Protestujący vs rządzący nad Sekwaną. Każdy protestuje w swojej sprawie, na swój sposób i po swojej stronie ulicy

Ruch protestacyjny nie ma jednego, wyrazistego lidera. Polityczna opozycja nie potrafi zagospodarować społecznego niezadowolenia. Społeczni kontestatorzy zaś nie mają swojej reprezentacji politycznej.

Zbigniew Stefanik

Wiosna rozpoczęła się nad Sekwaną pod znakiem protestów społecznych. Społeczno-gospodarcze reformy prezydenta Emmanuela Macrona i podległego mu rządu Edouarda Philippe’a spotykają się z coraz większym oporem społecznych grup, które zostały objęte owymi reformami. 22 marca tego roku we wszystkich większych miastach francuskich odbył się protest francuskich urzędników, zarówno pracujących dla administracji centralnej, jak i zatrudnionych w administracjach samorządowych. Na ulice w całej Francji wyszło ponad trzysta tysięcy ludzi. Od początku kwietnia tego roku przeciwko przeprowadzanej przez rząd Edouarda Philippe’a reformie francuskiej kolei protestują i strajkują kolejarze, a protest ten organizuje pięć ich największych związków zawodowych: CFDT, UNSA, CGT Sud Railles i FO.

Protestują również studenci, pracownicy służby zdrowia i wymiaru sprawiedliwości, pracownicy sektora opieki nad ludźmi starszymi i niepełnosprawnymi, pracownicy sektora energetycznego… Przedstawiciele coraz większej liczby grup zawodowych i społecznych domagają się poprawy warunków bytowych i pracowniczych. W styczniu tego roku swoje niezadowolenie w formie zorganizowanej wyrazili pracownicy francuskiej służby więziennej, policjanci i inni pracownicy służb porządkowych. Strajkowali pracownicy przedsiębiorstw oczyszczających i pracownicy Air France. Na ulice wyszli emeryci. Wszyscy oni coraz częściej i liczniej sprzeciwiają się prowadzonej nad Sekwaną przez Emmanuela Macrona i podległy mu rząd Edouarda Philippe’a polityce. (…)

Od czasu objęcia urzędu przez Emmanuela Macrona nastąpiły duże zmiany we francuskim prawie pracy, nowelizacja prawa antyterrorystycznego, reforma oskładkowania emerytur (csg), reforma fiskalna, likwidacja podatków lokalnych, reforma szkolnictwa wyższego, polityki społecznej, znaczne zmiany w systemie przekwalifikowania zawodowego pracowników, reforma policji i utworzenie nowej służby mundurowej, nowelizacja francuskiego prawa imigracyjnego i azylanckiego, reforma kolei. Na ten rok są planowane: reforma służby zdrowia, emerytalna i reforma francuskiego zakładu ubezpieczeń społecznych Carsat i francuskiego narodowego funduszu zdrowia Sécurité Sociale.

Tak wielką liczbę reform nad Sekwaną, jak i tempo ich wprowadzania zapewne w dużej mierze tłumaczy kalendarz wyborczy. W roku 2018, jako jedynym roku kadencji Emmanuela Macrona i podległego mu rządu, nie odbędą się we Francji żadne ogólnokrajowe wybory. Od roku 2019 zaś wybory nad Sekwaną będą następowały co kilka miesięcy do końca obecnej kadencji, co niewątpliwie skomplikuje proces wprowadzania reform. Stąd, jak można się domyślać, wynika dla rządzących polityczna konieczność wprowadzenia zaplanowanych zmian w roku bieżącym. (…)

Protestujący nie mają ponadto wspólnej reprezentacji, która negocjowałaby w imieniu wszystkich. Nie mają jej nawet poszczególne grupy zawodowe. Każdy związek zawodowy na własną rękę podejmuje albo nie podejmuje negocjacji z rządzącymi; każdy działa zgodnie ze swoją własną strategią i usiłuje osiągnąć swoje własne cele, co wpisuje się w występującą we Francji widoczną między tymi związkami rywalizację. Związki zawodowe nie współpracują ze sobą i niezwykle trudno im ustalić jakiekolwiek wspólne działanie czy akcję protestacyjną, co w sposób oczywisty obraca się na korzyść rządzących.

Nad Sekwaną nie występuje tak zwana konwergencja protestów. Każda grupa zawodowa protestuje w swojej sprawie, w swoim czasie, na swój sposób i po swojej stronie ulicy, co zdecydowanie osłabia możliwość oddziaływania na rządzących tych, którzy kontestują ich decyzje czy reformy. Ruch protestacyjny nie ma jednego, wyrazistego lidera czy nawet kilku wyrazistych liderów. Co więcej, polityczna opozycja nie potrafi zagospodarować społecznego niezadowolenia. Społeczni kontestatorzy zaś nie mają swojej reprezentacji politycznej. Związki zawodowe kojarzone z lewicą stanowczo odcinają się od politycznych ugrupowań lewicowych nad Sekwaną. Jean-Luc Mélenchon, lider i przywódca skrajnie lewicowego ugrupowania France Insoumise, coraz częściej nie jest mile widziany na manifestacjach przez ich uczestników. (…)

Protesty i niezadowolenie we Francji będą narastały, jednak w niczym nie przeszkodzi to rządzącym. Podzielony i niespójny ruch kontestacyjny nie jest w stanie przeprowadzić akcji protestacyjnych na skalę mogącą zagrozić obozowi władzy.

Najprawdopodobniej do punktu kulminacyjnego społecznych protestów we Francji dojdzie na jesieni tego roku i potrwają one do końca zimy roku przyszłego, albowiem będzie to czas, kiedy rząd Philippe’a będzie reformował francuski system emerytalny, a tą reformą mają zostać objęte wszystkie grupy zawodowe i społeczne. Jednak trudno obecnie sobie wyobrazić, aby nie współpracujące i rywalizujące między sobą związki zawodowe były w stanie zahamować reformę emerytalną czy w jakikolwiek sposób w jej wprowadzaniu przeszkodzić.

Cały artykuł Zbigniewa Stefanika pt. „Próba sił nad Sekwaną” znajduje się na s. 7 majowego „Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Stefanika pt. „Próba sił nad Sekwaną” na s. 7 majowego „Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl

 

Teresa Wójcik: Ameryka będzie chciała zablokować budowę Nord Stream II

Gość Poranka WNET opowiedziała o prowokacji dziennikarskiej portalu Energetyka24.com oraz o rozpoczęciu budowy rurociągu Nord Stream II.

Pracownicy portalu Energetyka24.com wymyślili fikcyjnego dziennikarza Piotra Niewiechowicza i sprawdzili, ile fikcyjny przedstawiciel świata mediów jest w stanie ugrać. Jak się okazuje to sporo. Nieistniejący dziennikarz wyciągnął wrażliwe informacje i lobbował u opozycji. Wystarczyło konto na Twitterze i mail.

Redaktorka mówiła również o projekcie budowy Nord Stream II. Zdaniem Teresy Wójcik, niezwykle trudno będzie powstrzymać budowę rurociągu, która godzi w interesy naszego państwa:

  „Łatwiej potrzymać prace na lądzie niż na dnie morza. Budowa już ruszyła, maszyny kopią rowy. Myślę, że powstrzymanie budowy będzie bardzo trudne. Mogłoby to się udać, gdybyśmy przestrzegali prawa unijnego oraz gdyby Ameryka zaczęła bardziej się przeciwstawiać realizacją tego projektu. Z poufnych źródeł dowiedziałam się, że ten nacisk stanie się niebawem silniejszy. Może on objawić się w świecie finansów. Stany Zjednoczone wciąż są potęgą w zakresie międzyarkadowych instytucji finansowych. Myślę, że obecna administracja amerykańska jest na tyle zdeterminowana, że może zablokować możliwość obrotu finansowego”.

Amerykanie będą chcieli zablokować budowę Nord Stream II, ponieważ chcą zarobić na handlu paliwami na rynku europejskim oraz mają na Starym Kontynencie swoje interesy polityczne. „Donald Trump nie może pozwolić sobie na to, aby Rosja wchodziła do Europy tak szerokim frontem, jak to się teraz dzieje”.

Teresa Wójcik zauważyła, że charakter współpracy Niemiec i Rosji przy budowie Nord Stream II jest partnerski: „Nikt w tym układzie nie dominuje, dlatego jest on tak niebezpieczny”.

Dla niemieckiej gospodarki jest to bardzo intratna współpraca. Ponad 7000 ichniejszych firm zarabia na rosyjskim rynku. Teresa Wójcik mówiła także o działaniach Gazpromu, który coraz bardziej jest zainteresowany rynkiem hinduskim.

JN

Ogromny import węgla to WSTYD narodowy, a nawet HAŃBA dla rządzących / Marek Adamczyk, „Śląski Kurier WNET” 47/2018

Zawsze zdolności wydobywcze polskiego przemysłu węglowego są najmniejsze w czasie trwania koniunktury, a największe, kiedy ceny węgla szorują po dnie i na jego wydobyciu ponosimy ogromne straty.

Marek Adamczyk

Wstyd i hańba

Górnictwo węgla kamiennego w Polsce to dziedzina przemysłu, w której od 1990 roku, czyli od początku transformacji gospodarczej, nie mieliśmy dobrego gospodarza. Wydawało się, że rząd dobrej zmiany wreszcie przełamie tę fatalną passę i dokona cudu ekonomicznego, wyzwalając sektor z organizacyjnej niemocy. Niestety po 2,5 roku rządów, kiedy to obecni ministrowie w pełni odpowiadają za swoje decyzje (ze względu na ponad 2-letni cykl inwestycyjny w tej branży), mogę powiedzieć, że jest bardzo źle. I choć wyniki finansowe górnictwa są na tę chwilę dodatnie (ponad 3,6 mld zł netto), to czarne chmury nad nim gromadzą się szybciej niż nam się wydaje.

Obecne, świetne wyniki finansowe, są w ponad 95% wynikiem wzrostu cen węgla na rynkach światowych, a nie decyzji ministrów.

Polska nie ma w ogóle możliwości wpływu na ten rynek, ze względu na około jednoprocentowy (1%) udział w światowym wydobyciu. O wszystkim decyduje rynek w Azji Południowo-Wschodniej, przede wszystkim Chiny, a wkrótce również Indie. Niestety nasz udział w rynku węgla z każdym rokiem maleje i co gorsza, zawsze zdolności wydobywcze polskiego przemysłu węglowego są najmniejsze w czasie trwania koniunktury, a największe, kiedy ceny węgla szorują po dnie i na jego wydobyciu ponosimy ogromne straty.

To nie jest przypadek! Skoro nie możemy wpływać na ceny węgla na rynkach światowych, to czy możemy chociaż po części je przewidzieć, by w pełni korzystać z okresu hossy i przygotować się na nadejście bessy? Całą sytuację można porównać do małej łódki płynącej po wzburzonej rzece cen surowców energetycznych. Nie możemy płynąć po niej pod prąd, musimy płynąć z prądem i tak nią sterować, wykorzystując meandry rzeki, aby jak najmniejszym nakładem sił zawsze dobić do brzegu hossy, spić tam śmietankę koniunktury i obrosnąć tłuszczem pieniędzy. To ten „tłuszczyk” pozwoliłby bezpiecznie przetrzymać czas przyszłej bessy i umożliwiłby przygotowanie frontów wydobywczych na kolejną koniunkturę.

Tak to powinno wyglądać, ale niestety tak nie jest. Zawsze na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat rządzący postępowali odwrotnie, zawsze – wbrew oczywistym faktom i moim prognozom co do przyszłych trendów – inwestowali w rozwój mocy wydobywczych w szczycie koniunktury. Skutkowało to tym, że po 2–3 latach wpadaliśmy w pułapkę bessy z największymi zdolnościami wydobywczymi i największym bagażem kredytów inwestycyjnych do spłacenia. Brak popytu na węgiel i co za tym idzie, jego niskie ceny, oznaczają jedno: straty branży. To z kolei wymusza „reformy” i uzasadnia dalszą likwidację mocy wydobywczych, czyli ograniczenie strat. I tak wkoło Macieju przez ponad 20 lat. To wszystko doprowadziło do takiej sytuacji, że Polska z wielkiego eksportera węgla stała się jego wielkim importerem. Przecież to powód do wstydu!

I tak właśnie tę sytuację określa prof. Akademii Górniczo-Hutniczej dr hab. inż. Marek Ściążko w wywiadzie pt. Import węgla do Polski. Bez nowych złóż problem będzie narastał, udzielonym portalowi wnp.pl w dniu 06.04.2018 r.: „Moim zdaniem import węgla, w szczególności dla szeroko rozumianych potrzeb energetycznych, i to z kierunku wschodniego, jest wstydem narodowym.” Import węgla do Polski w 2017 roku wyniósł około 13,3 mln ton. W branży obawiają się, że w 2018 roku i latach następnych ten import będzie się mocno zwiększał (przekroczy 15 mln ton). Tyle publicznie mógł powiedzieć pan profesor, obawiając się szykan finansowych ze strony decydentów. Ja dopowiem resztę: to nie tylko wstyd narodowy, to hańba dla rządzących!

Czy to nie powinien być powód dla dymisji ministrów odpowiedzialnych za górnictwo i energetykę? Gdzie są górnicze związki zawodowe i dlaczego milczą w tej sprawie? Tylko Bogusław Ziętek, przewodniczący Sierpnia 80, zabiera głos:

„Jest rzeczą nieprawdopodobną, że pozwalamy do kraju, który węglem stoi, wwozić 13 mln ton, głównie rosyjskiego węgla. Chcę przypomnieć, że w czasach poprzedniej koalicji PO-PSL wielkość ta osiągnęła 10 mln ton i na granicach stanęły blokady. Dziś w Polsce zaczyna brakować naszego własnego surowca. Import rośnie i nic nie zapowiada, aby miało się to zmienić. I nikt nic z tym nie robi” – cytat pochodzi z tego samego co wcześniej artykułu.

Mam nadzieję, że odpowiedzialny za wszystko premier Mateusz Morawiecki pochyli głowę nad tym tematem i poważnie zajmie się problematyką górnictwa węgla kamiennego w oparciu o analizę zmian wielu kluczowych wskaźników ekonomiczno-politycznych. Mam nadzieję, że weźmie on pod uwagę nie tylko zysk polskiego górnictwa wypracowany w latach 2016 i 2017, ale przede wszystkim rozliczy ministrów z powodu niewłaściwego przejęcia zarządzania górnictwem – bez wykonania audytów na poziomie ministerstw (w gestii których uprzednio były kopalnie) oraz rozliczy z powodu niewykonania planu wydobycia węgla (utracony zysk) w tym okresie (wydobycie węgla w polskich kopalniach spadło w 2017 roku o 6,5%, do około 66 mln ton), a także z powodu braku rozliczenia audytów na poziomie spółek węglowych.

I wreszcie mam nadzieję, że wskaźnik bezpieczeństwa energetycznego i suwerenności energetycznej Polski będzie jednym z najważniejszych branych pod uwagę przy podejmowaniu kluczowych decyzji w tym zakresie. Przypomnę tutaj, że do połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku wynosił on 0,98, by w 2005 roku spaść do 0,85. Ile wynosi obecnie? Nie wiem. Wiedzę na ten temat posiada Ministerstwo Energii. Jednakże z ogólnych danych wynika, że z każdym rokiem bezpieczeństwo energetyczne kraju spada.

Import węgla do Polski rośnie w dramatyczny sposób. O ile w 2015 i 2016 roku wyniósł około 8,2 mln ton, to w 2017 roku wzrósł do 13,4 mln ton. Przewiduje się, że w latach następnych import przekroczy 15 mln ton. To kompletna porażka rządu, to efekt niezrealizowania obietnic wyborczych PiS-u z początku 2015 roku, złożonych osobiście przed kopalnią „Pokój” w Rudzie Śląskiej przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Jarosław Kaczyński obiecał wówczas, że każda złotówka przeznaczona przez koalicję PO-PSL na likwidację kopalń (chodziło wtedy o 2 mld złotych) po wygraniu przez PIS wyborów zostanie przeznaczona na zwiększenie mocy produkcyjnych w polskim górnictwie.

Gdyby dotrzymano obietnic, polskie górnictwo wkroczyłoby z większymi zdolnościami produkcyjnymi w okres koniunktury 2016/17 i całkowicie zaspokoiło rynek krajowy, eliminując węgiel importowany do naszego kraju. Większa produkcja, o co najmniej 10 mln ton, oznaczałaby obniżkę kosztów wydobycia, czyli pozwoliłaby na znaczące powiększenie zysków nie tylko kopalń, ale również producentów sprzętu górniczego pracujących na rzecz przemysłu górniczego. Przy racjonalnej gospodarce nie doszłoby również do skandalicznych decyzji o likwidacji kopalń „Krupiński” i „Makoszowy” z ogromnymi zasobami węgla koksowego w tej pierwszej i bardzo dobrego węgla energetycznego w tej drugiej.

O tym, że kopalnia „Krupiński” ma ogromny potencjał do wygenerowania zysku rzędu 10 mld złotych z eksploatacji pokładu 405/1 świadczą starania angielskiej firmy Tamar o przejęcie kopalni ze spółki SRK.

Jej biznesplan zakłada eksploatowanie wyłącznie pokładów węgla koksowego, których rok wcześniej nie chciał zauważyć Minister Energii, pomimo licznych monitów ze strony OKOPZN. Czas najwyższy naprawić błędne decyzje rządzących, i to nie poprzez sprzedaż majątku podmiotom zagranicznym. To Naród jest właścicielem zasobów naturalnych i zyski z ich wydobywania muszą zostać w całości w kraju. W związku z tym „Krupińskiego” i inne kopalnie powinny przejmować polskie firmy, najlepiej te w 100% państwowe lub takie, w których państwo polskie zachowuje pakiet kontrolny.

Artykuł Marka Adamczyka pt. „Wstyd i hańba” znajduje się na s. 1 majowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Marka Adamczyka pt. „Wstyd i hańba” na s. 1 majowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl

Paweł Lisicki: Głównym celem ustawy 447 jest Polska. Musimy zacząć grać w polityce, jak Orban, na wielu fortepianach

Zdaniem redaktora naczelnego tygodnika DoRzeczy, jeśli dojdzie do realizacji roszczeń środowisk żydowskich wobec Polski, to skutki dla budżetu państwa będą horrendalne.


W Poranku Wnet redaktor Paweł Lisicki podkreślał wagę uchwalonej przez amerykański kongres ustawy JUST: Wygląda na to, że głównym celem ustawy 447 jest Polska. Sumy podawane przez środowiska żydowskie, czyli 340 mld dolarów, są z naszego punktu widzenia horrendalne. Jeśli dojdzie do realizacji założeń ułożeń ustawy 447, to konsekwencje będą dla Polski tragiczne. A główne media pomijają ten temat i wiedza społeczeństwa o tej ustawie jest niewielka.

Przez lata prawica podkreślała, że tylko bliskie relacje z USA są gwarancją naszego bezpieczeństwa. Teraz się okazało, że nasz sojusznik potraktował nas, delikatnie mówiąc, po macoszemu. Dlatego media prawicowe niechętnie piszą o ustawie 447 – podkreślił gość Poranka Wnet.

Zdaniem Pawła Lisickiego, w obecnej sytuacji zbyt mocne związanie się ze Stanami Zjednoczonymi jest politycznym błędem: Państwo, które chce być suwerenne, musi grać na wielu fortepianach, do nikogo nie przywiązując się na stałe. Nikogo nie można traktować jako jednoznaczne zło. Dla mnie przykładem prowadzenia mądrej polityki zagranicznej są Węgry Wiktora Orbana.

Zdaniem redaktora naczelnego tygodnika DoRzeczy, jeśli Polska chce się przed czymś bronić, to musi sama siebie szanować. Jeżeli będziemy cały czas mówić, że jedynym gwarantem bezpieczeństwa Polski są stany zjednoczone, sami obniżamy swoją pozycję negocjacyjną.

Tematem rozmowy Krzysztofa Skowrońskiego z Paweł Lisickim była również sytuacja na Bliskim Wschodzie i konflikt izraelsko-palestyński: To, co się dzieje w Strefie Gazy oraz to, co wydarzyło się między USA a Iranem, to już miało wyraźny wpływ na nasze życie, chociażby kiedy jedziemy na stację benzynową. Dopływ taniej irańskiej ropy znikną oraz obawa przed konfliktem zbrojnym bezpośrednio odbił się na cenach paliwa w Polsce.

ŁAJ

Wojciech Jakubik: Gazprom stosuje wobec Unii Europejskiej politykę faktów dokonanych

Zdaniem redaktora naczelnego portalu BieznesAlert, cały czas jest szansa na wstrzymanie budowy Nord Stream II i objęcia tej inwestycji zapisami prawa europejskiego, nad czym debatuję Rada Europejska.

 

Trwają wszelkie przygotowania do procesu kładzenia gazociągu Nord Stream II. Teraz są wykopywane rowy, do których mają być wkładane rury i to będzie prawdziwy początek budowy. Gazprom już od kilku miesięcy komunikuje, że prace są już w toku, ponieważ działa za pomocą faktów dokonanych i chce przekonać Europę, że sprawa jest już przesądzona, a tymczasem w Radzie Europejskiej toczą się prace nad regulacje, które mogą co najmniej opóźnić prace – podkreślił w rozmowie z Radiem Wnet Wojciech Jakubik redaktor naczelny portalu BiznesAlert.

Budowa gazociągu Nord Stream II znacząco uderzy w pozycję Ukrainy jako kraju transferowego. Zdaniem strony rosyjskiej budowa nowych nitek przesyłowych po dnie Bałtyku pozwoli na całkowite wykluczeni Kijowa z tranzytu rosyjskiego gazu. W kwestii skali przesyłu gazu do Europy przez Ukrainę, mają się wspólnie wypowiedzieć Niemcy Rosja oraz przedstawiciele rządu w Kijowie: Ukraina jest w dużo trudniejszej sytuacji niż Polska. My mamy wybór oraz narzędzia dywersyfikacji dostaw gazu, które pozwolą nam zrezygnować z rosyjskiego gazu. Dla Ukrainy organicznie tranzytu gazu przez jej terytoriom na rzecz NSII to ograniczenie środków płynących z tego tytułu do budżetu i niestabilności finansów. Obecnie jest pomysł, żeby negocjować minimalną ilości przesyły, która zagwarantuje stabilność na Ukrainie. Tym mają się zająć Niemcy, Rosja i Ukraina. To jest zupełnie nowy format – podkreślił redaktor naczelny portalu BiznesAlert.

Polska wykonuje swoje zadanie domowe. Mamy na szczęście terminal LNG, co jest wielkim sukcesem III RP, który będzie rozbudowany. Do tego dojdzie jeszcze Baltic Pipe, który ma zapewnić konkurencyjne cenowo paliwo, wobec rosyjskiego gazu – zaznaczył w rozmowie z Radiem Wnet Wojciech Jakubik.

Dziennikarz podkreślił również, że projekt budowy gazociągu z Danii do Polski, ma uzasadnienie ekonomiczne: Dofinansowanie unijne do Baltic Pipe, to są relatywnie niskie kwoty, kilka milionów euro, aby przygotować projekt do realizacji. Ostateczna decyzja o realizacji tego projektu ma zapaść do końca roku. (…) To jest polityka połączona z biznesem. Polska na gazie z Baltic Pipe może zaoszczędzić aż do 2 mld w ciągu kilku lat.

ŁAJ

Akademia po Szychcie w Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu: „Państwowa Kopalnia Węgla »Brzeszcze« w Brzeszczach”

„Ta kopalnia stanowi przedmiot specjalnego zainteresowania i powoduje publiczne wystąpienia zarówno konkurencji, jak i ze strony zasadniczych przeciwników »etatyzmu«” (PKW Brzeszcze, Kraków 1937).

Zenon Szmidtke

Tegoroczny cykl prelekcji „Akademia po Szychcie”, organizowanych przez Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, zatytułowany Górnictwo w Drugiej Rzeczypospolitej. W stulecie odzyskania Niepodległości, poświęcony jest kopalniom (węgla kamiennego, soli, ropy naftowej), które były „perłami w koronie II RP” – ze względu na skalę produkcji, innowacyjność, historyczne tradycje, duży udział właścicielski kapitałów polskich: państwowych i prywatnych. W dniu 27 marca br. drugą z kolei prelekcję w ramach wspomnianego cyklu, Państwowa Kopalnia Węgla „Brzeszcze” w Brzeszczach, wygłosiła Dorota Połedniok, kierowniczka Zespołu Relacji z Otoczeniem w TAURON Wydobycie SA. (kopalnia „Brzeszcze” obecnie wchodzi w skład tej spółki).

Hala maszyn kopalni „Brzeszcze”; ze zbiorów Archiwum Kopalni „Brzeszcze”, autor nieznany

Za prelegentką chciałbym przytoczyć informacje o najważniejszych i najciekawszych, zdaniem autora niniejszej relacji, aspektach funkcjonowania kopalni „Brzeszcze” w okresie międzywojennym:

  • W dwudziestoleciu międzywojennym Państwowa Kopalnia Węgla „Brzeszcze” była jedynym czynnym przedsiębiorstwem węglowym pozostającym całkowicie w rękach rządu RP. „Ta właśnie kopalnia stanowi przedmiot specjalnego zainteresowania i powoduje publiczne wystąpienia zarówno konkurencji, jak i ze strony zasadniczych przeciwników »etatyzmu« (Państwowa Kopalnia Węgla „Brzeszcze”, Kraków 1937, s. 6).
  • W czasach II RP w kopalni „Brzeszcze” pracowały maszyny wydobywcze o łącznej mocy 2740 KM równej mocy silników 5 samochodów marki Ferrari F430.
  • W przeliczeniu na obecne złotówki nakłady inwestycyjne w czasach II RP sięgały 217,5 mln zł.
  • Na terenie Brzeszcz działała filia Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet, na czele którego stała Zofia Moraczewska – żona premiera Jędrzeja Moraczewskiego. ZPOK był polską organizacją feministyczną, popierającą politykę Józefa Piłsudskiego. Do głównych celów Związku należały m.in. walka o zwiększenie aktywności kobiet w życiu publicznym i zrównanie płac kobiet i mężczyzn.

Artykuł Zenona Szmidtkego pt. „Akademia po Szychcie. Państwowa Kopalnia Węgla »Brzeszcze« w Brzeszczach” znajduje się na s. 12 majowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zenona Szmidtkego pt. „Akademia po Szychcie. Państwowa Kopalnia Węgla »Brzeszcze« w Brzeszczach” na s. 12 majowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl

Paweł Grabowski poseł Kukiz’15: Jestem zwolennikiem połączenia Orlenu z Lotosem

Tematem rozmowy z politykiem Kukiz’15 było działanie prawa hazardowego wprowadzającego państwowy monopolu na rynku „jednorękich bandytów”.

 

Od 2017 roku prowadzono państwowy monopol na części rynku hazardowego, którego dysponentem jest totalizator sportowy: Postanowiono, że hazard przejdzie w ręce państwa, a biznesmeni, często o szarpanej reputacji, mają zostać odcięci od tego rodzaju usług. (…) Jednym uzasadnieniem dla wprowadzenia monopolu państwowego w hazardzie, jest walka z uzależnieniem od gier hazardowych. W takiej sytuacji ludzie z orzeczoną chorobą od hazardu będą mieli utrudniony dostęp do gier pieniężnych.

Zdaniem posła Pawła Grabowskiego faktyczna sytuacja polskiego budżetu nie jest tak dobra, jak to przedstawia rząd: Cały czas mówi się, że mamy świetną sytuację gospodarczą i finansową, ale wiemy, że dług cały czas rośnie. Stan finansów publicznych widać na przykładzie osób niepełnosprawnych, którzy też chcieli skorzystać z tego dobrobytu, który ma panować w budżecie, to się okazało, że sytuacja nie jest, wcale tak dobra.

Tematem rozmowy było również połączenie dwóch państwowych gigantów paliwowych: Jestem zwolennikiem połączenie Orlenu z Lotosem. (…) Orlen jest zarządzany odważnie. Sama decyzja po łączeniu z Lotosem jest decyzją, która wymagała odwagi, na którą nie zdobyli się poprzedni prezesi, chociaż byli podobno bardzo profesjonalni.

Powinniśmy prowadzić bardziej agresywną inwestycyjną przez polskie firmy, szczególnie te zarządzane przez skarb państwa – podkreślił Paweł Grabowski, poseł Kukiz’15.

ŁAJ

Projekt Sarmatia transportu ropy naftowej. Przez ponad 10 lat nie doczekał się realizacji. Czy są jeszcze na to szanse?

W 2007 r. doszło do powołania spółki Polski, Ukrainy, Gruzji, Litwy i Azerbejdżanu o nazwie Sarmatia dla budowy korytarza transportu ropy łączącego Morze Kaspijskie z morzami Czarnym i Bałtyckim.

Mariusz Patey

Na Ukrainie powstał plan wybudowania infrastruktury przesyłowej łączącej złoża ropy naftowej w rejonie Morza Kaspijskiego z wybrzeżem Morza Czarnego. W 1993 r prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk wydał rozporządzenie o budowie w Odessie terminala naftowego, który miał odbierać między innymi ropę z basenu Morza Kaspijskiego. W tym czasie Ukraina była znaczącym przetwórcą ropy naftowej i producentem produktów ropopochodnych.

W 1996 r. została podjęta decyzja o połączeniu istniejącej infrastruktury przesyłowej ropy naftowej wschód-zachód z terminalem naftowym w Odessie. W 2002 roku, już za prezydentury Leonida Kuczmy, zakończono budowę ropociągu Odessa-Brody. Ciekawe, że cały projekt został sfinansowany ze środków państwa ukraińskiego.

W 2003 r. Komisja Europejska uznała ten projekt za ważny dla bezpieczeństwa energetycznego UE, jej sąsiadów i krajów partnerskich. Polska od początku wykazywała zainteresowanie projektem. Jednak w 2004 r. ropociągiem zaczęła płynąć ropa rosyjska do terminala przeładunkowego w Odessie. (…)

Ryc. 1. Trasa projektowanego ropociągu. Źródło: Sarmatia Sp. z o.o.

Jak widzimy, trasa ropociągu biegnącego z Azerbejdżanu przez Gruzję (ryc. 1) kończy się terminalem przeładunkowym w Supsie, potem ropa naftowa tankowcami transportowana jest do portu w Odessie, a następnie ropociągiem ma docierać do rafinerii w Polsce, Słowacji, Czechach i Niemczech.

Lekka ropa z Morza Kaspijskiego jest bardziej wydajnym surowcem i nie wymagającym tak kosztownego procesu odsiarczania jak gatunki ropy ciężkiej (na przykład typu Ural), która jest głównym surowcem (jeszcze do niedawna 90% całego wolumenu zakupów) importowanym na do rafinerii Orlenu w Płocku.

Przeciwnicy projektu podkreślają jednak wyższą cenę surowca azerskiego czy irańskiego i wyższe koszty transportu wynikające chociażby z konieczności podwójnego przeładunku. Ceny surowców podlegają jednak dużym fluktuacjom i trudno dziś przewidzieć, jak będzie wyglądać relacja cenowa ropy typu „Ural” do gatunków wydobywanych w obszarze Morza Kaspijskiego.

Drogi morskie, dotychczas wykorzystywane do transportu ropy do Polski, są obarczone ryzykiem związanym z określoną przepustowością cieśnin, którymi już teraz przepływa zbyt duży tonaż ładunków. Na dzień dzisiejszy prawdą jest, że transport morski jest poważną konkurencją dla korytarzy lądowych. Korytarz transportowy północ-południe ma jednak istotny walor bezpieczeństwa, dając przy tym możliwość dywersyfikacji kierunków dostaw ropy. Trudna do przewidzenia w najbliższych latach polityka Kremla wobec krajów naszego regionu jest ważnym argumentem przemawiającym za kontynuacją tego projektu. Istotna jest dla odbiorców ropy docierającej tą drogą stabilność krajów tranzytowych i poradzenie sobie z zagrożeniami płynącymi z zewnątrz.

Innym problemem jest brak podpisanych długoterminowych umów z potencjalnymi dostawcami surowca. Jednak dziś, przy coraz większym udziale giełd, tzw. transakcji spotowych oraz sporej podaży surowca, nie należy się spodziewać braku chętnych do sprzedaży. Także istnieje obawa, że minimum opłacalności, tj. 10 mln ton transportowanej ropy rocznie, będzie niemożliwa do ulokowania na rynku polskim i innych rynkach regionu.

Niestety w dużej części o kierunku zakupów decydują wybory polityczne. W przypadku Polski czynnik polityczny powinien sprzyjać projektowi Sarmatia. Może jednak wystąpić problem (do przełamania) niechęci największego gracza w regionie, tj. petrochemii Płocku, do zakupów większych ilości surowca innego niż Ural.

Zainwestowano bowiem w przeszłości w drogie instalacje odsiarczające o określonych mocach przerobowych, które w przypadku zmniejszenia zakupów dotychczasowego gatunku ropy dłużej się będą amortyzowały. Polskie rafinerie (Orlenu w Płocku i Lotosu w Gdańsku) przy założonych odbiorach do 30% innych gatunków niż Ural w miksie mogłyby przerabiać między 4 mln a 8 mln ton ropy kaspijskiej Azeri Light bez szkody dla swych marż rafineryjnych. Być może także i inne rafinerie kontrolowane przez polskie spółki (Możejki) mogłyby być potencjalnie zainteresowane zakupami. Szacunki muszą być jednak ostrożne, nie należy zapominać, że ropa od dostawców światowych może docierać alternatywnymi drogami przez terminale naftowe nad Adriatykiem i Bałtykiem. Nie umniejsza to jednak znaczenia projektu Sarmatia. (…)

Ciekawie także przedstawia się mapa europejskich ropociągów. Wskazuje ona na mocną zależność Europy Środkowo-Wschodniej od jednego kierunku dostaw, natomiast Europa Zachodnia ma znacznie lepiej zdywersyfikowane kierunki zaopatrzenia. Prawdą jest, że Polska dzięki naftoportowi w Gdańsku może skutecznie obronić się przed hipotetycznym problemem gwałtownego zmniejszenia podaży rosyjskiej ropy. W Niemczech Wschodnich jest rafineria Leuna o przerobie 12 mln ton ropy rocznie, należąca do koncernu Total. Ropę importuje głównie przez ropociąg Przyjaźń.

Hipotetyczni odbiorcy ropy kaspijskiej mogą się znaleźć w Czechach (Unipetrol należący do Orlenu), na Litwie (Możejki) i w Niemczech (Leuna). Trudno obecnie liczyć na Słowację, gdzie znajduje się rafineria kontrolowana przez węgierski koncern MOL, ze względu na silne więzi kooperacyjne, a także związki polityczne z Rosją.

Ciekawą opcją byłaby budowa po stronie ukraińskiej rafinerii położonej na drodze przebiegającego ropociągu. Ukraina bowiem obecnie jest dużym importerem produktów ropopochodnych produkowanych głównie w białoruskich rafineriach. Z przyczyn politycznych chciałaby zapewne być mniej uzależniona od rosyjskiego surowca. Ciągle mała przejrzystość państwa nie wpływa odstraszająco na potencjalnych inwestorów z zagranicy. Jest jednak nadzieja, że podejmowane ostatnio próby reform tego kraju przyniosą pozytywne zmiany.

Cały artykuł Mariusza Pateya pt. „Projekt Sarmatia transportu ropy. Szanse realizacji” znajduje się na s. 10 majowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Mariusza Pateya pt. „Projekt Sarmatia transportu ropy. Szanse realizacji” na s. 10 majowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl

Cezary Kazimierczak: Rumunia jest przykładem dla Polski jak rozwija się w oparciu o własne siły

Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców oceniał efekty gospodarczych działań rumuńskich władz, które konsekwentnie obniżają podatki i regulację gospodarki, uzyskując wyższy wzrost PKB niż Chiny.

 

W ostatnim okresie Rumunia jest najszybciej rozwijającą się gospodarką Unii Europejskiej. Wielu ekspertów przyczyny rumuńskiego cudu gospodarczego upatrują w deregulacji oraz obniżkach podatków dla przedsiębiorców, podatku VAT oraz dużej kwocie wolnej od podatku.

Zdaniem Cezarego Kazimierczaka, wsparcie małego biznesu i większa konsumpcja wywołała mniejszymi podatkami od osób fizycznych, są dźwignią rumuńskiej gospodarki: Przykład Rumunii to jest też lekcja trochę dla Polski. Rumunia się rozwijają bardziej o własnych siłach, nie ma takiej dominacji kapitału zagranicznego, to widać na ulicach. To jest lekcja jak można się rozwijać o własnych siłach.

Przystąpili do obniżki podatków obniżyli VAT z 20 do 19% stworzyli rewelacyjne warunki działania tej realnej gospodarce temu mrowisko w mrowisku gospodarczemu do miliona euro sprzedaży jest tam podatek obrotowy w wysokości 1% a to co cały czas proponujemy w Polsce i to się jakby nie może nie może przebić – podkreślił Cezary Kazimierczak.

Zdaniem gościa Poranka Wnet w Polsce powinien zostać wprowadzony podatek obrotowy, zamian podatku dochodowego od osób prawnych: Przeciwko wprowadzeniu podatku obrotowego, działa lobbing lobby prawniczego i lobby doradców podatkowych którzy wtedy przestaliby być potrzebni

Najprostsze działalności tej w realnej gospodarce zostały doprowadzone do jakiegoś absolutnego minimum formalności. Uwolnienie tych firm z różnych branżowych cały czas postępuje i to jest jakby konsekwentnie robione. Zobaczymy na ile im starczy determinacji i odwagi – mówił gość Poranka Wnet.

 

ŁAJ

Jerzy Kwieciński: Wchodzimy w proces negocjacji budżetowych i mówienie o wecie z naszej strony jest przedwczesne

Na budżet musza się zgodzić wszystkie państwa. To nie będą łatwe negocjacje. Nie zakładamy na wstępie, że zgłosimy weto – powiedział w czasie Dni Otwartych Funduszy Europejskich minister Kwieciński.

 

W czasie spotkania z dziennikarzami minister inwestycji i rozwoju komentował propozycję Komisji Europejskiej budżetu UE na lata 2021-27: Nowa propozycja powiązania już nie konkretne polityki spójności, ale różnych wydatków z zasadami praworządności, ma bardzo słabe podstawy prawne, szczególnie podstawy traktatowe. Tego typu powiązania mają słabe walory praktyczne do zastosowania. Dlatego, że nie zostały zaprezentowane żadne obiektywne wskaźniki, a opierania się na subiektywnej ocenie, nawet politycznej, będzie wypaczało  większość polityk europejskie, jak polityka spójności.

W obecnej perspektywie mamy pewne powiązania środków, ze spełnienie pewnych wstępnych warunków prawnych. Jeśli nie spełniają tych warunków, to nie mogą korzystać z fundusz. My się z tym zgadamy – podkreślił Jerzy Kwieciński.

Szef ministerstwa inwestycji, odpowiedzialny za absorpcje środków europejskich: Wchodzimy w proces negocjacji, więc powiedzenie czy będzie weto Polski czy innego kraju, jest przedwczesne. Jedno sjest pewne budżet musi być przejęty za zgodą wszystkich krajów członkowski. Tutaj widzimy, że te rozmowy na pewno nie będą łatwe.

 

ŁAJ