Zastępca głównego insp. sanitarnego : Służby, dzięki pionowemu zarządzaniu, są w stanie w każdej chwili podjąć działania

Izabela Kucharska o kwarantannie osób narażonych na zarażenie koronawirusem, procedurach, rozwiązaniach prawnych i przebiegu, strukturze służb i zmianach w niej oraz o wizycie w Smoleńsku.

Izabela Kucharska mówi, że 51 osób jest objętych obecnie kwarantanną. Tłumaczy, w jaki sposób osoba jest informowana o podjęciu kwarantanny.  Nawiązywany jest kontakt telefoniczny za pośrednictwem, którego przez dwa tygodnie zbierane są informacje od osoby objętej kwarantanną na temat jej zdrowia. Ma ona obowiązek się do niej zastosować. Kwarantanna trwa do 14 dni. W tym czasie należy ograniczyć swoje kontakty z innymi ludźmi, w te wynikające z obowiązków służbowych. W przypadku osób zatrudnionych na etacie za dni spędzone na kwarantannie należy się pensja. Kwestia ludzi zatrudnionych na inny rodzaj umowy niż umowa o pracę sytuacja jest trudniejsza. Rozmówczyni Krzysztofa Skowrońskiego stwierdza, że będzie to rozwiązane przez zapisy specustawy i w takich przypadkach zostanie wypłacona przez państwo rekompensata.  Państwo obecnie będzie korespondować informacje dotyczące zachowania higieny, które zmniejszą prawdopodobieństwo zachorowania.

Od maja zmienia się podporządkowanie stacji powiatowych. Wchodzą w strukturę organizacji zespolonej wojewodów.

Kucharska chwali organizację polskich służb, które, jak mówi, są skuteczne dzięki ich pionowej organizacji. Obecnie ma ona być jeszcze bardziej scentralizowana. Dotychczas bowiem organami tworzącymi były samorządy. Przez to, jak mówi zastępca głównego inspektora sanitarnego, „mieliśmy do czynienia z różnymi ośrodkami dowodzenia”, które nie zawsze podporządkowały się odgórnym zaleceniom i wprowadzały własne. Skutkowało to m.in. problemami z szybkim zbieraniem informacji.

Kucharska opowiada także o swojej wizycie w Smoleńsku, gdzie odwiedzała miejsce katastrofy. Zwraca uwagę, że miejsce było mocno zapuszczone.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Studio Dublin – 6 marca 2020 – Małgorzta Rosek, Anna Hurkowska, Bogdan Feręc – Polska-IE, Jakub Grabiasz, Alex Sławiński

W piątkowe przedpołudnie w Radiu WNET, tradycyjnie informacje z Republiki Irlandii. Także wywiady, analizy, przeglądy prasy i korespondencje. Słów kilka także o możliwym odwołaniu parad św. Patryka.

W gronie gości:

  • Bogdan Feręc – redaktor naczelny portalu Polska-IE.com
  • Alex Sławiński – Studio Londyn Radio WNET
  • Małgorzata Rosek – prezes Polskiej Macierzy Szkolnej w Irlandii, dyr. Polskiej Akademii Wiedzy
  • Anna Hurkowska – Slavic Inspirations Limerick
  • Jakub Grabiasz – redakcja sportowa Studia 37 Dublin
  • Dariusz Kąkol – Radio WNET, sportowiec i fotograf

Prowadzący: Tomasz Wybranowski

Wydawca: Tomasz Wybranowski

Realizator: Marcin Głos (Warszawa) i Tomasz Wybranowski (Dublin)


Bogdan Feręc, portal Polska-IE – Radio WNET Irlandia

W pierwszym marcowym wydaniu Studia Dublin łączymy się tradycyjnie z Bogdanem Feręcem, szefem portalu Polska-IE.com.  Największe wyspiarskie dzienniki donoszą o tym, że … w Republice Irlandii potwierdzono 13 przypadków koronawirusa Covid – 19. Jak podkreśla: Przypadków koronawirusa będziemy mieli jeszcze więcej, ponieważ okres inkubacji to ok. 14 dni. Większość przypadków, które są zdiagnozowane w Irlandii, pochodzą z Włoch. 

Bogdan Feręc podejmuje także temat o niezręcznej sytuacji Michaela Martina, szefa partii Fianna Fail. Stawia on czoła swojej strategii powyborczej.

Wbrew opiniom posłów partii szef Fianny Fáil postanowił kontynuować starania o utworzenie koalicji rządowej z Fine Gael, choć jego oponenci w łonie ugrupowania wręcz żądają rozmów z Sinn Fein, która wygrała wybory 8 lutego 2020 roku. Społeczeństwo mówi o tym, że to właśnie Sinn Fein ma być siłą, która przewodzi nowemu rządowi. Jeżeli się tak nie stanie to przejdzie ona do totalnej opozycji negującą tym samym wszystkie postulaty. O tym sporo miejsca poświęcono w piątkowym wydaniu dziennika The Irish Times piórem Fiacha Kelly.

Zgodnie z prezentowanymi wcześniej wypowiedziami decyzja o tym, czy odbędzie się święto patrona Irlandii, ma zapaść pod koniec tego tygodnia. Jeżeli podjęta zostanie decyzja, iż dublińska parada zostaje odwołana, odwołane zostaną również inne uroczystości – mówi Bogdan Feręc.

Piątkową porą także wieści z Londynu i dawno nie słyszany Alex Sławiński. W Londyńskim Wnetowym Zwiadzie m.in. o panice, którą wzbudza koronawirus i wielkiej wymianie banknotów dwudziestofuntowych. W finale korespondencji z Londynu opowieść i recenzja niedzielnego koncertu polskiej legendy rockowej Perfectu, która żegna się z fanami w kraju i Polonusami w Europie i całym świecie:

To był wspaniały koncert i bardzo przejmujący. Przed oczami przebiegły mi te wszystkie lata i emocje, które związane były z muzyką Perfectu, tekstami Bogdana Olewicza i oczywiście głosem Grzegorza Markowskiego – wspomina Alex Sławiński.

 

 

Kuba Grabiasz – Sport Studio Dublin. Fot. arch. Studio 37.

Jakub Grabiasz opowiada o zmianach spowodowanych w kalendarzu wydarzeń sportowych w związku z epidemią: „mecz Anglii z Walią najpewniej się odbędzie, mecz Włochów z Anglią na pewno się nie odbędzie, nasz irlandzki mecz z Włochami także”.

Spotkanie Anglików z Włochami przeniesione zostało na termin nieokreślony. Prawdopodobnie będzie to jesień. Zapewne nie odbędzie się także mecz Włochy-Francja, gdyż „wirus nie rządzi jeszcze w Paryżu, ale nie wiadomo, co będzie za kilka dni”.

Dziennikarz Studia 37 komentuje także losowanie Ligii Narodów, gdzie Polska jest w grupie razem z Niderlandami, Włochami, Bośnią i Hercegowiną. Z Irlandia o wyjście z grupy rywalizować będą Walia, Finlandia i Bułgaria. Opowiada także historię niewielkiego irlandzkie miasteczka, gdzie większość mieszkańców stanowią imigranci z całego świata. W miejscowej szkole uczą się dzieci 33 narodowości.

Dariusz Kąkol, nasz redakcyjny kolega opowiadał z kolei o biegu Gaelforce Mountain Run w górach przepięknej Conamery, w którym będzie brał udział razem z Jakubem Grabiaszem. Trasa będzie biegła nad brzegiem Atlantyku. Bierze w nim udział ponad 700 osób. Rozmówca Tomasza Wybranowskiego wspomina inne biegi w których brał udział, wśród których był bieg w Barcelonie, czy w Amsterdamie. Biegał także w polskich Bieszczadach.

 

Anna Hurkowska i Ewa Kotuła opowiadają o przygotowaniach do parady św. Patryka organizowanej przez środowiska polonijne. Będą rekonstruktorzy i tańce słowiańskie. Ze starych kabli zostało zbudowane drzewo symbolizujące połączenie ludzi.

Z Małgorzatą Rosek, szefową polskiej szkoły w Dublinie PAK im. Adama Mickiewicza i prezes Polskiej Macierzy Szkolnej w Irlandii zapraszamy na zadziwiający konkurs recytatorski „Brzechwałeczki 2020 – Podróze małe i duże”.

Wielki finał już jutro. To już 9 edycja tego szkolnego konkursu, który odbędzie się w sobotę o 19.30.  „Upowszechniamy twórczość polskich poetów”- mówi dyrektor dodając, że to także szansa dla uczniów by odkryć swoje talenty.

W drugiej części rozmawiamy o wzroście świadomości polskich rodziców, że nauczanie języka polskiego jest bardziej niż potrzebne. Przy okazji warto się pochwalić pakietem edukacyjnym „Emi i Maks w polskiej szkole” . To wspólny projekt Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” i Polskiej Macierzy Szkolnej w Irlandii.

W programie także wspomnienie profesora Macieja Smoleńskiego. 2 marca 2014 roku, w wieku 82 lat, prof. Maciej Smoleński odszedł.

Był jednym z założycieli Towarzystwa Irlandzko-Polskiego i jego wieloletnim Prezes. Był także działaczem polonijnym Ogniska Polskiego i Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego. Był także profesorem śpiewu w Royal Irish Academy of Music w Dublinie. Polacy w Irlandii pamiętają o profesorze Maćku, jak o nim pieszczotliwie mówiliśmy.

 

PJ Murphy i Tomasz. Wizyta Studia 37 Radia WNET w Sweny’s Chemist, przy Lincoln Place w Dublinie. Tam Leopold Bloom kupował mydełko dla Molly. Fot. Tomasz Szustek Studio 37

       „Studio Dublin” zawsze w piątki na antenie Radia WNET, tuż po Poranku WNET                                                          Krzysztofa Skowrońskiego. 


opracowanie: Aleksander Popielarz, Marta Niźnik i Tomasz Wybranowski

 

Partner Radia WNET i Studia Dublin

 

Produkcja Studio 37 – Radio WNET Dublin © 2020

 

Piotr Banach: Od kilku lat jestem innym człowiekiem. Przestałem być chłopcem, a stałem się mężczyzną

Piotr Banach o swojej młodości, środowisku w którym zaczynał, pułapkach show-biznesu i jak się z nich wydostał oraz o zmianach w swoim życiu.

Szczecin wyznaczył mi pewne wzorce, standardy. […] U nas tych sal prób nie było. Płacenie sobie za próby byłoby czymś nagannym i wykluczającym z grania.

Piotr Banach wspomina swoje początki w dniu 55. urodzin tłumacząc jak ukształtowało go specyficzne szczecińskie środowisko ludzkie. Stwierdza, że „jak się wjeżdża w zachodniopomorskie to jest jakoś inaczej”, nawet pogoda jest inna. Założyciel Hey dzieli się refleksjami na temat show-biznesu, które zna zarówno z autopsji, jak i z lektury biografii swoich ulubionych wykonawców.

Wszyscy znamy jakieś legendy, często przesadzone, o muzykach, którzy popadli w narkomanię bądź skończyli na leczeniu na choroby psychiczne albo jedno i drugie. Bierze się to stąd, że to bardzo trudny zawód.

Zwraca uwagę, że kiedy komuś uda się odnieść sukces to mężczyźni mu przytakują, a kobiety go pragną. Jednak uwielbienie ludzi przemija wraz ze zmianami mód i gustów publiczności. Dochodzi do tego atmosfera rywalizacji między artystami. Lider Indios Bravos znalazł sposób żeby spełniać się jako muzyk, a jednocześnie nie obcować z show-biznesem. Chodzi o to, żeby znaleźć własną niszę. Wspomina swoją pracę w sklepie muzycznym Rockandroller.

Od kilku lat jestem innym człowiekiem.  Przestałem być chłopcem, a stałem się mężczyzną.

Gitarzysta Dum Dum opowiada jak się zmienił w ostatnich latach. Zauważa, że w porównaniu do swoich jest „trochę opóźniony w rozwoju”. Zrobił bowiem prawo jazdy w wieku 46 lat, a ojcem został wtedy, kiedy jego koledzy zostawali dziadkami.

A.P.

 

Czeski konflikt. Która z tradycji: husycka czy katolicka – ma większe prawo do obecności w przestrzeni publicznej?

Rada miejska w stolicy Czech Pradze uchwaliła, że XVII-wieczna Kolumna Maryjna powróci na Rynek Staromiejski po 102 latach od barbarzyńskiego jej zniszczenia w listopadzie 1918 roku.

Grzegorz Kita

Jest to kolejna już próba przywrócenia tego ważnego symbolu, nie tylko religijnego, do praskiej przestrzeni publicznej. Czy czeskim katolikom uda się tym razem zaznaczyć swoją stałą w niej obecność?

Gdy w listopadzie 1918 roku rozpadały się Austro-Węgry i powstawała Czechosłowacja, otwarte było pytanie: na jakich wartościach będzie zbudowane nowe państwo? Czy uda się w nim pogodzić dwie tradycje, do których odwoływali się Czesi? Trzeciego listopada tegoż roku wszystko okazało się jasne.

Oto pochodzący z dzielnicy Zizkov anarchista i alkoholik Franta Sauer zorganizował happening na Starym Mieście pod Maryjną Kolumną. W jego trakcie przy całkowitej bierności służb państwowych i miejskich kolumnę strącono i pogruchotano na drobne kawałki.

Krzyczano przy tym: „Precz z Austrią!”,  „Precz z Rzymem!”. Demonstranci i ich obrońcy twierdzili, że budowla ta powstała po 1620 roku jako znak tryumfu katolików nad protestantami w Bitwie na Białej Górze. Data ta była i jest dla Czechów symbolem przymusowej rekatolizacji i represji Habsburgów wobec czeskiej protestanckiej szlachty, która chciała utrzymać niezależność państwową i odrębność Korony św. Wacława.

Zburzenie Kolumny Maryjnej, 1918 | Fot. domena publiczna, cs.wikipedia.org

Dzisiejsze spojrzenie czeskich historyków na tę sprawę pokazuje też i inny punkt widzenia. Kolumna Maryjna została postawiona dopiero w roku 1649, jako wotum za uratowanie miasta przed wojskami szwedzkimi. Trudno jest także podważyć tezę, że gdy drugiej połowie XVII wieku oficjalnie i literacko język czeski zaczął zanikać, to, że nie zanikł całkiem, jest zasługą katolickich księży, głównie jezuitów, którzy uczyli swoich wychowanków tego języka i nawet drukowali w nim modlitwy i pieśni w modlitewnikach kościelnych. Było to cenne w czasie narodowego odrodzenia w drugiej połowie XIX wieku. Jednym z głównych tzw. budzicieli narodu na przełomie XVIII i XIX wieku był Josef Dombrovsky – jezuita, teolog, współzałożyciel Królewskiego Czeskiego Towarzystwa Nauk w Pradze i Czeskiego Muzeum Narodowego.

Osobną sprawą jest problem czeskich patriotów i ich stosunek do katolicyzmu. Jak zauważa czeski historyk Jaroslav Sebek, do czasów Wiosny Ludów, czyli do 1848 roku, nie było żadnego podziału patriotów na katolickich czy protestanckich. Gdy w marcu tegoż roku z Pragi do Wiednia wyruszyła oficjalna delegacja czeskich stanów z postulatami autonomii ziem Korony Czeskiej, uroczystą Mszę świętą na Końskim Targu odprawił ówczesny arcybiskup Pragi. Jednak z biegiem rewolucji uwidocznił się podział, który przebiegał na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, liberalne postulaty nie mogły zostać poparte przez katolicką hierarchię kościelną. Drugą płaszczyzną rozejścia się tych ruchów było coraz częstsze powoływanie się Czechów na tradycję Jana Husa. (…)

W 1915 roku, w pięćsetną rocznicę spalenia Jana Husa, postawiono w Pradze na Rynku Staromiejskim ogromny pomnik tego wybitnego czeskiego reformatora religijnego.

Pomnik Husa i stojąca niedaleko niego Kolumna Maryjna to z jednej strony znak, że husycka tradycja została uznana za trwałą cześć czeskiej identyfikacji narodowej. Ale to także znak, że obie te tradycje będą się stale ścierać o własne wizje historii i przyszłości tych ziem, choć w 1915 roku jeszcze nie państwa.

Dla czeskich katolików strącenie Kolumny w 1918 roku było jasnym znakiem, że dla nich nie będzie miejsca w nowym państwie. Zaczęło się demolowanie kościołów, kaplic i innych miejsc kultu. Rozbijano posągi świętych, niszczono witraże. Ze szkolnych ścian zdejmowano i niszczono krzyże. Niekiedy dochodziło do regularnych walk między wiernymi a tymi, co chcieli zniszczyć i sprofanować budynki kościelne. Z Kościoła katolickiego wystąpiło kilkuset księży i kilkaset tysięcy wiernych, którzy utworzyli własny Kościół, odwołujący się do husytyzmu. Wszystko to działo się za aprobatą władz młodego państwa czechosłowackiego. Podziały uwydatniły się szczególnie w latach 20. XX wieku, gdy tworzono kalendarz świąt. I tak, pomimo ogromnych protestów katolików, wykreślono z niego dzień 16 maja jako święto czeskiego świętego z XIV wieku, Jana Nepomucena, męczennika i patrona Czech. Jednak w tym samym roku doszło do unormowania stosunków i nadeszła chwilowa odwilż. W wyżej wspominanym kalendarzu pozostawiono święto św. Wacława (28 września), króla i męczennika czeskiego, patrona czeskiej państwowości. Na Morawach pozostawiono uroczystość Cyryla i Metodego – głównych patronów Słowian. Dzień ten obchodzono 5 lipca. Dla zachowania równowagi w następny dzień, 6 lipca, ustanowiono święto na pamiątkę spalenia mistrza Jana Husa.

Cały artykuł Grzegorza Kity pt. „Czeski konflikt. Jan Nepomucen kontra Jan Hus” znajduje się na s. 4 „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!

Artykuł Grzegorza Kity pt. „Czeski konflikt. Jan Nepomucen kontra Jan Hus” na s. 4 „Kuriera WNET”, nr 68/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Jan Bogatko: Panika z powodu koronawirusa ma przykryć kryzys uchodźczy

Młodzi Niemcy ze względów bezpieczeństwa nie chodzą do dyskotek. Mieszkańcy kraju masowo wykupują środki higieny osobistej.


Jan Bogatko mówi  o epidemii koronawirusa w Niemczech. Zarażonych zostało prawie 300 osób, z których część powraca już do zdrowia. W niemieckich mediach poświęca się nieco uwagi pierwszemu przypadkowi COVID-19 w Polsce. Chory przebywał ostatnio w Niemczech. Największym ogniskiem epidemii w RFN jest Nadrenia – Północna Westfalia.

Dzięki koronawirusowi mamy pierwszy od lat Wielki Post, którego Niemcy nie spędzają w dyskotekach.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego zwraca uwagę, że na COVID-19 chorują również niemieccy lekarze. Zauważa, że RFN importuje leki z Chin, co może już niedługo spowodować drastyczne ich niedobory.

Koronawirus to bardzo niewdzięczny temat medialny.

W wielu niemieckich miastach można dostrzec puste półki sklepowe. Ludność masowo wykupuje środki higieny osobistej.

Jak relacjonuje korespondent Radia WNET,  w niemieckiej  przestrzeni publicznej pojawiają się  pytania, czemu wywołuje się panikę z powodu wirusa? Występują opinie, że chorobą chce się przykryć sprawę przypływu milionów uchodźców do Europy z Bliskiego Wschodu.

Prof. Włodzimierz Gut: Na 99% jesteśmy na etapie, kiedy mamy pierwszego chorego na Covid-19 w Polsce i go kontrolujemy

Prof. Włodzimierz Gut o pierwszym polskim przypadku koronawirusa, tym skąd wnosimy, że nie było wcześniejszych, sytuacji w innych krajach i sposobie w jaki powstało ognisko choroby w Bawarii.

Prof. Włodzimierz Gut zauważa, że w przypadku wirusa SARS-CoV-2 okres, jaki mija od zakażenia do wystąpienia pierwszych objawów jest stosunkowo krótki, co ułatwia walkę z nim.

Gdyby wynosił miesiąc, marna byłaby nasza sytuacja.

W przypadku wystąpienia objawów wskazujących na zarażenie się koronawirusem weryfikowane są kontakty chorego, jakie utrzymywał w ciągu kilku wcześniejszych dni. Problem pojawia się, kiedy zarażony nie zostanie jako taki rozpoznany, jak miało to miejsce w Bawarii.

Lekarz potraktował ją jak osobę z przeziębieniem i wysłał z powrotem do pracy.

W rezultacie w kraju tym powstało wtórne ognisko choroby. Wirusolog zwraca uwagę, że Covid-19 nie jest już problemem ściśle chińskim:

Problem mają Korea Południowa, Iran, Włochy.

Przypadki chorych rozproszone są po kilku stanach amerykańskich. Prof. Gut zwraca uwagę, że władze amerykańskie zakazały podróży do Iranu, ale nie do Korei Południowej, która ma nawet więcej przypadków zarażonych. Komentuje zidentyfikowanie pierwszego polskiego przypadku chorego na nową chorobę.

Na 99% jesteśmy na etapie, kiedy mamy pierwszego i go kontrolujemy.

Zaznacza, że gdyby był jakiś wcześniejszy niezidentyfikowany przypadek w Polsce, to do tego czasu obserwowalibyśmy już zarażenia wtórne. Można zatem z tego wnosić, że pacjent z Zielonej Góry jest faktycznie pierwszym chorym na Covid-19 w Polsce. Nasz gość dodaje, że zaskoczeniem było źródło choroby, gdyż spodziewano się raczej przeniesienia go z Włoch, gdzie trwa obecnie sezon narciarski niż z Niemiec.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Dzisiaj 55. urodziny Piotra Banacha (ex – Hey, Indios Bravos, BAiKA). Jubilat gościem Studia 37 i Tomasza Wybranowskiego

„Jestem za młody na stabilizację. Z jednej strony może dać mi to poczucie bezpieczeństwa z drugiej zaś powoduje, że człowiek zaczyna żyć na pamięć. – mówi Piotr Banach, jeden z najważniejszych muzyków

w Polsce ostatnich trzydziestu pięciu lat. Zafundował fanom muzyki wiele emocji i tony olśnień z przyśpieszonym biciem serca. 

                                                                                                                      Tomasz Wybranowski

 

Tutaj do odsłuchania wywiad z Piotrem Banachem, który został zarejestrowany 13 sierpnia 2019 roku w Szczecinie:

 

Zaczynał, co prawda jako perkusista (Paragraf 4, Kryterium, czy Kolaboranci), ale dał się poznać całej Polsce jako znakomity gitarzysta, melodyk i twórca pierwszych szlagierów grupy Hey, którą założył na przełomie 1991 i 1992 roku. Albumy „Fire”, „Ho!”, czy „Hey (album)” z 1999 roku z niezwykłym „Czas spełnienia”. W roku 1999 zdecydował się opuścić band, który stworzył w najmniej spodziewanym momencie szczególnie dla fanów muzyki:

Odszedłem z zespołu „Hey” w 1999 roku, nie odszedłem dla kaprysu, miałem jednak swoje powody. Nie żałuję i mam olbrzymi sentyment do zespołu i muzyków. Po moim odejściu wydarzyło się dla mnie bardzo dużo ciekawych rzeczy. Jestem za młody na stabilizację. Z jednej strony może dać mi to poczucie bezpieczeństwa z drugiej zaś powoduje, że człowiek zaczyna żyć na pamięć – mówi Piotr Banach.

Ale to nie znaczy, że Piotr Banach schował gitary do lamusa. Stworzył Indios Bravos z Piotrem „Gutkiem” Gutkowskim jako wokalistą i Wolnych Ludzi. Z tymi dwoma projektami zapoczątkował renesans na muzykę reggae. Z Wolnymi Ludźmi, którzy „Odwkurzają świat” wydał jedną z najważniejszych polskich płyt ostatniej dekady…, choć niedocenioną (sic!) niestety.

 

BAiKA, czyli Piotr Banach, Jacek Mazurkiewicz, Katarzyna Sondej i Marcin Żabiełowicz.

Teraz trwa kolejny „nowy etap” w życiu Piotra Banacha. Nazywa się on BAiKA. Album „Byty zależne” z 2018 roku dał nam nadzieję, że nie masowość a indywidualność w muzyce ma wciąż (a może przede wszystkim) sens i rację bytu.

Bardzo ubolewam nad tym, że w tej chwili – oczywiście na pewno są wyjątki, ale mówię o ogóle – że dla większości młodych ludzi muzyka stała się środkiem do celu, na przykład do zrobienia kariery – Piotr Banach.

Piotr Banach będzie moim gościem w dzisiejszym wydaniu Studia 37 (5 marca 2020, 14:00 – 16:00), w dniu Jego 55. urodzin!

 

Czy w ramach reformy szary obywatel dowie się, na co idą jego pieniądze z podatków, księgowane jako wydatki na naukę?

Nie można uczonych krytykować, bo w nauce polskiej nie ma opozycji. O tym, co się dzieje w nauce, decyduje formalnie środowisko naukowe, ale komisja ds. tytułu naukowego umocowana jest politycznie.

Józef Wieczorek

Społeczna wiedza na temat kasty sędziowskiej jest coraz szersza, ale na temat funkcjonowania innej nadzwyczajnej kasty – akademickiej – jest nader znikoma. Wprawdzie kasta akademicka nie ma władzy umocowanej konstytucyjnie, ale to ona decyduje. jakie mamy w Polsce elity, bo one są formowane/formatowane na polskich uczelniach i stanowią człon władz konstytucyjnych, tzn. ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej oraz władz i gremiów decyzyjnych niższych szczebli, a przy tym decydują o edukacji polskiego społeczeństwa na wszystkich szczeblach.

Co więcej, kasta sędziowska i akademicka nawzajem się przenikają. Często – szczególnie na szczeblach najwyższych – członkowie kasty sędziowskiej są jednocześnie członkami kasty akademickiej, bo taki patologiczny system jest usankcjonowany prawem i nie ma woli, aby go zmienić. Nie bez przyczyny to wydziały prawa rozmaitych uczelni stoją zwykle murem za sędziami broniącymi się przed reformami, przed poddaniem ich działań kontroli społecznej.

Kasta akademicka i sędziowska same się dobierają, często na podstawie kryteriów genetyczno-towarzyskich, a nie merytorycznych; same się oceniają i awansują – zgodnie z prawem! – bo niby kto może się o nich wypowiedzieć, jeśli do niej nie należy, nie ma tytułów!

Te nadawane są przez kastę w systemie zamkniętym, w którym jest miejsce także dla hochsztaplerów czy oszustów, zgodnie z prawem praktycznie nieusuwalnych z systemu. Kolejne, pozorowane reformy tego stanu rzeczy nie zmieniają i żadna władza się nie ośmieliła tego systemu zmienić. Widocznie nie miała interesu, choć zmiana jest w interesie Polski.

Prawie 17 lat temu pisałem: „Media nie przedstawiają prawdziwego obrazu rzeczywistości w nauce. Nie przedstawiają prawdziwego obrazu grupy trzymającej władzę w nauce. A jest to władza niemała, bo autonomiczna i objęta dożywotnim immunitetem. Politycy muszą się liczyć z tym, że opozycja będzie im patrzeć na palce i krytykować. Immunitet polityków jest na czas określony. Jeśli przegrają wybory, immunitet się kończy. W nauce jest inaczej. Raz zdobytego immunitetu nikt uczonym nie odbiera. Nikt nie może uczonych krytykować, bo w nauce polskiej nie ma opozycji. O tym, co się dzieje w nauce polskiej, decyduje formalnie środowisko naukowe, ale komisja do spraw tytułu naukowego umocowana jest politycznie, przy premierze” [„Obywatel” nr 4 (12) 2003-09-09].

Mimo kilku już reform przeprowadzonych od tamtego czasu, nic w tym tekście nie muszę zmieniać, bo zasadniczo nic się nie zmieniło. Mogę tylko objaśnić, że użycie przeze mnie określenia „immunitet” dla decydentów akademickich nie było pomyłką, bo nawet prezydent nie może odebrać tytułu profesora oszustowi. Faktem jest jednak, że obecnie zagrożeniem, nawet dla profesorów, jest niemiłowanie przez nich ideologii LGBT, co nie było problemem przed 17 laty, kiedy zaraza czerwona jeszcze nie uległa transformacji w zarazę tęczową. Ale to nie jest efekt reform dokonywanych w systemie akademickim. Jeden z reformatorów systemu akademickiego, obecny minister nauki, stoi zresztą na gruncie obrony ideologii (!) gender, czym w gruncie rzeczy degraduje naukę, w obronie której nie zamierza kłaść się Rejtanem. Degradacja nauki poprzez nałożenie kagańca na nonkonformistycznych ludzi nauki, jeszcze w czasach zarazy czerwonej, jakby ministra nie interesowała i nie ma zamiaru tego kagańca – w ramach reform – zerwać. (…)

Prof. Michał Kleiber, jako kolejny przewodniczący KBN, w jednym z wywiadów (rok 2003) twierdził: „Społeczna kontrola sposobu wykorzystywania przez uczonych publicznych pieniędzy jest trudna, bowiem prowadzone badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw…”, na co zareagowałem pismem do ministra, argumentując, że ten punkt widzenia nie oddaje moim zdaniem istoty rzeczy. „Rzeczywiście badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw, ale przyczyna tego malejącego zrozumienia nie jest taka jasna. Przede wszystkim wyniki badań muszą być dostępne dla finansującego je społeczeństwa, aby można było oceniać, czy badania są mniej czy bardziej zrozumiałe. (…)

Podatnik jest uprawniony do nierozumienia konieczności wydawania jego pieniędzy na badania księgowane po stronie wydatków na naukę, skoro z badaniami na ogół nie ma szans się zapoznać, nawet jeśli jest kompetentny w zakresie tematyki badawczej.

A jest to sytuacja standardowa, gdyż KBN nie prowadzi (nie udostępnia społeczeństwu) nawet wykazu publikacji stanowiących (które winny stanowić) rezultat prowadzonych badań. Na co są przeznaczane pieniądze podatnika, jest często tajemnicą KBN i wykonawcy badań. To jest istota rzeczy. Na tym właśnie polega trudność w społecznej kontroli sposobu wykorzystywania przez uczonych publicznych pieniędzy!!!”

Ponieważ nadal mam trudności ze zrozumieniem finansowania niektórych badań, o pomoc w zrozumieniu w ubiegłym roku zwróciłem się do władz obecnie funkcjonującego Narodowego Centrum Nauki. Niestety bez skutku, a przy tym, jak można wnioskować z odpowiedzi na moje roszczenie informacyjne, potraktowano mnie jako nieuczciwą konkurencję, bo przepisy ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oznaczają ograniczenie prawa do informacji publicznej. Czyli obywatel działający pro publico bono nadal nie ma szans na kontrolę tego, na co są przeznaczane jego pieniądze księgowane po stronie wydatków na naukę. (…) Traktowanie podatnika – z którego kieszeni NCN otrzymuje swój budżet – jako potencjalną (a i realną?) nieuczciwą konkurencję, mówi samo za siebie.

I jeszcze jedna refleksja. W muzycznych konkursach chopinowskich zdarzają się pomyłki i jakieś protekcyjne decyzje, ale nigdy nie słyszałem, aby członkowie jury w konkursach brali udział i konkursy wygrywali! Ale w nauce, i to polskiej, takie rzeczy miały miejsce i jakby nikogo nie raziły. Może komuś to da do myślenia, na jakich fundamentach oparty jest niewydolny/marnotrawny system akademicki w Polsce.

Dla porównania – car, który gnębił Polaków, zsyłał ich na Syberię, ale jak prowadzili z pasji badania naukowe, np. geologiczne, to ich finansował (np. przypadek Jana Czerskiego) i dobrze na tym wychodził, bo stosunkowo tanio została poznana struktura geologiczna Syberii i w konsekwencji liczne złoża do tej pory eksploatowane. Jednym słowem, wypędzeni na Syberię byli potrzebni/pożyteczni carowi, podczas gdy wypędzeni z polskiego systemu akademickiego traktowani są co najwyżej jako nieuczciwa konkurencja dla jego beneficjentów.

Jeszcze jeden przykład. Mimo, że Polska była pod zaborami, np. Witold Zaglicki, zesłany pod koniec XIX wieku do miejsca zwanego piekłem na ziemi – Baku – mógł realizować swoją pasję (poszukiwanie ropy naftowej) i mimo oporów rządowych komisji w końcu otrzymał działki do poszukiwania i wydobywania ropy, a z jego majątku pozostawionego w testamencie były finansowane prace polskich uczonych (Kasa im. Józefa Mianowskiego). Rewolucja bolszewicka te możliwości zdecydowanie ograniczyła, a rozprzestrzenienie się czerwonej zarazy na tereny Polski całkowicie je w PRL zlikwidowało. Także w III RP Zaglicki nie miałby żadnych szans na realizowanie swoich pasji badawczych i sfinansowania badań w Polsce, a ci, którzy takie możliwości mają, wydają pieniądze podatników w niemałej (jakiej?) części nietrafnie lub wręcz bzdurnie

Cały artykuł Józefa Wieczorka pt. „Szary obywatel nieuczciwą konkurencją?” znajduje się na s. 9 „Śląskiego Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!

Artykuł Józefa Wieczorka pt. „Szary obywatel nieuczciwą konkurencją?” na s. 9 „Śląskiego Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wojewoda lubuski: Wszystko jest pod pełną kontrolą. Stan pacjenta jest stabilny. Nie ma powodów do paniki

Władysław Dajczak o pierwszych potwierdzonym przypadku koronawirusa w Polsce, stanie pacjenta i wdrożonych procedurach.


Władysław Dajczak komentuje potwierdzenie pierwszego przypadku Covid-19 w Polsce. Pacjent przebywał w szpitalu zakaźnym w Zielonej Górze. Sześć szpitalu w województwie lubuskim ma podwyższony poziom gotowości. Osoba zakażona przebywała wcześniej w Niemczech. Jak mówi wojewoda zarządzono kwarantannę domową wobec rodziny tego człowieka. Podkreśla, że wszystko jest pod pełną kontrolą. Pacjent jest osobą w średnim wieku, a jego stan jest stabilny.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Pierwszy przypadek koronawirusa z Wuhan w Polsce

Obecność choroby COVID-19 w naszym kraju potwierdził minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski poinformował na porannej konferencji prasowej, że zdiagnozowano pierwszy przypadek wirusa w Polsce. Pacjent  znajduje się w szpitalu w Zielonej Górze. W ostatnim czasie przebywał w Niemczech. Minister zdrowia zaapelował o uszanowanie prywatności zarażonego.

Jak zaznaczył Łukasz Szumowski, chory skontaktował się z lekarzem rodzinnym. Ten, po wywiadzie, ocenił, że ryzyko zarażenia koronawirusem jest wysokie i skontaktował się ze stacją sanitarno-epidemiologiczną. Jak powiedział na konferencji minister:

Wszystko zadziałało książkowo i za to bardzo dziękuję.

Łukasz Szumowski zapewnił, że pierwszy przypadek koronawirusa w naszym kraju nie jest powodem do niepokoju.

Koronawirus zabił na całym świecie 3200 osób – najwięcej w Chinach kontynentalnych. Zarażonych jest 92000 osób w ponad 70 krajach. Poza Chinami najwięcej przypadków odnotowano w Iranie. Tam zachorowało 2300 osób, dla których w 77 przypadkach skutki infekcji były śmiertelne.

A.W.K.