Szkolnictwo wyższe i nauka winny być siłą napędową pomyślnego rozwoju cywilizacyjnego Polski i filarem jej modernizacji

Celem sektora nauki i szkolnictwa wyższego nie powinno być jedynie maksymalne zwiększenie nakładów budżetowych na naukę, lecz podniesienie rezultatów działalności tego sektora do poziomu światowego.

Józef Wieczorek

Realizacja Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju nie powiedzie się bez zdecydowanego zmniejszenia marnotrawstwa finansów księgowanych po stronie wydatków na szkolnictwo wyższe i naukę. Konieczne jest zintensyfikowanie i zwiększenie roli wytwarzanej w kraju rzetelnej wiedzy i technologii oraz zdecydowanie lepsze niż dotychczas wykorzystanie osiągnięć i dokonań naszych naukowców. (…)

Niestety ustawa 2.0 nie ustaliła takich reguł, aby sektor nauki i szkolnictwa wyższego był finansowany przede wszystkim za wyniki pracy, a szkodnicy akademiccy – przenoszeni w stan nieszkodliwości tak dla nauki, jak i gospodarki.

Celem sektora nauki i szkolnictwa wyższego nie powinno być jedynie maksymalne zwiększenie nakładów budżetowych na naukę, lecz podniesienie rezultatów działalności tego sektora do poziomu światowego.

Po 30 latach funkcjonowania sektora nauki i szkolnictwa wyższego w tzw. wolnej Polsce, mimo wielokrotnego zwiększenia finansów na ten sektor, nie doszło nawet do utrzymania poziomu nauki i szkolnictwa wyższego na poziomie z czasów PRL, a zatem brak jest pozytywnej korelacji między nakładami i rezultatami w tym sektorze. Do tej pory nie opracowano nawet Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju Sektora Nauki i Szkolnictwa Wyższego, koncentrując się jedynie na niezbyt odpowiedzialnym planie zwiększania nakładów na ten marnotrawny sektor. (…)

Nie bez przyczyny, mimo ogromnej ilości profesorów (belwederskich) i doktorów (habilitowanych), w porównaniu z liczącą się resztą świata jesteśmy mizerią naukową, a poziom innowacyjności naszej gospodarki jest na europejskim dnie. Trudno, żeby było inaczej, skoro w wyniku polityki kadrowej, w tym czystek pozamerytorycznych/politycznych, usuwano ze stanowisk, i to jeszcze tuż przed transformacją, osoby uznane za zagrożenie dla „przewodniej siły narodu”. Kadry mamy więc takie, jakie mamy, a przez minione 30 lat robiono wiele, a nawet więcej, żeby wypędzeni z sektora akademickiego nigdy do niego nie wrócili, żeby najlepsi opuszczali ten system bezpowrotnie i aby wysokie standardy tak edukacji, jak i nauki, a w szczególności standardy etyczne, nie zakłócały błogostanu akademickiego. Stąd w ciągu 30 lat obserwuje się wzrost poziomu patologii akademickich, a te nawet nie były przedmiotem debat przed wprowadzeniem ustawy 2.0. (…)

Przed laty starano tłumaczyć słabość nauki i edukacji wyższej kiepską bazą lokalową i infrastrukturą nauki. Po latach, po znacznych wydatkach, poziom nieruchomości akademickich osiągnął poziom europejski, a nawet światowy, a poziom nauki i edukacji wyższej się nie podniósł, a nawet spadł.

Cały artykuł Józefa Wieczorka pt. „Zmniejszyć marnotrawstwo finansowania nauki!” znajduje się na s. 10 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Józefa Wieczorka pt. „Zmniejszyć marnotrawstwo finansowania nauki!” na s. 10 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Gaz ziemny w sytuacji ocieplenia klimatu – w odróżnieniu od węgla – nie może być przechowywany, bo się ulatnia

Ryba na dawnym targu rybnym była sprzedawana coraz szybciej, za coraz niższą cenę, jako „gorący” towar. Taki wyścig, w związku z globalnym ociepleniem, obserwujemy współcześnie na rynku gazu ziemnego.

Jacek Musiał, Michał Musiał

Wiele wskazuje na to, ze przełom XX i XXI wieku to czas wieloczynnikowego wzrostu temperatury powierzchni naszej planety z towarzyszącym mu spektakularnym wzrostem uwalniania i dwutlenku węgla z oceanów, i potężnych zasobów gazu ziemnego uwięzionego przez setki i tysiące lat w zbiornikach pod chłodną pokrywą na średnich i wysokich szerokościach geograficznych oraz z klatratów. Wymienione zasoby są wyjątkowo wrażliwe na zmianę średniej temperatury nawet o ułamek stopnia Kelvina. Widocznym tego dowodem jest powstawanie na Syberii setek potężnych dziur w ziemi i zjawisko falującego wskutek podchodzenia metanu gruntu.

Jeśli obserwowana tendencja wzrostowa utrzyma się jeszcze przez 20–30 lat, to istotna część płytszych zasobów naturalnych gazu ziemnego/metanu po prostu się ulotni, czyli bogactwa naturalne kilku krajów znikną bezpowrotnie. Dla świata biznesu to niepowetowana strata wielu miliardów metrów sześciennych gazu, który mógłby zostać sprzedany. Strata nieporównanie większa od tej, jaką gospodarka światowa poniosła w ubiegłym wieku, gdy budowała potężne kopalnie odkrywkowe węgla bez wcześniejszego pozyskania gazu ziemnego. Gaz jest tym zasobem, który – w sytuacji naturalnego bądź antropogennego ocieplenia klimatu – w odróżnieniu od węgla nie może zostać przechowany na później, bo się ulatnia. Podobnie jak ryba na dawnym targu rybnym, gdy słońce wychodziło wyżej i robiło się ciepło, sprzedawana była coraz szybciej, za coraz niższą cenę, jako „gorący” towar. Taki wyścig, w związku z globalnym ociepleniem, obserwujemy współcześnie na rynku gazu ziemnego.

Przy nadpodaży gazu ziemnego, utrzymanie nieadekwatnie wysokiej ceny wobec kosztów pozyskania i transportu prawdopodobnie stało się jedną z przyczyn rozpowszechnienia kłamstwa ekologicznego, jakoby to dwutlenek węgla (skutek, a nie przyczyna) stał za globalnym ociepleniem.

Nawet Stany Zjednoczone, gdzie przez 40 lat obowiązywał zakaz eksportu własnego gazu ziemnego, od roku 2015 otwarły się na eksport, gdyż dziś jeszcze swój gaz mogą dobrze sprzedać… A za kilka lat zasoby płytkie mogą wyparować samoistnie.

Tylko od roku 1980 sprzedaż gazu ziemnego na świecie wzrosła o ponad 100%!, osiągając w 2017 roku poziom 3680 mld m³ (za PB Statistical Review of World Energy, 2018). To najlepiej obrazuje pośpiech jego producentów i eksporterów. Świat stanął w obliczu nadpodaży gazu ziemnego na rynku energii.

Nadprodukcja wiąże się z tworzeniem podziemnych magazynów gazu ziemnego. Ocenia się, iż od odwiertu do spalania straty metanu są rzędu 20%! Jeśli dodamy do tego naturalne uwalnianie metanu związane z globalnym ociepleniem, nie powinien nikogo dziwić fakt, że krzywa względnego wzrostu stężenia metanu w atmosferze w okresie minionych 200 lat znacznie przewyższa podobną krzywą dla dwutlenku węgla.

Abstrahujemy w tej chwili od prawdziwości efektu cieplarnianego powodowanego przez dwutlenek węgla, wobec którego metan ma mieć działanie dwadzieścia do ponad stu razy silniejsze. Jeśli faktycznie tendencja wzrostu temperatury (obojętnie z jakiej przyczyny) została zidentyfikowana pod koniec lat 70. XX wieku i producenci gazu ziemnego już wtedy zdali sobie sprawę z możliwych z tego tytułu naturalnych strat gazu (gorącości towaru) lub zysków – to na przeszkodzie wzrostowi popytu w Europie stały wtedy silna niemiecka energetyka jądrowa i węglowa. Sprzymierzeńcami mogli za to stać się Zieloni, prezydent Schröder i być może STASI. Przeprowadzona indoktrynacja społeczeństw, i to od najmniejszych dzieci, kłamstwem ekologicznym o globalnym ociepleniu pochodzącym od węgla, mało gdzie natrafiła na tak łatwowierny grunt jak w Europie.

Cały artykuł Jacka Musiała i Michała Musiała pt. „Gaz ziemny – gorący towar” znajduje się na s. 4 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jacka Musiała i Michała Musiała pt. „Gaz ziemny – gorący towar” na s. 4 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Ewolucja bez serca – pozbawiła nas genu chroniącego inne ssaki przed zawałami

Ludzie częściej chorują na choroby układu krążenia od innych ssaków przez wyłączenie genu CMAH — ustalili amerykańscy naukowcy.

Ostatnie badania przeprowadzone na myszach potwierdziły, że za ludzkie problemy z zawałami serca odpowiada mutacja sprzed 2-3 mln lat.

Człowiek wyróżnia się pod względem narażenia na zawały serca wśród ssaków. Czynniki zwiększające ryzyko zawału serca u człowieka takie jak za brak aktywności fizycznej, wiek, dyslipidemia, podwyższone ciśnienie, czy otyłość występują także u zwierząt, ale nie mają one podobnych efektów jak u człowieka. Nawet najbliżej spokrewnione z człowiekiem szympansy są dużo mniej narażone na atak serca. Ryzyka wystąpienia chorób serca związanego ze spożyciem czerwonego mięsa nie odnotowano u drapieżników.

Takie obserwacje, jak podaje portal Nauka w Polsce,  poczynili 10 lat temu profesorowie Nissi (patolog z UC San Diego School of Medicine)  i Ajit Varki. Ostatnio natomiast małżeństwo wraz z drem Philipem Gordtsem przeprowadziło eksperymenty na myszach, którym wyłączono gen CMAH, dpowiedzialny za wytwarzanie kwasu N-glikoliloneuraminowego (Neu5Gc). Zmodyfikowane genetycznie gryzonie odczuły niemal dwa razy bardziej nasilone zmiany miażdżycowe w porównaniu z  tymi niezmodyfikowanymi.

Gen CMAH przodkowie człowieka utracili ok. 2-3 mln lat temu. Z jego utratą można wiązać również takie zmiany w fizjologii człowieka jak zmniejszona płodność i zwiększona zdolność do pokonywania biegiem dużych odległości.

A.P.

Machlowski: W „Czterech pancernych i psie” Twierdzę Kłodzko wyzwala się od Niemców. Jednak minęła ją II wojna światowa

– W 21. odcinku „Czterech pancernych i psa” Twierdza Kłodzko była częścią wyzwalanego od Niemców miasta. Jednak historia twierdzy nie jest powiązana z II wojną światową – mówi Sławomir Machlowski.

 

 

Sławomir Machlowski, kierownik Twierdzy Kłodzko, opowiada o udziale nadzorowanego przez siebie obiektu w serialu pt. „Czterej pancerni i pies”. Forteca obronna pojawiła się w 21. odcinku pt. „Dom”, w którym grała część wyzwalanego i zaminowanego przez Niemców miasta. Na pamiątkę gościnnego występu schody w zamku noszą nazwę Czterech Pancernych, a przy twierdzy stoi wypożyczony z Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie czołg T-34 – serialowy Rudy. Gość Poranka zwraca w tym miejscu uwagę na fakt, że w rzeczywistości historia obiektu nie ma żadnych powiązań z II wojną światową.

Twierdza Kłodzko stała się natomiast areną innych działań zbrojnych – przypadających na drugą połowę XVIII w. wojen śląskich. W 1742 r. w wyniku pierwszej wojny śląskiej forteca oddana została w ręce Prusaków, którzy umocnili ją i rozbudowali. W czasie potyczek powstał też pomocniczy fort na Owczej Górze. Z tych powodów Machlowski zaznacza, że zabytek mówi także o chwale państwa pruskiego i obiekt powinien pokazywać związane z nim wartości wielokulturowe.

Kierownik Twierdzy Kłodzko zaprasza również na XIV Dni Twierdzy Kłodzko, które odbędą się w dniach 9-11 sierpnia. Cały program imprezy dostępny jest na stronie Twierdzy Kłodzko.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Już we wrześniu odbędzie się 62 Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”

62. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”
20—28 września 2019 – PNEUMA – Realność Poszerzona

 

PNEUMA

Pneuma – realność poszerzona – muzyka współczesna wobec transcendencji i doświadczania tajemnicy i nadzwyczajności. Termin „pneuma” ma kilka znaczeń w zależności, do której epoki się sięgnie. Ma też konotacje z powietrzem i jego poruszeniami otwierającymi nas na różne dalsze symbole i metafory, jak tchnienie, ruah, wiatr dziejów i historii.

Powietrze jako ośrodek dźwięku, w którym dźwięk się rodzi i przenosi. W śpiewie, mowie, organach, portatywie, akordeonie, dalszych instrumentach dętych i obiektofonach.

W czasie festiwalu będzie dużo muzyki „z powietrza”. Zarówno z racji na powietrzne źródła dźwięku jak i powietrzne, przestrzenne i naturalistyczne konotacje. Od inauguracji, w czasie której zabrzmi zanurzona w powietrzu muzyka Thurídur Jónsdóttir (Flutter) do finału z wietrznym zakończeniem utworu Jonathana Harveya (…towards a pure land).  

Ale powietrze to też „ośrodek ducha”. Tej sfery naszego życia, która dąży do uchwycenia świata jako całości spójnej i sensownej. Karmionej tęsknotą za harmonijną pełnią, której odczuwanie wypełnia znamiona „numinosum” – niesamowitości i dotknięcia transcendencji. 

Dotknięcie to odczuwamy wobec ogromu przestrzeni (uwaga na koncert finałowy z Jonchaies Iannisa Xenakisa), czasu – z jego procesualnością (w wykonywanych na festiwalu utworach Richarda Barretta, Nielsa Rønsholdta, Cathy van Eck, Sofii Gubajduliny, Cassandry Miller czy Tadeusza Wieleckiego), kształtów materii i form natury (wsłuchując się w muzykę Thurídur Jónsdóttir, Alvina Lucier, Tristana Muraila i Jonathana Harveya), witalności (obecnej u Bruno Mantovaniego, Raphaëla Cendo i już raz przywołanego Iannisa Xenakisa), mistyki ciała i świata ożywionego (u Rebecci Saunders i Agnieszki Stulgińskiej) czy paradoksu i dziwności (znowu Cathy van Eck i Simona Løfflera). Kwestia wchodzenia przez człowieka w „kompetencje stwórcy”, jak w biblijnej legendzie o Golemie, to kolejne przekraczanie realności w „dziele stworzenia” sztucznego życia. Jest to temat od dawna nurtujący Georges’a Aperghisa. Na festiwalu wykonane zostanie Thinking Things – „teatr robotyczny” – ostatnia część tryptyku tego kompozytora zafascynowanego tematem sztucznej inteligencji.

Te i kolejne aspekty „niesamowitego” są w wielu kolejnych utworach tegorocznego programu festiwalu. Są też polemiki i postawy „zaczepne” wobec problematyki  duchowości. Nic tak nie wzmacnia sacrum, jak testowanie przez profanum. Negacja, paradoks i blaga – krzepią. Mogą kształtować jakieś „sacrum modern” – żywe i niezadekretowane (tu zaproszenie na 13 Music Theatre Pieces Tronda Reinholdtsena, Credopol Jacka Sotomskiego, raz jeszcze na Gaze for Gaze Nielsa Rønsholdta).

 

POBIERZ PROGRAM FESTIWALU

TEATR MUZYCZNY

Teatr muzyczny na tej „Warszawskiej Jesieni” będzie często wchodzić w relacje z performatywnością i sytuacjami koncertowymi. W programie festiwalu obok wspomnianych spektakli muzycznych: Thinking Things Georges’a Aperghisa zaprezentowane przez IRCAM i Gaze for Gaze Nielsa Rønsholdta celebrowane przez duńską grupę SCENATET, chór VRC i …publiczność będą także utwory Jacka Sotomskiego – w internetowej ostrej językowej kontrze do mowy wysokiej i Agnieszki Stulgińskiej – tworzącej teatr muzyczny prywatny, wyciszony, pochylony nad subtelnością życia.

Jednym z wątków festiwalu będzie twórczość kompozytorek szwajcarskich – Cécile Marti i Kathariny Rosenberger – w spektakularnym koncercie Basel Sinfonietty oraz kompozytorek islandzkich – przywołanej już Thurídur Jónsdóttir i Báry Gísladóttir – w programie koncertów inauguracyjnego i finałowego.

INSTYTUT TEATRALNY

Dużo będzie się działo w Instytucie Teatralnym, który na czas festiwalu stanie się, mamy nadzieję, miejscem codziennych spotkań festiwalowej publiczności. W ramach wydarzeń „Warszawska Jesień – konteksty”,  we współpracy z Polskim Wydawnictwem Muzycznym i TVP Kultura zaprezentujemy tam premiery filmów o Zygmuncie Krauzem i z rejestracjami utworów Agaty Zubel i Andrzeja Krzanowskiego wykonanymi na poprzedniej Warszawskiej Jesieni. Przypomnimy nagrane przez TVP koncerty i spektakle muzyczne z jesiennych festiwali przed lat. Pokażemy też kilka sfilmowanych spektakli teatralnych mających premiery w ostatnim czasie, w których muzyka współczesna odgrywa istotną rolę.

Także w Instytucie Teatralnym będą miały wydarzenia „Warszawskiej Jesieni Klubowo” goszczącej w Instytucie Teatralnym, który stanie się na czas festiwalu miejscem codziennych spotkań festiwalowej publiczności. W ramach „Małej Warszawskiej Jesieni” zaprezentujemy: performance, instalację – działania w przestrzeni Parku Rzeźby w Królikarni, koncert na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina i spacer muzyczny po Muzeum Warszawy. Do Austriackiego Forum Kultury zapraszamy na spotkania z artystami – bohaterami wydarzeń „Warszawskiej Jesieni” oraz warsztaty dla młodych kompozytorów organizowane we współpracy z Kołem Młodych przy Związku Kompozytorów Polskich. Każdego festiwalowego dnia będzie można posłuchać audycji „Festiwalowego Radia Internetowego” prowadzonego przez Monikę Pasiecznik i Tomasza Biernackiego. Będzie też pasmo licznych wydarzeń towarzyszących.

PRAWYKONANIA

W paśmie głównym festiwalu będą miały miejsce prawykonania 11 utworów: Moniki Dalach, Magdaleny Długosz, Pawła Hendricha, Zygmunta Krauzego, Cécile Marti, Adriána Mocanu, Piotra Roemera, Agnieszki Stulgińskiej, Piotra Tabakiernika, Tadeusza Wieleckiego i Sławomira Wojciechowskiego. Kolejne premiery będą w ramach „Warszawskiej Jesieni Klubowo” i „Małej Warszawskiej Jesieni”.

Po raz pierwszy na festiwalu zabrzmi muzyka: Paula Craenena, Moniki Dalach, Cathy van Eck, Báry Gísladóttir, Thurídur Jónsdóttir, Steffena Krebbera, Thomasa Lehna, Simona Løfflera, Cécile Marti, Cassandry Miller, Adriána Mocanu, Dariusza Przybylskiego, Jerzego Rogiewicza, Kathariny Rosenberger, Tomasza Skweresa, Agnieszki Stulgińskiej i Thomasa Zacha.

Wśród solistów: Mario Caroli – flet, Zygmunt Krauze – fortepian wraz z perkusistami grającymi na VEME – wielkich rozmiarów  metalofonach, Łukasz Długosz – flet, Arne Deforce – wiolonczela, Marco Blaauw – trąbka, Marcin Zdunik – wiolonczela, w ramach „Warszawskiej Jesieni Klubowo”: Jerzy Rogiewicz – perkusja, Thomas Lehn – syntezatory i Dominik Strycharski – flety oraz w wydarzeniach „Małej Warszawskiej Jesieni”: Joanna Freszel – śpiew, Tomasz Skweres – wiolonczela, Katarzyna Gacek-Duda –flety oraz Dariusz Przybylski – organy i portatyw.

Wystąpią: dyrygenci – Wilson Hermanto, Ryan Bancroft, Jerzy Wołosiuk, Baldur Brönnimann, Szymon Bywalec, Anna Szostak, Rüdiger Bohn i Maciej Koczur; zespoły –

IRCAM, Plus-Minus Ensemble, SCENATET i Kompopolex; orkiestry: Filharmonii Narodowej, Basel Sinfonietta, Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach i European Workshop for Contemporary Music; chóry: Camerata Silesia oraz VRC.

PONAD 50 FESTIWALOWYCH WYDARZEŃ

62. „Warszawska Jesień” to ponad 50 festiwalowych wydarzeń, 27 w paśmie głównym, 2 w ramach „Warszawskiej Jesieni Klubowo”, 7 – „Małej Warszawskiej Jesieni” oraz kilkanaście wydarzeń towarzyszących.

Festiwal zagości w 10 miejscach: Filharmonii Narodowej, Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina, ATM Studio, Teatrze IMKA, Nowym Teatrze, Instytucie Teatralnym, Austriackim Forum Kultury, Parku Rzeźby w Królikarni oraz Muzeum Warszawy.

Tegoroczna „Warszawska Jesień” zamyka swoisty tryptyk idei, którymi inspirowaliśmy się konstruując programy festiwali w latach 2017–2019. Dla przypomnienia: 2017 – „Trans/awangardy” – o radykalizmie muzycznym i awangardach z ich postulatami społecznymi, 2018 – „Res Publica” – o różnych aspektach tożsamości kształtujących świadomość, wśród nich także narodowej i społecznej, 2019 – „Pneuma” – o dociekaniu natury nieokreślonego. Trzeba zaznaczyć, że „Warszawska Jesień”, niezależnie od tematów, stanowi przede wszystkim przegląd nowej twórczości z ostatnich lat z odniesieniami do historii muzyki XX w. I taka właśnie będzie kontynuowana – jeśli duch dziejów pozwoli.

Materiały prasowe
Jerzy Kornowicz
Dyrektor Festiwalu

INFORMACJA O BILETACH

STRONA FESTIWALU

Paweł Bobołowicz: Gdyby nie rodzina pani Lucyny Kawałko, Kościół Świętego Michała Archanioła przestałby istnieć

Po 1944 r. Kościół w Kamieńcu Koszyrskim został rozgrabiony i przekształcony w całkowicie inny obiekt. Wtedy na tych terenach przestało bić polskie serce.

Paweł Bobołowicz w ramach Ukraińskiego Zwiadu WNET wizytuje dziś w Kamieniu Koszyrskim, w którym znajduje się wybudowany w XVII wieku przez Adama Aleksandra Sanguszkę kościół i klasztor dominikanów:

Co ciekawe ojciec Adama – Grzegorz Sanguszko, był wielkim orędownikiem prawosławia i na tym terenie fundował cerkwie prawosławne

Historia budynków była mocno zawiła, najpierw Moskalski zaborca zlikwidował klasztor, a później kościół jeszcze długo służył długo wiernym. W 1944 roku przez wydarzenia, które na tych terenach spowodowały, że przestało bić polskie serce, kościół w Kamieniu Koszyrskim przestał pełnić swoją funkcję. Kościół Świętego Michała Archanioła został zmieniony na całkowicie inny obiekt:

Dzisiaj dobrym aniołem tej świątyni jest pani  Lucyna Kawałko

Pani Lucyna wspomina czasy, kiedy Kościół został rozgrabiony, a następie przerobiony na cukiernię i piekarnię:

Pieczono tam chleb, a później go sprzedawano.

Przez około 2,5 roku Msze Święte odbywały się w domu pani Lucyny. Później, po 1993 r. zdecydowano, że obok starej świątyni zostanie wybudowany nowy Kościół. Odbudowano również dawną kaplicę:

To zasługa pani Lucyny i jej męża.

Niestety, jak dodaje Paweł Bobołowicz, dziś nowy kościół wciąż pozostaje pusty. Na Mszy Świętej nigdy nie ma zbyt wielu wiernych. Jeżeli chodzi o stary kościół, został on oddany w ręce regionalnego muzeum:

Dziś jest szansa, że będzie to obiekt muzealny, do którego powróci wiele przedmiotów. Dziś jest szansa,że ten piękny obiekt przetrwa, ale w postaci zmienionej. Miejmy nadzieje, że uda cię przywrócić choć część jego dawnego blasku.

Paweł Bobołowicz przyznaje, że te tereny są dla niego bardzo ważne, gdyż stąd pochodzi jego rodzina. W tym kościele chrzczony był jego ojciec:

Gdy patrze na te miejsca, myślę też o historii rodzinnej.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K./M.K.

Noc przedślubna. Oleodruk popularnego na przełomie XIX i XX w. wiedeńskiego artysty czeskiego pochodzenia, Hanza Čački

Panieński wianek, biel ślubnej sukni, klejnoty najlepszych cnót, bukiety szczerych uczuć, girlandy marzeń, subtelne nutki miłosnych drżeń serca, romans na kartach powieści… Temat wionie słodyczą.

Barbara Maria Czernecka

Alkowa mieściła się kiedyś za kotarą tabu. I niepotrzebne były domówienia, bowiem tam natura działała bez potrzeby specjalnej edukacji. Miłość scalała dwoje zakochanych w jedno ciało i – co było najważniejsze – odbywało się to legalnie. Cierpliwe czekanie na spełnienie uznawano za dobre samo w sobie.

Piękny tego obraz stworzył wiedeński artysta czeskiego pochodzenia, Johann Franz Čačka, tworzący pod pseudonimami: Hans Zatzka, Zabateri, P. Ronsard, Joseph Bernard lub Bernárd Zatzka. Tworzył on na przełomie XIX i XX wieku. Jego dzieła zwykle przedstawiały scenki idylliczne, sielankowe, baśniowe, wręcz magiczne. Jest on także autorem licznych obrazów religijnych.

Tenże malarz stworzył najpopularniejsze przedstawienie Anioła Stróża, przeprowadzającego przez kładkę dwoje dzieci. Był on artystą popularnym i niezwykle pracowitym. Tworzył tygodniowo po dwie akwarele, obrazy olejne i litografie. Pozowały mu żona i dwie córki.

Wiele z jego dzieł zostało powielonych w oleodrukach, które zdobiły potem mieszkania. Występowały też jako reklamowe etykiety i pocztówki.

Na jednym z nich przedstawił uroczą pannę spędzającą ostatnią noc przed ślubem. Młoda kobieta jest rozmarzona, w koronkowym negliżu, na miękkim łożu, owiana pastelową aurą; czyli dokładnie taka, jaką chciałby widzieć ją ukochany. Tęskni za doznaniem prawdziwej miłości. Radośnie czeka na ten moment. Wokoło niej krążą myśli w postaci niewinnych amorków. Otacza ją to, czym pragnie obdarzyć ukochanego: panieński wianek, biel ślubnej sukni, klejnoty najlepszych cnót, bukiety szczerych uczuć, girlandy marzeń, subtelne nutki miłosnych drżeń serca, romans zapisany na kartach powieści… Temat wionie słodyczą, jaką powinna smakować rozkoszna miłość nowożeńców.

Cały artykuł Barbary Marii Czerneckiej pt. „Noc przedślubna” znajduje się na s. 12 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Barbary Marii Czerneckiej pt. „Noc przedślubna” na s. 12 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Czy „Konstytucja dla nauki” jest konstytucyjna? Potwierdza bowiem ustawowo istnienie nadzwyczajnej kasty sędziowskiej

Nawet jak sędzia popadnie w demencję starczą, nie będzie można z nim rozwiązać umowy o pracę ani zmienić warunków pracy. Rygory obowiązujące innych uczonych mają się nie stosować do tych sędziów!

Józef Wieczorek

Od prawie roku środowisko akademickie wprowadza w życie ustawę z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, określaną zwodniczo mianem „Konstytucja dla nauki”. Niektórzy wieszczyli, że ta ustawa oznacza kryzys, a nawet śmierć nauki w Polsce, ale póki co, dało się rok przeżyć, choć nie bez wstrząsów. (…)

Ale środowisko często nie zgadza się z postanowieniami ustawy.

Co jakiś czas słyszymy o protestach, szczególnie humanistów, którzy obawiają się, że humanistyka reformy nie przetrwa, bo wyznacznikiem wartości nauki w ustawie jest głównie zainteresowanie rynku wynikami badań, na czym zyskują dyscypliny techniczne, przyrodnicze.

Protesty – zapewne jako swoiste uzupełnienie konsultacji środowiskowych – miały zresztą miejsce jeszcze przed wprowadzeniem ustawy. (…)

Art. 32 Konstytucji RP mówi, że wszyscy są równi wobec prawa, ale art. 121 tzw. Konstytucji dla nauki mówi, że sędziowie wysokich organów sądownictwa mają być jednak równiejsi, bo w tym artykule mamy, co następuje:
„Art. 121a.
1.     Nie można rozwiązać umowy o pracę ani zmienić warunków pracy nauczyciela akademickiego będącego sędzią Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego.
2.     Umowa o pracę nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, zawarta na czas określony, staje się z dniem objęcia stanowiska sędziego umową o pracę na czas nieokreślony.
3.      W przypadku nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, który utracił urząd sędziego albo utracił uprawnienie do stanu spoczynku, nie stosuje się ograniczenia, o którym mowa w ust. 1.
4.      Umowa o pracę nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, który utracił urząd sędziego albo utracił uprawnienie do stanu spoczynku, wygasa, z wyłączeniem sytuacji zrzeczenia się urzędu sędziego albo uprawnienia do stanu spoczynku”.

A zatem taki zapis nie dość, że niejako wzmacnia patologiczną wieloetatowość (dwa etaty to też ‘wiele’), to uczelnie mają zatrudniać takich sędziów dożywotnio, bez względu na to, jaki potencjał intelektualny sobą reprezentują. Nawet jak sędzia popadnie w demencję starczą, nie będzie można z nim rozwiązać umowy o pracę ani zmienić warunków pracy. Rygory obowiązujące innych uczonych mają się nie stosować do tych sędziów! Czyli wśród równych mają być równiejsi. A zatem w „Konstytucji dla nauki” znalazło się ustawowe potwierdzenie istnienia nadzwyczajnej kasty sędziowskiej, co przecież nie jest zgodne z Konstytucją RP.

Słusznie Rzecznik Praw Obywatelskich zauważył, że „rozwiązanie takie narusza trzy konstytucyjne zasady: zasadę autonomii szkół wyższych, zasadę równości oraz zasadę ochrony pracy”, a przy tym nie było objęte konsultacjami ze środowiskiem akademickim.

Cały artykuł Józefa Wieczorka pt. „Czy Konstytucja dla nauki jest konstytucyjna?” znajduje się na s. 9 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Józefa Wieczorka pt. „Czy Konstytucja dla nauki jest konstytucyjna?” na s. 9 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Prorok idei imperium narodowo-państwowego na terenie międzymorza. 70 rocznica mordu sądowego na Adamie Doboszyńskim

Próby rehabilitacji Adama Doboszyńskiego miały miejsce jeszcze w minionym systemie. Zarzuty względem niego były tak absurdalne, że trudno im było się zmieścić nawet w logice komunistycznej bezpieki.

Piotr Sutowicz

11 lipca 1949 roku, a więc przed 70 laty, warszawski Sąd Wojskowy skazał na karę śmierci Adama Doboszyńskiego. Po upływie miesiąca Najwyższy Sąd Wojskowy utrzymał wyrok w mocy, a 21 sierpnia Bolesław Bierut uznał, że nie skorzysta z prawa łaski. Doboszyński został zabity w więzieniu mokotowskim 29 sierpnia strzałem w tył głowy. Miejsce jego pochówku do dziś pozostaje nieznane.

Tak zakończyła się epopeja niepokornego życia wielkiego narodowca, ale i romantyka, człowieka twardego i bez wątpienia kontrowersyjnego. Dla niektórych był faszystą, choć jego pisma i zamiłowanie do katolickiej nauki społecznej zdają się temu stygmatyzującemu poglądowi przeczyć. Na pewno trudno Doboszyńskiego jednoznacznie scharakteryzować. W obozie narodowym był postacią wpływową, słuchaną i czytaną, choć jego poglądy wyrażane w mowie i piśmie należałoby określić w obrębie tego obozu jako heterodoksyjne. Fakt, że znajdował tu uznanie, świadczy o otwartych umysłach działaczy narodowych tamtych czasów i o tym, że w poszukiwaniu interesu narodowego potrafili poruszać się po dalekich ścieżkach.

Śmierć Doboszyńskiego była symbolicznym końcem myślenia nad miejscem Polski jako podmiotu zmierzającego do odegrania wielkiej roli w nowoczesnej Europie.

Doboszyński urodził się w Krakowie 11 stycznia 1904 roku, w dość zamożnej rodzinie. (…) Polityką wyraźnie zainteresował się w roku 1931, wstępując do Obozu Wielkiej Polski, chociaż można śmiało uznać, że fakt ten był jedynie kolejnym krokiem w aktywności publicystyczno-literacko-społecznej młodego Doboszyńskiego. Zresztą o tej ostatniej z rozrzewnieniem pisze w czasie wojny w szkicu pt. Chłopska demokracja, w którym kreśli wizję oddolnie budowanego demokratycznego ustroju przyszłej Polski, opartej na małych wspólnotach rustykalnych. (…)

System polityczny dwudziestolecia międzywojennego nie był dla Doboszyńskiego źródłem inspiracji. Stał na stanowisku, że niszczy on życie społeczne i prowadzi do błędnych rozwiązań ustrojowych. Sanację postrzegał wyłącznie źle. Jego zdaniem tamte rządy, szczególnie w latach 30., prowadziły do patologii i torowały drogę bolszewizmowi w Polsce. W swych koncepcjach ekonomicznych stał na stanowisku, że liberalizm i socjalizm, czy też bolszewizm, są jednakowo niemoralne. (…)

W latach wojny doszedł on do wniosku, że epoka narodów etnicznych dobiega końca. W wypadku polskim było to szczególnie ważne, gdyż, by przetrwać i móc prowadzić ekspansję w Europie Środkowej, trzeba stworzyć nowy projekt kulturowy zmierzający do powstania tzw. Wielkiego Narodu, który byłby wynikiem syntezy etnosu polskiego, ukraińskiego, białoruskiego i innych przyległych.

Zdaniem Doboszyńskiego, przyszła Polska musi dokończyć dzieła zapoczątkowanego w okresie I Rzeczypospolitej. Wielki Naród Doboszyńskiego nie miał być prostą konfederacją, federacją czy unią. Związek narodów polegać by miał na stopniowym ich zrastaniu się w jeden, zupełnie nowy organizm.

Szczególnie kontrowersyjnie wydają się brzmieć te fragmenty manifestu pt. Wielki Naród, które dotyczą kwestii ukraińskiej, gdzie stawia on tezę, że Ruś Ukrainna ma szansę na rozwój jedynie w oparciu o Polskę, każdy inny wybór kończy się dla niej tragicznie. (…)

Po wojnie Doboszyński zdecydował się wrócić do Polski. Zieloną granicę udało mu się przekroczyć w przeddzień wigilii 1946 roku. Raczej nie zamierzał włączać się w walkę zbrojną antykomunistycznego podziemia, ale przyczynić się do jej wygaszenia. Wierzył, zdaje się, w wybuch III wojny światowej, ale stał na stanowisku, że nie jest w interesie polskim antybolszewickie powstanie, które zostanie utopione w morzu krwi. Postulował raczej stworzenie ośrodka politycznego, który będzie zdolny do działania po konflikcie.

Czy powrót Doboszyńskiego był roztropny? Dla komunistów był on postacią symboliczną, kojarzącą się złowrogo i wiadomo było, że zrobią wszystko, by go aresztować. Tyle, że sam Doboszyński mógł nie wiedzieć wszystkiego, co się w kraju działo. Poza tym był idealistą i niewielu rzeczy się bał, biorąc pod uwagę, ile w życiu przeszedł.

UB aresztowało go 3 lipca 1947 roku. Sądzono go pod zarzutami szpiegostwa już to na rzecz III Rzeszy, już to Amerykanów. Co do tej pierwszej, sam zainteresowany w śledztwie konfabulował niedorzeczne zeznania, które później stanowczo odwołał. Nie był to jednak czas na takie subtelności.

Władza chciała mieć proces agenta niemieckiego i polskiego Mussoliniego, więc go miała. Propaganda poświęciła wiele wysiłku zohydzaniu postaci oskarżonego. Sam Doboszyński przed sądem złożył oświadczenie: „Mogłem w życiu popełnić wiele błędów, ale zamiary moje były uczciwe i byłem człowiekiem czystych rąk”.

Próby rehabilitacji Doboszyńskiego miały miejsce jeszcze w minionym systemie. Zarzuty względem niego były tak absurdalne, że trudno im było się zmieścić nawet w logice komunistycznej bezpieki. Lecz cóż, zbyt wielu prominentnych funkcjonariuszy, na czele z Adamem Humerem, było w tę sprawę zaangażowanych. Ostatecznie Sąd Najwyższy oczyścił go z wszelkich zarzutów i zrehabilitował 29 kwietnia 1989 roku – dwadzieścia lat temu.

Cały artykuł Piotra Sutowicza pt. „Prorok idei wielkiego narodu i małych wspólnot” znajduje się na s. 13 lipcowego „Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Piotra Sutowicza pt. „Prorok idei wielkiego narodu i małych wspólnot” na s. 13 lipcowego „Kuriera WNET”, nr 61/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wygląda na to, że fala hejtu, która miała zatopić wyborców PiS, ruszy na licheńskich pielgrzymów. Czy nie o to chodziło?

Oskarżyciel pozostaje anonimowy. Sprawa toczy się zakulisowo od sześciu lat, kiedy to oskarżyciel odmówił oskarżonemu spotkania twarzą w twarz, o co ten – przez pośrednictwo przełożonych – zabiegał.

Krystyna Lubieniecka-Baraniak

W filmiku panów Sekielskich o przewrotnym tytule „Tylko nie mów nikomu”, wrzuconym do Internetu tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w nadziei, że wpłynie na ich wynik (nie wpłynął!), napiętnowano kilku katolickich kapłanów, oskarżając o czyny pedofilskie. Znalazł się wśród nich ksiądz Eugeniusz Makulski, wieloletni kustosz i budowniczy Sanktuarium Matki Boskiej Licheńskiej, Bolesnej Królowej Polski, oraz tamtejszej bazyliki (…). Jako autorka biograficznej książki „Pałac dla Królowej” (Fund. Polskie Gniazdo, Wrocław 2010) o tym wyjątkowo zasłużonym dla Kościoła i Ojczyzny kapłanie (polecam tę lekturę, gdyby ktoś zechciał poznać jego życie i dokonania), czuję się w obowiązku zabrać głos.

Zastanawiające, że – w tym wyłącznie przypadku – oskarżyciel pozostaje anonimowy. Warto również podkreślić, że sprawa toczy się zakulisowo od sześciu już lat, kiedy to oskarżyciel odmówił oskarżonemu spotkania twarzą w twarz, o co ten – przez pośrednictwo przełożonych – zabiegał.

Zarzucił wówczas (w liście z 24 października 2013 r.) księdzu Makulskiemu molestowanie seksualne, grożąc upublicznieniem, jeśli do 30 października 2013 r. nie otrzyma rekompensaty finansowej, a następnie, nie doczekawszy się reakcji, w dniu 15 listopada 2013 r. powiadomił o „przestępstwie” Przełożonego Generalnego Zgromadzenia Marianów, który przekazał rzecz do Kongregacji Doktryny Wiary w Rzymie. W odpowiedzi miano orzec, iż sprawa (wg prawa kościelnego i państwowego) jest przedawniona i zalecono odizolowanie ks. Makulskiego w domu zakonnym, pod kontrolą przełożonych, bez prawa pełnienia obowiązków duszpasterskich – orzeczenie z dnia 22 lipca 2014 r.).

Wcześniej, 9 lipca 2014 r., oskarżyciel pisze do oskarżonego kolejny list, grożąc kompromitacją, jeśli nie dostanie pieniędzy. Cytuję: „Domagam się od księdza konkretnego zadośćuczynienia, które przekażę na cel charytatywny”. Będzie jeszcze jeden list, z dnia 23 lipca 2014 (dzień po orzeczeniu rzymskiej Kongregacji), pełen odrazy i pomówień o czyny seksualne, również zakończony groźbą szantażu. Cytuję: „Oświadczam jeszcze raz. Domagam się odszkodowania, które przekażę na cele charytatywne. Jeśli nie będzie reakcji do końca sierpnia, nagłośnię sprawę publicznie”.

Mimo to milczał do maja 2019 roku (anonim musiał wysłać grubo wcześniej), do momentu wyemitowania obrazu panów Sekielskich.

(…) Autorom „Tylko nie mów nikomu” (i nie tylko im) wystarczył jeden anonim. Nawet współbracia odżegnali się od pomówionego natychmiast. A co z zasadą domniemania niewinności?

Zapomniano o niej, zasłaniając pośpiesznie, a następnie usuwając sprzed bazyliki pomnik świętego papieża, Jana Pawła II – dzieło znanego artysty rzeźbiarza, prof. Mariana Koniecznego z Krakowa, ufundowane przez Grzegorza Tuderka, dyrektora Budimexu – firmy budującej bazylikę – dedykowane papieżowi Polakowi jako wyraz wdzięczności za nawiedzenie Lichenia w 1999 roku i konsekrowanie budującej się (rzecz bez precedensu!) świątyni. (…) Zgodnie z medialną zapowiedzią, monument powróci na swoje miejsce przed frontonem bazyliki po… oddzieleniu figury „grzesznika” (a co z prawami autorskimi artysty?!). (…)

W tym kontekście dziwi promowanie skazanego sądownie celebryty o światowej sławie, przestępcy seksualnego, Romana Polańskiego. Czymże innym jest wyemitowanie (31 maja 2019 godz. 20:00 w TVP KULTURA – pora najlepszej oglądalności) jego filmu „Wstręt”, poprzedzone panegirycznym słowem wstępnym grona krytyków? I ani pary z ust na temat innych upodobań reżysera. Uznano, jak mniemam, że amoralność twórcy nie deprecjonuje jego dzieła. Zgoda. Tylko skąd ta różnica w traktowaniu różnych twórców?

Czy domniemane przestępstwo księdza Makulskiego (przypisane mu bez procesu sądowego, na podstawie anonimowego pomówienia – słowo przeciw słowu – podczas, gdy przysługuje mu status podejrzanego) przekreśla jego zasługi?

Zdaniem „ciskających biblijnymi kamieniami” – to oczywiste. Idąc tym tropem, musielibyśmy zniszczyć wiele cennych pomników kultury, łącznie z dziełami Leonarda da Vinci.

Cały artykuł Krystyny Lubienieckiej-Baraniak pt. „Rykoszetem w Licheń” znajduje się na s. 1 i 2 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Krystyny Lubienieckiej-Baraniak pt. „Rykoszetem w Licheń” na s. 1 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego