USA / Donald Trump przedstawił projekt budżetu na przyszły rok. Przewiduje redukcję wydatków i redukcję podatków

Biały Dom przedstawił we wtorek projekt budżetu prezydenta USA Donalda Trumpa na rok finansowy 2018. W porównaniu z bieżącym rokiem redukcja wydatków na cele socjalne wyniesie prawie bilion dolarów.

Pierwszy projekt budżetu przedstawiony przez 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych, zgodnie z jego wyborczym hasłem „Ameryka przede wszystkim”, został oficjalnie zatytułowany „Nowe Fundamenty Amerykańskiej Wielkości”.

Zdaniem dyrektora Biura Budżetu Białego Domu Micka Mulvaneya, który we wtorek przedstawił dziennikarzom założenia tego planu wydatków rządu federalnego, właściwy tytuł projektu powinien brzmieć: „Pierwszy Budżet Podatników”.

[related id=”19923″]

Mulvaney uważa, że projekt ten przedstawia wydatki rządowe z perspektywy strony płacącej za działalność rządu federalnego, a więc podatnika amerykańskiego, a nie z perspektywy strony biorącej pieniądze od podatnika, czyli resortów federalnych.

Plan wydatków rządowych w roku 2018 zakłada drakońskie cięcia nakładów na programy socjalne, takie jak program bezpłatnej opieki medycznej dla najstarszych Amerykanów Medicare, ubezpieczenia medyczne dla dzieci czy finansowanie bonów żywnościowych dla najbiedniejszych oraz pożyczek na studia.

Administracja Trumpa przewiduje wzrost wydatków na obronę o 51 miliardów dolarów (prawie 10 proc.), zwiększenie nakładów na infrastrukturę o 200 mld dolarów oraz nietypowy, jak na prezydenta mającego opinię fiskalnego konserwatysty, pomysł przeznaczenia 19 mld dolarów na urlopy dla nowych rodziców (niezależnie od tego, czy będzie to ojciec czy matka) na opiekę nad noworodkami.

Zwiększenie wydatków na obronę będzie możliwe dzięki redukcji wydatków na pomoc zagraniczną USA, w tym na misje pokojowe oraz na takie cele, jak np. ochrona środowiska naturalnego.

Zawarte w projekcie wytyczne dotyczące wydatków rządu oznaczają ograniczenie nie tylko funduszy Departamentu Stanu, ale także na programy Pentagonu związane z pomocą wojskową dla zagranicy.

Budżet zakłada też drastyczną redukcję i zmianę zasad przyznawania amerykańskiej pomocy wojskowej, jak np. zastąpienie bezzwrotnych subwencji na zakup amerykańskiej broni pożyczkami i gwarancjami kredytowymi na ten cel.

[related id=”16711″ side=”left”]

Tylko amerykańska pomoc militarna dla Izraela na rok 2018 nie została zmniejszona. W roku budżetowym 2016 całe amerykańskie wojskowe wsparcie dla zagranicy warte było 5,7 miliardów dolarów; tymczasem pomoc wojskowa dla Izraela, w ramach 10-letniej umowy zawartej w ubiegłym roku, wynosi rocznie 3,8 miliardów.

Dodatkowym argumentem za utrzymaniem w roku 2018 pomocy militarnej dla Izraela na dotychczasowym poziomie jest – zdaniem ekspertów – podpisanie przez prezydenta Trumpa podczas wizyty w Arabii Saudyjskiej w ubiegłym tygodniu umowy o sprzedaży dla Arabii Saudyjskiej amerykańskiej broni i sprzętu militarnego wartości 109 mld dolarów.

Amerykańska pomoc wojskowa dla Państwa żydowskiego służy zapewnieniu Izraelowi tzw. kwalifikowanej przewagi militarnej (qualitative military edge) nad arabskimi, z reguły wrogimi wobec Izraela sąsiadami.

Planowane cięcia wydatków obejmą budżety wszystkich resortów, w tym ministerstwa rolnictwa, które – w mało prawdopodobnym przypadku zaaprobowania projektu budżetu Trumpa w jego pierwotnej formie – ograniczy subwencje dla farmerów.

Projekt budżetu przewiduje zrównoważenie wydatków rządu federalnego z wpływami w ciągu 10 lat.

Zdaniem ekspertów projekt ten oparto na zbyt optymistycznych założeniach, np. takich, że wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych do roku 2021 będzie wynosił przeciętnie 3 procent PKB rocznie, oszczędności z zastąpienia systemu opieki medycznej Obamacare nowym wariantem ubezpieczeń wyniosą 250 mld dolarów, a reforma podatkowa, która jeszcze nie była omawiana w Kongresie, przyczyni się do wzrostu wpływów do budżetu.

Projekt ten, nazywany projektem „redukcji podatków i redukcji wydatków”, spotkał się z ostrą krytyką ustawodawców Partii Demokratycznej, a także niektórych Republikanów. Wynika z tego, że ten „pierwszy budżet podatników” nie będzie ostatnim projektem budżetu administracji Trumpa na rok 2018.

Rok finansowy rozpoczyna się w Stanach Zjednoczonych 1 października, a kończy 30 września.

PAP/JN

Wspieramy dobre rozwiązania, a nie rząd – powiedział w Programie „24 Minuty” lider Solidarności Piotr Duda

Przewodniczący NSZZ Solidarność był gościem programu Krzysztofa Skowrońskiego w TVP INFO. Szef związku mówił m.in. o tym, czego oczekuje od rządu i co sądzi o potsulatach opozycji (wideo).

Cała rozmowa do obejrzenia na stronie TVP Info

– Jestem zadowolony z  porozumienia z Andrzejem Dudą w czasie wyborów prezydenckich i dziś też bym je podpisał – oświadczył w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim szef Solidarności –  co nie znaczy, że wszystko z tego porozumienia w ciągu ostatnich dwóch lat wykonaliśmy.

Najważniejsze aspekty tego porozumienia, czyli przywrócenie wieku emerytalnego sprzed reformy, którą wprowadziła PO, dokonało się i w tej chwili realizujemy to nasze porozumienie, czego najlepszym przykładem jest to, że 1,5 tygodnia temu wspólnie z panem prezydentem i minister Rafalską otworzyliśmy cykl kampanii „Godny wybór” – powiedział Piotr Duda.

Przewodniczący Solidarności podkreślił, że związek nie popiera rządu ani partii politycznych, tylko konkretne rozwiązania, np. podwyższenie godzinowej stawki minimalnej do 13 zł.  Mówił też o niskiej wiarygodności polityków PO, którzy w okresie swoich rządów promowali takie rozwiązania socjalne, jak umowy śmieciowe.

Natomiast pytany, z jakich poczynań obecnej władzy związkowcy są niezadowoleni, wymienił m.in. niektóre aspekty sytuacji w górnictwie.

24 MINUTY z Krzysztofem Skowrońskim w TVP Info w każdy poniedziałek o godzinie 18.00.

Prezes PAIiH: Podpisaliśmy umowę o współpracy z singapurską federacją biznesu oraz singapurskim odpowiednikiem PAIiH

Na warszawskim Polsko-Singapurskim Forum Biznesowym spotkali się przedsiębiorcy polscy i ci spośród singapurskich, którzy szukają możliwości zainwestowania poza Azją. Wielka szansa dla Polski.

W Pałacu Prezydenckim, gdzie pan prezydent Andrzej Duda podejmował prezydenta Singapuru, Tan Keng Yama, odbyło się także podpisanie umów między Narodowym Centrum Badań i Rozwoju a jego singapurskim odpowiednikiem. Umowa dotyczy współpracy w dziedzinie nauki i techniki.

Została tam również podpisana umowa o współpracy między PAIiH a singapurską federacją biznesu oraz singapurskim odpowiednikiem PAIiH. Obie umowy mają na celu otwarcie instytucjonalnej współpracy pomiędzy tymi organizacjami.

Jak powiedział Tomasz Pisula, prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, „zamierzamy organizować misje gospodarcze, wizyty przedsiębiorców, wzajemnie sobie pomagać w promocji bezpośrednich inwestycji zagranicznych” – podkreślił Pisula w rozmowie z PAP przed rozpoczęciem Polsko-Singapurskiego Forum Biznesowego.

[related id=”8283″]

Prezes PAIiH podkreślił, że Singapur nie jest kolosalnym partnerem handlowym dla Polski, jednak jest bardzo ważny ze względu na to, że jest bardzo bogatym rynkiem, jednym z największych portów morskich na świecie i  wrotami do Azji. W Singapurze koncentruje się nie tylko azjatycki, ale światowy handel. Jak powiedział, dlatego warto być na tym rynku.  – My dlatego jeszcze przed końcem ub.r. otworzyliśmy tam biuro handlowe naszej agencji. Biuro to już obsługuje pierwsze polskie firmy zainteresowane działaniem na tamtejszym rynku. Widać, że jest zainteresowanie biznesu – oświadczył prezez PAIiH.

Jak dodał, w Singapurze łatwo robi się interesy; jest on na 2 miejscu w rankingu Doing Business, jeśli idzie o łatwość robienia interesów i o doświadczeniu biznesowym dużo większym niż nasze. „Jeżeli będziemy wychodzili z punktu widzenia naszych korzyści biznesowych, oni ze swoich, na pewno się dogadamy” – powiedział rozmówca PAP.

Według Tomasza Pisuli, Polska ma unikalną szansę płynącą z tego, że sami jesteśmy dużym rynkiem zbytu, liczącym 38 mln mieszkańców. Podczas poniedziałkowego forum będziemy gościli przedsiębiorców singapurskich, którzy szukają możliwości zainwestowania poza Azją.

Prezes PAIiH stwierdził, że inwestorzy są nami zainteresowani, ponieważ jesteśmy częścią organizmu, który liczy 500 mln mieszkańców, przez co stanowi wielki potencjał inwestycyjny także dla ewentualnych partnerów z Singapuru.Tomasz Pisula wyraził nadzieję, że za kilka miesięcy będziemy mieć możliwość podsumowania pierwszych wymiernych efektów Polsko-Singapurskiego Forum Biznesowego.

[related id=”17548″ side=”left”]

– Chcemy pokazać to, co moglibyśmy im zaproponować. Np. częścią tej delegacji są przedsiębiorcy związani z sektorem automotive, czyli wszystkim, co wiąże się z motoryzacją. Wiedzą, że polska jest jednym z hubów motoryzacyjnych, jeśli chodzi o produkcję zarówno całych samochodów, jak i komponentów do nich. (…) Z drugiej strony Singapur jest dość wdzięcznym rynkiem sprzedaży naszych towarów i usług – głównie związanych np. z przemysłem morskim, zbrojeniowym i wszystkim co jest związane z polską żywnością” – podkreślił Pisula.

Polsko-Singapurskie Forum Biznesowe jest szansą poznania się przedsiębiorców z obu krajów. Jak ocenił prezes Pisula, „dajemy przedsiębiorcom szanse poznania się. Rynek sam reguluje tego rodzaju zdarzenia. Dość powiedzieć, że biznesmeni bardzo chętnie uczestniczą w tego rodzaju imprezach. Mam nadzieję, że część B2B po części oficjalnej zakończy się sukcesem. Realne kontrakty zostaną podpisane”.

Szef PAIiH zauważył, że jako Polska mamy wielki potencjał, jeśli chodzi o nowe technologie, które u nas powstają. Mieliśmy natomiast mniej sukcesów, jeśli chodzi o wdrożenia i skuteczną sprzedaż myśli technologicznej do przemysłu. – Przedsiębiorcy singapurscy z jednej strony mają kapitał, który pozwala na eksperymentowanie ze start-upami, a z drugiej z dużym zaciekawieniem przyglądają się temu, co mamy do zaoferowania, bo o tej jakości wiedzą. Dzisiaj rozmawiałem z jednym z partnerów z Singapuru i sygnalizował mi, że jest bardzo ciekawy naszych start-upów – zaznaczył.

[related id=”12482″]

Jak podkreślił Tomasz Pisula, zainteresowanie czysto biznesowe naszym start-upami jest bardzo duże, a Polska ma mocną pozycję, jeśli chodzi o wszystko, co jest związane z sektorem IT i „fintechami”. Mamy swoje ciekawe rozwiązania dotyczące bezpieczeństwa, związane z analizą dużych danych, mamy start-upy, które zajmują się biotechnologiami, sprawami oszczędzania energii w środkach komunikacji publicznej. To jest bardzo szeroka paleta. Część z tych firm pokazywaliśmy podczas targów w Hanowerze.

Prezes PAIiH dodał, że mamy szansę na szereg bardzo ciekawych wdrożeń. – Pytanie, gdzie zbierać dalej pieniądze z rynku na rozwój tych firm, czy gdzie je sprzedać, bądź gdzie pozyskiwać kontrahentów. Mam wrażenie, że bardzo bogaty rynek singapurski mógłby w tym procesie uczestniczyć – powiedział.

Według niego, rynek singapurski jest dla nas ciekawy zarówno jako rynek zbycia towarów i usług, jak i potencjalne źródło finansowania. – Bogaci Singapurczycy są zarówno ciekawym partnerem handlowym, jak i potencjalnym inwestorem. Polska ma tak unikalną sytuację, jeśli chodzi o tanią własną walutę, o wysoko wykształconą, niskokosztową siłę roboczą, ponieważ jesteśmy w UE i sprzedaż towarów z Polski nie wiąże się z dodatkowymi cłami – podsumował.

Singapur to jedno z najlepiej rozwiniętych państw świata. Leżąc nad cieśniną Malakka, stanowi bramę do Azji. Głównym atutem Singapuru jest jego strategiczne położenie, stabilność gospodarcza i polityczna oraz stworzenie pozytywnych warunków do prowadzenia biznesu, co sprzyja napływowi bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Singapur ma trzeci największy port świata i jest dobrze połączony infrastrukturalnie z rynkami Azji. Jest też w czołówce najbardziej innowacyjnych krajów świata (w 2016 r. zajął 2 miejsce w Global Innovation Index).

Według danych PAIiH, polski eksport do Singapuru wyniósł w 2016 r. 569 mln euro. W strukturze towarowej naszego eksportu dominują statki, łodzie i „struktury pływające”.

Polski import z Singapuru wyniósł natomiast w 2016 r. 636 mln euro. Na koniec 2015 r. skumulowane singapurskie inwestycje (bezpośrednie inwestycje zagraniczne-BIZ) w Polsce wyniosły 17 mln euro, zaś wartość skumulowanych polskich BIZ w Singapurze na koniec 2015 r. sięgnęła 89 mln euro.

PAP/JN

Prezydenci Polski i Singapuru są otwarci na zacieśnianie wzajemnych relacji gospodarczych oraz na nowe inwestycje

Prezydent Duda powiedział w poniedziałek, że Singapur jest jednym z krajów, na który Polska chce rozszerzać współpracę gospodarczą, a wizytę prezydenta Tony’ego Tan Keng Yamy nazwał historyczną.

Andrzej Duda podkreślił, że wizyta prezydenta Singapuru w Polsce jest epokowa, gdyż jest pierwszą na tym szczeblu od nawiązania stosunków dyplomatycznych między krajami 50 lat temu.

Głównym celem wizyty Tony’ego Tan Keng Yamy w Polsce była współpraca gospodarcza w zakresie badań, nowych technologii, energetyki. W obecności prezydentów Polski i Singapuru w Pałacu Prezydenckim podpisano porozumienie o współpracy między Narodowym Centrum Badań i Rozwoju a singapurską Agencją Nauki, Technologii i Badań, porozumienie o współpracy między Polską Agencją Inwestycji i Handlu (PAIH) a Singapurską Federacją Biznesu oraz porozumienie o współpracy między PAIH a Międzynarodową Radą Przedsiębiorczości Singapuru.

[related id=”17746″]

Prezydent Duda podkreślił w oświadczeniu dla prasy, że wizyta prezydenta Singapuru wpisuje się w „poszerzanie polskich horyzontów współpracy gospodarczej na poszczególne części świata”. Przypomniał, że w ostatnim czasie odbył wizyty o charakterze gospodarczym w Meksyku i Etiopii, a w Polsce spotkał się z emirem Kataru.

– 80 procent naszej wymiany gospodarczej do tej pory to była Unia Europejska. Chcemy, by ten zakres naszej współpracy gospodarczej poszerzał się. Dziś z pewnością stać Polskę, polskich przedsiębiorców na to, by tej ekspansji zagranicznej dokonywać – powiedział prezydent Duda.

Jak podkreślił, na zapotrzebowania polskich firm odpowiada Polska Agencja Inwestycji i Handlu, której zagraniczne biuro działa w Singapurze – „wielkim centrum biznesu, handlu w Azji”, „państwie nowoczesnym, stawiającym na nowoczesne technologie, dynamicznie rozwijające się, bogate”. Zaznaczył, że Singapur jest jednym z największych partnerów gospodarczych Polski w Azji. „Obok Chin, Indii, Wietnamu to właśnie Singapur jest tym krajem, z którym chcemy zacieśniać naszą współpracę gospodarczą” – zauważył polski prezydent.

Jak dodał, Singapur jest dla Polski ważnym i perspektywicznym partnerem m.in. w dziedzinie nowoczesnych technologii, innowacji.

[related id=”20087″ side=”left”]

Zwrócił także uwagę na znaczenie polsko-singapurskiej współpracy w dziedzinie energetyki, w tym w sektorze energii odnawialnej; prezydent powiedział, że tematem rozmowy był także przemysł obronny i rolno-spożywczy.

Prezydent Duda zaznaczył, że Singapur jest wielkim portem, w którym trwa handel gazem LNG. W Polsce zaś uruchomiliśmy rok temu terminal gazu skroplonego LNG. Dlatego chcemy rozmawiać także na ten temat, intensyfikować naszą wymianę handlową, budując zarazem więzi w zakresie dywersyfikacji dostaw energii.

Andrzej Duda poinformował, że zaprosił prezydenta, przedstawicieli władz Singapuru i przemysłu obronnego tego kraju do odwiedzenia we wrześniu targów kieleckich. Zachęcał także przedstawicieli singapurskiego biznesu, by zwrócili uwagę na polski przemysł rolno-spożywczy. Wyraził też nadzieję na kolejne kontrakty oraz na współpracę między przemysłami lotniczymi obu krajów.

Zwrócił też uwagę na działania podjęte na rzecz otwarcia w Polsce honorowego konsulatu singapurskiego i wyraził nadzieję, że „z czasem powstanie tu także poważne przedstawicielstwo dyplomatyczne”.

Prezydent Singapuru w oświadczeniu dla prasy ocenił, że jego wizyta stanowi „kamień milowy w dwustronnych relacjach pomiędzy Singapurem i Polską”. Przekonywał, że podpisane porozumienia umocnią wymianę i współpracę pomiędzy firmami obydwu państw oraz nadadzą rozpędu stosunkom między oboma krajami i przyczynią się do ich zacieśnienia. Wyraził też nadzieję na szybkie ratyfikowanie umowy o wolnym handlu pomiędzy Singapurem a Unią Europejską.

Tony Tan Keng Yama podkreślił, że dokonał z prezydentem Dudą bilansu „znaczącego postępu” we współpracy w obszarach gospodarki, nauki, badań, technologii i kultury i cieszy się z możliwości jeszcze bliższej współpracy i wzrostu gospodarczego. Powiedział też, że z prezydentem Dudą rozmawiał także o kierunkach gospodarczego rozwoju w Europie i w Azji, a to, że zarówno Polska, jak i Singapur mają otwarte, chętne do inwestycji, zlokalizowane w sercach własnych regionów gospodarki, sprzyja rozwojowi.

Tony Tan Keng Yam zaprosił prezydenta Andrzeja Dudę do złożenia wizyty w Singapurze.

PAP/JN

prof. Krystyna Pawłowicz, dr Cezary Mech, Anna Maria Siarkowska w Popołudniu Wnet 22 maja 2017 roku

Dzisiaj w Popołudniu Wnet rozmawialiśmy o możliwym przymusie wprowadzenia w Polsce euro i przyjęcia imigrantów oraz o tworzeniu się obrony terytorialnej i reformie wymiaru sprawiedliwości.

Goście Popołudnia Wnet:

prof. Krystyna Pawłowicz – prawnik, poseł PiS, członek Krajowej Rady Sądownictwa;

Anna Maria Siarkowska – koło poselskie Republikanie;

dr Zbigniew Kuźmiuk – poseł do Parlamentu Europejskiego z ramienia Prawa i Sprawiedliwości;

dr Cezary Mech – ekonomista, były wiceminister finansów.


Prowadzący: Łukasz Jankowski

Realizator: Andrzej Gumbrycht

Wydawca techniczny: Jaśmina Nowak


Część pierwsza:

Cezary Mech: O konsekwencjach wprowadzenia waluty euro w Polsce, możliwościach nacisku ze strony Francji i Niemiec na Warszawę w sprawie euro oraz zbyt wolnym tempie wzrostu płac w Polsce.

Część druga:

Anna Maria Siarkowska: Niedzielne zaprzysiężenie 400 żołnierzy obrony terytorialnej to wielki dzień dla polskiej armii, ale ministerstwo powinno bardziej promować Wojska Obrony Terytorialnej.

Część trzecia:

Prof. Krystyna Pawłowicz: o reformie sądownictwa, ustawie o skróceniu wieku emerytalnego sędziów Sądu Najwyższego oraz zachowaniu uczestników Kongresu Prawników Polskich.

Duże zmiany na polskim rynku energetycznym. Francuska spółka wycofuje się z Polski i sprzedaje wszystkie swoje udziały

Dzisiaj Polska Grupa Energetyczna podpisała umowę z francuską spółką EDF na zakup elektrociepłowni i sieci ciepłowniczych w ośmiu dużych miastach Polski. PGE stanie się liderem produkcji ciepła.

Na specjalnie zwołanej konferencji minister energii Krzysztof Tchórzewski podkreślał, że EDF Polska z punku widzenia wyników nie kwalifikował się do sprzedaży, ale kłopoty finansowe, w jakie wpadła spółka-matka, spowodowały, że zagraniczny koncern postanowił sprzedać aktywa posiadane w naszym kraju.

[related id=5913]

Dzięki samodzielnemu przejęciu ośmiu elektrociepłowni w największych aglomeracjach, takich jak Trójmiasto, Wrocław czy Kraków, zlokalizowanych łącznie w pięciu województwach, oraz elektrowni Rybnik na Śląsku i blisko 400 km sieci ciepłowniczej w czterech miastach Grupa PGE umocni pozycję lidera na polskim rynku elektroenergetycznym i zostanie największym dostawcą ciepła systemowego.

Dzięki przejęciu ośmiu elektrociepłowni – w Gdyni, Gdańsku, Krakowie, Wrocławiu, Toruniu, Zielonej Górze, Zawidawie i Siechnicy – Grupa PGE zwiększa swoje zainstalowane moce cieplne z 3,55 GWt do 7,57 GWt, to jest o ponad 100 procent. Utrzymanie dotychczasowego, raportowanego za 2016 rok, poziomu produkcji zwiększyłoby wolumen produkowanego przez Grupę ciepła o ponad 150 procent. Połączone moce zainstalowane PGE i EDF pozwalają uzyskać Grupie PGE największy, bo 15-procentowy udział w rynku ciepła. Zainstalowane moce elektryczne zwiększą się o 25 procent.

Wartość transakcji dla wszystkich aktywów nabywanych od EDF wynosi 4,51 mld złotych, z czego ok. 2,45 mld złotych przypada na wartość kapitałów własnych, a ok. 2,06 mld złotych przypada na zadłużenie netto, będące długiem wewnątrz Grupy EDF. Transakcja zostanie sfinansowana ze środków własnych.

Minister podkreślił, że po dzisiejszej transakcji PGE staje się liderem na polskim rynku energii – kontroluje 45 procent rynku.

Te zakupy, które najpierw poczyniła Enea, a teraz PGE, nie były uwzględnione w wieloletnich planach, ale zostały podjęte ze względu na bezpieczeństwo energetyczne i brak pewności co do działań zagranicznych partnerów – podkreślił Krzysztof Tchórzewski, wskazując, że obecnie łatwiej będzie realizować zadania związane z rządowym programem rozwoju energetyki.

Zdaniem ministra energii dzisiejsza umowa jest bardzo ważna z punktu widzenia planu modernizacji energetyki i programu redukcji emisji CO2 – kwestii, które są wprost związane z negocjacjami emisyjnymi i klimatycznymi prowadzonymi w ramach Komisji Europejskiej. KE prowadzi rozmowy z rządami i o zasadach rynkowych w sektorze energetycznym, i o planach redukcji emisji CO2.

– Z jednej strony mamy mechanizmy rynkowe, a z drugiej pojawiają się nieumówione wcześniej propozycje, jak w przypadku pakietu zimowego. Polityka Unii Europejskiej powoli doprowadza do tego, że rynek energii staje się rynkiem nawet nie państwowym, ale urzędowym. My musimy się przygotować i działać tak, aby rynek energii stał się wydolny w perspektywie kilku lat, i zaspokoić potrzeby społeczne oraz przemysłowe – tłumaczył w czasie konferencji Krzysztof Tchórzewski.

Minister podkreślił, że dzisiejsza umowa to dobra informacja dla rządowych planów, ponieważ, jak powiedział, „front inwestycyjny w energetyce będzie musiał wzrosnąć”.  Zaznaczył, że transakcja PGE jest korzystna dla ministerstwa – pozwoli na kształtowanie polityki energetycznej w elektrociepłowniach, bo prywatny właściciel nie musi się wpisywać w państwowe plany polityki energetycznej, do czego są zobowiązane spółki będące własnością skarbu państwa.

Na temat przejęcia polskich aktywów EDF wypowiedział się również Henryk Baranowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. Określił transakcję jako strategiczną dla Grupy Kapitałowej PGE – jest to element świadomej ekspansji Grupy.

Przede wszystkim pozwala nam ona na ugruntowanie pozycji lidera na rynku energetycznym i daje pierwsze miejsce na rynku ciepła. Transakcja buduje wartość Grupy, a także pozwala z optymizmem patrzeć na rozwój w segmencie regulowanej działalności ciepłowniczej na bazie przejmowanych aktywów – powiedział.

ŁAJ

PGNiG żąda nałożenia przez Unię Europejską kar finansowych na Gazprom. Ogłoszono oficjalne stanowisko spółki ws. szkód

Komisja Europejska powinna też stworzyć konkurencyjne warunki na rynku gazu – poinformowali przedstawiciele PGNiG, winiąc Gazprom za straty, jakie poniosły i spółki, i prywatni odbiorcy w regionie.

Przedstawiciele spółki chcą, by Komisja Europejska wymogła na Gazpromie zobowiązania m.in. zbycia udziałów w tych elementach infrastruktury, które dają mu kontrolę nad dostawami gazu do Europy Środkowej – np. w gazociągach Opal i Jamał. Spółka uważa, że Gazprom przez wiele lat naruszał zasady antymonopolowe, przez co doprowadził do znacznych szkód na rynkach Europy Środkowej. Straciły zarówno działające na tym terenie spółki, jak i ich odbiorcy – w tym gospodarstwa domowe.

Podczas czwartkowej konferencji prasowej PGNiG zaprezentowało swoje stanowisko w ramach tzw. badania rynku prowadzonego przez Komisję Europejską w związku z postępowaniem antymonopolowym wobec Gazpromu.

[related id=” 18392″]

Jak mówił w czwartek prezes PGNiG Piotr Woźniak, naruszenia antymonopolowe, jakich dopuścił się Gazprom, mają charakter „długotrwały i poważny”. Woźniak podkreślił, że rosyjska spółka nie zaniechała naruszania prawa i do dziś nie stosuje się do jego przepisów.

W ponad 100-stronicowym dokumencie skierowanym do KE, który – jak mówił szef PGNiG – w ciągu „najbliższych godzin” zostanie jej przekazany, a jednocześnie upubliczniony, polska spółka – oprócz kary dla Gazpromu – będzie się domagała, by Komisja zobowiązała rosyjskiego monopolistę do respektowania dodatkowych zobowiązań w postaci środków zapobiegawczych.

Prezes PGNiG zwrócił uwagę, że wysokość ewentualnej kary zależy jedynie od decyzji Komisji Europejskiej, a PGNiG nie proponuje jej żadnej sumy. „Nic do tego nie mamy […], ale odnosimy się do obowiązującego prawa” – powiedział Woźniak. W grę wchodzi kwota w wysokości do 10 procent globalnego obrotu koncernu.

– Rozwiązanie to umożliwi zrekompensowanie strat spowodowanych przez praktyki Gazpromu – powiedział szef PGNiG. Podkreślił zarazem, że ewentualna kara wpłynęłaby do unijnego budżetu.

[related id=”18851″ side=”left”]

PGNiG chce też, by KE zobowiązała Gazprom do przeglądu cen w kontraktach gazowych, tak aby były one oparte na unijnych realiach rynkowych. Polska spółka proponuje również rewizję klauzuli „bierz lub płać”. Chodzi o to, by maksymalny poziom obowiązkowego odbioru gazu nie przekraczał 75 procent.

PGNiG chciałby, żeby KE zobowiązała rosyjską spółkę do zbycia udziałów w przedsiębiorstwach będących właścicielami infrastruktury przesyłowej i magazynowej w UE, w szczególności operatorów gazociągów Opal i Jamał i magazynów gazu Katharina (na terenie Niemiec – PAP), do usprawnienia przepływów transgranicznych, udrożnienia i „bezwzględnego przestrzegania certyfikowania” na wszystkich elementach infrastruktury będącej własnością EuRoPol Gazu.

PGNiG postuluje też, by Gazprom, ze względu na swój potencjał rynkowy, był dopuszczany do aukcji na przepustowości unijnych gazociągów na maksymalnie pięć lat naprzód.

Woźniak przypomniał, że kiedy na początku marca br. została ogłoszona aukcja na „węzłowych” europejskich gazociągach, został w niej uwzględniony nieistniejący jeszcze gazociąg Eugal – lądowa odnoga gazociągu Nord Stream 2. Zdaniem prezesa PGNiG w ciągu jednej doby cała przepustowość w naszej części Europy została zarezerwowana przez Rosjan – nawet do 2039 roku.

[related id=”16380″]

Sprawa o praktyki antymonopolowe Gazpromu ciągnie się od września 2011 r., kiedy przedstawiciele KE weszli do biur Gazpromu i jego klientów na terenie UE i przeprowadzili w nich rewizje, podczas których zabezpieczali dokumenty i dane z komputerów. Kontrole odbyły się również w biurach PGNiG. W 2015 roku Komisja formalnie zarzuciła rosyjskiemu koncernowi łamanie unijnych zasad konkurencji, a także realizację strategii zmierzającej do podziału rynku gazu w krajach członkowskich z Europy Środkowej i Wschodniej, np. poprzez ograniczanie odbiorcom możliwości reeksportu gazu. W ocenie KE rosyjski koncern utrudnia konkurencję na rynku gazu w ośmiu z nich: w Polsce, Bułgarii, Czechach, Estonii, na Węgrzech, Litwie, Łotwie i Słowacji.

Dla Polski i innych państw regionu oznaczało to wymierne straty finansowe, bo cena gazu dla naszego kraju jest indeksowana do cen ropy. W czasie, gdy ceny ropy utrzymywały się na bardzo wysokim poziomie, odbiorcy rosyjskiego gazu w naszym kraju płacili za błękitne paliwo jedne z najwyższych stawek w Europie.

W połowie marca br. KE przyjęła zobowiązania Gazpromu odpowiadające na zarzuty w sprawie nadużywania pozycji monopolisty na rynku gazu w Europie Środkowej i Wschodniej. Rosjanie mają zapewnić swobodny przepływ surowca w regionie, a Bruksela nie będzie występować o kary. Oznacza to brak formalnego uznania naruszenia reguł konkurencji ze strony rosyjskiego potentata i uniknięcie przez niego kary finansowej. W grę wchodzi kara w wysokości do 10 procent globalnego obrotu koncernu.

W myśl porozumienia z Komisją Gazprom ma m.in. wyeliminować ograniczenia dotyczące reeksportu gazu i ułatwić odsprzedaż tam, gdzie nie ma połączeń. Ma też zapewnić, że ceny gazu w Europie Środkowej i Wschodniej będą odzwierciedlać ceny rynkowe. Jednocześnie Bruksela zwróciła się do zainteresowanych państw regionu, w tym Polski, o komentarze na temat propozycji Gazpromu. Czas na przesłanie uwag to siedem tygodni. Dopiero po ich przeanalizowaniu KE ma podjąć decyzję, czy zobowiązania Gazpromu wystarczą, by zamknąć postępowanie.

Marcowa decyzja KE rozczarowała jednak nie tylko Polskę, ale i niektórych europosłów ze wszystkich głównych frakcji. Napisali oni list do Margrethe Vestager, unijnej komisarz ds. konkurencji, w którym wskazali, że Gazprom nadużywał dominującej pozycji, przez co konsumenci – zarówno przemysłowi, jak i gospodarstwa domowe – przepłacali za surowiec.

W liście stwierdzono, że brak środków karnych to niebezpieczny precedens, bo jest sygnałem, że UE nie jest zbytnio przywiązana do ochrony swoich zasad i obywateli. Również PGNiG oceniło tuż po opublikowaniu stanowiska KE, że nie zdiagnozowano w nim wszystkich problemów wynikających z praktyk monopolistycznych stosowanych przez Gazprom.

PAP/JN

Grecja: Kolejne grupy zawodowe dołączyły do trwającego od wtorku strajku generalnego przeciwko planowanym oszczędnościom

Pracownicy sektora transportowego, urzędnicy państwowi, kontrolerzy ruchu oraz pracownicy służby zdrowia nie poszli w środę do pracy w ramach ogólnokrajowego strajku protestacyjnego w Grecji.

Jak podają agencje informacyjne, strajk zorganizowały największe związki zawodowe sektora prywatnego i państwowego. „Nie dla ponownej grabieży wynagrodzeń i emerytur” – głosi hasło związku zawodowego sektora państwowego ADEDY.

O godzinie 10 w centrum Aten rozpoczęły się demonstracje protestujących.

[related id=”10767″]

W publicznej służbie zdrowia w środę pracują jedynie ekipy ratownicze. Transport kolejowy i autobusowy jest sparaliżowany. W środku dnia na cztery godziny pracę przerwą pracownicy kontroli lotów powietrznych, co spowoduje odwołanie lub opóźnienie ponad 150 lotów.

We wtorek rozpoczął się czterodniowy strajk pracowników promów, którzy protestują m.in. przeciwko pracy na czarno. Strajk załóg promów oznacza, że te greckie wyspy, na których nie ma lotnisk, aż do piątku będą praktycznie odcięte od świata – zauważa agencja AP.

We wtorek 24-godzinny strajk rozpoczęli również dziennikarze; w radiu i telewizji nie było tego dnia wiadomości. Z powodu strajku dziennikarzy w środę nie ukazały się w Grecji gazety.

Strajkujący protestują przeciwko kolejnemu pakietowi przedsięwzięć oszczędnościowych, które grecki parlament ma przyjąć w czwartek. Rząd chce w ten sposób zaoszczędzić 4 mld euro. Pakiet obejmuje redukcję emerytur od 2019 roku i podwyżki podatków od roku 2020. Jest to warunkiem kontynuowania przez międzynarodowych wierzycieli pomocy finansowej dla Grecji.

W grudniu ubiegłego roku podczas strajku generalnego od 7 do 15 tys. ludzi przemaszerowało w Atenach w proteście przeciwko cięciom budżetowym, spełniającym wymogi zagranicznych pożyczkodawców. Strajkował też transport publiczny, szkoły, pracownicy kolei, a szpitale działały tylko w pilnych przypadkach. Lokalne urzędy były zamknięte, nie ukazały się drukowane dzienniki. Z portów nie wypływały też statki zapewniające łączność z wyspami.

PAP/JN

Wiceminister środowiska Mariusz Gajda: Chińczycy i tak dotrą do Europy. W naszym interesie jest to wykorzystać

„Możemy zarobić na oczyszczaniu chińskiej wody” – powiedział gość Poranka Wnet Mariusz Gajda po powrocie z Pekinu, gdzie brał udział w Forum Pasa i Szlaku w delegacji rządowej z premier Beatą Szydło.

Skutkiem jego wizyty było m.in. podpisanie w imieniu rządu RP dokumentu o współpracy nad zasobami wodnymi z Ministerstwem zasobów wodnych Chin: „Ta współpraca nie jest związana z porozumieniem finansowym. Bardziej chodzi o wymianę doświadczeń, rozwiązywanie problemów.”

Zwrócił uwagę na to, że w Chinach zasoby wodne są bardzo zanieczyszczone ściekami przemysłowymi oraz ściekami komunalnymi. Poinformował, że podczas rozmów „Chiny zadeklarowały teraz, że chcą zająć się tym problemem”.

Jak powiedział wiceminister środowiska, jest w tym duży potencjał biznesowy dla Polski: „Możemy zarobić na oczyszczaniu chińskiej wody”. Podkreślił, że Polska ma bardzo dobrze rozwiniętą technologię związaną z oczyszczalniami ścieków, ogólnie z  gospodarką wodno-ściekową.”Co ważne, te systemy są trudne do podrobienia przez inne państwa”.

Mariusz Gajda mówił również o Forum Pasa i Szlaku. Podkreślił, że Chińczycy dążą do tego, aby stać się gospodarczym liderem azjatyckim.

– Oni i tak  dotrą do Europy – i to w naszym interesie jest, aby to wykorzystać. Jeżeli Polska nie będzie chciała w handlu, to skorzystają na tym Węgrzy czy Słowacy.

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji Witolda Gadowskiego.

JN

Międzynarodowa nagroda za najlepszy banknot kolekcjonerski dla NBP za 20-złotowy banknot „1050-lecie Chrztu Polski”

Podczas tegorocznej Currency Conference w Kuala Lumpur główną nagrodę otrzymał polski banknot o nominale 20 złotych, wyemitowany w zeszłym roku z okazji 1050. rocznicy chrztu Polski.

Banknot wykonała Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych na zlecenie Narodowego Banku Polskiego. Do obiegu został wprowadzony 12 kwietnia 2016 r., w nakładzie 35 tysięcy sztuk. Autorem projektu jest Krystian Michalczuk, artysta – grafik z PWPW.

Nagrodę w imieniu PWPW SA odebrał dyrektor Pionu Banknotów i Druków Zabezpieczonych – Piotr Wojcieszek, a z ramienia NBP – Jacek Bartkiewicz, Członek Zarządu.

Nagrodę ex aequo z NBP otrzymał Bank Centralny Chin za banknot 100-yuanowy.

Nagroda przyznawana przez International Association of Currency Affairs (IACA) jest jedną z najbardziej prestiżowych w branży producentów banknotów.

Złota statuetka IACA dla banknotu z Polski została przyznana po raz drugi. Przed dwoma laty nagrodzono także inny polski banknot, wyprodukowany na podłożu polimerowym, zatytułowany: „Setna rocznica utworzenia Legionów Polskich”.

Ponadto w tym roku do nagrody IACA w kategorii „najlepszy banknot promocyjny” nominowano kolejny druk zabezpieczony, pt. „Szachy”, który powstał w Wytwórni. Prezentuje on najnowsze możliwości technologiczne PWPW SA.

Rozstrzygnięcie tego konkursu już jutro!