Prezes KGHM: Potrzebna jest ocena zasadności inwestycji w Kongo. Był to „bolesny proces” nauki zarządzania

Zyski na chilijskim projekcie (Sierra Gorda) mam nadzieję osiągnąć w perspektywie 2-3 lat – powiedział prezes KGHM Radosław Domagalski-Łabędzki, przyznając, że zainwestowano tam kilkanaście mld zł.

– Przetrwaliśmy ten najgorszy czas, kiedy był dołek surowcowy, i teraz sytuacja firmy jest stabilna – powiedział Radosław Domagalski-Łabędzki, prezes Zarządu KGHM Polska Miedź SA, która obecna jest na warszawskiej giełdzie od 20 lat.
Parkietowe sukcesy i porażki

Na GPW różnie się wiodło papierom KGHM-u. Dziś cena za akcję kształtuje się na poziomie stu kilkunastu złotych i jest spółką, bez której trudno sobie wyobrazić warszawski parkiet. To jedna z najpopularniejszych spółek wśród inwestorów indywidualnych, a przypomnijmy, że były czasy, gdy za akcje tej spółki płacono zaledwie 9,75 zł, ale i takie, gdy kurs poszybował na niebotyczny poziom 200 złotych za akcję.[related id=28780]

Główną przyczyną sukcesów była „surowcożerna” gospodarka Chin, która nakręcała koniunkturę, również dla KGHM. Miedziowy sukces zakończył się, gdy cios spółce zadał premier Donald Tusk, który wprowadził podatek od wydobycia miedzi i srebra. W połączeniu z niższymi cenami metalu sprawiło to, że KGHM zaczął mieć problemy.

Zakup kanadyjskiej firmy – konieczna ocena zasadności

Drugim wydarzeniem, które odmieniło KGHM, był zakup za niemal 10 mld złotych kanadyjskiej firmy Quadra FNX, który formalnie został sfinalizowany 5 marca 2012 roku. Aktualny prezes KGHM przyznał w rozmowie w Poranku Wnet, że przygląda się „potwornie skomplikowanej strukturze inwestycji w Kanadzie chociażby po to, aby wiedzieć, w jaki sposób nią zarządzać”. Wyjaśnił, że działania jego zarządu skupiają się na uproszczeniu struktury i likwidacji struktur w rajach podatkowych.

– Te 10 mld to oczywiście tylko kwota początkowa, bo projekt wymagał jeszcze dokapitalizowania – powiedział Domagalski-Łabędzki. Przyznał, że konieczna jest „ocena zasadności tej inwestycji”, a zwłaszcza czas, w którym została dokonana.

– Pytanie, czy KGHM był przygotowany od strony zarządczej do tego typu inwestycji – zastanawiał się szef lubińskiej firmy.

Sierra Gorda i kolejne straty

Oprócz kilku kopalni w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych KGHM nabył wielki projekt wydobywczy Sierra Gorda.[related id=25658] Chilijska inwestycja jak dotąd przyniosła spore straty. Wydano na nią „kilkanaście mld złotych i jest to największa zagraniczna polska inwestycja kapitałowa”. KGHM kupił drogo i nie docenił skali nadchodzącej wówczas bessy na rynku miedzi. Górniczy kombinat musiał zainwestować w nowe złoża, a za sprawą „kagiemnego” inwestycje w polskie pokłady miedzi stały się nieopłacalne. Dziś nowy zarząd chwali się pierwszym „dodatnim wynikiem operacyjnym z tej inwestycji”.

– Dzisiaj KGHM jest jedyną polską spółką globalną. Prowadzimy biznes na czterech kontynentach, mamy osiem kopalni i ambitne plany rozwojowe. Inwestujemy w nowoczesne formy zarządzania, dokładnie wiemy, co chcemy zrobić – zapewniał prezes.

– Ostatnio odnieśliśmy spore sukcesy, jeśli o chodzi o poprawę parametrów wydobywczych na Sierra Gorda – powiedział.

– Aktywa polskie i ich zrównoważony rozwój to jest priorytet, a na aktywach zagranicznych staramy się poprawić jakość zarządzania i wyjść przynajmniej na minimum, które stanowi „zero plus” – zadeklarował gość Poranka Wnet, który uważa, że celem zagranicznych inwestycji są zyski.

– Zyski na chilijskim projekcie (Sierra Gorda) mam nadzieję osiągnąć w perspektywie dwóch-trzech lat – zadeklarował, zastrzegając, że „parametry samego złoża nie są zachwycające”. Jego zdaniem o wiele lepiej wyglądają sprawy w polskich kopalniach KGHM.

Bolesny proces nauki, czyli miedź w Kongo

Pytany o inwestycje w kopalnie miedzi w Kongo, stwierdził, że inwestycje te „przerosły możliwości zarządcze w tak trudnym otoczeniu” ówczesnych władz KGHM.

Przypomnijmy, że KGHM wydzierżawił prawo eksploatacji złoża Kimpe od kongijskiej firmy Sodimico. Ta zaś na żądanie swego rządu wypowiedziała dzierżawę. Inwestycja w Kongu nie była więc oparta na solidnych podstawach prawnych. Ułatwiłoby to ewentualne wszczęcie procedury przed arbitrażem międzynarodowym i zwiększyło szansę na odzyskanie części nakładów inwestycyjnych. Sprawa zakończyła się tak naprawdę w końcu marca 2009 roku, kiedy zarząd KGHM Congo dosłownie uciekł z Afryki, pozostawiając spółkę z całym majątkiem (w tym kontami bankowymi zablokowanymi przez kongijski fiskus), a KGHM odnotował pokaźne straty.

– To jest temat definitywnie zamknięty i nie przewiduję, aby w najbliższej przyszłości KGHM mógł wrócić do Kongo. Rzeczywiście zostały popełnione wówczas ogromne błędy – powiedział Domagalski-Łabędzki, który stwierdził, że to był „bolesny etap uczenia się”.

Inwestycje KGHM

Również kwestia sprzedaży Polkomtela (sieć komórkowa Plus) wydaje się wpisywać w ów „bolesny” nurt nauki zarządzania w KGHM-ie. Chociaż prezes nie chciał tego jednoznacznie oceniać, stwierdził, że sprzedano wówczas „zdrowe aktywa” firmy, które mogłyby zabezpieczać jej byt w czasach dekoniunktury.

Możliwości inwestycyjne KGHM-u widzi w branży energetycznej, gdzie ma już aktywa, ale – jak zaznaczył prezes – każda inwestycja musi generować określone przychody. [related id=28737]

– Nie chcemy akumulować kapitału i szukamy możliwości inwestycyjnych, które przyczynią się do wzrostu gospodarczego Polski – powiedział Domagalski-Łabędzki. Zapewnił, że polityka KGHM jest zbieżna z planem Morawieckiego, ale inwestycje muszą być rozsądne, bezpieczne i spójne, zapewniające przede wszystkim rozwój spółce.

– Gwałtowne plany inwestycyjne, takie jak w wypadku Quadry, na pewno nie będą miały miejsca – powiedział. Jego zdaniem przyszłość i pozycja spółki jest przewidywalna, zwłaszcza że rynek metali jest stabilny, a złotówka tania, co dobrze wróży na przyszłość.

Rozmowy z prezesem KGHM można posłuchać w pierwszej części Poranka WNET.

MoRo

 

 

 

Dzień 15. z 80/ Poranek Wnet/Jędrysek: Polska ma spór arbitrażowy z zagranicznymi firmami poszukującymi złóż miedzi

– Na zachód od Nowej Soli mamy dwie firmy zagraniczne, które zajmują się poszukiwaniami miedzi i srebra. Otrzymały one koncesje od poprzedniej ekipy rządzącej, która pewnych rzeczy nie dopilnowała.

– Gorzów Wielkopolski na północy to jest jedno z lepszych miejsc w Polsce, jeśli chodzi o geotermię i dobrej jakości strumień cieplny – powiedział Mariusz Orion Jędrysek w rozmowie w Radiu WNET, Główny Geolog Kraju. Zwrócił uwagę na fakt przebiegania przez Polskę „na ukos” granicy geologicznej między platformą zachodnioeuropejską a wschodnioeuropejską, co jest głównym powodem dostępności i bogactwa na tym terenie różnych złóż mineralnych i kopalin.[related id=28776]

– Mamy również w całej ćwiartce południowo-zachodniej Polski potężne złoża węgla brunatnego i idąc w kierunku Dolnego Śląska, chyba największe w Europie złoże „Legnica”. Dalej jeszcze są złoża nieuruchomionej jeszcze kopalni Gubin-Brody, której złoża podzielone są Nysą na pół. Po drugiej stronie Niemcy eksploatują je już i wybudowali tam potężną elektrownię Jänschwalde – powiedział  gość Poranka Wnet. Powiedział, że na temat kopalni Gubin-Brody obradował międzyresortowy komitet polityki surowcowej państwa i „ma nadzieję, że zostanie ona uruchomiona”.

Pod ziemią na terenie gmin Brody i Gubin zalega około 2 miliardów ton węgla brunatnego. Około 60 procent znajduje się na terenie gminy Brody. Wielu analityków rynku energetycznego sądzi, że realizacja kopalni Gubin-Brody i budowa olbrzymiej elektrowni o mocy 3 tys. MW przez PGE jest tam bardziej realna niż realizacja programu elektrowni jądrowej w Polsce.

– Zachód Polski to również bardzo znaczące zasoby geologiczne miedzi, srebra, pierwiastków ziem rzadkich. Czyli to, co na Dolnym Śląsku wydobywa KGHM, jest zaledwie niewielkim ułamkiem tego, co posiadamy – stwierdził prof. Jędrysek. [related id=28776]

– Na zachód od Nowej Soli mamy dwie firmy zagraniczne, które zajmują się poszukiwaniami w tamtym rejonie miedzi i srebra i otrzymały koncesje od poprzedniej ekipy, która pewnych rzeczy nie dopilnowała – powiedział gość Poranka Wnet. Ujawnił, że spory z tymi firmami trafiły do arbitrażu międzynarodowego.

Przypomnijmy, że kanadyjska firma Miedzi Copper Corp. uzyskała pozwolenie i przeprowadziła szereg odwiertów poszukiwawczych w ramach realizacji wartego 360 mln zł programu w zakresie poszukiwań i wydobycia złóż miedzi i srebra w Polsce. Celem prowadzonych w okolicach Chełmka i Lubięcina w Lubuskiem prac jest weryfikacja wielkości złóż oraz opłacalności ich eksploatacji.

– Liczę, że wreszcie się uda wyjść z tej bardzo trudnej sytuacji  – powiedział prof. Jędrysek.

– Nie chciałbym więcej mówić na ten temat, bo rząd Platformy Obywatelskiej wnioskował o utajnienie tego arbitrażu i to, że on istnieje, można ujawnić, ale o tym, czego dotyczy, już nie mogę nic więcej powiedzieć – zastrzegł. Przyznał, że roszczenia tychże firm „są znaczące”.

– Staramy się go tak rozwiązać, aby Polska z tego wiele miała, i każdy zainteresowany – powiedział gość Poranka Wnet.

– Złoże istnieje wtedy, gdy się opłaca coś wydobyć – zastrzegł geolog. Jego zdaniem, jeśli warunki geologiczne wydobycia są trudne albo cena wydobywanego surowca jest zbyt niska w stosunku do nakładów i ryzyka inwestycyjnego, to „wtedy złoża nie ma”.

– Kwestię tę rozstrzyga dokumentacja przedstawiona głównemu geologowi kraju i po wnikliwej analizie zespołów przez niego powołanych wydawana jest decyzja o zatwierdzeniu lub odrzuceniu dokumentacji – powiedział prof. Jędrysek, zauważając przy tym, że potwierdzenie istnienia złoża nie świadczy o tym, że ktokolwiek będzie je wydobywał. [related id=28737]

– Ktoś, kto poniósł wielkie nakłady, nie może zostać z niczym, a my nie możemy wydawać decyzji według swego widzimisię – zauważył główny geolog kraju, który dodał, że tego typu odwierty kosztują zazwyczaj dziesiątki tysięcy dolarów.

– Staramy się, aby interes państwa, inwestora i społeczny był zachowany – zadeklarował profesor.

– Na zachodzie Polski w okolicach Zielonej Góry mamy również dość znaczące złoża gazu – powiedział, zapytany o lubuskie surowce.

– W Polsce mamy słabo rozpoznane głębsze struktury geologiczne i dlatego chciałbym uruchomić program głębokich wierceń i utworzyć nową geologiczną mapę Polski, ponieważ tak podstawowa mapa, jak 1:50000 jest skonstruowana na danych z lat 50. ubiegłego wieku – stwierdził prof. Jędrysek, dodając, że nawet to, co było robione później, nie zostało do mapy wprowadzone. Podniósł również kwestię skoku technicznego, jaki się dokonał przez ostatnich 70 lat i dlatego uważa, że należy stworzyć tę mapę na nowo. Jego zdaniem dopiero wtedy będzie można realnie ocenić, jakimi bogactwami naturalnymi tak naprawdę Polska dysponuje.

MoRo

Chcesz posłuchać całego poranka Wnet, kliknij tutaj.

Dzień 13. z 80/Poranek Wnet/Plan Morawieckiego daje dużą nadzieję przedsiębiorcom na rozwój i my ten rozwój już widzimy

GORZÓW WIELKOPOLSKI – 10.07 / Z mapy Gorzowa znikły takie przedsiębiorstwa, jak Ursus, Stilon, Silvana (…) To trzeba będzie odbudować – powiedział Augustyn Wiernicki, miejscowy przedsiębiorca.

– Plan Morawieckiego daje dużą nadzieję przedsiębiorcom na rozwój i my ten rozwój już widzimy – powiedział Augustyn Wiernicki, który stworzył przedsiębiorstwo Metalplast Meblopol w Gorzowie Wielkopolskim, funkcjonujące na rynku od 1982 roku i po dziś dzień pozostające firmą rodzinną.

– Pierwsze, co daje się odczuć, to wprowadzenie do gospodarki pieniędzy. Te ponad 20 miliardów złotych jest kołem napędowym polskiej gospodarki – powiedział Wiernicki. Jego zdaniem uruchomiło to już aktywność przedsiębiorców w regionie.

– Niestety z mapy Gorzowa znikły takie przedsiębiorstwa, jak Ursus, Stilon, Silvana; tutaj było przedsiębiorstwo, które zajmowało się budową mostów, czy fabryka domów. To trzeba będzie odbudować – powiedział Wiernicki, który uważa, że firmy upadły, bowiem gospodarka socjalistyczna zamiast ekonomią, kierowała się ideologią. Nie ma co do tego wątpliwości, że odbudowanie przedsiębiorstw będących lokomotywami ciągnącymi przedsiębiorczość w regionie przyczyni się do rozwoju Polski.

– Może w innej formie, może dysponować powinny inną techniką, ale wrócić powinny – podkreślał Wiernicki. Poinformował, że na terenie jest wielka firma chińska o zasięgu globalnym, która wybudowała ogromne hale – montownie monitorów, gdzie zatrudniani są głównie Ukraińcy. [related id=”28443″]

– Nie wiem, czy tam jest produkcja, ale na pewno składa się tam telewizory – mówił gość Poranka Wnet, który uważa, że jest to wielka produkcja, która daje „pewien obszar zagospodarowania ludzi bezrobotnych”, ale na pewno nie przyczynia się do rozwoju Polski.

– Z mojej firmy kilka osób wyjechało do Anglii i Irlandii. Dzisiaj mamy sygnały, że osoby te chcą wrócić, pytają się, czy przyjmę je do pracy – powiedział Wiernicki, który w PRL-u rozpoczynał własną działalność od kiosku Ruchu, gdy został zwolniony po ogłoszeniu stanu wojennego ze swej funkcji dyrektora dużych zakładów w Gorzowie, ze względu na to, że nie należał do PZPR-u.

– Razem z księdzem Władysławem Pawlikiem wymyśliliśmy sobie, a potem założyliśmy malutką stołówkę, i tak powstała ogromna organizacja charytatywna – wspominał początki swojej działalności społecznej Wiernicki, który ma „wielki dług u Pana Boga”, że mu się udało „jakoś z tego bałaganu i kłopotu wybrnąć”.

Magister inż. Augustyn Wiernicki jest współzałożycielem Stowarzyszenia Pomocy Bliźniemu im. Brata Krystyna i przewodniczącym jego zarządu. Od początku jego istnienia nieodpłatnie, z pełnym poświęceniem, pełni funkcję prezesa stowarzyszenia. Społecznik, a w latach 2006-10 radny miasta Gorzowa Wielkopolskiego.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj.

Szef Kancelarii Prezydenta RP Krzysztof Szczerski: Walczymy o realne partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi

Prezydent swoją pracę wykonał w postaci tego „dużego otwarcia”. Teraz czas na realizację konkretów. Memorandum na system Patriot to pierwszy krok (…) za nim pójdą następne – powiedział gość WNET.FM

– Rozmowa prezydenta Trumpa z prezydentem Andrzejem Dudą trwała dłużej niż przewidywał to protokół – poinformował Krzysztof Szczerski, który ujawnił, że Donald Trump chciał poznać opinię Polski o wielu kwestiach, między innymi gospodarczych i bezpieczeństwa regionalnego. Prezydent USA był ciekaw, jakie zagrożenia dla współczesnego świata postrzega Warszawa jako główne. Sondował, w jakich sprawach Polska może okazać się jego sprzymierzeńcem.

– Wizyta Trumpa w Polsce to wydarzenie ogromnej wagi. Nie ulega wątpliwości, że miało ono duże znaczenie dla pozycji i prestiżu Polski na arenie międzynarodowej – powiedział szef kancelarii prezydenta. Jego zdaniem to niewątpliwy sukces prezydenta Andrzeja Dudy, że prezydent Stanów Zjednoczonych przyjechał na jego zaproszenie nie z powodu jakiejś rocznicy czy spotkania cyklicznego.[related id=”28225″]

Szczerski stwierdził, że teraz nad efektami wizyty Trumpa w Polsce muszą popracować rządy i administracje, bowiem to było dopiero otwarcie. Polska strona przekazała Trumpowi – na tym początkowym etapie kształtowania się zagranicznej polityki amerykańskiej – opcje i możliwości rozbudowania partnerstwa polsko-amerykańskiego.

– Przede wszystkim uczynienia go partnerstwem realnym – w zakresie energetyki, gospodarki, a przede wszystkim bezpieczeństwa, polityki międzynarodowej w naszym regionie, ale także w skali globalnej. Od przyszłego roku będziemy członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ razem ze Stanami Zjednoczonymi – powiedział minister Szczerski. Dla niego praca nad efektami warszawskiego szczytu będzie jeszcze trwała, bowiem dopiero teraz ruszy ona na niższym [related id=”28287″]szczeblu i zagospodaruje możliwości, które dała ta wizyta.

– Prezydent swoją pracę wykonał – w postaci tego „dużego otwarcia”; teraz czas na konkrety. Memorandum na system Patiot to pierwszy krok i został już postawiony. W najbliższych miesiącach pójdą za nim następne w postaci umów między spółkami – powiedział szef prezydenckiej kancelarii. Jego zdaniem efekty tej wizyty są w rękach rządu, spółek, które muszą sobie wynegocjować kontrakty. Jak podkreślił Szczerski, prezydent Duda uważa, że realizacja partnerstwa z USA musi być dokonana na „zasadzie obustronnej korzyści”.

– Udowodniliśmy, że Polska jest w stanie wysiłkiem dyplomacji zorganizować spotkanie 12 państw naszego regionu z prezydentem USA, bo mieliśmy taką wizję. To wzbudziło ogromny respekt na arenie międzynarodowej – powiedział Szczerski.

– Przesłanie Trumpa jest bardzo mocne, bo wyraźnie mówi, że chce on odbudować Zachód jako wspólnotę cywilizacji z jednej strony opartej na wolności i suwerenności narodów i ludzi, a z drugiej – na wartościach takich, jak rodzina, wiara, kultura i tradycja. To dokładnie taka sama wizja, jaką reprezentują dzisiaj polskie władze – powiedział prezydencki minister.

W takim świecie Polska ma bardzo istotną rolę do odegrania – jak uważa Krzysztof Szczerski. Twierdzi, że Trump chce odbudowy świata bezpiecznego i uporządkowanego jako alternatywy dla dzisiejszego chaosu i ciągłych niebezpieczeństw, postmodernizmu i świata bez Boga, gdzie liczy się tylko pieniądz, siła, brutalność i bezczelność.[related id=”28162″]

– Świat konserwatywnych wolności i wartości, które są dla Polski ważne, często był obśmiewany w prasie, w której pisano: „wy macie wartości, my mamy pieniądze” – zauważył Szczerski. Wyznał, że dla niego osobiście bardzo ważne było to, że udało się wprowadzić do spotkania par prezydenckich również element formalny, jakim było złożenie wieńców pod Pomnikiem Powstańców Warszawskich.

– To był formalny hołd oddany przez prezydentów amerykańskiego i polskiego powstańcom warszawskim, który pokazał uniwersalny charakter polskiej historii, co podkreślił jeszcze Trump w swoim wystąpieniu – powiedział Szczerski.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

 

Poranek WNET/7.07/ Andrzej Strzeboński/ Na pochylni Wulkan Stoczni Szczecińskiej leży stępka pod budowę polskiego promu

Decyzją polityczną zlikwidowano stocznię i taką decyzją trzeba było ją przywrócić. Pamiętam słowa Jarosława Kaczyńskiego: jak dojdziemy do władzy, to tę kłódkę z bramy zerwiemy i stocznię uruchomimy.

Andrzej Strzeboński zaprosił Radio Wnet na rozmowę na suwnicę, 100 metrów nad Szczecińskim Parkiem Przemysłowym, którego jest prezesem.

Andrzej Strzeboński jest świadom kosztów budowy takiej stoczni – brał udział w takim przedsięwzięciu w 2000 r., jako dyrektor techniczny, ze swoim zespołem; odtwarza także stocznię dzisiaj. Według niego wartość odtworzeniowa stoczni, jak to określił: od piasku na nowo, tej dzisiejszej, która ma zdolność 180 tys. ton wyprodukowania i sprzedaży, wynosi 4,5 mld zł. Zastanawiające jego zdaniem jest to, że państwo wydało przed laty 5 mld zł bez żadnego skutku. Utopienie tych miliardów bez widocznego efektu mogło być powodem decyzji Brukseli o nieprzyznaniu pomocy unijnej stoczni, co ostatecznie spowodowało jej upadek.

Zapytany o to, co państwo musiałoby zrobić, żeby spełnił swoje marzenia o stoczni, gość Poranka Wnet odpowiedział, że państwo podjęło takie działanie. Była nim polityczna decyzja o odbudowie stoczni, na którą i on, i pracownicy stoczni czekali od lat.[related id=28162]

– Decyzją polityczną zlikwidowano stocznię i taką decyzją trzeba było ją przywrócić. Pamiętam wystąpienie w 2011 r. Jarosława Kaczyńskiego przed stocznią, w którym powiedział: jak dojedziemy do władzy, to tę kłódkę z bramy zerwiemy i stocznię uruchomimy.

Drugim ważnym działaniem było zaangażowanie przez Szczecin własnych środków do ponownego uruchomienia stoczni. – To, co dziś widzimy, powstało bez grosza ze strony państwa. Od państwa oczekujemy wsparcia w postaci doinwestowania. Taką deklarację złożył obecny właściciel stoczni, Fundusz Inwestycyjny Mars – że w ciągu 18 miesięcy przywróci jej pełne możliwości produkcyjne. Mają być to środki wyłącznie inwestycyjne.

Na razie i SPP, i stocznia Gryfia, i stocznia Nauta mają właściciela – to ww. fundusz Mars, który dopiero ma stać się także inwestorem.

– Te miejsca czekają na pieniądze, które pozwolą na rozpoczęcie budowy statków. Mars podjął konsolidację branży okrętowej, żeby ją wzmocnić. Chce być aktywny poprzez inwestowanie środków na rozwój. Naszą zaś rolą jest generowanie wartości dodanej, również na rozwój. Fundusz dzięki inwestycjom może spowodować przyspieszenie odtworzenia i pełnego uruchomienia naszych firm.

Pytany o to, co musi się zdarzyć, aby Szczeciński Park Przemysłowy stał się godny nazwy przywróconej mu przez powieszenie na bramie historycznej tablicy „Stocznia Szczecińska”, prezes Strzeboński powiedział, że jego zdaniem to już stało się faktem.

Ze studia na suwnicy widoczna jest pochylnia Wulkan, a na niej stępka. Jest to pierwsza sekcja, tzw. denna promu, którą położyła stocznia Gryfia jako kontraktor PŻB.

– Ta stępka rozpoczyna pewien proces – powiedział prezes Strzeboński – proces budowy promu dla polskiego armatora, którym jest PŻB. To jest wydarzenie przełomowe, o kapitalnym znaczeniu. Po latach wreszcie budujemy duże statki, polski armator uzbraja swoją flotę w nowy statek.[related id=28215]

– Teraz w parku pracują prywatne spółki; przy nabrzeżu stoi zwodowany niedawno kuter. Te firmy budują małą flotę, a my w tym współuczestniczymy, świadczymy im obróbkę, cięcie, gięcie, całą logistykę, technologiczne know-how.

– W kwietniu ub. roku mówiłem o wizji uruchomienia tej stoczni, dzisiaj już mówimy o fakcie. Stocznia została przywrócona do życia i naszym zadaniem w Szczecińskim Parku Przemysłowym i Stoczni Szczecińskiej było i jest odtworzenie tej stoczni na poziomie światowym, żebyśmy mogli śmiało zająć to samo miejsce, co przed laty: piąte w świecie, pierwsze w Europie.

O historii upadłości Stoczni Szczecińskiej, o perspektywach współpracy z zakładami Cegielskiego w Poznaniu, gdzie powstają silniki okrętowe, można posłuchać w drugiej części dzisiejszego Poranka Wnet.

Poranek WNET/7.07/Andrzej Strzeboński/ Stocznia Szczecińska wróci do czołówki światowej: 5. na świecie, 1. w Europie

46 hektarów zdewastowanego terenu z kilkuset tonami złomu odzyska dawną świetność. Dzisiaj spółki Szczecińskiego Konsorcjum Okrętowego pracują na tych obiektach – technologicznie czynnych i aktywnych.

W studiu radiowym na suwnicy, 100 m ponad terenem Szczecińskiego Parku Przemysłowego, dawnej Stoczni Szczecińskiej, Krzysztof Skowroński rozmawia z prezesem Parku, Andrzejem Strzebońskim.

Na bramę Parku powróciła tablica z napisem „Stocznia Szczecińska”. Jak mówi Andrzej Strzeboński, jest to oryginalna, historyczna tablica – ta sama, która została zdjęta trzy lata temu, kiedy zlikwidowano stocznię, a rok temu przywrócona decyzją nowego zarządu na dawne miejsce. Pracownicy stoczni przechowali tę tablicę w piwnicy, wbrew nakazowi jej zezłomowania.

– Nazwa „Stocznia Szczecińska” ma 69 lat. Ludzie są do niej przywiązani. Przechowali tablicę, wierząc, że wrócą do pracy w tym miejscu. To nie tylko miejsce pracy, tutaj jest ich serce; o stoczni mówią: matka żywicielka. Stocznia żywiła i żywi pokolenia.

W roku 2011 wydano decyzję zezłomowania wyposażenia stoczni. Zamknięto hale, odbywało się powszechne złomowanie. Między innymi chciano zezłomować ciągi automatyczne do czyszczenia blach i profili. Hala jednak została zamknięta przez jednego z pracowników i niszczyciele nie mogli się do niej dostać. Pan Zbigniew, pracownik stoczni, który dziś znowu w niej pracuje, zabrał i schował klucze.[related id=28236]

Zniszczenia na skutek decyzji władz były jednak ogromne. Między innymi w 2015 roku zezłomowano „perełkę” stoczni: linię o długości 120 metrów i szerokości 20, z portalem do spawania półautomatycznego wyspecjalizowanych elementów statku, np. pokładów. Ponieważ linia była wyłączona po decyzji zamknięcia stoczni od 2002 roku, jak to określił prezes Strzeboński – kable miały prawo sparcieć, ale takie rzeczy się wymienia nawet w trakcie eksploatacji, a nie złomuje się linię.

Po powrocie do stoczni w ubiegłym roku prezes Strzeboński zastał 46 hektarów zdewastowanego terenu, przeznaczonego do wynajmowania powierzchni i kubatury.

Pochylnia – największa w stoczni szczecińskiej – została zdewastowana. – To jest moje dziecko. 10 listopada 2000 r. kładliśmy pierwszą stępkę na nowej pochylni Wulkan Nowy. Po przyjściu w marcu ub. roku byłem w szoku. Pochylnia była zbiorowiskiem wszelkich śmieci. Nikt się nią nie opiekował. Śmieci rosły przez lata. Zrzucono tam kilkaset ton złomu.

Stoczniowcy, którzy pamiętają czasy powojenne, twierdzą, że te zniszczenia były większe niż dokonane przez Armię Czerwoną. – Tamta dewastacja wynikała z niezrozumienia. Przyjechał do stoczni, chciał zobaczyć, co to jest przekładnia, co jest w środku, uderzył młotkiem, odprysnęła część odlewu, zobaczył koła zębate, zostawił. To, co zrobiono teraz, nie wynikało z braku świadomości – ci, co złomowali, wiedzieli, co robią. To jednak XXI wiek – mówił z żalem Andrzej Strzeboński.

– Natychmiast to zmieniliśmy, uruchomiliśmy technologię. Dzisiaj nasi partnerzy skupieni w szczecińskim konsorcjum okrętowym pracują na tych obiektach – technologicznie czynnych i aktywnych.

W trakcie rozmowy z wysokości suwnicy można było zaobserwować prace remontowe przy zwiększeniu wyporności niewielkiej duńskiej jednostki technicznej. Ze stoczni wypływał po zakończonym remoncie statek PŻM.

Jak powiedział prezes Strzeboński, „budujemy organizację, która będzie zarządzała tą infrastrukturą i tworzyła warunki do szeroko rozumianego outsourcingu, dla polskiego kapitału, który uwierzył w siebie, co widać i słychać dzisiaj tu, na terenie Stoczni Szczecińskiej.[related id=28162]

Żeby stocznia stanęła znów na nogi, trzeba jednak zainwestować wielkie pieniądze.

– Czekają nas inwestycje rzędu 3 mln euro. Musimy skrócić dystans do Europy, przywrócić stoczni dawną świetność. Chcemy znów znaleźć się w czołówce światowej: piąte miejsce na świecie, pierwsze w Europie.

Większość kadry Szczecińskiego Parku Przemysłowego to stoczniowcy Stoczni Szczecińskiej, którzy z kraju i ze świata wracają do swojego dawnego miejsca pracy.

Według Andrzeja Strzebońskiego, odwraca się dziś wieloletni trend, który powstał w wyniku zachęcania Polaków do emigracji „za pracą”. Teraz zaczyna brakować rąk do pracy. – Wracają do nas ludzie z Niemiec, Norwegii – do macierzy. My dajemy im miejsca pracy, które jednak trzeba przygotować, także finansowo.

Jeden z pracowników stoczni powiedział, że w całej historii stoczni, od XIX wieku były okresy gorsze i lepsze. Raz budowało się dużo statków, innym razem były przestoje. „Statki to nie długopisy” – stwierdził. Kiedy nie ma koniunktury, stocznia musi i może produkować inne rzeczy.

Na pytanie, czy wierzy, że stocznia odzyska dawną świetność, odpowiedział, że nie tylko wierzy, ale że nie ma innego wyjścia.

Całej rozmowy Krzysztofa Skowrońskiego z Andrzejem Strzebońskim można wysłuchać w części drugiej dzisiejszego Poranka WNET.

MS

Poranek Wnet/Dworczyk: Sojusz Północnoatlantycki to podstawa naszej polityki obronnej. Nie istnieje alternatywa dla NATO

Przekazanie najnowszych technologii świadczy o randze naszej współpracy. Do tej pory na tego typu wsparcie mógł liczyć tylko Izrael. Wchodzimy do I ligi w pozyskiwaniu nowoczesnego uzbrojenia.

– 4 lipca Polska Grupa Zbrojeniowa podjęła decyzję o zakupieniu systemów rakietowych Homar Lockheed Martin o zasięgu od 70 do 300 kilometrów.[related id=”28076″] To jest sprzęt, którego w Polsce do tej pory nie mieliśmy – powiedział wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk. Przypomniał, że systemy rakietowe, takie jak „Toczka”, które raziły na odległość 70 kilometrów, zostały wycofane już na początku tego stulecia. Sprzęt jaki otrzymamy zdecydowanie poprawi nasze możliwości obronne.

– Podpisaliśmy dziś memorandum intencyjne w sprawie Patriot w najnowszej konfiguracji, to będzie dokładnie taki sam sprzęt, który wchodzi do uzbrojenia armii Stanów Zjednoczonych – powiedział minister Dworczyk, uchylając się od odpowiedzi na temat samych negocjacji.

– Przekazanie najnowszych technologii świadczy o randze naszej współpracy. Do tej pory na tego typu wsparcie mógł liczyć tylko Izrael. Wchodzimy do I ligi w pozyskiwaniu nowoczesnego uzbrojenia – powiedział wiceszef MON. Jego zdaniem jest to fundament przyszłej polityki zbrojeniowej państwa polskiego.

– To nie jest sprzęt, który leży na półce sklepowej, tak że można wejść i go kupić – powiedział zapytany, kiedy możemy się spodziewać, że Patrioty trafią do Polski. Zaznaczył przy tym, że nie cała technologia zostanie Polsce przekazana, ale jej część wykorzystywana w systemach Patriot.

– W sposób zasadniczy zmienia się sytuacja w Polsce, jeśli chodzi o obronę przeciwlotniczą – powiedział gość Poranka. Rozbudowa i modernizacja Polskich Sił Zbrojnych ma wiązać się bezpośrednio z modernizacją polskiego przemysłu zbrojeniowego. Dla MON absolutnym priorytetem jest to, aby polska armia była wyposażana przez polską gospodarkę, do której trafiają najnowocześniejsze technologie.

– To są miliardy wpompowywane w gospodarkę i ma to zasadnicze przełożenie na rynek pracy – powiedział Dworczyk.

Wiceminister zwrócił uwagę na to, że traktat waszyngtoński to nie tylko jego piąty artykuł, mówiący o pomocy sprzymierzonych NATO krajowi zaatakowanemu, ale również artykuł trzeci, który nakłada na państwo członkowskie konieczność budowania swoich zdolności obronnych.

– Pozyskiwanie nowych technologii i rozbudowa systemu obronnego jest dziś koniecznością – podkreślił. Przypomniał, że niedawno rząd Platformy Obywatelskiej planował przekazanie aportem Polskiej Grupy Zbrojeniowej do europejskiego konsorcjum obronnego, które miało powstać „z przyzwoleniem na to, żeby część polskiego przemysłu obronnego została zlikwidowana”.

– Podejście do polityki obronnej zostało diametralnie zmienione przez ministra Antoniego Macierewicza – stwierdził wiceszef MON.

– Sojusz Północnoatlantycki jest podstawą naszej polityki obronnej i nie ma na świecie alternatywy dla niego – zadeklarował. Ma on pierwszeństwo przed ewentualnymi sojuszami, które będą chcieli tworzyć Niemcy w ramach Unii Europejskiej. Wiceminister wyraził też nadzieję, że ewentualne powstanie unijnej armii nigdy nie będzie tworzone w opozycji do NATO.

Wiceszef MON zaprosił słuchaczy Poranka Wnet na błonia Stadionu Narodowego w Warszawie na piknik polsko-amerykański organizowany przez jego resort.

MoRo

Węgry podpisały porozumienie z Gazpromem. Gazociąg przez Morze Czarne – Turecki Potok – powstanie już w 2019 roku

Minister spraw zagranicznych i handlu Węgier Peter Szijjarto podpisał w Moskwie z szefem Gazpromu Aleksiejem Millerem porozumienie dotyczące nowego szlaku dostaw gazu na Węgry.

Minister spraw zagranicznych i handlu Węgier Peter Szijjarto podpisał w środę z szefem Gazpromu Aleksiejem Millerem porozumienie dotyczące nowego szlaku dostaw gazu na Węgry – poinformował z Moskwy agencję MTI Szijjarto.

Według Szijjarto nowy szlak dostaw gazu na Węgry mógłby powstać pod koniec 2019 r.[related id=”27863″]Minister powiedział, że najbardziej realistycznym scenariuszem podłączenia się Węgier do południowego szlaku dostaw gazu jest współpraca z Gazpromem, który rozpoczął budowę Tureckiego Potoku, gdyż Rumunia w dalszym ciągu nie umożliwiła dwustronnego transportu gazu, a w Chorwacji nadal nie powstał terminal gazu skroplonego.

– Dlatego w interesie bezpieczeństwa narodowego Węgier leży to, byśmy mogli się podłączyć, by powstało połączenie z południowym szlakiem transportu gazu, byśmy mogli kupować gaz także z południa – powiedział Szijjarto.

Turecki Potok to projekt biegnącego po dnie Morza Czarnego gazociągu z Rosji do Turcji. Zakłada on budowę dwóch nitek, z których pierwszą popłynąłby do Turcji gaz na jej własne potrzeby, a druga mogłaby być przeznaczona do sprowadzania surowca przeznaczonego dla krajów na południu Europy. Budowę Tureckiego Potoku Gazprom rozpoczął 7 maja br.

Szijjarto podkreślił, że Bułgaria i Serbia już wcześniej podpisały porozumienia, na mocy których do końca tego roku należy wyjaśnić kwestie finansowania prac na ich terytoriach i do końca 2018 roku mają zostać uzyskane wszystkie niezbędne pozwolenia. Dzięki temu pod koniec 2019 roku mógłby zostać uruchomiony gazociąg od strony Serbii, którym mogłoby trafiać na Węgry 8 mld metrów sześciennych gazu.

W czerwcu Szijjarto powiedział, że w celu stworzenia połączenia z południowoeuropejskim korytarzem gazowym Węgry prowadzą m.in. intensywne rozmowy z Serbią i Rosją o modernizacji narodowych sieci gazociągowych i ich połączeniu. Jak dodał, oznaczałoby to budowę gazociągu wzdłuż trasy planowanego wcześniej rurociągu South Stream, ale o mniejszej przepustowości. Wcześniej minister mówił, że gazociąg miałby zostać zbudowany w krótkim terminie i powstać wzdłuż trasy South Stream, jednak biegłby z Rosji nie bezpośrednio do Bułgarii, tylko najpierw do Turcji.

PAP/MoRo

Dzień 8. z 80/ Taras widokowy na XIV p. Radisson Blu Resort Świnoujście: To już ikona kurortu. Niemcy nam go zazdroszczą

ŚWINOUJŚCIE/ 05.07 – Wraz z otwarciem Radissona za 9 dni będzie otwarty aquapark – powiedział Michał Jelonek, szef budowy hotelu oraz inwestycji Baltic Park Molo na polskiej części wyspy Uznam.

– Weszliśmy na teren dziki, zupełnie nieprzygotowany do inwestycji – powiedział Michał Jelonek, który jest szefem budowy pięciogwiazdkowego Radisson Blu Resort Świnoujście oraz inwestycji Baltic Park Molo nad Bałtykiem. Kompleks, którego projekt wyłoniono w konkursie z SARP, odmienił architektoniczny krajobraz miasta. Jak to ujawnił gość, inspiracją było morze i obłe kształty fal. Jest to pierwszy 5-gwiazdkowy hotel w Polsce zbudowany zgodnie z międzynarodową certyfikacją ekologiczną Leadership in Energy and Environmental Design (LEED).

– Mimo że ze względu na wysokość hotel góruje nad wybrzeżem, to nie ma on charakteru przytłaczającego, jak większość tego typu budowli – powiedział gość Poranka. Jego zdaniem, Niemcy patrzą z zazdrością na to, co się dzieje na polskim wybrzeżu wyspy Uznam.

– Wraz z otwarciem Radissona, za 9 dni będzie otwarty aquapark – pochwalił się Jelonek, dodając, że zakończy to epokę, gdy Polacy ze Świnoujścia musieli na basen jeździć do Niemiec. Projekt obejmuje jeszcze takie obiekty użyteczności publicznej, jak lodowisko, pasaż i molo. Aktualnie kończy się drugi etap inwestycji. Potem powstanie jeszcze jeden hotel i inwestycję zakończy otwarcie molo – powiedział gość Poranka Wnet.

Radisson Blu Resort Świnoujście oferuje udogodnienia dla klientów biznesowych. Do ich dyspozycji jest m.in. przestronny parking, który pomieści nawet 255 samochodów, oraz sala o powierzchni 1000 m² i „ani jednej kolumny w środku „.

– To konstrukcja specyficzna, zwieńczona belkami strunobetonowymi – tłumaczył Jelonek.

Radisson Blu to nowy, ultranowoczesny hotel zlokalizowany tuż przy plaży, na polskiej części malowniczej wyspy Uznam i w pobliżu urokliwej nadmorskiej miejscowości Ahlbeck. Niedaleko stąd również do portów lotniczych Heringsdorf (13 km) oraz Szczecin-Goleniów (80 km). Obiekt od centrum Świnoujścia dzieli zaledwie 500 metrów, a od Parku Zdrojowego – 700 metrów.

Do dyspozycji gości będzie 340 nowocześnie urządzonych pokoi z tarasami i widokiem na morze. Radisson Blu Resort Świnoujście już stał się ikoną kurortu – 14-piętrowy hotel góruje nad strefą uzdrowiskową, przyciągając uwagę spacerowiczów.

Wśród hotelowych atrakcji króluje  aquapark, centrum wellness znajdujące się na dachu, centrum fitness, siłownia i ścianka wspinaczkowa. Dla najmłodszych przygotowano plac zabaw.

MoRo

 

Dzień 8. z 80 / Bartłomiej Szmyt z Morskiej Stoczni Remontowej Gryfia: Dobra zmiana dotarła do nas w ostatnim momencie

ŚWINOUJŚCIE / 05.07 – Za poprzedniej ekipy wyganiano ludzi za chlebem z Polski. Teraz chcą wrócić i pytają o możliwość pracy tu, gdzie żyją ich rodziny – powiedział szef stoczniowej Solidarności.

 

– Dobra zmiana dotarła w odpowiednim momencie do Stoczni Gryfia, bo udało się nam obronić nasz zakład pracy – powiedział Bartłomiej Szmyt, szef stoczniowej Solidarności. Jego zdaniem przez poprzednią ekipę, rządzącą przez 8 lat, doszło do wyprzedaży sporej części majątku Gryfii.

– Na szczęście udało nam się obronić i uratowaliśmy sporą część terenów i maszyny istotne dla produkcji – powiedział Szmyt. Uważa on, że gdy PiS doszedł do władzy, zmienił zarząd na o wiele lepszy niż poprzednie, które „sobie nie radziły z prowadzeniem firmy i tylko działały na jej szkodę”.[related id=”23718″]

– Wówczas była odgórnie narzucona wizja likwidacji morskiej stoczni remontowej Gryfia w Szczecinie i Świnoujściu – powiedział szef NSZZ Solidarność Gryfii. Jego zdaniem nowy zarząd z Markiem Różalskim na czele ” z wielkimi sukcesami zaczęli odbudowywać Gryfię „.

– Odbudowujemy wiarygodność u swych klientów – poinformował Szmyt. Za poprzednich rządów klienci nie chcieli niczego zlecać firmie, bo „widzieli, co się dzieje”; „zakład był zwijany”. Poprzednia władza, jego zdaniem, nie tylko nie chciała z nimi rozmawiać, ale wręcz „spychała na na bok” i zainteresowana była tylko swoimi sprawami, a jeśli już były jakieś rozmowy, to „bez udziału związków zawodowych”.

– Przede wszystkim jest z kim rozmawiać na szczeblu rządowym – powiedział szef Solidarności.

– Zamówienie, jakie dostała Gryfia na prom, będzie realizowane przez Stocznię Gryfia na terenie Szczecińskiego Parku Przemysłowego – uściślił Szmyt, pytany o budowę promu. Jak zaznaczył, realizacja projektu będzie przebiegała we współpracy Gryfii z Parkiem Przemysłowym, gdzie pracuje około 1600 osób w różnego rodzaju spółkach.

– To jest dla nas bardzo fajna sytuacja, bo poza tym promem ma ich być jeszcze pięć – cieszył się związkowiec. Poinformował, że zamówienie jest realizowane na zlecenie: dwa promy dla Polskiej Żeglugi Śródlądowej i cztery dla Polskiej Żeglugi Morskiej.

– To jest trudne zadanie, bo trzeba przygotować infrastrukturę – powiedział Szmyt, który uważa, że od czasów likwidacji w 2008 roku Stoczni Szczecińskiej, wszystko popadało w coraz większą ruinę.

– Stępka już jest położona, pierwszy etap pracy mamy już za sobą. Są projekty, ludzie do pracy, damy radę jako załoga. Zrobimy to w dobrym stylu – deklarował związkowiec. Dodał, że wielu byłych pracowników zarówno Stoczni Szczecińskiej, jak i Gryfii, których państwo polskie w ubiegłych latach  „wypychało  z Polski”, pyta o możliwość powrotu.

– Za poprzedniej ekipy wyganiano ludzi za chlebem z Polski. Teraz chcą wrócić i pytają o możliwość pracy tu, gdzie żyją ich rodziny – powiedział gość Poranka Wnet.

Przyznał, że aktualnie w Szczecinie i okolicach główną stocznią po likwidacji Szczecińskiej została Stocznia Gryfia i to właśnie ona pełni swego rodzaju rolę przywódczą w koordynowaniu całego projektu budowy promu. Również w przyszłości będzie miała kluczowe znaczenie przy składaniu ofert.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, KLIKNIJ TUTAJ