Poseł Koalicji Obywatelskiej tłumaczy, dlaczego trzeba się sprzeciwiać tzw. ustawie reklamowej. Mówi ponadto o tzw. „Koalicji 276” i założeniach programowych KO.
Aleksander Miszalski przestrzega przed negatywnymi konsekwencjami tzw. ustawy reklamowej. Wskazuje, że w tej sprawie konieczny jest solidarny sprzeciw wszystkich polskich mediów.
W momencie, kiedy rządzący chcą obłożyć media prywatne podatkiem w wysokości 35%, zabijają większość tych mediów.
Polityk mówi ponadto o sformułowanej przez Koalicję Obywatelską propozycji współpracy ze wszystkimi ugrupowaniami opozycyjnymi wobec rządu Zjednoczonej Prawicy. Nie zgadza się z zarzutami, jakoby inicjatywa nie była wcześniej konsultowana z przedstawicielami innych partii:
Z tego co wiem, część koalicjantów była informowana wcześniej o tej konferencji, jaki będzie jej przekaz. Może bez szczegółów, ale o tym jaki jest ogólny kierunek.
Rozmówca Łukasza Jankowskiego przyznaje, że pod koniec swoich rządów Platforma popełniła błąd powołując „na zapas” sędziów Trybunału Konstytucyjnego, jednak obecna partia rządząca popełniła w tej kwestii dużo dalej idące nadużycie.
.@olekmiszalski w #PopołudnieWNET: Nie chodzi o to żeby Trybunał Konstytucyjny (…) był tylko jak prezydent – długopisem, w tym przypadku Jarosława Kaczyńskiego.#RadioWNET
Parlamentarzysta zapowiada. że w najbliższych tygodniach prezentowane będą założenia programu KO. Podkreśla, że w kwestiach światopoglądowych w ugrupowaniu zawsze będzie obowiązywać swoboda. Wskazuje, że jego zdaniem aborcja powinna być jak najrzadsza.
.@olekmiszalski w #PopołudnieWNET: Uważam, że kobieta powinna mieć wybór – wybór, a nie zakaz. Oczywiście nie oznacza to, że aborcja powinna być na życzenie w każdej sytuacji.#RadioWNET
.@olekmiszalski w #PopołudnieWNET: Moim zdaniem celem tych dyskusji o przerywaniu ciąży jest taki, aby tych przerywań było jak najmniej. (…) Zgadzamy się że powinno być ich jak najmniej, ale czy zakaz powoduje że jest ich mniej?#RadioWNET
Wiceminister rolnictwa wskazuje, że podatek od reklam funkcjonuje już w Europie Zachodniej. Ocenia, że kapitał zagraniczny ma zbyt duży wpływ na polski rynek medialny.
.@annagembicka w #PopołudnieWNET: Takie podatki funkcjonują już w innych krajach UE. Nie słyszałam wcześniej głosów polskich dziennikarzy, którzy kwestionowaliby te opłaty z innych krajów.#RadioWNET
Anna Gembicka mówi o o tzw. ustawie reklamowej. Ocenia, że protest części mediów może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego i społeczeństwo poprze projekt wprowadzenia nowego podatku. Gość „Popołudnia WNET” zwraca uwagę, że podobne rozwiązania funkcjonują w Europie Zachodniej. Uwypukla ponadto konieczność intensyfikacji działań przeciwko fake newsom.
Wielokrotnie już widzieliśmy takie zjawiska, kiedy fake news jest rozpowszechniany wszędzie, a prawdziwa informacja, sprostowanie docierają do mniejszego grona.
.@annagembicka w #PopołudnieWNET: Pojawiają się zarzuty o wprowadzanie cenzury – ta propozycja w ogóle się nie odnosi do wolności słowa, to się odnosi do tej opłaty. Uważamy, że trzeba przyjrzeć się jak ten rynek funkcjonuje, jakie są wpływy z reklam.#RadioWNET
Jak dodaje, pokonanie kryzysu wywołanego pandemią nie będzie możliwe bez daleko idącej solidarności społecznej. Wiceminister rolnictwa ubolewa nad zbyt dużym, jak mówi, wpływem kapitału zagranicznego na polskie media, oraz nad uzależnieniem prasy lokalnej od władz samorządowych. Chwali wykupienie spółki Polska Press przez PKN Orlen.
Powiedzmy sobie szczerze: spójrzmy chociaż na Francję i Niemcy, które alergicznie reagują gdy jakiekolwiek media zagraniczne miałyby wejść na ich rynek. W tym czasie u nas dominują właśnie media zagraniczne.
.@annagembicka w #PopołudnieWNET: Zastanawiam się jak to będzie wyglądało, czy media dopuszczą jakąkolwiek dyskusję na ten temat, przedstawienie danych jak wyglądają te dochody, wpływy z reklam (…), czy będzie jedynie przedstawiona narracja „my się sprzeciwiamy, my nie chcemy”.
Rzecznik rządu o konflikcie w Porozumieniu, trwałości Zjednoczonej Prawicy, ochronie wolności słowa w Internecie, Polityce energetycznej Polski do 2040 r. i realizacji obietnic rządowych.
.@PiotrMuller w #PopołudnieWNET o konflikcie w Porozumieniu: W tej chwili to jest wewnętrzna sprawa partii Porozumienie i to nie wpływa w żaden sposób na funkcjonowanie rządu. Dzisiaj normalnie odbyło się posiedzenie Rady Ministrów.#RadioWNET
Piotr Müller odpowiada na pytanie w jaki sposób spory w Porozumieniu Jarosława Gowina wpływają na prace rządu. Podkreśla, że są one wewnętrzną sprawą tej partii i nie mają przełożenia na działanie rządu. Wyraża przekonanie, że scenariusz rozpadu koalicji jest wbrew nadziejom opozycji daleki od realizacji.
Tymczasem Zbigniew Ziobro zaapelował o przyśpieszenie prac nad ustawą gwarantującą wolność słowa w Internecie. Müller zaznacza, że nie ma między ministrem sprawiedliwości a resztą rządu różnicy w tej sprawie. Dodaje, że kwestia ta powinna być uregulowana zarówno na gruncie unijnym, jak i krajowym.
.@PiotrMuller w #PopołudnieWNET: Generalnie jesteśmy za tym, żeby uregulować to w sposób taki, aby gwarantować wolność w Internecie i posiadać do tego narzędzia. #RadioWNET
Rzecznik rządu odnosi się także do przyjętej przez rząd strategii rozwoju polskiej energetyki. Wyjaśnia, że Polityka energetyczna Polski do 2040 r. może podlegać korektom w zależności od negocjacji ze związkowcami, ale wyznacza ona główne kierunki rozwoju.
.@PiotrMuller w #PopołudnieWNET: Dokument, który został przyjęty – czyli Polityka Energetyczna Polski – sama w sobie zawiera klauzulę modyfikacyjną: można modyfikować jej postanowienia, w zależności od tego jak zostaną uspołecznione.#RadioWNET
Jak tłumaczy rozmówca Łukasza Jankowskiego jest ona potrzebna, aby polska energetyka pozostała konkurencyjna, a nasz kraj nie był zmuszony do opierania się na imporcie energii z Niemiec i Rosji. Müller podkreśla, że swoje cele pod względem transformacji energetycznej przyjęła już Unia Europejska, Stany Zjednoczone, a nawet Chiny. Jest to więc trend globalny.
.@PiotrMuller w #PopołudnieWNET: To ma charakter globalny, to pierwsza rzecz, druga rzecz – w związku z tym musimy w sposób racjonalny, ale również wykorzystując zasoby naturalne w Polsce – w tym węglowe 1/2
Dodaje, że węgiel pozostanie jeszcze przez kilkadziesiąt lat częścią polskiego miksu energetycznego. Będzie natomiast stanowił mniejszą jego część niż obecnie.
.@PiotrMuller w #PopołudnieWNET: Węgiel, żeby była jasność, w miksie energetycznym Polski zostanie jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Chcemy zmieniać proporcje – zmniejszenie ilości energii pozyskiwanej z elektrowni węglowych na rzecz energii pozyskiwanej w elektrowniach jądrowych.
Rzecznik mówi też o realizacji planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju. Zaznacza, że niektóre wskaźniki gospodarcze są lepszy niż zakładał to plan równoważnego rozwoju, np. bezrobocie. Przyznaje, że niektóre wskaźniki nie są zrealizowane w pełni. Podkreśla jednak, że te najważniejsze są zrealizowane.
We wtorek 9 lutego rozpoczyna się proces dwóch młodych dziennikarek Biełsatu – 28-letniej Kaciaryny Andrejewej (Bachwaławej) i 24-letniej Darii Czulcowej. Dotychczas spędziły w więzieniu 85 dni.
Zatrzymanie dziennikarek miało miejsce 5 listopada ub.r. w Mińsku, podczas relacjonowania oddolnego protestu po tragicznej śmierci Ramana Bandarenki.
Namierzone przez służby, trafiły do aresztu. Początkowo Andrejewą i Czulcową standardowo skazano na siedem dni aresztu za „udział w nielegalnym zgromadzeniu”, w którym w rzeczywistości, jako dziennikarki, udziału brać nie mogły, skoro relacjonowały je z odległości. Po tygodniu nie zostały jednak wypuszczone. Tym razem usłyszały zarzuty karne. Oskarżono je o organizację działań rażąco naruszających porządek publiczny. Artykuł 342 białoruskiego kodeksu karnego przewiduje za to nawet 3 lata pozbawienia wolności.
Dziennikarkom zarzucono, że prowadząc wideorelację z protestów na żywo, tym samym je koordynowały. W ich wyniku zostało rzekomo zakłócone funkcjonowanie transportu publicznego – 13 linii autobusowych, 3 trolejbusowych i 3 tramwajowych. Państwowe przedsiębiorstwo MinskTrans wyceniło swoje straty na niemal 18 tys. złotych.
Dziennikarki czas przed procesem spędziły w areszcie w podmińskim Żodzinie. Z otrzymanych od nich listów wynika, że są w dobrym stanie. Obydwie zostały już uznane przez białoruskich obrońców praw człowieka za więźniów politycznych.
Z listów, które przekazują dziennikarki wynika, że są w dobrym stanie. Kaciaryna Andrejewa w korespondencji ze swoim mężem, również dziennikarzem Biełsatu Iharem Iliaszem podkreśla, że jest „spokojna o swoje przeznaczenie” i jeśli to konieczne, „zniesie wszystko”.
Ogółem w 2020 roku dziennikarzy Biełsatu zatrzymywano 162 razy. Zatrzymaniom regularnie towarzyszyła konfiskata sprzętu. 26 dziennikarzy aresztowano, z czego 6 dwukrotnie, a 1 trzykrotnie, co daje łącznie 34 areszty administracyjne. Za kratami spędzili 392 dni oraz zapłacili grzywny w wysokości prawie 100 tys. zł. 7 spośród aresztowanych padło ofiarą przemocy fizycznej z rąk służb bezpieczeństwa, a 7 w następstwie zatrzymania wymagało hospitalizacji. Podczas brutalnego rozpędzania powyborczych demonstracji 2 fotoreporterki doznały obrażeń od broni gładkolufowej oraz w wyniku wybuchu granatu hukowego.
Profesor Jerzy Miziołek w fascynującej opowieści o Michale Aniele i Kaplicy Sykstyńskiej. Bogusław Szostkiewicz o 99 urodzinach Witolda Kieżuna i muralu, który ma powstać na jego cześć.
“Listy do Marii Konopnickiej z lat 2010-2020” Teresa Kaczorowska zaczęła pisać dziesięć lat temu. Tak zwierzyła się na antenie Muycznej Polskiej Tygodniówki autorka tej nadzwyczajnej książki.
“Listy do Marii Konopnickiej z lat 2010-2020” to magiczna, inter – wertykalna i bardziej niż otwarta przestrzennie książka doktor Teresy Kaczorowskiej, która zaczęła powstawać jedenaście lat temu.
Najpierw sporadycznie, później częściej, nie zastanawiając się jak długo będę kontynuować a tym bardziej czy kiedykolwiek uda mi się je opublikować, wydać i czy w ogóle ujrzą światło dzienne. – powiedziała Teresa Kaczorowska.
Ale takim prawdziwym zapalnikiem, gdzie buzowały się myśli i uczucia (a listy właśnie do Marii Konopnickiej zaczęły powstawać) był rok 2010 i tragedia smoleńska.
Listy powstawały w rozmaitych, czasami zaskakujących sytuacjach i momentach życia, podczas podróży, spacerów, oraz chwil nagłego wzruszenia. Także nieprzewidzianych wydarzeń, jak to z 19 kwietnia 2010 roku. – mówi Teresa Kaczorowskiej.
Tutaj do wysłuchania rozmowa z dr Teresą Kaczorowską:
Teresa Kaczorowska postanowiła wydać “Listy do Marii Konopnickiej z lat 2010-2020”, w 110 lat po śmierci poetki. Wydawcą książki stał się Związek Literatów na Mazowszu. Publikacja doczekała się recenzji Ewy Krysiewicz, pedagoga z Zespołu Szkół nr 1 imienia generała Józefa Bema w Ciechanowie.
Dwie poetki z Suwałk – mi(s)tyczne spotkanie
Obydwie poetki, tak Maria Konopnicka jak i Teresa Kaczorowska, urodziły się w Suwałkach. Ale to nie jedyna zbieżność w ich biogramach i liniach losu. Oto Teresa Kaczorowska uczęszczała do suwalskiego I Liceum Ogólnokształcącego, któremu patronuje Maria Konopnicka.
Te poetyckie panie łączy piękna Ziemia Ciechanowska, z którą obydwie przez meandry losu zostały powiązane. To także zamiłowania do podróży, metaforyczna refleksja nad czasem i ludzkimi rojami.
Życiowe meandry rzuciły mnie do Ciechanowa, miasta na północnym Mazowszu, też z z wielką Marią Konopnciką związanego za sprawą syna Jana Konopnickiego, który z zawodu był młynarze/ I tutaj kolejna ciekawa historia, ponieważ od hr. Krasińskich dzierżawił w latach 1903-1914 młyn na rzece Łydyni w Ciechanowie. Mało tego, w roku 1905 nabył również pobliski majątek Przedwojewo. – wylicza dr Teresa Kaczorowska.
25 listopada 2020 r. o godzinie 17.00 miała miejsce wirtualna premiera książki w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Ciechanowie. Wydarzenie było transmitowane na żywo na facebookowym profilu Biblioteki.
Maria Konopnicka to słynna polska poetka i nowelistka, autorka wielu utworów dla dzieci, krytyczka literacka, publicystka i tłumaczka. Jedna z najwybitniejszych polskich pisarek w historii, jedna z najwybitniejszych przedstawicielek okresu realizmu. Jej twórczość poetycka przepełniona patriotyzmem i szczerym liryzmem, stylizowana na swojską nutę zdobyła powszechne uznanie.
W latach 1884–1886 redagowała pismo dla kobiet „Świt”; próbując zradykalizować jego program, wywołała sprzeciw zachowawczej opinii i cenzury. Utwory Marii Konopnickiej dla dzieci ogłaszane od 1884 r., eliminujące natrętny dydaktyzm, rozbudzające wrażliwość odbiorców były nowością w tej dziedzinie pisarstwa.
Powszechną popularność zyskała baśń „O krasnoludkach i sierotce Marysi” oraz nowela „Nasza szkapa”, które na stałe weszły do kanonu lektur szkolnych.
W 1908 r. Maria Konopnicka w czasopiśmie „Gwiazdka Cieszyńska” opublikowała Rotę, wiersz, który stanowił punkt kulminacyjny publicystycznej kampanii poetki przeciwko polityce germanizacyjnej w zaborze pruskim.
Maria Konopnicka zaczęła od dziennikarskich doświadczeń. Początkowo czerpała inspiracje z doświadczeń Bolesława Prusa i Elizy Orzeszkowej, a następnie rozwinęła własne pomysły w dziedzinie małych form.
Utwory Konopnickiej zawierają protest przeciwko niesprawiedliwości społecznej oraz ustrojowi niosącemu ucisk i krzywdę. Nacechowane są patriotyzmem, liryzmem i sentymentalizmem.
Maria Konopnicka brała udział w walce o prawa kobiet, akcji potępiającej represje władz pruskich, w pomocy na rzecz więźniów politycznych i kryminalnych. Z powodu swojej twórczości atakowana przez kler i środowiska klerykalne.
W czasie okupacji niemieckiej całość jej twórczości trafiła na niemieckie listy proskrypcyjne jako szkodliwa i niepożądana z przeznaczeniem do zniszczenia.
Dr Teresa Kaczorowska. Fot. Agencja Informacyjna.
Teresa Kaczorowska zaczynała pracę w „Tygodniku Ciechanowskim”. Była dziennikarką mazowieckiego wydania „Gazety Wyborczej”, współpracowała też z Polskim Radiem i Warszawskim Ośrodkiem Telewizyjnym.
Jej teksty ukazywały się w wielu innych pismach w kraju i za granicą. Aktualnie jest redaktorem naczelnym w „Ciechanowskich Zeszytach Literackich”. Na stałe współpracuje z bostońskim „Białym Orłem”, z dziennikiem „Rzeczpospolita”, z pismami „Forum Dziennikarzy” i monachijskim „Moje Miasto”.
Teresa Kaczorowska publikuje artykuły i rozprawy w pismach naukowych, w Polsce i zagranicą. Jest autorką kilkunastu prozatorskich książek. Cieszy się też uznaniem jako poetka. Wydała osiem zbiorów wierszy, często tłumaczonych na języki obce. Jest członkiem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” oraz Światowej Rady Badań nad Polonią.
Teresa Kaczorowska została uhonorowana między innymi: przez Ministra Kultury Rzeczpospolitej Polskiej odznaką „Zasłużony Działacz Kultury” (1995), nagrodą IV Salonu Książki Polonijnej (Bruksela 2003), nagrodą honorową Kongresu Polonii Amerykańskiej (Chicago 2005), statuetką „Złote Pióro” (Ciechanów 2004, 2006, 2009), ogólnopolską Nagrodą im. Edwarda Hulewicza (Warszawa 2006), Honorową Odznaką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Zasłużony dla Kultury Polskiej” (2007), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta” (2010), Medalem „Pro Masovia” (2012), Nagrodą Literacką im. Klemensa Janickiego (2017), Złotym Medalem „Za Zasługi dla Obronności Kraju” (2018), Medalem Zygmunta Krasińskiego (2019).
Jan Bogatko mówi o trudnych warunkach pogodowych w Niemczech, zimowej aurze oraz problemach związanych z procesem szczepień przeciwko koronawirusowi.
Jan Bogatko mówi o aktualnej pogodzie w Niemczech. Choć zimowa aura sprzyja pięknym widokom, to w związku z intensywnymi opadami śniegu warunki na drogach są bardzo trudne.
Policja zachęca ludzi, by nie wyjeżdżać z domu – mówi Bogatko.
Sytuacja jest o tyle łatwiejsza, że część ludzi w związku z lockdownem pracuje zdalnie i i nie musi dojeżdżać do pracy.
Wielu pracowników pozostaje w domu i pracuje w ramach telepracy – podkreśla korespondent.
Redaktor odniósł się także do sposobu przeprowadzania procesu szczepień przeciwko koronawirusowi. W tej sprawie słychać wiele krytycznych głosów.
Jest strona internetowa, na której można sie teoretycznie zarejestrować. (…) Odpowiedziano mi jednak, że jestem za młody i bym skontaktował sie z nimi po raz kolejny.
Niemieccy eksperci prognozują, że intensywna zima może wpłynąć na uspokojenie sytuacji epidemicznej
Jan #Bogatko w #PoranekWNET: Niektórzy wirusolodzy uważają, że ta zima pomoże w przełamaniu, że w jakiś sposób wydusi tego wirusa.#RadioWNET
W najnowszym „Programie Wschodnim” o uległości unijnych elit wobec Rosji, kompromitującym wystąpieniu Josepa Borella w Moskwie oraz o sytuacji na ukraińskiej scenie politycznej.
Prowadzący: Paweł Bobołowicz
Realizacja: Wiktor Timochin, Michał Mioduszewski, Mikołaj Poruszek
Goście:
Mykoła Kniażycki – ukraiński dziennikarz, poseł Rady Najwyższej Ukrainy, przedstawiciel opozycyjnej frakcji Europejska Solidarność, wiceprzewodniczący Komisji ds. Humanitarnych i Polityki Informacyjnej;
Jan Piekło – dziennikarz, dyplomata, były ambasador RP na Ukrainie;
2 lutego prezydent Wołodymyr Zełenski podpisał decyzję Rady Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony (RNBiO) o wprowadzeniu sankcji wobec deputowanego Rady Najwyższej Tarasa Kozaka i należących do niego przedsiębiorstw medialnych, przede wszystkim trzech telewizyjnych kanałów informacyjnych. Sankcje zostały wprowadzone na okres pięciu lat i oznaczają blokadę aktywów, ograniczenie operacji handlowych firm oraz cofnięcie licencji na działalność mediów.
O tej sprawie w „Programie Wschodnim” mówił Mykoła Kniażycki, który zaznaczył, że już od dłuższego czasu popierał takie posunięcie.
Byłem wśród tych deputowanych, którzy już wcześniej byli za tym, by takie kanały były zakazane. Ten zakaz, który właśnie został przyjęty przez Radę Narodowego Bezpieczeństwa jest na podstawie ustawy przyjętej jeszcze w 2018 roku – powiedział.
Tłumaczył także na czym polega specyfika zablokowanych kanałów. Były one finansowane ze strony Rosji.
To tak jakby w Polsce były trzy kanały, (…) na których ciągle się opowiada o tym, że Polska jest niedobrym krajem, że język polski nie ma prawa istnieć i że w ogóle Polska nie ma prawa na polityczne życie. Tak to wyglądało na Ukrainie.
Taras Kozak jest członkiem prorosyjskiej partii Opozycyjna Platforma – Za Życie i bliskim współpracownikiem Wiktora Medwedczuka, który według doniesień medialnych jest rzeczywistym właścicielem tych kanałów. Jak podkreślił Kniażycki:
Medwedczuk pojawił się na Ukrainie tylko dzięki Putinowi.
Mówił również o aktualnym układzie sił na ukraińskiej scenie politycznej.
Prezydent Zełenski zwraca dużą uwagę na sondaże, bo kiedyś był związany z mediami. Jego partia na samym początku zawsze była liderem, ale już tak nie jest. Według sondaży liderem rankingów jest prorosyjska partia Platforma, na drugim Europejska Solidarność, na trzecim Batkiwszczyna, a partia prezydenta jest na czwartym, a według innych sondaży na drugim miejscu.
Kniażycki mówił także o swoim zaangażowaniu w popularyzację wiedzy o postaci Stanisława Vincenza, polskim piewcy Huculszczyzny.
Kupiłem Bibliotekę Vincenza. Ona jest skarbem nie tylko dla europejskiej, ale też polskiej kultury. Zawiera książki, które mają autografy bardzo ważnych i znanych ludzi takich jak Giedroyć, Miłosz czy Czapski.
Jan Piekło mówił o indolencji brukselskich elit w relacjach z Rosją oraz o kontrowersyjnym wystąpieniu szefa unijnej dyplomacji Josepa Borella podczas wizyty w Moskwie, która odbyła się pomimo sprzeciwu sześciu krajów.
Kraje bałtyckie, Polska, Rumunia i Czechy wyraziły swój sprzeciw więc Borell pojechał tam, można powiedzieć, z własnej inicjatywy a nie jako reprezentant wszystkich krajów UE – zaznaczył były dyplomata.
Jan Piekło zauważył, że działania Unii Europejskiej są prowadzone pod dyktando wąskiej grupy decydentów. Wpisuje się w to także unijna dyplomacja.
Celem tej wizyty było prawdopodobnie to, by zrealizować życzenia ważnych polityków unijnych, czyli Emmanuela Macrona, który w ostatnim wywiadzie (…) mówił, że Rosja jest ważnym partnerem i trzeba z nią rozmawiać oraz Berlina, który ciągle chce kończyć Nord Stream 2.
Zachowanie Borella spotkało się z negatywnym odbiorem opinii międzynarodowej.
Głos jest mocno krytyczny. (…) Całkowitym skandalem jest to, że Amerykanie zostali wezwani do tablicy, najpierw poprzez pytanie jednego z rosyjskich dziennikarzy i odpowiedź Borella, który powiedział, że on nie rozumie, dlaczego USA nałożyły sankcje na Kubę i dlaczego wpisały ją na listę krajów terrorystycznych i ma nadzieję, że amerykańska dyplomacja zmieni te decyzje. Taki głos jest skandaliczny – ocenił rozmówca Pawła Bobołowicza.
Postawa Josepa Borella w czasie rozmów z Ławrowem okazała się dyplomatyczną kompromitacją.
Ławrow sponiewierał go tak, że w pewnym sensie było mi go żal – stwierdził Piekło.
Jak zaznaczył gość „Programu Wschodniego” Rosja stara się wykorzystać powiązania korupcyjne do realizacji własnych celów.
Celem putinowskiej Rosji jest, by doprowadzić do (…) koncertu mocarstw. Nie chodzi o jakąś współpracę z organizacjami międzynarodowymi jak UE czy OBWE (…) tylko o to, by robić interesy za pomocą systemów korupcyjnych, które są tam głęboko rozwinięte, z krajami takimi jak Niemcy czy Francja, które są tym zainteresowane.
Jeśli ktoś zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa szczepienia tego człowieka, to nie przejmował się tym: w końcu stary i schorowany, niedługo umrze, nie warto się nad tym przypadkiem zastanawiać.
Piotr Sutowicz
Życie pełno- i niepełnowartościowe
Nie jestem w najwyższej grupie ryzyka, tzn. tej oznaczonej numerem 0, toteż nie zostałem na razie zaszczepiony na covid-19 i nie wiem, kiedy będę. Widzę natomiast doskonale wojnę, jaka się wokół tej kwestii toczy.
Koniec roku upłynął nam pod znakiem codziennych, by nie powiedzieć cogodzinnych informacji o tym, jak daleko od naszych granic jest pierwszy transport szczepionek. Trochę to przypominało propagandę z czasów komunizmu, kiedy Dziennik Telewizyjny informował już od początku grudnia, w jakim miejscu są statki z Kuby transportujące do Polski owoce cytrusowe, które u nas miały znaleźć się na Boże Narodzenie.
W jednym i drugim wypadku święta zepchnięte zostały na plan dalszy, liczył się transport pożądanych, rzekomo lub realnie, przez społeczeństwo dóbr. Na tym świecie jest coraz mniej osób widzących te analogie, chociaż z drugiej strony, skoro ja żyję i nie jestem w wysokiej grupie ryzyka, to zdaje się, nie jest jeszcze tak źle.
Okazało się natomiast, że szczepionki, które już się w kraju znalazły, od początku stały się narzędziem bardzo ciekawej gry, toczącej się gdzieś na granicy walki z pandemią, polityki i czegoś, czego nie umiem nazwać inaczej jak wojną informacyjną. Nie wiem, czemu miała służyć akcja z zaszczepieniem poza kolejką grupy osób nie zaliczonej do najwyższej grupy ryzyka. Można na ten temat zbudować kilka hipotez, z których każda jest niedoskonała – szczepiący bronili się tym, że szczepieni aktorzy, ale chyba i politycy, mieli być ambasadorami całej akcji, ale jak się okazało, nie wiadomo, czy byli, sami zresztą tłumaczyli się mętnie.
Druga opcja jest taka, że zaszczepionych i szczepiących łączy przekonanie, że tym pierwszym się należy zabieg w pierwszej kolejności, bo są narodową elitą i ją trzeba ratować przede wszystkim. Nie będę się tu pastwił nad nazwiskami, każdy je sobie może sprawdzić we własnym zakresie, ale sam osobiście znalazłbym bardziej elitarne nazwiska. Tu wybór grupy aktorów sprawiał wrażenie dość przypadkowego, choć nikomu nie umniejszam zasług.
W rzeczywistości rzecz cała wygląda mi banalnie na akcję przeprowadzoną po znajomości, a cała publiczna afera, jaka się z niej wywiązała, zdawała się obie strony kompletnie zaskakiwać. Stąd mętne tłumaczenia. Niestety, ta ostatnia, bardzo prawdopodobna wersja wydarzeń pokazuje dość niedobrą rzecz, jaka jest chyba ciągle żywa w naszej rzeczywistości społecznej.
Instytucje i świadczone przez nie usługi wykonywane działają „po znajomości” właśnie. Państwo ciągle jest w pierwszej kolejności dla „naszych”, a dopiero ewentualnie w drugiej kolejności dla „innych”.
Nie chcę tu przesądzać, czy akurat ten skandal zasłużył sobie na ogromne miejsce w tzw. debacie społecznej, jakie zajął. Widziałem natomiast, jak rozgrzał emocje. Zdaje się, że na chwilę nawet zmienił się tradycyjny w tym względzie podział na szczepionkowców i antyszczepionkowców, a niektóre obozy polityczne pękły na chwilę. Ten skromny przypadek i niemała burza wokół niego pokazuje, jak wiele jest do zrobienia w dziedzinie sprawiedliwości społecznej, w kwestii wyzbycia się przez niektórych przekonania o tym, że im się coś bardziej należy dlatego, że są członkami określonej grupy. Państwo powinno stać się dobrem wspólnym społeczeństwa, a patrząc wyżej narodu, dobrze jest jego budowanie zacząć od małych rzeczy.
Oczywiście istnieje jeszcze jedna – trzecia możliwość co do wyjaśnienia całej sytuacji, która pojawiła się w sferze publicznej. Otóż aktorzy i władza dogadali się co do akcji albo ewentualnie ci pierwsi sami padli ofiarą swoistej akcji propagandowej, która miała na celu pokazanie, jak bardzo szczepionka jest pożądanym towarem. By wejść do szczęśliwej grupy uratowanej przed covidem, trzeba być jak oni – elitą i wszelkimi sposobami domagać się jak najszybszego zaszczepienia i wykorzystać ku temu każdą nadarzającą się możliwość. Jeśli tak jest, to władza brzydko się bawi, używa bowiem oręża charakterystycznego dla wojny, czyli manipulacji i dezinformacji w odniesieniu do własnego społeczeństwa, a więc traktuje je jak wroga. Nie chciałbym, by to była opcja choćby ocierająca się o prawdę, jednak w dzisiejszym świecie… kto wie? Nie byłby to ani pierwszy, ani ostatni taki przypadek. W takiej sytuacji całe społeczeństwo jest grupą ryzyka o numerze „0”, zagrożoną wcale nie przez pandemię.
A teraz druga strona medalu.
W DPS-ie w Oleśnicy w niedzielę 24 stycznia, po zaszczepieniu szczepionką przeciw SARS-CoV-2 zmarł pacjent. Podobno nie on pierwszy, ale ta śmierć szczególnie zwróciła moją uwagę. Z powodu… tłumaczenia medyków i powtarzających za nimi oficjalne komunikaty mediów przypomniał mi się zwrot „życie niepełnowartościowe”.
Termin ten nasuwa konotacje z czasów II wojny światowej, kiedy to Niemcy postanowili takowe życia eliminować. Sami decydowali o tym, jaki rodzaj ludzi uznać za niepełnowartościowych i niegodnych dalszego życia. Najpierw byli to ułomni psychicznie i fizycznie przedstawiciele tego narodu; rasa panów nie mogła przecież mieć takich ludzi. Potem przystąpiono do eliminacji innych. Postanowiono wytrzebić całe grupy i narody. Generalnie pozwalano jakiś czas żyć tym, którzy mogli pracować dla Rzeszy, choć w wypadku Żydów uznano taką możliwość za zbyteczną. Potem zapewne zlikwidowano by wszystkich niebędących przedstawicielami określonej rasy, przy czym niemieccy naukowcy sami by ją zdefiniowali, zgodnie z potrzebami chwili.
W rzeczonym wypadku dowiedziałem się, że człowiek ten był stary (74 lata) i bardzo schorowany; no i tyle. Wynika z tego, że umarł, bo miał umrzeć. Jak się jest starym i schorowanym, to się umiera i już. Tylko w takim razie po co go szczepiono? Przed podaniem szczepionki fakty te były na pewno znane medykom. Na myśl przychodzą mi dwie odpowiedzi. Po pierwsze, nikt się tym nie przejmował i nie zaprzątał sobie głowy drobnostkami. Miano szczepić zgodnie z rozporządzeniem wszystkich, to szczepiono, i tyle, w jakichś tam księgach wszystko się musi zgadzać. Po drugie, jeśli ktoś zdawał sobie sprawę z ogromnego niebezpieczeństwa szczepienia tego człowieka, to nie przejmował się tym: w końcu stary i schorowany, i tak pewnie niedługo umrze, nie warto się nad tym pojedynczym przypadkiem zastanawiać.
I tu dochodzę do sedna: jego życie w obu wypadkach nie przedstawiało dla szczepiących i ich mocodawców większej wartości. Ot, śmierć człowieka jest skutkiem ubocznym postępu, procesu poprawy świata.
Takich wypadków jest więcej. Co rusz media piszą o ludziach starych i chorych, którzy umarli po podaniu szczepionki. Jeśli grupa jest większa, to na jakieś pięć minut świat zatrzymuje się w dyskusji nad tym, czy ze szczepionkami wszystko jest w porządku, ale zaraz uczynni komentatorzy napiszą, że tak, że te śmierci to tylko statystyka, że tak się musi zdarzać od czasu do czasu itd.…
Czy szczepienia są konieczne? Odpowiedź na to pytanie nie do mnie należy, ja protestuję przeciw sytuacji, w której szczepionka staje się zastrzykiem z fenolu.
Artykuł Piotra Sutowicza pt. „Życie pełno- i niepełnowartościowe” znajduje się na s. 2 lutowego „Kuriera WNET” nr 80/2021.
Lutowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.