Dr hab. Karol Sacewicz: Delegatura IPN w Olsztynie posiada prawie 400 m.b. akt bezpieki. Nie znamy dobrze treści całości

– Stopień przebadania dokumentów bezpieki w Olsztynie jest różny. Wiadomo dużo o latach 80. na Warmii i Mazurach, jednak wciąż nie poznaliśmy wystarczająco lat 60. i 70. – mówi dr hab. Karol Sacewicz


Dr hab. Karol Sacewicz, dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Olsztynie, opowiada o książce, którą współredaguje wraz z Piotrem Kurdelą. Jest nią „Antykomunizm Polaków w XX wieku”, która za niecałe dwa tygodnie ukaże się jako nowość wydawnicza IPN. W publikacji tej poddano analizie zjawisko antykomunistycznych postaw Polaków, rozpoczynając od publicystyki, poprzez działania organizacyjne, a kończąc na akcjach zbrojnych. Do współpracy zaproszono kilkadziesiąt osób z ponad 13 ośrodków akademickich, w tym prof. Andrzeja Nowaka i prof. Włodzimierza Suleję. Omawiany fenomen potraktowano bardzo szeroko – w pracy przeczytać będzie można o działaniach przeprowadzanych zarówno w kraju, jak i na emigracji. Uwadze autorów nie umknęły również postawy obywateli II Rzeczypospolitej o pochodzeniu innym niż polskie oraz aktywność grup etnicznych. W tym miejscu ks. dr Bogumił Wykowski przybliża treść swojego rozdziału traktującego o postawach antykomunistycznych Mazurów i Marmiaków.

Sacewicz mówi także o tym, jakie zbiory znajdują się w rękach delegatury Instytutu Pamięci Narodowej w Olsztynie. Posiada on 400 metrów bieżących akt wytworzonych przez miejscowy aparat bezpieczeństwa. Stopień ich przebadania jest zróżnicowany – wiadomo dużo o latach 80. na Warmii i Mazurach oraz o gospodarce rolnej na tym terenie w latach 1945-1956. Trochę słabiej natomiast znane są wydarzenia lokalne i warunki życia lat 60. i 70.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Prof. Szymanowski: Polska jest krajem, w którym mamy chyba najwięcej hungarystyk na świecie

Co młodzi Węgrzy wiedzą o Polsce? Jak i czego uczuć młodych ludzi, aby Polska i Węgry mogły się lepiej poznać i zrozumieć? Odpowiada prof. Maciej Szymanowski.

Prof. Maciej Szymanowski opowiada o znaczeniu II Uniwersytetu Letniego Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka, który odbywa się w Krasiczynie. Jak stwierdza, w sondzie przeprowadzonej wśród Węgrów okazało się, że ankietowani w wieku 20-29 lat prawie nic nie wiedzieli o współczesnej Polsce i o polskiej historii. Odpowiedzią na tę lukę w wiedzy ma być inicjatywa, w ramach której wybrani studenci i absolwenci studiów spotykają się z przedstawicielami świata kultury, mediów i nauki. Prelegenci próbują przedstawić ok. 400 młodym osobom z Polski i Węgier możliwość kariery w instytucjach publicznych i prywatnych, które będą walczyć z krajowymi oraz międzynarodowymi problemami.

Polska jest krajem, w którym mamy chyba najwięcej hungarystyk na świecie, bo mamy aż trzy hungarystyki. Na Węgrzech trochę gorzej, bo tylko dwie polonistyki.

Wiceprzewodniczący Rady Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka opowiada o działaniach na rzecz lepszego poznania się Polaków i Węgrów, także na gruncie językowym. W tym celu już czterech liceach węgierskich otworzono naukę polskiego, a docelowo Instytut chce, by polski był nauczany w 10 węgierskich gimnazjach i 10 liceach.

Wiara w to, że Unia przetrwa kolejne 40 lat, jest z pewnością mniejsza nad Dunajem niż nad Wisłą.

Jak mówi, prof. Szymanowski, Węgrzy po tym ośmiu latach bycia „pod ostrzałem” ze strony instytucji unijnych, mniej od Polaków wierzą w przyszłość UE. Stąd bardziej interesują się współpracą z innymi krajami regionu, takimi jak Czechy i Polska oraz uważnie śledzą wydarzenia w Czechach i na Słowacji.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Asia Pyrek: muzycznie, latynosko, magicznie

Można wieść uporządkowane życie. Lub też, jak nasz gość, można wyjść poza ramy tego, co mamy robić i samemu kształtować swój życiorys. Najlepiej oczywiście, szukając inspiracji w Ameryce Łacińskiej.

Większość z nas ma swoje uporządkowane życie. Robimy jedną, czy drugą rzecz, na trzecią nie mając czasu, a czwartą uważając za zbyt ekstrawagancką. Są jednak i takie osoby, które wychodzą poza ramy szarej codzienności, szukając sensu życia zupełnie gdzie indziej. Taką osoba z pewnością jest nasz gość: Asia Pyrek.

Naszego gościa trudno przedstawić jednym słowem. Co więcej, nawet kilkoma słowami byłoby to niemożliwe. Z pewnością jednak jest to osoba, która spełnia się wychodząc poza ramy utartego życia. A można to robić na wiele sposobów: pisząc, śpiewając, podróżując, kręcąc filmy, czy wreszcie motywując innych ludzi. Jeśli zaś do tego dodamy zainteresowanie wieloma kulturami świata, a także ich zwyczajami, obyczajami i obrzędami, wyjdzie nam z tego bardzo ciekawa mieszanka.

W najbliższym wydaniu República Latina Asia Pyrek opowie o swoim zainteresowaniu Ameryką Łacińską. O swoich podróżach w tamte rejony, o poszukiwaniu siebie i sensu swojego życia. Także o swoich kontaktach z przedstawicielami tamtejszych ludów i wspólnym świętowaniu.

Jednak głównym powodem, dla którego Asia Pyrek pojawi się w República Latina będzie jej płyta „Mariposa – Efekt Motyla”. Płyta, która jest wynikiem pobytu naszego gościa na Kubie i współpracy z miejscowymi muzykami. Zarazem jest to płyta, która swoją premierę będzie miała już całkiem niedługo.

O latynoskich inspiracjach w swoim życiu nasz gość opowie w rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim i Sebastianem Minorem w najbliższy poniedziałek, jak zwykle o 20H00!

¡República Latina – nie tylko motywująco!

Sierakowski (Camey Records): W latach 50. zmieniono tonację muzyki z 432 Hz na 440 Hz. To zupełnie inny przekaz muzyki

– Okazuje się, iż strój 432 Hz zgadza się z odkryciami Pitagorasa. Odnosi się to do kąta prostego. […] Słuchając tej muzyki, czuję się, jakbym dotykał najgłębszej części istnienia – dodaje Camey.

 

Maciej Sierakowski, szerzej znany jako Camey, to założyciel wytwórni Camey Records. Jest także twórcą  studia nagraniowego Camey Studio, w którym swoje płyty zrealizowali tacy wykonawcy jak choćby PIH, Borixon, Onar, Slums Attack, Nagły Atak Spawacza czy Obóz TA.

Samo miejsce nagrań początkowo mieściło się w Gnieźnie, następnie zostało przeniesione do Piaseczna, a aktualnie, od 7 lat tworzone jest w Modlinku:

Przeprowadzka była symbolem tęsknoty za ciszą wewnętrzną […] znalazłem miejsce w którym mam spokój. Powstaje tutaj zupełnie coś innego, jednak trwa to tak długo nie dlatego że jest to skomplikowane, ale dlatego, że musiałem dojrzeć do tego tematu.

Camey wraca również do początków, kiedy to pracował nad realizacją płyt największych rapowych wykonawców tamtych czasów. Jak mówi:

Sam nigdy nie czułem się hip-hopowcem. Byłem człowiekiem, któremu muzyka grała w sercu i potrafiłem wyczuć, o co im chodzi. W międzyczasie byłem wydawcą muzyki, jednak cały czas nie było to co mi w sercu gra.

Maciej Sierakowski opowiada o dążeniu do doskonałości brzmienia, w którym zaczął tracić sens całego przedsięwzięcia. Wtedy za sprawą znajomego odkrył, iż w latach 50. zmieniło się strojenie muzyki z podstawowego 432 Hz na 440 Hz:

Znowu złapałem radość z muzyki i zobaczyłem, że ma to sens.

Zmiana z 432 Hz na 440 Hz polegała na podwyższeniu dźwięku bazowego A, co zaskutkowało trochę wyższym brzmieniem, które nie do końca współgra z naturą człowieka:

Okazuje się, iż strój 432 Hz zgadza się z odkryciami Pitagorasa. Odnosi się to do konta prostego. […] Po zsumowaniu każdego dźwięku, który wychodzi od A, ma okrągłą wartość w hercach, a suma cyfr każdego dźwięku po dodaniu do siebie daje 3, 6 albo 9, czyli wielokrotność trójki. Jest to zgodne z każdą formą występującą we wszechświecie, co wydaje się wręcz nieprawdopodobne.

Jak dodaje, istnieją teorie spiskowe mówiące, iż celem zmiany z lat 50. było rozstrojenie i poddenerwowanie człowieka. Camey wychodząc z założenia, iż jeśli coś nazywane jest teorią spiskową, tym bardziej należy się temu przyjrzeć, latami zgłębiał ten temat. Ostatecznie rozmówca Poranka WNET przestroił wszystkie instrumenty pod 432 Hz:

Jest to zupełnie inny przekaz muzyki. Czuje się jakbym dotykał najgłębszej części istnienia. […] Propagatorem tego zjawiska jest choćby Leszek Możdżer, który wkłada dużo pracy w to aby pokazać innym to brzmienie. Zostało ono zafałszowane na tyle lat, ale właśnie rozkwita i myslę że za niedługi czas będzie bardzo popularne.

A.M.K.

Konopacki: Dla każdego artysty sukcesem jest to, gdy jego dzieło trafia w gust odbiorcy.

Mikołaj Konopacki opowiada o wystawach i aukcjach, które odbędą się w najbliższym czasie w Warszawie.

 

 

Mikołaj Konopacki zaprasza na wystawę, która odbędzie się 24 sierpnia w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

Najważniejsze jest to, kto zobaczy tą wystawę, ponieważ bardzo się staramy, aby poza naszymi stałymi klientami chcemy poszerzyć grono obiorców miłośników obrazów. Wszystko powstaje dla odbiorcy. Dla każdego artysty sukcesem jest to, gdy jego praca trafia w gust odbiorcy– mówi gość „Popołudnia WNET”.

Mikołaj Konopacki mówi o łączeniu sfer kulturalnych, które jest niezbędne, ponieważ cała kultura wchodzi na siebie, a jedno wynika z drugiego. Każde dzieło powstaje dla odbiorcy.

Kolejnym projektem jest aukcja malarstwa, która odbędzie się 28 sierpnia w Pragalerii. Mikołaj Konopacki zaprasza również na dwie wystawy, które odbędą się w drugiej połowie roku, 13 września odbędzie się wystawa indywidualna – Eweliny Kołakowskiej. Podczas tej wystawy po raz pierwszy prezentowane będą obrazy z pracy doktorskiej. Są to grafiki warsztatowe, klasyczne z wykorzystaniem druku 3D.

M.N.

Zabłocki: Nie porzucimy tematu Przychodni dla Weteranów i Kombatantów której zamknięcia chce prezydent Trzaskowski

Wojciech Zabłocki obiecuje walkę o przychodnię dla kombatantów, negatywnie ocenia działania władz Warszawy, komentuje aferę reprywatyzacyjną oraz mówi o reaktywacji Narodowego Muzeum Przyrodniczego.

 

Wojciech Zabłocki, radny do sejmiku województwa mazowieckiego porusza temat zamknięcia Przychodni dla Weteranów i Kombatantów przy ulicy Litewskiej 11/13, która nieprzerwanie od 15 lat niosła pomoc powstańcom oraz weteranom. Decyzję co do jej zamknięcia podjął Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy Rafał Trzaskowski:

Od dawna wiadomo było, że umowa na utrzymywanie przychodni dobiega końca i trzeba ją przedłużyć, ale widać, że zainteresowanie miasta skupia sie na zupełnie innych kwestiach. Będę złośliwy, ale jeżeli chodzi o  parady równości czy jakieś manifestacje poglądów LGBT,  to prezydent miasta bardzo gorliwie interesuje się tymi tematami. Tymczasem kiedy chodzi o sprawy historii, kultury, naszej tradycji, to widać, że jest to spychane na drugi plan.

Gość Tomasza Wybranowskiego zobowiązał się do kontynuowania tematu utrzymania przychodni znajdującej się przy ul. Litewskiej 11/13:

Obiecuję, że ten temat nie zostanie pozostawiony sam sobie. […] Nie porzucę tego tematu i zrobię wszystko, aby w drużynie na różnych szczeblach zaopiekować się tym tematem.

Wojciech Zabłocki poruszył również temat afery reprywatyzacyjnej w kontekście praskich kamienic:

Wiemy, że w wielu przypadkach sądy uchylają decyzję komisji weryfikacyjnej  i to jest dramat. Nie było takich przypadków jak mi dobrze wiadomo jeszcze na Pradze, ale boję się, że może się to zdarzyć. Praca komisji jest podważana przez sądy i to też daje do myślenia, jak działa u nas wymiar sprawiedliwości. Na pewno reforma sądownictwa jest potrzebna.

Jak dodaje, zanim wybuchła afera reprywatyzacyjna, wielu radnych, samorządowców, działaczy, mieszkańców od lat alarmowało, że może coś złego się dzieje, tylko nie było żadnego zainteresowania władz:

Nie było też możliwości działania, bo rządziła już Platforma Obywatelska. […] Czytałem dokumenty o tym, jak to było przeprowadzane w czasach moich poprzedników. Pan Marek, który na szczęście teraz siedzi za kratkami i bardzo dobrze, gdyż pisał on tak prymitywne i bezczelne pisma gdzieś na kartce w stylu „Proszę natychmiast mi oddać nieruchomość w kamienicy” i to jedno zdanie starczało żeby uzyskiwać budynki […]

W drugiej części rozmowy, Wojciech Zabłocki poruszył kwestię reaktywacji Narodowego Muzeum Przyrodniczego, które jak przypomniał, było powołane 100 lat temu, po odzyskaniu niepodległości. Jednak  przez drugą wojnę  światową zbiory zostały częściowo zniszczone. Te, które się ostały, zostały porozdzielane pomiędzy różne instytucje, w tym Instytut Polskiej Akademii Nauk.

Uważam, że mamy dziedzictwo, które jest wyjątkowe w skali europejskiej. Mamy dziś piątą kolekcje w Europie – 8 milionów egzemplarzy różnych zwierząt, dinozaurów, poprzez żyjątka i różne istoty morskie, przez gady, płazy, ptaki i owady. Posiadamy ogromne bogactwo przyrodnicze, w tym prawdopodobnie największe zbiorowisko kolibrów.

Działania Wojciecha Zabłockiego w celu reaktywacji Narodowego Muzeum Przyrodniczego zostały zauważone i kontynuowane. Posłowie Kornel Morawiecki oraz Lech Antoni Kołakowski mocno wsparli projekt stworzenia na Pradze Północ Narodowego Muzeum Przyrodniczego. Skierowali oni odpowiednią interpelację do ministrów Piotra Glińskiego, Jarosława Gowina oraz Henryka Kowalczyka:

Temat jest znany. Mamy na razie odpowiedź Ministerstwa Środowiska, który zastanawia się, jak znaleźć finansowanie unijne dla tego typu projektu. Mamy wparcie Polskiej Akademii Nauk, jest przychylność władz Miasta Stołecznego Warszawy, które zgodzą się na bezpłatne przekazanie gruntu i nieruchomości na ten cel. Polska Akademia Nauk przekaże zbiory i wiedze i też mam nadzieję na pomoc naukowców.

A.M.K.

Załuski: Za PRL chciano zniszczyć pamięć o dawnej, przedrozbiorowej Polsce

Stanisław Załuski wspomina czasy drugiej wojny światowej, kiedy był już nastolatkiem, oraz początek swojej działalności pisarskiej, która zaczęła się po okresie stalinowskim.

 

 

Bardzo smutno nam było słuchając wiadomości z Warszawy o zniszczeniach, jakie tam miały miejsce. Byliśmy związani z Warszawą bardzo blisko. Dziadek, ojciec studiowali w tym miejscu. Dziadek był ziemianinem, miał majątek ziemski w powiecie ciechanowskim, ale jednocześnie był prezesem Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Był to ogromny bank założony przez Ksawerego Lubeckiego w latach 20-tych XIX wieku – opowiada Stanisław Załuski.

Rozmówca mówi o kłamstwach szerzonych przez ludzi lewicy w czasach PRL na temat polskiej historii XVIII w. „Celowo chcieli zniszczyć pamięć tamtych czasów”. Po przeczytaniu ponad stu książek sam wziął na warsztat ten temat.

„Jestem z zawodu inżynierem, udało mi się ukończyć politechnikę. Po 56 roku, kiedy zelżał pancerz nałożony nam przez Stalina, zacząłem pisać. Napisałem w sumie 31 książek. Ostatnią książką jest powieść pt. „Bóg i honor”, która jest książką historyczną liczącą ponad 1000 stron – mówi gość „Poranka WNET”.

W czasach PRL Stanisław Załuski pisał bajki dla dzieci, ponieważ ich tematyka była neutralna. Jego pasja zaś, czyli historia, o której chciał pisać, była problematyczna. Albowiem jego poglądy polityczne nie licowały z ideologią socjalistyczną.

K.T.\M.N.

Dr Filipska: „Campanella” to dla mnie zbiór wspaniałych młodych ludzi, którzy mają ogromną pasję [VIDEO]

O śpiewaniu po japońsku, międzynarodowych konkursach i tym, czym dla niej jest zespół „Campanella”, mówi dr Magdalena Filipska.

„Campanella” to dla mnie […] zbiór ludzi, który daje mi wiele, wiele doświadczenia, dobrej pozytywnej energii w moim działaniu na Akademii Muzycznej w Bydgoszczy.

Dr Magdalena Filipska, dyrygentka chóru kameralnego Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy mówi, że orkiestra „Campanella”, której jest prezesem to dla niej zbiór wspaniałych młodych ludzi, którzy chcą spełniać swe marzenia i niepowtarzalne chwile.

Trzeba być upartym i mocno wierzyć w to, że można spełniać swoje marzenia.

Rozmówczyni Tomasza Wybranowskiego ponadto opowiada o swojej drodze ku byciu dyrygentką. To rodzice „popchnęli” ją, żeby posła do szkoły muzycznej w Bydgoszczy. Dr Filipska mówi także, co zrobić, żeby zostać doktorem na Akademii Muzycznej. Na stopień doktorski trzeba wystawić i opisać godzinny koncert.

Sama Japonia również mnie urzekła, choć nie jest to miejsce, w którym mogłabym zamieszkać.

Dyrygentka opowiada o konkursach muzycznych w Korei i Japonii, na których grała. Konkurs japoński dzielił się na kategorie: „muzyka współczesna” i „chóry mieszane”. W tej ostatniej chóry śpiewały również po japońsku. Jak powiedziała dr Filipska, w Akademii nie brakuje osób, które pochodzą z zagranicy i ten język znają.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!


K.T./A.P.

Pelc: Przed „Campanellą” wszystkie drzwi stoją otworem

Czym jest drabinka komercyjno-popularna? W czym leży niezwykłość orkiestry Campanelli i jak się koncertuje z ludźmi, z którymi gra się pierwszy raz w życiu? Opowiada perkusista Jacek Pelc.

Ja często mam takie przypadki, że gram i często nagrywam płyty z koncertów z ludźmi, z którymi gram pierwszy raz w życiu. Z Józkiem Skrzekiem grałem pierwszy raz w życiu. Józek żyje w świecie keyboardów, ja w świecie perkusji. Było mi bardzo przyjemnie zaprezentować akustyczny instrument na typowo elektronicznej imprezie.

Jacek Pelc opowiada o współpracy z innymi muzykami, którą sobie bardzo ceni.

To jest znakomita inicjatywa, wymagająca tytanicznej pracy, dla której jestem pełen uznania, ponieważ mamy tu do czynienia z dziećmi, które nie są profesjonalnymi muzykami. Tym bardziej Panu Adamowi i pani Ani należą się słowa najwyższego uznania, że takie efekty potrafią osiągnąć z tymi muzykami.

Muzyk jest zachwycony osiągnięciami orkiestry „Campanella”, o której mówimy, w dzisiejszym Poranku.  Jak mówi, „wszelkie drzwi stoją otworem przed »Campanellą«”.

Nawet stacje jazzowe, stacje profilowane, nie mówiąc już o rozgłośniach komercyjnych, stosują drabinkę komercyjno-popularną.

Pelc mówi też o problemie, jakim jest brak promocji polskiej muzyki m.in. jazzowej w rozgłośniach radiowych. Jak mówi nasz gość, nawet rozgłośnie profilowane dokonują takiej selekcji muzycznej, iż utwór instrumentalny, bez wokalu, zostaje odtwarzany o porach, w których słuchalność jest nikła.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Filipscy: Orkiestra „Campanella” działa już prawie 50 lat , łącząc ze sobą kolejne pokolenia [VIDEO]

Prawie 50 lat historii, nagrody i wyróżnienia oraz więzi międzypokoleniowe. Anna i Adam Filipscy mówią działalności orkiestry „Campanella”.

Anna i Adam Filipscy opowiadają o orkiestrze „Campanella”, którą stworzono z inicjatywy dyrygenta Stanisława Fiegla w 1971 r.  Powstała ona przy okazji zbiórki na rzecz poszkodowanych przez trąbę powietrzną, na których rzecz zorganizowano 11- godzinny koncert muzyki elektronicznej. Goście „Poranka WNET” prowadzą natomiast orkiestrę od 1985 r.

Grają dziadkowie, potem rodzice, a na końcu dzieci.

Małżeństwo podkreśla rodzinny wymiar orkiestry, która łączy pokolenia. Przykładem jest choćby ich córka, dr Magdalena Filipska, która jest prezesem orkiestry „Campanella”, z którą jest związana od ponad 20 lat.

Radio WNET umożliwiło nam promocję i bardzo za nią dziękujemy.

Jak mówią, nieczęsto radia puszczają utwory zespołów mandolinowych. Anna Filipska zauważa, że dzieci były szczęśliwe, że zostały wymienione w radiu z imienia i nazwiska.

„Campanella” nagrała 7 płyt, z czego dwie z kolędami. Orkiestra zdobyła wiele nagród i wyróżnień, m.in.: Puchar Kuratora Oświaty w Bydgoszczy, I miejsce w Juwenaliach Muzycznych, Puchar Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.