Zbigniew Gryglas: Kanał przez Mierzeję będzie miał wpływ na rozwój turystyki

Gościem Łukasza Jankowskiego jest były wiceminister aktywów państwowych, Zbigniew Gryglas. Na antenie naszego radia komentuje m.in. ekonomiczny aspekt ukończenia kanału przez Mierzeję Wiślaną.

Zbigniew Gryglas, członek rady nadzorczej Polskiej Grupy Energetycznej, wskazuje w rozmowie na trudny status Mierzei Wiślanej.  Przebiega przez nią granica polsko-rosyjska, więc ruch wodny w tym obszarze jest utrudniony. Jego zdaniem, rozwiązaniem tego problemu była budowa Kanału.

Tu chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo i suwerenność. Przypomnę, że dotychczas musieliśmy prosić Rosję o tranzyt przez ich część Mierzei.

Polityk zdradza również bardzo ambitne plany obozu rządzącego co do rozwoju regionu:

Mamy nadzieję, że Elbląg stanie się – po Szczecinie, Gdyni, Gdańsku i Świnoujściu piątym portem Rzeczypospolitej. Pamiętam dyskusję w Sejmie parę lat temu. Zarówno wśród koalicji, jak i opozycji głosy były podzielone. Ale dziś ten nadzwyczajny czas, czas wojny pokazuje, że państwo suwerenne powinno takie inwestycje podejmować.

– podkreśla Gryglas.

Dalsza część audycji poświęcona jest energetyce. W całej Europie ludzie boją się, jak będzie wyglądać zima. Czy czekają nas przerwy w dostawie prądu? Przerwy w dostawie wody? Całkowity blackout? Zbigniew Gryglas odpowiada:

Muszę uspokoić słuchaczy […]. Trwają duże inwestycje – w ubiegłym tygodniu wróciłem ze Szczecina. Budujemy tam jedną z największych elektrowni gazowych w Europie. Wypełniamy zatem lukę energetyczną po węglu. […] Musimy mieć niezależność energetyczną, bo jest ona składnikiem suwerenności państwa.

Czy podzielacie zdanie przedstawiciela PGE?

[ARP]

Posłuchaj audycji:

Czytaj również:

Uroczyste otwarcie kanału żeglugowego na Mierzei Wiślanej. Sprawę komentuje Marek Jakubiak

Polski rząd musi jak najszybciej stworzyć od podstaw politykę migracyjną / Adam Gniewecki, „Kurier WNET” nr 99/2022

Fot. Paweł Bobołowicz

Jeśli nie przeważą twarde, znane, zrozumiałe prawa polityki i interesu narodowego, Polska na swej gościnności nie wygra, a narazi się na problemy z rosnącą i umacniającą się mniejszością narodową.

Adam Gniewecki

Nic nie będzie już tak samo…

to często powtarzany truizm. Nie, nie będzie tak samo jak przed Tą Wojną, która kiedyś i jakoś przecież się skończy. Jasne, że nie będzie. Przecież i tak „panta rhei”. Jeśli wojna wiele zmieni, to dobrze, bo wiele jest do naprawy, wymiany i zreformowania. Polska też już nie będzie taka sama. Za głęboko w to weszliśmy.

Nie mieliśmy wyboru, a w konsekwencji, bez względu na wynik wojny, a z powodu masy ukraińskich uchodźców wojennych, których przyjął i jeszcze przyjmie nasz kraj oraz obywateli Ukrainy przebywających u nas w momencie rozpoczęcia rosyjskiego najazdu, Polska stanie się krajem dwunarodowym, z oczywistą przewagą narodu polskiego, ale z rosnącym udziałem ukraińskiego.

„Wybuch wojny na Ukrainie uruchomił potencjał migracyjny o skali niespotykanej od czasów II wojny światowej. Musimy stawić czoła wyzwaniom i wykorzystać tę szansę”, napisali autorzy raportu Fundacji WiseEuropa, zatytułowanego „Gościnna Polska 2022+”, opracowanego przy współpracy zespołu badaczy m.in. z Uniwersytetu Warszawskiego, Szkoły Głównej Handlowej i Uniwersytetu SWPS, a opublikowanego w czerwcu 2022 r. Opracowane koncentruje się na działaniach mających przeprowadzić Polskę oraz przebywających tu obywateli Ukrainy przez proces „miękkiej integracji” i budowę fundamentów ich „integracji twardej” w przyszłości.

Autorzy dokumentu piszą, że „poparcie i zaangażowanie społeczeństwa polskiego dla sprawy ukraińskiej jest jednoznaczne, jednak jednocześnie na fali entuzjazmu i woli trzeba pamiętać, jak duże wyzwania czekają m.in. w takich sferach, jak rynek pracy, edukacja, ochrona zdrowia czy mieszkalnictwo”. Raport przedstawia sytuację, w jakiej znalazła się Polska od początku wybuchu wojny na Ukrainie oraz proponuje podstawowe działania, które powinno podjąć państwo przyjmujące uchodźców.

Według autorów opracowania, Polska może stać się państwem wielonarodowym z ponad 3 milionami emigrantów z Ukrainy.

„Kryzys migracyjny, z którym obecnie mierzy się Polska, wymaga przygotowania całościowego i spójnego planu zarządzania poszczególnymi politykami publicznymi przez rząd, samorządy lokalne, organizacje pozarządowe oraz w ramach oddolnych inicjatyw społeczeństwa obywatelskiego. Tylko takie podejście pozwoli się zmierzyć z wyzwaniami oraz wykorzystać stojące przed Ukrainą i Polską szanse”, twierdzą autorzy wybiegającego myślą do przodu dokumentu.

Autorzy raportu świadomi są faktu, iż obecnie trudno jest przewidzieć, jak ukształtuje się przyszłość uchodźców z Ukrainy w Polsce i w innych krajach UE. Ich liczba, podobnie jak ilość powracających na Ukrainę, zależy głównie od wydarzeń wojennych i odbudowy kraju w przyszłości.

Ilość Ukraińców przebywających w Polsce oszacowano w kwietniu 2022 r. na około 2,9 mln. W tym około 1,35 mln tych, którzy mieszkali w Polsce przed wojną, i ok. 1,55 mln uchodźców wojennych.

Badacze przewidują, że liczba Ukraińców w Polsce będzie się zmieniać zależnie od losów wojny i przedstawiają trzy prawdopodobne scenariusze.

– Pierwszy zakłada długą, wyczerpującą wojnę, która miałby toczyć się przez kilka lat. Podobnie do wojny o Donbas po rosyjskiej agresji w 2014 r., ale o większej intensywności i brutalności wojsk rosyjskich. W takim przypadku liczba uchodźców w Polsce ma wahać się między 3,1 a 3,4 mln.

– Drugi scenariusz to szybki koniec wojny na Ukrainie. Eksperci przewidują, że jeżeli zawarcie pokoju nastąpiłoby do jesieni 2022 r., to sytuacja ustabilizuje się w krótkim czasie, a w Polsce pozostanie ok. 1,75 mln Ukraińców.

– Trzeci, najbardziej pesymistyczny scenariusz zakłada wygraną Rosji, która zajęłaby znaczną część Ukrainy. Wtedy liczba uchodźców w Polsce może przekroczyć nawet 10 mln, z których ok. 60 proc. zostałoby w naszym kraju na dłużej.

Niemiecki rząd szacuje podobnie i przewiduje, że w przypadku eskalacji działań wojennych na terenach zachodniej Ukrainy liczba uchodźców może wzrosnąć nawet do 8 mln. Według Niemców sama deeskalacja to za mało, żeby Ukraińcy zaczęli wracać do domów.

Reakcja polskiego społeczeństwa na wydarzenia na Ukrainie zaskoczyła nas samych. Nikt chyba nie spodziewał się oddolnego zrywu na tak dużą skalę. Jednak im dłużej trwa konflikt, tym bardziej trzeba myśleć długofalowo. Dlatego polski rząd musi jak najszybciej stworzyć od podstaw politykę migracyjną.

Według realizowanych na Ukrainie badań nad kierunkami emigracji wojennej, Polska jest jednym z najpopularniejszych państw, gdzie migranci szukają schronienia (38%). Rzadziej wyjeżdżają do Niemiec (12%), Czech (8%), Włoch (6%), Słowacji (4%), Litwy (3%), Austrii (3%), Hiszpanii (3%), Bułgarii (2%), Francji (2%).

Ze studiów prowadzonych u nas wynika, że do Polski z Ukrainy przyjechała głównie klasa średnia, osoby uważające, że w Polsce można się bezpiecznie schronić przed wojną i jej negatywnymi skutkami. Dominują kobiety z wyższym wykształceniem, z większych miast. 92% uchodźców z Ukrainy obecnie deklaruje, iż nie chce wyjeżdżać z Polski dalej na Zachód. Chcą szybko wrócić do siebie.

Autorzy raportu „Gościnna Polska 2022+” zajęli się między innymi zagadnieniem także dla nas bardzo ważnym – liczby uchodźców, która może pozostać na polskim rynku pracy, i przewidują, że „w zależności od scenariusza rozwoju konfliktu, ilość osób w wieku aktywności zawodowej, które potencjalnie mogą poszukiwać pracy w Polsce, zmienia się. Zgodnie z szacunkami, do Polski po wybuchu wojny dotarło około 1,5 miliona uchodźców wojennych, z czego około 750 tys. to osoby w wieku produkcyjnym”, piszą.

W przypadku scenariusza pierwszego (tlącego się konfliktu) liczba ta może wzrosnąć do około 825 tys. osób. W przypadku scenariusza drugiego (szybkiego i trwałego pokoju) liczba ta może się zmniejszyć do 325 tys. osób. A w przypadku scenariusza trzeciego (dłuższa wojna i większe zniszczenia), liczba migrantów w wieku produkcyjnym może sięgnąć 935 tys. osób (!).

Eksperci piszą, iż „bez względu na scenariusz, polski rynek pracy będzie potrzebował rosnącej liczby migrantów, wspierających uzupełnianie rosnącej luki demograficznej (…). Przy obserwowanym ostatnio spadku liczby osób w wieku produkcyjnym, napływ ten kompensuje (w zależności od scenariusza) od 1,5 roku do 4 lat obserwowanego przed 2020 r. ubytku osób w takim właśnie wieku”.

Oznacza to, że w dłuższym okresie czasu nie powinno być problemów z absorpcją uchodźców na polskim rynku pracy. Ale, podkreślają, że aby tak się stało, państwo musi podjąć konkretne działania, a „kluczowe będzie zwiększenie szans uchodźców na wykonywanie pracy zgodnej z ich kompetencjami, a także zapewniającej odpowiedni dostęp do zabezpieczenia społecznego i ochrony pracy zgodnie z obowiązującymi standardami”.

Uchodźcy z Ukrainy to nie niewinne aniołki, a nasz kraj to nie bezkrytycznie wyrozumiała, emanująca przywilejami ziemia obiecana.

Jeśli nie przeważą twarde, choć powszechnie znane i zrozumiałe prawa polityki oraz interesu narodowego, Polska na swej gościnności nie wygra, choć powinna, a straci, i to może bardzo wiele oraz narazi się na nowe, nieznane naszej najnowszej historii kłopoty – problemy z rosnącą i umacniającą się w roszczeniach mniejszością narodową. Tego, nawet za cenę zaspokojenia popytu na mniej lub bardziej wykwalifikowaną siłę roboczą, nie chcemy. Dobroć i humanitaryzm nie polegają na pobłażliwości i przyznawaniu przywilejów. Z takiego podejścia mogą wyniknąć potężne kłopoty. Pomagajmy w miarę możliwości oraz z uwzględnieniem naszych interesów i potrzeb.

I tak powinny to rozumieć i wdrażać nasze władze.

Uściski i łzy wzruszenia nie mogą przesłaniać rządowi interesów narodowych i trzeźwej myśli o przyszłości. Znajdujemy się w momencie krytycznym. Możemy wygrać bardzo wiele albo bardzo dużo przegrać.

Na różnych polach. Na pewno w Polsce już nie będzie tak, jak było. Jednak jeśli stosunki z Ukrainą będą opierać się na zasadzie „win-win”, to w naszą przyszłość i na sprawę ukraińskich uchodźców będę patrzył z optymizmem.

I jeszcze jedno. Nie mniej od spraw Tej Wojny, a może nawet bardziej, ważne jest dla Polski, by rządząca obecnie koalicja wygrała najbliższe wybory. Bo jeśli wygrałaby je opozycja, oznaczałoby to dla losów Polski „totalny kataklizm” i wszystko, o czym napisałem powyżej, straciłoby sens i przestało się liczyć. Tego wolę sobie nawet nie wyobrażać.

Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Nic nie będzie już tak samo” znajduje się na s. 20 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 99/2022.

 


  • Wrześniowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Nic nie będzie już tak samo” na s. 20 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 99/2022

Wyższe oprocentowanie depozytów w Alior Banku

Fot. CC0, Pixabay

Alior Bank podnosi do 7 proc. oprocentowanie Konta Mega Oszczędnościowego oraz lokaty mobilnej.

W ramach kolejnej edycji promocji Konta Mega Oszczędnościowego oprocentowanie premiowe może wynieść 7 proc. w skali roku przez 4 miesiące, przy maksymalnej kwocie 200 tys. zł. Każdy klient przy wpłacie nowych środków w złotych polskich, rozumianych jako nadwyżka ponad saldo środków zgromadzonych w Alior Banku na dzień 9 września br., otrzymuje przez 4 miesiące promocyjne oprocentowanie w wysokości 4 proc. w skali roku dla kwoty nieprzekraczającej 200 tys. zł. Jeśli dodatkowo rachunek osobisty w Alior Banku klient zasili co miesiąc kwotą w wysokości min. 2000 zł, wówczas na jego Koncie Mega Oszczędnościowym oprocentowanie wzrośnie do 7 proc. Oferta obowiązuje do 25 października br.

Dodatkową zaletą gromadzenia środków na koncie oszczędnościowym jest stały dostęp do gotówki. W przypadku Konta Mega Oszczędnościowego przelewy online na rachunek osobisty w Alior Banku są bezpłatne i nie ma limitów co do liczby ich realizacji

– mówi Małgorzata Tomasikiewicz, dyrektor Działu Środków Powierzonych w Alior Banku.

Lokata mobilna na 100 dni ze stałym oprocentowaniem 7 proc. w skali roku skierowana jest do klientów, którzy po raz pierwszy aktywują system bankowości mobilnej Alior Banku. Dodatkowo, na dzień 31 sierpnia br. posiadali oni w Alior Banku rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy (z wyłączeniem rachunków w Alior Bank Kantorze Walutowym) lub oszczędnościowy w złotówkach oraz wyrazili określone zgody marketingowe. Lokata dostępna jest wyłącznie w Alior Mobile do maksymalnej kwoty 50 tys. zł.

Oprocentowanie 7 proc. w skali roku Alior Bank oferuje również na terminowej lokacie na nowe środki w złotych polskich na okres 365 dni. Nie ma ograniczenia co do kwoty maksymalnej, natomiast jej minimalna wartość to 1 tys. zł. Rachunek można otworzyć zarówno w oddziale banku, jak i za pośrednictwem bankowości internetowej lub mobilnej.

Dla pozostałych lokat na nowe środki w złotych polskich dostępnych w ofercie banku oprocentowanie stałe w skali roku wynosi 6,5 proc. na 182 dni oraz 6 proc. na 92 dni.

Informacje o produktach oszczędnościowych można znaleźć na stronie internetowej Alior Banku.

Kontakt dla mediów:
Joanna Nagierska
joanna.nagierska@alior.pl

Wojciech Jakóbik: węgla może nie wystarczyć przez problemy z dostawami

Czekają nas kartki na węgiel? „W sektorze węgla mamy problemy logistyczne z przestawieniem się z łatwo dostępnego węgla rosyjskiego na dostawy zamorskie” – mówi Wojciech Jakóbik.

Wojciech Jakóbik zauważa, że kryzys energetyczny może być mniejszy ze względu na światowe spowolnienie gospodarcze.

Pierwszy spadek zapotrzebowania na ropę w Państwie Środka od 90. roku sugeruje, że zaczyna się globalna recesja widoczna na tamtejszym rynku nieruchomości.

W Polsce widać spadek zapotrzebowania wywołany rekordowymi cenami gazu.

Kryzys energetyczny połączony z rekordową inflacją i rekordowymi stopami procentowymi będzie dławił gospodarkę.

46 proc. Polaków ogrzewa swe domy węglem. Gość Poranka Wnet mówi, że musimy zmienić nasze przyzwyczajenia. Zauważa, że mamy pełne magazyny gazu. Punktowo mogą się pojawić problemy.

Mamy problem z Elektrownią Jaworzno. Trwa spór o to czy winne jest inne paliwo, czyli inny węgiel który został wykorzystany.

Redaktor  naczelny Portalu Biznes Alert wskazuje na problem z dostawami węgla. Surowca może brakować. Polska Grupa Górnicza może wprowadzić system racjonowania węgla.

Polska Grupa Górnicza i inne spółki Skarbu Państwa biorą na siebie dystrybucję węgla. Można sobie wyobrazić węgiel na kartki. […] Węgla może nie wystarczyć przez problemy z dostawami.

Czytaj także:

Anna Łukaszewska-Trzeciakowska: podejmujemy takie decyzje, by żadnemu gospodarstwu domowemu nie zabrakło węgla

Jakóbik przypomina zapewnienia ze strony rządu, że dla nikogo nie zabraknie węgla. Zauważa, że kiedy inne kraje UE dalej kupowały rosyjski węgiel, u nas obowiązywało już embargo.

Nasze embargo na węgiel rosyjski zostało wprowadzone kilka miesięcy wcześniej niż Unia Europejska.

A.P.

Dr Mentzen: obecny kryzys jest skutkiem nadmiernego interwencjonizmu państwowego. Długo będziemy schodzić z inflacji

Featured Video Play Icon

Sławomir Mentzen / Fot. Małgorzata Kleszcz, Radio Wnet

Od podwyżek stóp procentowych ceny gazu nie spadną – mówi polityk Konfederacji.

Dr Sławomir Mentzen  uwypukla kwestię nieobecności w Karpaczu małych przedsiębiorców,  a zdominowaniu Forum Ekonomicznego przez rządy i wielkie korporacje.

Mam wrażenie, że kilka ważnych dla Polski spraw zostanie tutaj ustalonych.

Gość „Popołudnia Wnet” krytykuje politykę społeczną rządu Zjednoczonej Prawicy. Ocenia, że dodatkowe emerytury nie są potrzebne.

Największe zagrożenie ubóstwem występuje wśród młodych ludzi, a nie wśród emerytów.

Dr Mentzen negatywnie ocenia występującą  od wielu lat tendencję do zwiększania wpływu państwa na gospodarkę. Podkreśla, że jest to korzystne dla największych firm. Ocenia, że wiele elementów obecnego kryzysu jest właśnie winą rządów.

Większość tych interwencji nie ma zbyt wiele wspólnego z wojną. Przemysł zbrojeniowy jest jednym z tych sektorów, gdzie potrzebna jest interwencja państwa; niestety akurat tam jej nie widzimy.

Jak przestrzega rozmówca Łukasza Jankowskiego:

Od podwyżek stóp procentowych ceny gazu nie spadną. Długo hodowaliśmy inflację, i długo będziemy z niej schodzić.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Czytaj też:

Kaźmierczak: jesienią większym problemem dla przedsiębiorców niż ceny energii będzie gigantyczna presja płacowa

Janusz Wojciechowski: mamy zapewnione bezpieczeństwo żywnościowe w perspektywie pięciu lat

Janusz Wojciechowski / Fot. European Parliament, Flickr.com (CC BY 2.0)

„Z nawozami prawdopodobnie będzie ten problem w najbliższych latach. Trzeba stosować też alternatywne sposoby uprawy” – zaznacza komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski.

Czy Unia Europejska ma zapewnione bezpieczeństwo żywnościowe? Janusz Wojciechowski mówi, że w Unii Europejskiej nie zabraknie żywności w perspektywie pięciu lat. W dłuższej perspektywie, jak podkreśla,

Rolnictwo wymaga wzmocnienia, wymaga, krótko mówiąc, większej pomocy.

Komisarz UE ds. rolnictwa mówi, że nie ma sygnałów, aby import zboża z Ukrainy stanowił zagrożenie dla unijnych rolników. Pozytywnie ocenia decyzję polskiego rządu ws. dopłat do nawozów dla rolników.

Tylko Polska w Unii Europejskiej zdecydowała się na takie rozwiązanie.

Mówi, że trzeba stosować alternatywne sposoby uprawy, które zmniejszają zapotrzebowanie na nawozy sztuczne. Zaznacza, że rolnictwo nie musi być wielkoobszarowe, żeby odnosić sukcesy. Przywołuje przykład Włoch.

Włochy mające dokładnie takie same gospodarstwa średnio co Polska (11 hektarów), mają bardzo wydajne rolnictwo w różnych sektorach

Czytaj także:

Janusz Kowalski: jestem za tym, by karnie ścigać Ursulę von der Leyen, która oszukała Polskę ws. KPO

Rozmówca Łukasza Jankowskiego sądzi, że Polska otrzyma pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Zaznacza, że podstawą negocjacji jest wyrok TSUE.

Nie wyobrażam sobie, żeby Polska została pozbawiona tych funduszy. To byłby wielki kryzys w Unii Europejskiej.

Wierzy, że w Komisji Europejskiej zwycięży stanowisko przychylne polskiemu Krajowemu Planowi Odbudowy.

A.P.

Jerzy Kropiwnicki: już dzisiaj musimy myśleć, jak odbudować ukraińską gospodarkę po wojnie. To duża szansa dla Polski

Ukraińcy to naród pracowity, mają wszelkie dane by zbudować kraj bardziej rozwinięty niż przed wojną – mówi były prezydent Łodzi.

Jerzy Kropiwnicki omawia gospodarczy aspekt wojny na Ukrainie. Jak wskazuje, Polska i inne sąsiednie państwa już powinny opracowywać plany odbudowy Ukrainy ze zniszczeń spowodowanych przez rosyjską agresję.

Wojna kiedyś się skończy. Pytanie, jaki kraj pozostawi i co trzeba będzie zrobić, aby podźwignąć ukraińską gospodarkę.

Gość „Kuriera ekonomicznego” zapewnia, że polska gospodarka dobrze radzi sobie z aktualnymi zawirowaniami, a sytuacja wojenna niesie dla niej zarówno szanse, jak i zagrożenia. Odnosząc się do kwestii odbudowy Ukrainy podkreśla, że na jej obszarze jest wiele terytoriów o dużym znaczeniu gospodarczym; np. Donbas, stąd kluczowe jest jego odzyskanie.

Ukraińcy to naród pracowity, mają wszelkie dane by zbudować kraj bardziej rozwinięty niż przed wojną.

Jerzy Kropiwnicki wyraża przekonanie, że rozmiary korupcji na Ukrainie da się sprawnie ograniczyć.

Proszę zobaczyć co się stało z ukraińską armią. Putin myślał, że jest ona w takim stanie jak w 2014 r., dlatego utknął.

Zdaniem rozmówcy Łukasza Jankowskiego można  z optymizmem patrzeć na ekonomiczne perspektywy Europy.

Wojna często jest pobudką dla rozwoju przemysłu i rolnictwa.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Czytaj też:

Prof. Zbigniew Krysiak o tematach Forum Ekonomicznego w Karpaczu: koalicja Trójmorza, bezpieczeństwo i izolacja Rosji

Gróbarczyk: nawiązanie współpracy z państwami bałtyckimi ma kluczowe znaczenie

Marek Gróbarczyk / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio Wnet

„Dzisiaj na wagę złota jest każdy teren portowy, który da się uzyskać w celu zabezpieczeniu dostaw m.in. węgla” – podkreśla wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk.

Marek Gróbarczyk mówi o realizacji inwestycji infrastrukturalnych. Zauważa, że w sprawie budowy terminalu kontenerowego spotykają się z podobnymi problemami jak w przypadku terminalu LNG w Świnoujściu. Projekt krytykowany jest ze stanowisk prośrodowiskowych.

Realizujemy umowę, która została potwierdzona w 2015 roku w ramach inwestycji na Odrze – odbudowa przede wszystkim ostróg i zabudowy na Odrze, która nie wywoływała kontrowersji, gdy podpisywała ją Ewa Kopacz. Dzisiaj okazuje się, że jest to główny element sprzeciwu strony niemieckiej, z wykorzystaniem oczywiście wszelkich kwestii związanych z ekologią.

Podkreśla, że brak inwestycji na Odrze oznaczałoby ryzyko powtórzenia się takich tragedii jak tegoroczna.

Czytaj także:

Gdańskie DCT bije rekordy przeładunków. Polski terminal największy na Bałtyku

Sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury mówi także o innych inwestycjach przebudowane są mosty, odbudowana jest zabudowa na Odrze. Budowane są stopnie wodne w Lubiążu i Trzcinawie. Rozmówca Jaśminy Nowak wyjaśnia wagę współpracy przy przebudowie portu w Rydze.

Nie ukrywamy, że nawiązanie współpracy z państwami bałtyckimi ma kluczowe znaczenie.

Wiceminister infrastruktury wskazał, że porty mają wobec wojny na Ukrainie strategiczne znaczenie. Dostarczają one przede wszystkim węgiel i węglowodory.

Dzisiaj na wagę złota jest każdy teren portowy, który da się uzyskać, w celu zabezpieczeniu dostaw m. in. węgla.

A.P.

Dr Jarosław Sachajko: wieś jest naturalnym miejscem, gdzie mogą powstawać odnawialne źródła energii

Jarosław Sachajko / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio Wnet

„Dlaczego polski konsument ma wspomagać swymi pieniędzmi zagranicznych rolników?” – pyta się poseł Kukiz ’15 Jarosław Sachajko.

25 mld euro ma trafić ze środków unijnych do polskich rolników. Dr Jarosław Sachajko podkreśla znaczenie wsi dla polskiej gospodarki.

Wieś kupuje wszystkie produkty jakie są produkowane na rynku dlatego jest ogromnym konsumentem, a jednocześnie część tych produktów przerabia w produkty końcowe które w ogromnej ilości eksportujemy.

Poseł Kukiz ’15 mówi, że pieniądze z Unii będą ukierunkowane na wszechstronny rozwój rolnictwa. Szczególnie wsparta zostanie produkcja zwierzęca.

Produkcja zwierzęca była w Polsce przez lata zaniedbywana.

Upadek produkcji zwierzęcej przekłada się na słabą kondycję tej roślinnej. Wynika to z produkowania roślin na paszę. Dr Sachajko zauważa, że produkcja zwierzęca jest szczególnie ważna wobec znacznego podrożenia nawozów azotowych. Polityk mówi, że są dwa rozwiązania tego ostatniego problemu. Państwo może dopłacić firmom do produkcji lub rolnikom do kupna. Nasz gość jest za tym ostatnim rozwiązaniem.

Jeżeli z budżetu damy pieniądze dla firm produkujących nawozy to te nawozy będą mogli również kupować inni rolnicy w Unii Europejskiej. No i dlaczego polski konsument, Polak ma wspomagać swoimi pieniędzmi innych rolników?

Ocenia, że dopłaty dla rolników powinny być na poziomie ok. 1000 zł. Trwają dokładne wyliczenia.

Czytaj także:

Gabriel Janowski: polskie rolnictwo w porównaniu do zachodnioeuropejskiego jest dużo bardziej ekologiczne

Rozmówca Jaśminy Nowak mówi, że biogaz to kolejna noga polskiego rolnictwa.

Wieś jest naturalnym miejscem, gdzie mogą powstawać odnawialne źródła energii.

Kolejną jest przetwórstwo. Polscy rolnicy powinni być w stanie produkować nie tylko produkty podstawowe, ale też przetworzone.

A.P.

Zbigniew Stefanik: We Francji mogą być kłopoty z dostawą prądu!

Paryż, Francja / Fot. www.publicdomainpictures.net (CC0 1.0)

O bezpieczeństwie energetycznym Francji, stosunkach francusko-rosyjskich i nastrojach politycznych nad Sekwaną – w Kurierze w Samo Południe

Gościem Jaśminy Nowak jest Zbigniew Stefanik, korespondent polskich mediów akredytowany w Paryżu. Media we Francji zajmują się dziś głównie kryzysem spowodowanym pandemią koronawirusa i wojną rosyjsko-ukraińską. Konflikt na wschodzie Europy zmienił nastawienie społeczeństwa francuskiego do Rosji. Francuzi obawiają się, jak ich kraj przetrwa zimę:

Francja posiada ponad 100 reaktorów atomowych, ale połowa z nich nie działa ze względu na remonty i susze…

– zauważa dziennikarz

Innym ważnym tematem jest koniec pewnej epoki: śmierć Michaiła Siergiejewicza Gorbaczowa, ostatniego przywódcy ZSRR. Co o nim sądzą obywatele Francji?

Zbigniew Stefanik podkreśla, że Gorbaczow inaczej postrzegany jest w Europie Zachodniej, inaczej w Polsce, inaczej w Rosji, a inaczej w państwach bałtyckich:

O Gorbaczowie mówi się dziś we Francji jako „człowieku pokoju” […], człowieku niezrozumianym. Jest w tym tyle prawdy, co mitu: nazywa się go „ojcem pierestrojki”, co nie jest do końca prawdą, gdyż plan ten powstał w kuluarach KGB na trzy lata przed objęciem przez niego rządów. Warto dodać, że pracował przy nim młody oficer – Władimir Putin…

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

Czytaj także:

Energetyka 24: Rosja boi się utraty tranzytowego eldorado w Polsce