Zdaniem poseł Prawa i Sprawiedliwości, zasiadającej w komisji śledczej ds. afery VAT, komisja powinna skupić się tylko na kilku najważniejszych zagadnieniach związanych z rozkradaniem podatków.
Poseł Małgorzata Janowska podkreśliła, że praca w komisji musi być bardzo intensywna i odpowiednio sprofilowana: To jest chyba największą komisją w tej kadencji a mamy tylko rok na przepracowanie, więc na pewno jest tak bardzo dużo, jeślibyśmy chcieli wykorzystać wszystkie akta. (…) Musimy zająć się jakby najważniejszymi kwestiami, żeby ten rok wykorzystać jak najbardziej sensownie wykorzystany.
W tym momencie będziemy wyciągać informacji dotyczących najważniejszych spraw, które dotyczyły wyłudzenia VAT-u. Będziemy przesłuchiwać i wyciągać wnioski, bo fizycznie nie bylibyśmy w stanie przeczytać po prostu wszystkiego, więc skupiamy się tak naprawdę na najważniejszych kwestiach – podkreśliła w rozmowie z Radiem Wnet poseł Małgorzata Janowska.
Poseł wskazała na najważniejsze instytucje, z którymi komisja będzie współpracować w trakcie swoich prac: Przede wszystkim współpracujemy z Ministerstwem Finansów, bo wiadomo, że tam jest dużo dokumentów, na których moglibyśmy bazować, ale również z prokuraturą krajową, która tak naprawdę, też od wielu lat starała się działać w tym zakresie, ale najwidoczniej nie była na tyle skuteczna w poprzednim okresie, ponieważ VAT był wyłudzany na bardzo dużą skalę.
Na pewno najtrudniejszym doświadczeniem będzie spotkanie z byłym panem ministrem Rostowskim, więc czekamy i zastanawiam się, jak będzie to wyglądało. Mam nadzieję, że którykolwiek ze świadków odświeżyć sobie pamięć i nie będą wszyscy mówić, że po prostu nic nie pamiętają – podkreśliła Małgorzata Janowska, poseł zasiadająca w klubie Prawa i Sprawiedliwość.
Program polityki migracyjnej dla Polski miał realizować gospodarcze założenia Planu Morawieckiego. Obecnie również rozmowy z rządem Filipin nad umową dotyczącą polityki migracyjnej zostały wstrzymane.
Piątkowa decyzja premiera o odwołaniu wiceministra inwestycji i rozwoju Pawła Chorążego. pracującego nad rządowym programem polityki migracyjnej dla Polski, to jedna z pierwszych sytuacji, kiedy rząd Prawa i Sprawiedliwości musi zmienić założenia polityki gospodarczej i przedłożyć kwestię polityczne, ponad interes gospodarczy kraju.
[related id=53818]
Chyba w żadnej innej kwestii, jak w przypadku polityki migracyjnej, oczekiwania pracodawców i potrzeby rynku, nie rozjeżdżają się tak mocno z poglądami wyborców obecnej koalicji wyborczej. Obecnie brak wykwalifikowanych pracowników, staje się największą barierą rozwojową dla przedsiębiorców działających lub chcących dopiero wejść na polski rynek. Według raportu „Klimat Inwestycyjny w Polsce 2017” właśnie brak rąk do pracy urasta do rangi największej bariery rozwojowej dla inwestorów. Jednak politykom Prawa i Sprawiedliwości, których formacja otrzymała dużą premię w wyborach, sprzeciwiając się europejskiemu mechanizmowi relokacji uchodźców, teraz trudno jest bronić polityki większej otwartości rynku pracy na pracowników spoza Unii Europejskiej.
Zjednoczona Prawica, obejmując stery rządów, aktywnie sprzeciwiała się projektowi przymusowej relokacji, który de facto pozbawiłby obywateli polskich realnego wpływu na politykę imigracyjną w swoim kraju. Jednak realia gospodarcze nieoglądaną się na retorykę polityków. Dynamiczny wzrost gospodarczy, coraz większe uposażenia, w wielu miejscach faktyczny zanik bezrobocia oraz kryzys demograficzny spotęgowany emigracją Polaków na zachód w latach wcześniejszych, spowodowały, że pracodawcy bardzo chętnie zatrudniają pracowników spoza UE. Szczególnie obywateli Ukrainy, którzy stanowią ponad 80 procent osób ubiegających się o oficjalne pozwolenie na pracę. Tylko w 2017 roku polskie władze wydały 500 tysięcy pozwoleń na prace. To więcej niż wszystkie pozostałe kraje wspólnoty razem wzięte, podkreślił w czasie konferencji Europa Karpat prezydencki minister Krzysztof Szczerski.
Według danych przekazywanych przez Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej w lipcu na polskim rynku pracy aktywnych było około półtora miliona imigrantów spoza UE. Skalę imigracji można odczuć już nie tylko na ulicach stolicy, ale również w ośrodkach wojewódzkich, a często i na prowincji. Według danych GUS opublikowanych 12 września tylko w województwie śląskim w okresie 2015-2017 liczba wydanych zezwoleń na pracę zwiększyła 12-krotnie.
Tak szybki wzrost imigracji nie mógł pozostać niezauważony przez polityków. Szczególnie aktywnie przeciwko imigracji występują politycy Ruchu Narodowego oraz część posłów zrzeszonych w klubie Kukiz’15. Jednak do momentu rozpoczęcia kompanii wyborczej do samorządów, temat nie wpływał na główny nurt polityki.
Rząd jeszcze na wiosnę zaprezentował założenia dla nowej polityki migracyjnej, która zakładała większe otwarcie polskiego rynku pracy, już nie tylko na sześć krajów postsowieckich, ale również na przybyszów z dalekiego wschodu, z takich państwa jak Wietnam czy Filipiny. Do tego program zakładał aktywny udział państwa w rekrutowaniu pracowników i zachęcaniu ich do przyjazdu, za pomocą biur Polskiej Agencji Handlu i Inwestycji. W założeniach programu położono również silny nacisk na pogramy integracyjne nowych pracowników. Teraz po dymisji wiceministra Pawła Chorążego, projekt należy uznać za martwy.
Jak dowiedziało się nieoficjalnie Radio Wnet od kierownictwa ministerstwa rodziny, także praca nad specjalną umową pomiędzy rządami polskim a filipińskim, dotyczącej pozwolenia na prace dla kilkudziesięciu tysięcy pracowników z Filipin zostaną wstrzymane. Umowa miała być podpisana niezależnie od prac nad programem migracji. W jej ramach do Polski miały przyjechać pracownicy wyspecjalizowaniu w pracach przy opiece nad osobami starszymi. Do czasu jak sytuacja polityczna się nie uspokoi, nie będziemy prowadzić, żadnych rozmów ze stroną filipińską. Proces negocjacyjny można uznać za bezterminowo zamrożony, sugerował przedstawiciel ministerstwa.
Poseł Platformy Obywatelskiej wskazała, że rozwiązania przyjęte w Pracowniczych Planach Kapitałowych w istocie służą pozyskaniu środków na rządowe inwestycje, a nie wsparciu przyszłych emerytów.
W środę w Sejm rozpoczął pracę nad powszechnym mechanizmem wspierającym gromadzenie oszczędności przez Polaków. Podstawowym założeniem rządowego projektu o Pracowniczych Planach Kapitałowych jest skłonienie pracowników do regularnego, comiesięcznego, oszczędzania w wysokości kilkuprocentowych (od 2 do 4) wpłat od miesięcznego wynagrodzenia na konto prowadzone przez wybrane przez pracodawcę TFI. Do składek pracownika dołoży się również zatrudniający oraz rząd, poprzez Fundusz Pracy. Program z założenia ma być dobrowolny, ale system zachęt i zasada automatycznego zapisu ma sprawić, że system będzie miał powszechny charakter. Zaproponowany projekt budzi silne wątpliwości, ze strony opozycji oraz części posłów koalicji rządzącej.
Zdaniem byłej wiceminister finansów w rządzie PO-PSL, głównym celem projektu wcale nie jest wsparcie przyszłych emerytów: Ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych nie ma na celu zabezpieczyć środków przyszłym emerytom. Podstawowym celem tej ustawy jest dostarczenie kapitału, na giełdę i na rynek kapitałowy, którego jak kania dżdżu potrzebuje polska gospodarka, ponieważ inwestycje przez trzy lata rządów Prawa i Sprawiedliwości niestety się zwinęły z 20 do 16 procent PKB.
Izabela Leszczyna wskazała na niewystarczający mechanizm zabezpieczania środków, gromadzonych przez przyszłych emerytów: W oszczędnościach emerytalnych najważniejsze jest bezpieczeństwo inwestowania. Tymczasem ta ustawa w ogóle nie daje poczucie bezpieczeństwa przyszłym emerytom, bo środki przekazywane do funduszy inwestycyjnych nie będą w żaden sposób gwarantowane w przypadku, jeśli przyjdzie krach na giełdzie, albo zainwestujemy te pieniądze na nietrafione publiczne przedsięwzięcia.
W mojej ocenie nad tym projektem nie warto dyskutować. Za to na pewno trzeba dyskutować o systemie emerytalnym i ten projekt jest dobrym pretekstem do rozmowy jak zachęcić Polaków do oszczędzania na swoje przyszłe emerytury w trzecim filarze. Uważam, że to robić trzeba, ale sposób, w jaki proponuje ten rząd jest zły – podkreśliła w rozmowie z Radiem Wnet Izabela Leszczyna.
W procesie notyfikacji pomocy publicznej dla polskich kopalń na lata 2015–2018 nie zawiadomiono KE, że w KWK Krupiński znajdują się ogromne pokłady węgla koksującego – minerału strategicznego w UE.
Obywatelski Komitet Obrony Polskich Zasobów Naturalnych
Z ust ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego padło stwierdzenie: „Wydobycie węgla koksującego nie podlega restrykcji Komisji Europejskiej”. Nasuwa się tu zasadnicze pytanie – od kiedy minister energii o tym wie?
14 maja 2018 roku, urzędniczka w Ministerstwie Energii, dyrektor Departamentu Górnictwa Anna Margis, w odpowiedzi na pismo z dnia 29 marca 2018 roku w sprawie medialnych doniesień dotyczących sprzedaży przez Ministra Energii KWK „Krupiński”, skierowane przez Fundację Vis Veritatis im. Św. Michała Archanioła z Krakowa (kierowaną przez Dyrektora Zarządu Macieja Wac-Włodarczyka), pisze m.in.: Zakończenie działalności KWK „Krupiński” zostało uwzględnione w przywołanej powyżej Decyzji KE i jest nieodwracalne. Wznowienie produkcji w tej kopalni stanowiłoby złamanie Decyzji KE i Decyzji Rady 2010/787/UE i mogłoby skutkować wszczęciem procedury uznania całości pomocy publicznej dla sektora górnictwa węgla kamiennego za niezgodną z unijnymi zasadami pomocy państwa i pozwaniem Polski do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości”. (…)
Kto mija się z prawdą – minister mówiący, że wydobycie węgla koksującego nie podlega restrykcji KE, czy jego podwładna, twierdząca inaczej? Co zrobić w takiej sytuacji?
Przypomnę tutaj, że w procesie notyfikacji pomocy publicznej dla polskich kopalń na lata 2015–2018 nie podano do wiadomości KE, że zarówno w aktualnej, jak i w pierwotnej koncesji wydobywczej (pokład 405/1) znajdują się ogromne pokłady węgla koksującego uznanego za strategiczny minerał w UE i podlegający tym samym ochronie przed marnotrawstwem. (…)
Prezes JSW chwali się, że zabezpieczono dla potrzeb spółki koncesję z najbogatszym pokładem węgla koksującego (405/1), choć jeszcze niedawno nie brano go w ogóle pod uwagę.
Niech odpowie na pytanie, kto twierdził, że pokład 405/1 jest nieopłacalny do wydobycia ze względu na występujące w nim zagrożenia naturalne i jakie stanowisko piastuje obecnie w spółce JSW? Przypomnę tutaj, że zarówno senator PiS prof. geologii Krystian Probierz z Politechniki Śląskiej, jak i doc. Krauze z GIG byli przeciwnego zdania.
Na KWK „Krupiński” mamy jeszcze dostępną infrastrukturę wydobywczą, do pierwszych złóż węgla koksowego mamy tylko 650 metrów, a do tych najcenniejszych – pokładu 405/1 – 1650 metrów! Wydobycie może rozpocząć się w ciągu 2 lat. (…)
Oczywiście analiz kosztów wydobycia nie mogą wykonywać „fachowcy” skompromitowani dotychczasowymi dokonaniami – oni powinni dostać wilczy bilet i dożywotni zakaz uczestnictwa w opracowaniu ekspertyz.
Cały artykuł Obywatelskiego Komitetu Obrony Zasobów Naturalnych pt. „Kto mija się z prawdą? Walki o KWK Krupiński ciąg dalszy” znajduje się na s. 2 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Obywatelskiego Komitetu Obrony Zasobów Naturalnych pt. „Kto mija się z prawdą? Walki o KWK Krupiński ciąg dalszy” na s. 2 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl
Profesor Pieniążek wypracował metodę, dzięki której jesteśmy liderem na rynku światowym w produkcji jabłek. Dziś minister Jarosław Gowin, likwidując naukę o ogrodnictwie, chce to zniszczyć.
W wyniku prac nad zmianami klasyfikacji dziedzin i dyscyplin naukowych ma zniknąć kilka dyscyplin, w tym ogrodnictwo. W projekcie rozporządzenia ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina z 31 lipca 2016 roku w dziedzinie nauk rolniczych są tylko cztery dyscypliny. Ministerstwo argumentuje to nadmierną ilością dyscyplin, a co za tym idzie, potrzebą dostosowania się do OECD (Międzynarodowej Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Twierdzi też, że likwidowane dyscypliny mają niszowe znaczenie.
Gość naszej porankowej audycji ze Zwierzyńca, profesor Małgorzata Korwin, dyrektor Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach wykazuje, że argumentacja ta jest niezasadna.
Przede wszystkim w OECD są zupełnie inne dyscypliny rolnicze, więc o żadnym upodabnianiu się nie może być mowy. Według zaproponowanych zmian zgadza się zaledwie jeden punkt. Poza tym w systemie OECD funkcjonuje piąta dyscyplina przeznaczona na „inne” nauki rolnicze, które mają wspomagać najsilniejszą gałąź gospodarczą. Tymczasem polskie ogrodnictwo na 4 procentach powierzchni daje produkcję towarową o wartości 40 procent, jeśli chodzi o produkcję rolną. To chyba mówimy o gigancie.
Profesor przypomniała, że w okresie międzywojennym i powojennym produkowaliśmy 100 tysięcy ton jabłek. Obecnie produkujemy 4 miliony, może więcej. Prof. Szczepan Pieniążek przeniósł pewne dobre wzory z krajów zachodnich, a potem przez współpracę powstałego Instytutu Ogrodnictwa z rodzimymi praktykami, sadownikami i warzywnikami spowodowała, że jesteśmy teraz realnym liderem na rynkach światowych w produkcji jabłek – pierwsze miejsce w Europie, a trzecie na świecie, zaraz po Stanach Zjednoczonych i Chinach. Na rynku owocowo- warzywnym jest ogromna konkurencja i żadne doradztwo czy nauka z innego państwa nie będą wspierać konkurencji, jaką jesteśmy my. Dlatego tak ważna jest dla nas nasza polska nauka.
Nasza rozmówczyni zwróciła uwagę na zapowiedzi premiera Morawieckiego o ścisłej współpracy nauki z branżą, gdyż jest to ważne narzędzie wzrostu gospodarczego. Reforma w szkolnictwie wyższym jakoby nie idzie z tym w parze.
Jest potrzebna wielka debata nad system ubezpieczeń w ZUS, szczególnie w zakresie składek dla przedsiębiorców. Rozważam za wzór system brytyjski lub niemiecki – powiedział Adam Abramowicz.
W ramach zapisów Konstytucji dla Biznesu, przygotowanej przez rząd, 22 czerwca premier Mateusz Morawiecki powołał posła PiS Adama Abramowicza na Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców. Rzecznik ma być gwarantem wprowadzenia zapisów konstytucji do polskiego życia gospodarczego.
Wśród kompetencji rzecznika znajduje się m.in.: opiniowanie projektów aktów prawnych dotyczących interesów przedsiębiorców, pomoc w organizacji mediacji między przedsiębiorcami a administracją, współpraca z organizacjami pozarządowymi, społecznymi i zawodowymi. Rzecznik został wyposażony w kompetencje o charakterze interwencyjnym.
Obecnie trwa tworzenie kadry urzędu, które mogło rozpocząć się dopiero po opublikowaniu odpowiedniego rozporządzenia premiera: Urząd rzecznika zaczynie funkcjonować od końca września. Obecnie kompletujemy zespół. Byłem zaskoczony, kiedy zobaczyłem jakie procedury musimy jako urząd spełniać. Rozporządzenie pana premiera już zostało opublikowane. Urząd będzie gotowy na koniec września, na komunikację z przedsiębiorcami.
To będzie urząd działający na zasadach interwencyjnych. Szczególnie poszukujemy prawników – podkreślił Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw.
Rzecznik jako największą bolączkę polskich przedsiębiorców wskazał ryczałtową składkę na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych: Głównym problemem małych i średnich przedsiębiorców jest ryczałtowy ZUS. Mimo tego, że prace trwają i ZUS dla małej działalności wchodzi, ale to jest tylko wkładanie stopy w drzwi. Mały ZUS dotyczy tylko firm jednoosobowych o niskich przychodach, a zostają jeszcze przedsiębiorcy o małych dochodach. Tutaj będę chciał rozpocząć dużą debatę.
Adam Abramowicz wskazał na potrzebę wielkiej zamian systemu ubezpieczeń społecznych: ZUS to jest system, który nie do końca jest wydolny i wymaga dyskusji, w szczególności w zakresie składek od przedsiębiorców. Proponuję dwa rozwiązania. Albo system brytyjski, gdzie składak jest dostawana do wysokości dochodu i każdy jest w stanie ją zapłacić. (…) albo system Niemiecki, gdzie, jeżeli przedsiębiorcy może i chce, to płaci składkę, a jeżeli nie jest w stanie, to nie uczestniczy w systemie.
– Za cenę poniesienia pewnego ryzyka inwestycyjnego mamy szansę nie tylko mieć zwrot wynikający ze stóp procentowych, ale również udział we wzroście PKB – zapewniał Marek Dietl w Poranku WNET.
Wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych budzi kontrowersje. Marek Dietl w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim stwierdził, że rynek kapitałowy w Polsce jest mało rozwinięty.
– Rynek kapitałowy ma tę przewagę nad bankami, że decyzja o zainwestowaniu w przedsiębiorstwo jest bezpośrednia i to w dodatku w oczekiwaniu długoterminowego zwrotu. Bank tym się charakteryzuje, że przyjmuje depozyty, później udziela kredytu na określony procent i nie jesteśmy w stanie korzystać ze wzrostu gospodarczego jako całości, dostajemy tylko określony procent. PPK ma zaktywizować tę część kapitałową, gdzie możemy mieć swój udział we wzroście PKB – wyjaśniał.
Prezes giełdy zgodził się ze stwierdzeniem, że system bankowości urósł do zbyt dużych rozmiarów, a w dodatku w razie kryzysu może liczyć na pomoc publiczną w postaci BFG. PPK takiego zabezpieczenia nie mają:
– Za cenę poniesienia pewnego ryzyka inwestycyjnego mamy szansę nie tylko mieć zwrot wynikający ze stóp procentowych, ale również udział we wzroście PKB.
Zapytany jakie są gwarancje, że nie powtórzy się scenariusz OFE wskazał na działanie wolnego rynku. Ma zostać zapewniona większa niż w OFE elastyczność w wyborze operatora i mniejsze regulacje pozwalające na zabezpieczenie kapitału.
Marek Dietl wyraził również dezaprobatę do pomysłów wprowadzenia w Polsce Euro:
– Póki jest duża różnica w poziomie zamożności, to trudno sobie wyobrazić, abyśmy wprowadzili Euro. Wystarczy krótka podróż przez kraje naszego regionu, które wprowadziły Euro, np. Słowacja. To jest duże wyrzeczenie społeczne. Nasza gospodarka jest na tyle duża, i złotówka jest szóstą najważniejszą walutą europejską, że jesteśmy mniej podatni na ataki spekulacyjne, więc możemy spokojnie żyć złotówką jeśli chodzi o stabilność. Złotówka pomaga nam amortyzować szoki i w oczekiwaniu, aż przekroczymy średnią unijną jeśli chodzi o zamożność, to nie powinniśmy pozbywać się złotówki. Potem, jak już będziemy dostatecznie bogaci, to powinniśmy to poważnie rozważyć.
To już 55. dzień naszej podróży! Tym razem nadajemy z Lubaczowa
Goście:
Marek Kuchciński – marszałek Sejmu;
Krzysztof Tchórzewski – minister energii;
Jan Krzysztof Ardanowaki – minister rolnictwa;
Ks. Andrzej Stopyra – proboszcz parafii konkatedralnej, wyświęconej przez ks kard. Mariana Jaworskiego;
Piotr Gliński – wicepremier minister kultury i dziedzictwa narodowego;
Marian Banaś –wiceminister finansów, szef krajowej administracji skarbowej;
Alicja Antonik – katechetka, założycielka teatru „Arka Lwowska” w Lubaczowie, kandydat na stanowisko burmistrza miasta Lubaczów;
Barbara Thieme – emerytowana nauczycielka;
Krzysztof Szczepański – członek Rady Parafialnej, wiceprezes Klubu Inteligencji Parafialnej;
Jerzy Plucha– artysta, malarz.
Prowadzący: Krzysztof Skowroński
Realizator: Paweł Chodyna
Wydawca: Łukasz Jankowski
Część pierwsza:
Fragment homilii wygłoszonej przez Jana Pawła II w Lubaczowie . Ks. Andrzej Stopyra opowiedział o historii konkatedry w Lubaczowie, o postaci ks. arcybiskupa Eugeniusza Baziaka.
Marszałek Marek Kuchciński o najważniejszych spotkaniach, które odbyły się na tegorocznym, XXVIII Forum Ekonomicznym w Krynicy.
Część druga:
Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowskiskomentował problemy i wyzwania jakie stoją obecnie przed polskim rolnictwem. Rząd jest zdeterminowany, aby wszystkie plany dotyczące polskiej wsi, jak m.in. rozszerzenie handlu detalicznego czy sprawa zwrotu akcyzy za paliwo rolnicze, zostaną przyjęte w szybkim terminie. Minister skomentował również sprawę odszkodowań dla rolników, których szczególnie mocno dotknęła tegoroczna susza.
Część trzecia:
Fragment homilii Św. Jana Pawła II wygłoszonej 3 czerwca 1991 roku podczas mszy świętej, w której uczestniczyli goście dzisiejszego Poranka Wnet: Ks. Andrzej Stopyra – wyświęcony przez ks. kard. Mariana Jaworskiego oraz Bronisław Kosz. Kardynał prezbiter Marian Jaworski był Biskup Seniorem Archidiecezji Lwowskiej Kościoła rzymskokatolickiego, a 21 maja 1984 został prekonizowany administratorem apostolskim polskiej części archidiecezji lwowskiej z siedzibą w Lubaczowie.
Część czwarta:
Krzysztof Szczepański opowiedział o swojej znajomości z ks. kard. Marianem Jaworskim. Ks Andrzej Stopyra opowiedział o śladach obecności kard. Mariana Jaworskiego w Archidiecezji Lubaczowskiej.
Jerzy Plucha opowiedział o swojej działalności artystycznej związanej z Archidiecezją w Lubaczowie, oraz o swoich kontaktach z ks. kard. Marianem Jaworskim. Artysta wykonał dla kościoła kilka kopii obrazów sakralnych.
Część piąta:
Barbara Thieme opowiedziała o swojej znajomości z ks kard. Mariana Jaworskiego, który jest wielkim przyjacielem prowadzonego przez nią teatru dla młodzieży.
Część szósta:
Wspomnienie pobytu ks. kard. Mariana Jaworskiego w Lubaczowie. Fragment homilii św. Jana Pawła II.
Jan Bogatko skomentował doniesienia najnowsze medialne w Niemieckiej prasie.
Część siódma:
Minister Piotr Glińskiopowiedział o najciekawszych spotkaniach odbywających się na tegorocznym, XXVIII Forum Ekonomicznym w Krynicy. Wśród ważnych z poruszanych tematów był kryzys wartości europejskich, brak poczucia europejskiej wspólnoty. Kolejnym ważnym tematem była idea Trójmorza, w tym budowa nowej drogi kolejowej łącząca państwa tego regionu.
Część ósma:
Ks. Andrzej Stopyraopowiedział o historii Lubaczowa.
Minister Krzysztof Tchórzewski opowiedział o bezpieczeństwie energetycznym Polski.
Część dziewiąta:
Alicja Antonik opowiedziała o zbliżających się wyborach samorządowych oraz o problemach i wyzwaniach stojących przed miastem Lubaczów.
To co teraz jest realne to zmiana na polskim rynku pracy, a nie rozmowy czy ludobójcami była UPA czy AK – tak uważa Witalij Portnikow, z czym wyraźnie nie zgodził się Krzysztof Skowroński.
Gabriel Janowski mówił o bolączkach w polskim rolnictwie, czyli o stosowaniu przez niemieckie koncerny cen dumpingowych na cukier czy fali afrykańskiego pomoru świń.
Kilka lat temu, był taki moment, że ASF- czyli szybko szerzącą się, zakaźną chorobę wirusową, która zabija polskie hodowle świń i dzików, można było powstrzymać. Występowało niewiele ognisk tej choroby w Polsce. Teraz jest już na to za późno i nasi hodowcy muszą zmierzyć się ze stratami wywołanymi rozprzestrzenieniem się tej choroby.
Zdaniem Gabriela Janowskiego, obecny minister rolnictwa Krzysztof Ardanowski, jest dobrze przygotowany do reagowania na problemy w rolnictwie, jednak działa on w pewnym środowisku politycznym, w którym nie zawsze może być dobrze rozumiany.
„Rolnictwo posiada swoją specyfikę, zatrzymanie pewnych awarii jest szalenie trudne, ponieważ mamy do czynienia nie tylko z człowiekiem czy techniką, jak w przypadku większości przedsiębiorstw, ale również przyrodę”.
Były minister rolnictwa opowiedział również o problemie suszy, która dotknęła w tym roku polskich rolników. Obecnie rząd obiecał wypłacać odszkodowania plantatorom, których wysokość strat liczonych kwotowo w całej produkcji gospodarstwa przekroczy określoną wysokość. Jak zaznacza Gabriel Janowski: „Niektórzy rolnicy mają mieszane produkcje i już na starcie są wykluczani z prawa do odszkodowania”.
Kolejnym naglącym problemem w rolnictwie są niskie ceny za plony. Zdaniem byłego ministra rolnictwa, wynika to z kilku przyczyn: Po pierwsze, kiedy była dobra koniunktura i wysokie ceny na określone plony, rolnicy powiększali swoje plantacje i nie zdawali sobie sprawy z tego, że niebawem przyjdzie okres dekoniunktury. W normalnym państwie ten nadmiar plonów się przerabia i czeka on na czas nieurodzaju. W Polsce niestety oddano za „psi pieniądz” przemysł rolno-spożywczy obcemu kapitałowi. To on dyktuje dziś, według własnej kalkulacji zasady gry. Często są one sprzeczne z naszym interesem.