Popołudnie Radia Wnet 5 czerwca 2017 Goście: gen. Roman Polko, Teresa Wójcik, Tomasz Rzymkowski, prof.Selim Chazbijewicz

NATO powinno wypowiedzieć wojną terroryzmowi, pod tym względem ostatni szczyt zawiódł. Musimy oczyszczać z radykałów islamskich dzielnicę po dzielnicy – powiedział w Popołudniu Wnet gen Roman Polko.

 gen. Roman Polko – były dowódca GROM;

Tomasz Rzymkowski – poseł Kukiz’15, członek sejmowej komisji śledczej do spraw wyjaśnienia afery Amber Gold;

Teresa Wójcik – dziennikarka zajmująca się rynkiem energii, BiznesAlert.


Prowadzący: Łukasz Jankowski
Realizator: Andrzej Gumbrycht
Wydawca techniczny: Jaśmina Nowak


Część pierwsza:

Generał Roman Polko o potrzebie wielkiej operacji antyterrorystycznej NATO w Europie oraz nowej Koncepcji Obronnej ogłoszonej przez ministra Antoniego Macierewicza.

 

Część druga:

 

Teresa Wójcik o konsekwencjach  dla gospodarki Stanów Zjednoczonych i globalnego paktu klimatycznego decyzji Donalda Trumpa o wyjściu USA z porozumień paryskich.

Część trzecia:

Tomasz Rzymkowski o rządowym projekcie reformy wymiaru sprawiedliwości, wątpliwościach co do jego konstytucyjności oraz o odpowiedzialności politycznej polityków Platformy za błędy przy pochówkach ofiar katastrofy smoleńskiej.

Rozpoczął się światowy szczyt transportu lotniczego w Meksyku. Główne tematy rozmów to bezpieczeństwo i finanse

Szefowie linii lotniczych ze Zrzeszenia Międzynarodowego Transportu Lotniczego będą w Cancun rozmawiać o ochronie przed terroryzmem, a także o kondycji finansowej światowych linii lotniczych.

Tegoroczne, 73. Walne Zgromadzenie Zrzeszenia Międzynarodowego Transportu Lotniczego (IATA) rozpocznie się w niedzielę w Meksyku – w Cancun. Blisko tysiąc osób – przedstawicieli linii lotniczych, producentów samolotów, lotnisk, instytucji lotniczych, a także władz rządowych – do wtorku ma rozmawiać o najważniejszych kwestiach dotyczących branży. Gospodarzem spotkania są linie Aeromexico. W spotkaniu będzie uczestniczyć również szef PLL LOT, Rafał Milczarski.

[related id=”14291″]

– Cancun w tych dniach stanie się stolicą transportu lotniczego, w której liderzy lotnictwa zgromadzą się na 73. sesji IATA – szczycie transportu lotniczego. Będziemy rozmawiać o najbardziej krytycznych kwestiach dotyczących branży. Najważniejsze tematy to znalezienie alternatywnych środków zapewniających bezpieczne latanie bez niedogodności związanych z obecnym zakazem wnoszenia laptopów i innego sprzętu elektronicznego przez pasażerów w bagażu podręcznym na pokład wszystkich samolotów lecących do USA – powiedział tuż przed spotkaniem dyrektor generalny IATA Alexandre de Juniac.

Zakaz obowiązuje od 21 marca w przypadku lotów do USA z 10 portów lotniczych na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej i Turcji. Władze USA uzasadniają wprowadzenie tego rozwiązania obawami, że w urządzeniach elektronicznych zabieranych przez pasażerów na pokład mogą być ukryte bomby.

W ostatni wtorek amerykański resort bezpieczeństwa narodowego poinformował, że Stany Zjednoczone nie wprowadzą na obecnym etapie zakazu wnoszenia laptopów i innego większego sprzętu elektronicznego przez pasażerów na pokład samolotów lecących z Unii Europejskiej do USA. Jednak rozszerzenie zakazu, który obowiązuje już w odniesieniu do lotów z niektórych krajów Bliskiego Wschodu i innych, jest nadal wśród rozpatrywanych środków, „o ile poziom zagrożenia będzie to uzasadniał”.

[related id=”17004″ side=”left”]
Jak dodał szef IATA, uczestnicy spotkania będą także rozmawiać m.in. o kondycji finansowej linii lotniczych, postępującej globalizacji, terroryzmie, czy wdrożeniu systemu redukcji emisji CO2.

– Tegoroczny, światowy szczyt transportu lotniczego odbywa się w momencie, kiedy przemysł lotniczy ma na swoim koncie kolejne, dobre wyniki finansowe. Obserwujemy wzrosty branży trzeci rok z rzędu. Ale jednocześnie w niektórych częściach świata widzimy pewne ograniczenia granic państwa oraz protekcjonizmu handlowego. To grozi korzyściom wynikającym z globalizacji, które umożliwia lotnictwo – dodał. Jak podkreślił, terroryzm pozostaje poważnym zagrożeniem, chociaż lotniska są coraz lepiej chronione, pasażerowie coraz bardziej doświadczeni i świadomi potencjalnych zagrożeń.

– Lotnictwo przyciąga biznes, a także turystów na całym świecie. Cancun słynie z pięknych plaż na Karaibach, bogatej historii oraz lokalnej kultury. Jest też doskonałym świadectwem na to, jak ogromną rolę odgrywa lotnictwo w rozwoju tego miejsca. W Cancun będą także przedstawiciele władz Meksyku – przekazała IATA.

IATA uważa, że światowe lotnictwo jest katalizatorem wzrostu i rozwoju gospodarczego, zapewnia miliony miejsc pracy. Według ostatnich prognoz w tym roku linie lotnicze mają zarobić ok. 29,8 mld dol, przewieźć ok. 4 mld pasażerów i ok. 55,7 mln ton cargo.

IATA zrzesza 275 linii lotniczych, w tym PLL LOT, z 117 krajów. Zapewnia ponad 83 procent światowego ruchu lotniczego.

PAP/JN

Pakistan otwiera w ramach inicjatywy „Pasa i Szlaku” bogaty w surowce Beludżystan na Chiny, ale bez prawa wyłączności

Pakistański Beludżystan otwiera się na chińskie inwestycje. W grę wchodzi kapitał o wartości 57 mld dolarów zadeklarowany przez Pekin na Chińsko-Pakistański Korytarz Ekonomiczny (CPEC).

Firmy z Pakistanu coraz częściej przekazują prawa do wydobycia minerałów, z których obfitości słynie prowincja Beludżystan, chińskim inwestorom. W regionie nie udało się do tej pory zbudować rentownego sektora górniczego, dlatego chińskie plany związane z CPEC budzą zainteresowanie – powiedział w rozmowie z agencją Reutera wysoki urzędnik Beludżystanu odpowiedzialny za górnictwo, Saleh Muhammad Baloch.

– Pojawią się jako partnerzy i wesprą nas technologią – twierdzi Baloch, dodając, że w interesie prowincji jest, by chińskie inwestycje znajdowały się blisko złóż oraz w sąsiedztwie nowych szlaków komunikacyjnych planowanych w ramach korytarza ekonomicznego. CPEC ma połączyć zachodnie Chiny z pakistańskim portem Gwadar nad Morzem Arabskim.

[related id=”15640″]
Baloch zwrócił uwagę, że dotychczas Pakistanowi trudno było pozyskiwać zagranicznych inwestorów, ponieważ zachodnie firmy obawiały się zagrożenia ze strony lokalnych separatystów. Miejscowa społeczność zapowiadała zbrojny sprzeciw wobec eksploatacji ich terenów. Problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa oraz sądowe spory uniemożliwiły inwestycje m.in. kanadyjskiego koncernu Barrick Gold oraz chilijskiej Antofagasty. Obie firmy chciały rozpocząć wydobycie w okolicach miasta Reko Diq, gdzie znajduje się uważane za piąte największe złoże złota i miedzi na świecie.

Chińscy inwestorzy są zainteresowani prowadzeniem szerszej działalności i otwieraniem partnerstw z lokalnymi firmami. Wspólne projekty miałyby dotyczyć wydobycia marmuru, wapienia, węgla, chromu oraz uruchamiania w Pakistanie zakładów produkcyjnych. Według Balocha wydobycie metali szlachetnych, jak złoto czy miedź, nie mieści się w planie CPEC. Chińskie firmy mogą liczyć na możliwość partycypowania w działalności kopalni, ulgi podatkowe i korzystne warunki eksportu, ale nie uzyskają wyłączności na eksplorację złóż złota i miedzi, bo te będą podlegać przetargom otwartym dla chętnych z całego świata.

Pakistan chce, by chińskie zainteresowanie Beludżystanem przerodziło się w ułatwienia dla inwestycji firm z pozostałych krajów. Złoża z tzw. pasa Tethyan, w którym znajduje się Reko Diq, chciałyby także wydobywać koncerny z Australii i Turcji.

[related id=”20340″ side=”left”]
CPEC jest jednym z głównych elementów inicjatywy „Pasa i Szlaku”, nazywanej najważniejszym planem ekonomicznym obecnych Chin. Według niektórych źródeł wartość wszystkich inwestycji z Chin na terenie Pakistanu ma dzięki niemu wynieść nawet 62 mld dolarów.

Pekin planuje budowę autostrad, linii kolejowych, elektrowni słonecznych, rurociągów gazowych oraz rozbudowę portu w Gwadar. Obserwatorzy porównują CPEC do pakistańskiego planu Marshalla i zwracają uwagę, że wartość chińskich inwestycji w ramach inicjatywy ma przewyższyć wszystkie bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Pakistanie od 1970 r. CPEC ma stworzyć 2,3 mln nowych miejsc pracy do 2030 r. oraz zwiększyć PKB kraju o ponad 2 procent.

„Pas i Szlak” zrzesza 65 krajów, w których mieszka 60 procent ludności świata, dysponujących PKB o wartości 21 bln dolarów. Dla wielu z nich możliwość uzyskania ekonomicznego wsparcia Chin oznacza wprowadzenie na nowe tory gospodarcze.

Inicjatywa zrzesza kraje uznawane przez Światowe Forum Ekonomiczne za najgorzej rozwinięte pod względem gospodarczym na świecie. Z tego powodu obserwatorzy zwracają szczególną uwagę na konieczność zapewniania projektom przeprowadzanym w ramach „Pasa i Szlaku” ścisłego nadzoru. W innym przypadku kraje o niedostatecznie rozwiniętej infrastrukturze i systemie władzy mogą stać się słabym ogniwem inicjatywy, narażonym na wpadnięcie w pułapkę niemożliwych do spłacenia kredytów.

Prezydent Chin Xi Jinping zapowiedział podczas majowego szczytu inicjatywy w Pekinie 113 mld dolarów nowych środków na rozszerzenie projektu. Projekt wyrasta na główny ekonomiczny plan dla świata, szczególnie w sytuacji, gdy USA zrezygnowały z Partnerstwa Transpacyficznego.

PAP/JN

Premier Beata Szydło: „Rodzina 500 plus” to ogromny sukces. W kolejnych budżetach będzie priorytetem

Program Rodzina 500 + jest zabezpieczony; w każdym kolejnym budżecie jest wpisany jako priorytet. Daliśmy polskim rodzinom szczęście i myślę, że nikt im tego nie odbierze – powiedziała premier.

– Jest to program, który nie tylko wspiera rodziny finansowo. To rzeczywiście bardzo ważne, że udało się nam zredukować biedę, ubóstwo wśród dzieci, udało się nam bardzo wyraźnie poprawić sytuację materialną dużych rodzin. To są dane statystyczne. Największą satysfakcją jest to, że te rodziny mogą spokojnie myśleć dzisiaj o planowaniu swojej przyszłości, mogą pozwolić sobie na to, że dzieciaki mają dodatkowe zajęcia, że mogą spełniać ich marzenia, że mogą pojechać na wakacje – powiedziała premier Szydło w programie „Pytanie na Śniadanie” w TVP2.
– Daliśmy polskim rodzinom szczęście i myślę, że nikt im już tego nie odbierze, nikt nie jest wstanie tego zakwestionować. Ci, którzy chcą zlikwidować ten program, powinni pojechać do ludzi, porozmawiać z nimi, jak to wygląda. To jest program potrzebny. Nie tylko ma wymiar finansowy, ale zaczęło się rodzić coraz więcej dzieci (…) – dodała.
Premier była pytana o dalsze finansowanie programu. – Program jest zabezpieczony. Nie ma żadnego problemu, żeby finansować go przez kolejne lata. Znam już założenia budżetowe przedstawiane mi przez pana premiera Morawieckiego na kolejne lata. Jako priorytet w każdym budżecie wpisany jest program „Rodzina 500 plus” – podkreśliła.
Jak wskazała, w dużym stopniu elementem wzrostu gospodarczego jest konsumpcja, która zwiększyła się po wprowadzeniu „Rodziny 500 plus”.
Program „Rodzina 500 plus” ruszył 1 kwietnia 2016 roku. Świadczenie wychowawcze w wysokości 500 zł rodzice otrzymują niezależnie od dochodu na drugie i kolejne dzieci do ukończenia przez nie 18. roku życia. W przypadku rodzin z dochodem poniżej 800 zł netto na osobę (lub 1200 zł netto w przypadku wychowywania w rodzinie dziecka z niepełnosprawnością) wsparcie można otrzymać także na pierwsze lub jedyne dziecko. Dotychczas – według danych MRPiPS – w ramach programu do rodzin trafiło 24,9 mld zł.

PAP/JN

Jan Szyszko: Po oświadczeniu Donalda Trumpa pozostałe państwa muszą zdecydować o przyszłości porozumień klimatycznych

Porozumienie paryskie może nie przetrwać, jeśli Stany Zjednoczone pozostaną przy postanowieniu wycofania się z niego. Decyzja USA nie będzie jednak miała natychmiastowych konsekwencji dla klimatu.

W czwartek 1 czerwca Prezydent USA Donald Trump ogłosił, że USA wycofa się z paryskiego porozumienia klimatycznego z 2015 roku, co jest spełnieniem jego obietnicy, że będzie przedkładał interesy amerykańskich pracowników i konsumentów nad inne. – Poczynając od dzisiaj USA zaprzestaną implementacji porozumień paryskich – powiedział.

[related id=22508]

Prezydent USA stwierdził też, że amerykańscy pracownicy, których kocha, płacą cenę za postanowienia traktatu. Tą ceną jest między innymi utrata miejsc pracy i ograniczenia produkcji w niektórych sektorach gospodarki. Redukcji emisji gazów cieplarnianych, wynikająca z paryskich ustaleń, byłaby jego zdaniem zbyt kosztowna dla USA.

O konsekwencjach decyzji prezydenta USA  rozmawialiśmy w „Poranku Wnet” z prof. Janem Szyszką, ministrem środowiska. – W tej chwili rozpoczęła się procedura wychodzenia [USA z porozumień klimatycznych podjętych w Paryżu w 2015 roku – ŁAJ] i trzeba tę sytuację dokładanie przeanalizować. Amerykanie to ludzie, którzy zawsze twardo chodzili po ziemi, w związku z tym analizują, czy wyjście z porozumienia paryskiego, które jest częścią globalnego paktu klimatycznego, będzie dla nich korzystne. Jednak proces wychodzenia z ustaleń, o ile naprawdę nastąpi, będzie trwał parę lat – powiedział minister.

Prof. Szyszko uważa, że decyzja Donalda Trumpa nie będzie miała natychmiastowych konsekwencji dla klimatu i z punktu widzenia prezydenta USA jest logiczna. – Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Amerykanie bardzo mocno patrzą na rozwój gospodarczy. Trzeba również pamiętać, że pan prezydent Trump miał swój program wyborczy, dzięki któremu wygrał, i teraz musi zrealizować swoje zobowiązania. Musimy na tę decyzję spojrzeć spokojnie. Ameryka jest odpowiedzialnym państwem z punktu widzenia rozwoju gospodarczego.

Minister jest zdania, że porozumienie z Paryża zawiera dobre mechanizmy walki z problemami degradacji środowiska. – Polityka klimatyczna wytyczona w porozumieniu paryskim, stwarza możliwości rozwiązania wielkich problemów świata, takich jak brak dobrej wody, na co cierpi jedna trzecia ludności, czy brak żywności oraz głód, który jest spowodowany degradacją gleb i procesem pustynnienia. Porozumienie paryskie miało szanse rozwiązać te kwestie.

Porozumienie ma wejść w życie dopiero po 2020 roku. Są więc jeszcze trzy lata na dyskusję. Tyle samo czasu mają Stany Zjednoczone, aby ewentualnie wyjść z porozumienia. Minister nie przesądził jednak, czy na pewno porozumienie przetrwa w sytuacji, gdy USA przestaną go przestrzegać. Zależeć to będzie od decyzji pozostałych państw, od tego, czy dalej będą chciały przestrzegać paktu.

ŁAJ/PAP

Poseł PiS: Na procederze dzikiej reprywatyzacji najwięcej zarobiły elity prawnicze oraz wpływowi politycy m.in. z PO

Każdy dzień zwłoki w pracach Komisji daje szanse przestępcom na zacieranie śladów – powiedział w „Popołudniu Wnet” doktor Jan Mosiński, członek komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji w Warszawie.

W poniedziałek 29 maja odbyło się pierwsze posiedzenie komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji w Warszawie, które upłynęło na zapoznaniu się jej członków z zasadami współpracy z departamentem prawa administracyjnego MS, który będzie administracyjnie obsługiwał komisję, a także z procedurami obowiązującymi członków wynikającymi z ustawy oraz regulaminu Komisji.

[related id=21668]

W Radiu Wnet o pierwszym posiedzeniu oraz planach działania Komisji opowiadał Jan Mosiński, poseł Prawa i Sprawiedliwości: – Komisja Weryfikacyjna nie jest jeszcze w pełni skompletowana, dlatego nie mogliśmy pracować w oparciu o ustawę, która mówi, że Komisja musi mieć równo ośmiu członków.

Niezależnie od tego Komisja odbyła już pierwsze posiedzenie, podczas którego wstępnie szukaliśmy odpowiedzi na pytanie, w którym kierunku pójdą nasze prace, czy zaczniemy badanie decyzji od tych nieruchomości, które są obarczone daleko idącym podejrzeniem, że proces reprywatyzacyjny został dokonany z naruszaniem prawa, czy też zaczniemy od tych przypadków, gdzie doszło do największej krzywdy ludzkiej.

Poseł PiS wskazał na dwuznacznie zachowanie Nowoczesnej, która na członka komisji zgłosiła polityka, którego rodzina ubiega się o zwrot nieruchomości w stolicy: – Można zapytać, czy działania Nowoczesnej nie były spowodowane tym, aby opóźnić rozpoczęcie prac komisji. Każdy dzień jest cenny dla komisji, bo daje możliwość tym wszystkim złodziejom, którzy dorobili się na reprywatyzacji, do czyszczenia sobie przedpola.

W ubiegłym tygodniu Sejm wybrał siedmiu członków komisji weryfikacyjnej zgłoszonych przez kluby: PiS, PO, Kukiz’15 i PSL. Potrzebnej większości nie uzyskał kandydat Nowoczesnej poseł Jerzy Meysztowicz, któremu sejmowa komisja odmówiła pozytywnej rekomendacji, gdy się okazało, że członek jego rodziny ubiega się o zwrot nieruchomości w stolicy. Procedura wyboru na wakat w komisji będzie powtórzona.

Nowoczesna zaproponowała teraz kandydaturę Pawła Rabieja, o czym poinformowała Katarzyna Lubnauer na wtorkowej konferencji prasowej, na której powiedziała także, że Nowoczesna chce mieć swojego przedstawiciela w komisji ds. reprywatyzacji z jednego powodu – uważa, że wprawdzie jest to ciało, co do którego jest dużo wątpliwości co do jego konstytucyjności, ale równocześnie, dopóki nie ma orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, trzeba wychodzić z założenia, że ta komisja po prostu funkcjonuje.

Jan Mosiński mówił również o prawnych możliwościach działania komisji weryfikacyjnej: – Podczas najbliższych posiedzeń przyjmiemy sposób działania, na którym będziemy procedować. Jedno jest pewne, w przypadku dzikiej reprywatyzacji, prokuratura może skazać przestępców, ale nie ma mocy, aby zmienić decyzje administracyjne o przyznaniu danej nieruchomości. Ale tutaj właśnie Komisja będzie miała moc sprawczą, aby zmieniać decyzje administracyjne w przypadku nieprawnie przejętych nieruchomości.

– Jeśli odzyskanie nieruchomości nie będzie możliwe, komisja będzie się starać odebrać pieniądze osobom, które nielegalnie przejęły nieruchomość. –  Odzyskamy te pieniądze – zapewnił.

– Mamy świadomość, że głównymi środowiskami, które zarobiły na tej reprywatyzacji, są elity prawnicze z najważniejszymi adwokatami warszawskimi na czele oraz wpływowe środowiska polityczne, gdzie prym wiedzie Platforma Obywatelska, ale zarobił również świat przestępczy – zaznaczył polityk PiS.

ŁAJ

USA wycofa się z paryskiego porozumienia ws. klimatu. Donald Trump: Ta decyzja nie będzie miała dużego wpływu na klimat

Donald Trump oznajmił, że USA rozpoczną negocjacje w sprawie porozumienia, którego „warunki będą uczciwe dla USA”, ale zastrzegł, że uzyskanie takiego paktu nie jest priorytetem dla USA.

Prezydent USA Donald Trump ogłosił w czwartek, że USA wycofa się z paryskiego porozumienia klimatycznego z 2015 roku, co jest spełnieniem jego obietnicy, że będzie przedkładał interesy amerykańskich pracowników i konsumentów nad inne. „Poczynając od dzisiaj USA zaprzestaną implementacji porozumień paryskich” – powiedział Trump.

Dodał, że „amerykańscy pracownicy, których kocha (…)” płacą cenę za postanowienia, wynikające z tego traktatu w postaci kosztów, utraty miejsc pracy i ograniczenia produkcji w niektórych sektorach gospodarki. Prezydent uzasadnił swą decyzję tym, że konieczność redukcji emisji gazów cieplarnianych, wynikająca z paryskich ustaleń, byłaby zbyt kosztowna dla USA.

Donald Trump oznajmił też, że USA rozpoczną negocjacje w sprawie porozumienia, którego „warunki będą uczciwe dla USA”. Porozumienie paryskie jest „w najwyższym stopniu niekorzystne dla USA”, działa natomiast na korzyść innych krajów – dodał, zaznaczając, że został wybrany po to, by „reprezentować mieszkańców Pittsburgha, a nie Paryża”. Pittsburgh w stanie Pensylwania jest ośrodkiem przemysłu ciężkiego.

Jak można się było spodziewać, ta decyzja wywołała falę krytycznych komentarzy. Były prezydent Barack Obama napisał w oświadczeniu, że administracja Trumpa „odrzuca przyszłość”. Mer Paryża Anne Hidalgo skomentowała decyzję Trumpa, nazywając ją „pomyłką, która będzie miała dramatyczne konsekwencje”. Przypomniała, że podpisanie tego porozumienia w stolicy Francji w 2015 roku było możliwe dzięki pomocy i zdecydowaniu Stanów Zjednoczonych.

Przyjęte w grudniu 2015 roku na konferencji klimatycznej ONZ w Paryżu porozumienie ratyfikowało dotąd 147 państw, a USA uczyniły to we wrześniu ubiegłego roku. Zobowiązały się w ten sposób do podjęcia działań na rzecz ograniczenia wzrostu średniej temperatury na świecie do wyraźnie mniej niż 2, a jeśli to możliwe do 1,5 stopnia Celsjusza w porównaniu z epoką przedindustrialną. Wymaga to zredukowania globalnej emisji gazów cieplarnianych, w której udział USA wynosi według porozumienia paryskiego 17,89 procent. Wyprzedzają je pod tym względem tylko Chiny z udziałem 20,09 procent.

Porozumienie paryskie ma wejść w życie w 2020 roku na miejsce protokołu z Kioto, uzupełniającego konwencję w sprawie zmian klimatu. Protokół ten obowiązywał w latach 2008-2012, a uzgodnione na konferencji klimatycznej ONZ w stolicy Kataru, Dausze, w 2012 roku przedłużenie jego ważności na następne osiem lat nie nabrało jeszcze mocy prawnej. 36 państw uprzemysłowionych oraz Unia Europejska podpisały także aneks do protokołu, nakładający na nie określone limity emisji gazów cieplarnianych z możliwością handlu niewykorzystanymi nadwyżkami w przydzielonych kwotach.

Stany Zjednoczone podpisały za prezydentury Billa Clintona protokół z Kioto wraz z aneksem, ale Senat odmówił zajęcia się ich ratyfikacją i stan taki trwa do dnia dzisiejszego. Następca Clintona George Bush junior oświadczył zaraz po swym wyborze w 2000 roku, że jest przeciwnikiem protokołu z Kioto, gdyż większość jego sygnatariuszy, w tym wytwarzające znaczne ilości gazów cieplarnianych Chiny i Indie, nie podpisała ograniczającego emisje aneksu, co mogłoby mieć negatywne skutki dla gospodarki USA.

Kanada, która ratyfikowała protokół z Kioto wraz z aneksem, ogłosiła pod koniec 2011 roku wycofanie się z niego, argumentując, że nie może on być skuteczny, skoro nie obejmuje dwóch największych emitentów gazów cieplarnianych – USA i Chin.

W przeciwieństwie do aneksu do protokołu z Kioto porozumienie paryskie nie nakłada na państwa będące jego stronami określonych oraz egzekwowanych prawnie limitów emisji gazów cieplarnianych i jest z tego powodu krytykowane jako potencjalnie nieskuteczne.

WJB/PAP

GUS: PKB w I kwartale wzrósł o 4 procent w stosunku do ubiegłego roku. Ekonomiści: sensacyjnie znakomite dane

Produkt Krajowy Brutto w I kwartale 2017 r. wzrósł o 4 procent rok do roku w porównaniu ze wzrostem o 2,5 procent w poprzednim kwartale, to jest w IV kwartale 2016 r. – wynika z komunikatu GUS.

W środę GUS podał, że PKB w I kwartale 2017 r. wzrósł o 4,0 procent w ujęciu rocznym w porównaniu ze wzrostem o 2,5 procent rok do roku w IV kwartale 2016 r. GUS podał także, że w ujęciu kwartalnym PKB w I kwartale wzrósł o 1,1 procent, po wzroście o 1,7 procent kwartał do kwartału w IV kwartale 2016 r.; z kolei inwestycje w I kwartale spadły o 0,4 procent w ujęciu rocznym, zaś popyt krajowy wzrósł o 4,1 procent w ujęciu rocznym.

[related id=”19128″]

To jest sensacyjnie pozytywny wynik na skalę europejską – tak dane na temat wzrostu PKB skomentował dla PAP wiceprzewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych Janusz Szewczak.

„Praktycznie tylko Rumunia była lepsza od nas. Tam wzrost PKB był na poziomie 5,7 procent – u nas 4 procent. Przy stosunkowo słabych wzrostach PKB w krajach starej Unii powoduje to, że zaczynamy autentycznie gonić tych największych i najbogatszych” – powiedział poseł.

Według rozmówcy PAP, zaczynamy być realną konkurencją zarówno w eksporcie, jak i usługach. „Niewątpliwie jest tak, że polski wzrost ciągnie konsumpcja, spożycie, wydatki gospodarstw domowych. I to jest na pewno pośrednio efekt programu 500 Plus. Zawsze mówiłem, że ten program będzie owocował nie tylko większą liczbą urodzeń, ale również lepszą koniunkturą w handlu i gospodarce” – podkreślił. Dodał, że bardzo pozytywne tendencje widać też w spadającym bezrobociu.

„Są to sensacyjnie pozytywne wskaźniki – blisko 15. tych najważniejszych wskaźników gospodarczych w ostatnim okresie wzrosło w Polsce” – powiedział Szewczak. Jego zdaniem jest to przede wszystkim dowód na to, że wystarczyło „ukrócić dość powszechne złodziejstwo i rabunek finansów publicznych, zwłaszcza dochodów podatkowych – różnego rodzaju karuzel VAT-owskich – i te efekty są widoczne”.

Janusz Szewczak wskazał też na bardzo dobre wyniki spółek Skarbu Państwa za I kwartał br. „Z 10 głównych spółek Skarbu Państwa zdecydowana większość ma wzrost zysku netto o kilkaset procent. To się przekłada na prawie 10 mld zł zysku netto tych spółek więcej w I kwartale. One również mają istotny wpływ na wzrost PKB” – zaznaczył.

Jak ocenił wiceprzewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych, wzrost PKB Polski utrzyma się na poziomie 4 procent w całym roku, co – jego zdaniem – będzie oznaczało również przy wzroście inflacji w Polsce, że uda się znacząco zwiększyć dochody podatkowe w tym roku i obniżyć dość wysoki poziom deficytu budżetowego o kilkanaście, może nawet 20 mld zł na koniec tego roku. I przypomniał, że zakładany poziom deficytu to ponad 10 mld zł.

Z kolei prof. Elżbieta Mączyńska-Ziemacka ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, komentując środowe dane GUS, stwierdziła, że w najbliższym czasie można się spodziewać wzrostu aktywności inwestycyjnej w związku z wykorzystaniem funduszy z Unii Europejskiej.

Jak powiedziała PAP, można zakładać, że wskaźniki w budownictwie będą się poprawiać, bo część środków unijnych idzie na inwestycje infrastrukturalne, a tam jest angażowane budownictwo.

Zdaniem profesor, inwestycje to był problem ubiegłego roku, gdy niska dynamika PKB wynikała z zahamowania wykorzystania środków z funduszy europejskich. – Teraz pierwsze inwestycje zaczęły być uruchamiane. To będzie postępować. Można mieć nadzieję, że sytuacja w zakresie inwestycji będzie się poprawiać, co będzie sprzyjało wzrostowi PKB – oceniła.

Profesor Mączyńska-Ziemacka uważa, że środowe dane GUS „są znakomite” – pokazują, że w stosunku do IV kwartału 2016 r. następuje poprawa. Wysoki, 4-procentowy wzrost PKB jest bardzo satysfakcjonujący.

– Takiego tempa wzrostu nie osiąga się w strefie euro, niższy jest on też średnio w krajach UE. Sporą rolę odgrywa wciąż popyt zewnętrzny, a jeszcze ciągle za małą – inwestycje. Ale to też się poprawia – podkreśliła ekspertka.

Zdaniem ekonomistki, jakkolwiek trzeba się liczyć z różnymi rodzajami ryzyka, bo tzw. syndrom czarnego łabędzia  – czyli zjawisk, których się nie spodziewamy – zawsze występuje, a sytuacja geopolityczna też jest bardzo zmienna, to jeżeli nie będzie nadzwyczajnych wydarzeń, można się spodziewać, że wskaźniki będą rosły.

– Pod koniec roku PKB w sumie będzie oscylować wokół 4 procent, może lekko ten próg przekroczy. Ale na pewno będzie znacznie wyższy niż w zeszłym roku – oceniła prof. Mączyńska-Ziemacka.

PAP/JN, MoRo

Minister Rafalska odpowiada na zarzuty Nowoczesnej: Rodzina 500 Plus nie wpływa na dezaktywizację zawodową kobiet

Minister rodziny przekonywała, że nie ma danych potwierdzających bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy świadczeniem z programu 500 Plus a poziomem bezrobocia i bierności zawodowej kobiet.

– Sytuacja na rynku pracy jest bardzo korzystna. Zmienia się dynamicznie, systematycznie rośnie zatrudnienie i spada bezrobocie. Dzięki temu też na arenie międzynarodowej zyskujemy. Poprawia się nasz wizerunek, a dystans do średniej w Unii Europejskiej w zakresie głównych wskaźników opisujących sytuację na rynku pracy jest coraz mniejszy – powiedziała Rafalska na specjalnej konferencji prasowej.

Jak podała szefowa resortu rodziny, współczynnik aktywności zawodowej ludności w wieku produkcyjnym, czyli między 15 a 64 rokiem życia, wyniósł w 2016 r. 68,8 proc. i w porównaniu do 2015 r. wzrósł o 0,7 pkt. proc. Natomiast wskaźnik zatrudnienia wyniósł w 2016 r. 64,5 proc. i wzrósł o 1,6 pkt. proc. w porównaniu z danymi za 2015 r.

Zdaniem Elżbiety Rafalskiej odnotowany wzrost liczby kobiet nieaktywnych zawodowo to efekt tendencji trwającej od dłuższego czasu. Zwróciła uwagę na to, że w liczbie osób biernych zawodowo istnieje kategoria kobiet uprzednio pracujących, które jako przyczynę zaprzestania pracy wskazały względy rodzinne i osobiste. Osoby te jako powód nieposzukiwania pracy wskazały obowiązki rodzinne i związane z prowadzeniem domu.

– Liczba takich kobiet faktycznie zwiększa się, ale proces ten obserwowany jest od 2014 r., a więc na długo przed wdrożeniem programu 500 Plus – podkreśliła minister Rafalska.

Dane przytaczane przez minister pracy i polityki socjalnej miały wskazać na nieprawdziwość tezy stawianej przez przedstawicieli Nowoczesnej, którzy przy okazji prezentacji programu Aktywna Rodzina wskazywali, że obecny program Rodzina 500 Plus sprzyja dezaktywizacji zawodowej kobiet.

– Uważamy, że rodzinom wielodzietnym, w których rodzice nie pracują, pomoc należy się z pomocy społecznej, a nie z programu, jakim jest Aktywna Rodzina”. Nasz projekt ma wspomagać rodziny, w którym przynajmniej jeden z rodziców pracuje. Jego zadaniem jest bowiem aktywizowanie społeczeństwa, również zachęcanie kobiet do podejmowania pracy. Za zaoszczędzone pieniądze można zaś otworzyć dodatkowe żłobki i przedszkola, bo ważne jest, by każda kobieta, która tego chce, mogła pracować. Tym bardziej teraz, gdy bezrobocie jest tak niskie – wyjaśniła na specjalnej konferencji prasowej 29 maja Katarzyna Lubnauer, przewodnicząca klubu parlamentarnego Nowoczesnej.

– Wkrótce problemem społecznym może być bowiem duża liczba kobiet, które będą miały zbyt krótki staż pracy, by otrzymać emeryturę, w związku z czym będą one musiały korzystać z pomocy społecznej – dodała poseł Nowoczesnej.

Według założeń programu Aktywna Rodzina, pomoc finansowa trafiałaby do rodzin, które mieszczą się w pierwszym progu podatkowym, co oznacza, że roczne dochody na podatnika nie przekraczają 85 528 zł. Ulgę otrzymywaliby pracujący rodzice, niezależnie od formy rozliczenia dochodów, także rolnicy.

ŁAJ

Rząd przyjął we wtorek projekt tzw. ustawy wdrożeniowej: oznacza to m.in. większą dostępność funduszy unijnych

Ułatwienia i uproszczenia procedur w ubieganiu się o środki unijne oraz większa dostępność środków z funduszy europejskich – takie mają być efekty tzw. ustawy wdrożeniowej przyjętej dziś przez rząd.

Projekt przedłożył wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki.

– Te przepisy zmierzają m.in. do ograniczenia liczby dokumentów, które będą składane w postępowaniach aplikacyjnych w ramach różnego rodzaju funduszy. Również przyspieszone są procedury, chociażby odwoławcze czy weryfikacji pewnych wniosków, wprowadzone są dodatkowe przepisy, które umożliwią poprawę wniosku zamiast jego natychmiastowe odrzucenie – powiedział rzecznik rządu Rafał Bochenek na briefingu po posiedzeniu rządu. Dodał, że jest to dobra wiadomość dla przedsiębiorców.

Jak podkreślił rzecznik rządu, projekt Ustawy o zmianie ustawy o zasadach realizacji programów w zakresie polityki spójności finansowanych w perspektywie finansowej 2014-2020 (czyli tzw. ustawy wdrożeniowej) wpisuje się w szerszą koncepcję rozwijania przez rząd polskiej gospodarki.

[related id=20212]

Jak podkreślono w komunikacie CIR – zaproponowane rozwiązania są wynikiem postulatów zgłaszanych przez instytucje i podmioty zaangażowane w wydatkowanie środków europejskich oraz efektem doświadczeń związanych z wdrażaniem programów operacyjnych polityki spójności w perspektywie finansowej 2014-2020.

Projekt ustawy jest elementem „Konstytucji Biznesu”, czyli pakietu ustaw, które zakładają gruntowną reformę prawa gospodarczego. Dwa pakiety: „Konstytucja Biznesu” i „100 zmian dla firm” mają sprzyjać rozwojowi przedsiębiorczości i innowacyjności.

– Projektowana ustawa przyczyni się do zmniejszenia obciążeń biurokratycznych potencjalnych beneficjentów i usprawni realizację projektów, co powinno przełożyć się na większe ich zainteresowanie wnioskowaniem o pieniądze unijne i wyższą jakość zgłaszanych projektów – podkreślono w komunikacie CIR.

Rzecznik Funduszy Europejskich, konkursy podzielone na etapy, możliwość poprawy wniosku o dofinansowanie – to niektóre rozwiązania, które mają uprościć procesy związane z wykorzystaniem funduszy unijnych.

[related id=19128]

– Przedsiębiorcy, obok samorządów, to główni beneficjenci funduszy UE. Z zaproponowanych działań skorzystają jednak wszyscy, którzy chcą aplikować o unijne środki. Chcemy uprościć cały proces związany z przyznawaniem dotacji i dalszą realizacją projektów. Wzrośnie efektywność inwestowania unijnych pieniędzy, a to będzie mieć przełożenie na wskaźniki gospodarcze – podkreślił cytowany w komunikacie Ministerstwa Rozwoju wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński.

Projekt ustawy trafi do prac sejmowych. Resort liczy, że nowe zasady zaczną obowiązywać w III kwartale 2017 r.

Najważniejsze zmiany ustawy wdrożeniowej przewidują, jak wskazano w komunikacie MR, m.in. powołanie Rzecznika Funduszy Europejskich. Ma on być odpowiedzialny m.in. za gromadzenie wniosków i postulatów związanych z realizacją programów operacyjnych, które będą wpływały na usprawnienie systemu wdrażania funduszy unijnych.

Inna zmiana, jak wskazało Ministerstwo Rozwoju, umożliwi dzielenie konkursów związanych z ubieganiem się o dofinansowanie na etapy, tzw. rundy – obecnie brak jest jasnych uregulowań w tym zakresie (nowelizacja doprecyzuje zasady organizacji rund). Oznacza to, że podmioty, które nie zdążą złożyć wniosku konkursowego w danym terminie, będą mogły to zrobić w kolejnej rundzie. Takie rozwiązanie pozwoli wnioskodawcom na skompletowanie wszystkich potrzebnych dokumentów i zapewni możliwość złożenia wniosku o dofinansowanie planowanego przedsięwzięcia – czytamy w komunikacie resortu.

Resort dodał, że ułatwieniem będzie zwolnienie wnioskodawców z obowiązku dostarczenia dokumentów, które instytucja będzie mogła uzyskać sama, np. stosowne zaświadczenia z Urzędu Skarbowego lub ZUS albo dane z dostępnych powszechnie rejestrów, m.in. KRS.

[related id=21882]

W noweli przewidziano też ograniczenie liczby dokumentów stosowanych przy realizacji projektu. Przewidziano rezygnację z wytycznych programowych, do których stosowania beneficjenci są obecnie zobowiązani. Aktualnie muszą dostosować się do zapisów ok. 100 różnych dokumentów (…). Jest to obciążenie, utrudniające realizację projektów. Beneficjent, który podpisze umowę, będzie związany postanowieniami wyłącznie wytycznych wydawanych przez Ministra Rozwoju i Finansów, w ściśle wskazanym zakresie. Zniknie obowiązek analizowania dużej liczby dokumentów – czytamy w komunikacie.

Według resortu sprawniejsze ma być też przygotowanie wniosków i ich ocena. – Każdy wniosek o dofinansowanie projektu będzie w pierwszej kolejności oceniany w zakresie spełniania warunków formalnych. Na tym etapie instytucja sprawdza, czy wniosek zawiera wszystkie załączniki, jest poprawnie wypełniony i złożony we właściwym terminie. Jeżeli instytucja stwierdzi, że we wniosku są braki lub oczywiste pomyłki, to wezwie wnioskodawcę do ich uzupełnienia albo sama je poprawi i wniosek będzie mógł być skierowany do oceny merytorycznej – wyjaśniło MR.

Nowelizacja ustawy wdrożeniowej zakłada również udział wojewodów we wdrażaniu programów regionalnych (RPO) oraz możliwość wycofania przez wnioskodawcę złożonego wcześniej protestu przy negatywnej ocenie wniosku o dofinansowanie, co pozwoli instytucji na szybszą i sprawniejszą ocenę pozostałych wniosków. Przewidziano także skrócenie terminów w postępowaniu odwoławczym.

Z 21 do 14 dni skrócono termin na weryfikację zasadności protestu przez instytucję, która oceniała projekt, przed jego przekazaniem do instytucji odwoławczej. Czas na rozpatrzenie protestu skróci się z 30 do 21 dni, a łączne rozpatrzenie protestu z 60 do 45 dni. Wpłynie to na szybkość oceny wniosków o dofinansowanie – ocenił resort.

Łatwiejsza ma być też realizacja projektów partnerskich. Partnerstwa służące wspólnej realizacji projektu będą mogły być zawierane przez wszystkie podmioty bez ograniczeń. Dodatkowo przewidziano możliwość zmiany partnera w projekcie bez negatywnych konsekwencji dla realizowanego przedsięwzięcia – wynika z informacji resortu rozwoju.

MR dodało, że dokumenty złożone do instytucji przez wnioskodawców w toku postępowania konkursowego nie będą udostępniane. – Zapewni to ochronę wszystkich informacji, które wnioskodawcy przekazują instytucji w celu otrzymania dofinansowania – czytamy w komunikacie. Ponadto, jak podkreślił resort, beneficjent nie będzie obciążany odsetkami w przypadku spóźnienia do 14 dni ze złożeniem wniosku rozliczającego środki – m.in. takie zmiany zostaną wprowadzone w ustawie o finansach publicznych.

Jak podkreśliło Ministerstwo Rozwoju, nowa treść „ustawy wdrożeniowej” (ustawy o zasadach realizacji programów w zakresie polityki spójności finansowanych w perspektywie finansowej 2014-2020) to niejedyny czynnik, który wpłynie na procedury związane z wykorzystaniem funduszy UE. Resort podkreślił, że obowiązują już znowelizowane wytyczne ministra rozwoju i finansów m.in. „w zakresie kwalifikowalności wydatków”, które wprowadzają np. zmiany dotyczące zamówień udzielanych w ramach projektów. Zaś wytyczne dotyczące wyboru projektów mają być zmienione tak, aby np. w trakcie oceny projektu nie weryfikować dwukrotnie tych samych jego elementów (rezygnacja z zasady „dwóch par oczu”).

PAP/JN