Wstrzymano sprzedaż jedenastu marek leków na zgagę

Główny Inspektor Farmaceutyczny zadecydował o prewencyjnym wstrzymaniu popularnych leków z obiegu. Wśród wycofanych leków są m.in. Ranigast, Riflux, Solvertyl oraz Ranitydyna.

Jak podaje GIF, w niektórych produktach leczniczych zawierających substancję czynną ranitydynę stwierdzono zanieczyszczenie N-nitrozodimetyloaminą (NDMA). Informację taką rozesłano do europejskich organów nadzoru w poszczególnych państwach w ramach systemu szybkiego powiadamiania Rapid Alert.

N-nitrozodimetyloamina jest to tzw. karcynogen egzogenny. Czyli czynnik rakotwórczy, który przedostaje się do organizmu człowieka z zewnątrz, np. wraz ze spożywanymi produktami. NDMA wywołuje zwykle nowotwory wątroby. Co więcej, może być stosowana także jako trucizna.

Przegląd czystości leków na zgagę zostanie przeprowadzony przez Komitet ds. Produktów Leczniczych Stosowanych u Ludzi (CHMP). Dopiero po wydaniu opinii przed CHMP, Komisja Europejska podejmie ostateczną decyzję co do dalszych losów zakwestionowanych leków. Natomiast Europejska Agencja Leków poinformowała, że rozpoczęła ogólnounijny przegląd leków zawierających ranitydynę.

M.N.

Borowski: „Legiony” to film światowego formatu

Czemu warto zobaczyć „Legiony”, kto przyczynił się do jego powstania i czym się różni od „Piłsudskiego”? Odpowiada Adam Borowski.

Adam Borowski mówi o wchodzącym w piątek do kin filmie „Legiony”, którego jest jednym z producentów.

Zebranie 27 mln przez człowieka spoza branży wydaje się sytuacją niemożliwą, ludzie uwierzyli, że to wspaniały film.

Podkreśla, że zebranie potrzebnych na jego produkcję środków to były „cztery lata ciężkiej pracy”. Wyraża wdzięczność dla ludzi, którzy uwierzyli w ten projekt, w tym do premiera Mateusza Morawieckiego, ministra kultury Piotra Glińskiego i Radosława Śmigulskiego, dyrektora PISF. Podkreśla, że szczególne podziękowania należą się prywatnemu sponsorowi, Andrzejowi Senkowskiego, prowadzącemu firmę Pol-Car. Biznesmen, oglądając film, miał przyznać, że „czuje zobowiązany wobec ludzi, którzy sto lat temu wywalczyli dla niego niepodległą Polskę”.

To jest film, jakiego w ostatnich latach nie było. Jesteśmy w okresie stulenia odzyskania niepodległości i warto zobaczyć ten film, bo jest hołdem dla chłopaków i dziewczyn, którzy „na stos rzucili swój życia los”.

Gość „Kuriera WNET”, podkreśla, że „takiej batalistyki w polskim kinie jeszcze nie było”. „Legiony” określa jako film o światowej klasie. To „wejście na światowe salony”-mówi. Dodaje, że ma nadzieję, że film ten będzie tak jak „Potop” czy „Pan Wołodyjowski” oglądany przez kolejne pokolenia Polaków.

Borowski odnosi się także do wyjścia w zbliżonym czasie, co „Legiony” filmu „Piłsudski”.

Film [„Piłsudski”-przyp. red.] miał mieć premierę w listopadzie. W chwili, gdy producenci się dowiedzieli, że 20 września wchodzą „Legiony” przełożyli na tydzień wcześniej.

Stwierdza, że dystrybutor  filmu o Naczelniku Państwa, chciał konfrontacji między filmami. Stwierdza, że „ludzie wybiorą jeden z tych filmów, bo uznają, że są podobne, a nie są”. Pierwszy film opowiada o rewolucyjnej i niepodległościowej działalności Józefa Piłsudskiego do początku I wś, a drugi jest filmem typowo wojennym.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

K-movies znowu w mieście, czyli piąta edycja Warszawskiego Festiwalu Filmów Koreańskich już w październiku.

Kolejna edycja Warszawskiego Festiwalu Filmów Koreańskich. Kultura południowokoreańska stoi nie tylko K-popem i K-dramami, ale także wielowymiarową, odważną i zdobywają światowe uznanie kinematigrafią

Kinematografia południowokoreańska przez ostatnie lata masowo zdobywa serca publiczności na całym świecie. Dość powiedzieć, że amerykańskie wytwórnie ustawiają się w kolejkach do wykupienia praw do anglojęzycznych remake’ów filmów z Korei. Wieloletnia państwowa strategia wspierania szeroko rozumianego przemysłu kulturalnego, w tym kinematografii, umożliwiła tamtejszym twórcom kształtowanie własnej estetyki oraz rozwijanie zarówno wysublimowanych wizji artystycznych, jak i niesztampowego kina rozrywkowego.

Pierwszy koreański film, który zdobył Złotą Palmę w Cannes

Rozpoczynający 5. Warszawski Festiwal Filmów Koreańskich obraz „Parasite”(„Gisaengchung”, Korea Południowa 2019) który jako pierwszy koreański film zdobył Złotą Palmę w Cannes, jest przykładem doskonałego połączenia ambicji artystycznych z komercyjnym sukcesem. Reżyser Bong Joon-ho, z dużą swobodą żonglując popularnymi gatunkami filmowymi: czarną komedią, kryminałem, horrorem, dramatem rodzinnym, thrillerem i satyrą społeczną, snuje gorzką wizję współczesnego świata opartego na nierównościach ekonomicznych i podziałach klasowych. Tworzy kino zaskakujące, gęste od zwrotów akcji, przeplatające powagę z humorem i mądre zarazem. Nie dziwi więc, że canneńska widownia nagrodziła film kilkuminutowymi oklaskami na stojąco.

 

 

„Dzieci wysłane do Polski”

W wyświetlanym z okazji 30-lecia nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Koreą Południową a Polską dokumencie „Dzieci wysłane do Polski” („Children Gone to Poland”, Korea Południowa / Polska 2017) ważną tematyką stają się relacje z Koreą Północną. Reżyserka Choo Sang-mee przywołuje w swoim obrazie intymną i poruszającą historię sierot z Korei Północnej, które wkrótce po tym, gdy w latach 50., w wyniku konfliktu na półwyspie Koreańskim straciły rodziców,wysłane zostały do Polski, aby leczyć się z wojennej traumy. Spędziły tu kilka lat, po czym w 1959 r. propagandowa misja dobiegła końca, a dzieci odesłano z powrotem. Przez pewien czas utrzymywały jeszcze kontakt z polskimi opiekunami, skończyło się to po 1961 r., kiedy to Korea Północna znacznie ograniczyła relacje ze światem zewnętrznym.

 

Podróż po koreańskim kinie artystycznym

Program tegorocznego Festiwalu obfituje w kino różnorodne zarówno gatunkowo, jak i formalnie. Z jednej strony prezentowane filmy zabiorą nas w podróż po koreańskim kinie artystycznym. W cyklu „Nowe twarze” zobaczymy najlepsze produkcje wschodzących i niezwykle utalentowanych młodych twórców, m.in. dostrzeżony przez międzynarodową krytykę debiut reżyserki Kim Bo-ry – „Gniazdo kolibra” („House of Hummingbird”, Korea Południowa 2018), zdobywcę Kryształowego Niedźwiedzia – nagrody Międzynarodowego Jury Generacji 14plus – na festiwalu w Berlinie. Z kolei pierwsza w Polsce i naszej części Europy retrospektywa filmów Lee Chang-donga – mistrza kina arthousowego i laureata nagród na najważniejszych festiwalach filmowych, przedstawi szeroką panoramę codzienności ludzi mierzących się z wyzwaniami współczesnej Korei i jej niełatwej historii.

Z drugiej strony, w cyklu „Koreańskie hity”, widzowie będą mieli szansę obejrzeć nowe pozycje  kina rozrywkowego, robionego z najwyższym produkcyjnym pietyzmem i wywołującego zachwyt wśród milionów widzów. W tej sekcji m.in.  „Gangster, glina i diabeł” („The Gangster, The Cop, The Devil”, reż. Won-Tae Lee, Korea Południowa, USA 2019) – brawurowe kino akcji, którego angielski remake ma w planach Sylvester Stallone!

 

Najlepszy koreański obraz wszechczasów

Tegoroczny Festiwal zaprezentuje także „Zbłąkaną kulę” z 1961 r. („The Aimless Bullet”, reż. Yoo Hyun-mok, Korea Południowa) – film uznawany przez wielu krytyków za najlepszy koreański obraz wszechczasów. Jest to portret koreańskiego społeczeństwa lat powojennych, a zwłaszcza jego najuboższych warstw – uchodźców z oddzielonej od świata Północy. Zniszczenie kraju, podział narodu, zrujnowana ekonomia, społeczne i psychiczne piętno wojny oraz desperackie działania bohaterów, aby przetrwać tym trudnym świecie składają się na mocny przekaz tego ważnego filmu.

 

5. Warszawski Festiwal Filmów Koreańskich odbędzie się w dniach 24-29 października w Kinotece. Sprzedaż biletów (w kasie Kinoteki oraz online) rozpocznie się 1 października, ceny biletów: normalny 15 zł, karnet 120 (10 filmów).

 

Informacja prasowa, 19.09.2019 r.

Żaden z języków świata nie dorównuje pod względem długości istnienia językowi chińskiemu, a dokładniej – chińskim znakom

Z czasem poszerzanie zasobu leksykalnego pomogło zbudować bazę chińskich znaków, a także wzbogaciło rozumienie świata przez Chińczyków o nowe punkty widzenia, np. czysto metafizyczny lub duchowy.

Peter Zhang

Wykorzystywanie przez Chińczyków obrazków jako elementów składowych języka jest czymś unikatowym pośród prawie wszystkich innych języków pisanych, jakie obecnie są w użyciu. Inne starożytne systemy, w których stosowano piktogramy, takie jak egipskie hieroglify i pismo klinowe z Mezopotamii, zniknęły z naszego świata mniej więcej dwa tysiące lat temu. (…)

Według archeologów najwcześniejsza znana forma chińskiego pisma to ‘jiaguwen’ (甲骨文) lub napisy na kościach wróżebnych. Jiaguwen można znaleźć już w chińskiej erze brązu. Piktogramowe znaki zostały wyryte na skorupach żółwi oraz kościach zwierząt i zdaniem naukowców były używane do wróżenia z ognia. Jiaguwen zostało odkryte przez przypadek, i to dopiero w 1899 roku, przez Wang Yironga, cesarskiego urzędnika z czasów dynastii Qing. Udokumentowano fakt, że Wang zachorował na malarię i udał się do chińskiego sklepu zielarskiego, gdzie wśród różnych składników znalazł „kości smoka”. Miały na sobie wyryte pewne osobliwe logograficzne znaki. Wang, będąc ekspertem w dziedzinie epigrafiki, postanowił wykupić wszystkie „kości smoka” zarówno z tego sklepu, jak też z pozostałych dostępnych sklepów zielarskich. Po badaniach rozpoznał w tych piktogramach pewnego rodzaju znaki wróżbiarskie, używane od dawien dawna, od czasów dynastii Shang (1766–1046 r. p.n.e.). Przez resztę życia udało mu się zebrać ponad 1500 kości wróżebnych. A owe piktogramy zostały później nazwane ‘jiaguwen’. Do dzisiaj znaleziono ok. 150 tys. sztuk kości wróżebnych, które znajdują się w muzeach oraz prywatnych kolekcjach na całym świecie. Językoznawcy i archeolodzy zdołali do tej pory odszyfrować ok. 1500–2000 spośród niemal 5000 znalezionych na nich piktogramów.

Obecnie językoznawcy zgadzają się co do tego, że oficjalny chiński system zapisu powstał w czasach Żółtego Cesarza (ok. 2700 r. p.n.e.). Legenda głosi, że pewnego dnia Żółty Cesarz poprosił Cangjie, swojego nadwornego historyka, który według krążących do dziś opowieści miał dwie źrenice w każdym oku, aby wynalazł system zapisu, jakim można byłoby zastąpić mało efektywną metodę zawiązywania węzłów na sznurze.

Obserwacja śladów ptaków i zwierząt, jak również własnego otoczenia zainspirowała Cangjie do stworzenia piktogramów, które ewoluowały później, poprzez wiele dynastii, do kształtu dzisiejszych chińskich znaków.

Przykładowo na podstawie obserwacji cienia rzucanego przez człowieka w słoneczny dzień Cangjie stworzył logograficzny znak 人, który reprezentuje człowieka. Inny wymyślony przez niego znak, 爪, oznacza łapę i obrazuje odciśnięty na ziemi ślad stopy zwierzęcia. (…)

O ile język i kultura japońska wywodzą się głównie z okresu chińskiej dynastii Tang (618–907 r.), o tyle na współczesne słownictwo chińskie w olbrzymim stopniu wpłynął język japoński. Po „wojnie opiumowej” coraz więcej japońskich publikacji tłumaczono na chiński. Na początku XX w. wielu Chińczyków udawało się na studia do uprzemysłowionej Japonii, a język chiński zaczął przyswajać dużą liczbę słów japońskich, takich jak 經濟 – (ekonomia), 社會主義 (socjalizm), 資本 (kapitał), 政治 (polityka), 電話 (telefon), 派出所 (posterunek policji), 哲學 (filozofia), 雜誌 (magazyn), 幹部 (biurokrata), 藝術 (sztuka), 自由 (wolność) itd. Zdaniem dra Zhao Binga, profesora Fudan University w Szanghaju, 70% chińskiej terminologii używanej we współczesnych naukach społecznych i humanistycznych w zasadzie zostało zapożyczone z języka japońskiego.

W języku chińskim stał się również widoczny wpływ kultury zachodniej, zwłaszcza od czasu dynastii Qing. Słowa takie jak 咖啡 (kawa), 邏輯 (logika), 維他命 (witaminy), 高爾夫 (golf) są obecnie używane na co dzień.

Zatem chiński jest językiem żywym i znacząco rozrósł się od czasów starożytnych. W słowniku języka chińskiego z 1994 roku zebrano 85 568 znaków.

Cały artykuł Petera Zhanga pt. „Historia znaków chińskiego pisma” znajduje się na s. 16 i 17 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Petera Zhanga pt. „Historia znaków chińskiego pisma” na s. 16 wrześniowego „Kuriera WNET”, nr 63/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

8 proc. prac dyplomowych może być plagiatem

Jak poinformował OPI – Jak wynika z pierwszych statystyk, pozyskanych z Jednolitego Systemu Antyplagiatowego, 8 procent prac dyplomowych przebadanych w 2019 roku może nosić znamiona plagiatu.

Uczelnie z całej Polski na początku 2019 roku zaczęły korzystać z Jednolitego Systemu Antyplagiatowego, utworzonego przez specjalistów Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego. Za pomocą tego systemu przebadano już 273 992 prac, z których 22 007 został przekroczony próg ostrzegawczy, określający zauważalny poziom potencjalnych zapożyczeń z innych tekstów.

Tekst pracy licencjackiej wprowadzany jest do systemu, gdzie tekst porównywany jest z innymi pracami i treścią stron. Na podstawie analizy podobieństwa między badanymi tekstami generowany jest raport, gdzie ukazane są podejrzane fragmenty.

Jednolity System Antyplagiatowy jest to pierwsze w Polsce takie rozwiązanie, które oferuje analizę długich fragmentów tekstu również pod kątem zmiany szyku wyrazów czy wykorzystywania parafrazy.

Od stycznia do czerwca 2019 roku z Jednolitego Systemu Antyplagiatowego skorzystało prawie 100 tys. promotorów z 333 uczelni. Autorzy systemu podkreślają, że jeszcze w tym roku planowane jest poszerzenie baz dokumentów, do których system porównuje prace dyplomowe, o wewnętrzne dokumenty uczelni, w tym prace zaliczeniowe studentów czy treść wielu kolejnych polskich i zagranicznych stron internetowych.

M.N.

Audycja specjalna poświęcona Witkacemu – Gościem Tomasza Wybranowskiego jest Tomasz Boruch

Tomasz Wybranowski w 80. rocznicę samobójczej śmierci Stanisława Ignacego Witkiewicza „Witkacego” wraz ze swoimi gośćmi wspomina artystę oraz opowiada o jego życiu i twórczości.

Gościem audycji specjalnej jest:

Tomasz Boruch – gitarzysta zespołu Palfy Gróf

 


Prowadzący: Tomasz Wybranowski

Realizator: Jan Dudziński

Wydawca: Anna Kostrzewska


 

W dniu 18 września Stanisław Ignacy Witkiewicz, po otrzymaniu informacji o ataku Związku Sowieckiego na Polskę odebrał sobie życie. Jego ostatnimi słowami były – „Ja nie mogę, nie mogę czekać ostatniej chwili – muszę jeszcze teraz, póki jest Polska. I trzeba spokojnie, z honorem”.

Od tego cytatu Tomasz Wybranowski zaczyna 3 część audycji specjalnej poświęconej Witkacemu.

Tomasz Boruch / Fot. Tomasz Wybranowski

Tomasz Boruch powraca do 2012 roku, w którym zaczął współpracę z Palfy Gróf. Nazwa zespołu wzięła się od hrabiego Węgierskiego, który próbował odebrać Witkacemu jedną z jego miłości.

Zapytany przez Tomasza Wybranowskiego, skąd pomysł aby wziąć „na tapetę” właśnie tematykę związaną z Witkacym opowiedział, iż pierwszy skład zespołu mocno związany był z Teatrem Witkacego w Zakopanem. Tak został zbudowany pomost pomiędzy twórczością Stanisława Ignacego Witkiewicza a muzyką rockową.

Gość specjalnej audycji powraca do swoich wspomnień związanych z wydaniem pierwszej płyty zespołu, które miało miejsce w 2017 roku. Jak dodaje, ciepło został przyjęty fakt, iż treści które poruszają członkowie zespołu nie są mainstreamowe. Dotykają one trudnej tematyki, a sama muzyka nie przeszkadza tekstom, a nawet pomaga w rozwijaniu znajomości języka Polskiego. Podkreśla, iż „dla niego istotą dobrej piosenki jest dobry tekst”. Jest to coś, czego często brakuje dzisiejszej muzyce.

Tomasz Boruch nie jest od urodzenia Zakopianinem, a pochodzi z Tarnowa, jednak to górskie miasto wywarło na nim ogromne wrażenie – „jest ono przesiąknięte klimatem wyłaniającym się z twórczości Witkacego”. Jak podkreśla, muzyka którą tworzy Palfy Gróf nie mogłaby inaczej brzmieć – „tak jak obrazy Witkacego nie mogłyby inaczej wyglądać”.

Zapytany o dobrą radę dla młodych muzyków, gość audycji specjalnej mówi, iż należy przede wszystkim „być wiernym sobie i się nie poddawać. Jestem przykłądem tego że warto iśc pod prąd, wybierać mniej spektakularne ścieżki, ale wtedy zwiększa się szansza na osiągnięcie założonych celów”.


Posłuchaj całej audycji już teraz!


 

Lektura na „Warszawską Jesień” czyli książka o miejscu, które wyprzedziło czas – Studio Eksperymentalne Polskiego Radia

Książka „Ultra Sounds. The Sonic Art of Polish Radio Experimental Studio” pod redakcją davida crowley’a.

Warszawska Jesień

W przeddzień wielkiego święta muzyki, jakim jest nadchodzący 62 Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesniej „Warszawska Jesień” warto wyposażyć się w lekturę, która umili nam czas podczas przerw lub w oczekiwaniu na kolejne perełki musique concrète. Ultra Sounds, bo taki jest tytuł proponowanej lektury, to wyjątkowa podróż przez świat Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia. Autorzy publikacji opisują fenomen polskich pionierów muzyki elektroakustycznej. Szczególnej uwadze warto polecić wywiad z Eugeniuszem Rudnikiem, który z wrodzonym wdziękiem opowiada o współpracy studia z wielkimi świata muzyki, sposobie pracy oraz filozoficznie pochyla się nad pojęciem kreatywności, której źródłą doszukuje się, między innymi, w ciężkiej i wytrwałej pracy.

 

Fot. Anna Zagrodzka. Design: Magdalena Frankowska, Artur Frankowski / Fontarte

„Czarny pokój”

Studio Eksperymentalne Polskiego Radia powstało z inicjatywy Józefa Patkowskiego w 1957 roku na fali październikowej odwilży, 9 lat po paryskim studiu Pierre’a Schaeffera, 6 lat po kolońskim Studio für Elektronische Musik i 2 lata po Studio di Fonologia Musicale w Mediolanie. W tej części Europy był to absolutny ewenement – muzyczne laboratorium Bloku Wschodniego. W różnych okresach przewijali się przez nie tacy artyści, jak Krzysztof Penderecki, Elżbieta Sikora, Krzysztof Wodiczko czy zmarły niedawno Bogusław Schaeffer. Na obraz, który wyłania się z książki, składają się jednak nie tylko postacie wybitnych kompozytorów, ale także współpracujących z nimi inżynierów dźwięku, jak Eugeniusz Rudnik, Barbara Okoń-Makowska, Wojciech Makowski, Tadeusz Sudnik czy Ewa Guziołek-Tubelewicz. Ich wiedza na temat technologii była niezbędna; to oni stanowili serce instytucji. Osobną uwagę warto poświęcić samej przestrzeni, którą na potrzeby Studia zaprojektował słynny architekt Oskar Hansen, twórca koncepcji formy otwartej. Została ona w całości pomalowana na czarno (stąd popularna nazwa „Czarny pokój”), tak aby stworzyć wrażenie nieograniczonej przestrzeni. W książce pisze o niej szczegółowo Aleksandra Kędziorek.

 


Fot. Anna Zagrodzka. Design: Magdalena Frankowska, Artur Frankowski / Fontarte

 

Fascynacji awangardą i eksperymentowaniem

„Ultra Sounds” to także bogata dokumentacja życia w komunistycznym reżimie. Bolesław Błaszczyk przedstawia sytuację polityczną Polski po II wojnie światowej i pisze o ograniczeniach, które nakładały na muzyków realizm socjalistyczny i doktryna marksistowska. Opowiada również o ich fascynacji awangardą i eksperymentowaniem. Innym istotnym polem zainteresowań artystów był film. Lista współpracujących z nimi reżyserów jest imponująca – obejmuje m.in. Waleriana Borowczyka, Krzysztofa Kieślowskiego, Jana Lenicę, Andrzeja Munka, Jerzego Skolimowskiego i Andrzeja Wajdę. Twórczość Studia wykorzystano w dziesiątkach filmów dokumentalnych, fabularnych, sztuk teatralnych, spektakli plenerowych i instalacji audiowizualnych. W swoim eseju Daniel Muzyczuk pisze też o instalacjach dźwiękowych Arne Nordheima i pracach Krzysztofa Wodiczki.

 


Fot. Anna Zagrodzka. Design: Magdalena Frankowska, Artur Frankowski / Fontarte

_____________________________________________________________________________________________________________

 

Projekt jest częścią koordynowanego przez Instytut Adama Mickiewicza międzynarodowego programu kulturalnego realizowanego w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017–2022.
Książka jest dostępna w sklepie internetowym Kehrer Verlag oraz w dobrze zaopatrzonych księgarniach artystycznych i fotograficznych.

 

Redakcja: David Crowley
Wydawcy: Instytut Adama Mickiewicza, ZKM Center for Art and Media Karlsruhe, Muzeum Sztuki w Łodzi, Kehrer Verlag
Projekt: Magdalena Frankowska, Artur Frankowski / Fontarte
Autorzy i autorki tekstów: Bolesław Błaszczyk, Dariusz Brzostek, David Crowley, Lukas Jiřička, Aleksandra Kędziorek, Michał Libera, Iwona Lindstedt, Zofia Lissa, Bohdan Mazurek, Antoni Michnik, Daniel Muzyczuk, Józef Patkowski, Agnieszka Pindera, Katarzyna Świętochowska i Michał Mendyk, Krzysztof Szlifirski, Joanna Walewska-Choptiany, Peter Weibel
Okładka miękka, 19,2 x 25,8 cm 336 stron, 120 zdjęć kolorowych i czarno-białych, język angielski
ISBN 978-3-86828-921-3

Materiały:
Informacja prasowa Instytutu Adama Mickiewicza

Audycja specjalna poświęcona Witkacemu – Gośćmi Tomasza Wybranowskiego są: Piotr Brymas i Mikołaj Konopacki

Tomasz Wybranowski w 80. rocznicę samobójczej śmierci Stanisława Ignacego Witkiewicza „Witkacego” wraz ze swoimi gośćmi wspomina artystę oraz opowiada o jego życiu i twórczości.

Goście audycji specjalnej są:

Piotr Brymas – poeta, autor tekstów,

Michał Konopacki – właściciel i szef Pragalerii, przy ul. Stalowej w Warszawie.

 


Prowadzący: Tomasz Wybranowski

Realizator: Piotr Szydłowski

Wydawca: Anna Kostrzewska


Część pierwsza:

Piotr Brymas / Fot. Adrian KowarzykPiotr Brymas mówi o tym, kim dla niego był Witkacy. Określa go mianem człowieka nienasycenia, który od zawsze jest dla niego wielką inspiracją. Jak dodaje, postrzega go mniej więcej tak, jak robił to przyjaciel Witkacego — Witold Gombrowicz, który określał go mianem – „człowieka zrozpaczonego, który tak naprawdę zrobił wszystko, żeby dojść do czystej formy”.

Piotr Brymas zaznacza, iż Stanisław Ignacy Witkiewicz był wielkim wizjonerem, który wyprzedzał swoje środowisko o lata. Tak było choćby w kontekście teorii teatru. W filozofii prześcignął nawet myśli, które później głosili Martin Heidegger czy Jean-Paul Sartre.

Tomasz Wybranowski cytuje fragmenty ksiązki „Nienasycenie” przywołując fragment „Urodzić się garbatym Polakiem- to wielki pech, ale urodzić się do tego jeszcze artystą w Polsce, to już pech najwyższy.”

Odnosi się do niego Piotr Brymas, który tłumaczy ten fragment w kontekście międzywojennej Polski, która „trochę zwariowała na punkcie swojej wolności”. Sam Witkacy doświadczał wszystkich wad tej nowopowstałej, wyzwolonej Polski.

Tomasz Wybranowski na koniec rozmowy przywołuje cytat z Czesława Miłosza, który w „Traktacie Moralnym” pisał o Witkacym w 1947 roku: „Umysł drapieżny. Jego książek nie czytać – prawie obowiązek. W ciągu najbliższych lat chyba nikt w Polsce jego książek nie wyda, aż ta formacja, co go znała, stanie się już niezrozumiała, I jaka była w nim trucizna, najlepszy spec się już nie wyzna”.

Gość audycji specjalnej komentuje krótko, iż na szczęście okazało się, iż Miłosz nie miał racji, a dzieła Witkiewicza zdobią teraz półki czytelników.

 

Część druga:

Mikołaj Konopacki / Fot. Łukasz Stępień

Michał Konopacki opowiada o jego osobistej przygodzie z twórczością Witkacego, która rozpoczęła się w latach 90. Pracował wtedy dorywczo w galerii, w której odbyła się wystawa prezentująca około 30 portretów tego wybitnego artysty. Sposób, w jaki Witkacy był w stanie uchwycić indywidualne cechy charakteru portretowanych ludzi, zrobił na Konopackim takie wrażenie, iż ten na stałe zainteresował się jego twórczością.

Jak dodaje, chociaż w Polsce Witkacy kojarzony jest głównie ze słowem pisanym bądź słynnymi portretami, to jednak na całym świecie słynie on głównie ze swoich fotografii. Dziś jego prace malarskie osiągają ceny powyżej 100 tysięcy złotych, a portrety nawet kilkaset tysięcy złotych. Szacunki mówią, iż Witkacy namalował w celach zarobkowych aż kilka tysięcy portretów.

Dalej Michał Konopacki przestrzega przed zakupem płócien będących imitacjami obrazów Witkacego, które pojawiają się na rynku. Jeśli obraz nie znajduje się w galerii lub prywatnej kolekcji, to prawdopodobnie jest to falsyfikat.

 

Pokora: Witkacy często popadał w stany melancholijne. Żeby rozkwitać potrzebował ludzi

Wojciech Pokora opowiada o wadach i zaletach Stanisława Ignacego Witkiewicza, a także o legendach, które wokół niego krążą.

 

 

Z mojego punktu widzenia Witkacy jest artystą pełnym. Jest człowiekiem nie swojej epoki, człowiekiem renesansu. Jest to poeta, pisarz, dramaturg, malarz i filozof, który myślał o swojej ojczyźnie, a jej losy nie były mu obce. Może trochę inaczej rozumiał koncepcję Polski w momencie, kiedy ona się rodziła ,niż my do niej dzisiaj przywykliśmy – mówi gość „Poranka WNET”.

Czesława Oknińska-Korzeniowska była osobą, która towarzyszyła mu podczas śmierci i wraz z nim próbowała popełnić samobójstwo. Jego partnerka mówi o tym, że ostatnie słowa artysty przed śmiercią brzmiały: Nie mogę czekać ostatniej chwili, muszę teraz dopóki jeszcze jest Polska, trzeba spokojnie z honorem. 

Biorąc pod uwagę jego historię moskiewską to, że po służbie w carskiej armii znalazł się w Moskwie, przeżył całą rewolucję i zobaczył z czym ona się wiąże. Krążyły również legendy, że Witkacy został komisarzem politycznym. Rosja nie była dla pisarza ciałem obcym. Decyzja o odebraniu sobie życia towarzyszyła mu przed całe życie.

Prawda jest taka, że jedyne co wyszło Witkacemu to jest coś, do czego nie przykładał uwagi. Była to firma portretowa S.I.Witkiewicz, dzięki której zasłynął niebywałymi portretami z niesamowitą legendą tego, w jaki sposób powstawały – mówi Wojciech Pokora.

Do Witkacego bardzo przylgnęło słowo mistyfikacja, a bliższe jego serca jest jednak słowo metafizyka. Był on patriotą i osobą tragiczną. Często popadał w stany melancholijne, a żeby rozkwitać potrzebował ludzi – dodaje rozmówca Tomasza Wybranowskiego.

M.N.