Niemiecka gazeta „Bild” pisze o interwencji policji przeciw „pokojowemu protestowi zwolenników aborcji w świątyni”. Łatwo sobie wyobrazić reakcję niemieckiej policji na „pokojowy protest” w synagodze.
Jan Bogatko
Komunizm siermiężny typu moskiewskiego, panujący do niedawna w sowieckiej Europie („Europa Wschodnia”), przeobraził się w komunizm salonowy parysko-brukselsko-frankfurcki.
Komunizm zachodni nie jest ubogi i jeśli tam nie je się mięsa, to nie z powodu fatalnej gospodarki (bezmięsny poniedziałek w PRL), lecz w wyniku rozważań nad nowym dekalogiem. (…)
O tym, że Zachód jest czerwony, dowiedziałem się ku mojemu zaskoczeniu w roku 1978, kiedy przyjechałem do Niemiec. Mieszkając w kolońskiej dzielnicy Südstadt, w knajpianych rozmowach nie tylko w barze „Köln Rouge“ (Czerwona Kolonia), ale także i winiarni na Ubierringu, mogłem się dowiedzieć o „polskim antysemityzmie”, „katolickim zacofaniu” oraz o zbrodniach popełnianych na Niemcach przez Polaków („byli gorsi od Rosjan”!) podczas wypędzania z ich ojczyzny na wschodzie. O związku przyczynowo-skutkowym jakoś nie wspominano, to już były narodziny nowej, lewicowej niemieckiej polityki historycznej. Młodzi kolończycy tłumnie brali udział w prosowieckich i antyamerykańskich „Marszach Wielkanocnych”, lewackich koncertach i demonstracjach (na przykład przed katedrą kolońską, na rzecz legalizacji pedofilii). Te marsze wielkanocne nieco straciły rozmach po upadku ZSSR, ale tym niemniej uważa się je dziś za nową, niemiecką świecką tradycję. Kto nie był czerwony, ten był „faszystą” – bardzo prosty był podział na „dobrych” i „złych” w Kolonii, jak i w wielu innych niemieckich miastach. (…)
W Niemczech terminem „prawica” określa się nacjonalistyczną lewicę, wymierających bez większego rozgłosu pogrobowców NSDAP. Na tę walkę – bój to jest nasz ostatni – państwo, kraje związkowe, gminy i fundacje wydały dotąd pół miliarda euro. Jest to w przybliżeniu 50 razy więcej (słownie pięćdziesiąt) niż na zwalczanie lewackiej ekstremy. Środowisko lewicy wzrasta w siłę. Pomagają mu w tym niemieccy dziennikarze. Nie ma obecnie w Niemczech stacji telewizyjnej, rozgłośni radiowej czy gazety, w których wyborcy lewicowych partii politycznych nie byliby w zdecydowanej większości. To oni kształtują opinię publiczną, narzucając im swą ideologię.
Jest możliwe, że niemiecki kapitał czuje się niezagrożony przez lewicę: nie głosi ona dziś hasła uspołecznienia środków produkcji. Ona je dziś posiada!
Polskie lewackie bojówki mają sojuszników w Niemczech. Należy do nich niewątpliwie korespondentka ultralewackiej gazety TAZ w Warszawie, Gabriele Lesser. Bierze udział w walce z rządem w Warszawie, bo doskonale wie, że jej za to z jego strony nic nie grozi. Ta walka jest populistyczna, nieporadna, daleka od wymiany argumentów. Popiera ona protesty lewackie przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie niezgodności aborcji eugenicznej z konstytucją. Ale to przecież nie orzeczenie zmienia jakoby zgodność tej aborcji z konstytucją, tylko wskazuje na to, że ona nie istnieje od samego początku. A zatem protestanci powinni domagać się nowelizacji konstytucji, której jakoby zawsze podobno bronili, a nie uchylenia orzeczenia Trybunału, bo to formalnie niemożliwe!
Niemiecka gazeta „BILD” pisze o interwencji policji przeciwko „pokojowemu protestowi zwolenników aborcji w świątyni”. Łatwo sobie wyobrazić reakcję niemieckiej policji na „pokojowy protest” w synagodze. Ale w tej wojnie nie chodzi wcale o aborcję, lecz o obalenie rządu.
Czy majdan się powiedzie? Tak, wszelkie nieszczęścia są zawsze i wszędzie możliwe. Zwłaszcza, jeśli państwo jest słabe i boi się użyć siły. Przewrót październikowy w Rosji dokonał się właśnie w takich okolicznościach ze znanymi skutkami.
Cały felieton Jana Bogatki pt. „Rewolucja bolszewicka trwa” znajduje się na s. 3 listopadowego „Kuriera WNET” numer 77/2020.
Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na wnet.fm.
Z przykrością zawiadamiamy, że z powodu ograniczeń związanych z pandemią ten numer „Kuriera WNET” można nabyć wyłącznie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Dziennikarz w pracy jest jak funkcjonariusz państwowy, nie jest osobą prywatną, która robi co chce i zachowuje się jak chce. W zamian państwo powinno mu zagwarantować bezpieczeństwo.
Jolanta Hajdasz
Przede wszystkim o pobiciu operatora TVP w Gdyni, podczas realizacji przez niego materiału dziennikarskiego z zatrzymania jednego z najbogatszych ludzi w Polsce. To, jak wymiar sprawiedliwości poradzi sobie z tą sprawą, ma znaczenie dla wszystkich dziennikarzy w naszym kraju.
15 października doszło do brutalnego ataku na operatora Telewizji Polskiej, gdy dziennikarze różnych mediów i operatorzy chyba wszystkich ogólnopolskich stacji telewizyjnych przez kilka godzin obserwowali przeszukanie miejsca zamieszkania biznesmana Ryszarda Krauzego. Gdy agenci CBA zakończyli przeszukania i wyprowadzili zatrzymanego, dziennikarze zaczęli się rozjeżdżać, ekipa TVP spakowała sprzęt, ale stała jeszcze przy samochodzie. Wówczas doszło do pobicia. Syn zatrzymanego popchnął operatora, przewrócił go i kopał leżącego już na chodniku. Konieczna była interwencja lekarska, młody operator ma rozciętą głowę, założone szwy i uszkodzone zęby, ma kłopoty z widzeniem w jednym oku
Chcę podkreślić, że chłopak niczym nie sprowokował „małego księcia Trójmiasta”, bo tak o napastniku mówi się w Gdańsku, nie wdał się z nim w pyskówkę ani w bójkę. Aleksander K. bił niewinnego człowieka. Tymczasem sąd w Gdańsku nie zastosował wobec napastnika aresztu, a ojciec napastnika wypowiedział się w telewizji TVN, że syn bronił honoru rodziny i poniosły go emocje, więc prosi o wyrozumiałość dla niego.
Internet został zalany opiniami w stylu „dobrze mu tak, bo to pisowska telewizja”, mógłby przecież pracować gdzie indziej. „Metody nie popieram, ale cel wybrany dobrze” – to kwintesencja tego stylu myślenia. W ten sposób skomentował to pobicie jeden z profesorów, prawnik i filozof zresztą.
Te wypowiedzi świadczą o tym, jak elity finansowe III RP lekceważą podstawowe wartości – ludzkie życie i zdrowie, oraz jak za nic mają zasadę wolności słowa, która oznacza nie tylko swobodę wypowiedzi, ale także bezpieczeństwo pracy dla ludzi mediów. Dziennikarz w pracy jest jak funkcjonariusz państwowy, nie jest osobą prywatną, która robi co chce i zachowuje się jak chce. W zamian państwo powinno mu zagwarantować bezpieczeństwo, a tych, którzy je naruszają – surowo karać. Niestety mam obawy, że tak się nie stanie. Nie słychać bowiem wielu komentarzy na ten temat, największa komercyjna stacja telewizyjna ograniczyła się do jednego zdania na Twitterze, media o największej liczbie odbiorców wręcz zamilkły. Nie zauważają tego wydarzenia. Osoby, które oglądają tylko stacje komercyjne lub niektóre polskojęzyczne portale internetowe, najprawdopodobniej w ogóle nie wiedzą, że operator telewizji publicznej nadal jest na zwolnieniu lekarskim, że nadal prawie nie widzi na jedno oko.
I jeszcze jedno – na moment czysto teoretycznie odwróćmy tę sytuację i wyobraźmy sobie, że pobity w ten sposób został operator np. telewizji TVN podczas czynności wykonywanych przez CBA u kogoś związanego z prawicą. Jestem pewna, że natychmiast protestowałyby międzynarodowe organizacje dziennikarskie i najróżniejsze instytucje Unii Europejskiej, a zasądzone odszkodowania liczylibyśmy w tysiącach euro. Zobaczymy, jak będzie tym razem.
(…) Koncern RASP pozywa polskich dziennikarzy. O procesach dziennikarzy i ich przyczynach w programie „O co chodzi?” red. Bronisława Wildsteina w TVP Info
Procesy wytaczane polskim dziennikarzom przez koncern Ringier Axel Springer i ich przyczyny były głównym tematem programu „O co chodzi?” red. Bronisława Wildsteina w TVP Info, emitowanego 8 października 2020 r. Gośćmi programu był. red. Samuel Pereira, szef portalu tvp.info.pl oraz Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP. Red. Samuel Pereira przypomniał, iż RASP domaga się od szefa portalu tvp.info przeprosin i przekazania 100 000 złotych na cele społeczne. Pozew cywilny dotyczy 27 wpisów z Twittera i Facebooka, w których Samuel Pereira krytykował media RASP bądź działania dziennikarzy tego wydawcy. Zdaniem autorów pozwu, z krytycznych wobec mediów RASP wpisów dziennikarza wynika zarzut, iż „»Fakt« jest niemieckim tabloidem”, „linia programowa RASP jest tworzona pod dyktando Niemiec”, prezes wydawnictwa „Mark Dekan jest niemieckim nadzorcą”, a RASP działa w interesie Niemiec. Swoimi wpisami – zdaniem RASP – red. Pereira poważnie naruszył dobra osobiste wydawcy.
18 października. Reakcje mediów na protest CMWP SDP przeciwko pobiciu operatora TVP3 Gdańsk
Wiadomości TVP, TVP Info (w programie i na tzw. pasku), portal wPolityce.pl, „Gazeta Polska Codziennie”, portal niezależna.pl, telewizja wPolsce.pl, Radio Poznań, TVP Gdańsk, Radio Maryja i Radio Wnet cytowały oświadczenie CMWP SDP, w którym Centrum protestuje przeciwko pobiciu operatora TVP przez syna biznesmena Ryszarda K. i apeluje o rzetelne wyjaśnienie wszystkich okoliczności tej sprawy. W Radiu Wnet Jolanta Hajdasz, mówiąc o pobiciu operatora TVP przez syna zatrzymanego biznesmena Ryszarda K., zwracała uwagę, iż przedstawiciele mediów w demokratycznym państwie muszą mieć zagwarantowaną możliwość bezpiecznego relacjonowania wszystkich wydarzeń.
Dziennikarz w Polsce musi, idąc do pracy, mieć pewność, że wróci z niej cały. Rozmówczyni Łukasza Jankowskiego z Radia Wnet przypomniała, że Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich broniło poszkodowanych dziennikarzy niezależnie od tego, w jakiej stacji pracowali.
16 października policja zatrzymała podejrzanego o napaść na operatora TVP Aleksandra K., do której doszło po przeszukaniu i zatrzymaniu byłego prezesa Prokomu Ryszarda Krauzego (biznesmen zgodził się na podawanie pełnych danych osobowych) przez CBA w czwartek wieczorem. 31-letni Aleksander K. usłyszał w prokuraturze w Gdyni trzy zarzuty: naruszenia nietykalności, kierowania gróźb wobec dziennikarzy i spowodowania obrażeń ciała poniżej siedmiu dni. Czyny te są zagrożone karą do 2 lat pozbawienia wolności. Sąd nie zgodził się na aresztowanie podejrzanego i zastosował wolnościowe środki zapobiegawcze. Aleksander K. jest pod dozorem policji (dwa razy w tygodniu musi zgłaszać się na policję), ma zakaz kontaktu i zbliżania się do trzech pokrzywdzonych dziennikarzy na odległość nie mniejszą niż 50 m.
– Jarosław Ziętara został zamordowany przez dwie osoby, przywiezione do Polski w celu pozbycia się go. Został ugodzony szpikulcem w klatkę piersiową i nastąpił zgon. Z tego, co się orientuję, Jarosława Ziętarę przywieziono spod domu. Na początku był torturowany. Najpierw był pobity. Folię rozłożono na ziemi, w celu zatarcia śladów. To były magazyny Elektromisu – tak na wstępne pytanie sędziego dotyczące stanu wiedzy zeznającego na temat sprawy Ziętary odpowiedział świadek incognito podczas rozprawy 21 października br. W poznańskim Sądzie Okręgowym trwa tzw. proces ochroniarzy, w którym oskarża się Mirosława R. ps. Ryba i Dariusza L. ps. Lala o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary. „Ryba” i „Lala” to dwaj ochroniarze z firmy Elektromis, należącej do biznesmena Mariusza Ś., którzy 1 września 1992 roku, przebrani za policjantów, mieli porwać dziennikarza spod jego mieszkania w Poznaniu i przekazać zabójcom. CMWP SDP obserwuje proces od lutego 2019 roku.
W uprowadzeniu uczestniczyły osoby przebrane w mundury policyjne. Cała akcja odbyła się na zlecenie Aleksandra G. Ziętara miał otrzymać ofertę finansową, by odstąpił od pisania artykułów. Propozycji dziennikarz nie przyjął, bo – według świadka – była dla niego niezadowalająca. Oferentem miał być Aleksander G. Potwierdził, że przed uprowadzeniem odbyło się przeszukanie mieszkania dziennikarza, w którym uczestniczył Maciej B. Potwierdził też zabranie z mieszkania klisz fotograficznych, które przekazano Aleksandrowi G. Świadek stwierdził również, że B. brał udział w porwaniu, jednak jego rola miała się skończyć na wepchnięciu Jarosława Ziętary do samochodu. Jednak sam Baryła, który zeznawał w tej sprawie, wiele razy w ciągu ostatnich lat nigdy nie wspomniał, by sam miał brać udział w zbrodni.
Spod domu Jarosława Ziętarę zawieziono do magazynów Mariusza Ś. „Wiem, że był wożony więcej niż w jedno miejsce”. Oprawcami byli „żylaści mężczyźni, nie robili tego pierwszy raz”. Przy maltretowaniu dziennikarza obecny był Aleksander G. Po zamordowaniu Ziętara został „skwasowany”, a czaszkę zatopiono w jeziorze Kierskim.
Jolanta Hajdasz jest dyrektorem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.
Cały artykuł Jolanty Hajdasz pt. „Wolność AD 2020. Październik” znajduje się na s. 5 listopadowego „Kuriera WNET” nr 77/2020.
Z przykrością zawiadamiamy, że z powodu ograniczeń związanych z pandemią ten numer „Kuriera WNET” można nabyć wyłącznie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Jezus nie był gejem ani nie może przyjść jako kobieta. Wcielenie dokonało się raz jeden w całej historii. Nie da się go powtórzyć i nie da się go odwołać. Trudno też Boga oskarżyć o jakąś pomyłkę.
Sławomir Zatwardnicki
Wrzucam w wyszukiwarkę hasło „stand-up bez przekleństw”. Klikam w drugą od góry pozycję zatytułowaną Jezus „Miłujcie się”. Uszy stają na sztorc. (…)
Za występem Jezus „Miłujcie się” stoi Grupa Filmowa Darwin. (…) Zamyślam się nie nad przesłaniem, ale nad światem, w którym mogło się ono pojawić. Patrzę na twarz bruneta z brązową peruką. Coś tu nie pasuje. Nic tu się nie klei, choć skrojone jest niby po mistrzowsku. Jezus Ewangelii nie przypomina Jezusa stand-upu.
Jak to pisał był G.K. Chesterton? „Musiało rzeczywiście być coś nie tylko tajemniczego, ale i wszechstronnego w Chrystusie, skoro można wykroić z Niego tylu mniejszych Chrystusów”.
Musi być też coś małego w dzisiejszym rozumie, że grubymi nićmi wszechtolerancji fastryguje pokawałkowany światopogląd.
Średniowieczni mawiali, że rozum ma nos z wosku. Że można go wykręcać w dowolne strony. Patrzę zatem na jakby znajomą twarz scenicznego Andrzeja-Jezusa, ale widzę nos z wosku. Nie tylko Jana Jurkowskiego, ale wszystkich jemu podobnych. „A co, jeśli Jezus też był gejem?” – pada zza mikrofonu bardzo oryginalne jak na dzisiejsze czasy pytanie, zadane chyba całkiem na poważnie. Że niby nic nie wiemy na pewno, bo wszystko jest domniemane. Ale co byłoby – zawisa w powietrzu retoryczna pauza – gdyby wrócił jako gej albo jako kobieta? Może zaakceptowalibyśmy Go i w końcu wszyscy pokochaliby wszystkich – ciągnie Jurkowski.
Gdyby miało to być dla śmiechu, trzeba by śmiechem odpowiadać. Ale skoro mówi się tutaj całkiem na poważnie, trzeba chyba odpowiadać „na serio”. Otóż tak się składa, że ani nie chodzi o domniemania, ani Jezus nie był gejem, ani nie może przyjść jako kobieta, bo Wcielenie – z samej swojej natury – dokonuje się raz jeden w całej historii. Nie da się go powtórzyć i nie da się go odwołać. Trudno też Boga oskarżyć o jakąś pomyłkę w realizacji odwiecznego planu zaaplikowanego nie przypadkiem w tym a nie innym czasie. (…)
Dobra Nowina Jurkowskiego polega na tym, że jak poradziliśmy sobie z segregacją rasową i brakiem równouprawnienia kobiet, tak i przez dzisiejszą niesprawiedliwość jakoś przejdziemy
Idące pod prąd prawa naturalnego postulaty LGBT zostały tutaj postawione w jednym szeregu z tym, co wprost z prawa naturalnego wynika. Zgodnie z filozofią nosa woskowego wolno tak zrobić.
To wystarczy, by mieć prawie trzy miliony odsłon, jakieś 300 razy więcej niż wynosi nakład „Kuriera WNET”, który Państwo właśnie czytacie. Naprawdę, wystarczy posłuchać stand-upowca, który nie przeklina. I wykrojonego z Ewangelii Jezusa, który nie zbawia od grzechu, lecz indoktrynuje ideologią. Zamienić „miłujcie się” na „tolerujcie się” (por. odpowiedź w stylu „oko za oko, skecz za skecz” autorstwa Tomasza Samołyka pt. Tolerujcie się (Mój coming out)).
Taki to stand-up bez przekleństw, za to z dildo. Żal mi Jurkowskiego. Żal mi siebie. Miało być śmiesznie, a jest smutno i straszno.
Facet ma nos z wosku. Mógłby zapalić świecę do modlitwy, a dał zwieść swoją wrażliwość na manowce. Ale przecież nie o nim jest ten tekst. Raczej o tych wszystkich, którzy na potęgę wykręcają swoje nosy. O tej większości, która z mniejszości robi normę. O upadku wszelkich norm, o normie budowanej na piasku braku normalności.
O ranie duszy i ciała, którą leczy się zapewnieniem, że wszystko jest OK. O pofragmentaryzowanym świecie klejonym taśmą klejącą tolerancji, królowej wszystkich innych cnót, które wyparowały.
Cały artykuł Sławomira Zatwardnickiego pt. „Filozofia nosa” znajduje się na s. 7 listopadowego „Kuriera WNET” nr 77/2020.
Z przykrością zawiadamiamy, że z powodu ograniczeń związanych z pandemią ten numer „Kuriera WNET” można nabyć wyłącznie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
W 2015 roku Xi Jinping wysunął propozycję „sinizacji” religii. Przedstawił swój plan dostosowania religii – chrześcijaństwa, buddyzmu i innych – do potrzeb „socjalizmu z chińskimi cechami” KPCh.
Frank Yue
Według informacji podanych przez Radio Free Asia (RFA) Chen Yu został skazany 27 września za swoją działalność biznesową. Został również ukarany grzywną w wysokości 200 000 juanów (29 450 dolarów). Chen sprzedał ok. 770 różnych książek religijnych i czasopism, które zaimportował ze Stanów Zjednoczonych i Tajwanu.
Nie tylko Chen ma kłopoty z władzami; podobno jego klienci również stali się podejrzanymi w dochodzeniu prowadzonym przez lokalną policję. RFA poinformowało, że władze wytropiły klientów Chena, korzystając z informacji o zamówieniach, które pobrano z systemu jego sklepu internetowego.
Klienci, którzy przedstawili się jako chrześcijanie z prowincji Shandong, Henan i Zhejiang powiedzieli, że policja przeprowadziła obławę na ich domy i zarekwirowała książki religijne niezatwierdzone przez Komunistyczną Partię Chin.
Według RFA, policja „uznała Wheat Study za siłę antychińską” w trakcie przeszukiwania domów. Wheat Study to nazwa księgarni internetowej Chena. Zgodnie z notatką władz lokalnych, którą pozyskało RFA, policja przesłuchała ponad 10 000 podejrzanych klientów.
Pewien chrześcijanin, pod warunkiem zachowania anonimowości, wyraził dezaprobatę wobec wyroku sądu w sprawie Chena. – To bardzo niesprawiedliwe, ponieważ chrześcijanie, prowadząc takie księgarnie, nie powodują żadnych zakłóceń w społeczeństwie – stwierdził w wywiadzie dla RFA.
– Wiele lat temu było łatwiej. Można było kupować chrześcijańskie publikacje w internecie według własnego uznania. Teraz wszystkie są zakazane. Wyśledzą cię, jeśli zostawisz jakąś wiadomość. W zasadzie nic nie kupujemy. Pobieram wersje elektroniczne online, ponieważ wiem, jak obejść Wielki Firewall.
(…) Na spotkaniu Zjednoczonego Frontu, które odbyło się w Pekinie w dniach 18–20 maja 2015 roku, chiński przywódca Xi Jinping po raz pierwszy wysunął propozycję „sinizacji” religii. Przedstawił swój plan dostosowania religii – chrześcijaństwa, buddyzmu i innych – do potrzeb „socjalizmu z chińskimi cechami” KPCh. Od tego czasu w całym kraju pojawiały się doniesienia o kościołach, z których władze siłą usuwały krzyże.
Według danych z „Bitter Winter”, czasopisma poświęconego wolności religijnej i prawom człowieka, w tym roku, w okresie od stycznia do kwietnia, co najmniej 250 krzyży zostało usuniętych z kościołów w miastach Lu’an, Ma’anshan i Huaibei w prowincji Anhui.
Cały artykuł Franka Yue pt. „Sprzedawca książek religijnych w Chinach skazany na 7 lat więzienia” znajduje się na s. 15 listopadowego „Kuriera WNET” nr 77/2020.
Z przykrością zawiadamiamy, że z powodu ograniczeń związanych z pandemią ten numer „Kuriera WNET” można nabyć wyłącznie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Kobiety rzucały się, by zdobyć kosmyk jego włosów na pamiątkę. Warto odnotować, że Paderewski nie popadł przy tym wszystkim w celebrację własnej osoby – podkreśla historykk
Prof. Jan Żaryn mówi o 160. rocznicy urodzin Ignacego Jana Paderewskiego. Przedstawia sylwetkę wielkiego pianisty, kompozytora i męża stanu.
Istnieją również zapisy o tym, że urodził się 6 listopada. Wynika to z różnicy między kalendarzem juliańskim a gregoriańskim.
Gość „Poranka WNET” przypomina, że w przyszłym roku przypadnie 80. rocznica śmierci artysty. Z tej okazji już teraz na Krakowskim Przedmieściu można zobaczyć poświęconą mu wystawę.
Można powiedzieć, że w swoich czasach Paderewski był celebrytą. Kobiety rzucały się, by zdobyć kosmyk jego włosów na pamiątkę. Znany był przede wszystkim jako kompozytor wspaniałych utworów.
Kiedy Ignacy Jan Paderewski przyjeżdżał do Warszawy, prasa pisała niemal wyłącznie na ten temat.
Warto odnotować, że nie popadł przy tym wszystkim w celebrację własnej osoby. Prowadził aktywną działalność charytatywną. Był gorącym polskim patriotą.
Pianista walnie przyczynił się do sukcesu pomocowej misji późniejszego prezydenta USA Herberta Hoovera. Miał duże zasługi dla budowy pomnika grunwaldzkiego w Krakowie:
Specjalnie wybrał takiego rzeźbiarza, który gwarantował dobrą realizację projektu, a jednocześnie potrzebował znacznej sumy pieniędzy na leczenie.
W dniu dzisiejszym szczególnie warto odwiedzić kryptę Ignacego Jana Paderewskiego w warszawskiej archikatedrze św. Jana.
Bez wsparcia Ukraińskiej Republiki Ludowej, bez żołnierzy Petlury pod Zamościem i Komarowem losy Bitwy Warszawskiej i całej wojny z bolszewikami mogłyby wyglądać inaczej, niż do tego przywykliśmy.
Wojciech Pokora
21 kwietnia 1920 roku w Warszawie między Rzecząpospolitą Polską (II RP) a Ukraińską Republiką Ludową została podpisana umowa, której bezpośrednim skutkiem była rozpoczęta cztery dni później wyprawa kijowska. Zatem stawiając pomnik temu wydarzeniu, czcimy też rocznicę naszego zwycięstwa nad bolszewikami. Tylko trochę szerzej, niż zawarto to w sejmowej uchwale, gdzie wymieniono wszystkich sojuszników, nawet nuncjusza papieskiego abp. Achillego Rattiego, późniejszego papieża Piusa XI, lecz nie wymieniono sojuszniczej armii Ukraińskiej Republiki Ludowej.
A trzeba pamiętać, że bez wsparcia żołnierzy Symona Petlury moglibyśmy dzisiaj nie mieć powodów do świętowania. Bez ukraińskiego wsparcia pod Zamościem i Komarowem losy Bitwy Warszawskiej i całej wojny z bolszewikami mogłyby wyglądać inaczej, niż do tego przywykliśmy.
Nie udało nam się jednak odpowiednio za to wsparcie podziękować. W przyszłym roku będziemy obchodzić setną rocznicę niechlubnego traktatu ryskiego, który przekreślił marzenia Ukraińców o niepodległości na następne dziesięciolecia.
Co się stało z żołnierzami URL po wojnie? Zostali osadzeni w obozach internowania na terenie Polski. Przebywali w nich do połowy lat 20., po czym większość osiadła w Polsce. Grupa kilkudziesięciu byłych żołnierzy armii Ukraińskiej Republiki Ludowej zamieszkała w Lublinie i okolicy, wiążąc się z tym miastem i budując tu swoje życie. (…) Ukraińscy żołnierze w Lublinie żyli, ale też umierali. Po śmierci chowani byli na lubelskim cmentarzu prawosławnym przy ul. Lipowej. (…)
– Z czasem na cmentarzu wydzielona została odrębna kwatera dla byłych żołnierzy armii Ukraińskiej Republiki Ludowej – mówi dr Kuprianowicz – a na grobach postawiono jednakowe, tzw. kozackie krzyże z godłem państwowym Ukrainy oraz tabliczką ze stopniem wojskowym, imieniem i nazwiskiem pochowanego.
Po drugiej wojnie światowej, w nowych realiach geopolitycznych, krzyże i nagrobki uległy częściowemu zniszczeniu – niektóre krzyże usunięto, z pozostałych zaś zdjęto tabliczki z nazwiskami oraz godła Ukrainy – tryzuby. Jedynym pomnikiem w nienaruszonej formie i z godłem Ukrainy pozostał pomnik M. Lutego-Lutenki. Generalnego porządkowania kwatery społeczność ukraińska Lublina dokonała na początku lat 90., wykonano wówczas m.in. prace ziemne w celu pionowania przechylonych nagrobków i krzyży. (…)
Mamy zatem okazję uratować Rok Bitwy Warszawskiej konkretnym dziełem. Pomóżmy sfinansować renowację grobów naszych sojuszników. Niech to będzie nasz wkład w uczczenie zwycięzców wojny polsko-bolszewickiej.
Darowizny można wpłacać na konto Towarzystwa Ukraińskiego:
Towarzystwo Ukraińskie, nr 92 1090 2688 0000 0001 1833 0907, Santander Bank Polska S.A., z dopiskiem: Darowizna – groby żołnierzy ukraińskich w Lublinie.
W walutach obcych (USD) oraz z zagranicy: PL 78 1090 2688 0000 0001 4125 1968, Santander Bank Polska S.A., SWIFT: WBKPPLPP
PL 78 1090 2688 0000 0001 4125 1968, Santander Bank Polska S.A., SWIFT: WBKPPLPP
Cały artykuł Wojciecha Pokory pt. „Uczcijmy zwycięzców wojny polsko-bolszewickiej” znajduje się na s. 17 listopadowego „Kuriera WNET” nr 77/2020.
Z przykrością zawiadamiamy, że z powodu ograniczeń związanych z pandemią ten numer „Kuriera WNET” można nabyć wyłącznie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Poseł Konfederacji mówi o niejasnościach w kwestii rekompensat dla artystów poszkodowanych przez obostrzenia antyepidemiczne. Wypowiada się również na temat działań Policji na Marszu Niepodległości.
Pan premier Gliński nie pierwszy raz działa w sposób kontrowersyjny. Nie przygotował należycie Funduszu Wsparcia Kultury. Nazbierało się też wiele innych spraw, jak muzeum POLIN czy kwestia zabytkowych cmentarzy.
Michał Urbaniak uzasadnia wysunięty przez Konfederację postulat dymisji wicepremiera i ministra kultury prof. Piotra Glińskiego. Jako główną przyczynę podaje nieprawidłowości wokół Funduszu Wsparcia Kultury. Wskazuje, że artyści nim objęci nie ponoszą kosztów związanych z zatrudnianiem pracowników.
Trudno, żebyśmy nie mieli wątpliwości co do finansowania jednoosobowej działalności gospodarczej.
Parlamentarzysta wskazuje na konieczność ponownej i dokładnej weryfikacji wniosków w ramach Funduszu Wsparcia Kultury.
Ustaliliśmy, że 8% wszystkich wnioskujących podmiotów uzyskało 45% dostępnych środków.
Polityk komentuje również wydarzenia podczas Marszu Niepodległości. Punktuje niezrozumiałą i agresywną postawę Policji.
Naszym zdaniem doszło do ewidentnych prowokacji. Oczekujemy wyjaśnienia tej sprawy.
Wiceminister kultury komentuje doniesienia medialne o wypłatach dużych sum pieniędzy dla znanych i bogatych artystów. Wskazuje, że środki są przeznaczone głównie dla osób zatrudnianych przez twórców.
Fundusz Wsparcia Kultury jest częścią tarczy antycovidowej, mającej na celu pobudzenie gospodarki w martwym dla tego sektora okresie.
Wanda Zwinogrodzka komentuje wstrzymanie wypłaty środków z Funduszu Wsparcia Kultury. Resort kultury opracowuje nowe metody weryfikacji wniosków składanych w ramach programu.
Postanowiliśmy dokonać bardziej detalicznego sprawdzenia niż to było podczas naboru.
Gość „Poranka WNET” tłumaczy nieporozumienia, które narosły wokół Funduszu w debacie publicznej. Wskazuje, że jakość działań poszczególnych twórców nie stanowiła tutaj żadnego kryterium. Jak podkreśla wiceminister kultury, wsparcie dla artystów jest konieczne, gdyż zatrudniają oni liczną grupę ludzi, całkowicie pozbawionych źródła dochodu w związku z epidemicznymi obostrzeniami:
Jeżeli wnioskodawca nie wyda pieniędzy zgodnie z ich przeznaczeniem, będzie zobligowany do ich zwrotu.
Wanda Zwinogrodzka uwypukla fakt, że okres letniego zluzowania restrykcji nie poprawił sytuacji materialnej muzyków, gdyż koncerty mogły się w tym czasie odbywać z ograniczoną liczbą widzów, w dodatku publiczność nie wróciła na tego typu wydarzenia tak chętnie, jak oczekiwano.