Dr Piotr Naimski: Gdyby nie elektrownia w Turowie, awaria taka jak w Bełchatowie byłaby poważnym problemem

Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej o kontynuowaniu budowy Baltic Pipe, awarii w Bełchatowie, przyszłości Turowa oraz o budowie elektrowni jądrowej w Polsce.


[related id=146524 side=right] Dr Piotr Naimski wyjaśnia, jak wygląda kwestia budowy Baltic Pipe. Duński urząd wydał zgodę na dalsze prace budowlane w określonych częściach rurociągu. Przypominamy, że Duńska Komisja Odwoławcza ds. Środowiska i Żywności  niedawno cofnęła pozwolenie środowiskowe na budowę. Teraz daje ona projektowi zielone światło. Nasz gość zapewnia, że nie musimy obawiać się o bezpieczeństwo energetyczne kraju. Stwierdza, że

Niezaplanowanym testem systemu energetycznego była awaria w Bełchatowie.

Polskim elektrowniom udało się poradzić sobie z tym problemem dzięki wykorzystaniu nadwyżej energii i sprowadzeniu dodatkowej z Czech i Niemiec.

Gdybyśmy nie mieli elektrowni w Turowie, a zdarzyłaby się taka awaria jak w Bełchatowie mielibyśmy poważny problem.

Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej sądzi, że węgiel brunatny będzie eksploatowany w Turowie, a elektrownia nie przestanie działać.

Zjednoczona Prawica pozostanie zjednoczona i Polski Ład będzie realizowany przez Zjednoczoną Prawicę.

Dr Naimski informuje, że wybierane jest miejsce pod budowę elektrowni jądrowej. Pierwszy reaktor ma zostać oddany do użytku w 2033 r.

Nord Stream II jest projektem politycznym.

Wyjaśnia, że niemiecko-rosyjski gazociąg ma rozbijać jedność europejską. Stanowi on sukces Rosji.

Gość Poranka Wnet wyjaśnia, że w wyniku opłat za emisję CO2 ceny prądu będą rosnąć. Można na to poradzić dzięki pozyskiwaniu prądu z energii jądrowej i OZE.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Program Wschodni: Dążenia Niemiec do Nord Stream 2 pokazują po czyjej stronie opowiadają się w konflikcie Rosja-Ukraina

W najnowszym „Programie Wschodnim” Michaiło Honczar ocenia powody, dla których od 13 lat kwestia przyjęcia Ukrainy do NATO nadal stoi w miejscu. Ekspert wskazuje na opór ze strony Francji i Niemiec.

Prowadzący: Paweł Bobołowicz

Realizacja: Michał Mioduszewski, Eldar Pedorenko, Wiktor Timochin, Karolina Jermak

Tłumaczenie: Tetiana Czuża


Goście audycji:

dr Jakub Olchowski – ekspert Instytutu Europy Środkowej i Wydziału Politologii i Dziennikarstwa UMCS

Michajło Honczar – ekspert ds. energetycznych i bezpieczeństwa międzynarodowego, prezes Centrum Globalistyki Strategia 21 i redaktor naczelny „Czarnomorskiego Bezpieczeństwa”.

Anna Stożko – kierownik projektów Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej


Pierwszy gość audycji, dr Jakub Olchowski mówi m.in. o wielkich politycznych wydarzeniach bieżącego tygodnia, czyli o spotkaniu Biden-Putin oraz szczytach: NATO i Stany Zjednoczone-Unia Europejska. Jak komentuje ekspert, trudno stwierdzić czy minione wydarzenia można nazwać przełomem w polityce dotyczącej naszego regionu:

Te wszystkie wydarzenia są symbolem powrotu Stanów Zjednoczonych do wspólnoty euroatlantyckiej – i to jest dobry symbol. Natomiast, jeżeli chodzi o nasz region myślę, że jest to nauczka – zaznacza dr Jakub Olchowski.

Zdaniem rozmówcy Pawła Bobołowicza należy pamiętać, że USA będzie zawsze w pierwszej kolejności  realizować swoje własne interesy:

Abstrahując od spotkania Bidena z Putinem, powinniśmy sobie zdać sprawę, że ktokolwiek rządzi w Stanach Zjednoczonych, będą one realizować własne interesy – stwierdza dr Jakub Olchowski.

Ponadto, ekspert odnosi się również do relacji polsko-amerykańskich, w których według dr Jakuba Olchowskiego – jako strona polska – pokładamy zbyt duże nadzieje:

Jako Polska nie jesteśmy jakimś specjalnie ważnym sojusznikiem, jako pojedynczy podmiot. Nie mówiąc już o Ukrainie. Jesteśmy istotni jako całość, czyli region – podkreśla dr Jakub Olchowski.


Michajło Honczar, dotyka tematu relacji Ukrainy z NATO. Paweł Bobołowicz wskazuje, że tegoroczne deklaracje władz Sojuszu Północnoatlantyckiego pokrywały się z tymi ze szczytu w Bukareszcie, sprzed 13 lat. Michajło Honczar stwierdza, że w część członków NATO nie pała optymizmem na myśl o przyjęciu Ukrainy do sojuszu:

Wiemy, że w NATO są państwa, które nie chciałyby widzieć Ukrainy jako członka sojuszu – komentuje Michajło Honczar

Jak podkreśla dziennikarz, wspomniane negatywne stanowisko niektórych państw NATO do przyjęcia Ukrainy do sojuszu nie zmieniło się od szczytu w Bukareszcie. Mimo to, zaznacza, że to nie koniec dążeń Ukrainy do zrealizowania swojego politycznego celu:

Możemy sobie przypomnieć stanowisko Francji i Niemiec, które zostało zaprezentowane na szczycie w Bukareszcie w 2008 r. i zapewne nie zmieniło się ono do teraz. Niemniej, Ukraina będzie dążyła do członkostwa w NATO dlatego, że jest to zawarte w ukraińskiej Konstytucji i jest to interes i chęć ukraińskiego społeczeństwa.

Ekspert pogłębia swoją analizę stosunku Francji i Niemiec względem Ukrainy. Michajło Honczar podkreśla, że Berlinowi zależy teraz silnie na doprowadzeniu do ukończenia prac nad gazociągiem Nord Stream 2, co nie odbija się bez echa w relacjach niemiecko-ukraińskich:

Problem dotyczy przede wszystkim Niemiec – zachowania tego kraju, dążenia do Nord Stream 2. To naprawdę pokazuje jaki ma stosunek do Ukrainy i po czyjej stronie opowiada się w konflikcie ukraińsko-rosyjskim – mówi Honczar.


Anna Stożko, przybliża słuchaczom działania powstałej w 1992 r. Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej. W opinii kierowniczki projektów izby, inicjatywa ma przede wszystkim charakter integrujący i wspierający:

Izba istnieje po to by wspierać polski biznes na Ukrainie i na odwrót. (…) Za rok będziemy obchodzić 30-lecie istnienia izby – komentuje Anna Stożko.

Rozmówczyni Pawła Bobołowicza wyjaśnia ze szczegółami czym dokładnie zajmuje się Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza:

Pełnimy usługi dla polskich przedsiębiorców na Ukrainie, by nie bali się działać na tutejszym rynku. Pomagamy m.in. w raportach i kwestiach analityki, zrozumieniu konkurencji na rynku ukraińskim, a także ukraińskiego prawa. Wróciły też misje gospodarcze. W styczniu do Kijowa przyjechało 15 polskich firm.

Na koniec, Anna Stożko relacjonuje ostatni trudny dla instytucji, pandemiczny rok. Jak podkreśla kierowniczka projektów izby, pomimo trudności związanych z epidemią, izba nie przerwała swojej działalności:

Ostatni rok był dla nas ciężki. Zarówno dla Polski, Ukrainy jak i świata. Mimo to, cieszę się, że ciągle działaliśmy. (…)

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji!

N.N.

Grupa G7 chce opodatkować globalne firmy. Prof. Duczkowska-Małysz: Tę kwestię trzeba uregulować

Jak weźmiemy pod uwagę ostatnie 20 lat i przyspieszenie zysków lokowanych w rajach podatkowych, od których korporacje nie opłacają podatków(…) to zjawisko jest zastraszające – mówi ekonomistka.

Gościem „Popołudnia WNET” jest prof. Katarzyna Duczkowska-Małysz, która opowiada o szczycie G7 i ustalonym tam podatku. Nowym, 15-procentowym opodatkowaniem miałyby być objęte największe międzynarodowe korporacje. Minister Tadeusz Kościński zaznaczył, że Polska nie jest zainteresowana takim rozwiązaniem. Jak komentuje ekspertka:

Nad tym się dyskutuje od kilkunastu lat. Sprawa robi się ważna dlatego, że jak weźmiemy pod uwagę ostatnie 20 lat i przyspieszenie zysków lokowanych w rajach podatkowych, od których korporacje nie opłacają podatków. O ile 20 lat temu to  było ok. 2% ówczesnego PKB – teraz, szacuje się, że może być to nawet 40% zysków lokowanych w rajach podatkowych. To zjawisko jest zastraszające.

Jak podkreśla prof. Katarzyna Duczkowska-Małysz, dotychczasowe ustalenia państw stanowią jedynie porozumienie, a nie konkretne i zobowiązujące rozwiązanie. Ekonomistka liczy jednak, że będzie ono stanowić początek zmian w prawie:

Druga kwestia jest taka, że nie ma w tej sprawie jeszcze rozwiązań. Jest dopiero porozumienie krajów. Miejmy nadzieję, że z tego porozumienia wyjdą jakieś konkretne efekty – mówi prof. Katarzyna Duczkowska-Małysz.

Gość popołudniowej audycji komentuje sytuację legalnego obchodzenia przez wielkie korporacje prawa podatkowego. Ekspertka zwraca uwagę na dwie osie działania, które powinno się podjąć w tej sprawie:

To dotyczy dwóch kwestii. Jedna dotyczy nowych zasad opodatkowania tych korporacji. Druga to zmiana prawa, ponieważ na razie prawo zezwala na tego typu zabiegi, w wyniku czego międzynarodowe korporacje legalnie unikają płacenia podatków na skutek obchodzenia prawa.

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji!

N.N.

Projekt porozumienia ws. Turowa. Marszałkowski: Czesi są w komfortowej sytuacji, mogą nam stawiać duże żądania

Analityk portalu BiznesAlert ocenia, że istnieje realna szansa na uniknięcie przez Polskę płacenia kar nałożonych przez TSUE.


Mariusz Marszałkowski mówi o aktualnym stanie sporu wokół kopalni Turów.  Polski rząd otrzymał od strony czeskiej projekt porozumienia w tej sprawie. Jednocześnie zadeklarowano gotowość do negocjacji. Ekspert wskazuje, że pozycję Polski istotnie osłabia fakt, że konflikt został przez Pragę przeniesiony na forum instytucji unijnych.

Rząd czeski jest w komfortowej sytuacji, może stawiać nam duże żądania.

Zdaniem gościa „Poranka WNET” konieczność płacenia przez Polskę kar nałożonych przez TSUE jest ostatecznością, istnieje realna szansa na ich uniknięcie.

A.W.K.

Konieczność zdecydowania i konsekwencji /Jadwiga Chmielowska, Mariusz Patey, Janusz Kowalski, „Kurier WNET” 84/2021

Budujmy sojusze geopolityczne w UE w oparciu o twarde interesy. Zastanówmy się, co możemy zrobić od strony politycznej, żeby projekt Odessa–Brody–Płock–Gdańsk wszedł w końcu w fazę realizacji.

Jadwiga Chmielowska, Mariusz Patey, Janusz Kowalski

Dzisiejsza polityka zmierzająca ku dywersyfikacji dostaw nośników energii skupiła się na gazie. Mamy w tym pewne sukcesy – gazoport działa, proces realizacji Baltic Pipe trwa. Jednak w czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego powstała koncepcja spółki Sarmatia, której udziałowcami zostali narodowi operatorzy ropociągów z Polski, Litwy, Ukrainy, a także azerski koncern wydobywczy SOCAR. W przypadku powodzenia tego projektu wytworzyłby się ekosystem biznesowy m.in. na Ukrainie czy w Gruzji, związany z rynkiem Polski, a nie z Federacją Rosyjską. Część środków, które teraz płacimy za transport ropy, nie trafiałaby na Białoruś czy do międzynarodowych przewoźników, ale do krajów, w których mamy także interesy polityczne. Czas rządów PO to zamrożenie tego projektu. Czy widzi Pan szanse, by zrealizować go w obecnych warunkach? Co musiałoby się stać, by ropa popłynęła do polskich i czeskich rafinerii tym szlakiem?

Strategia dywersyfikacji dostaw węglowodorów do Polski, a więc gazu ziemnego i ropy naftowej, przygotowana na przełomie 2006 i 2007 roku przez rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego pod patronatem i z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, opierała się na trzech projektach. Bezpośrednim powodem przygotowania dwóch pierwszych projektów, które dotyczyły dywersyfikacji dostaw gazu do Polski, był szantaż gazowy, którego dopuścił się na przełomie lat 2005/2006 wobec Polski rosyjski Gazprom. Chodzi o słynną wyszantażowaną przez Kreml zmianę warunków cenowych kontraktu jamalskiego oraz wprowadzenie jako dostawcy gazu dla Polski do 2010 r. podstawionej spółki RosUkrEnergo, w której Gazprom miał 50% udziałów.

Pierwszym projektem było zainicjowanie w 2006 r. budowy terminalu LNG na polskim Wybrzeżu. W 2007 r. wybrano Świnoujście jako lokalizację pierwszego w basenie Morza Bałtyckiego gazoportu. Drugim projektem była budowa gazociągu Baltic Pipe. W 2007 r. weszliśmy w fazę projektową; zabrakło roku, półtora, żeby wejść w fazę realizacyjną. Niestety projekt został zatrzymany przez premiera Tuska na początku rządów PO-PSL.

Trzeci projekt, Odessa–Brody–Płock–Gdańsk, jest mi najbliższy. Uczestniczyłem w nim jako pracownik Ministerstwa Gospodarki, przygotowując dwa szczyty energetyczne: w maju 2007 r. w Krakowie i w październiku w 2007 r. w Wilnie. Przywódcy Gruzji, Ukrainy, Azerbejdżanu i Litwy, przy udziale specjalnego przedstawiciela Kazachstanu, wzięli udział w szczycie w Krakowie. Prezydent Alijew zadeklarował tam wówczas 10 mln ton ropy naftowej, jako że żaden taki projekt nie może ruszyć bez kontraktu na surowiec. Projekt umożliwiałby przesył ropy z Morza Kaspijskiego w naszą część Europy, bez pośrednictwa Rosji.

W Wilnie spędziłem ponad tydzień, pracując przy strategicznej umowie realizacji projektu Odessa–Brody–Płock–Gdańsk, której istotą była budowa 100-km odcinka łączącego ukraińskie Brody z polskim punktem ropociągu Przyjaźń – Adamowem. Szczyt wileński w zasadzie potwierdził zasady realizacji projektu oraz model funkcjonowania spółki Sarmatia, która miała przede wszystkim zbudować brakujący odcinek. W latach rządów PO-PSL ukraińskie i białoruskie rafinerie odbierały już nawet ropę naftową za pomocą części tej infrastruktury, tj. przez Gruzję, następnie tankowcami przez Morze Czarne do Odessy i ropociągiem do Brodów czy do białoruskich rafinerii.

Nam brakowało jedynie tego krótkiego odcinka, by przesyłać 10–20 mln ton ropy naftowej via Gdańsk do innych zainteresowanych kontrahentów oraz oczywiście do polskich rafinerii w Gdańsku i Płocku.

Warto tutaj wspomnieć, że sprzedaż ropy naftowej jest najbardziej dochodowym źródłem gospodarki Federacji Rosyjskiej. (…)

Rząd Łukaszenki aresztuje polskich działaczy społeczno-kulturalnych. Polska rok do roku płaci olbrzymią dywidendę bezpośrednio do budżetu białoruskiego, właśnie z tytułu przesyłu ropy i gazu. We wspomnianym już 2013 r. przekazała pośrednio stronie białoruskiej 650 mln USD. Czy ropociąg dałby nam narzędzie wpływu również na politykę białoruską?

Osobiście przyznaję rację najlepszemu w mojej ocenie polskiemu geopolitykowi, prof. Przemysławowi Żurawskiemu vel Grajewskiemu, który w swojej znakomitej książce pt. „Polska polityka wschodnia 1989–2015”, podsumowującej 25 lat polityki Polski względem państw byłego Związku Sowieckiego, stawia smutną, choć prawdziwą tezę: Polska przez ćwierć wieku nie prowadziła realnie żadnej polityki względem Białorusi. Są tutaj bowiem dwa wektory: interesy Polaków mieszkających na Białorusi, które wymagają, aby Polska zrobiła wszystko, by o swoich rodaków dbać; z drugiej strony, mając świadomość, że na terenie Białorusi interesy mają również inne państwa UE, przede wszystkim Niemcy, musimy mieć narzędzia wzmacniania polskiej obecności gospodarczej u wschodniego sąsiada, by Białoruś nie pogłębiała współpracy z Kremlem.

Realna polityka polega na tym, że jeśli jest możliwość, należy z niej bezwzględnie korzystać. Polska teoretycznie może użyć własnej infrastruktury gazowej i paliwowej do dostarczania ropy i gazu ziemnego na Białoruś poza Federacją Rosyjską; takie symulacje były robione za rządów premiera Jarosława Kaczyńskiego.

Błędem jest rezygnacja z myślenia, że możemy wzmocnić suwerenność Białorusi, której niepodległość leży w żywotnym interesie Polski, ponadto poprawiać sytuację Polaków na Białorusi i wreszcie – zarabiać na tym. Należy wziąć pod uwagę wszystkie te czynniki.

Białoruś jest rok w rok szantażowana w obszarze dostaw węglowodorów przez Władimira Putina. W dobrym scenariuszu w tej dekadzie mogliśmy wykorzystywać gazociąg jamalski, przy pełnej konsekwencji i determinacji polskiego państwa, do przesyłu gazu ziemnego na Białoruś. Z kolei infrastrukturę projektu Odessa–Brody–Płock–Gdańsk należałoby wpisać w scenariusz uniezależnienia Białorusi od dostaw rosyjskiej ropy naftowej. Jego realizacja na pewno uzyskałaby poparcie dużej części państw UE, rozumiejących, jak ważne jest stworzenie dla Białorusi infrastrukturalnej alternatywy.

Ale niestety sami będziemy potrzebować gazu ziemnego. Polska bowiem ponownie weszła na szybką ścieżkę uzależnienia się od surowca z Federacji Rosyjskiej.

Decyzja likwidacji polskiej suwerenności energetycznej opartej na zasobach krajowego węgla brunatnego i kamiennego, i przestawiania polskiej gospodarki na gaz ziemny, którego w Polsce po prostu nie ma, jest arcyniebezpieczna. Wszystkie prognozy wskazują, że za 15 lat będziemy potrzebowali 35–40 mld m3 gazu, co spowoduje drastyczne uzależnienie się od dostaw z Rosji.

Puentując: dobrze mieć marchewkę, ale i biczyk na władze w Mińsku?

Lepiej uzależnić relacje od inwestycji i budować je w oparciu o twarde interesy, a nie emocje. Jest w tym coś niezwykłego. Polskie podejście do Białorusi jest zupełnie pozbawione realizmu. Polskie firmy powinny być obecne na Białorusi. Jest ona naszym najbliższym sąsiadem, dlaczego zatem mieliby tam zarabiać Francuzi, Niemcy, czy przede wszystkim Chińczycy? Z drugiej strony za wzór stawiamy często znacznie groźniejszy komunistyczny reżim ChRL, który technologicznie chce opanować wolny świat.

Realną polityką jest uznanie, że interesy Polaków na Białorusi wymagają również oferty geopolitycznej i gospodarczej. Polskie firmy, zdobywając miejsca firm rosyjskich, będą uderzały gospodarczo w reżim Putina. Ropociągi i gazociągi to najlepsza metoda odsunięcia Białorusi od Rosji. Musimy zatem odpowiedzieć na pytanie: czy w polskim interesie jest wzmacnianie niezależności politycznej i gospodarczej od Kremla wszystkich naszych wschodnich sąsiadów? Jestem tu zwolennikiem koncepcji Piłsudskiego. W obecnych realiach współpracujmy z Ukrainą, z Rumunią, która jest bardzo ważna i której jestem wielkim przyjacielem, z państwami bałtyckimi. Budujmy sojusze geopolityczne w UE w oparciu o twarde interesy. Zastanówmy się, co możemy zrobić od strony politycznej, żeby projekt Odessa–Brody–Płock–Gdańsk wszedł w końcu w fazę realizacji.

Jedna z dwóch czeskich rafinerii kontrolowanych przez Orlen już pracuje na azerskiej ropie, która obecnie jest transportowana z terminali położonych nad Adriatykiem. Czy inne polskie rafinerie mogłyby przerabiać ropę z Azerbejdżanu?

To jest wyłącznie kwestia przystosowania części instalacji rafineryjnych do uzyskiwanych z przerobu ropy produktów oraz logistyki magazynowej. Pamiętajmy jednak, że infrastrukturalnie budowa odcinka Odessa–Brody–Płock–Gdańsk daje możliwości eksportowe, nawet gdyby polskie rafinerie nie chciały być odbiorcami tego surowca. (…)

Polska jest również dużym absorbentem CO2 ze względu na zalesienie. Gdyby UE wyliczała emisję netto CO2, prawdopodobnie ten bilans nie byłby dla Polski aż tak zły, nawet w porównaniu z takimi krajami jak Belgia czy Holandia.

Jak już mówiłem – brakuje nam po prostu narodowej strategii energetycznej i twardej konsekwencji w jej realizacji. Każda strategia dotycząca bezpieczeństwa energetycznego jest obliczana na 20–30 lat. Nie można planować budowy elektrowni węglowej, jeśli chwilę później z powodów ideologicznych plan zostaje zawieszony, jak w przypadku elektrowni w Ostrołęce, która w mojej ocenie powinna powstać jako elektrownia węglowa, a nie zasilana potencjalnie rosyjskim gazem. Jestem zwolennikiem patrzenia na ten temat w sposób zimny, bardzo spokojny i konsekwentny. I budować wokół realizacji strategicznych interesów Polski szeroki konsensus polityczny.

O budowie elektrowni atomowych mówiło się w Polsce w latach 70. XX w., już w XI wieku, mówiło się w 2015 roku. Dalej stoimy w miejscu.

Zgoda na likwidację polskiego górnictwa, czyli walka z surowcem, jest fundamentalnym błędem. Na całym świecie zwiększa się wydobycie i zużycie węgla. Transformacja energetyczna to proces inwestycji w nowoczesne technologie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by polski węgiel ustawić w centrum polskiej transformacji energetycznej i w niego inwestować.

Są dwa modele transformacji: norweski i niemiecki. Norwegowie, rozumiejąc gospodarkę niskoemisyjną, od kilku lat inwestują w wytwarzanie wodoru z gazu ziemnego. Potrafią wykorzystać „błękitne paliwo” w projektach „zielonych”.

Niemiecka ścieżka polskiej transformacji energetycznej to faktyczne uzależnienie się od importu niemieckich technologii OZE i rosyjskiego surowca z Nord Stream. Jest to najdroższy z możliwych modeli – tracimy suwerenność energetyczną i przepłacamy za to setki miliardów złotych, wzmacniając niemiecką gospodarkę. A ideologia zderza się z rzeczywistością w taki sposób, że Niemcy likwidują atom, likwidują węgiel i za chwilę nie będą mieli z czego produkować energii elektrycznej. My idziemy w dokładnie tym samym kierunku – nie mamy atomu, a już eliminujemy węgiel, nie mając nic w zamian. Za kilka dosłownie lat będziemy skazani na import energii elektrycznej. Jedyne, co zostanie, to gaz ziemny, a to są ogromne koszty. Będziemy musieli kupować go z Rosji, nie ma bowiem innej możliwości, by polską gospodarkę zaopatrzyć w taką ilość gazu ziemnego, której z uwagi na realizowaną ideologiczną dekarbonizację będziemy jeszcze w tej dekadzie potrzebować.

Wydobywamy 4 mld m3, a nasze zużycie chcemy ustawić na poziomie 40 mld m3. W tym sensie Polska robi wielki prezent Władimirowi Putinowi.

Cały wywiad Jadwigi Chmielowskiej i Mariusza Pateya z posłem SP Januszem Kowalskim, pt. „Polityka Polski. Konieczność zdecydowania i konsekwencji”, znajduje się na s. 1 i 4 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 84/2021.

 


  • Czerwcowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Wywiad Jadwigi Chmielowskiej i Mariusza Pateya z posłem SP Januszem Kowalskim, pt. „Polityka Polski. Konieczność zdecydowania i konsekwencji”, na s. 1 i 4 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 84/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nowy Polski Ład: redystrybucja zamiast powrotu do źródeł naszej wielkości / Jan Azja Kowalski, „Kurier WNET” nr 84/2021

2000 złotych wykorzystam na tańce, hulanki i swawolę. Wreszcie będę miał na to czas. Z wdzięczności aż się popłakałem. Nieopodatkowane po raz drugi 2000 złotych. Nowy Polski Ładzie, dziękuję!

Jan A. Kowalski

Nowy Polski Ład

Redystrybucja zamiast powrotu do źródeł naszej wielkości

Najpierw, korzystając z oficjalnej strony Prawa i Sprawiedliwości, wymienię „filary Nowego Ładu”.

  1. Plan na zdrowie.
  2. Uczciwa praca – godna płaca.
  3. Rodzina i dom w centrum życia.
  4. Polska – nasza ziemia.
  5. Dobry klimat dla firm.
  6. Złota jesień życia.

Cztery pozostałe, zapewniające Polaków, jak dobrze się nam będzie żyło, pozwalając rządzić Prawu i Sprawiedliwości jeszcze przez co najmniej dwie kadencje, zostawmy propagandystom.

Na początek podzielę się smutną dla mnie informacją. Stała czytelniczka naszej największej w Polsce gazety miesięcznej oświadczyła, że rezygnuje definitywnie z jej kupowania. Przeze mnie, bo nie chwalę rządów Prawa i Sprawiedliwości, a co gorsza, pozwalam sobie na krytykę Partii i rządu. Do Szanownej Czytelniczki apeluję: proszę czytać innych autorów, którzy w całej rozciągłości popierają linię Partii i rządu. Przez jednego niedowarzonego autora nie może Pani rezygnować z lektury tak zacnego pisma.

To może wytłumaczę też pozostałym czytelnikom, co uważam za swoją misję zawodową. Po pierwsze, nie kłamać. Po drugie, nie kłamać. Po trzecie, pisać prawdę. Także prawdę niewygodną dla rządzących naszą piękną ojczyzną. W interesie obywateli i dla opamiętania się rządzących. Nic więcej mną nie kierowało, nie kieruje i kierować nie będzie. Amen.

Zatem zaczynam!

1.   Plan na zdrowie. Szlachetny to plan, który zakłada zwiększenie nakładów na służbę zdrowia do 7% pkb. Zwiększenie wydatków jest konieczne. Jednak covid-19 w ciągu jednego roku obnażył brutalną prawdę. To, że polskie lecznictwo jest chore i ledwo zipie. I to, że bardziej interesuje się leczeniem niż zdrowiem Polaków.

Leczenie na covid-19 było najbardziej opłacalnym rodzajem leczenia. W dwójnasób wynagradzanym przez zwierzchności światowe i krajowe. Opłacalność covid-19 do tego stopnia zablokowała diagnozowanie innych przypadłości, że w kraju nie wystąpiła nawet drobna fala corocznej grypy.

Zarządzona przez władze koncentracja szpitalnych pułków na jednoimiennym covidzie spowodowała drastyczny wzrost śmiertelności w schorzeniach pozbawionych priorytetu i lekarzy. Do tego stopnia, że zmarło nas więcej o 84 000. Dlatego, chociaż cieszy zwiększenie nakładów na lecznictwo, to martwi sposób zarządzania leczeniem Polaków. Jeżeli w dalszym ciągu rząd będzie decydował, kogo lekarze powinni leczyć, to wymrzemy wkrótce do poziomu 25 milionów. Ucieszy to z pewnością Unię Europejską, wyznawców Gai i Bila Gatesa.

2.   Uczciwa praca – godna płaca. Brawo! Najmniej zarabiający Polacy nigdy nie powinni płacić podatków. Zwiększenie ulgi podatkowej z 8 000 do 30 000 złotych to gwarantuje. Cieszy także podniesienie 1. progu podatkowego z 85 000 do 120 000 złotych. Czy to jednak jest wielki sukces?

Nie zapłacą podatku najmniej zarabiający. Zatem dokonuje się akt sprawiedliwości społecznej. Jednak podniesienie progu podatkowego już tak wielkim sukcesem nie jest. Gdy był ustanawiany na poziomie 85 000 w roku 2009, najniższe zarobki wynosiły 1300 zł brutto. Ponieważ obecnie wynoszą 2600 zł brutto, to wypadałoby go chyba podnieść przynajmniej do wysokości 190 000 zł dochodu.

Natomiast mowa o dorównaniu do poziomu Francji czy Niemiec jest jednak nadużyciem intelektualnym. Porównajmy obciążenia podatkowe dla rodziny z dwójką dzieci w Polsce i we Francji. Kwota wolna od podatku w wysokości 30 000 złotych w Polsce i 48 000 (10 640 euro) jeszcze nie wyjaśnia problemu. Ważniejszy jest sposób opodatkowania rodziny. Opodatkujmy zatem klasę średnią, czyli zarabiającą w Polsce 90 000 złotych rocznie. Mąż zarabia tyle i jego żona również. Razem 180 000 zł rocznie. Małżonkowie mają dwójkę dzieci.

W Polsce na dwójkę dzieci dostaną ulgę w wysokości 1100 złotych rocznie. Zatem 180 000 – 60 000 bez podatku = 120 000 złotych x 17%(podatku) = 20 400 zł – 2200 = 18 200 podatku do US. (Liczę trochę teoretycznie, ponieważ obecny dochód małżonków pozwalający na ulgę wynosi maksymalnie 112 000).

We Francji podatek rodzinny płaci się według schematu 1+1+0,5+0,5. Zakłada się, że na utrzymanie dziecka potrzeba przynajmniej połowy kosztów dorosłego. O tym, że trzecie dziecko liczone jest jako +1, już nawet nie wspomnę. Po co denerwować rodziny wielodzietne. Zatem dochód 180 000 złotych: 3 (1+1+0,5+0,5) = 60 000. 60 000 – 48 000 (nieopodatkowane) = 12 000. I taki dochód podlega podatkowi w wysokości 11%, czyli wynosi 1 320 zł (293 euro dla 1e = 4,50 zł). Oczywiście rodzina francuska nie zapłaci ani grosza podatku, bo może skorzystać z wielu ulg nie przysługujących rodzinie polskiej. Miejmy zatem jasność co do naszej rodzinnej pozycji w Europie.

3.   Rodzina i dom w centrum życia. Ten punkt programu opisałem na wnet.fm w felietonie 70m2+. Zniesienie bariery biurokratycznej dla małych domów należy docenić i pochwalić. Jednak punkt o zakupie mieszkań bez wkładu własnego niesie duże zagrożenie dla kredytobiorców, banków i finansów państwa.

Jedyne, co powinno zapewnić państwo polskie i jest to w jego mocy, to przygotowanie atrakcyjnych terenów uzbrojonych w centrach i na obrzeżach dużych miast. Jest tej, najczęściej już uzbrojonej ziemi mnóstwo. Terenów kolejowych, wojskowych i innych. Tanie budownictwo spółdzielcze, grupujące młodych ludzi chcących uczestniczyć w budowie własnego mieszkania (tak za komuny powstały całe osiedla), mogłoby rozwiązać cały polski głód mieszkaniowy.

We wszystkich spółkach zarządzających tymi terenami zasiadają członkowie i rodziny obozu rządowego. I doprawdy nie rozumiem ostatniego wywiadu Jarosława Kaczyńskiego dla Interii, w którym daje do zrozumienia, że spółki te nie są mu podległe. I nie są podległe władzom Prawa i Sprawiedliwości. Komu zatem podlegają? Mafii deweloperskiej, która jakoś nie ma problemu z pozyskiwaniem tych terenów?

4.   Polska – nasza ziemia. Chciałoby się powiedzieć: nareszcie. Powinny zostać zniesione wszelkie durne ograniczenia dla rolników chcących sprzedawać swoje produkty miastowym. Przede wszystkim powinny zostać natychmiast zlikwidowane nigdzie na świecie nie stosowane wymogi sanitarne dla drobnej produkcji rolnej. Przy produkcji dżemu lub serów. Ale powinny też zostać uruchomione lub odzyskane zakłady przetwórstwa rolnego. Zostały sprzedane w ręce niemieckie i ukraińskie i teraz dyktują ceny skupu wykańczające producentów rolnych.

5.   Dobry klimat dla firm – to mnie cieszy. Będąc drobnym przedsiębiorcą, od wielu lat oczekuję dobrego klimatu 😀 Tylko czy składka zdrowotna w wysokości 9% od uzyskanego dochodu zapewni mojej firmie dobry klimat? Zamiast 19% podatku liniowego wprowadzonego w 2004 roku przez SLD-owski rząd Leszka Millera – przypominam PiS-owcom – zapłacę teraz 27% podatku! Duszno mi, przepraszam. Nowy Polski Ładzie – apeluję do Ciebie – nie zarzynaj złotej kury polskiej gospodarki! Nie psuj klimatu, jeżeli nie możesz go poprawić.

6.   Złota jesień życia. Jeszcze parę lat i zasiądę w kapciach przed telewizorem, oglądając disco polo Jacka Kurskiego i Wiadomości informujące o kolejnych sukcesach rządu Prawa i Sprawiedliwości. I kłamstwach Platformy Obywatelskiej sprzed 24 lat (to dranie!).

I to chyba jest najbardziej pozytywny punkt Nowego Polskiego Ładu. Moja minimalna emerytura przedsiębiorcy, wpłacającego 1500 złotych miesięcznie do ZUS i płacącego rocznie po kilkadziesiąt tysięcy podatku dochodowego, i generującego podatek VAT dla skarbu państwa powyżej 100 000 zł rocznie, nie zostanie ponownie opodatkowana.

2000 złotych wykorzystam na tańce, hulanki i swawolę. Wreszcie będę miał na to czas. Z wdzięczności aż się popłakałem. Nieopodatkowane po raz drugi 2000 złotych. Nowy Polski Ładzie, dziękuję 😀

Artykuł Jana A. Kowalskiego pt. „Nowy Polski Ład” znajduje się na s. 2 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 84/2021.

 


  • Czerwcowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Jana A. Kowalskiego pt. „Nowy Polski Ład” na s. 2 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 84/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Tomasz Wybranowski: wolność tak naprawdę kończy się wtedy, gdy kończy się kasa

Autor audycji „Studio Dublin” w Radiu WNETo nadchodzącym szczycie G7.

Tomasz Wybranowski wskazuje, że szefowie finansów doszli do porozumienia ws. opodatkowania gigantów cyfrowych na poziomie 12,5 proc. Nie podoba się to Irlandii, w której koncerny takie jak Facebook płacą podatki.

Studio Dublin – 11. 06. 2021 – Anna Hurkowska, Tomasz Gzik, Jakub Grabiasz i Bogdan Feręc – portal Polska-IE.com

Piątkowy poranek w eterach Radia WNET należy do Studia Dublin. W nim informacje, przegląd wydarzeń tygodnia i wywiady. Nie brakuje dobrej muzyki i ciekawostek z Irlandii. Zaprasza Tomasz Wybranowski.

 

W gronie gości:

  • Bogdan Feręc – redaktor naczelny portalu Polska-IE.com, Studio 37;
  • Anna Hurkowska – Slavic Inspirations Limerick, działaczka polonijna i fotografik;
  • Tomasz Gzik – działacz społeczny i polonijny, Polak mieszkający w Republice Irlandii;
  • Jakub Grabiasz – szef działu sportowego Studia 37 Dublin. 

Prowadzenie i scenariusz: Tomasz Wybranowski

Redaktor wydania: Tomasz Wybranowski

Współpraca: Katarzyna Sudak i Bogdan Feręc

Oprawa fotograficzna: Tomasz Szustek

Wydawca techniczny: Nina Nowakowska i Aleksander Popielarz

Realizatorzy: Miłosz Duda (Warszawa) i Tomasz Wybranowski (Dublin).

 

 

Zgodnie z tradycją na początku piątkowego Studia Dublin Tomasz Wybranowski i Bogdan Feręc podsumowują najważniejsze wydarzenia mijającego tygodnia ze Szmaragdowej Wyspy. 

Bogdan Feręc, portal Polska-IE – Radio WNET Irlandia

 

Redaktorzy Wybranowski i Feręc rozpoczną od hasła: kiełbaski i mielonki a sprawa irlandzka. Sprawa jest poważna, bowiem rzecz dotyczy protokołu irlandzkiego z roku 1997.

Wtedy podpisano Porozumienie Wielkanocne i czas wojny domowej w Irlandii Północnej między katolickimi republikanami a lojalistycznymi protestantami dobiegał końca.

30 czerwca 2021 roku to data graniczna i wprowadzenie zakazu m.in. wspomnianych już kiełbasek, mielonek i innych schłodzonych produktów mięsnych z Wielkiej Brytanii do Irlandii Północnej. Zgodnie z zapisami Protokołu Irlandzkiego, który jest integralną częścią umowy Brexitowej,

Irlandia Północna (Ulster) wciąż jest częścią jednolitego unijnego rynku w zakresie handlu.

Wielka Brytania
licencja: CC BY 2.0/ flickr.com
autor/Viaggio Routard

To decyduje o tym, że towary sprowadzane do niej muszą być zgodne z unijnymi standardami bezpieczeństwa żywności. I tu warto zadać sobie pytanie, czy chodzi o certyfikaty natury przydatności do spożycia czy o coś zupełnie innego.

W ciągu sześciu miesięcy produkty mięsne z Wielkiej Brytanii aż tak nie mogły się zmienić.

Ale przepisy UE nie zakazują sprowadzania do UE schłodzonych produktów mięsnych pochodzących z krajów niebędących jej członkami, takich jak Wielka Brytania. Mięsa mrożone, co ciekawe, są poza podejrzeniem. W styczniu ustalono sześciomiesięczny okres karencji, który miał pozwolić firmom na stworzenie innych łańcuchów dostaw. Termin umowy upływa z końcem czerwca.

Według brytyjskich mediów, rząd Borisa Johnsona rozważa unilateralne przedłużenie okresu karencji na schłodzone mięso. W marcu brytyjski rząd już w jednostronny sposób przedłużył o kolejne sześć miesięcy okres karencji. W efekcie UE zapoczątkowała postępowanie przeciw brytyjskiemu rządowi, zarzucając łamanie ustaleń z umowy o Brexicie.

David Frost, brytyjski minister odpowiedzialny za relacje z Unią Europejską poinformował, że jego rozmowy z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Maroszem Szefczoviczem zostały przerwane

„bez przełomu, ale i bez zrywania ich”.

Premier Boris Johnson jest optymistą w znalezieniu rozwiązania, które jego zdaniem

Jednocześnie będzie chroniło proces pokojowy w Irlandii Północnej, ale także gwarantował ekonomiczną i terytorialną integralność całego Zjednoczonego Królestwa.

Belfast nocą.

Tutaj, z perspektywy Studia 37 Radia WNET, trzeba powiedzieć, że Londyn traktuje Irlandię Północną bardziej niż po macoszemu. Choć z drugiej strony wciąż marzy im się imperialna wielkomocarstwowość, która każe trzymać jedność Korony.

Północni Irlandczycy, chcą poprzez naciski przez stosowne zapisy Porozumienia Wielkopiątkowego, zmienić traktat w sprawie granicy morskiej na Morzu Irlandzkim. To ma doprowadzić do znaczących zmian i przywrócić wymianę towarową pomiędzy Wielką Brytanią a Irlandią Północną do stanu sprzed Brexitu. A tego nie chce nijak zaakceptować Unia Europejska.

Tymczasem dzisiaj rozpoczyna się kolejny szczyt G7. Prezydent USA Joe Biden przebywa już w Wielkiej Brytanii. W niedziele prezydent Biden ma spotkać się z królową, później w Brukseli rozmawiać będzie z unijnymi komisarzami a finałem wizyty spotkanie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem pod niebem Szwajcarii.

Obywateli Zjednoczonego Królestwa zajmują także sprawy Brexitowe. Demokraci i sam Biden oskarżają rząd Borisa Johnsona o wszczynanie napięć sprzeciwiając się kontroli w irlandzkich portach. Ale tutaj gra jest niebezpieczna dla prezydenta Bidena. Albo sojusz i dobre kontakty z Wielką Brytanią, albo wspieranie Niemiec i projektów „dyktatorów Unii” Niemców ze zgodą na North Stream II.

Przez to prezydent Biden stawia się wyraźnie po stronie folwarczno – silniejszych w Unii, mimo że równi wszyscy. Az Orwell w zaświatach cynicznie się uśmiecha. – mówi Tomasz Wybranowski.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Bogdanen Feręcem: 

 

Anna Hurkowska ze Slavic Inspiration Limerick opowiada o przygotowaniach do słowiańskiego powitania lata pod niebem celtyckiej Irlandii. W roku 2020 wystąpiła konieczność odwołania imprez organizowanych cyklicznie przez środowiska polonijne.

Anna Hurkowska (druga od prawej), nasza korespondentka z irlandzką parą prezydencką Michaelem D. Higginsem i żoną Sabiną. Fot. arch. Anny Hurkowskiej.

Ofiarami koronawirusa padły obchody Kupała Night. Zamiast imprez przed rokiem zorganizowano  akcję grupowego sprzątania lasu. 

Jak podkreśla Anna Hurkowska, pokazanie słowiańskiej tradycji i kultury oraz integracja społeczności miasta Limerick z zaakcentowaniem obecności Polaków, to najważniejsze cele, jakie przyświecają tego organizatorom wydarzenia.

Wydarzenie Kupała Night zrzesza i promuje lokalnych artystów oraz tych, którzy spragnieni są kultury dostępnej także w obrzędowości i zwyczajach Słowian oraz Celtów.

 

Fot. Anna Hurkowska

Warto powtórzyć na antenie Radia WNET, że to Anna Hurkowska odkryła niezwykłą rzecz na przecięciu prastarych wierzeń Słowian i Celtów. Oto w związku z dniem letniego przesilenia słonecznego pewna tajemnica skryła się w języku celtyckim i została przyswojona przez język polski:

Interesującym łącznikiem Kupały z celtyckim językiem jest słowo Cúpla – oznaczające Couple czyli para. Mnóstwo dawnych tradycji związanych z tą nocą oscyluje wokół znalezienia tej drugiej połówki, nic więc dziwnego, że czasem nazywa się ją również słowiańskim dniem zakochanych.

Noc Kupały to pradawne święto obchodzone w czasie przesilenia letniego. 21 czerwca to najdłuższy dzień i najkrótsza noc w roku i niemal we wszystkich kulturach był to czas wyjątkowy.

W tradycji słowiańskiej to święto żywiołów ognia i wody i energia która rozbłyska z tego połączenia.

Cúpla to irlandzkie słowo oznaczające couple, czyli pare. Jest ono brakującym elementem który w łatwy sposób wyjaśnia znaczenie słowa Kupała. Zebrać sie razem, wspólnie przeżywac ten dzień to prawdziwy sens tego wydarzenia. Noc Kupały była czasem, w którym młodzi ludzie łączyli się w pary. – dodaje Anna Hurkowska.

Co prawda w owym okresie to rodzice lub też zawodowi swaci zajmowali się kojarzeniem małżeństw. Lecz w tej jednej nocy wszyscy ci, którzy nie zostali jeszcze nikomu obiecani, mogli uniknąć starych formy wyboru towarzysza życia.

Fot, Anna Hurkowska.

 

By skorzystać z prastarego obyczaju, dziewczęta plotły wianki. Słońce świeci najdłużej więc zioła nabierały największej mocy.

Kobiety zaplatały wianki chcąc przyciągnąć miłość i szczęście.

Zwracały jednak uwagę na ich drugą stronę mocy , np róża pomagała wydobyć piękno, czarny bez dawał ochronę, dziurawiec chronił i skłaniał do mówienia prawdy.

21 czerwca na Kręgu Mocy w Lough Gur, co roku zjeżdzają sie ludzie by pomedytować przy wschodzącym słońcu, które w tym czasie wschodzi dokładnie w miejscu wejścia do kręgu. W tym roku również Slavic Inspirations chce dołożyć odrobine swojej energii, zbieramy się aby wspólnie przywitać ten dzień. – podsumowuje Anna Hurkowska.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Anną Hurkowską:

 

 

W okienku sportowym „Studia Dublin” Jakub Grabiasz skomentował przegraną Igi Świątek w ćwierćfinale French Open i innych tenisowych rozstrzygnięciach na kortach Rolanda Garossa. 

W piątkowym sportowym bloku Studia 37 także informacje jak radzą sobie hokeistki na trawie reprezentacji Republiki Irlandii.

Reprezentacja Irlandii uległa Holenderkom. Remis z Hiszpanią przedłużył szanse Irlandek na zakwalifikowanie się do igrzysk olimpijskich.

Jakub Grabiasz omawia także mecze towarzyskie reprezentacji Republiki Irlandii w piłce nożnej, które i tak pozostają w cieniu rozpoczynających się dzisiaj (11 czerwca 2021 roku) Euro 2020. Irlandczycy bezbramkowo zremisowali z Węgrami. Ale nie to uczyniło ten mecz głośnym.

Reprezentacja Republiki Irlandii klęknęła na jedno kolano. Gest w ramach akcji BLM został wygwizdany przez węgierskich kibiców. Szeroko komentowane były słowa premiera Orban. Powiedział on, że Węgrzy klękają tylko przed Bogiem, ojczyzną i kobietą, którą proszą o rękę.

W finale rozmowy życzenia dla córki Jakuba Grabiasza – Julii, która dzisiaj zdaje jeden z egzaminów maturalnych i kończy 18 lat! Do życzeń dołącza się cała ekipa Studia 37 Dublin i Radia WNET!

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Jakubem Grabiaszem:

 

Tomasz Gzik, gość Radia WNET. Fot. arch. własne.

Ostatnim gościem Studia Dublin był Tomasz Gzik, pochodzący z Zastawia (mała miejscowość w powiecie biłgorajskim na Zamojszczyznie) pasjonat motoryzacji i podróży motocyklowych i polonijny działacz społeczny  

Po ukończeniu studiów na Akademii Rolniczej w Lublinie, wyjechał w 2013 roku do Republiki Irlandii, gdzie przebywa do dziś.

Moją pasją są motocykle i podróże motocyklowe, to właśnie dzięki temu trafiłem do sierocińca Księdza Godawy w Kamerunie, korzystając z zaproszenia i możliwości podróżowania na dwóch kołach po Afryce.

 

Odpoczywam sobie – po przedszkolu, szkole podstawowej, technikum hodowlanym, robotach dla komuny, szkole wyższej, pracy naukowej na uczelni, nowicjacie, studiowaniu filozofii i teologii, nauce języka francuskiego, proboszczowaniu na wschodzie Kamerunu – w „ochronce” teraz juz w stolicy Kamerunu – Yaounde – tak opowiadał o sobie na antenie Radia WNET ks. Dariusz Godawa.

Dlaczego pojawił się temat Kamerunu? Chodzi o ochronkę, którą prowadzi ks. Dariusz Godawa, człowiek o wielkim sercu i wierze, że świat można zmieniać na lepsze (zaczynając od zera codziennie), od dwudziestu ośmiu lat pomaga kilkuset ubogim maluchom i nastolatkom, z których kilkanaście mieszka w Foyer St. Dominique.

Ks. Dariusz Godawa z Misji Kamerun i jego podopieczni.

 

Teraz w domach – sierocińcach mieszka ponad czterdzieścioro dzieci w różnym wieku.

Ksiądz Dariusz ma tylko do pomocy młode małżeństwo intendentów – Mariannę i jej męża Achille’a.

Sytuacja w sierocińcu jest cały czas dynamiczna. Jeśli warunki materialne rodziny poprawiają się, to wtedy niektórzy z wychowanków wracają do swoich bliskich. Jednak częściej zdarza się inaczej.

W kryzysowych sytuacjach to ks. Godawa przyjmuje kolejne dzieci, nawet jeśli dom już pęka w przysłowiowych szwach. Pod jego opieką jest prawie 390 dzieci mieszkających z rodzicami, które dzięki wsparciu Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci Słońca mogą chodzić do szkoły.

Stowarzyszenie Przyjaciół Dzieci Słońca oprócz prowadzenia domu dziecka Foyer St. Dominique także finansuje naukę kilkudziesięciu dzieci i młodzieży. Co cieszy i warte wspomnienia owa nauka wspierana jest na każdym poziomie educkacji, od przedszkola aż po (i to nie jest żart) studia doktoranckie! Z jedną z wychowanek księdza Godawy będziemy rozmawiać już za tydzień w „Studiu Dublin”. – zapowiada Tomasz Wybranowski.

Ostatnio szturm na dobre imię ks. Godawy przypuściła Gazeta Wyborcza. Natomiast Tomasz Gzik zna i wspiera od lat działalność księdza Dariusza Godawy. Prowadzący Studio Dublin zapytał Tomasza Gzika jak jest tam w istocie, ponieważ odwiedził sierociniec „Les Enfants of Sun” w Yaounde, stolicy Kamerunu.

Sierociniec „Les Enfants of Sun” to owoc ciężkiej pracy wielu misjonarzy, ale wśród potrzebujących dzieci pozostał tylko on – ksiądz Dariusz Godawa. Ataki na niego są bezpodstawne. Jeden z oskarżających księdza siedzi w więzieniu. Taka ciekawostka, okradł on księdza Dariusza i jego sieroty. Na takich świadkach nie opierałbym wyobrażeń na temat sierocińca i tego co tam się dzieje. – powiedział w „Studiu Dublin” Tomasz Gzik.

Gazeta Wyborcza oskarża także księdza Godawę o malwersacje finansowe i brak rzetelnych rozliczeń z uzyskanej pomocy. To puste „bicie piany”! – dodaje Tomasz Wybranowski. Kwota 230 tys. PLN, która pada w artykułach GW, to raptem…

630 PLN na dzień z przeznaczeniem na kilkadziesiąt osób. Te kilkaset zlotych dziennie mają wystarczyć na wodę, prąd, jedzenie, etc.

W 2009 roku pierwsza podopieczna domu dziecka w Bertoua rozpoczęła studia w Polsce, początkowo język polski w Łodzi, a później położnictwo w Kaliszu. Cztery lata później kolejna podopieczna sierocińca „Les Enfants of Sun” – Sonia rozpoczęła studia na Politechnice Krakowskiej.

Rok temu ks. Godawa mógł się już poszczycić szóstką stypendystów na studiach w Polsce. Ta wspaniała szóstka to Sonia, Veronique, Cynthia, Thibot, Nicephore i Agnes!

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Tomaszem Gzikiem:


Opracowanie: Nina Nowakowska, Aleksander Popielarz i Tomasz Wybranowski

Współpraca: Katarzyna Sudak, Jakub Grabasz i Bogdan Feręc – Polska-IE.com

 

Partner Radia WNET

 

  (C) Produkcja: Studio 37 Dublin – Radio WNET – czerwiec 2021

 

Studio Dublin na antenie Radia WNET od 15 października 2010 roku (najpierw jako „Irlandzka Polska Tygodniówka”). Zawsze w piątki, zawsze po Poranku WNET zaczynamy ok. 9:10. Zapraszają: Tomasz Wybranowski i Bogdan Feręc, oraz Katarzyna Sudak, Alex Sławiński oraz Jakub Grabiasz.

Artur Soboń: Najlepszą opcją byłoby porozumienie z Czechami. Drugim rozwiązaniem byłoby szybkie orzeczenie TSUE

Wiceminister aktywów państwowych o konflikcie z Czechami ws. kopalni Turów oraz o wstrzymaniu budowy rurociągu Baltic Pipe na terytorium Danii.


Artur Soboń komentuje negocjacje z Czechami. Wskazuje na możliwość nałożenia przez Trybunał kary za niewykonywanie postanowienia. Przypomina, że Polska została ukarana ws. Puszczy Białowieskiej. Wiceminister zapowiada, że Warszawa złoży do TSUE wniosek o cofnięcie decyzji ws. Turowa, argumentując, że zmieniły się okoliczności.

Powstał już, a nie w 2023 r. ekran filtrujący, który minimalizuje jakiekolwiek ryzyka związane z gospodarką wodną.

Ekran będzie oddawany do użytku na jesieni br. Soboń ocenia, że część czeskich polityków chciałoby spór rychło rozwiązać, gdyż mają w tym też własny interes. Sojusznikiem szybkiego załatwienia sprawy jest hejtman (gubernator) kraju libereckiego Martin Půta. Premier Czech Andrej Babiš ma tymczasem własne problemy w związku z podejrzeniami o popoełnienie przez niego przestępstwa;

Podkreśla, że pieniądze z kar nie trafiają do skarżących krajów tylko do budżetu unijnego. Gość Poranka Wnet wskazuje na sposoby, w jakie może zakończyć się spór z Pragą.

Najlepszą opcją byłoby porozumienie z Czechami.

Innym, trochę gorszym rozwiązaniem, byłoby szybkie orzeczenie TSUE. Poseł PiS odnosi się także do budowy Baltic Pipe, która została wstrzymana wskutek decyzji środowiskowej. Rzecznik Komisji Odwoławczej stwierdził, że uchylenie decyzji środowiskowej ws. gazociągu może zając 7-8 miesięcy. Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego wskazuje, że kiedy będzie pełna analiza prawna, będzie wiadomo, jakie działania trzeba podjąć w związku z decyzją siedliskową.

To byłaby zła informacja, tak długie wstrzymanie prac.

Polsce zależy na ukończeniu gazociągu do jesieni 2023 r. ze względu na kończącą się umowę z Gazpromem.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.