Największym wyzwaniem dla Pracowniczych Planów Kapitałowych będzie zdobycie zaufania Polaków, którzy po OFE są bardzo sceptyczni wobec pomysłów prywatnych emerytur – pokreślił poseł PiS.
W Poranku Wnet Janusz Szewczak, ekonomista, były główny ekonomista Kasy Krajowej SKOK, poseł Prawa i Sprawiedliwości odniósł się do nowych pomysłów rządu na system emerytalny: Program Pracowniczych Planów Kapitałowych to jest Wielkie Wyzwanie i wielka reforma, która zakłada ułożenie na nowo przyszłości emerytalnej Polaków. To jest na pewno sensowniej, mądrzej zrobione i uczciwie niż OFE, które było jednym wielkim oszustwem, a jak się skończyło, to przecież wszyscy wiemy.
Zdaniem gościa Poranka Wnet największą trudnością w ramach wprowadzania Pracowniczych Planów Kapitałowych będzie kwestia zaufania Polaków do nowego systemu oszczędzania: Pamiętajmy, że doświadczenia Polaków z oszczędzaniem na emerytury w prywatnym sektorze, po programie OFE są bardzo złe. Ludzie są uczuleni i taki program, trzeba będzie bardzo mądrze przeprowadzić. Trzeba przekonać Polaków, że to jest sensowne rozwiązanie, a taki jest z kilku powodów, nie tylko poprzez nowe uregulowanie systemu zabezpieczenia emerytalnego. PPK dadzą pieniądze na polski rynek kapitałowy od Polaków, czyli troszkę staniemy się niezależni od pożyczek zagranicznych, to ma również istotne znaczenie dla realizacji inwestycji oraz ułatwi sprzedaż obligacji skarbu państwa.
Tematem rozmowy z posłem Janusz Szewczaka, była również realizacja sztandarowego programu Prawa i Sprawiedliwości: Program Mieszkanie Plus to jest fundamentalna sprawa dla polskiej gospodarki. Jeśli ci mniej zarabiający Polacy będą mieli szanse na wynajęcia mieszkania po przystępnych czynszach, na racjonalnym poziomie 600 do maximum tysiąca złotych, to wtedy być może wielu naszych rodaków zdecyduję się wrócić do Polski. Takie masowe powroty oznaczają więcej rąk do pracy i łatwiejszą możliwości produkcji przemysłowej dla przedsiębiorców. Mieszkanie Plus to koło zamachowe dla polskiej gospodarki, bo mieszkania to jest i przemysł budowlany, ale też meblowy i około mieszkaniowy tak wyposażenia wnętrza oraz AGD i wiele innych branż. Liczę również na większe zaangażowanie sektora bankowego, z Bankiem Gospodarstwa Krajowego na czele.
To nie ma żadnego podstaw prawnych i traktatowych. W bogatszych krajach Unii Europejskiej zorientowali się, że Europa środkowo-wschodnia zaczyna się dynamicznie rozwijać i gonić, a nawet deptać po piętach, zwłaszcza Polska. Więc postanowili znaleźć oszczędności w budżecie UE – zaznaczył poseł Szewczak, podkreślając, że – Oszczędności trzeba szukać również z powodu błędów poważnych, jakie popełniła kanclerz Merkel i szefostwo Komisji Europejskiej w sprawie uchodźców (…) Jest także kwestia wydatków na armię i na uzbrojenie, bo zaległość krajów zachodnich w tym obszarze są olbrzymie. Dlatego te kraje postanowił oszczędzić na nas.
82% dochodów światowej gospodarki trafiło w ostatnim roku do 1% mieszkańców Ziemi. Według danych banku Credit Suisse, 42 ludzi na świecie posiada obecnie więcej niż 3,7 miliarda najbiedniejszych.
Antoni Opaliński (opr.)
Przygotowany przez humanitarną organizację Oxfam raport pokazuje, jak wzrasta różnica majątkowa między wąską grupą najbogatszych a większością.
Oxfam to pochodząca z Wielkiej Brytanii organizacja o szacownej proweniencji z czasów II wojny światowej, obecnie międzynarodowa federacja bliska lewicowemu myśleniu w typie lidera Partii Pracy Jeremy Corbyna. Co roku Oxfam publikuje raport o nierówności na świecie. Obecny został opublikowany pod tytułem Reward work not wealth (Wynagradzać pracę, nie bogactwo). Niezależnie od wyraźnie lewicowego charakteru rozwiązań socjalnych i ekonomicznych proponowanych w dokumencie, przedstawione dane zasługują na uwagę.
Na świecie jest obecnie – według oficjalnych informacji – 2043 miliarderów. W tej grupie przeważają mężczyźni – jest ich dziewięciu na każdą dziesiątkę.
W ciągu ostatniego roku ta elitarna grupa zwiększyła swój majątek o 762 miliardy dolarów. To kwota, która wystarczyłaby, aby znacznie zmniejszyć poziom ubóstwa w najbiedniejszych regionach świata.
W okresie między rokiem 2006 a 2015 dochody zwykłych pracowników wzrastały średnio o 2% rocznie, podczas gdy majątki miliarderów wzrastały o 13%.
82% dochodów światowej gospodarki trafiło w ciągu ostatniego roku do 1% mieszkańców ziemi, podczas gdy biedniejsza połowa ludzkości nie odnotowała żadnego wzrostu dochodów.
Według danych szwajcarskiego banku Credit Suisse, 42 ludzi na świecie posiada obecnie więcej niż 3,7 miliarda najbiedniejszych. (…)
Korporacje doskonale współpracują z pozaeuropejskimi dyktaturami. I tak w Mjanmie (dawnej Birmie) kobiety pracujące w fabrykach odzieżowych zarabiają cztery dolary dziennie. Ta pensja, na którą muszą pracować sześć lub siedem dni w tygodniu 11 godzin dziennie, ledwo starcza na zaspokojenie podstawowych potrzeb.
Wyzysk taniej siły roboczej to nie jest tylko cecha Azji czy Afryki. Raport Oxfam pokazuje przykład pracowników ferm drobiarskich w USA, zmuszanych do pracy w pampersach – żeby zbyt często nie opuszczali stanowisk pracy.
Jakie cechy składają się na system generujący takie nierówności?
– Redukcja praw pracowników, często wymuszana przez globalne instytucje finansowe, promowanie elastycznych form zatrudnienia. Towarzyszy jej malejąca rola związków zawodowych.
– Dążenie do ograniczenia kosztów pracy i wyścig wśród krajów biedniejszych o przenoszenie do nich produkcji.
– Wyzysk kobiet. Korporacje potrafią doskonale wykorzystać istniejącą w wielu kulturach słabszą pozycję kobiet i płacą im mniej niż mężczyznom. (…)
– Omijanie podatków i raje podatkowe. Najbogatsze firmy i jednostki potrafią zwykle unikać opodatkowania, korzystając z globalnej sieci rajów podatkowych. Kraje rozwijające się tracą rocznie 170 miliardów dolarów w wyniku utraty należnych podatków. Ta kwota mogłaby wystarczyć na edukację 264 milionów dzieci na całym świecie, pozbawionych edukacji szkolnej. (…)
Niezależnie od lewicowego języka opisu raport Oxfam pozwala postawić pytanie – czy naprawdę ten świat nie mógłby być bardziej sprawiedliwy? I czy ktoś nas wszystkich nie robi globalnie w konia?
Opracowanie Antoniego Opalińskiego pt. „Jak robią nas w konia. Raport organizacji Oxfam i prawdziwe oblicze systemu korporacyjnego” znajduje się na s. 6 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Opracowanie Antoniego Opalińskiego pt. „Jak robią nas w konia. Raport organizacji Oxfam i prawdziwe oblicze systemu korporacyjnego” na s. 6 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl
Zdaniem posła Kukiz’15 polityka rządów w Polsce w ostatnich latach prowadziła do uzależnienia naszej gospodarce od wielkich korporacji, które wypierają z rynku polskich przedsiębiorców.
Zdaniem posła Kukiz’15 obecnie wielki międzynarodowy kapitał wpływa na stanowienie prawa w Polsce, na nie korzyść mniejszych uczestników rynku: Kiedyś cała koncentracja kapitału, którą oglądaliśmy na świcie, dążyła do poprawienia poprawy jakości działania swojej konkurencji i ścigając się z innymi podmiotami. Ale aby konkurencja była realna, to nie można doprowadzić do tego, że duży, skoncentrowany kapitał mógł konkurować za pomocą nacisku na zmiany prawa.
Gość Poranka Wnet podkreślił, że w segmencie handlu spożywczego w zasadzie nie ma już wolnego rynku: Dzisiaj w Polsce mamy bardzo widoczny udział hipermarketów na polskim rynku handlu spożywczego, z którego systematycznie wypierany jest mały polski handel. To jest nie tylko konkurencja cenowa, ale też prawna i polityczna. To dobrze widać w Łodzi w miejscach, gdzie od lat działają tradycyjne bazary i zieleniaki stawiane są zagraniczne sklepy, z pozwoleniem lokalnych władz miejskich, które często dają jeszcze zwolnienia z podatków.
Jak ma funkcjonować wolny rynek, kiedy mamy nierówne zasady dla podmiotów na nim działających. Duże sieci handlowe mogą mieć niższe ceny, nie tylko wynikające ze skali, ale również z preferencyjnych stawek podatkowych – podkreślił w Poranku Wnet Piotr Apel.
Gość Poranka Wnet wskazywał na błędy w podstawowych założeniach rozwoju gospodarczego Polski: Jestem przekonamy, że doganianie Niemiec w rozwoju gospodarczym jest możliwe, ale nie dlatego, że Polska zaczyna się rozwijać coraz szybciej, ale dlatego, że Niemcy zwalniają. Polskie rządy przez ostatnie lata zajmowały się mordowaniem polskich najaktywniejszych przedsiębiorców, godząc w podstawy zwrotu gospodarczego.
Premier Morawiecki kilka miesięcy temu cieszył się ze sprowadzenia do Polski montowi mercedesa, gdzie niczego się nie produkuje, tylko skręca z przywiezionych części silniki, ale polski rząd musiał dać dla koncernu wielomilionowe zwolnienia z podatków – podkreślił w rozmowie z Aleksandrem Wierzejskim w Poranku Wnet Piotr Apel, poseł Kukiz’15.
Prof. Krzysztof Miszczak powiedział, że najważniejszymi poruszanymi kwestiami na spotkaniach będzie: bezpieczeństwo międzynarodowe, UE, budżet unijny oraz współpraca na linii polska-niemcy.
„Jest to pierwsza tak ważna wizyta dla Europy środkowo-wschodniej i pierwsza wizyta tak wysokiej rangi polityka po podpisaniu umowy koalicyjnej w Niemczech 7 lutego 2018”.- podkreślił gość Radia Wnet.
Jak dodaje, jest to wizyta trudna, ale bardzo istotna. „Merkel dostaje nowego, dynamicznego i świetnie wykształconego partnera”.
[related id=”48254″]Zdaniem Gościa Radia Wnet w tej współpracy będą poruszane trzy istotne aspekty: kwestie bilateralne, Unia Europejska oraz zagadnienia bezpieczeństwa międzynarodowego. Poza tym poruszane będą tematy przyszłego budżetu unijnego oraz polityki migracyjnej.
Wizyta ta jest szczególnie ważna dla Polski, ponieważ Niemcy są i w przyszłości będą naszym najważniejszym partnerem w kwestiach gospodarczych, innowacji oraz bezpieczeństwa. Niemcom również zależy na dobrej bilateralnej współpracy, gdyż nasz kraj odgrywa coraz większą rolę w regionie.
W czwartek ogłoszony został projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych. To sztandarowy pomysł rządu na reformę systemu emerytalnego oraz na zgromadzenie dodatkowych środków dla państwa.
Po niemalże dwóch latach prac, minister finansów Teresa Czerwińska oraz minister rodziny Elżbieta Rafalska, w asyście Pawła Borysa prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju, przedstawili projekt ustawy wprowadzającą szeroki program emerytalny, zakładający dodatkowe oszczędzanie przez Polaków na emeryturę. Pracownice Plany Kapitałowe w deklaracji mają być dobrowolną formą odkładania przez pracowników środków na dodatkowe świadczenia emerytalne, działającą na podobnych zasadach jak dotychczasowe programy składające się na tzw. trzeci filar emerytalny.
6 lipca 2016 roku wicepremier i minister rozwoju i finansów ogłosić swój pomysł na reformę OFE oraz powołanie nowych form oszczędzania przez pracowników, czyli Pracowniczych Planów Kapitałowych. Pierwotnie zmiany miały już funkcjonować od 1 stycznia 2017 roku, w Radzie Ministrów powodował spowolnienie prac nad projektem, a resort finansów podawał kolejne terminy rozpoczęcia prac legislacyjnych w rządzie.
Teraz rząd pokazał ustawą o Pracowniczych Planach Kapitałowych, które w SOR są wymienione jako jeden z filarów programu budowy oszczędności Polaków. Sam mechanizm działania PPK jest podobny do działających już w ramach III filara emerytalnego Pracowniczych Programach Emerytalnych, które końca 2016 roku Pracownicze Plany Emerytalne, będąc całkowicie dobrowolną formą oszczędzania na emeryturę, zgromadziły na prawie 1 100 kontach około 8,3 miliarda złotych. Znacząco więcej niż IKE czy IKZE.
System wprowadzana nową, dobrowolną, ale powszechnie dostępną dla pracowników płacących składki do ZUS, formę dodatkowego zabezpieczenia emerytalnego. Projekt zakłada, obowiązek założenia Pracowniczych Planów Kapitałowych przez pracodawców, ale to pracownik będzie samodzielnie decydować czy przystąpić do programu. Obice strony, czyli pracodawca i pracownik, będą się wspólnie zrzucać na nową składkę przekazywaną do PPK.
Pracownicy uczestniczący w nowym systemie emerytalnym będą co miesiąc odkładać 2 procent swojej pensji na specjalne konto emerytalne. Pracodawca ze swojej strony dołoży 1,5 procent od wysokości wypłacanej pensji. Wcześniej koszty miały być dzielone po równo.
Co prawda obowiązkowe składaka pracodawcy została obniżona o 0,5 procent uposażenia, w stosunku do poprzednich zapowiedzi, ale w nowych propozycjach nie ma śladu po możliwości odpisanie właśnie 0,5 procent przekazywanej pensji od składki na Fundusz Pracy, a co było zapowiadane w zeszłym roku.
Swój wkład do systemy dołoży również państwo m.in. w postaci przewidywana w projekcie ustawy zachęt fiskalnych w formie, składki powitalnej w postaci 250 zł oraz dopłata roczna ze strony państwa w wysokości 240 zł,
Projekt zakłada, że środki przekazywane przez pracodawców będą zwolnione z opłat na ZUS, stanowiąc swoisty wkład państwa w oszczędności emerytalne. Łącznie co miesiąc na konto emerytalne pracownika będzie spływać co najmniej 3,5 procent pensji w wersji podstawowej. Jednak jeżeli uczestnik Planów będzie chciał to może na swoje konto przekazywać co miesiąc aż 8 procent wynagrodzenia, rozłożonego równo po 4 procent przez pracownika i pracodawcę .
Na początku taką działalność będzie prowadzić tylko TFI kontrolowane przez Polski Fundusz Rozwoju. Następnie pieniądze na emerytury będą trafiać do prywatnych podmiotów, co zapewne będzie budzić wątpliwość części ekspertów ale też posłów PiS, którzy będą bać się powtórzenia nieprawidłowość jakie wystąpiły przy funkcjonowaniu OFE. Wyprzedając taką możliwość MF zapewnia, że uregulowane będą też zasady akwizycji i reklamy tak, aby zapobiec nieetycznym zachowaniom. Jest również niebezpieczeństwo o koszty całego systemy, jak będą sobie naliczać TFI. Dlatego MF wprowadziła ograniczenie opłat za pomnażanie oszczędności pracowników oraz zarządzanie ich rachunkami, których koszt uczestnika nie może przekroczyć 0,6% aktywów netto, a wynagrodzenie nie może być wyższe niż 0,5 % zgromadzonych aktywów.
Ponadto instytucja finansowa będzie uprawniona do pobrania wynagrodzenia za osiągnięty wynik maksymalnie 0,1% aktywów netto funduszu w skali roku pod warunkiem zrealizowania założonej dynamiki zysków funduszu.
Jak podaje MF program ma dotyczyć „ponad 11 milionów pracowników, w tym do około 9 milionów osób zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw oraz ponad 2 milionów osób pracujących w jednostkach sektora finansów publicznych, czyli tzw. „budżetówce”.
Co istotne pieniądze – według Ministerstwa Finansów – będą prywatne. W przeciwieństwie np. do kapitału emerytalnego, środki z PPK będą w pełni dziedziczone.
Piotr Nisztor skomentował wczorajsze zatrzymania ws. prywatyzacji Ciechu. Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało sześć osób w tej sprawie. Wśród zatrzymanych jest m.in. były wiceminister skarbu.
Prywatyzacja Grupy CIECH, przeszło cztery lata temu wywołała wiele emocji. Grupa CIECH to potentat na polskim rynku chemicznym zajmuje również drugie miejsce w Europie jako producent sody kalcynowanej. Cztery lata temu, z powodu zadłużenia Skarb Państwa postanowił sprzedać udziały firmy. Kupiła je wtedy grupa KI Chemistry, należąca do Jana Kulczyka. Już podczas negocjacji, eksperci ekonomiczni wskazywali na zbyt niską cenę akcji i straty, jakie może spowodować w budżecie państwa.
Już ponad dwa lata temu prywatyzacją CIECH-u zajęła się Najwyższej Izby Kontroli i Prokuratury. Zatrzymań dokonali wczoraj funkcjonariusze wrocławskiej CBA z polecenia Prokuratury Regionalnej w Katowicach.
Jak informuje CBA na swojej stronie internetowej, były wiceminister skarbu Paweł T., który nadzorował transakcję, ma mieć postawione zarzuty przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Jego działania miały doprowadzić do zaniżenia wartości CIECH-u przed sprzedażą, a straty Skarbu Państwa miały wynieść od 20 do 120 milionów złotych.
Minister Piotr Woźny, który w rządzie odpowiada za program walki ze smogiem, podkreślił, że bez pomocy dla osób najuboższych nie uda się na trwałe poprawić jakości powietrza w polskich miastach.
Obecnie w ramach programu poprawy jakości powietrza, rząd wprowadza trzy zasadnicze ustawy, o jakości kotłów, paliw oraz będące dopiero w fazie pisania ustawa o termomodernizacji. Pakiet ustaw ma ograniczyć emisje zanieczyszczeń generowanych przez przydomowe instalacje grzewcze: Kiedy analizujemy raporty Najwyższej Izby Kontroli, to już w 2001 roku pojawiły się konkluzję, że aby poprawić jakość powietrza w polskich miastach, trzeba wprowadzić normy jakości dla paliw stałych oraz dla koltów grzewczych.
W ramach programu termomodernizacji rząd chce przeprowadzić ocieplenie domów jednorodzinnych, które do tej pory nie były wspierane odpowiednie w ramach wydatkowania środków publicznych: O ile fundusz termomodernizacji, dobrze sprawdził się w przypadku budynków wielorodzinnych, tak zawiódł przy domach jedno rodzinnych. Jak do tej pory z tych środków skorzystało około 180 gospodarstw domowych. Kwestia wsparcia przy ociepleniu domów jednorodzinnych, była do tej pory w ogóle nieporuszana.
W Polsce budynki są w dość fatalnym stanie, jeżeli chodzi o jakość ich ocieplenia. Ze spisu powszechnego wynika, że mamy ponad 5 milionów domów jednorodzinnych, z czego ponad 75 procent jest wcale, albo w bardzo niewielkim stopniu docieplone – podkreślił wiceminister Woźny.
Gość Poranka Wnet wskazał, że na popularności tematu czystości powietrza, różne firmy starają się zarobić łatwe pieniądze: Brudne powietrze w Polsce stało się znakomitym biznesem, w ramach sprzedaży różnego rodzaju maseczek antysmogowych, czujników czy filtrów powietrza, nawet w hipermarketach pojawiły się filtry po sto kilkadziesiąt złotych. To pokazuje, że biznes smogowy dotarł do szerokiego kręgu odbiorców.
Kwestia smogu jest czysto demokratyczna i dotyka zarówno wielkich miast, jak i mniejszych miejscowości. W małych miasteczkach, gdzie mieszka kilka tysięcy osób przedsiębiorstwa cieplne nie mają środków, aby inwestować i podłączyć nowy odbiorców, więc wiele osób opala w przydomowych kotłach, co wywołuje efekt smogu – mówił w Poranku Wnet Piotr Woźny.
Wiceminister przedsiębiorczości otwarcie przyznał, że za walkę ze smogiem zapłacą wszyscy opalający domy węglem: Nie ma się co oszukiwać, to jest operacja, która będzie kosztować. Dlatego tak ważne jest, żeby dobrze rozeznać grupę, która będzie potrzebować wsparcia w ramach poprawy termoizolacji ich domów. Szacujemy, że około 12 procent populacji żyje w warunkach ubóstwa energetycznego, w większości to są rodziny żyjące w domach jednorodzinnych. Trzeba pamiętać, że osoby dotknięte ubóstwem energetycznym to nie są tylko klienci pomocy społecznej, bo to byłoby zdecydowanie za wąska grupa ludzi.
Bez programu osłonowego nie będziemy w stanie przeprowadzić projektu termomodernizacji. Ta pomoc będzie musiała być zaangażowane środki z budżetu państwa oraz środków samorządowych. Kwestia smogu wymaga współdziałania władz centralnych oraz lokalnych włodarzy – zaznaczył minister Woźny.
Gość Poranka mówił również o założeniach realizacji pilotażowego programu ocieplania budynków: W ramach obecnego programu będziemy działać w 33 miastach, gdzie jakość powietrza jest najgorsze. Tam będziemy się starali przeprowadzić w pełni refundowany proces ocieplenia w ramach programu termomodernizacji.
Jestem wielkim zwolennikiem inwestowania w geotermię. Gdzie już w Zakopanem z tego źródła ciepie ponad 30 procent energii cieplnej. Z badań geologicznych wynika, że wiele polskich miast może z tego źródła energii korzystać – zaznaczył wiceminister przedsiębiorczości.
Piotr Woźny wskazał, że temat jakości powietrza przez lata był przez kolejne rządy marginalizowany: Trzeba pamiętać, że to rząd Zjednoczonej Prawicy, po raz pierwszy postawił walkę o czyste powietrze na tak wysokim stopniu politycznym. Pod koniec marca pokażemy całościową ustawę zakładającej zasady przeprowadzenia procesu termomodernizacji domów jednorodzinnych. W tej ustawie po raz pierwszy zdefiniujemy termin ubóstwa energetycznego.
PGNiG od kilku lat zrzuca do Zatoki Puckiej miliony ton solanki wypłukiwanej przy okazji budowy tzw. kawern, czyli podziemnych komór, służących jako magazyny do przechowywania gazu ziemnego.
Marcin Buchna, Lech Czerniak, Roman Szwarc
Dlaczego się boimy? Jeszcze nigdy nie było tak źle! Nawet „za komuny”, gdy do Zatoki ścieki nieoczyszczone lub na wpół oczyszczone zrzucał Gdańsk, Gdynia, Puck i Hel, Zatoka była rajem dla rybaków i wędkarzy. Nawet jeśli – z powodu zanieczyszczeń – bywała okresowo zamykana dla łaknących kąpieli. Teraz jest odwrotnie.
Nie ma ryb. Ludzie różnie to komentują. Najczęściej jako sprawców wymieniają foki i kormorany, które „nadmiernie się rozmnożyły”. Albo zbyt intensywne połowy, w szczególności aktywność tzw. kutrów paszowych, które wchłaniają wszystko, co żyje i stanie na ich drodze. (…)
Zarówno foki, jak i ryby giną w ponadprzeciętnej ilości. Fakty tego rodzaju powinny być skrupulatnie odnotowywane i badane. Niestety tak nie jest i to pierwszy sygnał, że źle funkcjonują procedury w obszarze odpowiedzialności Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Po prostu nie mieści się nam w głowie, że foki zabiera „Bakutil” i są one utylizowane bez ustalenia przyczyny śmierci. Jeszcze gorzej oceniamy fakt, iż usuwanie padłych ryb pozostawia się ptakom.
A co, jeśli Zatokę zatruwa zrzucany do morza roztwór minerałów wypłukiwanych z kawern? Gdyby zapytać, co nowego zdarzyło się w rejonie Zatoki w ciągu ostatnich siedmiu lat, a mogło mieć aż tak poważny wpływ na środowisko, to na pewno wymienić należy wypłukiwanie kawern! Jednak, mimo że upłynęło tyle czasu, ciągle nie wiemy, czy wspomniany roztwór jest tylko mieszanką wody i soli, jak zapewnia nas Inwestor, czy może zawiera też inne – dużo bardziej szkodliwe – związki chemiczne? Po prostu nikt dotąd nie wykonał wiarygodnych badań. (…)
Najgorsze jest to, że w ciągu tych kilku lat realizacji inwestycji można było zapobiec tego rodzaju oskarżeniom i spekulacjom dotyczącym zagrożeń. Wystarczyło systematyczne gromadzić i upubliczniać wyniki rzetelnie wykonanych badań naukowych! To z winy Inwestora ciągle nie wiemy, czy ma on do ukrycia coś, co może zaszkodzić powziętym planom, czy – po prostu – nie obchodzą go nasze problemy, ponieważ nigdy dotąd nie musiał poważnie liczyć się z opinią społeczną. Niestety, drugi powód jest równie prawdopodobny jak pierwszy, ponieważ inwestycję propaguje się pod hasłem „Energetyczne bezpieczeństwo kraju”. Cóż, oceniamy to – niestety – jako kolejną manipulację, która pozwala Inwestorowi odwołać się do spec-ustaw i dzięki temu kontynuować inwestycję, mimo wygranego przez lokalną społeczność referendum. Dlatego proponujemy, by bliżej przyjrzeć się temu problemowi. (…)
Kawerny, sztuczne jaskinie uzyskiwane poprzez wypłukiwanie soli przy pomocy strumienia wody pod wysokim ciśnieniem, są uważane za najtańszą i najbardziej bezpieczną formę przechowywania gazu ziemnego. Mogą też służyć do przechowywania wielu innych materiałów, od paliw ciekłych po odpady radioaktywne. Kawerny w Kosakowie mają wysokość około 200 m i średnicę około 60 m. Znajdują się na głębokości około 1000 m w rozległym pokładzie soli kamiennej. (…)
Głównym uzasadnieniem, by je lokalizować nad morzem, jest nieopłacalność wydobycia soli na cele spożywcze, wynikająca z jej niskiej ceny rynkowej. Dużo taniej jest ją wyrzucić, np. do morza, ponieważ rozwiązuje to nie tylko problem wysokich kosztów przetwarzania solanki na sól, a następnie składowania i zbytu milionów ton soli, ale i pozwala użyć dużo tańszych ścieków pochodzących z oczyszczalni.
W latach 80. były plany wypłukiwania kawern na Kujawach ze zrzutem solanki do Wisły, która – jak argumentowano – i tak była dość mocno zanieczyszczona (w tym zasoloną wodą wypompowywaną z kopalni węgla). Warto o tym pamiętać, by uświadomić sobie, jak łatwo środowiska przemysłowe „radzą sobie” z problemami społecznymi i ochroną środowiska. (…)
Zagrożenia związane z kawernami nie wiążą się tylko z ich budową (zrzut soli, ale też potencjalnie innych, bardziej niebezpiecznych substancji chemicznych) i użytkowaniem (np. możliwość rozszczelnienia i wybuchu). Być może najbardziej niebezpieczny jest moment, kiedy następuje ich zużycie i trzeba je – przed opuszczeniem – wypełnić jakimś materiałem, który zapobiegnie zapadnięciu się kawerny, co mogłoby skutkować – najogólniej mówiąc – szkodami górniczymi.
Niewykluczone, że właśnie wypełnianie opuszczanych kawern może okazać się najbardziej opłacalnym momentem całego przedsięwzięcia. Wystarczy tylko znaleźć bardzo niebezpieczne i trudne do utylizacji (czytaj: bardzo drogie do pozbycia się) materiały, które za odpowiednią opłatą zostaną zrzucone do kawern i – teoretycznie – pogrzebane po wsze czasy. Jakie mogą wynikać z tego zagrożenia, trudno rozpatrywać w oderwaniu od konkretnej lokalizacji.
(…) Po pierwsze to, nad kawernami znajduje się największy na Pomorzu podziemny zbiornik słodkiej wody, który, jak na razie, gwarantuje, że w aglomeracji Gdańsko-Gdyńskiej nie zabraknie w przyszłości wody pitnej. Już teraz korzystają z niej mieszkańcy Rumi, Redy, Wejherowa i Gdyni. Czy nie można wyobrazić sobie rozszczelnienia odwiertów i dostania się do zbiornika ścieków lub substancji przechowywanych w kawernach?
Po drugie, cała naziemna infrastruktura obsługi i dostępu do kawern jest zlokalizowana w obrębie dna rozległej doliny, pokrytej kilkumetrową warstwą torfów. Gdyby ktoś je podpalił, to gaszenie torfu mogłoby trwać nawet kilka lat! I co wtedy z gazem w kawernach?
Po trzecie, i to jest najmocniejsze ostrzeżenie przed potencjalnym pożarem! Dosłownie obok naziemnej infrastruktury obsługi kawern znajduje się ogromna baza paliw płynnych, funkcjonująca dla potrzeb wojskowych. Gdyby nastąpiło tam przypadkowe pęknięcie zbiornika, pożar lub zamach terrorystyczny, nie mówiąc już o nalotach w czasie działań wojennych, setki ton paliwa spłynęłoby w dolinę i spowodowało zniszczenia całej wspomnianej infrastruktury, a także nasączyło torfy, ułatwiając ich zapłon. (…)
Nie oskarżamy PGNiG, że jest winne śmierci Zatoki. Nie mamy do tego wystarczających danych. Jednak sprowadzenie zagrożeń, zarówno w części wodnej, jak i lądowej, jest wysoce prawdopodobne. Natomiast oskarżamy PGNiG, że za mało zrobiło, by właściwie rozpoznać te zagrożenia i je ujawnić oraz – w zależności od wyniku – albo uspokoić lokalne społeczności, albo przerwać inwestycję i naprawić szkody.
Cały artykuł Marcina Buchny, Lecha Czerniaka i Romana Szwarca pt. „Śmierć Zatoki” znajduje się na s. 1 i 2 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Początek artykułu Marcina Buchny, Lecha Czerniaka i Romana Szwarca pt. „Śmierć Zatoki” na s. 1 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl
Pomysł programu Aktywna Rodzina jest głęboko nieprzemyślany – powiedział wiceminister rodziny, odnosząc się do projektu Nowoczesnej na politykę prorodzinną, który zakłada likwidację Rodziny 500 plus.
Zdaniem gościa Poranka Wnet Program Rodzina 500 plus, w pełni realizacje podstawowe cele, założone przez ministerstwo i rząd: Bardzo uważnie patrzymy czy Rodzina 500 plus realizuje trzy podstawowe cele, czyli wzrost dzietności, spadek nędzy wśród dzieci, oraz inwestycja w kapitał ludzki w rodzinę. Kiedy patrzmy po tych dwóch latach na realizację programu, to widzimy, że we wszystkich trzech obszarach udało się nam odnieść sukces. (…) Widzimy, że program Rodzina 500 plus realizacje założone cele.
Minister Marczuk podkreślił, że program Rodzina 500 plus w aktualnym kształcie w pełnym stopniu realizuje wszystkie założenia, zarówno w zakresie walki z ubóstwem, poprzez próg dochodowy na pierwsze dziecko, oraz pronatalistyczny, ponieważ jak pokazują badania, większości rodzin nie bierze kwestii ekonomicznych przy decyzji o pierwszym dziecku. Aspekt materialny zaczyna się pojawiać przy planowaniu kolejnych dzieci.
Bartosz Marczuk odniósł się również do informacji o zmniejszeniu się liczny osób pobierających świadczenia na pierwsze dziecko: Głównym powodem, jest to, że poprawiła się sytuacja na runku pracy. Kiedy program startował w 2016 roku, za podstawę przyznawania świadczeń przyjęliśmy dane za rok 2014. Przy naborach na rok 2017, prane już były dane z 2016 roku, w którym większość rodzin miała znacznie lepsze dochody.
Do tego również udało nam się doszczelnić system w zakresie nieuprawnionego pobierania świadczenia na pierwsze dziecko. Zdarzały się sytuacje, kiedy ktoś pobierał świadczeni na pierwsze dziecko, a miał wyższe dochody od przyjętego progu. Tutaj chodzi o osoby, które rozliczały się w sposób prosty i wykazywały w zasadzie zerowe dochody, podczas gdy w rzeczywistości zarabiają bardzo dobrze albo wychowują dzięki poza granicami Polski – podkreślił wiceminister rodziny.
Gość Poranka Wnet, jednoznacznie zdementował możliwość objęcia świadczeniem wszystkich dzieci: To była wypowiedz luźna. W tej chwili nie ma absolutnie żadnych planów na zmiany w zasadniczych elementów programu Rodzina 500 plus. (…) Aby objąć programem Rodzina 500 plus wszystkie pierwsze dzieci, to budżet musiałby wydać kolejne 18 mld złotych. Pojawia się pytanie, czy to byłby program możliwy do wykonania, w dłuższej perspektywie budżetowej i czy Polacy uwierzyliby, że ten program jest na bardzo długo, skoro wydatki są tak znaczne.
Bartosz Marczuk odniósł się również do planów Nowoczesnej, która chce zlikwidować Rodzinę 500 plus: Program aktywna rodzina, jest całkowicie nieprzemyślany. Kiedy ogląda się szczegóły tego programu, to widać, że to ma być program kierowany do rodzin, w których co najmniej jedna osoba pracuje. Od razu rodzi się pytanie, jakie będą koszty administracyjne, żeby co miesiąc sprawdzać, czy ktoś pracuje. Kto będzie sprawdzać, czy na pewno jeden z rodziców pracuje?
W Poranku Wnet wiceminister rodziny prezentował najnowszą innowację, wprowadzoną w ramach projektu Karty Dużej Rodziny. Ministerstwo przeprowadziło pełną cyfryzację karty, która stała się pierwszym w polskie pełnowartościowym e-dokumentem. Kartę mogą otrzymać rodziny, które mają na utrzymaniu co najmniej trójkę dzieci. Dokument umożliwia do korzystania ze zniżek u kilku tysięcy patentów handlowych. Lista partnerów, razem z geolokalizacją lokali oferujących zniżki są dostępne w ramach aplikacji Karty Dużej Rodziny. Od początku roku posiadacze Katy Dużej Rodzinny dostaną rabat na stacjach Orlen. Paliwo będzie tańsze o 8 lub 10 groszy na lirze, a artykuły spożywcze będę przecenione o 20 procent. Do partnerów programu z wielkich korporacji należą również Lidl czy Carrefour ale również w instytucjach użyteczności publicznej.
Nominacja Daniela Obajtka na stanowisku prezesa Orlenu to zmiana pokoleniowa, która może poprawić działanie tej firmy – uważa wiceprzewodniczący sejmowej komisji energii i skarbu państwa
Krzysztof Sitarski, poseł klubu Kukiz 15 i wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Energii i Skarbu Państwa był gościem Poranka WNET. W rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim polityk komentował m.in. zmianę na stanowisku szefa Orlenu, perspektywy energetyki atomowej w Polsce i politykę rządu wobec górnictwa.