Dorosłe dzieci mają żal. Refleksje Wojciecha Hoffmanna po koncercie z okazji 40-lecia NSZZ „Solidarność”

W naszym kraju jest coraz mniej przyzwoitości – mówi gitarzysta zespołu Turbo.

W zgodnej ocenie kancelarii prawnych specjalizujących się w prawie autorskim, w przypadku hymnu pokoleń „Dorosłe Dzieci” legendarnej metalowej formacji Turbo, doszło do złamania prawa. Doszło do tego podczas koncertu z okazji 40. rocznicy podpisania porozumień gdańskich i formalnych narodzin NSZZ Solidarność.

Prawo w Polsce nie jest tworzone dla zwykłego człowieka. – powiedział Wojciech Hoffman.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Wojciechem Hoffmannem, liderem grupy Turbo i kompozytorem nagrania „Dorosłe dzieci”:

 

Wojciech Hoffmann informuje, że wraz ze swoim adwokatem podjął pierwsze kroki prawne w związku z bezprawnym wykorzystaniem utworu zespołu Turbo „Dorosłe dzieci” na koncercie z okazji 40. rocznicy podpisania porozumień sierpniowych:

Tu nie chodzi o pieniądze, ale o zwykłą ludzką przyzwoitość – jak coś się bierze, to wypadałoby zapytać. Niestety, tej przyzwoitości w naszym kraju jest coraz mniej.

Autor i prowadzący „Muzyczną Polską Tygodniówkę”, w swojej metalowej wersji z Wojciechem Hoffmannem. Dublin 2013. Archiwum Tomasza Wybranowskiego.

Wojciech Hoffmann bardzo krytycznie ocenia kondycję współczesnej muzyki:

To czego słuchamy w radiu,  nie jest miłe dla ucha. To są głównie produkty nastawione na zysk. Obecne czasy prawdziwej muzyce nie sprzyjają.

Zdaniem Wojciecha Hoffmanna:

Dawni artyści tworzyli dla piękna muzyki. Tamten świat był zupełnie inaczej skonstruowany.

Tutaj do wysłuchania inna rozmowa z Wojciechem Hoffmannem z „czasów zarazy”. Tym razem opowieść o początkach grupy Turbo i oczekiwaniu [WRESZCIE] na najnowszy krążek naszej legendy metalu:

 

Wojciech Hoffmann pytany o zainteresowanie innych mediów (oprócz Radia WNET)  tematem złamania praw autorskich zespołu Turbo podczas wspomnianego koncertu i uroczystości, powiedział:

 Oprócz waszego radia takiego zainteresowania nie było. Ale co jest bardzo pocieszające i budujące, wielu internautów solidaryzowało się ze mną i zespołem.

Gość Tomasza Wybranowskiego stwierdza, że na gdańskich obchodach zabrakło wielu prawdziwych bohaterów Sierpnia’80.

Ci, którzy teraz rządzą, zawłaszczyli historię „Solidarności”. Powinni uszanować ludzi, którzy doprowadzili do tamtych wydarzeń.

Wojciech Hoffmann opowiada również o utworze z 1982 roku „W sobie”, który określa jak „zmarnowany”, zupełnie niedostrzeżony w swoim czasie przez redaktorów i dziennikarzy muzycznych, oraz radiowców:

Dzisiaj na koncertach ludzie proszą często o ten utwór.

Tutaj do wysłuchania rozmowa Tomasza Wybranowskiego z Wojciechem Hoffmannem:

 

Zespół Turbo powstał w styczniu 1980 roku w Poznaniu z inicjatywy basisty Henryka Tomczaka, który wcześniej grał w grupach Stress i Heam. Pierwszy skład uzupełnili Wojciech Hoffmann (gitara), Wojciech Anioła (perkusja) i Wojciech Sowula (wokal). W tym składzie zespół nagrywa singel z utworami „W środku tej nocy” i „Byłem z tobą tyle lat” utrzymanymi w hardrockowym stylu.

W listopadzie 1980 przy mikrofonie pojawia się Piotr Krystek. Grupa nagrywa nowe utwory, które coraz częściej goszczą na falach radiowych. Wkrótce w zespole dochodzi do kolejnych ważnych zmian w składzie: odchodzi założyciel Henryk Tomczak. Na jego miejscu pojawia się Piotr Przybylski. Drugim gitarzystą zostaje Andrzej Łysów, który wcześniej grał w zespole Kredyt, a nowym wokalistą zostaje Grzegorz Kupczyk.

W 1982 ukazuje się pierwsza płyta zespołu „Dorosłe dzieci”. Muzyka zawarta na tym krążku to mieszanina ognistego hard rocka i nowej fali brytyjskiego heavy metalu. Z tej płyty pochodzi największy przebój zespołu – tytułowy hymn pokoleń (co pokazało życie) „Dorosłe dzieci”.

Teksty, które piszę, dają mi możliwość wyspowiadania się. Karolina Błasik, czyli Muska w Muzycznej Polskiej Tygodniówce

Zawsze chciałam wystąpić w „Od przedszkola do Opola” – mówi Karolina Błasik o początkach swojej muzycznej drogi.

Tutaj do wysłuchania cały program z udziałem Karoliny Błasik – Muski (Muzyczna Polska Tygodniówka Tomasza Wybranowskiego):

 

Karolina Błasik, która skrywa się pod dźwięcznym pseudonimem Muska, to wokalistka, gitarzystka, konsultantka wokalna podczas sesji nagraniowych i nauczycielka śpiewu.

Muska w pełnej krasie.

Karolina prowadzi również autorskie zajęcia muzyczne „Śpiewanki” z dziećmi w wieku przedszkolnym w oparciu o własne piosenki i aranżacje.

Zapraszam także na cykliczne zajęcia gordonowskie i koncerty „Smykogranie na dywanie” dla rodzin z dziećmi od brzuszka do maluszka ! Jesteśmy blisko Ciebie – mówi z uśmiechem Karolina Błasik, mój sobotni gość.

Jest absolwentką Akademii Muzycznej w Katowicach w klasie wokalistyki jazzowej i Międzywydziałowego Studium Pedagogicznego Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie.

Muska w słońcu…

 

Była solistką Big Bandu Wydziału Artystycznego UMCS w Lublinie oraz Państwowej Szkoły Muzycznej w Świdniku w klasie gitary klasycznej. Współpracowała z warszawskimi teatrami Hybrydy, Studio Buffo, Sabat, z krakowskim Syndykatem Artystycznym supportując wraz z zespołem m. in. Bajm, T.Love, Ewelinę Flintę. Przez kilka lat śpiewała z lubelskim chórem Gospel Rain.

W 2007 roku wsparła wokalnie artystów (m.in. Michael York, Paul Anka) śpiewających w programie „Przebojowa noc” na antenie TVP1. Wraz z zespołem Klezmafour reprezentowała Radio Lublin w Finale Ogólnopolskiego Konkursu Rozgłośni Radiowych „Przebojem na antenę”. Laureatka 35. Międzynarodowych Spotkań Wokalistów Jazzowych w Zamościu.

Gdy ją zapytałem, dlaczego chciała śpiewać, Muska odpowiedziała z uśmiechem:

Zawsze chciałam wystąpić w „Od przedszkola do Opola” – mówi Karolina Błasik o początkach swojej muzycznej drogi.

Wokalistka mówi o „ogromnej ekscytacji”, jaka towarzyszyła jej w momencie publikacji i ogłoszenia światu swojego pierwszego utworu.

W samym procesie tworzenie czuję przypływ niesamowitej energii. Teksty, które piszę, dają mi możliwość wyspowiadania się.

Tutaj do wysłuchania rozmowa Tomasza Wybranowskiego z Muską:

 

Koncert wspomnieniowy dla śp. Romualda Lipki bez Budki Suflera? Wdowa po artyście dowiedziała się o koncercie z mediów.

Mieczysław Jurecki mówi, że nikt muzyków Budki Suflera na koncert „Cisza jak ta – muzyka Romualda Lipki” nie zaprosił.

Muzycy jednej z legend polskiego rocka – Budki Suflera – zadecydowali się zakończyć działalność. Zespół na początku marca 2014 wyruszył w pożegnalną trasę koncertową, która trwała do grudnia 2014 roku. Było to zarazem tournée z okazji 40-lecia działalności formacji. Na ostatnie koncerty Budki Suflera zostali zaproszeni liczni artyści. 

W październiku 2014 roku Budka Suflera zagrała wspaniały koncert w The Academy, w samym sercu Dublina. Oto co napisałem w pewnej recenzji:

Musiałem odczekać kilka dni, aby z perspektywy czasu napisać recenzję tego niezwykłego koncertu. Po 40 latach nieustannej obecności na estradach Polski, Europy i świata, serią koncertów „A po nocy przychodzi dzień” Budka Suflera żegna się z publicznością rozsianą na całym globie, także w Irlandii. Budka Suflera to jakość i klasa sama w sobie na polskiej muzycznej scenie.

Budka Suflera w roku1975. Fot Leslaw Sagan, ze zbiorów grupy Budka Suflera.

 

Wydawało się, że Budka Suflera zakończyła karierę na zawsze. Ale oto Krzysztof Cugowski zaczał koncertować i spiewać piosenki z repertuaru Budki. Zaskoczony sytuacją Romuald Lipko skrzyknął Tomasza Zeliszewskiego i Mieczysława Jureckiego i … ruszyli w trasę po całej Polsce w 2019 roku.

Budka Suflera wydała aż 15 albumów studyjnych. Ostatni z nich – „Zawsze czegoś brak” – ukazał się w październiku 2009 roku. Największą popularność Budka zdobyła krążkami „Nic nie boli tak jak życie” oraz „Bal wszystkich świętych”. Najchętniej jednak sięga się po pierwsze płyty zespołu – „Cień wielkiej góry” oraz „Przechodniem byłem między wami”. Budka Suflera powstała w 1974 roku.

W trakcie wszystkich lat na scenie zespołowi udało się sprzedać miliony płyt oraz nagrać przeboje takie jak m.in.: „Takie tango”, „Jest taki samotny dom” oraz „Wszyscy święci balują w niebie”.

Trzon zespołu, oprócz Krzysztofa Cugowskiego, stanowili Romuald Lipko oraz Tomasz Zeliszewski. Długie lata w zespole spędził mój gość Mieczysław Jurecki.

Śmierć Romualda Lipko i opolski koncert ku jego czci…

Pod koniec sierpnia gruchnęła wieść, że muzycy Budki Suflera mają żal, że

nie wystąpią w koncercie pamięci Romualda Lipki w Opolu. „Świeży” (bo zaledwie od niespełna kilku tygodni) dyrektor artystyczny festiwalu Marek Sierocki dementował te słowa twierdząc, że „to muzycy odrzucili zaproszenie”.

Oliwy do ognia dolał komentarz Centrum Informacji TVP:

Pan Zeliszewski oczekiwał, że będzie to koncert z utworami, które Romuald Lipko napisał dla Budki Suflera. Twórcy koncertu postanowili jednak uczcić pamięć Romualda Lipki poprzez zaprezentowanie całej twórczości tego wyjątkowego artysty, a nie tylko utworów, które stworzył dla Budki Suflera. Ta koncepcja nie spodobała się członkom zespołu, którzy odmówili występu tego wieczoru na deskach amfiteatru opolskiego -brzmi komunikat Centrum Informacji TVP. Znalazła się w nim także informacja, że obaj członkowie zespołu mieli być „honorowymi gośćmi” koncertu.

Na takie dictum i zespół Budka Suflera zabrał głos:

W obliczu ostatnich doniesień i wypowiedzi medialnych z całą stanowczością potwierdzamy, że na opolski koncert „Cisza, jak ta”, poświęcony pamięci Romualda Lipko nigdy nie zaproszono ani nie brano pod uwagę udziału Budki Suflera – zespołu, z którym związany był On przez całe swoje artystyczne życie, z którym zmagając się z chorobą zagrał swe ostatnie koncerty, i który wypełniając Jego wolę nadal kontynuuje działalność. Marek Sierocki ponad tydzień temu w rozmowie telefonicznej poinformował nas, że jako nowy dyrektor tej imprezy potwierdza nieobecność Budki Suflera na tym koncercie. Oznajmił także, iż on tego zmienić nie może, bo nie ma odpowiednich kompetencji. Nie potrafił odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak się stało. Na osłodę zaproponował nam (Tomaszowi Zeliszewskiemu i Mieczysławowi Jureckiemu) akompaniament do utworu „Jolka, Jolka pamiętasz”. Nie mogąc wyjść na scenę jako Budka Suflera, podziękowaliśmy Panu Sierockiemu za propozycję. Wracając pamięcią do marca, to znany nam reżyser Bolesław Pawica, na początku tego miesiąca nie miał nawet szansy nas zaprosić bo, jak wynikało z rozmowy, ani on, ani nikt nie znał jeszcze wtedy żadnych konkretów na temat tego festiwalu. Zapytał nas tylko, czy jeśli festiwal w tym roku się odbędzie, to czy może on liczyć na naszą współpracę. Zapewniliśmy go, że tak. Pragniemy aby powyższe wyjaśnienia zakończyły tę dyskusję, gdyż jest naszą zgodną wolą, aby z nami, czy bez nas koncert upamiętniający Romka był jak najwspanialszy. Z pozdrowieniami Mieczysław Jurecki i Tomasz Zeliszewski

Tutaj do wysluchania cały program z udziałem Mieczysława Jureckiego:

 

Mieczysław Jurecki / Fot. Ja Fryta, Wikipedia

Mieczysław Jurecki w programie „Muzyczna Polska Tygodniówka” wytłumaczył niejasności wokół sprawy udziału Budki Suflera w koncercie upamiętniającym śp. Romualda Lipko podczas tegorocznego festiwalu w Opolu.

Niezależnie od tego, kto co wypisuje w gazetach, nas na festiwal w Opolu nie zaproszono.

Muzyk dodał, że wdowa po śp. Romualdzie Lipko o koncercie dowiedziała się z mediów, a posiada wszystkie prawa do twórczości zmarłego męża. W opinii muzyka na imprezach podobnych do festiwalu w Opolu bardziej liczy się oprawa niż treść:

Gdzie w czymś takim odnalazł by się zespół Pink Floyd, czy Carlos Santana?

Mieczysław Jurecki zapowiada, że zespół Budka Suflera zorganizuje własny koncert ku czci śp. Romualda Lipki. Ubolewa nad tym, że często polski odbiorca nie wie, czego słucha:

Niejednokrotnie chciałbym pójść do sklepu kupić płytę i nie wiem jaką. Przecież nie zanucę sprzedawcy…

Gość Tomasza Wybranowskiego stwierdza, że:

Kiedyś piosenki, które tworzono, zostawały z nami na lata. Dzisiaj jest taki przerób, że nikt nie jest w stanie tego słuchać. Płytę nagrać może każdy. Zdobyć krążek można za darmo, a to co jest darmowe, nie ma wartości.

Mieczysław Jurecki mówi o powstającej nowej płycie Budki Suflera. Pierwszy singiel zostanie zaprezentowany 15 września.

Umówiliśmy się z wydawcą, że zagramy potem jeszcze dwie kolejne płyty.

Gitarzysta wspomina występ na pogrzebie Romualda Lipki. Czlonkowie zespołu wykonali utwór „Czas ołowiu”:

Nigdy wcześniej nie grałem z tak ściśniętym gardłem. Felicjan Andrzejczak musiał wręcz wziąć środki uspokajające, aby zaśpiewać naszemu przyjacielu po raz ostatni.

Tutaj do wysłuchania rozmowa Tomasza Wybranowskiego z Mieczysławem Jureckim:

 

Zdumiewające, że my, Polacy, daliśmy sobie wmówić upodobanie do klęsk / Magdalena Słoniowska, „Kurier WNET” 75/2020

Cześć oddajemy nie klęskom. Czcimy odwagę, męstwo, gotowość do poświęcenia własnego życia – także dla nas. Czcimy zrywy podjęte w imię wolności, godności, honoru. Pragniemy uszanować męczeństwo.

Tekst i zdjęcia Magdalena Słoniowska

Umiemy czcić zwycięstwa!

Kościół w Barwicach

Stałym, eksponowanym i powtarzanym zgodnie z goebbelsowską i stalinowską zasadą kłamstwem jest to, że Polacy z upodobaniem czczą swoje klęski. To zdumiewające, jak to hasło „chwyciło” po roku 1989. Wyzwoliliśmy się ponoć spod komuny, ale myślenie, czyniące z nas „rabów”, dopiero po transformacji objawiło się w całej krasie, kiedy to dobrowolnie przyjmujemy poniżające poglądy i postawy.

Dawniej komuniści, przerabiając nam umysły, pozwalali wspominać i uczyć się o powstaniach. Pewnie właśnie dlatego, że zakończyły się w większości klęskami. Przedstawiając je w odpowiedni sposób, chcieli ukształtować w nas poczucie, że jesteśmy w stanie tylko bohatersko i bezsensownie ginąć. Kto uczył się jeszcze w komunistycznej szkole, pamięta tę pedagogię. O zwycięstwach – im bliższych współczesności, tym mniej. O demokracji szlacheckiej – z lekceważeniem i negatywnie. O Wiedniu, obronie Lwowa, o powstaniu wielkopolskim, odzyskaniu niepodległości – mało albo wcale. O wojnie z bolszewikami i Bitwie Warszawskiej – wstydliwie, a czasem z oburzeniem, że Polska miała czelność przeciwstawić się tak dobroczynnej ideologii.

Tak formowani w szkołach, kiedy po Okrągłym Stole pedagodzy wstydu zaczęli wmawiać nam, że potrafimy czcić tylko klęski, przyjęliśmy to w większości bez oporu. Może dlatego, że zaczął się liczyć natychmiastowy i spektakularny sukces. Nie miejsce tu na głębszą analizę; od tego są specjaliści. Chcę tylko napisać, że to nieprawda, że mamy upodobanie w klęskach.

Jedna z tablic wystawy

Owszem, czcimy tych, którzy walczyli i ginęli. Owszem – ginęli w powstaniach i bitwach, które w wielu wypadkach nie były zwycięskie. Ale cześć oddajemy nie klęskom. Czcimy odwagę, męstwo, gotowość do poświęcenia własnego życia dla bliźnich, dla nas. Czcimy zrywy, które zostały podjęte w imię wolności, tożsamości, godności, honoru, możliwości decydowania o sobie! Pragniemy uszanować męczeństwo, które zostało podjęte także z myślą o nas.

Nikt normalny nie cieszy się z klęski. Dlatego na przykład nie obchodzimy rocznicy powstania warszawskiego 2 października, tylko 1 sierpnia, kiedy wszczęto je z zamiarem zwycięstwa; tak jak wszystkie inne zrywy.

A dzielenie przez niektórych interpretatorów historii powstańców na dowódców o złych intencjach, kierujących się prywatą i własnymi ambicjami, i na masę żołnierską, która dała się wodzić za nos i głupio, bezmyślnie ginęła –zastrzegających się przy tym, że ci drudzy oczywiście zasługują na najwyższy szacunek – jest takim samym działaniem, jak dzielenie komunistów społeczeństwa na wrogie klasy.

Teraz, kiedy znamy przeróżne (ale nie wszystkie) okoliczności historyczne, możemy oceniać, osądzać, krytykować, wyśmiewać. To prawda, historię należy badać i uczyć się na niej. Ale niech nikomu nie wydaje się, że jest mądrzejszy od naszych przodków. Wystarczy, jeśli każdy spojrzy uczciwie na własne życie i własne decyzje.

Opisujmy, analizujmy, ale bez pychy i szyderstwa –ani z tych, którzy zginęli, ani ze współczesnych, którzy podtrzymują tradycję narodową i oddają cześć tym, którym zawdzięczamy naszą tożsamość.

I cieszmy się z tego, że możemy swobodnie obchodzić także nasze zwycięstwa. Że nareszcie wolno głośno mówić – choć o ponad kilkadziesiąt lat za późno, ze szkodą dla naszego poczucia wartości i naszej pozycji w Europie – o wygranej wojnie z bolszewikami, o Bitwie Warszawskiej, o Cudzie nad Wisłą, o tym wielkim wydarzeniu, w którym jest i męstwo, i męczeństwo, i zwycięstwo o znaczeniu co najmniej europejskim.

Są tacy, którzy twierdzą, że osobiście ich obraża nazwa „Cud nad Wisłą”. Bo nie było żadnego cudu, tylko męstwo żołnierza. Mnie tam pomoc Boża nie obraża. I o tej Bożej interwencji miałam okazję posłuchać 15 sierpnia w małym miasteczku na Pomorzu Drawskim – w Barwicach.

Byłam tam z mężem na krótkim urlopie i 15 sierpnia znaleźliśmy się w parafialnym kościele pw. św. Stefana Węgierskiego. Kościół na zewnątrz i cały w środku był udekorowany polskimi flagami. Po obu stronach ołtarza rozstawione były tablice wystawy przygotowanej przez historyków z Muzeum Wojska Polskiego, informujące szczegółowo i ciekawie, z wieloma zdjęciami, o przebiegu wojny z bolszewikami.

Proboszcz w homilii nawiązał nie tylko do święta z tego dnia – Wniebowzięcia – ale także do Maryi, która miała swój udział w Cudzie nad Wisłą, ukazując się sowieckim żołnierzom i wzbudzając w nich takie przerażenie, że uciekali z pola bitwy, opowiadając zgodnie o widzeniu Bożej Matieri, w którą zakazano im przecież wierzyć, a która kierowała ich pociski przeciw nim samym. Cudem było też i to, jak mówił proboszcz, że sam Naczelnik Józef Piłsudski prosił arcybiskupa Kakowskiego o jak najwięcej księży jako kapelanów, gdyż duch w wojsku polskim gasł wobec niepowstrzymanego parcia bolszewików na zachód.

Arcybiskup wezwał księży do posługi żołnierzom i nakazał im nie odstępować walczących. Warszawiacy zaś czuwali w noc przed bitwą w kościołach, modląc się o zwycięstwo. W Barwicach również odbyło się czuwanie nocne na wzór tego sprzed stu laty w Warszawie.

Proboszcz podziękował parafianom za to, że całą noc „Pan Jezus nie pozostał sam”, mimo że nie było uprzednich zapisów.

Na zakończenie mszy św. zgromadzeni odmówili nie tylko modlitwę do Michała Archanioła, do której zachęcił ojciec św. Franciszek, ale też piękną modlitwę za diecezję koszalińsko-kołobrzeską, za wszystkich jej mieszkańców, za rodziny, o wzajemną miłość jedność, wiarę i miłosierdzie dla wszystkich potrzebujących.

W dodatku w pobliżu kościoła, na garażu obok cukierenki, do której poszliśmy na lody, widnieje mural upamiętniający odzyskanie niepodległości w 1918 roku. I takich miejsc w różnych miejscowościach na Pomorzu zauważyłam więcej. A na szczytowych ścianach trzech sąsiadujących baraczków (magazynów?) przy drodze wyjazdowej ze Szczecinka widnieje wielki napis: Bóg – Honor – Ojczyzna. I te słowa są sensem wszelkich narodowych rocznic.

Okazuje się, że Cud nad Wisłą jest świętem zwycięstwa, które Polacy obchodzą i które ich obchodzi. I że świętujemy nie tylko klęski, i nie tylko w stolicy.

A właściwie – tylko nie w stolicy. Bo jej gospodarz udał się ostentacyjnie na urlop, jakby nie wiedział, kiedy wypada rocznica tego naszego największego poza Wiktorią Wiedeńską zwycięstwa. Tymczasem traktowana z wyższością przez wszelkie samozwańcze kasty prowincja („Duda wygrał tylko głosami prowincji”), tak daleka przecież od miejsca – przez tyle lat spychanej w niepamięć – bitwy sprzed wieku, umie „zachować się jak trzeba”.

Artykuł Magdaleny Słoniowskiej pt. „Umiemy czcić zwycięstwa!” znajduje się na s. 20 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 75/2020.

 


  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.

 

Artykuł Magdaleny Słoniowskiej pt. „Umiemy czcić zwycięstwa!” na s. 20 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 75/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Niestosowny piknik „tęczowych” w Nowym Tomyślu. Czy jego młodzi uczestnicy mają świadomość konsekwencji tej ideologii?

Niektórzy uczestnicy pikniku, a także wspierający tę akcję w mediach społecznościowych, są osobami, które w tej parafii przyjmowały nie tak dawno sakramenty Pierwszej Komunii św. i bierzmowania.

Aleksandra Tabaczyńska

Red. Ryszard Gromadzki | Fot. A. Tabaczyńska

Gorszące sceny na ulicach Polski z udziałem osób spod tęczowych flag, określających się mianem społeczności LGBT i ich sympatyków, opisywane są niemal każdego dnia. Śledząc wszelakie doniesienia medialne, i to od lewa do prawa, widać jasno, że najbardziej wypróbowaną taktyką tego konfliktu jest stawianie się tych środowisk w sytuacji dyskryminowanej mniejszości. Szokuje też impet, z jakim próbuje się przebudować tożsamość, a więc dusze Polaków.

Te działania wprawiają tylko w osłupienie do momentu, gdy jesteśmy obserwatorami zdarzeń, które odbywają się gdzieś w Polsce, do tego w dużym mieście uniwersyteckim. Jednak gdy pewnego dnia okazuje się, że obiektem ataku jest nasza parafia, nasz proboszcz, kościół, gdzie nasze dzieci przyjmowały sakramenty, a do tego na terenie, gdzie zwyczajowo przechodzi procesja Bożego Ciała i Droga Krzyżowa Ulicami Miasta, to emocje, które temu towarzyszą, zapierają dech w piersi.

Co się wydarzyło

15 sierpnia w parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Tomyślu, podczas mszy świętej, która również była transmitowana poprzez kanał internetowy, proboszcz ks. Tomasz Sobolewski wygłosił kazanie. W pierwszej części, historycznej, homilia nawiązywała do setnej rocznicy Cudu nad Wisłą, kiedy to Polacy obronili swoją niedawno odzyskaną niepodległość, a następnie zahamowali inwazję bolszewicką na całą Europę i obronili wiarę katolicką oraz możliwość jej praktykowania w Ojczyźnie.

W drugiej części omówiona została obecna sytuacja społeczna w kraju i konkretne akty profanacji symboli religijnych, narodowych oraz wandalizmu. W związku z tym, że działania te były przeprowadzane przez aktywistów ruchu LGBT, kapłan skonkludował, że te wydarzenia i sytuacje to bitwy współczesnej wojny cywilizacyjno-kulturowej.

I chrześcijanie muszą walczyć, tak jak Polacy 100 lat temu, z ideologią neomarksistowską, ideologią LGBT i innymi prądami lewicowymi, których celem jest wyrugowanie z naszych serc i z naszej polskiej rzeczywistości Pana Boga. (…)

Manifestacja obrońców wartości w Nowym Tomyślu przed kościołem | Fot. A. Tabaczyńska

Już tego samego dnia zawrzało w internecie, a następnego w lewicowej prasie. (…)

18 sierpnia, prawdopodobnie w nocy, nieznani sprawcy zawiesili pomiędzy flagami narodowymi, papieskimi i maryjnymi, które w związku ze świętem narodowym i Wniebowzięcia NPM zdobiły wejścia do Kościoła, swoją tęczową flagę. Proboszcz zawiadomił policję i tego samego dnia w internecie ukazało się zaproszenie na „Tęczowy Piknik”. Piknik zorganizowano na placu Chopina, w którego centrum stoi nowotomyska świątynia. Ów piknik rozpoczął się w sobotę 22 sierpnia, o godzinie 19, a więc dokładnie w tym samym czasie, w którym kończy się we wspomnianym kościele msza św. Parafianie, mieszkańcy Nowego Tomyśla i okolic, odpowiedzieli na tę prowokację. W sobotę 22 sierpnia, jak zawsze o godzinie 18.00, rozpoczęła się eucharystia w niedzielnym obrządku, podczas której dodatkowo odbył się chrzest kilkorga dzieci. Bezpośrednio po mszy św. proboszcz poprosił o udział w nabożeństwie ekspiacyjnym, które trwało równolegle z tęczowym piknikiem. (…)

Świadectwo

 

Mieszkańców miasta bardzo mocno wsparł redaktor Ryszard Gromadzki. Warto dodać, że dziennikarz TV Republika i Polskiego Radia 24 nie jest jakimś importowanym bojówkarzem. Pochodzi z Nowego Tomyśla, mieszka niedaleko, a świątynię NSPJ w dalszym ciągu traktuje jak swoją. W dzień tęczowego pikniku wraz z żoną Elżbietą dał jednoznaczne świadectwo wiary katolickiej oraz sprzeciwu wobec szargania naszych świętości. Ryszard Gromadzki wyszedł z kościoła tuż po zakończeniu mszy św. Przed sobą trzymał duży drewniany krzyż. Stał w milczeniu, modląc się w intencji działaczy LGBT o ich opamiętanie. Elżbieta Gromadzka w tym samym czasie wraz z wiernymi uczestniczyła w nabożeństwie. Oboje też bardzo aktywnie wsparli proboszcza i parafian dzień później, podczas spotkania pod hasłem stop prześladowaniu chrześcijan. (…)

Uczestnicy pikniku – rozpoznałam dosłownie kilkoro, bo reszta to chyba przyjezdni – a także wspierający tę akcję w mediach społecznościowych, są osobami, które w tej parafii przyjmowały nie tak dawno sakramenty I Komunii św. i bierzmowania

Mało tego, ich rodzice prosili o te sakramenty dla nich proboszcza czy biskupa albo dziękowali za nie, czynnie uczestnicząc w poprzedzających je przygotowaniach. Mówiąc „prosili” czy „dziękowali”, mam na myśli na przykład udział w delegacji, a więc reprezentowanie ogółu rodziców dzieci pierwszokomunijnych czy młodzieży bierzmowanej.

Te związki z parafią przestały mieć znaczenie w kontekście tęczowego pikniku i kilka osób ochoczo udostępniało czy komentowało sprawę w internecie. Smutne jest to, że młodzi ludzie tak bezkrytycznie przyjmują lewicowo-liberalną ideologię i pod pozorem haseł o równości dają się po prostu zwieść.

Cały artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Niestosowny piknik w Nowym Tomyślu” znajduje się na s. 1 i 2 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 75/2020.

 


  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Niestosowny piknik w Nowym Tomyślu” na s. 1 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 75/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Bitwa warszawska 2020. Nie ta sprzed 100 lat, ale nie mniej ważna. I z pewnością nie tylko warszawska, choć tu się toczy

Tym razem atak, nie mniej bolszewicki niż wtedy, idzie nie od Wschodu, ale od Zachodu, finansowany przez firmy światowe, przekonane, że robią dobry interes, a przecież kopią sobie grób.

ks. Zygmunt Zieliński

Przed 100 laty na przedpolach Warszawy łopotały czerwone sztandary. Do Warszawy ich nie wpuszczono. Nie przedostały się do Niemiec, Francji, na Zachód i zapewne wtedy lewacy tamtejsi przeklinali Polskę, że zamknęła im drogę do raju bolszewickiego. (…)

Tym razem atak, nie mniej bolszewicki niż wtedy, idzie nie od Wschodu, ale od Zachodu, finansowany przez firmy światowe, przekonane, że robią dobry interes, a przecież kopią sobie grób, jak wszystkim, którym grozi pandemia o wiele gorsza od COVID-19. Dlatego musi trwać Bitwa Warszawska AD 2020. Wielu oficjeli zachowuje się dziś jak przed 100 laty dokerzy gdańscy, czescy kolejarze i opiekunowie Sowietów na Zachodzie. Szali zwycięstwa na korzyść bolszewików wtedy nie przeważyli. Dziś, miejmy nadzieję, nie przeważą jej pieniądze Googla, IKEi, Coca Coli, Toyoty, Microsoftu, Empiku, Agory i wielu podobnych sponsorów.

Ale nie brak też takich, i to na wysokich szczeblach polityki, którzy wszystko robią, by ta pasiasta groza miała wolną rękę. Kilka przykładów: „Unijna komisarz ds. równości, Helena Dalli, staje po stronie aresztowanego Michała Sz. »Margot«. Tym razem wezwała Polskę do »zajęcia się kwestią dyskryminacji i nienawiści wobec osób LGBTI«. – Policja podczas protestów spotkała się z nadużyciami. Nie wszyscy demonstranci byli pokojowi – napisało w odpowiedzi Stałe Przedstawicielstwo RP przy UE”.

„Unijna komisarz ds. równości Helena Dalli napisała na Twitterze, że »każdy obywatel UE, w tym osoby LGBTI, ma prawo do spokojnego gromadzenia się i do udziału w pokojowych protestach. Wzywam Polskę do zajęcia się kwestią dyskryminacji i nienawiści wobec osób LGBTI oraz do przestrzegania europejskich wartości równości, demokracji i praw człowieka«”.

Nie dziwię się pani Dalli, ale stanowisko Stałego Przedstawicielstwa RP przy UE? Czyżby nie było wiadomo, co działo się w czasie demonstracji LGBT? Po co te eufemizmy? To, co powiedziała pani Dalli, świadczy o jednym. Ruch czy ideologia LGBT jest pod ochroną tego, co UE uważa za prawo. Większość normalnych ludzi, nie oznakowanych żadnymi literkami, powinna w myśl tego prawa spokojnie znosić wybryki tamtych i profanacje drogich dla większości Polaków wartości. Nic dziwnego, że UE traci coraz bardziej na autorytecie, tak interpretując prawa człowieka. (…)

Oto apel naukowców z całego świata:

„Wzywamy polskie władze do natychmiastowego uwolnienie Małgorzaty Szutowicz. My, niżej podpisane i podpisani badaczki i badacze, wyrażamy głębokie zaniepokojenie bezprecedensowym atakiem na społeczność LGBT+ w Polsce. Z całą mocą potępiamy aresztowanie działaczki LGBT+ Małgorzaty (Margot) Szutowicz, które uważamy nie tylko za niepotrzebny i nieproporcjonalny środek zapobiegawczy, ale także za kolejny – po ogłoszeniu niektórych części Polski »strefami wolnymi od LGBT« – etap homofobicznej kampanii prowadzonej przez polskie władze. Niepokoi nas również brutalność, z jaką polskie siły policyjne interweniowały wobec osób uczestniczących w demonstracji wspierającej Małgorzatę 7 sierpnia. Wzywamy polskie władze do natychmiastowego uwolnienia Małgorzaty Szutowicz i do zagwarantowania praw osób LGBT+”.

Nie dziwię się podpisom z uczelni zagranicznych, bo tam często ludzie podpisujący takie apele niekoniecznie wiedzą, gdzie dzieje się to, o czym apel traktuje i w czym rzecz; wystarczy hasło. Z polskich środowisk wsławił się Uniwersytet Warszawski i częściowo PAN, czyli żadne zaskoczenie.

Jak podają media, Michał Sz. z kolektywu »Stop Bzdurom« identyfikuje się jako… kobieta – Małgorzata. Michał Sz. pseud. »Margot« opisywał w rozmowie z dziennikarką »Newsweeka« okoliczności ataku na Pana Łukasza. Aktywiści uzbrojeni w noże wbiegli i nie tylko z furią fizycznie zaatakowali kierowcę furgonetki oklejonej materiałami kampanii »Stop pedofilii«, ale również zdewastowali samochód należący do Fundacji Pro-Prawo do życia” (Taką wersję wydarzenia podał sam Michał Sz.; video, Tygodnik Solidarność, 8.8.20). (…)

Znieważanie i lekceważenie uznanych wartości i głoszenie bredni teorii gender o 59 płciach, czy jak to nazwać, idzie zawsze w parze z szerzej rozumianym nihilizmem. „Redakcja »Newsweeka« wpadła na pomysł, by w rocznicę Bitwy Warszawskiej przypomnieć swój tekst sprzed 11 lat. »Dzieło« Igora T. Miecika opisuje wojnę polsko-bolszewicką z perspektywy rosyjskich jeńców. Miecik pisze o rzekomym złym traktowaniu bolszewickich żołnierzy. Padają nawet słowa o »barbarzyńskich łagrach II Rzeczypospolitej«. Opowieść o rzekomym złym traktowaniu jeńców po Bitwie Warszawskiej jest motywem przewodnim wielu rosyjskich ataków na Polskę i naszą historię. (…) Inne medium Ringier Axel-Springer poszło podobną drogą. Na czołówce portalu Onet.pl znajdziemy wspomnienia bolszewickiego lekarza, który znalazł się na froncie: »Tego, co wyprawiają Polacy, nie da się opowiedzieć«” (cytat za wpolityce.pl).

To tylko niektóre wynurzenia mediów ukazujących się w Polsce za cudze pieniądze, a wiadomo: kto płaci, ten żąda. Nie jest to nic nowego. Za okupacji niemieckiej też wychodziły gazety w języku polskim, a przecież przeciwko wszystkiemu, co polskie. Miały swoją nazwę.

Na koniec coś osobistego. Mój ojciec jako żołnierz zaraził się w tamtym czasie tyfusem plamistym od jeńca sowieckiego. Opowiadał, że chorych wśród jeńców było mnóstwo, a możliwości leczenia nikłe, nawet własnych żołnierzy. Nie do końca wiadomo, jak umierali polscy jeńcy w Sowietach. Połowa tylko wróciła. Ale co to może obchodzić „Newsweek” i Onet? Przecież to chodziło o Polaków!

Antypolska nagonka idzie różnymi torami, ale w jednym kierunku. Wytyczają go zawsze ci sami wrogowie, choć inaczej się nazywają.

Cytaty nieopisane w tekście pochodzą z Niezalezna.pl.

Cały artykuł ks Zygmunta Zielińskiego pt. „Bitwa warszawska 2020” znajduje się na s. 12 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 75/2020.

 


  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł ks. Zygmunta Zielińskiego pt. „Bitwa warszawska 2020” na s. 12 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 75/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Sakiewicz: 30 lat od upadku komunizmu, ponownie zostaje przywrócona w Polsce cenzura. Nie uznaję postanowienia sądu

Tomasz Sakiewicz mówi o planowanej rekonstrukcji rządu, powrocie cenzury prewencyjnej w związku z nakazem sądu nałożonym na dziennikarza Piotra Nisztora i wzywa do solidarności dziennikarskiej.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, Tomasz Sakiewicz mówi o sądowym postanowieniu o zakazie pisania przez rok o prezesie PZPN Zbigniewie Bońku, który został nałożony na dziennikarza Piotra Nisztora.

Tu żadnej rozprawy nie było. Wpłynęło pismo do sądu i sędzia biegnąc do sekretariatu wydał natychmiast, przed powstaniem tekstu, zakaz jego publikacji […] Sąd nawet nie wiedział co będzie w tekście, ale już zakazał pisania go. Nie widział go też Zbigniew Boniek. Na szczęście zdążyliśmy opublikować gazetę, więc teraz Zbigniew Boniek zapowiedział, że zablokuje wydawanie Gazety Polskiej Codziennie i tygodnika […] Nie było takiej cenzury od czasów upadku komunizmu. Ja tego postanowienia nie uznaję.

Gość Poranka Wnet przypomina, że tekst dotyczy współpracownika Zbigniewa Bońka, kapitana SB Andrzeja Placzyńskiego, który jak się sam przechwalał, inwigilował Jana Pawła II. Wyrok w sprawie wydał sędzia Rafał Wagner z I Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie. Redaktor Sakiewicz liczy na dziennikarską solidarność i wspólne wyrażenie sprzeciwu wobec cenzury prewencyjnej.

Mamy do czynienia z sytuacją niesamowitą, gdy 30 lat po upadku komunizmu jest przywrócona cenzura w Polsce.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego odnosząc się do planowanej rekonstrukcji rządu wskazuje, że obecnie „wszystko opiera się na autorytecie Jarosława Kaczyńskiego”. Potrzebna jest zmiana kompetencji i ograniczenie liczby ministrów, co może uderzyć w koalicjantów.

Problem polega na tym, że mogą pojawić się odpryski. Ktoś się obrazi i nie będzie chciał w funkcjonować w życiu publicznym czy nie daj Bóg, wyjdzie z klubu i zostanie krucha większość. Tutaj trzeba uważać, by zachować tę większość. To jest główny problem, jak zreformować nie powodując strat i odprysków w obozie.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

M.K.

Nowa strategia walki z COVID-19 na okres jesienno-zimowy. Ministerstwo Zdrowia przedstawiło szczegóły planu działania

Minister Adam Niedzielski proponuje zwiększenie liczby punktów testowania drive thru, utworzenie ogólnopolskiej infolinii i przejście do systemu zwalczania wirusa na poziomie regionalnym.

Minister zdrowia Adam Niedzielski przedstawił dziś nową strategię walki z koronawirusem na okres jesienno-zimowy.

Strategia przewiduje przygotowanie trzech poziomów szpitalnictwa: placówek wielospecjalistycznych, oddziałów zakaźnych lub obserwacyjno-zakaźnych oraz placówek będących w sieci szpitali. W szpitalach powiatowych będą utworzone izolatki, których zadaniem będzie przetestowanie pacjenta i skierowanie go na kolejne etapy leczenia. Rozbudowane zostaną także punkty drive thru, których jest obecnie w Polsce 260, a ich czas pracy ma zostać zwiększony np. do 4 godzin.

Mają nastąpić również zmiany w testowaniu. Ministerstwo chce odejść od testowania ogólnopolskiego do systemu regionalnego. Poddani testom mają być w sposób szczególny pacjenci wykazujący podstawowe objawy koronawirusa, a także osoby z grupy ryzyka, czyli seniorzy.

Mamy za sobą etap obrony przed pandemią, gdzie stosowaliśmy bardzo ostre środki, teraz zmieniamy charakter naszego reagowania, podejścia. Odchodzimy od środków, które są stosowane w ujęciu ogólnokrajowym do środków, które są dedykowane do regionów i skali zjawiska – powiedział minister zdrowia Adam Niedzielski.

Do systemu walki z COVID-19 zostaną włączeni lekarze Podstawowej Opieki Zdrowotnej, którzy będą zaczynać diagnozę od teleporady, następnie badania bezpośredniego, po czym będą podejmować decyzję, czy skierować osobę do testowania koronawirusa.

W większej skali mają być wykonywane także tzw. szybkie testy, czyli testy antygenowe, które mają być wykorzystywane w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych.

W ramach Państwowej Inspekcji Sanitarnej i we współpracy z ministerstwem cyfryzacji ma powstać system elektronicznego zgłaszania informacji o potencjalnym ryzyku i system monitorujący statusy tych zgłoszeń poprzez specjalną infolinie. Dzięki temu ministerstwo zdrowia chce odciążyć inspektorów powiatowych.

W Ministerstwie Zdrowia powołano również specjalny zespół ds. monitorowania i prognozowania przebiegu epidemii. Pracami zespołu ma kierować dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny dr hab. Grzegorz Juszczyk.

Źródło: Polskie Radio/TVP/Polsat News

M.K.

Zaniechanie rozliczeń i bezkarność skończyły już 30 lat. Nie mówiąc o sprawiedliwości, to deprawacja i zły przykład

Nie chcę wierzyć w istnienie układu wzajemnego nieruszania „kolegów” polityków, przynajmniej tych z najwyższych półek, ale wierzę w „doktrynę Neumanna ” i wspólną samoobronę „nadzwyczajnych kast”.

Adam Gniewecki

Na początek, dla najmłodszych i niezorientowanych, trochę uproszczonej historii transformacji poczętej przy tzw. okrągłym stole. Okrągły, a jakie kanty!

Mniej ważne, co się działo przy wspomnianym meblu i na nim; istotne, z góry ustalone oraz determinujące przyszłość było to, co odbyło się cichcem pod nim, co po już nadgniłych, bo już 30-letnich, zatrutych owocach poznaliśmy. Do dzisiaj się z tą toksyną zmagamy, a końca zmagań nie widać, osoby Podstolich i Podstolin zaś, ze stron obu, świadomemu czytelnikowi znane są aż nazbyt dobrze, tak z dawnych relacji, jak i z dzisiejszych mównic, ław, piedestałów i list osobistości nieomylnych. (…)

Niech będzie mi wolno wskazać kilka kwestii, w moim mniemaniu ważnych dla utrzymania władzy służącej realizacji słusznej sprawy. (…)

Po pierwsze – bezkarność:

  • rządzących uprzednio, a czas płynie i zaciera pamięć oraz ślady takich afer, jak: VAT-owskiej, Amber Gold czy reprywatyzacyjnej. (…) Brak sprawiedliwej, choćby częściowej, ustawy reprywatyzacyjnej spowodował tragedie dziesiątków tysięcy wykwaterowanych i poczucie niepewności u setek tysięcy. Taka ustawa powinna być uchwalona i bezzwłocznie wprowadzona w życie, nawet jeśli miałaby się nie podobać wielu wpływowym zagranicznym kręgom i grupom interesów. Nasza ustawa to nasza sprawa!
  • Odpowiedzialnych i współodpowiedzialnych za tragedię smoleńską (…). Z tego grona tylko Tomasz Arabski stanął przed sądem – i to z oskarżenia prywatnego, otrzymując jedynie symboliczny wyrok;
  • Tych, którzy od lat rozpowiadają w Brukseli i po świecie kłamstwa o rzekomym łamaniu w Polsce praw człowieka, prześladowaniu opozycji czy zbrodniczej nietolerancji wobec kochających inaczej; bezkarność europosłów otwarcie żądających sankcji ekonomicznych wobec własnego kraju. (…)
  • Bezczeszczących i profanujących świętości narodowe i chrześcijańskie prowodyrów oburzających maskarad i profanacji w wykonaniu kochających inaczej i wyznawców idei LGBT. (…)
  • Obrzucających obelgami, bezpośrednio i w internecie, najważniejsze osoby w państwie – w tym prezydenta. Co na to kodeks karny?
  •  Kłamiących w żywe oczy w mediach.

Brak elementarnej sprawiedliwości ludzi porusza, boli, zniechęca i demoralizuje, a w rezultacie odpycha od urn wyborczych.

Nie chcę wierzyć w istnienie układu wzajemnego nieruszania „kolegów” polityków, przynajmniej tych z najwyższych półek, ale wierzę w „doktrynę Neumanna ” i wspólną samoobronę „nadzwyczajnych kast”.

Kolejne ważkie kwestie to:

  • Ustępliwość wobec Brukseli, która, choć może niekiedy konieczna dla powodzenia dobrej sprawy, wyborcom Zjednoczonej Prawicy się nie podoba. Cenią konsekwencję w realizacji raz podjętej decyzji.
  • Niedostatek propagowania dobrych idei i rzetelnej informacji o sukcesach (…). Nie służy to powiększaniu rzeszy zwolenników dobrej sprawy. Tu wypada wspomnieć o obiecanym i słusznym programie „repolonizacji mediów”.
  • Sprawa, w zasadzie słuszna, podwyżek wynagrodzeń najważniejszych osób w państwie oraz posłów i senatorów, która stanęła na „wokandzie” w, mówiąc delikatnie, niezbyt odpowiednim momencie (…).
  • Utrata większości w Senacie, chyba jako wynik rezygnacji z praktykowanego w zmaganiach politycznych użycia wszystkich dostępnych środków. Nie ułatwia to obozowi dobrej zmiany realizacji zamierzeń ani nie wzmacnia wiary w jego siłę.
  • Brak zdecydowania co do terminu wyborów sprawił, że wobec konsolidacji sił „antypisu”, prezydent Duda wygrał dopiero w II turze, i to tylko o włos.

Cały artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Kruchy fundament suwerenności” znajduje się na s. 6 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 75/2020.

 


  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Kruchy fundament suwerenności” na s. 6 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 75/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Białorusinami kieruje nadzieja, której świat Zachodu sam się pozbawił/ Krzysztof Skowroński, „Kurier WNET” 75/2020

W Paryżu żółtych kamizelek nie było nadziei. W starej Europie i USA nowym wyznaniem wiary jest destrukcja i coraz głębsze dzielenie ludzi, izolowanie i budowanie między nimi nienaturalnych murów.

Krzysztof Skowroński

Wzruszające są obrazy, które do nas docierają z Białorusi. Jest jakaś naturalna uczciwość i szczerość w białoruskiej rewolucji. Nam przypomina sierpień ’80 roku.

Wtedy w Gdańsku, Szczecinie, Jastrzębiu czy Wrocławiu chodziło o poszanowanie najprostszych zasad, o przywrócenie godności i elementarnej uczciwości w zakłamanym świecie komunistycznego reżimu. O to samo chodzi Białorusinom, dlatego tak dobrze czujemy nastrój ulic Mińska czy Grodna.

Nie ma liderów, nie ma podziałów. Po drugiej stronie barykady jest ten, któremu wydawało się, że jego władza jest wieczna i nie może się pogodzić z tym, że jego czas właśnie się skończył, że brutalna siła, aresztowania i tortury stosowane masowo w aresztach na nie wiele się zdadzą, że już stał się czarną kartą w historii Białorusi.

Jest jeszcze jedna analogia do polskiego sierpnia. Białoruś dziś nie może myśleć o pełnej niepodległości. Śpiewają o Pogoni i Ostrej Bramie, odwołując się do historii Wielkiego Księstwa Litewskiego, ale wiedzą, że Moskwa nie może wycofać się z Mińska Litewskiego. Patrząc na szlachetną pokojową walkę i demonstracje Białorusinów, możemy ją porównać do ruchu żółtych kamizelek czy obecnych demonstracji w Ameryce. W Mińsku nie ma zbitych witryn i obrabowanych sklepów. To jest świadectwo głębi i powagi.

I jest jeszcze jedna istotna różnica. Na Białorusi jest nadzieja, a w Paryżu tej nadziei nie było. W krajach starej Europy i Stanów motorem jest destrukcja i chęć coraz głębszego dzielenia ludzi. Tu, czyli w Mińsku, jest wspólnota. Ta idea dzielenia ludzi, izolowania i budowania między nimi nienaturalnych murów jest teraz w świecie Zachodu nowym wyznaniem wiary. Jest jakaś siła, której głównym zadaniem jest mieszać, zmieniać znaczenia słów po to, by coraz bardziej utrudniać ludziom komunikację. Tak jest z ideologią LGBT, z ruchem burzącym pomniki w Ameryce, z nieszczęsnym covidem, który bezobjawowo może doprowadzić do najgłębszych cywilizacyjnych zmian poprzez zmiany sposobu funkcjonowania gospodarki i likwidacji pieniądza.

To jest podstawowa różnica między sierpniem w Polsce 40 lat temu a białoruskim w 2020 roku. My widzieliśmy za murem berlińskim normalny świat, a w oknach pałacu apostolskiego – Jana Pawła II. Białorusini widzą świat, który sam siebie postanowił pozbawić życia.

I to nie teraz. To rozpoczęło się na długo przed strzałami Gawriły Principa w Sarajewie.

Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego, Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET”, znajduje się na s. 1 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 75/2020.

 


  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego, Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET”, na s. 1 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 75/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego