Czy to koniec bliskowschodniego raju podatkowego? Katar wprowadzi od 2018 roku 5-procentowy podatek VAT na część towarów

Wizyta emira Kataru w Polsce zbiegła się z informacją o wprowadzeniu w tym kraju podatku VAT. Sama wizyta była bardzo dobrze opisywana w katarskiej prasie, o czym w Poranku opowiadał Michał Milford.

Emir Kataru Tamim ibn Hamad Al Sani 5 maja rozpoczął swoją wizytę w Polsce. Pierwsza wzmianka o planowaniu tej wizyty nastąpiła 2 maja, a towarzyszyła jej wpadka. Otóż katarska prasa, pisząc o prezydencie Polski, użyła zdjęcia Bronisława Komorowskiego. Już 3 maja ukazał się spory artykuł o bilateralnych stosunkach polsko-katarskich, w którym można było się dowiedzieć, że Katar jest trzecim co do wielkości biznesowym partnerem Polski na Bliskim Wschodzie.

Jak informuje nas Michał Milford, słuchacz Radia Wnet, oprócz współpracy na polu naftowym i gazowym szeroko omawiano też tematy militarne: – Jak się domyśliłem z artykułów, Katarczycy są bardzo zainteresowani polską technologią wojskową i powiązaną z nią wiedzą wojskową, ale także mają nadzieję na kooperację w przygotowaniu mundialu w 2022 roku. Oprócz aspektów biznesowych poruszano tematy polityczne, w tym konflikt arabsko-izraelski oraz problem światowego zagrożenia politycznego.

Jak to określił rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego, łyżką dziegciu w tym katarskim miodzie było ogłoszenie, że od 2018 roku zostanie w Katarze wprowadzony podatek VAT: – Może nie ma jeszcze co bić w tarabany, bo to tylko 5 procent i nie na wszystkie produkty, ale czy to przypadkiem nie oznacza, że bliskowschodni raj podatkowy chyli się ku upadkowi? Przecież zawsze zaczyna się od tych 5 procent.

WJB

Stany Zjednoczone, dzięki nowej technologii wydobywania ropy naftowej, są znowu graczem numer jeden na rynku

Stany Zjednoczone rozwinęły technologię wydobywania ropy naftowej z niekonwencjonalnych źródeł, przez co na rynku pojawiła się duża ilość tego surowca. W konsekwencji cena ropy naftowej bardzo spadła.

Gościem wyjazdowego Poranka Wnet był Wojciech Potocki, ekspert od rynku ropy naftowej i autor książki „Ropa naftowa a wzrost gospodarczy”. W rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim wyjaśniał, na czym polegają pewne mechanizmy, funkcjonujące na rynku tego surowca.

Wojciech Potocki stwierdził, że obecna stabilizacja cen na niskim poziomie nie będzie trwała wiecznie. Jednak na podstawie danych rynkowych przetwarzanych przez znane i uznane ośrodki analityczne, takie jak Amerykańska Agencja Energetyczna czy Międzynarodowa Agencja Energetyczna, jak również dane OPEC, można wywnioskować, że cena na aktualnym poziomie, tzn. pomiędzy 40 a 55 dolarów za baryłkę – utrzyma się w przewidywalnej przyszłości. Za przewidywalną przyszłość uznaje się okres, na jaki zawierane są kontakty na dostawy ropy naftowej. Z dużym prawdopodobieństwem ten okres wyniesie od 3-5 lat.

Według naszego rozmówcy, czynniki polityczne mają na cenę ropy wpływ drugorzędny bądź nawet trzeciorzędny. Fundamentalny wpływ na cenę mają popyt i podaż.

Spadek cen ropy gość Poranka uzasadnił tym, że po roku 2010 nastąpił intensywny rozwój dostaw ropy naftowej z tzw. źródeł niekonwencjonalnych w Stanach Zjednoczonych na skutek przełomowych technologii wydobywania tego surowca. To spowodowało nagłe i nieprzewidywalne pojawienie się na rynku olbrzymich ilości ropy, które konkurowały i wypierały tzw. konwencjonalną ropę, dostarczaną przez kraje OPEC. W sytuacji, kiedy pojawiła się nadwyżka ropy, musiała też spaść jej cena .

Wojciech Potocki przyznał, że naturalnie niskie ceny ropy zmieniły geopolitykę. – Do gry wróciły Stany Zjednoczone, ponieważ są największym dostawcą ropy naftowej i dysponują technologią, która pozwala wydobywać ją po niskich kosztach.

Według eksperta Polska jest bezpieczna energetycznie w zakresie dostaw ropy naftowej, jak również gazu. Posiada łańcuch możliwości ciągłych dostaw surowców, które nie tylko są uzależnione od możliwości logistycznych czy  technicznych, ale też handlowych.

– Aczkolwiek trzeba znać ryzyko, wiedzieć o zmieniających się sytuacjach i reagować odpowiedni o szybko – zaznacza specjalista.

LK

Emir Kataru przybył do Polski z wizytą. Rozmawiał z prezydentem m.in o kontraktach gazowych oraz współpracy gospodarczej

Wizyta rozpoczęła się w piątek przed południem od ceremonii powitania na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego. Emir Tamim ibn Hamad Al-Thani spotkał się m.in. z Andrzejem Dudą i Beatą Szydło.

Polska słynie od lat z bardzo dobrej oferty sprzętu wojskowego, chcemy się nią zainteresować – powiedział po spotkaniu z prezydentem Andrzejem Dudą emir Kataru Tamim ibn Hamad Al-Thani. Jak dodał, rozmowy dotyczyły także m.in. poszerzenia współpracy gospodarczej: – Katar dostarcza Polsce gaz skroplony i podpisano aneks do tej umowy w ciągu ostatnich paru tygodni.

[related id=”16532″]

Jak oświadczył emir, rozmowy dotyczyły także możliwości poszerzenia współpracy gospodarczej i inwestycyjnej, do czego zostaną wyznaczone odpowiednie organy – fundusze po obydwu stronach, które mają przyjrzeć się bliżej możliwościom inwestycji w infrastrukturę, również w turystyce.

Tematem rozmów była także współpraca kulturalna, oświatowa oraz dziedziny obronności. „Polska słynie od lat bardzo dobrej oferty sprzętu wojskowego, chcemy się nią zainteresować” – oświadczył Tamim ibn Hamad Al-Thani.

Kolejnym tematem rozmowy był konflikt izraelsko-palestyński oraz kwestia terroryzmu. Emir podkreślił, że najbardziej poszkodowani przez zjawisko terroryzmu są Arabowie i muzułmanie, a sam terroryzm to – jego zdaniem – „pokłosie dziesięcioleci nieodpowiedniego traktowania rządzących na Bliskim Wschodzie swoich obywateli”.

Musimy walczyć z terroryzmem, również poprzez wykorzenienie jego przyczyn – stwierdził.

Emir Kataru uznał relacje jego kraju i Polski za bardzo dobre, stwierdził, że między oboma państwami nie ma żadnych nieporozumień i wyraził przekonanie, że wzajemne stosunki „będą dalej się dobrze rozwijać w różnych dziedzinach”.

PAP/JN

 

 

KNF zezwoliła na przejęcie przez PZU Pekao SA. Morawiecki: to kolejna dobra wiadomość dla całej polskiej gospodarki

KNF jednogłośnie stwierdziła, że nie ma podstaw do sprzeciwu wobec nabycia przez PZU SA za pośrednictwem Polskiego Funduszu Rozwoju akcji Banku Pekao SA w liczbie przekraczającej 20 procent.

Z wydanego po czwartkowym posiedzeniu Komisji Nadzoru Finansowego komunikatu wynika, że chodzi o zakup akcji Banku Polska Kasa Opieki SA „w liczbie powodującej przekroczenie 20 proc. (jednak nie więcej niż jednej trzeciej) ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu oraz udziału w kapitale zakładowym tego banku”.

– Decyzja KNF oznacza, że centra decyzyjne dwóch największych działających w Polsce banków będą znajdować się w naszym kraju, a udział rodzimego kapitału w sektorze przekroczy 50 procent – tak zgodę na przejęcie przez PZU akcji Pekao SA skomentował wicepremier Mateusz Morawiecki. Dodał, że to „stanowi silny bufor bezpieczeństwa dla polskiej gospodarki przed potencjalnymi turbulencjami na międzynarodowych rynkach finansowych”. – To kolejna w ostatnim czasie bardzo dobra wiadomość dla całej polskiej gospodarki.

 – Każda duża i liczącą się gospodarka świata dąży do tego, żeby istniała zdrowa i efektywna równowaga między kapitałem zagranicznym a kapitałem lokalnym w strategicznych i wrażliwych sektorach przemysłu i usług – oświadczył minister rozwoju i finansów.

– Ta największa i jak najbardziej rynkowa repolonizacja w dziejach naszej gospodarki dowodzi też, że po latach beztroski i braku polityki rozwojowej państwo polskie odzyskało zdolność do sprawności realizacyjnej w kluczowych obszarach szeroko definiowanego bezpieczeństwa ekonomicznego kraju – ocenił wicepremier.

Przypomnijmy – w grudniu 2016 roku PZU i PFR poinformowały, że zgadzają się kupić od UniCredit SpA 32,8 proc. akcji Pekao SA za 10,6 mld zł, w tym PZU zapłaci 6,46 mld zł. Transakcja objęła zakup przez działające w porozumieniu PZU i PFR pakietu akcji zawierającego docelowo ok. 32,8 proc. ogólnej liczby głosów. Transakcja była realizowana w dwóch etapach. W ramach pierwszego etapu PZU SA miało nabyć 100 proc. udziałów w spółce celowej, która będzie właścicielem  ok. 20 proc. akcji banku , a PFR miał dokonać bezpośredniego nabycia pakietu akcji reprezentującego ok. 10 proc. ogólnej liczby głosów. W drugim etapie, po nie mniej niż 60 dniach od pierwszej transakcji, PFR miał kupić pozostały pakiet akcji reprezentujący ok. 2,8 proc. ogólnej liczby głosów.

PAP/MoRo

Kornel Morawiecki: O konieczności zmiany konstytucji mówiłem już w swej mowie inauguracyjnej półtora roku temu

Mam nadzieję, że to będzie konstytucja sensu i solidarności, która odpowie na wyzwania, jakie stawia przed nami świat i przynależność do UE – powiedział Marszałek Senior Kornel Morawiecki .

Jego zdaniem referendum powinno zostać poparte projektem nowej konstytucji, a nie być tylko przyczynkiem do dalszej dyskusji.

[related id=”16410″]

– Nowa konstytucja powinna przeorganizować nasze życie społeczne – uważa Morawiecki. Jego zdaniem winna ona również uwzględniać postęp technologiczny i zmiany społeczne z tym związane.

Uważa on, że kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego w największym stopniu obnażył luki i braki aktualnie obowiązującej ustawy zasadniczej, która jest XX-wieczną konstytucją z mocno zarysowanym trójpodziałem władzy, zgodnie z ideami  XIX-wiecznymi.

– Ta konstytucja jest bardzo „przegadana” i ma elementy poprawności, ale przede wszystkim brakuje jej jakiejś sprecyzowanej wizji, która powinna porwać Polaków – powiedział Marszałek Senior. Jego zdaniem zmiany, jakie zaproponuje nowa konstytucja, nie powinny się ograniczać jedynie do kosmetyki, bowiem potrzeba jest zmian „na miarę Konstytucji 3 maja”.

Uważa on aktualnie obowiązującą konstytucję za przestarzałą, bowiem nie uwzględnia zmian, jakie zaszły w wielu obszarach życia, jak chociażby tych dotyczących mediów.

Koncepcja, którą postawił pan prezydent, jest bardzo skromna, niejasna, zarysowana w sposób bardzo ogólny i nie tykająca istoty sprawy, czyli przemian cywilizacyjnych – ocenił Morawiecki. Zauważył, że trójpodział władzy jest przestarzały, bowiem dziś mamy do czynienia z bardzo potężną „władzą medialną; wchodzi nam jeszcze potężniejsza władza pieniądza, która zaczyna panować zarówno nad informacją, jak i polityką”.

Zwrócił uwagę na problemy dotykające dziś wszystkich państw i tworów, jakimi są korporacje, które nagminnie uchylają się chociażby od płacenia podatków i faktycznie są bezkarne, funkcjonując w obszarze, do którego państwo ze swoimi prerogatywami ma ograniczony dostęp.

Podatek nie powinien być traktowany jako złodziejstwo, ale należna państwu danina, bo dzięki tym podatkom jest ład w społeczeństwie – powiedział Kornel Morawiecki.

O kwestiach związanych z tworzeniem konstytucji, a także konieczności porozumienia się ze środowiskiem prawniczym i innych problemach rysujących się w związku z koniecznością zmiany konstytucji więcej w audycji Witolda Gadowskiego.

Moro

Gazprom zamierza wesprzeć finansowo budowę Nord Stream 2, przeciw któremu protestuje Polska, Ukraina i państwa bałtyckie

Rosyjski koncern Gazprom i jego zachodni partnerzy współpracujący z nim w ramach projektu gazociągu Nord Stream 2 udzielą spółce Nord Stream 2 AG kredytu pomostowego w wysokości do 6,65 mld euro.

Nord Stream 2 AG jest operatorem projektu. Oprocentowanie kredytu wyniesie 6 procent. Gazprom zapewni z kwoty kredytu 1,9 mld euro, pozostała część finansowania jest równomiernie rozłożona pomiędzy pięć zachodnich koncernów uczestniczących w projekcie – podał dziennik „Kommiersant”.

Kredyt ma być udzielony do czasu uzyskania przez Nord Stream 2 AG finansowania typu project finance.

[related id=”13624″]

Pod koniec kwietnia Gazprom wraz z pięcioma zachodnimi firmami energetycznymi: austriacką OMV, niemieckim BASF-Wintershall i Uniper (wydzielona z E.On), francuską Engie i brytyjsko-holenderską Royal Dutch Shell uzgodnił nowy sposób finansowania budowy Nord Stream 2. Poinformowano wówczas, że partnerzy Gazpromu zapewnią poprzez kredyty 50 proc. łącznej wartości projektu ocenianej na 9,5 mld euro, a więc każdy z nich wniesie 950 mln euro.

Początkowo zakładano, że pięć zachodnioeuropejskich firm wejdzie w skład konsorcjum Nord Stream 2 AG. Jednak latem zeszłego roku zastrzeżenia do planów powołania konsorcjum wyraził polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Wówczas Gazprom unieważnił umowę akcjonariuszy i zapowiedział poszukiwanie innych form współpracy ze swymi partnerami.

Nord Stream 2 ma powstać na dnie Bałtyku, równolegle do uruchomionego w 2011 roku gazociągu Nord Stream. Ma to być dwunitkowa magistrala gazowa o mocy przesyłowej 55 mld metrów sześciennych surowca rocznie z Rosji do Niemiec. Zakończenie budowy planuje się na koniec 2019 roku i wtedy też Rosja zamierza zaprzestać przesyłania gazu rurociągami biegnącymi przez terytorium Ukrainy. Budowie Nord Stream 2 sprzeciwiają się Polska, kraje bałtyckie i Ukraina.

PAP/JN

Fizyk, profesor Grzegorz Karwasz: nowy rodzaj energii atomowej pozyskiwanej bez udziału uranu już w 2050-2055 roku

Nowy typ elektrowni atomowej to bliska perspektywa. Jej głównym paliwem byłby wodór, a energię będzie można uzyskać w wyniku procesów podobnych do tych, jakie daje się zaobserwować na Słońcu.

Profesor Grzegorz Karwasz, gość porannej audycji Radia Wnet, której gospodarzem był Aleksander Wierzejski,  mówił o badaniach nad nowym typem elektrowni atomowej, której głównym paliwem byłby wodór, a nie, jak dotychczas, uran. Prof. Karwasz jako fizyk atomowy bierze udział w badaniach prowadzonych w instytutach badawczych w Korei Południowej. Kraj ten od jakiegoś czasu buduje własne reaktory atomowe, chociaż w początkowej fazie korzystał z amerykańskich.

– Po 30 latach Korea buduje własne reaktory jądrowe i co więcej z sukcesem sprzedaje je do innych krajów – powiedział fizyk. Ostatnio cztery reaktory zostały sprzedane do Emiratów Arabskich. Rozmówca Aleksandra Wierzejskiego ujawnił, że aktualnie toczą się rozmowy z Ukrainą na temat dokończenia prac reaktora zbudowanego według technologii rosyjskiej. Jego zdaniem po ukończeniu prac Ukraina prawdopodobnie będzie sprzedawała nadwyżki mocy również do Polski.

Prace nad nowym typem reaktora trwają. Tego typu elektrownia odtwarzałaby procesy, jakie zachodzą we wnętrzu Słońca, to jest syntezę helu z wodoru. Jego zdaniem w perspektywie lat 2050-2055 dojdzie do zbudowania zupełnie nowego typu elektrowni jądrowej, pracującej w oparciu o wodór.

Mówiąc o tym rodzaju wytwarzania prądu w Polsce, prof. Karwasz przypomniał, że gdyby nie Maria Skłodowska-Curie i jej mąż, Francja nie byłaby potentatem atomowym na świecie. Stwierdził również, że Polska nie ma elektrowni atomowej, ponieważ brakuje woli politycznej i społecznej.

Więcej na ten temat – w audycji Aleksandra Wierzejskiego.

Resort środowiska stanowczo przeciwny GMO w Polsce: Nasz kraj będzie wolny od upraw roślin genetycznie modyfikowanych

– Resort środowiska jest zdecydowanym przeciwnikiem upraw żywności GMO w Polsce; stanowisko rządu w tej sprawie jest jednoznaczne – mówi PAP wiceminister środowiska, Andrzej Szweda-Lewandowski.

W Sejmie trwają prace nad rządowym projektem nowelizacji ustawy o mikroorganizmach i organizmach genetycznie zmodyfikowanych. W myśl proponowanych przepisów, terytorium RP będzie wolne od upraw GMO. Projekt przewiduje jednak możliwość prowadzenia takich upraw w specjalnych strefach, na których utworzenie zgodę musiałby wydać minister środowiska, pod bardzo rygorystycznymi warunkami.

[related id=”2094″]

Wynika to z faktu, że w myśl zapisów zawartych w unijnej dyrektywie 2001/18 państwo członkowskie nie może zakazać wprost upraw GMO. Może natomiast wystąpić do KE o wyłączenie swojego terytorium z upraw konkretnych odmian GMO, które są dopuszczone do uprawy na terenie UE. Polska w 2015 roku wystąpiła ze stosownym wnioskiem do KE i otrzymała wyłączenia, na mocy których w Polsce nie można uprawiać żadnej rośliny genetycznie modyfikowanej.

Propozycja nowych przepisów wzbudza jednak kontrowersje. Przeciwnicy GMO zarzucali przedstawicielom władzy, że stwarzają furtkę do prowadzenia takich upraw w Polsce.

Zgadzamy się z postulatami przeciwników GMO, bo rząd, jak i Ministerstwo Środowiska, są przeciwnikami prowadzenia upraw genetycznie modyfikowanych w naszym kraju. Ponadto jest ramowe stanowisko rządu ws. GMO. Wskazuje ono, że Polska będzie dążyć do bycia krajem wolnym od GMO – czy to chodzi o uprawy, pasze czy żywność – podkreślił w rozmowie z PAP wiceminister środowiska i Główny Konserwator Przyrody, Andrzej Szweda-Lewandowski.

Wyjaśnił, że procedowane obecnie w Sejmie nowe przepisy dotyczące GMO są konsekwencją wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, nakazującego nam stworzenie rejestru upraw genetycznie modyfikowanych, który ma być podany do publicznej wiadomości. Wprowadzony ma być też mechanizm powiadamiania odpowiednich organów, w tym przypadku MŚ, o planowanych uprawach.

Wprowadzane przedmiotową zmianą przepisy będą martwe i są tylko i wyłącznie formalnym wykonaniem wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE. Formalnie musimy te przepisy wprowadzić, ale jestem przekonany, że ten rejestr będzie pusty – dodał Szweda-Lewandowski.

Wiceminister zapewnił, że w projekcie znalazły się mechanizmy, które de facto będą blokować możliwość prowadzenia upraw GMO w Polsce.

[related id=”3237″]

Pierwszą barierą jest stworzona w 2015 r. możliwość polegająca na tym, że państwo członkowskie może wystąpić do KE o wyłączenie jego terytorium spod upraw GMO. My to już zrobiliśmy wobec wszystkich możliwych upraw GMO, jakie figurują w rejestrze UE. Kolejną barierą, którą chcemy wprowadzić w noweli, jest konieczność udowodnienia, że uprawa GMO nie ma negatywnych skutków dla środowiska, np. dla owadów zapylających – wyjaśnił.

Szweda-Lewandowski dodał, że w projekcie nowelizacji znajduje się też przepis, który stanowi, iż rolnik, chcąc uprawiać rośliny GMO, będzie musiał uzyskać na to zgodę od właścicieli nieruchomości położonych w promieniu trzech kilometrów od pola.

Przedstawiciel resortu środowiska pytany był też przez PAP o przyjętą w ubiegłym roku nowelę ustawy o paszach, która pozwala do 1 stycznia 2019 r. na karmienie zwierząt paszami GMO.

Szweda-Lewandowski zapewnił, że resort rolnictwa pracuje nad rozwiązaniami, które mają stworzyć polską bazę wysokobiałkowej paszy, która zastąpiłaby tę z GMO.

Polska importuje ok. 2 mln ton śruty sojowej rocznie, a cała Unia – ok. 35 mln ton. Największymi producentami soi na świecie są: USA, Brazylia i Argentyna.

K.T./PAP

Podpisano umowę na unijne dofinansowanie budowy tunelu w Świnoujściu. Budowa jest przez stronę polską dobrze zaplanowana

Mieszkańcy miasta czekali na tunel ponad 70 lat. Jego wybudowanie pomoże zintegrować Pomorze Zachodnie z resztą Polski. Będzie to ważne dla rozwoju gospodarczego, społecznego, turystycznego.

Tunel pod Świną pomoże zintegrować Pomorze Zachodnie z resztą Polski – powiedział wicepremier Mateusz Morawiecki w piątek w Świnoujściu (Zachodniopomorskie) podczas uroczystości podpisania umowy na unijne dofinansowanie tej inwestycji.

Prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz i p.o. dyrektora Centrum Unijnych Projektów Transportowych Przemysław Gorgol podpisali umowę na dofinansowanie z funduszy unijnych budowy tunelu pod cieśniną Świna, czyli między wyspami Wolin i Uznam. Władze miasta podpisały także drugą umowę z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad o zastępstwie inwestycyjnym przy inwestycji.

W uroczystości wzięli także udział wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki, minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk oraz wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński (PiS).

Morawiecki oświadczył, że wybudowanie tunelu pomoże zintegrować Zachodnie Pomorze z resztą Polski. Dodał, że będzie to ważne dla rozwoju gospodarczego, społecznego, turystycznego, międzyludzkiego, a zarówno Świnoujście jak i Szczecin, będą mogły się zupełnie inaczej rozwijać.

Morawiecki podkreślił, że budowa tego tunelu jest dobrze zaplanowana. „Mamy konkretne nie tylko plany, ale mamy również wszystkie plany rezerwowe. W sytuacji jeżeli okazałoby się, że jakiekolwiek sposoby finansowania zawodzą, mamy zapewnione finansowanie innego typu po to, żeby państwo polskie rzeczywiście pokazało tutaj, że jest państwem poważnym” – powiedział wicepremier.

„Tworzymy państwo poważne, nie państwo papierowe” – zadeklarował.

Wicepremier powiedział także, że mieszkańcy, korzystając dotychczas z promu, tracili kilkanaście dni rocznie, oczekując na niego. „Zdecydowanie nam to nie odpowiada” – podkreślił.

Jak zapewnił, „ta inwestycja powstanie”. „Powstanie tak szybko, jak tylko pozwolą na to już przeanalizowane przez nas procedury i proces budowlany. Nie pozwolimy na to, żeby ona była odsuwana ad calendas graecas, żeby poszczególne etapy były powstrzymywane” – wskazał.

„To jest znak firmowy naszej strategii rozwoju odpowiedzialnego, że chcemy, żeby ten rozwój był oparty o trwałe podstawy również w takich miastach, jak Świnoujście” – podsumował.

„Woli ani determinacji do tego, aby w efekcie finalnym dzisiejszych umów powstał tunel, naszemu środowisku politycznemu nie zabraknie” – potwierdził wicemarszałek Brudziński.

Przytoczył też słowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który powiedział, że silne Pomorze Zachodnie to polska racja stanu. „Byłoby czymś nieprzyzwoitym, gdyby dziś z tego miejsca, polskiego Świnoujścia nie popłynęły słowa podziękowania do tego, który słowa swojego świętej pamięci brata nie tylko wziął do serca, ale jako lider PiS w latach 2005-2007, jako premier polskiego rządu, a dziś jako ten, który poprowadził zjednoczoną prawicę do zwycięstwa, te słowa realizował” – powiedział Brudziński.

Jak dodał, „nie byłoby dzisiejszej uroczystości, tej decyzji, gdyby nie wola i determinacja tego polityka, który tak samo jak jego brat uważa, że silne Pomorze Zachodnie to polska racja stanu”.

Ten tunel powinien funkcjonować od lat. Niestety poprzez decyzje poprzednich ekip realizacja tej inwestycji została zaniechana – powiedział z kolei Adamczyk.

Minister zapewnił także, że inżynierowie GDDKiA poradzą sobie z inwestycją, która jest ważna nie tylko dla Świnoujścia i regionu, ale dla całego kraju.

Prezydent Świnoujścia podkreślał z kolei, że mieszkańcy miasta czekali na tunel ponad 70 lat. Jak dodał, warto było czekać na to historyczne wydarzenie.

Arcybiskup Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński, udzielił z tej okazji wszystkim dyspensy, aby „świętowanie mogło być pełne, owocne i trwałe”.

Obecnie w mieście ruch między wyspami Wolin i Uznam odbywa się promami. Magistrat liczy, że pierwsze samochody przejadą tunelem na przełomie 2021 i 2022 r.

Na początku br. miasto otrzymało informację o przyznaniu dofinansowania unijnego w wysokości 775,6 mln zł budowy tunelu. To 85 proc. wartości całej inwestycji, pozostałe 15 proc., czyli 130 mln zł, Świnoujście pokryje z własnego budżetu.

Wstępny koszt budowy całego tunelu to 950 mln zł. Unijne pieniądze na nią będą pochodziły z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020.

W kwietniu ub.r. GDDKiA ogłosiła przetarg na zaprojektowanie i budowę tunelu. Do konkursu zgłosiło się 14 podmiotów krajowych i zagranicznych. Dyrekcja planuje, że podpisanie umów nastąpi na przełomie 2017 i 2018 r.[related id=”13329″]

Kryteria przetargu to przede wszystkim cena (90 proc.) i czas realizacji inwestycji (10 proc.) Wybrany wykonawca będzie miał od 47 do 50 miesięcy na realizację zadania, w tym 15 miesięcy na prace projektowe i uzyskanie zezwolenia na realizację inwestycji. Z czasu realizacji robót budowlanych będą wyłączane okresy zimowe.

Całkowita długość trasy wyniesie około 3,4 km, w tym 1,44 km tunelu, który zgodnie z uzyskaną w 2010 roku decyzją środowiskową zostanie wykonany w technologii „tarczy drążonej”. Średnica wewnętrzna tunelu będzie wynosić 12 m; zostanie w nim wykonana dwukierunkowa jezdnia, poniżej jezdni powstanie również tunel ewakuacyjny.

Świnoujście jest jedynym miastem w Polsce leżącym na kilkudziesięciu wyspach, z których tylko trzy są zamieszkałe (Uznam, Wolin i Karsibór). Na wyspie Uznam znajduje się centrum administracyjno-usługowe i dzielnica nadmorska wraz z obiektami turystyczno-uzdrowiskowymi. Tutaj mieszka 80 proc. mieszkańców Świnoujścia. Miasto nie ma drogowego połączenia z siecią dróg krajowych. Działają w nim dwie przeprawy promowe.

Dwa lata temu w sezonie letnim obłożenie miejsc noclegowych sięgnęło prawie 100 proc., a z przepraw promowych w 2015 r. skorzystało ponad 2 mln samochodów. Prawie czterdziestoletnie promy już niedługo nie będą w stanie obsłużyć rosnącej liczby pasażerów – przewiduje miasto. W sezonie letnim dziennie z przepraw korzysta nawet ok. 11 tys. samochodów.

Źródło: PAP

lk

W Brukseli zaostrzono normy emisji dla elektrowni, mimo sprzeciwu m.in. Polski; może nas to kosztować 10 mld zł 

Dla polskiego przemysłu, elektrowni węglowych oraz z tzw. dużych obiektów wysokiej emisji spalania, nowe rozwiązania oznaczają konieczność ograniczenia emisji i kolejne wydatki.

Przedstawiciele państw członkowskich przegłosowali w piątek nowe standardy zaostrzające normy emisji dla przemysłu, w tym elektrowni węglowych. Polska i kilka innych państw były temu przeciwne. Według resortu środowiska może nas to kosztować 10 mld zł.

W Brukseli odbyło się głosowanie w sprawie nowych wymagań środowiskowych dla zakładów energetycznych. Przyjęte konkluzje wprowadzają m.in. bardziej restrykcyjne wymogi dla takich zanieczyszczeń, jak: SO2 (dwutlenek siarki) , NOx (tlenki azotu) i pyłu, niż przewiduje to dyrektywa o emisjach przemysłowych (dyrektywa IED).[related id=”3140″]

Dostosowanie się do nowych przepisów emisyjnych może kosztować polskie przedsiębiorstwa ok. 10 mld zł. Nie zgadzamy się na takie podejście – powiedział Paweł Sałek, wiceminister środowiska, pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej.

Niemcy, Polska, Czechy, Bułgaria, Rumunia, Węgry, Słowacja i Finlandia głosowały przeciw konkluzji ws. najlepszych dostępnych technik dla dużych obiektów spalania. Polska zaproponowała system głosowania nicejski, ale Komisja przyjęła jednak system głosowania lizboński, bardziej korzystny dla ludniejszych panstw Unii,  w tym Niemiec, a mniej dla Polski.

Jest rzeczą zaskakującą, że państwa, które nie mają węgla brunatnego, decydują o tym, jak inne państwa członkowskie, posiadające te zasoby, mają je wykorzystywać – powiedział PAP rzecznik ministerstwa środowisk,a Paweł Mucha. – Nasz głos, jak również państw wspomnianych wyżej, został pominięty – dodał.

Źródło: PAP

lk