Dzień 22. z 80/ Janusz Jakubów, były radny miejski / Czy zmiana z perspektywy Brzegu nad Odrą jest rzeczywiście dobra?

W powiecie nigdy nie było tylu skandali, co za PiS. Jeden z radnych stał się bohaterem filmiku, rejestrującego, jak przyjmuje 10-tysięczną łapówkę. Dwóch urzędników starostwa skazano za korupcję.

Dwudziestego drugiego dnia podróży po Polsce Radio WNET odwiedziło Brzeg na Dolnym Śląsku. Ekipa radiowa ulokowała się w bramie wjazdowej „Wawelu Śląska” – zamku Piastów Śląskich, w którym obecnie mieści się Muzeum Piastów Śląskich.

Gościem Poranka WNET był Janusz Jakubów, historyk, były radny Brzegu.

Na pytanie o zmiany w samorządzie miejskim po przejęciu władzy przez ekipę Beaty Szydło, Janusz Jakubów udzielił zaskakującej odpowiedzi, że zmiany są duże, ale na gorsze.

Stwierdził, że w powiecie brzeskim nigdy nie było tylu skandali, co ostatnio, za rządów PiS. Elitę PiS w Brzegu stanowią osoby, których dawniej nikt nie kojarzył z prawicą niepodległościową. Wtedy nie popierały ani lustracji, ani dekomunizacji. Wraz ze zmianą koniunktury ludzie ci zmienili barwy partyjne, przeszli do PiS i rządzą, a Brzeg stał się sławny z powodu afer korupcyjnych.

Jeden z radnych stał się bohaterem filmiku, rejestrującego, jak przyjmuje 10-tysięczną łapówkę. Dwóch urzędników starostwa skazano za korupcję. Szpital podupada, powiat musiał zwrócić do Skarbu Państwa źle naliczoną subwencję. [related id=29454]

– Szyldy się zmieniają, ludzie pozostają tam, gdzie władza – stwierdził filozoficznie historyk.

Janusz Jakubów walczył o przyłączenie, a właściwie powrót Brzegu do województwa wrocławskiego, zgodnie z granicami archidiecezji wrocławskiej. Miasto obecnie należy administracyjnie do województwa opolskiego, gdzie dominują Ślązacy i Niemcy. Tymczasem Brzeg zamieszkuje wielka liczba repatriantów z Kresów: z Tarnopola, Stanisławowa, Lwowa.

Establishment województwa opolskiego dyskryminuje, zdaniem Janusza Jakubowa, powiat brzeski. Pobliska Oława jest doinwestowana; Brzeg przeciwnie. Ludzie dojeżdżają do pracy do Oławy. W tamtej części województwa powstają drogi, szpitale. Młodzież opuszcza miasto w poszukiwaniu lepszego życia.

Działające kiedyś w Brzegu zakłady przemysłowe upadły. Była garbarnia, która produkowała wyroby sprzedawane w całej Polsce. Po przystąpieniu do programu Narodowych Funduszy Inwestycyjnych maszyny rozprzedano, a teren został wynajęty i użytkują go liczni najemcy.

Aktualne procedury nie ułatwiają przejścia do innego województwa. Nadzieje na zmianę były radny wiąże z zapowiadaną ustawą metropolitalną. Miasto powinno należeć do województwa wrocławskiego, ponieważ Brzeg zawsze był i pozostanie częścią Dolnego Śląska.

– Dobra zmiana? Czy coś się poprawiło? W Brzegu dzieje się coraz gorzej – skonkludował z goryczą Janusz Jakubów.

Całej rozmowy można posłuchać w części piątej Poranka Wnet z Brzegu.

MS

Dzień 21. z 80 / Poranek z Zamościa / Jan Świst – prezes lokalnego przedsiębiorstwa przetwórstwa owocowo-warzywnego

Skarby ziemi zamojskiej – warzywa i owoce. Jak na tym specyficznym rynku radzi sobie przedsiębiorstwo z polskim kapitałem i czy rzeczywiście pieniądz nie ma narodowości – mówi prezes Chłodni Mors.

W 21 dniu swej osiemdziesięciodniowej podróży po Polsce Radio Wnet trafiło do Zamościa. Gościem Tomasza Wybranowskiego w studiu radiowym na zamojskim rynku u stóp ratusza był Jan Świst – prezes Chłodni Mors sp. z o.o., przedsiębiorstwa przetwórstwa owoców i warzyw.

Chłodnia Mors specjalizuje się w owocach miękkich – truskawkach, porzeczkach i malinach, których najwięcej uprawia się na Zamojszczyźnie. Skupuje także znaczne ilości warzyw, głównie kalafiorów, brokułów, cebuli, dyń i porów.

W tej branży każdy rok jest inny. W ubiegłym roku była susza, w tym jest dużo opadów i niższe temperatury – nie da się przewidzieć, czy będzie urodzaj i na jakie warzywa czy owoce. Nawet z dnia na dzień nie można zaplanować, ile i czego uda się kupić. Stale zmieniają się ceny, które są zależne od tego jaki jest urodzaj.

Przepisy państwowe i unijne preferują produkcję wielkotowarową. Obowiązują tzw. umowy sprzedażowe, w których każdy kupiony towar musi mieć gwarantowaną cenę. Takie przepisy są dobre w wypadku dużych gospodarstw, które otrzymują dopłaty unijne, są w stanie zaplanować produkcję. Tymczasem na Zamojszczyźnie przeważają niewielkie gospodarstwa rodzinne, w których obszar upraw warzyw czy owoców jest na tyle mały, że rolnik nie jest w stanie przewidzieć, czy opłaca mu się zawierać wymaganą przepisami umowę sprzedażową.

Obowiązujące przepisy pozostawiają małe pole manewru zarówno dla przedsiębiorstw skupujących warzywa i owoce, jak i dla rolników. Istnieje nakaz zawierania umów na cały asortyment płodów rolnych. Pozostawiono wprawdzie możliwość sprzedaży niewielkiej ilości  z tzw. wolnej ręki, ale rolnik, który z dnia na dzień chciałby sprzedać np. 50 kg świeżo zerwanych truskawek do Chłodni Mors, nie może tego zrobić, bo nie zawarł wcześniej umowy sprzedażowej. Zdaniem Jana Śwista sprawa ta powinna zostać skierowana do trybunału w Strasburgu, ponieważ jest to ewidentne ograniczenie prawa do wolnego handlu.

Jednak w ciągu ostatnich dwudziestu lat sytuacja rolnictwa i przetwórstwa na Zamojszczyźnie zdecydowanie zmieniła się na lepsze. Zniknęły uciążliwe, wielogodzinne kolejki przed skupami. Rolnicy przyjeżdżają ze swym towarem na konkretną godzinę i nie dlatego, że zmniejszyły się uprawy, tylko dlatego, że między innymi dzięki dopłatom unijnym potencjał przetwórczy został tak rozbudowany, że zakłady mogą przerobić każdą ilość surowca.[related id=29375]

Dawniej zakład decydował, czy kupi od rolnika towar i dyktował ceny. Dziś rolnicy mogą wybierać firmy, którym oferują swoje produkty. Z punktu widzenia zakładów przetwórczych nie jest to korzystne, gdyż nie da się zapewnić i przewidzieć ilości skupowanych owoców czy warzyw. Rynek rządzi, a rolnicy wolą sprzedawać na wolnym rynku; ryzykują, licząc na uzyskanie wyższej ceny.

Prawem wolnego rynku jest także i to, że podczas urodzaju ceny spadają. Rolnicy, jak powiedział prezes Świst, zwykle wówczas skarżą się w ministerstwie na zmowę cenową. Prezes twierdzi, że taka zmowa nawet nie jest możliwa. Według niego firma kieruje się wyłącznie swoimi możliwościami przetwórczymi i zależnie od nich zawiera tzw. umowy kontraktacyjne – przewidując, ile czego i jakiej jakości w przyszłym roku zakupi. W branży warzywnej da się to w miarę przewidzieć i rolnicy mają zapewnioną do pewnego stopnia stabilność cen.

Jednak jeśli chodzi o owoce – jest to w zasadzie niemożliwe. Wszelkie umowy, wymagane przecież przez unijne i państwowe prawo – są w znacznym stopniu teoretyczne, fikcyjne. To obraca się często przeciw rolnikom, bo nie mają żadnej gwarancji cenowej.

W ubiegłym roku, po suszy, wzrosły znacznie – o 30% – ceny kalafiorów i brokułów, których podaż była mniejsza niż zwykle. Z kolei w ostatnich latach ceny skupu czarnej porzeczki wahały się od 4 zł/kg do poniżej złotówki. Za to w tym roku, po przymrozkach, jest tylko 30% wiśni , których cena w tym roku skoczyła do 5 złotych za kilogram, a w poprzednich latach kształtowała się na poziomie 1,5-2 zł w skupach.

Wahania te są naturalne i, jak mówi prezes Świst, średnio ceny – mimo że nie są stabilne – pozostają w granicach opłacalności produkcji. Rolnicy zawsze mówią, że dokładają do upraw. – W takim razie z czego żyją? – pyta prezes zakładu przetwórczego.

Jan Świst mówił także o tym, dokąd sprzedaje swoje produkty jego Chłodnia Mors i jakie trudności na rynku polskim napotyka przedsiębiorstwo z kapitałem wyłącznie polskim. Jego zdaniem, wbrew temu, co się mówi – że pieniądz nie ma narodowości – niezupełnie okazuje się to prawdą, a przynajmniej w odniesieniu do współpracy ze sklepami wielkopowierzchniowymi.

Całej rozmowy Tomasza Wybranowskiego z Janem Świstem można wysłuchać w drugiej części Poranka Wnet z Zamościa.

MS

 

Jarosław Kaczyński prezes PiS: Zapadła decyzja o wycofaniu projektu ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych

Zapadła decyzja o wycofaniu projektu ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych – poinformował PAP Jarosław Kaczyński. Wcześniej wiele środowisk apelowało do PiS, aby wycofał ten projekt z sejmu.

„Zapadła decyzja o wycofaniu ustawy benzynowej. Będziemy szukać innych metod na zgromadzenie[related id=”28876″]środków potrzebnych na budowę. Na pewno nie będziemy sięgać do kieszeni obywateli” – powiedział PAP prezes PiS.

Złożony przez grupę posłów PiS projekt ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych – którego pierwsze czytanie odbyło się w ubiegłym tygodniu w Sejmie – zakłada dofinansowanie budowy lub przebudowy dróg lokalnych oraz mostów na drogach wojewódzkich. Fundusz miałby być zasilany nową opłatą paliwową w wysokości 20 groszy za litr.

Dziś Paweł Kukiz, komentując rezygnację PiS z opłaty paliwowej, napisał na swoim Facebooku: Tak jak przyblokowaliśmy swego czasu – dzięki akcjom medialnym i internetowym- program Koryto Plus (planowane podwyżki dla posłów i senatorów), tak i dziś udało się „przekonać” władzę do rezygnacji z planowanej opłaty paliwowej!

Facebook, PAP/MoRo

Dzień 20. z 80/ Poranek z Nowogrodźca/ Miejscowi przedsiębiorcy są zadowoleni ze swoich rodzinnych, lokalnych firm

Trzeba było wyjechać na Dolny Śląsk, żeby móc powiedzieć: spotkałem szczęśliwych przedsiębiorców – tak można podsumować rozmowy z przedstawicielami firm działających na terenie gminy Nowogrodziec.

Dwudziestego dnia wędrówki Radio WNET dotarło do miejsca w Polsce, gdzie żyją szczęśliwi przedsiębiorcy. Krzysztof Skowroński rozmawiał z właścicielami firm działających w Nowogrodźcu i okolicach. Reprezentują różne branże. Firmy w większości mają charakter rodzinny. Tutaj zamieszczamy fragmenty trzech rozmów.

Jacek Ruchała jest prezesem zarządu Hydro-Tech sp. z o.o. Zdaniem burmistrza firma ma się czym pochwalić. Od ośmiu lat inwestuje w infrastrukturę – w sieci kanalizacyjne i wodociągowe, w nową oczyszczalnię ścieków dla całej aglomeracji Nowogrodziec. Są to znaczne inwestycje, ale, jak żartuje prezes Ruchała, nie zawsze widoczne, bo w rzeczy, które znajdują się pod ziemią.

Te kwoty można także zobaczyć – włożono je w wiele kilometrów asfaltu na drogach gminy Nowogrodziec i okolicznych: Milikowa; Gościszowa, Parzyc, Zebrzydowa. Teraz odnawiane są drogi w Nowej Wsi, Czernej, Godzieszowie. W ostatnich latach firma pozyskała ponad 50 mln dotacji, a doliczając środki własne, dokonała inwestycji na ponad 100 mln zł; wszystkie realizują przedsiębiorcy gminni.

W gminie istnieje strefa ekonomiczna z kilkunastoma fabrykami, niemiecką drukarnią Bauera i zakładem Toyoty, pozyskanym przez burmistrza, gdzie produkuje się siedzenia do tych samochodów.

Burmistrz Relich zaprosił Radio WNET do Nowogrodźca, bo kilka lat temu było to jedyne medium, które zainteresowało się sporem gminy z drukarnią Bauera, zamierzającą odebrać gminie pieniądze, które słusznie zapłaciła. Proces udało się gminie wygrać.

Rozmowy na temat Hydro-Techu można posłuchać w części 6 Poranka Wnet.

Radio WNET dotarło również do Bogusława Szelechowicza, właściciela rodzinnej firmy Euro-Poltech. Pan Szelechowicz jest dumny z tego, że w jego firmie pracują dzieci, zięciowie, pracownicy mieszkający w gminie. Firma wykonuje prace na budowach, dziewięć miesięcy pracuje się poza domem i właściciel przyznaje, że trudno byłoby utrzymać firmę, gdyby relacje w niej nie były jak w rodzinie. Wszyscy się ze sobą dogadują.

Firma funkcjonuje bardzo dobrze. Na pytanie, czy coś w Polsce przeszkadza mu jako przedsiębiorcy, pan Szelechowicz odpowiada, że nic.

– Jesteśmy bogatą firmą, to znaczy płacimy tak jak państwo wymaga i jest nam dobrze. Bogatą, to znaczy także, że stać nas na zapłacenie pracownikom, opłacenie leasingów, nie mamy kredytów, za to mamy zaplecze finansowe. Możemy ryzykować z własnych pieniędzy. To rozumiem jako „firmę
bogatą”.[related id= 29273]

Moim bogactwem są też pracownicy – ich wiedza i doświadczenie. Płacę im może za mało, ale im wystarcza.

Rozmowy z Bogusławem Szelechowiczem można posłuchać w części 7 Poranka Wnet.

Kolejnym zadowolonym przedsiębiorcą z Nowogrodźca jest Józef Rutyna. Jest on właścicielem manufaktury wytwarzającej naczynia z glinki występującej na okolicznych terenach. Zaopatruje się w trzech kopalniach glinki: Czerwona Woda, Surmin i Suszec (rozmowa z właścicielem kopalni glinki w Suszcu tutaj – cz. 11 Poranka). W manufakturze Józefa Rutyny pracuje jego żona, syn, synowa, a zaczynał w 1978 roku razem z siostrą.

Rodzina Józefa Rutyny, podobnie jak znaczna część mieszkańców Nowogrodźca, przyjechała tu po zakończeniu II wojny światowej z Bośni i do dziś mieszka w tym mieście.

Wytwarzają przepiękne naczynia (zdobieniem zajmuje się żona właściciela). Wielkie fabryki mają własne laboratoria i urządzenia, gdzie najpierw można sprawdzić technikę wytwarzania danego projektu. W manufakturze pracuje się metodą prób i błędów, i często po powtórnym wypaleniu naczynia następuje niespodzianka – wcześniej trudno jest ocenić, jaki będzie efekt długotrwałej pracy: upłynniania glinki, po wlaniu do formy i wysuszeniu – czyszczenia, wypalania, malowania, szkliwienia, kolejnego wypalania. Efekt tej pracy nigdy nie jest oczywisty.

Józef Rutyna nie potrafi powiedzieć, jakie są ceny wyrobów fabrycznych. Mówi, że on sam ustala ceny takie, żeby zarobić, ale nie porównuje ich z innymi.

Nie zależy mu też na poszerzeniu rynku czy rozwijaniu przedsiębiorstwa.

– Z jednej miski jem – powiedział. – Nie będę żył 200 lat; spokojnie, starczy mi to, co mam. Jest paru dobrych klientów, trochę idzie do Niemiec. Jak nie było na przeżycie, jeździliśmy do Torunia na targi katarzyńskie. Teraz nie ma co wariować.

Jak mówi przedsiębiorca, w latach 80. istniały w okolicy 73 manufaktury. W okresie tzw. transformacji zostało z nich 10%. Teraz jest ich trochę więcej.

– Polityka? Nie znam się. Mam pracować i robić swoje. Nie mam czasu na politykę.

Rozmowa z Józefem Rutyną miała miejsce w części 11 Poranka Wnet.

MS

 

 

 

 

Dzień 17. z 80/ Poranek WNET/ Dyrektor kopalni Turów: Do wydobycia jest jeszcze 280 mln ton węgla. Działamy do 2044 roku

Budowa nowego bloku elektrowni wymogła przebudowę układu technologicznego kopalni, co umożliwia wydobycie całego złoża i dostarczeni go do elektrowni – powiedział dyrektor kopalni Turów Leszek Sondaj.

Cztery lata temu redakcja Wnet była z wizytą w Bogatyni, gdzie sytuacja w kopalni i elektrowni Turów była napięta, a poszkodowani na konsolidacji elektrowni i kopalni Turów toczyli spór zbiorowy ze Skarbem Państwa. Ekipa Wnet wędrowała wówczas po wielkich wyrobiskach kopalni Turów, gdzie operowały olbrzymie koparki.

– Kompleks energetyczny Turów to jeden z głównych pracodawców w okolicy – powiedział Leszek Sondaj, dyrektor kopalni Turów, której węgiel głównie zasila elektrownię Turów. Kopalnia wydobywa 10-15 ton węgla dziennie, co „wynika z obecnej sytuacji elektrowni”, która modernizuje się, bo w szczycie swych mocy przerobowych, gdy działało 10 bloków, kopalnia dostarczała do 35 tysięcy ton węgla brunatnego na dobę.

– W 2020 roku, kiedy do eksploatacji wejdzie blok 11, poziom wydobycia wzrośnie, będzie to 20-25 tysięcy ton – powiedział Sondaj. Dodał, że złoże Turów rozpoznane jest w kategorii A i B, czyli że dane są dokładne i szacuje się, że zawiera ono jeszcze „310 mln ton zasobów operacyjnych”, a do wydobycia pozostało 280-290 mln ton.[related id=29013]

– To daje nam gwarancję, że kompleks energetyczny Turów będzie działał jeszcze w dotychczasowy sposób do 2044 roku – powiedział gość Poranka Wnet.

– Budowa nowego bloku elektrowni wymogła przebudowę układu technologicznego kopalni, aby umożliwić wydobycie całego złoża i dostarczenie go do elektrowni – powiedział dyrektor kopalni.

– Przez ostatnie pięć lat kopalnia jest mocno obciążona inwestycyjnie. Idzie to w dobrym kierunku, aby kompleks energetyczny w 2020 roku ruszył pełną mocą – powiedział dyrektor Sondaj, związany z kopalnią Turów od 20 lat.

Leszek Sondaj pracował w kopalni na wszystkich stanowiskach, przez 20 lat uczestniczył we wszystkich zmianach, jakim podlegała. Jak mówi – przejął ją w sposób naturalny po poprzedniku.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj.

Wywiad z Leszkiem Sondajem w 2 części Poranka Wnet.

Dzień 17. z 80/ Paweł Styczyński z elektrowni Turów: „Budowa najnowocześniejszego bloku nr 11 to efekt dobrej zmiany”

Spełniamy wszystkie rygorystyczne normy, nawet te, które będą obowiązywać od 2019 roku – powiedział dyrektor elektrowni Turów, która od 2020 roku będzie najnowocześniejsza w Europie.

– To wszystko, co wydobywa się z kominów elektrowni Turów, to jest para wodna – powiedział Paweł Styczyński, dyrektor ekonomiczno-finansowy elektrowni Turów. Poinformował, że największym zainteresowaniem mieszkańców cieszy się najwyższy komin-emiter o wysokości 150 metrów, z którego również „przede wszystkim wydobywa się para wodna”.

– To efekt naszych inwestycji proekologicznych. W ubiegłym roku uruchomiliśmy instalację tak zwanego mokrego odsiarczania spalin, która ogranicza emisję dwutlenku siarki do atmosfery – powiedział gość Poranka Wnet.

Podkreślił, że elektrownia spełnia wszystkie najbardziej rygorystyczne przepisy UE, mające za zadanie wymusić działania proekologiczne. Pochwalił się, że ostatnio Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego wydał przedsiębiorstwu tzw. pozwolenie zintegrowane, czyli licencję na prowadzenie działalności przemysłowej. Taki dokument muszą posiadać wszystkie zakłady, które oddziałują na środowisko.[related id=29013]

– Spełniamy wszystkie rygorystyczne normy, nawet te, które będą obowiązywać od 2019 roku – powiedział.

– Budowa najnowocześniejszego bloku nr 11 to efekt dobrej zmiany i chylę czoło przed ministrem Tchórzewskim, bo dzięki niemu inwestycja ta jest realizowana – zadeklarował Styczyński. Budowa bloku o mocy 450MW netto będzie kosztowała 4,5 miliarda złotych. Zakończy się w roku 2020. Zdaniem dyrektora, zagwarantuje pracę mieszkańcom regionu aż do roku 2044.

Część technologii stosowanej w elektrowni jest rodzima, ale wiele elementów trzeba było kupić, bowiem jest to najnowocześniejsza technologia na świecie. Między innymi generator przypłynął  do Gdyni z Japonii.

– W systemie bezpieczeństwa energetycznego Polski elektrownia ta odgrywa bardzo ważną rolę. Jest największa na Dolnym Śląsku i prąd z niej zasili milion gospodarstw domowych – powiedział gość Poranka WNET. Inwestycja w Bogatyni jest przeprowadzana w ramach grupy kapitałowej PGE jako jedna z szeregu przedsięwzięć.

MoRo

Zapraszamy do wysłuchania Poranka Wnet, cała audycja kliknij tutaj

Wywiad z dyrektorem Styczyńskim – w części 3 Poranka Wnet.

Dzień 17. z 80/ Poranek WNET/ Szef Solidarności Elektrowni Turów o zerwanych przez Bochniarz obradach RDS: WSTYD!

Było mi wstyd, bo pracodawcy zerwali kworum i rada się po prostu nie odbyła. To wstyd na całą Polskę! – powiedział Wojciech Ilnicki, członek Rady Dialogu Społecznego, szef NSZZ Solidarność Turów.

Widok z Jasnej Góry koło Bogatyni jest piękny. Zielone tereny okalające kopalnię i  elektrownię Turów, nad którą unosi się… para wodna. Lasy bogate w zwierzynę chwalą sobie myśliwi i leśnicy.

Cztery lata temu Redakcja Wnet była z wizytą w Bogatyni, gdzie sytuacja w kopalni i elektrowni Turów była napięta, a poszkodowani na konsolidacji elektrowni i kopalni Turów toczyli spór zbiorowy ze Skarbem Państwa.

Dzisiaj rozmówcami Krzysztofa Skowrońskiego są przewodniczący Solidarności Elektrowni i Kopalni Turów Wojciech Ilnicki i jej wiceprzewodniczący, Marek Dołkowski.

– Zmieniło się bardzo dużo od tamtego czasu, co prawda pracowników na kopalni jest mniej, ale to wynika z tego, że zmienił się charakter pracy. Radzimy sobie! – powiedział Marek Dołkowski.

 Rada Dialogu Społecznego została zerwana, bo mieli uchwalić nową płacę minimalną

– Pracownikom w kopalni Turów na pewno pracuje się spokojniej niż przed czterema laty – powiedział szef NSZZ Solidarność Wojciech Ilnicki, który także jest członkiem Rady Dialogu Społecznego – forum współpracy przedstawicieli pracowników, pracodawców i rządu, które powstało w 2015 roku, by opiniować najważniejsze decyzje gospodarcze. Wśród pracodawców zasiadają tam przedstawiciele Business Centre Club, Konfederacji „Lewiatan”, Związku Rzemiosła Polskiego, Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej.

– Ostatnia Radia Dialogu była historyczną, a niestety, ze strony pracodawców chyba histeryczną. Obradowaliśmy nad sprawami najważniejszymi, to jest płacą minimalną i założeniami budżetowymi.  Było mi wstyd, bo pracodawcy zerwali kworum i rada się po prostu nie odbyła. To wstyd na całą Polskę! – ocenił Ilnicki.

Zastrzegł jednak, że nie wszyscy pracodawcy postąpili w ten sposób, bo rzemieślnicy stanęli na wysokości zadania. Na kworum składa się 2/3 organizacji pracodawców, organizacji społecznych i przynajmniej jeden przedstawiciel rządu.

– Nie mogliśmy nawet przegłosować porządku obrad. Nie zostały przegłosowane bardzo ważne sprawy dla pracowników, dla mieszkańców Polski. To bardzo źle o nas świadczy. To jest pokazanie tego, że niektórzy nie chcą w Polsce iść do przodu  – powiedział szef Solidarności Turów.[related id=29013]

Wycieczka Bochniarz udaremniła obrady

– Normalna byłaby sytuacja, gdyby pracodawcy przedstawiali swoje zdanie, nienormalna jest wtedy, gdy zrywają i uniemożliwiają wszelkie obrady. Nie na tym polega dialog – powiedział Wojciech Ilnicki, gdy sugerowaliśmy, że przecież to norma, że czasami pracownicy mają interesy sprzeczne z pracodawcami.

– Walczyliśmy o Radę Dialogu i w pierwszym okresie to jakoś funkcjonowało, gdy przewodniczył jej szef Solidarności Piotr Duda. Aktualnie zgodnie z ustawą przewodniczenie przeszło w ręce pracodawców i okazało się, że nie wszystkim ten dialog jest na rękę – powiedział Ilnicki.

Przewodnicząca Henryka Bochniarz z BCC w dniu, w którym zwołała Radę ogólnopolską, po prostu pojechała sobie na Wojewódzką Radę Dialogu Społecznego, a nie ma czegoś takiego jak substytut przewodniczącego RDS. Część pracodawców pojechała z nią.

– Rada, na którą przybył m.in. minister Radziwiłł, bo miał być poruszany temat zdrowia, po prostu nie miała kworum i nie odbyła się. Zdaniem Wojciecha Ilnickiego to było celowe działanie, bo obrady miały dotyczyć bardzo ważnych kwestii.

Rozmowy z przywódcami Solidarności w kopalni „Turów” dotyczyły także poczucia bezpieczeństwa zatrudnienia górników pracujących w przedsiębiorstwie, stosunku związku do propozycji utworzenia nowej konstytucji oraz spraw bezpieczeństwa energetycznego Polski.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet , kliknij tutaj. Rozmowa ze związkowcami odbyła się w części drugiej Poranka.

Chorwaci nakręcili klip promujący ideę Trójmorza – inicjatywy dla rozwoju regionu Europy Środkowej i Wschodniej

Dwanaście państw, trzy morza i jeden cel: rozwój regionu. Tego możemy się dowiedzieć z przygotowanego przez Chorwatów klipu, który obrazuje korzyści dla regionu, jakie daje inicjatywa Trójmorza.

Trójmorze to platforma współpracy prezydentów 12 państw położonych między Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym. Zacieśnia współpracę infrastrukturalną, energetyczną i gospodarczą państw Europy Środkowej.

Członkami Inicjatywy Trójmorza mają być: Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Węgry.

– Stoimy ramię w ramię z krajami Trójmorza, cieszymy się z historycznej możliwości pogłębiania naszego partnerstwa gospodarczego z waszym regionem – mówił prezydent USA Donald Trump na inauguracji Szczytu Inicjatywy Trójmorza w Warszawie podczas odwiedzin w naszym kraju.[related id=”28235″]

Prezydent Andrzej Duda zapowiedział wtedy: „Chcemy stworzyć gazowy korytarz północ-południe pomiędzy gazoportem w Świnoujściu a przyszłym gazoportem na wyspie Krk w Chorwacji”.

Z kolei prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović powiedziała, że na ostatnie spotkanie przygotowano katalog ponad 150 projektów o łącznej wartości prawie 50 mld euro i jest to dopiero początek.

Wśród priorytetów inicjatywy we wnioskach końcowych Szczytu w Warszawie wymieniono poprawę połączeń transportowych w regionie i dalszego integrowania ich z Transeuropejską Siecią Transportową, realizację postulatów unijnej polityki energetycznej, promowanie biznesowego charakteru wspólnych projektów gospodarczych oraz osiągnięcie pełnej synergii z politykami UE.

Według Andrzeja Dudy Trójmorze ma dać Europie impuls modernizacyjny, integracyjny i zjednoczeniowy.

MoRo

JAK BĘDZIE WYGLĄDAŁA WALUTA PRZYSZŁOŚCI? – na to pytanie odpowiada prof. Konrad Raczkowski, były wiceminister finansów

Całkowite wyeliminowanie gotówki z obiegu i zastąpienie jej e-pieniądzem wymusiłoby stworzenie alternatywnych kanałów funkcjonowania szarej strefy i wzmocniłoby rynek autonomicznych kryptowalut.

Taka kolej rzeczy mogłaby doprowadzić w długim okresie do zniekształceń bilansów płatniczych, co w skrajnych warunkach przełożyłoby się na trudności z kontrolą podaży pieniądza.

„Cashless society”

Począwszy od 2013 r., a szczególnie od lutego 2015 r., widać wyraźny trend wielu banków centralnych zmierzający w kierunku ograniczenia, a następnie eliminacji papierowego obiegu pieniądza. Szczególnie modne w tym kontekście stało się określenie cashless society, co oznacza społeczeństwo płatności elektronicznych, gdzie papierowy pieniądz jest używany marginalnie lub – w przyszłości – wcale. W Szwecji obrót gotówkowy już jest minimalny, a Szwedzki Bank Centralny (Riksbank) prowadzi zaawansowane prace nad wprowadzeniem e-korony. Rząd Szwecji dodatkowo zniechęca obywateli do płacenia gotówką. Rozpowszechnione hasło odnośnie płatności gotówkowych brzmi: „Jeśli musisz zapłacić gotówką, coś jest nie tak”. Dodatkowo w kasach fiskalnych zostały zamontowane aplikacje, które bezpośrednio informują organy podatkowe o możliwej próbie uchylania się od opodatkowania w zakresie podatku VAT.
Korea Południowa zapowiedziała całkowite wyeliminowanie z obiegu fizycznej gotówki w ciągu najbliższych lat. Dania już nie drukuje banknotów i najdalej za kilka lat planuje całkowicie zakazać płatności gotówkowych, podobnie Finlandia. W Stanach Zjednoczonych kampania na rzecz zniesienia gotówki zapoczątkowana m.in. przez prof. Larry’ego Summersa i prof. Kennetha Rogoffa, która miała się rozpocząć od wyeliminowania z obiegu banknotu o nominale 100 USD, zakończyła się porażką, co nie oznacza, że dalsze wysiłki w tej sprawie zostały powstrzymane.
Ekwador od kilku lat zapowiada rezygnację z obrotu gotówkowego i całkowite przejście na przyszłościową walutę narodową e-sucre, ale przy równoległym korzystaniu z dolara amerykańskiego w obrocie gotówkowym wydaje się to nierealne.
Z kolei Europejski Bank Centralny w dniu 4 maja 2016 r. podjął decyzję o zaprzestaniu emisji banknotów 500 euro do końca 2018 r., jednak nie zdecydował się na całkowite wycofanie ich z obiegu.
Obecnie w większości państw europejskich wprowadzono maksymalne limity płatności gotówkowych (np. Hiszpania i Francja – do 1000 euro, Grecja – 500 euro, Polska – 15 000 zł). W Niemczech, największej gospodarce europejskiej, próby ograniczenia płatności gotówkowych do 5000 euro zakończyły się niepowodzeniem na skutek ostrych protestów społecznych i nawet prezes Banku Centralnego Niemiec Jens Weidmann odniósł się krytycznie do propozycji rządowych, które zostały odrzucone. Dziennik „Bild” zorganizował protesty czytelników, a „The Economist” tłumaczył, że w Niemczech panuje duża nieufność do jakiegokolwiek śledzenia, utożsamianego z elektronicznymi płatnościami, ze względu na pamięć po dawnych działaniach Stasi.

Inaczej sytuacja wygląda na kontynencie afrykańskim, gdzie np. w Nigerii w 2012 r. uruchomiono zatwierdzony przez Bank Centralny Nigerii (CBN) cały projekt dedykowany cashless society. Wprowadzono dodatkowe opłaty od transakcji gotówkowych osób fizycznych powyżej 2500 USD i przedsiębiorstw – powyżej 15 000 USD.

Prawdziwa rewolucja w walce z papierowym obiegiem pieniądza ma miejsce w Indiach, gdzie w listopadzie 2016 r. zarząd banku centralnego pod pretekstem walki z korupcją, szarą strefą i finansowaniem terroryzmu tamilskich separatystów wycofał z obiegu wszystkie banknoty o nominale 500 rupii (INR; równowartość ok. 7,35 USD) i 1000 rupii (równowartość ok. 14,70 USD), co stanowiło aż 86% gotówki będącej w powszechnym obiegu. Premier Indii ogłosił demonetyzację rupii w dniu 8 listopada 2016 r., oznajmiając, że posiadane przez kogokolwiek nominały rupii (500 IRN, 1000 IRN) nie są już prawnym środkiem płatniczym, a ludzie mają czas do końca 2016 r. na zdeponowanie tych środków w bankach lub wymianę na nowe nominały. Trzeba jednak zaznaczyć, że z 1,3 mld obywateli Indii ponad 500 mln nie miała konta bankowego w momencie wycofywania banknotów z obiegu, a tylko 40% populacji korzystała w sposób aktywny z jakichkolwiek usług bankowych. Dodatkowo ustanowiono bardzo niski próg (poniżej 4000 USD), po przekroczeniu którego wymagano wyjaśnienia źródła pochodzenia środków, co masowo przełożyło się także na karne opodatkowanie. Jednocześnie rząd Indii zakazał dokonywania transakcji gotówkowych powyżej 300 000 rupii (ok. 4500 USD). Po pierwszym szoku, jakiego doznali mieszkańcy Indii w ramach procesów demonetyzacji, okazało się, że systematyczne uzupełnianie papierowego pieniądza w obiegu pociąga za sobą drastyczny spadek transakcji płatniczych wykonywanych elektronicznie, co oznacza, że ludzie wrócili do swoich nawyków płatności gotówkowych. W lutym 2017 r. łącznie transakcje elektroniczne w Indiach spadły o 21,3% w stosunku do stycznia 2017 r., przy jednoczesnym spadku wartości tych transakcji o 16,7% (ryc. 1).

Z badań Indranila Dutta z University of Manchester oraz Ajit Misha z University of Bath wynika także, że nie ma żadnej korelacji pomiędzy wzrostem ilości gotówki w obiegu w Indiach a obserwowanym tam poziomem korupcji (który w latach 2012–2016 wyraźnie notował trend spadkowy). Nawet zwolennik cashless society prof. Kenneth Rogoff z Universytetu Harvarda w swojej książce „The Curse of Cash”, która została uhonorowana w 2017 r. nagrodą PROSE (Professional and Scholarly Excellence) przez Stowarzyszenie Wydawców Amerykańskich, dowodzi, że korupcja nie ma związku z ilością papierowego pieniądza będącego w obiegu, a można wręcz stwierdzić, że w tym przypadku jest nawet odwrotnie proporcjonalna. W Nigerii, która jest jednym z najbardziej skorumpowanych państw na świecie (136 pozycja wg Corruption Perception Index 2016), współczynnik pieniądza w stosunku do PKB jest nawet mniejszy niż w Szwecji, zaliczanej do czwartej w kolejności najmniej skorumpowanej gospodarki świata, co oznacza, że Nigeria jest drugim w kolejności (zaraz po Norwegii) państwem na świecie, gdzie papierowa waluta ma najmniejszy udział w PKB (< 2%), a jednocześnie nominalne PKB Nigerii znajduje się wartościowo pomiędzy Szwecją a Polską.

Nieprawdziwy jest zatem powszechnie podawany argument, że wyeliminowanie lub znaczne ograniczenie papierowego obiegu pieniądza prowadzi bezpośrednio do ograniczenia korupcji, co nie oznacza, że taki proces nie może mieć miejsca. Decydują o tym bardziej czynniki kulturowe i wypracowywany długookresowo dobrostan danego społeczeństwa, odzwierciedlony poziomem rozwoju kraju, a nie jedynie wzrostem PKB. Pamiętać również należy, że w dyskusji na temat wyeliminowania papierowego obiegu pieniądza trzeba zderzyć się z trzema podstawowymi problemami.

Po pierwsze

Likwidacja papierowego pieniądza eliminuje anonimowość transakcji, a jednocześnie umożliwia opracowywanie pełnych profili preferencji danych osób wraz z mapą decyzji alokacyjnych – zarówno indywidualnych, jak i zbiorowych. Oznacza to, że „homo œconomicus” podlegałby pełnej inwigilacji i kontroli zarówno ze strony instytucji finansowych, które miałyby dostęp do historii przeprowadzanych transakcji, firm, zainteresowanych możliwościami konkretnego „uproduktowienia” danej osoby, jak i organów państwa, skarbowych, policyjnych itp. Zagwarantowane powszechnie w prawie międzynarodowym większości państw prawo do prywatności byłoby dalej ustawowo gwarantowane, ale w praktyce nieskuteczne, gdyż umożliwiałoby ingerencję w sferę życia osobistego, co ograniczałoby wolność jednostki i jej swobodę. Można zatem przyjąć, że subiektywna wartość pieniądza i jego siła nabywcza wraz z obiektywną wartością wymienną po prostu się zmniejszą wszędzie tam, gdzie dany podmiot uzna, że nie może nabywać danego dobra lub usługi albo w sposób nakazowo-administracyjny (np. automatyczna blokada, egzekucja, konfiskata) zostanie pozbawiony czasowo lub trwale prawa do samodzielnego dysponowania posiadanymi środkami płatniczymi.

Po drugie

Całkowite wprowadzenie obrotu bezgotówkowego przy narzuceniu przez dany bank centralny zerowych i ujemnych stóp procentowych oznaczałoby de facto kary za posiadanie rachunków oszczędnościowych i lokat terminowych. Banki, zamiast płacić klientowi za produkty bankowe, które otrzymał i wykorzystał w celu deponowania własnych wolnych środków pieniężnych, naliczą opłaty od posiadanych środków, stając się jednocześnie podmiotami zarządzającymi funduszami. Co można zrobić z pieniędzmi elektronicznymi, których nie można fizycznie wypłacić? Odpowiedź zwolenników cashless society jest prosta: wydać, co przy efekcie stadnym miałoby pobudzić konsumpcję i/lub wydatki inwestycyjne, albo przeksięgować na inne zapisy elektroniczne, które zamiast ujemnego oprocentowania depozytów od osób indywidualnych i banków komercyjnych gwarantowałyby określone prawa majątkowe, ale kosztem poniesienia większego ryzyka. Istotny byłby także w tej sprawie specjalnie ustanowiony kurs wymiany waluty papierowej na elektroniczną jako zachęta w rozwoju płatności bezgotówkowych.

Po trzecie

Całkowite wyeliminowanie gotówki z obiegu i zastąpienie jej e-pieniądzem wymusiłoby w średnim okresie czasu powstanie alternatywnych kanałów funkcjonowania szarej strefy, wzmocniłoby rynek autonomicznych kryptowalut – doprowadzając w długim okresie do zniekształceń bilansów płatniczych, co w skrajnych warunkach może się przełożyć na trudności z kontrolą podaży pieniądza. Wynika to z faktu, iż obecnie funkcjonuje na świecie ponad 800 kryptowalut, czyli tzw. walut wirtualnych. Oznaczają one cyfrową reprezentację wartości, która nie jest wydawana przez bank centralny lub inny organ władzy publicznej oraz która nie musi być powiązana z jakąkolwiek walutą fiat, lecz jest przyjmowana przez osoby fizyczne lub prawne jako środek płatniczy oraz może być przenoszona, przechowywana i obracana w sposób elektroniczny. Nie należy zakładać, że z chwilą, kiedy ludzie jako jednostki gospodarujące zostaliby pozbawieni na określonym terytorium powszechnie znanego, a ugruntowanego kulturowo środka wymiany, jakim jest gotówka, powszechnie podporządkowaliby się scentralizowanej kontroli polityki monetarnej. Gwałtowne zahamowanie szarej strefy, które byłoby zaobserwowane jedynie początkowo, musiałoby ewaluować w kierunku alternatywnym i pozostającym poza kontrolą państwa. Naturalną drogą (ale nie jedyną) byłyby kryptowaluty funkcjonujące w zdecentralizowanej technologii blockchain i niemające jednego emitenta, a więc niepodlegające kontroli. W stosunkowo łatwy sposób technologia ta pozwalałaby na wytransferowanie e-pieniędzy jako prawnych środków płatniczych do świata równoległego gospodarki nierejestrowanej. Wraz ze znacznym wzrostem wolumenu obrotu na rynku nieregulowanym rola centralnego emitenta ulegałaby pomniejszeniu, a rząd w skrajnych przypadkach mógłby nawet konkurować z prywatnymi emitentami kryptowalut, którzy byliby zdolni do przeprowadzenia realnych szoków gospodarczych.

Badania i wnioski

Według World Payment Report 2016 globalny wzrost płatności bezgotówkowych (rok do roku) wynosi w ostatnich latach 8,9%–10,1%, co w 2015 r. dało 426,3 mld elektronicznych płatności globalnych. Chiny w 2014 r. odnotowały aż 47% wzrostu płatności elektronicznych, co wiązało się zarówno z podniesieniem standardów życia wielu obywateli, jak i ich wejściem w system obiegu bankowego. Według iResearch Chiny do 2020 roku odnotują skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) na poziomie 33%, co oznacza przetwarzanie w płatnościach mobilnych do roku 2020 blisko 6,3 bln USD. Sytuacja w Europie przejawia generalnie podobny trend do zwiększania płatności elektronicznych, ale okazuje się, że towarzyszy temu jednoczesny znaczny wzrost zapotrzebowania na obrót gotówką, w stopniu przewyższającym nominalny wzrost PKB. Przeprowadzone przez Europejski Bank Centralny badania na grupie 65 tys. mieszkańców strefy euro dowodzą, że blisko 80% transakcji w punktach sprzedaży przeprowadzanych jest w gotówce, a ponad 50% wartości wszystkich transakcji to transakcje gotówkowe. Oznacza to, że mieszkańcy strefy euro są w większości przeciwni cashless society w rozumieniu eliminującym gotówkę. Również z opublikowanego skonsolidowanego sprawozdania finansowego Eurosystemu na dzień 27 maja 2017 r. wynika, że stan banknotów w obiegu tej strefy zwiększył się o 1 mld EUR (do 1124,1 mld EUR). Sytuacja wygląda zatem tak, że wciąż w realnym obrocie gospodarczym dominują płatności gotówkowe, pomimo iż częściowo pieniądz gotówkowy jest wypierany przez pieniądz bezgotówkowy w podstawowej mierze pomiaru pieniądza, jaką jest agregat M1 wykazujący największy stopień płynności.

Iluzoryczna i dyskusyjna wydaje się w tym względzie wizja prof. Niklasa Advirssona z Królewskiego Instytutu Technologii w Sztokholmie, opublikowana w artykule „The Cashless Society”, że obrót bezgotówkowy spowoduje wyeliminowanie bankructw, brudnych pieniędzy oraz kradzieży. Jak dowodzą badania Deutsche Bank i wyliczenia prof. Friedricha Schneidera, zniesienie środków pieniężnych nie wyeliminowałoby szarej strefy, ale zwiększyłoby koszty nielegalnych płatności, a tym samym mogłoby zmniejszyć rozmiary szarej strefy o około 2-3%. Jeśli chodzi o przyszłość waluty, jedno jest pewne – rozwój płatności bezgotówkowych jest potrzebny i będzie podążał w trendzie wzrostowym, jednak do prawidłowego funkcjonowania całego systemu finansowego, który w pełni pozwoli na krążenie pieniądza w gospodarce i zagwarantuje prawo każdej jednostki do prywatności, niezbędne jest utrzymanie również tradycyjnych środków płatniczych.

Artykuł ukazał się w 45/2017 numerze kwartalnika „Człowiek i Dokumenty” wydawanego przez Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych SA.

Publikacja na portalu Wnet.fm za zgodą PWPW SA.


Konrad Raczkowski – dr hab., prof. nadzw., dyrektor Instytutu Ekonomicznego Społecznej Akademii Nauk w Warszawie, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, były wiceminister finansów.

Dzień 16. z 80/ Poranek WNET/ Najmłodszy poseł PiS przeciwny wprowadzeniu opłaty drogowej. „Jak obiecałem, tak zrobiłem”

Ta ustawa wprowadza wiele podwyżek cen, począwszy od paliwa poprzez usługi transportowe, a skończywszy na żywności. Na to mojej zgody nigdy nie będzie – powiedział Łukasz Rzepecki, poseł PiS.

Wczoraj najmłodszy poseł PiS Łukasz Rzepecki wystąpił w Sejmie, stanowczo sprzeciwiając się wprowadzeniu opłaty paliwowej.

– Odbyło się głosowanie nad tą ustawą i tak jak obiecałem, zrobiłem. Byłem przeciwny temu projektowi, tak jak zapowiadałem to wcześniej – powiedział w Poranku Wnet Łukasz Rzepecki. Przypomniał, że z mównicy sejmowej apelował do swoich kolegów i koleżanek:

„Ta ustawa jest zła, antyludzka i antyobywatelska. Dlatego z tego miejsca chciałbym zaapelować do moich koleżanek i kolegów z Prawa i Sprawiedliwości, do kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości, żebyście wycofali państwo podpisy pod tą ustawą”.

Nie możemy być jak Platforma Obywatelska

– Ta ustawa wprowadza wiele podwyżek cen, począwszy od paliwa poprzez usługi transportowe, a skończywszy na żywności. Na to mojej zgody nigdy nie będzie – powiedział Rzepecki, który uważa, że realizuje program PiS, mówiący jasno o zdecydowanym sprzeciwie tego ugrupowania wobec podnoszenia podatków.  Wczoraj na mównicy sejmowej podkreślał on: „nie możemy być jak Platforma Obywatelska w czasie kampanii, która mówiła jedno, a robiła co innego”.

W wyniku wczorajszego głosowania w sejmie projekt ustawy został skierowany do prac w komisji.

– Mam nadzieję, że uda się doprowadzić do tego, że ta ustawa nie wejdzie w życie – powiedział poseł PiS. Zwrócił uwagę na to, że PO podczas kampanii wyborczej w 2007 roku przykładowo mówiła o braku zgody na podnoszenie wieku emerytalnego, po czym, gdy doszła do władzy, ten wiek podniosła do 67 roku życia. Nie chciałby, aby podobny scenariusz miał miejsce w przypadku Prawa i Sprawiedliwości.

Stanąłem w obronie zwykłych obywateli

– PiS zawsze deklarował, że jest przeciw podnoszeniu podatków i ja się tego konsekwentnie trzymam.  Dlatego też głosowałem za odrzuceniem tej ustawy w całości – powiedział Rzepecki. Przypomnijmy, że właśnie o to wnioskowała PO przed pierwszym czytaniem tego projektu autorstwa PiS.

– Dla mnie największe znaczenie ma to, że otrzymałem setki maili i SMS-ów, listów z podziękowaniami za to, że stanąłem w obronie zwykłych obywateli i mieszkańców naszego kraju – powiedział pytany o to, jakie wrażenie wywarło jego wystąpienie na kolegach z klubu parlamentarnego i władzach partii. Podkreślił, że „arytmetyka sejmowa jest, jaka jest” i dlatego ma pewne obawy o efekt swych działań. Wyraził nadzieję, że „moi koledzy z klubu parlamentarnego dojdą w końcu do wniosku, że ta ustawa jest zła”.

Ujawnił, że podczas obrad plenarnych podchodzili do niego jego koledzy z PiS i gratulowali mu wystąpienia, bowiem podzielają jego obawy o skutki wprowadzenia opłaty paliwowej. [related id=28850]

W ostateczności może zablokuje ją prezydent

– Później w głosowaniu okazało się , że tylko ja z klubu zagłosowałem za odrzuceniem tej ustawy – powiedział Rzepecki, który wyraził nadzieję, że podczas procedowania tej ustawy w końcu znajdzie się ktoś, kto ją zablokuje. Wskazał, że ostatecznie może to zrobić prezydent Andrzej Duda.

– Będę przekonywał również kierownictwo partii, aby PiS wycofało się z tej ustawy – zadeklarował młody, 24-letni poseł PiS, który kandydował z 8 miejsca na liście wyborczej. Dlatego uważa, że najwięcej zawdzięcza swym wyborcom i to przyrzeczeniom im składanym musi być wierny.

W dniu wczorajszym Sejm zajmował się projektem ustawy w sprawie Funduszu Dróg Samorządowych, który skierował do prac w komisji. Zakłada on dofinansowanie budowy lub przebudowy dróg lokalnych oraz mostów na drogach wojewódzkich. Fundusz ma zasilać nowa opłata paliwowa w wysokości 20 groszy za litr. Z szacunków autorów projektu o FDS wynika, że stawka opłaty drogowej zapewni wpływy w wysokości ok. 4-5 mld zł rocznie. Połowa kwoty zostanie przeznaczona na Fundusz Dróg Samorządowych, natomiast reszta wpływów zasili Krajowy Fundusz Drogowy.

Prezes firmy zarządzającej stacją benzynową na granicy polsko-niemickiej: Bardzo zły pomysł

– Opłata paliwowa w wysokości 25 groszy na litrze zrówna ceny benzyny w Polsce z ceną w Niemczech, co dla polskich przedsiębiorców tutaj, na naszych terenach jest bardzo złym pomysłem  – powiedział Dariusz Śmigielski, prezes spółki zarządzającej stacją benzynową w Łęknicy na granicy polsko-niemieckiej. Jego zdaniem, gdy porównamy zarobki Niemców z zarobkami Polaków, może okazać się, że po wprowadzeniu opłaty paliwowej

„nasze paliwo będzie jednym z najdroższych w Europie”.

Przypomnijmy, że setki stacji paliwowych rozsianych na granicy polsko-niemieckiej żyje właśnie z tankujących w Polsce tańsze paliwo Niemców. Po wzroście cen zapewne większość będzie zmuszona zamknąć interes.

MoRo

Chcesz posłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj.

Całego wywiadu z posłem posłuchasz w części pierwszej.