dawnej zabudowy, a więc na granicy między siedliskami ludzkimi a przestrzenią pól i lasów. Stawiane nie tylko na chwałę Bożą, ale i dla upamiętnienia doniosłych wydarzeń, jako wotum dziękczynne, a także, aby pobudzać do pobożnych myśli wszystkich przechodzących. Kapliczka czy krzyż ustawiony przy drodze stanowiły zaproszenie do modlitwy skierowane zarówno do członków własnej społeczności, jak i do wędrowców z daleka. Stare kapliczki stanowią dziś prawdziwe perły krajobrazu, bo świadomie komponowana (przed wiekiem lub dwoma) w otoczeniu kapliczek zieleń sprawia, że oba elementy tworzą łącznie kulturowo-przyrodnicze cuda, bardzo cenne w tradycji, obyczajach i ludowości mieszkańców wszystkich regionów Polski.

W tym kontekście warto poznać dzieje kapliczki ze Śliwna, losy rodziny, która mimo przeciwności, od pokoleń trwa i pragnie świadczyć, że pamięć, tożsamość i tradycja mają wartość.

Opowieść Heleny Gałkowskiej z domu Jaroszyk o rodzinnej kapliczce, czyli o miejscu, skąd wypływa żar, rozpocznie wnuczka Heleny, Joanna Uramowska. Cytat, przytoczony poniżej, pochodzi z kroniki rodzinnej, pięknie oprawionej i profesjonalnie wydanej pt. „Tu są nasze korzenie. Historia Rodu Jaroszyków ze Śliwna 1790–2010” autorstwa Heleny i właśnie Joanny, która w prologu pisze:

„Kiedy zastanawiamy się nad swoim charakterem, jacy jesteśmy albo co jest dla nas ważne, nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo ukształtowała nas rodzina. Przekonałam się o tym, gdy przeglądałam listy, kroniki i zachowane dokumenty w naszej rodzinie. Uderzyło mnie podobieństwo w poglądach, wyznawanych wartościach czy spostrzeżeniach na temat świata i ludzi. To nie tylko bliskość z powodu więzów krwi, to również więzi dusz. Czuję, że odziedziczyłam ważną cząstkę duszy, która trwa nieprzerwanie w naszym rodzie. To właśnie ten żar, który jest naszym uczuciem domowym”…

Szczęśliwy los

Szczęśliwy los | Fot. archiwum rodziny Jaroszyków

Z inicjatywy duchowieństwa polskiego w 1915 roku na terenie dawnego Wielkiego Księstwa Poznańskiego powstał Komitet Niesienia Pomocy w Królestwie Polskim, który zorganizował loterię. Loteria miała zasilić fundusze Komitetu, więc ludność hojnie ofiarowywała różne przedmioty, wyroby oraz środki pieniężne. Główną nagrodę stanowiła figura Najświętszej Marii Panny z Lourdes oraz drewniana tabliczka z napisem: „Pamiątka Niedoli Ludu Polskiego 1914–1915”. Losowanie odbyło się we wrześniu w Poznaniu, a główną nagrodę wygrał mieszkaniec Śliwna k. Dusznik, Walenty Jaroszyk (1874–1942).

Walenty Jaroszyk zakupił od sióstr zakonnych w sumie 12 losów i jeden z nich okazał się szczęśliwą wygraną. Z Poznania, z Księgarni św. Wojciecha Matkę Bożą przywieźli czterokonną herbową karetą państwo Wanda i Stanisław Niegolewscy, właściciele wsi Niegolewo.

Czasy zaboru pruskiego, a następnie okres walk o niepodległość oraz trudności finansowe uniemożliwiły wybudowanie odpowiedniej kapliczki dla Matki Bożej, więc stała w domu. Po objęciu ojcowizny przez Franciszka Jaroszyka udało się w 1930 roku sfinalizować przedsięwzięcie. Dzięki staraniom miejscowego nauczyciela i patrioty, Edmunda Chrzanowskiego, szkic kapliczki został wykonany na koszt Skarbu Państwa. Drewnianą tabliczkę z napisem zamieniono na marmurową, ufundowaną przez państwa Niegolewskich. Kapliczka stanęła na ziemi Franciszka i jego rodziny, przy drodze ze Śliwna do Rudnik. Dzień 15 sierpnia 1930 roku stał się wielką uroczystością religijną, patriotyczną i równocześnie rodzinną. Poświęcenia w czasie mszy św. dokonał proboszcz Dusznik ks. Walenty Skąpski. W eucharystii uczestniczyło ok. 5 tys. wiernych, a wśród nich rodzina, mieszkańcy Śliwna, Dusznik i okolic, Wanda i Stanisław Niegolewscy oraz liczne stowarzyszenia i organizacje.

Poświęcenie kapliczki | Fot. archiwum rodziny Jaroszyków

Okupacja

Wraz z napaścią wojsk niemieckich na Polskę we wrześniu 1939 roku rozpoczęła się likwidacja pamiątek narodowych i historycznych. Okupant niszczył również przydrożne krzyże, figury świętych oraz kapliczki.

W nocy z 8 na 9 grudnia 1940 roku rodzina Jaroszyków została brutalnie wyrzucona z domu i z gospodarstwa, następnie przetransportowana poprzez obóz przesiedleńczy w Łodzi do Generalnej Guberni. We wsi Bobowiska zmuszeni byli trwać do końca wojny. Tam też otrzymali wiadomość, że kapliczkę rozebrano, a figurę i dokumenty przechowują krewni. Po powrocie z wysiedlenia w 1945 roku Matka Boża została Franciszkowi zwrócona, ale ze względu na czasy prześladowań religijnych i politycznych w dalszym ciągu przebywała w domu. Dopiero w 1960 roku rodzina zdecydowała się na odbudowę kapliczki. Na podstawie zdjęcia z 1930 roku oraz zachowanej oryginalnej ramy okiennej sporządzono rysunek i w ciągu dwóch tygodni wykonano wszystkie prace.

Kapliczka stanęła bez odpowiednich zezwoleń i niestety Franciszek został wezwany na kolegium ds. wykroczeń w Nowym Tomyślu. Sąd polecił rozbiórkę oraz zasądził karę grzywny w wysokości 2 tys. zł i 50 zł kosztów sądowych do zamiany na 50 dni aresztu. Mimo trudności, 15 sierpnia 1960 roku, w 30. rocznicę pierwszego ofiarowania, ks. proboszcz Władysław Kasprowicz bez rozgłosu, w obecności tylko rodziny, poświęcił nową kapliczkę.

Wietrzne miejsce

Po zmianach ustrojowych w naszym kraju i odzyskaniu faktycznej niepodległości, w 60. rocznicę poświęcenia kapliczki ks. proboszcz Włodzimierz Handke odprawił mszę św. w jakże innych od poprzednich okolicznościach, polecając Bogu Ojczyznę, wszystkich obecnych i dusze zmarłych. Na eucharystię przybyło tłumnie kolejne pokolenie mieszkańców Śliwna i okolic, a od 1990 roku rodzina Jaroszyków regularnie spotyka się 15 sierpnia przy kapliczce.

W 2010 roku minęła 80 rocznica poświęcenia i 95 obecności Matki Bożej w Śliwnie. Mszę św. dziękczynną 15 sierpnia 2010 roku odprawił proboszcz Dusznik, ks. Sergiusz Borszczow. Gospodarstwo i ziemia, na której stoi kapliczka, przeszły w ręce wnuka Franciszka, Pawła Jaroszyka. Pragnieniem rodziny i wolą przodków było, aby cała rodzina zawsze pamiętała, skąd się wywodzi i aby trwali w wierze. „Z tego właśnie miejsca wypływa żar, który był naszym uczuciem domowym”, pisał w swoim testamencie Józef Jaroszyk, powstaniec wielkopolski. Tak więc Matka Boża otoczona jest opieka rodziny. – To wietrzne miejsce – zgodnie mówią wszyscy krewni. – Zawsze mamy kłopoty, aby zapalić znicz przy kaplicy. Silny wiatr to nieodłączny towarzysz kapliczki, niemy choć zawsze obecny świadek losów rodu Jaroszyków.

Czy piękno tradycji to piękno zagrożone?

Opowiada Helena Gałkowska: „Ta historia, mieszcząca się zaledwie na kilku stronach, nie oddaje wszystkiego, co noszę w sobie. Bardzo trudno znaleźć właściwe słowa, które wyraziłyby uczucia, opowiedziały szczegółowo koleje losu, pokazały kontekst i towarzyszące im przeżycia. Wszystko to, co działo się w naszych rodzinach w czasie cierpień wojennych, powojennej pożogi, ciągła niepewność, łzy strachu, ale też radość, śpiew przy pracy – to nasze dziedzictwo, nasza tożsamość, nasza Ojczyzna.

Dziadka nie pamiętam, byłam za mała, ale ojca do dziś widzę wyraźnie. Umiał wszystko zrobić, nigdy nie uchylał się od pracy, był człowiekiem prawdziwie nowoczesnym, kochającym wiedzę i szukającym okazji, by ją rzetelnie zdobyć. Konstruktor, dużo czasu spędzał w warsztacie, pamiętam, że sam zbudował elektryczną wirówkę do wyrobu masła. W 1960 roku mnie, dziewczynę, zapisał na kurs prawa jazdy. W kursie uczestniczyło 30 mężczyzn i ja. Zdałam.

Franciszek Jaroszyk bardzo angażował się w życie wsi, pobudzał wszelkie inicjatywy, był radnym, członkiem Banku Spółdzielczego, zasiadał w Radzie Parafialnej. Gdy ktoś zachorował, mieszkańcy okolic też zwracali się o pomoc i radę do ojca. To dowód nie tylko uznania, jakim się cieszył, ale czegoś więcej – zaufania.

Ojciec, deklamując z pamięci obszerne fragmenty „Pana Tadeusza”, opowiadając bajki i legendy, uwrażliwiał nas na piękno obrzędów i zwyczajów. To szczególna rodzinna szkoła patriotyzmu, przywiązania do tradycji chrześcijańskiej i miłości Ojczyzny. Bardzo dbał o więzi rodzinne i przede wszystkim o zgodę w rodzinie.

‘Głowa rodziny’ to dziś niemodne określenie, ale dla mnie kluczowe, bo model rodziny, który stworzył, dał nam wszystkim, mimo wielu przeszkód i kłopotów, możliwość pełnego rozwoju. Mama w porównaniu z ojcem była cicha i spokojna. Bardzo się kochali i szanowali. Tata często przynosił jej kwiaty. Skąd to wiedział? Nie miał przecież telewizji, nie oglądał seriali.

Na koniec najważniejsze: dał nam naszą historię. Dzieje rodu sięgające XVIII wieku. Historię, którą tworzyli i spisali kolejno dziadek Franciszka, Antoni, oraz ojciec – Walenty. Aktem Strzelistym jest nasza kapliczka, tą szczególną perłą w pejzażu gospodarstwa, które do dzisiaj istnieje i jest w rękach rodziny. Zaangażowaniem, dbałością o rodzinę, jej tożsamość zaraził i mnie. Dopisałam kolejne lata i wiem, że przyszłe zdarzenia spisze moja wnuczka Joanna.

Piękno to wartość niepoliczalna, a piękno tradycji, ciągłości pokoleń i wierność chrześcijańskim korzeniom, jakie są w naszym rodzie, to fundament, na którym każdy z członków tej rodziny ma szansę osiągnąć swoją dojrzałość i wszechstronny rozwój. To niewyczerpane źródło piękna. Piękna, które pozwala zrozumieć sens często bolesnych losów rodzin polskich i ich postaw. Piękno tradycji jest może współcześnie zagrożone, często niedostrzegane, ale na pewno nie utracone. Gdybym myślała inaczej, historia kapliczki w Śliwnie nie byłaby tak istotna w moim i moich bliskich życiu”.

Epilog

Piękno jest jednym z najwspanialszych darów Boga dla człowieka, darem całkowicie bezinteresownym, poza wszelkim pragmatyzmem. Zasługuje na najwyższy szacunek i podziw, bo piękno zawsze prowadzi do wyższej wartości, jaką jest dobro.

Piękno tradycji trzeba odkrywać i ukazywać innym. Dzielić się zachwytem i przeżyciami, uczyć wrażliwości nie tylko na historię naszego kraju, ale i na chrześcijańską postawę rodzin polskich, zwłaszcza w tradycyjnej, ludowo-maryjnej postaci. Nieskończona wartość spisanych i niespisanych historii to nasze dziedzictwo i nasza tożsamość. Piękno potrafi uczynić człowieka lepszym – jeśli tylko umiemy z nim obcować i poddać się jego wpływowi. Piękno może zbawić świat, jak uczył Fiodor Dostojewski, a przynajmniej wydatnie w tym dopomóc. Bo piękno jest odblaskiem Boga i prowadzi do Niego – jeśli tylko ktoś chce podążać tym śladem.

Artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Rodzinna kapliczka Matki Bożej w Śliwnie 1915” znajduje się na s. 8 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 54/2018.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.

Artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Rodzinna kapliczka Matki Bożej w Śliwnie 1915” na s. 8 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 54/2018

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Stanowisko „Polonia Semper Fidelis” ws. reformy i funkcjonowania mediów narodowych polskich w środowiskach Polonii

Publikujemy memorandum, zaprezentowane 16.01.2016 r. w Częstochowie podczas Ogólnonarodowej Konferencji „Powstań Polsko!”. Wydaje się, że mimo upływu czasu dokument niewiele stracił na aktualności.

Stanisław Matejczuk

Wieloletnia kosmopolityczna polityka PO wobec Polonii, prowadzona przez Sikorskiego za pośrednictwem ambasad oraz konsulatów RP, dążąca do zatomizowania i zmarginalizowania Polonii, przyniosła tragiczne skutki tak dla samej Polonii, jak i jej współpracy z Polską. Dlatego proste reformowanie odziedziczonych regulacji prawnych w części dotyczącej właśnie Polonii nie ma sensu.

Stoimy na stanowisku, że jedynie powstanie Mediów Narodowych, ponadczasowych i ponadpartyjnych, zachowujących wartości katolickie i polską tradycję jest właściwym krokiem na drodze do odbudowy zaufania środowisk polonijnych do instytucji Państwa Polskiego oraz solidarnego prowadzenia przez Polaków zarówno w kraju, jak i na emigracji polskiej polityki historycznej na terenach państw ich zamieszkania. (…)

Oto w skrócie postulaty Polonii:

Działania natychmiastowe: na zasadzie zarządu komisarycznego w ambasadach i konsulatach

I. Weryfikacja (audyt):

– personalna (szczególnie w Amerykach),
– zarejestrowanych organizacji polonijnych,
– polonijnych mediów działających na świecie i korzystających ze wsparcia publicznego (tym poprzez konsulaty),
– bilans środków publicznych wydawanych na wsparcie mediów na świecie (w tym niezwłoczne rozstrzygnięcia względem TVP Polonia).

Działania sukcesywne, długofalowe:

II. Certyfikowanie przez Ministra Kultury RP organizacji oraz mediów polonijnych,

III. Zainwestowanie we współpracę ze sprawdzonymi od lat polskimi patriotami na emigracji. Możemy walnie przyczynić się do dobrej opinii o Polsce, tworzenia polskiej polityki historycznej i polskiego lobby, jakże obecnie potrzebnego. Polonusi mogą również skutecznie działać w sprawie powrotu z emigracji kilku milionów Polaków, często drugiego czy trzeciego pokolenia emigrantów politycznych i ekonomicznych. Jeśli nie byłby możliwy całkowity powrót do Ojczyzny, to przynajmniej zwiększenie więzi i współpracy z milionami potomków emigrantów, z ludźmi z wykształceniem i doświadczeniem, może przysporzyć Polsce ogrom korzyści w jej dynamicznym rozwoju.

Wielu Polaków na obczyźnie tęskni i dysponuje wielkim, niewykorzystanym potencjałem. Czekamy od wielu lat na poważne potraktowanie przez Państwo Polskie, na głos i czyny, że Polsce zależy na każdym Polaku, niezależnie od miejsca jego zamieszkania.

Ufamy, że już wkrótce większość emigrantów zamiast „rozpływać się” w poszczególnych krajach zamieszkiwania – będzie mogła być dumna z takich pojęć jak ojczyzna, patriotyzm i wiara w Boga. Emigracyjne środowiska patriotyczne, wprost niszczone ostatnimi laty przez antypolskie rządy, mogą się walnie przyczynić do stosunkowo szybkiej i dynamicznej integracji Polonii z krajem. Oczekujemy na pilne zastosowanie nowoczesnych technologii w Narodowych Mediach. Wykorzystując nasze zagraniczne doświadczenia, jesteśmy otwarci na szczegółową dyskusję i chcemy pomóc w przygotowaniu oraz w sprawnym wdrożeniu mądrej strategii Mediów Narodowych dla Polonii.

Stanisław Matejczuk – w okresie PRL działacz opozycji, m.in. twórca i szef Niezależnego Zrzeszenia Studentów Polskich, działacz ROPCiO i NZS, poddawany licznym represjom ze strony władz. W stanie wojennym skazany za działalność opozycyjną na 6 lat więzienia, pomijany przez kolejne amnestie dla więźniów politycznych, po 5 latach zwolniony z więzienia na skutek interwencji rządu USA. W końcu PRL-u i po „okrągłym stole” realnie zagrożony wendetą WSI & consortes, wybrał od 1990 roku przymusową emigrację w USA. Autor Memorandum w sprawie zabójstwa ks. Sylwestra Zycha, aktywny działacz Polonii amerykańskiej, m.in. b. sekretarz Kongresu Polonii Amerykańskiej, następnie koordynator główny „Polonia Semper Fidelis”. W 2011 roku odmówił przyjęcia orderu z rąk Bronisława Komorowskiego.

Cały artykuł Stanisława Matejczuka pt. „Stanowisko »Polonia Semper Fidelis« ws. reformy i funkcjonowania mediów narodowych polskich w środowiskach Polonii” znajduje się na s. 9 grudniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 54/2018.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.

Artykuł Stanisława Matejczuka pt. „Stanowisko »Polonia Semper Fidelis« ws. reformy i funkcjonowania mediów narodowych polskich w środowiskach Polonii” na s. 9 grudniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 54/2018

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Całoroczna obrzędowość religijna i rodzinna Zagłębiaków w opracowaniu „Tropem badaczy Zagłębia Dąbrowskiego”

Zasiedlająca licznie na przełomie XIX i XX stulecia rejon Zagłębia Dąbrowskiego ludność napływowa przynosiła ze sobą odmienne kanony zachowań, obyczajowości, sfery mentalnej, jak również symboliki.

Anna Binek-Zajda

Tradycja stanowi przeniesiony z przeszłości zasób wartości i specyficznych zachowań rozumianych przez określoną zbiorowość. Aby trwała, musi istnieć permanentność jej przekazu, zaś najlepsze warunki ku temu stwarzają powiązania między ludźmi powstałe na bazie terytorialnej. (…) Szczególnym regionem, w zasadniczy sposób różniącym się pod względem kulturowym od terenów sąsiednich, jest Zagłębie Dąbrowskie stanowiące w szerszym ujęciu fragment historycznej Małopolski. (…)

Trio badawcze w osobach: uznanej i nader cenionej w kręgach etnografów Dobrawy Skoniecznej-Gawlik, koordynatorki naukowych inicjatyw, Bartosza Gawlika i Roberta Garstki stworzyło dzieło przybliżające w sposób wnikliwy, acz niebywale przystępny wybrane aspekty kulturowe zagłębiowskiego regionu – budownictwo, strój, język, pieśni, folklor, a zwłaszcza rodzinną i całoroczną obrzędowość, uwzględniając nie tylko ich dawny przebieg, ale również zachodzące w nich zmiany. Bezspornie największą wartością książki – należy podkreślić: nie mającej swojego odpowiednika – wydanej przez Regionalny Instytut Kultury w Katowicach, są udokumentowane z największą starannością religijne i rodzinne przejawy życia Zagłębiaków.

Spośród bogatej, niezwykle barwnej mozaiki kulturowej charakterystycznej dla regionu na szczególną uwagę zasługują Turki oraz Misie. Unikalny w województwie śląskim zwyczaj straży grobowych – Turków, od ponad stu lat praktykowany jest w okresie wielkanocnym w sanktuarium pw. św. Antoniego w Koziegłówkach.

Młodzi mężczyźni ubrani w kolorowe stroje oraz maski całkowicie zasłaniające im twarze trzymają wartę przy symbolicznym grobie Chrystusa od Wielkiego Piątku aż do rezurekcji, kiedy to na słowa kapłana „Chrystus Zmartwychwstał!” padają pokotem na ziemię. W trakcie Mszy św. rezurekcyjnej asystują osobie zbierającej datki pieniężne do koszyka, a podczas udzielania komunii św. tworzą szpaler przez środek kościoła.

Natomiast w gminie Niegowa zachował się ostatkowy obyczaj, tzw. Misie. W niedzielę i poniedziałek przed Popielcem grupy młodych mężczyzn odwiedzają domostwa, wyczyniając przy tej okazji rozmaite psoty. Przygotowania rozpoczynają się wczesnym rankiem, a główną ich część stanowi dokładne owinięcie powrósłami ze słomy żytniej lub owsianej osoby wcielającej się w postać Misia, który jest chętnie przez wszystkich podejmowany wraz z towarzyszącą mu wesołą kompanią jako symbol szczęścia i płodności.

Rozpoczynający się Adwentem nowy rok kościelny i obrzędowy od wieków budują polski dorobek duchowy. W tym czasie przełomu, zamykającym, a jednocześnie otwierającym, w sposób wyjątkowy dochodzi do krzyżowania się sacrum i profanum. Opisaniem tradycji adwentowych występujących w Zagłębiu Dąbrowskim autorzy rzeczonej publikacji otwierają udaną prezentację dorocznych zwyczajów i obrzędów świątecznych oraz familijnych, które towarzyszyły mieszkańcom ziemi zagłębiowskiej, od pokoleń wprowadzając w ich życie ład i harmonię. Niektóre wykazują bardzo dużą zbieżność z obyczajami rodzinnymi i religijnymi występującymi na pozostałym obszarze Polski, inne zaś wyróżniają się zdecydowanie swym kolorytem i oryginalnością. Lecz wszystkie sprowadzają się bezsprzecznie do kwintesencji bycia tu i teraz, określenia narodowej tożsamości opartej na wspólnym mianowniku – kulturze i ponad wszystko zrozumieniu sensu przemijania.

Nakład książki został wyczerpany. Wersja elektroniczna jest dostępna na stronie internetowej http://tropemkolberga.pl.

Cały artykuł Anny Binek-Zajdy pt. „Czekanie na czas” znajduje się na s. 12 grudniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 54/2018.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.

Artykuł Anny Binek-Zajdy pt. „Czekanie na czas” na s. 12 grudniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 54/2018

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Czy niemieccy dziennikarze mają belkę w oku? Liberalny świat broni wolnych mediów w Polsce, a sam takich nie ma

Poufnych spotkań między politykami a mediami w Niemczech jest wiele, a powiązania znanych wydawców gazet (Axel Springer) czy tytułów (FAZ) z politykami najwyższego szczebla są oczywiste.

Jan Bogatko

Liberalny świat broni wolnych mediów w Polsce. Tymczasem sam pożegnał się już dawno z wolnością. Ale konsument mediów tego nie wie, bo innych niemal nie zna.

Reporterzy bez granic, Reporter ohne Grenzen, to niemiecka sekcja Reporters sans frontières, organizacji pozarządowej o wysokim statusie doradcy Rady Europy, Rady Praw Człowieka ONZ oraz UNESCO. Nie muszę dodawać, że jest to organizacja liberalna, to znaczy mocno zideologizowana pod wpływem europejskiej rewolucji ’68. (…)

Ranking Reporterów bez Granic ma dla odbiorców niepodatnych na ideologiczne pranie mózgów niewielką wartość poznawczą; to pozycja z gatunku Biblioteczka komsomolca.

Oceniając wysoko wolność wypowiedzi w niemieckich mediach, ściąga on na siebie krytykę ze strony na przykład dość poważnej szwajcarskiej gazety „Neue Zürcher Zeitung” (jak we wrześniu 2015 roku): „Niemieckie media, z nielicznymi wyjątkami, prześcigają się w konkurencji zabiegania o empatię i na polu euforii Wellcome, ulegając moralnej i emocjonalnej ekstazie bez zastanowienia się nad tym, jaki przesyt wywołuje to u czytelnika”. (…)

Czy niemieccy dziennikarze mieli belkę w oku? Zastrzegam się: to nie ja stawiam to prowokacyjne pytanie. Wyręcza mnie fundacja Otto Brenner Stiftung (należąca do socjalistycznego związku zawodowego metalowców, IG Metall). (…) Cytat z informacji dla prasy na oficjalnej stronie fundacji Otto Brenner Stiftung: „Główna diagnoza mediokrytycznej, pionierskiej pracy sprowadza się do stwierdzenia, że dziennikarze wypadli ze swej zawodowej roli i zaniedbali oświatową funkcję mediów”. Dalej czytam o raporcie Hallera w informacji OBS: „Zamiast jako neutralny obserwator polityki i jej instrumentów wykonawczych jej krytycznie towarzyszyć i zadawać pytania, informacyjne dziennikarstwo przejęło punkt widzenia i hasła elity politycznej”.

Zatem wolne media w Niemczech? Wolne żarty, ciśnie się na usta. (…)

Tego, że Niemcy potrafią też pisać prawdę, dowiadujemy się dzięki takim tekstom, jak Viktorii Samp z portalu kath.net. Ale wymaga to odwagi. Tekst Samp rozprawia się z kłamliwymi relacjami głównych mediów niemieckich na temat Polski. Co media mówią o Marszu Niepodległości w Polsce to tytuł artykułu. A w podtytule: Faszyści, neonaziści, skrajna prawica, antysemici, a jak to było naprawdę?. Samp pisze o ćwierćmilionowej rzeszy uczestników Marszu. O dzieciach, starszych ludziach, kobietach; „także zakonnice, księża, ludzie na wózkach inwalidzkich, cudzoziemcy i Żydzi byli wśród nich”. Miłość do narodu oznacza miłość do własnego kraju, nie wykluczając mieszkańców innych narodowości, jak to określił Jan Paweł II, pisze dziennikarka, tłumacząc, dlaczego kosmopolita mniej się będzie troszczył o dobro jednostki od patrioty. I wyjaśnia, że patriotyzm często myli się w Niemczech z niezdrowym nacjonalizmem i nienawiścią do obcych. „Tymczasem zdrowy patriotyzm to przede wszystkim przejęcie odpowiedzialności za przyszłe pokolenia” – zauważa Viktoria Samp.

Cały felieton Jana Bogatki pt. „Za Nysą. Wolne media? Wolne żartyˮ – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr grudniowy 54/2018, s. 3.


Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na wnet.fm.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.

Felieton Jana Bogatki pt. „Za Nysą. Wolne media? Wolne żarty” na s. 3 „Wolna Europa” grudniowego „Kuriera WNET”, nr 54/2018

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zapraszamy na „Dzień z Republiką” w Radiu WNET – sobota 22 grudnia 2018 – 17. rocznica odejścia Grzegorza Ciechowskiego

Od północy do północy, 22 grudnia, na antenie Radia WNET będą rozbrzmiewały nagrania grupy Republika, która była i jest jednym z fenomenów na polskim rynku muzycznym. Republika to zjawisko kulturowe.

Wspominać będziemy także Grzegorza Ciechowskiego, charyzmatycznego lidera grupy REPUBLIKI, znakomitego tekściarza i poety, twórcę muzyki filmowej, ciepłego i pogodnego Człowieka, który zarażał apetytem na życie i światło. To wszystko w 17. rocznicę Jego odejścia.

 

17 lat temu, w grudniu 2001 roku, niespodziewanie odszedł o Grzegorz Ciechowski, pozostawiając w żalu setki tysięcy fanów oraz puste miejsce, do dziś nie do zastąpienia na polskiej scenie muzycznej.

 

 

W sobotnim programie Radia WNET zaplanowaliśmy cztery bloki tematyczne. Tutaj jedna ciekawostka!

Oto z mojego archiwum zremasterował analogowe taśmy z rozmowami z Grzegorzem Ciechowskim, szef techniczny radia WNET – Karol Smyk, któremu bardzo, bardzo dziękuję.

Rozmowy z Grzegorzem Ciechowski przeprowadziłem na przełomie zimy i wiosny 1995 roku, w studiu nieistniejącego już lubelskiego Radia TOP.

Wspomagali mnie moi przyjaciele – dziennikarze muzyczni Dominika Wszytko, Piotr Sykuła, oraz Piotr Gałęzowski i realizujący programy Jarosław Humeniuk.

 

 

A oto kilka zaproszeń na nasze WNETowe muzyczne Republikańskie niespodzianki i rozmowy:

 

W drugim bloku moimi gośćmi będą: Weronika Ciechowska, córka Grzegorza Ciechowskiego i Zbigniew Krzywański, współkompozytor i gitarzysta Republiki:

 

 

W trzeciej części „Dnia z Republiką”, tuż po godzinie 17:00, druga odsłona rozmowy ze Zbigniewem Krzywańskim i Leszkiem Gnoińskim, autorem najlepszej monografii o zespole. Jej tytuł: „Republika. Nieustanne Tango”. 

 

W finale, po godzinie 20:00, rozmowa z Tomaszem Grocholą, liderem Agressiva 69, która w 2011 roku zrealizowała album z coverami Republiki – „Republika 69”. 

 

 

Serdecznie dziękuję za pomoc w przygotowaniu bloku „Dzień z Republiką” :

Katarzynie Sudak, Dominice Wszytko, Karolowi Smykowi, Janowi Włodzimierzowi Brewczyńskiemu i Konradowi Tomaszewskiemu, oraz Sławomirowi Orwatowi, za wsparcie merytoryczne i graficzne.

Zapraszam – Tomasz Wybranowski