Redaktor programu kulturalnego Radia Wnet opowiadał również o polskich kabaretach z lat PRL.
Posłuchaj programu na platformie mixcloud:
W aranżacji muzycznej m.in.: Piotr Fronczewski, grupa „Pod Budą” oraz „Zespół Adwokacki dyskrecja”.
W kolejnej edycji „Smaków i niesmaków” Wojciech Piotr Kwiatek wspominał dawne programy telewizyjne oraz „złote czasy” dla Polskiego Radia.
Redaktor programu kulturalnego Radia Wnet opowiadał również o polskich kabaretach z lat PRL.
Posłuchaj programu na platformie mixcloud:
W aranżacji muzycznej m.in.: Piotr Fronczewski, grupa „Pod Budą” oraz „Zespół Adwokacki dyskrecja”.
Największym odkryciem było dla mnie to, jak wewnętrznie wolną osobą była Maria Skłodowska-Curie – powiedziała na Karolina Gruszka, odtwórczyni tytułowej roli w filmie
Największym odkryciem było dla mnie to, jak wewnętrznie wolną osobą była Maria Skłodowska-Curie – powiedziała na poniedziałkowej konferencji prasowej Karolina Gruszka, odtwórczyni tytułowej roli w filmie, który wejdzie na ekrany kin 3 marca.
„Maria Skłodowska-Curie” to opowieść o odkrywczyni dwóch pierwiastków. Polka, zamieszkała we Francji, była pierwszą kobietą wyróżnioną Noblem, wciąż pozostaje jedyną kobietą uhonorowaną dwukrotnie tą nagrodą oraz jedyną osobą nagrodzoną w 2 różnych dziedzinach naukowych.
Jako pierwsza w Europie uzyskała tytuł doktora, a po przyznaniu profesury, objęła własną katedrę na paryskiej Sorbonie, co – jak podkreślają twórcy filmu – „we Francji było wydarzeniem bez precedensu”.
W filmie przedstawiono życie noblistki od chwili przyznania pierwszej nagrody, przez tragiczną śmierć Piotra Curie – jej męża i współpracownika; próby zdobywania stanowisk na zdominowanych przez mężczyzn Sorbonie i Francuskiej Akademii Nauk; romans z Paulem Langevine i przyznanie drugiej nagrody.
Skłodowską – czasem niepewną, często czułą i zawsze zdeterminowaną – widzimy na ekranie nie tylko jako uczoną, ale także kobietę zaangażowaną w aktualne sprawy – np. sytuację w Polsce. Filmowa postać to przede wszystkim żona – potem kochanka – oraz matka i siostra.
Zdaniem Marie Noelle, współautorki scenariusza i reżyserki filmu, Skłodowska-Curie jest postacią bardzo aktualną i współczesną. „Nie należy tylko do ścisłego świata naukowego, jest osobą pełnokrwistą i wielką wizjonerką, dzięki czemu może stanowić inspirację zarówno dla mężczyzn jak i kobiet oraz młodszych i starszych” – mówiła na poniedziałkowej konferencji prasowej.
– Pierwszy raz zetknęłam się z jej postacią w wieku dwunastu lat. Wówczas wcale nie myślałam o tym, że będę opowiadać. Wydawało mi się, że to postać, o której lepiej nakręcić film dokumentalny – albo najlepiej 10 takich filmów, każdy na inny temat. Chęć zgłębienia jej życia pojawiła się u mnie po przeczytaniu artykułu prasowego na temat jej związku z Paulem Langeninem. Była to dla mnie zupełnie nowa wiadomość, o tym fakcie zupełnie nie mówiono. To był ogromny skandal, który zagroził drugiej Nagrodzie Nobla – wyjaśniła reżyserka.
Noelle dodała, że zastanowiło ją przede wszystkim to, jak wdowa z dwójką małych dzieci, która przede wszystkim zajmuje się nauką, przeżyła takie plotki – Nie rozumiałam, jak można stawiać ją w tak złym świetle. Prasa przedstawiała Paula jako ofiarę, to Skłodowska była tą złą. Była dręczona przez fotografów, którzy robili zdjęcia również pod jej domem. Postanowiłam spojrzeć na nią z tej strony, m.in. to stało się częścią mojego filmu – dodała – Zależało mi jednak na tym, aby nie pokazać kobiety z brązu, kobiety statuy. Lubię postać Skłodowskiej, dlatego chciałam ją pokazać ze swojej kobiecej, naturalnej strony – podkreśliła.
Film pokazuje sytuację kobiet w nauce na początku XX wieku. „Wtedy sądzono, że kobieta w świecie fizyki to rzecz niemożliwa. Zresztą przyznanie Marii pierwszej Nagrody było możliwe tylko dzięki temu, że do prac włączył się jej mąż. Gdyby ona firmowała to tylko swoim nazwiskiem, to pewnie nie zostałaby wyróżniona” – mówiła Noelle. „Wydawało mi się z kolei niepotrzebne pokazywać, jakim była geniuszem. Zależało mi jednak by pokazać, jaką miała osobowość i jak bardzo była samodzielna w swojej pracy, swoim sposobie myślenia” – dodała.
Odtwórczyni głównej roli pytana, w jaki sposób przygotowywała się do roli, powiedziała, że przede wszystkim przeczytała wszystko, co udało jej się znaleźć – w tym całą obszerną korespondencję, która się zachowała i dziennik intymny, który Skłodowska-Curie pisała po śmierci swojego męża – Chyba ten dziennik był największą, bardzo otwierającą inspiracją. Przez to, że był tak szczery, otwarty i napisany z głębi, pozwolił mi dotknąć jej wrażliwości jako kobiety. Największym odkryciem było dla mnie to, jak wewnętrznie wolną była osobą i to tak naprawdę w każdej sferze – podkreśliła Karolina Gruszka.
– Skłodowska-Curie potrafiła odciąć się od tego, czego się od niej oczekuje i jakie są obowiązujące konwenanse. Miała bardzo głębokie przekonanie, co jest ważne i – co by się nie działo – szła za tym nieuznając kompromisów, ale w bardzo mądry sposób – dodała aktorka.
Premierze filmu towarzyszy akcja #PoczujChemięDoSkłodowskiej. Zamierzeniem jej inicjatorów jest przypomnienie Polakom, że w tym roku obchodzimy 150. rocznicę urodzin genialnej Polki, która wyprzedzała swoją epokę. Pomysłodawcy przedsięwzięcia zachęcają do własnych poszukiwań tego, co w jej biografii jest najbardziej niezwykłe i inspirujące. Przypominają przy tym, że Skłodowska – 2 lata temu okrzyknięta przez Szkotów najbardziej wpływową kobietą ostatniego 200-lecia – była m.in. przyjaciółką Alberta Einsteina, w podróż poślubną udała się na rowerach, uwielbiała pływać kraulem, w swoim ogrodzie hodowała róże oraz jako jedna z pierwszych kobiet uzyskała prawo jazdy – w tym także na samochody ciężarowe
Obraz powstał w koprodukcji Polski, Niemiec, Francji i Belgii. Zdjęcia realizowano w Łodzi, Krakowie, Łebie oraz Paryżu, Brukseli i Monachium,
Na ekranie zobaczymy także: Izę Kunę jako Bronisławę Skłodowską – siostrę noblistki, Piotra Głowackiego jako Alberta Einsteina, Jana Frycza jako Ernesta Solvaya – założyciela Międzynarodowego Instytutu Fizyki oraz Daniela Olbrychskiego jako Emila Amagat – zagorzałego przeciwnika Marii. Autorem zdjęć jest Michał Englert, a muzyki Bruno Coulais.
Film wyróżniony Bavarian Film Awards za najlepszą reżyserię i najlepszą scenografię trafi na ekrany polskich kin 3 marca.
PAP/lk
Danuta Szaflarska była jedną z pierwszych powojennych gwiazd filmowych. Sławę zyskała m.in. dzięki filmom „Zakazane piosenki”, „Skarb”, „Pora umierać”, biograficznego „Inny świat”.
Szaflarska, nazywana pierwszą amantką powojennej kinematografii, zmarła w niedzielę.
– Danuta Szaflarska była perłą polskiej kinematografii i teatru. Uczestniczka powstania warszawskiego, wielki autorytet dla wielu pokoleń aktorów i reżyserów. Emanowała spokojem, mądrością i wewnętrzną pogodą, która udzielała się nam, widzom. Będzie jej bardzo brakowało na polskiej scenie – napisał w przesłanym PAP komunikacie Gliński.
Kariera Szaflarskiej trwała prawie 80 lat. Miała na koncie ok. 100 ról teatralnych. 6 lutego 2017 r. skończyła 102 lata.
Urodziła się 6 lutego 1915 roku (choć w jej dokumentach jako oficjalna podawana jest data 20 lutego 1915 r.) we wsi Kosarzyska koło Piwnicznej. „Każda jej rola błyszczy jak kryształ. Praca z nią należy do największych przyjemności” – mówił o Szaflarskiej reżyser Erwin Axer.
Podczas powstania warszawskiego była łączniczką. Po wojnie, przez rok, występowała w Starym Teatrze w Krakowie (1945-1946), a następnie w Łodzi – w Teatrze Kameralnym. W 1949 r., po likwidacji Kameralnego, przeniosła się do Warszawy. Do 1957 r. występowała w Teatrze Współczesnym, potem w Narodowym (1954-1966). Od 1966 r. do przejścia na emeryturę w roku 1985 pracowała w Teatrze Dramatycznym. Potem gościnnie występowała na scenach niemal wszystkich warszawskich teatrów.
Tuż po wojnie Szaflarska zdobyła w Polsce wielką popularność jako aktorka filmowa – za sprawą ról w „Zakazanych piosenkach” (1946) i „Skarbie” (1948) Leonarda Buczkowskiego. W obu filmach towarzyszył jej przystojny Jerzy Duszyński.
Kolejne role zagrała m.in. w „Ludziach z pociągu” (1961) Kazimierza Kutza, w serialu „Lalka” (1977) Ryszarda Bera, „Dolinie Issy” (1982) Tadeusza Konwickiego, „Korczaku” (1990) Andrzeja Wajdy, „Diabłach, diabłach” (1991) Doroty Kędzierzawskiej i „Pożegnaniu z Marią” (1993) Filipa Zylbera.
W 2007 r. wielkie uznanie widzów i krytyki przyniosła jej główna rola w filmie Doroty Kędzierzawskiej „Pora umierać”, za którą otrzymała nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu w Gdyni oraz Polską Nagrodę Filmową – Orła.
Rok później aktorka zagrała w komedii Juliusza Machulskiego „Ile waży koń trojański?” i w filmie „Jeszcze nie wieczór” (2008) Jacka Bławuta. Rok później można było oglądać ją w „Janosiku. Prawdziwej historii” (2009) Agnieszki Holland i Katarzyny Adamik. Zagrała także m.in. w „Pokłosiu” (2012) w reż. Władysława Pasikowskiego.
Od maja 2010 r. Szaflarska należała do zespołu TR Warszawa. Wystąpiła tam w wystawionej przez reżysera Grzegorza Jarzynę sztuce Doroty Masłowskiej „Między nami dobrze jest” (2009) w roli Osowiałej Staruszki Na Wózku Inwalidzkim, za którą otrzymała m.in. ufundowaną przez ZASP Nagrodę im. Jacka Woszczerowicza. Jarzyna podjął się też przeniesienia sztuki Masłowskiej na ekran; film „Między nami dobrze jest” powstał w 2014 r.
Szaflarska, która w jednej z rozmów podkreśliła, że teatr jest dla niej chorobą nieuleczalną – „jest jak narkotyk” – oficjalnie zakończyła swoją karierę w listopadzie 2016 r. w związku z pogarszającym się stanem zdrowia.
PAP/lk
W dzisiejszej Południu Wnet poruszyliśmy tematy bieżącej polityki polskiej, tureckiej, a także sukcesu amerykańskiej formy badającej kosmos. Nie zabrakło również komentarza do wydarzeń sportowych.
Dr Maria Giedz – dziennikarka specjalizująca się w tematyce kurdyjskiej
Bartłomiej Wróblewski – poseł PiS
Piotr Semka – dziennikarz, publicysta
Aleksander Wierzejski – dziennikarz Radia Wnet i Telewizji Republika
Maciej Starmach – dziennikarz sportowy Radia Wnet
Prowadzący: Włodzimierz Brewczyński
Realizator: Karol Zieliński
Wydawca Techniczny: Andrzej Abgarowicz
Dr Maria Giedz o represjach, jakim w Turcji poddawani są Kurdowie.
Dr Bartłomiej Wróblewski o przygotowaniach działaczy PiS do przyszłorocznych wyborów samorządowych.
Piotr Semka o głośnej premierze filmu „Pucz” wyemitowanego w TVP.
Aleksander Wierzejski o kierunkach i problemach eksploracji kosmosu w ostatnich latach.
Maciej Starmach o sukcesach polskich skoczków narciarskich w Wiśle i poczynaniach naszych piłkarzy ręcznych na mistrzostwach świata rozgrywających się we Francji.
Zapraszamy do wysłuchania całej audycji
– Myślę, że powodem, dlaczego zabrałem się do tego filmu jest zmiana paradygmatu III RP, która przez lata była wyjałowiona z postaw patriotycznych – powiedział Arkadiusz Gołębiewski, reżyser filmowy.
Reżyser Arkadiusz Gołębiewski pracuje teraz nad filmem dokumentalnym o jednym z bohaterów powstania warszawskiego. Jest nim gen. Janusz Brochewicz-Lewiński ps. „Gryf”. Jak powiedział Gołębiewski, film jest potrzebny ze względu na deficyt bohaterów w III Rzeczypospolitej.
– Myślę, że powodem, dlaczego zabrałem się do dokumentowania życia gen. Gryfa jest zmiana paradygmatu III Rzeczpospolitej, która przez lata była wyjałowiona z postaw patriotycznych. Ona potrzebuje bohaterów – stwierdził.
Gen. Janusz Brochewicz-Lewiński ps. „Gryf” jest bohaterem drugiej wojny światowej. Walczył w postaniu warszawskim. Niestety po walkach w okupowanej stolicy Polski został uwięziony w obozie przejściowym w Lambsdorf, a następnie trafił do obozu jenieckiego w Murnau. Po wyzwoleniu obozu przez Amerykanów trafił do Wielkiej Brytanii. Ze względu na prowadzone represje przez władze komunistyczne, gen. Brochewicz-Lewiński powrócił do Polski dopiero po przemianach ustrojowych.
Jak powiedział Gołębiewski, należy pamiętać o bohaterach, którzy po drugiej wojnie światowej nie mogli wrócić do ojczyzny: – Jest symbolem żołnierza wyklętego, który pozostał na obczyźnie – mówił w Poranku Wnet.
K.T.
– Jak sobie wyobrażałem moje życie? (…) Chyba sobie niczego nie wyobrażałem – opowiadał Michał Lorenc – (…) Nie miałbym tyle wyobraźni, żeby sobie aż tak fajne życie zaplanować.
KURIER WNET·4 MAJA 2016
– Jak sobie wyobrażałem moje życie? (…) Chyba sobie niczego nie wyobrażałem. To samo się układało. Kiedy dostawałem propozycję, to się jej podejmowałem, mimo znikomych możliwości, a potem moja praca była dosyć wysoko oceniana. Nie mówię tego z kokieterią, tylko nie miałbym tyle wyobraźni, żeby sobie aż tak fajne życie zaplanować.
Michał Lorenc został 3 maja br. odznaczony przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę Orderem Orła Białego.
– Mam problem z filmem „Roj” – bo ten film nie pokazał bestialstwa komunizmu tak naprawdę, pokazał heroizm bohaterów, a nie pokazał bestialstwa komunizmu. Czego w pewnym sensie końcem jest dla mnie film „Smoleńsk”, jakąś historią zamykającą moje dokonania.
– Rozpiera mnie duma, że nie napisałem ani jednej nuty do filmu pana Andrzeja Wajdy o Wałęsie, ponieważ to jest film z gatunku science fiction. Nie lubię science fiction. Mamy wielką satysfakcję z Bogusiem Lindą, że Boguś dzielnie, a ja dość dzielnie (pochwalę się) odmówiliśmy udziału w filmie „Pokłosie” naszego wielkiego kolegi Władysława Pasikowskiego.
– Opatrzność cały czas ma nam do powiedzenia coś odkrywczego. Nam się wydaje, że to my odkrywamy, a te pomysły mamy podsyłane. Cały czas nowe sposoby, widzenia, sposoby montażu. To jest super!
Wywiad Luizy Komorowskiej z MICHAŁEM LORENCEM, autorem muzyki do ponad stu filmów i seriali, laureatem kilkudziesięciu nagród polskich i międzynarodowych, można czytać na s. 12 majowego „Kuriera Wnet” nr 23/2016, wnet.webbook.pl.
______
„Kurier Wnet” można kupić w całej Polsce w kioskach sieci „RUCH”, „Kolporter” i „Garmond Press” oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9-15.
Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest dostępna pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolską wersję „Kuriera Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet”, czyli 36 stron dobrego czytania. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

„Ogólnie lubił śpiewy”, „Śpiewaj, śpiewaj, Słowik!” – o majorze Hieronimie Dekutowskim w filmie Konrada Starczewksiego opowiadali jego podkomendni.
Dla sanitariuszki Teresy kazał śpiewać Słowikowi, a może też Zbyszkowi. Dowódca myślał o niej stale, pamiętał. Ona miała czekać jeden rok, dwa lata, dziesięć…
Powrót Żołnierzy Wyklętych to proces, na który składają się kolejne książki, filmy, prace ekshumacyjne czy działania grup rekonstrukcyjnych. Wczoraj w Kinie Atlantic odbyła się premiera zrealizowanego przez IPN dokumentalnego filmu Konrada Starczewskiego Zapora. Data i godzina wybrana na premierę nie była przypadkowa, bowiem dokładnie w 67. rocznicę śmierci majora.
Bohaterem filmu jest Hieronim Dekutowski, ps. Zapora, cichociemny, żołnierz AK i legendarny dowódca WiN na Lubelszczyźnie. Aresztowany na jesieni 1947, po okrutnym śledztwie i procesie został zamordowany w marcu 1949.
W roku 2007 Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie Hieronima Dekutowskiego Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski
Szczątki majora Zapory zostały znalezione na powązkowskiej Łączce przez zespół profesora Krzysztofa Szwagrzyka.
Z reżyserem filmu Konradem Starczewskim rozmawiała Luiza Komorowska. Zapraszamy do wysłuchania relacji.
To zwykli, młodzi chłopcy, którzy w upokarzającym momencie dla Polski i siebie, dokonują wyboru wilczego życia w lesie, potem pewną śmierć. Nie pozwolili „wrogom ojczyzny” odrzeć się z ostatka honoru.
To zwykli, młodzi chłopcy, którzy w upokarzającym momencie dla Polski i siebie, dokonują wyboru wilczego życia w lesie, a potem pewną śmierć, byleby nie pozwolić „wrogom ojczyzny” odrzeć się z ostatka honoru.
W poniedziałek 29 lutego w warszawskim kinie Atlantic odbył się pokaz filmu „Historia Roja” w reżyserii Jerzego Zalewskiego. Po projekcji przedstawiciele mediów wzięli udział w konferencji, na której twórcy i aktorzy opowiadali o powstawaniu tego dzieła. Przypomnijmy, że projekt ten napotkał wiele przeszkód podczas realizacji, by ostatecznie po sześciu latach ukazać się na dużym ekranie.
„Historia Roja” to pierwsza opowieść o bohaterstwie Żołnierzy Wyklętych. Zamiarem reżysera było oddanie należnego hołdu oraz czci przez lata niepamiętanym żołnierzom, którzy walczyli o godność Ojczyzny do ostatniej kropli, krwi bez szans na wygraną walkę. Mimo chwil zwątpienia w sens poświęcenia, nie zawracają z raz obranej ścieżki.
Główne postacie, jak tytułowy „Rój”, st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz (Krzysztof Zalewski – Brejdygant) czy st. strzelec Bronisław Gniazdowski „Mazur” (Wojciech Żołądkiewicz) nie są ukazane jako posągowi herosi bez skazy. Za to są dość realistyczne, przyjazne i w sposób naturalny budzą sympatię. Dzięki temu każdy młody człowiek dzisiejszej Polski może się z nimi utożsamiać. Choć szkieletem filmu są losy jednego bohatera, jest to tak naprawdę opowieść o żołnierzach podziemia niepodległościowego Polski Ludowej i ich walkach o przetrwanie.
Tragizm wydarzeń i losów bohaterów ukazany jest bez zbędnego patosu i efekciarstwa. Na uwagę tu zasługują ciekawe zdjęcia Tomasza Dobrowolskiego. Sama akcja toczy się wartko i dynamicznie, chociaż czasem zbyt dynamicznie, bowiem między licznymi scenami akcji brakuje spoiwa. Dlatego też momentami wkrada się chaos. Nie rzutuje to jednak na odbiór całości filmu, który czas trwania projekcji utrzymuje napięcie i ciekawość, a także angażuje emocjonalnie.