MUSIQUETTE B: Karlhienz Stockhausen. Jesienna medytacja i duchowe zestrojenie dzwiękiem.

Premiera niezwykle ciekawego wydawnictwa Programu Drugiego Polskiego Radia Radio oraz Bółt Records już 26 września. Harmonia wewnętrzna i zewnętrza. Pełna wolność.

„Stimme”, czyli głos!

Stockhausen – komponujący w domu, z dwojgiem malutkich dzieci za ścianą – postanowił „skomunikować” się z otoczeniem w nietypowy sposób. Utwór napisany dla sześciorga śpiewaków wymagał od nich specjalnej techniki wokalnej (alikwotowej) oraz całkowitego zjednoczenia. Autor zostawił dokładną „instrukcję obsługi”. Stockhausen pisał „Stimmung” w lutym i marcu 1968 roku podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych. Teksty powstały rok wcześniej, także w Ameryce, niedaleko San Francisco. Zamówienie wystosował zespół Collegium Vocale Köln. Sam tytuł można odczytywać jako: naturalny system dźwiękowy, dostrajanie się, zgodność brzmienia. Kompozytor wyjaśniał: „W niemieckim słowie Stimmung tkwi także znaczenie atmosfery, nastroju, fluidu, duchowego zestrojenia”. Najważniejsze jednak, że w „Stimmung” odnajdujemy „Stimme”, czyli głos!

 

Wikimedia: Karlheinz Stockhausen October 1994 in the Studio for Electronic Music of WDR Cologne.

Czas jest zniesiony

Każdy artysta ma do dyspozycji: osiem (panie) lub dziewięć (panowie) rytmicznych modeli wokalnych oraz karty magicznych imion bóstw pochodzących z różnych kultur (do swobodnego żonglowania). Wszystko po to, by stworzyć ciąg płynnych 51 formuł, czyli przeprowadzeń, w których za każdym razem inny śpiewak pełni rolę przewodnika – koryfeusza. „Napisałem 75-minutowy utwór oparty na jednym nonowym akordzie B-dur” – miał żartować kompozytor. W istocie ów dźwięk B (za każdym razem odnajdywany na nowo) mieni się – za sprawą alikwotów – zmienną barwą, kontrastami, natężeniem. Wciąga w trans, obezwładnia. „Stimmung jest na pewno muzyką medytacyjną. Czas jest zniesiony” – komentował Stockhausen. – „Wsłuchujemy się we wnętrze dźwięku, we wnętrze widma harmonicznego, we wnętrze samogłoski, we wnętrze”. Pomimo specyficznej techniki wokalnej, aury akustycznej i swoistej filozofii – „wejście” w Stimmung nie jest procesem karkołomnym. Ważna jest deklaracja współuczestniczenia – wspólnego przeżywania, odczuwania, oczyszczenia. Wsłuchiwanie się w siebie i w otoczenie. Harmonia wewnętrzna i zewnętrza. Pełna wolność.

Nowy utwór Stockhausena wymagał od śpiewaków specjalnej techniki wokalnej oraz odpowiedniego współgrania. Jego struktura posiada charakter „otwarty” – każdy wykonawca ma do dyspozycji 8 lub 9 modeli i 11 magicznych imion, którymi może swobodnie żonglować. Ważna była aura. Stockhausen: „Stimmung jest na pewno muzyką medytacyjną. Czas jest zniesiony. Wsłuchujemy się we wnętrze dźwięku, we wnętrze widma harmonicznego, we wnętrze samogłoski, we wnętrze”. Premierowe wykonanie z Paryża z 1968 roku prasa określiła jako „obozowe ognisko hipisów”. Było w tym ziarnko prawdy: wszyscy na boso siedzący po turecku i przez ponad godzinę medytujący, śpiewaczki ubrane w wyszywane spódnice… Trans i odlot. W 1969 roku w Amsterdamie publiczność próbowała zakłócić wykonanie „Stimmung” udając kocie miauczenie. Stockhausen odpowiadał: „Stimmung nawet i szczekające wilki skłoni do milczenia”.

Premiera na Warszawskiej Jesieni w 1974 roku

Po raz pierwszy od premiery na Warszawskiej Jesieni w 1974 roku , utwór zabrzmiał w Polskim Radiu niemal dokładnie w 50. rocznicę prawykonania w Paryżu, które odbyło się 9 grudnia 1968 roku w siedzibie Francuskiego Radia. W grudniu 2018 roku w Polskim Radiu, po raz pierwszy w Studiu Koncertowym im. W. Lutosławskiego – „Stimmung” kultowa kompozycja Karlheinza Stockhausena została wykonana przez zespołu proMODERN.

MUSIQUETTE B: Karlhienz Stockhausen – Stimmung

26 września 2019 nakładem Studia Polskiego Radia 2 oraz Bółt Records pojawi się album: MUSIQUETTE B: Karlhienz Stockhausen – Stimmung. O tego dnia bedzimy mieli okazję ponownie odsłuchać wykonanie z 8 grudnia 2018 roku. Wydana plyta CD pojawia się w kartownym eckopacku z jesienno czerwoną okłądką. Fragmentów albumu będzie można posłuchać 5/6 października w audycji Cienie w Jaskini x Sofa Surfing – 22:00 – 01:00.

Płyta do nabycia na stronie wydawnictwa:  Bółt 

proMODERN

Zespołu proMODERN to sekstet wokalny, który  dotychczas wydał  dwa albumy płytowe, dokonał prawykonań 28 utworów (w tym miniatur, większych form a cappella, utworów wokalno-instrumentalnych i z towarzyszeniem orkiestry oraz 9 różnych cykli pieśni), koncertował na festiwalach i na zamówienie czołowych ośrodków kulturalnych, w tym wszystkich polskich filharmonii. W 2015 roku proMODERN zdobył dwie nagrody polskiego przemysłu muzycznego Fryderyk w kategoriach: „Album roku” i „Najlepsze wykonanie muzyki polskiej” za swój debiutancki album płytowy Where are you. Pieces from Warsaw.

Drugi album „proMODERN shakespired” ukazał się w grudniu 2017 roku i także zdobył dwie statuetki Fryderyka, a utwór Philipa Lawsona z tego albumu, który legendarny artysta stworzył specjalnie na zamówienie zespołu, na przestrzeni zaledwie kilku tygodni doczekał się już 18000 odsłuchań na Spotify! Album zawiera Sonety Williama Shakespeare. Muzyka współczesnych polskich twórców podkreśla aktualność poezji brytyjskiego mistrza. Tak samo intymnie i w podobnie wysublimowany sposób. Pozwala zbliżyć się do znaczenia słów tajemniczych sonetów Williama Shakespeare’a. Kolejny rok przyniósł zespołowi nominację do Nagrody Koryfeusza w kategorii Odkrycie roku za kreację Stimmung Karlheinza Stockhausena podczas festiwalu KODY w Lublinie. Zespół stworzyli wybitni śpiewacy- soliści, aby wykonywać najbardziej wymagające utwory współczesnych kompozytorów. proMODERN jest synonimem najlepszych wykonań wokalnych muzyki współczesnej. Zespół zyskał wielkie uznanie w środowisku muzycznym i otrzymuje znakomite recenzje.

 

Zespół proMODERN tworzą:
Marta Czarkowska sopran
Ewa Puchalska mezzosopran
Ewelina Rzezińska mezzosopran
Andrzej Marusiak tenor
Krzysztof Chalimoniuk baryton
Piotr Pieron bas

Źródło: materiały prasowe

Wolna Europa kibicowała Okrągłemu Stołowi i wspierała przemysł transformacji, marginalizując opozycję antysystemową…

Na początku lat 50. krążył dowcip: jaka jest różnica między Głosem Ameryki a Radiem Wolna Europa? W Głosie Ameryki Polacy uprawiali politykę amerykańską, a w Wolnej Europie Amerykanie polską.

Andrzej Świdlicki

Jest pewnym paradoksem, że Wolną Europę pokonał wolny rynek mediów, o który walczyła, a jej antykomunistyczna legenda traciła na znaczeniu w miarę jak w Polsce ubywało tematów tabu. W swojej książce Pięknoduchy, radiowcy i szpiedzy: Radio Wolna Europa dla zaawansowanych (wydawnictwo Lena, Wrocław) starałem się wykazać, że temat jest nie tylko aktualny, ale że wiele aspektów działania tej rozgłośni nie zostało opisanych. (…)

Władze PRL uważały RWE za ideologicznego wroga, dążąc do utrzymania monopolu na słowo będące w komunizmie instrumentem sprawowania władzy. Z RWE walczono w PRL na trzy sposoby: w latach 1952–1956 i 1971–1988 usiłowano ją zagłuszyć, przez cały czas infiltrowano i penetrowano wywiadowczo (…) Wolna Europa była wyjątkowym radiem, finansowanym w różnych okresach przez CIA, Departament Stanu i Kongres, o znacznym zakresie niezależności redakcyjnej. Nadawała z Monachium; stosunki pracownicze kształtowało prawo niemieckie, a pracowali w nim polityczni uchodźcy z Polski, Czechosłowacji, Węgier, Rumunii, Bułgarii i ZSSR. Nad wszystkim czuwali Amerykanie z doświadczeniem w mediach korporacyjnych bądź z politycznym stażem w Kongresie lub dyplomacji. (…)

Piszę m.in. o genezie Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, znanej początkowo pod nazwą Głos Wolnej Polski, o roli emigracji antyjałtańskiej w jej utworzeniu, o działaniach Służby Bezpieczeństwa i radiowcach, którzy ukształtowali jej legendę.

Wyrazem aktualności tematu jest popularność dyrektora Jana Nowaka (Jana Nowaka-Jeziorańskiego), widoczna choćby w kinematografii i filatelistyce. On to obok Zdzisława Najdera zagospodarowywał polskie życie polityczne po 1989 roku. Choć dwaj panowie N. nie znosili się wzajemnie, ich działania miały sporo wspólnego, a ogląd wielu spraw był pokrewny. (…)

Wiele miejsca w Pięknoduchach, radiowcach, szpiegach zajmuje akcja rozpracowania Jana Nowaka przez Służbę Bezpieczeństwa. To historia sensacyjna sama w sobie, globalna akcja bezpieki, materiał na filmowy scenariusz o człowieku broniącym swojej legendy. W tle jest okupacja, zbrojne podziemie, komunistyczny wywiad, piękna kniaziówna i kandydat do literackiej nagrody Nobla, któremu wzbraniano dostępu do anteny. Odmiennie niż Stefan Wysocki i Andrzej Pomian argumentuję, że przegrana Nowaka przed sądem w Kolonii w lipcu 1975 r. i jego pośrednie przyznanie się do pracy w hitlerowskim zarządzie pożydowskiego mienia były bez związku z jego odejściem z Monachium. Podobnie zresztą jak awantury w zespole. O odejściu Nowaka przesądziła utrata parasola ochronnego CIA na fali reorganizacji w przededniu połączenia RWE ze Swobodą.

Nowaka, podobnie jak jego prawą rękę Tadeusza Żenczykowskiego, obciąża afera Bergu – wywiadowczej współpracy delegatury WiN-u z wywiadem amerykańskim w celu stworzenia w Polsce piątej kolumny na wypadek konfliktu z Sowietami, firmowanej przez emigracyjne stronnictwa: narodowców, socjalistów i nidowców. Niepodległość i Demokracja to ugrupowanie, w którym Nowak, choćby z racji stanowiska w Monachium, był ważną postacią. Dyrektorską nominację, czego nigdy nie przyznał, zawdzięczał Delegaturze WiN-u. Okoliczności nominacji zatajał, by nie łączono go z aferą Bergu. (…)

Akcje Służby Bezpieczeństwa przeciwko Radiu Wolna Europa w Monachium to jeden z głównych wątków książki. Inne to m.in. wątek emigracyjny i polityczny.

Rozgłośnia była placówką emigracji antyjałtańskiej, według Cata-Mackiewicza nagrodą pocieszenia za Jałtę. Jej renoma jest zasługą weteranów Polskich Sił Zbrojnych, dipisów, AK-owców, ale najwybitniejszego pisarza na emigracji, Józefa Mackiewicza, nie dopuszczono do anteny.

Najostrzej zwalczali go dawni działacze Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej, którzy po wojnie wstąpili do NiD-u, obsadzając kierownicze stanowiska w Rozgłośni Polskiej RWE i współpracując z wywiadem USA. Bez Józefa Mackiewicza nie można zrozumieć, czym było Radio Wolna Europa, z pewnością nie można zrozumieć Jana Nowaka. (…)

Głównym sensem działalności rozgłośni w Monachium było kształtowanie przekazu, tłumaczenie sensu wydarzeń, ustawianie poprzeczki politycznych oczekiwań i wyobrażeń słuchaczy. Ten aspekt działalności RWE był ważniejszy niż walka z cenzurą, która – choć na pierwszym planie – była tylko środkiem. Celem było kształtowanie myślenia ludzi zdolnych wpływać na opinię publiczną zgodnie z długofalowym interesem Stanów Zjednoczonych. Z dzisiejszej perspektywy widać, że był to interes tyleż polityczny, co finansowy. (…)

Wolna Europa kibicowała Okrągłemu Stołowi i wspierała przemysł transformacji, jak zorganizowane wychodzenie z komunizmu nazwał Niall Ferguson, marginalizując opozycję antysystemową i ideowych antykomunistów.

Cały artykuł Andrzeja Świdlickiego pt. „Radio Wolna Europa znane i nieznane” znajduje się na s. 4 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Andrzeja Świdlickiego pt. „Radio Wolna Europa znane i nieznane” na s. 4 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nasz wywiad. Stefan Tompson o zapomnianej walce polskich przedsiębiorców z systemem komunistycznym

Jak PRL zniszczył polskich przedsiębiorców? „Oni budowali nasze szczęście” to film Stefana Thompsona odsłaniający historię, z której powinniśmy wyciągać wnioski także dzisiaj.

„Oni budowali nasze szczęście” pokazuje dramatyczne losy małych przedsiębiorców od dekretu Bieruta, poprzez systemowe zniszczenie sektora prywatnego w bitwie o handel, aż do późnego PRL-u. Kulisy powstania filmu odsłonił Stefan Tompson w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim w Poranku Wnet.

Konkretów nie zabrakło. Autor już na samym początku rozmowy wyjaśnił jaki jest powód powstania filmu. Dla Stephana Tompsona pokazanie nieznanej szerzej historii rozpaczliwej walki o byt drobnych polskich przedsiębiorców, to wręcz obowiązek dziejowy.

– Był to temat zmarginalizowany, pominięty. Znamy oczywiście opowieści opozycjonistów, tych ludzi, którzy zwalczali komunizm. Mniej wiemy natomiast o osobach, którzy starali się zbudować szczęście w Polsce przez przedsiębiorczość – tłumaczy Tompson.

Autor dotarł do przedsiębiorców, którzy byli tępieni przez PRL już we wczesnych latach 40, podczas reformy rolnej poprzez Dekret Bieruta poprzez bitwę o handel.

– Odnalazłem także szereg osób, które walczyły z systemem poprzez przedsiębiorczość w latach 60., w latach 70., 80. Ludzi, którzy zajmowali się takimi rzeczami jak bycie badylarzem, cinkciarzem, konikiem, chomikarzem. Ten film właśnie dokumentuje tę walkę z ustrojem komunistycznym poprzez zanegowanie tej brutalnej ideologii, czyli wytwarzanie własnego kapitału i budowanie niezależności i własnego szczęścia poprzez kapitał.

Film, którego premiera nieprzypadkowo odbyła się 17 września opowiada, że system komunistyczny walczył z prywatnym kapitałem przez ustawy, ale gdy nie mógł zniszczyć człowieka sposobem prawnym, robił to w sposób fizyczny. Jak zapowiada autor, będzie go można zobaczyć również w jesiennej ramówce TVP Kultura.

Stefan Tompson to Polak urodzony w Londynie. Dał się szerzej poznać jako autor krótkich filmów edukacyjnych dotyczących polskiej historii. Sam Tompson wielokrotnie podkreślał, że celem takiej działalności jest walka z manipulacją, która jest wymierzona w polską historię. Jego film, prostujący kłamstwa o rzekomych „polskich obozach zagłady” został zablokowany na YouTube.

 

MB/WJB

O. Pączka: Wielu Afrykańczyków nie wie, że w Europie trzeba tak dużo pracować

Ojciec Benedykt Pączka o działalności polskiej szkoły muzycznej w Afryce, wydanej przez jej podopiecznych płycie i różnicy między trybem pracy Afrykańczyków a pracą w Europie.

Ojciec Benedykt Pączka mówi o polskich nauczycielach muzycznych, którzy przyjeżdżają do Republiki Środkowoafrykańskiej, aby nauczać dzieci. Zatrudniani są oni na kontrakty czteromiesięczne, w których czasie uczą dzieci zapisu nut i gry na instrumentach. Niektóre instrumenty jak trąbka czy saksofon są czymś, co dzieci widzą pierwszy raz w życiu. Szkoła muzyczna prowadzona przez Fundację dzieci Afryki działa już trzy lata w mieście Bouar w Republice Środkowoafrykańskiej.

Oni myślą o pieniądzach, że można wszystko dostać, bardzo dużo ludzi z Afryki nie wie, że będąc w Europie, naprawdę trzeba pracować.

Duchowny mówi także o charakterze pracy w Afryce. Afrykańczycy pracują krócej niż mieszkańcy Europy. Nie mają oni 8-godzinnego dnia pracy, ale pracują do południa. Przywołuje pracowników szkoły, którzy zaczynają o 7 i kończą o 12. Taki tryb pracy pozwala im, żeby wieczorem mieć „co do garnka włożyć”.

Kapucyn zachęca do kupowania wydanej przez Fundację dzieci Afryki płyty „Zamiast broni”.  Środki pozyskane z jej  sprzedaży, przeznaczone zostaną na budowę budynku szkolnego. Podkreśla, że fundacja działa nie dzięki dużym pojedynczym wpłatom, ale wielu drobnym.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Hajdasz: Wierzę, że IPN w końcu przyzna, że abp Baraniak był prześladowany przez ubecję. Pokazuję, że są na to dowody

– Od blisko 10 lat wspieram świadków prześladowań abp. Antoniego Baraniaka. Mam nadzieję, że m.in. dzięki filmowi „Powrót” IPN przyzna, że był on prześladowany przez komunistów – mówi Joanna Hajdasz.

 

 

Joanna Hajdasz, redaktor naczelna wielkopolskiego wydania „Kuriera WNET”, opowiada o XXXIV Międzynarodowym Katolickim Festiwalu Filmów i Multimediów „KSF Niepokalana 2019”. Do konkursu nadesłano 64 tytuły z 12 krajów, m.in. z USA, Szwecji, Wenezueli czy Hong Kongu. Hajdasz przedstawiła na nim film pt. „Powrót”. Opis produkcji z katalogu wydarzenia: „O biskupie Antonim Baraniaku i jego gehennie w ubeckim więzieniu oraz niezłomności. Według słów kardynała Karola Wojtyły Kościół w naszym kraju nie może nigdy zapomnieć o tym, co abp Antoni Baraniak uczynił dla Kościoła w najtrudniejszym dla niego czasie. Pośmiertnie został odznaczony Orderem Orła Białego”. Film redaktorki naczelnej wielkopolskiego wydania „Kuriera WNET” został na festiwalu nagrodzony drugą nagrodą w kategorii dokumentu historycznego.

Gość Poranka wyjaśnia, co zmotywowało ją do nakręcenia „Powrotu”.

„Powrót” to film o arcybiskupie Antonim Baraniaku, pokazujący kolejnych świadków jego prześladowania. Ja ich wspieram po prostu od blisko 10 lat, bo wierzę, że w końcu zakończy się prowadzone po wznowieniu śledztwo prokuratorów IPN-u i będzie przyznane czarno na białym, że jest to człowiek, który był prześladowany zarówno psychicznie, jak i fizycznie przez system komunistyczny. Przy umorzeniu tego procesu po prostu stwierdzono, że brak dowodów na to i czekam, żeby ktoś się podpisał pod tym, że te dowody jednak są.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Dziś muzyka trafia bardziej do nóg niż do serca. Rozmowa Tomasza Wybranowskiego z założycielem Heya, Piotrem Banachem

Pobyt na scenie jest fantastycznym przeżyciem, ale to tylko urywek rzeczywistości. Żeby być szczęśliwym, trzeba mieć solidny fundament złożony z mądrych, sympatycznych, przyjaznych ludzi dookoła.

Tomasz Wybranowski, Piotr Banach

Piotrze, wiem, że polecasz nasze radio swoim znajomym. Dlaczego?

Dlatego, że jest w nim dużo polskiej muzyki. Poza tym jest to radio, w którym trafiłem na audycje ze zdrowym rozsądkiem. I po prostu nie czuję się tutaj manipulowany. Są przedstawiane poglądy, z którymi się mogę bardziej lub mniej zgadzać, ale na pewno gośćmi waszego radia są ludzie, którzy o swoich poglądach potrafią opowiadać. Nie ma tutaj czegoś takiego, z czym spotykam się dookoła i bardzo mi jest z tym przykro – że już nie potrafimy ze sobą rozmawiać, że podzieliliśmy się na jakieś dwa przeciwne obozy i coraz mniej ludzi operuje zdrowym rozsądkiem, logiką.

Jakie kto ma poglądy, takie ma, każdy ma do nich prawo; natomiast chciałbym, żeby ludzie potrafili mi powiedzieć, dlaczego tak uważają, a nie tylko rzucać hasłami oderwanymi od rzeczywistości. I kiedy słucham Radia WNET, dostaję takie właśnie umotywowane poglądy.

Umotywowane, wyważone, zdroworozsądkowe. Przyjemnie mi się tego słucha.

Nie wiem, czy pamiętasz stary, wojskowy hotel przy ulicy Spadochroniarzy. To był chyba rok dziewięćdziesiąty trzeci, przyjechał zespół Hey i nastąpiło totalne oblężenie. A myśmy rozmawiali sobie gdzieś tam na półpiętrze; ja byłem wtedy początkującym dziennikarzem radiowym. Pamiętam, że obserwowałeś to oblężenie trochę z przymrużeniem oka, a potem była bardzo długa konferencja prasowa, trwała chyba z półtorej godziny, ale cierpliwie odpowiadaliście na pytania. Przypominam to w kontekście sławy i popularności. Twoje podejście do tych spraw jest przede wszystkim zdroworozsądkowe. Często mówiłeś w wywiadach, że bardzo dobrze, jeżeli pod tym względem wraz z upływem czasu nic się nie zmienia w sercu i w głowie. Czy to przekonanie wciąż w Tobie trwa? Że jest idea, serce, zamysł, czyn, scena, wykonanie – ale tak naprawdę nie wolno gubić w tym przede wszystkim siebie i swoich bliskich, zwłaszcza rodziny? Zawsze to podkreślałeś.

Bardzo ubolewam nad tym, że w tej chwili – oczywiście na pewno są wyjątki, ale mówię o ogóle – że dla większości młodych ludzi muzyka stała się środkiem do celu, na przykład do zrobienia kariery.

Jedni robią ją na Instagramie, inni na Youtube, a jeszcze inni chcą ją zrobić w radiu. I muzyka jakby mniej się liczy, w takim sensie, w jakim liczyła się dla mojego pokolenia. Dla nas muzyka była nośnikiem treści, była mocno powiązana z subkulturami. Dziś nie ma subkultur i muzyka nie ma już takich sztandarów, jakie niosła kiedyś za pośrednictwem tych subkultur, co powoduje, że stała się bardziej użytkowa. A jako taka trafia bardziej do nóg niż do serca.

Ja chciałem zrobić karierę nie tylko po to, żeby zaspokoić własną próżność – to oczywiście również, bo wszyscy jesteśmy próżni. Każdy myśli o sobie jako o kimś wyjątkowym. Więc chciałem zrobić karierę również i z tego powodu, ale przede wszystkim dlatego, że wychowywałem się na legendzie wielkich osobowości, które w historii rock and rolla były postrzegane jako ci, którzy zmieniali świat na lepsze. Nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo były to tylko jednostki, ale dawali ludziom, swoim słuchaczom poczucie, że istnieje lepszy świat. Świat ludzi – jakby to powiedzieć – mądrzejszych to złe słowo, bo to zupełnie nie o mądrość chodzi. Po prostu przyjaznych światu, z jakąś ideą, która miała ułatwiać życie ludziom dookoła, a nie tylko sobie samemu. I dla mnie w związku z tym moja kariera to było z jednej strony oczywiście spełnienie moich marzeń. Faktycznie były tłumy, oblężone hotele, o czym wspominałeś, i tak dalej; wypełnione hale – ale z drugiej strony, wchodząc w środowisko muzyczne, w show-biznes, przeżyłem straszliwe rozczarowanie.

To nie było to, co sobie wyobrażałem jako bardzo młody człowiek, który nasiąkł ideą rock and rolla – że to jest muzyka, która zmienia świat na lepsze. Okazało się, że jednak w dużej mierze jest to tylko biznes i show, a idea gdzieś tam w tym wszystkim schodzi na drugi plan.

To były takie moje osobiste rozczarowania, które spowodowały, że w ten show-biznes nie wchodziłem mocniej niż mógłbym wejść; bo miałem takie możliwości. Natomiast w tej chwili mam już także tę mądrość, która przychodzi z wiekiem, z doświadczeniem – że nic nie jest ważniejsze od ludzi, którzy są dookoła mnie: rodziny, przyjaciół. Pobyt na scenie jest fantastycznym przeżyciem, ale to tylko urywek rzeczywistości. Żeby funkcjonować, żeby być szczęśliwym, trzeba mieć solidny fundament złożony z mądrych, sympatycznych, przyjaznych ludzi dookoła.

Cały wywiad Tomasza Wybranowskiego z Piotrem Banachem, pt. „Dziś muzyka trafia bardziej do nóg niż do serca”, znajduje się na s. 19 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Tomasza Wybranowskiego z Piotrem Banachem pt. „Dziś muzyka trafia bardziej do nóg niż do serca” na s. 19 wrześniowego „Kuriera WNET”, nr 63/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Szczepienia przeciw HPV będą refundowane ze środków publicznych

Prof. Piotr Rutkowski z Centrum Onkologii w Warszawie, zaprezentował założenia Polskiej Narodowej Strategii Onkologicznej, zapowiedział refundowane szczepienia przeciwko HPV.

Wirus HPV (Human Papillomavirus) to ludzki wirus brodawczaka. Wyróżnia się 150 typów HPV chorobotwórczych dla człowieka, niektóre z nich odpowiadają za zmiany przedrakowe szyjki macicy i raka szyjki macicy. Do zakażenia HPV dochodzi przede wszystkim drogą płciową, najczęściej w początkowym okresie po rozpoczęciu aktywności seksualnej. W ciągu swojego życia 50-80% aktywnych seksualnie kobiet i mężczyzn było lub będzie zakażonych HPV. Zakażenia HPV mogą prowadzić również do raka odbytu, przestrzeni ustno-gardłowej, pochwy, sromu.

Szczepionki przeciw HPV są bezpieczne i dobrze tolerowane. Występuje niewiele działań niepożądanych, tj. ból w miejscu wstrzyknięcia, zaczerwienienie , świąd, obrzęk, zmęczenie czy ból głowy. Zalecane jest, aby nie poddawać szczepieniom dziewczyn poniżej 9 roku życia, kobiet w ciąży, a także osobom z uczuleniem na składniki zawarte w szczepionce.

Na konferencji „Cancer Prevention 2020”, Profesor Piotr Rutkowski zapowiedział, że szczepienia przeciw HPV zostaną włączone do Programu Szczepień Ochronnych i będą refundowane ze środków publicznych.

Eksperci zwrócili uwagę na to, że niektóre nowotwory daje się eliminować. Należy do nich między innymi rak szyjki macicy. Doświadczenia krajów, w których szczepienia przeciw HPV są powszechnie stosowane i stają się również nadzieją dla polskich lekarzy. Prof. Piotr Rutkowski zapowiedział, że szczepienia przeciw HPV będą w Polsce włączone do kalendarza szczepień obowiązkowych. Efektem będzie zmniejszenie i wyeliminowanie przypadków nowotworów szyjki macicy. Narodowa Strategia Onkologiczna ma być przedstawiona rządowi do końca listopada, jednak znacznie wcześniej – zapewniał minister Szumowski – dokument będzie przesłany do konsultacji publicznych.

M.N.