W audycji minister energetyki o przyczynach niedawnych problemów z dostawami węgla, o drugiej tańszej taryfie za prąd, nowych elektrowniach, inwestycjach w elektromobilność i samochody elektryczne.
Po przejściu w ostatnich dniach orkanu Grzegorz służby energetyczne stanęły na wysokości zadania i w ciągu doby usunęły awarie spowodowane nawałnicą. Minister energetyki Krzysztof Tchórzewski podziękował za pośrednictwem Radia WNET swoim zespołom za ofiarność i sprawność w usuwaniu szkód. Zapewnił, że system naprawy awarii jest coraz lepiej dopracowany na terenie całej Polski. Składają się na niego: pogotowie energetyczne, dyżury fachowców operatorów sieci dystrybucyjnych i przesyłowych oraz dyżury domowe fachowców.
Podkreślił, że w Polsce nie powinno zabraknąć energii mimo zdecydowanego zwiększenia poboru. W okresie od 2015 do końca 2016 roku wzrost zużycia prądu nastąpił o 2,4 proc., a do końca III kwartału br. o kolejne 2 proc. i jest „olbrzymi”.
– Wzrost o 5 proc. zużycia energii elektrycznej to konieczność powstania dwóch dużych elektrowni – powiedział minister Tchórzewski. – Świadczy to o ruszeniu gospodarki, ale również o znacznym wzroście zużycia prądu w gospodarstwach domowych. Kiedyś, gdy budowano dom jednorodzinny, zgłaszano pobór mocy na 7 kWh, dziś jest to już 11 kWh, a są i tacy, którzy robią instalację na 15 kWh.
Dlatego powstają nowe bloki energetyczne przy istniejących już elektrowniach. Do końca tego roku ruszy 1000 MW blok elektrowni w Kozienicach, pozostałe dwa bloki po 1 tys. MW będą „wchodziły” do końca 2018 roku, 500 MW blok w Turowie, 1000 MW blok w Jaworznie do końca 2020 roku oraz 1000 MW w elektrowni w Ostrołęce, będącej w fazie przetargu, a która ma zostać oddana w 2022-23 roku. Wszystkie wymienione elektrownie zasilające nowymi mocami energetykę w Polsce są węglowe.
Minister Tchórzewski uważa za konieczne uzupełnienie istniejącego systemu uruchamianiem elektrociepłowni gazowych ze względu na łatwość regulacji mocy. Powinny one zabezpieczać zwyżki poboru w sezonie jesienno-zimowym. Aktualnie Polska jest w trakcie uruchamiania elektrociepłowni gazowych w Płocku, Stalowej Woli i we Włocławku.
– Jesteśmy jako państwo bezpieczni energetycznie – powiedział minister Tchórzewski, przyznając, że wystąpiły przejściowe problemy w dostawach węgla, wykorzystywane przez dostawców, którzy siali panikę. Polskie wydobycie zabezpiecza w całości potrzeby przemysłu, ale dla odbiorców indywidualnych tylko w 50 procentach. Reszta zaspokajana jest węglem importowanym, w tym węglem rosyjskim. Jego dowóz we wrześniu zdecydowanie zmalał ze względu na odbywające się na Białorusi i w zachodniej Rosji ćwiczenia wojskowe Zapad 2017, angażujące większość rosyjskiego taboru kolejowego. Dlatego problemy z węglem były przejściowe i spowodowane trudnościami transportowymi.
Ministerstwo Energetyki opracowało już na przyszły sezon grzewczy ofertę dla odbiorców indywidualnych, gdzie będzie można jako przesyłkę bez opłacania specjalnego transportu zamawiać węgiel w paletach po pół tony bezpośrednio z polskich kopalni.
– Przygotowujemy nawet specjalną taryfę na zimę i jeżeli ktoś zechce ogrzewać się elektrycznie, żeby mieć wygodniej, to w porze nocnej, gdy prądu jest w nadmiarze, będzie ona zdecydowanie tańsza, bo na zachętę ceny będą kształtowały się w granicach opłacalności dla elektrowni – zadeklarował minister Tchórzewski.
Minister Krzysztof Tchórzewski przyznał, że istnieje zjawisko kradzieży prądu i dotyczy ono „kilku procent”, ale coraz większa liczba inteligentnych liczników w Polsce ułatwia namierzanie złodziei. Z kolei w stosunku do niepłacących rachunków coraz częściej stosowane są liczniki przedpłatowe.
– Ustawa o elektromobilności weszła w ostatni etap prac. Porządkuje ona system i wymusza budowę przez państwo infrastruktury – powiedział minister Tchórzewski. Wyjaśnił, że są to inwestycje konieczne, by samochody elektryczne wreszcie zaczęły jeździć po polskich drogach. Ludzie nie kupują tego typu aut, bo nie mają możliwości ich naładowania, a brak pojazdów sprawia, że potencjalni dystrybutorzy, np. stacje paliw, nie budują punktów ładowania z powodu małego zainteresowania.
– W przyszłym roku w Ministerstwie Energetyki pojawią się samochody elektryczne – zadeklarował minister Tchórzewski, który ma zamiar namawiać Radę Ministrów na tego typu samochody.
MoRo
Wywiad z ministrem energetyki Krzysztofem Tchórzewskim w części piątej Poranka WNET.
Dzisiaj w Radiu WNET o gospodarce polskiej i światowej, elektromobilności, reformie wymiaru sprawiedliwości, genderyzmie oraz o polityce polskiej i światowej. Zapraszamy do słuchania na WNET.fm.
Wśród gości Poranka WNET byli m.in.:
Stanisław Piotrowicz – poseł PiS, przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka;
Jakub Kulesza – poseł klubu Kukiz’15;
Krzysztof Bosak – polityk, działacz Ruchu Narodowego;
Andrzej Kensbok – wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu;
Paweł Kwaśniak – prezes zarządu Centrum Życia i Rodziny;
Izabela Mosakowska – organizatorka Kongresu Życia i Rodziny;
Prof. Piotr Witakowski – naukowiec, doktor habilitowany w zakresie budownictwa;
Maciej Srebro – Ursus Bus SA;
ks. dr Dariusz Chwastek – proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie;
Michał Zajda – wiceprzewodniczący krakowskiego oddziału Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów, autor wystawy o żydowskich parlamentarzystach w II RP;
Jerzy Bielewicz – komentator ekonomiczny;
Zbigniew Stefanik – korespondent z Francji.
Prowadzący: Aleksander Wierzejski
Wydawca: Antoni Opaliński
Realizator: Karol Smyk
Wydawca techniczny: Konrad Tomaszewski
Część pierwsza:
[related id=43682]Jerzy Bielewicz o aktualnej koniunkturze ekonomicznej na świecie. Wielu ekonomistów i instytucji finansowych ostrzega, że ona nie będzie trwać bez końca. Wiele zdarzeń, które miały miejsce w ostatnich latach, np. kupowanie przez banki centralne obligacji emitowanych przez państwo, może skutkować kryzysem. Kryzys ten może mieć rozmiary światowe. Przykładowo, bank JP Morgan zapowiada wielki kryzys płynności.
Wywiązała się dyskusja między posłem a Jerzym Bielewiczem, który pozostał w studiu po pierwszej części Poranka.
Część trzecia:
Andrzej Kensbok mówił o niedzielnym (29 października) XI Kongresie Republikańskim, na którym prowadzono dyskusje na temat polityki ekonomicznej PiS-u. Zdaniem uczestników kongresu reformy gospodarcze rządu premier Beaty Szydło idą w dobrym kierunku.
Część czwarta:
Przegląd prasy o godzinie 8:00, przygotowany przez Antoniego Opalińskiego.
Część piąta:[related id=43729]
Stanisław Piotrowiczo spotkaniu z przedstawicielami Komisji Weneckiej, które odbyło się w ostatnią środę (25 października). Podczas spotkania obecni byli członkowie różnych polskich partii. Posłowie PiS, jak powiedział, odwoływali się do konkretnych spraw i przepisów prawnych, opozycja zaś – do emocji. Stwierdził, że Komisja Wenecka czuje niesmak wobec „totalnej opozycji”, gdyż żadne stronnictwo europejskie w swoim sprzeciwie wobec polityki prowadzonej przez ich rząd nie posuwa się tak daleko, żeby występować przeciwko niemu wobec innych krajów i instytucji międzynarodowych. Ponadto poseł Piotrowicz opowiedział o tym, jak działa i czym zajmuje się Krajowa Rada Sądownictwa oraz o rozmowach między prezydentem a PiS na temat koncepcji reformy KRS i SN. Rozmowy te mają być już na ukończeniu. Ich przedmiotem jest obecnie głównie kwestia sposobu wyboru sędziów do KRS w razie „klinczu parlamentarnego”, tzn. sytuacji, gdy w Sejmie nie uda się osiągnąć większości kwalifikowanej 3/5 głosów.
Maciej Srebro o firmie Ursus Bus S.A., produkującej autobusy elektryczne, o planach przedsiębiorstwa na przyszłość i rozwoju elektromobliności w Polsce.
Część szósta:
Michał Zajda i Klaudia Klimek o wystawie w Sejmie pt. „Żydzi w przestrzeni politycznej II RP”. Wspomina ona Polaków pochodzenia żydowskiego, którzy sprawowali najważniejsze funkcje w państwie. Wielu z nich w czasie II Rzeczypospolitej było posłami z ramienia partii żydowskich, którym ówczesna prawo wyborcze dawało możliwość uczestniczenia w polityce.
Część siódma:
Przegląd prasy o godzinie 9:00, przygotowany przez Antoniego Opalińskiego.
Część ósma:
Ks. dr Dariusz Chwastek podjął temat 500. rocznicy reformacji, którą świat będzie obchodził w tym roku. Proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej opowiedział, jakie są, jego zdaniem, pozytywne następstwa reformacji. Są to m.in.: przetłumaczenie Pisma Świętego na języki narodowe, upowszechnienie się modlitw w językach ojczystych wiernych, rozwój edukacji i demokracji.
Izabela Mosakowska i Paweł Kwaśniak o IV Kongresie Życia i Rodziny, na którym omawiano zagrożenia płynące ze strony takich prądów kulturowych jak genderyzm czy neomarksizm i związane z nimi problemy seskualizacji dzieci i młodzieży oraz kryzysu rodziny.
Część dziewiąta:
[related id=43726]Krzysztof Bosako tym, dlaczego hasłem tegorocznego Marszu Niepodległości jest hasło „My chcemy Boga”. Ruch Narodowy chce – jak powiedział gość – żeby prawo w Polsce było oparte na Dekalogu, a nie laickich koncepcjach praw człowieka, interpretowanych przez Amnesty International lub ONZ. W tym roku Marsz Niepodległości po raz pierwszy rozpocznie się mszą w rycie trydenckim.
Gość opowiedział też, co jego zdaniem zmieniło się w Polsce w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Pozytywne jest to, że w ekipie rządzącej jest więcej ludzi kierujących się etosem służby publicznej niż za poprzedniego rządu. Negatywnie ocenia jednak mało asertywną politykę wobec Litwy i zwłaszcza Ukrainy, która buduje swoją tożsamość na kulcie UPA i Stepana Bandery. Skrytykował też przyjmowanie przez Polskę dużej liczby ukraińskich pracowników.
Prof. Piotr Witakowski o potrzebie zmiany ordynacji wyborczej.
Czy Witold Waszczykowski podniósł Polskę z kolan, a Mateusz Morawiecki skutecznie zwalcza neokolonializm gospodarczy? W Poranku WNET redaktor naczelny Nowej Konfederacji zrecenzował rząd PiS.
Aleksander Wierzejski rozmawiał dziś z Bartłomiejem Radziejewskim, politologiem, redaktorem naczelnym Nowej Konfederacji. Głównym tematem była ocena dokonań rządu w kontekście zapowiedzi jego rekonstrukcji.
Bartłomiej Radziejewski uważa, że rekonstrukcja rządu to dobry pomysł. „Gabinet ma ileś wyraźnie słabych punktów personalnych, które ciągną go w dół”. Wysokie notowania rządu są jednak przesłanką, żeby nic nie zmieniać.
Gość Poranka przywołał badania opinii publicznej, według których Antoni Macierewicz jest obciążeniem wizerunkowym PiS-u nawet wewnątrz jego elektoratu. „Średnio jednak sobie wyobrażam jego wyjście z rządu”. Krytyczna ocena ministra obrony narodowej nie oznacza obrony patologii, które miały w wojsku miejsce za poprzedniej władzy. Antoni Macierewicz, zdaniem redaktora naczelnego Nowej Konfederacji, stosuje bardzo radykalną retorykę, miejscami niepoważną. Na przykład mówi o dronach dla wojska, po czym odcina polskie firmy prywatne od zamówień.
Jasnymi punktami w rządzie są dla Bartłomieja Radziejewskiego Beata Szydło i Elżbieta Rafalska. Pani premier udało się „ozdobić wizerunek” PiS-u – jest on dzięki niej łagodniejszy, ale i zdecydowany. Z kolei minister rodziny, pracy i opieki społecznej osiągnęła sukces, sprawnie wprowadzając program 500 plus z całą otoczką informatyczną. [related id=43520]
Nisko politolog ocenia Witolda Waszczykowskiego, który jest jego zdaniem gorszym ministrem niż Antoni Macierewicz. Niestałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ nie jest sukcesem, gdyż raz na jakiś czas trafia się to każdemu państwu. Ma oczywiście sukcesy, jak doprowadzenie do wizyty Donalda Trumpa w Warszawie, ale generalnie prowadzi politykę zdumiewającą. „Miało być wstawanie z kolan, a jest podporządkowanie polityki zagranicznej potrzebom wyborczym”.
Dowodem na to jest sprawa reparacji wojennych od Niemiec. Przez miesiąc o tym mówiliśmy i nic nie osiągnęliśmy, a jedynie pogorszyliśmy nasze stosunki z zachodnim sąsiadem. Te stosunki i tak nie były dobre. Rząd wybrał politykę „dystansu i sceptycyzmu” wobec Niemiec. Mają one przyczyny obiektywne, jak zaproszenie przez Angelę Merkel imigrantów do Europy. Są też powody subiektywne – takim jest właśnie kwestia reparacji. Nikt rządu nie zmuszał, żeby ten temat podejmować.
Bartłomiej Radziejewski pyta o bilans takiej polityki. Jej skutkiem jest to, że mamy złe stosunki z Niemcami, z instytucjami Unii Europejskiej i z Francją. Zaznaczył przy tym, że dobre stosunki są nie celem samym w sobie, ale narzędziem do osiągania konkretnych celów, na przykład uzyskania korzystnej wysokości środków strukturalnych dla Polski.
Aleksander Wierzejski stwierdził, że kraje zachodnie prowadzą wobec Polski neokolonialną politykę gospodarczą, czego przykładem jest kupienie przez Francję Telekomunikacji Polskiej oraz sprzedawanie przez zachodnie koncerny w Europie Wschodniej produktów gorszej jakości niż u siebie. Na to Bartłomiej Radziejewski odparł pytaniem, czy redaktor sam by nie kupił Telekomunikacji Polskiej, gdyby mu ją oferowano w dobrej cenie, i przypomniał, że o neokolonializmie gospodarczym pisał już w 2013 roku, „zanim to było modne”.
Rząd, według gościa Poranka, stawiając słuszną diagnozę na temat neokolonializmu gospodarczego, wyciąga dość absurdalne wnioski – dąży do autarkii, a potępia zagraniczny kapitał. Ten, owszem, transferuje zyski z Polski, ale przyniósł wysokie standardy organizacyjne i miejsca pracy. „Nie widzę , żeby rząd zrobił coś dla dekolonizacji gospodarczej Polski ponad to, co było już robione”. Już wcześniej stawiano na wzrost roli państwa w gospodarce. Zaczęło się to już za SLD, które faktycznie wstrzymało prywatyzację. „Poziom agresji i ostentacji, z jaką rząd ogłasza zmiany w gospodarce jest mocno nieadekwatny do realiów”.
[related id=43482 side=left]Jak w takim razie oceniać Mateusza Morawieckiego, wicepremiera odpowiedzialnego za gospodarkę i finanse państwa? Bartłomiej Radziejewski ma do niego ambiwalentny stosunek. Docenia pogromienie mafii wyłudzających podatek VAT i zwiększenie ściągalności podatków. Jednak słynny Plan Morawieckiego jest w jego opinii niewykonalny. Po pierwsze rząd nie posiada instrumentów wykonawczych, co jest spowodowane niewydolnością instytucjonalną państwa. Po drugie nie ma takich pieniędzy, jakie są w tym planie zapisane.
Mateusz Morawiecki mówi też o walce z „resortowością”. Jednak sam Jarosław Kaczyński powiedział, że Polska była, jest i będzie resortowa. Faktycznie owa resortowość się pogłębia. Rolą lidera (w domyśle Jarosława Kaczyńskiego) jest to przełamać. Możliwe są też działania instytucjonalne. Te obecnie są ograniczone, bo za czasów pierwszego rządu PiS zlikwidowane zostało Rządowe Centrum Studiów Strategicznych, które było „oczami i uszami rządu”. Niemożność pokonania „resortowości” pogłębia też sytuacja polityczna w obozie rządzącym – wycofany na Nowogrodzką naczelnik, słaby premier i silni ministrowie – jak to opisał Bartłomiej Radziejewski. Uważa, że Mateusz Morawiecki nie radzi sobie z tą sytuacją i dlatego ucieka w propagandę sukcesu.
Na koniec Bartłomiej Radziejewski opowiedział o planowanych zmianach w Nowej Konfederacji, która ma już nie być tylko redakcją. Ma odpowiedzieć na istniejący jego zdaniem problem z opisem rzeczywistości wynikającym z „barbarzyństwa specjalizacji”.
JS
Rozmowy można posłuchać w pierwszej części piątkowego Poranka WNET.
W Poranku WNET śląski poseł o pyrrusowym zwycięstwie w sprawie rekompensat za deputaty, tragicznych rządach PSL-u w kopalniach i kuriozalnej sytuacji w Rybniku, gdzie nie chciano ogrzewania za darmo.
Od wtorku do 18 listopada emeryci i renciści górniczy mogą składać wnioski w sprawie przyznania 10 tysięcy zł rekompensaty za utracone deputaty węglowe. Odszkodowania będą finansowane z dotacji celowej przyznawanej firmom górniczym przez ministra energii i wyniosą 2,350 mld złotych. Akcja dotyczy 235 tysięcy osób.
Krzysztof Sitarski, inżynier górnictwa, poseł Kukiz’15 ze Śląska, wyjaśnił, że sprawa deputatów węglowych dla byłych górników to nie jakaś nowa forma rozdawnictwa publicznych pieniędzy, ale należna rekompensata za „rezygnację z nabytego prawa”. Jego zdaniem jest to pyrrusowe zwycięstwo.
– Niestety, poprzednia ekipa rządząca przestała respektować prawo do deputatów – powiedział poseł. W okresie rządów PSL – PO było przyzwolenie władz centralnych, aby spółki górnicze szukały różnych kruczków prawnych, by nie wydawać deputatów. W dodatku swoich pracowników często szantażowały, przedstawiając im do podpisania nowe aneksy do umów, w których zrzekali się oni prawa do deputatu pod groźbą wygaśnięcia umowy o pracę w ciągu trzech miesięcy. O skali problemu świadczy fakt nieobjęcia wypłatami rekompensat 12 tysięcy pracowników zaszantażowanych w ten sposób.
– Minister górnictwa ma nadzieję, że jeżeli w przyszłym roku nadal będzie dobra koniunktura i kondycja spółek węglowych na to pozwoli, to te 12 tysięcy osób również otrzyma rekompensaty – powiedział poseł Sitarski. Uważa, że Polska Grupa Górnicza w tym momencie nie jest w stanie tego załatwić, „bo położyłoby to przedsiębiorstwo”.
– Jastrzębska Spółka Węglowa jest już praktycznie monopolistą na europejskim rynku koksu, którego produktem ubocznym jest węgiel energetyczny – powiedział poseł, przypominając, że węgiel koksowy jest „przy całej histerii dekarbonizacyjnej w Europie” wpisany na listę produktów strategicznych UE.
Zwrócił uwagę, że aktualnie Polska, ze względu na zaniedbania rządzącego węglem na Śląsku PSL-u, przy tak dużych złożach ma niedobory na rynku węgla energetycznego. Jego zdaniem PSL zaczął się odcinać od obsadzanych przez siebie prezesów spółek węglowych i to nawet takich, którzy byli z ich rekomendacji wiceministrami finansów, bo „przecież oficjalnie nigdy ta osoba nie była członkiem PSL-u”.
– Dramat, prawda? – retorycznie pytał poseł Kukiz’15, śmiejąc się w głos na antenie Radia WNET. Przypomniał, że zamknięcie kopalni Krupiński to nic innego jak złe zarządzanie. Przy potencjale wydobywczym 100 mln ton węgla koksującego zainwestowano w ściany wydobywcze węgla energetycznego. – To doprowadziło do sytuacji, w której kopalnia ta przez kolejne cztery lata przynosiła straty i z ekonomicznego punktu widzenia trzeba było ją zamknąć.
Jako inżynier górnictwa poseł Sitarski zasiadał w komisji, która zamknęła kopalnię Krupiński. Złożył w tej sprawie zdanie odrębne, bowiem wbrew opinii komisji widział możliwości dalszego jej rozwoju i nadal nie traci nadziei na ponowne otwarcie kopalni.
Chwalił rządowy program „spinający” kopanie z elektrowniami, który bez wątpienia przyczynił się do odnotowywania zysków przez Polską Grupę Górniczą.
Rybnik, miasto o największym w Polsce zanieczyszczeniu powietrza, z którego pochodzi poseł Kukiz’15, to przykład na tragiczne w skutkach działania samorządów. Doszło tam do kuriozalnej sytuacji, w której przy możliwości uzyskania darmowego podpięcia pod sieć ciepłowniczą elektrowni Rybnik i darmowego ogrzewania domostw przez lata inwestowano w nowe generacje kotłów grzewczych i ocieplanie budynków.
– Przez kilkanaście lat samorząd miasta Rybnika nie wystąpił o to mimo zachęt Ministerstwa Energetyki. Mam to komentować? (…) Trzeba to wspólnymi siłami pchnąć do przodu, żeby powietrze było czystsze, bo to zdrowie nasze i zdrowie naszych dzieci – powiedział Krzysztof Sitarski, który wraz z senatorem z regionu zainterweniował i wreszcie powoli sprawa rusza do przodu.
W rozmowie także o innych skutecznych interwencjach posła Sitarskiego, przeroście biurokracji i programie 500 plus, którego nie dostrzeżonym do tej pory skutkiem jest zmniejszenie się liczby wychowanków w domach dziecka.
MoRo
Cały wywiad Aleksandra Wierzejskiego ze śląskim posłem Kukiz’15 Krzysztofem Sitarskim w części drugiej Poranka WNET.
Zdaniem gościa Poranka WNET rząd popełnia błąd, pozwalając na napływ pracowników z Ukrainy. Powstrzymuje to wzrost płac w Polsce i skłania Polaków do emigracji na Zachód, gdzie płace są dużo wyższe.
Wojsko się informatyzuje, co wymaga inwestycji, na które nie znajdziemy środków w budżecie. Na szczęście – potrzebne pieniądze leżą niemal na ulicy. Trzeba się tylko po nie umiejętnie schylić.
Andrzej Jarczewski
Zarobić podwójnie na infoarmii
Partnerstwo publiczno-prywatne jest wartościową ideą w teorii i zawiedzioną nadzieją w praktyce. By w tej materii wyrwać się z marazmu, potrzeba nowych pomysłów, pewnych korekt w ustawach i takich rozwiązań, które wykluczą lub zminimalizują możliwości korupcji, bo ta na styku sfery prywatnej i państwowej rodzi się sama.
Istotą nowoczesnego partnerstwa prywatno-publicznego nie jest wspólne robienie interesów. Państwo w ogóle nie powinno prowadzić działalności gospodarczej, poza sektorami o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa kraju. Bo właśnie zapewnienie bezpieczeństwa jest pierwszym obowiązkiem rządu, w tym również bezpieczeństwa obrotu gospodarczego i wszelkiej przedsiębiorczości. Rozpatrzmy to na konkretnym przykładzie, gdy – w celu podniesienia stanu bezpieczeństwa ogólnego – obywatele robią interes, a państwo gwarantuje tylko, że na tym interesie nie stracimy.
Sto miliardów luzem
W epoce wojen informacyjnych zrodziło się nowe zagrożenie, którego długie lata nie dostrzegano. Obecnie wojsko się informatyzuje, ale jakościowy przełom wymaga inwestycji, na które nie znajdziemy środków w budżecie. Na szczęście – potrzebne na ten cel pieniądze leżą niemal na ulicy. Trzeba się tylko po nie umiejętnie schylić.
Wprawdzie oszczędności obywateli polskich, ulokowane w różnych formach w różnych miejscach, sięgają dziś niemal półtora biliona złotych, to czystej, wolnej gotówki na kontach mamy znacznie mniej, choć nadal jest to kwota ogromna, liczona dziesiątkami, a nawet setkami miliardów. Nie bardzo wiemy, co z tymi pieniędzmi robić, bo lokaty bankowe w zasadzie tylko kompensują inflację, a wieloletnie przetrzymywanie oszczędności na rachunkach bieżących przynosi oczywistą stratę.
Ryzykanci grają na giełdzie, ale tam zwykłemu obywatelowi przez całą dekadę łatwiej było stracić, niż zarobić (teraz giełda lekko odbija). Z kolei na Foreksie musi przegrać każdy leszcz, bo jest to system wymyślony dla cwaniaków, którzy wielkimi operacjami swoich firm czy banków kształtują kursy walut, a na boku – małymi prywatnymi pieniędzmi dorabiają się dużych prywatnych pieniędzy, zawsze trafnie „zgadując”, jak dany kurs zmieni się za pięć sekund.
Tak czy owak – niezależnie od biedy i wielu niezaspokojonych potrzeb bieżących – jako całe społeczeństwo odłożyliśmy co najmniej sto miliardów złotych, które chcemy zostawić sobie na „czarną godzinę” lub choćby na stare lata, spodziewając się lichej emerytury. Istotną cechą oszczędności, o których teraz mowa, jest to, że – w naszych planach – zostaną one wykorzystane za kilka, kilkanaście lat. Cały nasz problem sprowadza się do tego, by siła nabywcza tych pieniędzy nie zmalała, a najlepiej – żeby wzrosła. O ten segment wolnych oszczędności tu chodzi.
Cyberarmia
Obecnie mamy w Polsce 5 rodzajów sił zbrojnych: Wojska Lądowe, Siły Powietrzne, Marynarkę Wojenną, Wojska Specjalne i nowe Wojska Obrony Terytorialnej. Nie wątpię, że jest to właściwy zestaw w sytuacji zagrożenia takim typem wojny, jaki znamy z filmów historycznych i aktualnych reportaży telewizyjnych. Stopniowo też uczestniczymy w światowym trendzie zbrojeniowym, zapowiadanym przez filmy science fiction. Chodzi o tworzenie tzw. cyberarmii, czyli jednostek wyposażonych w drony i inne zautomatyzowane lub zdalnie sterowane aparaty do czynienia szkód przeciwnikowi i do obrony przed takąż bronią, użytą przez wroga.
Przypuszczam, że w ciągu jednego pokolenia wszystkie rodzaje sił zbrojnych zostaną mocno nasycone sprzętem cyberarmijnym. Ten proces zaczął się w USA wiele lat temu, a obecnie, gdy wszyscy chłopcy już od przedszkola wychowują się w środowisku gier komputerowych, gdy wiadomo, że z łatwością opanują oni najbardziej zaawansowany sprzęt elektroniczny – tego sprzętu na wyposażeniu armii będzie lawinowo przybywać. Ale ktoś to musi produkować w kraju, nawet pod ostrzałem. Bo dostawy procesorów i całej elektroniki dla wojska nie mogą zależeć od drożności Jedwabnego Szlaku.
Pieniądze na zakup cyberbroni każde państwo ma w swoim budżecie, natomiast nie każde ma na swoim terenie fabryki zdolne do wytwarzania takiej broni. Również w Polsce potrzebne są poważne inwestycje w rozpatrywanym sektorze. Przypuszczam, że będzie to sieć wielu raczej małych zakładów naukowych, projektowych i produkcyjnych, ale cała ta sieć musi powstawać w sposób skoordynowany i zgodny z jakąś strategią zbrojeniową.
Mówimy więc o wielomiliardowym przedsięwzięciu, którego raczej nie sfinansujemy z budżetu. Otwiera się tu duża, nowa przestrzeń dla partnerstwa prywatno-publicznego: państwo daje program i gwarancję zamówień na coraz nowsze bronie, obywatele – gotówkę.
Mocni w mediach
Już ponad pół wieku temu między głównymi mocarstwami zapanowała ogólna zgoda co do niemożności pokonania przeciwnika bez własnych wielkich strat, więc poważniejsze wojny między potentatami się nie toczą, jeśli nie liczyć ustawicznych ćwiczeń, rozgrywanych na obcych terytoriach kosztem mieszkającej tam ludności. Głównym polem konfrontacji staje się internet. Nie rozważam teraz, kto z kim i o co walczy. Twierdzę natomiast, że cokolwiek dzieje się w tej przestrzeni – słabi na tym tracą, a mocni zyskują. Wniosek prosty: należy być mocnym w internecie i w innych mediach! Obywatele mogą nawet wykupić znaczny pakiet mediów krajowych po zapowiadanej dekoncentracji. Trzeba tylko opracować wiarygodny mechanizm gromadzenia środków. Oczywiście – nie taki jak Amber Gold.
To kosztuje. Ale właśnie na to mamy prywatne pieniądze. Nie mówię teraz o czymś w rodzaju przedwojennego Funduszu Obrony Narodowej, którego część stanowiły obywatelskie darowizny. Owszem, w stanie zagrożenia darowizny są konieczne, natomiast obecnie chodzi tylko o znalezienie bezpiecznej i w miarę dochodowej lokaty środków, stanowiących niejako popyt odłożony. Nie chodzi więc również o zasilanie Polskiej Fundacji Narodowej drobnymi datkami i nie chodzi o crowdfunding.
To ma być biznes. Te sto miliardów złotych, o których mowa wyżej, odpowiada z grubsza trzyletniemu budżetowi ministerstwa obrony narodowej. To daje pojęcie o skali zasobów, jakimi dysponujemy.
Do rozwoju nowych technologii od dawna przyczyniają się rządowe zamówienia, lokowane w firmach danego kraju. Tak jest np. w USA i w Izraelu, gdzie technika wojskowa jest ważnym dostarczycielem materiałów, urządzeń i oprogramowania, przydatnego również na rynku cywilnym. Dotyczy to wielu innych krajów, ale jeszcze nie Polski. Przyzwyczailiśmy się do bezsensownych zakupów byle czego za granicą, a krajowy przemysł zbrojeniowy dopiero teraz przestaje się zwijać.
Infoarmia
Infoarmia różni się od cyberarmii rodzajem używanej broni. Tu nie ma aparatów do niszczenia czegokolwiek. Tu jest intelekt i środki upowszechniania prawdziwych, a także blokowania fałszywych informacji. Bo nie jest dla Polski nieważne, co o nas mówi się w mediach świata. Dobra opinia o kraju sprzyja inwestycjom i turystyce, pomaga emigrantom utrzymywać związki z Polską. Zła opinia prowadzi do bojkotu na różnych polach, szykan i nękania w różnych organizacjach. Nie można jednak liczyć na działania amatorskie, reaktywne, uruchamiane wtedy, gdy jakiś nieuk lub polakożerca opublikuje gdzieś kolejną potwarz o „polskich obozach”. Potrzebne są działania kompleksowe, wyprzedzające, wyjaśniające i w różny sposób uczestniczące w medialnej grze. To musi kosztować.
Unia Europejska jest genialnym projektem, ale obliczonym tylko na dobrą pogodę. Gdy zaczyna padać – każdy rozpościera parasol wyłącznie nad własnym interesem (Macron). Wobec największych zagrożeń pozostaje nam wiara w solidność NATO. Ale NATO nie zajmuje się masą drobnych antypolskich agresyjek, dokonywanych w mediach na całym świecie. Z tym musimy uporać się sami, a przez wiele lat flanka medialna była całkowicie otwarta. Kto chciał, mógł pleść dowolne polonofobiczne androny, a nasi ambasadorowie – z niesławnej pamięci Ryszardem Schnepfem na czele – przyglądali się temu biernie i reagowali dopiero po interwencjach Reduty Dobrego Imienia.
Gdzie ci… informatycy!
Co z tego, że nasi młodzi informatycy wygrywają światowe konkursy w programowaniu, skoro są na pniu wykupywani przez firmy komercyjne i zwykle później robią byle co. Byle co w skali ich talentów i umiejętności. Warto jednak odnotować, że istnieje w Polsce sporo firm, które robią naprawdę świetny software, w tym np. gry komputerowe, a stąd tylko krok do gier wojennych czy wojskowych. Przy całej mizerii polskiego szkolnictwa wyższego, ujawnianej co roku żenująco dalekimi pozycjami naszych najlepszych uczelni w rankingach światowych, otóż mimo marnego stanu polskich uniwersytetów – akurat system kształcenia informatyków mamy znakomity. Do tego stopnia, że rozrywani są już studenci drugiego roku!
Jeżeli damy im szansę ciekawej, twórczej i dochodowej pracy w kraju – nie będą szukać kłopotów za granicą. I to jest trzeci element układanki: 1) państwowe gwarancje; 2) prywatne oszczędności; 3) kwalifikacje i entuzjazm twórców.
Potrzebna jest nam ochrona przed hakerstwem i innymi ofensywnymi działaniami obcych ośrodków. Tu konieczny jest „skok technologiczny”, wejście na poziom światowych mocarstw w tej dziedzinie (niekoniecznie są to akurat światowe mocarstwa atomowe). Obojętnie kto jest dziś na topie – wiemy, co jest na topie infoarmii światowej i tam powinna stanąć polska stopa.
Inżynieria finansowa
W gospodarce rynkowej istnieje wiele mechanizmów angażowania sumy drobnych prywatnych pieniędzy w duże przedsięwzięcia gospodarcze. Tu nie trzeba niczego wymyślać, tylko rozejrzeć się po możliwościach. Z punktu widzenia państwa ważne jest uruchomienie polskich środków prywatnych w celach inwestycyjnych. Ale niczego w tej sprawie nie da się zdziałać apelami i reklamami. Obywatel musi mieć gwarancje bezpieczeństwa zainwestowanych oszczędności, np. poprzez wykup akcji imiennych z odpowiednim dyskontem, gdy ich kurs rynkowy spadnie poniżej pewnej wartości.
Wystarczy przypomnieć „Bezpieczną” Kasę Oszczędności, bank Lehman Brothers i wiele innych piramid finansowych, by pozbyć się nadziei, że jakikolwiek podmiot prywatny może gwarantować zwrot wkładów i nakładów, gdy sam znajdzie się w tarapatach. Takich gwarancji może udzielić tylko państwo, a i to może być ryzykowne w nadzwyczajnych sytuacjach. Jednakże gwarancje państwowe są bez porównania pewniejsze niż prywatne. Z kolei przedsiębiorstwa prywatne dużo lepiej radzą sobie na rynku i zapewniają znacznie większe zyski niż nieefektywne firmy upaństwowione, czego również doświadczyliśmy.
Cały problem sprowadza się do opracowania takiej inżynierii finansowej, która połączy zalety przedsiębiorczości prywatnej z wiarygodnością państwową. Przy czym państwo nie może udzielać gwarancji powodzenia w jakiejkolwiek dziedzinie rynkowej. Na przykład producenci butów muszą konkurować. Najlepszy utrzyma się, najsłabszy zbankrutuje i państwu nic do tego. Ale już producent butów dla wojska mógłby otrzymać wieloletnie gwarancje stałych zamówień. Oczywiście takie gwarancje w obecnym ustawodawstwie gospodarczym nie są możliwe. Konieczne byłyby pewne korekty i uzgodnienia unijne, na których sukces szybko bym nie liczył.
Zostawmy więc buty i zajmijmy się produkcją szeroko rozumianej informacji. W tej dziedzinie każdy rząd może robić to, co uważa za dobre dla swojego kraju, i nie musi tego z nikim negocjować. Jeżeli więc polski rząd udzieli gwarancji, że oszczędności obywateli zainwestowane w infoarmię nie stracą na sile nabywczej – ludzie bardzo szybko będą skłonni do ulokowania swych pieniędzy w tak gwarantowane przedsięwzięcie.
Zakładam, że nowe, innowacyjne przedsiębiorstwa infoarmijne będą produkować różne dobra również na rynek cywilny, dostarczając nowe rozwiązania i technologie zdolne do sprostania konkurencji światowej. Stanie się tak dzięki koncentracji intelektów, rozproszonych dziś między masą większych i mniejszych projektów. Szkoły wyższe otrzymają sygnał, że zapotrzebowanie na speców od informacji i informatyki szybko wzrośnie, że trzeba będzie uczestniczyć w światowym wyścigu technologicznym, że produkty nowego sektora wytwórczości trzeba dopiero wymyślić itd., itd.
Ostatecznie – uzyskamy zdolności obronne w nowej dziedzinie, a obywatele zyskają podwójnie. Po pierwsze: ich oszczędności zwiększą swą siłę nabywczą, po drugie: ich, czyli nasze państwo zyska osłonę przed zniesławianiem, a przez to podniesie swoje ratingi i pozycję w społeczności międzynarodowej. Obcym stolicom trudniej będzie nami manipulować i rozgrywać jednych przeciw drugim, a Polskę i Polaków trzeba będzie szanować i nie traktować kolonialnie.
Artykuł Andrzeja Jarczewskiego pt. „Zarobić podwójnie na infoarmii” znajduje się na s. 2 październikowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl.
„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Andrzeja Jarczewskiego pt. „Zarobić podwójnie na infoarmii” na s. 2 październikowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl
Korzeniem lukrecji aromatyzuje się wyroby cukiernicze, piwo, tytonie i tabaki. Wytwarza się z niej cukierki o niepowtarzalnym smaku, lubiane przez dzieci w USA i Szwecji, w Polsce jednak niepopularne.
Agata Żabierek
Lukrecja jest rośliną wieloletnią, osiągającą do 1,5 m wysokości, o nieparzystopierzastych, ciemnozielonych listkach. Jej korzeń rozgałęzia się na kilka długich, pomarszczonych, brązowych korzeni bocznych z żółtym miąższem. Kwiaty barwy żółtej lub purpurowej rozwijają się latem, następnie wydają czerwonawobrązowe strąki. Roślina preferuje gleby wilgotne, żyzne, ilaste. Do celów leczniczych wykorzystuje się zebrane późną jesienią lub wczesną wiosną trzy- lub czteroletnie korzenie i tzw. rozłogi.
Herbatka z lukrecji skutecznie łagodzi kaszel i dolegliwości płucne. Roślina działa rozkurczowo na mięśnie gładkie oskrzeli i przewodu pokarmowego, stosowana jest zatem w schorzeniach górnych dróg oddechowych, nieżycie gardła i oskrzeli, przy uporczywym kaszlu z zalegającą wydzieliną (tzw. suchy kaszel), przy chrypce, a także zapaleniu dziąseł i migdałków. Podnosi odporność organizmu i pozwala zwalczać reakcje alergiczne.
Korzeń zawiera glycirrhizinę – substancję wielokrotnie słodszą od cukru, która może być stosowana przez cukrzyków. Mocne wywary natomiast podaje się dzieciom na przeczyszczenie i obniżenie gorączki. Wyciągi wodne są polecane w walce z chorobą wrzodową żołądka i dwunastnicy, w stanach zapalnych przewodu pokarmowego, a nawet w przypadku zagrożenia zmianami nowotworowymi. Lukrecja hamuje również rozwój wirusów, takich jak HIV-1, HCV (hepatitis C), HSV (opryszczki), EBV (Epstein Barr), Coronavirus.
Lukrecja gładka zawiera substancje czynne, zwłaszcza kwas glicyretynowy i flawonoidy, które wykazują zbliżone do sterydów właściwości i działanie na organizm ludzki, jednak nie wywołują tzw. skutków ubocznych, jakie mogą wywoływać sterydy; wręcz zapobiegają im.
Wyciąg z lukrecji znalazł zastosowanie w leczeniu przewlekłych chorób wymagających stosowania sterydów. Do chorób tych należy np. pęcherzyca, przewlekły uogólniony wyprysk, liszaj rumieniowaty układowy, zapalenie złuszczające skóry (erytrodermia). Wyciąg z rośliny pozwala na zmniejszenie dobowych dawek sterydów. Po rozpoznaniu choroby i rozpoczęciu leczenia sterydami, w momencie osiągnięcia poprawy klinicznej zaleca się co drugi dzień zastąpienie dawki sterydów lukrecją.
Roślina wykazuje działanie estrogenne i poprawia wydolność fizyczną u osób uprawiających sport. Pozwala lepiej nawodnić mięśnie szkieletowe i podnosi ich sprężystość niczym po zastosowaniu elektrolitów. Pobudza regenerację i rozrost tkanek, zwiększa masę mięśni, aktywuje syntezę białek, co z pewnością zasługuje na uwagę kulturystów.
Korzeniem lukrecji aromatyzuje się wyroby cukiernicze, piwo, tytonie i tabaki. Produkuje się także cukierki o niepowtarzalnym smaku i oryginalnej czarnej barwie.
Ponadto papka korzeniowa używana jest do przygotowania kompostu grzybowego, a właściwości pieniące lukrecji znalazły nawet zastosowanie w gaśnicach.
Należy pamiętać, że zioła stosowane nieumiejętnie mogą być wręcz szkodliwe. Nadmierne i długotrwałe spożywanie przetworów z lukrecji powoduje zatrzymywanie w organizmie wody, jonów sodu i chloru oraz utratę potasu, który jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego. Nie powinny jej spożywać kobiety w ciąży, karmiące piersią, osoby cierpiące na nadciśnienie i hipokalemię, a także niewydolność nerek i wątroby.
Artykuł Agaty Żabierek pt. „Lukrecja gładka” znajduje się na s. 8 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl.
„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Agaty Żabierek pt. „Lukrecja gładka” na s. 8 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl
Doradca prezydenta o zmianach poszerzających dostęp do Funduszu Wsparcia Kredytobiorców frankowiczom oraz zastąpieniu przez elity UE idei Schumana antychrześcjańską ideologią komunisty Spinellego.
Prezydencki projekt nowelizacji ustawy o Funduszu Wsparcia Kredytobiorców będzie miał w dniu dzisiejszym swoje pierwsze czytanie. Projekt zakłada pomoc kredytobiorcom znajdującym się w trudnej sytuacji finansowej, zadłużonym zarówno w walutach obcych, jak i w złotych.
– Istotnym elementem prezydenckiej propozycji jest poszerzenie możliwości ubiegania się o wsparcie z Funduszu w postaci przewalutowania kredytu lub zrestrukturyzowania go – powiedział gość Poranka prof. Zbigniew Krysiak, ekonomista, wykładowca Szkoły Głównej Handlowej oraz prezes zarządu Instytutu Myśli Schumana. Wyjaśnił, że restrukturyzacja polega na tym, iż w przypadku zamiany kredytu frankowego na złotowy następuje przewalutowanie po kursie takim, że de facto kredytobiorca zyskuje redukcję zadłużenia.
Prezydent w dyskutowanym dziś przez Sejm projekcie zaproponował między innymi dwukrotne podniesienie minimum dochodowego umożliwiającego wnioskowanie o wsparcie, a także wprowadzenie możliwości odwołania w przypadku negatywnego rozpatrzenia wniosku przez bank. Dodatkowo zwiększona zostanie wysokość możliwego comiesięcznego wsparcia z 1500 na 2000 złotych, wydłużony okres możliwego wsparcia z 18 do 36 miesięcy oraz wydłużony okres bezprocentowej spłaty otrzymanego z Funduszu wsparcia z ośmiu do 12 lat. Możliwe będzie także umorzenie części zobowiązań, szczególnie w sytuacji, gdy dana osoba regularnie spłaca raty.
Kredytobiorca będzie miał też możliwość otrzymania jednorazowej pożyczki na spłatę zobowiązania w przypadku sprzedaży nieruchomości. Jej wysokość może wynieść do 72 tysięcy złotych, natomiast zasady spłaty będą podobne do tych, które obowiązują przy wsparciu w spłacaniu rat.
Banki, które zdecydują się restrukturyzować, czyli „odwalutowywać” kredyty odnoszone do walut obcych, będą mogły liczyć na zwrot różnic bilansowych między wartością kredytów przed restrukturyzacją i po niej.
Prowadzący Poranek Wnet Aleksander Wierzejski przypomniał słuchaczom, że na systemie przewalutowań w momencie umocnienia się franka mocno zyskały banki, które w okresie wcześniejszym namawiały ludzi do wzięcia kredytu właśnie we frankach szwajcarskich. Zauważył przy tym, że po dojściu obozu „dobrej zmiany” do władzy oczekiwania frankowiczów były bardzo duże, zwłaszcza wobec prezydenta, a tymczasem w tej kwestii można zauważyć jedynie powolne „robaczkowe ruchy”.
– Od początku opowiadałem się za kompleksowym rozwiązaniem i taki też był pierwszy projekt prezydenta – powiedział profesor Zbigniew Krysiak. Uważa za konieczne przewalutowanie na złotówki tych kredytów, bowiem w momencie zawirowań na rynku walutowym może to spowodować w Polsce kryzys gospodarczy. – Narodowy Bank Polski nie ma instrumentów, które wpływałyby na kurs walutowy.
Przyznał, że projekt ustawy dzisiaj czytanej w Sejmie to zaledwie kolejny fragment koniecznej do wprowadzenia zmiany systemowej, ale i tak propozycje prezydenta powodują wiele kontrowersji w środowisku bankowym.
Składka bankowców ma wzrosnąć do 3,2 mld rocznie, a w przypadku niewykorzystania jej przez bank na przewalutowanie kredytów, których udzielił swoim klientom, będzie ona przekazywana do wspólnej puli, skąd będą mogły czerpać środki inne banki.
– Rodzi to niebezpieczeństwo hazardu moralnego – powiedział profesor Krysiak. Wskazuje, że banki mogą przewalutować kredyt po kursie nie niższym niż w momencie podpisywania umowy kredytowej, i do tego właśnie będą dążyć za wszelką cenę, by nie stracić pieniędzy zdeponowanych w Funduszu Wsparcia Kredytobiorców.
Robert Schuman i wspólnota narodów Europy
– Robert Schuman zawsze mówił o wspólnocie narodów Europy i właśnie do tej wspólnoty trzeba wrócić – powiedział prezes Instytutu Myśli Schumana profesor Zbigniew Krysiak, podkreślając znaczenie dla Roberta Schumana związków z Kościołem i głębokiego zawierzenia Matce Bożej, podobnie jak u Jana Pawła II. Profesor stwierdził jednak, że aktualnie tak zwane ideały europejskie stoją dokładnie „w poprzek” idei Schumana i faktycznie są przyczyną takich zdarzeń jak Brexit czy brak solidarności przy budowie Nord Stream 2.
– W 1984 roku liderzy Europy, także „chrześcijańscy”, poddali się ideologii Spinellego, a to osoba uważająca, że chrześcijaństwo trzeba usunąć z przestrzeni publicznej, że jest przeszkodą do realizacji takiej Europy, jaką liderzy promują obecnie – powiedział profesor Krysiak.
18 października, w przyszłą środę, o 11.00 Instytut Myśli Schumana organizuje konferencję. Jednym z uczestników będzie profesor Stanisław Gebhardt, który opowie, jak za życia Schumana przebiegał proces integracji państw europejskich na zdrowych zasadach i jak wyglądała „chrześcijańska międzynarodówka”.
Profesor przedstawił też nowy projekt Instytutu „Wigilia bez granic”. W zeszłym roku w jego ramach w Warszawie i Łodzi zaproszeni zostali na wigilię do polskich rodzin obcokrajowcy. Akcja ta jest zgodna z ideałami Schumana, który mówił o konieczności nawiązywania bezpośrednich relacji. Tak było podczas Światowych Dni Młodzieży, gdy wiele polskich rodzin doświadczyło kontaktu z obcokrajowcami. W tym roku ma to się odbyć na dużo większą skalę.
– Chcemy to zrobić w skali ogólnopolskiej i zaprosić na wigilię do polskich rodzin nie tylko studentów, żeby pokazać Europie model relacji i zapobiegać powstawaniu gett – powiedział prezes instytutu. Zaapelował do mediów o propagowanie akcji oraz do ludzi, aby zgłaszali się jako woluntariusze. – Polska i Polacy mają osobliwy potencjał po doświadczeniach 400 lat Rzeczpospolitej, by uratować Europę przed utratą tożsamości.
Wiadomo, że sektor będzie nowoczesny i innowacyjny, bo musi. Szkoda tylko, że nie wiadomo, w czyich rękach się znajdzie. A Prawo i Sprawiedliwość takiej deklaracji publicznej złożyć nie zamierza.
Krzysztof Tytko
W Polsce, która posiada potężne zasoby węgla, nie ma i już nie będzie bardziej innowacyjnego PROJEKTU wytwarzania olbrzymich zysków w przyszłości (nawet w okresie setek lat), niż ten, jaki powstał dla sektora paliwowo-energetycznego, chemicznego i branż pochodnych, oparty na podziemnym zgazowaniu węgla skonsolidowanym z energetyką rozproszoną. To nasz największy narodowy potencjał rozwojowy. Przekazanie tego biznesu wartego biliony złotych obcym byłoby ZDRADĄ STANU – najcięższą z możliwych! Haniebny proces jest już tymczasem na etapie ostatecznego domykania. Najbliższe kwartały będą rozstrzygające.
Oto fakty, które to potwierdzają:
W listopadzie 2015 roku, pomimo pozostawania przez 8 lat w opozycji, PiS przejął kontrolę nad sektorem paliwowo-energetycznym bez gotowego planu naprawczego. W deklaracjach przedwyborczych twierdzono, że program restrukturyzacji jest dopracowany i od razu będzie wdrażany. Dlatego nie chciano brać pod uwagę rozwiązań programu obywatelskiego, który był przeciwieństwem „reformy górnictwa” w wydaniu PiS. Dopiero na przełomie lat 2018/2019 będzie wiadomo, który program wytrzymał próbę czasu. Jeśli nasz, to wątpliwa będzie to satysfakcja, gdyż wtedy będzie już za późno na ratowanie najbardziej strategicznego sektora kapitałami polskimi. (…)
PiS faktycznie zwyciężyło w wyborach i doszło do władzy, by w konsekwencji nie 2,5, ale 8 mld zł przeznaczyć nie na inwestycje, a na likwidację najlepszych kopalń, zostawiając przy życiu najgorsze i likwidując tysiące miejsc pracy. (…)
Nie dopracowano ostatecznie bilansu i miksu energetycznego do roku 2030 lub przynajmniej 2025, co skutkuje brakiem jednoznacznej wizji zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Po dwóch latach rządów nowej ekipy w tym zakresie panuje chaos. (…)
Nie dokonano wyceny w poszczególnych kopalniach złóż węgla i metanu zalegających do głębokości 1200 m, biorąc pod uwagę 2 metody: wycenę wg wydobywania węgla metodą tradycyjną oraz wg wydobywania zawartej w węglu energii poprzez technologię zgazowania podziemnego. Po wykonaniu rozpoznania otworami głębokimi wycena powinna być skorygowana. Na skutek tego najcenniejszemu majątkowi spółek surowcowych, jakim jest złoże, w aktywach bilansu spółek węglowych przypisano wartość zero. Aktywo to, nie wzięte w ogóle pod uwagę, jest o wiele ważniejsze od aktywów w postaci gruntów i budowli oraz maszyn i urządzeń, które dominują w obecnych bilansach kopalń. Spółka bez aktywa, jakim jest węgiel, jest nic niewarta, bo bez niego nie może kontynuować działalności gospodarczej i generować przychodów. (…)
Umożliwiło to straszenie środowiska górniczego upadłością spółek i utratą 50 000 miejsc pracy z powodu braku kapitałów własnych, które wcześniej zabiegami księgowymi zostały zmniejszone, a ich resztki skonsumowane w wyniku wieloletniego pokrywania nimi strat. Gdyby aport SP w postaci wniesionych do KW i KHW złóż został prawidłowo wyceniony, zapisany i zarejestrowany w podstawowym sprawozdaniu finansowym, jakim jest bilans, to pomimo poniesionych wielomiliardowych strat, spółki te nadal dysponowałyby wystarczającymi kapitałami własnymi pozwalającymi na prowadzenie nieprzerwanej działalności gospodarczej. (…)
Nie wykonano studium wykonalności dla podziemnego zgazowania węgla, zgodnie z zaleceniami dla Ministra Energii zapisanymi w znowelizowanej w grudniu 2015 roku ustawie o funkcjonowaniu górnictwa na lata 2007–2015, uprzednio zatwierdzonej przez prezesa RM z PiS we wrześniu 2007 roku. Ustawa ta obowiązywała bez zmian w ciągu 8 lat rządów PO-PSL.
Politycy tych dwóch zwalczających się opcji politycznych nie zgadzają się w niczym, oprócz pełnej zgody w „reformowaniu” sektora paliwowo-energetycznego. Czy nie jest to zastanawiające?
Nie rozpoczęto na skalę przemysłową wdrażania technologii podziemnego zgazowania węgla w formie instalacji pilotażowej na skalę przemysłową, zlokalizowanej w najkorzystniejszych warunkach w Polsce, by społeczeństwo nie dowiedziało się o korzyściach i wielkości polskiego potencjału rozwoju. Zastosowanie tych technologii ma być wzięte pod uwagę dopiero po upadku spółek górniczych, czyli w latach 2019-2020. (…)
Aby maksymalnie przyśpieszyć likwidację polskiego górnictwa dotyczącego węgla energetycznego, którego wydobyciem głównie zajmuje się obecna PGG, wysłano tysiące górników na urlopy górnicze pomimo chronicznego braku frontu wydobywczego, niezbędnego do generowania przychodów i zysków w przyszłości, zamiast ograniczenia zatrudnienia zbędnej administracji, która generuje tylko koszty powiększające straty spółki. (…)
Nie przetłumaczono decyzji KE dotyczącej notyfikacji z dnia 18 listopada 2016 roku, która udzielona została tylko w języku angielskim za aprobatą ME, w której są złowrogo brzmiące zapisy w punkcie 3. Objective and Scope of the Notification: To assist the closure by 31 December 2018 of the coal mining companies remaining in operations in the Polich coal sector. (…)
W zapisie tym nie wspomina się o zamykaniu tylko nierentownych kopalń, co może oznaczać, że po to połączono wszystkie kopalnie z KW i KHW w jedną strukturę organizacyjną, jaką jest niewydolna spółka PGG, by po propagandowym sukcesie roku 2017 wygenerować w 2018 roku straty i za jednym zamachem postawić w stan likwidacji wszystkie wchodzące w jej skład zakłady górnicze.
Nie zdziwiłbym się również, gdyby w 2018 roku w JSW SA wystąpiły nadzwyczajne okoliczności, które spowodują, że nagle spółka z wysoko rentownej generować będzie straty i spotka ją ten sam los co PGG.
Pomimo deklaracji, nawet nie podjęto starań o zablokowanie importu z Rosji, który paradoksalnie będzie musiał być zwiększony tegorocznej zimy, bo PGG nie zdoła wydobyć nawet tego, co sobie zaplanowała. (…)
Reforma górnictwa w wydaniu Prawa i Sprawiedliwości prowadzona jest w sposób krańcowo skandaliczny, wręcz kryminalny, i ma dokończyć niszczycielskiego dzieła rozpoczętego już w 1989 roku przez rząd Unii Demokratycznej, kontynuowanego przez kolejne rządy UW, PSL, AWS, SLD, PiS, PO-PSL, by w setną rocznicę odzyskania i „świętowania” niepodległości, przypadającą w okresie sprawowania władzy pod rządami PiS, położyć nieodwołalnie na obydwie łopatki strategiczną branżę i świadomie doprowadzić do oddania narodu polskiego pod kuratelę mądrzejszych i silniejszych nacji.
Jeśli to nastąpi, skazując na pokolenia zdecydowaną większość Polaków na narodowość II kategorii bez zorganizowanego już państwa, to głównym sprawcą polskiej tragedii narodowej nie będą Krzysztof Tchórzewski i Grzegorz Tobiszowski, ludzie prawdopodobnie wynajęci przez lobbystów reprezentujących wrogi kapitał, którzy jako wytrawni gracze „wzorcowo” odgrywają swoje niechlubne role w epilogu dramatu pod tytułem „Polska Transformacja”. Winnym będzie Pan Prezes Jarosław Kaczyński, który poprzez kadrowe propozycje dla Pani Premier do tej najważniejszej w gospodarce roli celowo ich desygnował, zawierzył, a nie kontrolował.
Cały artykuł Krzysztofa Tytki pt. „Reforma górnictwa w wydaniu PiS-Zjednoczona Prawica” znajduje się na s. 4 październikowego „Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl.
„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Krzysztofa Tytki pt. „Reforma górnictwa w wydaniu PiS-Zjednoczona Prawica” na s. 4 październikowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl
Zaufanie i wiarygodność zdobywa się długo, wytrwałą pracą, jak to miało miejsce w wypadku Jarosława Kaczyńskiego. Traci się je jednak momentalnie i bezpowrotnie, jak to było w przypadku Lecha Wałęsy
Krzysztof Tytko
Wrażliwość rządu PiS na krzywdę ludzką, wyrażona w hojnych wydatkach budżetowych w imię sprawiedliwości społecznej, to bardzo ważna, konieczna i jak najbardziej słuszna sprawa, tym bardziej, że finansowana jest ze środków rozkradanych wcześniej przez „biznesmenów” wspierających dziś zakotwiczone w szeregach KOD-u elity PO-PSL, Nowoczesnej i dawnej rządowej administracji, którzy taką bezkarną okazję im zorganizowali.
Okazja czyni złodzieja, ale złapanie go, by odebrać mu łupy i rozdać je biednym bez wymierzenia mu kary, to bezprawie wynikające prawdopodobnie z oczekiwania, że przyszła władza też tak potraktuje poprzedników. Chyba że jedyną karą ma być utrata zaufania społecznego, a nie kara kodeksowa. PiS mówi o ponad 200 mld zł pieniędzy rozkradzionych przez tysiące firm, a złapanego winnego nie ma ani jednego. (…)
Potęga Prawa i Sprawiedliwości, co jest niepokojące, a nawet zatrważające, nie jest budowana na możliwościach wykorzystywania silnych stron polskiej gospodarki, której PiS prawie nie zauważa, a na słabościach i patologiach gospodarczych poprzedników i na dalszym zadłużaniu państwa, pomimo okresowych, propagandowych nadwyżek budżetowych. (…)
Władza wyżywi się sama i świetnie jej to wychodzi, szczególnie gdy ma możliwości kupowania sobie dużego elektoratu w imię dobrej sprawy, szczególnie gdy te możliwości są silnie wzmocnione bezkarną manipulacją i propagandą sukcesu, tak by prawda nigdy nie wyszła na jaw.
Najlepszym powodem tak surowej oceny obecnego rządu jest sposób reformowania sektora paliwowo-energetycznego oraz skupiania swojej głównej aktywności i poświęcania swojego cennego czasu na wyjazdy zagraniczne kluczowych polityków, których celem wydaje się wręcz nawoływanie inwestorów zagranicznych do inwestowania w Polsce, ograniczając nam w ten sposób możliwość bogacenia się. (…)
Idea repolonizacji strategicznych przedsiębiorstw – banków, elektrowni i elektrociepłowni, które okres świetności mają już za sobą, nie jest rzeczą godną polecenia z punktu widzenia możliwości zarabiania i chęci zapewnienia bezpieczeństwa finansowego i energetycznego kraju. Jest jednak miła dla polskiego ucha, pomimo że odwołuje się do czysto propagandowego patriotyzmu gospodarczego.
Tymczasem niezamknięcie KWK „Krupiński” i zainwestowanie w nią około 1 mld zł wygenerowałyby nie do podważenia zyski na poziomie około 10 mld zł. To tylko jeden z bardzo wielu namacalnych przykładów, jakie potencjały bogactwa związane z możliwością wykorzystania dopracowanych już na skalę przemysłową innowacyjnych technologii, tkwią w sektorze. (…)
Zaufanie i wiarygodność zdobywa się długo, mozolną, wytrwałą pracą, jak to miało miejsce i, mam nadzieję, ciągle ma w przypadku Jarosława Kaczyńskiego. Traci się je jednak momentalnie i bezpowrotnie, jak to było w przypadku Lecha Wałęsy.
Tym momentem niebawem będzie ten, w którym polskie społeczeństwo uzmysłowi sobie, co na pokolenia bezpowrotnie utraciło w wyniku ukartowanego w najdrobniejszych szczegółach i prawdopodobnie uzgodnionego z naszymi władzami zamachu na polską suwerenność gospodarczą, aby pozbawić skarb państwa kontroli nad polskim sektorem paliwowo-energetycznym.
Rota przysięgi powinna obejmować nie tylko przedstawicieli władzy, którzy formalnie ją sprawują. Powinna również dotyczyć liderów partii, którzy pełnią władzę w sposób nieformalny i brzmieć:
„Obejmując urząd Lidera Partii Rządzącej, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji i innym prawom Rzeczypospolitej Polskiej, a dobro Ojczyzny i pomyślność obywateli będą dla mnie najwyższym nakazem”. Tak mi dopomóż Bóg!
Jeszcze nie jest za późno i wszystko można naprawić bez uszczerbku dla reputacji PiS-u i jego prezesa, a z wielkim pożytkiem dla Polaków. Wystarczy tylko wola i odwaga w dążeniu do naprawienia i ukarania zła, które panoszyło się w elitach PO–PSL, ale również, kunsztownie zakonspirowane, panoszy się obecnie pod skrzydłami Orła Białego, będącego symbolem Prawa i Sprawiedliwości. Tak Nam dopomóż Bóg!
Cały artykuł Krzysztofa Tytki pt. „Zaufanie – trudno zdobyć, łatwo stracić” znajduje się na s. 5 październikowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl.
„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Krzysztofa Tytki pt. „Zaufanie – trudno zdobyć, łatwo stracić” na s. 5 październikowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl