Jest takie miejsce na świecie, w którym Boże Narodzenie trwa rok cały. To Zgorzelec na zachodnim brzegu Nysy Łużyckiej

W zachodniozgorzeleckim powiecie w 1897 roku człowiek interesu z Herrnhut, Pieter Hendrik Verbeek, opracował pierwszy model składanej gwiazdy bożonarodzeniowej, nadającej się do sprzedaży wysyłkowej.

Jan Bogatko

Zgorzelecki Dom Bożonarodzeniowy (Görlitzer Weihnachtshaus) mieści się w Zgorzelcu przy Fleischerstraße 19, w samym centrum tutejszej starówki. W tym wyjątkowym miejscu przez cały rok można robić świąteczne zakupy pod, na i wokół choinki. To może stanowić wielkie zaskoczenie dla tych, którym Niemcy Wschodnie kojarzą się z pogaństwem, trwającym tu jakoby od 1933 do 1989 roku. I stanowi! To prawda, lewicowe dyktatury zrobiły swoje, przenicowały protestancki (poza Serbami Łużyckimi, którzy w większości zachowali katolicyzm) region, lecz nie zabiły tysiącletniej tradycji i wielowiekowej kultury. Po zjednoczeniu Niemiec tradycje te, tłumione przez tzw. „świeckie” państwo, a tlące się w zaciszu domowym, doszły do głosu ze zdwojoną siłą, odrzucając cienką mimo wszystko warstwę brunatnej i czerwonej politury.

Paleta produktów bożonarodzeniowych w tym regionie jest przeogromna: z Rudaw znajdujemy tu drewniane piramidki z aniołkami, poruszane ciepłem prawdziwych, zapalonych świeczek, dekoracyjne świeczniki łukowe, starannie wycinane laubzegą, malowane lub w naturalnym kolorze drewna, z oświetleniem elektrycznym (na noc ustawiane są w oknach od ulicy) lub – bardziej na użytek rodzinny – ze świeczkami choinkowymi.

Boże Narodzenie, a nawet bardziej Adwent, uroczysty okres przedświąteczny, trwający cztery tygodnie, to pora na zajadanie się orzechami. Otóż dziadki ( bo chyba nie dziadkowie?) do orzechów to także specjalność rzemieślników z Rudaw, obok pozytywek, postumencików do świątecznych kadzidełek (w dialekcie rudawskim zwanych „Raachermannel”) w formie ludzika, na ogół leśniczego, górnika czy żołnierza, czy kolorowych, szklanych ozdóbek na okna. No i anioły, aniołki, aniołeczki – każdej wielkości, każdego koloru i na każdą kieszeń. Turyngię reprezentują przede wszystkim ozdoby choinkowe. Zaś Herrnhut w powiecie Zgorzelec Zachodni…

Jarmark bożonarodzeniowy, Drezno | Fot. CC0, Pixabay.com

…to po polsku Ochranów, aczkolwiek na ogół nikt o tym nie pamięta (Łużyczanie nazywają miasteczko to Ochranow). W XVIII wieku gmina Braci Morawskich, bardzo surowych protestantów, znalazła tam drugą ojczyznę. Braci sprowadził z początkiem XVIII wieku właściciel miejscowych dóbr, który podarował im w testamencie swój pałac i majątek. Nazwa osady, a potem miasta Herrnhut pochodzi z niemieckiego „Pod opiekę Pana Jezusa”. Związków z Polską tu nie brak: Ochranów wchodził w skład unii polsko-saskiej, a następnie w latach 1807–1815 unii personalnej sasko-warszawskiej, dopóki – dzień po zakończeniu II wojny światowej, 9 maja 1945 roku – Rosjanie nie podpalili liczącego około dwóch tysięcy mieszkańców miasteczka. Ogień strawił bezpowrotnie większą część osady, zbudowanej w XVIII wieku na planie greckiego krzyża.

Mamy rok 2019. Dzisiaj „Gwiazda z Herrnhut” to marka. Tradycja wieszania bożonarodzeniowej gwiazdy narodziła się w połowie XIX wieku w pobliskim Niesky (Niska) w zachodniozgorzeleckim powiecie. W 1897 roku człowiek interesu z Herrnhut, Pieter Hendrik Verbeek, opracował pierwszy model składanej gwiazdy bożonarodzeniowej, nadającej się do sprzedaży wysyłkowej. Wkrótce potem powstała manufaktura, od lat dwudziestych XX wieku produkująca gwiazdy 25-ramienne. Produkcję kontynuowano także w epoce nieboszczki NRD, głównie na eksport za dewizy. Potem, jak wiemy, po tysiącletniej Rzeszy runął także niezwyciężony socjalizm obrządku leninowskiego, a dzisiaj kilkudziesięciu pracowników zasłużonej dla regionu firmy produkuje pełen asortyment gwiazd (około 600 tysięcy rocznie) głównie na rynek wewnętrzny.

Kilka dni temu wieczorem jechałem ze Zgorzelca do Uhsmannsdorf (za Niską) i podziwiałem na licznych domach, mijając okoliczne wioski, gwiazdy bożonarodzeniowe z Herrnhut; różnej wielkości (od 13 do 130 centymetrów średnicy) i różnych kolorów (dominuje żółty, czerwony i biały).

Przydomowe choinki, ubrane girlandami lampek; rozświetlone dekoracje okienne – wszystko to przypominało o wejściu w fazę przygotowań do Bożego Narodzenia, o Adwencie. W epoce komputerów i smartfonów jechaliśmy na wspólne pieczenie kruchych, adwentowych ciasteczek, wycinanych foremkami z pszennego ciasta w gwiazdy betlejemskie, choinki, półksiężyce i słoneczka; posypywanych cukrem i lukrowanych w wielu kolorach. Ciasteczka adwentowe to tradycyjny upominek podczas adwentowych wizyt, jakie mieszkańcy nie tylko tego regionu składają sobie w okresie poprzedzającym święta Bożego Narodzenia (okno mojego mieszkania w Zachodnim Zgorzelcu zdobi też bożonarodzeniowa gwiazda z Herrnhut, w kolorach białym i czerwonym). (…)

Jarmarki bożonarodzeniowe to w Niemczech stara i piękna tradycja. Rewolucja kulturalna może sobie na niej połamać zęby. Niemiec może wysłuchać pogadanki o gender i nawet bić brawo jak wszyscy, ale, jak co do czego, na „Christkindlmarkt” pójdzie, wypije grzańca i przyniesie stamtąd do domu to i owo, może nawet nucąc pod nosem słowa znanej z dzieciństwa kolędy.

Bożonarodzeniowe jarmarki sięgają swą tradycją do XIV wieku. Rynek Świętego Mikołaja w Monachium wymieniono w dokumencie z 1310 roku, a – zbliżam się niebezpiecznie do Zgorzelca – w 1383 roku król Czech, Wacław, nadał Budziszynowi prawo do rynku od Świętego Michała (29 września) do Bożego Narodzenia. Stamtąd tradycja rozeszła się na cały obszar języka niemieckiego w Europie, a od połowy XX wieku tutejsze rynki bożonarodzeniowe są stałym elementem świątecznej tradycji. Co należy, a co nie do oferty rynku bożonarodzeniowego, o to toczy się bezustannie spór. Co wolno sprzedawać na jarmarku? Oczywiście tak: grzaniec i bożonarodzeniowe łakocie; oczywiście nie: piwo i koktajle. Trudno te wszystkie jarmarki zliczyć: w ubiegłym roku było ich około dwa i pół tysiąca, z tego ponad tysiąc zaliczono do wielkich. (…)

Zdrowych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia i Do Siego Roku!

Cały artykuł Jana Bogatki pt. „Tam, gdzie Boże Narodzenie trwa cały rok” – na ss. 1 i 3 „Kuriera WNET”, nr grudniowy 66/2019, gumroad.com.

 


Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na wnet.fm.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia  na gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 16 stycznia 2020 roku!

Felieton Jana Bogatki pt. „Tam, gdzie Boże Narodzenie trwa cały rok” na s. 3 „Wolna Europa” grudniowego „Kuriera WNET” nr 66/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Adam i Ewa pośrednio przyczynili się do Bożego Narodzenia, a choinka symbolizuje rajskie drzewo poznania dobra i zła

Bombki przypominają o owocach zakazanych, a łańcuch wyobraża węża z Edenu. Lampki zapala się, aby pamiętać, że to Chrystus jest światłością świata. Gwiazda na szczycie wskazuje na gwiazdę betlejemską.

Barbara M. Czernecka

Pan Bóg w pierwszych trzech dniach oddzielał kolejno światło od ciemności, wody powietrzne od morskich oraz lądy od wód. Potem, w następnych trzech dniach, wypełniał ziemię światłem dziennym i nocnym, stworzeniami fruwającymi i pływającymi, i wszelkimi innymi istotami żywymi. Pośród nich szczególnie zostali wyróżnieni mężczyzna i kobieta, stworzeni szóstego dnia na obraz i podobieństwo Boże. Zostali oni pobłogosławieni, a jednocześnie powołani do zaludniania ziemi oraz panowania nad nią. (…)

Nazwanie pierwszej pary ludzi z hebrajskiego „Isz” oraz „Isza” oznacza w najprostszym tłumaczeniu męża i mężatkę. W opisie ich stworzenia ważna jest także wzmianka o tym, że człowiek opuszcza swoich rodziców i łączy się z żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. Podkreślona jest też intymna nagość pierwszej pary małżeńskiej. Wreszcie – nabywa znaczenia owo drzewo z owocami poznania dobra i zła.

Kusiciel, wcześniej pozbawiony łask Bożych, z zazdrości wkrada się pod postacią węża do rajskiego ogrodu i podejmuje dialog z niewiastą. (…)

Kusiciel przekonuje Ewę o rzekomym nabyciu mądrości równej Stworzycielowi, jeśli tylko skosztuje się owocu z tego zakazanego drzewa poznania dobra i zła. Ewa daje posłuch szatanowi i namawia mężczyznę do zerwania owocu. I rzeczywiście pierwsi rodzice poznają zło. Dotąd znali tylko dobro.

Po wykroczeniu odczuwają wstyd ze swojej nagości i przepasują się liśćmi drzewa figowego. Jest to zresztą pierwsza roślina wymieniona z nazwy w Biblii. (…)

Fot. ze zbiorów autorki

Nadanie pierwszej kobiecie imienia Ewa podkreśla, że jest ona pramatką wszystkich ludzi, na których spadło dziedzictwo grzechu pierworodnego. W następstwie aktu nieposłuszeństwa Stwórcy, czyli grzechu pierworodnego, Adam i Ewa ponoszą konsekwencje utraty przyjaźni z Bogiem: zostają wygnani z Raju, a ich życie jest odtąd napiętnowane mozołem, cierpieniem i śmiercią. (…)

Opis wydarzeń biblijnych ma swoje odzwierciedlenie także w tradycji Świąt Bożego Narodzenia. Drzewo w większości religii i kultur jest utożsamiane z bóstwem i wszechświatem. Zielona choinka stała się dla chrześcijan symbolem narodzin Jezusa Chrystusa – źródła życia wiecznego. Stosowanie jej jako bożonarodzeniowej ozdoby zapoczątkowali Niemcy. Podobno ulubioną świąteczną czynnością Marcina Lutra było zapalanie na niej świeczek. Jednak pierwsze wzmianki o takim stroiku datuje się na wiek XVII. Rozpropagowali ją właśnie protestanci. Potem zwyczaj ten przejęły kolejne kraje Europy. W Polsce bożonarodzeniowe drzewko zastąpiło wcześniej stosowaną dekorację w postaci podłaźnika, zwanego także jutką lub wiechą.

Właśnie choinka jest symbolem biblijnego rajskiego drzewa poznania dobra i zła. Podobno Zbawiciel dokonał ziemskiego żywota dla odkupienia naszych win na krzyżu z drzewa iglastego – czarnej sosny.

Bombki na jodle, świerku czy sośnie przypominają o owocach zakazanych, a łańcuch wyobraża węża z Edenu. Lampki zapala się, aby pamiętać, że to właśnie Chrystus jest światłością świata. Gwiazda na szczycie wskazuje na gwiazdę betlejemską, prowadzącą do Dzieciątka Bożego Mędrców ze Wschodu.

Inne choinkowe i świąteczne ozdoby również są symbolami, np. orzechy – dobrobytu; dzwonki – dobrych nowin; jemioła – pojednania; anioły – opieki nad domostwem; jabłka – owoców rajskiego drzewa poznania dobra i zła. Bożonarodzeniowe drzewko ucieleśnia więc wiele z tego, co zostało zapoczątkowane w biblijnym Edenie.

Symbolizuje też poniekąd tęsknotę ludzi za utraconym Rajem. (…) Jezus stał się „nowym Adamem”, który istoty myślące wyzwolił z przekleństwa grzechu pierworodnego. Najświętsza Maryja Panna, Bogarodzica, naprawiła bowiem to, co zepsuła Ewa – pramatka ludzkości.

Cały artykuł Barbary M. Czerneckiej pt. „Adam i Ewa” znajduje się na s. 12 grudniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 66/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 16 stycznia 2020 roku!

Artykuł Barbary M. Czerneckiej pt. „Adam i Ewa” na s. 12 grudniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 66/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wielu Irlandczyków spędzi Boże Narodzenie samotnie. Starsi mieszkańcy tęsknią za „starymi dobrymi czasami”

Tomasz Wybranowski prosto z Dublina opowiada o irlandzkim sposobie przeżywania Świąt Bożego Narodzenia. Zapewnia, że Polacy ze Szmaragdowej Wyspy kultywują rodzime zwyczaje świąteczne.

 

 

Gospodarz Studia Dublin Radia WNET Tomasz Wybranowski mówi o irlandzkich zwyczajach wigilijnych. Zdaniem najstarszych mieszkańców Szmaragdowej Wyspy, od 1995 r. mamy tam do czynienia z gwałtowną laicyzacją i komercjalizacją Bożego Narodzenia. Sprawę pogorszył kryzys irlandzkiego Kościoła katolickiego:

W społeczeństwie daje się wyczuć nostalgię za „starymi, dobrymi czasami”.

Tomasz Wybranowski opowiada o różnicach w sposobie przeżywania Bożego Narodzenia między Irlandczykami a liczną społecznością polską. Zwraca uwagę, że wielu Irlandczyków spędzi ten czas samotnie, spożywając alkohol w pubach.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego zapowiada również wybory parlamentarne w Irlandii, które mają się odbyć pod koniec kwietnia.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T. / A.W.K.

Turkestanishvili: W Gruzji Święta to wielka zabawa, często z alkoholem i mięsem. Wiele zwyczajów przeszło na Sylwestra

– Gruzini intensywniej od Polaków obchodzą Boże Narodzenie. Dla tych pierwszych to czas zabawy. Bolszewicy sprawili, że wiele świątecznych obrzędów przeszło na Sylwester – mówi David Turkestanishvili.

 

 

David Turkestanishvili, właściciel restauracji gruzińskiej Rusiko, opowiada o obchodach Bożego Narodzenia w Gruzji. Stwierdza, że są to chyba najbardziej oczekiwane święta w tym kraju. Przez działania komunistów jednak wiele tradycyjnych obrzędów przeszło na Sylwestra, promowanego jako alternatywa dla „przeżytku burżuazyjnej mentalności nieodpowiadającego duchowi czasu i rewolucyjnym zmianom obyczajowym”. Gość Poranka przypomina, że Gruzini jako naród w przeważającej mierze prawosławny obchodzi Święta dwa tygodnie później niż wyznawcy obrządku rzymskokatolickiego.

[Polaków od Gruzinów – przyp. red] odróżnia może kolejność tych obrzędów i samo nastawienie się do tych Świąt. U nas nie jest tak mocno np. regulowane, że nie wolno pić przed północą itd. Ludzie się bawią, ludzie bardzo intensywnie (…) chodzą do siebie w gości, wręczają prezenty. (…) Jest kilka takich potraw tylko na Święta (…), natomiast ważna jest obfitość stołu (…), a komin musi być zawsze rozpalony.

Klasycznymi bożonarodzeniowymi potrawami w Gruzji są: smażony na chrupiąco mały prosiak, indyk w sosie orzechowym i batoniki z prażonych orzechów z miodem.

Turkestanishvili odnosi się również do sytuacji politycznej w kraju, z którego pochodzi.

Mamy poza takimi świetnymi sąsiadami jak Armenia (…) jeszcze trochę innych sąsiadów, którzy usiłują (…) w XXI w. wziąć sobie i wykreślić granice. I może nawet dzisiaj rano to się stało. Ta kolczatka przechodzi coraz bardziej na nasze tereny. Tego nie robi żaden naród, który obok nas mieszka (…), to robi Rosja (…). To nie wygląda ciekawie.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Abgarowicz: Wigilia polskich Ormian jest w zasadzie polską, kresową wigilią. Arcach jest kolebką państwa ormiańskiego

Jan Tomasz Abgarowicz o ormiańskich konfesjach i zwyczajach świątecznych Ormian w Polsce i w Armenii oraz o konflikcie o Górski Karabach.

Jan Tomasz Abgarowicz o katolicyzmie polskich Ormian:

Jesteśmy nie rzymskokatoliccy, ale ormiano-katoliccy.

Obrządek ten sięga XVII w., kiedy to ormiański abp lwowski  Mikołaj Torosowicz zawarł unię kościelną z Rzymem, uznając katolickie wyznanie wiary i zwierzchnictwo Rzymu z zachowaniem liturgii ormiańskiej. Wcześniej żyjący od XIV w. w Rzeczypospolitej Ormianie byli wiernymi Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego, którego wiernymi jest dzisiaj 80% Ormian na świecie. Jest to najstarszy Kościół w Armenii, istniejący od 301 r.

Nasza wigilia jest w zasadzie polską wigilią, a w zasadzie kresową. Jest barszcz, jest kutia, ryba i słodycze, kuty.

Prezes Fundacji Kultury i Dziedzictwa Ormian Polskich  opowiada o świętowaniu przez Ormian Bożego Narodzenia. Katoliccy Ormianie obchodzą to święto, tak jak większość chrześcijan, 25 grudnia. Tymczasem wierni Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego świętują Narodziny Pańskie 6 stycznia, łącząc je ze świętem Objawienia Pańskiego, czyli Trzech Króli [różnią się pod tym względem od prawosławnych, którzy obchodzą Boże Narodzenie 25 grudnia, który w kalendarzu juliańskim odpowiada 6 styczniowi w gregoriańskim- przyp. red.]. Polscy Ormianie żyjąc na Kresach płd-wsch. Rzeczypospolitej przyjęli tamtejsze zwyczaje wigilijne. Inaczej wyglądają natomiast święta u mieszkańców Armenii. Na ich stołach nie pojawia się w wigilię 12 potraw, ale pięć. Wśród nich są: pasut tolma, czyli gołębie w liściach kapusty, ryż gotowany na słodko z suszonymi owocami i ryżami, ryba i gata- ciasto drożdżowe. Ormianie popijają je winem.

Arcach jest kolebką państwa ormiańskiego.

Nasz gość mówi również o sytuacji związanej z Górskim Karabachem. Niepodległości tego kraju nie uznaje żadne państwo na świecie, nawet Armenia. Pozostaje on w świetle tego formalną częścią Azerbejdżanu. Przed ogłoszeniem niepodległości 2 IX 1991 r. pozostawał on częścią Azerbejdżańskiej SRR jako Nagorno-Karabachski Obwód Autonomiczny. W 1989 r. Górski Karabach zamieszkiwało 76,9% Ormian, a obecnie po wojnach i związanych z nimi migracjach ludności jest praktycznie w stu procentach ormiański (99,7% Ormian wg danych z 2015 r.). Między Azerami a Ormianami trwa obecnie propagandowa wojna, w której obie strony przerzucają się oskarżeniami o zbrodnie wojenne i ludobójstwo.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Adwent już się kończy, ale to sympatyczne opowiadanie o przygotowaniach do Bożego Narodzenia warto przeczytać

Na zbiórkę zaproszeni byli starsi ministranci. Zanim przyszedł ksiądz Marek, to śmiali się z naszych zobowiązań adwentowych. Normalnie nam dokuczali, a my jesteśmy bardzo nieśmiali i było nam przykro.

Aleksandra Tabaczyńska

Adwent

W zeszłym tygodniu, na ostatniej zbiórce ministrantów nasz prezes Neptun powiedział:

– Panowie, zaczynamy adwent i będziecie jak zawsze losować figurki Matki Bożej. Proszę was bardzo, potraktujcie radosny czas oczekiwania na święta serio.

Na roraty przygotowujemy kolorowe papierowe serca z wypisanym dobrym uczynkiem, wrzucamy do koszyczka na ołtarzu, a na końcu mszy ksiądz losuje dziesięć figurek.

– Wpisaliście – mówił dalej prezes – tylko dwa dobre uczynki, i to wszyscy takie same: sprzątanie swojego pokoju i wynoszenie śmieci. Obciach! Nie chcę wam robić wyrzutów, ale ja bym tego za dobry uczynek nie uznał. Utrzymywanie porządku w swoim pokoju to zwyczajnie obowiązek, a wynoszenie śmieci – no cóż, szału nie ma. Ja wiem, że inni tak piszą, ale ministranci powinni dawać dobry przykład i w adwencie wykazać się porządnymi dobrymi uczynkami.

Bardzo lubimy naszego prezesa, więc razem z Kefirem, Piecykiem, Cykusiem i resztą chłopaków postanowiliśmy sprawić Neptunowi przyjemność. Długo myślałem, co by tu napisać na papierowym sercu, i w końcu wpisałem: uratowałem kota przed mordercą (miałem taką przygodę z kotkiem w październiku), a drugi to: sprezentowałem tego sierściucha księdzu Markowi. Uważam, że to były porządne dobre uczynki, takie, jakich nie trzeba się wstydzić.

Chłopaki, specjalnie pod kątem adwentu, oglądali filmy z Bondem i różne reportaże w telewizji, więc wymyślili dużo lepsze od moich.

Kefir napisał: złapałem trzech szpiegów na gorącym uczynku i udaremniłem napad na bank.

Cykuś, ten najmniejszy ministrant: bohatersko uratowałem życie małej dziewczynce, która wpadłaby pod samochód.

Piecyk: ustępowałem w tramwaju miejsca wszystkim starszym paniom; cwaniak jak zawsze, u nas nie ma tramwajów.

Mamy też jednego ministranta, nazywamy go Sztanga, bo trenuje podnoszenie ciężarów. Sztanga napisał, że pomaga nosić zakupy wszystkim napotkanym osobom, i to kilku równocześnie, trenując siatkami rwanie i podrzut.

Uczciwie powiem, że spotkał nas zawód. Neptun zlecił Welonowi, najlepszemu ceremoniarzowi w parafii, tak na wszelki wypadek, żeby przed wrzuceniem serduszek z dobrymi uczynkami do koszyczka spojrzał, co w nich jest. No i oczywiście Welon przechwycił nasze serca i nie braliśmy udziału w losowaniu figurek. Na tym nie koniec; Neptun zarządził ekstra zbiórkę w sprawie uczynków.

– Panowie, skiepściliście na całej linii. Porządny dobry uczynek to jest taki – tłumaczył prezes – który zrobiłeś sam. Im więcej kosztuje cię wysiłku, walki z lenistwem i niechęcią, tym jest więcej wart. Nie macie pisać bredni z filmów ani cudzych dobrych uczynków, ani nawet marzeń o dobrych uczynkach. Proponuję – i jest to propozycja nie do odrzucenia – żebyście w tym tygodniu potrenowali zobowiązania adwentowe. Chłopaki, skupcie się i tym razem bez wygłupów.

Nie zrozumieliśmy się z prezesem, po prostu chcieliśmy zabłysnąć na roratach. Nawet już wyobrażaliśmy sobie, jak ksiądz Marek podczas losowania figurek z dumą czyta o naszych wyczynach. Szkoda, że nie wyszło. Żal nam się zrobiło Neptuna, bo przecież liczył na nas, i księdza Marka też. No i oczywiście parafian, że nie mogli być dumni ze swoich ministrantów. Do zobowiązań adwentowych więc przyłożyliśmy się na maksa. Napisaliśmy je szczerze, od serca i bardzo uczciwie.

Kefir: nie będę co rano udawał choroby przed szkołą, żeby mama nie spóźniała się do pracy. Nie będę przezywał kolegów brzydkimi wyrazami. Użyję zamiast brzydkich słów innych, też śmiesznych.

Ja: nie będę kradł słodyczy z tej nowej kryjówki, którą mama specjalnie przede mną założyła pod łóżkiem w sypialni, w kartonach po butach. Nie będę upychał ubrań za tapczan, tylko ewentualnie śmieci.

A Piecyk, brak słów, zobowiązał się, że będzie dokarmiał bezpańskie zwierzęta, oprócz tych leśnych i poza jego ulicą, oraz podaruje niektóre zabawki młodszemu sąsiadowi, żeby mógł je sobie popsuć do końca.

Cykuś nie będzie kupował chipsów i innych, jak mówi jego mama, świństw za pieniądze, które dostał na jogurt, owoc lub różne zdrowe produkty. Wszystkie wrzuci do skarbonki i uzbiera sobie na porządne zakupy po adwencie.

Sztanga zobowiązał się, że nie będzie robił sztuczek gimnastycznych na rusztowaniach na budowach, i to nawet jak nikt nie patrzy. Nie będzie też robił min i udawał, że go nie ma, jak przyjdzie sąsiadka poprosić o odkręcenie słoików.

Welon znowu nie dopuścił nas do udziału w losowaniu, a kolejną zbiórkę, tym razem w sprawie zobowiązań, zwołał ksiądz Marek.

Tego było za wiele. Wszyscy ministranci strasznie się wnerwili na prezesa i na Welona. Już drugi tydzień kaszanienia nam lajfa, a nikt z nas nic nie wylosował. Biedny Cykuś jak zwykle popłakiwał, Piecyk, ten to zawsze coś zbroi, przyniósł zaświadczenie od starszego brata, że to nie jego wina, że nie ma w okolicy bezpańskich zwierząt. Mama Kefira zadzwoniła do księdza Marka i potwierdziła, że Kefir bez komedii codziennie rano wychodzi do szkoły. Ja zrobiłem zdjęcie nowej kryjówki na słodycze, na którym widać, że nic nie zjadłem. Nie chciałem, żeby mama tuż przed świętami znowu musiała zmieniać schowanko, bo właśnie tydzień temu przeniosła wszystko z pawlacza z narzędziami.

Na zbiórkę zaproszeni byli też starsi ministranci. Zanim przyszedł ksiądz Marek, to śmiali się z naszych dobrych uczynków i zobowiązań adwentowych. Normalnie nam dokuczali, a my jesteśmy bardzo nieśmiali i było nam przykro.

Na szczęście zaraz przyszli ksiądz Marek, Neptun, Lok i Welon. Weszli do sali i widać było, że są w dobrych humorach. Okazało się, że każdy z młodszych ministrantów dostał figurkę Matki Bożej, i to na zawsze. Ksiądz Marek powiedział, że nasze zobowiązania nie bardzo nadają się na to, żeby je odczytać na roratach, ale widać w nich prawdziwe zmaganie. Figurka Matki Bożej ma nam przypominać, że warto podejmować walkę ze złym zachowaniem, choćby drobną albo taką, która innym wydaje się śmieszna.

Starsze chłopaki też mają wypisać porządne adwentowe zobowiązania, i to do najbliższego poniedziałku. Ksiądz Marek powiedział, że jak nie będą mieli pomysłu, to mogą zwrócić się do ekspertów, czyli do nas. Neptun, Lok i Welon również w poniedziałek przyniosą serca, i ksiądz Marek też.

Opowiadanie pochodzi z książki Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Armia księdza Marka”.

Aleksandra Tabaczyńska zawodowo zajmuje się dziennikarstwem. Podejmuje tematykę społeczną, głównie wspólnot lokalnych, i jest związana ze środowiskiem mediów chrześcijańskich. Co miesiąc publikuje swoje artykuły w „Wielkopolskim Kurierze WNET”. Należy do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Mieszka z mężem, córką i trzema synami w Nowym Tomyślu.

Książkę można nabyć pod adresem internetowym: http://www.armiaksiedzamarka.pl lub https://www.facebook.com/Armia-Ksiedza-Marka

„Adwent”, opowiadanie Aleksandry Tabaczyńskiej z książki pt. „Armia księdza Marka”, znajduje się na s. 18 grudniowego „Kuriera WNET” nr 66/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 16 stycznia 2020 roku!

„Adwent”, opowiadanie Aleksandry Tabaczyńskiej z książki pt. „Armia księdza Marka”, na s. 18 grudniowego „Kuriera WNET”, nr 66/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„Zlitujcie się nade mną, zlitujcie, przynajmniej wy, przyjaciele moi…”. Opis ikony odnalezionej w starej kamienicy

Możliwe, że obraz pochodzi z roku 1782, na który prawdopodobnie wskazują cyfry przy sygnaturze. O jej osiemnastowiecznym rodowodzie świadczą także typowe dla tej epoki fryzury namalowanych postaci.

Barbara Maria Czernecka

Fot. z archiwum Autorki

Tytułowy cytat pochodzi z biblijnej Księgi Hioba. Jej tematyką jest cierpienie człowieka, którego zupełnie niezasłużenie dotknęła cała seria nieszczęść: w jednym dniu zginęły wszystkie jego dzieci, utracił cały majątek i jeszcze okazało się, że choruje na nieuleczalny wtedy i zaraźliwy trąd. Jego przyjaciele wprawdzie żałowali go, ale doszukiwali się przyczyn cierpienia w grzesznym postępku, za który rzekomo został tak okrutnie ukarany. On zaś czuł się całkowicie niewinny. Bogobojny Hiob jednak nie zwątpił i żył nadzieją na sprawiedliwość samego Pana Boga. Jego poetyczny dialog z przyjaciółmi dotyczy zwłaszcza postępowania moralnego.

Ostatecznie niewzruszona wiara Hioba pozwoliła mu w cierpieniu poznać Boga twarzą w twarz, a do tego nie tylko odzyskał zdrowie, ale wcześniej utracony majątek został mu zwrócony w dwójnasób. Urodziło mu się także nowych siedmiu synów i trzy córki. Umarł spełniony, w wieku stu czterdziestu lat, doczekawszy się potomków w czwartym pokoleniu.

Aby w pełni zrozumieć tę księgę, trzeba ją całą przeczytać, bowiem tak krótkie streszczenie nie oddaje nawet małej części głoszonej w niej prawdy o Opatrzności Bożej. Do jej rozważania zaś skłonić może obraz, przedstawiający oczekujące zbawienia dusze czyśćcowe.

Jest to ponad dwuwiekowa ikona. Możliwe, że pochodzi z roku 1782, na który prawdopodobnie wskazują cyfry przy sygnaturze. O jej osiemnastowiecznym rodowodzie świadczą także typowe dla tej epoki fryzury postaci. Obraz namalowano farbami olejnymi na desce z ramą o wymiarach 57/40 centymetrów. Odnaleziono ją w jednej z przeznaczonych do wyburzenia gliwickich kamienic, na której miejscu powstała później słynna deteeśka (Drogowa Trasa Średnicowa), wiodąca do Katowic. Ikona już została poddana renowacji.

Przedstawia cierpienia dusz pokutujących, dręczonych czyśćcowymi mękami wśród płomieni, których czerwień kontrastuje z łagodnym błękitem nieba i bielą obłoków. Dusze wyciągają w błaganiu ręce ku Chrystusowi, który wznosi się ponad nimi przybity do krzyża, a Jego krew, obficie cieknąca z ran, jest jedynym ratunkiem dla udręczonych.

Na obrazie umieszczono napisany po niemiecku, przytoczony w tytule fragment Księgi Hioba (Job 19).

Podczas listopadowych nabożeństw za zmarłych często cytuje się obficie właśnie ją. Dla dusz pokutujących czyściec jest stanem próby przed wejściem do wiecznego szczęścia. A my – jeszcze bytujący na ziemskim świecie – skutecznie możemy im dopomóc. W tym obrazie dusze czyśćcowe błagają nas o modlitwę bez doszukiwania się w nich grzechów.

Artykuł Barbary Marii Czerneckiej pt. „Zlitujcie się nade mną, zlitujcie, przynajmniej wy, przyjaciele moi…” znajduje się na s. 12 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Artykuł Barbary Marii Czerneckiej pt. „Zlitujcie się nade mną, zlitujcie, przynajmniej wy, przyjaciele moi…” na s. 12 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Fiesta Navideña, czyli Boże Narodzenie po salwadorsku/Fiesta Navideña o sea la Navidad a la (orgullosamente) salvadoreña

Czy Salwadorczycy obchodzą Boże Narodzenie? Jak najbardziej! Chociaż salwadorskie zwyczaje bożonarodzeniowe różnią się nieco od naszych. A czym i jak? Tego posłuchamy w najbliższej audycji!

Środkowoamerykański Salwador jest mało znanym krajem regionu Ameryki Łacińskiej. Mało znana jest jego kultura, mało znani są jego mieszkańcy, mało znane są ich zwyczaje. Być może ze względu na kiepski marketing, a być może ze względu na niewielką powierzchnię kraju…

Czy Salwadorczycy obchodzą Boże Narodzenie? Jak najbardziej! I to pomimo faktu, że w kraju tym znacznie łatwiej o palmę kokosową, niż o prawdziwą, iglastą choinkę. Cóż, taki mają klimat. A jakie zwyczaje bożonarodzeniowe panują w tym pięknym kraju?

O tym opowie nasz dzisiejszy gość, pochodzący z Salwadoru Alfredo Celso. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasz gość przedstawi wszelkie zwyczaje, obrzędy i wierzenia związane z obchodami Bożego Narodzenia i Nowego Roku w Salwadorze. Dowiemy się, co jedzą i jak się bawią Salwadorczycy w tym czasie. Co dostają pod choinkę grzeczne i niegrzeczne dzieci. Czy znaleźć można wspólne elementy łączące tradycję polską i salwadorską w obchodach Bożego Narodzenia i Nowego Roku? Poza aspektami religijnymi oczywiście. Ponadto posłuchamy sobie dobrej, latynoskiej muzyki, której w Polsce raczej nie kojarzy ze z Bożym Narodzeniem, zaś w Salwadorze i owszem.

O tym wszystkim porozmawiamy sobie w najbliższy poniedziałek, 16 grudnia, jak zwykle o 21H00! Będziemy rozmawiać po polsku i hiszpańsku!

¡República Latina – Feliz Navidad y Prospero Año Nuevo!

Resumen en castellano: E Salvador de Centroamérica no es bien conocido, comparándo el país con los otros de América Latina. No sabemos mucho de su cultura, gente o costumbres.  Incluyendo los relacionados con Navidad. Y los últimos son bien interesantes. De los costumbres navideños de El Salvador vamos a hablar con Alfredo Celso, que viene de este país centroamericano.  Vamos a escuhar que se come ytoma y como se celebra la Navidad y el Año Nuevo. ¿Qué tipo de los regalos obtienen de Papa Noél los niños buenos y los malos. También vamos a escuchar la música que los Salvadoreños muy bien asocían con la Navidad.

Les invitamos paraescucharnos este lunes, 16 de diciembre, como siempre a las 21H00 UTC+1! Vamos a hablar polaco y castellano!

Dla tego dialogu nie ma alternatywy – twierdzi Człowiek Pojednania Polsko-Ukraińskiego, ks. mitrat Stefan Batruch

Dialog i pojednanie między narodami wymagają pogłębionej refleksji teologicznej, by zrozumieć, dlaczego są ważne i potrzebne. Pomysłodawcom zależało, by zejść z poziomu politycznego do duchowego.

Wojciech Pokora, ks. Stefan Batruch

Człowiek Pojednania Polsko-Ukraińskiego to nagroda, która została przyznana w tym roku po raz pierwszy. Uroczystość odbyła się w Rzymie. Gdy myślimy o pojednaniu Polski i Ukrainy, to nasze myśli rzadko kierują się do Włoch. Skąd zatem wziął się Rzym w relacjach polsko-ukraińskich?

Od pewnego czasu środowiska, które badają zagadnienie dotyczące dialogu, genezy dialogu polsko-ukraińskiego, czy też pojednania polsko-ukraińskiego, zaczęły zauważać, że Rzym odgrywał pod tym względem, szczególnie w okresie Związku Radzieckiego i PRL-u, bardzo ważną rolę. Wtedy jakiekolwiek działania na rzecz pojednania i porozumienia między Ukrainą a Polską właściwie nie mogły mieć miejsca ze względu na sytuację polityczną. Ukraina nie była państwem niezależnym, zresztą Polska również pozostawała pod ogromnym wpływem Związku Radzieckiego – właściwie była satelitą. W jakimś sensie kartą ukraińską rozgrywano wszelkie dążenia do samostanowienia, do odzyskania niepodległości państwowej – jeżeli chodzi o Ukrainę, ale i u nas również dążenia do niepodległości politycznej były tłumione i właściwie sprowadzane do tego, żeby oba narody bardziej skonfliktować, trzymać w napięciu, wręcz w konfrontacji i wrogości. Stąd na przykład w okresie PRL-u w Polsce stworzył się negatywny obraz Ukraińca – człowieka złego, z negatywnymi cechami.

Właściwie słowo ‘Ukrainiec’ pod koniec lat 80. stało się niemalże synonimem zbrodniarza, złoczyńcy, człowieka z bardzo złymi intencjami, szczególnie wobec Polaków. W tym czasie nawet wypowiadanie słowa ‘Ukrainiec’ było dla wielu Polaków, również tych życzliwie nastawionych do tego narodu, pewną niezręcznością.

Gdzieś w świadomości tkwiło poczucie, że mówiąc o kimś „Ukrainiec”, można tego kogoś urazić. Do tego doprowadziła propaganda. W takich warunkach, na początku troszeczkę w środowiskach opozycyjnych, ale to też dopiero w latach 80., zaczął się pojawiać temat ukraiński i stosunków polsko-ukraińskich. Oczywiście aktywnie zajmowało się tym środowisko paryskiej „Kultury”, jednak jeśli chodzi o środowisko kościelne i cerkiewne, to Rzym był właśnie takim ważnym ośrodkiem. (…)

Rzym, 10 października 2019 r. Ks. mitrat Stefan Batruch, laureat Nagrody Człowiek Dialogu Polsko-Ukraińskiego | Fot. Associazione Religiosa „Santa Sofia”

Z czasem coraz bardziej docierało do naszej świadomości, że spotkanie przedstawicieli Episkopatu Polski i Synodu Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, które miało miejsce w Rzymie w 1987 roku w dwóch kolegiach – polskim i ukraińskim – było wydarzeniem przełomowym. (…)

I zaczęliśmy zadawać sobie pytanie – jak do tego doszło? Czy to wydarzenie w 1987 roku było czymś zupełnie spontanicznym?

Obfitowało w wiele symboli jak na wydarzenie spontaniczne.

Niewiele było wiadomo o kulisach tego spotkania. Wiedzieliśmy, że odbyło się z inspiracji Jana Pawła II, ale dlaczego? Skąd u niego wzięło się takie przekonanie, że trzeba to zainicjować? Że to spotkanie musi się odbyć? Na pewno to Jan Paweł II przekonał zarówno Prymasa Polski kardynała Józefa Glempa, jak i kardynała Myrosława Iwana Lubacziwskiego, by do tego spotkania doszło, bo z wypowiedzi i wystąpień prymasa Glempa i zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, które się zachowały, widać, że to było bardzo spontaniczne. Nawet do pewnego stopnia, jakby to było nie do końca przygotowane, ale ważne wydarzenie.

Jego owocem było Wasze spotkanie w roku 2017?

Tak. Kapituła Pojednania Polsko-Ukraińskiego nagradza przedstawicieli różnych dziedzin – historyków, środowiska artystyczne, filmowe, ale też instytucje. Wtedy pojawił się pomysł, już bardziej w środowisku związanym z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim i Katedrą Aksjologii Dialogu Międzykulturowego i Międzyreligijnego z prof. Markiem Melnykiem na czele, żeby zacząć nagradzać osoby niekonieczne duchowne, ale z wykształceniem teologicznym. Bo dialog między narodami wymaga również pogłębionej refleksji teologicznej, by zrozumieć, dlaczego dialog i pojednanie są ważne i potrzebne. Pomysłodawcom zależało na tym, by zejść z poziomu politycznego, czy wręcz upolitycznionego, do wymiaru duchowego. Przecież ten dialog jest ważny także ze względu na wspólne korzenie chrześcijańskie Polaków i Ukraińców. Jest to zresztą przesłanie czysto ewangeliczne, które powinno być przedmiotem refleksji teologicznej czy filozoficznej.

Wtedy też zaczęliśmy coraz mocniej odczuwać, że spotkanie w 1987 roku było konsekwencją czegoś, co musiało się odbyć wcześniej. Jednak nie mieliśmy danych, by to zrozumieć. W międzyczasie, po spotkaniu w Papieskim Instytucie Studiów Kościelnych okazało się, że światło dzienne ujrzały zdjęcia ilustrujące wydarzenia sprzed lat.

I czego się dowiedzieliśmy? Otóż już w latach 60. w tymże Papieskim Instytucie Studiów Kościelnych spotykali się Zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego kardynał Josyf Slipyj i Metropolita Krakowski arcybiskup Karol Wojtyła.

Spotkali czy spotykali? To było jednorazowe wydarzenie?

Właśnie okazuje się, że nie było jednorazowe. Mało tego, osobą, która w jakiś sposób koordynowała współpracę między nimi, był dominikanin Feliks Bednarski. To ciekawa postać. Był on również związany z Lublinem. Niedługo po II wojnie światowej był kierownikiem Katedry Etyki na Wydziale Filozoficznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i w momencie, gdy przeszedł do Rzymu, Katedrę Etyki przejął późniejszy metropolita krakowski arcybiskup Karol Wojtyła. Znali się osobiście.

Co się okazuje? Również kardynał Josyf Slipyj, gdy po powrocie z Syberii, gdzie spędził 18 lat, został zmuszony do wyjazdu do Rzymu, stworzył tam środowisko swoich konsultantów, z którymi omawiał wiele kwestii dotyczących sytuacji kościelnej i międzynarodowej. Wśród tych zaufanych osób był również właśnie dominikanin prof. Feliks Bednarski. Pełnił on zatem rolę swego rodzaju łącznika. Okazuje się ponadto, że to prof. Feliks Bednarski wysunął propozycję współpracy teologów i filozofów słowiańskich, w szczególności polskich i ukraińskich. Jak świadczą zachowane pisma i listy – kardynał Slipyj i kardynał Wojtyła poparli tę inicjatywę. To pokazuje, że ta współpraca zaczęła się wcześniej niż w latach 80.

Oni poznali się bliżej nieprzypadkowo. To też rzuca światło na inne fakty.

Zwróćmy w tym kontekście uwagę, że Wojtyła, wykonując pewne gesty, nie działał nieprzemyślanie, bez przygotowania. Doskonale obrazuje to przykład sytuacji, gdy został wybrany na papieża i kardynałowie klękali przed nim w geście wierności. Przed dwoma hierarchami – kardynałem Stefanem Wyszyńskim i kardynałem Josyfem Slipyjim papież Jan Paweł II wstał z tronu.

Rzym, 10 października 2019 r., ks. Stefan Batruch zasadza oliwkowe drzewko „pojednania” w ogrodzie cerkwi-soboru Świętej Sofii (Mądrości Bożej) | Fot. Associazione Religiosa „Santa Sofia”

Z jednej strony świadczyło to o pewnych więziach między nimi, ale również o tym, że był to gest, którego wobec innych kardynałów jednak nie wyraził. Było to bardzo ważne i znamienne. Ten gest został zauważony, ale nie był rozumiany. Może jeśli chodzi o kardynała Wyszyńskiego, był to gest wówczas bardziej czytelny, ale wobec Slipyja nie. Dlaczego to zrobił?

Dziś już wiemy dlaczego?

Okazało się to o wiele później, gdy światło dzienne ujrzał protokół ze spotkania z Radą Główną Episkopatu Polski na Jasnej Górze podczas pierwszej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Polski w 1979 roku. Tam w wypowiedzi skierowanej do obecnych (złożone z siedmiu biskupów ciało było de facto „rządem” polskiego Kościoła) wspomniał m.in. o tym, że pierwszą osobą, z którą się spotkał – niecały miesiąc po wyborze na papieża – był właśnie kardynał Slipyj. (…)

Okazuje się, że w relacjach polsko-ukraińskich, na tej najwrażliwszej płaszczyźnie, czyli dialogu, strona kościelna zrobiła więcej, niż udało się zrobić politykom.

Trudno tutaj porównywać, ale na pewno ze strony Kościoła jest wola szukania płaszczyzn porozumienia. Oczywiście działania te natrafiają na pewne trudności. To nie jest tak, że ten dialog idzie gładko, bez przeszkód. Zresztą porozumienie nie może być aktem jednorazowym. Przecież dotyczy całych społeczeństw.

Społeczeństwo składa się z jednostek, które są bardzo różnorodne i jedni szybciej, inni wolniej przyjmują pewne apele związane z tym, że trzeba szukać tego, co łączy i bardziej na nie kłaść akcenty niż na to, co dzieli. Trzeba szukać jakiejś możliwości, by uwolnić się od negatywnych emocji związanych z przeszłością.

Ale właśnie w Kościele to się wydarzyło. To kardynał Lubomyr Huzar, witając w 2001 roku we Lwowie papieża Polaka, powiedział: „Może się to wydać dziwne, niezrozumiałe i niewłaściwe, że w tej właśnie chwili, gdy Ukraiński Kościół Greckokatolicki zaznaje tak wielkiej chwały, uznajemy także, iż w ubiegłowiecznej historii naszego Kościoła były też chwile mroczne i duchowo tragiczne. Stało się tak, że niektórzy synowie i córki Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego wyrządzali zło – niestety świadomie i dobrowolnie – swoim bliźnim z własnego narodu i z innych narodów. W twojej obecności, Ojcze Święty, i w imieniu Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego pragnę za nich wszystkich prosić o przebaczenie Boga, Stwórcę i Ojca nas wszystkich, oraz tych, których my, synowie i córki tego Kościoła, w jakikolwiek sposób skrzywdziliśmy. Aby nie ciążyła na nas straszliwa przeszłość i nie zatruwała naszego życia, chętnie przebaczamy tym, którzy w jakikolwiek sposób skrzywdzili nas. Jesteśmy przekonani, że w duchu wzajemnego przebaczenia możemy spokojnie przystąpić do wspólnego z Tobą sprawowania tej Eucharystii, ze świadomością, że w ten sposób wstępujemy ze szczerą i mocną nadzieją w nowe i lepsze stulecie”.

Ważne jest też to, co powiedział we Lwowie Ojciec Święty: „Niech przebaczenie – udzielone i uzyskane – rozleje się niczym dobroczynny balsam w każdym sercu. Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, na braterskiej wspólnocie, braterskiej współpracy i autentycznej solidarności”. Ten akt się dokonał. Akt, o którym w przestrzeni politycznej mówi się nieustannie, oczekując wciąż na nowo próśb o przebaczenie. A to się w Kościele wydarzyło.

Nie zauważa się tego aktu bądź politycy może nawet o nim nie wiedzą.

Cały wywiad Wojciecha Pokory z ks. Stefanem Batruchem pt. „Dla tego dialogu nie ma alternatywy” znajduje się na ss. 10 i 11 listopadowego „Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Wywiad Wojciecha Pokory z ks. Stefanem Batruchem pt. „Dla tego dialogu nie ma alternatywy” na ss. 10 i 11 listopadowego „Kuriera WNET”, nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Pięciu Braci Polskich. Autor oprawy plastycznej spotkania Polska pod Krzyżem o tworzeniu wizerunków polskich świętych

W nocy 10 listopada 1003 r., w trakcie wspólnej wieczornej modlitwy zostali napadnięci i zamordowani ciosami mieczów i oszczepów. Napastnicy nie znaleźli przy ofiarach żadnego srebra ani pieniędzy…

Andrzej Karpiński

Wizerunek św. Pięciu Braci Polskich, który wykonałem dla fundacji Solo Dios Basta do projektu modlitewnego Polska pod Krzyżem. (…) Była to jedna z najbardziej pracochłonnych prac graficznych, gdyż miała zawierać aż pięć portretów.

Chciałem znaleźć kompromis pomiędzy istniejącymi wizerunkami, do których wierni są już przyzwyczajeni, a rzeczywistym wyglądem braci, wynikającym z opisów biograficznych.

Wizerunek św. Pięciu Braci Polskich wykonany przez Andrzeja Karpińskiego dla fundacji Solo Dios Basta jako część oprawy plastycznej akcji modlitewnej Polska pod Krzyżem

Znajdujące się w kościołach lub w archiwach wizerunki postaci w formie grafik lub obrazów w większości przedstawiają Braci jako starców z brodami. Niestety nie jest to zgodne z opisami historycznymi, a przede wszystkim z wiekiem braci, z których najstarszy w momencie śmierci miał 63 lata, a najmłodszy – 23. Większość, dostępnych opracowań przedstawiało Pięciu Braci w momencie śmiertelnego napadu rabunkowego, a nie o takie przedstawienie graficzne chodziło. Dodatkowym wymogiem organizatorów akcji Polska pod Krzyżem było, aby wszystkie wizerunki były komponowane w pionie. To niezwykle utrudniało zmieszczenie pięciu mężczyzn w kompozycji.

Po długich przemyśleniach i poszukiwaniach inspiracji podjąłem decyzję, że zbuduję własną kompozycję, ale na podstawie obrazu autorstwa Stefana Chmiela z 1960 roku, wyeksponowanego w kościele kamedułów w Bieniszewie. Podobał mi się w tym obrazie ogólny układ postaci oraz gesty braci świadczące o uniesieniu modlitewnym. Cennym wzorcem był także wygląd białych habitów kamedulskich. Aby dwie postacie znajdujące się z tyłu były widoczne, należało je przedstawić w pozycji stojącej. Natomiast pozostałe trzy postacie, z przodu – w pozycji klęczącej. Taka kompozycja świadczy o momencie rozpoczęcia lub zakończenia modlitwy. Dodatkowo zakonnicy w trakce modlitwy powinni mieć nałożone kaptury, które jednak uniemożliwiałby prezentację twarzy. Zatem przedstawienie nie wszystkich braci w kapturach i w pozycji klęczącej było uzasadnione, gdyż ich modlitwa właśnie została przerwana napadem.

Wszystkie twarze i całe głowy opracowałem zgodnie z wiekiem męczenników oraz z ówczesnymi fryzurami i zarostem. Ponieważ grafika miała być powiększana drukiem wielkoformatowym, musiała być wykonana w wysokiej rozdzielczości. Dlatego dobierając poszczególne części twarzy: oczy, nosy, usta, zwracałem uwagę na ich wyrównaną jakość techniczną, chociaż stojący z tyłu św. Jan i św. Mateusz mogli mieć twarze mniej wyraziste. Najstarszy ze św. Braci, 63-letni benedyktyn Jan, urodził się w 940 r. w Wenecji. Z opisów biograficznych wynika, że nosił na twarzy głębokie blizny po ospie i miał uszkodzone oko. Z tego powodu, jako jedyny z braci, ciągle nakrywał głowę kapturem. Pozostali byli dużo młodsi.

Benedyktyn Benedykt, urodzony w Benewencie w 970 r., miał w dniu śmierci 33 lata. Natomiast pochodzący z okolic Międzyrzecza benedyktyni Izaak i Mateusz mieli po 28 lat. Najmłodszy z braci, Krystyn, pełniący w klasztorze funkcję sługi i kucharza, miał zaledwie 23 lata. Młodzi ludzie! Cała trójka Polaków pochodziła najprawdopodobniej z okolicznych książęcych rodów.

Uważałem zatem, że mimo zobowiązania do pustelniczego trybu życia, wszyscy bracia powinni wyglądać schludnie i należy ich przedstawić z zadbanymi fryzurami i zarostem. (…)

Świętych Pięciu Braci Polskich – inspiracje | Fot. A. Karpiński

Kult męczenników rozpoczął się już od ich pogrzebu, na który przybył biskup poznański Unger. Rok później, w 1004 r., papież Jan XVIII zaliczył pustelników w poczet świętych męczenników Kościoła, a kult został zatwierdzony przez papieża Juliusza II w 1508 roku.

Przy tej okazji warto przypomnieć, że Uroczystość Wszystkich Świętych nie jest świętem zmarłych, ale radosnym dziękczynieniem za wszystkich, którzy osiągnęli stan świętości i trafili do nieba. W tym dniu zwracamy uwagę także na tych, którzy wiedli święte życie w ukryciu, lecz nie zostali kanonizowani. Tego dnia naszym obowiązkiem jest uczestnictwo przede wszystkim w Mszy Świętej. Natomiast wyznaczony już w 988 r. przez opata benedyktyńskiego Odylona dzień Wszystkich Wiernych Zmarłych (zwany Dniem Zadusznym, Zaduszkami lub Świętem Zmarłych) Kościół obchodzi 2 listopada! Wtedy dopiero należy odwiedzać groby bliskich, by przy nich modlić się za zbawienie ich dusz.

Cały artykuł Andrzeja Karpińskiego pt. „Świętych Pięciu Braci Polskich” można przeczytać na s. 8 listopadowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Artykuł Andrzeja Karpińskiego pt. „Świętych Pięciu Braci Polskich” na s. 8 listopadowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego